Dodaj do ulubionych

Jestem wściekła-czy słusznie?

23.02.14, 13:12
Nie wiem czy to dobre forum dla tego co chce napisać,ale to jakoś najbardziej mi pasowało.Bo mam wielką ochotę zupełnie niezgodnie z zasadami savoir vivre kogoś opieprzyć.
Niedawno zmieniliśmy miejsce zamieszkania(300 km)Mój syn(niespełna 17 lat) zostawił tam swoich przyjaciół,harcerstwo,znajomych itp.I teraz kiedy mamy ferie pojechał tam (sam,pociągiem-gdyby pojawił sie zarzut,że nadopiekuńcza jestemwink.Zatrzymał sie u swojego komendanta hufca.I oczywiście odwiedza wszystkich znajomych i róznież swojego najlepszego przyjaciela.Kiedy tam poszedł,rodzice chłopca poprosili go o pomoc z zniesieniu mebli.Oczywiście nie odmówił i znosili z 4 piętra ciężką starą meblościankę.Taki kurs wykonali 5 razy a po wszystkim dostał obiad i 10 zł.Nie miałabym nic przeciwko takiej pomocy,gdyby chodziło o jednorazowe zniesienie małego biurka itp/Czuję,że go zwyczajnie wykorzystali i mam ochotę im to powiedzieć.Nie byliśmy blisko,ot zwykli znajomi,których dzieci sie przyjaźnią.Dodam,że ludzie są dobrze sytuowani i stać ich na zapłacenie tragarzowi.Mój dzieciak jest delikatnej budowy,chudy jak szczypiorek i mówił,że bardzo się namęczył.Jestem wściekła i na nich,że go wykorzystali i na syna,że nie umiał odmówić i na siebie,że nie nauczyłam go asertywności.Proszę doradźcie,zareagować czy zostawić bo już nie cofnę faktu?
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 14:22
      babka_z_miesnego napisała:

      > Kiedy tam poszedł,rodzice chłopca
      > poprosili go o pomoc z zniesieniu mebli.
      > Mój dzieciak jest delikatnej budowy,chudy jak szczypiorek i mówił,że bardzo s
      > ię namęczył.Jestem wściekła i na nich,że go wykorzystali i na syna,że nie umiał
      > odmówić i na siebie,że nie nauczyłam go asertywności.

      Istnieje zawsze możliwość odmowy w odpowiedzi na każdą prośbę. Dla syna to dobra nauczka, jeśli znowu ktoś go poprosi o przysługę przekraczającą jego siły.

      Proszę doradźcie,zareagować czy zostawić bo już nie cofnę faktu?

      Co pomoże Twoja jakakolwiek reakcja, prócz tego, że nauczysz syna, że to mamusia ma za niego podejmować decyzje? Nawet na odległość. I urazisz znajomych.
      • laura988 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 14:38
        o matko, i co z tego, że urazi znajomych? a oni nie myśleli, że ją urażą, kiedy zagonili dzieciaka do roboty?
        moją uwagę zwróciło tu co innego - owe 10 zł, które mu zapłacili. no to dosłownie jakby dać komuś w twarz. to już lepiej, jakby nic nie zapłacili i np. zabrali chłopaka na pizzę.
        i tak, osobiście jestem za mówieniem ludziom prosto w oczy, co się na dany temat sądzi, ale to oczywiście moje zdanie
        • aqua48 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 15:23
          laura988 napisała:

          > o matko, i co z tego, że urazi znajomych? a oni nie myśleli, że ją urażą, kiedy
          > zagonili dzieciaka do roboty?

          Zagonili? Poprosili o pomoc w noszeniu ciężkich rzeczy. Siedemnastolatek zapewne ma usta na właściwym miejscu, a przynajmniej powinien nauczyć się grzecznej asertywności i dbania o siebie.
          Z mojego doświadczenia z osobami w tym wieku wynika, że baaardzo lubią się żalić na wykorzystywanie przez kogoś, i są mistrzami świata w odmawianiu jeśli coś nie jest po ich myśli, lub jest dla nich niewygodne smile
          Natomiast mamusia prawie pełnoletniego faceta, która w tej sytuacji po fakcie dzwoni do znajomych z pretensjami, że wykorzystali jej synka to coś nie tak.
          • nchyb Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 19:42
            czy to na pewno było cwaniactwo?
            z tego co rozumiem - syn autorki wątku pojechał do kolegi z wizytą.
            U kolegi znosili meblościankę. Zapewne kolega z rodzicami. Był również ten 17-latek, to poproszono go o pomoc.
            Tu wkraczamy w strefę przypuszczeń i domysłów. Przypuszczalnie gdyby przyjaciel nie pomógł, to tamten chłopiec z rodzicami znieśliby sami tę meblościankę, nie zatrudniając wcale nikogo. I jak ten rzeczony 17-latek miał się zachować? Siedzieć w pokoju, słuchać muzy i czekać aż przyjaciel zmachany wróci po zniesieniu meblościanki i zajmie się gościem? Może jeszcze powinien narzekać, że sam siedział, a gospodarz nie powinien go zostawiać?

            Nie wiemy, czy syn autorki wątku skarżył się mamie na zmęczenie, czy też na wykorzystanie go przez znajomych. I naprawdę nie wiemy, czy rodzice przyjaciela go wykorzystali, czy zwyczajnie nie przyszło im do głowy, ze rówieśnik ich syna może mieć problemy po zniesieniu mebli. I w sumie nie wiemy, czy ten syn też nosił.
            Jeżeli nosił - to jak najbardziej pomoc przyjacielska, ta dycha była niepotrzebna.
              • nchyb Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 25.02.14, 09:32
                mam podobne odczucie jak moja przedmówczyni Yoma, zapowiedziane wizyty kolegów moich synów nie wpływają na moje życie w sposób aż tak znaczący.
                Dodatkowo koledzy synów niejednokrotnie sami zgłaszali się do pomocy moim dzieciom, gdy te coś robiły. Podobnie synom zawsze mówiłam, by kolegom również pomagali.

                Ja kolegom za pomoc nie płaciłam (chociaż posiłkiem częstowałam), więc nie wiem, czy się potem swoim mamusiom nie skarżyli, że koledzy (i ich rodzicielka) niecnie ich wykorzystywali...
    • kora3 Słusznie 23.02.14, 14:52
      wg mnie.
      Ja bym te sprawę na razie zostawiła - nie z powodu możliwości urazenia znajomych, a dlatego, że szkoda szarpać sobie nerwów, skoro pociąg już ze tak powiem pojechał.
      Ale na przyszłość uczul syna na to, że choć pomóc komuś piekna rzecz, ale nie może być to z narażeniem jego zdrowia i nie musi, jeśli nie chce, czy nie czuje się na siłach.
    • kornel-1 Straszne 23.02.14, 15:25
      babka_z_miesnego napisała:
      >Jestem wściekła i na nich,że go wykorzystali i na syna,że nie umiał odmówić i na siebie,że nie nauczyłam go asertywności.

      Za dużo się naczytałaś o asertywności. Za mało zadbałaś o to, by syna przyzwyczaić do wysiłku fizycznego. 17-latek, który ma problem ze zniesieniem (wraz z innymi osobami) meblościanki podzielonej na 5 części, to nieszczęście.

      Ale dobrze się stało: może to wydarzenie zachęci syna do pójścia na siłownię.

      > Proszę doradźcie,zareagować czy zostawić bo już nie cofnę faktu?

      Ponieważ syn jest niepełnoletni, możesz wystąpić do znajomych o podwyższenie zapłaty za usługę do poziomu 50% stawki zawodowego tragarza.

      ROTFL.

      Kornel
        • kornel-1 Re: Kornel 23.02.14, 23:09
          mallard napisał:
          >Ty to takie drugie wcielenie Buby jesteś zdaje się...

          LOL, raczej moim wcieleniem są makinetka82, dwapsyikot i annthonka, które w tym wątku wypowiedziały się w podobnym duchu.

          ROTFL.

          Jeśli pozwolisz:

          Naucz się śmiać z samego siebie.

          Kornel
    • makinetka82 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 18:04
      Rany... mam nadzieję, ze ten wpis to prowokacja...

      Czy Ty, Autorko postu, za każdą pomoc każesz sobie płacić? za każdą przysługę, nawet wyświadczoną znajomym, więcej nawet- rodzinie przyjaciela?Czy nie wydaje Ci się, że Twojemu dziecku nie stała się absolutnie żadna krzywda, jeśli ww meblościanka znoszona była w 5 częściach przez kilka osob? Czy nie warto byłoby uczyć dziecko, że warto pomagać innym bezinteresownie? Siedemnastolatek (sic!) wraca rozżalony, bo się biedactwo namęczył, a Ty jak kwoka trzęsiesz się z oburzenia, bo ktos tak perfidnie WYKORZYSTAŁ Twoje dziecko i zapłacił TYLKO 10 zl i obiadem... Dobre sobie. Wszystkie komentarze , które mi teraz przychodzą do głowy, nie mają z sv nic wspólnego.

      Egoistów nie znajduje się w kapuście... na egoistów się wychowuje, moi drodzy wink


      Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wkurwić to już żaden problem big_grin
      • babka_z_miesnego Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 19:53
        Nie,to nie prowokacja.Mój syn nie jest egoistą.Jest ułożonym,pomocnym chłopakiem,od wielu lat harcerzem co również go ukształtowało.To,że należy pomagać bezinteresownie miał wpajane od dziecka.Nie skarżył mi się i nie był rozżalony,poinformował mnie o fakcie,że nosił ciężką, swarzędzką meblościankę z 4 piętra mimochodem. Był zdziwiony faktem,że mnie to wkurzyło.Nie chodzi mi o 10 zł,które dostał,tylko o fakt,że został wykorzystany przez ludzi,którzy nie chcieli płacić tragarzowi,a on, w swej naiwności nawet tego nie zauważył.Jeśli tego nie rozumiesz,cóż...nie każdy jest bystry.


        • baba67 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 20:58
          Ale zaraz -on sam nie znosil tak? Znosila rodzina a on pomogl bo akurat sie pojawil, tak?
          Skad wiesz ze rodzina gdyby Twego syna tam nie bylo nie znosilaby sama , skad ten pomysl z tragarzem?
          Facet byl wynajety stal obok i czekal a Twoj syn zapindalal za niego?
          ja tu nie wiem o co kaman.
          na Twoim miejscu zaniepokoilabym sie brakiem kondycji chlopaka (no chyba ze mial jakies problemy, przepukline , to rzeczywiscie powinien stanowczo odmowic).
          Wez wiecej tego mieska skrec czy jak.
        • makinetka82 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 21:10
          Osobiście uważam, że nie powinni mu byli płacić... jeśli chcieli go nagrodzić, jak to napisał ktoś wcześniej, powinni byli załatwić to inaczej... pizza, kino, ale nie pieniądze.
          Zarzucasz mi, ze nie jestem bystra? Niby na jakiej podstawie? Bo nie rozumiem, ze drobna- tak, drobna - pomoc komuś, z kim łączą nas jakieś więzi to jeszcze nie tragedia? Czy to czyni mnie głupią, przepraszam? Bo nie jestem wyrachowana, i pomoc ludziom z którymi jestem związana jest dla mnie chlebem powszednim?

          I jeszcze pytanie do Ciebie, tak na marginesie.... gdyby dzieciak poszedł do nich, a oni nie wynosiliby akurat mebli, gdyby zaprosili go na obiad ot tak - po prostu, myślisz ze czuliby się wykorzystani, bo przyszedł akurat w porze obiadowej i nie wypadało go nie poczęstować?
            • annthonka Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 22:08
              No nareszcie jakieś głosy rozsądku, bo już zaczęłam tracić nadzieję.

              Czy na widok Twojego syna rodzinka szybko odprawiła wcześniej umówionego tragarza wietrząc okazję do zaoszczędzenia pieniędzy? Czy syn sam tę meblościankę z czwartego piętra na plecach dygał w rytm pokrzykiwania rodzinki?

              Nie, po prostu rodzina jego najlepszego przyjaciela poprosiła go o pomoc. Naprawdę uważasz to za tak oburzające, że jesteś gotowa robić dym?

              A swoją drogą jeżeli syn jest wątły i słabowity i nie jest to spowodowane żadną chorobą, to warto zastanowić się, jak poprawić kondycję i wzmocnić mięśnie - przyda się nie tylko do noszenia regałów.

              • margonik Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 23:02
                Ludzie, o czym Wy mówicie? Tego typu prace są nawet zakazane prawem dla młodocianych pracowników! Takie dzwiganie jest bardzo kontuzyjne, nawet dla wysportowanych osób! Co z tego, ze meblościanka była podzielona na 5 części. Taka szafa potrafi ważyć naprawdę dużo, a znoszenie jej ze schodów, to nie to samo, co ćwiczenia na siłowni, wykonywane w kontrolowany sposób i z uwzględnieniem własnych możliwości!
                Mój mąż jest silny i wysportowany, a jednak jak mieliśmy przeprowadzkę, to zatrudniliśmy tragarzy - bo kręgosłup ma się tylko jeden!
                Nie raz widziałam kontuzje po takich akcjach!
        • ach_dama_byc_z_kanady Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 23:32
          babka_z_miesnego napisała:

          . Był zdziwiony faktem,że mnie to wkurzyło.Nie chodzi mi o 10 zł,które dostał,tylko o fakt,że został wykorzystany przez ludzi,którzy nie chcieli płacić tragarzowi,a on, w swej naiwności nawet tego nie zauważył.Jeśli tego nie rozumiesz,cóż...nie każdy jest bystry.

          A dlaczego uwazasz ze zostal "wykorzystany?"

          czy to taka zbrodnia pomoc komus zniesc ciezka mebloscianke?
          nawet twoj syn sie tobie dziwi i nie widzi nic zlego w tym ze pomogl.
          dlaczego rodzice tego chlopaka mieliby placic za tragarza skoro bylo dwoch chlopakow
          w sile wieku do pomocy?
          w takiej sytuacji mieli jeszcze dzwonic po tragarza, placic mu? jak mieli syna i jego
          kolege pod reka?

          tez bym nie zatrudnila.


          Minnie
    • ortolann Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 19:13
      Też bym była wkurzona i też (jak kogoś gdzieś wyżej) by mnie zniesmaczyła ta dycha za fatygę. Jednak nie robiłabym już teraz rabanu. Synowi należałoby wytłumaczyć, że ładnie się zachował, jednak jego kosztem ktoś sobie załatwił tanią siłę roboczą. Gdyby nie Twój syn tamci państwo musieliby zapłacić tragarzom i to nie byłoby 10 zł. Trudno. Stało się, meble już na dole. Rozumiem przy tym też syna, który pewnie nie wiedział jak ma się wymigać od takiej przysługi i najpewniej głupio byłoby odmawiać. A dodatkowo, jeśli ma taką bojową mamę, która robi akcje, to wcale się nie dziwię również jego niezdecydowaniu - ale to już wtręt zupełnie na marginesie, tylko dla Ciebie pod rozwagę.
      Na pewno znasz takie powiedzonko o miękkim sercu i twardej d.upie - pasuje do tej sytuacji jak ulał.
    • kol.3 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 19:24
      Absolutnie się z Tobą zgadzam. Wg mnie znajomi postąpili niewłaściwie. Po pierwsze to nie jest drobna przysługa, to duża praca fizyczna. Przy długotrwałym dźwiganiu zawsze istnieje potencjalna możliwość nabawienia się urazu, zrobienia sobie krzywdy. Kto by wtedy płacił za leczenie? Uważam, że poproszenie o tak dużą przysługę było w ogóle nadużyciem, w ostatecznym przypadku powinni uzgodnić to z Wami. Syn ma prawie 17 lat, jest jednak niepełnoletni.
      Ja bym zadzwoniła i spokojnie wytłumaczyła jak to widzisz.
      Płacenie w sytuacji gdy prosi się zaprzyjaźnioną osobę o przysługę w ogóle uważam za niegrzeczne. Intencją znajomych było niestety załatwienie sprawy tanim kosztem.
      na marginesie - w swoim czasie media szeroko rozpisywały się że jedna z gwiazd naszej estrady osoba młoda , bardzo sprawna fizycznie pomogła sąsiadowi wnieść wózek z dzieckiem na piętro. Nabawiła się urazu kręgosłupa, nie skończyło się na jednej operacji i jak mi się wydaje będzie miała kłopot zdrowotny do końca życia.
        • margonik Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 21:24
          Też uważam, ze to było bezczelne i niepoważne ze strony tych ludzi! Po pierwsze, to jeszcze niepełnoletni chłopak, a przy takim noszeniu mógł doznać jakiegoś urazu. Ci ludzie, jako gospodarze, którzy go gościli, powinni sie poczuwać do jakiejś odpowiedzialności i nie ryzykować takich sytuacji. Co innego, gdybys Ty go o coś takiego poprosiła, ale nie powinni tego robić obcy ludzie w stosunku do 17 letniego dziecka (bo to nadal dziecko!).
          A te 10 zł to juz w ogóle, jak ochłap... Albo powinni to potraktować, jak przysługę, albo jak prace, ale wówczas należało za to zapłacić jak za pracę!
          Czy bym zadzwoniła? Nie wiem, ale chyba tak....
          Wiem ze to duże dziecko i mozna mu narobić obciachu, ale rozwazyłabym to.

          Odnośnie siłowni, to pewnie,warto go zachęcić, aby się wzmocnił trochę, ale tak ogólnie to w ogóle nie w tym rzecz... A niektórzy są drobni i drobni pozostaną.
          • margonik Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 21:27
            Ale chłopak sam w sobie zachował sie dobrze i nie robiłabym mu wyrzutów. Co najwyżej mógł nie przyjmować tej kasy, z szacunku do własnej osoby. Jednak dobrze, że pomógł. Tyle ze taka prośba nie powinna w ogóle wyjść ze strony tych ludzi!
          • mariusz_zet Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 21:30
            Kiedyś moja żona dała 10 zł napiwku dostawcy ze sklepu internetowego, który przywiózł nam zakupy i pownosił nam je do domu (mieszkamy na 3. piętrze bez windy). Mimo że przecież nie ma obowiązku dawania napiwków i człowiek ten dostaje pensję za swoją pracę, to poczuł się tak urażony, że rzucił w moją żonę tymi 10 złotymi.
            to tak dla przykładu, jak ludzie reagują na tego typu wynagrodzenie, choć w naszym przypadku sytuacja była jednak diametralnie inna
          • kwiat_w_kratke Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 00:50
            ale nie powinni tego robić obcy ludzie w stosunku d
            > o 17 letniego dziecka (bo to nadal dziecko!).


            big_grin big_grin big_grin
            Biedne, siedemnastoletnie dziecko, w dodatku chude jak szczypiorek. big_grin Na jego widok znajomi na pewno szybciutko odwołali wezwanego już tragarza, coby zaoszczędzić parę złotych. big_grin
            Myślę, że babka_z_miesnego jest trollem, trudno mi uwierzyć, w taką głupotę.
    • claratrueba Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 05:51
      Twój syn popełnił jeden błąd- powiedział matce, że zachował się jak na kolegę i harcerza przystało (pomoc ludziom jest jedna z idei harcerstwa).
      Jeśli zajmiesz stanowisko i będziesz interweniować, jedynym skutkiem będzie to, że nast. razem nie dowiesz się o niczym, co twój prawie dorosły syn robi kiedy w domu nie jest. Bo to zbyt duże ryzyko, że mamuśka poleci z interwencją ośmieszając go i robiąc z niego maminsynka przed znajomymi.
      Mam syna już 20letniego, nie szczypiorka, nabrał męskości i siły przez ciężką pracę fizyczną, bo innego sposobu nie ma. Dla Twojej informacji podam ci, że i tragarzem to był często- dniówka czyli za 8 godzin wynosi 50 złotych (rozładowywanie tirów- worki po 25 kg). Więc z tym "wykorzystaniem finansowym" to Twoja fantazja. Przy czym paru jego kolegów o tej pracy nie mówiło swoim nadopiekuńczym mamusiom. Powód -cyt.:"Bo jej nic nie można powiedzieć, bo zaraz aferę robi". Co dot. nie tylko kwestii pracy, ale życia tych młodych ludzi w ogóle- ogólna zasada "matkę trzymać z daleka od swoich spraw".
    • cetherena Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 06:47
      Nie ma jednoznacznej intrepretacji takiej sytuaacji. To zależy, jak się chce budować relacje z innymi: czy mają być ograniczone do wspólnej konsumpcji kawy i ciasta, czy można też w te relacje włączyć myślenie o pomaganiu sobie nawzajem. Tak sobie rozważam: czy Twój syn zapłacił komendantowi za nocleg? Jeśli nie, czy wykorzystał komendanta? Czy pomoc w noszeniu mebli bardzo się różni od udzielenia noclegu?
      Ja osobiście wolę relacje z innymi, w któych istnieje pomaganie sobie nawzajem (w miarę możliwości).
    • kora3 Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 08:55
      nie ukrywam wpisami tych, co uważają, ze gościa wypada "zatrudniać" do takich prac.

      Pomijam już fakt, ze ci, którzy uważają, iż tego typu noszenie jest bezpieczne dla człowieka w tym niewprawionego, bez odpowiednich akcesoriów typu pasy sa w błędzie.
      Mój kuzyn tak kiedyś pomagał nosić meble sąsiadom. Nikt go nie zmuszał, sam się zadeklarował. Był młodym 25-letnim mężczyzną, tzw. chłopem na schwał - silnym, wysportowanym. Podczas noszenia tych mebli ktoś inny niosący z drugiej strony stracił równowagę i mój kuzyn runął na schody, a na niego ciężkie meble. Doznał urazu kręgosłupa, 3 miesiące lezał unieruchomiony, rokowania były srednie. Wyszedł z tego, ale skutki tej "zabawy" odczuwa do dziś ...

      Tu na szczęście nic się nie stało, ale na Boga, ludzie - gość niepełnoletni, gość dziecka to także jest GOŚĆ. Gosci nie zatrudnia się do prac domowych - noszenia mebli, wynoszenia smieci, sprzątania. Nie wiem skad u niektórych taka "maniera".
      Ja jako nastolatka byłam kiedyś u pewnej koleżanki i na odchodne jej matka wręczyła mi worek ze smieciami "proszac" by po drodze wyrzucić. Wziełam, wyrzuciłam, ale koleżanki więcej nie odwiedzałam. O takie cos mogła mnie poprosić osoba bliska, a nawet ta kolezanka takową nie była, nie wspomnę o jej matce widzianej raz w zyciu.

      Jasne - można poprosić przyjaciela swego dziecka o pomoc - moja mam b. często korzysta z takiej pomocy ze strony mego przyjaciela, który mieszka niedaleko niej. Tylko, że to jest samotna pani po 60 -tce, a jego zna od ponad 25 lat i nie jest to nastolatek. Po tylu latach znajomości przeze mnie oni sami sa przyjaciółmi smile Mój przyjaciel sam oferuje pomoc "Będę w sklepie obok Ciebie, zrobić Ci jakieś większe zakupy?" , "Jadę dziś do CH, chcesz się zabrać? "
      Moja mama także czasem w awaryjnych sytuacjach sama dzwoni i prosi o coś, ale prosi, a nie stawia go w sytuacji takiej, ze przyjdzie na obiad, a ma trzepać dywany np.

      Chłopak przyjechał z dość daleka, mamy telefony komórkowe, zapewne nie zaszedł do kolegi w ciemno. Kolega powinien powiedzieć mu, gdy dzwonił, umawiali się "Słuchaj, mamy tu taka pilną pracę, wpadnij, ale za godzinę". Nie wypada stawiac gościa przed faktem dokonanym: a bo my tu mamy znoszenie mebli, malowanie, remont, sprzątanie, wiec się dołącz. Gośc nie ma wyboru : nie wypada mu siedzieć, gdy reszta krzata się przy robocie, wiec nawet jeśli nie jest proszony czuje się zobowiązany pomóc.
        • kora3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 09:10
          ano, ale ja nie wiem też co to za maniera, ze gości dzieci traktuje się, jak ... no nie wiem jak to nazwać. oczekuje się, że pomoga w sprzątaniu, wynoszeniu mebli i śmieci. Co to jest u licha? Ciekawe, że nie zawołał sobie pan domu paru rosłych kolegów do tej pracy. Doroslych, zaprzyjaźnionych i PRZYGOTOWANYCH na to, ze nie ida pogadać, tylko nosic meble
          • aqua48 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:00
            kora3 napisała:

            > ano, ale ja nie wiem też co to za maniera, ze gości dzieci traktuje się, jak ..
            > . no nie wiem jak to nazwać. oczekuje się, że pomoga w sprzątaniu, wynoszeniu m
            > ebli i śmieci. Ciekawe, że nie zawołał sobie pan domu paru
            > rosłych kolegów do tej pracy. Doroslych, zaprzyjaźnionych i PRZYGOTOWANYCH na t
            > o, ze nie ida pogadać, tylko nosic meble

            Koro nie wiemy dokładnie jak wyglądała sytuacja, czy gość był zapowiedziany czy wpadł do przyjaciela przy okazji bytności w jego miejscowości, na zasadzie, mam chwilę czasu to wstąpię i trafił akurat na akcję znoszenia mebli. W tej drugiej sytuacji nie dziwię się i nie widzę nic złego w tym, że został poproszony o pomoc. I nie oburza mnie to. Został potraktowany jak domownik. Z mojego doświadczenia wynika, że w takich pracach bardziej się przydaje dodatkowa para rąk do przytrzymania nieporęcznych przedmiotów i manewrowania nimi, niż siła. A nastolatki są bardzo czułe na punkcie "przemęczenia" i uwielbiają kiedy się je za taką pomoc wychwala, żałuje ich i docenia.
            A odmówić mógł jak najbardziej. Zaraz na początku, jak tylko zobaczył, że pojawił się w domu przyjaciela w chwili dla wszystkich absorbującej i na wizyty nieodpowiedniej, albo w momencie kiedy poczuł się pomocą zmęczony.
            • kora3 Aquo 24.02.14, 10:10
              Jasne, ze nie wiemy dokładnie. Mnie jednakowoż drazni taka maniera, ze gości swoich dzieci traktuje się tak właśnie.
              Poza tym szczerze, to ja bałabym się (m.in. ze względu na to, ze widziałam czym się to skończyło u mego kuzyna - jak wspomniałam wówczas dorosłego, rosłego i wysportowanego) "zatrudniać" nieletniego do takich prac, nawet gdyby się rwał ...
          • annthonka Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:09
            Syn autorki wątku odwiedzał najlepszego przyjaciela, więc zapewne został potraktowany bardziej jak członek rodziny niż jak gość honorowy.

            Ja natomiast jestem zniesmaczona tekstami o wyzysku i oczekiwaniem wynagrodzenia za przysługi. Chłopak nie zaiwaniał za darmo na budowie przez tydzień, tylko pomógł znosić meble rodzicom najbliższego przyjaciela - pewnie zajęło mu to z godzinę. Idąc tym absurdalnym tropem należy zadać pytanie, czy autorka wątku zapłaciła komendantowi za nocleg, a rodzinie przyjaciela za obiad, którym został poczęstowany jej syn? No bo, skoro nie ma nic darmo...

            Ale autorka wątku uświadomiła mi przynajmniej skąd się potem na świecie biorą interesowne maminsynki.
            • kora3 Anthonko 24.02.14, 10:18
              jeśli kogoś traktuje się jak członka rodziny, to mu się za prace na rzecz tej rodziny nie płaci, wszystko jedno ile.
              Ja odniosłam wrazenie, ze watkodawczynię zniesmaczył właśnie fakt "zapłacenia".

              Dodam, ze jestem zdecydowanie przeciwna zatridnianiu gości swych dzieci do jakichś prac domowych. To jest zwyczajnie chamstwo. To tak, jakby dzieci "zatrudniło" gościa rodziców do sprzątania swego pokoju, albo odrabiania lekcji.
              Pomijam już to, ze z doświadczenia swego krewnego wiem, czym może się takie znoszenie mebli bez pasów skończyć. Bałabym się o to poprosić, czy nawet przyjąc nieproszoną pomoc dorosłego człowieka, a dopiero nieletniego - sorry
              • annthonka Re: Anthonko 24.02.14, 10:34
                Koro, ale nie mówimy tu o codziennych pracach domowych typu odkurzanie czy wyrzucenie śmieci, tylko o sytuacji wyjątkowej, kiedy pada hasło "wszystkie ręce na pokład".

                Być może uznasz mnie w takim razie za chamidło, bo nie miałabym oporów poprosić przyjaciela mojego syna o pomoc w podobnej sytuacji. O zgrozo, nie dzwoniłam również z awanturą, kiedy mój syn wspólnie ze swoim najlepszym przyjacielem przez pół dnia rąbali drewno do kominka w domu rodziców tegoż przyjaciela.
            • margonik Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:28
              Nikt nie oczekuje wynagrodzenia za przysługę. Chodzi o to, że nietaktowne było wręczenie takiego wynagrodzenia, szczególnie, że wręczono 10 zł, bo za przysługi (jak w tym przypadku) się nie płaci, a za pracę płaci się godnie!
              Ktoś tu pisał, że jego syn był tragarzem i dostawał 50zł za 8h. Może przy takiej pełnoetatowej pracy tak to wygląda, ale żaden tragarz od przeprowadzek za tyle Ci w ogóle palcem nie kiwnie, bo stawki - za zniesienie pojedynczej rzeczy, w ramach 1 kursu - zaczynają się od 30zł.

              Ale ostatecznie nie chodzi o to, czy mu zapłacono, czy nie, ale o to, że w ogóle nie powinni go o to poprosić. To jest kompletny brak wyobraźni! 16-17 letni chłopcy (bo on nawet nie miał skończonych 17 lat), to nie są "mężczyźni w pełni sił". Szczególnie jeśli chłopak jest drobny - pomijając, czy powinien ćwiczyć, czy nie, to czym innym jest ćwiczyć, żeby nabrać siły, a czym innym bez przygotowania dźwigać!

              Przeciążenie kręgosłupa podczas podnoszenia ciężarów może spowodować uszkodzenie krążka międzykręgowego. Krążek międzykręgowy spełnia rolę biologicznego łożyska, jądro miażdżyste jest niczym kulka w łożysku. Na skutek urazu jądro miażdżyste może się przemieścić ia powodować ucisk na nerwy, czego skutkiem mogą być silne bóle, zaburzenia czucia, a nawet niedowład kończyn.

              • kornel-1 Dobrze, że nie umarł 24.02.14, 13:42
                margonik napisała:

                > Przeciążenie
                > kręgosłupa podczas podnoszenia ciężarów może spowodować uszkodzenie krążka międ
                > zykręgowego. Krążek międzykręgowy spełnia rolę biologicznego łożyska, jądro mia
                > żdżyste jest niczym kulka w łożysku. Na skutek urazu jądro miażdżyste może się
                > przemieścić ia powodować ucisk na nerwy, czego skutkiem mogą być silne bóle, za
                > burzenia czucia, a nawet niedowład kończyn.


                Dobrze, że nie umarł.

                Kornel
            • kora3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:23
              baba67 napisała:

              > Nie wrecza, ale nie jest to naprawde nic takiego strasznego zeby sie obrazac.

              To może zachęć je, żeby wręczyło i poczekaj na reakcję swego gościa?smile
              Ja się nie obraziłam poniekąd, nadal odzywała się z kolezanką, spędzałam z nią czas, tylko nie odwiedzałam jej w domu.

              > Chyba ze ktos nie ma dystansu do swojej osoby, zawsze myslalam ze masz stad moj
              > e zdziwienie.


              Ależ mam, ale to nie znaczy, ze miałabym wykonywać prace domowe u moich koleżanek postawiona pod scianąsmile Ostatnio będąc u mojej mamy sama zadeklarowałam, ze umyje okna naszej sędziwej sąsiadce, bo umiem, lubię ja też lubię a sama nie dałaby rady. Tylko, że z tą sąsiaką jestem blisko, a ona w zyciu nie wreczyłaby mi płynu do mycia okien i szmatki w ramach znajomoścismile ani teraz, ani gdy miałam np. 16-17 lat.
                • kora3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:39
                  baba67 napisała:

                  > Moje dziecko ma tak ze przychodza do niego osoby naprawde zaprzyjaznione.
                  > Podejrzewam ze reakcja bylaby-OK, nie ma sprawy.


                  ale ja nie mówiłam o gościach Twego dziecka, tylko TWOICH smile np. przychodzi do Ciebie przyjaciólka, a Twoje dzieci na odchodne wręcza jej wór śmieci i prosi o wyrzucenie "przy okazji".

                  Babo, żeby jasnośc była - ja nie mam niczego przeciw kolezenskim/przyjacielskim przysługom. Sama takie wyświadczam w zakresie, w którym mogę (nie jest to jak się domyślasz noszenie mebli) smile i sama z takowych korzystam, także w zakresie zakupow w chorobie, sprzątania (!!!), czy nawet przygotowania posiłku.
                  Nikt nikomu za to nie płaci, ani nie oczekuje zapłaty.
                  Rzecz w tym, ze ja o te przysługi proszę MOICH znajomych, a nie np. znajomych mego partnera. I to nie dlatego, że uch nie znam dobrze (czesc znam) albo nie lubię. Tylko dlatego, że wuekszosc jego mnie znanych dostępnych tu na miejscu znajomych, to sa osoby, które bezpośrednio, albo pośrednio podlegają mu służbowo. I taka osoba mogłaby obawiać się odmówić nawet gdyby totalnie jej taka pomoc nie pasowała, a ja jako kobieta przełożonego działałabym z pozycji "siły". Z takiej pozycji działają rodzice nieletniego, czy b. młodej osoby w stosunku do ich znajomych - równolatków.
                  • baba67 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:44
                    Czekaj bo ja czegos nie zrozumialam.Dziecko znajomej wreczylo Ci wor?
                    Nie no kosmos jakis. Znajoma byla przy tym i nie zareagowala?Gdyby ona mi wreczyla nie zrobiloby to na mnie zadnego wrazenia. Dziecko po prostu jest zle wychowane i nie omieszkalabym tego jakos skomentowac moze nie od razu (boby mnie zatkalo) ale pozniej na pewno.
                    • kora3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:53
                      baba67 napisała:

                      > Czekaj bo ja czegos nie zrozumialam.Dziecko znajomej wreczylo Ci wor?

                      Nie, MATKA koleżanki.

                      Gdyby ona mi wrecz
                      > yla nie zrobiloby to na mnie zadnego wrazenia



                      No właśnie, gdyby kolezanka mnie poprosiła, bym przy okazji wyniosła śmieci wychodząc, to na mnie także nie zrobiłoby żadnego wrazenia Babosmile


                      . Dziecko po prostu jest zle wycho
                      > wane i nie omieszkalabym tego jakos skomentowac moze nie od razu (boby mnie za
                      > tkalo) ale pozniej na pewno.


                      Nie zrozumiałaśsmile Wór ze śmieciami wreczyla mi matka koleżanki po zakończonej u kolezanki (dodam nie jakiejś bliskiej mi) wizycie.
                      Dla mnie to dokładnie tak samo absurdalna sytuacja, jakby gosciowu matki moja kolezanka wręczyła ów wór.
                      Sama piszesz, ze "dziecko źle wychowane" i "zatkałoby Cię" - mnie też smile
                      Rzecz w tym, że owa matka TEŻ była źle wychowana. Bo ja byłam gościem jej córki, a nie jej. Jeśli ona ma ze swoim tym czy innym gościem taki układ, że może wręczyć na odchodne smieci (ja mam taki z paroma ludźmi) to ok, ale ze mną takiego układu nie miała.
                      Uznała, ze można tak zrobić, bo ...jestem gościem jej dziecka, wiec może mną dysponować. a to nieprawda.

                      Podobnie - jakaś Kasia, czy Małgosia może poprosić soją kumpelę, kumpla, chłopaka o pomoc w posprzątaniu swego pokoju, ale nie smie takiej pomocy "z urzędu" wymagać matka tejże.
                      Odwrotnie - matka Małgosi może poprosić swego znajomego o pomoc w rozwiązaniu zadania Małgosi, ale Małgosia nie smie tego wymagac.
                                • kora3 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 13:14
                                  baba67 napisała:

                                  > Ja nie wiem czy mojej by przyszlo-mamy zsyp na pietrze.
                                  > Uwazam jednak ze to nic szokujacego poprosic dziecko o drobna przysluge nie wym
                                  > agajaca zadnych specjalnych nakladow pracy i nakladania drogi.


                                  Jeszcze raz - dziecko - gośc jest gościem Twego dziecka i Twoje dziecko mogłoby je poprosić o te przysługę. Ty - nie.
                                  Podobnie - Ty mogłabyś o te przysługę poprosić opuszczającą Twój dom koleżankę, a Twoje dziecko - nie.

                                  No, chyba, ze "uważasz jednak ze to nic szokujacego poprosic dorosłą osobę o drobna przysluge nie wymagajaca zadnych specjalnych nakladow pracy i nakladania drogi" będąc dzieckiem gospodarza smile
                                  • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 13:26
                                    A tego nie rozumiem. Moje dziecko mieszka w moim domu. Ja jestem gospodarzem, Dziecko prawo do roznych rzeczy oczywiscie bo jest to tez jego dom, ale jego kolezanka czy kolega korzysta z gosciny w moim domu.Korona z glowy mu nie spadnie jesli wykona drobna, niewymagajaca ani czasu ani wysilku przysluge.
                                    Kiedys bylam poproszona o potrzymanie z kolezanka kilku duzych powloczek bo matka kolezanki skladala je do magla i jakos moja godnosc osobista nie ucierpiala.
                                    Nie uwazam tego za zadna fope ze strony tej matki bylo bardzo zabawnie zreszta.
                                    Zadnego tytulu doi wyzszosci Twojej matki nad matka kolezanki nie widze.
                                    • kora3 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 13:54
                                      baba67 napisała:

                                      > A tego nie rozumiem. Moje dziecko mieszka w moim domu. Ja jestem gospodarzem, D
                                      > ziecko prawo do roznych rzeczy oczywiscie bo jest to tez jego dom, ale jego ko
                                      > lezanka czy kolega korzysta z gosciny w moim domu.Korona z glowy mu nie spadnie
                                      > jesli wykona drobna, niewymagajaca ani czasu ani wysilku przysluge.


                                      Korona z glowy nie spadnie także Twojej koleżance, która korzysta z gosciny w domu Twego dziecka (zakładając, ze mieszkacie z sobą stale, nie ze dziecko do Ciebie np. przyjechało) . Nic zatem złego, gdy poprosi ją np. o pomoc w odrobieniu lekcji, albo wyniesienie śmieci z jego pokoju, bo przecież i tak wychodzi, nie?

                                      > .
                                      > Nie uwazam tego za zadna fope ze strony tej matki bylo bardzo zabawnie zreszta.
                                      > Zadnego tytulu doi wyzszosci Twojej matki nad matka kolezanki nie widze.


                                      a ja widzę Babo. Bo nie idzie o to, czy twoja godnośc osobista ucierpiała.
                                      To jest po prostu bardzo niewychowawcze wobec SWOICH dzieci pokazywać im, że mniej ważnej osobie można okazywać mniej szacunku, wyreczac się nią.
                                      Nie ma znaczenia, czy to o co prosi matka, czy ojciec gościa swego dziecka sprawi mu kłopot, czy wymagać będzie wysiłku, czy też nie.
                                      Znaczenie ma to, że relacja pomiędzy proszącym, a proszonym jest taka, że proszony praktycznie nie może bezkolizyjnie odmowić.
                                      Jeśli prosiloby dziecko swojego gościa, to ta relacja jest inna.

                                      To jest tak, jakbym ja teraz zadzwoniła sobie do któregoś podwładnego mojego partnera i "zaproponowała" mu, żeby mnie zawiózł np. gdzieś, bo nie wiem, samochód mi wysiadł, a mam gdzieś jechać.
                                      Postawiłabym człowieka w sytuacji bez wyjścia: prosi go kobieta przełożonego. Mogę poprosić kogoś o te przysługę, ale kogoś kto nie jest zmuszony spełnić te prośbę.
                                      • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 14:08
                                        Tak? to proszac kogokolwiek o przysluge pokazuje dziecku ze mozna kogos traktowac lekcewazaco i nim sie wyreczac?
                                        Jesli poprosze kogos w autobusie o skasowanie biletu to znaczy ze te osobe lekcewaze bo sie nia wyreczam?
                                        Doprowadzilas swoje rozumowanie do jakiegos absurdu, przyznam ze nie jestem dobra w absurdach, moze z buba podyskutuj ja pas
                                        • kora3 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 14:26
                                          baba67 napisała:

                                          > Tak? to proszac kogokolwiek o przysluge pokazuje dziecku ze mozna kogos traktow
                                          > ac lekcewazaco i nim sie wyreczac?


                                          Nie Babo, nie przeinaczaj - nie kogokolwiek a kogoś kto w tej sytuacji praktycznie nie może odmówić, bo stoi w hierarchii nizejsad

                                          > Doprowadzilas swoje rozumowanie do jakiegos absurdu, przyznam ze nie jestem dob
                                          > ra w absurdach, moze z buba podyskutuj ja pas


                                          Babo, pasujesz, bo brak ci argumentów, dlatego wytaczasz wlasnie takie, ja z tym biletem sad

                                          Nadal uważam, ze nie wypada pokazywać swemu dziecku, że mozna osoby stojące niżej w hioerarchii traktować lekceważąc, a liczyć się należy tylko z tymi, od których jest się zależnym. Z tak wychowywanych ludzi wyrastają potem ci, którzy są podnóżkami szefów i katami podwładnych sad
                                    • madzioreck Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 22:12
                                      Moje dziecko mieszka w moim domu. Ja jestem gospodarzem, D
                                      > ziecko prawo do roznych rzeczy oczywiscie bo jest to tez jego dom, ale jego ko
                                      > lezanka czy kolega korzysta z gosciny w moim domu.Korona z glowy mu nie spadnie
                                      > jesli wykona drobna, niewymagajaca ani czasu ani wysilku przysluge.

                                      Chyba żartujesz.
                                      • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 22:46
                                        Nie, nie zartuje.
                                        Nie znosze tylko obecnych krolewiczow i krolewien skupionych na sobie i swoichn potrzebach wychowanych bezstresowo pepkow swiata. Dobrze wychowane dziecko czerpie radosc ze moze komus pomoc , bezstresowo wychowane dziumdziom to sie w malych glowkach nie miesci.
                                        j
                                        • kora3 Hmm Babo 25.02.14, 08:42
                                          A nie przejaskrawiasz czasem?

                                          Tak mi się przypomniało, nieco OT.
                                          Otóż moja mama ma taką krewną, która bardzo lubiła (może nadal lubi) smile pomagać innym, normalnie się rwała. Szczególnie jej znajome zawsze mogły na pomoc liczyć. Można powiedzieć, ze hmm na jej pomoc.smile

                                          No, bo ciotka zawsze niemal wszystko umiała załatwić: kran ci cieknie - nie ma sprawy - mój szwagier ci to naprawi, potrzeba ci mieć pyszne ciasto na imieniny - nie ma sprawy, moja kuzynka ci upiecze, chcesz jechać do odległego sklepu - nie ma sprawy córka kuzynki cię zawiezie, nie chce ci się przepisywac dokumentów na kompie - nie ma sprawy druga córka kuzynki ci przepisze.
                                          No normalnie tak uczynna kobita, że szok. Kolezanki nachwalić się jej nie mogły, że taka życzliwa i wszystko zawsze umie załatwić ...Ta, umie - cudzymi rekomasmile

                                          Zawsze tych, których, nie bójmy się napisac prawdy, wykorzystywała stawiała przed faktem dokonanym: ale ja już obiecałam Basi, że jej upieczesz to ciasto, ale ja już powiedziałam Krysi, że jej to naprawisz itd.

                                          Moich rodziców to wqrzało, ale nie chcieli ciotki stawiać w niezręcznej sytuacji, skoro już obiecała, powiedziała ...

                                          U tak sobie to kulało - ciotka wszystkim pomagała i chodziła w glorii smile
                                          A myśmy wyświadczali przysługi dla jej koleżanek, żeby nie swieciła oczami, bo skoro już obiecała...smile

                                          I przyszedł Babo czas, że "dziumdzia" położyła temu kres smile "Dziumdzia" już dorosła była wówczas i wybierała się właśnie na wyjazd nad morze, gdy ciocia jej zadzwoniła, że trzeba pomóc jej koleżance, bo wybiera sobie jakieś firany, czy zasłony do salonu i trza ją zawieźć.
                                          Mówię ciotce centralnie, ze nie mogę pomóc, bo właśnie wyjeżdżam na urlop. Nie przejęła się, oczywiście ze mogę - z jej znajomą zejdzie mi najwyżej 2 godziny, no góra 3, pociągiem nie jadę, wiec mi nie ucieknie, a swiat się nie zawali, jeśli wyjade sobie później...No tak ogólnie to nie, a mój plan jest inny!
                                          Ciotka jeszcze pare razy usiłowała mnie przekonać prośbą i groźbąsmile, ale widząc ze nic nie wskóra "zaproponowała", żeby w takim razie sprawę załatwiła moja siostra, która właśnie na drugi dzień miała pierwszą czesc egzaminów wstępnych na studia i robila sobie u mnie w domu powtórkę z wiedzy. Powiedziałam ciotce wprost: "Chyba ciocia zartuje? Przecież ciocia wie, że K ma jutro egzamin na studia" - nie, nie zartowała - cóz to wielkiego egzamin? Firanki do salonu jej znajomej ważniejsze. No u taka "dziumdzia" ze mnie Babo, że powiedziałam jej, iż nie ma mowy i nie interesuje mnie, ze ona już obiecała. Nie powinna obiecywać bez konsultacji z nami, a poza tym robiąc te przysługi swoim znajomym nadużywa naszej uprzejmości.
                                          Ciotka się obraziła, na tyle, że o moim strasznym zachowaniu poinformowała moich przebywających na wakacjach rodziców smile
                                          Wyrazili ubolewanie, że tak się wyrodziłam i taka ze mnie egoistka, alem dorosła, to co mogą zrobić smile
                                          A mnie mój sp. ojciec powiedział, ze wreszcie się to pomaganie znajomym ciotki skończy, bo wreszcie ktoś miał odwagę powiedzieć jej wprost w czem dieło. Jak widzisz taka "dziumdzia" się czasem przydaje smile
                                        • matylda1001 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 10:55
                                          baba67 napisała:

                                          >Dobrze wychowane dziecko czerpie radosc ze moze komus pomoc , bezstresowo wychowane dziumdziom to sie w malych glowkach nie miesci.<

                                          I ja czerpałam radość z faktu, że pomagam sąsiadce, gdy ta wysyłała mnie po zakupy smile Często sie zdarzało, że gdy mając jakieś 8-10 lat bawiłam się na podwórku, sąsiadka wręczała mi torbę z kilkoma butelkami, pieniądze i prosiła o kupienie piwa w pobliskim sklepie. Gdy mama sie o tym dowiedziała, okazało się, że jej to wcale nie cieszy. Zrobiła sąsiadce coś w rodzaju awantury. Sąsiadka była alkoholiczką. W moim domu alkoholu bez okazji nie pili i nikomu nie przyszłoby do głowy posyłać mnie po piwo do sklepu. Potem, gdy ja byłam już znacznie starsza, a sąsiadka zupełnie zramolała, często robiłam jej normalne zakupy, za wiedzą i aprobatą mamy. Tak więc nie chodzi o to, żeby cudzych dzieci nie prosić o pomoc, ale żeby nie dawać im zadań nieodpowiednich, niestosownych. W opisanej przez Autorkę sytuacji też miałabym żal do tej matki, która przydzieliła mojemu dziecku niebezpieczną pracę. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby moje dziecko uczestniczyło np. w rozkręcaniu mebli i znoszeniu po schodach małych elementów. Oczywiście w ramach pomocy a nie za pieniądze. Z kolei te śmiecie "Kory" to zupełne przegięcie. Tego się po prostu nie robi gościom.
                                          • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 11:15
                                            No dokladnie-do glowy by mi nie przyszlo zeby matka kolezanki wyslala mnie po zakupy chyba ze wyslala kolezanke i sobie poszlysmy razem dumne i blade a moze nawet jej jakas siatke pomoglam niesc , pewnie tak.
                                            Ale tu hipotetyczne oburzenie ze dziewcze powiedzmy 12 letnie jest proszone o przewiezienie na dol smieci winda , nie wiem 3 kilo wazacych obrze zawiazanych , i zrozbienie 20 dodatkowych krokow po drodze do smietnika.
                                            Prawa dziecka, lekcewazenie ciezkie ajwaj dziala do komara.
                                            • kora3 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 11:26
                                              baba67 napisała:

                                              > Prawa dziecka, lekcewazenie ciezkie ajwaj dziala do komara.

                                              Nie o prawa dziecka tu idzie, tylko o prawa GOSCIA Babo.

                                              Rodzi się pytanie, do jakiego Twoim zdaniem wieku owego gościa można się nim wyręczać w takich nietrudnych sprawach? Wiemy już, ze 12-latkiem można wg Ciebie.
                                              • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 11:39
                                                Juz bez przesady z tymi goscmi-dzieciaki wpadajace do siebie po szkole nie sa jakies wizyty, to sa dzieciaki wpadajace do siebie po szkole. Slowo gosc jest tu mocno umowne. Wychowalam sie w malym miasteczku w swiecie prawie bez TV, nie wyobrazam sobie lepszej szkoly zycia spolecznego.W domach gdzie bylo sporo rodzenstwa dzieci po szkole bylo zawsze sporo, tylko jedynacy nieliczni "podejmowali" gosci nikt do nich zreszta nie chodzil bo to zadne frajda chyba ze na imieniny.
                                                Zadnemu z rodzicow natykajacych sie na ruchliwe gromadki do glowy chyba by przyszlo slowo "gosc". Co zinnego w szkole sredniej to byl prog, wszystko bardziej formalnie choc prosby o drobna pomoc sie zdarzaly.
                                                • kora3 No wiesz Babo 25.02.14, 11:51
                                                  ja się wychowałam w wielkim miescie, ale to bez znaczenia, bo do pewnego wieku i tak "swiat" zawezał się na co dzień do kolegów i koleżanek z klasy i podwórka na swoim osiedlu - normalne.

                                                  Co do tego, że dzieci tak bardzo lubiły bawić się z tymi i u tych, co mieli kupę rodzeństwa, to jakoś nie mam przekonaniasmile Szczególnie, gdy było to młodsze rodzeństwosmile

                                                  Tak czy owak - w moim domu zasady były takie, że gościa należy podejmować w ładzie (wiec jeśli chciałam, żeby do mnie kolezanka wpadła po szkole, to miałam mieć czysto w swoim pokoju), proponuje mu się coś do picia, jedzenia co lubi, stara się, by dobrze się w moim domu czuł.
                                                  "Zaprzęganie" gościa do sprzątania, opieki nad moją młodszą siostrą, czy wynoszenia smieci nie wchodziło zatem w grę. Gośc przychodził do mnie i ja miałam, się nim zajmować.
                                                  • baba67 Re: No wiesz Babo 25.02.14, 12:31
                                                    To bylo rozne rodzenstwo-didziusie byly bardzo w cenie. Niekiedy rebiata chwile dzidziusia pilnowala wraz z kolezanka . Bywalo ze i bywala poproszona o przyniesienie pieluchy z koszyka( omygod). Twoje wywody o prawach goscia to jakis matriks dla mnie nic nie poradze.
                                            • matylda1001 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 11:59
                                              baba67 napisała:

                                              >Ale tu hipotetyczne oburzenie ze dziewcze powiedzmy 12 letnie jest proszone o przewiezienie na dol smieci winda , nie wiem 3 kilo wazacych obrze zawiazanych, i zrozbienie 20 dodatkowych krokow po drodze do smietnika.<

                                              Tu nie chodzi o fatygę czy ciężar ale o niestosowność takiej prośby, ogólnie. Czy chodzi o dziecko, młodzież czy osobę dorosłą, to już wszystko jedno - nie wypada, i koniec! Twój kolega, brat, szwagier dałby radę workowi pięć razy cięższemu, a czy poprosiłabyś go o wyniesienie? wątpię smile Po prostu swoje śmiecie każdy powinien wyrzucać sam. Jestem pewna, że gdyby matka koleżanki poprosiła Korę o wrzucenie listu do skrzynki, obok której będzie przechodziła w drodze do domu, to Kora spełniłaby prośbę bez problemu. Nawet by już o tym fakcie nie pamiętała.
                                              • kora3 Racja Mati 25.02.14, 12:13
                                                Mnie się nie spodobało także to, że pani SWOJEJ corki smieciami nie fatygowałasmile Gdyby powiedziała "Kasiu, odprowadź Korcię, przy okazji wyrzucisz smieci", to pewnie bym zadeklarowała, że ja te smieci mogę przecież sama, bo i tak idę smile I pewnie tego bym już nie pamiętała smile (choć mam naprawdę dobrą pamięc).
                                                Mnie uderzało to, że pani mama koleżanki uznała, że ja mam wręcz obowiązek wyrzucić smieci wychodząc, bo pewnie taki obowiązek miała jej corka. I jej się uroiło, ze ze tak powiem przenosi się on na gości córki smile

                                                Co do samych smieci - urwiesz mi głowe, ale u mnie dość często kiedyś wynosił kolegasmile Teraz rzadziej, bo smietnik jest zamykany na kluczyksmile A kluczyk mam jeden, wiec gdyby mi zabrał ...
                                                Tyko, ze z nim jestem w takiej relacji, że sam sobie u nas kolację zrobi, sam sobie ręcznik weźmie z komody, a smieci sam proponuje, ze wyrzuci "po drodze", a nie wrecza mu je np. mój partner, bo jemu się nie chce iśc ze smieciami ...
                                        • madzioreck Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 17:22
                                          Dobrze wychowane dziecko cz
                                          > erpie radosc ze moze komus pomoc , bezstresowo wychowane dziumdziom to sie w m
                                          > alych glowkach nie miesci.

                                          Mylisz pomoc z wysługiwaniem się kimś, komu w dodatku niezręcznie jest odmówić. Bo się nie chce ruszyć pupy samemu wynieść śmieci. Co to za podejście, że nie można niczego odmówić, bo jest się "bezstresowo wychowaną dziumdzią". Może to wciskacz worka jest dziumdzią, co tylko patrzy, kim się wyręczyć uncertain
                                          Dobrze wychowany dorosły nie wciska wora ze śmieciami nikomu poza domownikami, niezależnie od tego, co o tym myślisz, jest to buractwo, a nie żadna "pomoc".
      • kornel-1 Jestem zniesmaczony wypowiedzią Kory 24.02.14, 10:30
        Kora jest znana z tego, że nie chce wchodzić w niewygodne dla niej interakcje społeczne. Tam gdzie cierpi jej interes głośno protestuje. Pół biedy, gdyby się do tego ograniczała. Ale Kora chce zrobić ze swoich ocen tych sytuacji reguły savoir-vivre.

        Ludzie sobie pomagają. Czasem za pomoc nic niedostaną. Altruiści nie cierpią.
        Ludzie rozmawiają ze sobą. Czasem narażają się na krytykę. Niezakompleksieni nie cierpią.

        Nie znamy szczegółów opisywanej historii. Meblościanka (stara i ciężka, LOL) została zniesiona z 4 piętra. I co dalej z nią się stało? Czy przed budynkiem czekał wóz z tragarzami, którym nie zapłacono? Czy meblościanka trafiła do piwnicy/na śmietnik? Czy gospodarze planowali samodzielne zniesienie mebla a syn wątkodawczyni - przypadkowo im pomógł?

        Kornel
        • baba67 Re: Jestem zniesmaczony wypowiedzią Kory 24.02.14, 10:35
          Mam dokladnie takie same odczucia- byl to pomogl.A juz z tym ciezarem to bez przesady mebloscianki dziela sie na czesci z ktorych zadna nie wazy wiecej niz 30 kg.
          To ciezar porzadnie napakowanego plecaka. Fakt mniej wygodny ale niesiony przez 2 osoby.Nie yoo mowy o wersalce czy tapczanie bo do tego to i ja zatrudnilam tragarzy majac dwojch roslych chlopow w domu.
          • kora3 Babo nadal nie rozumiesz 24.02.14, 11:20
            pomijając realne niebezpieczeństwo w takiej sytuacji (wiem, bo mój kuzyn omal nie został kaleką - nie,. nikt go nie zmuszał, był dorosły, sam chciał pomóc sąsiadom).
            Mnie chodzi o to, że rodzice dzieci nie mają zadnego prawa dysponować goścmi swoich dzieci. Tak samo, jak te dzieci nie mają prawa dysponować goścmi rodziców.

            Wielce się zadziwiłaś, że poczułam się urazona, kiedy matka koleżanki na odchodne wręczyła mi wór ze smieciami do wyniesienia. A potem zrozumiawszy, ze to dziecko znajomej mi go wręczyło uznałaś, że to skandal smile
            Dlaczego? Jeśli matka kolezacki mogła wreczyc wór JJE gosciowu, to co sto na przeszkodzie, by dziecko wręczyło wór koleżance matki?smile

            No właśnie to, że o taką przysługę można poprosić (będąc z nim w takich układach ) SWOJEGO gościa, a nie CUDZEGO.
            Gdyby kolezanka mnie poprosiła o wyniesienie owych smieci - ok, nie ma sprawy. Bo nie idzie o smieci, tylko o dysponowanie kimś z pozycji osoby wyższej w hierarchii
            • znana.jako.ggigus zawsze wszędzie coś się może stać 24.02.14, 11:30
              krojąc chleb na śniadanie, możesz sobie wbić w brzuch. Krojąc u kogoś z grzeczności krojąc dla kogoś. możesz się polać wrzątkiem przy gotowaniu herbaty dla siebie i kogoś itepe, itede.
              To wynagrodzenie było raczej symboliczne.
              Ja nie wiem, czy mając 17 lat, zdawałam mojej mamie dokładnie relację z tego, co się działo, co u kogo robiłam. Tyle że poszłam do pracy w wieku lat 15 -latem - i byłam bardziej zahartowana.
              • kora3 Ta, a jak ktos ma pecha 24.02.14, 12:56
                to mu w drewnianym kościele cegłówka na głowę spadnie, nie?smile

                Tak, wrzątkiem się można poparzyć - i np. ja bym 10-letniego dziecka, szczególnie cudzego nie zapędzała do gotowania dla mnie.
                Nożem się można okaleczyć i owszem, ja bym dziecka, zwłaszcza cudzego nie zapędzała do krojenia np. warzyw dla mnie.
                • aqua48 Re: Ta, a jak ktos ma pecha 24.02.14, 14:40
                  kora3 napisała:

                  > Nożem się można okaleczyć i owszem, ja bym dziecka, zwłaszcza cudzego nie zapęd
                  > zała do krojenia np. warzyw dla mnie.

                  Ja znam osoby, które z podobnego powodu (odpowiedzialność w razie wypadku) odmawiają podwiezienia autem kolegów własnego dziecka.

                  • kora3 Re: Ta, a jak ktos ma pecha 24.02.14, 14:57
                    Wiesz, w przypadku dziecka "fotelikowego" tez bym odmówiła poza jakąś ekstremalną sytuacją. Nie mam ochoty płacić mandatu za to, a także ponosić odpowiedzialności moralnej i materialnej za ewentualne kalectwo dziecka w sytuacji wypadku.

                    Podobnie, jak pisałam w innym watku - odmówiłabym opieki nad niemowlakiem, bo nie mam stosownego doświadczenia i zwyczajnie bałabym się opiekować takim dzieckiem (nie mówię o 0,5 godz. gdyby sasiadka załóżmy chciała iśc do sklepu i prosiła mnie o taką przysługę, a ja byłabym w domu - choć w tej sytuacji wołałabym iśc sąsiadce po zakupytongue_out), a nie mam oporów zająć się 2 dni dwójka dzieci mojej koleżanki (5 i 8 l.)
                        • nchyb Re: Ta, a jak ktos ma pecha 25.02.14, 10:27
                          Koledzy moich synów, których trzeba (można) było podwieźć (bez obecności opiekujących się nimi rodziców) z reguły byli już w okresie popieluchowym, a także przedszkolnym, więc dla mnie tak to wynikało, ale oczywiście możliwe, ze Twoje dzieci już w żłobku prosiły o podrzucanie ich znajomych do domu, więc oczywiście masz rację, tych żłobkowiczów bez fotelika to ja też bym nie zabierała do auta smile
                          • kora3 ????? 25.02.14, 10:44
                            moje dzieci nie istniejąsmile, ale o ile wiem, to nakaz przewożenia dzieci w fotelikach obowiązuje dla dzieci znacznie starszych niż oseski. O ile dobrze pamiętam kiedyś ten nakaz obowiązywał bezwględnie do 12 rż dziecka. Potem wprowadzono coś takiego, że można było nie stosować fotelika dla dziecka młodszego o ile osiągnęło pewien pułap wzrostu - niestety nie pamiętam jaki to pułap. smile

                            Nie jest zatem tak, jak piszesz....
                            • nchyb Re: ????? 25.02.14, 10:50
                              >
                              > Nie jest zatem tak, jak piszesz....
                              jest tak jak piszę - dzieci zobowiązanych do przewozu w foteliku - bez fotelika nie przewożę. Ale są tacy co nie przewiozą tych niefoteikowych - na wszelki wypadek.
                              A normy to 36kg/150cm
                              mój starszy syn z wagowej normy wyszedł dopiero w liceum...
                              • kora3 Re: ????? 25.02.14, 10:58
                                nchyb napisała:

                                > jest tak jak piszę - dzieci zobowiązanych do przewozu w foteliku - bez fotelika
                                > nie przewożę. Ale są tacy co nie przewiozą tych niefoteikowych - na wszelki wy
                                > padek.
                                > A normy to 36kg/150cm
                                > mój starszy syn z wagowej normy wyszedł dopiero w liceum...


                                Nchyb - sugerowałas, że w fotelikach wozi się tylko b. małe dzieci, oseski "złobkowe"smile i nawet ze jakies moje dzieci (ki diabeł, ze ja o nich nie wiem) w niemowlęcym wieku prosiły o podrzucenie ich kolegów ze złobkasmile

                                Skoro zatem wiesz, ze dzieci znacznie starsze i mogące poprosić o powózkę swoich kolegów także muszą podrózowac w fotelikach, to po kija takie głupoty wypisywać?

                                Być może sa tacy, co z zasady żadnych cudzych dzieci nie chcą podwozić. Nie wykluczam. Nie wykluczam też, ze owa zasada wziąć się u nich mogła z przykrego doświadczenia z jakimś rodzicem, którego dziecko podwieźli a on im dymu narobił.

                                Moja kolezanka miała kiedyś nieprzyjemności, bo jej córeczka mająca urodziny wszystkie dzieci w klasie (pierwszej podstawówki) poczęstowała czekoladkami. Było to na lekcji, w obecności nauczyciela. Jedna z matek narobiła jej potem dymu, ze jej córka córce tamtej dala słodycze, a ona z zasady zabrania małej jesc słodyczy...
                                • nchyb Re: ????? 25.02.14, 11:11
                                  z reguły w fotelikach wozi się dzieci, których rodzice nie powinni zostawiać bez opieki, a skoro są przy nich/przekazują tę opiekę, to dbają, by były właściwie przewożone lub powierzają opiekę osobom, o których wiedzą (lub w to wierzą), że o właściwy przewóz zadbają...
                                  wyjątki teoretycznie potwierdzają regułę...

                                  co do tego dziecka od czekoladek, za kilka lat tamta córeczka już mamie o czekoladce nie powie smile
                                  • kora3 Re: ????? 25.02.14, 11:17
                                    nchyb napisała:
                                    >
                                    > co do tego dziecka od czekoladek, za kilka lat tamta córeczka już mamie o czeko
                                    > ladce nie powie smile


                                    I bardzo źle. Dziecko wiedziało, że matka nie życzy sobie, by jadło słodycze, a mimo to wzięło czekoladkę i powiedziało o tym matce. Prawdopodobnie dlatego, że jednocześnie z zakazem jedzenia słodyczy wpajano mu, ze jeśli ktoś ma urodziny, częstuje czymś, nie należy odmawiać.
                                    Błąd popełniła matka - nie życząc sobie, by dziecko jadło słodycze powinna była o tym uprzedzić wychowawczynię dziecka.
                                    • nchyb Re: ????? 25.02.14, 11:27
                                      źle, czy nie, za to wygodnie w życiu

                                      znam wiele dzieci, których rodzice zabraniają np. fastfoodów i są przekonani, ze ich dzieci wiedzą że nie powinny i same z nich rezygnują

                                      z reguły są to dzieci, które na wycieczkach klasowych/wyjazdach/zielonych szkołach itp - pierwsze pędzą do fastfoodu i pożerają ilości które dzieciom bez zakazów nie przyszłyby d głowy...
              • margonik Re: zawsze wszędzie coś się może stać 24.02.14, 16:46
                > krojąc chleb na śniadanie, możesz sobie wbić w brzuch. Krojąc u kogoś z grzeczn
                > ości krojąc dla kogoś. możesz się polać wrzątkiem przy gotowaniu herbaty dla siebie
                > i kogoś itepe, itede.

                Tylko, że jest znacznie mniejsze prawdopodobieństwo, że polejesz się wrzątkiem, niż że osoba niewytrenowana i niezbyt muskularna zrobi sobie krzywdę przy noszeniu ciężarów. Przeżyłam kilka przeprowadzek w życiu, noszenie pralki, gruzu itp. i bardzo często ktoś odchorowywał potem takie akcje. Jeśli kończy się to na bólu ramion przez kilka dni, to pół biedy, ale w rodzinie miałam też przypadek trwałego uszkodzenia kręgosłupa, który zakończył się operacją. Dlatego ja sama w swojej rodzinie unikam takich sytuacji. Owszem, poproszę czasami kogoś z rodziny, czy przyjaciół o pomoc, ale są to dobrze zbudowani faceci, a nie 16-17 letni szczypior. A jeśli się tylko da, to zatrudniam tragarzy do dźwigania, bo zdecydowanie wolę wydać 50zł niż ryzykować, że ktoś z moich bliskich będzie miał potem problemy. Dlatego mi się nie mieści w głowie zatrudnienie do takich prac kolegi mojego dziecka.
                Tak, jak napisała autorka, małe biurko - OK, ale nie szafa! Tym bardziej, że chodzi o znoszenie tego po schodach, gdzie trzeba się wykręcać na półpiętrach etc. a nie po płaskim.

                Ja nie mam nic przeciwko pomaganiu innym, ale uważam, że jeśli prosi się o taką pomoc młodego chłopaka, który wiadomo, że w takiej sytuacji nie odmówi (bo przecież też nie chce wyjść na leszcza i szczypiora), to jest to nadużycie.

                Fakt, że pewnie lepiej to zostawić w spokoju, aby dodatkowo nie zaszkodzić chłopakowi, ale uważam, że ci rodzice naprawdę przekroczyli normy!

                • kornel-1 Chwała! 24.02.14, 16:55
                  margonik napisała:

                  > Tak, jak napisała autorka, małe biurko - OK, ale nie szafa! Tym bardziej, że ch
                  > odzi o znoszenie tego po schodach, gdzie trzeba się wykręcać na półpiętrach etc
                  > . a nie po płaskim.


                  Z drugiej strony - chłopak dokonał Wielkiego Czynu! Nie tylko wyświadczył Kiepsko Opłaconą Przysługę Bliźniemu, ale stoczył Zwycięski Bój z Własnymi Słabościami.

                  Chciałbym w tym miejscu zmienić front i wyrazić słowa uznania dla Czcigodnej Matki naszego Bohatera, która potrafiła wychować Syna na Prawdziwego Mężczyznę.

                  Howgh!

                  Kornel
                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: Chwała! 24.02.14, 23:11
                    kornel-1 napisał:
                    Chciałbym w tym miejscu zmienić front i wyrazić słowa uznania dla Czcigodnej Matki naszego Bohatera, która potrafiła wychować Syna na Prawdziwego Mężczyznę.

                    Pytanie tylko, czy to aby na pewno matka wychowala czy raczej udzial w harcerstwie
                    nauczyl jak byc pomocnym w potrzebie..
                    bo oto matka wlasnie halasliwe tu prostestuje przeciwko "wykorzystywaniu jej synka"
                    i kaze tragarza zatrudnic zamiast ...

                    Minnie
                    • kora3 Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 09:24
                      jak to ujęłaś protestuje, bo pomoc w noszeniu tych mebli zwyczajnie przekraczała siły jej syna?
                      Musiało tak być, skoro chłopak o tym w ogóle mówi. Przypuszczam, że gdyby kolega poprosił go o pomoc np. w zakupach to nawet nie wspomniałby o tym fakcie.
                      • nchyb Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 09:48
                        > jak to ujęłaś protestuje, bo pomoc w noszeniu tych mebli zwyczajnie przekraczał
                        > a siły jej syna?
                        > Musiało tak być, skoro chłopak o tym w ogóle mówi.
                        a mi przyszło do głowy, że ona protestuje bo ktoś jej kiciusia zamęcza.
                        A chłopak mógł przyjść i powiedzieć o dużym zmęczeniu, ale wcale nie z żalem i prośbą o interwencję.
                        W sumie nie wiemy, czy mama skargę syna właściwie odebrała.
                        Moje dzieciątka niejeden raz wracały skądś super zmęczone, na pysk padające, ale na propozycję rzucenia danego super męczącego zadania/zajęcia odpowiadały ze zdziwieniem - mamo, no co ty...

                        a my naprawdę z opisu mamy nie wywnioskujemy, czy on z dumą opowiadał o męczącym zajęciu do którego sam się złosił, czy zwijał się na matczynym łonie z prośbą o ratunek przed krwiożerczymi harpiami, rodzicami kolegi którzy tak wykorzystali jego nastoletnią ufność, że przez sen teraz krzyczy - zabierzcie tę meblościankę ode mnie wink

                        jako dziewczę nastoletnie (młodsze niż to chucherko z wątku), wątłe i rachityczne - kilka razy w roku z podobną mi koleżanką przestawiałyśmy meble w naszych pokojach, część z nich była solidna dębowa i duża, dużo cięższa niż przeciętna meblościanka i sporo wyższa. Pot się lał z nas strumieniami, we dwie padałyśmy ze zmęczenia, ale jedna drugiej pomagała i już po kilku miesiącach brałyśmy się za to od nowa. Opowiadałyśmy o tym wszem i wobec, dumne, ze dałyśmy radę...
                            • babka_z_miesnego Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:15
                              Dawno się tak nie ubawiłam.Dziękuję wszystkim za cudowne poprawienie humoru i dogłębną analizę psychologiczną moją,mojego syna,naszych relacji itp.Freud by się nie powstydził.To było naprawdę wspaniałe.Udam się na terapię która pomoże mi odstawić syna od cyca,którym to osłaniam go przed czyhającą na niego swarzędzką meblościanką.Opracuję również szczegółowy cennik z podziałem na prace, w razie gdyby ktoś nieopatrznie poprosił mojego misiowatego mamisynka o pomoc.Postanowiłam nawet pod wpływem tego wątku, przestać odprowadzać go do szkoły i pozwoliłam wychodzić po 20-tej.Jesteście niezawodni!smile Tym,którzy jednak podzielają moje obawy przed noszeniem przez małoletnich ciężarów z wysokości również bardzo dziękujęwink
                                • kora3 Wiesz co Nchyb 25.02.14, 10:26
                                  nchyb napisała:

                                  > a może zamiast tak sie śmiać - zachęcisz syna do ćwiczeń siłowych? nie zaszkodz
                                  > i mu...


                                  przepraszam, ale pobrzmiewasz teraz już b. złośliwie. 17-latek 17-latkowi nierówny. Ja to wiem najlepiej, bo w sredniej szkole w klasie miałam samych kolegów i miała okazję ze tak powiem obserwować ich tzw. hehe rozwój.
                                  Ale mniejsza z tym.

                                  Nie widzę naprawdę w tym, że matce nieletniego nie spodobało się, iż znajomi poprosili go o wykonanie pracy, która raz mogła być niebezpieczna, dwa - mogła przekraczać jego siły.
                                  Nie wspomnę o tej "dysze", bo to już całkiem zenada ...

                                  Co innego pomóc sąsiadce zanieść ciężkie zakupy, a co innego dźwigac meble.
                                  • babka_z_miesnego Re: Wiesz co Nchyb 25.02.14, 10:37
                                    Moja droga koro,ależ to nieważne co mnie się podoba lub nie.Ważne jest to,że jako matka DOROSŁEGO 17 latka,śmiałam bezczelnie wkroczyć w jego życie i zaopiniować coś z czym się nie zgadzam.I na tej podstawie przez stado nieumiejących czytać ze zrozumieniem znawców SV,zostałam okrzyknięta trzęsącą się kwoką,okaleczającą DOROSŁEGO syna i ograniczającą jego życie,za które to przeciez sam odpowiada.I sam w razie wypadku ponosi wszelkie konsekwencje.
                                  • nchyb Re: Wiesz co Nchyb 25.02.14, 10:47
                                    Nie Koro, to nie było złośliwe
                                    Wiem, że dzieci są różne, mam przykład w domu i u kolegów synów...

                                    Natomiast co do matki - mam wrażenie, ze niepotrzebnie robi aferę, sama siebie napędzając - jakaż to krzywda mogła spotkać jej syna i jak to je wykorzystano.

                                    Z jej wypowiedzi wynika, że syn tak tego nie odbiera, a to on wie jak było.
                                    I być może przesadzam w ocenie jej stosunku do syna, ale naprawdę sądzę, że nic złego się nie stało, syn już niedługo pełnoletni (tacy i młodsi chłopcy potrafią doskonale sobie dać radę jak muszą - przykładów sprzed lat przytaczać nie będę) pomógł rodzinie przyjaciela - czy poprosili o to rodzice, czy kolega, czy sam się zgłosił - to w sumie bez większego znaczenia. O ile jak to ktoś wspomniał - tragarze obok nie czekali, lub nie zostali odprawieni - to pewnie kolega sam z rodzicami by zniósł.
                                    A tu kolega pomógł, zmęczył się, o czym wspomniał mamie (moze chciał w ten sposób uniknąć jakiś prac domowych, a może chciał się pochwalić), ale z dalszej wypowiedzi wynika, ze nie czuł się wykorzystany. Więc o co ten lament?O odczucia mamy, nie syna...

                        • kora3 Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:15
                          nchyb napisała:

                          > A chłopak mógł przyjść i powiedzieć o dużym zmęczeniu, ale wcale nie z żalem i
                          > prośbą o interwencję.


                          Ale matka nie zainterweniowałasmile O ile sobie przypominam, to nas pytała, czy powinnasmile
                          Moim zdaniem, co napisałam poniekąd - nie.

                          >
                          > a my naprawdę z opisu mamy nie wywnioskujemy, czy on z dumą opowiadał o męczący
                          > m zajęciu do którego sam się złosił


                          wiemy, ze sam się nie zgłosiłsmile


                          , czy zwijał się na matczynym łonie z prośbą
                          > o ratunek przed krwiożerczymi harpiami, rodzicami kolegi którzy tak wykorzysta
                          > li jego nastoletnią ufność, że przez sen teraz krzyczy - zabierzcie tę meblości
                          > ankę ode mnie wink


                          Ale po co zaraz tak wykpiwać. Jak dla mnie to normalne, ze rodzice rozmawiają z dziećmi, szczególnie w sytuacji, gdy owo dziecko wróciło z wyjazdu.
                          >
                          > jako dziewczę nastoletnie (młodsze niż to chucherko z wątku), wątłe i rachitycz
                          > ne - kilka razy w roku z podobną mi koleżanką przestawiałyśmy meble w naszych p
                          > okojach, część z nich była solidna dębowa i duża, dużo cięższa niż przeciętna m
                          > eblościanka i sporo wyższa. Pot się lał z nas strumieniami, we dwie padałyśmy z
                          > e zmęczenia, ale jedna drugiej pomagała i już po kilku miesiącach brałyśmy się
                          > za to od nowa. Opowiadałyśmy o tym wszem i wobec, dumne, ze dałyśmy radę...


                          Ale pomagałaś koleżance, a ona Tobie, a nie rodzicom, którzy ciebie/ja o to prosili.
                          • nchyb Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:22

                            > wiemy, ze sam się nie zgłosiłsmile

                            nie wiemy - pamiętamy sami jak mieliśmy kilkanaście lat i opowiadaliśmy coś rodzicom, a potem okazywało sie, ze oni zrozumieli to całkiem inaczej niż my chcieliśmy to przedstawić smile
                            ale wiemy (od samej autorki), ze jednak syn był zdziwiony matczynym zrozumieniem tematu, więc jednak chyba się na temat nie do końca dogadali...

                            > Ale pomagałaś koleżance, a ona Tobie, a nie rodzicom, którzy ciebie/ja o to pro
                            > sili.
                            a on pomógł koledze, który inaczej pewnie sam z rodzicami by zaiwaniał po tych schodach, gdyby przyjaciel nie zgodził się pomóc...
                            bo raczej wątpię, by koledzy przy herbatce siedzieli i nagle do pokoju wpadli rodzice krzycząc: Krzysiu, jak to dobrze że do Michasia wpadłeś. Ty Michasiu siedź i na gościa czekaj, a ciebie Krzysiu prosimy o pomoc...
                            • kora3 Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:30
                              nchyb napisała:
                              >
                              > nie wiemy - pamiętamy sami jak mieliśmy kilkanaście lat i opowiadaliśmy coś rod
                              > zicom, a potem okazywało sie, ze oni zrozumieli to całkiem inaczej niż my chcie
                              > liśmy to przedstawić smile


                              może moi rodzice sa jacyś szczególnie inteligentnismile, ale jeśli mówiłam im, że ktoś mnie o coś poprosił to tak rozumieli smile

                              > ale wiemy (od samej autorki), ze jednak syn był zdziwiony matczynym zrozumienie
                              > m tematu, więc jednak chyba się na temat nie do końca dogadali...


                              Chłopak był zdziwiony pewnie dlatego właśnie, ze w domu i w harcerstwie wpajano mu, że innym należy pomagać, a tu matka się o to, ze pomagał - złości. Zapomniano mu wpoić najwyraźniej, że ma prawo odmówić, jeśli pomoc przerasta jego siły.

                              > a on pomógł koledze, który inaczej pewnie sam z rodzicami by zaiwaniał po tych
                              > schodach, gdyby przyjaciel nie zgodził się pomóc...
                              > bo raczej wątpię, by koledzy przy herbatce siedzieli i nagle do pokoju wpadli r
                              > odzice krzycząc: Krzysiu, jak to dobrze że do Michasia wpadłeś. Ty Michasiu sie
                              > dź i na gościa czekaj, a ciebie Krzysiu prosimy o pomoc...


                              No pewnie - nie, ale i tak rodzice kolegi nie powinni go prosić o pomoc. Mógł go poprosić kolega, a najlepiej byłoby, żeby poczekał, az syn watkodawczyni sam się z pomocą zadeklaruje
                                • kora3 Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 11:02
                                  nchyb napisała:

                                  > a przerastało?
                                  > bo z tego wątku tak nie wynika, zmęczenie nie jest oznaką tego...


                                  nie wiemy czy przerastało. Chodzi o to by umiał odmawiać, nawet "wyższym" w hierarchii gdy przerasta.
                                  Nie wiem, jak teraz, ale kiedyś co do prac, które mogły być wykonywane przez młodocianych były dość restrykcyjne normy, także w kwestii ciężarów, jakie mogli przenosić. Zatem ktoś wpadł już na to, że ze ogólnie do pewnego wieku więcej niż iles tam nie powinno się dźwigaćsmile_
                      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 12:13
                        kora3 napisała:
                        jak to ujęłaś protestuje, bo pomoc w noszeniu tych mebli zwyczajnie przekraczała siły jej syna?
                        Musiało tak być, skoro chłopak o tym w ogóle mówi. Przypuszczam, że gdyby kolega poprosił go o pomoc np. w zakupach to nawet nie wspomniałby o tym fakcie.


                        Watpie, ze przekraczala, jakby przekraczala to by nie zniosl.
                        A ze sie nameczyl, to normalne - kazdy przeciez sie nameczyl przy znoszeniu ciezkiej
                        swarzedzkiej (?)mebloscianki (?).
                        i kolega, i jego ojciec, i kot tam jeszcze byl.

                        zauwaz co sam syn powiedzial o zdenerwowaniu matki na znoszenie przez niego szafy:
                        .Nie skarżył mi się i nie był rozżalony,poinformował mnie o fakcie,że nosił ciężką, swarzędzką meblościankę z 4 piętra mimochodem. Był zdziwiony faktem,że mnie to wkurzyło

                        a matka najbardziej sie wkurzyla nie tym ze syn sie zmeczyl, zauwaz, tylko ze
                        zostal wykorzystany.

                        oto co napisala na poczatku:

                        Nie chodzi mi o 10 zł,które dostał,tylko o fakt,że został wykorzystany przez ludzi,którzy nie chcieli płacić tragarzowi,a on, w swej naiwności nawet tego nie zauważył.Jeśli tego nie rozumiesz,cóż...nie każdy jest bystry.

                        Osobiście uważam, że nie powinni mu byli płacić... jeśli chcieli go nagrodzić, jak to napisał ktoś wcześniej, powinni byli załatwić to inaczej... pizza, kino, ale nie pieniądze.

                        protestuje bo przekraczalo jego sily? a skad, wykorzystana sie czuje za syna big_grin

                        Minnie
            • baba67 Re: Babo nadal nie rozumiesz 24.02.14, 11:33
              Nie widze wielkiego niebezpieczenstwa.Te kawalki regalow nie sa takie ciezkie.
              Co do matki kolezanki ponawiam pytanie-ile mialas lat?
              Jesli bylas dzieckiem lub nastolatka to czy Ty przypadkiem nie przesadzasz?
              Jesli bylas dorosla zachowanie dziwne i nie na miejscu ale naprawde obrazac sie nie ka o co.
              • kora3 Babo odpowiedziałam juz na to pytanie 24.02.14, 13:09
                więc wiesz ile miałam lat smile

                I raczej nie dojdziemy do wspólnego mianownikasmile
                Dla mnie gośc - dziecko, to także GOSC.
                Nie wypada gościa cudzego ile lat nie miałby wysyłać ze smieciami, czy po zakupy np.
                Swojego o ile ma się z nim taką relację - owszem smile

                To tak, jakbyś ty podejmowała w domu na babskiej kawce kolezanke, a Twój maz na odchodne wręczył jej te smieci. TY mogłabyś, o ile jesteś z nią w takiej relacji. Podobnie - u Twego męza na mezcyku jest kolega, wychodzi i TY mu wręczasz wór smieci - robisz tak?
                • claratrueba koro, ja się z Tobą zgadzam, ale.. 24.02.14, 15:34
                  Co do syt., która spotkała Ciebie- pełna zgoda. Nie wyobrażam sobie traktować gościa bez szacunku należnego gościowi bo jest młody. I dlatego, że gość to gość i dlatego, że za maniery młodych ludzi to MY starsi jesteśmy odpowiedzialni. Nie żadna instytucja, i nie "inni"- a MY- WSZYSCY DOROŚLI.
                  Ale jednocześnie doświadczyliśmy jako rodzina bardzo wiele pomocy ze strony nastolatków- kolegów syna. W bardzo podobnych sytuacjach. Kiedy młodzi ludzie DOBRZE WIEDZIELI, że jesteśmy zajęci ciężką fizyczna pracą (raczej hobby, żeby całkiem nie zamienić się w ofermy) a jednak zdecydowali się przybyć i pomagać. Zapłaty nie dostali, bo nie przyjęli, dostali gościnę (różne formy) i coś, czego niektóre mamusie nie rozumieją- ci ludzie zawsze na naszą pomoc liczyć mogą a dwóm-trzem pomocy dostarczyliśmy, co oczywiste było, po prostu.
                  Nie uważam 17 latka za dziecko, które nie jest zdolne do pomocy dorosłym.
                  Co więcej, postawa nastoletnich- nieraz młodszych znacznie osób- utwierdza mnie w przekonaniu, że młodzi ludzie lubią pomagać. Bo oni chcą się czuć partnerami dla dorosłych, imponuje im to- czyż nie tak i z nami było? To postawa matek chronienia młodego człowieka, niezauważania różnicy między 10 a 17 latkiem powoduje problemy. Te między dorosłymi czyli jakieś pretensje, że mi dziecko wykorzystali to pół biedy. Te dla owego "dziecka", któremu już się dawno wąs sypnął i sierść na klatce piersiowej są znacznie gorsze.
                  • kora3 Miła Claro ja też się z Tobą zgadzam, ale :) 25.02.14, 09:20
                    nie ma wrażenia, że wątkodwaczyni jest nadopiekuńcza wobec syna.
                    Po prostu nie spodobało się jej, że znajomi "zatrudnili" go "w gościach" do ciężkiej pracy, najprawdopodobniej ponad jego siły.

                    Wspomniałaś o chęci "partnerowania" dorosłym ze strony b. młodych ludzi. No właśnie...Dorosły facet mający np. problemy z kręgosłupem nie miałby oporów powiedzieć :"Sorry, ale nie pomogę wam tego nieśc, bo mam problem z kręgosłupem", a nastolatek, nawet jeśli nie ma siły, nie przyzna się do tego, szczególnie, że o pomoc zwracają się starsi w hierarchii.
                    Naprawdę Claro nie o to chodzi, że nie można skorzystać z pomocy znajomych swoich dzieci. Można! Moja mama z racji tego, ze tato był często poza domem na długo nierzadko de facto z takiej pomocy korzystała ze strony moich kolegów. Tylko o te pomoc do nich zwracałam się ja i UMAWIAŁAM z nimi na konkretny termin "usługi", a nie stawiałam przed faktem dokonanym w sytuacji, kiedy proszonemu nie wypada odmówić.
    • znana.jako.ggigus jeśli 17latek sam jedzie pociągiem i dla autorki 24.02.14, 11:36
      postu to czyn heroiczny. to uważam, że jednak jest nadopiekuńcza.
      Jeżli jest tak delikatnej budowy, jak pisze, to by go raczej znajomi nie brali na tragarza.
      Statystycznie takie dziecko ma za sobą w wielu przypadkach inicjację seksualną, wypaliło parę papierosąw i wypiło trochę alkoholu. I zrobiło parę innych rzeczy.
      Statystycznie.
      • nchyb Re: jeśli 17latek sam jedzie pociągiem i dla auto 25.02.14, 10:07
        > jeśli 17latek sam jedzie pociągiem i dla auto
        > postu to czyn heroiczny. to uważam, że jednak jest nadopiekuńcza.

        smile

        > Jeżli jest tak delikatnej budowy, jak pisze, to by go raczej znajomi nie brali
        > na tragarza.
        tak tylko wspomnę, ze mój starszy syn, sporo wyższy od młodszego o 6 lat brata i sporo lżejszy, (podejrzewano mnie o jego głodzenie) był i jest silny jak tur więc już jako 10-12latek nosił za mnie ciężkie siaty ze sklepu, sama budowa o sile nie świadczy i chłop postury Schwarzeneggera może mieć mniej pary w sobie (albo takiego słabeusza przy prośbie o pomoc udawać)... smile
    • yoma Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 16:15
      > Mój dzieciak jest delikatnej budowy,chudy jak szczypiorek i mówił,że bardzo się namęczył.

      Pierwsze koty za płoty. Następnym razem mniej się namęczy, bo po meblościance będzie miał lepszą kondycję. Kobieto, ty masz za zadanie bojowe wychować mężczyznę, nie zwiędłą leluję!
      • nchyb Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 25.02.14, 09:36
        > ędzie miał lepszą kondycję. Kobieto, ty masz za zadanie bojowe wychować mężczyz
        > nę, nie zwiędłą leluję!

        przy 17-latku to już za wiele nie powychowywuje. O ile chłopak sam się w garść nie weźmie, to na mamę raczej bym w tym przypadku już nie liczyła...
    • makinetka82 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 16:33
      a tak przy okazji, całkiem " z bani " pytanie... czy osobom krytykującym "zapędzenie gościa do pracy" nigdy, przenigdy nie zdarzyło wypowiedzieć takich karygodnych słów " O , czesć Marian, z nieba nam spadłeś... Józek właśnie szafę przestawia i za cholerę nie możemy jej we dwoje do ściany dosunąć.. ".Założywszy, że faktycznie gości ABSOLUTNIE nie można prosić o przysługi podczas ich pobytu... sami ocencie.. czy byłoby to aż tak wielką zbrodnią?
        • makinetka82 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 16:58
          Nie. Bez dwóch, pięciu, czy dziesięciu złotych. Odnośnie zapłaty za przysługę już się wypowiedziałam wcześniej, uważam że akurat tego rodzice przyjaciela nie powinni byli robić.
          Pytałam konkretnie...
          > > " O , cześć Marian, z nieba nam spadłeś... Józek właśnie szafę przestawia
          > i za cholerę nie możemy jej we dwoje do ściany dosunąć.. ".
          >

          Czy to byłoby taką wielką gafą?
          • margonik Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 20:28
            Nie, nie uważam, że ogólnie jest gafą poproszenie gościa o pomoc.
            Są sytuacje, kiedy można poprosić, a są takie w których nie wypada.
            Możesz poprosić kumpla o pomoc w przestawieniu szafy, ale raczej nie poprosisz ciotki o pomoc w myciu podłogi. Księdza po kolędzie, czy lekarza na wizycie tez nie poprosisz, żeby Ci szafę przestawił.
            W sytuacji o której pisze Kora, gdy proszacego z gościem łącza zależności hierarchiczne (jak jej męża i jego podwładnych), tez nie o wszystko juz wypada poprosić.
            Z tymi śmieciami nikomu ręce nie odpadły, ale rzeczywiście jakoś cieżko sobie wyobrazić, by córka poprosiła o coś takiego koleżankę matki. Podejrzewam, ze byłaby z tego awantura na całego i nie byłoby tłumaczenia, co komu to szkodzi.... Ale moze działa tu zasada "co wolno wojewodzie...".



            • kora3 No wlasnie Margonik 25.02.14, 08:52
              margonik napisała:
              > Z tymi śmieciami nikomu ręce nie odpadły, ale rzeczywiście jakoś cieżko sobie w
              > yobrazić, by córka poprosiła o coś takiego koleżankę matki. Podejrzewam, ze był
              > aby z tego awantura na całego i nie byłoby tłumaczenia, co komu to szkodzi....
              > Ale moze działa tu zasada "co wolno wojewodzie...".


              Ta zasada tu nie działa, ale niektórym się zdaje, ze działa.
        • nchyb Re: No ja jestem z tych krytykujących 25.02.14, 09:34
          > Nie, nie zdarzyło mi się zapędzać gości do pracy w domu, a już w szczególności
          > CUDZYCH gości.

          z opwieści nie wynika, czy to rodzice przyjaciela do pracy nahajem zapędzili, czy też kolega poprosił o pomoc, czy też rzeczony nastolatek sam się do pomocy zgłosił...
          Żadna z tych możliwości nie wyklucza późniejszego zmęczenia smile
          • kora3 Wynika Nchyb :) 25.02.14, 09:40
            nchyb napisała
            >
            > z opwieści nie wynika, czy to rodzice przyjaciela do pracy nahajem zapędzili, c
            > zy też kolega poprosił o pomoc, czy też rzeczony nastolatek sam się do pomocy z
            > głosił...
            > Żadna z tych możliwości nie wyklucza późniejszego zmęczenia smile


            W poscie założycielskim jest wyraźnie napisane, ze to rodzice przyjaciele poprosili chłopaka o pomoc w znoszeniu mebli.
            W każdym razie ja to widzę w tym poście smile
            • nchyb Re: Wynika Nchyb :) 25.02.14, 09:54
              Matki chłopca przy tym nie było, koleś kolesiowi mówi - pomożesz - rodzice dopowiadają prosimy - nie znasz takich sytuacji - a potem mama szczypiorka dopowiada sobie, ze jej syna siłą do meblościanki przyspawali...
              Ja tam widzę mamę, która pewnie sama kilogramy ze sklepu taszczy, by jej maleństwo się nie zmęczyło...
              • kora3 Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 10:10
                co było napisane w poście założycielskimsmile A tam jest , ze rodzice kolegi poprosili.
                Nikt z nas przy tym nie był, matka chłopaka też nie, ale taka jest specyfika forów, że na ogół przedstawiana jest sytuacja z jednej strony, której to sytuacji nie sposób zweryfikowaćsmile

                Można oczywiście dywagować, jak było, ale nie można twierdzić, ze nie ma informacji nt. tego, kto poprosiłsmile, bo ona jest.

                Co do relacji tej matki z synem - nie wiem, ja uważam, ze nie ma podstaw, by wnioskować tak, jak Ty. Uwazam, ze takie wnioskowanie opiera się na stereotypie - jeśli matka syna zaprotestuje - to znaczy, ze on jest maminsynkiem, a matka we wszystkim go wyręcza.
                Teraz sobie wyobraź, że pisze matka dziewczyny, która w adekwatnej sytuacji odwiedziła koleżankę i rodzice tejze poprosili ją o pomoc w przygotowaniu np. obiadu na 20 osób, które akurat podejmująsmile i dziewczę obierało pół dnia ziemniaki, albo o pomoc w myciu okien, zmywaniu podłóg itd. Dziewczę wraca do domu i opowiada to matce zaznaczając, że ją te prace zmęczyły. też uważałabyś, że z tą matką i córką cos jest nie tak?

                  • kol.3 Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 11:49
                    Tym, że mama z synem jak piszesz nie całkiem się zrozumieli wynika stąd, że matka jako dorosła osoba ma większą niż siedemnastolatek wiedzę na temat negatywnych następstw podźwignięcia się - uszkodzenie kręgosłupa, uszkodzenie wzroku, przepuklina. Może to skutkować trwałym kalectwem. Pierwszy przykład z brzegu - moja 20++ letnia koleżanka, kobieta krzepka, po dźwignięciu czegoś ciężkiego przez pewien czas gorzej widziała. Stwierdzono odwarstwianie się siatkówki, po jej przyklejeniu okazało się, że skutkuje to ograniczeniami zawodowymi i nie tylko (np. niemożność otrzymania prawa jazdy). Pomijając aspekt sv, narażanie cudzego dziecka uważam za karygodną lekkomyślność i brak wyobraźni.
                    • nchyb Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 12:12
                      > ja 20++ letnia koleżanka, kobieta krzepka, po dźwignięciu czegoś ciężkiego prze
                      > z pewien czas gorzej widziała

                      moja znajoma szła chodnikiem, potknęła się (droga równa), źle stanęła, zerwała jakieś więzadła, ma problemy z poruszniem się na tej nodze, ale nie twierdzi, że chodzenie po ulicy jest niebezpieczne, ot miała pecha, podobnie jak Twoja koleżanka...

                      inna znajoma siadała na fotelu w pacy, fotel ergonomiczny, w pełni sprawny, przystosowany do długotrwałego siedzenia (nie tanie coś z marketu), siadła przypadkiem krzywo, spadła, pękła jej kość ogonowa. Ból odczuwa do dziś.
                      Nie twierdzi, ze siadanie na fotelu jest niebezpieczne, wypadek był pechem...
                • annthonka Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 10:36
                  Koro, ale autorka sama pisze, że syn się nie skarżył tylko napomknął mimochodem w rozmowie. I był zdziwiony, o co matka się wściekła.

                  Następnym razem po prostu będzie mądrzejszy i nic nie powie, żeby mu troskliwa mamusia obciachu nie zrobiła.

                  • kora3 Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 10:48
                    annthonka napisała:

                    > Koro, ale autorka sama pisze, że syn się nie skarżył tylko napomknął mimochodem
                    > w rozmowie. I był zdziwiony, o co matka się wściekła.


                    Wiem Anthonko, jednakowoż moim zdaniem syn się dziwi złosci matki, bo właśnie w domu i w harcerstwie wpajano mu, że pomagać należy. Wiec skoro tak, to nie rozumie o co matka się wścieka. A Matka wścieka się nie o to, ze pomagał, tylko o to, że owa pomoc przekraczała jego siły i potraktowano go jeszcze jak tanią siłę roboczą wręczając "dychacza".

                    Jak na gościa, którego nic to wszystko nie obeszło całkiem sporo szczegółów podał mamie, nie?
                    >
                    > Następnym razem po prostu będzie mądrzejszy i nic nie powie, żeby mu troskliwa
                    > mamusia obciachu nie zrobiła.

                    >
                    Następnym razem może zmilczy do matki, ale także mam nadzieję będzie bardziej asertywny.