Czy rehab. Bobath nie wymaga udziału rodziców?

13.04.11, 14:50
Moja pięcioipółmiesięczna jest od marca rehabilitowana tą metodą. Późno trafiliśmy na rehabilitację z powodu bałaganu i papierologii w naszej służbie zdrowia, które powodowały, że byliśmy odsyłani od Annasza do Kajfasza. U córeczki występuje asymetria (do pewnego czasu układała główkę zwykle w lewą stronę) i wzmożone napięcie mięśniowe (np. przy leżeniu na brzuszku główka ciążyła jej w jedną stronę, bo podpierała się tylko jedną rączką, druga strona była słabsza). Nie lubi leżeć na brzuchu, szybko się męczy i długo w tej pozycji nie wytrzymuje. Spotkania z rehabilitantem odbywają się co dwa tygodnie, rzadziej co tydzień. Ćwiczenia trwają ok. 15-20 minut, podczas których córka płacze. Martwi mnie częstotliwość tych spotkań i fakt, że rehabilitant nie pokazał nam w zasadzie żadnych ćwiczeń, które należy wykonywać w domu z dzieckiem. Wiem tylko jak mam córkę nosić i to staramy się realizować. Czy to nie jest za mało?
    • anetus1981 Re: Czy rehab. Bobath nie wymaga udziału rodzicó 13.04.11, 22:20
      Hej, nasza córka też ma 5,5 m-ca i również od marca rehabilitowana jest bobathem. Neurolog stwierdził asymetrię, a rehabilitantka dodatkowo wzmożone napięcie mięśniowe. Do tej pory mieliśmy 7 spotkań z rehabilitantką, które trwają 20 minut – jeśli jedziemy do ośrodka, lub nawet godzinę – jeśli rehabilitantka przychodzi do nas do domu (wiadomo, na własnych, śmieciach dziecko czuje się lepiej i pewniej). Generalnie, z córką ćwiczy rehabilitantka, nam natomiast pokazała jak ją prawidłowo nosić, podnosić, obracać. Zanim rozpoczęliśmy rehabilitację córka nie lubiła leżeć na brzuchu, po minucie był ryk, nie potrafiła się podpierać, łokcie uciekały jej do tyłu; rączki zaciskała w piąstki, nie potrafiła się obracać z plecków na brzuszek i odwrotnie, układała się w literę c. Po tych kilku spotkaniach z rehabilitantką córka polubiła leżenie na brzuszku, potrafi jednorazowo nawet 20 min. wytrzymać w tej pozycji, ładnie otwiera rączki, wyciąga ręce po zabawki. Teraz Ćwiczymy obroty, co niestety jest trochę trudne, gdyż młoda jeszcze się wygina w literę c i zamiast obrócić się przez kolanko to obraca się poprzez wygięcie – co nie jest prawidłowe. A pokazanie jej prawidłowego obrotu nie jest zbyt łatwe, bo gdy tylko jej dotknę to od razu pręży nogi, a przecież na siłę nie będę jej zginać. Pewnie, że martwi mnie to, że jej rozwój ruchowy jest trochę wolniejszy, ale mam nadzieję, że wszystko będzie ok, ważne że są efekty. Ostatnio stopy wylądowały w buzi i na razie jest to ulubione zajęcie mojej córki.
      Uff, rozpisałam się, ale u nas mimo rzadkich spotkań z rehabilitantem są jakieś postępy, więc myślę że u ciebie też tak będzie.
      Pozdrawiam
    • beszalu Re: Czy rehab. Bobath nie wymaga udziału rodzicó 14.04.11, 08:40
      Wydaje mi się, że warto na co dzień bawić się z dzieckiem tak, żeby przy okazji wspomagać jego rozwój. Odnośnie Twojego pytania - nam pokazywano jak ćwiczyć, a raczej bawić sie z dzieckiem i jak go pielęgnować.

      U nas było tak, że co jakiś czas mieliśmy sesje tygodniowe metodą NDT Bobath.
      Na takiej sesji rehabilitant pokazywał nam przez cały tydzień (ok. 50 minut dziennie) ćwiczenia i sposób pielęgnacji, który my później przez następne 2 miesiące stosowaliśmy w domu. Po tym okresie synka oglądał lekarz rehabilitacji i decydował czy kolejny turnus jest niezbędny. I tak to trwało do 9 miesiąca malucha (rehabilitację zaczęliśmy jak miał 3 miesiące). Mieliśmy chyba z 4 turnusy i sami w domu tez bawiliśmy się z synem tak jak nas nauczono na turnusach.
      Na szczęście nasze dziecko uwielbiało te zajęcia i ja ze smutkiem pożegnałam się z wizytami u naszej rehabilitantki, bo to była na prawdę świetna zabawa. Może raz synek zapłakał, bo był już zmęczony - wtedy od razu skończyliśmy zajęcia.
      Między naszą rehabilitantką a synem była zresztą wyraźna chemia - oni się świetnie dogadywali:)
      Teraz moje 13-miesięczne dziecko po 4 miesiącach raczkowania zaczyna chodzić. Nie wiem czy to zasługa rehabilitacji, pewnie tak.
      Synek miał WNM i asymetrię.
      • kalijaa Re: Czy rehab. Bobath nie wymaga udziału rodzicó 14.04.11, 11:09
        Dziękuję Wam za odpowiedzi. Moja córeczka do tej pory miała tylko 5 spotkań z rehabilitantem. Nadal ma kłopot z utrzymaniem główki prosto przy leżeniu na brzuszku, choć jest nieco lepiej. Leżąc w tej pozycji ciągle uderza nóżkami o podłoże, jakby miało jej to pomóc w utrzymaniu równowagi. Wytrzymuje maksymalnie 10 minut, najczęściej krócej. Jedna rączka ucieka jej do tyłu. Nie potrafi się obrócić z plecków na brzuszek i odwrotnie. Co do obrotów w bok, to próbuje ich od kilku dni i obraca się na bok poprzez wygięcie - główka jest bardzo odgięta do tyłu - i często nie potrafi wrócić do pozycji wyjściowej. Jest to moje pierwsze dziecko, więc nie mam pojęcia, jak to wszystko powinno wyglądać prawidłowo. Rehabilitant twierdzi, że mamy ją nosić przodem, podtrzymując raz jedną, raz drugą rączkę i jednocześnie przeciwległą nóżkę oraz w pozycji brzuszkiem do podłogi. To wszystko. Żadnych innych ćwiczeń nam nie zaproponował. Martwię się, bo mam wrażenie, że my również powinniśmy pracować sami z dzieckiem, tym bardziej że spotkania z rehabilitantem wypadają najczęściej co dwa tygodnie.
        • kalijaa Re: Czy rehab. Bobath nie wymaga udziału rodzicó 15.04.11, 14:42
          Właśnie wróciłam z kolejnej rehabilitacji. Córeczka płakała dziś rozdzierająco. Podczas przewijania zauważyłam na nóżce małego krwiaka. Czy to normalne? Kiedyś czytałam, że usprawnianie niemowląt metodą Bobath przypomina trochę zabawę. U nas wygląda to tak, że rehabilitant w milczeniu wykonuje z małą różne ćwiczenia, ona bardzo płacze, tak mocno, że w żaden sposób nie potrafimy odwrócić jej uwagi. No i ten krwiak...
          • pawel.zawitkowski Re: Czy rehab. Bobath nie wymaga udziału rodzicó 15.04.11, 19:39
            Witam,
            odpowiedź na Pani ostatni post jest OCZYWISTA. Dziecko nie jest obiektem, tylko podmiotem i na każde (prawie) dziecko jest jakiś sposób. Przynajmniej warto by było spróbować. Ryk nie pomaga ani dziecku, ani otoczeniu. W zasadzie uniemożliwia przeprowadzenie skutecznej terapii. Są rodzaje terapii, gdzie trzeba ingerować w najbardziej czułe mechanizmy - terapia oddechowa. I tam, z konieczności i z powodu wagi problemu, musimy czasem godzić się na płacz dziecka. Ale poza takimi choćby wyjątkami, gdzie gramy o życie dziecka, zasada postępowania jest prosta i niepodważalna. Dziecko "powinno" co najmniej akceptować działania terapeuty, a płacz, strach i ból, nie tylko "dewastują" dziecko i rodziców, ale także niwelują skuteczność terapii.
            To raz.
            Są dzieciaki, gdzie do "wygaszenia" pewnych nawyków, zmian adaptacyjnych i kompensacyjnych, tendencji, innych... wystarczają zmiany nawyków w codziennej opiece i pielęgnacji (sugerowane przez terapeutę) lub kilka spotkań z terapeutą, gdzie ćwiczenia wyglądają bardziej jak "zabawa" niż "przećwiczanie" dziecka.
            Zawsze jednak rodzice mają co robić, pracę z dzieckiem zaczynamy od porad dla rodziców dotyczących sposobów postępowania z dzieckiem, czasem uczymy elementów "ćwiczeń" - tak zazwyczaj zaadaptowanych, by rodzice, mimo braku przygotowania zawodowego mogli sobie z tym poradzić.

            Zawsze też rodzice mają PRAWO (!) uczestniczenia w zajęciach, niezależnie od rozporządzeń i regulaminów przychodni. Jeżeli ktoś im tego zabrania - narusza prawo!!!!!

            Kolejna sprawa,
            nauczanie ćwiczeń. Po trochu już odpowiedziałem. Czasem nie ma takiej konieczności, wtedy zazwyczaj uczymy technik opieki i pielęgnacji lub opowiadamy jak zaaranżować przestrzeń, w której dziecko funkcjonuje. Czasem trzeba nauczyć rodziców ćwiczeń, ale to nie jest taka prosta sprawa. Ćwiczenia te tylko przypominają to co robi terapeuta. Są ukierunkowane na podobne mechanizmy, które chcielibyśmy wygasić lub wypracować razem z dzieckiem, ale technika, którą "mają w rękach" terapeuci, jest naprawdę nieosiągalna dla większości rodziców. Stąd, to "tylko" namiastka. W trudnych przypadkach... to już inna bajka. Tu niestety musimy prosić rodzica o pomoc możliwie najbardziej zbliżoną do tej profesjonalnej i najczęściej taką pomoc otrzymujemy (mam na myśli działania terapeutyczne...).

            Na koniec:
            Proponuję szczerze, od serca porozmawiać z terapeutą, dając do zrozumienia, ze rozumiemy trud jego pracy i zaangażowanie, ale to jest dziecko i nie ma w nas zgody na zadawanie mu tego typu doświadczeń.

            Pozdrawiam
            Paweł Z.
            • kalijaa Re: Czy rehab. Bobath nie wymaga udziału rodzicó 15.04.11, 21:06
              Dziękuję za poświęcenie mi czasu i odpowiedź, która w pewien sposób potwierdza moje przeczucia, że nie nie wszystko jest w porządku. Osoba, która prowadzi terapię mojej córeczki, posiada bardzo dobrą opinię jako rehabilitant. Zaufaliśmy jego wiedzy i doświadczeniu, bo zależy nam na dobru dziecka, ale chyba czas na rozmowę albo zmianę rehabilitanta - co nie będzie łatwe.
              Pozdrawiam
              • pawel.zawitkowski Re: Czy rehab. Bobath nie wymaga udziału rodzicó 16.04.11, 08:32
                Rozmowa wystarczy.
                Terapeuci to normalni ludzie.
                Pozdrawiam
                Paweł Z.
Pełna wersja