jesienna
04.12.11, 14:14
mamy problem
od lat
nasz domek letniskowy stoi na wspólnej działce z domkiem pewnych państwa
Ci Państwo mają chłopca z zespołem Downa (16-18, wygląda na 10-12) z upośledzeniem dość poważnym (słabo rozumie co się do niego mówi, sam potrafi powiedzieć parę podstawowych słów)
i ten chłopiec upodobał sobie przychodzenie do nas
do domu chodzi tylko na posiłki jak go zawołają,
albo nie chce iść i zostaje na obiedzie u nas
osobiście bardzo go lubię
i nawet czuję pewną satysfakcję z tego, że tak lubi przebywać z nami
i nie mam nic przeciwko żeby odwiedzał nas nawet codziennie,
ale w jakiś rozsądnych granicach czasowych
jest kłopotliwy,
absorbuje swoją osobą, trzeba bardzo na niego uważać, bo potrafi narobić
wielu szkód (czasem poważnych - jak zniszczenie mi kilkunastu płyt CD)
trzeba uważać, żeby nie odkręcił wody, nie zapalił gazu itp.
trzeba uważać, zeby czegoś nie zniszczył
trudno nie zostawiać niczego na wierzchu
zresztą szafki też otwiera, rozważamy zamontowanie zamków
jak jest więcej osób w domku (np.5) to zawsze ktoś tam zostaje wydelegowany,
żeby mieć na niego oko, ale jak jest 1-2 osoby to jest problem
Był problem jeszcze większy, gdy nie było wiadomo gdzie wszedł na dół (zajmuję go ja z rodziną) czy na górę (zajmuje ją siostra z rodziną), - są dwa osobne wejścia
zdecydowaliśmy się zamykać od wewnątrz górne wejście
(co jest kłopotem i dla siostry i dla nas bo musi przechodzić przez nasz "poziom" czyli parter)
dolnego wejścia nie będziemy zamykać
- jest to wyjście na taras -
i cała przyjemność polega na tym, ż
e jest on przedłuzeniem domu, że można wchodzić do domu
i wychodzić na taras bez ograniczeń
prawie stała obecność tego chłopca u nas jest bardzo uciążliwa
myślę, że to co się dzieje od lat to gruba przesada
tym bardziej, że u sąsiadów jest przeważnie 3-5 osób i mogliby się trochę nim zająć
sprawa jest delikatna
matki niepełnosprawnych dzieci często są przewrażliwione na punkcie ich "dyskryminacji"
nie chcę robić nikomu przykrości,
przecież nie będę brać chłopca za rękę i odprowadzać do sąsiadów (i tak wróci)
przecież nie będę zamykać przed nim drzwi
nie będę chodzić do sąsiadów i prosić żeby go zabrali
nie mam pojęcia co robić
trwa juz to wiele lat i niestety stało się już ustalonym zwyczajem