Dodaj do ulubionych

Przy jednym stole z pracownikami uczelni

04.12.14, 09:02
Opowiedziane przez moją przyjaciółkę, nauczycielkę liceum. Projekt unijny, wyjazd młodzieży (większość już prawie pełnoletnia) na "zieloną szkołę", zajęcia m.in. z pracownikami uczelni, w domu młodzieży czy czymś takim. Pracownicy naukowi dojeżdżają na całodzienne zajęcia. W południe przerwa na obiad, stołówka, stoliki pięcioosobowe, miejsc "na styk" więc jedna z uczennic zostaje zmuszona usiąść przy jednym stoliku z nauczycielkami i tymi doktorami z uczelni. Panna prawie 18 lat, b.dobra uczennica, choć nieśmiała, wyraźnie izolująca się od reszty. Wieczorem telefon do mojej przyjaciółki od matki tej dziewczyny, dlaczego jej "dziecko" jest zmuszane do siedzenia przy jednym stoliku z "dwoma obcymi facetami", że tak się tym zestresowała, że nic nie zjadła big_grinDDD Przyznam, że byłam w szoku. Aha, dodam, że przyjaciółka od razu przepytała matkę skąd ten lęk, czy została kiedyś skrzywdzona itd, ale dowiedziała się że nie, po prostu dziewczyna jest "chorobliwie nieśmiała i bardzo wrażliwa" big_grinDD Pannica prawie dorosła. Niedługo pójdzie zapewne na studia. I ta "troskliwa" mamusia. Przewrażliwieni rodzice i delikatna młodzież, to zapewne temat rzeka. Nie wiem, czy to jest problem SV, ale ciekawa jestem, jak byście rozwiązali tę sytuację smile napiszę potem, jak to rozwiązała moja przyjaciółka.
Obserwuj wątek
    • gazeta_mi_placi Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 09:36
      Sama mam o wiele więcej lat, a w takiej sytuacji czułabym się co najmniej mało komfortowo.
      Nie dało się wśród "młodzieżowych" stolików naprawdę znaleźć odrobinę miejsca na jeden dodatkowy talerz? Telefon matki oczywiście przesadzony, ale na miejscu tej młodej dziewczyny czułabym się co najmniej dziwnie.
      Czasem zdarzało nam się (co prawda w mniej oficjalnych sytuacjach), że po przyjściu do knajpy stolik był na dwie osoby, a byliśmy w trójkę lub na cztery osoby a było nas pięcioro i nigdy nie było problemu ze zorganizowanie dodatkowego krzesła i miejscem na dodatkowy talerz i kufel piwa wink. Naprawdę nie dało się przy pięcioosobowym stoliku zmieścić szóstej koleżanki?

      --
      https://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
      • vitadea Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 09:50
        gazeta_mi_placi napisała:
        > Nie dało się wśród "młodzieżowych" stolików naprawdę znaleźć odrobinę miejsca n
        > a jeden dodatkowy talerz?

        Nie byłam przy tym, ale zadałam to samo pytanie, okazało się że nie bardzo dało się wygospodarować miejsce, a poza tym dziewczyna ogólnie była wyizolowana od grupy, trochę wyśmiewana, i okazało się że wszędzie się czuje "niekomfortowo"...
        • gazeta_mi_placi Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 09:57
          Tu chyba tkwi clou całego problemu, gdyby była lubianą koleżanką lub tylko akceptowaną zapewne miejsce by się znalazło, jeden z drugim by się bardziej ścisnął i jakoś by było, młodzież nie ma raczej problemu z tym, że jest za ciasno.
          Ta sytuacja dotyczyła jednego dnia i jednego posiłku czy było tego więcej?

          --
          https://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
        • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 11:49
          vitadea napisał(a):

          > a poza tym dziewczyna ogólnie była wyizolowana od grupy, trochę wyśmiewana, i okazało się że wszędzie się czuje "niekomfortowo"..> .

          Wyizolowana, wyśmiewana, bardzo dobra uczennica... Do tej pory zapewne tylko kujon, a teraz, po tym "wyróżnieniu" to pewnie i lizus. Niechby jeszcze pani nauczycielka wspomniała publicznie o tym nieszczęsnym telefonie od mamusi, i nieszczęście gotowe.
    • elisanet Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 09:57
      A skąd w ogóle pomysł, żeby dwóch nadętych panów z uczelni sadzać z młodzieżą szkolną, po co im wspólny obiad, skoro jak pisze autorka - mieszkali na miejscu? A na miejscu tej dziewczyny, też bym się czuła mocno niekomfortowo. Są ludzie, którzy nic nie przełkną w obecności obcych. To jest, bym powiedziała, mocno niezdrowe dla tej dziewczyny. A głupia nauczycielka jeszcze się śmieje.
      • kornel-1 Tak powstają konflikty... 04.12.14, 17:12
        elisanet napisał(a):

        > A skąd w ogóle pomysł, żeby dwóch nadętych panów z uczelni

        Dlaczego nadętych?

        https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRWZRgHVdsetNSM5FnmnGPXCQZDtOHrk82vVK7vJVxc66-c6eaa

        Umysłowość niektórych osób jest niezwykła. Czasem bawi, czasem przeraża.
        Nic nie wskazuje na to, że panowie z uczelni byli nadęci.

        Uprzedzenia, niechęć, zawiść to uczucia bez najmniejszego uzasadnienia okazujemy i wywołujemy konflikty.

        Kornel
    • kora3 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 10:06
      Pomijając już brak organizacji - że zabrakło miejsca przy tych "młodzieżowych stolikach". Reakcja matki - mocno nerwowa i przesadna, ale pretensja - słuszna. I słuszna nie dlatego, ze dla każdego młodego człowieka w adekwatnej sytuacji taki wspólny posiłek byłby stresem, tylko dlatego, ze tak usadzono wyjątkowo nieśmiałą i wycofaną osobę. Nauczyciele pewnie widza, że jest to taka osoba (interesujące, jak reaguje szkoła: konsultacje z psychologiem, skierowanie do poradni?) i idąc po linii najmniejszego oporu - bo pewnie ta dziewczyna została zwyczajnie "bez stolika" w sytuacji "styku" miejsc właśnie dlatego, że jest niesmiała i wyalienowana z grupy rówieśniczej - posadzili ja tam nie bacząc na jej samopoczucie. Pewnie dlatego, że to TYLKO uczennica. Gdyby się trafił zwariowany pan doktor, albo pan nauczyciel, co to nie lubi jeść z uczniami/studentami, bo mu to hehe uwłacza, to na głowie by stanieto, by zapewnić mu komfort pewnie.
      Podsumowujac: nauczyciele w tej sytuacji to nie pedagodzy.


      --
      Korcia
      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
        • nchyb Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 11:52
          Ty się dziwisz, ale przeczytałaś tu na forum wypowiedzi dorosłych osób, które się nie dziwią a rozumieją tę dziewczynę
          nie masz patentu na nieomylność, więc może rozważ to, ze Twoje podejście do sprawy nie jest jedynym słusznym i można uważać inaczej niż Ty...
          kto ma rację? wszyscy
          a skoro to forum sv to przypomnę, że sv mówi o takim postępowaniu, by nie ranić, nie sprawiać przykrości innym, niezależnie od tego czy to 12-letnia dziewczynka, prawie dorosła licealistka lub starsza pani...
            • kora3 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 13:54
              I te reorganizację zrobiono niby pod te nieśmiałą dziewczyne ?smile już to widzę smile
              Jeśli ja zrobiono dla zcyjeś wygody, to panów doktorów i nic w tym złego nawet, tylko pokazuje to róznice w traktowaniu. Smutne sad
              A w sytuacji o jakiej mowa na początku. Będąc nauczycielem oddałabym swoje miejsce przy stoliku "nauczycielskim" skrajnie nieśmiałej uczennicy, skoro już nie mogłabym znaleźć jej miejsca przy stoliku młodzieżowym. Przynajmniej siedziałaby z nauczycielami, których zna, a nie z całkiem obcymi facetami, którzy w dodatku swoją pozycją budzili w niej tym większe onieśmielenie.
              --
              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
              • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 14:51
                kora3 napisała:

                >A w sytuacji o jakiej mowa na początku. Będąc nauczycielem oddałabym swoje miejsce przy stoliku "nauczycielskim" skrajnie nieśmiałej uczennicy<
                >Przynajmniej siedziałaby z nauczycielami, których zna, a nie z całkiem obcymi facetami,<

                Koro, chyba źle zrozumiałaś. Wprawdzie przy stoliku siedzieli dwaj obcy panowie, ale i dwie znajome nauczycielki. Pięcioro ich tam siedziało.
                • kora3 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 14:58
                  Rozumiem, że tylko te 2 nauczycielki były na tym spotkaniu? W tej sytuacji zaprosiłabym do stołu nauczycielsko- wykładowcowego smile ucznia otwartego, śmiałego (nie mylić z bezczelnym) i szczególnie zainteresowanego tematem, który nie miałby problemu z siedzeniem przy tym stole
                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                  • vitadea Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 15:08
                    > ucznia otwartego, śmiałego (nie mylić z bezczelnym) i szczególnie zainteresowanego tematem, który nie miałby problemu z siedzeniem przy tym stole

                    A co jakby nikt się nie kwapił do zmiany miejsca smile
                    Mnie się podobał pomysł z przestawieniem stolików. Mało wysiłku, a problem się rozwiązał.
              • vitadea Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 15:02
                Koro, źle zrozumiałaś. Siedzieli w piątkę - dwie nauczycielki (znajome), i tych dwóch panów doktorów.
                Moim zdaniem, pomysł z reorganizacją był bardzo dobry. Tak powinno być od początku, wtedy nie ma problemów z dzieleniem się na grupki itp.
                Nie rozumiem tylko, skąd zarzut, że to z "wygody panów doktorów"? Panowie czekali na zewnątrz, żeby nie "onieśmielać" tych biednych dzieci smile.
                • kora3 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 15:06
                  Wiesz Co Vitadea, pomysł pewnie był dobry, acz nie rozumiem dlaczego czekali na zewnątrz, bo spokojnie mozna było łącząc stoły dla uczniów wygospodarować jedno miejsce dla tej "okropnej" nieśmiałej i jeden stolik pozostawić dla kadry złożonej z nauczycieli i wykładowców.
                  --
                  Korcia
                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                  • vitadea Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 15:14
                    > acz nie rozumiem dlaczego czekali na zewnątrz,

                    Masz rację. Czekali, bo nie chcieli, żeby uczniowie czuli się skrępowani, nauczyciele ich o to poprosili. Pewnie bali się, że zadzwoni kolejny rodzic jakiegoś "dziecka" onieśmielonego towarzystwem pracowników akademickich przy stole...
                    • kora3 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 19:26
                      a to do któregos z nich zadzwoniła ta matka nieśmiałej dziewczyny? zrozumiałam, ze do nauczycielki jej, a nie do nich. Jeśli nauczycielka to im powiedziała to niewychowana cymbałka (odpowiedniczka męskiego cymbała)
                      --
                      Korcia
                      "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
            • felisdomestica Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 15:40
              A własciwie dlaczego bez panów doktorów? Wyjechali już, czy też posadzono ich w oślej ławce smile? Pracownicy naukowi nie gryzą, zielona szkoła to fajna okazja do bliższego poznania się młodzieży z osobami, które prowadzą badania naukowe. Posiłek jest jak najbardziej taką nieformalną okazją. Błędem było nie posadzenie dziewczyny z doktorami, tylko stworzenie getta nauczycielsko-doktorskiego.
              • vitadea Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 16:17
                > A własciwie dlaczego bez panów doktorów?

                Bo młodzież nieśmiała była i krępowało ich jedzenie w towarzystwie pracowników uniwersyteckich smile

                Wyjechali już, czy też posadzono ich w
                > oślej ławce smile?

                Nie wyjechali, czekali, aż młodzież i nauczyciele skończą lunch.

                Pracownicy naukowi nie gryzą, zielona szkoła to fajna okazja
                > do bliższego poznania się młodzieży z osobami, które prowadzą badania naukowe.
                > Posiłek jest jak najbardziej taką nieformalną okazją.

                Jak widać, nie każdy chce z takiej okazji skorzystać.

                Błędem było nie posadzeni
                > e dziewczyny z doktorami, tylko stworzenie getta nauczycielsko-doktorskiego.

                A jak, Twoim zdaniem, powinno to było wyglądać?
                • felisdomestica Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 16:07
                  No po prostu jeden wspólny stół. Wszyscy, i uczniowie i wykładowcy, powinni być uprzedzeni, jak to będzie wyglądać. Nie wiem, jak było w tym konkretnym przypadku, ale, sądząc po stopniu naukowym, panowie byli raczej młodzi, więc raczej nie mieli nic przeciwko jedzeniu z młodzieżą. 10-15 lat to nie jest przepaść wiekowa. Zresztą dlaczego profesorowie też nie mieliby usiąść przy jednym stoliku z osiemnastolatkami? Dla mnie to wszystko raczej oznacza brak obycia i kultury, zarówno ze strony młodzieży, jak i nauczycielstwa. Zawalili organizatorzy.
                      • aldona_a Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 00:09
                        > A co przeskrobali?

                        Jak to co smile ośmielili się zasiąść do stołu z młodzieżą szkolną, i o zgrozo - jeść obiad, podczas gdy naprzeciw nich siedziało biedne, wrażliwe, nieśmiałe 18-letnie dziewczątko. Dziewczyneczka. I oni ją tak onieśmielili swoim groźnym wyglądem i marsowymi minami, że jedzenie jej w gardle stanęło, i nie zjadła nic. Za karę panowie doktorzy nie dostali nazajutrz obiadu - niech cierpią, niech wiedzą, jak to jest...
                        • minniemouse Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 01:26
                          aldona_a napisał(a):
                          I oni ją tak onieśmielili swoim groźnym wyglądem i marsowymi minami, że jedzenie jej w gardle stanęło, i nie zjadła nic.

                          Zauwaz ze autorka przyznala iz:
                          dziewczyna jest "chorobliwie nieśmiała i bardzo wrażliwa"

                          i moze racz wziac pod uwage ze zdarzaja sie przypadki kiedy oniesmielenie rzeczywscie urasta ponad normy zwyklego oniesmielenia i wrazliwosci ktora da sie w koncu przelamac,
                          i moze miec podloze chorobowe, a takie wymaga szczegolnej troski i podejscia od otoczenia.
                          chorobliwa niesmialosc i nadmierna wrazliwosc jest jak malenki york lub chihuahaha - latwo nie zauwazyc, bawolom latwo na nie usiasc...

                          Minnie
                          --
                          Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
                          Oscar Wilde
                          • aldona_a Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 01:47
                            minniemouse napisała:
                            > i moze racz wziac pod uwage ze zdarzaja sie przypadki kiedy oniesmielenie rzec
                            > zywscie urasta ponad normy zwyklego oniesmielenia i wrazliwosci ktora da sie w
                            > koncu przelamac,
                            > i moze miec podloze chorobowe, a takie wymaga szczegolnej troski i podejscia o
                            > d otoczenia.
                            > chorobliwa niesmialosc i nadmierna wrazliwosc jest jak malenki york lub chihuah
                            > aha - latwo nie zauwazyc, bawolom latwo na nie usiasc...

                            Ale to jeszcze nie powód, żeby dorosłą kobietę traktować jak małą dziewczynkę. To jest dopiero upokarzające dla nastolatków, jak mówi się na nich per "dzieci". Owszem, można zagadnąć na osobności czy wszystko w porządku, ale w żadnym wypadku NIE NALEŻY się narzucać ani uwypuklać jeszcze bardziej tej wrażliwości, poprzez np:
                            - drążenie tematu, dlaczego dziewczyna nie je (no chyba że w sytuacji ekstremalnej, gdyby przez cały tydzień dajmy na to NIC nie tknęła),
                            - "przesadzanie" do innego stolika ("młodzieżowego") na podstawie li tylko domniemania, że skoro jest nieśmiała i wycofana, to będzie się źle czuła w obecności wykładowców. A skąd niby pewność, że dziewczyna czuła by się lepiej z rówieśnikami? A może właśnie jeszcze gorzej - skoro ktoś tu twierdził, że ją traktowali jako "dziwną" itp. - to sami sobie przeczycie w tym momencie, mając pretensję do nauczycielek, że jej tam nie "przesadziły"... tym bardziej, że to ona pierwsza zajęła miejsce przy stole koło nauczycielek...
                            Dlatego nie zgadzam się z tymi, którzy wieszają psy na nauczycielkach za to, że "nie zareagowały", "nie przesadziły". O, nie. Akurat tutaj zachowały się prawidłowo. No sorry, ale co się dziewczynie stało, że siedziała przy stole z dwoma panami doktorami? Pogryźli ją, czy co? No już bez przesady.

                            Za to za absolutnie skandaliczne i niewychowawcze uważam to, że nauczycielki poprosiły wykładowców o niejedzenie obiadu. Absolutne dno.
                            • kora3 Aldono - ważne 06.12.14, 08:58
                              To nie o to chodzi, że młodzież jako taką tak stresuje/może zestresować posiłek z osobami od niej starszymi i nieznajomymi. Nie chodzi tu o młodzież ogólnie, ale o TĘ dziewczynę.
                              Ewidentnie ma ona problem natury emocjonalnej, być może także psychologicznej i nauczyciele o tym problemie WIEDZĄ.
                              Jak wspomniałam normalnie funkcjonujący uczeń w tym wieku nie miałby problemu z takim "usadzeniem", być może jeszcze ucieszyłby się z możliwości bliższego poznania wykładowców.
                              Nie ma wiec potrzeby sarkastycznego "rozciągania" sytuacji dziewczyny na całą "biedna, zestresowaną młodzież". To jest czysta sofistyka, bo problem dotyczył jednej osoby - szczególnej.
                              Nauczyciele dali plamę - zabrakło tego jednego miejsca dla TEJ dziewczyny, bo jak sama pani nauczycielka opowiedziała swej przyjaciółce (twórczyni watku), jest to dziewczyna chorobliwie nieśmiała. Jest zatem pewnie wyalienowana z grupy rówieśniczej. W przypadku takiej osoby PEDAGODZY, za których zdaje się podają się nauczyciele powinni dążyć do naturalnej integracji jej z grupą, a nie pogłebiac alienację.

                              Całkowicie natomiast zgadzam się z Tobą, że rzekomo swietne rozwiązanie jakie po telefonie od matki dziewczyny znalazła pani nauczycielka, to dno. Nie dlatego, że połączono stoły, bo to niegłupie, ale dlatego, że odizolowano się od wykładowców i jeszcze o zgrozo chyba im powiedziano, że to dlatego, ze podczas posiłku oniesmialają MŁODZIEŻ.


                              --
                              Korcia
                              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                              • student_of_the_university Re: Aldono - ważne 06.12.14, 09:49
                                > , że połączono stoły, bo to niegłupie, ale dlatego, że odizolowano się od wykła
                                > dowców

                                Czytam niektóre wypowiedzi, i się zastanawiam. To co, właściwie, powinny te nauczycielki były zrobić, skoro nie wolno się wtrącać do jedzenia czy siedzenia dorosłych osób?
                                Co złego jest w tym, że ci wykładowcy dostali (chyba) obiad w innej sali, no co? Ktoś mi wytłumaczy?
                                • kora3 Re: Aldono - ważne 06.12.14, 10:36
                                  Nie ma problemu z tym, ze jedli w innej sali. Nie byłoby zadnego problemu, gdyby od początku tak zostało ustalone. Rzecz w tym, że zrobiono reorganizację i wykładowcom o zgrozo powiedziano, ze mają jesc gdzie indziej bo stresują młodzież. Nie chodzi o to, ze powiedzoiano tak wykładowcom, tylko komukolwiek smile
                                  --
                                  Korcia
                                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                                  • aldona_a Re: Aldono - ważne 06.12.14, 10:45
                                    > Nie ma problemu z tym, ze jedli w innej sali. Nie byłoby zadnego problemu, gdyby od początku tak zostało ustalone.

                                    Aha, i naprawdę nie widzisz problemu w tym, że wykładowcy jedliby od początku w odrębnej sali? Toż to gwałt na sv! Co oni są jakimiś innymi ludźmi, czy jak?
                            • minniemouse Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 09:54
                              aldona_a napisał(a):
                              - "przesadzanie" do innego stolika ("młodzieżowego") na podstawie li tylko domniemania, że skoro jest nieśmiała i wycofana, to będzie się źle czuła w obecności wykładowców.

                              przeciez matka zadzwonila z pretensjami a moze i awantura ze jej corka ze stresu nic nie jadla, poniewaz tak zle sie czula siedzac w obecnosci nauczycieli i duzo starszych od niej dwoch panow- doktorantow.
                              jakie wiec znowu "domniemania"???
                              tu nie ma zadnych domnieman- tu jest pewnosc.

                              A skąd niby pewność, że dziewczyna czuła by się lepiej z rówieśnikami? A może właśnie jeszcze gorzej - skoro ktoś tu twierdził, że ją traktowali jako "dziwną" itp. - to sami sobie przeczycie w tym momencie, mając pretensję do nauczycielek, że jej tam nie "przesadziły"...

                              nikt sobie nie przeczy,
                              primo, jak pisalam telefon matki nie zostawia zadnych watpliwosci co do uczuc dziewczynki wobec przebywania w towarzystwie wykladowcow (o ile nie chodzi o szkolne zajecia)
                              secundo nawet jesli dziewczynka jest traktowana jako "dziwna' to tak czy siak jest w wieku - i grupowo nalezy do rowiesnikow. nienormalne i jeszcze dziwniejsze by bylo przyczepiac ja to do towarzystwa wykladowcow.
                              z pewnoscia dziewczynka wolalaby poki co przylegac do swojej wlasnej grupy wiekowo-socjalnej niz jeszcze bardziej odbiegac od normy bedac odseparowywana sadzaniem z nauczycielami.

                              tym bardziej, że to ona pierwsza zajęła miejsce przy stole koło nauczycielek...

                              nic podobnego, wskaz mi prosze miejsce gdzie tak pisze?
                              przeczytaj uwaznie:

                              W południe przerwa na obiad, stołówka, stoliki pięcioosobowe, miejsc "na styk" więc jedna z uczennic zostaje zmuszona usiąść przy jednym stoliku z nauczycielkami i tymi doktorami z uczelni.

                              Nie dało się wśród "młodzieżowych" stolików naprawdę znaleźć odrobinę miejsca n
                              > a jeden dodatkowy talerz?
                              Nie byłam przy tym, ale zadałam to samo pytanie, okazało się że nie bardzo dało się wygospodarować miejsce,


                              Dlatego nie zgadzam się z tymi, którzy wieszają psy na nauczycielkach za to, że "nie zareagowały", "nie przesadziły". O, nie. Akurat tutaj zachowały się prawidłowo. No sorry, ale co się dziewczynie stało, że siedziała przy stole z dwoma panami doktorami? Pogryźli ją, czy co? No już bez przesady.

                              co sie stalo? pewnie miala ciezki napad leku, nie mogla nic przeklnac, moze krecilo jej sie w glowie, chcialo jej sie plakac, moze jej bylo slabo z nerwow, moze niedobrze, chcialo jej sie wymiotowac, marzyla aby ten koszmar sie skonczyl, potem moze bolala ja glowa,
                              i brzuch z glodu i z nerwow, moze tez cierpi na bezsennosc z nerwow. moze ma mysli samobojcze.
                              przykre ze nie masz za grosz wyobrazni ze nie kazdy jest taki silny jak ty Aldona, i za grosz empatti do innego czlowieka.

                              Za to za absolutnie skandaliczne i niewychowawcze uważam to, że nauczycielki poprosiły wykładowców o niejedzenie obiadu. Absolutne dno.

                              ze zupelnie niepotrzebne bylo to poproszenie o niejedzenie to sie zgadzam. z reszta nie.

                              uwazam, ze w tej sytuacji nalezalo pojsc na kompromis - usadzic jakos z glowa przy stole wszytskich, tymczasem z jednego przegiecia poszlo w drugie.

                              Minnie
                              --
                              Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
                              Oscar Wilde
                              • aldona_a Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 10:32
                                minniemouse napisała:
                                > nikt sobie nie przeczy,
                                > primo, jak pisalam telefon matki nie zostawia zadnych watpliwosci co do uczuc
                                > dziewczynki wobec przebywania w towarzystwie wykladowcow (o ile nie chodzi o sz
                                > kolne zajecia)
                                > secundo nawet jesli dziewczynka jest traktowana jako "dziwna' to tak czy siak
                                > jest w wieku - i grupowo nalezy do rowiesnikow. nienormalne i jeszcze dziwniejs
                                > ze by bylo przyczepiac ja to do towarzystwa wykladowcow.
                                > z pewnoscia dziewczynka wolalaby poki co przylegac do swojej wlasnej grupy wiek
                                > owo-socjalnej niz jeszcze bardziej odbiegac od normy bedac odseparowywana sadza
                                > niem z nauczycielami

                                Najpierw przeczytaj sobie raz jeszcze swój własny post (ten i inne) i zastanów się, co jest nie tak. Aby Ci to ułatwić, podkreśliłam niektóre słowa. Bo już kolejny raz nie chce mi się tego tłumaczyć. I zastanów się proszę przy okazji, czy Twój sposób pisania o tej młodej kobiecie jest zgodny z sv, bo jak dla mnie, tego typu wypowiedzi brzmią po prostu ironicznie.

                                > nic podobnego, wskaz mi prosze miejsce gdzie tak pisze?

                                A proszę bardzo:
                                "Po drugie, młodzież się sama usadowiła, ale dziewczyna sama podeszła do stołu nauczycielek, nie spodziewając się, że przy tym samym stoliku zasiądą za kilka minut też i wykładowcy"

                                > co sie stalo? pewnie miala ciezki napad leku, nie mogla nic przeklnac, moze kre
                                > cilo jej sie w glowie, chcialo jej sie plakac, moze jej bylo slabo z nerwow, mo
                                > ze niedobrze, chcialo jej sie wymiotowac, marzyla aby ten koszmar sie skonczyl,
                                > potem moze bolala ja glowa,
                                > i brzuch z glodu i z nerwow, moze tez cierpi na bezsennosc z nerwow. moze m
                                > a mysli samobojcze.

                                Niestety, nie mogła przeklnąć (panów doktorów) przy stole i w obecności nauczycieli, przynajmniej nie na głos, ale może zrobiła to w myślach (sorry, wiem że literówka ale nie mogłam się powstrzymać wink )
                                A tak poza tym, gratuluję bogatej wyobraźni. Skąd Ty wysnułaś taką historyjkę? Gdzie to zostało powiedziane? To może idźmy jeszcze dalej: "dziewczynka" ma myśli samobójcze na widok panów doktorów jedzących obiad. Nie, to się robi już śmieszne.
                                • minniemouse Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 11:00
                                  aldona_a napisał(a):
                                  A proszę bardzo:
                                  "Po drugie, młodzież się sama usadowiła, ale dziewczyna sama podeszła do stołu nauczycielek, nie spodziewając się, że przy tym samym stoliku zasiądą za kilka minut też i wykładowcy"


                                  podaj prosze autora bo wydawalo mi sie ze posprawdzalam wszystkie wypowiedzi autorki,
                                  a tego nie znalazlam.

                                  a z tym przeklnieciem, big_grin big_grin big_grin

                                  mnie to zawsze cos sie tak uda smile


                                  (reszta pozniej)
                                  Minnie
                                  --
                                  Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
                                  Oscar Wilde
        • kora3 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 12:34
          Może o tym nie wiesz, ale chorobliwie nieśmiałe i skrajnie wycofane osoby zdarzają się nie tylko w wieku wczesno nastoletnim, zatem argument, że dziewczyna jest pełnoletnia i "prawie studentka" jest sorry, ale głupi po prostu. Tu nie ma znaczenia wiek dziewczyny, a jej ze tak powiem kondycja, o której pani nauczycielka czyli Twa przyjaciółka najwyraźniej wiedziała. Pewnie gdyby posadziła z nimi osobę smiałą i otwartą to nie byłoby problemu, jeszcze taki uczeń, czy uczennica byliby zadowoleni, że mieli okazje przy posiłku bliżej poznać tych panów.
          Ten przykład pokazuje, ze nauczyciele niewiele mają wspólnego z byciem pedagogamisad
          Nie posadziłabym nieśmiałej stazystki tak, choć pedagogicznego wykształcenia nie mam. Niektórzy natomiast mają - jak widać tylko na papierze
          --
          Korcia
          "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
          • minniemouse Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 04:10
            kora3 napisała:
            Może o tym nie wiesz, ale chorobliwie nieśmiałe i skrajnie wycofane osoby zdarzają się nie tylko w wieku wczesno nastoletnim, zatem argument, że dziewczyna jest pełnoletnia i "prawie studentka" jest sorry, ale głupi po prostu. Tu nie ma znaczenia wiek dziewczyny, a jej ze tak powiem kondycja,

            Znowu - Brawo Koro-

            tak sie sklada ze znam taka dziewczynke ktora w sredniej szkole byla okropnie niesmiala i wszyscy jej dokuczali ze z niej taki "francuski piesek" i nalegali, sila zachecali zeby "wreszcie przestala sie ze soba cackac, zycie to nie jest bajka itd". Ona tymczasem od tych "zachet" i "serdecznej krytyki" zamiast stawac sie coraz bardziej smiala, to odwrotnie- z tego naporu dostala atakow paniki, chronicznego leku, depresji - krotko mowiac- po prostu powaznie rozchorowala sie psychicznie.
            rzucila szkole bo tak sie juz bala ludzi i roznych stresujacych dla niej sytucaji. w koncu wyladowala w szpitalu z zalamaniem nerwowym. szkoly nie skonczyla, i nie wiadomo czy skonczy. teraz matka placze ze w pore nie reagowala, wyrywa sobie wlosy z glowy, klnie na nauczycieli ktorzy jak trzeba bylo okazac zrozumienie to wzruszali ramionami i twierdzili "dziecko musi sie nauczyc zyc w spoleczenstwie" - to sie wlasnie "nauczylo".

            Nie kazda niesmiala mlodziez to zaraz przepieszczony mamusiny "francuski piesek". niektorzy maja nierozpoznane wczesne objawy
            zaburzen osobowsci - i tym moze byc taka chorobliwa niesmialosc.
            zanim panie nauczycielki i ich znajome zaczna sie z tego wymiewac to moze warto sie minute zastanowic ze moze nie ma z czego.

            Minnie
            --
            Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
            Oscar Wilde
            • maria.francesca Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 07:41
              minniemouse napisała:
              > tak sie sklada ze znam taka dziewczynke ktora w sredniej szkole byla okropnie n
              > iesmiala i wszyscy jej dokuczali ze z niej taki "francuski piesek" i nalegali,
              > sila zachecali zeby "wreszcie przestala sie ze soba cackac, zycie to nie jest
              > bajka itd". Ona tymczasem od tych "zachet" i "serdecznej krytyki" zamiast staw
              > ac sie coraz bardziej smiala, to odwrotnie- z tego naporu dostala atakow paniki
              > , chronicznego leku, depresji - krotko mowiac- po prostu powaznie rozchorowala
              > sie psychicznie.


              Nie wątpię, że są i takie przypadki. Ale też i odwrotne, dzieci bardzo śmiałe w wieku dojrzewania mogą przeżyć załamanie nerwowe. Większość nieśmiałych dzieci "wyrasta" jednak z tego bez szwanku na zdrowiu psychicznym. Ja też byłam w dzieciństwie bardzo nieśmiała i wyizolowana. Do tego stopnia, że na wycieczki klasowe w ogóle nie jeździłam (i tak, że ta nieśmiała dziewczyna w ogóle się przemogła i pojechała). Bałam się publicznie zabrać głos, nawet w małej grupie, dostawałam ataku paniki, zanikał mi głos itp. I też wstydziłam się jeść w szkole smile Teraz się z tego śmieję, ale w sumie to rozumiem trochę tę dziewczynę. W moim przypadku, pomogło częste przebywanie z ludźmi, wyjazdy na obozy itp. Teraz jestem wykładowcą i nie sprawia mi najmniejszego problemu kilkugodzinne gadanie przed 200 studentami. Ani jedzenie ze studentami w stołówce (chociaż z lektury tego wątku można się dowiedzieć, że to studentom przeszkadza wykładowca jedzący zupę smile.
              • kora3 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 09:04
                Słusznie zauważasz Mario.francesco - że wyrasta większość z tego. Ta dziewczyna jednak nie wyrosła - ma 18 lat i problem jest jak widać - olbrzymi. Tu nie chodzi o jakiś dyskomfort w sytuacji konieczności wystąpienia publicznie przed nieznanymi osobami, ale o skrajny przypadek. Przypadek, którego istnienia nauczyciele są świadomi, bo dziewczę jest im znane i jej sytuacja też najwyraźniej.

                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
            • elisanet Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 08:40
              > Nie kazda niesmiala mlodziez to zaraz przepieszczony mamusiny "francus
              > ki piesek". niektorzy maja nierozpoznane wczesne objawy
              > zaburzen osobowsci - i tym moze byc taka chorobliwa niesmialosc.
              > zanim panie nauczycielki i ich znajome zaczna sie z tego wymiewac to moze warto
              > sie minute zastanowic ze moze nie ma z czego.

              No właśnie, gdzieś w tym wszystkim zgubiła się troska o te dziewczyny, jak one się z tym czuły.
              Dorastające nastolatki, zmuszone jeść obiad w towarzystwie obcych facetów, w dodatku zapewne kreujących się na ważnych naukowców. Sorry, panowie mogli przecież jak już, dostać ten swój obiad w odrębnej sali, nie wierzę, że takiej nie było. A nie usadawiać się przy "młodzieżowym" stole.
              • jose35 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 15:22
                elisanet napisał(a):
                > No właśnie, gdzieś w tym wszystkim zgubiła się troska o te dziewczyny, jak one
                > się z tym czuły.
                > Dorastające nastolatki, zmuszone jeść obiad w towarzystwie obcych facetów, w do
                > datku zapewne kreujących się na ważnych naukowców. Sorry, panowie mogli przecie
                > ż jak już, dostać ten swój obiad w odrębnej sali, nie wierzę, że takiej nie był
                > o. A nie usadawiać się przy "młodzieżowym" stole.


                Zaraz, zaraz. A dlaczego niby mają jeść w odrębnej sali (a może jeszcze w wc??), a nie razem ze wszystkimi? Przecież mają zajęcia z młodzieżą, co złego jest w tym, że zjedzą razem z nimi posiłek? Jezu! Co to ma być, pracownik naukowy to jakiś inny / gorszy gatunek człowieka??? A już wypraszanie ich z obiadu na korytarz (a w ogóle coś jedli???) to wybitnie niewychowawcze podejście: niech się dziatki uczą, że nie należy się liczyć z potrzebami drugiego człowieka...
              • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 19:07
                elisanet napisał(a):

                > Dorastające nastolatki, zmuszone jeść obiad w towarzystwie obcych facetów<

                A co to jest do jasnej (...) Arabia Saudyjska, czy inny Jemen? a może przedwojenna pensja klasztorna dla panienek? A co jest jak do tatusia przyjdzie obcy pan, też jedna z drugą udławi się kolacją?

                > Sorry, panowie mogli przecież jak już, dostać ten swój obiad w odrębnej sali<

                Wiesz co? cały czas mam wrażenie, że żartujesz albo prowokujesz. I lepiej gdybym się nie myliła, bo jeśli Ty tak na poważnie, to rozpacz ogarnia sad
        • mgla_jedwabna Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 08.12.14, 14:32
          Matka naprawdę niesłusznie zrobiła aferę. Dzieci powinny być od najmłodszych lat socjalizowane tak, aby nie wymagały cieplarnianych warunków do spełnienia najprostszych potrzeb życiowych. Tej pannie jeszcze nieraz w życiu przyjdzie jadać przy jednym stole z obcymi ludźmi. Od zatłoczonej uniwersyteckiej stołówki, gdzie jak zajmie stolik 4 osobowy, to ma jak w banku, że dosiądą się 3 obce osoby, po eleganckie rauty w międzynarodowym towarzystwie.

          Przewrażliwionej mamusi uświadomiłabym, że dziewczyna nie siedziała z przypadkowymi menelami, lecz z kadrą naukową biorącą udział w tym samym wydarzeniu, co panna nieśmiała. Oraz że należałoby nad panną popracować, bo to ona może komuś sprawiać przykrość swoim zachowaniem pt. "nie podoba mi się, że muszę z tobą siedzieć".
          • e-matka.polka Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 08.12.14, 15:05
            mgla_jedwabna napisała:
            > Przewrażliwionej mamusi uświadomiłabym, że dziewczyna nie siedziała z przypadko
            > wymi menelami, lecz z kadrą naukową biorącą udział w tym samym wydarzeniu, co p
            > anna nieśmiała. Oraz że należałoby nad panną popracować, bo to ona może komuś s
            > prawiać przykrość swoim zachowaniem pt. "nie podoba mi się, że muszę z tobą sie
            > dzieć".

            Wiesz, być może ona czuła by się swobodniej, gdyby ci panowie nie byli naukowcami z uniwersytetu, a może coś podczas wykładów napomykali, jacy to oni są znani, świetni itp - to onieśmiela, szczególnie młodą dziewczynę. Nie pamiętam, w którym momencie ale gdzieś pisało, że nie tylko ta jedna uczennica była onieśmielona. Pytanie też, czy w pierwszym dniu zostali zaproszeni do stołu na obiad dla uczniów, czy sami się tam "władowali". Mogło być też tak, że skoro są opłacani i miejscowi, organizator niekoniecznie musiał zapewniać im obiad - obiad był zasadniczo dla uczniów i nauczycieli, którzy przyjechali z daleka. Dlatego może w rzeczywistości panowie wykazali się brakiem kultury dosiadając się na obiad nieproszonym. Tego nie wiemy. Może to był prawdziwy powód prośby o nieuczestniczenie w wykładzie, może nauczyciele wcale nie wspominali im o tej nieśmiałej dziewczynie (a tym bardziej nie ona sama,jak to sugeruje mgła_jedwabna).
            • felisdomestica Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 09.12.14, 15:00
              e-matka.polka napisał(a):
              Mogło być też tak, że skoro są o
              > płacani i miejscowi, organizator niekoniecznie musiał zapewniać im obiad - obia
              > d był zasadniczo dla uczniów i nauczycieli, którzy przyjechali z daleka. Dlateg
              > o może w rzeczywistości panowie wykazali się brakiem kultury dosiadając się na
              > obiad nieproszonym. Tego nie wiemy.

              Rzeczywiście tego nie wiemy, i wobec tego nie wypisujemy takich głupot. Opiramy się tylko na opisanych faktach, nie własnych domysłach.

              <Może to był prawdziwy powód prośby o nieuczestniczenie w wykładzie,

              Pogubiłam się. Ktoś kogoś prosił o nieuczestniczenie w wykładzie?
              • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 09.12.14, 19:32
                felisdomestica napisała:

                >Pogubiłam się. Ktoś kogoś prosił o nieuczestniczenie w wykładzie? <

                Bo widzisz... wykładowca to taki typ paskudny, co to nie tylko obiad podstępem wycygani, ale jeszcze myśli, że bez niego wykład się nie odbędzie wink
                Ps. To tak dla rozrywki, bo sprostowanie pomyłki było.
          • minniemouse Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 09.12.14, 22:36
            mgla_jedwabna napisała:
            Przewrażliwionej mamusi uświadomiłabym, że dziewczyna nie siedziała z przypadkowymi menelami, lecz z kadrą naukową biorącą udział w tym samym wydarzeniu, co panna nieśmiała.

            Hmm... a nie przyszlo ci do glowy ze matka wlasnienie jest nie przewrazliwiona,
            ale jako matka dobrze zna stan zdrowotny swojej corki,
            i wlasnie wie ze jej niesmialosc nie jest normalna ale patologiczna i po to dzwonila
            do wychowawcow aby in wyjasnic jak sie maja rzeczy?

            Minnie


            --
            Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
            Oscar Wilde
      • minniemouse Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 03:55
        kora3 napisała:
        Nauczyciele pewnie widza, że jest to taka osoba (inte
        > resujące, jak reaguje szkoła: konsultacje z psychologiem, skierowanie do poradn
        > i?) i idąc po linii najmniejszego oporu - bo pewnie ta dziewczyna została zwycz
        > ajnie "bez stolika" w sytuacji "styku" miejsc właśnie dlatego, że jest niesmiał
        > a i wyalienowana z grupy rówieśniczej - posadzili ja tam nie bacząc na jej samo
        > poczucie.

        Podsumowujac: nauczyciele w tej sytuacji to nie pedagodzy.
        Popieram cie Koro nogami i recami.

        Minnie
        --
        Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
        Oscar Wilde
        • maria.francesca Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 08:06
          minniemouse napisała:

          > kora3 napisała:
          > Nauczyciele pewnie widza, że jest to taka osoba (inte
          > > resujące, jak reaguje szkoła: konsultacje z psychologiem, skierowanie do
          > poradn
          > > i?) i idąc po linii najmniejszego oporu - bo pewnie ta dziewczyna została
          > zwycz
          > > ajnie "bez stolika" w sytuacji "styku" miejsc właśnie dlatego, że jest ni
          > esmiał
          > > a i wyalienowana z grupy rówieśniczej - posadzili ja tam nie bacząc na je
          > j samo
          > > poczucie.

          > Podsumowujac: nauczyciele w tej sytuacji to nie pedagodzy.
          > Popieram cie Koro nogami i recami.

          A jednak w którymś miejscu autorka sprostowała, że to jednak nie było tak, że ten stolik nauczycielski był całkowicie wyizolowany i stał w drugim końcu sali:

          Jeśli chodzi o te stoliki, to ja napisałam, że były osobne, ale tak faktycznie to wszystkie stały w jednym rządku w oddaleniu ok. 10 cm od siebie. Na drugi dzień tylko je do siebie całkiem dosunięto. Tak, że de facto już od pierwszego dnia wszyscy siedzieli przy jednym, długim stole. I tak naprawdę ta dziewczyna była bliżej swoich kolegów, niż tych nieszczęsnych profesorów.

          Zarzut, że nauczyciele się nie zajęli, nie zareagowali - ale nie na tej nieszczęsnej wycieczce, tylko już w szkole? No tak. Faktycznie, powinni. A może reagowali, tego nie wiemy. To rodzice przede wszystkim są odpowiedzialni. Znam kilku nauczycieli, którzy opowiadają, jak zapracowani (i często z wyższym wykształceniem) rodzice w ogóle nie interesują się, że dziecko może mieć jakiś problem. Wręcz reagują oburzeniem gdy nauczyciel sygnalizuje, że jak to, ich dziecko ma jakiś problem, no co też pani. Tak więc nie zwalajmy winy tylko na nauczycieli. Pamiętajmy, że nauczyciel ma na głowie całą klasę, a nie tylko jedno dziecko.

          A tak na marginesie, obserwuję ostatnio coraz większą liczbę studentów/studentek skrajnie nieśmiałych, wycofanych. To tak w kontraście do tego, co się powszechnie uważa, że dzisiejsi studenci są pyskaci i "rozwydrzeni". Niestety, na uczelni każdy student traktowany jest jak osoba dorosła i samodzielna, mimo że niektórzy to mentalnie jeszcze dzieci, wykładowcy nie mają obowiązku, w przeciwieństwie do wychowawcy w szkole średniej, pochylać się nad taką osobą. Kontakt wykładowcy z rodzicem studenta to powód do wstydu, dlatego bardzo często te "dzieciaki" pozostawione są same sobie, często z dala od domu. Są studenci tak zakompleksieni, że każdą uwagę wykładowcy traktują jak osobistą porażkę. Miałam kiedyś studentkę, dla której rozmowa z pracownikiem naukowym była prawdziwym wyzwaniem (później się przyznała, że bierze leki uspokajające przed każdym spotkaniem ze mną czy innymi wykładowcami...), i gdy pokazałam jej, co ma poprawić w skądinąd dobrej pracy zaliczeniowej, rozpłakała się, że do niczego się nie nadaje...


          • kora3 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 09:14
            Wiesz, także mam okazję pracować z młodzieżą smile Wykładowcą bym siebie nie nazwała, ale że mam ułameczek etatu na uczelni z racji prowadzenia tam zajęć z mej profesji, to mam okazję spotykać także osoby o różnym stopniu wycofania, choć wydaje się to dziwne z racji rodzaju zawodu, jakiego nauczam. I choć nie mam żadnego pedagogicznego wykształcenia, to owszem staram się "pochylać" smile
            Z taka skrajnie nieśmiałą osoba się nie spotkałam (jak ta opisana), ale obserwuje inne zjawisko. Mianowicie studenci szczególnie pierwszego roku sa całkowicie nieodporni na krytykę. Mam na myśli krytykę ich "twórczości". Wynika to z tego, że w średnich szkołach byli oni na ogół bardzo dobrymi uczniami i pewnikiem rzadko ich prace były krytykowane. Skrytykowanie takie odbierają bardzo osobiście, szybko się zniechęcają itd.
            Staram się z pozycji nie "jasnie wykładowcy", a starszej koleżanki po fachu smile przekazać im, że w tym zawodzie musza przygotować się na to, że ich praca będzie ZAWSZE poddawana krytyce, czasem słusznej, a czasem złośliwe i bezpodstawnej i na to trza się uodpornić.
            --
            Korcia
            "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
            • maria.francesca Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 10:13
              Koro, zgadzam się, studenci są zupełnie nieodporni na jakąkolwiek życzliwą nawet uwagę, nie mówiąc o krytyce ich prac. Mówisz, że nie miałaś takich skrajnie nieśmiałych studentów (może to wynika ze specyfiki kierunku, np. aktorstwo, dziennikarstwo, itp. zazw ludzie są bardziej śmiali) - ja jednak miałam, i to nie raz. I przyznam, że zawsze mam bardzo poważny dylemat, jak taką osobę traktować. Bo z jednej strony musimy wszystkich traktować równo, co oznacza, że nie można się z nikim spoufalać ani angażować w jego problemy, wręcz jest to źle odbierane. Oczywiście, jeśli ktoś sam przyjdzie do mnie, mówiąc o jakimś problemie rodzinnym, który uniemożliwia mu złożenie np. pracy w terminie, to ja mu oczywiście pójdę na rękę, wysłucham. Ale absolutnie niedopuszczalna jest w stosunku do osób dorosłych proaktywna postawa, jakiej oczekujesz od nauczycielek - zauważenie "a co pani taka smutna, może ma pani jakiś problem, może pani chce o tym porozmawiać" itp. Kiedyś przychodził do mnie ojciec studentki w jej imieniu (zdrowej!), chcąc się dowiedzieć, jak ona "się uczy", jakie ma braki itp. Takie przyzwyczajenie ze szkoły średniej. Był w szoku, gdy odmówiłam mu udzielenia informacji, tłumacząc, że córka jest dorosła i tylko z nią mogę rozmawiać na ten temat. Niestety, takie jest u nas odgórne zarządzenie w tym temacie. I z jednej strony dobrze, bo w końcu kiedyś te "dzieci" muszą dorosnąć i się usamodzielnić, a z drugiej - jeśli by to miało pomóc, to czemu nie, itd.
              • kora3 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 11:10
                dziennikarstwo. Nie spotkałam się dotychczas ze studentem chorobliwie nieśmiałym, ale nieśmiałych - owszem miewam. Jesli nie sa to przypadki jakies skrajne, to staram się właśnie pracować z nimi także na wyrobienie większej śmiałości. Bywa tak, że młody człowiek będąc nieśmiałym potem się jak to mówią wyrabia i już nieśmiały nie jest. Zresztą - osoba b. młoda jak w większości studenci, nawet nie nieśmiała w grupie rówieśniczej w styczności z osobami, które dotychczas miała okazje widzieć w gazetach, czy TV bywa, ze się "zamyka", czuje onieśmielona. Nic w tym dziwnego, bo i nierzadko starsze od nich osoby tak mają.
                Ja mam łatwiejsze zadanie, bo zawód sam w sobie wymaga otwartości, dystansu do siebie i rozmówcy, wiec owo ośmielanie nie ejst tu wchodzeniem w prywatną sfere studenta, a normalną czescią pracy z nim.
                --
                Korcia
                "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście smile"
                • maria.francesca Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 06.12.14, 13:27
                  kora3 napisała:
                  > Ja mam łatwiejsze zadanie, bo zawód sam w sobie wymaga otwartości, dystansu do
                  > siebie i rozmówcy, wiec owo ośmielanie nie ejst tu wchodzeniem w prywatną sfere
                  > studenta, a normalną czescią pracy z nim.

                  W zasadzie to powinno być "trenowane" już od szkoły. Powiedzmy, że częścią takiego "treningu" są właśnie wspólne posiłki, a choćby i z tymi wykładowcami. To nie jest jakaś sytuacja ekstremalnie trudna, czy poniżająca, itp. W każdym razie nie sądzę, żeby widok dwóch doktorów jedzących obiad spowodował jakiś trwały uraz w psychice 18-latki, jak tu co poniektórzy sugerują smile
    • robeenek Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 16:16
      Nie wiem komu bardziej pogratulować przeogromnej empatii, Twojej koleżance nauczycielce czy Tobie... Dziewczyna 18-letnia to jeszcze dziecko, w dodatku jak piszesz trzymające się na uboczu, nieśmiałe, na pewno wrażliwe. Pani nauczycielka powinna nienachalnie i dyskretnie zachęcać ją do integracji z grupą, a nie pozostać ślepą i niewrażliwą, gdy nawet przy takiej okazji jak wspólny posiłek grupy dziewczyna samotnie wylądowała przy osobnym stole z dorosłymi osobami, w dodatku dwoma jej nieznanymi panami doktorami. Pani nauczycielka nawet nie zauważyła, że dziewczyna ma problemy z jedzeniem, że czuje się skrępowana? Dopiero telefon od matki otworzył jej nauczycielskie oczęta i zmusił do jakichś działań? Odnoszę z Twojego rozbawionego tonu w którym opisujesz tę sytuację i nazywasz dziewczynę "pannicą", że reakcja Twojej koleżanki była podobna, i odpowiednio to skomentowały z drugą nauczycielka i panami doktorami, którzy uznali że lepiej już nie będą stołować się z młodzieżą żeby ich nie onieśmielać.
      • vitadea Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 16:25
        Robenek, masz rację. Nawet nie pomyślałam. Po prostu ja już w tym wieku uważałam się za dorosłą, już byłam studentką (wcześniej poszłam do szkoły), i nigdy nie miałam takich problemów, działałam w kole naukowym, nieraz siedzieliśmy przy tym samym stole z wykładowcami. Ale faktycznie, niektórzy mogą ok. 30-tki mieć tego typu problemy. Kajam się, macie rację. A co do panów doktorów, z tego co opowiadała moja przyjaciółka, oni akurat zostali jedynie poproszeni o nieuczestniczenie we wspólnym obiedzie w kolejnych dniach, ten pomysł chyba nie wyszedł od nich samych.
        • gazeta_mi_placi Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 16:32
          Wobec dziewczyny (niezależnie od tego czy jest nadwrażliwa czy nieśmiała czy ma 17 lat czy 40) postąpiono nietaktownie i tyle. Tak samo by było gdyby jedyną osobę z danej grupy umieszczono wśród innej obcej grupy, bo zabrakło jednego miejsca. Nikt nie chce być tym "jedynym", odtrąconym od reszty grupy, w zależności od indywidualnej wrażliwości jeden szybciej przejdzie nad owym nietaktem do porządku dziennego, inny dłużej.

          --
          https://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
        • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 17:09
          To wszystko, od początku do końca, jest jakieś takie nienormalne. Naprawdę nauczycielki poprosiły wykładowców o nieuczestniczenie we wspólnych posiłkach? To przecież zachowanie skandaliczne, jak ci ludzie poczuli się ze świadomością, że ich obecność w stołówce odbiera "dzieciakom" apetyt? Poza tym, czy ta dorastająca młodzież wychowała się na leśnej polanie, z daleka od cywilizacji? Nigdy nie byli w restauracji/kawiarni, gdzie się jada w obecności obcych ludzi? Rozumiem, że ta jedna dziewczyna mogła mieć problem ze względu na swoje osobiste uwarunkowania (i wmanewrowana w sytuację, jakiej młodzi ludzie na ogół nie lubią), ale żeby cała grupa? No i co panie nauczycielki na to, że jedna z uczennic jest odrzucona przez grupę, co robią (i czy w ogóle robią) z tym na co dzień? No i ten dziwny telefon od matki... Czy ta matka nie jest czasami nadopiekuńcza? Może dziewczyna jest zdominowana przez matkę i stąd jej problemy.
          • vitadea Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 17:26
            > No i co panie nauczycielki na to, że jedna z uczennic jest odrzucona przez grupę, co robią (i czy w ogóle robią) z tym na co dzień?

            Dokładnie też o to zapytałam, i tak - nauczyciele rozmawiali z nią na ten temat. Ale z drugiej strony tego pewnie nie widać tak na co dzień, kiedy wszyscy zajęci są nauką. Z własnych obserwacji wiem, że "wyizolowanie" najbardziej wychodzi na wszelkich imprezach dopiero...
            • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 18:15
              vitadea napisał(a):

              >. Ale z drugiej strony tego pewnie nie widać tak na co dzień, kiedy wszyscy zajęci są nauką.<

              Widocznie widać, skoro nauczyciele jednak zauważyli. Moim zdaniem gdyby Twoja przyjaciółka naprawdę chciała pomóc dziewczynie, to powinna zainteresować się jej relacjami z matką. Skąd niby ten telefon? Taka sytuacja mogłaby być od biedy zrozumiała w podstawówce, w gimnazjum już nie bardzo, a tu chodzi (przynajmniej wiekowo) o liceum. Ciekawe czy dziewczyna poskarżyła się mamusi i poprosiła o interwencję, czy po prostu powiedziała o swojej niekomfortowej sytuacja, a mamusia postanowiła działać, może nawet bez jej wiedzy.
              Znam takie nadopiekuńcze mamusie, mam taką ciotkę. Dawno to było... Ciotka miała fioła na punkcie prawidłowego odżywiania - zbilansowana dieta, regularne pory posiłków i takie tam bzdety. Nie pracowała zawodowo i do czasu gdy syn chodził do podstawówki, wszystko funkcjonowało prawidłowo. Obiad był o 16.00. O tej porze Krzyś był już "po szkole" a wujek miał tyle czasu, żeby wrócić z pracy, umyć ręce i usiąść za stołem. Wszystko się zmieniło gdy Krzyś poszedł do technikum. Pierwszy tydzień i... o! zgrozo... lekcje kończą się o 17.00! Co z obiadem? Zapakowała troskliwa mamusia obiadek do termosu i poniosła synusiowi do szkoły. Na przerwie rozpakowała cały majdan na parapecie w korytarzu i kazała zajadać ze smakiem. Zjadł, bo nie przyszło mu do głowy, że mógłby się sprzeciwić apodyktycznej rodzicielce. W każdym razie od tamtej chwili do samej matury był nazywany ziemniakiem. Podobnych (może mniej spektakularnych ale mocnych), numerów zrobiła mu wiele, chłopak nie potrafił się bronić. Był obiektem drwin, stał się nieśmiały i wyizolowany. Na studia uciekł już przed mamusią na drugi koniec Polski, ale i tak skutki wychowania pozostały. Może z tą uczennicą jest podobnie? bo ja mam dwie córki i nawet gdyby sie do mnie poskarżyły, to bym takiego telefonu nie wykonała.
                  • elisanet Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 19:08
                    > A gdyby nie telefon od matki, to pani nauczycielka by nawet nie "zajarzyła" że coś tu nie tak, i ta sytuacja z uczennicą samotnie spożywającą posiłki w towarzystwie nauczycielek i wykładowców ciągnęłaby się do końca pobytu.

                    Dokładnie. Tu się z Tobą zgadzam. Chociaż z drugiej strony uczennica też mogła o tym powiedzieć osobiście...
                      • robeenek Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 19:41
                        matylda1001 napisała:
                        > Też myślę, że taka sytuacja trwałaby do końca pobytu. Uczennica nie mogła powie
                        > dzieć o tym osobiście, bo pewnie przyzwyczaiła się już, że takie sprawy załatwi
                        > a za nią mama. Z jej aprobatą lub bez.


                        Tu nie musi chodzić o kwestię przyzwyczajenia. Dziewczynie po prostu mogło głupio przyznać się do skrępowania przy wspólnym posiłku, no bo skoro jej panie nauczycielki uznały to za absolutną naturalność... Niekoniecznie musiała dzwonić do matki ze skargą, po prostu mamusia (na pewno nie ona jedna) troskliwie zadzwoniła do swojej pociechy wypytując między innymi o posiłki. Dziewczyna przyznała się, że niewiele zjadła i zdradziła przyczynę. Nie mam dzieci, ale na miejscu matki też bym chyba w tym momencie zainterweniowała. Zwłaszcza że sama pracowałam dobrych parę lat i jako nauczycielka (i wykładowczyni, btw), i taka sytuacja z pozostawieniem zagubionej dziewczyny samej sobie przez panie nauczycielki jest dla mnie niepojęta.
                        • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 17:26
                          robeenek napisała:

                          >Tu nie musi chodzić o kwestię przyzwyczajenia. Dziewczynie po prostu mogło głupio przyznać się do skrępowania przy wspólnym posiłku<

                          A! czyli jednak nadopiekuńcza mamusia?

                          >Nie mam dzieci, ale na miejscu matki też bym chyba w tym momencie zainterweniowała.<

                          A ja mam dzieci i wiem, że bym tego nie zrobiła. Nie zrobiłabym w okresie podstawówki, a co dopiero gdyby były prawie dorosłe. I to jeszcze z takiego błahego powodu. Taki pomysł nie przyszedłby mi nawet do głowy, a poproszona o interwencję, odmówiłabym stanowczo. Oczywiście wyjaśniłabym dziecku dlaczego takich rzeczy nie wolno robić. W przypadku tej uczennicy jeszcze tego brakuje, żeby nauczycielce "się wyrwało" przy klasie, że mamusia czuwa nad nią z daleka. Koleżanki i koledzy mieliby nowy pretekst do dokuczania. Tym bardziej, że z ostatnich słów Autorki wynika, że zupełnie nie było powodu do ratowania dziewczyny.

                          • robeenek Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 19:17
                            Tak, po tym jak Vitadea opisała sytuację w pierwszej wypowiedzi (wycofana i nieśmiała dziewczyna zmuszona do spożycia posiłków w odizolowaniu od rówieśników, przy osobnym stoliku z nauczycielkami i dwoma nieznanymi facetami wzbudzającymi jej onieśmielenie) zatelefonowałabym do wychowawczyni z pytaniem dlaczego tak się stało.
                            • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 19:38
                              Ja bym tego nie zrobiła. Sytuacja dla dziewczyny niekomfortowa, to na pewno, ale osoba w tym wieku powinna odnaleźć się w takiej (w gruncie rzeczy prostej) sytuacji. Mogłabym najwyżej poradzić żeby sama spróbowała porozmawiać na ten temat z wychowawczynią, to wszystko. Nie da się przez całe zycie prowadzić dziecka za rączkę. Inna sprawa, że gdybym miała świadomość, iż moja córka ma tego typu problemy, to zaprowadziłabym ją do psychologa.
                              • robeenek Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 20:15
                                matylda1001 napisała:
                                > Ja bym tego nie zrobiła. Sytuacja dla dziewczyny niekomfortowa, to na pewno, al
                                > e osoba w tym wieku powinna odnaleźć się w takiej (w gruncie rzeczy prostej) sy
                                > tuacji. Mogłabym najwyżej poradzić żeby sama spróbowała porozmawiać na ten tema
                                > t z wychowawczynią, to wszystko. Nie da się przez całe zycie prowadzić dziecka
                                > za rączkę. Inna sprawa, że gdybym miała świadomość, iż moja córka ma tego typu
                                > problemy, to zaprowadziłabym ją do psychologa.


                                Ale my nie wiemy, czy dziewczyna nie spotyka się już z psychologiem. Być może ten problem jednak ją przerastał. Nauczycielka, wychowawczyni i autorytet, nie widziała nic niepożądanego w tym że doszło do takiej sytuacji, a dziewczyna będąc taką jaka jest mogła obawiać się niedowierzania i jakichś lekceważących komentarzy z jej strony. Ta sytuacja wydaje się prosta nam, ale nie wrażliwej nastolatce której sytuacji nie potrafiła zrozumieć nawet szanowna pani nauczycielką, dla której dziewczyna jest przecież znaną jej uczennicą nad którą jest zobowiązana roztaczać wychowawczą opiekę. Opiekę.
                                I nawet jeśli sytuacja nie przedstawiała się jednak tak dramatycznie, jak później wyjaśniła Vitadea, to i tak uważam organizację tych wspólnych posiłków za porażkę pań nauczycielek. Chociażby sprawa odizolowania wykładowców...
                                • jose35 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 20:37
                                  robeenek napisała:
                                  > mentarzy z jej strony[/b]. Ta sytuacja wydaje się prosta nam, ale nie wrażliwej
                                  > nastolatce której sytuacji nie potrafiła zrozumieć nawet szanowna pani nauczyc
                                  > ielką, dla której dziewczyna jest przecież znaną jej uczennicą nad którą jest z
                                  > obowiązana roztaczać wychowawczą opiekę. Opiekę.

                                  Zapytam z ciekawości. A kto będzie roztaczał nad tą (dorosłą już w końcu) dziewczyną "opiekę", jak pójdzie ona na studia? Czy uważasz, że wykładowcy akademiccy również powinni jakoś reagować na takie wrażliwe jednostki? A jeśli tak - to jak? Pytam całkiem serio, nie złośliwie.
                                  • maria.francesca Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 20:48
                                    To jest rzeczywiście trudna sytuacja. Dorosła młodzież, traktowana zaledwie kilka miesięcy temu w kategoriach "dziecka", z mniej lub bardziej indywidualnym podejściem wychowawcy i nauczycieli, nagle zostaje rzucona na głęboką wodę. I już nie ma "Kasiu", "Aniu", "Maćku" itp, nikt nie troszczy się o stan psychiczny tych młodych ludzi. Jest za to suche "proszę pani", "proszę pana", większość wykładowców nie pamięta nawet ich nazwisk, nie mówiąc o imionach. Pomijam już różne dziwactwa i osobliwości niektórych pracowników naukowych, które mogą szokować smile Są też tacy, którzy mają wyjątkową manię wielkości i co gorsza, dają to odczuć (szczególnie studentom). Tacy faktycznie mogą "przytłaczać" - może akurat na takich trafiła ta nieszczęsna, nieśmiała uczennica.
                                  • robeenek Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 23:52
                                    jose35 napisał:
                                    > Zapytam z ciekawości. A kto będzie roztaczał nad tą (dorosłą już w końcu) dziew
                                    > czyną "opiekę", jak pójdzie ona na studia? Czy uważasz, że wykładowcy akademicc
                                    > y również powinni jakoś reagować na takie wrażliwe jednostki? A jeśli tak - to
                                    > jak? Pytam całkiem serio, nie złośliwie.


                                    Ale my nie wiemy nawet czy matka dziewczyny jest rzeczywiście taka nadopiekuńcza, czy wcześniej już interweniowała w jej sprawach. Ośmielam się twierdzić, że nie, skoro pani nauczycielka dopiero podczas tej opisanej rozmowy rozpytywała ją o powody takiego zachowania córki, uczennicy u której już dawno zaobserwowała wybitną nieśmiałość i wycofanie, btw... Ja, czytając pierwszy post założycielki wątku byłam zbulwersowana taką postawą nauczycielek, więc nie dziwię się matce.
                                    Wracając do Twojego pytania, nie wiem. Skąd mogę wiedzieć? Być może dziewczyna stanie się samodzielniejsza i nauczy się walczyć o swoje (znam taki przypadek), być może będzie jej wciąż trudno... Ale, na litość, w tym momencie piszemy o osiemnastoletniej uczennicy przebywającej pod opieką wychowawczą pań nauczycielek ze swojej szkoły, których nie stać byłoby na jakąkolwiek refleksję gdyby nie telefon od zaniepokojonej matki.
                                    Wykładowcy akademiccy są różni, jako jednostka też w młodości wrażliwsza sporo z nich wspominam jako jednostki potrafiące okazać zrozumienie i ciepło. A także pewnego wykładowcę przed którego humorami wszyscy drżeliśmy ze strachu, a mimo wszystko (ku swemu ogromnemu zdumieniu) przy paru okazjach zostałam przez niego potraktowana łagodnie i z sympatią...
                                • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 20:43
                                  robeenek napisała:

                                  > Ale my nie wiemy, czy dziewczyna nie spotyka się już z psychologiem<

                                  Ano nie wiemy, ale psycholog nie zaleciłby matce takiego sposobu pomocy córce.

                                  Po tym jak Autorka wyjaśniła jak sytuacja przedstawiała się naprawdę, nie widzę żadnej niekomfortowej sytuacji uczennicy. Żadnej, nawet najmniejszej. Tak naprawdę ani przez chwilę nie siedziała przy osobnym stole z nauczycielami, ani przez chwile nie mogła się czuć odizolowana od grupy, potraktowana w sposób wyjątkowy. Nauczycielki zachowały sie niegrzecznie w stosunku do tych dwóch panów i niewychowawczo w stosunku do młodzieży. Mając sygnał od tej mamusi powinny przeprowadzić rozmowę z podopiecznymi na temat zachowania przy stole, stosunku do współbiesiadników itd. Tymczasem wszystko to jakieś takie niepozbierane.
                                  • elisanet Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 21:14
                                    > owy. Nauczycielki zachowały sie niegrzecznie w stosunku do tych dwóch panów i n
                                    > iewychowawczo w stosunku do młodzieży.

                                    Dlaczego od razu - niegrzecznie czy niewychowawcze? Przecież ich nie zwyzywały? Podejrzewam, że zrobiły to raczej w sposób grzeczny i dyskretny (tzn. nie głośno, a tak, żeby młodzież nie słyszała), a dorośli panowie doktorzy sami zgodzili się na taki układ.
                                    • agulha Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 23:01
                                      Co to znaczy "sami się zgodzili"? Jeśli Ci ktoś powie: "proszę natychmiast wyjść!" i Ty wyjdziesz, to znaczy, że "sama się zgodziłaś" i to było grzeczne?
                                      Co podkreślać miało słowo "sami"? W odróżnieniu od jakiej sytuacji - telefonu do dziekana (ich przełożonego), który by im wydał polecenie służbowe stania za drzwiami i czekania, aż uczniowie zjedzą?
                                      Gdyby mnie coś takiego spotkało, zapewne też bym wyszła i poczekała na korytarzu (no chyba, że byłabym bardzo głodna, dotyka mnie wtedy neuroglikopenia i mogłabym się albo rozpłakać, albo trzasnąć drzwiami, podziękować za dalsze wykłady - czy umowa unijna przewiduje karę za przerwanie wykładów? - i wrócić do domu). Natomiast nie sądzę, żebym pisała się na dalszą współpracę na takich dziwacznych warunkach. Młodzi pracownicy naukowi mają zazwyczaj różne możliwości dorobienia sobie paru groszy.
                                      • agulha Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 23:03
                                        PS. Aha, nigdy nie pracowałam na wyższej uczelni, byłam pracownikiem naukowym pewnego instytutu, a obecnie od ponad 10 lat szczęśliwie już nie jestem. Niemniej mogłoby mi się zdarzyć wykładanie dla większego grona. Na szczęście praca z "dziećmi", nawet 18-letnimi, mi nie grozi.
                                      • elisanet Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 23:09
                                        agulha napisała:

                                        > Co to znaczy "sami się zgodzili"? Jeśli Ci ktoś powie: "proszę natychmiast wyjś
                                        > ć!" i Ty wyjdziesz, to znaczy, że "sama się zgodziłaś" i to było grzeczne?

                                        Wiesz, myślę że rozmowa na pewno nie przebiegała w ten sposób. Zapewne była to delikatna sugestia, niż chamstwo.

                                        > Co podkreślać miało słowo "sami"? W odróżnieniu od jakiej sytuacji - telefonu d
                                        > o dziekana (ich przełożonego), który by im wydał polecenie służbowe stania za d
                                        > rzwiami i czekania, aż uczniowie zjedzą?

                                        Dziekan się w takie rzeczy raczej nie wtrąca.

                                        > Gdyby mnie coś takiego spotkało, zapewne też bym wyszła i poczekała na korytarz
                                        > u (no chyba, że byłabym bardzo głodna, dotyka mnie wtedy neuroglikopenia i mogł
                                        > abym się albo rozpłakać, albo trzasnąć drzwiami, podziękować za dalsze wykłady
                                        > - czy umowa unijna przewiduje karę za przerwanie wykładów? - i wrócić do domu).

                                        Czy naprawdę uważasz to za powód do przerwania wykładu?
                                        Poza tym, nic nie pisze, że oni nic nie zjedli, tylko, że nie zjedli wspólnie z uczniami...

                                        > Natomiast nie sądzę, żebym pisała się na dalszą współpracę na takich dziwaczny
                                        > ch warunkach. Młodzi pracownicy naukowi mają zazwyczaj różne możliwości dorobie
                                        > nia sobie paru groszy.

                                        Jakich "dziwacznych" warunkach? To nie były warunki umowy, tylko prośba i grzecznościowa przysługa.
                      • gazeta_mi_placi Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 19:48
                        To już nadinterpretacja, może to pierwsza interwencja matki, może druga na przestrzeni trzech lat liceum, nie wiesz tego.
                        Nie podoba mi się ta nagonka na tą dziewczynę, a pewnie taka nieśmiała, że pewnie nie założy rodziny i nie pójdzie na studia i pewnie wszystkie sprawy za nią załatwia mamusia.
                        To forum Savoir vivre czyli w skrócie co wypada, a czego nie wypada, a nie psychoanaliza nastolatki.

                        --
                        https://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
                  • aldona_a Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 19:14
                    A moim zdaniem, ta dorosła już dziewczyna ma poważny problem. Nie wyobrażam sobie, jak ona sobie poradzi na studiach (od których dzieli ją zaledwie kilka miesięcy). No chyba, że nie będzie studiować, nie założy rodziny (bo będzie czuła się onieśmielona w towarzystwie obcego faceta), nie zrobi prawa jazdy (bo się zestresuje że musi jeździć z obcym facetem w samochodzie), itp., tylko zamknie się w czterech ścianach po wieki wieków... A może to była dobra okazja, żeby zacząć się mierzyć z własnymi lękami...?
                    • gazeta_mi_placi Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 19:22
                      Może ma, może nie ma. Ludzie nieśmiali też są na tej planecie jak świat światem i radzą sobie raz lepiej raz gorzej, większość zapewne ma pracę i rodzinę.
                      Tematem nie jest psychoanaliza dziewczyny tylko (biorąc pod uwagę tematykę tego forum) co wypada, a czego nie wypada robić.
                      Zatem znowu - Nie, nie wypada usadzać pojedynczej uczennicy przy stoliku nauczycielskim podczas gdy wszyscy inni uczniowie jedzą przy innych stolikach razem.
                      I nie ma znaczenia czy dziewczyna ma 17 lat czy 22 lata oraz czy ma nadopiekuńczą matkę, a jej rodzice są po rozwodzie, zaś znak zodiaku to Koziorożec.


                      --
                      https://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
                      • vitadea Śpieszę doprecyzować pewne kwestie... 04.12.14, 19:52
                        Trochę mi Wasze posty dały do myślenia, aż zadzwoniłam do mojej koleżanki-nauczycielki, dopytać o niektóre szczegóły itp smile
                        Jeśli chodzi o te stoliki, to ja napisałam, że były osobne, ale tak faktycznie to wszystkie stały w jednym rządku w oddaleniu ok. 10 cm od siebie. Na drugi dzień tylko je do siebie całkiem dosunięto. Tak, że de facto już od pierwszego dnia wszyscy siedzieli przy jednym, długim stole. I tak naprawdę ta dziewczyna była bliżej swoich kolegów, niż tych nieszczęsnych profesorów. To zmienia sytuację - dziewczyna nie była w żaden sposób wyizolowana. Sorry, że nie napisałam tego wcześniej, bo jakoś nie dociekałam szczegółów (które mają czasami znaczenie), zrobiłam to dopiero po Waszych postach.
                        Po drugie, młodzież się sama usadowiła, ale dziewczyna sama podeszła do stołu nauczycielek, nie spodziewając się, że przy tym samym stoliku zasiądą za kilka minut też i wykładowcy. I, jak się okazało, nie miała problemu z "izolacją", tylko bardziej chodziło o to, że onieśmielili ją ci dwaj panowie z tytułami akademickimi. Ale ponoć nie była jedyna, bo po przeciwnej stronie stołu (stolik obok) siedziała jej koleżanka niemal "łokieć w łokieć" z jednym z nich, i też mało co zjadła, tyle, że się nie poskarżyła mamusi smile Stąd właśnie była prośba do naukowców o nieuczestniczenie w obiedzie razem z uczniami.
                            • beata_ Re: Śpieszę doprecyzować pewne kwestie... 04.12.14, 22:39
                              vitadea napisał(a):

                              > Z tego co wiem, to nie jedli, czekali na zewnątrz, może na korytarzu, może w sali...
                              > szczerze mówiąc, nie pytałam.

                              Sorry, dla mnie to jakaś paranoja!
                              Jak można było poprosić wykładowców-gości, bo chyba w końcu są to goście organizatorów, mimo że opłacani (jak zrozumiałam), żeby nie jedli w czasie, kiedy posiłek jest zaplanowany/podawany? I żeby czekali "na zewnątrz" aż pierwsza tura (młodzież w tym wypadku) łaskawie zje "bez stresu i skrępowania"?!
                              Co to za jakiś dziki pomysł?! To urąga wszelkim zasadom i nikt tu tego nie zauważył???
                              No nie wierzę...


                              --
                              Nigdy...!
                              • elisanet Re: Śpieszę doprecyzować pewne kwestie... 04.12.14, 22:53
                                > Jak można było poprosić wykładowców-gości, bo chyba w końcu są to goście organi
                                > zatorów, mimo że opłacani (jak zrozumiałam), żeby nie jedli w czasie, kiedy pos
                                > iłek jest zaplanowany/podawany?

                                Wiesz, jak dla mnie, gośćmi-beneficjentami są uczniowie i nauczyciele. Wykładowcy są pracownikami, gospodarzami.
                                    • beata_ Re: Śpieszę doprecyzować pewne kwestie... 04.12.14, 23:21
                                      elisanet napisał(a):

                                      > No właśnie czytam, i dochodzę do wniosku, że oni jednak są pracownikami "wynajętymi"
                                      > na okoliczność szkoły i opłaceni z projektu unijnego, niż gośćmi, co to przyszli
                                      > charytatywnie wykłady dla młodzieży realizować.

                                      Znaczy jak charytatywni, to mają prawo zjeść jak ludzie ze wszystkimi, a jak opłacani (mimo że jednorazowo "na okoliczność szkoły" z projektu unijnego), to już nie? Grzeczność takich "wynajętych" nie dotyczy i można ich traktować jak ludzi gorszej kategorii???? Nie są to goście?
                                      Wszak są na "gościnnych występach", poproszeni o udział w danym wydarzeniu - nie są de facto pracownikami organizatora.

                                      ps.
                                      Dodam jeszcze, że jako pracownik i przedstawiciel organizatora naszych szkoleń nie jadam z "kursantami", bo byłoby to nie na miejscu. Ale wykładowcy już tak - o ile SAMI nie zdecydują inaczej. Do głowy by mi nie przyszło sugerować (a co dopiero prosić!), żeby jedli w drugiej kolejności, przeczekując gdziekolwiek i w jakikolwiek sposób posiłek uczestników. Kwestia standardów i tyle.


                                      --
                                      Nigdy...!
                                      • agulha Re: Śpieszę doprecyzować pewne kwestie... 04.12.14, 23:25
                                        Wiele osób na tym forum uważa, że jak komuś się płaci, to grzeczność i względy żadne mu się nie należą. Niezależnie od tego, ile się płaci, kto tu komu robi grzeczność (nie każda stawka jest dla każdego godna uwagi), i skąd pochodzą pieniądze.
                                        Potem dorasta taka osoba, Ukrainka u niej 10 godzin sprząta (najlepiej na kolanach, "bo jak kolanka bolą, to jest dobrze wyczyszczone" - autentyk), a ona jej herbaty nie zaproponuje ani herbatników, bo przecież PŁACI.
                                        • beata_ Re: Śpieszę doprecyzować pewne kwestie... 04.12.14, 23:42
                                          agulha napisała:

                                          > Wiele osób na tym forum uważa, że jak komuś się płaci, to grzeczność i względy
                                          > żadne mu się nie należą. Niezależnie od tego, ile się płaci, kto tu komu robi
                                          > grzeczność (nie każda stawka jest dla każdego godna uwagi), i skąd pochodzą pieniądze.
                                          >
                                          > Potem dorasta taka osoba, Ukrainka u niej 10 godzin sprząta (najlepiej na kolanach,
                                          > "bo jak kolanka bolą, to jest dobrze wyczyszczone" - autentyk), a ona jej
                                          > herbaty nie zaproponuje ani herbatników, bo przecież PŁACI.

                                          Umówmy się, że nie każdy na tym forum ma pojęcie o tym, co wypada i jak się zachować w pewnych sytuacjach.
                                          Pół biedy, jeśli ma wątpliwości i pyta... Gorzej, jeśli jest przekonany o słuszności własnych przekonań niezgodnych z s-v i jakimikolwiek "zasadami współżycia społecznego", i będzie te swoje przekonania forsował, jako jedynie słuszne. W imię sama nie wiem czego...

                                          Pewnych rzeczy nie zrozumiem pewnie nigdy smile


                                          --
                                          Nigdy...!
                                • beata_ Re: Śpieszę doprecyzować pewne kwestie... 04.12.14, 23:08
                                  elisanet napisał(a):


                                  > Wiesz, jak dla mnie, gośćmi-beneficjentami są uczniowie i nauczyciele. Wykładowcy
                                  > są pracownikami, gospodarzami.

                                  Moim zdaniem się mylisz, ale to moje zdanie - choć poparte doświadczeniem organizatora kursów wszelakich...
                                  Wykładowca/prowadzący nie jest (zwłaszcza w przytoczonym wypadku) stricte pracownikiem - jest kimś poproszonym o poprowadzenie zajęć w danym momencie. I chociaż dostaje jakieś wynagrodzenie, jest równocześnie gościem, któremu należy się jaki taki szacunek.


                                  --
                                  Nigdy...!
                                    • beata_ Re: Śpieszę doprecyzować pewne kwestie... 04.12.14, 23:30
                                      elisanet napisał(a):

                                      > > któremu należy się jaki taki szacunek
                                      >
                                      > Każdemu należy się szacunek, uczniom też...

                                      Chyba się nie rozumiemy...
                                      Bo moim zdaniem szacunek należy się i uczniom, i prowadzącym (opłacanym lub nie).
                                      Prośba do wykładowców (których status jako jednak gości wyjaśniłam wyżej), żeby "przeczekali" posiłek uczniów "na zewnątrz" z szacunkiem i s-v nie ma nic wspólnego.
                                      Powtórzę - kwestia standardów i pojęć.


                                      --
                                      Nigdy...!
                    • robeenek Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 19:25
                      aldona_a napisał(a):
                      > A moim zdaniem, ta dorosła już dziewczyna ma poważny problem. Nie wyobrażam sob
                      > ie, jak ona sobie poradzi na studiach (od których dzieli ją zaledwie kilka mies
                      > ięcy). No chyba, że nie będzie studiować, nie założy rodziny (bo będzie czuła s
                      > ię onieśmielona w towarzystwie obcego faceta), nie zrobi prawa jazdy (bo się ze
                      > stresuje że musi jeździć z obcym facetem w samochodzie), itp., tylko zamknie si
                      > ę w czterech ścianach po wieki wieków... A może to była dobra okazja, żeby zacz
                      > ąć się mierzyć z własnymi lękami...?


                      Tak, ta dziewczyna (wcale jeszcze nie taka dorosła) ma problem, ale taki problem na jej miejscu miałoby wiele nawet starszych od niej osób. Czyli stało się dobrze, że wyalienowana dziewczyna została na czas posiłków odgrodzona od rówieśników i posadzona z dorosłymi przy których czuła się skrępowana? Taki swoisty indywidualny survival podczas wyjazdu szkolnego, który ma służyć także i rozrywce i dobremu samopoczuciu młodzieży szkolnej?
                • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 19:41
                  gazeta_mi_placi napisała:

                  > Chyba rozmawiamy czy wypada jedyną uczennicę z grupy usadzać przy stole nauczycielskim, a nie czy uczennica ma nadopiekuńczą matkę.
                  No więc: nie wypada. Tyle.<

                  Owszem, nie wypada, ale to, co napisałam, a co nie zyskało Twojej aprobaty, chociaż jesteśmy na forum publicznym, to skierowałam do Autorki. Tylko Vitadea może ocenić, czy Jej się to do czegoś przyda. Ty, jeśli zechcesz, możesz jedynie ocenić postawę mojej cioci smile

          • elisanet Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 17:33
            Naprawdę nauc
            > zycielki poprosiły wykładowców o nieuczestniczenie we wspólnych posiłkach?

            A co, miały się narazić na kolejne telefony z pretensjami od rodziców? Powiem tak. Zielona szkoła jest dla dzieci, które mają się czuć tam swobodnie, komfortowo. Panowie tam tylko pracowali.
                • turzyca Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 20:24
                  elisanet napisał(a):

                  > > A gdzie w tym wszystkim wychowawcza rola szkoły?
                  >
                  > A gdzie ma być? W zmuszaniu dzieci do jedzenia obiadu w towarzystwie dwóch nadę
                  > tych facetów?

                  "Jak elegancko zachowac sie w niemilym nam towarzystwie", bardzo dobry temat na lekcje wychowawcza.
                  --
                  "Mój sąsiad uczy się grać na klarnecie, teraz już mu to jakoś wychodzi, ale wcześniej byłam przekonana, że to jakiś dziwne zwierze wydaje odgłosy godowe. " by Mondovi
        • minniemouse Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 22:22
          vitadea napisał(a):

          A co do panów doktorów, z tego co opowiadała moja przyjaciółka, oni akurat zostali jedynie poproszeni o nieuczestniczenie we wspólnym obiedzie w kolejnych dniach, ten pomysł chyba nie wyszedł od nich samych.

          Moim zdaniem, to z kolei byla przesada w druga strone.
          Problemem z jedzeniem w towarzystwie nauczycieli a zwlaszcza p a n o w miala tylko ta dziewczynka.
          i nie dlatego ze byli jacys aj waj panowie doktorzy, a mezczyzni, dorosli mezczyzni. "doktorostwo" nie ma tu nic do rzeczy.

          Reszta mlodziezy, zdaje sie, problemow socjalno integracyjnych nie ma, i spokojnie mozna bylo
          owych panow posadzic pomiedzy paniami nauczycielkami z jednego konca stolu,
          a nerwowa dziewczynke z drugiego. i by bylo dobrze.

          w koncu mlodziez ogolnie rzeczywscie musi uczyc sie radzic sobie przystosowywania
          w roznych sytuacjach zyciowych - zdrowa mlodziez-. i nie powinna miec problemu z tym.
          tylko dla tych problematycznych powinno miec sie specjalne wzgledy i starac sie pomagac
          w owym dostosowywaniu, bo im trudno.
          w przyszlosci wam bardzo podziekuja.

          Minnie


          --
          Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
          Oscar Wilde
      • aldona_a Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 16:36
        robeenek napisała:
        > zycielce czy Tobie... Dziewczyna 18-letnia to jeszcze dziecko, w dodatku jak pi
        > szesz trzymające się na uboczu, nieśmiałe, na pewno wrażliwe

        Nie, dziewczyna 18-letnia to już nie dziecko, to kobieta. Niektóre w jej wieku mają dzieci, rodziny. Za niespełna rok to "dziecko" pójdzie na studia - i co - tak samo z siebie przejdzie jej ta wrodzona nieśmiałość? Czy też mamusia będzie dzwonić do profesora, jak córeczka nie zda egzaminu, bo się zestresowała? A jak będzie jadła obiad na stołówce uczelnianej, i dosiądzie się do niej ktoś z wykładowców? To też będą pretensje, że ją "onieśmielił", i nic nie zjadła? Boże...
        • gazeta_mi_placi Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 16:41
          Bez przesady, dzieci w tym wieku ma co najwyżej patologia albo kobiety z innego kręgu kulturowego, że tak się wyrażę....
          Telefon matki był przesadą, nie mniej jednak wobec dziewczyny zachowano się nietaktownie "wpychając" ją do całkiem odmiennej grupy, w dodatku jaką jedną jedyną.
          Swoją drogą podobne działanie w przypadku dorosłej osoby np. w pracy zalicza się do działań mobbingowych.


          --
          https://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
          • vitadea Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 16:44
            > Swoją drogą podobne działanie w przypadku dorosłej osoby np. w pracy zalicza się do działań mobbingowych.

            Myślę, że przesadzasz, i nie wiesz, co to jest "mobbing". Mobbing to długotrwałe i celowe działanie, tam nikt tego nie planował, ot tak wyszło. Nikomu się krzywda przez jeden dzień nie stała.
        • robeenek Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 16:50
          aldona_a napisał(a):
          > Nie, dziewczyna 18-letnia to już nie dziecko, to kobieta. Niektóre w jej wieku
          > mają dzieci, rodziny. Za niespełna rok to "dziecko" pójdzie na studia - i co -
          > tak samo z siebie przejdzie jej ta wrodzona nieśmiałość? Czy też mamusia będzie
          > dzwonić do profesora, jak córeczka nie zda egzaminu, bo się zestresowała? A ja
          > k będzie jadła obiad na stołówce uczelnianej, i dosiądzie się do niej ktoś z wy
          > kładowców? To też będą pretensje, że ją "onieśmielił", i nic nie zjadła? Boże..


          Są wśród osiemnastolatków i osoby bardziej i mniej dojrzałe, bardziej radzące sobie z przeciwnościami losu i mniej. Wiele z nich to wciąż dzieciaki, ze swoimi problemami i trudnościami z uzyskaniem samoakceptacji i akceptacji otoczenia. Wspólny wyjazd szkolny ma być koszmarem podczas którego taką wrażliwą jednostkę dodatkowo alienuje się od grupy rówieśników?
          Tak, osiemnastolatki zakładają rodzinę i miewają już dzieci... Tylko, czy często są na to gotowe? Uważasz to za normę?
          I nie rozśmieszaj mnie pisząc o mamusi dzwoniącej do profesorów po nieudanym egzaminie córki podczas studiów. Fantazja Ciebie wybitnie ponosi...

          • maria.francesca Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 17:05
            > I nie rozśmieszaj mnie pisząc o mamusi dzwoniącej do profesorów po nieudanym eg
            > zaminie córki podczas studiów. Fantazja Ciebie wybitnie ponosi...

            Ja tego co prawda nie napisałam, ale czytając tę wypowiedź, wcale nie uważam jej za fantazję. Pracuję na uczelni, i o tym, co potrafią wyczyniać rodzice - tak, rodzice studentów - to można by książki napisać. Szczytem wszystkiego był jeden tatuś, który chodził do mnie w imieniu swojej córki (studentki 1 roku), gdy ta oblała po raz drugi egzamin i zakwalifikowała się do "komisu". Gdy mu tłumaczyłam, że córka jest już dorosła, to usłyszałam, że - jak to dorosła, przecież to jeszcze dziecko, i to bardzo wrażliwe dziecko, i ona się bardzo wstydzi przyjść do mnie do pokoju...
            • nchyb Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 20:05
              > j za fantazję. Pracuję na uczelni, i o tym, co potrafią wyczyniać rodzice -

              a ja nie pracuje na uczelni, ale wiem co potrafią dorośli, w tym i pracownicy uczelni
              jedna z pań z uczelni (nauczyciel akademicki) potrafiła dzwonić do szefa swojego męża, że nadmiernie obciąża go pracą. Mąż (ale nie z uczelni smile )innej naszej współpracownicy dzwonił do szefa z pretensjami, ze zmusza jego żonę do wyjazdów służbowych, gdy ona ma się rodziną zajmować, a nie tracić czas na wyjazdy.
              Więc nie, to nie tylko domena nadopiekuńczych rodziców. Po prostu niektórzy tak mają w stosunku i do dzieci i do innych członków rodziny...
              • maria.francesca Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 20:17
                nchyb napisała:
                > a ja nie pracuje na uczelni, ale wiem co potrafią dorośli, w tym i pracownicy u
                > czelni

                Ano, ja właśnie o tym, o dorosłych, a nie o dzieciach.
                Nie zaprzeczam, sama znam kilku baaardzo dziwnych pracowników uczelni smile.
                Ale mój wpis był odpowiedzią na zarzut, jakoby interwencja rodzica w imieniu dorosłego studenta u wykładowcy była czystą fantazją. No więc usiłowałam udowodnić, że to się naprawdę zdarza. I to wcale nierzadko. I o tym była mowa. Bo to, co wyczyniają wykładowcy czy inni pracownicy i ich żony, to insza inszość i temat na osobny wątek smile
                • nchyb Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 05.12.14, 10:01
                  > Ale mój wpis był odpowiedzią na zarzut, jakoby interwencja rodzica w imieniu do
                  > rosłego studenta u wykładowcy była czystą fantazją.

                  potwierdzam, to nie fantazja smile
                  rodzice, dziadkowie, współmałżonkowie, rodzeństwo, a czasem nawet bliscy znajomi potrafią w imię dobra bliskich dorosłych cuda wyczyniać smile
                  Pozdrawiam
    • gazeta_mi_placi Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 16:50
      Tak mi się wydaje, że jeżeli zdarzy się jednak taki "wypadek" i trzeba jednak jedną osobę z całej grupy narazić na pewien rodzaj dyskomfortu i odłączenie od grupy to tak na zdrowy rozsądek powinna to być osoba mało wrażliwa, z natury pewna siebie, a nie ktoś o kim wiadomo, że jest nadmiernie wrażliwy, nieśmiały i trudno oswaja się z nowymi sytuacjami. Tak mi się wydaje.

      --
      https://www.suwaczki.com/tickers/6qdd3x6aoyfk4l3f.png
      • houstoni Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 07.12.14, 19:09
        Jasne! Nauczycielka powinna głośno i wyraźnie zapytać kto jest pozbawiony wrażliwości i zgodzi się zjeść w towarzystwie nadętych naukowców lub oderwać od talerza buraczków inne 18-letnie dziecię i usadzić je z tymi"nadętymi" !!!!!
        Przed wyjazdem powinna też rozdać ankiety rodzicom 18-letnich malców , czy mogą przebywać w jednym pomieszczeniu z nadętymi pracownikami akademii.
    • student_of_the_university Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 16:54
      Jestem w wieku tej dziewczyny, no może parę miesięcy starszym smile, studiuję. Ale też bardzo, ale to bardzo krępuje mnie sytuacja, kiedy muszę zjeść obiad w towarzystwie któregoś z moich wykładowców. Niestety, stołówka w naszym budynku jest ciasna, a przerwy krótkie, zawsze brakuje miejsc. Dlatego powszechne jest "dosiadanie się" do stolików zupełnie obcych sobie osób. Najgorsze, że często wykładowcy dosiadają się do stolika, przy którym siedzi student. Ja wiem, że to głupie, ale silniejsze ode mnie - nie potrafię nic przełknąć, pozostaje mi tylko oddać nietknięty talerz zupy i iść głodnym na zajęcia. Już nie mówię, że przy wejściu pisze jak byk: Stołówka studencka. No ale niektórym jak widać, brakuje wyczucia. Dlatego doskonale rozumiem tą uczennicę, a ci panowie wykładowcy... szkoda słów.
      • elisanet Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 17:41
        Dokładnie. Zachowanie tych panów - masakra. Zero wyczucia. W ogóle głupi pomysł, żeby wykładowca akademicki prowadził zajęcia z uczniami. Tu trzeba specjalnych kwalifikacji pedagogicznych. To tak, jakby pilot samolotu pasażerskiego usiadł za sterami okrętu...
        • robeenek Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 18:50
          elisanet napisał(a):
          > Dokładnie. Zachowanie tych panów - masakra. Zero wyczucia.

          Ale co niby było godnego potępienia w zachowaniu panów doktorów? Pierwszego dnia jedli przy oddzielnym stoliku z paniami nauczycielkami, a wskutek błędu organizacyjnego (za który nie byli odpowiedzialni w odróżnieniu od nauczycielek) do ich stolika trafiła pojedyncza uczennica.

          > W ogóle głupi pomysł
          > , żeby wykładowca akademicki prowadził zajęcia z uczniami. Tu trzeba specjalnyc
          > h kwalifikacji pedagogicznych. To tak, jakby pilot samolotu pasażerskiego usiad
          > ł za sterami okrętu...


          Rozumiem Elisanet, że także uczestniczyłaś w tych zajęciach i poznałaś kwalifikacje obu panów...
          • elisanet Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 19:06
            > Ale co niby było godnego potępienia w zachowaniu panów doktorów?

            No prosze cię... naprawdę tego nie widzisz? Ja bym na ich miejscu dyskretnie odeszła od stolika, wymawiając się np. robotą czy pilnym telefonem od szefa, widząc, że któryś z dzieciaków nic nie je w ich obecności, bo czuje się niekomfortowo... panowie nie wykazali się delikatnością.
              • student_of_the_university Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 19:34
                robeenek napisała:
                > No wiesz, panowie panami... Może nie zauważyli, albo i zauważyli, ale nie wiedz
                > ieli jak zareagować bo sytuacja była dla nich nowa. O wiele gorzej wypadły tu p
                > anie nauczycielki...

                Nie zauważyli? No sorry. Nie wiedzieli, jak zareagować? A jak tu można zareagować inaczej?
                Po prostu, coś jest takiego w mentalności wykładowców akademickich, że lubią jak się ich ludzie boją, trzęsą się ręce, głos itp.
            • matylda1001 Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 19:56
              elisanet napisał(a):

              > > Ale co niby było godnego potępienia w zachowaniu panów doktorów?
              >
              > No prosze cię... naprawdę tego nie widzisz? Ja bym na ich miejscu dyskretnie odeszła od stolika, wymawiając się np. robotą czy pilnym telefonem od szefa, widząc, że któryś z dzieciaków nic nie je w ich obecności, bo czuje się niekomfortowo... panowie nie wykazali się delikatnością. <

              Nie... no... Powiedz, że żartujesz smile To już ludzie nie mogą zjeść normalnie posiłku, bo wpędzają współbiesiadników w zakłopotanie? I czym - swoją wielkością? To już naprawdę zaczyna być śmieszne.
              • elisanet Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 20:12
                > Nie... no... Powiedz, że żartujesz smile To już ludzie nie mogą zjeść normalnie po
                > siłku, bo wpędzają współbiesiadników w zakłopotanie? I czym - swoją wielkością?

                Ludzie, powiadasz? A gdzie ich "ludzkie" podejście, gdzie takt, delikatność i wyczucie?
                Owszem, można jak najbardziej przytłoczyć i skrępować kogoś swoją obecnością, sposobem bycia. Sądzę, że skoro co najmniej dwoje (!) dzieci nie czuło się komfortowo w ich obecności, to jedynym wyjściem było... dyskretne odejście od stołu.
                Takt i delikatność, ot co. Tak, jak były tu kiedyś dyskusje, czy osoba ze znaczącym defektem skóry (np. na skutek poparzenia), powinna jeść obiad w restauracji, wiedząc, że większość ludzi traci apetyt na ten widok.
                      • student_of_the_university Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 22:35
                        droch napisał:
                        > Gdzie znowu mieli wtargnąć? Pierwszy posiłek zjedli wspólnie.

                        Nie czytałeś uważnie wątku. Tak, pierwszy posiłek zjedli, ale ponieważ swoją obecnością przy stole spowodowali dyskomfort u dwóch uczennic, które nic nie mogły przełknąć, i nawet matka jednej z nich dzwoniła w tej sprawie, nauczycielki poprosiły ich, żeby w kolejnych dniach zajęć już nie siadali do stołu razem z młodzieżą, tak jak to miało miejsce 1 dnia. Tak przynajmniej zrozumiałem.
                        • beata_ Re: Przy jednym stole z pracownikami uczelni 04.12.14, 22:44
                          student_of_the_university napisał(a) do Drocha:


                          > Nie czytałeś uważnie wątku. Tak, pierwszy posiłek zjedli, ale ponieważ swoją obecnością
                          > przy stole spowodowali dyskomfort u dwóch uczennic, które nic nie mogły
                          > przełknąć, i nawet matka jednej z nich dzwoniła w tej sprawie, nauczycielki poprosiły
                          > ich, żeby w kolejnych dniach zajęć już nie siadali do stołu razem z młodzieżą,
                          > tak jak to miało miejsce 1 dnia. Tak przynajmniej zrozumiałem.


                          Powtórzę - dla mnie to mocno chore jest i niezgodne z s-v:
                          forum.gazeta.pl/forum/w,10226,155766940,155778004,Re_Spiesze_doprecyzowac_pewne_kwestie_.html

                          --
                          Nigdy...!