Chore dziecko, a matka?

11.05.13, 11:15
Wczoraj byłam świadkiem takiej scenki. W kawiarnianym ogrodku siedziała grupka pań ok. 30-stki oraz jedno dziecko. Dziecko na oko mogło mieć z 7-8 lat i bylo w sposób widoczny upośledzone. Chłopiec co jakiś czas przejawiał zachowania autoagresywne i agresywne. Np. w pewnym momencie uderzył głosno w twarz jedną z pań przy stoliku. Matka zwrociła mu uwage, ze tak się nie robi, a tamta kobieta najwyraźniej przyzwyczajona do takiego zachowania dziecka nie zareagowala.
Po jakimś czasie do stolika podeszła kelnerka przyjąc zamówienie. gdy pochylila się nad stolikiem (pewnie,zeby lepiej słyszec co mówi zamawiajaca, bo w ogródku panowal gwar) chlopiec z pięsci uderzył ją w twarz. Dziewczyna się aż zachwiała. Matka powiedziała mu, ze tak nie wolno robić, ale do kelnerki nie powiedziała NIC! Kiedy dziewczyna przyniosla zamowione napoje dziecko z calej siły kopneło ją w nogę. Kelnerka zwróciła matce uwagę, by panowała nad dzieckiem - panie przy stole sie oburzyły: nie widzi, ze dziecko jest niepełnosprawne? No raczej widzi, ale to nie znaczy, że ma wiedzieć, ze ono wszystkich okłada i a sie godzic nas to, że okłąda ją.
Kiedy kelnerka odeszla panie głosno komentowały jej brak empatii i chamstwo (!!!). Pozwoliłam sobie na uwagę, że jesli się ma dzieci i zabiera je w publiczne miejsca, to nalezy nad nimi panować bez względu na to ile dziecko ma lat i czy jest pełno, czy niepełnosprawne.
Panie (jak wspomniałam ok. 10 lat młodsze ode mnie) "rzuciły" sie na mnie: ze nie mam serca, ze nie wiem co to znaczy mieć takie dziecko, a jedna naqwet "złożyła" mi życzenia, bym takie miała. Nie rozwijałam już tematu z tymi chamskimi kobietami, bo po co. I tak nie zrozumieją w czym rzecz.

Czesto mam okazję stykac się z dziecmi niepełnosprawnymi, w róznym zakresie i stopniu. Takze intelektualnie. Nie budzą mojej niechęci, ani lęku. Ale do jasnej Anielki! ich rodzice/opiekunowie wiedzac, ze dziecko jest np. agresywne, czy moze być napastliwe OSTRZEGAJĄ przed tym zanim coś zrobi oraz zwracają szczególną uwagę na nie.
Ja sobie zdaję doskonale sprawę, ze moze to być trudne, bo i zdrowe dzieci są czasem wyjątkowo złosliwe i odporne na zakazy, ale trudno, zeby ktoś dał się bić i kopac, bo ktoś inny ma chore dziecko. Dodam, że jesli już dziecko cos mimo szczególnej uwagi rodzica zrobiło, to wypadałoby powiedzieć "Przepraszam" za nie, a nie traktować sprawę, jako normę.
    • bene_gesserit Re: Chore dziecko, a matka? 11.05.13, 14:03
      Moim zdaniem, skoro obie panie wiedziały, jak może wyglądać wizyta w kawiarni, powinny zachowywać się w taki sposób, żeby nikomu się nie dostało - np zamiast czekać na przyjście kelnerki, zamówić przy barze, powiedzieć, żeby podano zamówienie od ich strony, bo chłopczyk ma problem z panowaniem nad sobą itd. Za dziecko pod opieką dorosłego odpowiada dorosły. Chłopiec, oczywiście, nie był winien niczemu, ale te dwie panie były wyjątkowo głupie po prostu.
      • kora3 Nikt dziecka nie obwinia Bene 11.05.13, 14:32
        W kazdym razie, ja na pewno. Sprawa nie dotyczyla tylko 2 pan, przy stoliku siedziało ich z 5-6.
        Bardzo wspóółczuje zarowno ludziom niepelnosprawnym, jak i ich rodzinom. Wiele taki osób i rodzin, jak wspomniałam, znam. Ale wg nie nie moze być tak, ze takie osoby i ich opiekunowie to swiete krowy. Zresztą nie tylko takie osoby, ale dzieci w ogole.

        Moj znajomy ma taką sytuację, ze czesto pracuje na noce. Wraca mało co po godz. 6 rano, bierze prysznic i idzie spać. Nie dane jest mu pospać, bo ok. 7.30 sasiadka jego wychodzi z dzieckiem (pewnie do przedszkola, babci, niani) i to dziecko niemozebnie sie wydziera na klatce schodowej (mialam okazje słyszeć tylko o innej godzinie i w weekend) Ono nie mówi, ono się drze ! Kolega już rozmawiał z matką wiele razy - ona problemu nie widzi, jest poza ciszą nocną, dziecko tak reaguje - nie chce isc wiec krzyczy. Tylko, ze ona wezwała straz miejską na innego sasiada, że u niego jest glośno (impreza) i JEJ DZIECKO spać nie moze. Ok, ale była 21 wiec TEZ poza ciszą nocną, nie? I ten sasiad zrobił ompreze urodzinbową RAZ na rok, a jej dziecko drze się każdego ranka (nie tylko zresztą ranka, bo drze się zawsze jak wychodzą)
    • kol.3 Re: Chore dziecko, a matka? 11.05.13, 18:08
      Ja nie wiem czy takiej agresji nie można opanować lekami. W końcu dziecko zrobi komuś krzywdę i sprawa znajdzie się w sądzie, o odszkodowanie..
      W nadmorskiej tawernie idę między stolikami z talerzem gorącej zupy, dziecko lat 4 jeździe miedzy stolikami na plastikowym samochodzie odpychając się nogami wjeżdża mi prosto pod moje nogi. Uratowałam głowę dziecka i swoje ręce od gorącej zupy, ale trochę emocji było. No i oburzenie siedzących obok państwa, ze o co mi chodzi, dziecko się ładnie bawi, a ja jestem nieprzyjazna dzieciom itd.
      • vi_san Re: Chore dziecko, a matka? 11.05.13, 21:47
        Też bym była nieprzyjazna. smile
    • gazeta_mi_placi Re: Chore dziecko, a matka? 11.05.13, 21:09
      Moim zdaniem jeżeli matka nie panuje nad swoim dzieckiem (czy chorym czy co często się zdarza we współczesnych czasach - zdrowym) nie powinna je zabierać w takie miejsca gdzie inni przychodzą dla spokoju i relaksu, jak kawiarnia czy restauracja.
      No trudno.... Czasem niestety trzeba z pewnych rzeczy i miejsc zrezygnować.
    • matylda1001 Re: Chore dziecko, a matka? 12.05.13, 02:03
      Dziecko niepełnosprawne intelektualnie, podobnie jak zdrowe, też może być dobrze, albo źle wychowane. No, ale skoro wychowanie zdrowego dziecka kosztuje tyle trudu, to chorego o wiele więcej. Rodzice czasami nie potrafią, a czasami zwyczajnie nie mają siły i w problematycznych sytuacjach zachowują sie biernie, licząc na wyrozumiałość otoczenia. W każdym razie w omawianym przypadku zachowanie tak dziecka, jak i matki, a nawet jej koleżanek, jest niedopuszczalne.
      • claratrueba Re: Chore dziecko, a matka? 12.05.13, 07:19
        matylda1001 napisała:

        > Dziecko niepełnosprawne intelektualnie, podobnie jak zdrowe, też może być dobrz
        > e, albo źle wychowane.

        To nie do końca tak jest. W przypadku dużego upośledzenia, pewnych zespołów w ogóle nie można mówić o "wychowaniu" czyli wpajaniu norm, bo dziecko nie jest w stanie ani ich pojąć, ani zastosować. Tylko, że agresja nie jest nieodłączną cechą niepełnosprawności intelektualnej a jest efektem jakiegoś czynnika- np. poczucia strachu w syt., w której dziecko czuje się nieswojo a nie może tego zakomunikować. Opisana przez Korę syt. właśnie taka jest- obce miejsce, opiekunka zajęta swoimi koleżankami. I dziecko o specjalnych potrzebach, które nie są zaspokajane. Bo pewnie wystarczyłoby gdyby matka bardziej zainteresowała się dzieckiem, być może gdzieś wyszła z nim, pokazała coś ciekawego, co pozwoliłoby wytłumić te emocje, dać poczucie zainteresowania nim a problem by zniknął. Niestety, przyjęła postawę bierną- nie zrobię nic, żeby inni nie odczuli problemu. "Bo skoro ja to znosić muszę to inni też". Nie jest to jakaś postawa typowa, ale niestety, dość częsta.
        • vi_san Re: Chore dziecko, a matka? 12.05.13, 09:58
          Zgadzam się, że nad dzieckiem niepełnosprawnym umysłowo nie zawsze da się zapanować.
          Natomiast reakcja opiekunów dziecka - to inna kwestia. Nie mogła któraś z pań pofatygować się do baru po karty i uprzedzić "Proszę podejśc do stolika do strony PRZECIWNEJ, niż siedzi dziecko, ponieważ chłopiec jest chory i może wyniknąć niemiła sytuacja". Nie mogła mamunia uprzedzić podchodzącej już kelnerki? A jeśli juz doszło do aktu agresji wobec kelnerki - zakichanym obowiązkiem tej matki było PRZEPROSIĆ kelnerkę! Nie wnikam, jak odnosi się do swojego dzicka - ona je zna najlepiej i wie, jak z nim postępować. Ale wobec kelnerki mama wykazała się po prostu skrajnym chamstwem! I tu nie ma dyskusji... Podobnie jak bezdyskusyjne jest późniejsze komentowanie "chamstwa" kelnerki, która śmiała zwrócić uwagę aby dziecko jej nie biło!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja