Dodaj do ulubionych

patrzenie komuś w talerz

28.08.10, 14:50
Kiedy odwiedzam moich przyszłych teściów oni podczas posiłków
zachowują się dość dziwnie, moim zdaniem. A właściwie mama mojego
narzeczonego. Gdy jemy coś, ona często patrzy na mój talerz i
komentuje jego zawartość, co jem, i szczególnie ile tego jem.
Komentuje wielkość porcji, czasem się śmieje że jem więcej niż mój
facet. Odechciewa mi się jedzenia. Ostatnio stwierdziła, że wziełam
największego kotleta. Czy takie zachowanie jest w porządku? Jak
reagować?
Obserwuj wątek
    • ekspert_ewa.sawicka Re: patrzenie komuś w talerz 31.08.10, 05:35
      Takie zachowanie trudno nazwać taktownym. Proszę jednak na to spojrzeć z humorem - jeśli oglądała Pani "Przeminęło z wiatrem", pewnie pamięta Scarlett O Harę, która w jednej z pierwszych scen filmu buntowała się, że jej, jako dobrze wychowanej panience na wydaniu, nie będzie wolno podczas przyjęcia najeść się do syta. Oczekiwano wtedy (a jak widać i dziś niektórzy uważają to za właściwe), że panna je tyle co ptaszek.
      Podczas następnej wizyty proszę nałożyć na talerz symboliczną porcję. Najprawdopodobniej będzie Pani wtedy usilnie namawiana do wzięcia dokładki smile
      • gorzatax Re: patrzenie komuś w talerz 31.08.10, 11:40
        Droga Pani Ekspert,

        Wprawdzie to Pani, a nie ja, jest tutaj fachowcem, ale można niekiedy odnieść
        wrażenie, że nie do końca Pani wie, o czym Pani pisze.

        Zachowanie opisane przez autorkę wątku jest szczytem chamstwa. Oczywiście, nie
        oczekuję, że użyje Pani tak mocnych słów, ale przecież można je nazwać choćby
        niedopuszczalnym czy oburzającym.

        A co Pani proponuje?

        Proponuje pani nienazywanie takiego zachowania taktownym (właściwie dlaczego
        nie?). Ewentualnie spojrzenie na nie z humorem. Ewentualnie powtórkę z
        literatury i uświadomienie sobie, że panna winna jeść tyle, co ptaszyna. I
        wreszcie nałożenie sobie symbolicznej porcji a następnie oczekiwanie zachęty do
        dokładania.

        Rozumiem, że nie powinna Pani walić z grubej rury, wszak to niekulturalne. Ale
        trzymanie się superhipersawłarwiwropolitpoprawności powoduje, że problem ulega
        rozmyciu. Być może po takim Pani komentarzu niektórzy pomyślą sobie, że
        właściwie nic się nie stało, ot, taki mały nietakt.

        A problem jest. I chyba Pani rolą na tym forum jest wyraźnie wskazać, gdzie jest
        granica między kulturą a nietaktem, nietaktem a bezczelnością itede. Wtedy to
        forum może służyć (przypominam, padło w którymś wątku pytanie o jego cel)
        szerzeniu kultury bycia w naszym nie do końca kulturalnym społeczeństwie.
        • ekspert_ewa.sawicka Re: patrzenie komuś w talerz 31.08.10, 15:07

          Obawiam się, że zbyt emocjonalnie podeszła Pani zarówno do problemu, jak i mojej powściągliwej odpowiedzi. Stąd może niedokładność, z jaką przeczytała Pani to, co napisałam.

          Użyłam zwrotu "trudno nazwać taktownym", co znaczy, że zachowanie przyszłej teściowej nie było właściwe. Mocniejsze zwroty, które Pani proponuje, uważam za niepotrzebnie zaogniające i tak już napiętą sytuację pomiędzy narzeczoną i przyszłą teściową.

          Zaproponowałam Internautce podejście do sprawy z humorem (scena z filmu może jej pomóc zmniejszyć uczucie przykrości, jakie pozostało po wizycie), bo najprawdopodobniej w przyszłości będzie narażona na podobne afronty nie raz, a jeśli trwa w zamiarze wejścia do tej rodziny, warto by już teraz nauczyła się je przyjmować ze spokojem. Jak mawiała wielka dama, Eleonor Rooosevelt: Nikt nie może sprawić, byś poczuł się gorszy bez twojego przyzwolenia.

          Formą przyzwolenia jest odwzajemnienie się równie niemiłym czy uszczypliwym zachowaniem, obmawianie za plecami lub domaganie się przeprosin.

          Używając mocnych słów, okazując ostentacyjne potępienie lub pouczając ex cathedra - czego najwyraźniej się Pani ode mnie domaga - zaprzeczyłabym podstawowej zasadzie savoir vivre-u: życzliwego odnoszenia się do innych (w czym mieści się także nienadawanie wielkiego znaczenia nietaktom jakich się dopuszczają).

          Problem w opisanej sytuacji nie musi dotyczyć wyłącznie braku dobrych manier, ale szerzej relacji teściowa-synowa. Takie niegrzeczne zachowanie matki syna świadczyć może o jej silnym lęku, czy syn właściwie wybrał żonę. Można je odczytać jako wyraz lęku, że narzeczona - skoro(w opinii teściowej) już teraz je bez umiaru, sięga po najlepsze i największe kęsy - w przyszłości nie będzie należycie dbała o męża. Dla młodej kobiety ten brak zaufania może być bolesny. Tu jednak wchodzimy w sferę psychologii, a nie dobrych manier...




          • misspolski Re: patrzenie komuś w talerz 31.08.10, 18:07
            Jestem trochę zdziwiona Pani odpowiedzią.
            Mnie to w ogóle nie śmieszy, czuję się urażona wręcz i mam ochotę
            wyjść stamtąd, a przynajmniej odstawić całe jedzenie. Nie robie tego
            bo nie chcę zachowywać sie niegrzecznie.
            A nakładam se małe porcje, po namowach zreszta. Więc nie bardzo
            wiem, po co mam odstawiać tę szopkę.
            Uważam że to nie jest przyzwoite, i u nich nie jest to żart.
            Szczególnie że nie należe do szczupłych osób i mogłabym odebrać to
            personalnie. Co gorsza, mój chłopak również się tak zachowuje
            twierdząc że to nie jest nic złego.
            • kol.3 Re: patrzenie komuś w talerz 31.08.10, 19:08
              W wypowiedziach Misspolski widzę niejaką sprzeczność. Z pierwszego
              postu wynika, że teściowa komentuje wielkość porcji (wzięcie z
              talerza największego kotleta), twierdząc, że Miss je więcej niż jej
              syn.
              Z ostatniego postu natomiast wynika, że Miss, jej własnym zdaniem,
              nakłada sobie małe porcje, po namowach, przy czym nie należy do osób
              szczupłych. Teściowa zachowując się w swoim mniemaniu familiarnie,
              komentuje jej zdaniem dobry apetyt Miss, niekoniecznie zdając sobie
              sprawę, że ją to uraża. Jak widać istnieje rozbieżność w ocenie
              apetytu Misspolski, teściowa twierdzi, że je ona dużo, choć Miss
              wcale tak nie uważa. Być może teściowa należy do osób, które uważają,
              że w gościach jada się symbolicznie. Trzeba by się tej sprawie
              przyjrzeć, to co dla jednego jest duże, dla drugiego jest małe.
              Pomijam sprawę nietaktownego zachowania.
              • misspolski Re: patrzenie komuś w talerz 31.08.10, 19:24
                Coz, tak naprawde co to ma za znaczenie, czy moj kotlet ma 10 cm czy
                8 cm? Problemem ktory tu poruszam jest patrzenie kto co i ile je, i
                komentowanie tego. Ile by jedzenia nie bylo...
                Wiem, ze gdy jestem u kogoś czy w restauracji nie wypada sie
                obzerac, brac 3 dokladek itd. Wiec nakladam sobie normalnie raczej
                mniej niz wiecej. Szczegolnie, ze nie zawsze mi smakuje to co gotuje
                ktos inny. Chcialam wiec podkreslic ze na pewno nie nakladam sobie
                duzo. Zreszta nie wiem, ja, w odroznieniu do nich, nie patrze ile
                oni jedza i nie robie porownan.
                Kiedy jem, to ona patrzy i mowi, ze moj kotlecik jest najwiekszy.
                Albo ze wzielam sobie duzo ryzu. Albo ze moj kawalek tortu jest
                najlepszy bo jest na nim kawalek wisienki. Cokolwiek. Ciagle mnie
                obserwuje.
                Nie wiem, moze robi to w dobrej wierze, moze sobie schlebia(ze skoro
                jem to mi smakuje) ale...uwazam po prostu ze jest to nieprzyzwoite.
                • e.kiwi Re: patrzenie komuś w talerz 31.08.10, 21:14
                  Wiesz, nawet, gdybyś sobie nakładała całe góry, to i tak komentowanie
                  tego przez panią domu, kimkolwiek ona jest, byłoby wysoce niestosowne.
                  Zdarza się nam spotykać osoby, które w podobnej sytuacji nie
                  przestaną popisywać się złośliwością, choćbyś brała na talerz ledwie
                  ćwierć listka sałaty i jeden cienki makaron. Podtrzymuję moją opinię,
                  wyrażoną w poprzednim poście: to niezbyt uprzejmy sposób, ale...
                  skoro ekspert zachęca, by podejść do tego z humorem, zróbmy to!
                  Przestrzeganbie zasad SV nie musi zawsze oznaczać rezygnację z obrony
                  własnej godności czy tak zwane "kładzenie uszu po sobie".
                  Nie Ty zainicjowałaś problem, ale Ty możesz go unicestwić, dla dobra
                  Twoich sympatycznych kontaktów z Twoim partnerem. choćby
                • Gość: bukacz Re: patrzenie komuś w talerz IP: *.elpos.net 26.09.10, 10:38
                  to proste, misspolski, jeśli chcesz "ŻREĆ" jak ci się podoba to rób to bez świadków smile

                  ps. to, że jesteś gruba nie daje ci żadnej taryfy ulgowej

                  ps2, następnym razem nakładaj "SE" ludzkie porcje, może teściowa (to skarb) komentuje bo chce ci w delikatny sposób przekazać, żebyś udostępniła półmisek także reszcie rodziny a nie traktowała go jako własny talerz?
                • baba67 Re: patrzenie komuś w talerz 24.11.10, 15:35
                  To uwazaj ile nabierasz i juz, jesli nie chcesz zmienic swej wagi ani narzeczonego, bo i jedno i drugie jest trudne. Przeciez jesli nabierzesz sobie tyle ryzu ile przyszla tesciowa, to zawsze mozesz przystawic talerz do talerza dreczycielki i powiedziec-tyle samo co pani!Oczywiscie z perlistym smiechem na ustach. Jestem w zasadzie przeciwna przeciwstawianiu sie chamstwu meczenskim savoir vivrem. Najlepiej sprowadzic wszystko do absurdut ak zeby druga strana poczula sie niekomfortowo, ale jednoczesnie nie mogla nam nic zarzucic.
                • lolittka200 Re: patrzenie komuś w talerz 16.12.10, 17:46
                  Rozumiem Cie doskonale moja babcia jest osobą którą wszyscy się boją zapraszać na uroczystości rodzinne bo jej całym zajęciem jest obserwowanie kto ci i ile zjadł co później się kończy pół rocznym komentowaniem do każdego .Patrzy na ludzi poprzez pryzmat tego ile jedzą.Straszną siarę robi i najlepsze jest to że jej się wydaję że jest drugą Tyszkiewicz wielką dystyngowaną damą która jest lepsza od innych i taka kulturalna itp A jest tępą babą która całe życie spędziła na sprzątaniu domu i udawaniu wielkiej damy kŧóra pochodzi chyba z rodu Czartoryskich.Więc wyobrażam sobie jak się czujesz wtedy kiedy teściowa ci takie coś odpierd... Wiem że to okropne co napisze ale patrz na rodziców wybranka to bardzo ważne !!! Zastanów się do jakiej rodziny wchodzisz bo to decyzja na całe życie.
              • lolittka200 Re: patrzenie komuś w talerz 16.12.10, 17:39
                kol.3 napisała:

                > W wypowiedziach Misspolski widzę niejaką sprzeczność. Z pierwszego
                > postu wynika, że teściowa komentuje wielkość porcji (wzięcie z
                > talerza największego kotleta), twierdząc, że Miss je więcej niż jej
                > syn.
                > Z ostatniego postu natomiast wynika, że Miss, jej własnym zdaniem,
                > nakłada sobie małe porcje, po namowach, przy czym nie należy do osób
                > szczupłych. Teściowa zachowując się w swoim mniemaniu familiarnie,
                > komentuje jej zdaniem dobry apetyt Miss, niekoniecznie zdając sobie
                > sprawę, że ją to uraża. Jak widać istnieje rozbieżność w ocenie
                > apetytu Misspolski, teściowa twierdzi, że je ona dużo, choć Miss
                > wcale tak nie uważa. Być może teściowa należy do osób, które uważają,
                > że w gościach jada się symbolicznie. Trzeba by się tej sprawie
                > przyjrzeć, to co dla jednego jest duże, dla drugiego jest małe.
                > Pomijam sprawę nietaktownego zachowania.
                To ze wzięła nawiększego kotleta nie oznacza że nałożyła sobie dużą porcję !!! Największy kotlet móg być rozmiarów biedronki ....daruj sobie człeku te komentarze bo piszesz bez myślnie
            • ekspert_ewa.sawicka Re: patrzenie komuś w talerz 31.08.10, 21:12
              Potraktowanie czegoś z humorem nie oznacza, że sytuacja nas bawi. Przeciwnie - obracając w żart niemiłą dla nas uwagę, sygnalizujemy, że poczuliśmy się niekomfortowo, ale dajemy drugiej stronie szansę, by zaprzestała przykrego zachowania (i - jeśli potrafi się na to zdobyć - wyraziła skruchę).
              Absolutnie nie namawiam Pani na "odstawianie szopki" i udawania kogoś, kim Pani nie jest. Odradzam tylko pielęgnowanie w sobie poczucia krzywdy i podsycanie konfliktu. Obrażając się, usztywniając swoje zachowanie, czy szukając sposobu, by równie boleśnie (ale "taktownie") dać nauczkę, stawiamy się na równi z osobą, której zarzucamy brak delikatności.

              Zdaję sobie sprawę, że czuje się Pani ciągle obserwowana i oceniana, i nie jest Pani do śmiechu, gdy ta ocena nie wypada pomyślnie. Domyślam się, że może się Pani czuć pozostawiona samej sobie, niezrozumiana nie tylko przez przyszłą teściową, ale i narzeczonego. I wcale nie ma ochoty być "tą mądrzejszą", która - mimo raniącego traktowania - zdobywa się na wielkoduszność.

              A jednak to do Pani należy podjęcie kroków zmierzających do zmiany. Bo - jak sama Pani pisze - rodzina narzeczonego nie widzi nic niewłaściwego w swoim zachowaniu.

              Chcąc zachować się zgodnie z zasadami dobrego wychowania nie może Pani wyrazić się krytycznie o ich zachowaniu, słusznie też powstrzymuje się przed reakcjami opisanymi w drugim liście. Pozostaje:

              - zdobyć się na szczerą, najlepiej w cztery oczy rozmowę z przyszłą teściową. Wprost powiedzieć "jest mi przykro, gdy słyszę, że jem za dużo, tym bardziej że nie należę do najszczuplejszych". Nie może to paść tonem oskarżenia lub pretensji. Raczej spokojnej uwagi (wiem, że to trudne). A potem nie przerywając i nie kwestionując, wysłuchać odpowiedzi lub z godnością przyjąć milczenie teściowej, niegotowej do odbycia takiej rozmowy.

              - rozważyć ucięcie wszelkich kontaktów z osobą, której zachowanie tak bardzo Panią rani. To jednak oznacza rezygnację z małżeństwa, a tego chyba Pani nie chce, prawda?


              • baba67 Re: patrzenie komuś w talerz 24.11.10, 15:25
                Zgadzam sie Pania Ekspert, ale osobiscie zaczelabym od szczerej rozmowy z narzeczonym. To on powinien zrozumiec i zaakceptowac punkt widzena Autorki watku, a nie ochoczo dolaczac sie do uwag. Jesli on nie moze tego zrozumiec, albo przynajmniej wykazac sie empatia(nie rozumiem, ale ona cierpi a zatem zrobie wszystko zeby nie cierpiala) to moze trzeba by sie zastanowic nad tym czy on rzeczywiscie jest odpowiednim kandydatem na towarzysza zycia-brak empatii w zwiazku to jest juz bardzo powazny problem.
    • anina-1 Re: patrzenie komuś w talerz 01.09.10, 14:55
      Najlepiej byłoby porozmawiać i powiedzieć przyszłej teściowej.
      Ja bym chyba zrobiła tak, że kilka razy odmówiła zaproszenie. Gdyby później był silny nacisk na wspólny posiłek to zjadłabym coś w domu, a tam tylko lekko przegryzła mówiąc, że nie jesteś głodna i w ogóle nie odzywałabym się podczas posiłku. Wydaje mi się, że teściowa powinna się domyśleć.
    • Gość: eme-eme Re: patrzenie komuś w talerz IP: 167.1.176.* 15.09.10, 16:31
      jak dla mnie, to porada pani expert, zeby znosic to wszystko w milczeniu jest bez sensu i troche nie pasuje do XXI wieku, w ktorym nie cierpi sie w imie cierpienia . Sztuka jest umiejetnosc polaczenia bycia kulturalnym i jednoczesnie asertywnym

      Ja bym po prostu zwrocila uwage tej pani, mowiac wprost, ze czuje sie zle z jej komentarzami. Na pewno mozna to ujac w sposob grzeczny acz stanowczy, jak na nowoczesna kobiete przystalo smile

      nie jestesmy angielskimi lordami , dzieki bogu zreszta, bo dworskie zasady zachowania byly rozdmuchane i przerysowane az do obrzydzenia

    • ada Re: patrzenie komuś w talerz 16.09.10, 18:07
      misspolski napisała:

      > mama mojego
      > narzeczonego. Gdy jemy coś, ona często patrzy na mój talerz i
      > komentuje jego zawartość, co jem, i szczególnie ile tego jem.

      No i co z tego?
      To i Ty patrz w jej talerz i też komentuj na swój sposób smile

      > Komentuje wielkość porcji, czasem się śmieje że jem więcej niż mój
      > facet. Odechciewa mi się jedzenia.

      A dlaczego odechciewa Ci się jedzenia? Przecież (chyba) nie napluła w Twój talerz?!
      Jeśli jednak to zrobiła, to Ty tez jej to zrób! smile

      > Ostatnio stwierdziła, że wziełam
      > największego kotleta. Czy takie zachowanie jest w porządku?

      Tak, bo skoro wzięłaś największego kotleta, to ona powiedziała prawdę, zatem zachowanie tej kobiety jest w porządku.

      > Jak
      > reagować?

      Normalnie, czyli jak Cie w domu nauczyli, a jeśli sie komus Twoje staranne zachowanie nie podoba, no to juz trudno!
      a.

      PS Przeczytałam tylko post otwierający wątek, a odpowiedzi juz nie, jeśli więc powielam nieświadomie, cudze rady, to przepraszam Autorki i Autorów smile
      a.
      • bene_gesserit Re: patrzenie komuś w talerz 16.09.10, 21:50
        ada napisała:
        > Tak, bo skoro wzięłaś największego kotleta, to ona powiedziała prawdę, zatem za
        > chowanie tej kobiety jest w porządku.

        Osobliwa rada, zwlaszcza na forum s-v.
        Czy jesli spotkasz przyjaciolke w nowej fryzurze, tez niepytana 'mowisz prawdę', ze wygląda fatalnie?
      • misspolski Re: patrzenie komuś w talerz 17.09.10, 00:13
        Sorry Ada, nie obraź się, ale Twoje rady są totalnie bez sensowne.
        Ona mi patrzy w talerz i komentuje to ja też mam jej patrzeć i komentować?
        Dla mnie to jest poniżej poziomu wszelkiego więc nie bardzo widzę siebie w tej roli. Wcale nie jest ona śmieszna, a na tego typu pseudo złośliwości nie mam ochoty się zdobywać.
        Poza tym jeśli uważasz że należy mówić to co się myśli (bezmyślnie) to życzę powodzenia, z takim podejściem gwarantuje że tygodnia nie przeżyjesz.
        • Gość: orkisz Re: patrzenie komuś w talerz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.10, 07:16
          <Ostatnio stwierdziła, że wziełam
          największego kotleta. >

          Proponuję z wymuszonym uśmiechem odpowiedziec : " A, przepraszam, nie wiedziałam, że ten kotlet miał inne przeznaczenie..." lub : 'Przepraszam,nie wiedziałam,że był dla pani przeznaczony' albo przy stole: "Czy byłaby pani uprzejma wskazac kotlet przeznaczony dla mnie?"
          Zastanawia mnie jedno: Dlaczego ta kobieta nie nakłada gotowych porcji na talerze ? Lubi kontrolę i ma tzw. "Syndrom kontroli otoczenia" zwyczajnie lubi to co robi ;p

          Humorystycznie, przy kolejnej poważającej się syt. powiedziec: "Duże dziewczyny jedzą duże kotlety,mnejszych u mnie w domu nie byłowink) "
          powodzenia bo będzie Tobie potrzebne,wiem o tym...
    • Gość: aaa Re: patrzenie komuś w talerz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.10.10, 23:30
      Muszę przyłączyć się do tematu.
      Takie zachowanie widuję u "ugrzecznionych" osób, nie wiem, co im rodzice do głowy włożyli, może liczyli jedzenie (każdy zje po 5 pierogów). Mój kolega z pracy dzisiaj do mnie: Ale się najadłaś - mały jogurt + bułka – i to nie pierwszy raz takie słowa w moim kierunku.
      Byłam „asertywna” i powiedziałam mu żeby się odpier… wink.
      Siostra ostatnio opowiada jak w pracy nie mogą się nadziwić, że zjada kanapkę i do tego 2 batony, a taka chuda – poradziłam jej żeby powiedziała, że rzyga w WC.
      Na durne komentarze, zaczepki należy odpowiadać brutalnie, bo do chamów tylko to dociera.
    • jane-bond007 Re: patrzenie komuś w talerz 26.10.10, 20:23
      moja teściowa też komentowała tzn. zwykle jak czegoś nie zjadłam do końca to mówiła: pewnie nie dobre? albo: no i nie zjadłaś...

      nie do końca wiem do tej pory o co jej chodziło... czy jej szkoda czy co ...
      mówiłam że dobre i smaczne ale już dziękuję a ona na to: jakby bylo dobre to byś zjadła ...wszyscy zjedli a ty nie

      no i kiedyś jak zaczeła żale nad jakimś moim ziemniakiem nie wytrzymałam i wypaliłam śmiechem - żartem: ojej i co teraz będzie?

      no i zakończyły się biadolenia

      no też mnie juz irytowac zaczelo że to ile jej się łyżką majtnie ryżu czy ziemniaków oznacza idealnie zbilansowany posilek ktory powinnam zjesc w calości

      specjalnie dumna z mojego występu nie jestem ale co dla mnie najważniejsze - sprawy juz nie ma
      • anina-1 Re: patrzenie komuś w talerz 07.11.10, 13:10
        jane-bond007 - Czy to znaczy, że teściowa nakłada ci na talerz tyle ile uważa "za słuszne"? Dla mnie to wogóle porażka, powinna nałożyć na duże półmiski, żeby każdy sam sobie wziłął tyle ile zje. A jeśli nie robi tak to poprosiłabym przy nakładaniu mi na talerz żeby mniej nałożyła i sama stałą przy niej mówiła:"starczy"
        Jeśli sama sobie nakładasz i zostawiasz to uważam, że to bardzo nie kulturalne bo świadczy o zachłanności. Jakby nie było to jedzenie jest marnotrawione i pewnie, że szkoda. Ktoś stoi przy kuchni, męczy się gotuje, a później musi to wyrzucać do kosza.
    • Gość: Wafle z ubojni Re: patrzenie komuś w talerz IP: *.vl724.renfri.lubman.net.pl 09.11.10, 11:07
      Droga @misspolski

      Najlepszym wyjściem, byłoby porozmawiać i powiedzieć przyszłej teściowej wprost, że nie podoba nam się jej zachowanie podczas rodzinnych posiłków
      Gdybym był na twoim miejscu postąpił bym właśnie w ten sposób.
      Jeśli owa sytuacja nie uległa by widocznej poprawie, zrezygnował bym z niedzielnych obiadków u teściowej i zagłębił się w kulinarne tajniki domowego zacisza.


      BTW: Twoja teściowa żyje od 10 do 10 każdego miesiąca. Widocznie jej się nie przelewa skoro żałuje ci najobfitszego kotleta.
    • lena575 Re: patrzenie komuś w talerz 12.11.10, 15:32
      Zachowanie takie taktowne nie jest ale czasem ludzie tak własnie okazują swoje zainteresowanie drugą osobą/gościem, bez złych intencji. Może chce byś - jako gość - pochwaliła,że takie dobre i nie możesz sie opanować smile A ty pewnie nie chwalisz tylko irytujesz się,ze w talerz zaglądają.
      Może powinnaś zapytać na czym ten kotlecik smażony - jak na oleju , skomentuj,ze zdrowo i możesz zjeść z przyjemnością bo pyszny, jak na masełku - powiedz,że taki własnie najbardziej lubisz, ja za dużo ziemnaczków to skomentuj,że tak dobrze ugotowane,że mogłabyś dwa duże i jeszcze wiadereczko małych zjeść, jak ryż - pyszny i sypki. Nie kumuluj złości na przyszłą teściowa tylko to rozbrajaj. Pewnie obie macie dobre intencje tylko nie wiecie jak do siebie dotrzeć. A wystarczy drugiego człowieka/ jego pracę trchę pochwalić i nie ma wroga smile
    • Gość: jedza Re: patrzenie komuś w talerz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.10, 23:17
      mnie się wydaje, że ty nie bardzo akceptujesz swój apetyt, jesteś jak rozumiem osobą z nadwagą, teksty o tym, że dużo jesz to zwykłe złośliwości, to takie zakamuflowane stwierdzenie, że jesteś za gruba... drażnią cię, bo to prawda, jak rozumiem, nie akceptujesz swojej tuszy i takie oskarżenia o obżarstwo są bolesne i celne... myślę, że to jest problem z którym nie raz się spotkasz... ja osobiście na takie uwagi po prostu bym przytaknęła, powiedziała, "tak, rzeczywiście wzięłam sobie największy kotlet" i już sprawa z głowy, nikt ci nie będzie dogryzał jak docinki nie będą cię drażnić
    • Gość: agugu-only Re: patrzenie komuś w talerz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.10, 22:01
      Już sie spotkałam z takim problemem. Rozwiązanie okazało się banalnie proste: starsi państwo u których jadaliśmy .....byli bez grosza!
      Zaradziłam temu przynosząc co jakiś czas a to kawałeczek cielęcinki, a to różowiutki schabiksmile Nikt nie protestował .Wszystko sie ułożyło po szczerej rozmowie przy zmywaniu naczyń. Przełam się, porozmawiaj po babsku....
    • Gość: GOŚĆ Re: patrzenie komuś w talerz IP: 46.112.20.* 18.12.10, 17:53
      UCIEKAJ Z TEJ RODINY NAJPRĘDZEJ JAK SIĘ DA! po 1. brak szacunku ze strony teściowej już na tak wczesnym etapie znajomości nie świadczy dobrze... później będzie tylko gorzej! /przypuszczam, że przy każdej możliwej sytuacji będzie "otwierać" synkowi oczy jaka to ty jesteś gruba, brzydka, nie dbasz o siebie jak mogłaś się doprowadzić do takiego stanu itd. że to Ty się zachowujesz skandalicznie jedząc tyyle, wiesz ona jeszcze to sobie stosownie wyolbrzymi, i mimo że nie masz nadwagi zrobi z Ciebie grubasa/ po2. Twój partner to MAMINSYNEK! nie potrafi Cię przed nią obronić!? z czasem ona będzie Ci jechała po bandzie, a on na wszystko będzie jej przytakiwał i będą między wami na ten temat konflikty.... będzie krytykować Twoje wymysły dotyczące na początku np. wakacji lepsze góry niż morze i gwarantuję Ci że pojedziesz wyłącznie w góry, bo Twój narzeczony bedzie nalegał, że on woli góry i użyje wszystkie argumenty mamy, później mieszkanie, ślub, wychowywanie dzieci to nie ty tylko ONA będzie o wszystkim decydować.
      ZNAJDŹ TAKIEGO FACETA CO NIE TYLKO SAM JEST OK ALE I RODZICÓW MA SPOKO... NA ZAWSZE PAMIĘTAJ ŻE BIERZESZ PAKIET WIĄZANY....
      ps. rada z autopsji. miałam sytuację analogiczną

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka