monja07
05.09.09, 23:39
Wiele słyszałam o zakażeniu noworodków gronkowcem w Szpitalu nr 3 w
Tarnowskich Górach. Sądziłam, że ten problem nie dotknie mojego dziecka, a
jednak stało się ... przedłużająca się żółtaczka świadczyła o stanie zapalnym.
Z kilkunastodniowym noworodkiem ponownie wróciłam do szpitala, tym razem na
oddział dziecięcy. Gronkowca stwierdzono w wymazach z noska, skóry i pępka.
Konsekwencją tego było zapalenie płuc. Jak się okazało moje maleństwo nie było
jedynym takim przypadkiem.
Leczenie antybiotykami trwało 3 tygodnie w szpitalu, kolejny tydzień w domu.
Co gorsza, następstwem tego zakażenia a dokładniej wysokiego poziomu
bilirubiny okazały się zaburzenia ze strony OUN (ośrodkowego układu
nerwowego), tj. osłabione napięcie mięśniowe (hypotonia) oraz asymetria.Lekarz
neurolog wiąże także wiotkość krtani u mojego dziecka z tym zakażeniem.
Nie mogę pogodzić się z faktem, że problem zakażenia noworodków w tym szpitalu
jest tuszowany, a matki, których dzieci chorowały być może zajęte opieką nad
swoimi pociechami lub zajęte nawet rehabilitacją dziecka (tak jak w moim
przypadku) milczą.
Sama obecnie znam już kilkanaście takich osób!
Jeżeli chcesz coś zmienić, aby inne jeszcze nie narodzone dzieci nie musiały
przechodzić tego koszmaru lub chcesz wyrazić swoją bezradność na całą tę
sytuację, opisz co spotkało Twoje dziecko i Ciebie w tym szpitalu.
Wierzę, że jesteśmy w stanie to zmienić!