Gość: Karol
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
20.03.04, 16:52
Gdy zobaczyłem przedwczoraj leżącego na ziemi pod sklepami, kompletnie zalanego faceta, po raz kolejny przyszło mi na myśl, że w Polce tylko mówi się o "wychowaniu w trzeźwości", a mało co się w tym kierunku robi.
Wszyscy potrafią poniżać narkomanów i trąbić o szkodliwości narkotyków, ale już mało kto zareaguje na pijanego sąsiada kłócącego się z żoną, bo to przecież nie nasza sprawa; nikt też jakoś nie zwraca uwagi, że alkohol to największa patologia w naszym kraju. Pomijam to, że przecież to taka nasza polska tradycja - bez alkoholu nie można zrobić prawie nic (spotkać sie z przyjaciółmi, porozmawiać, nie wspomijając o śpiewaniu i zabawie).
Oczywiście nie twierdzę, że to żelazna reguła (mi również bardzo dużo brakuje do swiętości), ale czasami warto o tym pomyśleć, gdy będziemy szukali przyczyn tego, że jest u nas źle i nie zanosi się aby było lepiej.
PS: po wejsciu do Unii alkohole, ogólnie rzecz biorąc, jeszcze stanieją, prawda?