Refleksja

24.11.09, 13:28
Zbliżają się Święta....dużymi krokami, czas, w którym - przynajmniej
teoretycznie - nawet wrogowie przebaczają sobie wzajemnie.
Chciałabym się dowiedzieć od Was (jeśli komuś temat wyda się
kretyński, niech może nie opiniuje mojej prośby) co obiecalibyście
sobie w momencie, gdy dowiadujecie się, że dostaliście
od "kogoś" (Boga, Buddy, jakiegoś "Ktosia") jeszcze jedną szanse na
życie? Jak myślicie, czy wszystkie obietnice zostałyby spełnione
przez Was, czy po prostu po pewnym czasie zapomnielibyście o
Waszym "jeszcze jednym życiu" i o obietnicach sobie złożonych?
    • bulczanka Re: Refleksja 24.11.09, 13:56
      Człowiek istotą słabą i grzeszną jest więc wydaje mi się że euforia i chęć
      pomagania wszystkim za free (po otrzymaniu drugiego życia) zniknęła by prędzej
      czy później. Tacy już jesteśmy. Przyzwyczajenie doprowadza do spowszechnienia.
      To ostatnie zaś do nie doceniania.
      Co obiecał bym sobie po usłyszeniu takiej dobrej nowiny? Czy ja wiem. Pewnie
      bardziej zadbał bym o tych których olewałem (np. z powodu pracy, braku czasu
      itp). Nie mam wrogów, staram się z nikim nie kłócić więc raczej zakrojone na
      szeroką skalę bieganie po przebaczenie nie wchodzi w rachubę;P
      Starałbym się nie robić rzeczy które wkopywały mnie w poprzednim życiu.

      PS. Chodzi o drugie życie od początku (narodzin) czy np. od 25 roku życia?
      Jeżeli to pierwsze to zmian by nie było - wiadomo. W drugim zaś przypadku rodząc
      się na nowo jako młody facet, w pełni świadomy tego co się wydarzyło, zmian na
      pewno szło by dokonać;)
      • matrix_30 Re: Refleksja 24.11.09, 15:57
        "Chodzi o drugie życie od początku (narodzin) czy np. od 25 roku
        życia?" - nie chodzi mi o reinkarnacje, bardziej o kolejną szanse w
        tym życiu.
        W zasadzie to można powiedzieć, że czekając na "wyrok" na swoje
        życie (powiedzmy 10 dni) i teoretycznie "Ktoś" zdecyduje czy
        będziesz żył bez problemów, czy Twoje życie zamieni się w pasmo
        strachu przed zbliżającym się umieraniem w bólu i cierpieniu.
        Oczywiście w pierwszych dniach od momentu powzięcia wiadomości o
        tym, że "Ktoś" ma wydać wyrok, nie uświadamiasz sobie do końca co
        tak naprawdę się dzieje. Już w trzecim dniu zaczynasz swiadomie
        rozważac czy się poddać czy walczyć zakładając "czarną" wersje
        zdarzeń. Bowiem wyrok będzie w systemie zero jedynkowym: albo TAK,
        albo NIE. Czarne jest czarne a białe - białe, tu nie ma szarości. W
        kolejnych dniach.... modlisz się do ..."Ktosia" o ... życie -
        jeszcze jedną szanse. Czy wszystko Ci "zwisa" i masz gdzieś cały
        Świat, w końcu Ty Świata też nie obchodzisz?... Jest siódmy
        dzień....i wiesz, że jedna kreska napisana przez pielęgniarkę (ale
        to nie ona zdecyduje, czy będziesz żył) na "złośliwy/niezłosliwy* * -
        niepotrzebne skreślić" jedna kreseczka zdecyduje o dalszych losach
        Twojego życia...jeszcze dwa dni. Co robisz??? I co będzie jeśli
        jednak będzie skreślone" złośliwy"?
        Taka refleksja przed Świętami, bo życie jest bezcenne...
Pełna wersja