Pytanie do zwolennikow/czek informowania - serio

04.05.13, 15:33
Temat moze nie na SV do końca, ale zaryzykuje.
Otóz caly czas w temacie informowania o jakichś nie do końca chwalebnych sprawkach rozmawiamy w kontekscie ludzi nam niezbyt bliskich, albo bliskich, ale np. oszukiwanych przez niebliskich.
Pytanie na serio: co robicie w sytuacji, gdy "czarnym charakterem", czyli tąosobą, która zdradza, klamie itd. jest ktoś Wam bardzo bliski?

Np. brat zdradza bratową , albo przyjaciólka meza. Sami Wam się z tego zwierzają. No i? Nie pytam, czy dacie im rady, zeby przestali, czy preprymendy, tylko co robicie?:
1. Brat, nie brat, przyjaciólka czy nie - zawiadamiacie zdradzaną "połowkę"
2. Nie zawiadamiacie sami, ale mowicie wprost, że jesli tamci zagadną Was, czy coś wiecie - powiecie prawde
3. Nie zawiadamiacie i nie macie zamiaru powiedziec co wiecie nawet zapytani
4. Inne
    • gazeta_mi_placi Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 04.05.13, 15:48
      Zachowujemy tę wiadomość dla siebie.
    • deszcz.ryb Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 04.05.13, 16:01
      Przede wszystkim byłabym WŚCIEKŁA, ale tak naprawdę, naprawdę WŚCIEKŁA na tę osobę, że stawia mnie w takiej sytuacji. Znaczyłoby to, że jej [bratu, siostrze, przyjaciółce itp.] tak naprawdę na mnie nie zależy [bo zakładając, że to bliska osoba, powinna mnie świetnie znać i wiedzieć, jakie ja mam poglądy na sprawę zdradzania] i że tak naprawdę ona chce ulżyć swojemu sumieniu. Moim kosztem. Nie ma tak dobrze.

      Zrobiłabym tej osobie niezłą awanturę i zażądałabym, żeby ona SAMA zdecydowała, co zrobi:
      a) skończyła romans,
      b) powiedziała żonie/mężowi o romansie,
      c) skończyła małżeństwo.

      Aha, i uświadomiłabym o konieczności przebadania się.

      Zagroziłabym, że jeżeli tego nie zrobi w jakimś rozsądnym terminie, sama pójdę do osoby zdradzanej i jej powiem o romansie [nie wiem, czy groźbę bym spełniła, ale nastraszyłabym nieźle]. Ale jeżeli ta zdradzana osoba sama by przyszła i zapytała, czy coś wiem - na pewno bym jej o tym powiedziała. Bo nie będę jej robić w wała i bronić osoby winnej.

      Poza tym - siostra siostrą, przyjaciółka przyjaciółką a brat bratem, ale ich mężowie czy żony TEŻ są jakby moją rodziną. TEŻ stają się bliższymi lub dalszymi przyciaciółmi. TEŻ ich lubię. Dlaczego miałabym pomagać komuś w robieniu ich w wała?

      Przy czym to powyższe to chyba jednak raczej ćwiczenie teoretyczne. Bo przyjaciół sobie dobieram takich, którzy mają podobne poglądy na zdradę. Poza tym szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, że siostra czy przyjaciółka przyszłaby do mnie i powiedziała "a wiesz, mam kochanka, zdradzam męża". W moim środowisku zdrada [jeżeli istnieje] jest rzeczą wstydliwą, ukrywaną, nie jest tematem do rozmowy.
      • kora3 O matko, Deszczu, spokojnie :) 04.05.13, 16:56
        Tak piszesz emocjonalnie, jakbym Ci jaką krzywdę zrobiłasad
        Easy, to było tylko HIPOTETYCZNE zapytanie, a sytuacja ze zdradą - przykladowa.

        Ja się nawet czewsciowo z Toba zgadzam, np. z tym, że taka osoba zapewne tego bliskiego, któremu sie zwierzałaby postawila w bardzo niekomfortowej sytuacji.

        Jednoczesnie nie zgadzam się z tym, że maż/żona, partner/partnerka, siostra/brat itd. bliskiej MNIE osoby zaraz też musi być mi bliska, czy nawet muszę ją zaraz bardzo lubić. Oczywiscie zdarza się tak i to nierzadko, ale wcale nie z wszystkimi i nie dostrzegam w tym niczego zlego, ani niewłasciwego.
        Dla mnie to zupelnie normalne, ze moja siostra jest mi bliższa niż mój szwagier, przyjaciel niż jego partnerka, a przyjaciółka niż jej mąż. To tak na marginesie - nie wkontekscie pomocy w robieniu z nich wala, tylko ogólniesmile

        Skoro o tej zdradzie rozmawiamy jużsmile - ja nim bym zapodała info o koniecznosci przebadania się zapytałabym takiej osoby (kim by nie byla) czy sie zabezpieczała. Zdziwilabyś się, ale ludzie w klasycznym romansie statystycznie czesciej zabezpieczają sie zarówno antyzakzeniowo, jak i antykoncepcyjnie, niż tacy mający raz na jakis czas skok w bok z przypadkową osoba, albo wolni poszukujący zwiazku.
        To tez na marginesie.

        Ja w sytuacji powierzenia mi takiej informacji przez osobę mi bliską bylam raz. Nie, nie poszlam do meza tej osoby i nie powiedzialam. I gdyby on przyszedł się mnie pytać - też bym nie powiedziala, co wiedzialam. CZy kolezance odradzłąm romans, no tak, ale bez przekonania powiem Ci. Doradzałam jej próbę wymiksowania się z małzeńśtwa grubo przed tą zdradą, ale z obiektywnych przyczyn nie mogla. Z mezem nie łączyło jej już wowczas (np. łozkowo) nic, poza tym, ze mieszkali pod jednym dachem i mieli papier na to, ze sa małzeńśwem. Jakiś rok po poznaniu swego kochanka udało jej sie uporzadkować swe sprawy i rozwiesc. Teraz nadal jest z tym facetem.
        • deszcz.ryb Re: O matko, Deszczu, spokojnie :) 04.05.13, 17:05
          > Tak piszesz emocjonalnie, jakbym Ci jaką krzywdę zrobiłasad

          No przecież nie ty, tylko ten hipotetyczny bliski by mi zrobił hipotetyczną krzywdę. tongue_out Zadałaś pytanie, więc się uczciwie zastanowiłam i odpowiedziałam, jak ja to widzę. A że wyszło emocjonalnie - na pewno byłabym bardzo zła w tym momencie.

          > Jednoczesnie nie zgadzam się z tym, że maż/żona, partner/partnerka, siostra/bra
          > t itd. bliskiej MNIE osoby zaraz też musi być mi bliska, czy nawet muszę ją zar
          > az bardzo lubić.

          Tak, oczywiście. Ja przyjmuję takie osoby "do rodziny", ale to jasne, że nie wszyscy tak robią.
          • kora3 Re: O matko, Deszczu, spokojnie :) 04.05.13, 17:20
            deszcz.ryb napisała:
            A że wyszło emocjonalnie - na pewno byłabym bardzo zła w tym momen
            > cie.

            >
            > Tak, oczywiście. Ja przyjmuję takie osoby "do rodziny", ale to jasne, że nie ws
            > zyscy tak robią.


            hmm no wiesz, nie pogniewaj się, ale mnie to troszkę tchnie jakąs dziwną opowiescią smile Tak wszystkich, jak leci, czy kto fajny, czy nie zaraz "przyjmujesz do rodziny" i lubisz, czy kochasz tak samo, jak osobe bliską z którą ten ktos jest zwiazany? Przepraszam, ale ja jakoś zwyczajnie nie wierze, ze czas jaki kogoś znasz, jego charakter itd. nie mają znaczenia.

            W wiazku z tym tak mi się przypomnialo, jak na tym forum (i nie tylko tym) zdarzało mi się dyskutować o relacjach ludzi z rodziną meza/zony, partneta/partnerki: teściowie, szwagrowie - no wiesz.

            I np. taki zwyczaj polski, jak mowienie do teściów "mamo, tato". Dla mnie - głupi. Bo tak naprawde choc zdarza sie to oczywiscie, zwykle relacja miedzy tesciami, a synową/zieciem nie jest podobna do tej z rodzicami. I to całkiem normalne jest. Mnie sie te zwyczaj kojarzy z udawaniem. Jasne, sa bardzo fajni tesciowie, z którymi ziec, czy synowa po jakimś czasie wypracowują naprawdę ciepłą relacje, ale nie wszyscy, a relacja taka nie pojawia się pstryk po ślubie.
            • deszcz.ryb Re: O matko, Deszczu, spokojnie :) 04.05.13, 18:39
              > hmm no wiesz, nie pogniewaj się, ale mnie to troszkę tchnie jakąs dziwną opowie
              > scią smile Tak wszystkich, jak leci, czy kto fajny, czy nie zaraz "przyjmujesz do
              > rodziny" i lubisz, czy kochasz tak samo, jak osobe bliską z którą ten ktos jest
              > zwiazany?

              Jak na razie miałam to szczęście, że trafiam na same bardzo fajne osoby. Nawet moi teściowie są cudowni. Nie mówię im per "mamo" i "tato", ale uważam, że lepiej nie mogłam trafić i mam nadzieję, że kiedyś będę tak samo fajną teściową. Nie chcesz - to nie wierz.

              No i owszem, nie lubię/nie kocham wszystkich tych drugich połówek tak samo, jak moją rodzinę i przyjaciół, ale mogę powiedzieć, że przynajmniej ich lubię. Niekoniecznie tak, żeby się spotykać co dwa dni czy co tydzień, ale co jakiś czas - bardzo chętnie.

              Być może po prostu mam szczęście? A może sporą rolę odgrywa też to, że ja się nastawiam pozytywnie do nowych znajomości, nie rozpaczam "o nie, Kasia ma chłopaka, co teraz będzie?!", staram się nie uprzedzać, że "teściowa to na pewno jędza będzie" itp.

              Ogólnie - lubię te osoby [niektóre bardzo, albo wręcz kocham]. Naprawdę. smile
              • kora3 Ale wierze, ze masz fajnych tesciów Deszczyku 04.05.13, 19:44
                Ja też nie moge zlego slowa powiedziec na matkę mojego partnera, ani na jego synów, czy siostre i jej dzieci. A o szwagrze - no złego to nic, ale za nim nie przepadam, bo mi jego poglądy na rozne sprawy (np. polityczne) nie pasujasmile

                Ja też mam do nowo pozananych ludzi nastawienie spoko, a pozanaję naprawde duzo ludzi i z wieloma z nich nawiazuje relację towarzyską. Tylko, ze moze dlatego, ze ludzi tych jest wlsnie sporo, a co za tym idzie ich "polowek" to nie tyle nie mam szczescia, co statystycznie malo prawdoipodobne jest, bym wszystkie je zaraz "pokochała" tak plomiennie smile
    • nm.buba011 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 04.05.13, 16:24
      kora3 napisała:

      > Np. brat zdradza bratową , albo przyjaciólka meza. Sami Wam się z tego zwierzaj
      > ą. No i? Nie pytam, czy dacie im rady, zeby przestali, czy preprymendy, tylko c
      > o robicie?:
      > (...)
      > 2. Nie zawiadamiacie sami, ale mowicie wprost, że jesli tamci zagadną Was, czy
      > coś wiecie - powiecie prawde

      - trochę naiwnie zadane pytanie.
      Prawdę?
      Chyba moje subiektywne odbieranie danej osoby, w danym... kontekście?

      Chyba, że taki o to wyjątek.
      - Bubo, widziałam przypadkiem w Waldka (mąż, partner) komputerze film, na którym Ty, Waldek i ta X........................................... Klaudia się zabawiacie w trójkę - razem, bez opamiętania.
      - Prawda, to?
      - Prawda. - tak bym odpowiedział.
      • nm.buba011 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 06.05.13, 07:30

        nm.buba011 napisał:

        > Chyba, że taki o to wyjątek.
        > - Bubo, widziałam przypadkiem w Waldka (mąż, partner) komputerze film, na który
        > m Ty, Waldek i ta X........................................... Klaudia się zaba
        > wiacie w trójkę - razem, bez opamiętania.
        > - Prawda, to?
        > - Prawda. - tak bym odpowiedział.


        https://vampirediaries.pl/wp-content/uploads/2012/11/pg14exceptnot.jpg

        - choć można i w takiej sytuacji powiedzieć, że to tylko... film.
    • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 04.05.13, 17:38
      Na pewno zwierzyliby mi sie tylko wtedy gdyby chcieli zeby partner sie dowiedzial, a pierwsza wscieklosc wyladowal na kimssmile. Mnie klimaty szyto-kryto udawanie idiotki rzadko kiedy pasuja.
    • claratrueba Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 06.05.13, 06:28
      W kilku wątkach dot. informowania uderza mnie słowo WIEDZIEĆ.
      Co osoba, która poczuwa się do bycia informatorem tak naprawdę WIE? Była świadkiem? Na własne oczy widziała czy tylko gorliwie powtarza plotki?Lub nadaje jakimś zachowaniom własną interpretację?
      Nigdy nikogo nie zawiadomiłam o rzekomej zdradzie bo nigdy nie byłam świadkiem zachowania JEDNOZNACZNIE wskazującego na zdradę.
      • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 06.05.13, 08:34
        Plot nie powtarzamy.
        • claratrueba Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 06.05.13, 10:18
          baba67 napisała:

          > Plot nie powtarzamy.

          Czyli mówimy tylko o tym, co widzieliśmy i pozostawiamy osobie pole do popisu jej wyobraźni. Tylko co widzieliśmy?
          Bo ja widziałam spotkanie mojego sąsiada z bardzo atrakcyjną panią gdzie i kwiaty były i jakiś prezent dla owej pani, i pan płakał a ona gładziła go po głowie. Bardzo romantyczne albo bardzo podejrzane, prawda? Wcale nie wygląda jak spotkanie męża chorej na zaawansowanego raka kobiety i lekarki- onkologa.
          No i przecież nikt nie umawia się na takie spotkania w hotelu pod miastem. Tam się "przecież inne rzeczy robi". Np. wieczory kawalerskie gdzie żonkosiowi, który beznadziejnie zakochany ma szanse stać się safandułą i pantoflarzem koledzy z pracy spraszają panie trudniące się najstarszym zawodem świata w celu uchronienia go od tej strasznej przyszlości. Żonkoś, świadomy, że gdy jawnie odmówi usług naczynia rozkoszy wielorazowego użytku "nie będzie miał życia" w swoim otoczeniu w pracy w branży budownictwo i zaopatrzenie, idzie do osobnego pokoju z owa panią, tyle, że z niczego nie korzysta, bo napawa go to obrzydzeniem. O którym nie mówi, rzecz jasna, mówi prawdę. I dowiaduje się, że to całkiem częste przy tego typu imprezach.

          • matylda1001 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 06.05.13, 11:26
            claratrueba napisała:

            >Np. wieczory kawalerskie gdzie żonkosiowi, który beznadziejnie zakochany ma szanse stać się safandułą i pantoflarzem koledzy z pracy spraszają panie trudniące się najstarszym zawodem świata w celu uchronienia go od tej strasznej przyszlości. Żonkoś, świadomy, że gdy jawnie odmówi usług naczynia rozkoszy wielorazowego użytku "nie będzie miał życia" w swoim otoczeniu w pracy w branży budownictwo i zaopatrzenie, idzie do osobnego pokoju z
            owa panią, tyle, że z niczego nie korzysta, bo napawa go to obrzydzeniem. O którym nie mówi, rzecz jasna, mówi prawdę. I dowiaduje się, że to całkiem częste przy tego typu imprezach.<

            O! to, to, właśnie... smile Mówi się, że ściany uszy mają, a najczęściej bywa tak, że to ludzie nie mają rozumu.
          • nm.buba011 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 06.05.13, 11:50
            claratrueba napisała:

            > gdzie żonkosiowi, któ
            > ry beznadziejnie zakochany ma szanse stać się safandułą i pantoflarzem koledzy
            > z pracy spraszają panie trudniące się najstarszym zawodem świata w celu uchroni
            > enia go od tej strasznej przyszlości.

            - bycie tzw. pantoflarzem to pewna opcja, nawet może być fascynująca, wszystko zależy dla (pod - będzie trafnie smile )jakiej... kobiety.

            > Żonkoś, świadomy, że gdy jawnie odmówi u
            > sług naczynia rozkoszy wielorazowego użytku "nie będzie miał życia" w swoim oto
            > czeniu

            - przykładowo, ja otwarcie się przyznaję, że uroki palenia tytoniu i innych, a także seksu z sex-drive-lady są jeszcze przede mną. Trudno mnie zrozumieć powyższe usprawiedliwienie i cały mechanizm racjonalizowania.

            smile
          • kora3 Widzisz Claro, fajne przyklady - tylko 07.05.13, 00:37
            abstrahując już od tego, czy komuś potworzysz co widziałaś, czy nie, nie udawajmy, że nie ma sytuacji jednoznacznych dla kazdego w miare rozgarniętego człowieka, ktory nie musi widzieć aktu seksualnego, żeby zorientowac się, że ktoś ma romans.

            I nie chodzi teraz o weszenie, ani o plotkowanie, ani informowanie kogoś, ale o zdrowy rozsadek smile
            Jesli powiedzmy widzisz w restauracji znanego ci biznesmena z atrakcyjną kobietą, z którą pije szampana np. - owszem , moze być, że opija udane negocjacje z kontrahentką, czy współniczką. Ale jesli osoby te trzymają sie za rece, obejmują, przytulają, to raczej na nawet zazyłe kontakty zawodowe nie wygląda - nie czarujmy się. No, ale przeciez się w restaruracji nie bzykają smile
            Załozmy wszelko, że jakkolwiek jeden taki obrazek moze Ci nasunąc mysl o romansie tej pary, albo nie, to już n-ty raczej nasunie nawet jesli ci to zwisa, powiewa i lata.

            I tu nie ma żadnej magii Claro i nie musisz widzieć jak się bzykają, uprawiaja petting, czy seks oralny. No dobrze, ale przeciez bliscy przyjaciele okazuja sobie czasem aseksualną czułośc - przytulenie, objęcie, trzymanie za rekę. A tak, tak - mnie zawsze mój długoletni przyjaciel tak traktuje, jak sie widzimy. Tylko mimo tej długoletniej przyjaźni nie calujemy się jednak namiętniesmile I o to chodzismile

            Mnie dalsza znajoma podejrzewała (chyba) o romans z panem, którego znam kilka lat i ostatnio (z racji pracy) widuję czesciej. Pomijajac fakt, ze jej stopień zzyłosci ze mna w żaden sposób nie predestynuje do aluzji, czy podejmowania tematusmile, ona swe wnioski wysnula na podstawie jedynie tego, że kilka razy widziała nas siedzacych przy jednym stoliku w kawiarnianym ogrodku. smile NIC nie wzkazywało na to, ze łączy mnie z tym panem jakas zażyłośc, nawet w postaci bliskiego kolezeńśtwa. Gdyby wszelako widziala, jak sie calujemy, obejmujemy i migdalimy, to jakkolwiek nadal nie powinna zaczynać tematu, nie bylabym zdziwiona takimi wnioskami.
    • matylda1001 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 06.05.13, 12:27
      Jestem jedynaczką, rodzeństwa nie mam, ale miałam przyjaciółkę. No, przynajmniej tak mi sie wydawało. Znamy się od liceum, ona jest matka chrzestną mojej córki. Nasi mężowie się bardzo lubią. Jakieś 10 lat temu zaczęło do mnie docierać to i owo, jednoznacznie wskazujące na fakt, ze zdradza męża z takim jednym wspólnym znajomym - człowiekiem żonatym i dzieciatym. Zapytałam ją wprost, jak przystało na przyjaciółkę, bo co tam wierzyć plotkom. Stanowczo zaprzeczyła, był płacz i przysięgi... uwierzyłam, a jednak zdrada była. Romans trwał kilka lat, potem kochaś ją zostawił. Wtedy widziałam, że dzieje się z nią coś niedobrego, tylko nie wiedziałam dlaczego. Nie pytałam a ona nie mówiła, ale bałam sie o nią. Potem dowiedziałam sie wszystkiego od jej męża. Jego poinformował ktoś "życzliwy" wtedy, gdy romans i tak już zdychał śmiercią naturalną. Postanowili zostac razem, a ona, zamiast się tłumaczyć, podobno prosiła męża, żeby mnie o niczym nie mowił. Nie obiecał jej tego i sie dowiedziałam. Poczułam się jak rogata. Jak ten przysłowiowy mąż, ktory dowiaduje sie ostatni. Obracamy sie w stałym gronie znajomych wiec trudno uniknąc spotkania, ale jej już w moim zyciu NIE MA!
      No i sama nie wiem... może wolałabym o niczym nie wiedzieć?
      • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 06.05.13, 12:39
        Niepotrzebnie Ci powiedzial.Nie wiadomo ktory z dwoch czynnikow zadecydowal, ze sie wyparla-czy ten szlachetniejszy, ze nie chce Cie obarczac tego typu sekretem,czy zrobila to ze zwyklego strachu ze powiesz mezowi(bo w lozku to zony wszystko zawsze mezom mowia hehe)a maz oczywiscie powie jej mezowi.Moglo byc troche jednego i drugiego. Ale efekt w sumie ten sam, tyle tylko ze Tobie dluzej sie zdawalo ze masz przyjaciolke niz ja mialas.
      • vi_san Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 06.05.13, 12:43
        Ale to całkiem inna sytuacja! TY postąpiłaś "w porządku" - mając podejrzenia zapytałaś, a pseudoprzyjaciółka postanowiła cię okłamać. A tu jest mowa, o reagowaniu i zachowaniu na wieść o zdradzie, kłamstwie itp. Ty zareagowałaś prawidłowo - upewniłaś się co do prawdziwości plotek i ponieważ uzyskałaś zaprzeczenie od osoby, której ufałaś - temat był dla ciebie "zamknięty". Inna kwestia, że okazało się, iż nie powinnaś była tej osobie ufać.
        Moja relacja z siostrą na dłuuugo [około 10 lat] uległa zachwianiu i marginalizacji po tym, jak upewniłam się, że zdradza męża. I nie dla tego, że jakoś szaleńczo kocham szwagra! Natomiast nie uległy najmniejszym wstrząsom relacje z przyjaciółką, która zdradza męża - z jednej przyczyny - jej mąż wie, nie chce znać szczegółów [z kim itp], ale o fakcie wie. Więc nie ma oszukiwania, kłamstwa i nikt nie jest wobec drugiej strony nieuczciwy. Jak oceniam fakt, że mężczyzna godzi się, by jego żona sypiała z innymi - to odrębna sprawa.
        • bene_gesserit Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 15:55
          vi_san napisała:

          > Ale to całkiem inna sytuacja! TY postąpiłaś "w porządku" - mając podejrzenia za
          > pytałaś, a pseudoprzyjaciółka postanowiła cię okłamać.

          Ale własciwie dlaczego 'pseudoprzyjaciółka'? Miarą przyjaźni miałaby być natychmiastowa chęć mówienia o wszystkim, nawet o bardzo intymnych sprawach? Pewnie nie powinna kłamać, ale miała święte prawo zachować swój romans dla siebie i nie omawiać go z nikim. Szczerze - jakoś się jej nie dziwię, ze skłamała.
          • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 16:22
            Miala swiete prawo zachowac romans dla siebie.Mogla powiedziec-przepraszam cie ale nie chce o tym mowic i bylaby jasna sytuacja.
            • bene_gesserit Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 16:25
              Owszem, ale może jest z tych nieasertywnych, może ciśnienie rozmowy było zbyt duże i pękła bezradnie, może znała poglądy swojej rozmówczyni na takie sytuacje i bała się osądzenia... Bliskość jest też od uszanowania prywatności, nie ważne, co byśmy o niej sądzili, a przyjaźń - od przetrwania głupoty naszych przyjaciół. Gdyby któraś z moich przyjaciółek wdała się w taki romans, to bym raczej oferowała ramię do wypłakania się po wszystkim, a nie odsuwała z obrzydzeniem.
              • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 16:39
                Wyplakiwanie sie zaklada pewna skruche i chec zmiany sytuacji-wtedy ramie bym podala i nie chlapala ozorem jak to mam w zwyczaju poczekawszy az sytuacja sie wyklaruje(czasem lepiej jesli przelotny romans zdechnie zeby maz sie nie dowiedzial).
                Tu placz wynikal z paniki(jak ona wie to pewnie wszyscy gadaja),z niecheci do osadzenia w sytuacji ktora jej bardzo pasowala(romans ciagniety bardzo dlugo, moze ktos mi wytlumaczy te "masochistyczne" sklonnosci). Kobita przezywala najpiekniejsze chwile zycia , rozbijajac rodzine i oszukujac meza nie majac najmniejszej checi tego zmienic, a ja mialabyn ja jeszcze cieszyc sie jej szczesciem?
                To tak jakbym w tym opisanym wypadku kasjera ucieszyla sie razem z cwaniara i pomagala jej wybierac ciuch za przywlaszcona kase.
                Obrzydzenie, tak.
                • vi_san Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 17:09
                  babo67 - całkowicie się z tobą zgadzam!
                  Gdyby to była kwestia "jednorazowa", no, zaiskrzyło, pękli, stało się, mleko się rozlało - lepiej by mąż nie wiedział - nic mu ta wiedza nie pomoże, a kobieta poza jednorazowym wyskokiem kocha męża itd. Ale tu romans nie był "przelotny", trwał sobie w najlepsze dopóki się panu nie znudziło, gdyby nie to, być może kantowany mąż dotąd by wierzył w cnotliwość małżonki. A już scena z płaczami i przysięgami - obrzydliwa!
                  • bene_gesserit Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 18:13
                    A zmuszanie przyjaciółki, zeby wyznała prawdę - przeurocze uncertain
                    • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 19:17
                      Nieprzyjemne ale konieczne.Kazde inne zachowanie byloby hipokryzja. cale miasto huczy ze moja przyjaciolka sie puszcza a ja mam wierzyc ze nigdy w zyciu, nie moja przyjaciolka , bronic ja robiac siebie idiotke, samooszukiwac sie, ze mna pewno nie?
                      Albo uznac milczaco ze to prawda , akceptowac i milczaco aprobowac kazda podlosc bez zadnej reakcji i komentarza?
                      Czy Ty nie myslisz przyjazni z jakims toksycznym wspoluzaleznieniem?
                      • bene_gesserit Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 19:24
                        baba67 napisała:

                        > Nieprzyjemne ale konieczne.Kazde inne zachowanie byloby hipokryzja. cale miasto
                        > huczy ze moja przyjaciolka sie puszcza

                        Nie, nieprawda, że konieczne.
                        Zamiast nieproszona wypytywać o szczegóły życia intymnego przyjaciółki można było, jak myślę, powiedzieć o tych plotach - że są.

                        cale miasto
                        > huczy ze moja przyjaciolka sie puszcza a ja mam wierzyc ze nigdy w zyciu, nie
                        > moja przyjaciolka , bronic ja robiac siebie idiotke, samooszukiwac sie, ze mna
                        > pewno nie?

                        Coo? Rozmawiać z kimkolwiek o zyciu seksualnym przyjaciółki? o_O Sorry, w zyciu by mi to nie przyszło do głowy. Nie wdawałabym się w takie dyskusje po prostu.

                        > Albo uznac milczaco ze to prawda , akceptowac i milczaco aprobowac kazda podlos
                        > c bez zadnej reakcji i komentarza?

                        Nie pisałam o braku reakcji, tylko o innej niż twoja. Zdecydowanie innej.

                        > Czy Ty nie myslisz przyjazni z jakims toksycznym wspoluzaleznieniem?

                        Ani trochę. Jeśli miałabym być złośliwa, mogłabym w odpowiedzi zapytać, czy ty nie mylisz przyjaźni z sądem połączonym z kazalnicą. Ale nie chcę być złosliwa.
                        wink
                        • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 19:37
                          A czym sie rozni powiedzenie o plotkach od pytania?Tez pytanie, ale nie bezposrednie.Tez wiodace do dowiedzenia sie prawdy.
                          mam wrazenie ze nasze pojecia przyjazni sa tak odlegle, ze zadnej dyskusji tu byc nie moze bo nie ma wspolnego gruntu.
                          Nie chce sie przyjaznic z ludzmi majacymi inny system wartosci niz moj, jesli uwazasz ze to jest kazalnica z sadem to jakos to przezyje.
                    • vi_san Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 23:21
                      Ale przecież nikt nikogo nie zmuszał! Matylda, słysząc plotki ZAPYTAŁA, jak wygląda prawda. A pani "romansowa" uznała, że wygodniej będzie skłamać i to właśnie zrobiła...
                • bene_gesserit Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 18:12
                  baba67 napisała:

                  > Wyplakiwanie sie zaklada pewna skruche i chec zmiany sytuacji-wtedy ramie bym p
                  > odala i nie chlapala ozorem jak to mam w zwyczaju poczekawszy az sytuacja sie w
                  > yklaruje(czasem lepiej jesli przelotny romans zdechnie zeby maz sie nie dowiedz
                  > ial).
                  > Tu placz wynikal z paniki(jak ona wie to pewnie wszyscy gadaja),z niecheci do o
                  > sadzenia w sytuacji ktora jej bardzo pasowala(romans ciagniety bardzo dlugo, mo
                  > ze ktos mi wytlumaczy te "masochistyczne" sklonnosci).

                  Nieprawda, wypłakanie zakłada ból.
                  Ja akurat nie jestem zwolenniczką małżeńskich romansów, ale nie o to chodzi - po prostu popełniłam w życiu wystarczająco dużo błędów, zeby lekko nie osądzać błędów innych czy tym bardziej ferować wyroków albo potępiać. Nie znam okoliczności, nie wiem, co się działo między tą nieszczęsną przyjaciółką matyldy i tym panem, więc trudno mi tak ze szczególami wyobrażać sobie, co ona jak i kiedy czuła. Tobie jakoś łatwo uncertain

                  Kobita przezywala najpie
                  > kniejsze chwile zycia , rozbijajac rodzine i oszukujac meza nie majac najmniejs
                  > zej checi tego zmienic, a ja mialabyn ja jeszcze cieszyc sie jej szczesciem?

                  Nie znam tej pani, ale mogę sobie wyobrazic - skoro już sobie wyobrażamy - że chwilom szczęścia towarzyszyły inne, np poczucie winy wobec jego i jej bliskich. I - nie o cieszeniu się jej szczęściem piszę, ale o osądzaniu i wydawaniu łatwych wyroków.

                  > To tak jakbym w tym opisanym wypadku kasjera ucieszyla sie razem z cwaniara i p
                  > omagala jej wybierac ciuch za przywlaszcona kase.

                  Nie, to zupełnie inaczej. Akceptacja bez osądzania - to trudne, ale możliwe.

                  > Obrzydzenie, tak.

                  Przyjaźń, która czegoś takiego nie przetrwa, nie jest wiele warta, moim zdaniem - jeśli się traci z takiego powodu przyjaciółkę, to pewien zysk tej sytuacji.
                  • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 19:11
                    Przyjazn z taka osoba niewiele jest warta, wiec lepiej ja zakonczyc zanim jeszcze zgorzknieje jak w tym wypadku.
                    Jesli ktos ciagnie romans tak dlugo to znaczy ze ma z tego wielka frajde, orgazmy zycia i te klimaty izadnego bolu sie tu nijak dopatrzec nie moge oprocz strachu ze sie wyda i pani zostanie na lodzie.
                    • bene_gesserit Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 19:37
                      baba67 napisała:

                      > Przyjazn z taka osoba niewiele jest warta, wiec lepiej ja zakonczyc zanim jeszc
                      > ze zgorzknieje jak w tym wypadku.

                      Nie znamy się, ale trudno mi uwierzyć, ze nie popełnilaś w zyciu nic głupiego czy nie zrobiłaś czegoś złego. Tzn zakładam możliwość, że jednak nigdy i nikomu, bo z pewnością są tacy ludzie czy też tacy, którzy tak o sobie myślą, ale to raczej rzadkie. Więc roboczo zakładam, ze i tobie się zdarzyło.

                      Więc cofnijmy się do czasów, kiedy zrobiłaś największy błąd swojego życia i opuszczają cię wszyscy bliscy. Gdyż, jak tłumaczą, przyjaźń z taką osobą jak ty jest niewiele warta. Poważnie cię opuścili? Albo że w takiej sytuacji tkwi twoja córka. Poważnie zatrzasnęłabyś jej drzwi przed nosem?

                      > Jesli ktos ciagnie romans tak dlugo to znaczy ze ma z tego wielka frajde, or
                      > gazmy zycia i te klimaty izadnego bolu sie tu nijak dopatrzec nie moge oprocz
                      > strachu ze sie wyda i pani zostanie na lodzie.

                      A ja mogę, i właśnie w tym sęk.

                      Mam wrażenie, ze to działa tak: bardzo szybko uruchamia się ocena (zła kobieta), potem do niej dośpiewujesz sobie pewien scenariusz (frajda i orgazmy). Wszystko pasuje, ladacznica jest osądzona, bo jest ladacznicą, a jest ladacznicą, bo jest osądzona. Ja natomiast staram się produkować raczej osąd sytuacji, niż osoby, przy okazji nie starając się ferować wyroków tak doskonale czarnobiałych, bo nie mam zielonego pojęcia, jak było, co kto kiedy i ile razy czuł. Zastanawia mnie, skąd bierzesz swoją pewność.
                      • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 19:50
                        Moje bledy zyciowe jako doroslej osoby(a bylo ich wiele) raczej uderzaly we mnie sama,
                        To nie jest zaden szlachetny wybor tylko moj typ tak ma.
                        -
                        Śmiech to jest poważna sprawa.
                        Gogol
                  • vi_san Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 23:07
                    "Ja akurat nie jestem zwolenniczką małżeńskich romansów" - a ja jak najbardziej! Natomiast nie jestem zwolenniczką POZAMAŁŻEŃSKICH romansów. Jeśli "romans" odbywa się w ramach związku [i nie istotne, czy z błogosławieństwem kościoła, czy USC czy na kwit z pralni] to jak najbardziej popieram!
          • vi_san Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 17:05
            Dla mnie, bene, uczciwość i zaufanie są podstawą kazdego związku, a więc i przyjaźni. Skoro ktoś mnie okłamuje, świadomie mówi mi w twarz nieprawdę, a jeszcze urządza sobie spektakl [był płacz i przysięgi] - to po prostu NIE JEST moim przyjacielem, niezależnie od tego, ile razy wcześniej zachował się "w porządku". Możesz to uznać za moje "zboczenie", skaę genetyczną, co tylko chcesz - nienawidzę być okłamywana i nie ma dla mnie nic gorszego, jak oszukaństwo wobec kogoś kto ufa. Jeszcze mogę szukać usprawiedliwienia dla "grzecznościowego kłamstwa" [np. chcąc się urwać z nudnej imprezy, a nie zrobić przykrości gospodarzom powiedziec o bólu głowy, czy babci, którą trzeba odebrać z dworca], ale nie w sprawach ważnych. A nie sposób za drobiazg uznać postępowanie, o którym "przyjaciółka" wie, że uznałabym je za moralnie naganne i nie w porządku - jak ciągnięcie przez dłuższy czas romansu i oszukiwanie męża. Skoro nie chciała o tym mówić, wystarczyło powiedzieć "Wiesz, Vi, to nie jest temat na który chciałabym rozmawiać.", albo "Tego tematu wolałabym nie poruszać". Dalej bym nic nie wiedziała [bo przecież może nie chcieć poruszać, bo jej przykro, że dostała się na języki za niewinność], ale ona by nie skłamała. Proste?
            • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 17:11
              To juz nas dwie z taka skaza genetyczna.Moze jakies stowarzyszenie zalozymy smile?
            • bene_gesserit Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 18:21
              vi_san napisała:

              > Dla mnie, bene, uczciwość i zaufanie są podstawą kazdego związku, a więc i przy
              > jaźni. Skoro ktoś mnie okłamuje, świadomie mówi mi w twarz nieprawdę, a jeszcze
              > urządza sobie spektakl [był płacz i przysięgi] - to po prostu NIE JEST moim pr
              > zyjacielem, niezależnie od tego, ile razy wcześniej zachował się "w porządku".
              > Możesz to uznać za moje "zboczenie", skaę genetyczną, co tylko chcesz - nienawi
              > dzę być okłamywana i nie ma dla mnie nic gorszego, jak oszukaństwo wobec kogoś
              > kto ufa.

              Generalnie to się zgadzam, mniej-więcej. Podejrzewam jednak, ze to nie była normalna rozmowa. Jakoś trudno wyobrazic mi sobie, zeby na taktownie i grzecznie zadane pytanie pytana ot tak wybuchła płaczem, i, szlochając zaklinała się na wszystkie świętości, ze nic ja z tym człowiekiem nie łączy. Sądząc z opisanej przez matyldę reakcji, rozmowa była o wiele bardziej emocjonalna. Trudno mi się dziwić, ze była histeria i zła decyzja (o kłamstwie). Zadziałał strach, jak sądzę, i wstyd przed oceną przyjaciółki. Źli doradcy.

              A nie sposób za drobiazg uznać postępowanie, o którym "przyjaciółk
              > a" wie, że uznałabym je za moralnie naganne i nie w porządku - jak ciągnięcie p
              > rzez dłuższy czas romansu i oszukiwanie męża. Skoro nie chciała o tym mówić, wy
              > starczyło powiedzieć "Wiesz, Vi, to nie jest temat na który chciałabym rozmawia
              > ć.", albo "Tego tematu wolałabym nie poruszać". Dalej bym nic nie wiedziała [bo
              > przecież może nie chcieć poruszać, bo jej przykro, że dostała się na języki za
              > niewinność], ale ona by nie skłamała. Proste?

              Prościutkie. Tylko że siedząc na wygodnym fotelu przy biurku, popijając pyszny sok i jedząc truskawki łatwo, deliberując nt cudzych problemów wymyślać lepsze wyjścia. Łatwo wybuchać oburzeniem, obrzydzeniem, wydawać wyroki, pisać jak bohaterka historii powinna była naprawdę postąpić, co głupiego zrobiła, ile i jakich błędów popełniła. Sęk w tym, ze ona podczas tej rozmowy nie rozmawiała o cudzym życiu na ekranie komputera, ale twiła w tym po uszy i po prostu - z różnych przyczyn - podjęła podczas ultraemocjonalnej rozmowy złą decyzję. Jak napisałam - jeśli z tego powodu straciła przyjaciółkę, to jest rodzaj zysku. Papierek lakmusowy tego, co je rzekomo łączyło.
              • vi_san Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 08.05.13, 23:18
                Otóż odszukałam co na ten temat napisała Matylda: "Zapytałam ją wprost, jak przystało na przyjaciółkę, bo co tam wierzyć plotkom. Stanowczo zaprzeczyła, był płacz i przysięgi... uwierzyłam, a jednak zdrada była. Romans trwał kilka lat, potem kochaś ją zostawił". Z powyższego, moim zdaniem, wynika, że Matylda pytanie zadała spokojnie i bez zbytnich emocji, traktując docierające do niej pogłoski, jako fałszywe ploty. Nie chciała w nie wierzyć, nie osadzała. I to przyjaciółka szlochała i przysięgała, że nie. Pseudoprzyjaciółka. Bo na spokojnie zadane pytanie mogła spokojnie odpowiedzieć "Wiesz, nie chcę na ten temat rozmawiać". A nie łkac i zaklinać. Kłamliwie. Że zadziałał wstyd i strach przed oceną - nie wątpię. Tylko to też w jakiś sposób świadczy o tym, że owa "romansowa" pani nie traktowała Matyldy jak przyjaciólki - bo w przyjaźni wie się, że ocena nawet jeśli surowa będzie uczciwa.
                Jak pisałam, złóż to na karb mojej paranoii, ale dla mnie - jeśli ktoś mnie okłamuje, z pełną świadomością, że łga = nie jest moim przyjacielem. Nie umiałabym zaufać takiej osobie w żadnej kwestii, zawsze miałabym gdzies z tyłu głowy cichutki głosik - A ciekawe czy TYM RAZEM mówi prawdę czy kłamie? Dla mnie zaufanie jest podstawą - a pseudoprzyjaciółka KŁAMIĄC, nie odmawiając odpowiedzi, ale po prostu mówiąc całkowitą nieprawdę, zaufanie poderwała. Jak dla mnie - w sposób bez odwrotu.
    • claratrueba Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 07.05.13, 05:36
      "Zapytałam ją wprost, jak przystało na przyjaciółkę, bo co tam wierzyć plotkom. "
      Nie zrobiłabym tego. Moja przyjaźń nie jest uzależniona ani od plotek, ani od relacji przyjaciółki z jej mężem, ani tzw. prowadzenia się bo to są kwestie, które mnie nie dotyczą a jednocześnie nie są przestępstwem, przed którego popełnieniem należy ludzkość ocalić.
      "Stanowczo zaprzeczyła, był płacz i przysięgi."
      A co miało być? Zadając pytanie wtargnęłaś w jej życie intymne choć nie była to Twoja sprawa. Miała pełne prawo przypuszczać, że posuniesz się dalej. Jeśli przyjaźń ma polegać na tym, że tzw. przyjaciel musi się tłumaczyć z kwestii, które nie dotyczą drugiego przyjaciela to zdanie "Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam" ma bardzo dużo sensu i prawdy.
      "Obracamy sie w stałym gronie znajomych wiec trudno uniknąc spotkania, ale jej już w moim zyciu NIE MA! "
      W JEJ życiu nie było Cię dużo wcześniej, dokładnie od momentu, kiedy zdecydowałaś zmusić osobę nazywaną przez Ciebie przyjaciółką do zwierzania się z relacji z innymi. Dokładnie w tym momencie z kategorii "przyjaciel" przeszłaś do kategorii "nieprzyjaciel- trzeba być ostrożnym, trzeba udawać bo syt. jest niebezpieczna".
      Byłam dokładnie w Twojej sytuacji. Mimo podpuszczania przez inne osoby cyt. "jesteś jej przyjaciółką musisz zapytać" nie zrobiłam tego. Własnie dlatego, że przyjaciółka byłam i jestem, bo przyjaciel szanuje przyjaciela i nie wchodzi tam, gdzie nie jest wpuszczany.
      Dowiedziałam się dokładnie wtedy, kiedy przyjaciółka sama zdecydowała się powiedzieć mi. Nie czułam ani przez chwilę, że jestem oszukiwana bo nasze relacje nie zmieniły się z powodu jej ewentualnego romansu, ktory przecież nie dotyczył mojego życia w żadnym stopniu a role "sumienia narodu" lub "strażnika moralności" to mnie nie interesują.
      • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 07.05.13, 10:27
        No wlasnie wszystko zalezy od definicji slowa "przyjaciolka".Dla mnie przyjaciolka to czlowiek z ktorym rozmawiam o bardzo osobistych sprawach.Inne panie to dobre kolezanki lub znajome.Moze bylo tak ze Matylda uwazala te pania za przyjaciolkr a ta ja tylko jako dobra kolezanke.
        • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 07.05.13, 10:34
          Acha, te osobiste sprawy to nie jest pelna szczerosc, oczywiscie jesli dotycza prywatnosci jej meza dzieci lub rodzenstwa ktorzy nie sa moimi przyjaciolmi to jasne ze nie powinna o nich opowiadac.
          Ja jednak Matylde rozumiem. Nie przyjaznie sie z osobami zdradzajacymi mezow, wykorzystujacymi pomylke kasjerki itp.Gdybym slyszala plotki o przyjaciolce na pewno bym ja zapytala,zeby decyzji o kontynuowaniu przyjazni nie podejmowac na podstawie plotek.
          Ja po prostu nie chce byc blisko z kims nieuczciwym, przyjazn to nie jest bezwarunkoweuczucie jakie mamy do dziecka, nie moge sie przyjaznic z doopokretka.
          • kora3 Ja Ciebie Babo rozumiem, serio 07.05.13, 11:00
            Tylko, ze moim zdaniem bliska zazyłość z kimś uprawnia do zapytania w temacie, natomiast NIE OBLIGUJE do udzielenia odpowiedzi.
            Obrazowo - wypada zapytać przyjaciolkę czy plotki krążace o niej mają ziarnko prawdy. Jednakowoż nie musi ona udzielac odpowiedzi, podawać szczegołów, a nawet moze kłamać, lub udzielic odpowiedzi niejednoznacznej.

            W sytuacji opisanej przez Matyldę - no coż. Przyjaciel to jednak z przeproszeniem nie spowiednik, a pytany przyjaciel to nie penitent. smile Jesli przyjaciółka znała podejscie Matyldy do zdrad, to pewnikiem obawiałąby się szczerze z nią na ten temat rozmawiac, chociazby z obawy o doniesieniu o sytuacji mezowi, czy obawy przed zerwaniem znajomosci.

            Kazdy człowiek ma oczywiscie prawo mieć swoje kryteria jakie powinien spełniać przyjaciel, by nim pozostawiać, czy w ogóle zostać.
            • baba67 Re: Ja Ciebie Babo rozumiem, serio 07.05.13, 11:09
              Ja wiem dlaczego to zrobila,nie zgadzam sie tylko ze zdaniem ze nie mamy prawa pytac przyjaciol o sprawy osobiste mimo ze slyszymy na ten temat niepokojace plotki.Wobec prawdziwych przyjaciol mamy takie prawo.Nie wypada natomiast natretnie wypytywac przyjaciela o wszystko co nam przyjdzie do glowy bo jetesmy ciekawi.
              • kora3 Babo, co z Tobą ?:) 07.05.13, 11:24
                Przeciez ja napisalam, że WYPADA wlaśnie przyjaciela zapytać o osobiste sprawy w kontekscie o jakim piszeszsmile
                • baba67 Re: Babo, co z Tobą ?:) 07.05.13, 11:31
                  No tak,potwierdzilam tylko ze mamy takie samo zdanie.
                  • kora3 a to sorki, mam jakieś "zaćmienie":) nt 07.05.13, 11:44

              • claratrueba "drobny" problem, babo 08.05.13, 09:33
                ,nie zgadzam sie tylko ze zdaniem ze nie mamy prawa
                > pytac przyjaciol o sprawy osobiste mimo ze slyszymy na ten temat niepokojace pl
                > otki.Wobec prawdziwych przyjaciol mamy takie prawo.

                Prawo to mamy i zjeść kostkę mydła. A jednak tego nie robimy z obawy o konsekwencje.
                Tu jest bardzo podobnie, choć konsekwencje innego rodzaju. Matylda na koniec swego postu zdała pytanie cyt;" a może wolałabym nie wiedzieć?" Może warto je sobie zadać zanim zdecydujemy się zapytać. Bo:
                1. przypadek Matyldy- była przyjaźń, padło pytanie, kłamstwo. Z przyjaźni zgliszcza. Po iluś tam latach bliskości, przysług, świadomości, że jest ktoś komu i wyżalić się można i pomoże czy pocieszy, pozostało poczucie oszukania, żal, świadomość, że po tym pytaniu to już przyjaźń nie była. Naprawdę uważasz, że warto?
                2. rozwiązanie fundamentalistyczne- z powodu nieprzestrzegania przykazania nr 6 zrywamy kontakty. Co robimy z przeszłością? Czyli wymienionymi przeze mnie wyżej aspektami przyjaźni? Wywalamy do kosza niepamięci wszelkie przypadki gdy przyjaciel DOWIÓDŁ swojej wobec nas życzliwości, być może oddania czy poświęcenia?
                3. rozwiązanie "udajemy, że nie wiemy" czyli przyjaciółka się przyznaje a my postanawiamy nic z tą wiedzą nie robić, w nadziei, że jej minie bo ona romansu nie zamierza przerwać (co jest najbardziej prawdopodobne bo "serce nie sługa" również mimo nalegań przyjaciela). I fajnie żyjemy sobie pilnując się by się nie wygadać, nie zasugerować, Towarzystwo męża owej przyjaciółki ciąży nam jak kamień u szyi.
                3. Rozwiązanie "ingerencja" czyli informujemy męża rogacza o figlach żony bo ona nie zamierza ich zakończyć. I choć czujemy, że niszczymy małżeństwo osoby, która nic złego nam nie zrobiła, a dobrego wiele, to pocieszeniem, jest nam fakt, że przecież bronimy przykazania nr 6. Ewentualnie dodajemy sobie "że przeciez ten związek rozpadł się w momencie zdrady" a tak wcale nie jest. Bardzo wiele par romanse miewa i małżonek, o ile nie jest umysłowo ociężały i wybitnie niespostrzegawczy ma świadomość, że coś jest inaczej. To, babo, jak kierowca, która zawsze wie, że ktoś inny jego samochodem jeździł, choćby nie wiem ile trudu sobie zadał, by i fotel przestawić do dokładnie takiej samej pozycji i lusterka i radio na stację czy głośność. Tylko, że dopóki jest to tajemnica związku to nie ma problemu pokazania się przed otoczeniem, jaki to on/ona zasadniczy i nie pozwoli sobie rogów przyprawiać. Nie ma problemu poczucia bycia ośmieszonym. Serce boli ale duma boli znacznie bardziej. I to ona nakazuje związek zakończyć. Bo serce to mówi "tyle razem dróg przebytych ....ile w trudzie nieustannym wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń? ile chlebów rozkrajanych? Pocałunków? Schodów? Książek?" Wcale nie tak wiele związków rozpada się tylko z powodu samej zdrady, wiele rozpada się z powodu wstydu przed otoczeniem, które nakazuje "podjąć stosowne środki ukarania cudzołożnika/ cudzołożnicy". Poparcia dla wybaczenia to mało bardzo w naszym kraju, bardzo dużo poparcia dla kary, potępienia. Wybaczają frajerzy.
                • baba67 Re: "drobny" problem, babo 08.05.13, 11:55
                  Pytanie 1
                  tak, warto, jestesmy wierni sobie, ludzi o watpliwej dla nas moralnosci nie chcemy miec za przyjaciolki, wyjasniamy watpliwosci osobiscie , nie wierzymy plotkom.Okazuje sie w koncu ze ta osoba nie jest warta naszej przyjazni, w sumie i tak by sie to skonczylo.
                  Moze dla Ciebie to pytanie jest retoryczne, dla mnie nie i odpowiedz brzmi-absolutnie warto wiedziec czy przyjaciel to ktos kto ma podobne zasady moralne do moich czy nie.
                  • croyance Re: "drobny" problem, babo 09.05.13, 13:17
                    Wartosci moralne ... alez na tym polega wiekszosc romansow, ze ludzie - wbrew sobie i swoim wartosciom - pakuja sie w jakas sytuacje, o ktorej przeciez wiedza, ze pakowac sie w nia nie powinni.

                    Ale zgadzam sie - to sa sprawy miedzy malzonkami, ich malzenstwo, i wtrynianie sie w to uwazam za rownie paskudne, jak przesluchiwania w sprawie ciazy np. Zreszta skad wiesz, jaki takie malzenstwo ma uklad? Mam kolezanke, ktora ma z mezem malzenstwo otwarte - wiedza o swoich romansach, ale nie jest to temat dla nas, postronnych do dyskusji przy grillu.
                • baba67 Re: "drobny" problem, babo 08.05.13, 12:03
                  Jesli sie zwiazek rozpada,to sie albo nas nim pracuje albo wnosi o rozwod, a nie szuka przygod.Nie mam zadnej tolerancji dla oszukiwania i ranienia wspolmalzonka.
                  Nie potrafie udawac ze nie slysze plotek zwlaszcza ze sama czuje ze cos jest nie tak. Nie potrafie udawac ze komus ufam jesli mam watpliwosci.
                  Co do przyjazni-mam mile kontakty z moja licealna miloscia, uwazam ze w tamtym czasie i miejscu byl dla mnie kims wyjatkowym. A mimo to rozstalismy sie bo pewne cechy przestaly nam pasowac. Tak samo traktuje wazne zwiazki w moim zyciu.
                  Przestalam sie z kims przyjaznic? Zachowuje wspomnienia jako wartosc i ide dalej. To nie moja wina ze ktos stal sie nieuczciwy, kiedy byl moim przyjacielem taki byl.
                  • baba67 taki NIE byl nt 08.05.13, 12:05

                    • claratrueba Re: taki NIE byl nt 08.05.13, 13:10
                      Ok, babo, rozumiem w przypadku takich "przyjaźni", których za żadną przyjaźń nie uważam, polegających na spotykaniu się, pogadaniu, wyjściu gdzieś razem i takie tam towarzyskie fiu-bździu.
                      Ale w przypadku tego, co przyjaźnią jest czyli "sprawdziło się w biedzie" i była to również nasza bieda? Tak sobie łatwo mówimy "on nie z moich" kiedy popełnił jakiś błąd życiowy, uległ jakiejś pokusie i nagle nie ma, znika to, co dla nas zrobił kiedy byliśmy w potrzebie?
                      Ja tego nie potrafię i nie chcę potrafić. Może dlatego, że moje zasady moralne wykluczają sądzenie innych wg mojej moralności (zbieżność z ewangelią całkowicie przypadkowa).
                      • baba67 Re: taki NIE byl nt 08.05.13, 13:38
                        Alez ja nie osadzam, niech sobie zyje jak chce, bede sie wobec niej zachowywac grzecznie i zyczliwie na poziomie ogolnoludzkim.Tyle tylko ze nie moge przyjaznic sie z kims kto latami oszukuje meza.
                        Nie blad ktorego sie zaluje, bo taki to ja tez moge popelnic, tylko prowadzenie latami podwojnego zycia i podkopywanie sie pod cudza rodzine.Nie moge wychowywac doroslej osoby ,zatem musze podjac decyzje czy chce z nia byc w bliskich relacjach. Ja nie chce.
                        Musze sie dalej przyjaznic z kims kto zaczyna dorabiac w agencji towarzyskiej albo defraudowac kase i mu sie to podoba bo "nie sadzcie, a nie bedziecie sadzeni?"
                        • kora3 Re: taki NIE byl nt 09.05.13, 11:43
                          baba67 napisała:

                          > Alez ja nie osadzam, niech sobie zyje jak chce, bede sie wobec niej zachowywac
                          > grzecznie i zyczliwie na poziomie ogolnoludzkim.Tyle tylko ze nie moge przyjazn
                          > ic sie z kims kto latami oszukuje meza.


                          a zainteresowalabyś się DLACZEGo?


                          > Musze sie dalej przyjaznic z kims kto zaczyna dorabiac w agencji towarzyskiej a
                          > lbo defraudowac kase i mu sie to podoba bo "nie sadzcie, a nie bedziecie sadzen
                          > i?"


                          A zainteresowalabyś sie DLACZEGO?smile
                      • kora3 Claro, pełna zgoda 09.05.13, 11:40
                        Moi przyjaciele nie muszą być idealami. Kiedy miałam okazję widzieć, jak mój najstarszy stazem przyjaciel zadaje pytania świadkowisad Moj S. najcieplejsza pod słońcem osoba, która zawsze mnie otacza mgielką bufora przed swiatemsmile choc od dawna tego nie potrzebuje co średnio 3 minuty prowokował obrone do słow "Sprzeciw, oskarzyciel dreczy swiadka". On faktycznie wyciskal z tego swiadka okropnie. To ta sama osoba, ktora mnie otulala swoim swetrem na ognisku, bo "zaraz bedziesz chora i bedzie kłopot", ten sam czlowiek, który dla mnie zaryzykował te błyskotliwą karierę i przyleciał ze Stanów, bo ja sie załamałam. Dreczył swiadka.
                        Ja też umiem byc taka bezwgledna zawodowo. I to jest zaleta, nie wada, ale moze budzić mieszane uczucia. Niemniej - oddajmy cesarzowi (pracy, prywatnemu życiu) co cesarskie, a Bogu (przyjaźni, lojalnosci wzajemnej), co boskie smile
                        • baba67 Re: Claro, pełna zgoda 09.05.13, 12:53
                          Skrupulatnosc zawodowa to co innego niz brak zasad albo zasady ktorych nie podzialam. No chyba ze moja zasada wybieranie najmniejszej linii oporu.
                          • kora3 Re: Claro, pełna zgoda 09.05.13, 14:50
                            Hmmm no wiesz, jak dane mi było czytać, calkiem sporo SS-manów i pracowników instytucji pt. Gestapo, bardzo sumiennie wykonujących swe obowiazki, a nawet bardzo gorliwych, było wzorowymi mezami, synami, ojcami, wujkami i sasiadami.
                            Oni moja droga "w pracy" wykonywali obowiazki zawodowe i rozkazy, a w domu byli w domu. I tak np. taki pan, który własnie wbił trochę szpilek pod pazniokcie opornemu w gadaniu "obiektowi" za chwilkę szedl do domu i czule obejmował zonę, całował w czołka dzieci i głaskał swego psa.
                            Nie, nie uwazam, że mój przyjkaciel jest podobny do gestapowca. Ani, ze ja.
                            Faktem jest np. że ja dla niektórych ludzi, który spotkalam zawodowo jestem "aniołem" - bo im pomoglam w trudnej sytuacji i mnie wychwalają. A dla innych jestem "katem", bo im "załatwiłam" np. to, ze już gdzieś nie pracują. Kto z tych ludzi ma rację? Jedni i drudzy kochana
                            • baba67 Re: Claro, pełna zgoda 09.05.13, 15:11
                              Rozumiem-Twoj przyjaciel traktowal swiadka paralizatorem?
                              Juz nie przeginaj, naprawde.
                              • kora3 No toż wlasnie napisalam Babo, że NIE 11.05.13, 09:38
                                porownuję go do gestapowca, a jedynie pokazuję pewien mechanizm.
                                Moja kolezanka miała kiedyś takiego szefa - do rady przyloż - spokojny, wyrozumiały, nieskąpy. Całkiem przypadkiem, kilka lat już z nim nie pracujac dowiedziała się, ze w domu dla bliskich był tyranem i chorobliwym skąpcem. Tak bywa
                  • croyance Re: "drobny" problem, babo 09.05.13, 13:19
                    TY tam myslisz. Ale nie wszyscy. Moze Twoi przyjaciele maja inne podejscie do romansow: dlaczego automatycznie zakladasz, ze wszyscy reaguja identycznie jak Ty, i dla wszystkich jest to z automatu oszukiwanie i ranienie?
                    • baba67 Re: "drobny" problem, babo 09.05.13, 14:32
                      Bo sa moimi przyjaciolmi i ich dobrze znam.Wlasnie dlatego ze ich dobrze znam(albo mi sie zdaje) i maja takie a nie inne podejscie do romansow zostali moimi przyjaciolmi.Nie jestem zainteresowana przyjaznieniem sie ze swingersami.Gdyby sie okazalo ze jednak ich nie znam i maja inne podejscie do romansow niz ja sadze przyjazn by sie skonczyla .Zostala by kulturalna, luzna znajomosc polaczona z izolowaniem(strzezonego Pan Bog strzeze) meza od tego towarzystwa.
                      • kora3 Babo na litośc boską 09.05.13, 14:39
                        Chyba mam nadzieję wiesz kto to swingers i wiesz, że słowo "swingować" nie ejst btnajmniej synonimem "mieć romans".
                        Tkst o izolowaniu meza trudno mi inaczje skomentować, niz ubolewaniem, że nie masz zaufania do meża (gdybyś miała nie byłoby obaw), a tymczasem wymagasz bezwględnie, żeby przyjaciele podzielali twe opinie na każdy temat.

                        Ja się przyznbam troche obawiam ludzi, ktorzy deklarują coś tam na mur - beton. Bo zwykle "w praniu", gdy znajdą sie w sytuacji konkretnej, jakoś szybko o tych deklaracjach zapominają.
                        Owszem, zasady trzeba mieć, ale Babo tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzonosmile
                        • baba67 Re: Babo na litośc boską 09.05.13, 15:01
                          Wiem, tylko dla mnie malzenstwo otwarte niewiele sie od swingersow rozni.
                          Tak dobieram przyjaciol ze maja podobne poglady do moich-nie ma to nic wspolnego z zadnym wymaganiem, wymaganie sugeruje jakies dostosowywanie sie, a tu tego nie ma.Nie mam wielu przyjaciol, ten typ tak ma.jakosc, nie ilosc.
                          Sugerujesz ze bym sie wdala w romans gdybym miala okazje? Jest jakis ulamek pierdyliona procenta szansy ze tak.Ale jakie stary moher moze miec okazje, badzmy powazne, koro.
                          • kora3 Ło matko :) 09.05.13, 15:36
                            baba67 napisała:


                            > Sugerujesz ze bym sie wdala w romans gdybym miala okazje? Jest jakis ulamek pie
                            > rdyliona procenta szansy ze tak.Ale jakie stary moher moze miec okazje, badzmy
                            > powazne, koro.


                            Nie, sugeruje, że zdarza się, iż ktoś coś deklarujący znajdziesię w sytuacji np. takiego zauroczenia, jak opisane moje. I nie znnaczy to, ze wczesniej nie miał okazji Babosmile tylko, że moze wczesniej nie zdarzyło mu się TAKIE zauroczenie i nie musiał z nim powalczyć.
                            I np. ja zawsze deklarowałam, że zajety chlop won. I miałam owszem chlopaków, ale zawsze wolnych i nie musiałam dokonywać takich wyborow, wiec NIE WIEDZIALAm jak to jest - zakochać się w kimś zajetym.
                            Czy wyjasniłam Ci poglądowo ze nie uwazam Cię za starego mohera?smile
                            • baba67 Re: Ło matko :) 09.05.13, 15:46
                              Wiem ze nie uwazasz smile
      • croyance Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 09.05.13, 13:12
        Wreszcie jakis sensowny post.
        • baba67 Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 09.05.13, 14:33
          Posiusialam sie z majtki z radosci ze raczylas mnie glupia docenic.
    • matylda1001 Re: Tylko do zainteresowanych... 09.05.13, 00:43
      ... bo będzie długie, ale skoro już, to inaczej się nie da... W związku z dyskusją, jaka się wywiązała pod moim postem winna Wam jestem trochę więcej szczegółów. Bardzo to osobiste, bolesne nawet po kilku latach ale może komuś da do myślenia.
      Nazwijmy ją - Ela. Poznałyśmy się w liceum, było nam razem dobrze przez wiele lat. Nasi mężowie się bardzo polubili, nasze córki wychowywały się jak cioteczne rodzeństwo (moje dwie, jej jedna). Moja mama traktowała ją prawie jak drugą córkę. Ja ze strony jej mamy doznawałam czegoś podobnego. To nie było tak, że zwierzałyśmy sie sobie ze wszystkiego, ale mogłyśmy na siebie liczyć w trudniejszych chwilach i odbierałyśmy na podobnych falach, no i ufałyśmy sobie. Miałyśmy podobny stosunek do życia, także w kwestiach zasadniczych. Wiedziala, że nie toleruję zdrad, że moje zdanie w tej kwestii jest stałe i niezłomne. Myślałam, że ona też. Istna sielanka. Do tego, co sie potem stało, sama przyłożyłam rękę. Ela straciła pracę. Gdy przez pół roku szukała następnej, pomyslałam sobie, że ze swoimi kwalifikacjami mogłaby pracować w firmie mojego męża, akurat taka możliwość była. Porozmawiałam z mężem, i on zaproponował jej tę pracę. Firma spora, stanowisko poważne, płaca wyśrubowana (przecież prawie siostra!) Ucieszyła się i zaczęła pracować. Pracował tam już pewien facet. Dobry fachowiec, ale "lekkiego prowadzenia". Zdarzyło się nawet kiedyś, wcześniej, że do mojego męża zadzwoniła żona faceta z prośbą, żeby rzadziej wysyłał jej męża w delegacje, bo wcale go w domu nie ma. Sęk w tym, że żadne delegacje nie wchodziły w zakres obowiązków tego pracownika. Gdzie wobec tego on jeździl w te "delegacje"? to nikogo nie obchodziło, ale sygnał był czytelny. Na takiego kolesia nacięła się Ela. Kto tam kogo pierwszy podrywał, nie wiem. W każdym razie po kilku miesiącach zaczęły dochodzić do mnie dziwne wiadomości. Przede wszystkim od innych pracowników firmy. Bywałam tam 2-3 razy na tydzień i najpierw zaobserwowałam jakieś dziwne półuśmieszki, aluzje ze wskazaniem na Elę i tamtego. Pomyślałam sobie, że to może z zawisci. Przecież wszyscy wiedza, że to nasza koleżanka. Zapytałam męża, czy wie coś więcej. No, jakies tam plotki krążą, ale on nie ma czasu na pilnowanie kondycji moralnej pracowników. Gdy sprzątaczka, która (umawiając się prywatnie) myła i sprzątała prywatne samochody pracownikow powiedziała mi w formie ciekawostki, że w samochodzie mojej przyjaciółki, pod fotelem znalazła używaną prezerwatywę, pierwszy raz zastanowiłam sie nad tym, o czym ludzie do mnie mowią. W koncu koleżanka ma w domu sypialnie, no, ale o TAKICH sprawach nigdy nie rozmawiałyśmy, może lubi z mężem w samochodzie? Nie moja rzecz, tłumaczyłam sobie. Sprawe rozstrzygnął ochroniarz, ktory żartem powiedzial mi, że on to by mógl średnio co trzecią noc miec wolne, bo firma jest przecież dobrze pilnowana. No, skoro pani Ela i pan X PRACUJĄ w nocy, to po co jeszcze on? Wtedy uznałam, że najwyższy czas albo położyć kres temu głupiemu gadaniu, albo...? Umówilyśmy się z Elą w kawiarni. Powiedziałam, że dochodza do mnie pewne wieści na temat jej związku z X. Zapytałam, czy to prawda. Wtedy nastąpił ten placz i przysięgi, ktorych nie wymagałam. Wystarczyło, żeby powiedziala, że nie chce o tym rozmawiać. Ja bym może wyciagnęła własne wnioski, ale wtedy na pewno nie robilabym więcej z siebie głupka. Ja uwierzyłam, ludzie nadal gadali, tylko, że ja przez kilka kolejnych lat prosilam ich wprost, żeby przestali wreszcie plotkowac o niewinnych ludziach. W końcu przestali, ale na pewno pomyśleli sobie, że ja o wszystkim wiem i nie przeszkadza mi to. Gdy ukochany ją porzucił miała sporą depresję. Pomagałam jej przez to przebrnąć. Tylko nie znałam podłoża tej depresji, kretynka! wink Następnie o wszystkim dowiedzial się jej mąż. Z jego opowiadania wiem, że wtedy, gdy poprosil ją o wyjasnienia, gdy ważyły sie losy ich rodziny, prosiła go tylko o to, żeby MNIE o niczym nie informował. To, że mi powiedział, to chyba była zemsta na niej za to, że go zdradzała. Tak myślę. Nie rozmawiałyśmy o tym. Wystarczy, że obie wiemy. Z pracy zwolniła się sama. Po prostu pracę porzuciła. Wkrótce mąż rozstał się też z tym amantem z bożej łaski, a jeszcze potem okazało się, że zrobila nam inną krzywdę. Działała na szkodę firmy. Gdy zgłaszał się nowy klient przekazywała go konkurencji, za co konkurencja płaciła jej prowizję. Mało jej było...
      • claratrueba Re: Tylko do zainteresowanych... 09.05.13, 09:21
        Paskudna sytuacja, współczuję.
        Ponieważ byłaś i Ty i Twój mąż w dużym stopniu dotknięci sprawą, to już nie było wkraczania na obszar ściśle prywatny owej pani. Miałaś prawo spytać, a nawet żądać wyjaśnień.
        Tylko, że to by kompletnie nic nie dało. Trafiłaś na osobę po prostu podłą i myślącą tylko o sobie i nielojalną, która nie warta była Twojej przyjaźni. Miała gdzieś, że Ty robisz z siebie idiotkę broniąc jej, dokładnie tak samo, jak miała gdzieś, że działa przeciwko firmie ludzi, którzy ją poratowali w trudnej sytuacji. Co myślę o takich osobach nie nadaje się na forum s-v.
        Mam taką osobę, która odpłaciła mi się świństwem za dużą przysługę podobnego typu. Nie wybaczyłam i nie wybaczę, ostrzegłam, że ma mi w drogę nie wchodzić.
      • kora3 Mati, moim zdaniem, gość te Elę 09.05.13, 11:13
        omotał...

        Kurde smile nie wierzę, ze ja to napisałam smile - moja przyjaciółka (aktualna) przypadkiem też E. smile zawsze tak usprawiedliwia ludzi i doprowadza mnie to do szalu czasem. Mówię jej "Eli, to jest normalna szuja, pojmij" a ona: "No tak, ale ja słyszalam, ze ma chorego ojca, moze po prostu sobie nie radzi ..."No czasem mam ochote palnąć ją w tę sliczną złotowłosą głowkę. Ale ona po prostu taka jest - we wszystkich widzi dobro i światło, a jak się pojawia zło i ciemnosc, to na pewno ma podłoże w trudnej sytuacji, dzieciństwie, wrzodach mna zołądku albo de ...
        Nieważne - ja taka nie jestem - nie usprawiedliwiam wszystkich ludzi i uczynków. Ale jestem zboczona za tosmile Mam takie zboczenie zawodowe, że zawszem ciekawa opinii drugiej strony, okolicznosci sprawy, nim wydam jakiś "werdykt" w niej. I tu tak jest...


        Wątek z donoszeniem konkurencji - szkoda słów na taka "przyjaciolkę" - to w ogóle "poza konkursem". Takich rzeczy sie nie wybacza (wg mnie oczywiście)

        Natomiast z tą zdradą męza Mati, to ja bym nie była taka pryncypialna, choc (jak chyba zdazyłaś się zorientować) za zdradami nie jestem ( w dowolnym zwiazku).

        Tu sytuacja jest jednak taka, że wygląda na to, że "stary wyjadacz" czyli gośc zaprawiony w romansowych podbojach trafił na gąseczke (przepraszam najmocniej). Poza bzykankiem i adrenalinką mial jeszcze poprzez nią , jako przyjaciółkę rodziny szefa dojscie do tegoż.
        Teraz rodzi się pytanie: dlaczego kobieta jak sama piszesz o zbieznym z Twoim podejsciem do związkow, podobno w szczesliwym zwiazku poszłą na taki układ z gosciem. No prawdopodobnie dlatego, ze w związku az tak jak ci sie zdawało szczesliwa nie była, a gosc ją sprytnie omotał, bo miał zwyczajnie doswiadczeniesad

        Teraz mnie Matyldo DOBRZE zrozum. Nie usprawiedliwiam nikogo. Tylko mając już troszke lat i doświadczenia NIE UMIEM byc tak pryncypialna jak Ty - przyznaję.
        Jak wspomniałam wyzej - ja za zdradami nigdy nie bylam - nie pasuje mi, trza sie rozstac i wtedy mozna od nowa. Nigdy tez nie interesowali mnie zajeci goscie - obojetnie, czy gośc zonaty, czy chłopak (za mlodu) ma dziewczynę.

        Tymczasem miałam w zyciu taki epizod, ze niewiele brakowało, a moglam rozbić czyjes malzeństwo i to wieloletnie z 3 dzieci. I o dziwo Mati, nie szło o donżuana, czy bawidamka jakiegos, tylko mega porzadnego goscia, który nigdy zony nie zdradził (nie tylko tak "zeznawał", ale taką miał opinie u ludzi, którzy znali go wiele, wiele lat). Pracowałam z nim.
        Bylam wówczas mezatka, ale akurat moje małzeńśtwo już ze tak powiem wówczas definitywnie legło w gruzach, tyle, ze mój eksmąz nie chcial mi się wyniesc, a ja byłam tak wyczerpana tym "zwiazkiem", ze nie umialam go normalnie wywalic. Nie mialam sil.
        W pracy wiedziala o sytuacji jedna dziewczyna, bliska moja kolezanka i potem własnie on. Na początku jednak nie wiedzial. Wczesniej nałam go na "czesc", ale tak się zlozyło, ze w firmie był remont i groch z kapusta i przeniesli mnie do pomieszczenia obok niego. Zaczeliśmy rozmawiać, razem chodzić do baru firmowego. No i kobito - zakochalam się smile Był taki spokojny, miły, wyrozumiały, inteligentny. Urody akurat przecietnej smile Mówiliśmy o naszych "domach" najpoerw ogólnie, potem wiecej. Miałam pod 30 stkę, a czułam sie jak zakochana nastolatka, on był (jest bo żyje na szczesciesmile) 5 lat starszy. Dzień bez niego (np. weekendowy) był stracony. Z nim bylo tak samo. Jak nie mogliśmy bezposrednio gadać w pracy, to pisaliśmy na komunikatorze. W kółko - o wszystkim. Czułam, ze sytuacja wymyka mi się spod kontroli. W firmie nikt nie podejrzewal, że cos (mam na mysli chemię) moze nas lączyć, uchodziliśmy za pare dobrych znajomych. Co czuje wiedziala tylko ta dziewczyna, która znala moją sytuację domową.
        W końcu przełamaliśmy jakieś tabu i umówilismy się poza praca. W weekend. On cos sklamał w domu, ja miałąm to gdzieś - po prostu wyszlam sobie. Nie Mati, nie wyladawalismy w zadnym łzku, ani też substytucie tegoż. Wszystkiego bylo pare namietnych pocałunkowsmile Ale wiedzialam, ze to koniec - jak tak dalej pójdzie, bedzie z tego regularny romans. Nie, nie jestem taka szlachetna. Mego meza mialam gdzieś wowczas, tylko nie chcialam JEMU rozbijac malzeństwa. Żonę pana wizdiałam z 2 razy (na jakiś firmowych imprezach), wiedzialam, ze ma male dzieci. Z dnia na dzień zwolniłam się z tamtej pracy, nie mówiąc mu słowa. Strasznie za nim tesknilam, ale przestałam z nim rozmawiac na komunikatorze, nie odbierałąm telefonów. Moja kolezanka (ta co wiedziala o wszystkim) mówiła, ze on chodzi jak błędny po firmie.

        Udało mi się uwolnić od tego uczucia. Kiedyś gozczac w tamtych stronach spotkalam pana przypadkiem na ulicy. Całkiem bezpiecznie poszliśmy sobie na kawę smile I pogadaliśmy. Przyznal, ze wóczas był gotowy się rozwieść bez wzgledu na wszystko. Pomyśl - gosc 35 (około) lat chciał zostawic zonę (miłosc licealna) i 3 dzieci, dla kobiety z którą nawet się nie kochał. Głupie? Głupie, ale gdybym wtedy tego nie przerwala odchodzac z pracy i ucinając kontakt, to TAK by się stało, bo ja już też nie mogłam tak dalej.

        No i powiedz Matyldo, jak to mozliwe: dwoje ludzi z zasadami, tzw. porzadnych do bolu, przeciwnych zdradzie i jej niepraktykujących na te zdradę było gotowymi. Pal sześc moje małzeńśtwo i tak go już nie było, ale jego istnialo. I nadal istnieje. Mamy rzadki kontakt netowy: on nadal jest z zoną i nie zdradzil jej, ja żadnego z moich facetów, z którymi byłam po rozstaniu z mezem (2 konkretnie) też nie zdradzilam (i nie zamierzamsmile).

        Umiałabyć mnie potepić jako moja przyjaciołka za te miłosc głupią? Albo jako jego przyjaciółka za jego?
        Sorry za osobiste wynurzenia, ale szczerosc za szczerosc smile
        • baba67 Re: Mati, moim zdaniem, gość te Elę 09.05.13, 12:48
          Alez zakochac sie to kazdy moze ,to nie jest zalezne od zasad-czysta chemia.
          Problem sie pojawia w momencie podejmowania swiadomych decyzji (najpierw czy sie umowic poza praca czy nie, potem czy sie bzykac czy nie, potem czy to skoczyc i kiedy). I tak jak bzykanka okazjonalnego wynikajacego z oglupienia< ktorego sie czlowiek wstydzi i zaluje to bym nie demonizowala,bo to slabosc a nie brak zasad, tak sytuacja oszukiwania latami wszystkich dookola to co innego.
          Dla mnie ta kobieta jest socjopatka.Osobniki podobne moga sie latami maskowac przyjmujac sposob zachowania otoczenia, udajac uczciwosc i lojalnosc na co daja sie nabrac istoty ufne, prawdziwa natura wylazi po latach.
          • croyance Re: Mati, moim zdaniem, gość te Elę 09.05.13, 13:25
            Tak tak, schudnac tez kazdy moze, wystarczy tylko mniej jesc.
            I alkoholizm to tez nie problem, wystarczy po prostu przestac pic.
          • kora3 No podziwiam Babo :) 09.05.13, 14:29
            Diagnoza bez (chyba) stosownego wyksztalcenia do jej stawiania, bez badania pacjenta i znając jednostronną relacje - naprawde jestem pod wrazniem - serio.

            A powaznie Babo - jasne, to sa DECYZJE, tylko czasem wspomniana chemia jest tak silna, ze zaburza nie tylko rzeczywistosc, ale takze tzw. morale.

            Powiem Ci wprost - ja osobiscie uwazam, że kiepsko zrobiłam nie idąc krok dalej wtedy - miałabym fajne wspomnienia pewniesmile Tylko, że ja teraz na chłodno na pewno tak bym tym kierowała, że skończyłoby sie własnie na tych wspomnieniach. A wtedy na gorąco z obu stron mogło się skończyć zakończeniem jego małzeństwa. I kto wie, czy ja bym tego wówczas też nie chciala - w końcu byłam po uszy zakochana, a moj ukochany był mezem innej.

            Zasadniczo nigdy nie chciałam zeby jakiś zwiazek przeze mnie się rozpadl, tak z załozenia. Ale wtedy w gre wchodziły takie emocje, że NIE WIEM jak by się mogło skończyć.
            • baba67 Re: No podziwiam Babo :) 09.05.13, 14:37
              Czytam wlasnie ksiazke o socjopatach i wszedzie ich widze.Dosc powszechne zboczenie chyba. Nasunelo mi sie w zwiazku z dzialanie na szkode firmy nie romansu.
              • kora3 Re: No podziwiam Babo :) 09.05.13, 14:41
                smile
                No z tym działeniem to mamy akurat takie samo zdanie. Ale po mojemu, to kobieta mogła poczuć się skrzywdzona odrzuceniem przez Matylde i jej meza i tak się mscić.
                • baba67 Re: No podziwiam Babo :) 09.05.13, 14:52
                  Ale ona przeciez to robila caly czas nie pod koniec chyba ze ja zle zrozumialam Matylde.I dlaczego mialaby sie mscic, przeciez nie zostala wyrzucona z pracy, a Matylda sie dowiedziala o wszystkim bardzo pozno.
                  Socjopatka, jak nic.(niedlugo bede czytac o psychopatach, to dopiero beda wypowiedzi).
            • baba67 Re: No podziwiam Babo :) 09.05.13, 14:49
              Gdyby facet byl bezdzietny to co innego.W sytuacji kiedy ludzie sa stosunkowo mlodzi a znaja sie od liceum a czasem i dluzej, bywa ze sa ze soba, bo zadnej innej rzeczywistosci nie znaja i ciezko ja sobie wyobrazic.A nie znaja bo nie bylo zadnego impulsu zeby chciec byc z kim innym.Zwiazek jak zwiazek wspolne wspomnienia, niekiedy przezyte trudne chwile, i tak leci do slubu. Bywa ze jeszcze prze pojawieniem sie dzieci a zmiana sytuacji zawodowej spotykaja kogos i to jest ta inna cudowna rzeczywistosc.
              Maja szanse na cudowne malzenstwo bo dobor jest jak w korcu maku. i szczerze mowiac nie wiem czy nie szkoda takiej okazji zmarnowac.Ale dzieci-dzieci to co innego.To juz krzywda,rozbijac przyzwoicie funkcjonujaca rodzine.
              On sie w Tobie zakochal bo wlasnie taka jestes.To kwadratura kola., w chetnej do rozbijania rodziny by sie nie zakochal.
              • kora3 Re: No podziwiam Babo :) 09.05.13, 14:55
                baba67 napisała:

                > Gdyby facet byl bezdzietny to co innego.

                Acha, czyli z bezdzietnymi mozna do woli, bo przecież jego bezdzietna żona nie ma uczuć i nic jej nie obejdzie, ze ją ukochany maż tnie w rogi, prawda?

                .A nie znaja bo nie byl
                > o zadnego impulsu zeby chciec byc z kim innym.Zwiazek jak zwiazek wspolne wspom
                > nienia, niekiedy przezyte trudne chwile, i tak leci do slubu. Bywa ze jeszcze p
                > rze pojawieniem sie dzieci a zmiana sytuacji zawodowej spotykaja kogos i to jes
                > t ta inna cudowna rzeczywistosc.


                Babo, nie pleć. Jaka "rzeczywistość" - to wlasnie nasza relacja byla nierzeczywista! Przecież nie wiedział, jak to jest życ ze mną, mieszkać, spedzać wakacje. Nie znał mnie praktycznie, ani ja jego.

                > Maja szanse na cudowne malzenstwo bo dobor jest jak w korcu maku. i szczerze mo
                > wiac nie wiem czy nie szkoda takiej okazji zmarnowac.Ale dzieci-dzieci to co in
                > nego.To juz krzywda,rozbijac przyzwoicie funkcjonujaca rodzine.


                Babo, na serio pleciesz. Przyzwoicie? Jak gośc kocha inną i chce z nią być to nie jest przyzwoite funkvcjonowanie Babo!

                > On sie w Tobie zakochal bo wlasnie taka jestes.To kwadratura kola., w chetnej d
                > o rozbijania rodziny by sie nie zakochal.

                A skąd mozna to wiedzieć! Nie pamietam, bym deklarowala taka niechęc (okazji nie było chyba), ale tak czy owak - mogło się tak spokńczyć i do de zz dekl;aracja
                • baba67 Re: No podziwiam Babo :) 09.05.13, 15:07
                  Oczywiscie ze ma uczucia i oczywiscie ze to ja rani, tyle tylko ze ona tez ma szanse na inna jakosc zwiazku.Chyba nie czytala uwaznie tego co napisalam, odnioslam sie do bardzo specyficznej grupy zwiazkow pt jestesmy razem od piaskownicy.
                  Co to znaczy KOCHA INNA? Kochac to mozna po pewnym czasie bycia razem, na poczatku to mu na mozg pada.
                  Zawsze jest ryzyko ze lepsze jest wrogiem dobrego.I nie zachecam nikogo do polowania na zonatych z przedszkolna miloscia.Opisuje tylko pewien mechanizm, sila bezwladnosci w zwiazkach potrafi byc naprawde ogromna niekoniecznie pozytywna.
                  • kora3 Babo, ale każda relacja ludzka jest INNA 11.05.13, 10:08
                    i nie da się wtłoczyć w schemat pt. jesli są parą od piaskownicy to na bank cos tam, a jesli od 3 lat (np. ) to coś tak.

                    A z tym co napisałaś, ze taka żona moze sobie ułożyć zycie z kimś innym, to daruj, ale Matrixsmile KAZDY moze sobie, co pokazuje wiele przykladow z życia ... Takze bardzio zranieni, dzietni itd. No i ?

                    Kiedy ktoś kocha i jest zdradzany, czy porzucany i jest w rozpaczy, sprobuj mu powiedzieć "
                    A wiesz, na pewno znajdziesz sobie lepszego/lepsza"smile
                    • baba67 Re: Babo, ale każda relacja ludzka jest INNA 11.05.13, 10:42
                      Ale opatrznie mnie zrozumialas.Probowalam zrozumiec dlaczego ten Twoj gosciu sie tak rzucil sie na Ciebie jak szczerbaty na suchary. Bo niby wszystko w jego zwiazku bylo jak trzeba-dluga znajomosc, wspolne przezycia , facet z natury uczciwy zdawaloby sie ze ta kobieta powinna byc dla niego calym swiatem.Ale cos nie do konca bylo tak. Moze wlasnie zwiazek z bezwladnosci?
                      Oczywiscie kazda zdrada boli i nikomu jej nie doradzam, ale sa pewne zastanawiajace zachowania. Jesli sa dzieci zaczyna sie duza odpowiedzialnosc i nie ma co gdybac.
                      • kora3 hmmm 11.05.13, 10:54
                        no widzisz Babo - wbrew temu co się wydaje, geneza zdrady bywa rozna i czasem zdrada jest powodem rozpadu zwiazku, ale znacznie czesciej bywa ona skutkiem, a nie przyczyną tegoż.

                        No właśnie dlaczego gośc się "rzucił"? I dlaczego akurat na mnie? W tej firmie mogł spotkać i spotykał codziennie kobiety najróżniejsze, w tym obiektywnie bardziej atrakcyjne ode mnie.
                        A ja? Owszem, mój zwiazek sie rozpadał, ale TEŻ spotykalam meżczyzn atrakcyjnieszych od niego, którzy nie mieli skomplikowanej sytuacji życiowej i spokojnie mogłabym sobie z nimi poromansowac, ba nawet się zwiazaćsmile
                        Ale stało się, jak się stało, dzika chemia pojawiła się akurat miedzy nami. I żadne z nas wcale nie było "poszukiwaczem" romansu. Przeciwnie - nasza relacja była poczatkowo czysto kolezeńska, fajnie na się gadało i tyle.
        • matylda1001 Re: Mati, moim zdaniem, gość te Elę 12.05.13, 01:39
          kora3 napisała:

          > Teraz rodzi się pytanie: dlaczego kobieta jak sama piszesz o zbieznym z Twoim podejsciem do związkow, podobno w szczesliwym zwiazku poszłą na taki układ z gosciem. No prawdopodobnie dlatego, ze w związku az tak jak ci sie zdawało szczesliwa nie była, a gosc ją sprytnie omotał, bo miał zwyczajnie doswiadczeniesad <

          Nie tylko mi się nie zdawało, ale wiedziałam na pewno, że az TAKA szczęśliwa to nie była. Przed ślubem zakochana po uszy.. pewnie on byłby się z nią nie ożenił, gdyby nie zaszła w ciążę. Jest inteligentna i zdawała sobie z tego sprawę, zresztą rozmawiałyśmy o tym. W ich związku nie było ani wzlotów ani upadków, do czasu. Że doświadczony gość omotał gąseczkę, powiadasz... No, w każdym razie nie wyrwał jej z kochających, mężowskich ramion. Moim zdaniem oboje tego chcieli, nie licząc się z nikim i z niczym.

          > Umiałabyć mnie potepić jako moja przyjaciołka za te miłosc głupią? Albo jako jego przyjaciółka za jego?
          Sorry za osobiste wynurzenia, ale szczerosc za szczerosc smile <

          Dziękuję smile Nie, nie potępiłabym. Wręcz przeciwnie, jestem pełna szacunku dla Twojego rozsądku i odpowiedzialności. Eli tego zabrakło, niestety...
          • kora3 To mi wiele wyjaśniło Matyldo ... 12.05.13, 12:31
            matylda1001 napisała:
            >
            > Nie tylko mi się nie zdawało, ale wiedziałam na pewno, że az TAKA szczęśliwa to
            > nie była.


            No to masz wstepnie odpowiedź na to, dlaczego wdała się w romans.

            Przed ślubem zakochana po uszy.. pewnie on byłby się z nią nie ożeni
            > ł, gdyby nie zaszła w ciążę.


            Wiesz, ja znam swietny sposob na to, żeby nie "zaliczyć wpadki" z kimkolwiek, a szcxzególnie z kimś kogo się nie kocha i nie planowałoby wspólnego życia. Jest to sposób pt. "nie bzykać się z taką osobą" smile albo li też, jesli się nie moze zrezygnowac z bzykania sposób nr 2 "zabezpieczać się na amen".
            Biedny żuczek z pana - zenić się "musiał" no patrz pani smile

            Że doświadczony gość omotał gąseczkę, powiadasz... No, w każdym razie ni
            > e wyrwał jej z kochających, mężowskich ramion.


            No i to własnie wiele mi wyjaśnia. Kobieta pół życia moze zyła w przekonaniu, że gośc z nią jest, bo zrobił jej dziecko i nie kocha jej. Maz najwyraźniej nie starał sie tego wrazenia zmienić. Nie dziwi mnie specjalnie, ze czująca się niedocenioną, nieatrakcyjną dla meza kobita dała się wkrecić "staremu" ( wsensie doswiadczenia, nie wieku) donzuanowi.

            Moim zdaniem oboje tego chcieli,
            > nie licząc się z nikim i z niczym.


            A przepraszam - z kim się mieli liczyć? Ona mezem, który jej nie kochał i nie doceniał? Z Tobą, bo Ty jej przyjaciółka nie uznajesz zdrad? No aj spokój.
            A on? Z obcym gosciem jakimś?

            >
            > Dziękuję smile Nie, nie potępiłabym. Wręcz przeciwnie, jestem pełna szacunku dla T
            > wojego rozsądku i odpowiedzialności. Eli tego zabrakło, niestety...


            Miło mi Matyldo i choć jak kazdy lubię być chwalonasmile z rzetelnoscią i szcxzeroscią musze Ciebie wyprowadzić z błędu.
            Ja przez całe życie unikałam sytuacji wchodzenia w relacje z panami (a wczesniej chłopcami) zajetymi z egozimu, a nie ze szlachetnosci. Nie krecą mnie dramatyczne sytuacje, "odbijanie" itp. Zawsze uwazałam, ze niektórych problemów nie da się w zyciu uniknąc, ale nie nalezy generować ich sobie samemu. A tego typu sytuacje uwazam za generowanie włąsnie.

            Chodziłam do meskiej klasy w sredniej szkole, studiowałam dziennie na kierunku, gdzie dominowqali faceci, byłam zawsze towarzyska i nie miałam problemów z tym, by mieć chłopaka na swoją miarę i wolnego. Dlatego też tak na serio nigdy się praktycznie nie "zderzylam" z sytuacją zaangazoawania się w zajetym. Zdarzyło mi się jednak zaangazować w wolnych, podczas gdy ja sama byłam w jakimś zwiazku. Ale to był "no problem", bo te zwiazki były takie, że mozna je było bezkolizyjnie z mojej strony zakończyć - zero wspolnego mieszkania, dzieci, ślubów itd. Dwa razy byłi po zareczynach, ale co z tego?smile

            W zwiazku z powyższym dla mnie wizja spotykania się i romansowania z kimś żonatym (czy nieformalnie powaznie zajetym) byla czysto ILUZORYCZNA Matyldo. Do pewnego wieku (tak ok. 24 lata) obracałam się prawie wyłącznie w środowisku ludzi wplnych, a jesli zajetych, to w temacie "chodzenie", a nie jakieś zwiazki z załozenia na całe życie. W tej sytuacji bardzo latwo było wypelniac złozoną sobie deklarację, że z zjatym panem to nigdy w życiu. - przyznasz.

            Kiedy poznałam tamtego gościa zwyczajnie nie byłam przygotowana na taką relację. I pewnie gdybym była szczesliwa w małzeństwie, ba bodaj zadowolona smile w nim, to moja relacja z tym człowiekiem nie wykroczyłaby poza fajne kolezeństwo. Alw włąsnie NIE BYŁAM i tu jest pies pogrzebany.
            Fakt, że ten pan nie był bynajmniej jedynym w tamtym okresie, który miałby ochote na bliższą ze mną znajomośc. Tylko, ze ja nie miałąm na serio na takie znajomosci (inne niż kolezeńśkie) ichoty. I znow - nie dlatego, że jestem/byłam b. szlachetna i działo się tak w związku z tym, ze miałam meza. Latał mi on już zupełnie, tylko nie chciał mi się wyprowadzić, a ja bylam po tym pozal się Boze "zwiazku" tak wypompowana emocjonalnie, że kopletnie do czasu tego goscia nie miałam w sobie żadnych damsko-meskich porywów.
            Rzecz w tym, ze z tym człowiekiem my się nie podrywaliśmy, nie flirtowalismy. Po prostu ROZMAWIALIŚMY i ja te relację postrzegałąm poczatkowo czysto kolezeńsko takze ze swojej strony.
            Kiedy ta relacja się zmieniła bylam po prostu bezradna, bo bardzo zaangazowałam się emocjonalnie .
            Czy bylam rozsoądna wowczas - tak. Czy potrzebnie? No per saldo - teraz wychodzi mi, ze tak, ale wiele miałam w zyciu potem sytuacji, gdy myslalam, co byłoby gdyby. Gdybym teraz była w podobnej sytuacji? No nie byłabym już w takiej, jak z eksmezem na pewno - za mądra jestem jużsmile. Ale zakładając? Peewnie skonsumowałabym taką miła znajomosc, ale tak, by poza tą konsumpcją nie było konsekswencji w postaci rozwódow, placzacych zon i dziatków.

            Wiem, straciłam teraz w Twoich oczach- ale taka jest Matyldo prawda. ja pozować na skrzyzowanie św. Katarzyny i Matki Teresy z Kalkuty pozować nie mam zamiaru (nie, ze podejrzewam, ze ktoś pozuje - dla formalnosci podkreślam). Gdyby tamto uczucie zdrzyło i się w innym czasie i okolicznosciach NIE WIEM, jak postąpiłabym smile
            • baba67 Re: To mi wiele wyjaśniło Matyldo ... 12.05.13, 12:40
              To co opisujesz to pragmatyczne poczucie przyzwoitosci-cecha wciaz warta szacunku.
              • kora3 Babo, czytalaś co napisałam ?:) 12.05.13, 13:10
                baba67 napisała:

                > To co opisujesz to pragmatyczne poczucie przyzwoitosci-cecha wciaz warta szacun
                > ku.


                To, co opisuję z czasów przed tym gosciem to jest tzw. dobry egoizm. Nie robię czegoś, bo mi się to nie opłaca, moze na mnie sprowadzić klopoty, nie potrzebuję tego.
                To co zrobiłam podczastej znajomosci to ww. i zwyczajny strach - mam tyle problemow z (aktualnym jeszcze) mezem i nie wiem czy nowe bym udźwignęla.
                To o czym pisze w nnych (teoretycznych) okolicznosciach to znów zdrowy egoizm - skorzystalabym, ale BEZ klopotów dla mnie, a takimi byłby zwizek z gosciem obarczonym dziećmi (i alimentami), była zona wojująca itd.
                • baba67 Re: Babo, czytalaś co napisałam ?:) 12.05.13, 13:18
                  No wlasnie-pragmatyczne poczucie przyzwoitosci w czystej postaci.
                  • kora3 nie :) 12.05.13, 13:42
                    dobry egozim w czystej postaci Babo smile Gdynym teoretycznie teraz miała taką sytuację, to wszak napisałam : skonsumowalabym, nie baczac na kochającą zonę czekającą w domu i dzieci. Tylko tak, żebym potem nie miała jeczenia, gróźb, prpśb
                    • baba67 Re: nie :) 12.05.13, 13:54
                      Przeciez na tym sie zasadza poczucie przyzwoitosci- nie krzywdzic.Jaka krzywda stanie sie zonie jesli nie tylko sie nie dowie, a malzonek w poczuciu winy bedzie dla niej lepszy?
                      Dla mnie poczucie przywoitosci nie ma specjalnie powiazan religijnych.
                      • kora3 Re: nie :) 12.05.13, 13:59
                        Hmmm no na razie się nie dowie, życie pokazuje, ze czasem się dowiaduje. Czy bedzie lepszy? Nie wiadomo. Z popczucia winy? Przykre
                        PS. Nie zrozumialam z religijnoscią
                        • baba67 Re: nie :) 12.05.13, 14:07
                          No to nie skonsumujesz.
                          • kora3 Re: nie :) 12.05.13, 14:12
                            Gdybym była teraz w takiej sytuacji skonsumowałabym Babo. Tylko nie z załozeniem, zeby facet sie rozwodził i tak dalej. A jesli babka, znaczy zona by się mnie czepiła ustawilabym ją do pionu przy pomocy prawnika.
                      • kora3 A poza tym wcale nie idzie 12.05.13, 14:06
                        o niekrzywdzenie kogoś, tylko o mój komfort Babosmile
                        nie mam ocjoty dyskutować z jakąs zdesperowaną kobitą, która mi opowie o tym, jak się poznała ze swoim mezem (a moim kochankiem) oraz o ciezkich porodach smile Rozumiesz Babo? Nie dorabiajmy ideolo do rzeczywistoscismile Mnie się zwyczajnie nie chciałoby z czymś takim zmagać, a nie zem taka przyzwoitasmile
            • matylda1001 Re: To mi wiele wyjaśniło Matyldo ... 13.05.13, 19:17
              kora3 napisała:

              > Biedny żuczek z pana - zenić się "musiał" no patrz pani smile<

              Nie musiał się żenić, chciał, skoro miał mieć dziecko. Żona wstrętu w nim nie budziła, ale nie ożeniłby się, bo taki ma charakter. Możliwe, że z żadną by się nie ożenił.

              > Kobieta pół życia moze zyła w przekonaniu, że gośc z nią jest, bo zrobił jej dziecko i nie kocha jej. Maz najwyraźniej nie starał sie tego wrazenia zmienić. Nie dziwi mnie specjalnie, ze czująca się niedocenioną, nieatrakcyjną dla meza kobita dała się wkrecić "staremu" ( wsensie doswiadczenia, nie wieku) donzuanowi. <

              Krzywdy jej nie robił i chyba kochał. Twierdzi, że nadal kocha, i ja mu wierze, skoro po tym wszystkim z niej nie zrezygnował. Chociaż w pierwszej chwili chciał się rozwieść. I tu... nie chcę sobie przypisywać jakiejś szczególnej zasługi... ale to ja go prosiłam, żeby jeszcze raz wszystko przemyślał.
              Dała się wkręcić? Do tanga potrzeba dwojga, a romans na gwałcie sie nie opiera.

              >A przepraszam - z kim się mieli liczyć? Ona mezem, który jej nie kochał i nie doceniał? Z Tobą, bo Ty jej przyjaciółka nie uznajesz zdrad? No aj spokój. A on? Z obcym gosciem jakimś?<

              A chociażby z własnymi, dorastającymi dziećmi? Ona ma córkę, on dwie córki i syna. Jej córka (teraz już mężatka) do dziś się z tym wszystkim nie może uporać. Przeżyła szok i straciła szacunek do matki. Ma żal do ojca, że się z mamusią nie rozstał.

              > Czy bylam rozsoądna wowczas - tak. Czy potrzebnie? No per saldo - teraz wychodzi mi, ze tak,<

              No właśnie, Eli tego zabrakło. Być może teraz sama by to napisała, gdyby wtedy się oparła.

              >Peewnie skonsumowałabym taką miła znajomosc, ale tak, by poza tą konsumpcją nie było konsekswencji w postaci rozwódow, placzacych zon i dziatków. <

              Na tym polega odpowiedzialność.

              Widzisz, Koro... w moim środowisku zawodowym, rozwody na nikim nie robią wrażenia. Ludzie w moim wieku sa już bardzo często w drugim związku formalnym, a nieformalnych nikt nie liczy. No, chyba, że naprawdę długi. Przyzwyczajona jestem. Sama też miałam niejedną okazję i teraz tez by o to nie było trudno. Przed eksperymentami powstrzymuje mnie nie tylko miłość i szacunek do mojego męża, do moich dzieci, ale też szacunek do samej siebie.
              • kora3 Re: To mi wiele wyjaśniło Matyldo ... 13.05.13, 20:20
                matylda1001 napisała:
                >
                > Nie musiał się żenić, chciał, skoro miał mieć dziecko. Żona wstrętu w nim nie b
                > udziła, ale nie ożeniłby się, bo taki ma charakter. Możliwe, że z żadną by się
                > nie ożenił.


                Matyldo ale tak szczerze - uwazasz taka sytuacje i swiadomość jej za komfortową dla eksprzyjaciołki Eli?
                >
                > Krzywdy jej nie robił i chyba kochał.

                Wiesz, w zwiazku to, zeby sobie nie robić krzwdy jest warunkiem koniecznym, ale nie wystaczającym - przynajmniej większosci. Chyba kochal powiadasz...No ale zona sie chyba kochana nie czula, bo chyba zwierzala sie z tego przyjaciółce

                Twierdzi, że nadal kocha, i ja mu wierze,
                > skoro po tym wszystkim z niej nie zrezygnował.

                A ja nie smile

                Chociaż w pierwszej chwili chci
                > ał się rozwieść. I tu... nie chcę sobie przypisywać jakiejś szczególnej zasługi
                > ... ale to ja go prosiłam, żeby jeszcze raz wszystko przemyślał.



                No i myslący jest - wczesniej przemyślal, że zrobił dziecko - wypada się zenić (moze też mu ktoś doradził) teraz przemyślal, ze moze nie wypada się rozwodzić po tylu latach, albo nie oplaca się ...

                > Dała się wkręcić? Do tanga potrzeba dwojga, a romans na gwałcie sie nie opiera.

                Owszem, ale doswiadczony romansowicz (plec dowolna) oraz sytuacja niespelnienia w zwiazku mogły wiele tu zdzialac - wierz mi smile

                >
                > A chociażby z własnymi, dorastającymi dziećmi? Ona ma córkę, on dwie córki i sy
                > na.


                No i to znaczy, że trzeba zrezygnowac już ze swego życia?

                Jej córka (teraz już mężatka) do dziś się z tym wszystkim nie może uporać.
                > Przeżyła szok i straciła szacunek do matki. Ma żal do ojca, że się z mamusią ni
                > e rozstał.


                Chyba jakaś ten no dziwna - szok? Dorosla osoba?
                >
                >
                > No właśnie, Eli tego zabrakło.

                |Bla w innej sytuacji, okolicznościach i pan pewnie byl bardziej zdecydowany smile


                > Na tym polega odpowiedzialność.


                Nie Mati - jak piszę wyzej do Baby - to czysty zdrowy egoizm i banie o swój komfort. Ale kazdy romans moze sie wydać - czy sie tego chce (bywa czasem) czy naprawde nie


                > Sama też miałam niejedną okazję i teraz tez by o to nie było trudno.

                Nie watpię ...

                Przed eks
                > perymentami powstrzymuje mnie nie tylko miłość i szacunek do mojego męża, do mo
                > ich dzieci, ale też szacunek do samej siebie.


                A mnie miłośc d mego partnera, tylko. Gdybym była singlowa przed romansem (romansem, a nie pakowaniem sie w jakieś zwiazki, gdzie bylabym trzecią) powstrzymywałoby mnie perspektywa klopotow DLA MNIE.
    • annthonka Re: Pytanie do zwolennikow/czek informowania - se 13.05.13, 23:44
      To ja może od tej drugiej strony...
      Byłam ostatnią osobą, która dowiedziała się, że mąż mnie zdradza. Komórki nie były jeszcze tak powszechne, mąż sporo czasu w delegacjach, ja najpierw w ciąży a potem z niemowlakiem - łatwo było mu tajniaczyć. Znajomi wiedzieli, ale bardzo długo mi nie mówili, bo... nie chcieli mnie denerwować (a dowody mieli ewidentne). W końcu jedna życzliwa dusza zdecydowała się mnie oświecić. Poczucie wściekłości i upokorzenia, że przez tyle czasu było się obiektem ploteczek towarzyskich - bezcenne.
      Stąd też ja bym powiedziała. Ale prawdę, a nie swoje wnioski. Czyli jeżeli zobaczyłabym męża koleżanki wręczającego jakiejś pani bukiet przy kolacji w restauracji to nie leciałabym do koleżanki z tekstem, że ją mąż zdradza, tylko że go spotkałam w knajpie jak jakiejś lasce bukiet wręczał. A resztę niech sobie wyjaśniają sami.
      • kora3 Ale Anthonko 14.05.13, 00:21
        Wszyscy już chyba z grubsza się zgodzili, że jesli już informowanie to o faktach. Akurat Twoja sytuację dobrze rozumiem z autopsji smile ale ten watek jest o czym innym.

        Zadalam pytanie, jak zachowaliby sie forumowicze, gdyby osobą zdradzającą (np.) nie jest mąż przyjaciółki, ale ta przyjaciólka (przykladowo oczywiscie).

        Tutaj, jak nie bez pewnego zdziwienia doczytałam wiekszosc ludzi przyjaźni się także z "połowkami" swoich przyjaciół, ale zakładam, ze mogą istnieć dziwolągi typu ja, że np. siostra ma jest mi blizsza niz szwagier, przyjaciel niz jego partnerka, a przyjaciółka niz jej maż.

        No i dochodzi do sytuacji, kiedy człowiek dowiaduje się o tym, że ta własnie blikska osoba np. zdradza. Tez pójdziesz do znanego np. na "czesc" meza kolezanki i powiesz mu, ze widziałaś, jak ta kolezanka dostała od jakiegoś pana bukiet kwiatów, czy nie?
        • annthonka Re: Ale Anthonko 14.05.13, 00:44
          kora3 napisała:

          > Wszyscy już chyba z grubsza się zgodzili, że jesli już informowanie to o faktac
          > h. Akurat Twoja sytuację dobrze rozumiem z autopsji smile ale ten watek jest o czy
          > m innym.

          Przepraszam, rzeczywiście odpowiedziałam obok tematu. Zmęczenie robi swoje smile

          > No i dochodzi do sytuacji, kiedy człowiek dowiaduje się o tym, że ta własnie bl
          > ikska osoba np. zdradza. Tez pójdziesz do znanego np. na "czesc" meza kolezanki
          > i powiesz mu, ze widziałaś, jak ta kolezanka dostała od jakiegoś pana bukiet
          > kwiatów, czy nie?

          Jeżeli nie mam twardych dowodów (a bukiet kwiatów od jakiegoś pana to żaden dowód) to nic nie powiem, ale jeżeli dowody twarde są to porozmawiałabym najpierw z przyjaciółką. Jeżeli przyjaciółka zamierza kontynuować taki układ, to zapewne rozluźniłabym z nią kontakty, dopóki nie zaprzestanie niecnego procederu. Facetowi znanemu tylko "na cześć" pewnie bym nie powiedziała.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja