antijaa
18.07.09, 23:53
Panie Pawle, jak to jest z tym "samolocikiem"? Chodzę z dzieckiem na
rehabilitacje od końca jego czwartego miesiąca. Teraz ma 7,5. Dziecko ma WNM i
asymetrię. Jest już tak fajnie, że potrafi przewracać się z pleców na brzuch i
z lewej i z prawej ręki (bo był kłopot, jedną stronę ma słabszą). I tu pojawia
się pytanie o samolocik.
Na początku (4 i 5 miesiąc) rozumiałam to, że samolocik jest nieprawidłową
pozycją - miałam przysuwać dziecku ręce do siebie, żeby się bawiło zabawkami,
co też teraz często czyni.
Teraz jednak dalej mam tak przesuwać ręce, ale z Pana wypowiedzi jakie
przeczytałam na tym forum wynika, że jest to czas (7,5 miesiąca) na
przygotowanie się do raczkowania i dziecko może taki samolocik robić. I
zgłupiałam, bo mi rehabilitantka mówi na odwrót, że inaczej dziecko nie
przyjmie pozycji czworaczej, gdy będzie mieć tak rozłożone ręce (a ja się do
niej nie stosowałam ćwicząc w domu, pamiętając Pana opinię).
I jeszcze mam takie pytanie. Wiem, że dziecka nie powinno się sadzać dopóki
samo tego nie zrobi, ale co zrobić gdy leży na plecach i zamiast podnosić
kolanka i zjadać sobie paluchy (czekam na tą chwilę z aparatem), podnosi tułów
do góry, takie nasze dorosłe brzuszki?
I czy faktycznie jest to napięcie, gdy karmiąc dziecko leżąc do niego bokiem,
ono wpija mi pięty w uda? Słyszałam gdzieś, że to też przygotowanie do
raczkowania?
I już ostatnie pytanie, bo tą wypowiedzią się podłamałam, i zaczęłam wątpić w
naszą rehabilitację - to naprawdę dziecka boli, gdy podczas niej płacze?
Ostatnio tak płakało, chciałam przerwać ćwiczenia i przytulić, to mi
rehabilitantka powiedziała, że uspokoję tylko na chwilę a potem i tak będzie
płakało, więc lepiej nie tracić czasu i ćwiczyć. A płacze bardzo. Mnie się
serce kraje, ale z drugiej strony nie byłoby chyba w ogóle postępów, gdyby tak
zważać ciągle na ten płacz? On nie zawsze jest taki mocny, czasem to
marudzenie a nie krzyk, że dość.