ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujaczku?

02.10.10, 12:28
Córcia ma prawie 4,5 m-ca i uwielbia przebywać w bujaczku, jest ciekawska, lubi patrzeć jak chodzę po mieszkaniu, sprzątam, gotuję, siedzi w tym bujaczku, wymachuje grzechotką i nóżkami i gada i gada ciągle.
Ale ile takie dziecko może przebywać w bujaczku w pozycji siedząco-leżącej? Mała ma refluks więc po zjedzeniu i odbiciu i tak wkładam ją do bujaczka jeszcze na 15 minut żeby nie zwymotowała, a do noszenia w pionie przywyczjac nie chcę bo jest coraz cięższa.
    • pawel.zawitkowski Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 02.10.10, 14:55
      Witam,
      to jest paradoksalnie pytanie z serii tych niemożliwych do rozstrzygnięcia.
      Nie ma badań, reguł, doświadczeń, które pozwoliły by nam odpowiedzieć np. - 3 h 20 min. dziennie.
      To naprawdę wszystko zależy od dziecka.
      Leżaczek pomaga Pani w ulżeniu dziecku przy dolegliwościach związanych z refluksem - uzasadnione? Tak.
      Pomaga młodej obserwować to co Pani robi w domu - uzasadnione? Tak, dlaczego nie, dom rodzicielski to nie obóz przetrwania.
      Boi się pani przyzwyczaić młodą do noszenia na rękach... uzasadnione
      A nie boi się Pani przyzwyczaić młodej do obserwowania świata z leżaczka?
      Pamiętam post mamy, która narzekała, ze Jej dziecko nie chce inaczej zasypiać jak w leżaczku, ponieważ właśnie w okresie silnych ulewań to było jedyne rozwiązanie ułatwiające komfortowe zasypianie malucha...
      To naprawdę zależy od temperamentu dziecka.
      Jedne szybko się przyzwyczajają i trudno im się przestawić na konieczność samodzielnego przemieszczania się, obrotów wokół ciała, samodzielnego "windowania się" do góry, "rozleniwiają się" - i dla takich leżaczek powinien być tylko ułamkiem codziennego życia.
      Inne dzieciaki leżą pół dnia w leżaczku, a kiedy zostaną z niego wyjęte baraszkują i czworakują jak gdyby nigdy nic... I takich leżaczek nie hamuje w tempie rozwoju.
      Inną sprawą jest fakt, że niezależnie od temperamentu, i tak, i tak każde zdrowe dziecko - wcześniej, czy później - zacznie robić to co trzeba, mniej lub bardziej precyzyjnie.
      Tylko rodzice muszą się przygotować na to, że jeżeli mają takiego "leniucha" w domu, i jeżeli często kładą go do leżaczka, nie powinni mieć pretensji, że leniuch ów zacznie czworakować i siadać kilka miesięcy później niż ich sąsiedzi i znajomi, albo w ogóle nie będzie czworakował. Może tak być? Mozę. Musi w każdym przypadku? Nie
      Długotrwałe leżenie w leżaczku "rozleniwia", "...siedzę i widzę"
      W zależności od preferencji i cech psychomotorycznych dziecka może utrwalać asymetryczne preferencje postawy i ruchu - jeżeli jest go zbyt dużo w stosunku do czasu spędzonego an turlaniu, zmianach pozycji, pełzaniu, obrotach, zabawach na podłodze? Jaki to jest stosunek? 60 do 40? 20 do 80%? Nie wiem, to zależy od dziecka i środowiska, w jakim się rozwija.
      Zasada jest jedna, zawsze kiedy nie musimy leżeć w leżaczku, kładziemy dziecko na podłodze, na płaskim podłożu - bo to jest naturalne środowisko dla rozwoju dziecka (oczywiście odpowiednio zaaranżowane do jego potrzeb.
      Pozdrawiam
      Paweł zawitkowski
      • xkasikx Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 02.10.10, 21:58
        Ja wkładałam małą do leżaczka z tych samych powodów co ty. Było fajnie nam obu. Do czasu. Mała dopiero w wieku 11 miesięcy zaczęła raczkować. O wstawaniu możemy na razie pomarzyć pomimo, że już skończyła roczek. Wiem, że w 80% to wina leżaczka - mała za dużo w nim przebywała. 20% to wina leniwego charakterku.
      • klarci Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 03.10.10, 01:27
        > Boi się pani przyzwyczaić młodą do noszenia na rękach... uzasadnione


        Ojjj, jak Pana lubię, tak nie przemilczę takich słów ;)
        co znaczy przyzwyczaić dziecko do noszenia? to są mity dawno juz obalone.
        co do noszenia i ciężkości, polecam chustę.
        sama mam trochę żal, bo dałam sie wkręcić w to, że w chuście nie można zbyt dużo nosić i zrezygnowałam z przyzwyczajenia sie do niej - a baaaardzo ułatwiłaby mi życie. moje malucho nie należało do tych, co sobie z leżaczka mnei obserwowały :>

        nie da sie przesadzić z dobrym ;)
        jasne, jeżeli dziecko lubi leżaczek i nie ma przeciwskazań, to warto korzystać i dać kręgosłupowi odpocząć ;), ale nic się nie stanie jak włożymy dziecko w chustę i będziemy nosić kilka godzin, odkurzając, robiąc obiad itp. ;) przepraszam, stanie się - dziecko będzie zrelaksowane i szczęśliwe ;)
        ciekawa jestem, czy są jakieś wyniki badań wiarygodne dla fizjoterapeutów, potwierdzajace, że w kulturach, gdzie dzieci są cały dzień noszone, nei słyszano o WNM i innych cywilizacyjnych przypadłościach :) - pytam serio :)
        • pawel.zawitkowski Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 03.10.10, 10:36
          Witam,
          czasem - i mówię jak najbardziej serio :) - warto uwolnić się od "wyników badań potwierdzających".
          Warto wsłuchać się w opowieści rodziców i między innymi takie, które opowiadają o tym, że młode nie chciało przez miesiące zasnąć inaczej niż noszone przez godzinę, dwie na rękach i jak wielkie to powodowało frustracje u rodziców.
          I teraz :)
          Nie na darmo pisze zawsze, że wszystko zależy od dziecka i jego otoczenia, od Jego temperamentu, cech rozwojowych, a obok od temperamentu i cech rodziców, od ich gotowości do, często "niekonwencjonalnego" podejścia do opieki nad własnym dzieckiem, do pozbycia się nawyków, lęków, utartych mitów i uruchomienia swojego "wewnętrznego oka", instynktu i umiejętności obserwacji dziecka.
          Często intuicyjne postępowanie i nie zawieszanie się na standardowych rozwiązaniach trudnych sytuacji uratowało "życie" rodziców.

          A teraz ważne:

          Nie znając rodziców tych konkretnie, mogę im podpowiadać różne rozwiązania, bo nie mam pojęcia jaki jest ich "profil" i co w ich przypadku ma sens, co nie.
          Często zdarza się w mojej praktyce, że mimo że jestem święcie przekonany do jakiegoś rozwiązania, proponuję inne - skuteczne tylko inaczej..., ponieważ okazuje się, ze rodzice nie są w stanie zrealizować tego najlepszego. I nie mogę tego wykorzystywać jako zarzut, bo przepychając się z moim rozwiązaniem mogę "gwałcić" ich tradycje, charakter, nawyki, możliwości w końcu. I jeżeli można to robić inaczej godząc się na określone tego konsekwencje to moim psim obowiązkiem jest umożliwienie im tego, a nie "kulpabilizowanie".
          Moją najważniejszą rolą jest podpowiedź jaka jest kolej rzeczy.

          A kolej rzeczy jest taka, że dziecko nie jest obiektem eksperymentu i nie można próbować kolejno wszystkich rozwiązań jakie mamy pod ręką, do czasu kiedy któreś z nich zadziała.

          Nie można też, zanim nie będziemy pewni co tak naprawdę dolega dziecku, zalecać jako rozwiązanie problemu, rozwiązań, nawet tak superanckich jak noszenie w chuście. Mimo mojej niezwyklej atencji dla tego rozwiązania nie przełknę takiego twierdzenia, że noszenie w chuście jest dobre na wszystko, a już pominę milczeniem powoływanie się na kultury i ludy.
          Delikatnie tylko wspomnę o takim czynniku jak dobór naturalny i eliminacja słabszych jednostek z populacji... O tym można długo...
          "Chustowanie" ma wystarczająco wiele zalet by móc nie powoływać się na wątpliwe pod względem jakiejkolwiek wagi dla naszej populacji i czasów, argumenty i doniesienia z innych kultur i ludów...

          A teraz do meritum.
          Zależy mi na partnerach i rodzicach, którzy czytają to co jako najważniejsze chcę przekazać w swoich odpowiedziach.

          A najważniejszym przekazem mojej odpowiedzi była konieczność identyfikacji rzeczywistego powodu, dla którego młoda zachowuje się tak jak zachowuje.
          I można użyć do tego instynktu, "oka wewnętrznego", umiejętności obserwacji, empatii, intuicji, jak zwał tak zwał, ale od tego zaczynamy. Reset mózgu i refleksja nad wszystkimi zdarzeniami, bodźcami, zachowaniami, czynnikami jakie mogły stać się przyczyną. I dopiero wtedy, albo - jeżeli ktoś woli - równolegle do tego procesu, konsultacje z lekarzem lub innym specjalistą.

          Ostatni przykład, przeprowadzka do mieszkania w nowym osiedlu w sąsiedztwie budowy i w towarzystwie kilku ekip urządzających mieszkania sąsiadów spowodowało regres w prezentowanych umiejętnościach u dziecka, z dodatkowo dziwnymi strategiami zachowania i interakcji z otoczeniem.
          Może tak być? Może.
          Czy to oznacza patologię lub zaburzenia? Nie
          Czy to oznacza ponowną wyprowadzkę? Nie
          To oznacza konieczność identyfikacji problemu i zastosowania szeregu pomysłów na neutralizację wpływu bodźców "dewastujących" dziecko.
          Jakich?
          :) u każdego dziecka innych...
          i ręczę, że rozwiązaniem nie było noszenie w chuście

          Pozdrawiam gorąco
          Paweł Zawitkowski
          • klarci Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 03.10.10, 11:15
            przynam Panie Pawle, że napisał Pan bardzo dużo i chyba nic na temat.

            chodziło mi jedynie o to, że specjalista, który ma sporą wiedzę, nie powinien utwierdzać rodziców w przekonaniu, że dziecko da się przyzwyczaić do noszenia i że to coś niepożądanego.
            w żaden sposób nie wchodziłam w ten konkretny przypadek i doskonale rozumiem mamę, bo wkółko nasze mamy powtarzają nam: nie noś bo przyzwyczaisz i nie da ci spokoju - nic bardziej mylnego.

            co do odwoływania się do porównań z innymi kulturami - to przepraszam Pana, ale specjaliści sztywno zamknięci w swojej wiedzy akademiskiej, wiele tracą . i odwrotnie, otwarcie na inne doświadczenia świadczy o wiekości. podobnie tutaj. może warto czerpać pozytywne przykłady od innych, a nie udawać, ze wszystko wiemy i robimy najlepiej.
            ja absolutnie nie twierdzę, że każdy ma nosić dziecko cały dzień, bo gdzieś w świecie się to sprawdza i skutkuje zrelaksowanymi dziećmi. owszem sprawdza się to tak samo w Polsce. ale jest warunek, musi to sprawiać przyjemność i dziecku i mamie i wynikać z ich potrzeby :)

            do meritum.

            zaprotestowałam Pana stwierdzeniu, że obawa przed przyzwyczajeniem do noszenia jest uzasadniona - bo nie jest niestety niezależnie od dziecka i mamy, to jeden z mitów, które odzieczyliśmy po poprzednim pokoleniu, kiedy wszystko co naturalne było złe.

            zapytałam z ciekawości, czy zna Pan jakieś badania, bo mnie to interesuje.

            zamisat tego otrzymałam wykład kompletnie nie na temat. szkoda :(
            • klarci Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 03.10.10, 11:21
              miałam wczoraj dodać, ale mi posta wcięło.

              dobrze zamotana chusta jest ergonomiczna nie tylko dla dziecka, ale i dla mamy.
              i dlatego o tym piszę, jak ktoś ma problemy z kręgosłupem (oczywiście nie piszę o czymś poważnym, bo wtedy lekarz musi decydować) to chusta, a przy starszym dobre nosidło jest dużo lepsze i wygodniejsze niż noszenie na ręku :) coś o tym wiem, bo sama miałam rehabilitację po ciąży, porodzie icodziennym wnoszeniu po schodach ciężkiego dziecka :(
              a przy mei taiu nic mnie nie boli nawet po 2-3 godzinach, a dziecko waży już prawie 14 kilo
            • klarci Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 03.10.10, 11:44
              proszę mnie dobrze zrozumieć.
              co innego zrozumienie dla watpliwości rodzica, które bardzo cenię, szczególnie w przypadku for eksperckich.
              a co innego potwierdzanie, utwierdzanie poglądu, że coś co jest niedobre, a obawy uzasadnione
            • pawel.zawitkowski Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 03.10.10, 13:30
              Witam,
              znowu zrobiło się zamieszanie :) chyba niepotrzebnie, bo nigdy nie mówiłem, że noszenie to coś niepożądanego.
              Nie przypominam sobie też, by na Akademii wykładano nam o chustach, stąd moja atencja do chust nie jest chyba akademicka... :)
              Na dodatek, termin "akademicki" w odniesieniu do Pawła Z. rozbawiłby do łez moich zawodowych ziomków, ale to już inna historia...

              Zatem jeszcze jeden "wykład"

              Czym innym jest chusta w dawnych kulturach w afryce i Ameryce Południowej, gdziekolwiek, a czym innym chusta jest w Europie XXI w.
              Po prostu inne jest uzasadnienie korzystania z niej samej.
              Cichutko podkreślę jedynie, że noszenie w chuście jest dla mnie nie tylko środkiem transportu i nie tu upatruję jej wszystkich zalet.
              Podobnie jak z kangurowaniem w Europie teraz, a kangurowaniem kiedyś i tam, gdzie to wymyślono. Inne są cele. Kiedyś kangurowano dzieci po to głównie by je ogrzać do stopnia takiego by mogły przeżyć, potem dostrzeżono inne zalety takiego postępowania (tu mówię o genezie "szkoły kangurownania"). Tu i teraz chodzi przede wszystkim o bliskość, emocje i dotyk i wszelkie dobrodziejstwa jakie to daje dzieciom i rodzicom.
              Chusty...
              Co mnie np. śmieszy i co uważam za niepotrzebne? Szukanie argumentów za chustowaniem, tam gdzie one są niepotrzebne i łatwe do "zniesienia"...
              Przykład?
              Krótkie streszczenie: noszenie w chuście jest uzasadnione i zdrowe, ponieważ jak dowodzą badania, w kulturach i ludach gdzie noszono w chustach (tu powoływano się na badania przeprowadzane w Afryce) jest mniej dysplazji bioder...
              Błąd, przyczyną mniejszej ilości dysplazji bioder nie jest noszenie w chuście, tylko cechy eliminowane lub "wzmacniane" w populacji zamieszkującej dany obszar charakterystyczne dla tych, a nie innych warunków życia..., dobór naturalny (silniejsze osobniki przeżywają i przekazują swoje "lepsze" cechy potomstwu), itd.
              Noszenie w chuście jest zdrowe, jest fajne dla dziecka i dla rodzica, a co najważniejsze daje naturalną okazję do najbliższej bliskości dziecka z rodzicem w każdej możliwej sytuacji, howk!

              A jeżeli już mam zająć się "istotą" Pani wpisu.
              Każda obawa rodzica jest uzasadniona, od momentu kiedy pojawi się w jego umyśle. Skądś to się bierze i jakoś trzeba się z tym zmierzyć, a nie udawać, ze tego nie ma bo inni tak mówią. Inną sprawą jest to by bezmyślnie nie dać się powodować OBAWAMI...
              Dziecko można przyzwyczaić do wszystkiego, i nie ma co się na to obrażać. Odzwyczaić też można, czasem łatwiej, czasem trudniej. Czy to grozi śmiercią lub kalectwem? Nie.
              Za każdym razem kiedy "przyzwyczajamy się" (i rodzice i dziecko) do spania razem w łóżku trzeba pamiętać, że dziecko może nie chcieć z tego zrezygnować kiedy nam się odwidzi lub uznamy, że już dość. I na taką okoliczność warto sobie przygotować lub wypracować odpowiednią strategię postępowania lub kiedy uważamy, że tego nie będziemy potrafili to zdecydować się na spanie ze wszelkimi tego konsekwencjami lub nie zdecydować się również ze wszelkimi tego konsekwencjami. Rodzicielstwo to również nieustanne wybory, ważne by albo były świadome, albo najczyściej jak to możliwe instynktowne. Niektórym udaje się pogodzić jedno z drugim, ale to już jest wyższa szkoła jazdy.
              Jeżeli chodzi o instynkt - to zbyt długi temat, ale chyba każdy się zgodzi, że coraz gorzej z tym jest, nie wspominając już faktu, że nie na wszystko i nie w każdej sytuacji instynkt pomoże.
              Podobnie jest z noszeniem. Świat z wysokości ramion rodzica jest dużo bardziej ciekawy niż z poziomu podłogi, na dodatek młode jest blisko, najbliżej jak można, kochającej je osoby. Można nie chcieć z tego rezygnować? Można
              Czy trzeba i czy chcę (Ja, mama i tata) regulować częstotliwość i natężenie tegoż, bo o rezygnacji chyba nikt nie mówi...? Aaaała..., to pytanie już do samych rodziców, nie do mnie i jeżeli Oni sami zadają sobie pytanie: "boję się, że młode się przyzwyczai..." obowiązkiem jest powiedzenie, że może sobie takie pytanie zadawać i że pytanie to jest uzasadnione, a dalej... drodzy rodzice - to Wasz wybór
              To wszystko miła Pani nie oznacza, że "nie wolno nosić niemowląt",
              oznacza tylko "bądź świadomym rodzicem", myśl o konsekwencjach swojego postępowania i wybieraj świadomie, postępuj według własnego serca i rozsądku i własnej - Twojej własnej mądrości, poszukuj rozwiązania najlepszego dla Ciebie i Twojego maleństwa. A jeżeli podejmujesz takie, a nie inne decyzje bądź konsekwentny/a w ich ocenie ("daj Boże" obiektywnej) i konsekwencjach.
              A jeżeli zadajesz sobie pytanie czy kłaść w leżaczku, albo w huśtawce, albo nosić, albo cokolwiek... oceń najpierw to czego potrzebuje Twoje dziecko, dlaczego tak jest, czy jest to również Twoje oczekiwanie i czy jesteś w stanie temu sprostać, i czy nie gwałci to Twojego charakteru, umysłu i "możliwości" i czy czasami nie jest warto zrobić "dobrze" też dla siebie, bo szczęśliwa i nie "zdewastowana" mama jest na wagę złota. I pod przeciwległą ścianą... - sfrustrowana i przemęczona mama jest nieznośną kakofonią kompletnie niezorganizowanych bodźców dla małego dziecka, nie wspominając, że jest przede wszystkim autodestruktorem dla siebie samej.

              Jeżeli podejmujemy decyzje lub wsiąkamy w robienie czegoś intuicyjnie i czujemy w trzewiach i w umyśle, że to jest dobre, hulaj dusza, ale jeżeli masz obawy i czujesz się z tym niepewnie lub przeczuwasz "konflikt', to się wcześniej zastanów jak zaspokoić potrzeby dziecka, jednocześnie nie naruszając własnych potrzeb, możliwości, ułomności lub niechęci.
              Rodzicielstwo to nie poświęcenie na ołtarzu, tylko wspólnota...
              Na marginesie, owszem, czasem poświęcenie tylko inaczej :)

              Kiedy robiłem retrospekcję zapisów na forum, zauważyłem jak często trudno jest przekazywać rodzicom "jedynie słuszne" rozwiązania i teorie. Wyjątkiem jest naruszanie, w każdej formie, poczucia bezpieczeństwa dziecka.
              Trudno, bo nie ma jedynie słusznego postępowania i teorii :)
              I z małymi wyjątkami, taki świat pełen odcieni i potrzeb i przekonań i możliwości i miejsca dla każdego, jest najfajniejszy :)

              I oczywiście, ma Pani absolutną rację, że najlepszym miejscem dla małego człowieczka jest przy mamie i tacie. Ale też innym :) najlepszym miejscem jest tam gdzie mamy i taty nie ma, bo tam dziecko może poznawać swoje własne możliwości, potrzeby, nawet tęsknotę za mamą i tatą, budować poczucie swojej odrębności i świadomość swojej podmiotowości i mierzyć się może z trudnościami, ograniczeniami... itd., itd.
              I dopiero to wszystko, razem z itd., jest rozwojem

              Pozdrawiam gorąco i dziękuję Pani za tak ważny głos w dyskusji
              Paweł Zawitkowski
    • matylda07_2007 Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 16.10.10, 20:16
      Można przyzwyczaić dziecko do noszenia i nie zawsze wychodzi to na zdrowie... Naczytawszy się mądrości na forach, nosiłam córkę, nosił mąż, nosiła moja mama, nosiła moja siostra. Nosiłam również Młodą w chuście. Każde inne środowisko było be. W leżaczku tylko karmiłam. Jeśli nie było jedzenia, posiedziała tam może z 5 minut maxymalnie.
      Jak nie była na rękach, w chuście, to było mega darcie.
      I co? Córka w ogóle nie raczkowała, samodzielnie zaczęła chodzić, miała... a coś koło 16 miesięcy chyba...
      Nie zrzuciła niemowlęcego tłuszczyku, bo kluskę się przecież nosiło. Dopiero teraz, w wieku 3 lat szczupleje, pozbywa się fałdek na nóżkach i wystającego brzuszka.
      Także... złoty środek. Przy drugim (już za miesiąc!) się tak nie dam. Co nie znaczy, że będę słuchać płaczu dziecka leżącego w łóżeczku.
      • bafka Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 20.10.10, 23:34
        A u nas już po bujaczku, bujaczek już jest be, mała rwie się do siedzenia i nie chce bujaczka, parzy ją, na podłodze wytrzymuje 15 minut, a jeszcze 2 tygodnie temu po odpowiedzi Pana Pawła leżała na macie edukacyjnej całymi dniami, najpierw po karmieniu wkładałam do bujaczka na 20 minut, a potem mata do kolejnego karmienia, przewalała się na boki, łapała zabawki, zasypiała , budziła się i było ok. Niestety ten luksus potrwał 2,5 tygodnia, teraz córcia chce koniecznie siadać , jak tylko się nad nią pochylę to łapie choćby za rękaw mojej bluzki żeby podciągać się do siedzenia, a bujaczek parzy bo jest w nim w pozycji siedząco/leżącej co jej już nie odpowiada.
      • klarci Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 23.10.10, 00:43
        matylda, a dlaczego zwalasz na noszenie? bo nie bardzo rozumiem. nie wzięłaś pod uwagę, że tak Twoje dziecko po prostu miało? i noszenie/nienoszenie nie ma nic do tego.
        co innego potrzeba bliskości, a co innego własne tempo i indywidualny rytm rozwoju.
        myślę, że szukasz przyczyny na siłę.
        ale oczywiście Twoja decyzja. szkoda tylko ... :(
        • matylda07_2007 Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 24.10.10, 10:57
          Ja znam Twoje poglądy i wiem, że moje nigdy Ci nie spasują. Nie zmierzam wprowadzać zimnego chowu, zamierzam znowu korzystać z chusty, zamierzam nosić i tulić.
          Ale zamierzam też stymulować.
          Ja wiem, że moje dziecko takie właśnie jest. Do tej pory. Woli książeczki z naklejkami, woli pobawić się z mamą, niż dołączyć do zabawy z dziećmi. Znam Ją, wiem, że taki ma charakter.
          Ale moim zadaniem jest umiejętne kierowanie dzieckiem. Nie chciałam i nie chcę zmieniać Jej na siłę, ale do tej pory muszę Ją czasem namawiać, by chciała w ogóle z domu wyjść! Taki z Niej "piecuch". Nie mogę pozwolić, by tkwiła całymi dniami zamknięta w 4 ścianach. Jak już Małą wyciągnę, czasem trudno namówić do powrotu do domu :) I tak też powinnam była robić, kiedy była niemowlęciem. Powoli przekraczać te granice "niechcenia" biorąc pod uwagę upodobania i zahamowania.
          • klarci Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 26.10.10, 12:33
            Matyldo
            po pierwsze, zazwyczaj nie piszę do nicku (choćby ze względu na to, że nie pamiętam co kto kiedyś tam napisał), tylko odpowiadam na posta. i stwierdzenie, że Twoje poglądy mi nie pasuja jest dziwne - a co ma mi pasować? masz swoje poglądy i ok, przecież mnie nie dotyczą. ja tylko mogę się z nimi zgadzać lub nie.

            po drugie, stwierdziłam jedynie, jak wyglada to z mojej perspektywy, po przeczytaniu Twojej wypowiedzi. możesz ją olać, skrytykować, albo zastanowić się chwilę, że może z boku wygląda to inaczej. nie wiem, jak jest w rzeczywistości, bo Cię nie znam. odpowiedziałam jedynie na post, zauważając, że piszesz tak jakbyś była pewna, że to, że nie raczkowała to wina chusty, bo przyzwyczaiłaś do noszenia. a skąd to wiesz? nie wiesz, bo nie da się tego sprawdzić. musiałabyś powtórzyć identyczną sytuację z tym dokładnie dzieckiem, nie nosząc w chuście i wtedy zobaczyłabyś co by sie wydarzyło. możliwe, że dziecko byłoby jeszcze mniej chętne do aktywności.

            po trzecie. zareagowałam bo po Twojej wypowiedzi miałam wrażenie, jakbyś chciała napisać, że przez chustę Twoje dziecko nie raczkowało. co jest nieprawdą - można powiedzieć w ciemno.
            masz swoje zdanie. wypowiadasz je na otwartym forum, więc musisz liczyć sie z tym, że ktoś może sie z nim nie zgodzić. szczególnie jak to co piszesz jest dość nieprawdopodobne.

            i na koniec - więcej dystansu.
            to co zrobisz z drugim dzieckiem, to Twoja sprawa.
            ja napiszałam 'szkoda', bo jestem zwolenniczką noszenia, tulenia itp., i po prostu smutno zabrzmiało to że noszenie pierwszego dziecka nie przekonało Cię, że warto.


            mam jakieś dziwne wrazenie, że się rozpędziłaś. źle zrozumiałaś mojego posta, bo kompletnie nie rozumiem po co mi to piszesz, czy ja to zanegowałam?
            > Ale zamierzam też stymulować.
            > Ja wiem, że moje dziecko takie właśnie jest. Do tej pory. Woli książeczki z nak
            > lejkami, woli pobawić się z mamą, niż dołączyć do zabawy z dziećmi. Znam Ją, wi
            > em, że taki ma charakter.
            > Ale moim zadaniem jest umiejętne kierowanie dzieckiem. Nie chciałam i nie chcę
            > zmieniać Jej na siłę, ale do tej pory muszę Ją czasem namawiać, by chciała w og
            > óle z domu wyjść! Taki z Niej "piecuch". Nie mogę pozwolić, by tkwiła całymi dn
            > iami zamknięta w 4 ścianach. Jak już Małą wyciągnę, czasem trudno namówić do po
            > wrotu do domu :) I tak też powinnam była robić, kiedy była niemowlęciem. Powoli
            > przekraczać te granice "niechcenia" biorąc pod uwagę upodobania i zahamowania.
            • klarci Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 26.10.10, 13:29
              dodam tylko, że znam masę dzieci noszonych. syn mojej przyjaciółki był przez kilka miesięcy prawie cały czas na rękach lub w chuście i jest przeciwieństwem Twojej córki - bardzo ciekawy swiata, aktywny, bynajmniej, nie doprasza się ciągłego noszenia (ma ponad rok).
              mój syn nie chustowy, ale tez dużo noszony i efekt jest taki, że dzięki temu pozbyliśmy się traumy po szpitalu, a dziecku jest teraz (półtora roku) bardzo ufne, odważne i ciekawe. jest pieszczochem, uwielbia się przytulać, ale nie domaga się mojej ciągłej obecności, uwielbia nowe miejsca i nowych ludzi.obaj chłopcy pięknie raczkowali i wcześnie zaczynali chodzić przy meblach.
              chodzi mi o to, że każde dziecko jest po prostu inne. ja żałuję, że nie chustowałam, bo pewnie byłoby o wiele lepiej.
              a co do złotego środka, to się zgadzam.
              najlepiej jak i dziecko i mama czuja sie komfortowo, nic na siłę, ale noszenie i chustowanie jest pozytywne, bo zaspokaja potrzebę bliskości. a w chuście fajne jest to, że przy bardziej marudnych i wymagajacych dzieciach, można zrobic coś w domu.
              • matylda07_2007 Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 26.10.10, 14:20
                Nie neguję chustowania. Wszak napisałam, że i tym razem zamierzam chusty używać.
                A czemu opisywałam swoją córkę? Bo wcześniej napisałaś, że może tak ogromna potrzeba bliskości i "nieruchawość" ;) może wynikać z charakteru mojego dziecka. I tak właśnie jest. I tego charakteru nie zmieniam, a kształtuję.
                I jeśli drugi egzemplarz podobny mi się trafi, będę wiedziała jak sprzyjać jego rozwojowi bez uszczerbku na zaspokajaniu potrzeby bliskości.
                Dystans... nie brak mi go tak całkowicie. Na forum poczytam, popsioczę, a później swoje zrobię.
                • klarci Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 26.10.10, 14:29
                  i oki :)
                  • matylda07_2007 Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 26.10.10, 21:25
                    Pozdrawiam Cię :)
                    I trochę się usprawiedliwiam: niedługo poród, mam stresa i jestem nieco rozchwiana emocjonalnie. Zastanawiam się, jak to będzie z dwójką! I to na dodatek w zimie.
                    • klarci Re: ile czasu 4 m-ne dziecko może spędzać w bujac 27.10.10, 11:49
                      dasz sobie radę :)
                      podobno z drugim jest łatwiej
                      troszkę Ci zazdroszcze ;)

                      również pozdrawiam :)
Pełna wersja