bulczanka
18.04.10, 22:33
Chciałbym poruszyć teraz 2 kwestie. Pierwsza - prezydent Lech Kaczyński. Czy nie uważacie że troszeczkę go skrzywdziliśmy? Mam na myśli zwykłych ludzi i media, które przez prawie 5 lat karmiły nas w większości jego gafami, wadami, wpadkami, tym co płytkie i powierzchowne.
Sam niestety jestem przykładem człowieka, któremu nie chciało się zajrzeć chociażby do wikipedii by dowiedzieć się czegoś więcej. Który opierał się głównie na tym co mówili inni, telewizja itp. Ileż to razy takie chociażby tvn w swoich reportażach odsyłało widzów do śmiesznego filmiku na you tube czy innej zabawnej witryny? Nie raz dało się zauważyć że telewizja publiczna jest bardziej proPiSowska aniżeli proplatformowska, natomiast tvn i polsat odwrotnie. Te 2 ostatnie kanały znacznie częściej podkreślały tą gorszą stronę Kaczyńskiego. Robiły to w sposób znacznie bardziej widowiskowy niż ich publiczne odpowiedniki.
Dlaczego po śmierci Lecha tylu ludzi stało przez pałacem po kilkadziesiąt godzin by oddać mu hołd? Ja myślę że conajmniej 40% z nich robiła to z wyrzutów sumienia. Mądry Polak po szkodzie. Kiedy Kaczyński zmarł większość z nas wracała pamięcią w przeszłość szukając tego co w prezydencie było dobre. Większość (także i ja) żałowała że przez te wszystkie lata nie wgłębiła się w tą postać, nie wyrobiła sobie SWOJEGO własnego zdania na jego temat, widziała w nim tylko krępego, kłótliwego gbura, kochającego veto. Właściwie to czekaliśmy tylko na kolejną wpadkę by z bananem na ustach rżeć w niebo głosy.
Skąd ta refleksja? Ano stąd że nie wierzę że ci wszyscy politycy i experci wypowiadający się tak dobrze na jego temat od tamtej soboty kłamali. Facet potrafił całkowicie oddzielić pracę od prywatności. To trudne i rzadko się zdarza. Oświeciło mnie już po przesłuchaniu go przez komisję badającą aferę hazardową. W pamięci nadal mam słowa Arłukowicza, który komentując zakulisowe rozmowy stwierdził iż nie miał pojęcia że prezydent jest takim dowcipnym człowiekiem. Od tamtej pory już go tak nie krytykowałem. Zrozumiałem że to co serwują nam media jest troszeczkę zakłamane, za bardzo ubarwione.
Wasz wróg - korpaczek ma po części rację mówiąc że w Polsce zrobiła się moda na PO. Wielu ludzi przed kamerą mówiło że zagłosuje na PO bo tak mówiła większość. Potem jednak zagłosuje na PiS lub SLD. Presja. Presja i grupy i mediów. Tragedia z 10 kwietnia to jednak zmieni. Przez ostatnie 7 dni ci wstydnisie wyzbyli się wstydu. Czerwcowe wybory nam to pokarzą. Platformie pewnie nie raz szczena opadnie na widok sondaży. Myślę też że nawet osoby wielbiące do tej pory PO przestawią się na PiS. Czy to dobrze? Nie wiem. Chyba raczej nie ponieważ Jarosław (jeżeli stanie do walki o fotel prezydencki) będzie dość brutalny. Nie ma go kto hamować, nikt mu niczego nie doradzi po powrocie wieczorem do domu. Lech zawsze był trochę inny. Sporo zawdzięczał pewnie rodzinie. Wiadomo wszak że po ślubie facet się zmienia. Kiedy pojawia się dziecko tym bardziej. Tego się boję. Boję się że PiS wpadnie z deszczu pod rynnę. Obserwowałem przez ostatnie dni Jarka. O ile 10 kwietnia był w szoku o tyle wczoraj i dzisiaj miał już minę pewną i odważną. Było widać że gościu już się otrząsnął i chyba jest gotowy do walki. Jeszcze zatęsknimy za Leszkiem. Człowiekiem którego wiele osób skrzywdziło. Skrzywdziło małpowaniem, brakiem własnego zdania, powierzchownością, łatwowiernością i ślepą wiarą w medialne show. Wreszcie człowiekiem który przecież nigdy nie miał zamiaru zaszkodzić państwu.
Teraz druga kwestia - sposób w jaki media przedstawiały nam tą tragedię i jej następstwa. Oglądaliście dzisiaj może fakty po faktach? Kajdanowicz gadał sobie z Sikorowskim i Ochojską. Ta niepozorna dwójka genialnie oddała to co czuję ja i pewnie wielu z was. Wyrwali mi to z ust po prostu. O co chodzi? Już mówię. Otóż media (wszystkie) z sobotniej katastrofy uczyniły taką jakby superprodukcję. Padło za dużo słów. Pokazano nam za dużo gadających głów. Za dużo było w tym wszystkim chaosu. Chciało mi się śmiać kiedy codziennie po kilkadziesiąt razy dziennikarze podchodzili do babć czekających w kolejce pod pałacem i pytali "dlaczego pani tu stoi", "Jak długo pani tu stoi" itp. One zawsze odpowiadały tak samo. Tak samo przez 7 ostatnich dni. Nie lepiej było zostawić tych ludzi w spokoju, by się wyciszyli i pomodlili? Śmieszne, naprawdę.
Kiedy od czasu do czasu grano nam hymn państwowy zamiast się zamknąć i zatrzymać na jednym kadrze, oni przeskakiwali dalej. A to do studia, a to do smoleńska, a to do dziennikarki stojącej gdzieś w terenie itd, itd. Często obok 3 okienek na 1 ekranie przelatywał także pasek, którego treści nie mogliśmy nie znać. A nóż napisali tam coś nowego.
Takie przykłady można mnożyć cały wieczór. Nie uważacie że tego wszystkiego było za dużo? Że zabrakło w tym wszystkim ciszy albo chociażby koncertów muzyki klasycznej? Nie wiem jak wy ale ja czuję się zmęczony po tym tygodniu. Za dużo słów, opinii, retrospekcji i powtórek. Zabrakło w tym okresie jakiejś głębi...
No i nagle wszystkie stacje wywlekły materiały wyraźnie mówiące że Lech Kaczyński był sympatycznym człowiekiem. Kochającym mężem, ojcem i dziadkiem. Dopiero od 10 kwietnia zaczęto słuchać tych którzy wcześniej podkreślali jego zalety. Zaczęto wracać do starych, życzliwych wypowiedzi jego kolegów z PiS-u i innych z którymi miast okazję rozmawiać, współpracować.
Ja osobiście cieszę się że to już właściwie koniec. Wracamy do normalności.
W przyszłym tygodniu pogrzeby kolejnych ofiar ale wątpię że media poświęcą na to tyle czasu ile przez ostatni tydzień. Kolejne dłuższe wiadomości ujrzymy pewnie po powrocie do Polski pozostałych 21 trumien.
To tyle. Takie moje podsumowanie ostatnich kilku dni. Jutro w tv ujrzymy inną rzeczywistość. Oby słowa "pojednanie" i "solidarność", które tak często padały nie pozostały puste.
tygodnik.onet.pl/30,0,44496,inteligencka_dusza,artykul.html