Dodaj do ulubionych

Tarnogórzanie, ile mozna spać do cholery!?

IP: 150.254.85.* 23.07.05, 10:09
Obserwuj wątek
    • tarnogorzanin1 Re: Tarnogórzanie, ile mozna spać do cholery!? 25.07.05, 10:01
      Można spać standardowo - do 10.00 , można też wytrzymać w łóżku do 13-14.00 !
      Idąc spać normalnie , czyli w granicach 23.00 !
      Pisze o moich córkach - pod względem długości spania to mistrzynie! No ale one
      jeszcze mogą - są studentkami , a ta rasa - jak wiadomo - lubi sie "wygnić" !

      No ale czas brać sie do roboty - miłego dnia , forumowicze!
        • loggic Glutownik 29.07.05, 10:00
          Był sobie pewien niezwykle bogaty a przy tym ekscentryczny milioner.
          Osiągnął w życiu wszystko. Wreszcie, przeszedłszy na emeryturę, postanowił
          zrealizować największe marzenie swojego życia - wybrać się w podróż dookoła
          świata wierną kopią średniowiecznego żaglowca.

          Wszystko w tej podróży miało być tak, jak było w średniowieczu. Żaglowiec
          musiał być zrobiony dokładnie tak samo, przy użyciu tych samych materiałów,
          narzędzi i technologii, jak kiedyś. Na pokładzie nie mogło być żadnych
          innych urządzeń, jak tylko te znane w średniowieczu. Zapasy żywności
          przygotowano w ten sam sposób. Załoga była ubrana w repliki
          średnioweicznych ubrań. Sam miloner, pasjonat żeglarstwa, miał zostać
          kapitanem.

          Nie było łatwo zrealizować ten plan. Samo zbudowanie wiernej kopii żaglowca
          okazało się niezwykle skomplikowanym przedsięwzięciem. Wybudowano
          średniowieczną stocznię. Zatrudniono z całego świata najlepszych
          szkutników, którzy mieli pojęcie o budowie średniowiecznych statków.
          Niektóre technologie trzeba było odtworzyć. Płótno na żagle zostało utkane
          specjalnie na potrzeby ekspedycji przy użyciu starych metod. W podobny
          sposób zostały wykonane liny... itp.


          Równocześnie kompletowano załogę. Na podstawie starych dokumentów ustalono,
          jakie profesje czy umiejętności były przydatne na statku. Zbierano i
          przeszkalano chętnych. Produkowano narzędzia.


          Wreszcie wszystkie prace zostały zakończone. Ustalono datę wyjścia w morze.
          Piękny żaglowiec kołysał się majestatycznie przy nabrzeżu. Na pokładzie
          gorączkowo krzątała się załoga. Nawigator ostatni raz przeglądał pożółkłe
          pergaminy map, polerował szkła sekstansu, sprawdzał tablice gwiazd.
          Żaglomistrze sortowali setki metrów kwadratowych żagli, kontrolowali
          kilometry konopnych lin. Bosman razem z cieślą dokonywali ostatniej
          inspekcji kadłuba. Kuk liczył beczki z solonym mięsem. Załoga pod pokładem
          rozwieszała hamaki i worki ze swoimi rzeczami.

          Wtem na nabrzeżu pojawił się mały, niepozorny człowieczek, ubrany w ciemną,
          długą szatę. Pod pachą trzymał niewielką, drewnianą, obitą płótnem
          skrzynkę. Bez wahania skierował się na trap i zaczął wchodzić na pokład.

          - A wy kto? - zapytał bosman.
          - Jak to kto? - zdumiał się człowieczek - jestem ostatnim członkiem waszej
          ekspedycji.
          Bosman pośpiesznie wyjął listę załogi. Wyglądało na to że nikogo nie
          brakuje.
          - Na prawdę? A kim jesteście? Jaka wasza profesja?
          - Jestem glutownikiem - wyjaśnił człowieczek - Wiem, że wasza ekspedycja
          nie
          ma jeszcze glutownika.
          - Eeee.... glutownikiem? - spytał z głupią miną bosman.
          - Właśnie! Przecież nie wypłyniecie w morze bez glutownika!
          Bosman nie miał pojęcia, kim jest glutownik, ale żeby nie stracić twarzy,
          postanowił się do tego nie przyznawać.
          - Cóż, macie rację, dobry człowieku. Jednakowóż, decyzję o waszym
          dołączeniu
          do załogi podjąć musi kapitan. Może ma innego nagadanego glutownika?

          Bosman pośpieszył do kajuty kapitana na rufie, zameldował się służbiście i
          rzekł:
          - Panie kapitanie! Melduję, że na statek zgłosił się glutownik!
          - Kto? - spytał ze zdumieniem milioner?
          - Glutownik, kapitanie! Nie mamy jeszcze w naszej załodze glutownika, a
          przecież jutro wychodzimy w morze. Czy mam dołączyć go do załogi? A może
          pan kapitan ma nagadanego innego glutownika?
          Kapitan - milioner zawahał się. Nie miał pojęcia, kim jest glutownik, a
          przecież przeczytał wiele dzieł traktujących o średniowiecznej żegludze.
          Ale - może coś pominął? Wyglądało na to że bosman doskonale orientuje się w
          temacie, a to przecież nie lada fachowiec! Skoro twierdzi, że glutownik
          jest w podróży niezbędny...
          - W porządku, bosmanie! Rzeczywiście, nie mieliśmy dotąd glutownika. Nie
          udało mi się, eeee..., żadnego znaleźć. To bardzo rzadka profesja.
          Obawiałem się płynąć w morze bez glutownika, ale nie miałem wyboru. To
          szczęście, że zgłosił się do nas ten człowiek! Proszę zapewnić mu wszystko,
          czego będzie potrzebował do swoich, eeee...., czynności glutowniczych.
          Zresztą, sami dobrze wiecie bosmanie co robić!
          - Rozkaz, kapitanie - odpowiedział bosman, zasalutował i wyszedł,
          postanawiając później wyciągnąć jakoś od kapitana, czym zajmują się
          glutownicy. Tymczasem, w swej kabinie kapitan wsparł głowę na rękach i
          dumał, jak podejść bosmana by ten niepostrzeżenie wyjawił mu prawdę o
          glutowniku...

          Glutownik nie miał duzych wymagań. Polecił jedynie rozstawić na pokładzie
          mały namiocik i zakazał komukolwiek wchodzenia do środka.

          Podróż rozpoczęła się. Żaglowiec przecinał fale, prowadzony pewną ręką
          sternika. Załoga na masztach pracowała niczym dobrze zestrojony mechanizm.
          Nawigator dbał o to żeby statek nie zszedł z przewidzianego kursu.

          Jedynie działania glutownika owiane były mgła tajemnicy. Co jakiś czas, z
          malego namiociku dobiegały jakieś stuki, trzaski, odgłosy piłowania, jednak
          efekty jego pracy nie były dostrzegalne dla reszty załogi.

          Kapitan czasami próbował wyciągnąć od bosmana informacje o tym czym zajmuje
          się glutownik. Pytał:
          - Powiedzcie mi, bosmanie, na jakim etapie są czynności naszego glutownika?
          Czy wszystko przebiega jak trzeba?
          Na co bosman odpowiadał niezmiennie:
          - Wszystko jest w najlepszym porządku, kapitanie!

          Z kolei bosman próbował podpytać glutownika o jego pracę, ale otrzymywał od
          niego odpowiedź podobną do tej, której sam udzielał kapitanowi.

          [tu mozna z pięć minut rozwijać temat...]

          Wreszcie kapitan nieco się zniecierpliwił, i pewnego dnia spytał
          glutownika:
          - Dobry człowieku. Minęły już prawie dwa miesiące naszej ekspedycji. Z
          niecierpliwością czekamy na efekty waszych prac glutowniczych. Kiedy
          będziemy mogli je obejrzeć?
          Glutownik spojrzał ze zdziwieniem na kapitana.
          - Jak pan Z PEWNOŚCIĄ WIE, panie kapitanie, czekamy na bezchmurną pełnie
          księżyca. Do tej pory mieliśmy dwie pełnie, niestety księżyc był zasłonięty
          przez chmury. NA PEWNO orientuje się pan, ze bezchmurne niebo jest
          warunkiem wprost kluczowym dla powodzenia moich czynności.
          - Ehmm, tak, oczywiście... - wymamrotał kapitan i nie rozwijał już tematu.
          Jednak później tego dnia, chcą udowodnić bosmanowi że nie gorzej niż on
          orientuje się w czynnościach glutowniczych, powiedział mu:
          - Nie mogę się wprost doczekać, bosmanie, kiedy wreszcie będzie bezchmurna
          pełnia, by obejrzeć efekty działań naszego przyjaciela glutownika.
          - Eeeee... tak, panie kapitanie - powiedział bosman, utwierdzając się w
          przekonaniu że o glutowniku kapitan wie wszystko.

          Wreszcie nadeszła bezchmurna pełnia. Na pokładzie dało się odczuć
          narastające podniecenie. Glutownik poprosił nawigatora o dokładne
          wyznaczenie północy. Niestety, pod wieczór przyszły chmury i rozszalał sie
          sztorm...

          Wreszcie nadeszła kolejna pełnia. Tym razem chmur nie było. Cała wolna od
          obowiązków załoga zgromadziła sie na pokładzie. Wzeszedł księżyc. Glutownik
          poprosił kapitana, aby zmieniono kurs tak by księżyc świecił ze sterburty.
          Uczyniono to. Nawigator zdjął dokładną pozycje statku i dokładnie obliczył
          lokalny czas, przygotowując się do wyznaczenia północy.

          Na pół godziny przed północą na pokład wyszedł glutownik ubrany w
          uroczystą,
          purpurową szatę. Na pokładzie postawił swą skrzynkę. Wyjął z niej małą
          deszczułkę o przekroju trójkątnym, i położył ją tak by ostry koniec
          trójkata sterczał ku górze. Na tej deszczułce położył w poprzek drugą,
          płaską, tak że całość stanowiła coś w rodzaju huśtawki czy też dźwigni. Na
          jednym z końców dzwigni połozył małą, drewnianą, pomalowaną na złoto kulkę.
          W rękę trzymał misternie rzeźbioną krótką pałkę.

          Wszyscy zamarli w oczekiwaniu. Powoli zbliżała się północ. Świecił księżyc.
          Lekki wiatr pchał statek przed siebie.

          Wreszcie nawigator dał znać, że północ nastąpi za pół minuty. Wszyscy
          wstrzymali oddech. Ostatnie dziesięć sekund nawigator odliczał dźwiękiem
          okrętowego dzwonu.

          Kiedy nastąpiło ostatnie, dziesiąte uderzenie dzwonu, glutownik zamachnął
          się trzymaną w ręku pałką i z całej siły uderzył w wolny, sterczący do góry
          koniec deszczułki na której drugim końcu spocz
    • loggic Pierwsza pomoc 29.07.05, 14:11
      Do celi wchodzi nowy więzień. Współwięzień pyta:

      - Słuchaj ile dostałes?
      - Piętnascie lat.
      - A za co?
      - Za pomoc medyczna...
      - Jak to, za pomoc medyczna?
      - No tak. Tesciowa miała krwotok z nosa, a ja jej założyłem opaskę uciskowa
      na szyję.

      L.
      • Gość: Pit Re: Pierwsza pomoc IP: 150.254.85.* 29.07.05, 14:22
        loggic napisał:

        > Do celi wchodzi nowy więzień. Współwięzień pyta:
        >
        > - Słuchaj ile dostałes?
        > - Piętnascie lat.
        > - A za co?
        > - Za pomoc medyczna...
        > - Jak to, za pomoc medyczna?
        > - No tak. Tesciowa miała krwotok z nosa, a ja jej założyłem opaskę uciskowa
        > na szyję.

        A to wszystko przez to ze w Polsce ludzie nie umieja udzielac pierwszej pomocy.
        Tego pana na szkolenie medyczne trzeba bylo wziac, a nie wsadzac do wiezienia.
        Skandal i tyle, polski wymiar sprawiedliwosci znowu sie zblaznil.
        • loggic Re: Pierwsza pomoc 29.07.05, 20:43
          Gość portalu: Pit napisał(a):

          > loggic napisał:
          >
          > > Do celi wchodzi nowy więzień. Współwięzień pyta:
          > >
          > > - Słuchaj ile dostałes?
          > > - Piętnascie lat.
          > > - A za co?
          > > - Za pomoc medyczna...
          > > - Jak to, za pomoc medyczna?
          > > - No tak. Tesciowa miała krwotok z nosa, a ja jej założyłem opaskę ucisko
          > wa
          > > na szyję.
          >
          > A to wszystko przez to ze w Polsce ludzie nie umieja udzielac pierwszej pomocy.
          >
          > Tego pana na szkolenie medyczne trzeba bylo wziac, a nie wsadzac do wiezienia.
          > Skandal i tyle, polski wymiar sprawiedliwosci znowu sie zblaznil.

          Bo to trzeba ją było kantem!
          Ale grzeje na dekiel.
          L.
          • lena.a Re: Tarnogórzanie milego weekendu!? 01.08.05, 21:08
            "poznańskie" czy "szkockie"? Dla mnie Karmi - w taką pogodę ;)
            A... co do biednych teściowych (nie dajecie im spokoju jak widzę),
            może nie są takie złe :)

            Zięć wyjaśnia policji okoliczności zgonu teściowej.
            Kobietę znaleziono w kuchni, na podłodze z nożem w klatce piersiowej.
            Podejrzany mężczyzna tłumaczy?
            -panowie, ja nie mam z tym nic wspólnego. Ona poślizgnęła się na skórce od
            banana i... zwyczajnie upadła na nóż !!! ... i tak siedem razy!
            • Gość: Pit Re: Tarnogórzanie milego weekendu!? IP: 150.254.85.* 02.08.05, 09:38
              lena.a napisała:

              > "poznańskie" czy "szkockie"? Dla mnie Karmi - w taką pogodę ;)
              > A... co do biednych teściowych (nie dajecie im spokoju jak widzę),
              > może nie są takie złe :)
              >
              > Zięć wyjaśnia policji okoliczności zgonu teściowej.
              > Kobietę znaleziono w kuchni, na podłodze z nożem w klatce piersiowej.
              > Podejrzany mężczyzna tłumaczy?
              > -panowie, ja nie mam z tym nic wspólnego. Ona poślizgnęła się na skórce od
              > banana i... zwyczajnie upadła na nóż !!! ... i tak siedem razy!

              Lena, my jestesmy bardziej "oszczedni" od Szkotow. Wiesz jak powstal drut?
              Powstal, gdy krakauer z posenerem wyrywali sobie zlotowke z rak.
              A dowcip o tesciowej jest przedni.

              Pozdr !!!!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka