Dodaj do ulubionych

zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące

23.01.14, 12:40
Witajcie,

mam taki dylemat - na wesele będą min. zaproszeni kuzyni wraz ze swoimi dziećmi. Ot, nic nadzwyczajnego. Problem w tym, że część tych dzieci jest w wieku gimnazjalnym i nie da się wykluczyć, że mają już jakieś sympatie, z kimś tam się spotykają, raczej trudno mówić tu o "związkach". Nie mam pewności, bo kontakty z nimi są rzadkie i nieregularne.

I teraz pytanie - jak się zachować? Kierować do nich osobne zaproszenia, czyli zapraszać wraz z osobą towarzyszącą? Zapraszać tylko moich kuzynów, na zaproszeniu pisząc "wraz z dziećmi" itp.? Nie chciałbym z jednej strony lekceważyć tej młodzieży(?), a z drugiej żeby takie zaproszenia nie zostały czasem dziwnie odebrane. Naprawdę nie wiem, co począć w takiej sytuacji.

HS
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 23.01.14, 13:24
      Z osobami towarzyszącymi zaprasza się dorosłych gości. Zaprosiłabym z taką osobą młodszego gościa gdybym wiedziała, że ma stałą sympatię, ale raczej licealistę niż młodszego gimnazjalistę. Jeśli chodzi o gimnazjalistów, to warto natomiast zadbać aby mieli się z kim bawić - czyli zaprosić jeszcze kogoś z dziećmi w podobnym wieku, posadzić ich razem przy stole.
      Na zaproszeniu trzeba wymienić imiona wszystkich zaproszonych członków rodziny, nie zaprasza się"z dziećmi".
        • aqua48 Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 23.01.14, 14:26
          hans.schmid napisał:

          > Co do tej zabawy, raczej nie uważam, żebym czuł si
          > ę zobowiązany do zapraszania kogoś mniej lub bardziej przypadkowego tylko po to
          > , by zadowolić niewielką grupkę młodszych, "dostarczając" im kompanów do zabawy
          > , nieprawdaż?

          Nie chodzi o to żeby zapraszać przypadkowych gości tylko ze względu na wiek ich dzieci, ale raczej by rozważyć zaproszenie np kogoś z dalszej rodziny wraz z dziećmi ze względu na towarzystwo dla dzieci kuzynostwa, lub zastanowić się nad zaproszeniem wyłącznie dorosłych gości. Podejrzewam, że dwójka gimnazjalistów np. i to w dodatku rodzeństwo raczej będzie się potwornie nudzić na kilkugodzinnej imprezie dla dorosłych.
      • nm.buba011 Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 23.01.14, 14:37
        aqua48 napisała:

        > Z osobami towarzyszącymi zaprasza się dorosłych gości.

        - błąd. Poważny. Nieznajomość zasad s-v.
        Istnieje instytucja osoby głównej i OT.

        Zapraszając JB, jako osobę główną, kiedy nie był dorosłym, zapraszamy Go z OT.
        Dajemy Mu pełen wybór, czy za OT, wybierze sympatię, czy mamę, czy... ochroniarza.

        --
        ***********************************************
        www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
        so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
        • aqua48 Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 23.01.14, 15:20
          nm.buba011 napisał:

          > aqua48 napisała:
          >
          > > Z osobami towarzyszącymi zaprasza się dorosłych gości.
          >
          > - błąd. Poważny. Nieznajomość zasad s-v.
          > Istnieje instytucja osoby głównej i OT.
          >
          > Zapraszając JB, jako osobę główną, kiedy nie był dorosłym, zapraszamy Go z OT.
          > Dajemy Mu pełen wybór, czy za OT, wybierze sympatię, czy mamę, czy... ochroniar
          > za.

          Dwa błędy Bubo i to poważne - mama zaproszona w towarzystwie męża - i nie może jednocześnie być osobą towarzyszącą synowi.. Ochroniarz natomiast jest również na imprezie W PRACY i pełniąc tę funkcję też nie może być osoba towarzyszącą.
          Poza tym nie ma zwyczaju zapraszać gimnazjalistów na imprezy z osobami towarzyszącymi, bo są to osoby niepełnoletnie i nadzór nad nimi oraz opiekę (odwiezienie nocą do domu, pilnowanie aby nie piły alkoholu, nie wymykały się same z imprezy itp.) powinny sprawować osoby dorosłe, czyli..w tym wypadku rodzice głównego gościa? To absurd..

          • nm.buba011 Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 23.01.14, 23:24
            aqua48 napisała:

            > Dwa błędy Bubo i to poważne - mama zaproszona w towarzystwie męża - i nie może
            > jednocześnie być osobą towarzyszącą synowi..

            - osoba dorosła to pewien skrót.
            Chodzi o osobę główną, a o Ot decyduje zapraszający.

            6-latek dostaje zaproszenie na imieniny do rówieśnika. To wyłącznie zapraszający decyduje, czy zaprosić Go samotnie, czy z OT (mama, dziadek, opiekun).

            Zaproszenia można nie przyjąć, ale nie można przyprowadzić OT, gdy zapraszają samotnie.

            > Ochroniarz natomiast jest również
            > na imprezie W PRACY i pełniąc tę funkcję też nie może być osoba towarzyszącą.

            - to zależy od ustalenia z zapraszającym. On może sobie dodatkowych osób nie życzyć.
            Moim ochroniarzem, może być szczupła 19-letnia blondyneczka. Mogę z nią przyjść pod rękę.
            Nie muszę się tłumaczyć.
            Transparentny, 130 kg-owy, uzbrojony osiłek, jako ochrona to zły gust.

            Całkowicie nie czujesz tematu.

            > Poza tym nie ma zwyczaju zapraszać gimnazjalistów na imprezy z osobami towarzys
            > zącymi, bo są to osoby niepełnoletnie i nadzór nad nimi oraz opiekę (odwiezieni
            > e nocą do domu, pilnowanie aby nie piły alkoholu, nie wymykały się same z impre
            > zy itp.) powinny sprawować osoby dorosłe, czyli..w tym wypadku rodzice głównego
            > gościa? To absurd..

            - całkowita kompromitacja. Jak wyżej napisałem, 6-latek jest głównym gościem, a wręcz wymaga opieki.
            Dalej, czy zostanie zaproszony z OT (opiekunem) na imprezę, leży wyłącznie w gestii gospodarza.
            Pamiętam, że jako właśnie OT do swoich dzieci rzadziej byłem zapraszany do uczestniczenia, bo to bez sensu. Za stary byłem. Przywoziłem i o umówionej porze odbierałem.

            Nie pierwsze niedorzeczności na tym forum.
            OT, to trudny temat, podobnie, jak podawanie dłoni(?!).

            ***********************************************
            www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
            so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
          • aga-kosa Re: :-)))))))))))))nt 23.01.14, 18:33
            Zastanawiam się jaki jest sens zapraszać dzieci/gimnazjalistów na wesele.
            Mogą młodzi zaprosić swoich rówieśników, wujostwo, dziadkowstwo ale kiedy patrzę na biegające dzieciaczki, którymi nie ma się kto zająć.... .Młodzież gimnazjalna z ludźmi obcymi dla młodych ludźmi ( nie oszukujmy się kuzynostwo się zwykle nie zna), czy to nie przesada.
            Ludziom huk a sobie dług - mówi stare przysłowie.
            Tłumaczenie, że nie było z kim dzieci zostawić.. , że będą się mieli okazję poznać?
            Kiedyś przez przypadek znaleźliśmy się na obcym weselu. Ludzi było tak dużo, że gdyby nie to iż nasza panna młoda była blondynką a trafiliśmy na brunetkę nikt niczego by nie zauważył.
            Jeśli młodzi już muszą zaprosić to wyraźnie napisać wujostwo z Antosiem i Kasią. aga
            • nm.buba011 Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 00:15
              aga-kosa napisała:

              > Zastanawiam się jaki jest sens zapraszać dzieci/gimnazjalistów na wesele.

              - za 15 lat, niezaproszone dzieci, zapytają siebie samych - jaki sens jest zapraszać te ciotki, u których, ja na weselu nie byłam (byłem)?

              ***********************************************
              www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
              so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
              • hans.schmid Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 08:53
                Dokładnie tak, jak napisałeś, niezaproszenie tych małolatów byłoby wielkim nietaktem z naszej strony, nie ma opcji, by ich nie zapraszać. Ale dalej nie wiem, czy kierować do nich osobne zaproszenia z OT, czy tylko zapraszać ich rodziców + tylko ich imiennie? Sam to będę musiał rozstrzygnąć, wiem, nie chcę tylko potem tego całego "gadania" wink
                • nm.buba011 Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 09:47
                  hans.schmid napisał:

                  > Ale dalej nie wiem,
                  > czy kierować do nich osobne zaproszenia z OT, czy tylko zapraszać ich rodziców
                  > + tylko ich imiennie?

                  - pisałem powyżej.
                  Należałoby odpowiedzieć na pytanie kogo chcemy zaprosić?
                  Wszak zapraszamy konkretną, główną osobę + jego małżonka lub OT.
                  Możemy zaprosić parę małżeńską, jako dwie mile widziane nam osoby.
                  Często takie osoby, po ich rozwodzie zapraszamy z OT.
                  OT do małżeństwa, mogą być ich dzieci.
                  Pytanie co wtedy, kiedy jest ich 13-ścioro?
                  Dodatkowo, kiedy część z nich ma partnerów?
                  OT, w tym przypadku dorosłe dzieci, nie mogą mieć dalszych OT.

                  S-v działa w obie strony.
                  Elegancki krewny zaprasza małżeństwo z dziećmi, ale zapraszani, mający sporą gromadkę "powinni" wykazać się odrobiną wyobraźni. Nie ma ostrej granicy, ani żadnej granicy, aby nie zapraszać.

                  > Sam to będę musiał rozstrzygnąć,

                  - tak. Warto to zrobić świadomie.

                  > wiem, nie chcę tylko potem tego całego "gadania" wink

                  - tego nie unikniesz, zaproszone dzieci, też będą przeszkadzać.
                  Są także zwolennicy, źle rozumianej instytucji OT, o czym już napisałem.

                  Jeszcze jedna ważna kwestia.
                  Tradycja (ta dobra) i s-v zaleca zapraszanie osobiste. Wówczas można ocenić właściwie.
                  Zapraszając małżeństwo z dalszej rodziny, mamy na względzie, czy kiedy przyjadą, to co z ich domownikami?
                  OT, to także wyobraźnia, bo w licznych konkursach, zaproszenia są wyłącznie dwuosobowe.

                  Może być tak, że osoba główna mieszka nie sama, ma pod opieką 60-letniego syna?
                  Z bezpośredniej rozmowy wyniknie, jak by należało zaprosić.

                  Jedno jest pewne, nie zapraszamy nikogo samotnie.

                  ***********************************************
                  www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
                  so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                  • aga-kosa Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 10:05
                    Do nm buba 011, czy możesz napisać co pozytywnego zapamiętałaś z wesela swojej ciotki.
                    Czy będą się moi kuzyni w przyszłości; zapraszać/nie zapraszać ciotki, u której 15 lat temu nie byli na weselu to będę szczęśliwa jeśli pominą.
                    Rodzina w obecnej chwili to dziadkowie, rodzice, dzieci. Warunki mieszkaniowe, koszty podróży...
                    a nawet warunki finansowe są przeszkodą w uczestnictwie ślubowania dwojga osób. Jak się młodym tłumaczyć, że cała rodzina utrzymuje się z emerytury i nie stać ani na prezent ani na całą "otoczkę" związaną z wyjazdem.
                    Ma rację osoba wpisująca, że zapraszać osobiście.
                    Ale i tak jestem przeciwnikiem dzieci na weselu. Chyba, że są to dzieci Państwa Młodych. aga
                    • nm.buba011 Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 10:16
                      aga-kosa napisała:

                      > Do nm buba 011, czy możesz napisać co pozytywnego zapamiętałaś

                      Odpowiadasz na:
                      nm.buba011 napisał:

                      - czytasz, patrzysz, a nie... widzisz.

                      S-v, to próba zbliżania się do ideału. Może, ba, bardzo często zdarza się, że to w ogóle nie wychodzi.

                      Wnioskuję, że dalej należy się starać wypełnić, a nie racjonalizować zasady s-v.
                      --
                      ***********************************************
                      www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
                      so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                • koronka2012 Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 11:15
                  hans.schmid napisał:

                  > Dokładnie tak, jak napisałeś, niezaproszenie tych małolatów byłoby wielkim niet
                  > aktem z naszej strony

                  ??? wyjaśnij proszę, w którym miejscu gospodarz popełnia nietakt nie zapraszając dzieci dalekich kuzynów, z którymi nie utrzymuje się zażyłych kontaktów? tym bardziej, że często dla dzieci w tym wieku impreza typu wesele rodzinne to - wybacz - koszmarne nudziarstwo a nie przyjemność.

                  Straszak w postaci braku wzajemności w zaproszeniach za 15 lat jest co najmniej śmieszny - skoro już teraz ich relacje są luźne, to najprawdpodobniej za 15 lat kontakty będą żadne. Taka jest kolej rzeczy. Dodatkowo - w dzisiejszych czasach zaproszenie na wesele to dla wielu osób raczej duży kłopot ze względów finansowych i logistycznych, a nie radość i pożądana sytuacja.
                  • nm.buba011 Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 11:28
                    koronka2012 napisała:

                    > zaproszenie na wesele to dla wielu osób raczej duży kłopot ze względów finan
                    > sowych i logistycznych, a nie radość i pożądana sytuacja.

                    - sama stwierdzasz powyższym, że jednak nie dla... wszystkich.
                    --
                    ***********************************************
                    www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
                    so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                    • kora3 Bubo, a pomyślałes o tym, ze 24.01.14, 11:41
                      jak piszę do Koronki zaproszenie gimnazjalisty z OT może być zwyczajnie sporym kłopotem dla gości głownych, czyli rodziców wspomnianego?

                      Wiem, zaraz napiszesz, że OT dla gimnazjalisty może być jego trener judo, albo nauczycielka plastykismile, ale zwykle będzie to jego/jej sympatia, albo kolezanka/kolega. Wiem, ze sympatia, czy też wspomniane koleżeństwo może być 15 lat starsze od gimnazjalistysmile ale zwykle jest to osoba w zbliżonym do gimnazjalisty wieku. Zatem osoba nieletnia! a co za tym idzie rodzice gimnazjalisty sa z automatu zobowiązani do OPIEKI nad ta osobą. Mówimy o weselu, zatem imprezie zwykle całonocnej (wie, zaraz może być, ze sa 2- godzinne wesela zaczynające się o 7 ranosmile), nierzadko związanej z wyjazdem.
                      Wpadłeś na to, że goście w postaci rodziców gimnazjalisty mogą nie być zachwyceni tym, że będą się musieli na weselu OPIEKOWAC osobą towarzyszącą ich córce czy synowi?
                      --
                      Korcia
                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                  • kora3 Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 11:33
                    koronka2012 napisała:
                    > ??? wyjaśnij proszę, w którym miejscu gospodarz popełnia nietakt nie zapraszają
                    > c dzieci dalekich kuzynów, z którymi nie utrzymuje się zażyłych kontaktów?


                    Też mnie to mocno zastanawia. Co innego, gdyby szło o dzieci ludzi, z którymi jest się blisko i z tymi dziećmi TEŻ. A tu wygląda na to, że kuzynostwo ma być zaproszone " z urzędu", bo kuzynostwo. Jednakowoż nie stoi nic na przeszkodzie, by zaprosić także dzieci tegoż.
                    Natomiast nie uważam, by zapraszając młode osoby w takim wieku koniecznie zapraszać je z OT.

                    Pomijając kosmiczne pomysły, ze OT gimnazjalisty może być jego trener judo, albo nauczycielkasmile - zwykle gimnazjaliści o ile chcieliby pójść na wesele z OT, to na bank będzie to ich sympatia, albo kolezanka/kolega. To jest osoba NIELETNIA i obowiązek opieki nad OT z automatu spadałby na rodziców gimnazjalisty, co wcale może nie być dla nich szczególnym szczęściem. Co innego własne dziecko, a co innego cudze. Mowa o imprezie na ogół całonocnej, nierzadko "wyjazdowej" ...


                    --
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                    • baba67 Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 12:06
                      No oczywiscie,jestem absolutnie przekonana ze zaproszenie KOGOKOLWIEK bez OT jest poprostu szczytem chamstwa. Nie wiem dlaczego dorodna 10 latka mialaby sie bawic sama a nie mogla zaprosic kolezanki a moize ktoz towie?Nawet sympatii z podworka.
                      I ostatnim buractwem jest zapraszanie rodzin BEZ DZIECI. No jak to dzieciom nalezy sie uczestnictwo z calonocnej imprezie z alkoholem jak psu zupa.
                      Rodzina filarem jest panie tego i zapraszac samych rodzicow nie idzie,bardzo nietaktowne,bardzo. Oczywiscie nie da sie wg takiego SV urzadzic malego wesela, jak sie nie ma kasy to sie czlowieknie wydaje albo robi to pokatnie w USC.
                      Niemniej wiadomo wesele jest potozeby sie zwrocilo-jasne zatem ze za obecnosc kuzyna z zona dwojga gimnazjalistow z OT oczekuje sie co najmniej 1 500(talerzykowe plus prezent).Kazdego w Polsce na to stac wiec o co kaman ja sie pytam?
                      A tak powaznie to ten obled jest zwyczajnie szkodliwy.Ludzie zaproszeni na weselenie wyobrazaja sobie zeby po prostu kupic mlodym cos ladnego -proszeni cala rodzina obliczaja szybciutko jaka jest taksa i czesto...rezygnuja.
                      Znajoma wyprawiala wesele we wrzesniu no i wiele osob odmowilo i to takich na ktorych im zalezalo. Bo mieli -2, 3 dzieci do obkupienia choc oczywiscie powody podano inne.
                      I jak z takimi rozmawiac?
                      Śmiech to jest poważna sprawa.
                      Gogol
                      • kora3 Babeczko, ale 24.01.14, 12:33
                        ja wszak podzielam Twój pogląd w tej sprawie smile
                        Z wyjątkiem tego, że ludzie rezygnują z weseliska, bo zaproszeni sa całą rodziną. Zaproszeni mogą BYĆ, ale nie muszą całą rodziną iść przecież. Wystarczy, jeśli uprzedzą młodą parę, że będą ale bez dzieci.

                        Co do samego zapraszania dzieci ...Wiesz, bywa różnie. Ja sobie nie wyobrazałam, ze siostrzenicy mego ówczesnego męza (wówczas 9-latki) mogłoby nie być na naszym weselu. Z dziewczynka miałam i ja i jej wujek bardzo czesty i dobry kontakt przed slubem jeszcze.
                        Oczywiście - nikomu do głowy nie przyszłoby zapraszać ją z OT smile ale to, ze ona będzie było dla nas oczywistością. Z kuzynem mego eksmęża, 14 -latkiem takiego kontaktu nie było znów, ale uważaliśmy, że nie wypada zaprosić jego rodziców (siostra teścia z mezem) i dorosłej siostry z narzeczonym, a jego nie. Z tym, ze to był jednak KUZYN, a nie dziecko kuzyna.
                        Wcale nie byłam zaskoczona, kiedy moje kuzynostwo ze strony Taty zaproszone z dziećmi, zadzwoniło do mnie i zapowiedziało, że będę bez dzieciaków. Jak to dla nich atrakcja jechać kawał drogi z dziećmi (wówczas chyba 9 i 11 lat) na weselesmile.

                        U nas nie zachodziło, to, że dziecko się będzie męczyć, bo wesele było w pensjonacie i wszyscy goście zostali ulokowani w pokojach, więc siostrzenica mojego eksmąza zwyczajnie została wyekspediowana do łozka, gdy zachciało się jej spać. Jednak nie zawsze przecież taka możliwość jest.

                        Generalnie ja nie widzę sensu ciągania na wesele małych dzieci. Ani ono się nie bawi,. ani rodzice. Wiele osób rozwiazuje to w taki sposób, że dziecko pojawia się na ślubie i chwilce wesela np. ukochanej chrzestnej, a potem jest odwożone do domu. To jest wg mnie rozwiązanie do przyjęcia, ale mające sens tylko wówczas, gdy młoda para, albo jedna jej połowasmile NAPRAWDE sa bardzo związani z dzieckiem.
                        --
                        Korcia
                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                        • baba67 Re: Babeczko, ale 24.01.14, 13:55
                          Ja wiem,ze myslisz tak jak ja. Nie jestem przeciwna zapraszaniu dzieci na sluby i wesela tylko musi byc jakis umiar-co innego siostrzennica panny mlodej a co innego dziecko kuzynostwa ktorego kuzynostwa sie zaprasza glownie po to by mogla byc obecna ukochana ciocia.No i kuzynostwo ma panienke lat 16 a ta chlopaka to malo ze jest wziety wymog z tajemnych zasobow Buby wymog zaproszenia wszystkich dzieci kuzynostwa to jeszcze z OT.
                          Motorem tego obledu jest przemysl weselny.

                          --
                          Śmiech to jest poważna sprawa.
                          Gogol
                          • kora3 Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 25.01.14, 14:09
                            serio...
                            Zauwazam, że właśnie teraz młode pary częściej zapraszają osoby naprawdę im bliskie z rodziny, czy spoza niej, niż jak leci wszystkich, którzy są bliskim "z urzędu".
                            Wyjątek tu stanowią chrzestni - nawet jeśli nie było z nimi kognatów od I komunii zwykle ludzie zapraszają, bo wypada. Ale już niewidzianych od lat wujków, ciotek, kuzynostwa - nie.

                            Zapewne ktoś może zaraz zacząc ubolewać, jak to się więzu rodzinne rozluźniają, ale - nie czarujmy się: jeśli z jakims wujkiem, czy kuzynem nie ma się żadnych kontaktów przez parę lat, to więzu dawno zanikły i zacieśnianie uch przez zaproszenie na imprezę, na której siłą rzeczy młoda para nie będzie mogła poświecić im wiele czasu jest zwyczajnie sztuczne!

                            Zupełnie mnie nie przekonuje argumentacja Buby, że za 15 lat jakieś dziecko kuzyna niezaproszone dziś na czyjes wesele też ciotki/wujka nie zaprosi. Prawdopodobnie nie zaprosismile i CO Z TEGO?
                            Zastanawiające kto poczułby się urazony niezaproszeniem go na wesele osoby niewidzianej od 15 lat?smile Nikt z mózgiem, którego używa.
                            --
                            Korcia
                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                            • baba67 Re: Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 25.01.14, 14:36
                              I to jest zdrowy trend.Bo po pierwsze na wesele nikt sie nie zapozycza na kilka lat i co za tym idzie nie liczy ze sie w kopertach zwroci Nie chce przez to powiedziec ze kazda para organizujaca wielka impreze w garscie gosciom patrzy . Niektore pary sa zamozne i tak bardzo ich to po kieszeniach nie bije .Jednak dla wiekszosci duze wesele jest to wielki wydatek i trudno niektore ludzkie odczucia opanowac.Z drugiej strony goscie czuja sie zobowiazani dac pieniadze i to sa dla bardzo wielu ludzi duze sumy (minimalne talerzykowe to 150 zl na osobe). nawet jesli para zapewnia ze sie zadnej koperty nie spodziewa to"nie honor"przyjsc i dac mniej niz taksa. Wiec sie nie przychodzi.
                              Po drugie osoby naprawde bliskie przyjda i dadza prezent na jaki ich stac i nikt nie bedzie wymyslal wymowek a nawet co gorsza odstawial szopki z pustymi kopertami.
                              Akurat pamietam dobrze czasy kiedy wesela byly wiekszymi imprezami rodzinnymi.Jesli rodzina byla duza to i wesele tez .
                              Jesli kuzyn(pelnoletni) mial dziewczyne to byla mile widziana oczywiscie ale jesli nie mial nikomu nie przychodzilo do glowy dopraszac jakiejs kolezanki.Byly kuzynki singielki inaprawde fajna zabawa.Moje rozbawienie wynika z tego ze starsi ludzie lepiej pamietaja przeszlosc niz tozkim wczoraj rozmawiali i propozycja zaproszenia 15 latka z OT nadawala sie co najwyzej do kabaretu.
                              --
                              Śmiech to jest poważna sprawa.
                              Gogol
                              • kora3 Re: Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 25.01.14, 14:59
                                Też uważam taki trend za zdrowy Babo ...Jakkolwiek jeśli ktoś chce może i całą dzielnicę sprosić.
                                Pomysł by zapraszać z OT osobę wieku lat 15, która idzie na wesele jako dziecko swoich rodziców wydaje mi się także absurdalny.

                                Gwoli jednak sprawiedliwości Babo. Co z z sytuacją, gdy np. 16-latka jest proszona na wesele, jako gośc główny? Ja miałam taką sytuację - miałam niepełne 16 lat, gdy za mąż wychodziła moja bliska kolezanka, taka z dzieciństwa, z podworka. Miała 16 lat. Nie jest teraz istotne dlaczego w tak młodym wieku zdecydowała się na slub. Istotne jest, ze mnie prosiła na wesele, a moich rodziców - nie. Oczywiście zaproszenie miało miejsce w obecności moich rodziców oraz w obecności mamy (ojca nie miała) przyszłej panny młodej. Moi rodzice mogli się nie zgodzić na to, bym poszła na wesele, ale się naturalnie zgodzili.
                                No i co teraz? Kobieta wg naszego prawodawstwa, gdy wychodzi za mąż musi mieć skończone 16 lat. Kiedy już za mąż wyjdzie nabiera atrybutów osoby pełnoletniej. Ale gość weselny nie smile
                                Jednocześnie ja nie byłam na tym weselu, jako dziecko swoich rodziców tylko jako ...ja smile Koleżanka zaprosiła mnie z OT i uważam, ze postąpiła słusznie. Miałam wówczas tzw. chłopaka, ale nie było to nic poważnego z jakimiś planami na wspólne życie (co raczej zrozumiałe w tym wieku) i z nim poszłam. Gdybym nie miała? To pewnie poszłabym z moim najlepszym kolegą z klasy (obecnie przyjacielem od wielu lat).

                                W niedługi czas potem mój kuzyn robił swoją 18-stkę. Zaprosił mnie z OT, ale ja poszłam sama. Z tamtym chłopakiem się rozstałam i kolegi "nie dopraszałam", bo nie widziałam takiej potrzeby. Na wesele taką potrzebę widziałabym Babo.

                                A to dlatego, że na tym weselu koleżanki znałam ją, jednego kolegę z dziewczyną i jej matkę, a na 18-stce kuzyna od groma ludzi smile
                                Czujesz w czym rzecz? smile
                                --
                                Korcia
                                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                • baba67 Re: Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 25.01.14, 15:10
                                  To sa naprawde rzadkie przypadki.Bo przeciez nie rozmawiamy o rodzenstwie Mlodych .
                                  Jesli wesele jest niewielkie a kolezanka naprawde bliska to naturalne ze jej chlopaka zapraszajacy zna i tez zaprosi . Jesli chlopaka nie ma to kompletnie obca osoba na niewielkim weselu bedzie sie dziwnie czula.Niemniej zaprosic z OT wypada .W przypadku wesel spedowych OT jak najbardziej sie takiej osobie , zaproszonej nie z powodu rodzicow nalezy-jest to kwestia specyfiki takiego zgromadzenia-jest to bardziej publiczny bal,tanczy sie obecnie tylko z partnerem z ktorym sie przyszlo(kolejne zdziczenie),gosci jest tak duzo ze ma sie szczescie jesli mlodzi z Toba dwa slowa zamienia poza zyczeniami.
                                  --
                                  Śmiech to jest poważna sprawa.
                                  Gogol
                                  • kora3 Re: Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 25.01.14, 15:19
                                    baba67 napisała:

                                    > Jesli wesele jest niewielkie a kolezanka naprawde bliska to naturalne ze jej c
                                    > hlopaka zapraszajacy zna i tez zaprosi


                                    Nie, ona mego chłopaka nie znala. W dzieciństwie byłybyśmy nierozłączne, potem ona z mamą wyprowadziła się do innej dzielnicy. Nie było wówczas komórek, maili, skypa. Miałysmy kontakt przez ...listysmile zaprosiła mnie po starej znajomości z dzieciństwa

                                    . Jesli chlopaka nie ma to kompletnie o
                                    > bca osoba na niewielkim weselu bedzie sie dziwnie czula.


                                    Wesele było sredniej wielkości coś koło 60 osób.



                                    --
                                    Korcia
                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                    • baba67 Re: Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 25.01.14, 15:35
                                      No ale chlopaka mialas i wypadalo zaprosic.Gdybys nie miala to juz bym miala dylemat.
                                      Najprawdopodobniej pomyslalabym o jakims kuzynie singlu ktory zadbalby zebys sie dobrze czula.GDyby takiego nie bylo to zostalaby niestety opcja zaproszenia na herbatke poweselna.
                                      I to nawet nie z powodu skapstwa. Niewielkie wesela odbywaja sie na ogol w restauracja ch o okreslonej przepustowosci.Przed weselem sa spory czy zaprosic kuzynke Basie czy ciocie Halinke,glos decydujacy w przypadku TAK mlodej pary maja rodzice. Nie ma miejsca dla osob przypadkowych.
                                      --
                                      Śmiech to jest poważna sprawa.
                                      Gogol
                                      • matylda1001 Re: Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 25.01.14, 16:07
                                        baba67 napisała:

                                        > No ale chlopaka mialas i wypadalo zaprosic<

                                        No właśnie, wypadało, a ja miałam siedemnaście lat i chłopaka, gdy żenił się mój brat cioteczny. Sporo starszy, więc jego znajomi to była dla mnie zupełnie inna bajka. Rodzina o chłopaku wiedziała, a zaproszona zostałam sama, chyba jako osoba towarzysząca... rodzicom wink Poczułam się urażona i na to wesele nie pojechałam. Narzeczona była z Bielska, wesele było w jakimś luksusowym hotelu w Szczyrku, duże wesele, dwa dni z noclegiem. Goście ze strony pana młodego jechali z Warszawy dwoma autokarami. Nie oszczędzali a mnie potraktowali jak smarkulę. Z ich strony zabrakło wyczucia. Dobrze zrobiłam odmawiając udziału.
                                        • baba67 Re: Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 25.01.14, 16:20
                                          Uwazam ze dobrze zrobilas omawiajac udzialu w imprezie w ktorej nie bawilabys sie dobrze. Niepotrzebnie tylko sie sfoszylas.
                                          Rodzina miala prawo tak zaprosic jak zaprosila.Popelnilaby nietakt gdyby byl to Twoj oficjalny narzeczony. Ale chlopak? Chlopak to tylko chlopak , dzis ten za miesiac nastepny .Rozumiem ze to nie byl Twoj obecny maz?
                                          --
                                          Śmiech to jest poważna sprawa.
                                          Gogol
                                          • matylda1001 Re: Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 25.01.14, 22:33
                                            baba67 napisała:

                                            > Uwazam ze dobrze zrobilas omawiajac udzialu w imprezie w ktorej nie bawilabys sie dobrze. Niepotrzebnie tylko sie sfoszylas. Rodzina miala prawo tak zaprosic jak zaprosila.Popelnilaby nietakt gdyby byl to Twoj oficjalny narzeczony. Ale chlopak? Chlopak to tylko chlopak , dzis ten za miesiac nastepny .Rozumiem ze to nie byl Twoj obecny maz?<

                                            Nie, to nie był mój obecny mąż, ale myślę, że to nie ma znaczenia w przypadku 17-letniej dziewczyny. W tym wieku miewa się chłopaków, a co z tego wyjdzie to dopiero czas pokaże. Dziewczyna w tym wieku nie jest jeszcze osobą dorosła, ale jak dziecko też nie należy jej traktować. Zapraszający powinien zadbać o mój komfort zapraszając mnie z osobą towarzyszącą. Tym bardziej, gdy wiedzieli, że taka osoba istnieje. Skoro się tego chłopaka ma, to chciałoby się odpracować wesele w jego towarzystwie, to chyba naturalne. Dla zapraszającego nie powinno być ważne, że to chłopak "chwilowy" i w rodzinie nie zostanie. Podobnie jak w przypadku osoby dorosłej nie jest ważne co ją łączy z OT. Oczywiście rodzina miała prawo tak zaprosić, jak zaprosiła, ale wcale nie znaczy to, że zrobiła dobrze. Ja z kolei miałam prawo sfoszyć bo poczułam się urażona tym, że potraktowali mnie jak dziecko. Oczywiście prawdziwego powodu odmowy nie znają do dziś.
                                            • baba67 Re: Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 26.01.14, 00:14
                                              Nie zgadzam sie, mam inne podejscie do nieletnich.Moze rodzina musiala jakas decyzje podjac,bo tego mlodocianego towarzystwa z chlopakami i dziewczynami uzbieraloby sie sie kilkanascie osob a sala moze duza ale tez nie z gumy.

                                              --
                                              Śmiech to jest poważna sprawa.
                                              Gogol
                                              • matylda1001 Re: Wiesz, ja obserwuję zupełnie inny trend 26.01.14, 01:28
                                                baba67 napisała:

                                                > Nie zgadzam sie, mam inne podejscie do nieletnich<

                                                Generalnie podejście to mamy podobne, ale ja widzę miejsce na wyjątki, przynajmniej w bliskiej rodzinie. W stosunku do mnie tego wyjątku nie zastosowano wiec nie pojechałam. Nigdy tego nie żałowałam, a oni też nie płakali z tęsknoty za mną smile
                • matylda1001 Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 13:45
                  hans.schmid napisał:

                  >Sam to będę musiał rozstrzygnąć<

                  Tak będzie najlepiej. Gimnazjalista to pojęcie zbyt ogólne, żeby dać jednoznaczną odpowiedz. Gimnazjalista to osoba w wieku 13 - 16 lat. Powinna być różnica w traktowaniu 13-letniego chłopca i 16-letniej dziewczyny. O ile chłopiec to dziecko, o tyle dziewczyna może mieć stałego chłopaka. Dlatego trzeba coś tam wiedzieć o swoich gościach. 13-latka dopisałabym do zaproszenia rodziców, dziewczynie wręczyłabym osobne zaproszenie z OT. Oczywiście to nie jest wymóg s-v, ale tak byłoby ładniej.
            • a1ma Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 15:13
              W moim mniemaniu wesele to impreza rodzinna, a nie jakaś tam potancowka. Dlatego zapraszalismy ja nie całe rodziny, z dziećmi, choc wiem, ze opinie w tej kwestii sa podzielone. Ale dzieci w rodzinie to tez jej członkowie i moim zdaniem powinny brać w imprezach rodzinnych udział.

              Co do osob towarzyszących - uważam, ze osoby niepelnoletnie zapraszamy z rodzicami, osoby pełnoletnie niepozostajace w związkach - z osoba towarzysząca, pozostawiajac zapraszanemu wolna reke co do wyboru towarzysza. Osoby w związkach - oczywiscie z konkretnym, wymienionym na zaproszeniu z imienia i nazwiska partnerem.
              • baba67 Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 15:26
                Jesli impreza jest rodzinna to na ogol zaprasza sie z dziecmi.Tylko uscislijmy-impreza rodzinna na ktora zaprasza sie kuzynow z ktorymi od lat nie ma kontaktu (nie oceniam,kazdy wydaje kase na co chce )to tez impreza w ktorej uczestniczy tez wiekszosc sasiadow, kolegow z pracy,czesc z kompletnie nieznanymi Mlodym osobami (OT konieczne)-dla mnie to NIE JEST impreza rodzinna tylko cos w rodzaju balu za ktory sie wrecza naleznosc w kopercie i jest to suma powszechnie przyjeta.
                Ciaganie na takie cos dzieci z wyjatkiem rzeczywiscie bliskich sercu Mlodych uwazam za bezsensowne.
                --
                Śmiech to jest poważna sprawa.
                Gogol
                • matylda1001 Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 15:46
                  baba67 napisała:

                  >to NIE JEST impreza rodzinna tylko cos w rodzaj
                  > u balu za ktory sie wrecza naleznosc w kopercie i jest to suma powszechnie przy
                  > jeta.<

                  Babo, nie można tak - pieniądze i tylko pieniądze... Wiadomo, że wesele to wydatek tak dla organizatorów jak i dla gości ale z płatnym balem chyba porównać nie można. OT nie ponosi kosztów związanych z prezentem (chyba, że wyjątkowo umówią się inaczej) ale nie czuje się chyba uczestnikiem publicznego balu lecz własnie osobą towarzyszącą komuś w jego rodzinnym święcie.
                  • baba67 Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 16:01
                    Moze mialas szczescie do lepszych imprez niz ja. Pisze tylko o swoich doswiadczeniach ktore nie sa jakies bogate.
                    Pamietam tylko bezradnosc i rozzalenie wspomnianej znajomej ktora nie jest osoba interesowna i jestem pewna ze kiedy ja wychodzilam za maz taka sytuacja nie mialaby miejsca .
                    Teraz rzadza(oby juz niedlugo) zadecie polaczone z pseudo SV i koperty.
                    --
                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                    Gogol
                    • aga-kosa Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 16:17
                      Moje pokolenie - wojenne - w powojniu było wychowywane w ten sposób, że dzieci w uroczystościach typu: imieniny, urodziny, wesele nie miały prawa pokazać się w zasięgu wzroku dorosłych.
                      Wychodzący rodzice załatwiali "ciotkę Anielkę", która miała obowiązek pilnować nas byśmy sobie krzywdy nie zrobiły.
                      Nie miałam okazji zobaczyć moich rodziców pod wpływem alkoholu, nie widziałam żadnych zakrapianych imprez. Pierwsze wyjście z rodzicami na publiczną zabawę było wtedy, gdy panienka ukończyła 18 lat.
                      Teraz są "inne czasy" - dziecko musi się oswoić ze wszystkim co go w życiu czeka i zapewne dlatego dzieci uczestniczą we wszystkich imprezach z rodzicami i tak długo jak rodzice.
                      Cóż - mam staroświeckie poglądy. aga
                      • baba67 Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 16:23
                        Dzieci na weselach calonocnych bawia sie do 21 (przynajmniej powinny), mlodziez moze troche dluzej. Trzeba miec problemy z alkoholem zeby juz o tej porze sie wstawic.

                        --
                        Śmiech to jest poważna sprawa.
                        Gogol
                    • matylda1001 Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 16:30
                      baba67 napisała:

                      > Moze mialas szczescie do lepszych imprez niz ja. Pisze tylko o swoich doswiadczeniach ktore nie sa jakies bogate.<

                      To nie kwestia szczęścia tylko kwestia podejścia do tematu. Jeśli prosi mnie na wesele ktoś z dalszej rodziny, nawet niewidzianej od lat, albo dziecko dobrych znajomych, to nie dopatruję się w tym na siłę interesowności. Ja - jedynaczka, mąż ma dwóch braci, rodzice i teściowie też nie z wielodzietnych, więc te wesela znowu tak często nie bywają. Jeśli już ktoś doszedł do wniosku, że chce mnie tam widzieć, to dlaczego mam zaraz posądzać o chęć zamachu na mój portfel?

                      > Teraz rzadza(oby juz niedlugo) zadecie polaczone z pseudo SV i koperty.<

                      smile To chyba nie tyle ja mam szczęście, co Ty go nie masz smile Naprawdę nie byłam na takim weselu gdzie na sali "unosił się zapach pieniądza" smile
                      • baba67 Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 16:35
                        Toz przeciez napisalam ze nie wszystkie pary ktore robia duze wesela patrza gosciom w garscie. Niektorzy sa zamozni, obecnosc mnostwa gosci sprawia im frajde po prostu.
                        Niemniej do biednych nie nalezysz, wiec bardzo dobrze ze nie jestes cyniczna rzeczy bierzesz po prostu jak to moj ulubiony Bigiel sie wyrazilsmile
                        --
                        Śmiech to jest poważna sprawa.
                        Gogol
                        • matylda1001 Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 21:54
                          baba67 napisała:

                          >Niemniej do biednych nie nalezysz, wiec bardzo dobrze ze nie jestes cyniczna <

                          Aristotelis Onasis był jednak bogatszy wink A tak poważnie... Człowiek ubogi to już zupełnie nie powinien wątpić w szczere intencje zapraszającego, bo przecież nikt o zdrowych zmysłach, po biednym nie spodziewa się majątku. Jeżeli go mimo wszystko zaprasza, to chyba nie dla kasy.

                          Ps. Też lubię Bigiela, jego solidny stosunek do świata, jego spokój, ale zauważyłam coś ciekawego. Ilekroć Sienkiewicz chce zapoznać czytelnika ze sprawami finansowymi któregoś z bohaterów, czyni to ustami Bigiela, właśnie. Bigiel jest najlepiej zorientowany w kwestiach majątkowych Płoszowskich, wie dokładnie na jakich warunkach Maszko nabył Krzemień, czym dysponuje pan Pławicki, zna stan posiadania Zawiłowskiego i wie na jaki cel przeznacza "procenty", a jak rozstali się Osnowscy, to już martwi się o panią Anetę, bo wszak cały majątek należy do jej męża. Zauważyłaś to?
                          • baba67 Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 22:27
                            Tak, dlatego go lubie ze przy tym bardzo trzezwym zainteresowaniu pieniedzmi sam nie jest ani troche pazerny. Bardzo to bliskie mojemu podejsciu do zycia.

                            Prawda jest tez ze zupelnie zwyczajni ludzie zaczynaja sie zachowywac i myslec zupelnie jak nie oni kiedy porwa sie na wydatek na skraju ich mozliwosci albo i ponad.I wtedy naprawde bywaja decyzje ze lepiej zaprosic ciocie Matylde (fabrykantowasmile o ktorej sie moze troche zapomnialo niz ciocie Halinke zyjaca tylko z renciny(to przyklad oczywiscie bo nie znam ludzi u ktorych bylas)
                            Dlatego uwazam ten obled wielkich wesel za zasadniczo szkodliwy.Zrodzil sie w latach 90-tych kiedy to wszystko stalo na glowie a potem na fali mody rozbuchal sie do koszmarnych rozmiarow owocujac takimi cudenkami jak OT dla gimnazjalisty.
                            Spowodowal presje spoleczna ktora sie nijak nie ma do mozliwosci przecietnej rodziny.
                            I ciesze sie ze juz coraz wiecej osob trzezwieje i wraca do starej tradycji,pojawiaja sie warianty typu pozny obiad z potancowka plus lekka kolacja(takie wesele miala moja Babcia), a nawet przyjecie w ogrodzie od rana do 20.

                            --
                            Śmiech to jest poważna sprawa.
                            Gogol
                            • matylda1001 Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 23:27
                              baba67 napisała:

                              > Prawda jest tez ze zupelnie zwyczajni ludzie zaczynaja sie zachowywac i myslec
                              > zupelnie jak nie oni kiedy porwa sie na wydatek na skraju ich mozliwosci albo i
                              > ponad.I wtedy naprawde bywaja decyzje ze lepiej zaprosic ciocie Matylde (fabry
                              > kantowasmile o ktorej sie moze troche zapomnialo niz ciocie Halinke zyjaca tylko
                              > z renciny(to przyklad oczywiscie bo nie znam ludzi u ktorych bylas)<

                              Teraz to trochę odwróciłas kota ogonem, bo nie chodzi juz o zaproszenie kogo popadnie i zobligować go do "weselnej składki", ale o pominiecie ludzi uboższych na rzecz zamożniejszych. Gdyby tak było, to byłoby źle, ale na szczęście tam gdzie byłam, nie zauważyłam braku "cioci Halinki", ktora powinna być z przyczyn oczywistych.
                              O weselu ponad stan słyszałam tylko raz. Dziewczyna z biednej rodziny wychodziła za mąż za chłopaka z rodziny bogatej, i znam to z przekazu matki chłopaka. Dziecko było w drodze więc wszystko załatwiali szybko, ledwo rodziny zdążyły się poznać, ale nie na tyle, żeby ocenić wzajemnie swoją sytuację finansową. Rodzice chłopaka proponowali to i owo (ale bez przesadnych fanaberii bo to ludzie normalni), a rodzice dziewczyny zgadzali sie na wszystko w przekonaniu, ze odmowa zrobi na przyszłych teściach córki złe wrażenie. Zgadzali się, mimo, ze nie stać ich było ani na wesele bogate, ani na biedniejsze, ani na żadne. Finał był taki, ze zapożyczyli się, a potem żeby mieć z czego spłacać dług, przestali płacić za mieszkanie w bloku. W końcu musieli to mieszkanie zamienić na jakąś ruderę w starej kamienicy. Rodzice chłopaka bardzo źle się czuli ze świadomością tego, ze przyczynili sie do całej sprawy. Znajoma powiedziała do mnie, że gdyby wiedziała co z tego wyniknie, to wszystkie koszty pokryłaby sama. Dla niej to pryszcz, a tamci nie mieliby problemów. Tylko czy tamci by sie na to zgodzili?
                              • baba67 Re: :-)))))))))))))nt 26.01.14, 00:26
                                No zaprasza sie raczej zamoznych zeby wesele sie zwrocilo.Co nie znaczy ze sie pomija najblizszych.Po prostu z tych poza najblizszymi ktorzy byc z klucza musza zaprasza sie zamozniejszych.
                                A swoja droga to ta dziewczyna Pana Boga za nogi zlapala co sie dziwisz ze rodzina tego szczescia bala sie popsuc? A Twoja znajoma jest wspaniala osoba, wiele matek na takii mezalians patrzyloby krzywo i mioze nawet probowaloby sie dogadac w sprawie alimentow zamiast synowi zycie zawiazywac zwiazkiem z nizinami spolecznymi. Ci ludzie sie po prostu bali, wcale im sie nie dziwie.Z kazdym rokiem robie sie bardziej cyniczna niestety.
                                --
                                Śmiech to jest poważna sprawa.
                                Gogol
                                • matylda1001 Re: :-)))))))))))))nt 26.01.14, 01:08
                                  baba67 napisała:

                                  > Ci ludzie sie po prostu bali, wcale im sie nie dziwie<

                                  Ja też się nie dziwię, przecież wtedy nie wiedzieli z kim mają do czynienia. Kto wie, czy sama na ich miejscu nie postąpiłabym podobnie. Może nie dlatego, żeby sie przypodobać, ale wszyscy kochający rodzice chyba chcą, żeby dziecko dobrze się czuło. Chłopak w chwili ślubu miał 19 lat, dziewczyna była jeszcze młodsza. Teraz pokończyli już studia, urodziło sie drugie dziecko. Znajoma pomaga finansowo cały czas. Dziewczyna rzeczywiście Pana Boga za nogi złapała, ale to podobno dobra dziewczyna, teściowa ją chwali.
                                  • kora3 A ja się dziwię - całej tej historii 26.01.14, 09:58
                                    Może i przyszli teściowie dziewczyny nie znali materialnej sytuacji jej rodziny, ale na bank znal ja narzeczony. No chyba, ze poznali się na imprezie, na której była jako Kopciuszek w pożyczanych ubraniach, bzyknęli się rozstali, a po 2 miesiącach ona go znalazła oznajmiła o ciązy o on poprosił o rekę. smile No i znała te sytuację sama dziewczyna.
                                    Jakkolwiek to ludzie b. młodzi, ale chyba nie rozmawiano o szczegółach wesela BEZ NICH? No to dziewczyna była, znała sytuację i mogła/powinna zwyczajnie powiedzieć, ze jej rodziców na to nie stać. Chęc zrobienia na przyszłych teściach dobrego wrazenia, czy też niezrobienia złego z powodów materialnych i narazanie własnych rodziców na nedzę to skrajny egoizm!

                                    Ci rodzice - no cóż, jakkolwiek można uch najbardziej pojac, ze chcieli dobrze dla swego dziecka, to raczej są bezmyślni. Wesele to jedna noc, a żyć trzeba dalej.

                                    Co do teściów - na Twoim miejscu podzieliłabym opowieśc znajomej na 10 u odjęła 20smile
                                    Żeby zostać eksmitowanym z mieszkania komunalnego Matyldo trzeba zrobić naprawdę spore zadłużenie, co oznacza niepłacenie nie 2-3 miechy, ale znacznie dłuższy czas.
                                    Ok w chwili przed weselem rodzice chłopaka nie wiedzieli, jaka jest sytuacja materialna przyszłych swatów, ale potem to już chyba się zorientowali. Ciekawe, że tacy szlachetni i jakby co to sami pokryliby koszty wesela, a nie wspomogli swatów, których aż do rudery wyrzucono?
                                    Coś mi tu kochana nie gra ...



                                    --
                                    Korcia
                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                    • baba67 Re: A ja się dziwię - całej tej historii 26.01.14, 10:38
                                      Koro czy Ty myslisz ze tesciowie obu stron mieszkaja zawsze w jednym miescie a kontakty sa czeste i zazyle?
                                      W sytuacji kiedy mnostwo mlodych ludzi wyjezdza na studia?
                                      Rodzice tez nie wtajemniczaja swoich dzieci w biezace klopoty,nawet jesli dziewczyna o nich troche wiedziala to jak sobie wyobrazasz zebranie o pomoc u tesciow?
                                      Jedyne co tu rzeczywiscie mioze byc tak jak piszesz to fakt ze eksmisja mogla byc z powodu i innych zadluzen a nie tylko wesela.
                                      --
                                      Śmiech to jest poważna sprawa.
                                      Gogol
                                      • kora3 Re: A ja się dziwię - całej tej historii 26.01.14, 11:41
                                        baba67 napisała:

                                        > Koro czy Ty myslisz ze tesciowie obu stron mieszkaja zawsze w jednym miescie a
                                        > kontakty sa czeste i zazyle?


                                        Nie, ale chłopak chyba pojechał do przyszłych teściów prosić o rekę? No, to jeśli tak to musiał widzieć jak, gdzie mieszkają i nie mówi mi Matyldo, że nie umiał na tej podstawie ocenić kondycji materialnej.

                                        > W sytuacji kiedy mnostwo mlodych ludzi wyjezdza na studia?

                                        Jak wyżej - chłopak miał 19 lat, dziewczyna jeszcze mniej - raczej przynajmniej ona nie była studentka jeszcze, ale mniejsza o to.

                                        > Rodzice tez nie wtajemniczaja swoich dzieci w biezace klopoty,nawet jesli dzie
                                        > wczyna o nich troche wiedziala to jak sobie wyobrazasz zebranie o pomoc u tesci
                                        > ow?


                                        Wiesz Babo, bieżący kłopot to jest jeśli komuś jednorazowo zabraknie na ratę/ opłate za mieszkanie itd. Ale sytuacja, gdy ktoś nie płaci kilkanaście miesięcy ...Nie wtajemniczyli córki, że są eksmitowani do rudery? I to uważasz za normę, a temu, ze Vi-lez nie wiedziała gdzie mieszka jej ciągle przenoszący się tu u tam brat uważałaś za wielkie dziwo?smile

                                        Zaraz "żebranie" Babo...Owszem, ja nie miałam takiej sytuacji, ale miał ja mój eksmąż. Jego matka była niepełnosprawna, ojciec na emeryturze. Powiedział mi o kłopocie finansowym swoich rodziców pytając, czy może on/oni mogą zwrócić się do moich rodziców o pozyczkę. kłopot nie był az takiego rodzaju, jak groźba eksmisji, ale był. Oczywiście mogli! Pożyczyli, oddali powoli i finał.

                                        > Jedyne co tu rzeczywiscie mioze byc tak jak piszesz to fakt ze eksmisja mogla b
                                        > yc z powodu i innych zadluzen a nie tylko wesela.


                                        wszystko jedno - jeśli mieli taką złą sytuację bez tego wesela, to YUM bardziej nie nalzezało pozwolić żeby się tym weselem "zarżnęli"


                                        --
                                        Korcia
                                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                      • kora3 Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 11:47
                                        to mam taka uwagę: "slachetna" znajoma Matyldy teraz w każdym razie ZNA sytuację, tak? Wie, że swatowie zostali eksmitowani do rudery, wie, ze to także, albo li też tylko z powodu zadłużenia związanego z weselem, które jak mowi sama by sfinansowała, jakby znała sytuację, bo jak pisze Matylda dla niej to "pryszcz".

                                        TERAZ zna aktualną sytuacje i co robi dla swatów? Czeka, az przyjdą do niej "zebrać"? Dlaczego im nie pomoże?
                                        PS. Pewnie Matylda zaraz napisze, ze pomaga?smile
                                        Mati, to było bez złośliwości, ale naprawdę opowieśc Twej znajomej nie wzbudza mego zaufania, ani jej postawa, sorry

                                        --
                                        Korcia
                                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                        • baba67 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 11:55
                                          W ogole nie rozumiem Twojego myslenia tutaj, Matylda pewnie tez nie. Inne pokolenie, nic na to nie poradzimy.
                                          Uwazasz ze powinna rodzicom dziewczyny kupic mieszkanie ?Albo kupic mieszkanie na wynajem i ich tam za grosze osadzic?Bo jest zamoznai to jej wina ze nie wynajela detektywa ktory by ocenil sytuacje przyszlych tesciow tak zeby mogla wszystko sfinansowac.To jej ina ze ludzie ja w jakis sposob oszukali co do swojej kondycji?


                                          --
                                          Śmiech to jest poważna sprawa.
                                          Gogol
                                          • kora3 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 12:08
                                            baba67 napisała:

                                            > Uwazasz ze powinna rodzicom dziewczyny kupic mieszkanie ?

                                            a gdzie ja u licha to napisałam Babo? Weź może przytocz albo nie wpieraj mi, czego nie napisałamsmile

                                            Bo jest zamoznai to jej wina ze nie wyna
                                            > jela detektywa ktory by ocenil sytuacje przyszlych tesciow tak zeby mogla wszys
                                            > tko sfinansowac.To jej ina ze ludzie ja w jakis sposob oszukali co do swojej ko
                                            > ndycji?


                                            Przede wszystkim, o ile Matylda zna synową/ swatów to nie powinna jej mówic o całej sprawie lejąc teraz krokodyle łzy i stawiając siebie w dobrym swietle.
                                            NICZEGO nie musi dla swatów robić, ale niech nie udaje, ze caly czas była niezorientowana w sytuacji ... Bo to jest na bank - nieprawda


                                            --
                                            Korcia
                                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                            • baba67 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 12:21
                                              Ja nie napisalam ze to to napisalas ale PYTAM SIE CIEBIE bo NIE ROZUMIEM co ma ta kobieta robic i dlaczego ma czuc sie winna.
                                              Dorosli ludzie w jej wieku ukrywali swoja finansowa kondycje przez duzo zamozniejszymi tesciami corki, a rzed corke moze tez.Prawdopodobnie poza dlugami na wesele mieli i inne zobowiazania ktore doprowadzily do utraty mieszkania w bloku.
                                              Moze jakis konkret jak ma wygladac ta pomoc?Moze doroslym zawodowo czynnym ludziom procz mieszkania jeszcze rente ufundowac?

                                              --
                                              Śmiech to jest poważna sprawa.
                                              Gogol
                                              • kora3 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 12:31
                                                baba67 napisała:

                                                > Ja nie napisalam ze to to napisalas ale PYTAM SIE CIEBIE bo NIE ROZUMIEM co ma
                                                > ta kobieta robic i dlaczego ma czuc sie winna.


                                                Skoro się nie czuje winna, to po kija o tym opowiada?

                                                > Moze jakis konkret jak ma wygladac ta pomoc?Moze doroslym zawodowo czynnym ludz
                                                > iom procz mieszkania jeszcze rente ufundowac?


                                                a skąd wiesz, ze są czynni zawodowo? Gdzie to jest napisane, bo przeoczyłam. Jasne, jeśli swatowie okłamali znajoma Matyldy np. co do swego zawodu, to mogła się nie zorientować w ich statusie materialnym, ale jeśli nie - to mogła.
                                                I nie chodzi o to, że miała im cos finansować, ale teraz nie powinna opowiadać, jak to jej przykro i źle z powodu ich sytuacji.
                                                >


                                                --
                                                Korcia
                                                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                • baba67 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 12:40
                                                  Bo pewnie jest jej przykro bo sytuacja jest patowa i nijak przez nia niezawiniona.
                                                  Gdybys na przyklad wystawila walizki z samochodu na chodnik na chwile(bo niby gdzie) a jakis mlodzian nie patrzac pod nogi gnalby, przewrocil sie i zlamal sobie reke nie byloby Ci nieprzyjemnie choc to nie Twoja wina? Oplacilabys mu prywatna klinike i rehabilitacje?
                                                  Nie zdarzyloby Ci sie wspomniec komus jak sie z tym czujesz? Bo ja tak.

                                                  Nie rozumiem, naprawde nie rozumiem co masz do tej kobiety.
                                                  --
                                                  Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                  Gogol
                                                  • kora3 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 12:48
                                                    wiesz, to jednak inna sytuacja...Ale w opisanej na pewno zadzwoniłabym po karetke, zapytała młodzieńca jak mogę mu pomóc

                                                    Moim zdaniem , jak wspomniałam, jeśli Matylda zna/może poznac synową znajomej, albo jej rodziców, to nieeleganckie jest dla mnie opowiadanie jej o tej, prawdopodobnie wstydliwej dla synowej u jej rodziców sytuacji. To raz.

                                                    A dwa: znajoma Matyldy musi być wyjątkowo mało spostrzegawcza oraz empatyczna. Średnio rozgarnięty człowiek zwróciłby uwagę ze cos jest nie tak,. bo przyszli swatowie tylko potakują, nie mają własnych propozycji itd.
                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • baba67 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 13:04
                                                    Moze rzeczywiscie nieeleganckie jest rozpowiadanie tu zgoda.
                                                    A co do spostrzegawczosci-moze wlasnie spodziewala sie ze beda jakies korekty w dol,naprawde trudno rozgryzc czlowieka ktory nie chce byc z nami szczery na pierwszym czy drugim spotkaniu.
                                                    Moze nie przyszlo jej do glowy ze rodzice dziewczyny ktora spodobala sie jej synowi moga byc AZ TAK biedni? Co widziala? Mieszkanie jak mieszkanie, meble jak meble zaden margines spoleczny.
                                                    Moze Ty z racji zawodu masz bystre oko i od razu wejdziesz i wiesz.
                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • kora3 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 13:19
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Moze rzeczywiscie nieeleganckie jest rozpowiadanie tu zgoda.

                                                    Może? Wolne żarty ...

                                                    > A co do spostrzegawczosci-moze wlasnie spodziewala sie ze beda jakies korekty
                                                    > w dol,naprawde trudno rozgryzc czlowieka ktory nie chce byc z nami szczery na p
                                                    > ierwszym czy drugim spotkaniu.


                                                    jak wspomniałam już - nie uważam, ze wina leży po stronie matki chłopaka, bo bezposrnie tu powinni zareagować rodzice dziewczyny, ona sama, ewentualnie chłopak (na pewno lepiej zorientowany w sytuacji materialnej rodziny narzeczonej, niż jego matka).
                                                    Natomiast teraz nie powinna udawac ta matka wielce zainteresowanej losem swatów, na tyle, by o tym rozpowiadać i wspominać, ze gdyby oni, to ona by ...

                                                    > Moze nie przyszlo jej do glowy ze rodzice dziewczyny ktora spodobala sie jej sy
                                                    > nowi moga byc AZ TAK biedni? Co widziala? Mieszkanie jak mieszkanie, meble jak
                                                    > meble zaden margines spoleczny.


                                                    eeeee no Babo, bez jaj. Normalny człowiek, szczególnie już zamożny jest w stanie ocenić sytuację po wystroju mieszkania, sprzętach.
                                                    Jasne, mozlliwa jest teoretycznie sytuacja, ze rodzice dziewczyny właśnie za ogromny kredyt wyremontowali kapitalnie mieszkanie, kupili robione na zamówienie meble do wszystkich pomieszczen u najnowszy sprzet agd u rtv. Ale przyznasz, ze to tylko teoria...

                                                    To, ze ktoś ma skromnie urządzone mieszkanie nie oznacza ze jest z marginesu społecznego, oznacza, ze na takie urządzenie go stać!


                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • baba67 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 13:30
                                                    Tia...oboje mlodzi dojrzali i poinformowani ze szczegolami o finansach rodziny kiedy rodzice robia dobra mine bo przeciez przed dziewczyna wielka szansa. Tutaj to juz pojechalas, naprawde...
                                                    Nie napisalam ze posiadanie skromnego mieszkania to patologia, napisalam cos wrecz przeciwnego.
                                                    A nie wiemy czy znajoma informuje na lewo i prawo tylko Matyldzie w zaufaniu bo to dobra znajoma i dyskomfort trzeba wygadac.Nie lubie tworzyc teorii bez dostatecznej wiedzy o sprawie ktorej nie mam
                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • kora3 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 16:08
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Tia...oboje mlodzi dojrzali i poinformowani ze szczegolami o finansach rodziny

                                                    Ło matko, babo - przecież Ci wykazałam, ze nie trzeba być nawet DOROSŁYM, żeby orientować się w sytuacji materialnej rodziny! Powiem więcej - bardziej jestem w stanie uwierzuć, ze słabą orientacje mogą mieć właśnie dojrzałe dzieci, od lat mieszkające poza domem rodzinnym, który odwiedzają z rzadka, niż nastolatek mieszkający z rodzucami

                                                    > kiedy rodzice robia dobra mine bo przeciez przed dziewczyna wielka szansa. Tuta
                                                    > j to juz pojechalas, naprawde...


                                                    To Ty teraz pojechałaś ...Szansa? Dziecko w wieku nastu lat nazywasz "szansa"? Przecież to raczej niekomfortowa sytuacja. Ale rozumiem, ze Tobie idzie o to, że dziewczyna "złapała" bogatego męża? Wg mnie to straszna postawa Babo sad


                                                    > A nie wiemy czy znajoma informuje na lewo i prawo tylko Matyldzie w zaufaniu bo
                                                    > to dobra znajoma i dyskomfort trzeba wygadac.Nie lubie tworzyc teorii bez dost
                                                    > atecznej wiedzy o sprawie ktorej nie mam


                                                    To nie m,a znaczenia, taką rzecz można powiedzieć komus kto nie zna zaunteresowanych - np. tak jak my na forum mówimy



                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • baba67 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 16:23
                                                    Dziewczyna podjela ryzykowna ale udana probe wyrwania sie z biedy.
                                                    Nie widze w tym nic strasznego, podziwiam jej determinacje i odwage, ktora sie oplacila. dziewczyna chyba warta tej szansy. Gdyby nie byla taka zdecydowana nie wiadomo jak by sie ten zwiazek potoczyl.
                                                    latwo mowic komus komu rodzina zapewnila wszystko zeby w zyciu biedy nie zaznac-dobra edukacje , mieszkanie(bo przeciez mialas wlasne bedac mloda osoba chyba nie za wlasne calkiem) ze taka postawa jest straszna.
                                                    Mnie tez rodzina duzo zapewnila ale uzywam wyobrazni niekiedy z powodzeniem i w pelni panne rozumiem.
                                                    Jesli chodzi o jej orientacje w stanie finansow nic mi nie wykazalas..Pewnie ze miala swiadomosc ze jest nieciekawie ale to nie znaczy ze zdawala sobie sprawe ze wesele doprowadzi ja do ruiny, zwlaszcza ze nie bylo jakies wystawne.

                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • kora3 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 16:41
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Dziewczyna podjela ryzykowna ale udana probe wyrwania sie z biedy.
                                                    > Nie widze w tym nic strasznego, podziwiam jej determinacje i odwage, ktora sie
                                                    > oplacila. dziewczyna chyba warta tej szansy. Gdyby nie byla taka zdecydowana ni
                                                    > e wiadomo jak by sie ten zwiazek potoczyl.


                                                    No wiesz, jeśli dziewczyna od początku jest tak traktowana, jako "uboga krewna" to ja bym się martwiła jak się ten związek może jeszcze potoczyć.
                                                    Babo - zrozum mnie dobrze - nie chodzi o to, co rodzina dziewczynie zapewniła, a o to, jak sprawę widzi jej tesciowa. A widzi ja pewnie tak, jak mówiła znajomej , czyli Matyldzie, dziewczyna z biedy "wpadła" z jej synem, rodzice zrobili wszystko, by nie zepsuć jej "szczęścia". Tymczasem skoro ta dziewczyna taka w porzo, to ten chłopak też miał szczęście, nie? Samo to, ze tesciowa wspomina o tym, ze dziewczyna z biedne rodziny swiadczy o tym, ze ma ja za kogoś gorszego sad nawet jeśli nie mówi tego otwartym tekstem...

                                                    > Mnie tez rodzina duzo zapewnila ale uzywam wyobrazni niekiedy z powodzeniem i w
                                                    > pelni panne rozumiem.


                                                    A ja Ci powiem, ze rozumiem, że poszła do łozka z chłopakiem, którego kochała. Trudniej mi zrozumieć, ze zaliczyła wpadkę, jeśli zaliczyła ją nieplanowanie. Jeśli planowanie - to nie rozumiem. A jeśli zrobiła to nie zmiłosci, a dla kasy to już całkiem ... Jak było jednak - nie wiemy. Wiemy natomiast jakie podejście ma tesciowa ...

                                                    > Jesli chodzi o jej orientacje w stanie finansow nic mi nie wykazalas..Pewnie ze
                                                    > miala swiadomosc ze jest nieciekawie ale to nie znaczy ze zdawala sobie sprawe
                                                    > ze wesele doprowadzi ja do ruiny, zwlaszcza ze nie bylo jakies wystawne.


                                                    Wiesz, nawet jeśli wesele finansują w całości rodzice młodej pary to ona zwykle uczestniczy w wyborze sali, menu, orkiestry itd. Zatem WIE ile to będzie kosztowac. Nie trzeba wiekiej folozofii, żeby wiedzac, ze u rodziców jest "nieciekawie" wydatek rzędu kilkunastu tysięcy złotych to dla nich niebotyczna suma
                                                    >


                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • baba67 Re: Co do "żebrania" Babo 26.01.14, 16:57
                                                    Ja bym to ujela tak-poszla do lozka z chlopakiem bo go kochala a poniewaz chlopak z zamoznej rodziny to tak bardzo o antykoncepcji nie myslala. Gdyby nie byl moze by myslala .
                                                    No pewnie ze chlopak tez mial szczescie skoro ma dobra oddana zone, tylko byloby ryzyko ze gdyby ten zwiazek potrwal dluzej kto wie moze chlopak zaczalby sie ogladac za bardziej reprezentacyjnymi dziewczynami a reprezentacja kosztuje. Moze matka majac wiecej czasu zorientowalaby sie w rozpaczliwej sytuacji rodzicow dziewczyny i zaczelaby ja podejrzewac o wyrachowanie oraz zniechecac syna do zwiazku?
                                                    PIsze jeszcze raz-kilkanascie tys zlotych to mozliwosc wziecia kredytu na 10 lat z rata cos 150-200 zlmiesiecznie (taki kredyt mi kilka lat temu zaproponowano a nie mam zadnych nieruchomosci tylko z tego banku oplacam ZUS.
                                                    150 czy 200 zl to nie jest suma niebotyczna,moze dziewczyne zapewnano ze wszystko bedzie dobrze. Podejrzewam ze rodzina narobila innych dlugow i dlatego stracila mieszkanie.
                                                    Skoro ta znajoma Matyly sie tak martwi to moze niech sie dowie jak to bylo naprawde, moze jej ulzy.
                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                            • kora3 I jeszcze jedno Babo 26.01.14, 12:23
                                              jakkolwiek swatowie przed slubem nie muszą się długo znać, to naprawdę BARDZO ŁATWO jest ocenić czyjś status materialny nawet po jednym spotkaniu.
                                              Ludzie na takim spotkaniu poznają się i coś tam gadają poza samym tematem wesela. Np. czym się zajmują, gdzie mieszkają (jeśli spotkanie poza miejscem ich zamieszkania), ile mają dzieci - wszak TY jesteś za wymianą takich informacji, tak?
                                              Poza tym widzisz, jak ludzie są ubrani, czym przyjechali.
                                              Jak wspomniałam - nie chodzi o jakieś badanie statusu materialnego, ale o zwyczajne POSTRZEGANIE.

                                              Wiesz, mam takiego świetnego kolegęsmile Jest tom osoba bardzo elokwentna, oczytana i inteligentna z szerokim wachlarzem zainteresowań. Kiedy się poznaliśmy (a poznał jednocześnie więcej osób z naszego towarzystwa), na pytanie czym się zajmuje z uśmiechem zaproponował, żebyśmy zgadli. Nie, ze chciał ukryć, po prostu, taki żarcik smile
                                              Padały rozne propozycje: urzędnik, menadżer, przedsiębiorca. Ja powiedziałam, że nie wiem czym konkretnie się zajmuje i na jakim stanowisku, ale na pewno ma sporo do czynienia z pracą fizyczną. Gośc mówi, że zgadłamsmile Skąd wiedziałam? Bo przy prezentacji smile podałam mu rękę: była twarda, spracowana, z odciskami u nasady palców. Nie ma siły gość musi robić cos tymi rękami u to na co dzień smile i to prawda, ten znajomy pracuje przy wykroczeniach mieszkań. Dokładnie takie same ręce ma mój przyjaciel,. który jest właścicielem sporego zakładu kamieniarskiego. Jako właściciel nie ogranicza się do nadzoru, tylko sam zasuwa też, bo lubi smile. zupełnie inne dłonie ma mój prawnik, znajomy lekarz itd.

                                              --
                                              Korcia
                                              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                    • matylda1001 Re: A ja się dziwię - całej tej historii 27.01.14, 01:54
                                      kora3 napisała:

                                      >Może i przyszli teściowie dziewczyny nie znali materialnej sytuacji jej rodziny, ale na bank znal ja narzeczony<

                                      Wcale nie musiał znać. Jeśli bywał w jej domu (a wcale nie wiem, czy bywał) to na pewno dostrzegł, że to nie pałac ale normalne mieszkanie, takie jakich wiele widział odwiedzając rówieśników. Normalny dom, z normalnymi rodzicami i normalnym rodzeństwem. Żadna patologia, po prostu niezamożni i w swoim pojęciu honorowi. Poza tym nie jestem przekonana, czy tak młodzi ludzie, którzy w swoich domach nie mają problemów finansowych, potrafią dostrzec je u innych, czy się w ogóle nad tym zastanawiają.

                                      > Jakkolwiek to ludzie b. młodzi, ale chyba nie rozmawiano o szczegółach wesela BEZ NICH? No to dziewczyna była, znała sytuację i mogła/powinna zwyczajnie powiedzieć, ze jej rodziców na to nie stać. <

                                      Nie wiem jak tam było, ale pewnie była przy rozmowach. Ale tu z kolei nie spodziewałabym się az takiej dojrzałości po dziewczynie 17-18 letniej. Na pewno wiedziała, że rodzice biorą kredyt na wesele, ale kredyt jest dla ludzi. Koniecznie musiała mieć pewność, że nie będą w stanie spłacić?

                                      >Ci rodzice - no cóż, jakkolwiek można uch najbardziej pojac, ze chcieli dobrze dla swego dziecka, to raczej są bezmyślni. Wesele to jedna noc, a żyć trzeba dalej. <

                                      Bezmyślni ponad wszelką wątpliwość, i za tę bezmyślność zapłacili problemami. Może też sobie wyobrażali, że dadzą radę pospłacać.

                                      >Żeby zostać eksmitowanym z mieszkania komunalnego Matyldo trzeba zrobić naprawdę spore zadłużenie, co oznacza niepłacenie nie 2-3 miechy, ale znacznie dłuższy czas. <

                                      Ale to nie było mieszkanie komunalne, tylko normalne, spółdzielcze lokatorskie, w bloku. I nikt ich nie eksmitował. Po prostu przestali płacić czynsz (moze przez rok, dwa - nie wiem) Zadłużenie wzrosło do sumy, jakiej nie daliby rady spłacić., więc zamiast czekać na sąd i eksmisję, woleli sami zamienić się na mieszkania z kimś, kto spłacił to zadłużenie i coś tam im odpalił do ręki.

                                      > Ok w chwili przed weselem rodzice chłopaka nie wiedzieli, jaka jest sytuacja materialna przyszłych swatów, ale potem to już chyba się zorientowali. Ciekawe, że tacy szlachetni i jakby co to sami pokryliby koszty wesela, a nie wspomogli swatów, których aż do rudery wyrzucono?
                                      Coś mi tu kochana nie gra ... <

                                      No nie, Koro... smile Tego żeby spłacać kredyt za obcych, dorosłych ludzi, to się chyba jednak nie praktykuje? smile A nawet, zakładając na chwilę, że rodzice chłopaka poszliby na taki układ, to mocno wątpię, czy rodzice dziewczyny na bieżąco zdawali im sprawozdania ze swoich spraw finansowych. Jeśli przyjęli za punkt honoru, żeby wyprawić córce wesele, to na pewno nie po to, żeby potem prosić drugą stronę o zwrot kosztów. I nie mam powodu nie wierzyć znajomej, że jej przykro, iż sprawy tak się potoczyły.
                                      • baba67 Re: A ja się dziwię - całej tej historii 27.01.14, 07:47
                                        Matyldo wydaje mi sie jednakze albo to wesele bylo raczej wystawne albo ci panstwo wzieli jakis koszmarny model kredytu, albo cos w miedzy czasie zaszlo(ktos utracil prace albo zachorowal). Mogli tez pozniej miec i inne zobowiazania na fali radosnego wishful thinking.
                                        O tyle sie watpliwosciom Korci nie dziwie, ze ta historia brzmi dosc kontrowersyjnie w tej wersji jaka podalas po znajomej, a ta penie i do konca szczegolow nie znala.
                                        --
                                        Śmiech to jest poważna sprawa.
                                        Gogol
                                        • matylda1001 Re: A ja się dziwię - całej tej historii 28.01.14, 02:03
                                          baba67 napisała:

                                          > O tyle sie watpliwosciom Korci nie dziwie, ze ta historia brzmi dosc kontrowersyjnie w tej wersji jaka podalas po znajomej,<

                                          Tak to brzmi w odbiorze? No... może... Znowuż zabrakło szczegółów smile Mnie łatwiej bo znam kontekst. Chociaż to tylko znajoma a nie koleżanka, jednak pracujemy razem ponad 20 lat.
                                          Znajoma opowiedziała mi o tym przy okazji jakiejś rozmowy na temat tego, jak można się przejechać na kredycie. Znamy sie w koncu długo i widocznie przekonała się, że z ozorem po ludziach nie biegam. Syna znam jeszcze z czasów, gdy będąc dziecięciem przychodził do mamy do pracy. Synową widziałam ze dwa razy w życiu, jej rodziców nie widziałam nigdy. Z tego, co pamiętam, co na bieżąco znajoma opowiadała, to wesele było skromne jak na jej możliwości (ja tak oceniam). Na pewno ponizej 100 osób - goście głownie ze strony chłopaka. Myślę, że tamci już wtedy liczyli się z kosztami i nie zaprosili wójta i całej gromady. Po ślubie znajoma całkowicie wziela na siebie koszt utrzymania młodej rodziny, dzięki czemu oboje skończyli dzienne studia i spokojnie wychowywali dziecko. Teraz jest już dwoje dzieci. Znajoma kupiła im mieszkanie. Synowa od samego początku przypadła teściowej do gustu. Znajoma zawsze dobrze sie wyraża o synowej. Nic nie wskazuje na to, żeby (jak zasugerowała Kora) traktowała ją jak kogoś gorszego. Chwali ją jako dobrą matkę, żonę, gospodarną panią domu. Syn też nie jakiś rozwydrzony, tylko facet odpowiedzialny. Młodzi dobrze ze sobą żyją. Normalna rodzina, po prostu. Myślę, że to w dużej mierze zasługa znajomej, bo oboje byli bardzo młodzi, i gdyby sami musieli sie zmierzyc z dorosłym życiem, to różnie mogłoby byc z tą miłościa. Z tego, co wiem, znajoma nie utrzymuje z teściami syna kontaktów towarzyskich. Oczywiście poza spotkaniami u wspólnych dzieci i wnucząt. Czasami coś tam wspomina o drugich dziadkach, ale w sposób neutralny, nie wyczuwam niechęci. Nie mam powodów by jej nie wierzyć, wiem, że to nie nowobogacka, której odbiło, ale normalna osoba.
                                          Co do kredytu to myslę sobie, że mogło tak być, jak ona mówi. Wyobrażam sobie rodzinę, w której rodzice zarabiaja w okolicach najniższej krajowej, może trochę więcej, nie mają oszczędności i żyją na bieżąco. Wystarcza na opłaty i utrzymanie. Wiele rodzin tak żyje. Gdy dojdą raty kredytu, a nie ma dodatkowych dochodów, to trzeba na czymś zaoszczędzić. Na jedzeniu sie nie da. Może doszli do wniosku, że ważniejsza jest spłata kredytu żeby odsetki nie rosły, a w spółdzielni jakoś sobie poradzą?

                                          • kora3 Matyldo ja nie neguję 28.01.14, 09:06
                                            doprawdy, że Twoja znajoma wiele młodym pomogła, choć przecież wcale nie musiała.
                                            Ja jedynie powątpiewam w to, że planując wesele syna wraz z rodzicami przyszłej panny młodej kompletnie nie orientowała się/zorientować nie mogła w statusie materialnym przyszłych swatów. Jeszcze mniej wierzę w to, że nie orientował się w nim jej syn, a przyszły pan młody, a już zupełnie nie wierzę w to, ze nie orientowała się przyszła panna młoda.

                                            Fakt, Twoja znajoma wcale nie musiała się chcieć zorientować - proponowała coś- tamci się godzili bez zastrzeżeń, więc...
                                            Tyle tylko, że obecną jej postawę uważam w tym temacie za fałszywą. U nie ma nic wspólnego z tym, jak bardzo pomagała młodej parze w trudnym dla tejze okresie życia.

                                            Stało się, jak się stało - pociąg już jak to mawiają - pojechał. Rodzice dziewczyny chcieli dla niej jak najlepiej., postąpili b. nierozsądnie i za ten brak rozsądku słono teraz płacą. Nie wiem, czy mają jeszcze inne dzieci, ale o ile, to postąpili wobec nich wyjątkowo niewłaściwie, bo chcąc pomóc "szczęściu" córki w postaci bogatego meza, skazali inne dzieci na wyniesienie się do rudery.

                                            Jak dla mnie Matyldo to jakby Twoja znajoma nie chwaliła synowej, ta postąpiła wówczas bardzo, wręcz skrajnie egoistycznie. Może teraz się zmieniła, ale na ów moment jej postępowanie oceniam b. negatywnie.

                                            Naprawdę nie przekonasz mnie, że nastoletnie dziecko w niebogatej rodzinie nie orientuje się, że ta rodzina jest niebogata i nie zna wartości pieniądzasmile To jakiś absurd. Małe dziecko 5-6 lat może się nie orientować jaka jest róznica pomiędzy 100, a 1000 złotych - jaka jest ze tak powiem siła nabywcza tych kwot, ale 17-18 - latka? No proszę cię...

                                            --
                                            Korcia
                                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                            • baba67 Re: Matyldo ja nie neguję 28.01.14, 09:52
                                              A mnie taka wersja wydaje sie w pelni wiarygodna,, zawsze mialas dobrze to nie wiesz jak cienka jest linia miedzy radzeniem sobie jakos przy niskich dochodach a popadnieciem w klopoty. Roznica moze byc 200zl miesiecznie tyle to na rajstopy pewnie wydajesz.
                                              Nie wiesz i cokolwiek bys nie mowila o moim protekcjonalnym to nie to Ty nie wiesz a ja wiem.
                                              Rodzice musieli zostac wkreceni w wyjatkowo paskudny kredyt.Moi znajomi ktorzy zyli jak Matylda opisuje musieli wziac cos 12 tys bo pojawila sie okazja lepszej pracy ale z vanem. Rata byla cos ok 200 bo to kredyt dlugoterminowy.Rodzina miala wiecej kasy bo corka zeszla z utrzymania nie sadze zeby nie mogli zaoszczedzic 200 zl gdyby kredyt byl sensowny.Mozna przejechac sie na kredycie jesli sie go bez sensu bierze , tak.
                                              Zupelnie nie zgadzam sie z ocena panny, granica jak napisalam jest cieniutka, wiem to dobrze.


                                              --
                                              Śmiech to jest poważna sprawa.
                                              Gogol
                                              • kora3 Re: Matyldo ja nie neguję 28.01.14, 10:11
                                                baba67 napisała:

                                                > A mnie taka wersja wydaje sie w pelni wiarygodna,, zawsze mialas dobrze to nie
                                                > wiesz jak cienka jest linia miedzy radzeniem sobie jakos przy niskich dochodach
                                                > a popadnieciem w klopoty. Roznica moze byc 200zl miesiecznie tyle to na rajst
                                                > opy pewnie wydajesz.


                                                babo, znowu zaczynasz smile Owszem, miałam "dobrze" czytaj - NORMALNIE. Moja mama pewnie częściowo z racji zboczenia zawodowego smile bardzo pilnie uważała na to, żebyśmy z siostrą nie zostały wychowane w modelu, w którym dziecko jest pępkiem
                                                swiata i dostaje wszystko, czego chce i kiedy chce, nawet jeśli obiektywnie na te zachcianki byłoby ją/rodziców oboje, stać.

                                                > Nie wiesz i cokolwiek bys nie mowila o moim protekcjonalnym to nie to Ty nie wi
                                                > esz a ja wiem.


                                                Babo, dolary przeciw orzechom, że w życiu widziałam więcej ludzkiej biedy, takiej na serio niż Ty. Z racji pracy chciażby. Więc nie wmawiaj mi, ze nie wiem, bo WIEM!
                                                Wiem też co to znaczy samej troszczyć się o rachunki, kasę na jedzenie, ubranie, bo miałam małzonka, który wyznawał zasadę "Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie", która przejawiała się w bardzo niefrasobliwym podejściu do zarówno zarabiania, jak i wydawania kasy moja droga. O dziwo - mój eksmąż pochodził z rodziny nie ubogiej, ale na pewno obiektywnie gorzej sytuowanej niż moja. Zatem powinien cenić sobie wartość pieniądza, być z domu nauczony racjonalnego gospodarowania budżetem. Ni bardziej mylnego Babo smile

                                                .Rodzina m
                                                > iala wiecej kasy bo corka zeszla z utrzymania nie sadze zeby nie mogli zaoszcze
                                                > dzic 200 zl gdyby kredyt byl sensowny.Mozna przejechac sie na kredycie jesli si
                                                > e go bez sensu bierze , tak.


                                                Wiesz, dla mnie osobiście - kredyt na wesele nie musi być bezsensowny. Osobiscie pewnie bym nie brała, ale jeśli ktoś ma np. sprzedać jakąś działkę, żeby zrobić sobie/swemu dziecku wesele jego marzeń, to rozsądniej jest w takiej sytuacji wziąć kredyt, który nedzie spłacać w mało dla siebie odczuwalnych ratach. Rzecz w tym, ze to jest wybór miedzy sprzedazą czegoś co się ma i bez czego się obędzie (ale korzystniej się tego nie pozbywać), a kredytem, na który tego kogoś stać.

                                                W przypadku tych rodziców to był wybór miedzy spłacaniem kredytu, a płaceniem za mieszkanie.

                                                > Zupelnie nie zgadzam sie z ocena panny, granica jak napisalam jest cieniutka, w
                                                > iem to dobrze.
                                                >


                                                Możesz się nie zgadzać. Ja wiem swoje - nie ma opcji, ze dziewczyna 17 -letnia np. nie orientuje się, iż dla jej rodziny 200 zł miesięcznie na ratę to duza suma.
                                                >


                                                --
                                                Korcia
                                                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                • baba67 Re: Matyldo ja nie neguję 28.01.14, 11:41
                                                  Kredyt na wesele nie musi byc bezsensowny, moze byc tylko bezsensowny kredyt, wszak o tym pisze.Moze czytaj uwazniej posty na ktore odpowiadasz zeby nie wyszlo jak z Beatka.
                                                  Jesli mialas malzonka ktory nie uwazal a stosowne pracowac to Ci wspolczuje ale zdaje sie ze nie mialas dylematu wydac na jedzenie czy na rachunki bo gdybys taki miala to zonkos by szybowal az by sie na Uralu zatrzymal.Jesli pracowal to o czym mowisz?
                                                  Wlasne mieszkanie , 0 dzieci 2 niewielkie nawet pensje to zaden niedostatek.A inna rzecz z niedostatkiem sie spotkac a inna sobie biede poklepac.

                                                  --
                                                  Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                  Gogol
                                                  • kora3 Re: Matyldo ja nie neguję 28.01.14, 12:15
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Jesli mialas malzonka ktory nie uwazal a stosowne pracowac to Ci wspolczuje ale
                                                    > zdaje sie ze nie mialas dylematu wydac na jedzenie czy na rachunki bo gdybys t
                                                    > aki miala to zonkos by szybowal az by sie na Uralu zatrzymal.Jesli pracowal to
                                                    > o czym mowisz?


                                                    Miła Babo, mój eksmałżonek uważał za stosowne hmmm pracować. Praca ta polegała na dosłownie kilku godzinach dydaktycznych w tygodniu i kilku w co 2 weekend. Poza tym "robił doktorat" co szło mu, jak krew z nosa, mimo, ze poza tym nie miał niczego innego do robotysmile
                                                    Żeby jasnośc była - ja wychodząc za niego wiedziałam, ze taką obrał sobie drogę zawodową, iż doktorat będzie robić na asystenturze, a to były grosze wówczas.

                                                    Rzecz w tym, że mój eksmąż majac możliwości dorobienia sobie, nie korzystał z nich. Jak tak teraz myslę, to jemu sue chyba zdawało, ze jest nadal studentem i stypendium mu wystarcza. smile

                                                    Nie mogę powiedzieć, by w zwuazku z tym było biednie, albowiem ja wówczas zarabiałam dobre pieniądze, naprawdę niezłe, jak na osobę tuż po studiach. Jednoczesnie zaocznie robiłam podyplomówkę. Ale Babo po pierwsze - coś za coś - żeby te dobre pieniądze zarabiać,. musiałam naprawdę dużo pracować. A po drugie - oczekiwałam, ze osoba, która korzysta z zarobionych przeze mnie pieniędzy, sama specjalnie się do ich zarabiania nie przykładając, będzie to robić rozsądnie. Nie jestem Babo skapasmile Chętnie podzielę się z kims potrzebującym, taką postawe wyniosłam z domu, ale daruj - nie miałam ochoty finansować KOLEGOM mego ówczesnego meza jakichś wycieczek do Fatumy, czy Medjagorje (czy jak się tam to piszesmile). A mój ówczesny maż potrafił swoim biednym takowe sfinansować z pieniędzy z mojego konta, do którego w swej niefrasobliwości dalam mu pełnomocnitwo.
                                                    Wyjasniłam?smile


                                                    > Wlasne mieszkanie , 0 dzieci 2 niewielkie nawet pensje to zaden niedostatek.A i
                                                    > nna rzecz z niedostatkiem sie spotkac a inna sobie biede poklepac.
                                                    >

                                                    Babo miła, za każdym razem kiedy o tym piszesz, piszesz to tak, jakby posiadanie własnego mieszkania, a także 0 dzieci było jakąś "zbrodnią" czy tez szczęśliwym zrządzeniem losu. smile
                                                    Tymczasem - to mieszkanie moi rodzice mi kupili za CIEŻKO ZAROBIONE przez siebie pieniądze! Natomiast nieposiadanie dzieci było moją decyzją, uważam, ze bardzo słuszną. Posiadanie czy nie, czy też w danym momencie też powinno być decyzją, a nie przypadkiem, bo w praktyce powiedzenie "Dał Bóg dzieci, da i na dzieci" się NIE SPRAWDZA.


                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • baba67 Re: Matyldo ja nie neguję 28.01.14, 14:00
                                                    Doskonale rozumiem ludzi ktorzy wola wygode i stabilnosc finansowa niz dzieci.Zycie jest tylko jedno, a dzieci to jest problem
                                                    Ja Ci tylko uswiadamiam, ze NIGDY nie bylas w sytuacji podobnej do rodzicow tej panny i nie bardzo mozesz sobie wyobrazic jak sie wtedy mysli i jak male sumy moga zrobic roznice w tych kalkulacjach.jestes nie w pelni kompetentna zeby osadzac arowno ich myslenie jak i stopien poinformowania tej dziewczyny, takie jest moje zdanie.
                                                    Nie wiem gdzie wyczytalas u mnie ze posiadanie mieszkania i dobrej pracy do cos zlego, moze jakis cytat?
                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • kora3 Re: Matyldo ja nie neguję 28.01.14, 14:29
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Doskonale rozumiem ludzi ktorzy wola wygode i stabilnosc finansowa niz dzieci.Z
                                                    > ycie jest tylko jedno, a dzieci to jest problem


                                                    No pewnie bywasmile mniejmniej dla mnie największym problemem sa rodzice, którzy dzieci mają całkiem sporo nierzadko, tylko jakoś brak im chęci, czy też werwy do zajecia się nimi ogólnie mówiąc. Dośc często mam do czynienia z takimi dziećmi i naprawdę mi ich zal ...

                                                    > Ja Ci tylko uswiadamiam, ze NIGDY nie bylas w sytuacji podobnej do rodzicow tej
                                                    > panny i nie bardzo mozesz sobie wyobrazic jak sie wtedy mysli i jak male sumy
                                                    > moga zrobic roznice w tych kalkulacjach


                                                    Babo, ale każda z nas mogła być/może być na miejscu tej dziewczyny. Bo od każdego z nas sa ludzie BOGATSI, ni o "oczko" wyżej, ale naprawdę znacznie lepiej uposażeni.
                                                    I jak chcesz już bardzo wiedziećsmile - taka dysproporcja występuje i występowała pomiędzy mną a moim partnerem. smile
                                                    Nie, nie jestem biedna, ale różnice w naszych zarobkach są duże. Zważywszy na to, ze mój partner jest ode mnie starszy i "dorabiał się" siłą rzeczy dłużej, jego stan posiadania tzw. majątku (np. nieruchomego) jest także większy niż mój.

                                                    Róznica polega na tym, że ja nie uważałam wcale ze fakt iż zainteresował się mną mężczyzna znacznie ode mnie bogatszy jest jakimś niebotycznym "szczęściem", które za wszelka cenę trzeba zatrzymać. Stan majątkowy mojego partnera nie miał znaczenia dla mnie na plus, natomiast miał nieco - na minus.
                                                    Bo zdawałam sobie sprawę, że nie byłabym w stanie bez wykonywania gwałtownych ruchówsmile na dłuższą metę sprostać finansowo jego przyzwyczajeniom np. dotyczącym wakacji, czy hobby. Gdyby przyszło mi np. finansować sobie samej wakacje, jakie on preferuje, to szybko by mi się kasa skończyła, łącznie z oszczędnościami.

                                                    Tylko, ze ja nie miałam zamiaru "zastawić się, a postawić się" - otwartym tekstem mówiłam, że na to, czy tamto mnie nie stać. I to wcale nie w celu "wyłudzenia" odeń kasy na to dla mnie. Zwyczajnie u po prostu - z uczciwości i dla wzajemnego komfortu.
                                                    Nie widzę w tym nic upokarzającego, ze mnie nie stać na to, żeby na np. latanie rekreacyjnie wypakować 2,5 tysiąca tygodniowo. Nie stać mnie i już!

                                                    .jestes nie w pelni kompetentna zeby osa
                                                    > dzac arowno ich myslenie jak i stopien poinformowania tej dziewczyny, takie jes
                                                    > t moje zdanie.



                                                    Na pewno nie jestem? To poczytaj sobie powyżej smile

                                                    > Nie wiem gdzie wyczytalas u mnie ze posiadanie mieszkania i dobrej pracy do co
                                                    > s zlego, moze jakis cytat?


                                                    Nie, no wprost nie, ale ciągle powtarzasz, że własne mieszkanie, zero dzieci smile Muszę Ci powiedzieć, ze znam osobę, która także ma własne mieszkanie, całkiem fajne u także ma zero dzieci i b. cienko przedzie, bo jest na niedużej rencie, z której musi to mieszkanie utrzymać, przrzyć sama i jeszcze lekarstwa nietanie sobie kupić. Dla tej osoby 100 zł miesięcznie w tę czy drugą stronę robi sporą różnicę, bo jeśli owa stówa jej wypadnie z budżetu, to albo mieszkania nie zapłaci, albo leków nie wykupi.


                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • kora3 Mam takie zapytanie Babo - serio 28.01.14, 12:53
                                                    Czy gdybym nadal żyła z moim eksmężem, miała z nim 5 dzieci, nie pracowała i codziennie martwiła się, co dam im jeść, to uważałabyś mnie za szczególnie madrą życiowo i bardziej szanowała?

                                                    Pytanie jest całkiem serio i nie żadne ..tendencyjne smile

                                                    A pytam, bo co i rusz widzę w Twoich postach swoiste pobłażanie dla mnie, jako osoby, która życia nie zna, całe życie miała z górki, zero problemów to i nie pojmuję problemów innych. smile

                                                    Prawdę mówiąc babo, ro w czasach mojego dzieciństwa róznie w różnych rodzinach bywało, ale naprawdę przypadki, by dziecko głodne przychodziło do szkoły, były rzadkością. Ludzie żyli skromnie, nie było podstawowych artykułów w sklepach, ale autentyczna BIEDA to jest kochana TERAZ.
                                                    Nie, ze ciepło wspominam PRL - po prostu podaję FAKTY. Wówczas np. rodzina wielodzietna, której ojciec zarabiał mało miała tych wszystkich dodatków, zasiłków tyle, ze czasem to było więcej, niźli pensja tego ojca.
                                                    Teraz dobrze, jeśli taka rodzina na jakiś zasiłek stały się załapie, bo może być tak, ze o 20 groszy przekroczą najniższą stawkę na głowe w rodzinie i nic nie dostaną.

                                                    I dlatego właśnie teraz, gdy porządnie pracujący człowiek w każdej chwili może stracić pracę np. w ramach zwolnień grupowych trzeba ostrożnie podchodzić do spraw pożyczek, kredytów, czy też posiadania dzieci.
                                                    Wspomniałaś o dziewczynie z opowieści Matyldy, że pewnie chłopaka kochała, a ze był zamożny, to tak o antykoncepcji nie myślała. czy tak było, czy nie nieważne u tak się nie dowiemysmile, ale zwróć uwagę, że o ile Twoja sugestia była słuszna, to dziewczyna ta postąpiła b. nierozsądnie. Bo mogło to się skończyć tak, ze została by z tymi biednymi rodzicami i z maluchem oraz alimentami i czesć. Na szczęście tak się nie stało, ale mogło i takie sytuacje warto przewidywać.


                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • kora3 Re: Mam takie zapytanie Babo - serio 28.01.14, 13:55
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Tak, oczywiscie.


                                                    Naprawdę uważałabyś mnie za mądrzejszą życiowo i bardziej godną szacunku, gdybym "zrobiła sobie" z nieodpowiednim facetem 5 dzieci, którym teraz nie miałabym co dawać jeść? Dlaczego?

                                                    > Ale dlaczego mialabym Cie posadzac o taka glupote?


                                                    No to byłabym głupia (skoro cierpiałabym na głupotę), czy madra życiowo? Bo już nie wiem ...



                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • baba67 Re: Mam takie zapytanie Babo - serio 28.01.14, 14:06
                                                    Nie, po prostu mialabys odpowiednia do sytuacji wiedze empiryczna.Glupota czy jej brak nie ma nic do rzeczy.
                                                    Gdybym ja sie zaczela dziwowac w tonacji olaboga jak dziewcyna z dobrego domu ,wyksztalcona i nieglupia mogla zwiazac sie z osoba chora psychicznie tobys mnie poslala na drzewo i slusznie. Nie mam wiedzy empirycznej do takiego osadu.
                                                    Totez sie nie dziwuje i nie osadzam, tylko wspolczuje takich doswiadczen.
                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                                  • kora3 Re: Mam takie zapytanie Babo - serio 28.01.14, 14:40
                                                    baba67 napisała:

                                                    > Nie, po prostu mialabys odpowiednia do sytuacji wiedze empiryczna.Glupota czy j
                                                    > ej brak nie ma nic do rzeczy.


                                                    Wiedzę, jak sobie nie radzić w życiu?

                                                    > Gdybym ja sie zaczela dziwowac w tonacji olaboga jak dziewcyna z dobrego domu ,
                                                    > wyksztalcona i nieglupia mogla zwiazac sie z osoba chora psychicznie tobys mn
                                                    > ie poslala na drzewo i slusznie


                                                    Wcale nie Babo ...Moglabys się dziwować, a zwazywszy na to, że znając Ciebie zdziwienie byłoby prawdziwe, a nie udawane i złośliwe, żeby dokopać, na pewno spokojnie bym ci wyjaśniła na czym polega na choroba, jak się może rozwijać nie dając początkowo sygnałów itd. Nie musisz mieć wiedzy w temacie schizofrenii i możesz się dziwić. Tym bardziej, ze stereotypowo ta choro9ba kojarzy się ludziom ze stanem w którym slepy by dostrzegł, ze ktoś ma cos nie tak z głową smile
                                                    Tak, czy owak- co innego po technicznych studiach bez zadnego doswiadczenia z taka osoba nie umieć zdiagnozować schizofrenika w fazie "przyczajonej" choroby, a co innego mieć zero orientacji na temat poziomu zamożności swoich własnych rodziców mieszkając z nimi i będąc na ich utrzymaniu smile

                                                    --
                                                    Korcia
                                                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                  • baba67 Re: Mam takie zapytanie Babo - serio 28.01.14, 22:56
                                                    Ale ja sie nie dziwie. Widze ze w ogole nie czytasz tego co pisze tylko odpisujesz mi na to co wyobrazasz sobie ze pisze.

                                                    Chcesz sobie dorabiac jako wrozka to sobie dorabiaj, w to sie nie mieszam,
                                                    Uwazam ze nie masz doswiadczenia zeby sie w opowiesci Matyldy zeby kogokolwiek oceniac i juz.Ty uwazasz ze mozesz to sobie oceniaj . nikt Ci przeciez nie broni.,

                                                    --
                                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                                    Gogol
                                            • matylda1001 Re: Matyldo ja nie neguję 29.01.14, 00:20
                                              kora3 napisała:

                                              >Ja jedynie powątpiewam w to, że planując wesele syna wraz z rodzicami przyszłej panny młodej kompletnie nie orientowała się/zorientować nie mogła w statusie materialnym przyszłych swatów.<
                                              >Twoja znajoma wcale nie musiała się chcieć zorientować<

                                              A może właśnie się zorientowała i dlatego to wesele było bardzo skromne w stosunku do takiego, na jakie mogła sobie bez problemu pozwolić? Może się zorientowała, że ludzi nie stać na bogate wesele, ale skąd mogła wiedzieć, że ich nie stać na żadne, skoro sami nie zgłaszali zastrzeżeń?

                                              >Jeszcze mniej wierzę w to, że nie orientował się w nim jej syn, a przyszły pan młody, a już zupełnie nie wierzę w to, ze nie orientowała się przyszła panna młoda. <

                                              A ja wierzę i wyżej napisałam jak to rozumiem.

                                              > Tyle tylko, że obecną jej postawę uważam w tym temacie za fałszywą. U nie ma nic wspólnego z tym, jak bardzo pomagała młodej parze w trudnym dla tejze okresie życia. <

                                              Mogła pomagać w mniejszym zakresie i wymagać od drugiej strony partycypowania w kosztach. Chociażby tych dotyczących córki.

                                              > Nie wiem, czy mają jeszcze inne dzieci, ale o ile, to postąpili wobec nich wyjątkowo niewłaściwie, bo chcąc pomóc "szczęściu" córki w postaci bogatego meza, skazali inne dzieci na wyniesienie się do rudery. <

                                              Dziewczyna ma zdaje się tylko jednego, starszego brata. nie wiem czy w chwili ich ślubu był jeszcze kawalerem.

                                              >bo chcąc pomóc "szczęściu" córki w postaci bogatego meza<

                                              A tego to jakoś nie rozumiem. Wydaje mi się, że gdyby sytuacja materialna obu rodzin była podobna, to znaczy gdyby obie rodziny nie były zamożne, to wesele też by było. Tylko, że wtedy prawdopodobnie nie jedna, ale dwie rodziny miałyby problemy. Wesele może zamiast w eleganckiej restauracji odbyłoby się w jakimś domu weselnym gdzie jest taniej, ale za to pewnie zaprosiliby więcej gości ze swojej strony, i też tanio by nie wyniosło.

                                              >Naprawdę nie przekonasz mnie, że nastoletnie dziecko w niebogatej rodzinie nie orientuje się, że ta rodzina jest niebogata i nie zna wartości pieniądzasmile To jakiś absurd.<

                                              Nie usiłuję Cie przekonać, bo to byłaby nieprawda. Jednak nie wymagałabym od młodej dziewczyny az takiego rozeznania w sprawach finansowych rodziców, którzy na pewno robili wszystko, żeby nie czuła biedy na co dzień. Może byłoby inaczej gdyby to była rodzina skrajnie uboga - obiad co trzeci dzień i ubrania z Pomocy Społecznej. Wtedy wiedziałaby, że nawet kredytu nikt im nie udzieli.
                                      • kora3 Miła Matyldo 28.01.14, 08:04
                                        Absolutnie nie idzie o to, żeby Twoja znajoma spłacała kredyt za swatów, ale nadal jestem przekonana, ze jakkolwiek ona mogła się w sytuacji przyszłych swatów nie orientować dobrze, to młodzi na bank się orientowali.
                                        --
                                        Korcia
                                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                • kora3 Koszmar jakiś 26.01.14, 10:10
                                  baba67 napisała:

                                  > No zaprasza sie raczej zamoznych zeby wesele sie zwrocilo.Co nie znaczy ze sie
                                  > pomija najblizszych.Po prostu z tych poza najblizszymi ktorzy byc z klucza musz
                                  > a zaprasza sie zamozniejszych.


                                  Wcale nie Babo. Jeśli idzie o ten "klucz" to jak zauważam całkiem sporo ludzi zaprasza tych, których po prostu ...lubi smile Poza tym są jeszcze zobowiązania w stylu taki, ze jeśli się było na czymś weselu jako gośc głowny, albo narzeczeni jako oficjalna para, na swoje trzeba także zaprosić.

                                  > A swoja droga to ta dziewczyna Pana Boga za nogi zlapala co sie dziwisz ze rodz
                                  > ina tego szczescia bala sie popsuc?


                                  Pan Bog jej dziecko zrobił, ciekawe? Taki przypadek jest znany i opisany tylko JEDEN i uznawany raczej za ...cudsmile
                                  A dziewczyna jak dla mnie jest skrajną egoistką - myślała tylko o sobie i swoim "szczęściu" nie bacząc, ze wpędza rodziców w nędzę.

                                  A Twoja znajoma jest wspaniala osoba, wiele
                                  > matek na takii mezalians patrzyloby krzywo i mioze nawet probowaloby sie dogad
                                  > ac w sprawie alimentow zamiast synowi zycie zawiazywac zwiazkiem z nizinami spo
                                  > lecznymi.


                                  Tak, wspaniała - opowiada teraz o synowej i jej rodzinie szczegóły Matyldzie, która najpewniej zna, albo ma szansę poznac synową....A do tego WIEDZĄC, ze swatowie zrujnowali się na wesele i teraz mieszkają w slumsie ubolewa nad tym, że zapłacili, choć mogła sama...zamiast pomóc ludziom. Zauste - wspaniała osoba brrr


                                  --
                                  Korcia
                                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                  • baba67 Re: Koszmar jakiś 26.01.14, 10:45
                                    Kiedy bylam 20 latka nie mialam pojecia o finansach moich rodzicow, nie wiedzialam nawet ile wynosza ich zarobki.
                                    Rodzice dziewczyny chcieli jak najlepiej zapewniajac ze dadza sobie rade, pewnie sami w to wierzyli, dlaczego dziewczyna miala w to nie wierzyc?Osobiscie nie mam problemu z przyznawaniem sie ze mnie na cos nie stac(mam specyficzne doswiadczenia zyciowe ktore mnie zdystansowaly) ale jestem w stanie zrozumiec ludzi ktorzy maja.Jest to upokorzenie, poczucie nieudacznictwa sprawa wstydliwa ktora sie ukrywa jak dlugo sie da.
                                    --
                                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                                    Gogol
                                    • kora3 Re: Koszmar jakiś 26.01.14, 11:32
                                      baba67 napisała:

                                      > Kiedy bylam 20 latka nie mialam pojecia o finansach moich rodzicow, nie wiedzia
                                      > lam nawet ile wynosza ich zarobki.


                                      Tralalala Babo smile
                                      Może i nie wiedziałaś ile wynoszą ich zarobki, ale widziałaś zwyczajnie na co uch stać, nie?
                                      W tamtych czasach, kiedy róznice materialne miedzy ludźmi były mniejsze, mogłas mieć mniejsze rozeznanie, niż mają teraz dzieci/młodzież co do domowych budżetów, ale bez jaj, ze nie umiałaś ocenić kondycji finansowej rodziny w której żyłaś.
                                      Jeśli naprawdę tak było, jak piszesz, to przepraszam, ale zostałaś wychowaną w bardzo dziwnym i bardzo niebezpiecznym modelu, w którym dzieci nie mają kompletnie pojęcia czym sa pieniądze i czym jest domowy budżet.
                                      To jest sytuacja wręcz patologiczna - dziecko musi mieć swiadomość, że pieniądze są ograniczone tak czy owak, że trzeba kupić jedzenie, popłacić rachunki. Dla mnie sytuacja, ze w wieku 20 lat nie mam pojęcia o sytuacji materialnej moich rodziców (z którymi już nie mieszkałam, ale którzy w niewielkim, bo niewielkim stopniu, ale partycypowali w moim utrzymaniu wówczas) jest wręcz kosmiczna.

                                      > Rodzice dziewczyny chcieli jak najlepiej zapewniajac ze dadza sobie rade, pewn
                                      > ie sami w to wierzyli,


                                      A przepraszam, na jakiej podstawie wierzyli? Przecież biorąc kredyt/pozyczke mieli wyliczone ule będą płacić w ratach, wiedzieli ile mają miesięcznie. To zwykle odejmowanie, nie zaraz jakieś strasznie matematycznie skomplikowane działania.

                                      ?Osobiscie nie
                                      > mam problemu z przyznawaniem sie ze mnie na cos nie stac(mam specyficzne doswi
                                      > adczenia zyciowe ktore mnie zdystansowaly) ale jestem w stanie zrozumiec ludzi
                                      > ktorzy maja.Jest to upokorzenie, poczucie nieudacznictwa sprawa wstydliwa ktora
                                      > sie ukrywa jak dlugo sie da.


                                      Wiesz co babo, powiem Ci coś. Mam w zyciu taką sytuację, że obracam się w bardzo roznych środowiskach. Ludzi naprawdę ubogich (serio, serio) i ludzi naprawdę bogatych (serio, serio). Dla tych pierwszych mój status materialny kojarzy się pewnie z bogactwem, dla tych drugich taki status to status "żeby przeżyć"smile Choćbym nie wiem jak chciała zgrywać przed tymi drugimi równą im statusem materialnym to nie ma na to szans zwyczajniesmile Przecież taka osoba widzi jakim autem przyjechałam, dowie się gdzie mieszkam (i będzie wiedzieć np. ze w bloku), zobaczy ze podpsuje się piórem za kilkaset złotych, a nie za kilkanaście tysięcy, jak ona ...
                                      To sa oczywiście tylko przykłady, ale mam nadzieję, ze rozumiesz o co chodzi...
                                      Moim zdaniem znajoma Matyldy jak to mowią "gra wariata" - wystarczy bowiem zobaczyć czyjes mieszkanie (u dowiedzieć się, ze komunałka np.), ubrania, zobaczyć co zamawia w restauracji (jeśli tam miało miejsce spotkanie), by dość trafnie ocenić status materialny. I nie chodzi tu o takie "badanie" każdego Babo - uprzedzając, ale w sytuacji gdy mowa o finansowaniu takiego przedsięwzięcia, jak wesele, ma to uzasadnione podstawy.


                                      --
                                      Korcia
                                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                      • baba67 Re: Koszmar jakiś 26.01.14, 11:47
                                        Moja rodzina byla taka jak inne . Nie bylo tak ze jak mi sie sweterek troszke podniszczyl to mama leciala i kupowala mi nowy-trzeba bylo poczekac .
                                        Wychowano mnie bardzo rozsadnie w tej kwestii.
                                        Z kolei pare lat temu bo o takiej sytuacji mowimy byly jeszcze dostepne dlugoterminowe kredyty bez specjalnej ekwilibrystyki mozna bylo je dostac.To prawda ze do dlugiej splaty ale raty byly dosc niskie.A czegos takiego skorzystali moi niezbyt zamozni znajomi .
                                        Podejrzewam ze to ci rodzice mieli taki chory uklad o jakim piszesz a moze i inne dlugi stad problemy z mieszkaniem.
                                        Ani dziewczyna tu niewinna ani jej tesciowie.
                                        --
                                        Śmiech to jest poważna sprawa.
                                        Gogol
                                        • kora3 Re: Koszmar jakiś 26.01.14, 12:03
                                          baba67 napisała:

                                          > Moja rodzina byla taka jak inne . Nie bylo tak ze jak mi sie sweterek troszke
                                          > podniszczyl to mama leciala i kupowala mi nowy-trzeba bylo poczekac .


                                          No widzisz, a jak zachorowałaś i potrzebne były lekarstwa to TEŻ trzeba było poczekać? A jak się zbliżał koniec miesiąca, czy tam dzień wypłaty rodziców to jedliście skromniej?

                                          Pytam nie bez powodu. U mnie w domu naprawdę nie było biednie. Jasna sprwa, skoro tato pracował za granicą, nie? Ale też nie było tak, że cokolwiek zachciało się mnie czy siostrze, to się dostawało. Jednakowoż już jako nieduza dziewczynka byłam w stanie orientować się w statusie materialnym mojej rodziny. Bo: meble, sprzęty u nas w domu były porządne, rodzice kupowali nam rzeczy co prawda nie na zawołanie, ale porządne, tak samo zabawki, jedliśmy porządnie bez względu na dzień miesiąca, nigdy nie brakowało na lekarstwa itd. Nie, nie chwale się Babo, jestem wdzięczna rodzicom za to, a także losowi, bo wszak rodzice innych dzieci, którym brakowało różnych rzeczy też się starali, tylko być może nie mieli takich możliwości, jak moi.
                                          Pokazuję Ci tylko, że obracając się wśród unnych dzieci, bywając w uch domach, słuchając co mówią łatwo mogłam się zorientować, ze u nas jest lepiej/gorzej, prawda? Nie musiałam znac do tego konta bankowego rodziców, ani wysokości zarobków.

                                          > Z kolei pare lat temu bo o takiej sytuacji mowimy byly jeszcze dostepne dlugote
                                          > rminowe kredyty bez specjalnej ekwilibrystyki mozna bylo je dostac.To prawda ze
                                          > do dlugiej splaty ale raty byly dosc niskie.A czegos takiego skorzystali moi n
                                          > iezbyt zamozni znajomi .


                                          Babo, aby dostać długoterminowy kredyt na sporą sumę trzeba było u wówczas mieć zabepieczenie: czy to w postaci zarobków w odpowiedniej wysokości na umowę o pracę na czas nieokreślony, czy w postaci nieruchomości.

                                          > Podejrzewam ze to ci rodzice mieli taki chory uklad o jakim piszesz a moze i in
                                          > ne dlugi stad problemy z mieszkaniem.


                                          Nie wierze w "chory układ" w którym nie orientuje się nastoletnia dziewczyna Babo.
                                          Dziewczyna MUSIAŁA wiedzieć o statusie materialnym rodzicow , choćby z tego, na co ich było stać w utrzymywaniu jej samej.
                                          .


                                          --
                                          Korcia
                                          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                          • baba67 Re: Koszmar jakiś 26.01.14, 12:13
                                            Nie, na lekarstwa nie, nawet drogie, jedzenie zawsze takie samo.Rodzine uwielbiali oszczedzac na dobrach luksusowych . A sweterek nowy byl dobrem luksusowym (taki ze sklepu) bo w tym okresie relacje zarobkow do artykulow przemyslowych byly nie o pojecia teraz.Meble byly dobrej jakosci bo byly tylko takie-kilka sztuk z lat 60tych maja do dzis.
                                            I to nie jest do konca prawda o tym co piszesz o kredytach-mozna bylo ostac naprawde spory kredyt bez tony papierow jeszcze w 2004.
                                            --
                                            Śmiech to jest poważna sprawa.
                                            Gogol
                                            • kora3 Re: Koszmar jakiś 26.01.14, 12:27
                                              baba67 napisała:

                                              > Nie, na lekarstwa nie, nawet drogie, jedzenie zawsze takie samo.Rodzine uwielbi
                                              > ali oszczedzac na dobrach luksusowych


                                              Zatem mogłas ocenić, że sytuacja finansowa w domu jest stabilna: nie jesteście bogaczami, ale nie jesteście biedni - proste.

                                              . A sweterek nowy byl dobrem luksusowym (
                                              > taki ze sklepu) bo w tym okresie relacje zarobkow do artykulow przemyslowych by
                                              > ly nie o pojecia teraz.Meble byly dobrej jakosci bo byly tylko takie-kilka sztu
                                              > k z lat 60tych maja do dzis.


                                              Doskonale to wiem Babosmile

                                              > I to nie jest do konca prawda o tym co piszesz o kredytach-mozna bylo ostac nap
                                              > rawde spory kredyt bez tony papierow jeszcze w 2004.


                                              Babo, zależy co znaczy "spory" jeszcze i dla kogo....Moja kolezanka w tamtych czasach wzięła 1 200 000 (słownie: jeden milion dwieście tysięcy złotych) kredytu pod gospodarstwo rolne 200 ha u już spłaciła ów w zeszłym roku. Ale nie sądzę, by dano jej taki kredyt pod działkę budowlaną smile


                                              --
                                              Korcia
                                              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                                • kora3 Re: Koszmar jakiś 26.01.14, 12:38
                                                  na taki kredyt tez liczą ci zdolnośc kredytową Babo i sprawdzają czy nie pokłamałaś ws. innych zadłużeń ewentualnych. Nie dadzą takiego kredytu osobie na rencie 500 zeta, ani osobie która ma umowę o pracę na 3 miechy.
                                                  --
                                                  Korcia
                                                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                • a1ma Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 15:53
                  No cóż, dla mnie wesele to impreza rodzinna, a nie bal. Świętuje ważne dla mnie wydarzenie w gronie najbliższych, taka jest chyba idea? Jesli nie na weselach, to gdzie mam spotykać te dzieci kuzynów, na stypach?
                  • baba67 Re: :-)))))))))))))nt 25.01.14, 16:12
                    W GRONIE NAJBLIZSZYCH . Bardzo trafne.Dzieci jak najbardziej mile widziane.Co to za rodzinna uroczystosc bez dzieci?
                    Sped 150 osobowy i wiecej to zadna rodzinna uroczystosc(piszemy o przecietnych rodzinach nie takich gdzie bylo osmioro rodzenstwa po obu stronach).Kuzynka niewiidziana od 20 lat mieszkajaca 500 km ode mnie to rodzina tylko z nazwy.
                    Mamy facebook , jesli ktos z dalszej rodziny nas znajdzie i jest staly kontakt to niechze bedzie i 10 woda po kisielu dobrze zaprosic, zaciesnic wiezi.
                    Ale jesli checi kontaktu nie ma to ludzie PO CO?
                    Tak naprawde jestesmy narodem homogenicznym zatem wiekszosc Polakow to jedna rodzina,taka prawda.
                    --
                    Śmiech to jest poważna sprawa.
                    Gogol
                  • kora3 Właśnie - najbliższych A1mo 25.01.14, 16:20
                    a1ma napisała:

                    > No cóż, dla mnie wesele to impreza rodzinna, a nie bal. Świętuje ważne dla mnie
                    > wydarzenie w gronie najbliższych, taka jest chyba idea? Jesli nie na weselach,
                    > to gdzie mam spotykać te dzieci kuzynów, na stypach?


                    Dla mnie niewidziany 10 lat kuzyn nie jest osobą nawet bliską, o najbliższej nie wspomnęsmile no chyba, że kuzyn od lat mieszka gdzie bardzo daleko, ale mamy kontakt na bieżąco: mail, telefon komunikatory ( ja tak mam z 1 kuzynem i to wcale "z urzędu" nie najbliższym - bo to właśnie syn KUZYNA mojej mamy.

                    Znacznie bliżsi od takiego kuzyna z którym nie mam kontaktu są mi przyjaciele, bliscy znajomi i gdybym musiała dokonać wyboru kogo na wesele prosić kuzyna takiego, czy przyjaciela - to na pewno wybór padłby na przyjaciela.
                    Jednoczesnie, nie wiem jak u Ciebie (w srodowisku, regionie), ale w moich kregach zasadą jest zaproszenie na swoje wesele kogoś, u kogo samemu gościło się na weselu jako gość głowny (nie osoba towarzysząca komuś). Odstąpić od tej zasady można, ale tylko wówczas gdy tamto wesele było np. 15 lat temu, a z tym u kogo się gościło nie ma się od dawna kontaktu, albo robi się b. kameralne przyjęcie. W innym przypadku - nie.
                    I co teraz? Masz wybrać: kuzyn którego widziałaś ostatnio na pogrzebie babci 10 lat temu i zamieniłaś 2 słowa, czy znajoma na której weselu bawiłaś się 2 lata temu, jako gośc głowny i macie ciagle kontakt


                    --
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                            • a1ma Re: Właśnie - najbliższych A1mo 26.01.14, 13:33
                              Prawda jest taka, babo, ze jak ktos wspomniał wyżej - goście zazwyczaj rewanzuja sie za zaproszenie prezentem. Oczywiscie, ze nie nalezy na to "liczyć" zapraszajac ich, ale takie sa realia. Zazwyczaj doproszenie kilku/kilkunastu dodatkowych osob nie jest wcale wielkim kosztem dodatkowym dla organizatorów.
                          • kora3 No, ale sama piszesz, że tych, których 26.01.14, 16:31
                            CHCIAŁAŚ zaprosić - zaprosiłaś.
                            Tymczasem zdarza się tak, że od młodej pary OCZEKUJE się, ze zaproszą także tych, których niemal nie znają, albo widzieli 20 lat temu, bo np. sa z nią spokrewnieni czy spowinowaceni i "wypada". Jeśli młoda para nie ma nieograniczonych funduszy, to może się okazać, ze tychże z ich dziećmi i ich os. tow zrobi się 20 par. Jeśli ktoś planuje wesele na 60-65 osób, to dodatkowe 20 to dodatkowo 1/3 planowanej liczby gości.

                            Wbrew temu co uważasz kilkanaście par więcej to sporo. i nie chodzi tylko o wydatki, ale np. o to, ze w związku z tym trzeba się zdecydować na inną salę, bo ta zaplanowana tylu ludzi nie pomieści. Jeśli chodzi o wydatki - też bywają , ba najczęściej SĄ dla młodej pary, albo rodziców tejże niebagatelne. Skromnie licząc 200-250 złotych od osoby razy 20 to 4000-5000 złotych. To jest koszt np. sukni panny młodej.

                            I nie myśl sobie, ze ze mnie taka sknerasmile Ja też gościłam na swoim weselu tych, co goscic chciałam i nie musiałam z nikogo rezygnować z powodu kosztów. Ale jestem za to wdzieczna losowi, bo to wcale standard nie jest
                            --
                            Korcia
                            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                      • kora3 Oj dałam przykład A1mo 25.01.14, 21:03
                        a1ma napisała:

                        > A dlaczego musiałabym wybierać?

                        Jasne, ze sa osoby, które mogą sobie pozwolić na podjęcie na weselu 400 osób i nie zrujnują się, ani nie zadłużą.
                        Większości przeciętnych ludzi jednak na taki rozmiar imprezy nie stać. Muszą sobie zatem ustalić jakiś limit liczby gości. Zapewne 2-3 pary nie robią tu różnicy, ale już 10- 15 par - owszem.


                        --
                        Korcia
                        "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
          • nm.buba011 Re: :-)))))))))))))nt 24.01.14, 11:30
            - śmiech ponad normę, nie jest dobrą oznaką.

            Co możesz zaproponować w omawianym temacie?
            --
            ***********************************************
            www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
            so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
            • kora3 Wiesz, ja się nie dziwię rozbawieniu Baby :) 24.01.14, 11:45
              też mam przekonanie, że watek jest prowokacyjny. smile
              Co nie przeszkadza mi wypowiadać się w nim merytorycznie.

              Jeśli ja miałabym cos zaproponować, to zaproszenie dzieci kuzynostwa o ile się chce (bo wymogu SV tu nie ma wcale), ale bez osób towarzyszących. To sa osoby nieletnie, pozostają także na weselu pod opieką rodziców.
              --
              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
              • nm.buba011 Re: Wiesz, ja się nie dziwię rozbawieniu Baby :) 24.01.14, 12:30
                kora3 napisała:

                > też mam przekonanie, że watek jest prowokacyjny. smile

                - mów, pisz za siebie. Nie manipuluj. To także zasada s-v i podstawowego obycia.

                > Co nie przeszkadza mi wypowiadać się w nim merytorycznie.

                - właśnie.


                > Jeśli ja miałabym cos zaproponować, to zaproszenie dzieci kuzynostwa o ile się
                > chce (bo wymogu SV tu nie ma wcale), ale bez osób towarzyszących. To sa osoby n
                > ieletnie, pozostają także na weselu pod opieką rodziców


                - może być taka sytuacja, że zostanę zaproszony z OT.
                Ja mam na utrzymaniu synka, dorosłego (nie nieletniego), 60 lat.
                Czy jemu, jako pełnoletniemu, przysługuje zabranie swojej... żony?

                Pytanie absurdalne, ale skoro Ty, Koro stawiasz argument... nieletności?
                --
                ***********************************************
                www.youtube.com/watch?v=wq3mfaQeVQY
                so.pwn.pl/zasady.php?id=629793
                • kora3 Re: Wiesz, ja się nie dziwię rozbawieniu Baby :) 24.01.14, 12:38
                  nm.buba011 napisał:
                  >
                  > - mów, pisz za siebie. Nie manipuluj. To także zasada s-v i podstawowego
                  > obycia.



                  ???? "mam" chyba świadczy o tym, ze wypowiadam się za siebie, nie?
                  >
                  >
                  > - może być taka sytuacja, że zostanę zaproszony z OT.
                  > Ja mam na utrzymaniu synka, dorosłego (nie nieletniego), 60 lat.
                  > Czy jemu, jako pełnoletniemu, przysługuje zabranie swojej... żony?


                  że co? Nie, jeśli ON nie został zaproszony, to nie przysługuje mu smile ani OT, ani przyjście solo na owo wesele. Zaproszenie rodzica/rodziców nie "spływa" na dzieci, także dorosłesmile

                  >
                  > Pytanie absurdalne, ale skoro Ty, Koro stawiasz argument... nieletności?

                  To jest normalny argument Bubo. Jeśli nie, to u 5 -latkę powinno się na wesele zapraszać z OT smile


                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                • matylda1001 Re: Wiesz, ja się nie dziwię rozbawieniu Baby :) 24.01.14, 13:14
                  nm.buba011 napisał:

                  kora3 napisała:
                  >
                  > > też mam przekonanie, że watek jest prowokacyjny. smile
                  >
                  > - mów, pisz za siebie. Nie manipuluj.

                  smile A co Ty się znowu Kory czepiasz? Przecież napisała za siebie - "też mam przekonanie". Podobny pogląd już ktoś wcześniej zaprezentował, Kora się z nim identyfikuje, podobnie jak ja, zresztą.
                  A teraz merytorycznie. Ja bym nie miała kłopotu z takim zaproszeniem. Dzieciak to dzieciak i zaprosiłabym go, jak należy, z rodzicami. Jak nie chce przyjść to przymusu nie ma. Niech tylko w odpowiednim czasie rodzice zawiadomią ile osób przybędzie. To Ty raczej mógłbyś mieć kłopot, bo gdyby chodziło np. o tę 16-letnią gimnazjalistkę, bohaterkę jednego z wątków, tę, która miała "narzeczonego" po czterdziestce, a której prawa do bzykania ze starym dziadem tak zawzięcie broniłeś, to ciekawa jestem jakbyś z tego wybrnął smile

                  >> Pytanie absurdalne<

                  Skoro sam sobie zdajesz z tego sprawę, to jeszcze nie jest z Tobą tak źle wink
                  • kora3 Re: Wiesz, ja się nie dziwię rozbawieniu Baby :) 24.01.14, 13:25
                    matylda1001 napisała:
                    >
                    > smile A co Ty się znowu Kory czepiasz? Przecież napisała za siebie - "też
                    > mam przekonanie". Podobny pogląd już ktoś wcześniej zaprezentował, Kora się z
                    > nim identyfikuje, podobnie jak ja, zresztą.


                    Oj Matyldo, czepia się, bo już tak ma smile A ze bez sensu, to wychodzi, jak wychodzi smile


                    > A teraz merytorycznie. Ja bym nie miała kłopotu z takim zaproszeniem. Dzieciak
                    > to dzieciak i zaprosiłabym go, jak należy, z rodzicami. Jak nie chce przyjść to
                    > przymusu nie ma. Niech tylko w odpowiednim czasie rodzice zawiadomią ile osób
                    > przybędzie.


                    Dokladnie....


                    --
                    Korcia
                    "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                    • aqua48 Jeszcze jeden problem 24.01.14, 14:18
                      Nie był poruszony, otóż jeśli już łamiąc zasadę zostałby zaproszony gimnazjalista z osobą towarzyszącą ( zakładam, że najprawdopodobniej również nieletnią), to w zasadzie powinni oboje wręczyć też nowożeńcom osobny prezent OD SIEBIE.
                        • kora3 Jak widzicie drogie panie, kolega Buba 25.01.14, 13:21
                          niezwykle niechętnie odpowiada na pytania niewygodne dla jego tezy smile Np. moje dotyczące dyskomfortu gości głównych związanego z opieką nad nieletnią osobą tow. swego dziecka, albo Aquy dotyczące prezentu w takiej sytuacji.smile

                          Jak znam życie odpowiedzi jeśli się pojawią smile mogą być mocni ...dygresyjne, nawet tak mocno, ze niezrozumiałesmile


                          --
                          Korcia
                          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                          • matylda1001 Re: Jak widzicie drogie panie, kolega Buba 25.01.14, 15:01
                            Ja też zapytałam co Buba by zrobił w przypadku 16-latki i jej 3 razy starszego "narzeczonego" smile Tak wtedy bronił tego związku, że naprawdę jestem ciekawa.
                            Niestety, Buba nie odpowiada na pytania, na które nie znajdzie gotowej odpowiedzi w swoim podręczniku.
                            Poza tym Buba twierdzi, że nie ma obowiązku natychmiastowego odpowiadania na pytania, jak tez nie ma obowiązku odpowiadania w ogóle.
                            • beata_ Re: Jak widzicie drogie panie, kolega Buba 26.01.14, 00:51
                              matylda1001 napisała:

                              > [...]
                              > Niestety, Buba nie odpowiada na pytania, na które nie znajdzie gotowej odpowiedzi w swoim podręczniku

                              Bądź w Przedwiecznej - zapomniałaś dodać...


                              > Poza tym Buba twierdzi, że nie ma obowiązku natychmiastowego odpowiadania na
                              > pytania, jak tez nie ma obowiązku odpowiadania w ogóle.

                              Taka jego (wygodna) uroda! smile
                              Ciekawe tylko, że domaga się tychże odpowiedzi od innych Użytkowników forum...


                              --
                              Nigdy...!
                              • matylda1001 Re: Jak widzicie drogie panie, kolega Buba 26.01.14, 01:18
                                beata_ napisała:

                                > Bądź w Przedwiecznej - zapomniałaś dodać...<

                                wink Przecież Przedwieczna to właśnie Buby podręcznik.

                                > Taka jego (wygodna) uroda! smile
                                Ciekawe tylko, że domaga się tychże odpowiedzi od innych Użytkowników forum...<

                                A gdyby tak zastosować metodę: "jak Buba Bogu, tak Bóg Bubie"? smile Może Buba zmieni zdanie?

                                • beata_ Wątpię mocno, ... 26.01.14, 02:21
                                  matylda1001 napisała:

                                  > [...]
                                  >
                                  > A gdyby tak zastosować metodę: "jak Buba Bogu, tak Bóg Bubie"? smile Może Buba
                                  > zmieni zdanie?

                                  ... ale myśl i metoda sama w sobie baaaaardzo mi się podoba.
                                  Zaraz mi się dostanie jako moderatorowi - bo przecież moderator, to nie człowiek! big_grin

                                  --
                                  Nigdy...!
                                • beata_ Re: Jak widzicie drogie panie, kolega Buba 26.01.14, 18:17
                                  matylda1001 napisała:

                                  > [...]
                                  > A gdyby tak zastosować metodę: "jak Buba Bogu, tak Bóg Bubie"? smile

                                  Oczami wyobraźni zobaczyłam obrazek, ilustrujący to powiedzenie. W oryginale było "Cuba", co większego znaczenia nie ma akurat. big_grin


                                  > Może Buba zmieni zdanie?

                                  "Takie rzeczy - tylko w Erze..." big_grin


                                  --
                                  Nigdy...!
                              • ach_dama_byc_z_kanady Re: Jak widzicie drogie panie, kolega Buba 26.01.14, 04:15
                                beata_ napisała:
                                CytatTaka jego (wygodna) uroda! smile
                                Ciekawe tylko, że domaga się tychże odpowiedzi od innych Użytkowników forum...


                                I to jeszcze jak nachalnie, jak bezczelnie. zastanawia mnie gdziez on sie uchowal...
                                bo nie na salonach, to pewne.

                                Minnie
                                --
                                Milczenie to tekst, który niezwykle łatwo jest błędnie zinterpretować.
                                Julian Tuwim

                                Ach_Dama_Byc...aka Minniemouse...aka Venus22
          • ach_dama_byc_z_kanady Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 27.01.14, 04:04
            e-emma-e napisała:
            Czy to nieuzasadnione i nagminne pisanie wielkimi literami ("Go", "Mu") można jakoś wyplenić?

            Na forach (forumach) rzeczywscie jest raczej zwyczaj tytulowania sie wzajemnie mala litera,
            (netykieta), bo forum to nie jakas sztywna, oficjalna forma korespondencji.
            Dla mnie zwracanie sie na forum z malej litery do kogos nie jest wyrazem braku szacunku
            a jedynie zblizeniem, zrownaniem dystansu.
            Ktos kto pisze stosujac duze litery 'TY, Ciebie, Tobie' - to dla mnie jakby trzymal paluszek w gorze.
            bardzo "lelegancko", no.

            Tylko czasem zdarzaja sie sytuacje kiedy wypada uzyc formalnego zwrotu na forum.

            tutaj ciekawa dyskusja na ten temat:

            Ty, ty

            przezabawne:
            Co do szacunku – fakt. Nieraz widać zdanie typu „Chyba Cie pop…ło” wink

            Minnie


            Niestety, aby to wyplenic trzeba by zablokowac uczestnika,
            a takich uprawnien nie mam wink

            Minnie
            --
            Milczenie to tekst, który niezwykle łatwo jest błędnie zinterpretować.
            Julian Tuwim

            Ach_Dama_Byc...aka Minniemouse...aka Venus22
            • aqua48 Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 27.01.14, 09:16
              ach_dama_byc_z_kanady napisała:

              > Na forach (forumach) rzeczywscie jest raczej zwyczaj tytulowania sie wzajemni
              > e mala litera,

              Na polskich forach raczej nie..

              > Dla mnie zwracanie sie na forum z malej litery do kogos nie jest wyrazem braku
              > szacunku a jedynie zblizeniem, zrownaniem dystansu.

              Nie każdy ma ochotę dopuścić drugą osobę do takiego "zbliżenia" słusznie taktując je jako braki w umiejętności zachowania się.

              > Ktos kto pisze stosujac duze litery 'TY, Ciebie, Tobie' - to dla mnie jakby trz
              > ymal paluszek w gorze.
              > bardzo "lelegancko", no.

              Ciekawe, bo to powszechnie stosowany wyraz szacunku do drugiej osoby do której piszący się zwraca. Zupełnie inny problem porusza Emma pisząc o wyróżnianiu majuskułą osób TRZECICH, co jest rzeczywiście bezpodstawne i z punktu widzenia językowego i s-v.


              • ach_dama_byc_z_kanady Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 27.01.14, 10:05
                aqua48 napisała:

                Na polskich forach raczej nie..

                raczej na wlasnie polskich. uprzejmie zapraszam przeleciec sie po forach,
                zliczyc i porownac ile razy jest uzyte Ty, ty, Tobie, tobie, Cie, cie, Ciebie, ciebie
                itd. itp
                z duzej a ile razy z malej litery.
                nawet tu, na naszym sv, od poczatku posprawdzaj sobie jak i kto do siebie sie tu zwracal
                i zwraca.
                no prosze, prosze, do dziela, do dziela..

                Minnie
                --
                Milczenie to tekst, który niezwykle łatwo jest błędnie zinterpretować.
                Julian Tuwim

                Ach_Dama_Byc...aka Minniemouse...aka Venus22
                • aqua48 Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 27.01.14, 10:40
                  ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                  uprzejmie zapraszam przeleciec sie po forach
                  > zliczyc i porownac ile razy jest uzyte
                  > z duzej a ile razy z malej litery.
                  > od poczatku posprawdzaj sobie jak i kto do siebie sie
                  > tu zwracal no prosze, prosze, do dziela, do dziela..

                  Wiesz, ja nie mam zapędów do robienia statystyk, ani czasu na bzdurne zajęcia, pozostawiam liczenie i zestawianie Tobie, miłej zabawy!
                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 27.01.14, 21:30
                    aqua48 napisała:
                    Wiesz, ja nie mam zapędów do robienia statystyk, ani czasu na bzdurne zajęcia, pozostawiam liczenie i zestawianie Tobie, miłej zabawy!

                    Jak "nie masz zapedow" - to nie wypowiadaj bezpodstawnych opin.
                    Powinnas mnie przeprosic.

                    Minnie
                    --
                    Milczenie to tekst, który niezwykle łatwo jest błędnie zinterpretować.
                    Julian Tuwim

                    Ach_Dama_Byc...aka Minniemouse...aka Venus22
                      • ach_dama_byc_z_kanady Re: zaproszenia na wesele - osoby towarzyszące 28.01.14, 04:36
                        aqua48 napisała:
                        Bo mam inną opinie niż Ty? I nie wyrażam zgody na Twe pouczenia i organizowanie mi czasu?

                        Nie. prawo do odmiennej opinii ma kazdy, tobie tego rowniez nie odmawiam.
                        Nie pouczam cie tez, i nie organizuje ci czasu.

                        Tylko, ze w odpowiedzi na moj post to TY postawilas teze ze "na polskim forum raczej nie" - a ja cie poprosilam zebys
                        to mi udowodnila, na co
                        bardzo niekulturalnie i lekcewazaco odpisalas mi:

                        Wiesz, ja nie mam zapędów do robienia statystyk, ani czasu na bzdurne zajęcia, pozostawiam liczenie i zestawianie Tobie, miłej zabawy!

                        powtarzam jeszcze raz - na moja teze ze w internecie (w skrocie) nie stosuje sie
                        duzych liter zwracajac sie do kogos,
                        to TY kontrargumentowalas ze "w Polsce nie".

                        Ja z kolei na to kontrargumentowalam ze mozESZ sprawdzic sobie to
                        przegladajac fora,
                        bo to nie ja twierdze ze jest inaczej.

                        Do ciebie wiec nalezy udowodnienie mi ze nie mam racji, nie do mnie (albo mam).

                        Ty nie tylko ze wymigujesz sie od tego co do ciebie nalezy -czyli udowodnienia wlasnej tezy,
                        to jeszcze w tym momencie nagle wygodnie wysmiewasz, sprowadzasz cala sprawe do "bzdury".

                        I za to powinnas mnie przeprosic - za twoj brak kultury i nieladne manipulacje w stosunku
                        do mnie.

                        I jeszcze jedno.
                        O ile twoja uwaga w watku noworocznym przypadla mi nawet do gustu,
                        i nie tak dawno uprzejmie sie z toba zgodzilam w sprawach "dowalanki",
                        to nie chce abys miala mylne wrazenie ze tym samym od tej pory
                        dostalas jakas licencje do pouczania mnie wszem i wobec. Och nie, nie,
                        jesli staram sie byc grzeczniejsza to tylko z wlasnej nieprzymuszonej woli.
                        Ty pamietaj o swoim miejscu w szeregu, wszelkie uwagi na moj temat zachowuj dla siebie,
                        i tak bedzie najlepiej.

                        Minnie





                        --
                        Milczenie to tekst, który niezwykle łatwo jest błędnie zinterpretować.
                        Julian Tuwim

                        Ach_Dama_Byc...aka Minniemouse...aka Venus22
                            • hans.schmid ZAKOŃCZENIE :) 22.10.14, 12:36
                              Witajcie ponownie,

                              wesele się odbyło, wspomniani na wstępie gimnazjaliści zostali zaproszeni wraz z osobami towarzyszącymi. Fakt, nie wszyscy je mieli, w końcu to dość młody wiek, niemniej jednak taka forma spotkała się uznaniem samych zainteresowanych, jak też ich rodziców. Tyle w temacie.

                              HS
                              • baba67 Re: ZAKOŃCZENIE :) 22.10.14, 22:19
                                No i fajne, Ludzie maja rozne upodobania i moga swoje pieniadze wydawac na co chca.
                                Mozna postawic na Legie mozna zafundowac obcym dzieciakom zabawe na weselu albo i dac na Rydzyka. Troche tolerancji nam jako narodowi sie przyda.
                                --
                                Kiedy słońce zachodzi. karły rzucają cienie jak olbrzymy.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki