Dodaj do ulubionych

Na uczelni po imieniu

18.12.14, 16:12
Nieraz słyszałem, jak wykładowcy zwracają się do siebie po imieniu, gdy np. na korytarzu są obecni studenci (czekający na egzamin, wpisy, itp.). Jeszcze jak wszyscy są w podobnym wieku, to jakoś to brzmi, chociaż też dziwnie, bo my się mamy do tych osób zwracać później "pani profesor", "panie doktorze". Ale jak np. młoda pani doktor niewiele od nas starsza, woła za dużo starszym od siebie poważnym panem profesorem na korytarzu "Krzyśku", itp. (sam słyszałem), to jest to zgodne z sv? Albo taka sytuacja. Mamy dyskusję w której uczestniczę ja, dwie panie doktor, dwóch doktorów. Oni wszyscy do mnie per "pan", ja do nich per "pani / panie dr", a oni między sobą po imieniu. Czy na czas takiej rozmowy nie powinni wszyscy "zawiesić tykania"? Tak tylko pytam z ciekawości.
Obserwuj wątek
    • asia.sthm Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 17:02
      Tak, koniecznie zglos pisemny postulat do dziekana aby natychmiast zorganizowal caly wydzial i kadre po twojemu. Kto to widzial zeby profesorowie jedli, tykali sie, i bezczelnie udawali ludzi.
      Przeciez to sa roboty i powinno sie ich sterowac przyknieciem guziczka.
      Powaznie podejrz do sprawy, bo dlugo takiej katorgi nie wytrzymasz.
      Powodzenia.
      • azm2 Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 17:12
        Koniecznie wniosek na piśmie, koniecznie z notarialnym poświadczeniem podpisu, bo inaczej dziekan ani rektor nie uwierzą, że ktoś może mieć takie problemy smile
      • tobestudent Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 17:54
        Tylko pytam. Z ciekawości. Czy jest to uchybienie sv. Dodam, że specjalnie mi to nie przeszkadza.
        • bene_gesserit Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 19:37
          Z ciekawości: zamierzasz po ukończeniu studiów zostać na uczelni?
    • nikodem137 Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 17:24
      tobestudent napisał(a):

      > Nieraz słyszałem, jak wykładowcy zwracają się do siebie po imieniu, gdy np. na
      > korytarzu są obecni studenci


      No właśnie skoro zwracają się do Siebie, to skąd wiesz jak się zwracają. Nie ładnie jest podsłuchiwać. smile

      > Jeszcze jak w
      > szyscy są w podobnym wieku, to jakoś to brzmi, chociaż też dziwnie, bo my się m
      > amy do tych osób zwracać później "pani profesor", "panie doktorze".


      Macie tak się zwracać, jak pan profesor pozwoli - domyślnie per "panie profesorze".
      Wielu nawet adiunktów było z nami po imieniu.

      Ale jak np.
      > młoda pani doktor niewiele od nas starsza, woła za dużo starszym od siebie pow
      > ażnym panem profesorem na korytarzu "Krzyśku", itp. (sam słyszałem), to jest to
      > zgodne z sv?

      Niezgodne jest tylko wołanie za kimś na korytarzu.


      Albo taka sytuacja. Mamy dyskusję w której uczestniczę ja, dwie p
      > anie doktor, dwóch doktorów. Oni wszyscy do mnie per "pan", ja do nich per "pan
      > i / panie dr", a oni między sobą po imieniu. Czy na czas takiej rozmowy nie pow
      > inni wszyscy "zawiesić tykania"?

      Tak. Powinni zawiesić.
      • tobestudent Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 17:52
        nikodem137 napisał:

        > No właśnie skoro zwracają się do Siebie, to skąd wiesz jak się zwracają. Nie ła
        > dnie jest podsłuchiwać. smile

        > Macie tak się zwracać, jak pan profesor pozwoli - domyślnie per "panie profesor
        > ze". Wielu nawet adiunktów było z nami po imieniu.

        Nam nikt nie proponował przejścia na "ty", mimo że są młodzi.

        > Niezgodne jest tylko wołanie za kimś na korytarzu.

        No może nie "krzyczała", tylko tak się zwracała podczas rozmowy na korytarzu (niezbyt cichej, dodam). Chodzi mi o to, że jest duża różnica wieku.

        > Tak. Powinni zawiesić.

        Czyli co, podczas takiej kolejnej sytuacji np. mogę jakoś spytać, jak się do nich zwracać?
        • matylda1001 Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 18:18
          tobestudent napisał(a):

          > Czyli co, podczas takiej kolejnej sytuacji np. mogę jakoś spytać, jak się do nich zwracać?<

          Ja Cię przepraszam, ale na jaką uczelnię przyjmują ludzi, którzy miewają podobne pomysły?
          To chyba prawda, że szkolnictwo wyższe schodzi na psy.
          • homo_silvestris Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 18:48
            To, jak rozmawiam profesor z doktorem Cię nie powinno obchodzić.

            > Czyli co, podczas takiej kolejnej sytuacji np. mogę jakoś spytać, jak się do nich zwracać?<

            Nie, nie możesz. Do pracowników mów: pani doktor, pani profesor - tyle wystarczy.
            • nikodem137 Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 18:57
              Czasami trzeba per: panie adiunkcie i panie docencie, choć ten ostatni tytuł już formalnie nie występuje.
            • tobestudent Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 19:08
              > To, jak rozmawiam profesor z doktorem Cię nie powinno obchodzić.

              Nie, chodziło mi tylko o to, czy wypada używać imion w obecności studentów. I tyle.
              • nikodem137 Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 19:28
                Nie potrafisz zrozumieć, albo się tylko droczysz, co też jest bezproduktywne
              • kora3 Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 11:23
                Oczywiście, ze wypada, dlaczego miałoby nie wypadać?
          • nikodem137 Rektor 18.12.14, 19:05
            matylda1001 napisała:


            > Ja Cię przepraszam, ale na jaką uczelnię przyjmują ludzi, którzy miewają podobn
            > e pomysły?
            > To chyba prawda, że szkolnictwo wyższe schodzi na psy.

            matylda1001,
            mnie już nic nie zdziwi.

            Byłem naocznym świadkiem, jak trzy panie grubo po trzydziestce ( w życiu powinny się już otrzaskać z tym i owym) redagowały pismo do rektora ich szkoły. Specjalnie piszę "szkoły", bo co to za uczelnia, która takich studentów trzyma?
            Studia zaoczne -może to coś wyjaśnia.

            Te trzy gracje obycia pismo zaadresowały: "Sz. P. Rektor".
            • matylda1001 Re: Rektor 18.12.14, 22:35
              nikodem137 napisał:

              > Te trzy gracje obycia pismo zaadresowały: "Sz. P. Rektor". >

              Cudne! smile
              Ja myślę, że nie tyle chodzi o to czy dzienne czy zaoczne, ale o to na jakiej uczelni. Stare uczelnie, z tradycjami, od zaocznych też czegoś wymagają. Najgorsze to chyba te prywatne, namnożyło się tego pełno. Kiedyś, żeby studiować trzeba było coś sobą reprezentować, teraz wystarczy zapłacić.
            • sunday Re: Rektor 28.12.14, 11:41
              > mnie już nic nie zdziwi.

              Mnie nadal dziwi tytułomania panująca na polskich uczelniach i w placówkach badawczych.

              > Byłem naocznym świadkiem, jak trzy panie grubo po trzydziestce ( w życiu powinn
              > y się już otrzaskać z tym i owym) redagowały pismo do rektora ich szkoły.
              > Te trzy gracje obycia pismo zaadresowały: "Sz. P. Rektor".

              No tak, zatytułowały nie najszczęśliwiej. Tylko co z tego? konwenanse ignorowały świadomie, czy ich po prostu nie znały? Nie każdy jest szkolony w dworskich drygach (ja rozumiem, że takie drygi są bardzo miłe, ale trzeba przecież mieć świadomość, że to tylko lokalny folklor). Poczułeś się urażony w imieniu jego eminencji rektora?

              > Specjalnie piszę "szkoły", bo co to za uczelnia, która takich studentów trzyma?
              > Studia zaoczne -może to coś wyjaśnia.

              Jeszcze jedno mnie dziwi i jednocześnie przeraża: ładunek pogardy zawarty w Twoim poście. Oraz to, że pewnie nawet go nie widzisz.
              • kora3 Re: Rektor 29.12.14, 09:54
                Widzisz Sunday-u, ja tez za tytułomanią nie jestem, ale myslę, ze nie o to naszemu przedmówcy chodziło. Mam wrazenie, ze chodziło o dewaluację pewnych rzeczy. Otóż kiedyś człowiek, który skończył studia był najogólniej mówiąc osobą obytą. Posiadał też pewna wiedzę ogólną, niekoniecznie zwiazana bezpośrednio z kierunkiem, jaki skończył. Teraz, kiedy poziom nauczania na szczeblach wszelkich jest systematycznie obniżany, a tzw. wyższych szkół i uniwerków w każdej gminie się namnożyło jakość wiedzy, jaka mają ich absolwenci pozostawia wiele do życzenia, a stopień obycia - także.
                • sunday Re: Rektor 29.12.14, 13:08
                  Koro, nasz przedmówca pogardliwie podkreślił nie niski poziom wiedzy studentek, a ich nieumiejętność odpowiedniego zatytułowania adresata podania. Zrozumiałbym, gdyby zasmucił go ich poziom wiedzy. Ale nieznajomość dworskich drygów? Przecież miały prawo nie wiedzieć, jak się zwracać do rektora -
                  • kora3 Re: Rektor 29.12.14, 13:34
                    Sunday'u - o ile pamięć mnie nie zawodzi, to my się forumowo chyba naprawdę długo znamy i powinieneś wiedzieć, ze nie mam serca do tytułomanii smile
                    Ale powiem ci szczerze - jeśli miałabym napisać pismo do jakiejś osoby nie wiedzac, jak ją "zatytułować" to ... po prostu bym się dowiedziałasmile
                    Studia m.in. powinny ludzi uczyć analitycznego, kreatywnego myslenia, nieprawdaż? A myslenie właśnie wskazywałoby na to, żeby się DOWIEDZIEĆ, nie?

                    Coi do tego, ze zaoczniacy mają zaraz kupę pracy,. gromadę dzieci itd. Nie, niekoniecznie. Kiedyś tak było - zaocznie studiowały w zasadzie jedynie osoby pracujące. teraz tak nie jest, często zaocznie studiują ludzie niepracujący i nieobarczeni rodzinami, nie w tym jednak rzecz.

                    W czym, to może pokaże ci przywołany przeze mnie przykład. Miałam na pierwszych studiach kolegę, który jakkolwiek był bardzo uzdolniony w kierunku przedmiotów ścisłych (jak większość na polibudzie zresztą), miał spore problemy z ojczystym jezykiem. Prawdę mówiąc nie mam pojęcia, jak on zdołał zdac maturę z polskiego. Nie dość, ze chłopak robił błędy ortograficzne (co teraz pewnie podciagnieto by pod dysleksję, albo cos podobnego), to jeszcze nie potrafił po prostu stylistycznie budować zdań. To było w takim okresie czasu, kiedy jeszcze nie było w tak powszechnym użyciu komputerów do pisania i edycji tekstów, wiec pisało się prace ręcznie (oczywiście nie magisterskie, tylko takie zaliczeniowe np.). No i ów kolega oddał taką pracę pewnemu profesorowi (zwyczajnemu dodam i dość młodemu, jak na zwyczajniakasmile). Praca zawierała wstęp teoretyczny, opis badań ich analizę i wnioski. Pan prof. pracę koledze zwrócił do poprawki z uwagi na błędy ortograficzne i stylistyczne. Kolega doń nie powiedział słowa, bo bałby się zwyczajnie z nim polemizować, ale do nas wylał całą czarę goryczy- że badania były ok (czytałam potem te pracę - były), że on jest na polibudzie, a nie na polonistyce itd. Niemniej poprawił te prace z pomocą kolegów i koleżanek i oddał - faktycznie tak było napisane, ze zgroza. Prof. stawiając mu po poprawce ocene bardzo dobry powiedział mu mniej więcej tak: - Cieszę się, ze pan to poprawił, bo za 3 lata pan będzie nie tylko najpewniej swietnym inżynierem, ale także magistrem. Nie wypada, by osoba bedaca magistrem robiła takie błędy, oddawała tak niechlujne prace, czego by one nie dotyczyły ...
                    Możesz mi urwać głowę, ale ja się z tym panem zgadzam Sunda'yu.
                    I do dziś pamiętam polew, jaki moi koledzy nieco starsi mieli ze swego szefa w pierwszej pracy, gość był inżynierem, ale pełnił tez kierowniczą funkcję administracyjną. Pisał pisma rojące się od błedówsad Miał ksywkę "polska język" sad

                    Także jestem ze studentami na ty - ja to zaproponowałam i nawet wyjaśniłam im dlaczego moim zdaniem będzie lepiej...Ale nie uważam, że trzebaby re forme transponować na wszystkich mających z nimi zajecia. Dlaczego? Ano dlatego, że jakkolwiek ci młodzi ludzie do takich ja ja będąc już po studiach będą mówic ty, to będą mieć także bardzo wiele znajomości i sytuacji, kiedy należało będzie trzymać się tytułów innych ludzi i lepiej się do tego przyzwyczaić zawczasu
              • yoma Re: Rektor 29.12.14, 11:36
                Magnificencji. Eminencja to biskup smile
                • sunday Re: Rektor 29.12.14, 12:37
                  > Magnificencji. Eminencja to biskup smile

                  Ach, palę się ze wstydu za taką straszną pomyłkę! smile
                  • kora3 Re: Rektor 29.12.14, 12:52
                    no na forum to tylko pomyłka, ale już osoba, która pisemnie, albo ustnie zwraca się do tych osób powinna wiedzieć, jak należy się zwracać, nie uważasz?
                    Takie cos jak teraz prezentujesz to jest ignorancja podszyta pobłażaniem "taaaaa no przecież nie ma najmniejszego znaczenia, jak się zwracać, byle dotarło" - na tej samej zasadzie nie ma znaczenia jak się pisze, z bykami, czy bez - byle wiadomo było o co chodzi, jak się mówi - poprawnie czy nie byle byc w miare zrozumiałym, jak się je - kulturalnie czy nie, byle się najeść...


                    poniekąd ciekawe, że osoby z takim podejściem jednak do lekarza mówią "panie doktorze", a nie panie lekarzu, albo proszę pana, do księdza zwracają się "proszę księdza", a nie "proszę pana" a jak pomyli zakonnika z księdzem i ten łagodnie zwróci mu uwagę, ze nie tak "proszę księdza", a "proszę ojca/brata", to przeprosi serdecznie ganiac się w duchu za niewiedze...
                    I wcale się takiemu nie chce śmiać zaraz, za to chętnie posmieje się z takiego, co to zwraca uwagę na to, jak należy tytułować pismo do rektora, bo wszak to przecie nieważne....
                    • sunday Re: Rektor 29.12.14, 13:24
                      Koro, ja staram się szanować ludzi i zwykle jestem uprzejmy. Zazwyczaj też używam różnorakich tytułów, bo przekonałem się -
                      • kora3 Re: Rektor 29.12.14, 13:50
                        Sunday-u bez względu na to, jaki ma się stosunek do SWOICH tytułow, czy tez używania ich wobec siebie, w3obec innych po prosru wypada ich czasem używać i to wcale nie z racji jakiegoś "czapkowania" , tylko choćby dlatego, żeby nie stwarzać wrazenia, ze chce się skracać z kims dystans.

                        Co do uczelni - środowisko akademickie jest tu specyficzne. Na uczelniach zwyczajowo jest przyjęte używanie tytułów (zawodowych/naukowych) niedawny uczeń, a obecny student musi się tego nauczyć. Tak, jak zwyczajowo do lekarza mówi się "panie doktorze", do adwokata "panie mecenasie", czy do notariusza "panie rejencie" - tylko, ze te formy mamy na ogół utrwalone od dziecka, wiec nikt nie ma problemu z "doktorowaniem" lekarzowi np.
                        Za moich czasów w szkole podstawowej do nauczycieli mówiło się "proszę pani/pana", ale do nauczyciela w średniej szkole już "panie profesorze/pani profesor" i tez się tego uczniowie średnich szkoł musieli nauczyćsmile Nierzadko jeszcze w początkach pierwszej klasy sie mylili, ale potem już nie, owo "profesorowanie" stawało się naturalne. Potem z koloei trzeba było przestawiać się na studiach i znów - bywało, ze się ludzie na I semestrze mylili tytułując wszystkich jak leci "profesorami" - później z kolei znów się utrwalała własciwa forma i czesc.
                        Co do wspomnianego profesora nadzwyczajnego smile - wiesz, nie wiem kiedy to było, ale za moich studenckich czasów np. personalia wykładowców i tych, co się miało z nimi zajęcia wpisywało się samemu w indeks. Kto był sprytniejszy, to zapytał kogoś kto zacz jeśli nie wiedział, albo odnalazł gabinet typa i przepisał kto łon, ale mniej sprytni tez się zdarzali smile no i np. po ważnym egzaminie na I semestrze dziekanat zwrócił u mnie na roku cos połowe indeksów- bo ludzie źle powpisywali wykładowcę, był on właśnie nadzwyczajniakiem, a sporo ludzi wpisało go jako zwyczajnego. nie wiem jak teraz, ale wówczas był to poważny błąd natury formalnej. Chłopisko wpisując oceny pewnie na to uwagi nie zwracało i powstał problem z wymianą indeksów, w których były już oceny z zaliczeń. Zdarzały się też osoby, które nie potrafiły poprawnie napisac "prof. dr hab. inż." np. Albo nie dawały kropki tam gdzie trza, albo dawały tam gdzie nie trza. smile Może z tego wynikało pouczenie tego profa o jakim piszesz?smile
              • nm.buba011 Re: Rektor 09.01.15, 19:18
                sunday napisał:

                > Poczułeś się urażony w imieniu jego eminencji rektora?

                - do rektora w sytuacjach oficjalnych zwracamy się - Magnificencja.
                Tytuł Eminencja przysługuje innym dostojnikom.
                • sunday do-stojnik 15.01.15, 08:31
                  > - do rektora w sytuacjach oficjalnych zwracamy się - Magnificencja.
                  > Tytuł Eminencja przysługuje innym dostojnikom.

                  Dziękuję, Bubo. Myślę, że "dostojnik" to bardzo trafne określenie wielu funkcji: istotną cechą osoby ją pełniącej powinna być umiejętność do-stania do końca niekończących się uroczystości...
        • nikodem137 Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 18:53
          tobestudent napisał(a):

          > nikodem137 napisał:
          >
          > > No właśnie skoro zwracają się do Siebie, to skąd wiesz jak się zwracają.
          > Nie ła
          > > dnie jest podsłuchiwać. smile

          Odpowiedziałem dostawiając "buźkę", ale tu nie ma nic do śmiechu.
          Podsłuchałeś rozmowę,a teraz się tym chwalisz. To jest gwałt nas-v.
          >
          > > Macie tak się zwracać, jak pan profesor pozwoli - domyślnie per "panie pr
          > ofesor
          > > ze". Wielu nawet adiunktów było z nami po imieniu.
          >
          > Nam nikt nie proponował przejścia na "ty", mimo że są młodzi.

          Wiek w kontaktach zawodowych dla s-v jest "przezroczysty".

          > > Niezgodne jest tylko wołanie za kimś na korytarzu.
          >
          > No może nie "krzyczała", tylko tak się zwracała podczas rozmowy na korytarzu (n
          > iezbyt cichej, dodam). Chodzi mi o to, że jest duża różnica wieku.

          Czyli znowu podsłuchiwałeś i się tym chwalisz. I znów gwałt na s-v.


          > > Tak. Powinni zawiesić.
          >
          > Czyli co, podczas takiej kolejnej sytuacji np. mogę jakoś spytać, jak się do ni
          > ch zwracać?

          Nie. Sposoby zwracania się do osób stojących wyżej, jak i niżej w hierarchii są ustalone. Osoba stojąca wyżej może zaproponować ich zmianę.

          Zresztą spróbuj! I napisz koniecznie w jaki w sposób zostałeś zmyty.
          • droch Re: Na uczelni po imieniu 18.12.14, 22:47
            > *Podsłuchałeś* rozmowę,a teraz się tym chwalisz. To jest gwałt nas-v.

            Czy sv zakłada, że wszyscy są głusi? Raczej nie, więc prawdopodobnie Twoje rozumienie słowa "podsłuchiwać" jest wykrzywione. Bo przeciętny człowiek po prostu słyszy, jak tuż obok niego ktoś woła inną osobę.
            • nikodem137 Re: Na uczelni po imieniu 19.12.14, 01:50
              droch napisał:

              > > *Podsłuchałeś* rozmowę,a teraz się tym chwalisz. To jest gwałt nas-v.
              >
              > Czy sv zakłada, że wszyscy są głusi?

              Zakłada, że nie wolno swoim głosem epatować osób postronnych.

              > Raczej nie, więc prawdopodobnie Twoje rozu
              > mienie słowa "podsłuchiwać" jest wykrzywione. Bo przeciętny człowiek po prostu
              > słyszy, jak tuż obok niego ktoś woła inną osobę.

              Przeciętny człowiek? Być może.
              Gentelmen i lady nie słyszą słów skierowanych nie do nich. To takie proste.
              • bene_gesserit Re: Na uczelni po imieniu 19.12.14, 13:12
                > Gentelmen i lady nie słyszą słów skierowanych nie do nich. To takie proste.


                Tak, czytałam o tym. Mają takie małe klapki w uszach, filtrujące wypowiedzi dookoła. Niezwykle ciekawy efekt ewolucji. A niektórym turystom w trzecim pokoleniu przednie zęby wykształcają się w otwieracze do puszek.
    • claratrueba Re: Na uczelni po imieniu 19.12.14, 05:14
      Rozbawił mnie Twój dylemat.
      Kiedy ludzie nawiązują kontakt ZE SOBĄ- wszystko jedno czy w cztery oczy czy przy świadkach- używają takiego zwrotu jaki MIEDZY SOBĄ zaakceptowali, jaki wynika z ich relacji miedzy sobą. A osoby postronne doskonale wiedzą, że to nie jest relacja i sposób zwracania, które ich dotyczą. A przynajmniej powinny wiedzieć.
      czy mówisz do swojej dziewczyny "pani Kowalska" a nie np. "kochanie" w towarzystwie innych osób przejęty szczerą obawą, że jakiś świadek waszej rozmowy zacznie tak się do niej zwracać?
      Oczekiwanie wracania się do siebie kolegów w pracy (taka jest relacja między pracownikami uczelnie) w sposób formalny tylko dlatego, że ktoś to słyszy byłoby równie dziwaczne jak nagłe przejście na pani/panna ze swoją ciotką na przykład w obawie, ze ten tytuł sie przyjmie wśród osób, dla których ciotką nie jest.
      • tobestudent Re: Na uczelni po imieniu 19.12.14, 07:22
        claratrueba napisała:

        > Rozbawił mnie Twój dylemat.

        > czy mówisz do swojej dziewczyny "pani Kowalska" a nie np. "kochanie" w towarzys
        > twie innych osób przejęty szczerą obawą, że jakiś świadek waszej rozmowy zaczni
        > e tak się do niej zwracać?
        > Oczekiwanie wracania się do siebie kolegów w pracy (taka jest relacja między pr
        > acownikami uczelnie) w sposób formalny tylko dlatego, że ktoś to słyszy byłoby
        > równie dziwaczne jak nagłe przejście na pani/panna ze swoją ciotką na przykład
        > w obawie, ze ten tytuł sie przyjmie wśród osób, dla których ciotką nie jest.

        Sytuacja nieporównywalna. Moja dziewczyna, ciotka, to moja prywatna / rodzinna sprawa. W pracy, na uczelni są relacje służbowe. Gdyby załóżmy moja matka miała ze mną zajęcia, to jak myślisz powinienem się do niej zwracać na uczelni przy świadkach, "pani profesor" czy "mamusiu"? Bo taka jest analogia między sytuacją, jaką opisałem.
        • des_4 zmieniłeś nicka, józiu? 19.12.14, 07:48
          najpierw university, potem tobe

          kolejność chronologiczna ci się popyrtała big_grin
        • claratrueba Re: Na uczelni po imieniu 19.12.14, 08:43
          Gdyby załóżmy moja matka miała
          > ze mną zajęcia, to jak myślisz powinienem się do niej zwracać na uczelni przy
          > świadkach, "pani profesor" czy "mamusiu"?

          Pani profesor - oczywiste. Skoro na uczelni łączy was relacja profesor-student.
          Ale relacja wykładowca- wykładowca to inna kwestia. I "tato", "mamo", "kochanie" przy studentach jak najbardziej słyszałam.
          Per analogia- czy wykładowcy powinni zwracać się do was tak jak wy do siebie? Z uwzględnieniem przezwisk, zdrobnień i, wcale nierzadko, określeń wulgarnych?
          Czy z wielką łaskawością przyjmujecie jednak, że jesteście dla nich "paniami" i "panami" choć wielu ma wnuki w waszym wieku?
          • homo_silvestris Re: Na uczelni po imieniu 19.12.14, 09:00
            Genialne podsumowanie! (choć obawiam się, że student i tak nie zrozumie, bo upiera się bardzo przy swoim zdaniu)
      • a-rebours Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 02:34
        claratrueba napisała:

        > Rozbawił mnie Twój dylemat.
        > Kiedy ludzie nawiązują kontakt ZE SOBĄ- wszystko jedno czy w cztery oczy czy pr
        > zy świadkach- używają takiego zwrotu jaki MIEDZY SOBĄ zaakceptowali, jaki wynik
        > a z ich relacji miedzy sobą. A osoby postronne doskonale wiedzą, że to nie jest
        > relacja i sposób zwracania, które ich dotyczą. A przynajmniej powinny wiedzieć

        Prezentujesz bardzo radykalne i dziwne stanowisko. W prywatnych kontaktach ludzie mogą zwracać się do siebie per "kochanie" itp. (nie wspominając już o "kotkach", "pupciach", "kaczorkach", "niuniach", "dziubulkach" i jeszcze mniej poprawnych politycznie zwrotach), ale używanie takich zwrotów w obecności osób trzecich niepozostających z nimi w bliskiej relacji uważam za niestosowne. Takie zachowanie to jest po prostu brak powściągliwości i przesadne epatowanie swoimi prywatnymi sprawami. Jeśli więc mamy do czynienia z małżeństwem wykładowców, to w obecności studentów powinni się oni zwracać do siebie po prostu po imieniu. Jeśli mamy do czynienia z profesorem i doktorem, którzy "są na Ty", to w obecności studentów oczywiście nie muszą sobie "panować", ale wskazana byłaby pewna powściągliwość i np. zaniechanie używania zdrobnień imion.
        • madry11 Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 06:17
          a-rebours napisał:

          > Jeśli mamy do czynienia z profesorem i doktorem, którzy "są na Ty", to w obecności
          > studentów oczywiście nie muszą sobie "panować", ale wskazana byłaby pewna powś
          > ciągliwość i np. zaniechanie używania zdrobnień imion.

          Nie jest tak do końca. Czy w takim razie pan profesor do pani doktor powinien mówić "Katarzyno" czy "Mario", mimo że prywatnie jest "Kasią"? Moim zdaniem, powinni formalnie zwracać się do siebie per "pani doktor", "panie profesorze". A poza uczelnią, oczywiście po imieniu.
    • kora3 Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 08:17
      To, jak się do siebie zwracają pracownicy uczelni w sytuacjach prywatnych jest ich osobistą sprawą i studentom, niezależnie od tego, jaka dzieli ich od poszczególnych pracowników różnica wieku nic do tego.

      Niezgodne z SV i nieprofesjonalne jest zwracanie się do siebie per ty w sytuacjach zawodowych i oficjalnych. Dotyczy to wszystkich - także pracowników uczelni. No, ale chyba nikt tam u Was nie mówi "a teraz głos zabierze rektor. Franiu, zapraszam ..."
      • madry11 Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 10:13
        kora3 napisała:

        > To, jak się do siebie zwracają pracownicy uczelni w sytuacjach prywatnych jest
        > ich osobistą sprawą i studentom, niezależnie od tego, jaka dzieli ich od poszcz
        > ególnych pracowników różnica wieku nic do tego.

        Zgadza się, ale spotkanie ze studentem na uczelni w godzinach pracy to jest sytuacja oficjalna, czy prywatna?
        • kora3 Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 10:26
          Jeśli spotkanie pracownika ze studentem dotyczy spraw związanych z uczelnia, to jest to spotkanie "zawodowe", czy b. oficjalne zależy. Niemniej to stosunek "zawodowy" jest tu na linii pracownik uczelni - student, a niekoniecznie wcale na linii pracownik - inny pracownik.
          Podobny przykład: lekarz wysyła pacjenta na konsultację z medykiem innej specjalności. Dzwoni do kolegi i mówi: "Adamie, mam pacjenta z podejrzeniem ...., proszę o konsultację.", a do pacjenta: "Proszę przejść do pokoju nr X, tam jest doktor Adam Kowalski i przyjmie pana" . Nie ma najmniejszej potrzeby, by lekarze udawali przed pacjentem, że ich stosunki sa bardziej oficjalne, niż są.
          Sytuacja oficjalna miedzy panami doktorami to np. taka, kiedy na sympozjum lekarz powołuje się na np. jakąś pracę/publikację kolegi. "Chciałbym tu przywołać przykład opisany w publikacji przez mego szanownego kolegę doktora Adama Kowalskiego..."
          • claratrueba Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 10:52
            Tylko, że w tym wątku mowa jest "o obecności studentów" przy wykładowcach wzajemnie się jakoś tam zwracających do siebie. Nie o s"potkaniu ze studentami" na uczelni czyli o syt. nieprywatnej.
            Byłoby nieco dziwne gdyby koledzy z pracy rozmawiający ze sobą prywatnie na np. korytarzu musieli zmieniać swój sposób zwracania się do siebie bo jest student- świadek rozmowy.
            Natomiast zwrócenie się do swojego bliskiego kolegi po fachu po imieniu w syt. poproszenia go zabranie głosu (np. poprowadzenia wykładu gościnnie) jest normą wielu renomowanych uczelniach światowych. Sama byłam tego świadkiem. Kiedy to wykładowca przedstawił swojego zaproszonego kolegę ze wszystkimi tytułami, prezentując jego osiągnięcia a później było właśnie takie "bardzo proszę Franiu". Fakt wieloletniej wspólnej pracy obu panów oraz wiążąca się z tym zażyłość prywatna nie była żadna tajemnicą dla słuchaczy a raczej faktem doskonale znanym. Nie mniej jednak, żaden z zadających pytania studentów nie zwracał się inaczej niż Mr. X czy sir do owego "Frania" bo doskonale wiedział, że zażyłość profesora z profesorem to nie zażyłość studenta z profesorem
            • kora3 Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 11:17
              Całkowicie się z tobą zgadzam Claro...
              Moim zdaniem problem poruszony w tym watku, jest wydumany...
              Oczywiście sa sytuacje, w których nie wypada zwracać się do innych inaczej niż oficjalnie, bez względu na to jak bliskie relacje z kimś się ma, ale opisana sytuacja do nich nie należy
              • tobestudent Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 13:18
                kora3 napisała:

                > Całkowicie się z tobą zgadzam Claro...
                > Moim zdaniem problem poruszony w tym watku, jest wydumany...
                > Oczywiście sa sytuacje, w których nie wypada zwracać się do innych inaczej niż
                > oficjalnie, bez względu na to jak bliskie relacje z kimś się ma, ale opisana sy
                > tuacja do nich nie należy

                Nie przeczytałaś uważnie. Mowa także o sytuacji, w której jest jakieś tam spotkanie pracowników naukowych ze studentami. I podczas tegoż spotkania (powiedzmy, że ma ono charakter naukowy, a więc formalny), pracownicy zwracają się do siebie po imieniu, a do studentów per pan / pani, studenci do pracowników "panie doktorze". Czyli atmosfera formalno-nieformalna. Czy wówczas też powinni do siebie mówić po imieniu?
                • aqua48 Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 13:46
                  tobestudent napisał(a):

                  > Mowa także o sytuacji, w której jest jakieś tam spotk
                  > anie pracowników naukowych ze studentami. I podczas tegoż spotkania (powiedzmy,
                  > że ma ono charakter naukowy, a więc formalny), pracownicy zwracają się do sieb
                  > ie po imieniu, a do studentów per pan / pani, studenci do pracowników "panie do
                  > ktorze". Czyli atmosfera formalno-nieformalna. Czy wówczas też powinni do siebi
                  > e mówić po imieniu?

                  Jeśli to sytuacja typu egzamin komisyjny, obrona pracy, to zdecydowanie nie powinni, jeśli natomiast jest to spotkanie, dyskusja itp. to jest to dopuszczalne. I na prawdę nie ma znaczenia jak zwracają się do studentów, a studenci do nich. Obie strony tu stosują właściwą formę. Niepotrzebnie to podkreślasz.
                  • kora3 Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 22:09
                    Myśle Aquo, że Tobestudent po prostu myli sytuację zawodowa z sytuacja oficjalną.
                    Wbrew temu, co mu się wydaje nie jest to tożsame.
                    Np. marszałek Sejmu, przewodniczący RM udzielając głosu posłowi/radnemu mówi "W kolejności zgłoszeń PAN poseł/radny Kowalski" ewentualnie dopuszczalne jest bez "pana " zatem "poseł/radny Kowalski" - choćby z Kowalskim tym wychował się na jednym podwórku, był jego szwagrem, kuzynem, czy bratem- bo to jest właśnie sytuacja OFICJALNA.
                    Natomiast wówczas, gdy posłowie/radni rozmawiają w kuluarach miedzy sobą mówią do siebie tak, jak mówią normalnie zatem z tymi co po imieniu per ty, z tymi co per pan per pan.

                    Mnie się bardzo często zdarza gadac tak z ludźmi i nie zdarzyło mi się pomylić. Normalne jest, że na konferencji prasowej mam pytanie do PANA PRZEWODNICZACEGO Nowaka, który dla mnie prywatnie jest Frankiem , a on odpowiada PANI REDAKTOR Korze Iksińskiej, która dlań jest prywatnie Korcią.
                • kora3 Re: Na uczelni po imieniu 20.12.14, 21:59
                  Ależ zrozumiałam to właśnie tak. Sytuacja zawodowa nie zawsze jest sytuacja FORMALNĄ Tobestudencie. Podkreślam to, bo zdaje się to nie jest dla Ciebie jasne.
                  Jest b. wiele sytuacji związanych z wykonywaniem zawodu, albo pełnieniem funkcji, kiedy jak najbardziej wypada zwracać się do kogoś z kim po mieniu jesteśmy per ty, choć do innych mówimy per pan/pani.
                  Naprawdę uważam Twój "problem" za wydumany.
                  Nie widzę powodu, dla którego pracownik naukowy ma zwracać się per pan+ tytuł do kolegi po fachu z którym jest na ty, bo do studentów zwraca się pan/pani. Dotyczy to także innych zawodów i sytuacji zawodowych.
                  Ja np. idąc na materiał z fotografem przedstawiam czasem siebie i jego " Kora Iksińska, a to nasz fotoreporter Adam Adamowski", ale do kolego przecie nie mówię "Niech pan mi zrobi takie i takie zdjęcie" tylko "Adamie (Adasiu) zrób to i to" - to, że osoby z którymi rozmawiam do mnie, jak i do kolegi mówią per pan/pani i my do nich też jest oczywiste.
    • dar61 Węsząc podtekstu podtekst 20.12.14, 19:14
      Pod tekstem pobrzmiewa tu jednak, jak dla mnie, pewna tęsknota. Tęsknota młodziaka: - Jakże tak?! Oni mogą do siebie publicznie po imieniu, dlaczego my - do nich - nie możemy?

      Jesteśmy chyba w społecznej fazie zero. Stare i nobliwe schematy nie wszystkim zdają się przydatne, a młode obyczaje „tykania" nie znalazły jeszcze powszechnej aprobaty (nawet młodziaka).
      Mało! Następuje nawet zasysanie i wsiewanie zwyczajów tykania od innych narodów. Młodsi pojechali TAM, nasłuchali się, nasiąkli, zachwycili bezpośredniością, prostotą, wracają TU i tu próbują zachwyt wsiewać. Na razie na uczelni, w tradycyjnym rejonie rewolucji i postępu próbują ...
      ?

      W oczach mi stoi fragmencik, scenka z filmu usańskiego 'Being There' [kanwą filmu polskie opowiadanie twórcy 'Malowanego ptaka'], następująca, zdaje się [nie znalazłem całości filmu, by podpowiedzieć minutaż], po tej sekwencji:
      www.youtube.com/watch?v=YgGvd1UPZ88
      Tamże bohater tej opowiastki też chce się pożegnać z prezydentem jak prezydenta przyjaciel, pewien wiekowy polityk. Polityk-senior żegna sie z prezydentem, tykając go 'Bobby'. Co czyni tuż potem bohater filmu? Chwyta dłonie ober-notabla, też żegna prezydenta - jaki go w ogóle nie zna - zaskakując imieniem 'Bobby'.
      Film ten, obfity w podteksty, sam jest wielkim podtekstem swoich (usańskich) czasów.
      Jako i wpis startowy tutejszego wątku jest.
      • bene_gesserit Re: Węsząc podtekstu podtekst 20.12.14, 21:09
        Sądząc z innych wątków tego samego autora, ma on zwyczajnie problem z tym, ze przywileje lub 'przywileje' są nierówno rozłożone. Otoż wykładowca może pić podczas wykładu - a studentowi nie wypada. Grono profesorskie może się tykać, a student musi panować. Itd. Raczej nie chodzi o powszechne egalitaryzowanie relacji i udemokratycznianie przywilejów ale o całkiem osobiste anse autora wątku.
        • dar61 Wieszcząc podtekstu nadtekst 20.12.14, 22:02
          Jeśli - wiek buntu i naporu młodziak ma dość wydłużony...
          Mnie jednak bardziej korci, by szukać ogółu, niż szczegółu.
        • tobestudent Re: Węsząc podtekstu podtekst 21.12.14, 12:41
          bene_gesserit napisała:

          > Sądząc z innych wątków tego samego autora, ma on zwyczajnie problem z tym, ze p
          > rzywileje lub 'przywileje' są nierówno rozłożone. Otoż wykładowca może pić podc
          > zas wykładu - a studentowi nie wypada. Grono profesorskie może się tykać, a stu
          > dent musi panować. Itd. Raczej nie chodzi o powszechne egalitaryzowanie relacji
          > i udemokratycznianie przywilejów ale o całkiem osobiste anse autora wąt
          > ku.

          Nie, nie mam z niczym problemu, po prostu pytam. Czy pytanie od razu oznacza, że ma problem? Czy w takim razie każdy, kto tu zakłada wątek, ma jakiś problem? Co do picia wody podczas wykładu - tu akurat jest na odwrót - studenci mogą pić do woli co chcą i kiedy chcą smile, wykładowcy mniej wypada, w końcu prowadzi wykład. A co do "tykania", nie przeszkadza mi kiedy sobie wykładowcy mówią do siebie po imieniu (czego, btw, nie słyszałem u nauczycieli w szkole, ale może po prostu nie miałem okazji), tylko spytałem, czy wypada używać imion w dość zamkniętym gronie w obecności studentów, i to w sytuacji kiedy młoda pani dr "tyka" starszemu profesorowi, albo część grupy roboczej "tyka" (naukowcy) a część jest na "pan/pani" (studenci).
          • kora3 Re: Węsząc podtekstu podtekst 21.12.14, 12:48
            Ok, rozumiem, ze nie jest to problem spedzajacy ci sen z powiek, ale skoro pytasz, to masz wątpliwości. I teraz rodzi się pytanie: z czego one wynikają? Przecież w zyciu jest wiele sytuacji prywatnych i zawodowych, gdy ludzie do jednych zwracają się po imieniu, a do innych per pan/pani. Ta jest jedna z nich...Dlaczego zatem budzi Twe wątpliwości? czy dlatego, że do Was pracownicy uczelni zwracają się per pan/pani, a y do nich "po tytułach"?
            Czy w związku z tym powstała u Ciebie myśl, by studenci w obrebie swej grupy przy pracownikach także "przechodzili" na pan/pani?
      • kora3 Re: Węsząc podtekstu podtekst 20.12.14, 22:17
        A mnie się to wydaje mniej skomplikowane Darze.
        Otóż student kończąc szkołę i zaczynając studia staje się w oczach społeczeństwa i własnych dorosły. Bo taki uczeń co to ma 18 lat niby jest dorosły, ale ...nie jest. To znaczy, tak, w swietle prawa odpowiada jako dorosły, ale np. na szkolnych wycieczkach i imprezach pic nie może, zapalić przy nauczycielu - raczej źle widziane, a mama czy tata na wywiadówkę w maturalnej klasie też musi zasuwać. A u studenta już inaczej smile i jak takiemu "studentu" nie przeszkadzało całkiem, że nauczyciele w szkole do siebie zwracali się po imieniu, a do niego też, a on do nich "panie profesorze", to teraz, kiedy jemu mówią pracownicy uczelni "proszę pana" a do siebie po imieniu czuje bidaka jakiś niedosytsmile No bo już traktują go, jako dorosłego, ale nie tak, jakby chciał smile
        • claratrueba Re: Węsząc podtekstu podtekst 21.12.14, 07:48
          Wydaje mi się, koro, że raczej państwo studenci od pewnego czasu czują się elementem uczelni, który ma prawo kwestionować reguły zastane lub ustalone przez kadrę. Przecież oni są "żywicielami uczelni i kadry"- bo albo oni płacą, albo uczelnia dostaje dotacje "od łebka" więc ma kształcić każdego łebka (a najlepiej po łebkach żeby za swoje pieniądze nie musieli zbyt dużego wysiłku znosić).
          Czyli jak mówi angielskie przysłowie "Kto płaci kobziarzowi ten wybiera melodię".
          Po prostu relacja "mistrz- uczeń" zmieniła się w/g wielu studentów w relację "sprzedawca- klient". A klient to wiadomo "pan".
          W efekcie, coraz bardzie zniechęcona kadra "sprzedaje" wiedzę w coraz gorszej postaci. Jak każdy, kto czuje się niedoceniany w swoim zawodzie, oceniany po tym czy wodę pije lub jak mówi do kolegi. Słuchany przez nielicznych, którzy wolą słuchać niż jeść. Szczególnie dot. to starszych wykładowców, którzy nie radzą sobie z takim "szokiem kulturowym".
          Szczególnie, że "wiedzy w lepszej postaci" zbyt wielu obecnych studentów nie jest w stanie przyswoić. To ludzie, którzy ze starą maturą mieliby problem, na dawnych egzaminach wstępnych byliby pośmiewiskiem. Czego, jeśli wykładowca sobie nie uświadamia- uświadomi mu dziekan.
          " Poczucie ważności" (czy wyższości) młodych ludzi podkreślane jest również prezentowaniem ich jako tych, którzy będą utrzymywać obecnych niemłodych. A jakoś nie słyszę mówienia, że owi młodzi to najpierw mają do spłacenia tych niemłodych, którzy i zbudowali wszystko z czego młodzi korzystają i ze swoich podatków opłacali ich edukację, opieke zdrowotną.
          Jest to przeniesienie w wymiar ogólnospołeczny tego, co kiedyś nazywało się psuciem młodego człowieka przez czynienie z niego pępka świata.
          I dopiero kiedy przychodzi szukanie pracy, okazuje się, że tacy młodzi ludzie są potrzebni komuś właśnie tak -jak pępek.
          • kora3 Re: Węsząc podtekstu podtekst 21.12.14, 11:41
            Wiesz Claro - daleka jestem od stwierdzeń typu "ta dzisiejsza młodzież", ale w jakiejś części podzielam niestety Twoje zdanie - z obserwacji. To zaczyna się już w szkołach, wiec nic dziwnego, ze studenci tak nierzadko patrzą na sprawę. Młodzieży i dzieci jest mało, nauczycieli - dużo. Szkoły mówiąc brutalnie walczą o przetrwanie , a nauczyciele o utrzymanie miejsc pracy. Stad obniżane rokrocznie kryteria przyjmowanai do poszczególnych szkół wszystkich szczebli. Kiedyś to uczniowie walczyli o miejsce w dobrej szkole, dziś to szkoła walczy o ucznia, bo bez niego nie będzie subwencji, nie będzie godzin, nie będzie pracy. Taka jest smutna rzeczywistość i trudno, żeby studenci nie zdawali sobie z tego sprawy.
            Z tego co widzę mając tych kilka godzin na uczelni, młodzi ludzie sa przyzwyczajeni do tego właśnie, że jeśli cos robia poprawnie należy wpadac w zachwyt. Tymczasem poprawność to jest absolutne minimum i wg mojej oceny poprawny student może być w dziedzinach, które nie są głównym przedmiotem jego edukacji. Np. w dziedzinie z której wiedzę przekazuje - poprawny może być z prawa prasowego. Nie tym docelowo ma się zajmować, dostanie wytyczne od wydawcy, może dopytać firmowego prawnika itd. Ma znac ogólne zasady i czesć. Ale jeśli jest zaledwie poprawny warsztatowo, to jest po prostu kiepski i nie ma zwyczajnie talentu. z poprawnego studenta, gdy skończy (bo skończy, na trójach też można skończyć studia) będzie KIEPSKI dziennikarz, który nie znajdzie pracy i dyplom będzie mógł sobie zawiesić, no sorry.
            Wielu młodych ludzi tego nie rozumie - mam wrazenie, ze studiują by studiować i zaliczyć. I zaliczają, ale to nie przekłada się na umiejętności, które będą im potrzebne w pracy. A w pracy, jak zauwazyłas - będzie odwrotnie niż w szkole, czy na studiach - to nie firma będzie walczyć o nich, tylko oni o miejsce w tej firmie.
            • maria.francesca Re: Węsząc podtekstu podtekst 21.12.14, 12:29
              kora3 napisała:
              Szkoły mówiąc brutalnie walczą
              > o przetrwanie , a nauczyciele o utrzymanie miejsc pracy. Stad obniżane rokrocz
              > nie kryteria przyjmowanai do poszczególnych szkół wszystkich szczebli. Kiedyś t
              > o uczniowie walczyli o miejsce w dobrej szkole, dziś to szkoła walczy o ucznia,
              > bo bez niego nie będzie subwencji, nie będzie godzin, nie będzie pracy. Taka j
              > est smutna rzeczywistość i trudno, żeby studenci nie zdawali sobie z tego spraw
              > y.

              Wielu pracowników akademickich ma granty badawcze albo pracuje gdzieś w firmach, i studentów traktują jak zbędny balast. To tak na marginesie. A problem studenta, że pracownicy mówią do siebie po imieniu - śmieszny. To może ten student niech zacznie mówić per pan do swojego kolegi z grupy.
              • kora3 Re: Węsząc podtekstu podtekst 21.12.14, 12:36
                Piszac to co za cytowałaś miałam na mysli głownie nauczycieli, ale uczelnie też walczą o studenta. Co do wykładowców - masz rację - całkiem sporo z nich pieniądze z tej działki traktuje jak kieszonkowe (np. ja), bo realna kasę zarabia gdzie indziej. Niemniej - żeby się uczelnia utrzymała, jako uczelnia a nie poszczególni pracownicy, to studentów musi mieć.

                Co do reszty - podzielam Twe zdanie - skoro razi gościa mówienie sobie po imieniu pracowników uczelni miedzy sobą, to całkiem logicznym następstwem tego powinno być zwracanie się do siebie per pan studentów w obecności pracowników smile
                • maria.francesca Re: Węsząc podtekstu podtekst 21.12.14, 12:52
                  kora3 napisała:
                  > Piszac to co za cytowałaś miałam na mysli głownie nauczycieli, ale uczelnie też
                  > walczą o studenta. Co do wykładowców - masz rację - całkiem sporo z nich pieni
                  > ądze z tej działki traktuje jak kieszonkowe (np. ja), bo realna kasę zarabia gd
                  > zie indziej. Niemniej - żeby się uczelnia utrzymała, jako uczelnia a nie poszcz
                  > ególni pracownicy, to studentów musi mieć.

                  Jako kieszonkowe jeśli jest to niewielka liczba godzin, albo jako stałą i ciepłą posadkę za "niewielkie" 5000 netto / mc (tyle u nas ma podstawy habilitowany), przy czym jest się na uczelni raz w tygodniu, a pozostałe dni wolność i swoboda na dorabianie w dowolnym miejscu (w końcu nienormowany czas pracy). Są też tacy, którzy pracują w dużych grantach badawczych, to naukowcy traktujący zajęcia ze studentami jak stratę czasu. A propos "utrzymania" się uczelni ze studentów - będziemy musieli pewnie w przyszłości przejść na model "zachodni", gdzie podstawą funkcjonowania uczelni są badania naukowe i współpraca z przemysłem, a studenci jedynie "dodatkiem".
                  • kora3 Re: Węsząc podtekstu podtekst 21.12.14, 12:55
                    Ja napisałam ze swego punktu widzenia, jako pracownik na czesc etatu, taki z "doskoku", a nie naukowy smile - ale o to mniejsza.
                    Tak czy owak nadal uważam, że Tobestudent ma wątpliwości, których mieć nie powinien
                    • maria.francesca Re: Węsząc podtekstu podtekst 21.12.14, 13:02
                      kora3 napisała:

                      > Ja napisałam ze swego punktu widzenia, jako pracownik na czesc etatu, taki z "d
                      > oskoku", a nie naukowy smile - ale o to mniejsza.
                      > Tak czy owak nadal uważam, że Tobestudent ma wątpliwości, których mieć nie powi
                      > nien

                      Wiem smile a co do wątpliwości studentów, to mnie już nic nie zdziwi. To na tym forum dowiedziałam się, że pracownikowi naukowemu nie wypada na terenie uczelni jeść i pić, ani na stołówce, ani w swoim gabinecie. Z niecierpliwością czekam na wątek pt. czy profesorowi wypada korzystać z toalety...
                      • kora3 Re: Węsząc podtekstu podtekst 21.12.14, 13:08
                        Wiesz, ja do swoich studentów mówię po imieniu, oni do mnie też - w końcu to mają być w przyszłości moi koledzy po fachu smile, a w nim wszyscy sa na ty bez względu na wiek i staż oraz hierarchię. A do innych pracowników tej uczelni mówię róznie - zależnie od tego, na jakiej stopie się znamy. Uważam to za naturalne
      • minniemouse Re: zbaczajac z tematu 31.12.14, 10:56
        dar61 napisał:
        W oczach mi stoi fragmencik, scenka z filmu usańskiego 'Being There' [kanwą filmu polskie opowiadanie twórcy 'Malowanego ptaka']

        Trudno powiedziec czy kanwa jest "polskie opowiadanie", skoro Kosinski w 57 roku wyjechal do Stanow i swoje pierwsze ksiazki pisal tam i po angielsku,
        ktore dopiero po latach zostaly przetlumaczone na polski.

        Being There (Wystarczy byc) Kosinski wpierw napisal i wydal po angielsku w
        1970r. film nakrecono w 1979r, a pierwsze polskie wydanie Wystarczy byc pojawilo sie po polsku w roku 1990 - czy mozna tu wiec mowic o "polskim opowiadaniu" ???

        a skoro juz mowa o tworczosci Kosinskiego, to wlasciwie wszystkie jego ksiazki zostaly przetlumaczone na polski z co najmniej 10 + letnim opoznieniem, Malowany Ptak z 24-letnim :

        Malowany ptak, 1989; (The Painted Bird, 1965)
        Kroki, 1990; (Steps, 1968)
        Wystarczy być, 1990; (Being There, 1971)
        Diabelskie drzewo, 1991; (The Devil Tree, 1973)
        Cockpit, 1992; (Cockpit, 1975)
        Randka w ciemno, 1992; (Blind date, 1977)
        Pasja, 1993; (Passion Play, 1979)
        Gra, 1993; (Pinball, 1982)
        Pustelnik z 69 Ulicy, 1992; (The Hermit of 69th Street, 1988)


        moze ze wzgledu na tresc niektore z jego powiesci od biedy da sie zaliczyc do 'polskiej tworczosci' - rzecz mocno dyskusyjna, ale na pewno nie Being There, gdzie i miejsce akcji, i nazwiska, i jezyk w jakim powiesc zostala napisana sa obcojezyczne.
        co w tym "polskiego" ???

        Minnie
        • dar61 zezwalają zbaczać z tematu?! 31.12.14, 19:47
          Aby się nie powtarzać - >> 2 wers od dołu <<...

          Dar61

          https://www.e-forwards.com/wp-content/uploads/2013/06/women-men-funny-wisdom.png
    • akle2 Re: Na uczelni po imieniu 23.12.14, 23:10
      Tak zgodnie z sv to nie jest Twoja sprawa, jak oni się tykają.
      I jeśli dobrze kojarzę, Ty już jesteś po obronie, tej na którą profesor Krzysiek się spóźnił. Mam rację? big_grin
    • porazostatni Re: Na uczelni po imieniu 31.12.14, 22:56
      Profesorowie są swoimi kolegami z pracy, a studenci nie są ich kolegami, tylko uczniami. Uczeń liceum nie zwraca się do nauczyciela po imieniu, dlaczego student miałby ?

      Ale jak np.
      > młoda pani doktor niewiele od nas starsza, woła za dużo starszym od siebie pow
      > ażnym panem profesorem na korytarzu "Krzyśku", itp. (sam słyszałem), to jest to
      > zgodne z sv?

      To ich sprawa jak umówili się, ze zwracaniem do siebie. Widocznie przeszli na ty.

      >Czy na czas takiej rozmowy nie powinni wszyscy "zawiesić tykania"? Tak tylko pytam z ciekawości.
      Dlaczego ? Postulat od czapy. Tak samo uczepisz się pracowników stacji benzynowej/knajpki/poczty lub czegokolwiek innego, że klient nie może zwracać do nich po imieniu. Przy kliencie nie mają prawa zwrócić do kolegi po imieniu np. Rysiu zanieść towar na zaplecze, bo to dla ciebie obraza.
    • vivi86 Re: Na uczelni po imieniu 15.01.15, 09:08
      Nie ma w tym nic niestosownego. To nie kwestia wieku tylko równorzędności stanowisk. Też w pracy mówimy sobie po imieniu z kolegami na równorzędnych stanowiskach nieraz niemal 2 razy ode mnie starszymi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka