rehabilitacja i brak (?) postępów

28.09.11, 22:17
Panie Pawle,

mój synek zaczął rehabilitację metodą NDT w wieku 3,5 miesiąca, obecnie ma 10 miesięcy. Miał problemy z obniżonym napięciem mięśniowym w odcinku lędźwiowym (w okolicach barków napięcie było wzmożone), wyraźna też była asymetria. Zapewniano nas, że szybko sobie z tym wszystkim poradzimy, tymczasem fizjoterapia trwa już ponad pół roku. Dwa miesiące temu wydawało się, że wychodzimy na ostatnią prostą, bo synek zaczął podnosić się na rękach i kolanach, bujać się i wyraźnie szykować do czworakowania. Na tym niestety sprawa stanęła, za to mały zaczął sprawnie pełzać do przodu (okrężnie i do tyłu umiał już wcześniej), nauczył się też sam siadać z leżenia na brzuchu. Nie martwiłabym się upływającym czasem, gdyby nie to, że w przychodni wszyscy okazują zdumienie, że wciąż przychodzimy na ćwiczenia i czuję, że to, co dotąd osiągnął synek, terapeutki zupełnie nie satysfakcjonuje, a pełzaniem wręcz się chyba zmartwiła.

Konkretne pytania mam takie:
1. czy rzeczywiście półroczna rehabilitacja dziecka z onm to ponadstandardowa długość terapii?;
2. czy to, że mały zaczął pełzać do przodu zamiast od razu raczkować, to rzeczywiście powód do zmartwienia?;
3. czy w takiej sytuacji zaleciłby Pan nam zmniejszenie wymiaru zajęć? Teraz mamy rehabilitację dwa razy tygodniowo, ale ponoć nie ma sensu, żebyśmy tak często przychodzili. I to - paradoksalnie - nie dlatego, że postępy są wystarczające, tylko właśnie dlatego, że mały stanął w miejscu i nie da się na razie więcej osiągnąć za pomocą częstszych spotkań.
    • natalinek.j Re: rehabilitacja i brak (?) postępów 29.09.11, 23:54
      No to przecież są postępy, jak nie ma? Dziecko rozwija się cały czas systematycznie, pełzanie z tego co wiem jest naturalnie przed raczkowaniem, rehabilitantka pewnie chciała, żeby je ominął. Mój syn miał podobną sytuację i też najpierw pełzał do tyłu, okrężnie później do przodu. Po bodajże miesiącu pełzania zaczął raczkować, ale za to jeszcze nie siadał i jak go ktoś posadził to miał okrągłe plecy. Faktycznie dopóki mały nie zaczął raczkować to rehabilitantka nie chciała słyszeć o zakończeniu spotkań przed czasem (skierowanie mieliśmy na 10 wizyt, ale mieliśmy je co 1,5-2 tyg.)
      Baw się z dzieckiem na podłodze, skoro się podnosi do pozycji czworacznej to znaczy, że niedługo zacznie raczkować, zachęcaj go na wszelkie sposoby, żeby jak jest w tej pozycji....sięgał do przodu do np. zabawki raz jedną ręką raz drugą. W formie zabawy oczywiście, nic na siłę.
      Ciesz się z każdej nowej umiejętności dziecka i nie słuchaj, że lepiej by było jakby już robił.....to czy tamto.... Twoje dziecko odkrywa świat i uczy się codziennie czegoś nowego, i nie zawsze to będzie akurat to czego inni oczekują ;) Szkoda tylko że ja wczesniej nie byłam taka mądra i się zamartwiałam. Na rehabilitacji dałam sobie wmówić, że jest źle, że trzeba dużo ćwiczyć, dopiero Pan Paweł sprowadził mnie na ziemię (dzięki serdeczne). To że dziecko ma niższe napięcie niż przykładowe, to nie oznacza od razu że jest źle, tylko ze trochę wiecej pracy musi włożyć w osiągnięcie niektórym umiejętności (może to po prostu osiągną trochę później) i tyle. Ale przecież to samo dotyczy wszystkich sfer życia.
    • czaarodziejka Re: rehabilitacja i brak (?) postępów 02.10.11, 19:42
      To ja może trochę pocieszę nim p. Paweł odpowie.
      1. U nas jest akurat wnm i większość dzieci rehabilitowana z tego tytułu to mniej więcej do czasu, gdy zaczną chodzić. Więc pół roku to minimum i zapewne z onm jest tak samo
      2. Dziecko nie musi czworakować, grunt,że przemieszcza się. Być może zacznie wkrótce to robić, do tego jednak są potrzebne sile ręce.
      3. Co na to neurolog? Można skonsultować z innym rehabilitantem, a najlepiej byc neuro zadecydował o ilości"spotkań".
    • pawel.zawitkowski Re: rehabilitacja i brak (?) postępów 03.10.11, 00:36
      Witam,

      1. długość terapii zależy od jakości i skali problemu, potrzeb, możliwości i cech dziecka. Czas terapii nie jest cezurą jej jakości tylko potrzeb. W każdym razie nie powinien być.
      2. Ja bym się cieszył... Nie, to nie jest powód do zmartwienia...
      3. Nie rozumiem przytoczonej przez Panią argumentacji, ale - częstotliwość tejże zależy od tego o czym już pisałem w pkt. 1. - trudno mi ocenić czy to za mało, czy za dużo. Nie znam dziecka i problemu. Częściej i więcej nie znaczy lepiej. Ważne by zaproponować dziecku taką stymulację, która rzeczywiście trafia w jego potrzeby i możliwości. I może to być tylko jedna-dwie propozycje, niekoniecznie kilka, a już na pewno nie kilkadziesiąt, czyli "im więcej tym lepiej". Zamiast tego najważniejsze jest hasło: "Im trafniej, tym lepiej".
      Niemowlęta mają swój zegar biologiczny i mogą się rozwijać według tego zegara, a nie według tego co chcemy lub jak szybo zdobywają swoje umiejętności inne dzieci.

      Trudno mi / niemożliwe jest w tym przypadku na podstawie tego opisu ocenić trafność wyborów prowadzących terapię.
      Osiągnięcia opisywane przez Panią są na pewno oczekiwane i pozytywne. Inną sprawą jest obiektywizm pojęcia "satysfakcja" terapeuty. Tu nie chodzi o satysfakcję terapeuty, tylko o postępy dziecka.
      W tajemnicy powiem Pani, że rzadko który terapeuta jest w pełni zadowolony ze swojej pracy. Zawsze chcemy więcej, choć zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze "więcej" znaczy "lepiej"... :)
      Dziecko to istota wyjątkowa, stąd ciągłe wątpliwości, poszukiwania, niepewność, brak pełnej satysfakcji jest nierozłącznym elementem naszej pracy.
      Najważniejsze, że synek robi postępy.
      Jeżeli ma Pani wątpliwości może Pani skonsultować stan dziecka u innego specjalisty. Żaden z nas nie ma prawa, nawet powodu, ni ochoty w takim przypadku mieć do Państwa pretensje z tego powodu. Rozumiemy to i ułatwiamy, jeżeli zachodzi taka konieczność...
      W przypadku takich wątpliwości trudno ocenić jakość rozwoju i celowość terapii ocenić wirtualnie.
      Pozdrawiam
      Paweł Z.
      • male-nam Re: rehabilitacja i brak (?) postępów 03.10.11, 12:39
        Panie Pawle,

        dziękuję za obszerną odpowiedź, która pomogła mi się trochę uspokoić. Nie chodziło mi oczywiście o wirtualną diagnozę, bo wiem, że małym opiekują się dobrzy specjaliści i wszystko jest pod kontrolą. Chyba miałam problemy ze zrozumieniem argumentacji, z którą zetknęłam się w przychodni, ale ma Pan rację, że "więcej" nie musi znaczyć "lepiej".
        Koniec końców będziemy ćwiczyć z terapeutką raz w tygodniu, reszta to praca w domu. Poczekamy spokojnie. Pozdrawiam!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja