dorota_paz
14.05.13, 12:43
Dzień dobry
W zeszły piątek, a więc całkiem niedawno temu, zadzwoniła do mnie siostra cioteczna mojego męża i zaprosiła nas (mnie i męża) na imieniny do swojego syna w sobotę. Syn skończył 16 lat w marcu. Ostatni raz widzieliśmy się z nim na Wielkanos - zwykły, sympatyczny chłopak. Nigdy dotąd jednak na urodziny / imieniny do osób w tym wieku nie chodziliśmy. Najstarsza dziewczynka, której mama zaprosiła nas na urodziny kończyła wtedy 9 lat...
Przyjechaliśmy na umówioną 17:00 z prezentem. Dzwonimy, witamy się z rodzicami solenizanta a tu okazuje się, że: a) solenizanta nie ma, bo wyszedł rano i wróci pewnie dopiero koło 23:00, b) solenizant wcale nie chciał, żeby rodzice mu cokolwiek organizowali i dowiedział się o tym fakcie dopiero w swoje imieniny (więc na znak protestu wyszedł do znajomych i napisał SMSa, że wraca dopiero o 23:00), c) rodzice solenizanta mimo to zorganizowali imprezę bez niego, d) nikt z rodziny solenizanta nie zobaczył, bo ostatni goście wyszli o 22:30 (my godzinę wcześniej).
Czułam się trochę niezręcznie w trakcie tej imprezy. Mąż się ze mnie śmieje i mówi, że przynajmniej pogadaliśmy sobie z rodziną i napiliśmy się dobrej nalewki. Ale przecież mogliśmy się z rodziną spotkać bez takiej dziwacznej okazji jak imieniny nieobecnego solenizanta...
Co myślicie o opisanej tu sytuacji, zachowaniu rodziców i solenizanta? Jaki jest Wasz stosunek do organizowania dorastającym dzieciom (14 lat wzwyż) takich imprez przez rodziców?
Pozdrawiam,
Dorota