loggic
22.06.04, 07:44
Mojemu koledze Karolowi dedykuję nieniejszy tekst. Jest on zogdny z moim
światopoglądem, który kolega Karol jakże trafnie zdiagnozował, a dotyka
problemów wyższości rasowej na styku z "dorobkiem" socjalizmu.
L.
***************
Po ostatnim wystąpieniu jednego z najsłynniejszych amerykańskich komików
nikomu nie jest do śmiechu. Bill Cosby zaszokował wszystkich swoimi poglądami
na temat czarnoskórych Amerykanów
Podczas gdy "New York Times", CNN i kongresmeni debatują o Iraku i kampanii
prezydenckiej, w szkołach, kościołach, radiowych programach, do których
dzwonią słuchacze, na zebraniach organizacji społecznych czy w biurach
czarnoskórych działaczy od kilku dni słychać tylko o jednym - o wystąpieniu
Billa Cosby'ego.
Komik, który dzięki znanemu na całym świecie programowi "Bill Cosby Show"
zarobił w latach 80. i 90. miliony dolarów, wystąpił dwa tygodnie temu na
wielkiej gali w Waszyngtonie z okazji 50. rocznicy wyroku Sądu Najwyższego
zakazującego segregacji rasowej w amerykańskich szkołach. W obecności
dziesiątków murzyńskich działaczy z całej Ameryki Cosby, który stał się
jednym z pierwszych wielkich czarnoskórych idoli wykreowanych przez
telewizję, odbierał nagrodę za swoją działalność charytatywną. I wtedy z
charakterystyczną dla siebie swadą, ciętym jak brzytwa językiem zaatakował
czarnych mieszkańców biednych dzielnic. Oskarżył ich o brak ambicji i
odpowiedzialności społecznej, o złe wychowywanie potomstwa, o beztroski seks
nastolatków, nieślubne dzieci, brak poszanowania prawa i brak społecznej
pasji, która charakteryzowała pokolenia walczące kiedyś o prawa czarnoskórej
ludności (fragmenty wystąpienia obok).
Murzyńscy liderzy słuchali przemówienia zaszokowani, z kamiennymi twarzami.
Potem na scenę wszedł gospodarz gali, prezes NAACP, najważniejszej
organizacji walczącej o prawa czarnych Amerykanów. Z napięciem czekano, co
się stanie. Ale Keisi Mfume serdecznie wyściskał Cosby'ego. Przyznał potem,
że choć były to przykre słowa, zgadza się z większością z nich.
Niczego nie odwołam
Kilka dni zajęło, by wystąpienie Cosby'ego przebiło się do głównych
amerykańskich mediów. Tak jakby wahano się, czy nie przekracza ono zbyt
daleko granic politycznej poprawności. Jakby czekano, aż Cosby odwoła swoje
słowa, powie, że go źle zrozumiano.
Ale po kilku dniach Cosby wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że nic nie
odwoła.
Kilku publicystów przyznało potem nawet, że rzeczywiście zastanawiali się nad
tym, czy wypada komentować te wypowiedzi. A potem rozpętała się gorąca
debata. Głos zabrali prawie wszyscy najważniejsi czarnoskórzy komentatorzy.
Wielu z nich poparło komika, choć z różnymi zastrzeżeniami. I podziękowało mu
za zainicjowanie naprawdę szczerej debaty, nieobciążonej źle pojmowaną
polityczną poprawnością.
Wielu jednak zaatakowało Cosby'ego, który dotąd uchodził w czarnej
społeczności za wzór człowieka, który mimo odniesienia życiowego sukcesu i
zarobienia milionów dolarów, nie odciął się nigdy od swoich korzeni.
"Cosby wziął sobie za cel ludzi, którzy go kochają i podziwiają. Najwyraźniej
zapomniał, co to znaczy być młodym, czarnym i biednym w dzisiejszej Ameryce"
- napisał Jimi Izrael w magazynie "American Spectator".
Cosby jak biały
- Bill Cosby zrobił dla czarnych wystarczająco dużo, by sobie zapewnić prawo
do mówienia tego, co myśli - uważa Eugene Kane, czarnoskóry komentator
dziennika "Milwaukee Journal Sentinel", który wychował się w tej samej
biednej dzielnicy Filadelfii co Cosby. - Jednak brzmi to trochę dziwnie, gdy
Cosby używa tych samych argumentów co biali, którzy chcą usprawiedliwić swój
rasizm.
"Cosby to nie biedna czarna, samotna matka, próbująca wychować dzieci w
getcie, nie wie jak trudno jest tego dokonać w Ameryce w 2004 r. A jeśli już
wielka gwiazda telewizyjna chce z moralnej pozycji pouczać samotne matki, no
to cóż, panie Cosby, ale co z tym pana nieślubnym dzieckiem?" - napisał w
swoim komentarzu Kane. Autumn Jackson, domniemana nieślubna córka Billa
Cosby'ego, ma dziś 30 lat. W 1997 r. ogłosiła, że Cosby jest jej ojcem. Cosby
przyznał się do romansu z jej matką, ale nie uznał jej za córkę.
Cosby zadzwonił do Kane'a, tak jak do kilku innych czarnoskórych
komentatorów, którzy go skrytykowali. Po godzinnej dyskusji Eugene Kane
stwierdził, że Cosby'emu nie chodziło o obrażanie wszystkich czarnych z
biednych dzielnic.
Ostro atak komika odparł szef działu prawnego organizacji NAACP Theodore
Shaw, który stwierdził w "Washington Post": "Większość biednych czarnych robi
wszystko, co w ich mocy, by dobrze wychować swoje dzieci. Rodzice, także
samotne matki, pracują za minimalne stawki, czasem na dwóch etatach, by
zarobić na rodzinę. Nasze państwo toczy walkę z biednymi, a nie z biedą.
Przemoc i dezorganizacja w czarnych dzielnicach są szczególnie widoczne, ale
wiele problemów, o których mówi Cosby, wynika z ośrodków biedy, jakimi stały
się te dzielnice. A to jest spowodowane brakiem zainteresowania ze strony
rządu i biznesu".
Shaw, jeden z najważniejszych działaczy murzyńskich w USA, zakończył jednak
pojednawczo, pisząc, że "każdy, komu szczerze zależy na interesach
Afroamerykanów", musi się zgodzić, iż: po pierwsze - wiele frustracji
Cosby'ego, np. dotyczących braku odpowiedzialności rodziców i bezmyślnej
przemocy, jest uzasadnionych; po drugie - czarna mniejszość wciąż musi się
zmagać z systemowym rasizmem, tak jak przed laty.
Na tym na razie debata po przemówieniu Billa Cosby'ego się zatrzymała. Pewnie
do następnego razu, gdy ktoś poprosi komika o parę grzecznościowych słów...
Co powiedział Bill Cosby
Ludzie demonstrowali kiedyś na ulicach, byli obrzucani kamieniami, żeby
zdobyć równy dostęp do edukacji. A dziś mamy głąby, chodzące bez celu. Ludzie
z biednych rodzin nie dorastają do odpowiedzialności. Nie wychowują swoich
dzieci! Kupują im buty sportowe po 500 dolarów za parę. A na podręczniki
szkolne szkoda im 200 dolarów.
(...) [Czarni Amerykanie] Stoją tylko na rogu i nie znają nawet angielskiego.
Ja nawet nie znam języka, którego oni używają: "Czemuś byś coś?", "Gdzieś ty
byłem?". Winiłem za to te dzieciaki, dopóki nie usłyszałem, jak wyraża się
ich matka. A potem usłyszałem ojca. Wszyscy wiedzą, że nauka angielskiego
jest bardzo ważna, tylko nie te głąby. Przecież nikt nie zostanie lekarzem,
gdy z ust wydobywa mu się tylko ten syf. Tych ludzi nic nie usprawiedliwia.
Przecież od pokoleń mieszkają w Ameryce, a ich angielski jest gorszy od
angielskiego Koreańczykow, którzy tu niedawno przyjechali.
Tak, wyrok w sprawie Brown kontra Wydział Edukacji [takim terminem określa
się wyrok znoszący segregację rasową w szkołach - red.] przetarł nam drogę.
Tylko co myśmy potem zrobili? Biali z tamtych czasów się śmieją! A jak mają
się nie śmiać, skoro 50 proc. czarnych rzuca szkołę, a reszta siedzi w
więzieniu
(...) [rodzice] rozpaczają, gdy ich syn musi założyć pomarańczowy kombinezon
więzienny. A gdzie byliście, gdy miał dwa lata? Gdzie byliście, gdy miał 12
lat? Gdzie byliście, gdy miał 18? I jak to możliwe, że nie wiedzieliście, że
ma pistolet? No i gdzie jest jego ojciec?
(...) Kościół jest otwarty tylko w niedzielę, nie możecie wciąż prosić
Jezusa, żeby wszystko dla was robił. Nie możecie wciąż powtarzać, że Pan Bóg
na pewno wam pomoże. Bóg ma was dosyć!
(...) [młodzi ludzie] Wkładają ubrania na lewą stronę. Czy to nie znak, że
coś jest z nimi nie tak? Czapki zakładają sobie tyłem na przód. Spodnie im
wiszą w kroku do ziemi. O czym to świadczy? Czekają, aż Jezus im podciągnie
portki? A o czym świadczy, gdy dziewczyna zakłada sukienkę tak krótką, że jej
widać krocze, a na całym ciele ma pełno powbijanych jakichś igieł i
kolczyków? Z której części Afryki to się wywodzi? Przecież ci ludzie nie są
Afrykanami, oni nie mają ziel