Dodaj do ulubionych

mąż, żona, koleżanka, kolega

26.04.12, 09:36
O dziwnym zachowaniu koleżanek kilka spostrzeżeń zarówno ze swojego życia jak i podpatrzone u innych. Większość kobiet ma jakieś przyjaciółki, a mężczyźni kolegów. Spotkania, wyjścia na kawę, do knajpy czy inne formy spędzania czasu w gronie znajomych są czymś absolutnie normalnym, powiedziałbym, że w rozsądnych granicach wręcz pożądanym. Czasami jednak znajomi (znajome) reagują w sposób dla mnie dziwny na rzeczy,które wydają się oczywiste. Wyobraźmy sobie takie dialogi:1. -może byśmy poszły razem do kina na "Film dobry"? - wiesz, ale mój mąż też jest zainteresowany "Filmem dobrym", więc na pewno pójdę kiedyś z nim.- Ojej, a nie możesz pójść ze mną?-2, Nie wybrałybyśmy się do Wrocławia na wycieczkę na cały dzień? Do Wrocławia, pojadę z rodziną.- Rodzina rodziną, ale razem też bysmy mogły się wybrać. 3. Co tak dużo gadacie przez ten telefon, nie ma nawet kiedy z tobą porozmawiać, to przesada chyba gadac tyle z mężem, ja do swojego nie wydzwaniam!
I żeby nie było, że tylko kobiety: -Nie poszedłbyś na mecz w sobotę? Wiesz chyba wyjdziemy gdzieś z żoną w tym czasie. -No daj spokój z żoną zawsze zdążysz, a co ona cię tak pilnuje.
generalnie chodzi o brak zrozumienia hierarchii ważności, zazdrość (!?) o męża czy żonę, czasami nawet próbę wpływania na relacje wewnątrz małżeństwa. Czasami nawet dochodzi do tego, że taka osoba próbuje wyciągnąć jakieś informacje na temat relacji małżeńskich (a jak wam się układa z mężem? itp.), takich przypadków na szczęście według moich obserwacji jest niewiele, chociaż się zdarzają. Czy spotykacie się z przypadkami, że koleżanka, kolega, nie rozumie, że jest tylko kimś znajomym, może i bliskim, ale jednak obcym człowiekiem, i okazuje
zazdrość, mając pretensje że jest mniej ważna od małżonka.
Obserwuj wątek
    • elle-joan Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 09:55
      Na podstawie przytoczonych przez Ciebie wypowiedzi trudno ocenić, czy to wynika z zazdrości. Trzeba by prześledzić całość relacji. Jest czas dla rodziny i jest czas dla przyjaciół. Oczywiście każdy może nim gospodarować wg własnego uznania, a koleżanka czy kolega komentując nasz rozkład czasu niekoniecznie jest zazdrosna/zazdrosny, bez przesady. Oczywiście, że co innego rodzina, a co innego obca osoba. Ale nie ma sensu robić między nimi porównania. Jeżeli koleżanki wybiorą się gdzieś bez mężów, to nie znaczy, ze mąż mniej ważny. A jak koleżanka będzie urażona, że nie chcemy z nią wybrać się do kina tylko z mężem, to nie znaczy, że zazdrosna. Nie wyobrażam sobie żebym demonstrowała przed koleżanką, że ona to obca osoba, a mąż to rodzina, bo to oczywiste. To inny rodzaj relacji. Przeginanie związane ze spędzaniem czasu z kolegami kosztem rodziny wynika raczej nie z tego, kto jest bliższy tylko z wygodnictwa, bo z kolegą można pogadać o byle czym, nie przejmować się domowymi problemami itp.
      • brunero Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 09:59
        Chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie chodzi mi o spędzanie czasu ze znajomymi. Chodzi mi o sytuacje, gdy koleżanka nie kryje oburzenia, że mąż jest dla jej przyjaciółki ważniejszy i próby zmiany tego stanu rzeczy, albo uszczypliwe komentowanie.
        • aiczka Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 18:54
          Trudno jest ocenić sytuację tylko na podstawie Twojego opisu. Podane przez Ciebie przykładowe zwroty mogłyby być wymówkami/namowami wygłoszonymi żartobliwym tonem - np. wyjazd do miasta z rodziną nie przeszkadza przecież wyprawie z koleżanką w innym terminie a przedłużające się gadanie z mężem przez telefon może być męczące dla osoby, która musi go wysłuchiwać (np. zamknięta w tym samym przedziale pociągu czy pokoju nauczycielskim) lub wręcz niegrzeczne wobec niej (jeśli żona umówiła się z tą koleżanką na spotkanie i zamiast rozmawiać z nią, gada sobie z mężem). A żartobliwe wymówki mają to do siebie, że jeśli ogólnie lubimy jakąś osobę, to się nimi nie przejmujemy i bezstresowo je przyjmujemy lub zbywamy (najczęściej również żartobliwie) a jeśli kogoś nie lubimy, to każda taka wypowiedź nas wewnętrznie oburza i potem ją rozpamiętujemy i odreagowujemy.
          Pewnie we wszystkich tych sytuacjach można by użyć grzeczniejszych, chłodniejszych sformułowań, ale ludzie często uciekają się do formy żartobliwej, by złagodzić i ocieplić komunikat.
    • matylda1001 Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 11:02
      brunero napisał(a):

      >Spotkania, wyjścia na kawę, do knajpy czy inne formy spędzania czasu w gronie znajomych są czymś absolutnie normalnym, powiedziałbym, że w rozsądnych granicach wręcz pożądanym.<

      "Rozsądne granice" to pojęcie względne. Dla jednych wyjście dwa razy w tygodniu będzie czymś normalnym, dla innych raz na dwa miesiące będzie za często.

      >Czy spotykacie się z przypadkami, że koleżanka, kolega, nie rozumie, że jest tylko
      kimś znajomym, może i bliskim, ale jednak obcym człowiekiem, i okazuje
      zazdrość, mając pretensje że jest mniej ważna od małżonka. <

      Takich przypadków nie znam. Znam za to przypadki zaborczych mężów (rzadziej żon), którzy wtedy tylko sa zadowoleni jak druga połowa przebywa w zasięgu ich wzroku. Znam jednego takiego męża, który odwozi swoją żonę do pracy, odbiera z pracy (jak dziecko z przedszkola) Czas po południu organizuje jej tak, że w zasadzie zawsze ma ją obok siebie. Razem wychodzą na zakupy, razem wychodzą w celach rozrywkowych, razem odwiedzają rodzinę/znajomych, razem siedzą w domu. Nie jestem koleżanką zazdrosną ale współczującą smile a ona koleżanek w zasadzie już nie ma i nawet gdyby chciała się gdzieś wyrwać to nie ma z kim.
      • brunero Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 11:27
        Są różne związki. Najczęściej z relacjami partnerskimi, czasami oparte na zasadach dominacji. Widać tak jest w przypadku twojej koleżanki. Można współczuć, oczywiście jeśli jest czego. Bo byc może jej taki model odpowiada, może po prostu sama chce spędzać czas z mężem (chyba nie dziwne) a podwożenie do pracy jest i przyjemne i wygodne. Może na przykład nie stac ich na dwa samochody, a kobieta mając do wyboru tłuc się autobusem albo być podwiezioną przez męża w naturalny sposób wybiera to drugie. Ja też przez lata, dopóki nie mieliśmy dwóch aut, woziłem żonę do pracy i z pracy i nie wynikało to z żadnej potrzeby kontrolowania, tylko było po prostu dla niej wygodne.
        • matylda1001 Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 11:50
          Brunero... proszę Cię, nie kombinuj smile Ja napisałam o zaborczym mężu, który ubezwłasnowolnił swoją żonę. Ona się temu biernie poddała. Ty sugerujesz, że to być może para papużek nierozłączek. Ja Ci powiem tak... każdy człowiek potrzebuje wolności osobistej. Jeden człowiek jest w stanie obronić swoją suwerenność, drugi nie. Czasami poddaje się dla świętego spokoju a czasami dochodzi do rozstania. Zaborczy mąż nigdy nie przyzna się do tego, że to on "dusi" żonę, bo dla niego to oczywiste, że skoro ślubowała, to na wieki, wieków, amen smile
          • brunero Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 12:15
            Nie kombinuję, tylko wyciągnałem wnioski z opisu sytuacji. Znasz tych ludzi, więc wiesz jak jest. Ja nie znam, więc komentuję tylko to co przeczytałem. Po prostu z faktu odwożenia żony do szkoły, czy wspólnego wychodzenia na zakupy czy do kina nie wynikało jeszcze nic. Jak idę przez galerię handlową, to widzę głównie rodziny i nie podejrzewam że większość z nich jest dlatego tam razem, że ktoś kogoś przymusza. Trochę zbaczamy z głównego tematu wątku, którym jest niestosowność zachowań wynikających z zazdrości koleżanek o męża, a wkraczamy w temat-rzekę, zazdrość pomiędzy małżonkami. Jeżeli o to chodzi, to zarówno chorobliwą zazdrość jak i brak zazdrości uważam za coś złego, ale nie chcę tego rozwijać, własnie dlatego, żeby nie skierować dyskusji na boczny tor. Chociaż problem przez Ciebie poruszony jest niewątpliwie ciekawy, może więc nowy wątek?
              • minniemouse Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 28.04.12, 03:30
                kiedys, wieki temu znalam taka pare ktora zanim sie pobrali a wiec jeszcze byli bardzo mlodzi
                to byli wlasnie takie papuzki-nierozlaczki,
                na kazdej imprezie do pierwszego piwa siedzieli razem ale jeszcze w gronie,
                potem to juz tylko podpierali sciane gdzies osobno i o czyms tam sobie rozmawiali,
                od czasu do czasu z rzadka wlaczajac sie do reszty towarzystwa - widac bylo
                ze najbardziej zajeci sa soba, i tak juz im zostalo.
                no ale z drugiej strony nikomu to az tak bardzo nie przeszkadzalo zeby zaraz
                to komentowac.
                Ale faktycznie, za bardzo to sensu nie ma - przychodzic do towarzystwa
                aby je potem wlasciwie ignorowac.

                oczywscie rozumiem ze az takie drastyczne zachowania tu nie zachodza,
                ale tak naprawde to chodzi to tu sam "mind-set" czyli sposob myslenia.

                znam takie rodziny gdzie dorosle juz dzieci przynajmniej ze dwa razy dzwonia do rodzicow
                ze szczegolami co i jak po ich stronie,
                w trakcie tychze rodzicow wizyty u kogos.

                Dla nich to jest 'sprawna komunikacja i organizacja miedzyludzka, dla mnie to jest przesada
                bo nie ma wizyty zeby nie odbyl sie jeden a zwykle co najmniej dwa takie telefony
                "mamo, to ja wychodze, psa zaprowadzam do XYZ, on tam bedzie na ciebie czekal".
                Hmm, to bylo umowione z gory na pewno dzien wczesniej i powtorzone przed wyjsciem
                ze trzy razy jak ich znam,
                po co jeszcze dzwonic i przerywac komus np. jakas szczegolnie dramatyczna historie
                w polowie spazmatycznego opowiadania i szlochania ,
                albo zespuc puente dowcipu nagla drynda telefonu i zamiast smiechu uslyszec
                "oh przepraszam, musze odebrac, "dziecko" dzwoni"?

                jak sie ma znajomych, towarzystwo, to im takze nalezy poswiecic czas,
                nawet na wspolny wypad za Wroclaw.
                na ogol jesli znajomi sa dobrani to nie ma problemu ze zgoda,
                zastanawiam sie wiec czy przypadkiem nie jest moze tak ze chodzi o cos calkiem innego,

                Mianowicie ze moze osoby do korych sie mowi "wiesz, maz tez czeka na film..."
                czy "zona ma ze mna jechac" - po prostu nie maja ochoty na towarzystwo osoby zapraszajacej?

                No i ostatecznie, jest tez tak, sa faktycznie takie malzenstwa tzw odludki - znam takie osobiscie dwa- ze po prostu
                nie lubia towarzystwa. ida do kogos jak czuja ze koniecznie musza, ze nie wypada odmowic
                ale tak naprawde doskonale czuja sie tylko we wlasnym.
                i to tez mozna zrozumiec...

                Jak to sie ma do s-v?

                w sumie sprowadza sie do jednego - jest rzecza ludzka robic uwagi w takim przypadku
                bo takie anty-socjalne zachowanie jest rzecza raczej rzadka,
                ale uwagi te - ktorych wlasciwie nie powinno byc w ogole - jesli juz sa to powinny byc
                mile i delikatne, co najmniej dyplomatyczne, i/lub dobrze jak sa dowcipne.

                vice versa, osoby skomentowane nie powinny sie dziwic uwagom,
                i zrewanzowac rownie milym zachowaniem.


                Minnie
    • majaa Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 12:37
      Ten temat chyba bardziej nadaje się na forum społeczeństwo albo psychologia. Nie widzę tu problemu natury s-v.
      Ale skoro już tu jestem... z mojego doświadczenia nic takiego nie wynika, tj. zazdrość, że poświęca się czas rodzinie. Owszem, czasami bywa, że kogoś po prostu dziwi brak czasu dla znajomych, ale żeby zazdrość...raczej nie.
      • brunero Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 14:04
        Dziwić może, ale wypowiadanie takich uwag przez przyjaciółkę, czyli podważanie czyjegoś modelu małżeństwa, a w szczególności żądanie dla siebie jakiś praw w tym związku jest chyba mocno niestosowne. Dlatego temat jest na SV.
        • majaa Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 15:14
          Wydaje mi się, że trochę nadinterpretujesz te komentarze koleżanek żony. Myślę, że zdecydowana większość ludzi doskonale rozumie priorytet rodziny. A koleżance tak się pewnie wyrwało, co poniekąd można zrozumieć, jeśli ktoś ciągle stroni od towarzystwa innych, oprócz własnego męża. Nie musi to od razu oznaczać żądania jakichś praw ani tym bardziej podważania czyjegoś stylu życia.
    • angazetka Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 14:15
      Po twoich wątkach wnoszę, że masz niejaki problem z zaborczością. Zastanów się nad tym zamiast szukać drugiego i trzeciego dna w cudzych wypowiedziach.
      Jest rzeczą normalną, że do kina chodzi się nie tylko z małżonkiem, lecz także z koleżankami. Nic w tym złego czy dziwnego. Wyluzuj.
      • brunero Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 14:50
        Akurat to nie dla mnie jest problem. Więc uwaga nie trafiona. Moja żona wróciła niedawno z pracy i stwierdziła, że wkurzyła się na koleżankę, bo jej uwagi robiła że gada ze mn,ą i to za dużo, a nie z nią. Ja tylko podzielam jej zdanie, że było to bardzo niekulturalne. Po prostu uważam, że obca osoba nie powinna wtrącać się w relacje między mężem a żoną. Może na drugi raz powie jej, że za dużo seksu uprawia, albo coś w tym stylu? Nie wiem. Myślę, że dobre maniery nakazują raczej nie krytykować czyjegoś prywatnego życia , a wysyłanie sygnału "poświęć mi więcej czasu kosztem rodziny" to jakaś dziecinada.
        • elle-joan Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 14:55
          brunero napisał(a):
          (...) Myślę, że dobre maniery nakazuj
          > ą raczej nie krytykować czyjegoś prywatnego życia , a wysyłanie sygnału "poświę
          > ć mi więcej czasu kosztem rodziny" to jakaś dziecinada.

          Dziecinadą jest obrażanie się o komentarz: co tyle rozmawiasz z mężem, pogadaj ze mną. Strach odezwać się do takich osób, co wszystko analizują.
          • brunero Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 15:21
            elle-joan napisała: Strach odezwać się do takich osób, co wszystko analizują.
            Nie rozumiem. Jak rozmówca do mnie mówi, to go słucham i myślę o tym co mówi. Normalna międzyludzka komunikacja. Mam być chamem i tylko udawać ( albo gorzej: nawet nie udawać) , że mnie to obchodzi co ma do powiedzenia?
          • ewa9717 Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 18:16
            elle-joan napisała:
            >
            > Dziecinadą jest obrażanie się o komentarz: co tyle rozmawiasz z mężem, pogadaj
            > ze mną. Strach odezwać się do takich osób, co wszystko analizują.
            Przede wszystkim to chyba niegrzeczne (tak sobie eufemistycznie napisałam) wcinanie się w czyjąś rozmowę i stwierdzanie, że dziewczyna za długo rozmawia z mężem, bo przecież mogłaby z koleżanką.
    • elle-joan Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 26.04.12, 14:46
      Powtórzę, że przyjaźń/koleżeństwo i małżeństwo, to różne relacje i to jest oczywiste. Jeżeli są różnice w poglądach, co do proporcji czasu spędzanego z rodziną i ze znajomymi, to wynikają one z różnego podejścia i różnych potrzeb ludzi, a nie z tego, że kolega chce zająć miejsce u boku kolegi w miejsce żony tamtego. Oczywiście, zawsze można odmówić koleżance i koledze wspólnego spędzenia czasu tłumczac się zgodnie z prawdą chęcią poświęcenia czasu rodzinie. Jednak demonstrowanie podczas odmawiania, że wolę z mężem, bo on jest bliższy albo imputowanie kolegom i koleżankom, jakoby chcieli być dla mnie bliżsi niż współmałżonek, w moim odczuciu jest chęcia pochwalenia się jacy to jesteśmy bardzo rodzinni. Czuję tu trochę próbę kreowania się na takiego dziwaka nierozumianego przez otoczenie, który chce być rodzinny, podczas gdy w dzisiejszych czasach dla nikogo już rodzina nie jest ważna..... itd.
    • bo1 Re: mąż, żona, koleżanka, kolega 27.04.12, 09:58
      Nigdy nie spotkałam się ze zjawiskiem zazdrości koleżanek, kolegów względem koleżanek mężatek czy kolegów żonatych. Natomiast zdarzało mi się widywać osoby totalnie uwieszone na współmałżonku, zaniedbujące przyjaciół. Szczególnie celują w tym panie tak bardzo pochłonięte życiem rodzinnym, że nawet nie zauważają, że odsuwają znajomych. Bolesne otrzeźwienie przychodzi wtedy, gdy z takich czy innych powodów mąż odchodzi w siną dal. No i raptem okazuje się, że wokół pustka i bardzo brak przyjaciół, którzy pomogliby przetrwać trudne chwile. Miałam też okazję poznać mężów, którzy np. spuściwszy na chwilę żonę ze smyczy, wydzwaniali do niej co chwilę, gdy ta siedziała z koleżankami na kawie. Tak wiem, rodzina to priorytet (dla mnie też), ale bez przesady. Nie wyobrażam sobie, żeby po ślubie przyjaciele poszli w odstawkę. Każdy potrzebuje oddechu. Dlaczego nie miałabym czasem pójść do kina, na wystawę z koleżanką zamiast z mężem? Można też pójść we trójkę, jeśli wszyscy są zainteresowani. Dlaczego mąż nie miałby pojść z kolegami na mecz, koncert? Dla mnie ludzie, którzy nie mają własnych zainteresowań, żyjący wyłącznie sprawami rodziny są mniej ciekawi. Okazywanie przyjaciołom, jak mało są ważni i wieczne zasłanianie się życiem rodzinnym jest niedelikatne.
      Jeszcze jedno. Odnoszę wrażenie, że śmiertelnie poważnie traktujesz zupełnie niewinne, żartobliwe odezwania, jak to o pilnującej żonie, czy nieustannym gadaniu z mężem.
      • astra21 Związkowcy odgradzają się od singli:( 04.05.12, 09:04
        Mam 2 takie doświadczenia. Przez to straciłam 2 koleżanki. Jedna w związku od niedawna nie mal codziennie wypłakiwała mi sie przez telefon jak to jest samotna i nie wychodzi jej z facetami. Przyzywyczaiłam się myslałam ze będzie z tego przyjażń ale wystarczyło by znalazła sobie faceta i kontakt jest raz na miesiąc. Potrafi nie odpisasywać na smsy lub zrzucić połączenie. Odzywa się gdy ma problem przez to straciła moją symaptię i uwazam ją za daleką znajomą co jest dla mnie przykre bo przyzwyczajam się do ludzi.
        Druga koleżanka jak tylko wyszła za mąż i do tego polepszyła się ich sytuacja materialna zaczeła obrastać w piórka. Ostatnio odwołała wspólne spotkanie bo mąż nie poszedł do pracy i trzeba go zabawiać. Jakby ja zbawiło 1,5h które wczesniej planowałysmy i na które się cieszyłam. Efekt jest taki że nie umawiam sie na spotkania z zajętymi kolezankami bo nie mozna na nie liczyć. Pozostaje mi spotykac sie z innymi samotnymi. Musiałam sie wygadać bo jest mi przykro czuje sie wykorzystywana i lekceważona.
        Dodam że za to bardzo chętnie spotykaja się ze znajomymi małżeństwami zwłaszcza ze strony męża. Czyzbym nagle stała sie dla nich potencjalnym zagrożeniem bo mogę odbić misia. Nie rozumiem
        Czyli co samotny singiel jest niczym? Nie należy mu się szacunek?


        • astra21 Re: Związkowcy odgradzają się od singli:( 04.05.12, 09:16
          Ostatnio mężatka zaproponowała rower tylko mam jej odpowiednio wczesniej dac znać kiedy bo ona musi sobie zorganizowac czas- ma nie normowany czas pracy, tylko co z moja organizacja czasu skoro ja sobie rezerwuje czas na ten rower - ok 1,5 h a ona mi potrafi w ostatnij chwili odwołać bo okazuje się że przed chwiilą umówiła sie z klientką w czasie naszego spotkania. Jak ja sie wtedy czuje ja mam szanować jej czas a co z moim jest mniej ważny?
        • brunero Re: Związkowcy odgradzają się od singli:( 07.05.12, 10:37
          Może po prostu nie rozumiesz czym jest małżeństwo. To najbardziej intymny związek dwojga ludzi. To takie bycie jednym w dwóch osobach. Nie licz, że ktoś poświęci ci uwagę, kosztem małżeństwa. Jeśli żona chce być w danym momencie z mężem a mąż z żoną, to jedno drugiemu nie powie, chcę byc z tobą ale nie mam czasu bo umówiłam się z koleżanką. W małżenstwie jest czas na spotkania ze znajomymi, na robienie jakis rzeczy oddzielnie, to oczywiste, bo inaczej ludzie by się ugotowali ze sobą. Ale nie licz, że to Ty wyznaczysz komuś ten czas. Relacje z kolegami, koleżankami w małżenstwie są w ogóle inne niż w stanie wolnym. Zarówno ja jak i moja żona spotykając się oddzielnie ze znajomymi nie opowiadamy na przykład o swoim związku. Gdyby jakiś żonaty kolega zaczął mi się żalić na swoją żonę zapytałbym od razu czy jego żona wie o tej rozmowie. Oczywiście nie dotyczy to mówienia o małżonkach w stylu: a wiesz jaka przygoda spotkała moją żonę albo mój mąż lubi pizzę, ale opowiadania o sprawach intymnych. Jest przecież oczywiste, że mój kolega jest dla żony kimś zupełnie obcym i raczej nie chciałaby zwierzać się obcemu człowiekowi, więc nie mogę tego robić za nią! A to że małżeństwa częściej spotykają się innymi małżeństwami. Cóż, może mają wiećej sobie do powiedzenia, na przykład podyskutować o wychowaniu dzieci.
        • mmena Re: Związkowcy odgradzają się od singli:( 08.05.12, 16:29
          astra21 napisała:
          > Czyli co samotny singiel jest niczym? Nie należy mu się szacunek?
          Nie, samotny singiel nie jest niczym i należy mu się szacunek.
          Problem w tym, że samotny singiel nie rozumie, że wokół niego nie kręci się świat i wydaje mu się, że brak spotkań oznacza, że jest niczym i że nie należy mu się szacunek. I singiel taki nie jest żadnym zagrożeniem, jest jedynie nieprzyjemną kłodą u nogi.

          Moja przyjaźń rozpadła z powodu nadmiaru oczekiwań przyjaciółki. Samotna singielka przyjaciółka oczekiwała, że poświęcę jej każdą wolną chwilę. Że będę z nią rozmawiała godzinami przez telefon i spotykała się na każde zawołanie. Spotkania miały trwać wiele godzin, bo przecież ona nie ma co robić i do kogo się odezwać. Ale ja mam. Mam nie dość, że rodzinę, to jeszcze innych znajomych i chcę spędzać czas z różnymi osobami, a nie tylko z przyjaciółką bluszczem, która myśli, że może u mnie zapuścić korzenie.
          • aiczka Re: Związkowcy odgradzają się od singli:( 08.05.12, 17:29
            Jest różnica pomiędzy rzadszym umawianiem się a odwoływaniem w ostatniej chwili i z błahych powodów, spotkań, których termin został ustalony z wyprzedzeniem, do którego inne osoby dostosowały swój plan zajęć.
            Ja bym tego zwyczaju nie łączyła z byciem w związku lub nie - niektórzy po prostu tak mają, że nie troszczą się specjalnie o plany innych osób, zakładają, że "w dobie telefonów komórkowych zawsze mogą zadzwonić i odwołać". Nie przychodzi im do głowy, że ktoś już zaplanował sobie dzień/tydzień, umówił się na wcześniejsze wyjście z pracy lub opiekę nad dzieckiem, poczynił zakupy, przygotowania, wyruszył z domu, NIE umówił z kim innym itp. Takie "numery" wykręcają niestety także single niesinglom, sparowani sparowanym itd.
            • astra21 Re: Związkowcy odgradzają się od singli:( 09.05.12, 23:08
              Dokładnie tu chodzi o wcześniej zaplanowane spotkania a spotykamy się rzadko. Ja za kazdym razem dostosowywałam swój plan dnia do takiego spotkania. Ostatnio sparowana znajoma żaliła mi sie sms-owo ze swoich problemów i problemów ze zdrowiem ( misio był za granicą) jak mnie potrzebowała to mojej smsy docierały. Odkąd wrócił misio nie ma czasu by odpisać na zwykłe zapytanie- jak się czujesz?sad wyslałam bo się martwiłam ale jak widać nie ma o kogo.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka