Dodaj do ulubionych

Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv

22.12.14, 10:01
Ostatnio zastanowiła mnie sytuacja opowiedziana przez moją siostrę, która była świadkiem na rozprawie w sądzie. Protokolant poinformował czekających, że rozprawa będzie opóźniona o ok. pół godziny, bo sędzia przewodniczący ma "ważne spotkanie u pana prezesa". Pech chciał, że ktoś z czekających zaraz potem widział tego sędziego w stołówce sądowej, czyli nie był na spotkaniu u prezesa, a na obiadku! Pomijam fakt braku szacunku do czekających ludzi, którym się zapewne śpieszyło. Wszyscy chcąc się "wybielić" podajemy nieraz inną przyczynę spóźnienia, niż jest to zgodne z prawdą. Np. zapomnieliśmy o spotkaniu, tłumaczymy, że źle się poczuliśmy, jesteśmy chorzy, itp. Pytanie: czy takie "kłamstwo" jest zgodne z sv?

Obserwuj wątek
    • gazeta_mi_placi Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 10:13
      Nie, nic nie tłumaczy braku szacunku dla czekających na rozprawę. Ludzie biorą wolne w pracy, czasem dojeżdżają na rozprawę z dalekich stron, organizują opiekę dla dziecka itp. a sędzia nawet nie raczy przyjść punktualnie, żenada. Obiad mógł zjeść po rozprawie albo zamiast obiadu szybko kanapkę (mniej czasu zajmuje).
      • anaconda12 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 11:58

        > Nie, nic nie tłumaczy braku szacunku dla czekających na rozprawę. Ludzie biorą
        > wolne w pracy, czasem dojeżdżają na rozprawę z dalekich stron, organizują opiek
        > ę dla dziecka itp. a sędzia nawet nie raczy przyjść punktualnie, żenada. Obiad
        > mógł zjeść po rozprawie albo zamiast obiadu szybko kanapkę (mniej czasu zajmuje
        > ).

        Dzięki, tak też sobie myślałam. Tym bardziej, że poprzednie sprawy mocno się przeciągnęły, wszystko było opóźnione w tym dniu, a sędzia wyszedł sobie nagle ok. 14.00 z sali - na obiadek... a ludzie ponoć czekali jeszcze na kolejne przesłuchania chyba aż do wieczora.
    • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 11:25
      Zachowanie sędziego było niedopuszczalne, po to sa godziny rozpraw wyznaczane, by się ich trzymać, a w sadzie "poślizgi" zdarzają się i bez spóźnień sędziów. Sędzia może się spóźnić, ale tylko z naprawdę obiektywnej przyczyny - miał stłuczkę, złapał gumę, a nawet nie przyjść z takowej - choroba, wypadek - oczywiste.
      To, ze sędzia został wezwany pilnie do prezesa sadu najpewniej przekazał protokolantowi sam sedzia i poleceniem przekazania tej informacji oczekującym na rozprawę. Coż miał protokolant zrobić...przekazał.

      Czy kłamstwo było prawdopodobne i gdyby ktoś przypadkiem sędziego nie widział nie mielibyście pojęcia, ze sędzia nie był u prezesa, a na obiedzie? No, niestety - tak. Prezes może wezwać w zasadzie każdego sędziego, także takiego, który mu zgłasza, że za 10 min. ma rozprawę. Jeśli prezes uważa, że sprawa nie może poczekać, to ...tak uważa. Poczekać zawsze mogą niestety strony, świadkowie itp. - zdaniem sadu.

      Co do twego pytania stricto - tak, takie kłamstwo jest moim zdaniem zgodne SV. Ale akurat nie w tym przypadku. Byłoby ono zgodne z nim, gdyby sędzia np. zaspał, albo zapomniał, ze ma rozprawę i przyszedłszy spóźniony powiedział oczekującym, ze zatrzymały go jakieś obiektywne sprawy. Dlaczego wówczas byłoby zgodne? Dlatego wg mnie, że mówiąc Wam wprost, że zaspał, czy zapomniał dałby do zrozumienia, ze miał gdzieś Was i Wasz czas oraz sprawę. Nie jest to ładnie, szczególnie wówczas, gdy zlekceważenie było niezamierzonesad

      W tym przypadku sedzia zlekceważył Was i swoją pracę z premedytacją i nic go nie usprawiedliwia.
      • anaconda12 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 12:02
        kora3 napisała:

        > Byłoby ono zgodne z nim, gdyby sędzia np. zaspa
        > ł, albo zapomniał, ze ma rozprawę i przyszedłszy spóźniony powiedział oczekując
        > ym, ze zatrzymały go jakieś obiektywne sprawy. Dlaczego wówczas byłoby zgodne?

        No proszę cie, jak można w ogóle zaspać, są budziki, komórki itp, no nie wyobrażam tego sobie po prostu, to byłaby jakaś totalna olewka. I to jeszcze - sędzia, "wysoki sąd", który ma świecić przykładem. Jak dla mnie - kosmos.
        • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 12:13
          To był przykład zlekceważenia niezamierzonego. Nie zdarzyło mi się zaspać w sytuacji, kiedy wiedziałam, ze mam ważne spotkanie np. W takiej sytuacji poza nastawianiem komórek na alarmy jeszcze zdarza mi się prosić kogoś znajomego, kto zawsze wcześnie wstaje, by zadzwoniłsmile - właśnie dlatego, żeby mieć pewność, ze nie zaśpięsmile

          Natomiast zdarzyło mi się, że umówiony ze mną pan, który się pojawił ze sporym opóźnieniem szczerze wyznał mi, ze właśnie zaspał i wcale nie poczułam się zlekcewazonasmile Pan w nocy nieoczekiwanie musiał pracować, przyszedł do domu ok. godz. 8 i połozył się "na chwilkę" - no i obudził się za 5 12, a umówiony był ze mną na 12. Musiał się ogarnąć, dojechać, wiec zadzwonił ze się spóźni i szczerze wyznał dlaczego.
          Tylko, ze ja w tym czasie robiłam sobie cos innego, a nie bezproduktywnie czekałam na niego nie mając pojęcia kiedy i czy w ogóle się pojawi.
          • anaconda12 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 12:24
            kora3 napisała:

            > Natomiast zdarzyło mi się, że umówiony ze mną pan, który się pojawił ze sporym
            > opóźnieniem szczerze wyznał mi, ze właśnie zaspał i wcale nie poczułam się zlek
            > cewazonasmile Pan w nocy nieoczekiwanie musiał pracować,

            Sorry, ale dla mnie taka sytuacja też jest niepojęta, ja bym się poczuła trochę zlekceważona. Ludzie zazwyczaj wiedzą, że muszą w nocy pracować, no bez jaj. Nie kojarzę zawodu, w którym nocny wyjazd byłby czymś nieoczekiwanym - nawet lekarze pełnią dyżury w określonych dniach.
            • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 12:34
              anaconda12 napisał(a):
              >
              > Sorry, ale dla mnie taka sytuacja też jest niepojęta, ja bym się poczuła trochę
              > zlekceważona.


              No to tak bys się poczuła, Twoje prawo smile

              Ludzie zazwyczaj wiedzą, że muszą w nocy pracować, no bez jaj.

              Nie zawsze - bez jaj, ja np. nie jestem w stanie tego przewidziećsmile
              N
              > ie kojarzę zawodu, w którym nocny wyjazd byłby czymś nieoczekiwanym - nawet lek
              > arze pełnią dyżury w określonych dniach.


              Jest co najmniej kilka takich zawodów, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, ze ten pan mógł mnie szczerze powiedzieć, ze zaspał, bo znamy się dobrze i wiedział, ze go zrozumiem i właśnie nie poczuje się zlekcewazona. Bardzo możliwe, ze gdyby przewidywał iż osoba, z którą jest umówiony i spóźni się na spotkanie właśnie tak się poczuje po jego szczerym wyznaniu, ze zaspał, to posłużyłby się białym kłamstwem, właśnie po to, by tej osobie nie robic przykrości.
    • madry11 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 12:48
      Jak chciało się mieć zawód "ze świecznika", to trzeba się liczyć z tym, że będzie się bacznie obserwowanym. Sędzia zachował się skandalicznie. Nie dość, że skłamał, to jeszcze narażał na stratę czasu wiele osób. Ja bym chyba złożył skargę do prezesa, bo nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
      • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 12:56
        Narażac innych na stratę czasu bedac w pracy nie powinno się także wówczas, gdy się wykonuje prace wcale nie "ze świecznika". Jeśli się z kimś umówiło, wezwało kogos na dany termin, to należy być punktualnie i nie załatwiać w tym czasie prywatnych spraw, czy się jest sędzia, czy hydraulikiem.
        • madry11 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 13:49
          kora3 napisała:

          > Narażac innych na stratę czasu bedac w pracy nie powinno się także wówczas, gdy
          > się wykonuje prace wcale nie "ze świecznika". Jeśli się z kimś umówiło, wezwał
          > o kogos na dany termin, to należy być punktualnie i nie załatwiać w tym czasie
          > prywatnych spraw, czy się jest sędzia, czy hydraulikiem.

          Hydraulik jak się spóźnia traci klientelę. Sędzia... bez konsekwencji. Chyba, że się wniesie skargę do prezesa.
    • yoma Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 14:12
      Ludzie, kiedy wy przyjmiecie do wiadomości, że sędzia, wykładowca i kasjerka z Biedronki też człowiek i musi jadać. Rozliczanie wszystkich dookoła z jedzenia nie jest zgodne z SV.

      Sędzia pewnie stracił przerwę obiadową, bo mu się wydłużyła przedobiednia wokanda, bo np. trzeba było świadków przywoływać do porządku. Tak, wymówienie się spotkaniem u prezesa było zgodne z SV i wcale nie musiało być kłamstwem. Nie, łażenie do stołówki i potem rozpowiadanie "a tam siedzi sędzia!" nie było zgodne z SV. Nie, żarcie panny Pawłowicz w sali plenarnej nie było zgodne z SV.

      Nb świadkowi wezwanemu do sądu przysługuje dzień wolny od pracy i jak już raczył przywlec 4 litery do sądu, to może te pół godziny zaczekać.

      Nb 2 - pół godziny obsuwu w sądzie to żaden obsuw. To nie stacja PKP.
      • madry11 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 14:31
        yoma napisała:

        > Ludzie, kiedy wy przyjmiecie do wiadomości, że sędzia, wykładowca i kasjerka z
        > Biedronki też człowiek i musi jadać. Rozliczanie wszystkich dookoła z jedzenia
        > nie jest zgodne z SV.

        Kasjerek w Biedronce jest dużo, jedna drugą może zastąpić bez ryzyka przestojów. Za sędziego czy wykładowcę, nikt inny nie wyjdzie na salę. Dlatego to ich sprawa, jak sobie organizują czas (wykłady, dyżury czy wokandę), aby się nie spóźnić.

        > Sędzia pewnie stracił przerwę obiadową, bo mu się wydłużyła przedobiednia wokan
        > da, bo np. trzeba było świadków przywoływać do porządku.

        Nie przekonuje mnie takie tłumaczenie. W sądzie, z tego co wiem, nie ma czegoś takiego jak "przerwa obiadowa". Cóż, niestety, bywają i takie sytuacje, że coś się przedłuży - tylko dlaczego z tego powodu mają cierpieć postronni ludzie?

        > Nb świadkowi wezwanemu do sądu przysługuje dzień wolny od pracy i jak już raczy
        > ł przywlec 4 litery do sądu, to może te pół godziny zaczekać.

        Wiesz, ciężko to wytłumaczyć niektórym szefom...

        > Nb 2 - pół godziny obsuwu w sądzie to żaden obsuw. To nie stacja PKP.

        Z tego co zrozumiałem, był jakiś wczesniejszy "obsuw", a tu dodatkowo - pół godziny...
        • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 14:51
          Wszystko jedno jaki jest obsuw wynikający z obiektywnych przyczyn, seędzia nie ma prawa powiekszac go robiąc sobie przerwę na posiłek. I faktycznie nie ma w sadzie i prokuraturze czegos takiego jak "przerwa obiadowa" - nie ma, bo nie ma to sensu. Sądzia ma nienormowany czas pracy - kiedy wlasnie nie orzeka, nie ma umówionych żadnych spotkań i zaplanowanych innych czynności zawodowych może sobie isc na posiłek i nikomu się z tego tłumaczyć nie musi.
          • indhirra Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 15:20
            kora3 napisała:

            > adzie i prokuraturze czegos takiego jak "przerwa obiadowa" - nie ma, bo nie ma
            > to sensu. Sądzia ma nienormowany czas pracy - kiedy wlasnie nie orzeka, nie ma
            > umówionych żadnych spotkań i zaplanowanych innych czynności zawodowych może so
            > bie isc na posiłek i nikomu się z tego tłumaczyć nie musi.

            Masz rację, są takie zawody, od których wymaga się po prostu więcej, a niektóre rzeczy zwyczajnie "nie uchodzą".
            • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:28
              Nie chodzi mi Indiro nawet o to, ze "nie uchodzą". Nota bene - znałam sędziego (znałam, bo już nie mam z nim kontaktu), który był zdania, że interesanci, a nawet pracownicy sądu, ale nie sędziowie nie powinni być wpuszczani do sądowego bufetu, albo po ile to do innego pomieszczenia, bo to nie do pomyślenia, żeby "oglądali", jak sędziowie jedzą...Też cośsmile
              A cóż to sedzia kosmita jakiś, czy bóg, ze nie jada?

              Moim zdaniem nikomu nie uchodzi wykorzystywanie swej nadrzędnej pozycji nad kimś i jak wspomniałam - dotyczy to także przedstawiciela każdego zawodu. Mnie by do głowy nie przyszło kazac czekac komus umówionemu/zapowiedzianemu i iśc beztrosko na posiłek. Co innego gdy ktoś nie był umówiony/zapowiedziany. Sama też poczułabym się urazona i zlekceważona, gdybym się dowiedziała, że ktoś z kim byłam umowiona tak po prostu poszedł sobie zjeść, a ja czekam.
              Tak samo nie przyszłoby mi do głowy wiedzac, że nie dotre na zaplanowane umówione spotkanie nie zawiadomić, ze niestety mnie nie będzie. Tymczasem sady akurat w tym celująsad Ostatnio znajoma zrobiła sobie ort tak, dla zabawy sadu 200 km. po nic. Miała wyznaczona rozprawę na dany termin, na poprzedniej (uwaga) 2,5 miecha wcześniej, pojechała i nijakiej rozprawy nie było, bo sedzia chory. No siła wyższa. tylko ten sędzia złamał nogę 2 tyg. wcześniej! I naprawdę było od groma czasu, by zawiadomić strony i świadków, ze niestety rozprawa się nie odbędzie. Co innego byłoby, gdyby dzień wcześniej się bidaka połamał.
              Jasne wezwany do sadu człowiek, czy to strona, czy to świadek ma wolne w pracy. Tylko, że niekiedy z powodu nieobecności ma realne straty w uposażeniu (jeśli np. pracuje na akord, albo prowizję), dodatkowo koszty podróży (zryczałtowane) zwraca się tylko świadkom- stronom natomiast nie. Nie wydaje ci się to lekcewazeniem ludzi ze strony sadów, nie sędziów poszczególnych, ale sądów, jako instytucji państwa.
              Co ciekawe - do nas przeważnie rzecznik sądu zdąży zawsze zadzwonić, że jakiejś rozprawy nie będzie, albo przypomnieć o jakiejś ważnej, ze właśnie będzie. Jasne - rozumiem, że nie ma opcji przekazywania takich info stronom czy świadkom telefonicznie, ale dwa tygodnie to chyba dość czasu, żeby wysłać polecony?
              • indhirra Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:52
                kora3 napisała:

                > Nie chodzi mi Indiro nawet o to, ze "nie uchodzą". Nota bene - znałam sędziego
                > (znałam, bo już nie mam z nim kontaktu), który był zdania, że interesanci, a na
                > wet pracownicy sądu, ale nie sędziowie nie powinni być wpuszczani do sądowego b
                > ufetu, albo po ile to do innego pomieszczenia, bo to nie do pomyślenia, żeby "o
                > glądali", jak sędziowie jedzą...Też cośsmile
                > A cóż to sedzia kosmita jakiś, czy bóg, ze nie jada?

                W sumie to niegłupi pomysł żeby wydzielić ze stołówki taką część pracowniczą, niekoniecznie sędzia chce się spotkać przy jednym stole ze stroną postępowania, no i pewnie też szybciej byłby obsłużony. Ale ten twój znajomy, to naprawdę tak powiedział? Nie no nie wierzę że to tak na poważnie smile Czyli co - wstydził się, że musi jeść, czy coś innego? Bo nie rozumiem. A może sobie zażartował?

                > po nic. Miała wyznaczona rozprawę na dany termin, na poprzedniej (uwaga) 2,5 m
                > iecha wcześniej, pojechała i nijakiej rozprawy nie było, bo sedzia chory. No si
                > ła wyższa. tylko ten sędzia złamał nogę 2 tyg. wcześniej! I naprawdę było od gr
                > oma czasu, by zawiadomić strony i świadków, ze niestety rozprawa się nie odbędz
                > ie.

                Zauważ, że znowu podajesz nieadekwatny przykład. Tu rozprawa się odbyła, tyle że z opóźnieniem, o którym uczestnicy zostali POINFORMOWANI. Też mogli w tym czasie iść coś zjeść (Twoja uwaga że "może byli głodni bo nie mogli znaleźć bufetu" - no wybacz, mogli spytać....).
                • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:08
                  Nie, nie żartował, nie był to mój znajomy, a jedynie zawodowo typa znałamsmile

                  To o czym napisałam to nie był przykład tylko fakt.
                  Nie pisałam tez, ze ludzie głodni byli, bo nie mogli znaleźć bufetu, tylko, że jako ze tak powiem "nietutejsi" mogli nie wiedzieć gdzie on jest, musieli dopytać właśnie, może i pokluczyc po korytarzach (znam taki sad, znaczy budynek sadu, gdzie bufet chyba celowo jest wręcz zakamuflowanysmile), a poza tym zamówienie, zaserwowanie i zjedzenie kilku dań zapewne zajęłoby więcej czasu i mogliby zwyczajnie obawiać się, że się nie zmieszczą w tej półgodzinie. Natomiast sedzia, który już co najmniej zamówił coś, albo już jest trakcie jedzenia na pewno ma szanse się zmieścić.

                  Ciekawe jak zareagowałby sad na uwagę pełnomocnika strony, ze niestety ten się spóźni parę minut, bo poszedł cos zjeśćsmile
                  • indhirra Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:13
                    kora3 napisała:

                    > Nie, nie żartował, nie był to mój znajomy, a jedynie zawodowo typa znałam

                    Pisałaś, że znajomy. Ale mniejsza o to,
                    Pytałam z czystej ciekawości, jak on takie stanowisko uzasadniał smile

                    > zaserwowanie i zjedzenie kilku dań zapewne zajęłoby więcej czasu i mogliby zwyc
                    > zajnie obawiać się, że się nie zmieszczą w tej półgodzinie.

                    Ale dlaczego od razu kilku dań?

                    Natomiast sedzia, k
                    > tóry już co najmniej zamówił coś, albo już jest trakcie jedzenia na pewno ma s
                    > zanse się zmieścić.

                    A kiedy miał zamówić? Jeszcze w sali sądowej miał zadzwonić do bufetu? Nie żartuj sobie.

                    > Ciekawe jak zareagowałby sad na uwagę pełnomocnika strony, ze niestety ten się
                    > spóźni parę minut, bo poszedł cos zjeśćsmile

                    Spotkałam się z czymś takim, prośba o przerwę na posiłek. Sąd zrozumiał, nie było najmniejszego problemu.
                    • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:27
                      indhirra napisał(a):
                      >
                      > Pisałaś, że znajomy. Ale mniejsza o to,

                      Nie , pisałam, ze znałam takiego sędziego. Przez określenie "znajomy" rozumiem osobę, z którą mam kontakty pozazawodowe, albo także pozazawodowe. Z tym panem nie miałam i nie chciałabym miećsmile

                      > Pytałam z czystej ciekawości, jak on takie stanowisko uzasadniał smile

                      Z grubsza tym, że cierpi na tym autorytet sędziów. W jaki sposób - nie wyjaśniał, a ja już nie dopytywałam, bo tej jednej głupoty było mi az nadto smile

                      > Ale dlaczego od razu kilku dań?


                      Bo najpewniej pod salą nie czekała jedna osoba, tylko kilka głodnych.

                      >
                      > A kiedy miał zamówić? Jeszcze w sali sądowej miał zadzwonić do bufetu? Nie żart
                      > uj sobie.


                      Wtedy, gdy dotarł do bufetusmile - najpewnie wyszedł oznajmiając protokolantowi co ma przekazac i dopiero wówczas ten wyszedł i przekazał.
                      >
                      >
                      > Spotkałam się z czymś takim, prośba o przerwę na posiłek. Sąd zrozumiał, nie by
                      > ło najmniejszego problemu.


                      aaaaa prosba powiadasz...No to robi sporą różnicę. Poironizujmy Indirro: skoro sedzia może w opisanej sytuacji iśc sobie na posiłek bez konsekwencji, to świadek/strona - tak samo, nie musi PROSIĆ, sędzia wszak nie prosił smile
                      Zatem sytuacja o której piszesz jest nieadekwatna - uczestnik musiał sam, albo przez pełnomocnika zwrócić się do sadu z prośbą (najpewniej uzasadniona odpowiednio) i uzyskać zgode sadu, który zarządził przerwę na jego wniosek. Sąd mógł prośbe odrzucić.
        • yoma Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 15:42
          Bo to się nie nazywa przerwa obiadowa...

          Wy naprawdę chcecie, żeby wam sąd sprawiedliwie rozsądził, tłukąc przed waszą bez przerwy siedem spraw bez przerwy i jeszcze na głodniaka?

          Maszynowy sąd opisywał Lem w którymś z wczesnych opowiadań, ale tam się to też źle skończyło smile
      • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 14:43
        Yomo, jakkolwiek jestem pełna empatii dla ludzi, którzy nie maja może czasu zjeść, bo sama tak miewam, nie mogę się z Tobą zgodzić.
        Był tu watek pewnej paniusi, która raczyła przyjść nieumówiona do prokuratora i była swiecie oburzona, ze powiedział, iż miał nocny dyżur, musi się napić kawy oraz także ośmielił się pójść na posiłek - miałam zdanie dokładnie takie, jak Ty.
        A miałam takie, bo pani była NIEUMÓWIONA, ot tak sobie przyszła, z ulicy, bo jej się akurat chciało i miała wtedy czas. Nie miała prawa oczekiwać, że prokurator ja przyjmie z mety, a nawet, ze w ogóle przyjmie. Gosc wyświadczał jej przysługę przyjmując nieumówioną po jego ciężkim nocnym dyżurze, a kobieta zamiast wykazać zrozumienie i wdzięczność jeszcze miała pretensje.
        Tu sytuacja jest inna - to była zaplanowana wokanda. Owszem opóźnienie mogło powstać, ale z przyczyn obiektywnych, np. przedłużającej się nieoczekiwanie poprzedniej rozprawy. Beztroskie pójście sobie na obiad, gdy ludzie czekają na swoja rozprawę jest skrajnym lekceważeniem i swej pracy i tych ludzi. I nie, nie przekonuje mnie w tym przypadku, że "sedzia też człowiek" - mało który sedzia orzeka ciurkiem cały dzień bez chwili przerwy i godzi o głodzie.
        No, ale skoro sedzia człowiek, to i świadek/strona - człowiek. No i taki jest wezwany na godz. załóżmy 11 do sadu. Wstaje rano, je sniadanie i ma załóżmy 1,5 godziny jazdy do sadu. Jest o 10.50, poprzednia rozprawa wydłuża się załóżmy delikatnie o 0,5 h. Jest 11. 30, gdy sedzia sobie idzie na lunch, ale informacja jest, ze do prezesa. Nikt nie wie ile to może potrwać - może 15 min. może godzinę. Może taki człowiek już zgłodniał, chętnie cos zjadłby, ale w odróżnieniu od sędziego on nie może się oddalić- a jeśli to na dosłownie kilka minut np. do WC modląc się by się akurat podczas jego absencji pod salą nie zaczęło. Jak myślisz, jak zareagowałby sad, gdyby pełnomocnik strony powiedział mu, że jego klient niestety musiał odebrać pilny tel. z pracy i przyjdzie za chwilkę, albo szczerze, że zgłodniał i musiał iśc coś zjeść? smile Pewnie delikatnie mówiąc nerwowo, bo strona/świadek wezwany na konkretna godzine ma być do dyspozycji sądu pod karą! Od tego może go zwolnic tylko WAZNA przyczyna obiektywna: choroba, wypadek, zatrzymanie przez policję czy inny organ uprawniony, który to poświadczy, ze zatrzymał. Tłumaczenie się świadka, ze były korki, zaspał, poszedł cos zjeść byłoby niedopuszczalne w oczach sadu. Ma być pod salą o godzinie, na która został wezwany! Tylko, że będąc wezwany ma prawo oczekiwać, że SAD też będzie smile Tak samo, jak strone czy świadka, sędziego czy ławnika z obecności zwalnia tylko wazna przyczyna obiektywna. Koniecznosc zjedzenia posiłku NIE JEST taką przyczyna, ani w stosunku do strony/świadka, ani w stosunku do sędziego/ławnika.
        Niestety takie zachowanie sędziego wobec oczekujących, na które oni nie poważyliby się w druga stronę wuynika z faktu, ze są oni od sędziego zależni i on to ohydnie wykorzystuje.
        • madry11 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 15:03
          kora3 napisała:
          > edniej rozprawy. Beztroskie pójście sobie na obiad, gdy ludzie czekają na swoja
          > rozprawę jest skrajnym lekceważeniem i swej pracy i tych ludzi. I nie, nie prz
          > ekonuje mnie w tym przypadku, że "sedzia też człowiek" - mało który sedzia orze
          > ka ciurkiem cały dzień bez chwili przerwy i godzi o głodzie.

          Nie ma się co litować. Mogę zrozumieć litość nad kasjerką z Tesco, która zasuwa ciężko z jedyną krótką przerwą w czasie zmiany. Ale wybaczcie, "wysoki sąd" to jednak zupełnie inne stanowisko.
        • indhirra Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 15:15
          kora3 napisała:
          > ekonuje mnie w tym przypadku, że "sedzia też człowiek" - mało który sedzia orze
          > ka ciurkiem cały dzień bez chwili przerwy i godzi o głodzie.

          Zdarzają się takie wokandy. Nie przypominam sobie jednak, aby mój opiekun praktyk robił sobie przerwy obiadowe w trakcie sesji, mimo że orzekał nieraz od rana do wieczora. Zamawiał obiad dopiero po wszystkim - dla niego priorytetem było to, aby ludzie nie czekali, a nie własny żołądek.

          > ezwany na godz. załóżmy 11 do sadu. Wstaje rano, je sniadanie i ma załóżmy 1,5
          > godziny jazdy do sadu. Jest o 10.50, poprzednia rozprawa wydłuża się załóżmy de
          > likatnie o 0,5 h. Jest 11. 30, gdy sedzia sobie idzie na lunch, ale informacja
          > jest, ze do prezesa. Nikt nie wie ile to może potrwać - może 15 min. może godzi
          > nę. Może taki człowiek już zgłodniał, chętnie cos zjadłby, ale w odróżnieniu od
          > sędziego on nie może się oddalić- a jeśli to na dosłownie kilka minut np. do W
          > C modląc się by się akurat podczas jego absencji pod salą nie zaczęło.

          Koro, generalnie zgadzam się z Tobą, ale w tym przypadku sędzia nie wyszedł o 11.30 jak piszesz, a ok 14.00 (tak pisze autorka), i była też wyraźna informacja, że wróci za pół godziny (to też pisze autorka). Więc to nie było tak, że nie wiadomo kiedy zacznie się kolejna sprawa, świadkowie czy strony też mogli sobie coś zjeść w tym czasie. Potępiłabym, gdyby nie było żadnej informacji odnośnie spóźnienia.
          • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 15:42
            Indirro - to co napisałam, to był przykład, przykład na to, ze strona też człowiek - wstał rano, cos tam zjadł, może jechał niekrótko, czas jakiś czeka, bo się poprzednia wokanda przedłuża i przychodzi mu czekać jeszcze na samo rozpoczęcie rozprawy, potem na swoją kolej w przypadku świadka i nie sposób przewidzieć ile czasu.
            Masz rację, tu informacja była, że sedzia u prezesasmile i będzie za pół godziny. Owszem w takiej sytuacji czekający teoretycznie mogli isc cos zjeść. Teoretycznie, bo:
            - niekoniecznie wiedza gdzie jest sądowy bufet, wiec jakiś czas zajmie im dopytywanie i pójście tam
            - oczekujących jest kilka osób, wiec przygotowanie dla nich dań i czas w jakim zjedzą najpewniej będzie dłuższy niż pół godziny
            - a oni spóźnić się nie mogą

            natomiast sedzia - może. A on jest jeden, może danie zamówił sobie w drodze do bufetu telefonicznie, czekał kilka minut, albo wcale ...

            prawda jest taka, o czym sama pewnie wiesz, że to sedzia tu rozdaje karty i b. nieładnie z jego strony, ze to wykorzystujesad Brac pod uwagę trzeba także jeszcze jeden aspekt - dla sędziego, protokolanta, ławników kolejna wokanda, to po prostu kolejna wokanda. Natomiast dla tych, co czekają pod sala to być może b. ważna sprawa życiowa! Być może ma się na tej rozprawie rozstrzygnąć cos dla nich b. ważnego i samo to, ze sa w tej sprawie w sadzie jest dla nich stresem. Już samo to, czysto po ludzku moim zdaniem jest powodem do traktowania tych ludzi i swej pracy poważnie i z szacunkiem.

            Miałam taką sytuację podczas rozwodusmile Opisałam ja tu przy okazji watku tego o prokuratorze, ale nawet nie z przygana, tylko ze śmiechem: pani sędzia także się spóźniła, niedługo, bo kwadrans i przeprosiła wyjaśniając, ze ma w domu remont. Ok - nie ma sprawy, mnie tam rozwód nie stresował, a rozprawa była poranna, 15 min. faktycznie mnie nie zbawi przy całości rozprawy trwającej zgodnie z przewidywaniami 0,5 h. W czasie gdy ja wyłuszczałam wysokiemu sadowi dlaczego chce się rozwiesć, pani sędzi zadzwoniła komórka (za co przeprosiła - fakt), którą odebrała, półgłosem wymieniła jakieś uwagi i ...ogłosiła 15 min. przerwy szczerze nas informując, że dzwonił mąż, bo jest jakiś problem z kafelkami i musi to wyjaśnić.

            Chocaiż zachowanie pani sedzi było skandaliczne smile, to mnie jedynie ubawiło. Ale tak się stało TYLKO dlatego, że miałam do całej sprawy lajtowy stosunek. Teraz wyobraź sobie, ze na moim miejscu jest kobieta, która zdradził ukochany mąż i b. cierpi, za chwilę czeka ja upokarzające pewnie i stresujące opowiadanie o tym, a potem zeznania jeszcze męza oraz np. świadków obu stron, w tym załóżmy kochanki meza i niechętnych jej teściów. Pomysł, w jakim stanie taki ktoś jest, a sędzia tak się zachowuje...
        • vitadea Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 15:31
          Koro, a tak z ciekawości. A jeśli ten sędzia i jego protokolant naprawdę nie mieli przerwy w ciągu dnia, bo sesja trwała ciurkiem od rana do 14? Co powinni byli powiedzieć ludziom? Prawdę - idziemy na obiad? Myślisz, że wtedy nikt nie miałby pretensji? No dobrze, sędzia jak sędzia, a jego protokolant - jak miał protokołować z pustym żołądkiem? Pytam poważnie - miał ten protokolant jeść na sali?
          • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 15:50
            Nie, zarówno sedzia, jak i reszta składu i protokolant mieli zjeść w domu śniadanie oraz wziąć sobie jakies kanapki skoro przewidywali, że akurat TEN dzień będzie taki, ze może nie być czasu na bufet. Pewnie, jak wielu innym ludziom w pracy zdarzają się takie sytuacje i sędziom., choć z tego co widze, a nierzadko mam do czynienia z sędziami (nie w swoich sprawach), taka sytuacja, że ciurkiem trwają rozprawy zaplanowane od rana do nocy smile i żadna nie spadnie np. zdarza się im stosunkowo rzadko.
              • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:01
                W swoim pokoju np. - większość sędziów takowe ma Yomo. Sędzia nawet jeśli ma rozprawę za rozprawa (co jest rzadkoscia), to po skończonej jednej opuszcza salę rozpraw i to na ogół nie tymi drzwiami, co reszta, ale innymi tzw. wewnętrznymi. Może iśc do swego pokoju, może iśc skorzystać z WC. I tak musi poczekać na akta kolejnej sprawy, wejście stron na sale itd. Wbrew pozorom to nie jest 2 minuty.
                • indhirra Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:20
                  kora3 napisała:

                  > W swoim pokoju np. - większość sędziów takowe ma Yomo.

                  No ale co to zmienia, skoro i tak by go nie było te pół godziny...

                  Sędzia nawet jeśli ma ro
                  > zprawę za rozprawa (co jest rzadkoscia), to po skończonej jednej opuszcza salę
                  > rozpraw i to na ogół nie tymi drzwiami, co reszta, ale innymi tzw. wewnętrznymi
                  > . Może iśc do swego pokoju, może iśc skorzystać z WC. I tak musi poczekać na ak
                  > ta kolejnej sprawy, wejście stron na sale itd. Wbrew pozorom to nie jest 2 minu
                  > ty.

                  Nieprawda, "rozprawa za rozprawą" to nie jest wcale rzadkość (chociaż to zależy zapewne od sądu). I nie we wszystkich sądach są wewnętrzne drzwi - w większości przypadków niestety nie, i sędziowie wchodzą tymi samymi drzwiami co publiczność.
                  • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:47
                    dziwne, rzadko spotykam sale bez wewnętrznych drzwi, ale wierze. W to, że wokandy sa ułożone jedna po drugiej - też. Tylko , że sama wiesz, ze nierzadko sprawa "spada" i to jest wówczas naturalna przerwa w orzekaniu, bo przecież sąd nie zaczyna następnej pół godziny wcześniej, niż zaplanowano. A nawet jeśli nic nie spadnie, będzie poślizg, to przecież sąd nie orzeka od 8. do 22 bez żadnej przerwysmile
                • yoma Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:35
                  Przed chwilą twierdziłaś, że sędzia nie może wyjść, żeby zjeść, bo jest wszak UMÓWIONY. Stwierdzam, że biegły plącze się w zeznaniach.

                  Na marginesie, bo to do sprawy nie należy, zdziwiłabyś się, w ilu sądach nie ma pokojów narad, do których prowadzą drzwi wewnętrzne.
                  • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:56
                    yoma napisała:

                    > Przed chwilą twierdziłaś, że sędzia nie może wyjść, żeby zjeść, bo jest wszak U
                    > MÓWIONY. Stwierdzam, że biegły plącze się w zeznaniach.
                    >


                    Ale ze co? Chyba źle mnie zrozumiałaś. Jest umówiony, jeśli ma umówionego interesanta z jakaś sprawa, albo ludzi czekających na swa kolej na wokandzie. Jeśli nie ma ani tego, ani tego, to jako osoba o nienormowanym czasie pracy, moze isc sobie zjeść - dlaczegóżby nie? Może isc nawet wówczas, gdy pojawia się ktoś nieumówiony, kogo chce z grzeczności nieumówionego przyjąć, ale po posiłku. Proponuje mu, żeby poczekał wskazują z grubsza czas oczekiwania.

                    > Na marginesie, bo to do sprawy nie należy, zdziwiłabyś się, w ilu sądach nie ma
                    > pokojów narad, do których prowadzą drzwi wewnętrzne.


                    Możliwe, to mniej ważne, sedzia z sali rozpraw ma prawo po rozprawie wyjść do swego pokoju, gdzie może szybko zjeść kanapke, która powinien przygotować sobie w domu wiedzac jaki ma dzień pracy przed sobą, ewentualnie kupic w bufecie przed pracą.
        • yoma Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 15:45
          I dlatego sędzia wysłał protokolanta, żeby poinformował oczekujących, że będzie pół godziny spóźnienia. A nie musiał.

          Co ostatnio wejdę na to forum, to ktoś się kogoś czepia, że śmiał jeść. Czy wy notorycznie głodni jesteście? Właśnie stoję przy garach, może wam paczkę zrobić?
          • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 15:56
            Yomo, nie idzie o to, ze ktoś się czepia, iż ktoś smiał zjeść, idzie o to, że jeśli są jakieś wyznaczone godziny spotkania (tu - rozprawy) to należy się ich trzymać. Dorosły człowiek w większości przypadków jest w stanie tak zaplanować sobie dzień, by móc zjeść w takim czasie, by to nie kolidowało z jego OBOWIAZKAMI. Sama mam taka sytuacje zawodowa, że wszystkiego nie przewidzę oraz nienormowany czas pracy. I nie, nie zdarza mi się kłamac kogoś z kim byłam umówiona (zaledwie umówiona, q nie wezwałam go!), że wychodzę gdzies pilnie i iść na jedzenie. Mogę natomiast szczerze powiedzieć osobie nieumówionej, która tak sobie zaszła, że właśnie wybieram się na posiłek i: możemy umówić się za pół godziny, możemy umówic się w innym terminie, może mi towarzyszyć do bufetu i tam porozmawiamy, o ile nie widzi w tym problemu.
            • yoma Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:21
              OK. Dajmy na to sprawy na wokandzie są wyznaczone co godzinę. Jako doskonale znająca specyfikę pracy sędziego zapewne wiesz, że to nie sędzia decyduje o takim harmonogramie. Niech każda sprawa z rozmaitych przyczyn przedłuży się o 15 minut, o godz. 13 daje nam to już minut 60.

              Niech ostatnia sprawa przed 13 przedłuży się o 20 minut. Mamy 13.05. Czy sędzia ma przerwać w pół zdania, powiedzieć stronom: Przepraszam, jestem umówiony i wezwać tych z 13, bo są umówieni wszak? Nie dochodzisz czasem do absurdu?

              Powiadam, sąd to nie dworzec PKP i nie przewidzisz różnych sytuacji. Pozostaję w przekonaniu, że paplanie, jakoby widziało się sędziego w bufecie, było bardzo niegrzeczne. A już twierdzenie poniżej, że sędzia nie powinien jadać w ogóle, bo babrze się w ludzkich brudach, wystrzeliwuje ten absurd w kosmos smile

              Na razie. Wracam do mojego jedzenia smile
              • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:34
                Yomo, przepraszam, ale to TY dochodzisz do absurdu usiłując manipulować moimi słowami. Czym innym jest "poślizg" wynikający z faktu, że rozprawy się przedłużają, a czym innym beztroskie wyjście sobie na posiłek w czasie pracy. Pierwsza przyczyna jest obiektywna, druga - nie. Dokładnie tak samo moznaby zrównywać sytuacje, kiedy sedzia zachoruje i rozprawa się nie odbywa z sytuacja, kiedy sedzia zapije i na rozprawę nie dotrze.

                Owszem, to nie dworzec PKP, ale i nie prywatny folwark smile
                • yoma Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:38
                  Owszem w czasie pracy, ale wynikłym z tego, że przerwa została wykorzystana na pracę właśnie.

                  I owszem, wykazuję absurdalność twoich twierdzeñ. Idźmy dalej. Gdyby plotkarz doniósł, że widział sędziego w toalecie, czy też by forum zapałało świętym oburzeniem? Mam podstawy obawiać się, że tak. I spokojnie, proszę.
                  • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:50
                    yoma napisała:

                    > Owszem w czasie pracy, ale wynikłym z tego, że przerwa została wykorzystana na
                    > pracę właśnie.


                    Jak piszę poniżej - liczba spraw i ich charakter w danym dniu "wokandowym" nie sa dla sędziego niespodzianką (a dla innych obowiązki sa niespodzianka czasem), wiec może i powinien przewidzieć, czy będzie mógł sobie wygospodarować przerwę, czy - nie.

                    >
                    > I owszem, wykazuję absurdalność twoich twierdzeñ. Idźmy dalej. Gdyby plotk
                    > arz doniósł, że widział sędziego w toalecie, czy też by forum zapałało świętym
                    > oburzeniem? Mam podstawy obawiać się, że tak. I spokojnie, proszę.


                    Alez ja spokojna jestem - wiesz WYCHODZENIE na posiłek do bufetu, to jednak co innego niż skorzystanie z toalety, zwykle zajmuje mniej czasu i zwykle trudniej z nim poczekać niż z jedzeniem.
                    • yoma Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 18:38
                      Twierdzisz, że oczekujący poczuli się urażeni i zlekceważeni (kto u licha dał ci prawo wyrokowania, co czują zupełnie obcy ci ludzie?), bo sędzia JADŁ. Pytam zatem, czy gdyby mył ręce, czytał akta czy robił sobie zastrzyk z insuliny, też zostałby uznany za ostatniego chama, a jeśli nie, to dlaczego.
                      • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 18:47
                        yoma napisała:

                        > Twierdzisz, że oczekujący poczuli się urażeni i zlekceważeni (kto u licha dał c
                        > i prawo wyrokowania, co czują zupełnie obcy ci ludzie?), bo sędzia JADŁ



                        Nie, nie dlatego że jadł, tylko dlatego, że wykonywał te czynność w czasie, w którym miał się zajmowacv ich sprawa, na która sam sad wezwał ich w tym terminie i na te godzinę.

                        . Pytam
                        > zatem, czy gdyby mył ręce, czytał akta czy robił sobie zastrzyk z insuliny, też
                        > zostałby uznany za ostatniego chama, a jeśli nie, to dlaczego.


                        Mycie rąk na ogół nawet u chirurga przed operacja nie trwa tyle ile zejście do bufetu, zamówienie posiłku, poczekanie na niego i zjedzenie. To trwa minuty.
                        Na czytanie akt sedzia miał czas przed wokandami, wiec owszem, byłby chamski robiąc to w czasie przeznaczonym na orzekanie.
                        Zastrzyk z insuliny, którego zrobienie sobie łącznie z wcześniejszym pomiarem poziomu cukru glukometrem także (podobnie jak mycie rak) trwa nie niebo krócej niż posiłek w bufecie, to jest tzw. siła wyższa. Bez niego zdrowie, a nawet życie sędziego mogłoby być zagrozone, dlatego nie byłoby nietaktowne, czy nieprofesjonalne gdyby sedzia chcąc wykonać te czynność zarządził nawet przerwę w rozprawie.
    • claratrueba Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 15:32
      Ani kłamstwo, ani spożywanie obiadu gdy czekają strony, świadkowie, pełnomocnicy i itd. Można zapanować nad głodem w imię szacunku dla innych ludzi, to nie jest poświęcenie na miarę Bobby'ego Sandsa (zmarł po 66 dniach) tylko element zwykłej przyzwoitości. Ciekawe czy temu sędziemu czy w ogóle osobie o jakiej takiej ogładzie przyszłoby do głowy udać się na obiadek gdyby czekała osoba, na której szacunku mu zależy- np. ów prezes sądu czy nawet własna żona (o pani, o której względy dopiero zabiega, nie wspominając).
      Stawianie własnego apatytu ponad szacunek dla innych nie przystoi nikomu.
      Na pocieszenie- tak zachowujący się sędziowie są raczej wyjątkiem. I prezesi sądów dbają o wizerunek swoich podwładnych i nierzadko, w tej robocie wielu ma problem z przełknięciem czegokolwiek jak się nasłucha ludzkich brudów.
        • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:05
          Yomo, odwracasz kompletnie sytuację - to sedzia zrobił źle i w dodatku głupio, bo nie wpadł na to, że może być widziany w bufecie przez tych, których nie bójmy się tego słowa okłamał czy też polecił okłamać.
          Czy jeśli np. zaistnieje sytuacja, ze załóżmy mój kolega po fachu dzwoni do urzędnika, z którym się umówił na tel. i słyszy od godziny, ze ten jest na ważnym spotkaniu, a ja go widziałam u fryzjera, to naplotkuje moja pani, czy po prostu powiem koledze prawdę?
          Powiem prawdę - plotkowałabym, gdybym nie miała pewności, że urzędnik powinien być w pracy i odebrać telefon, na który się umówił! A tak, to może jest akurat na urlopie i nic mi do tego, gdzie sobie poszedł
            • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:42
              yoma napisała:

              > Sędzia zrobił dobrze, bo uczciwie uprzedził, że się spóźni, a nie musiał. Nie m
              > ówiąc o tym, że mógł tego schabowego jeść z prezesem, nie ma zakazu.


              Zrobił źle zmuszając protokolanta do przekazywania informacji nieprawdziwej. Gdyby miał odrobine oleju w głowie poprosiłby o przekazanie ze się spóźni, bez podawania dlaczego. Głowe dam, ze nikt zapytałby "a gdzie pan sędzia właściwie poszedł", a nawet gdyby protokolant zawsze mógłby odpowiedzieć "Niestety nie wiem" co najpewniej byłoby wiarygodne, bo sedzia się protokolantowi opowiadac nie musi.

              >
              > Oczywiście, że naplotkujesz.


              a niby dlaczego? Widze, jak ktoś beztrosko utrudnia prace innej osobie, z która się umówił w dodatku w czasie swojej zajmując się stanowczo tym, czym nie powinien i jeśli zareaguje, to plotkuje? Wolne żarty...
              • indhirra Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:00
                kora3 napisała:
                > Zrobił źle zmuszając protokolanta do przekazywania informacji nieprawdziwej. Gd
                > yby miał odrobine oleju w głowie poprosiłby o przekazanie ze się spóźni, bez po
                > dawania dlaczego.

                Pewnie tak, ale nie wiemy, jak było dokładnie. Być może rzucił protokolantowi dużo wcześniej, ze idzie do prezesa w przerwie, ten sobie zapamiętał, a później prezes odwołał spotkanie, sędzia poszedł na obiad, nie mówiąc protokolantowi o odwołaniu spotkania. Albo może poszedł do prezesa, spotkanie trwało kilka minut, a sędzia stwierdził, że w sumie ma jeszcze prawie pół godziny i zdąży iść na obiad. Albo może razem z prezesem udał się na ten obiad. Albo w końcu, protokolant wykazał się nadgorliwością, może ktoś ze świadków denerwował się z powodu przeciągnięcia poprzednich spraw, może sędzia wyszedł mówiąc "będę za pół godziny", a protokolant go wytłumaczył tak, jak uznał za słuszne. Po prostu nie wiemy, jak było.
          • indhirra Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:26
            kora3 napisała:
            > Czy jeśli np. zaistnieje sytuacja, ze załóżmy mój kolega po fachu dzwoni do urz
            > ędnika, z którym się umówił na tel. i słyszy od godziny, ze ten jest na ważnym
            > spotkaniu, a ja go widziałam u fryzjera,

            Sądzę, że wizyta u fryzjera to jednak nie to samo co zjedzenie posiłku. Teoretycznie, powinien był nawet z burczącym brzuchem dotrwać do końca sesji - z głodu by nie umarł, to jasne. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby "myknąć" do pokoju, ugryźć kanapkę (co by zajęło kilka minut), i wrócić na salę, a obiadek po sesji.
                    • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 18:34
                      Dobrze wychowana może jesteś, ale dość mało masz umiejętności wyciągania wniosków z tego co ktoś pisze. Nie "znam paru sędziów" tylko bywam często w sadach z racji pracy i stąd zasady pracy sędziów sa mi znane. Rozwód nie ma tu nic do rzeczy i nie "przeszłam" (a cóz to choroba jakaś?smile)
                        • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 18:53
                          yoma napisała:

                          > Na skali stresu cięższe przeżycie niż choroba, stąd "przeszłaś" Żart taki. Ale
                          > jeśli cię to przejście uraziło, to najczołobitniej przepraszam.


                          Nie uraziło, rozbawiło, wszak pisałam, ze to było dla mnie raczej neutralne przeżyciesmile
                          >
                          > Dla twojej informacji, i ja bywam w sądach z racji pracy.

                          No właśnie, zatem wiesz, że sedzia PRZED wokandami zna ich liczbę, harmonogram i akta spraw, zatem umie w każdym razie powinien umieć przewidzieć sytuacje taką, że nie tylko nie będzie przerwy na posiłek między nimi, ale można spodziewać się poślizgu. Zważywszy, że sa to dwa ni w tygodniu (niekoniecznie oba tak wypełnione wcale), to chyba można dwa dni zadowolić się na lunch ze tak powiem sucha karmą? Nie cały dzień, jak się tu usiłuje przekonać, tylko od rana do popołudnia, sądy do 22 nie prowadzą rozpraw. A nawet jeśli mowa o 24-godzinówce, czy trybie wyborczym, to sedzia także WIE, ze może mieć taka sytuacje, może to przewidzieć.
      • indhirra Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 16:38
        claratrueba napisała:

        > Stawianie własnego apatytu ponad szacunek dla innych nie przystoi nikomu.

        Ale może właśnie przez szacunek do innych poszedł zjeść ten obiad? Sędzia głodny, to sędzia zły, nie wiedziałaś... smile

        > Na pocieszenie- tak zachowujący się sędziowie są raczej wyjątkiem. I prezesi są
        > dów dbają o wizerunek swoich podwładnych

        Tak, prezesi sądów powinni całkowicie zakazać jedzenia w pracy, a sędzia przyłapany na tym niecnym uczynku winien być dyscyplinarnie zwolniony.
        • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:00
          Nie Indirro, wcale nie - po prostu tak to niestety jest, ze ludzi traktuje się "per noga" tam, gdzie nie ma konkurencji po prostu. Nie mamy alternatywnych sądów, skarbówek, ZUS-ów, czy Urzedów Miejskich. Ludzie sa nomen omen smile skazani na te instytucje, bo nie ma innych, w który te sprawy mogliby załatwiać. Ten monopol niestety w niektórych pracownikach tych instytucji wywołuje postawę pt. można olewać.
          W miejscach, które mają konkurencję ze zlewką spotkasz się znacznie rzadziej.
            • claratrueba Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:10
              Nie Indiro, tu nie chodzi o robienie na złość. Chodzi o lekceważący stosunek do czekających.
              Słusznie kora zauważa, że ci, których zarobki zależą od tego jak są odbierani- tego nie robią, a ci którym płacimy my-poadatnicy mają gdzieś innych.
              I bardzo smutne jest też to, że poszanowanie innych motywowane jest pieniędzmi.
              U niektórych nadal jednak motywacją jest szacunek i przyzwoitość.
              Co powinno być normą.
              Na szczęście za te przebrzmiałe wartości jest nagroda- mniejsze (lub żadne) problemy z figurą. Co dot. coraz mniejszej części populacji.
              • indhirra Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:17
                claratrueba napisała:
                > Na szczęście za te przebrzmiałe wartości jest nagroda- mniejsze (lub żadne) pro
                > blemy z figurą.

                Ale za to problemy z żołądkiem uncertain
                A poważnie, chodziło o to, że może ten sędzia nie chciał lekceważyć absolutnie tych ludzi, tylko oni to tak odebrali.
                • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:33
                  Indirro, ale oni SŁUSZNIE to tak odebrali.
                  Zrozum, że w odróżnieniu od sędziego ludzie z zewnątrz do sadu nie przychodzą ani do pracy, ani dla rozrywki, tylko nierzadko w ważnych dla nich/ich bliskich stresujących sprawach. Dla nich to nierzadko wyprawa cała, wydarzenie, które najchętniej w większości chcieliby już mieć za sobą. Maja wyznaczona godzinę, karnie i posłusznie czekają pod sala rozpraw, często także głodni i przede wszystkim zestresowani. Tymczasem sedzia, dla którego to kolejna sprawa, jak buła z masłem idzie sobie na jedzenie, bo głodny.
            • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:18
              Nie, po prostu zlał ich i swoje obowiązki.
              Powtórze to Indirro jeszcze raz: nikt nie ma prawa mieć do sędziego pretensji, że zrobił sobie przerwę akurat wówczas, gdy ktoś się raczył pojawić nieumówiony z nim i chcieć spotkać. Dokładnie o tym pisałam w watku o prokuratorze. Ale ma się prawo wymagać, by będąc wezwanym do sądu skład możliwie najprędzej ze tak powiem "obsłużył" wokandę. Opóźnienie może się zdarzyć, ale tylko wówczas, gdy jest spowodowane obiektywnymi okolicznościami. Generowanie większego opóźnienia poprzez wychodzenia na posiłki, telefonowania do glazurników itp. jest bardzo niegrzeczne i nieprofesjonalne.
              • claratrueba Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:32
                Dokładnie.
                Biorąc pod uwagę, że sędzia ma dni sesyjne (zwykle dwa dni w tygodniu) - czyli te podczas których jest na rozprawach i niesesyjne, podczas których nie ma kontaktu z uczestnikami rozpraw, to naprawdę można się powstrzymać.
                Chirurg może operować przez kilka, czasem i kilkanaście godzi bez obiadku, żaden z moich egzaminatorów nie robił przerw a bywało, że od 9 do 20, każdemu z nas pewnie zdarzyła się koniecznośc niejedzenia przez kilka, czy kilkanaście godzin. Nie demonizujmy niezbędności jedzenia tylko dlatego, że jest dostępne. Temu ułamkowi ludzkości, któremu dostępne jest.
                • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:40
                  10/10 "obrońcy" tego sędziego pisza tak, jakby dzień w dzień sędziowie orzekali ciurkiem od rana do nocy, tymczasem każdy kto ma styczność z sadami "od kuchni" wie, że tak nie jestsmile

                  Zatem sedzia może i powinien przewidzieć, ze w dniu "wokandowym" może nie mieć czasu na bufet i zaopatrzyć się w prowiant, który bardzo szybko i bezkolizyjnie może zjeść w swoim pokoju w czasie kilkuminutowej przerwy miedzy rozprawami, o którą nikt zapewne nie robiłby hallo.
                  Wielokrotnie stykam się z sytuacjami, kiedy ludzie, w tym ja sama nie maja czasu zjeść porządnego posiłku, a zdarza się, ze nie przewidzieli sytuacji, że po prostu nie będą mieli skad go wziąć! Nikt jeszcze nie umarł z głodu, wiec jak widać nie jest to u większości powodem zgonu smile
                • aldona_a Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 23.12.14, 02:08
                  claratrueba napisała:
                  > Chirurg może operować przez kilka, czasem i kilkanaście godzi bez obiadku, żade
                  > n z moich egzaminatorów nie robił przerw a bywało, że od 9 do 20, każdemu z na
                  > s pewnie zdarzyła się koniecznośc niejedzenia przez kilka, czy kilkanaście godz
                  > in. Nie demonizujmy niezbędności jedzenia tylko dlatego, że jest dostępne. Temu
                  > ułamkowi ludzkości, któremu dostępne jest.

                  Racja. Jedzenie to strata czasu - skoro można pracować bez przerw 9-20. Da się? Ano da. A przecież można żywić się światłem (podobno). Zlikwidować przerwy obiadowe w zakładach pracy, stołówki też wywalić, w razie wielkiej potrzeby można sączyć nutridrinka.
              • indhirra Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:38
                kora3 napisała:

                > jest spowodowane obiektywnymi okolicznościami. Generowanie większego opóźnienia
                > poprzez wychodzenia na posiłki, telefonowania do glazurników itp. jest bardzo
                > niegrzeczne i nieprofesjonalne.

                Widzisz, ja tylko próbuję tłumaczyć sytuację. Założywszy, że w tym dniu faktycznie orzekał od rana do popołudnia i ciężko pracował, kiedyś musiał tę przerwę zrobić. Nie każdy organizm ma taką samą wytrzymałość, może nie mógł wytrzymać, miał wrzody, itp. Próbuję wytłumaczyć, że może nie wynikało to ze złej woli sędziego. I tylko tyle.
                  • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 18:06
                    A mnie ta dyskusja przywodzi na myśl, jakaś czołobitność wobec sędziówsmile
                    Ciekawe ilu z nas wyczekawszy się z powodu poślizgu od umówionej godziny jeszcze czas jakiś niekrótki u lekarza, fryzjera, kosmetyczki, weterynarza, w banku z pełna aprobatą i zrozumieniem przyjmuje wiesć tego na kogo czeka, że musi on cos zjeść i wychodzi na pół godzinkismile
                    Sedzia tez człowiek i może jesc w czasie przeznaczonym na rozprawy, bo głodny, zatem strona/świadek tez człowiek i tez może sobie pójść na jedzenie zostawiając wiadomość, ze będzie póxniej, Niech sad sobie poczeka - już to widze smile
                    • yoma Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 18:24
                      Długo już żyję na tym świecie, ale na mylenie empatii z czołobitnością jeszcze się nie natknęłam smile

                      Strony oczywiście mogą sobie iść w cholerę, ale to chyba one mają pilnować własnego interesu, nieprawdaż?

                      Wiele razy czekałam np. u weterynarza i jeśli weterynarz wyjrzał i powiedział: Przepraszam, ale to jeszcze potrwa - ani nie czułam się urażona, ani nie myślałam sobie: co za cham.
                      • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 18:39
                        yoma napisała:

                        > Długo już żyję na tym świecie, ale na mylenie empatii z czołobitnością jeszcze
                        > się nie natknęłam smile



                        Acha - wszyscy w stosunku do sędziego musza być empatyczni, sedzia w stosunku do innych - wcale nie musismile

                        >
                        > Strony oczywiście mogą sobie iść w cholerę, ale to chyba one mają pilnować włas
                        > nego interesu, nieprawdaż?


                        O i to jest właśnie to podejście zwane roboczo "urzędniczym"smile - owszem, strony mają pilnować swego interesu, ale sędzia swego TEZ. Jego interesem w pracy, jest praca, za którą pobiera niemałe wynagrodzenie z kieszeni podatników, o czym warto pamiętać.

                        >
                        > Wiele razy czekałam np. u weterynarza i jeśli weterynarz wyjrzał i powiedział:
                        > Przepraszam, ale to jeszcze potrwa - ani nie czułam się urażona, ani nie myślał
                        > am sobie: co za cham.


                        Rozumiem, ze weterynarz wystawiał głowę z kuchni/pomieszczenia socjalnego? Bo jeśli z gabinetu, to chyba nie sadzisz, ze tam jadł? Nikt do sadu nie ma pretensji, że trwa rozprawa, która wg rozpiski na wokandzie powinna się już zakończyć i nie oczekuje, ze nie tylko on, ale nawet protokolant będzie wychodził do oczekujących i przepraszał, ze potrwasmile
                          • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 19:00
                            yoma napisała:

                            > Jako osoba dobrze wychowana nie rozłażę się po całej przychodni, żeby stwierdzi
                            > ć przeznaczenie pomieszczenia, z którego wystawia łeb weterynarz...


                            Osobliwe, wydawało mi się, ze weterynarze jako ludzie na ogół mają glowy, a nie łby, ale mogę się mylić...

                            No i dość dziwne, ze osoba odwiedzająca weta nie wie, gdzie jest gabinet, pokój zabiegowy, czy sala operacyjna...No chyba, że jest pierwszy raz
                • claratrueba Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:47
                  Nie każdy organizm ma taką samą wytrzymałość, może nie mógł wytrzymać, m
                  > iał wrzody, itp. Próbuję wytłumaczyć, że może nie wynikało to ze złej woli sędz
                  > iego. I tylko tyle.

                  I tu masz rację. Mogło tak być i wydawanie wyroku na tego sędziego może być krzywdzące.
                  Ale co do zasady -nie jest to właściwe zachowanie.
                • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 17:47
                  Wiesz co - ja znam pracujących diabetyków, którzy nie wychodzą na obiady zostawiając czekających na nich, jak zebracy UMÓWIONYCH ludzi. Sedzia chyba wie ile i jakie sprawy ma w danym dniu, nie że to niespodzianka (jak w niektórych zawodachsmile), wiec może i powinien przewidzieć, ze nie da rady iśc do bufetu i zaopatrzyć się PRZED pracą w jedzenie, które może szybko zjeść, by zadość uczynic swoim wrzodom. smile
                        • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 19:08
                          znam - tak - to nie jest tak, jak myślisz - niesmile

                          Co to jednak ma do rzeczy....Sporo ludzi cierpiących na różne schorzenia, nawet ciężkie i dokuczliwe może pracować i pracuje. Jeśli jest uzasadnienie ze względu na stan zdrowia osoba taka może mieć dłuższe przerwy w pracy, dłuższe urlopy itd. W instytucjach państwowych, czy ogólniej publicznych na pewno prawo do takich przywilejów dla pracownika chorego/niepełnosprawnego sa znacznie łatwiej egzekwowalne, niż w prywatnych firmach (na ogół rzecz jasna) i nie sadzę, by sedzia diabetyk, czy wrzodowiec nie mógł ustalić sobie z prezesem sadu, żeby jego wokandy nie "szły" ciurkiem, a była w nich np. 2 godzinna przerwa, by nawet przy poślizgu poprzednich miał czas na posiłek przed następnymi sprawami. Ludzie dostają wezwanie na późniejsza godzinę i nie czekają po głupiemu, sędzia się nie musi spieszyć, kłamać
    • mama-123 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 22.12.14, 18:00
      Jak pozniej szanowac takiego sedziego i jego wyroki?
      Ostatnio w Wielkiej Brytani glosno bylo o pewnym bankierze, ktory przez siedem lat oszukiwal koleje. Zamiast placic dziennie ?21, ow placil ?7. Przez lata uzbieralo sie tego sporo.
      Sad orzekl, ze nie tylko jest to oszust, ale rowniez zabronil jemu jako notorycznemu oszustowi pracowac w branzy, bo nie mozna mu ufac.
      A w tu w tym przypadku podobnie. Sedzia oszukuje ludzi, czy zatem mozna polegac na nim?
          • aldona_a Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 23.12.14, 01:58
            Nie no, ludzie, brak słów po prostu. Czyli wychodzi na to, że sędzia podczas wyjątkowo zapchanej sesji nie ma prawa do zjedzenia obiadu. To w takim razie po co w zakładach pracy są przerwy obiadowe, skoro "można wytrzymać"? No po co? Jakoś nie oburzacie się jak musicie dłużej czekać w kolejce do fryzjera, kosmetyczki, czy lekarza. Czy w supermarkecie. No ale na tym forum można się też dowiedzieć innych ciekawych rzeczy, że i wykładowca nie ma prawa jeść przy studentach, a najlepiej jakby jadł "odżywki" (nutridrinki) (!!!!) pomiędzy wykładami, bo i taka propozycja padła.
            • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 23.12.14, 10:20
              Aldono, a powiedz tak szczerze: czy miałas kiedyś taką sytuację, że czekasz UMÓWIONA do fryzjera, kosmetyczki, lekarza i ten na kogo czekasz zwyczajnie sobie wychodzi do bufetu na jedzenie? Pytam z ciekawości, bo ja - nie. Owszem, zdarza się czekać nieci ponad umówiona godzinę, ale to wynika z obiektywnej przyczyny - poślizgu w wizytach, czy usługach. Zdarza się. Nikt nie oczekuje, że sąd będzie nawet przepraszał za opóźnienie, co robią na ogół fryzjerzy, kosmetyczki, a także niektórzy lekarze. Nikt normalny o te obiektywne przyczyny się nie wścieka - siła wyższa.

              Przykład z supermarketem - kompletnie nie trafiony - w kasach widzisz, czy jest kolejka, czy nie i liczysz się z oczekiwaniem, to raz. A dwa, że jeśli kasjerka widzi, ze zbliza się godzina jej przerwy to kieruje kolejnych klientów do innej kasy nierzadko sama wzywając do niej innego kasjera.

              Daruj, ale mnóstwo ludzi miewa w pracy taką sytuację, że nie może w danej chwili iśc na lunch, czy obiad, ba niektórzy taką, że nie mają szansy nawet siegnąc po kanapke i nie robią z tego afery zaraz smile
              Jak już pisałam - sedzia nie orzeka od 8 do 22, wiec nie ma mowy, że cały dzień jest biedaka głodny. Dziwne, że nikt się tak nie lituje np. nad strażakami, którzy czasem prowadza akcję kilka, a nawet kilkanaście godzin, w trudnych warunkach nierzadko i jakoś żaden nie wychodzi na jedzenie..
              • aldona_a Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 23.12.14, 11:35
                kora3 napisała:

                > Aldono, a powiedz tak szczerze: czy miałas kiedyś taką sytuację, że czekasz UMÓ
                > WIONA do fryzjera, kosmetyczki, lekarza i ten na kogo czekasz zwyczajnie sobie
                > wychodzi do bufetu na jedzenie?

                Koro, oczywiście że miałam taką sytuację - z tym, że te osoby miały po prostu przerwę obiadową. Sędzia stałych przerw obiadowych nie ma, ale chyba zgodzisz się z tym, że ma prawo ją sobie wyznaczyć "pomiędzy" kolejnymi rozprawami. Szczególnie, że jak wynika z postu, procedował od rana do 14.00.

                > a widzi, ze zbliza się godzina jej przerwy to kieruje kolejnych klientów do inn
                > ej kasy nierzadko sama wzywając do niej innego kasjera

                Zgadza się, kasjer ma możliwość wezwać zastępstwo i iść na przerwę, sędzia niestety nie. Taki lajf.

                > Daruj, ale mnóstwo ludzi miewa w pracy taką sytuację, że nie może w danej chwil
                > i iśc na lunch, czy obiad, ba niektórzy taką, że nie mają szansy nawet siegnąc
                > po kanapke i nie robią z tego afery zaraz smile

                No jak nie ma możliwości, to nie ma. Jeśliby od tego, czy zjem w danej chwili lunch zależało czyjeś życie czy zdrowie, dyskusji by w ogóle nie było. Przyznasz, że w tym przypadku niczyje życie nie było zagrożone - w imię czego sędzia miał głodować?

                > Jak już pisałam - sedzia nie orzeka od 8 do 22, wiec nie ma mowy, że cały dzień
                > jest biedaka głodny.

                Nie do 22, ale od rana do 16-17 jak najbardziej może.

                Dziwne, że nikt się tak nie lituje np. nad strażakami, kt
                > órzy czasem prowadza akcję kilka, a nawet kilkanaście godzin, w trudnych warunk
                > ach nierzadko i jakoś żaden nie wychodzi na jedzenie..

                A dzieci w Afryce i Chinach też głodują...
                Poczytaj sobie, Koro, co na temat przerwy w pracy sędziów mówią badania naukowe: Prawo i głodna sprawiedliwość. Taka ciekawostka. Ja, w przeciwieństwie do Ciebie, zdecydowanie wolę, żeby w mojej Najważniejszej Sprawie w Życiu orzekał sędzia wypoczęty i najedzony, a nie głodny, myślący przede wszystkim o obiedzie (i to nawet kosztem półgodzinnego czekania - cóż to jest te 30 minut dla Najważniejszej Sprawy w Życiu, prawda?). Bo i owszem, da się przetrwać bez jedzenia nawet i kilka dni, a i pracować się jakoś tam da... ale no właśnie, jakoś tam. Nie wymagajmy zatem od człowieka, żeby orzekał cały dzień bez dłuższej przerwy na gorący posiłek (a nie tych kilku minut na ugryzienie w pośpiechu suchej buły), przy zachowaniu maksymalnej koncentracji na rozpatrywanej sprawie.
                • kora3 Re: Tłumaczenie sędziego z opóźnienia a sv 23.12.14, 12:55
                  No właśnie moim zdaniem nie ma prawa sobie jej wyznaczać (sam?) w czasie, gdy ma orzekać i czekają ludzie. Powinien mieć przerwę w dniach "wokandowycjh", ale przerwę wynikająca z harmonogramu.
                  Moim zdanie sąd - jak każda inna instytucja jest dla ludzi, a nie ludzie dla sadu. Sąd może sobie wzywać ludzi na godzinę? No to powinien się do tych godzin stosować - opóźnienie może wynikac tylko z przyczyn obiektywnych.
                  To dla mnie jest oczywiste, także w mojej pracy, ze jeśli się UMÓWIŁAM z kimś i ktoś się fatyguje do mnie, albo czeka u siebie/gdzieś na mnie, to ja w tym czasie nie załatwiam prywatnych spraw. Inaczej rzecz ma się, gdy ktoś przychodzi nieumówiony - wówczas jak najbardziej poza innymi propozycjami spotkania się , mogę mu złożyć także taką, by poczekał, bo wychodzę na posiłek. Wolno mi i sędziemu w adekwatnej sytuacji - także wolno.
              • aldona_a Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 11:46
                Całość tutaj:
                [...]
                Naukowcy przetestowali "hipotezę śniadaniową" na podstawie decyzji podjętych podczas 50 miesięcy przez ośmiu doświadczonych sędziów zawodowych (w tym dwie kobiety) z Izraela mających średni staż wynoszący 22 lata. Sprawdzili aż 1112 orzeczeń.
                [...]
                Okazało się, że w sędziowskich decyzjach rzeczywiście można znaleźć prawidłowość. Prawdopodobieństwo orzeczenia korzystnego dla skazanego było większe, gdy jego sprawę rozpatrywano zaraz po rozpoczęciu pracy lub bezpośrednio po przerwie na posiłek. Po porannym jedzeniu wynosiło ono aż 65 proc., przed kolejną przerwą spadało niemal do zera (!), by po lunchu znów wzrosnąć do 65 proc. Co ważne, sędziowie reagowali inaczej w podobnych przypadkach karnych.
                [...]
                Już wcześniejsze badania dowiodły bowiem, że wydawanie wielu wyroków wyczerpuje zdolność sędziów do podejmowania decyzji i męczy ich psychicznie. Z upływem czasu nawet najbardziej obiektywny z nich ma skłonność do upraszczania podejmowanych decyzji poprzez akceptowanie status quo.
                [...]
                Autorzy pracy uważają, że ich badania wskazują na problem, przed jakim staje sędzia - w końcu zwykły człowiek. Mimo że decyduje o losie innego człowieka, nie jest w stanie całkiem oderwać się od kierujących nim potrzeb fizjologicznych (głodu, senności) czy emocji (np. problemów osobistych). Jedno wiadomo na pewno: ważnych decyzji nie powinniśmy podejmować "na głodnego". Higiena pracy, o której dziś zapominamy w szale spotkań, zebrań i spraw do załatwienia, nie jest przeżytkiem minionych czasów (te śmieszne przerwy na zbiorową gimnastykę), ale koniecznością.
                • kora3 Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 13:06
                  Aldono, ale niech sobie sedzia tak prowadzi życie zawodowe, jak CHCE. W tym właśnie rzecz - sędziego nie interesuje czy strona/świadek jedli, czy sa wypoczęci, czy się stresują czy nie, czy jadą z daleka itd. Mają być na miejscu o wyznaczonej godzinie i ich samopoczucie sadu nie interesuje. Chyba, ze sa chorzy i mają na to stosowne zaświadczenie lekarskie, nieprawdaż? No to tak samo działa to w drugą strone - jeśli sędzia jest chory, nikt nie ma pretensji, ze jest nieobecny w pracy.
                  Tak, jak sadu nie interesi, jak ktoś do sadu dojedzie, czy jadł wcześniej, jak się czuje w związku ze sprawą, tak i uczestników sprawy nie powinno interesować to samo u sędziego. Strony i swiadkowie muszą sobie zorganizować jakos swój dzień w związku z rozprawą, a sedzia swój - proste.
                  • aldona_a Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 13:21
                    Widzę Koro, że nie zrozumiałaś, o co mi chodzi (i o co chodzi w tych badaniach). Świadek jest bardzo ważny, strony też, ale to sędzia orzeka, decyduje o ich losach, to na niego spada odpowiedzialność za dalsze życie tych ludzi. Pomijam fakt, ze taki świadek spędza w sali rozpraw nieporównywanie mniej czasu, niż sędziowie (a więc może sobie potem jeść).
                    Reasumując. Jako strona, mogę być głodna, ale chcę, żeby sędzia orzekający w mojej sprawie był wypoczęty i najedzony. Bo to leży w moim interesie - rozumiesz?
                    Zatem odpowiedz mi na pytanie, ale tak szczerze. Czy wolisz, żeby w Twej sprawie orzekał sędzia najedzony, ale po półgodzinnej przerwie obiadowej (w związku z tym musiałabyś spędzić w sądzie 30 min dłużej), czy też sędzia głodny (a więc "zły" smile ), ale za to wyszłabyś prędzej?
                    • vi_san Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 13:44
                      Aldono, ale ty najwyraźniej nie zrozumiałaś Kory! Wszak pisała [niejednokrotnie], że sędzia powinien mieć przerwę na obiad. Tylko, że ta przerwa powinna być "wkalkulowana" w plan dnia - czyli wezwać świadków na późniejszą godzinę itp. Właśnie, żeby nie musieli czekać. A jeśli już z jakiegoś powodu następuje "przesunięcie" to może jednak darować sobie obiad w stołówce i przegryźć kanapkę? Od tego się nie umiera, słowo!
                      I na koniec odpowiedź na twoje pytanie [acz zadane Korze]: wolę by w mojej sprawie orzekał sędzia uczciwy i niech będzie, że po półgodzinnej przerwie obiadowej, ale wolałabym też, żeby [skoro wie, że tą przerwę mieć będzie] poprosił mnie i świadków do stawienia się o pół godziny później, i nie musi tłumaczyć dlaczego. Proste?
                      • kora3 Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 18:05
                        vi_san napisała:

                        > Aldono, ale ty najwyraźniej nie zrozumiałaś Kory! Wszak pisała [niejednokrotnie
                        > ], że sędzia powinien mieć przerwę na obiad. Tylko, że ta przerwa powinna być "
                        > wkalkulowana" w plan dnia - czyli wezwać świadków na późniejszą godzinę itp. Wł
                        > aśnie, żeby nie musieli czekać.


                        Dokładnie Vi smile

                        A jeśli już z jakiegoś powodu następuje "przesu
                        > nięcie" to może jednak darować sobie obiad w stołówce i przegryźć kanapkę? Od t
                        > ego się nie umiera, słowo!


                        Tez prawda - sprawdziłam smile

                        > I na koniec odpowiedź na twoje pytanie [acz zadane Korze]: wolę by w mojej spra
                        > wie orzekał sędzia uczciwy i niech będzie, że po półgodzinnej przerwie obiadowe
                        > j, ale wolałabym też, żeby [skoro wie, że tą przerwę mieć będzie] poprosił mnie
                        > i świadków do stawienia się o pół godziny później, i nie musi tłumaczyć dlacze
                        > go. Proste?


                        Proste i oczywiste ...Prawda Vi jest taka, że sądy uważają się za prywatne folwarki i wzywają ludzi na kosmiczne godziny. Miałam okazję raz widzieć sytuację, gdy chyba na godz. 14 stawił się tłum świadków i strony i ...zastali pod salą rozpraw tych, co mieli być na ...11. I na 11 byli! Oni od tej 11 już sterczeli pod salą i najpewniej nie biegali do bufetu, bo przecież trwająca rozprawa w każdej chwili mogła się skończyć i mogli zostać wezwani na salę.
                        Nie ma opcji, ze sad jest nieświadomy (jako instytucja) i sędzia (jako przew. składu orzekającego w danej sprawie) ILE czasu może dana sprawa potrwać! Sad zapoznaje się z pozwem/aktem oskarżenia, odpowiedzią, wie ilu będzie świadków, wiec sytuacja, ze cos jest dla sądu zaskoczeniem (np. wniesienie obrony/pełnomocnika/rzadziej prokuratora o przesłuchanie świadka wcześniej niezgłoszonego) jest b. rzadka. Sędzia jest w stanie z grubsza przewidzieć ile potrwa rozprawa, jeśli jest np. po 6 świadków po każdej stronie. I potrafi sobie uznac, ze wystarczy 60 min.smile A gdzie słuchanie stron? gdzie mowy końcowe pełnomocników?, gdzie NARADA składu? Gdzie uzasadnienie?
                        Nie jest tak, że strona czy świadek tokuje ile chce, ALE brać należy pod uwagę, że sa ludzie kompletnie nie obeznani z sadami, którym trzeba będzie zwracać uwagę, przerywac im i to, ze poza pytaniami sądu będą padac pytania pełnomocników stron i ich samych.
                        W takiej sytuacji tylko przepraszam, ale idiota uważa, ze na taką sprawę starczy godzina. Sądy sobie dokładnie zdaja sprawę z tego, że będzie obsuw i to niemały, ale co tam - ludzie nie maja wyboru (nie ma konkurencji dla sądów), wiec poczekają. Już sama ta postawa wskazuje na wybitne lekceważenie tych, z których sady wszak się utrzymują, a sędziowie mają płaconesad Nie mówiąc już o tym, że sąd nie raczy zawiadomić stron(y) i świadków o tym, że rozprawa się nie odbędzie w danym terminie, także wówczas, gdy wiedzą o tym z dużym wyprzedzeniem umożliwiającym powiadomienie. Straconym czasem ludzi się nie przejmują, straconymi pieniędzmi stron także, a pieniędzmi podatnika, które wypłacą świadkom za niepotrzebny dojazd do sądu i potem raz jeszcze za potrzebny - także.
                        W obliczu takiego traktowania ludzi przez sady doprawdy trudno martwić się tym, że wokanda została źle rozplanowana i pan sedzia powinien zadowolić się szybką kanapką, a nie spokojnym obiadem.
                      • vitadea Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 20:31
                        vi_san napisała:

                        > I na koniec odpowiedź na twoje pytanie [acz zadane Korze]: wolę by w mojej spra
                        > wie orzekał sędzia uczciwy i niech będzie, że po półgodzinnej przerwie obiadowe
                        > j,
                        ale wolałabym też, żeby [skoro wie, że tą przerwę mieć będzie] poprosił mnie
                        > i świadków do stawienia się o pół godziny później, i nie musi tłumaczyć dlacze
                        > go. Proste?

                        Nooo, niech będzie... no, ewentualnie, niech sobie już zje ten obiad, za łaskawym pozwoleniem...
                        • kora3 Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 20:43
                          Nieeee no co Ty, niech strażak idzie sobie na obiad na dyżurze, najwyżej przyjedzie JRG o te pół godzinki później - nic się nie stało Polacy, nic się nie stałosmile Pociag teraz nie pojedzie, bo pan kierownik pociągu poszedł coś zjeść - no sorry, nie ma warsu w składzie, samolot też później może lecieć, pilot musi być najedzony....Nie, no spoko smile
                          • aldona_a Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 21:57
                            kora3 napisała:

                            > Nieeee no co Ty, niech strażak idzie sobie na obiad na dyżurze, najwyżej przyje
                            > dzie JRG o te pół godzinki później - nic się nie stało Polacy, nic się nie stał
                            > osmile Pociag teraz nie pojedzie, bo pan kierownik pociągu poszedł coś zjeść - no
                            > sorry, nie ma warsu w składzie, samolot też później może lecieć, pilot musi by
                            > ć najedzony....Nie, no spoko smile

                            Zapomniałaś napisać, że dzieci w Afryce głodują.
                            Nie rozumiem, po co przytaczasz takie przykłady jak wyżej. Wiem, zawsze może być gorzej. Btw.
                            Lekarze - jak najbardziej jedzą kiedy chcą poza operacją oczywiście (widziałam jak jedli w najprzeróżniejszych miejscach i okolicznościach, bynajmniej nie s-v smile ), kierownik pociągu ma przerwy (stacje, zresztą na dłuższą trasę jadą we dwójkę), piloci - zły przykład, bo oni mają posiłki w trakcie lotu regularnie (samoloty poza startem i lądowaniem lecą na autopilocie) - i ich posiłki są bardzo pilnowane. Nie ma możliwości, żeby pilot samolotu pasażerskiego leciał "na głodniaka", to zbyt duże ryzyko. Co do pilotów myśliwców, wiem, że mają ściśle dobrane i przestrzegane diety.

                            Ok, ja może jestem trochę "skrzywiona" zawodowo bo zajmowałam się kiedyś żywieniem człowieka. Stąd burzę się na wszelkie porady typu "niech zje kanapkę na szybko", "niech zapanuje nad głodem", itp. Oczywiście, że raz nic się od tego nie stanie (mnie też się to zdarza), ale na dłuższą metę jest to niezdrowe, i tyle. Z drugiej strony mam w rodzinie i sędziów, i lekarzy, stąd wiem, że nie zawsze wszystko da się przewidzieć, tak na sali rozpraw, jak i w gabinecie lekarskim. Liczba spraw na wokandzie bywa często wymuszana odgórnie i sędzia nie ma na to wpływu, czego konsekwencją są obsuwy jak przedłuża się wcześniejsze przesłuchanie. Nie zawsze jednak się przedłuża, a sędzia nie chce przestojów. Powiem Ci jeszcze, że są kraje w UE, w których nie wyznacza się spraw na godzinę, a jedynie datę, a strony i świadkowie spędzają w sądzie cały dzień czekając na swoją kolej. Podam Ci jeszcze inny przykład. Kiedyś zdarzyło mi się czekać u ginekologa 1,5 godziny na wizytę - i to prywatnie byłam! Pan przyszedł spóźniony pół godziny (przedłużyła mu się operacja w szpitalu), potem wyszedł na obiad i kawę (co każda z czekających kobiet zrozumiała, a pewnie też pozostawiały w domu dzieci itp), potem jedna pacjentka przede mną siedziała dłużej niż planowe 15 minut / wizytę. A może powinnam być zła na niego? Bo w końcu powinien przewidzieć, że może operować, że potem musi mieć czas na zjedzenie obiadu, a wizyty też mogą się przedłużyć.
                            • kora3 Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 22:36
                              Aldono, podkreślę raz jeszcze - to nie strony/świadka sprawa, jak ułożona jest wokanda i dlaczego źle i bez przerwy dla sędziego na jedzenie. To jest sprawa między sedzią i jego pracodawcą. I to nie jest brak empatii, tylko zwyczajnie dbanie o swój interes. Sedzia także nie pochyla się empatycznie nad tymi, którzy może daleko jechali, może się ze stresu nie wyspali, może głodni sa, może chorzy przewlekle itd. I to zrozumiałe, bo jakby sąd starał się dostosować do każdego, to nie zdołałby zebrać "ekipy" na rozprawę a i rozprawy przeprowadzić, bo co i rusz ten chciałby siku, a tamten jeść, a ten kawy itd.
                              Stąd ludzie dostosowują się do sadu, ale nie należy od nich wymagać by byli empatyczni wobec sędziego, który powiedzmy sobie szczerze - nie cały dzień jest o głodzie biedak - tylko parę godzin nie jadł! Nie róbmy afery z tego, że ktoś nie jadł kilka godzin, to jakiś absurd. W domu, czy w bufecie przed pracą sędzia może przecież zjeść śniadanie, może sobie także wziąć cos na zab, co można zjeść szybko w naturalnej przerwie miedzy rozprawami, skoro przewiduje, ze taka a nie inną może mieć sytuacje w danym dniu. Pamiętajmy też o tym, że nie chodzi o cały tydzień roboczy sędziego, tylko o przeważnie dwa dni! I to niekoniecznie 2 dni tak zapakowane skrajnie na wokandzie.

                              Jest bardzo wiele zawodów, także poza sędziami i lekarzami, kiedy nie zawsze wszystko można przewidzieć Aldono. I latają u nas pilocie niedokarmiani w trakcie lotów i nie na scisłej misliwcowej diecie np. piloci w policji, SG - w planowym locie wiedzą ile on potrwa, ale w nieplanowanym - nie. I jakos nie widuję, żeby konali z głodu, choć nie zawsze zdążyli zjeść (najczęściej jeśli sprawa nieplanowana, nagła - nie zdążyli). Mnie też się zdarza być "o" bułce i serku topionym czasem pół dnia i jakoś nie umieram, a zdarza mi się, bo mam nieprzewidzianą sytuację jakaś, gdzie muszę jechać teraz zaraz i nie mam czasu iśc się najpierw najeśćsmile
                              Powiem ci, że znam takiego radnego - diabetyk. Musi sobie robic zastrzyki coś 5 razy dziennie, musi też jesc określone rzeczy o określonych porach. Nie prosi za kazdą swa, powiedzmy sobie szczerze naprawdę wazną potrzebą, o przerwę tylko dyskretnie wychodzi do mniejszej sali narad pustej w czasie obrad rady i tam je przygotowane w domu potrawy. Wychodzi podczas mniej ważnych punktów, na głosowaniach jest. W zasadzie to nie byłoby nic złego, gdyby za każdym razem wnioskował o przerwę - siła wyższa, ale on właśnie szanuje innych i ich czas. Gościa nie ma na sali góra 7-10 minut. Jasne, sesje sa raz w miesiącu, ale ten człowiek też pracuje i w pracy musi robić tak samo, bo przy jego cukrzycy jedzenie w bufecie jest ryzykowne, musi mieć dość starannie przygotowane posiłki i jakoś daje radę. Nie chodzi o to Aldono, żeby komus "zabraniać" jesc, tylko chodzi o to, by nie obarczać ludzi zła organizacją wokand i potrzebami sędziów.

                              Co do ginekologa - rzecz w tym, że ty doń chodziłaś, bo CHCIAŁAS - mogłaś wybrać innego, z sądami nie ma wyboru. Można wnioskować o zmiane składu i trzeba to uzasadnić inaczej jednak, niż tym, że sedzia sobie wychodzi kiedy chce na jedzenie
                              • aldona_a Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 22:43
                                Koro, zgadzam się co do jednego - sędziowie powinni bardziej naciskać na zmniejszenie wpływu. A co za tym idzie, mniej spraw na dzień, dłuższe przerwy. Są tacy, co orzekają 4 razy w tygodniu, al ei tacy, co tylko 2. Wszystko zależy. Wracając do tej 0,5 h obsuwu - uważam, że to żaden obsuw, naprawdę smile i o to mi chodziło, że po prostu nie ma o co kruszyć kopii. Zawsze może być gorzej - jak w tych krajach, gdzie w ogóle nie ma wyznaczonej godziny rozprawy.
                                • kora3 Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 22:48
                                  Aldono, ale nie chodzi o 30 min. obsuwu, tylko na ogół ten posiłkowy obsuw dodaje się do większego wynikającego z idiotycznego planowania wokand. I tak ludzie, którzy mieli wyznaczoną godz. 11 w sądzie o 14 jeszcze czekają na swoją sprawę...
                              • elisanet Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 22:50
                                kora3 napisała:
                                > e radę. Nie chodzi o to Aldono, żeby komus "zabraniać" jesc, tylko chodzi o to,
                                > by nie obarczać ludzi zła organizacją wokand i potrzebami sędziów.

                                Dokładnie. Sorry, ale dla mnie sąd to urząd, nie człowiek. To epatowanie "człowiekiem" robi się już wkurzające, bo sugeruje, że niby co mam zrozumieć?
                      • aldona_a Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 20:39
                        vi_san napisała:

                        > Aldono, ale ty najwyraźniej nie zrozumiałaś Kory! Wszak pisała [niejednokrotnie
                        > ], że sędzia powinien mieć przerwę na obiad. Tylko, że ta przerwa powinna być "
                        > wkalkulowana" w plan dnia - czyli wezwać świadków na późniejszą godzinę itp. Wł
                        > aśnie, żeby nie musieli czekać. A jeśli już z jakiegoś powodu następuje "przesu
                        > nięcie" to może jednak darować sobie obiad w stołówce i przegryźć kanapkę? Od t
                        > ego się nie umiera, słowo!

                        Nie, Kora raczej skupiła się na podkreślaniu, że bez jedzenia można długo wytrzymać. Ale nieistotne. Dla dobra stron (!!!), sędzia potrzebuje półgodzinnej przerwy na złapanie oddechu (mniej ważne, czy obiad w stołówce czy na kawę - chociaż lepiej obiad smile ), a nie kilku minut i kanapki w biegu. Nie zawsze wszystko da się przewidzieć - słowo! A pół godziny (bo tu mowa o takim opóźnieniu) też nikogo nie zabiło - słowo!
                        • kora3 Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 20:45
                          To niech mu SAD zapewni te półgodzinna przerwę, ale nie KOSZTEM czasu innych ludzi. Niech wokanda będzie ułozona zgodnie z logiką a nie byle jak i niech będzie w niej przewidziana wspomniana przerwa!
                        • vi_san Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 21:48
                          Nie. Kora skupiła się na tym, że jeśli sędzia potrzebuje półgodzinnej przerwy, godzinnej przerwy, dwóch godzin przerwy - to powinien na konkretną godzinę wzywać świadków. A nie zebrawszy wszystkich na np. 10:00 uznać, że teraz to on potrzebuje godziny na kawkę i przechadzkę. Po prostu wystarczyłoby, żeby wezwał ludzi na 11:00. I wówczas sędzia ma swoją godzinę na kawę, obiad, przechadzkę czy cokolwiek, a ludzie nie czekają wściekli na korytarzu. Proste? Czy tłumaczyć wyraźniej?
                          I owszem, bywa i tak, że niezależnie od dobrej woli sędziego jakieś opóźnienia nastąpią. Wówczas [dramat, doprawdy] powinien ograniczyć swoją godzinną przerwę na relaks. Bo opóźnienie nastąpiło również nie z winy czekających na niego ludzi. Podobnie jak w przypadku nauczyciela - podczas przerwy ma on np. zjeść posiłek, ale jeśli przyjdzie matka ucznia - nauczyciel nie powinien powiedzieć "A to poczekaj, babo, bo ja teraz mam schaboszczaka z frytkami i kicham na twojego bachora i jego problemy"...
                          • kora3 Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 21:58
                            No dokładnie TAK. A jeśli już sędzia nie zdołał wygospodarować tej przerwy w takim wymiarze, który pozwala mu na zjedzenie obiadu, to powinien zadowolić się kanapką i tyle.
                            Raz jeszcze powtórzę: sad to nie jest prywatny folwark, podobnie jak inne miejsca DLA ludzi.

                            Jeśli chodzi o nauczyciela w opisanym przypadku, to ja to widzę tak: jeśli matka ucznia nie była umówiona z nauczycielką, to nauczycielka ma prawo powiedzieć, że niestety teraz nie może poświęcić matce ucznia czasu i zaproponować inny termin dogodny dla obu stron. Jeśli matka umówina była, albo przyszła w godzinach wyznaczonych na spotkania z rodzicami - nie.
                    • kora3 Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 17:42
                      W moim przypadku nie ma to znaczenia smile - w swojej sprawie występowałam w sądzie 2 razy - wizyty tam były konieczne z formalnego punktu widzenia, ale wyniki były przesądzone smile - tylko sędzia idiota mógłby orzec inaczejsmile

                      Natomiast te dywagacje w temacie dobrego samopoczucia sędziów można Aldono p0rzeneiśc na KAZDY zawód, albo prawie każdy - lepiej kiedy dla Ciebie gotuje zadowolony, niż wściekły kucharz, lepiej gdy dzieci uczy szczęśliwy nauczyciel itd. Na tej zasadzie powinniśmy się zajmować życiem osobistym każdego, z kim mamy do czynienia (bo nie wiem czy wiesz, ale stan psychiczny człowieka ma dość istotny wpływ na ogół na jego pracę), zadbac o to by był szczęśliwy, zaprosić go na obiad i wysłać do SPA, albo na wakacje żeby sobie odpoczął smile
                      • vitadea Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 20:28
                        kora3 napisała:

                        > W moim przypadku nie ma to znaczenia smile

                        To sie cieszę Twoim szcześciem. W wielu przypadkach jednak - ludzie nie są tak wyluzowani, jak ty.

                        > Natomiast te dywagacje w temacie dobrego samopoczucia sędziów można Aldono p0rz
                        > eneiśc na KAZDY zawód, albo prawie każdy - lepiej kiedy dla Ciebie gotuje zadow
                        > olony, niż wściekły kucharz, lepiej gdy dzieci uczy szczęśliwy nauczyciel itd.

                        A jednak nie na każdy. Jak nauczyciel będzie miał zły humor / głodny, to konsekwencje tego nie zaważą na niczyim życiu. Kucharz - co najwyżej zjem niedobry obiad. Dziennikarz - co najwyżej przeczytam jego kiepski artykuł czy oglądnę głupi reportaż. I tak dalej. Są jednak zawody, których odpowiedzialność niesie daleko poważniejsze konsekwencje. Przykładem są - lekarze. I właśnie sędziowie (no dobrze, może oprócz twojego przypadku...).
                        • vi_san Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 21:40
                          Jednak każdy.
                          Stolarz w kiepskim humorze zbije ci szafki kuchenne tak, że za dwa tygodnie się rozlecą, nauczycie w kiepskim humorze zamiast prowadzić lekcję będzie pozwalał na "luzik" a potem ty będziesz musiała opłacać dziecku korepetycje, coby maturę zdało, wściekły kucharz też może skutkować nie tylko niesmacznym obiadem, ale wręcz zatruciem pokarmowym...
                          • kora3 Re: Takie są fakty naukowe... 23.12.14, 21:50
                            Ale Vi - na tym tle sedzia jest najważniejszy najwyraźniej smile

                            A tak na serio prawda jest taka, ze nierzadko w sadzie o wiele ważniejsze jest ...jakiego masz adwokatasmile I tym adwokatem Vi nikt się nie przejmuje w sądzie, jako człowiekiem, tak samo jak stronami, świadkamismile Bywa tak, że adwokat ma w tym samym dniu np. dwie sprawy przed dwoma różnych składami i nikogo to nie interesuje! Jeśli pełnomocnik się spóźni - jego sprawa i strata (no i jego klienta). Nie obchodzi nikogo, czy jest najedzony, wyluzowany itd. Nikogo też nie interesuje, czy prokurator np. zdążył się najeść, bo przed wystąpieniem w sądzie miał słuchanie świadków w innej sprawie i wizję lokalną. Tylko sedzia może być głodny i tylko jemu wolno dowolnie wybierać sobie wszelkie przerwy,. kłamac gdzie poszedł itd.
                            To już naprawdę zakrawa na absurd jak ludzie sa nauczeni zamordyzmu.
                            • elisanet Noblesse oblige... 23.12.14, 22:15
                              Jak się chciało być na świeczniku, to z całym dobrodziejstwem inwentarza.
                              Jestem zniesmaczona takim podejściem sędziów. Przecież dobrze wiedzieli, że będą takie dni, kiedy nie będzie czasu na nic. A poza tym, sędziowie naprawdę nie powinni się obnosić z jedzeniem w publicznych miejscach, bo to nie buduje ich autorytetu w oczach stron, jak kroją schabowego... wręcz robią się wtedy śmieszni.
                              • kora3 Re: Noblesse oblige... 23.12.14, 22:45
                                Nie, no nie zgodzę się Elisanet, ze fakt iż ktoś je czyni go smieszym, czy pozbawia autorytetu. To jakiś absurd. Sędziowie, czy przedstawiciele innych prestiżowych zawodów sa ludźmi z krwi i kosci i jedzą, tak samo jak cała reszta smile
                                Cóż to znaczy obnosić się z jedzeniem? Przecież nikt nie wspominał o jedzeniu na sali rozpraw, ani na korytarzu, tylko w bufecie. A ze tam sędziego może zobaczyć strona/świadek ...No i co? Co jest kompromitującego, czy uwłaczającego w samym jedzeniu? Nie rozumiem...
                                • elisanet Re: Noblesse oblige... 23.12.14, 22:56
                                  kora3 napisała:
                                  > A ze tam sędziego może zobaczyć strona/świadek ...No i co? Co jest kompromitującego, czy uwłaczającego w sa
                                  > mym jedzeniu? Nie rozumiem...

                                  Tak? A przecież pisałaś gdzieś wcześniej, że nawet twoi znajomi sędziowie nie chcą, aby ktoś z zewnątrz ich zobaczył w trakcie obiadu. Może właśnie obawiają się ośmieszenia, że śmiesznie będą wyglądać?

                                    • elisanet Re: Noblesse oblige... 25.12.14, 21:56
                                      Nie żartuję, aczkolwiek byłam przekonana, że sędzia chodzi w todze w trakcie pracy. Chyba gdzieś widziałam w jakimś programie czy filmie, jak prawnicy pili kawę w kawiarni, w togach. Tak czy inaczej, sędzia powinien się powstrzymać od jedzenia obiadu w stołówce, chociażby dlatego, aby nie zostać posądzonym o "bratanie się" ze stronami na stołówce.
                                      • kora3 Re: Noblesse oblige... 28.12.14, 08:07
                                        Toga Elisanet obowiazuje pełnomocników, prokuratorów i sędziów na sali rozpraw. Poza nią na ogól żadna z tych osób jej nie nosi, bo raz, ze nie potrzeba, dwa - togi nie sa zbyt komfortowe z racji na ogół ciezkosci i materiału, z jakich są wykonane. Fikcja filmowa to jednak cos innego niż zycie, ale nie ma chyba zakazu przebywania w todze poza sala rozpraw. Natomiast zdecydowanie nie ma możliwości, by sedzia spacerował z godłem na piersi po sadzie, czy wychodził z nim do bufetu! Ów fikuśny łańcuch z godłem jest bowiem znakiem, ze sedzia reprezentuje trzecią władzę państwowa, władze sądowniczą i wówczas jest osławionym "wysokim sądem" - w każdej innej sytuacji jest sędzia, osobą wykonującą zawód sędziego.
                                    • madry11 Re: Noblesse oblige... 25.12.14, 22:19
                                      kora3 napisała:

                                      > Nie moi znajomi sędziowie, a jeden sedzia, którego znałam wyłącznie zawo
                                      > dowo i którego postawa była dla mnie smieszna i zenująca w tej kwestii.

                                      Koro, troche jesteś naiwna. Ten sędzia reprezentuje taką a nie inną postawę nie bez powodu, może ma jakieś złe doświadczenia w tym zakresie. Przedstawię to bardziej obrazowo. Może nie chce, żeby powaga Sądu ucierpiała, gdy się pobrudzi np. barszczem, albo ktoś ze świadków nakręci film na stołówce, gdy ów sędzia będzie właśnie wkładał sobie makaron do ust. No wygląda się wtedy głupio, no nie zaprzeczysz. A może nie chce, żeby któraś ze stron zobaczyła go w sytuacji prywatnej, w końcu w sądzie jest on urzędem. Pokazanie "ludzkiej" strony może spowodować obniżenie się jego autorytetu w oczach stron.
                                      • kora3 Re: Noblesse oblige... 26.12.14, 09:27
                                        Ten sedzia jest bufonem i tyle. Naprawdę nierzadko zdarza mi się widzieć osoby tzw. "ze sweicznika" jedzące i nie uważam, by komukolwiek odbieralo to autorytet. Jeśli ktoś tak uważa, to jest niespełna rozumu i tyle. Nie wydaje mi się, by kogokolwiek śmieszyło, że ktoś wkłada makaron do ust, może jedynie w sytuacji, gdy jadłby niekulturalnie, niezgrabnie.
                                        Na tej zasadzie o której mówisz, trzebaby wydzielić specjalne miejsca, w których ludzie wykonujący prestiżowe awody nie tylko jedzą, ale i spędzają wakacje, pływają, uprawiają sporty inne, oglądają filmy, leczą się. Toz to absurdsmile
                                        • madry11 Re: Noblesse oblige... 26.12.14, 23:02
                                          kora3 napisała:

                                          > Ten sedzia jest bufonem i tyle.

                                          Może Ty go tak odbierasz. Widzisz, ten sędzia może mieć konkretne powody, dla których obawia się jeść publicznie. Przy Tobie też nie jadł? Pytam z ciekawości.

                                          Naprawdę nierzadko zdarza mi się widzieć osoby
                                          > tzw. "ze sweicznika" jedzące i nie uważam, by komukolwiek odbieralo to autoryte
                                          > t. Jeśli ktoś tak uważa, to jest niespełna rozumu i tyle. Nie wydaje mi się, b
                                          > y kogokolwiek śmieszyło, że ktoś wkłada makaron do ust, może jedynie w sytuacji
                                          > , gdy jadłby niekulturalnie, niezgrabnie.

                                          No właśnie. Ktoś może się denerwować będąc obserwowanym czy filmowanym, i to jedzenie faktycznie może mu wyjść niezgrabnie, a więc śmiesznie czy głupio, co w konsekwencji może uwłaczać stanowisku, jakie sprawuje, czy też podburzać jego autorytet (np. tutaj).
                                            • madry11 Re: Noblesse oblige... 27.12.14, 10:37
                                              kora3 napisała:

                                              > Przy mnie właśnie jadł - całkiem normalnie dodam. O jego pomysłach dowiedziałam
                                              > się właśnie przy okazji tego, ze umówil sie w innej niż sadowa restauracja.

                                              Aaa, czyli jednak go obserwowałaś. A gdyby mu coś spadło na obrus, to ktoś (nie mówię, że Ty) mógłby potem opowiadać że np. "rzecznik sądu je jak prosiak" czy coś w tym stylu. Znam takich ludzi, dla których to wstyd jeść publicznie, i dla nich zjedzenie posiłku w restauracji okupione jest ogromnym stresem. Może Twój rozmówca do takich należy.
                                              • kora3 Re: Noblesse oblige... 27.12.14, 12:44
                                                Nie był to rzecznik sadu, tak gwoli ścisłości, rzecznikami na ogół sa normalni ludzie, znaczy mam na myśli całkiem zdrowi psychicznie smile I nie, nie obserwowałam gościa, tylko siedząc na przeciwko po prostu go widziałam i tyle.
                                                • madry11 Re: Noblesse oblige... 27.12.14, 18:31
                                                  kora3 napisała:

                                                  > Nie był to rzecznik sadu, tak gwoli ścisłości, rzecznikami na ogół sa normalni
                                                  > ludzie, znaczy mam na myśli całkiem zdrowi psychicznie smile I nie, nie obserwował
                                                  > am gościa, tylko siedząc na przeciwko po prostu go widziałam i tyle.

                                                  Rzecznikami sądu są orzekający sędziowie, tak gwoli ścisłości, a nie ludzie (tzn. ci z zewnątrz, spoza sądu).
                                                • benia-benia Re: Noblesse oblige... 27.12.14, 21:54
                                                  kora3 napisała:

                                                  > am gościa, tylko siedząc na przeciwko po prostu go widziałam i tyle.

                                                  Przypomniało mi się jak na studiach, mieliśmy bardzo fajnego w sumie (i przystojnego, dodam) wykładowcę, kilka razy widzieliśmy go na stołówce jedzącego obiad. Tym samym stał się obiektem "kpin" wśród studentów, jako że miał, hmm, bardzo specyficzny sposób trzymania sztućców, jakoś tak od dołu, no śmiesznie i niezgrabnie po prostu to wyglądało. Niby każdy go "widział", a nie "obserwował", ale i tak polewka z niego była.
                                              • kora3 Re: Noblesse oblige... 27.12.14, 12:46
                                                No raczej nie zartował, skoro zdecydowanie chciał się umówić w miejscu innym niż sądowy bufet, bardzo przyzwoity zresztą. Mnie tam to nie przeszkadzało, było mi obojętne gdzie się spotkamy, a także nie miałam ciśnienia ja jakąś porę np. obiadową. Pan jednak wybrał taką porę, ale stanowczo chciał w innej restauracji - a proszę bardzo.
                                                • madry11 Re: Noblesse oblige... 27.12.14, 18:27
                                                  kora3 napisała:

                                                  > No raczej nie zartował, skoro zdecydowanie chciał się umówić w miejscu innym ni
                                                  > ż sądowy bufet, bardzo przyzwoity zresztą. Mnie tam to nie przeszkadzało, było
                                                  > mi obojętne gdzie się spotkamy, a także nie miałam ciśnienia ja jakąś porę np.
                                                  > obiadową. Pan jednak wybrał taką porę, ale stanowczo chciał w innej restauracj
                                                  > i - a proszę bardzo.

                                                  Aha, czyli jednak zaproponowałaś sądowy bufet, więc pan założył, że chcesz zjeść przy okazji posiłek, skoro jest pora lunchu. Zaproponował zatem inną restaurację, i być może rzucił półżartem, że nie chce aby go postronne osoby oglądały. Być może bardziej chodziło mu o swobodę spotkania, rozmowy z Tobą, żeby ktoś Was razem nie zobaczył, a nie o to, że wstydził się faktu, że je. Gdyby tak było, w ogóle by się nie zgodził na spotkanie w restauracji, albo nic by nie zamówił w Twojej obecności, nie uważasz?
                                                  • kora3 Re: Noblesse oblige... 27.12.14, 22:39
                                                    człowieku, ni9e twórz teorii - wiem ze jest sądowy bufet, wiec zapytałam, czy tam mu pasuje. Nie proponowałam, zapytałam. Mnie to było ganz egal - gdzie. Ja w południe nie
                                                    jadam, wiec mnie latało, czy to będzie restauracja, jego pokój w sadzie, kawiarnia...

                                                    Moje spotkanie z panem miało charakter raczej oficjalny, wiec nie miał powodu, by nie chcieć żeby go ze mna widziano - tak czy owak za jakieś pare dni każdy, kto chciałby mógłby sie domyślić, ze się widzieliśmy, albo przynajmniej rozmawialiśmy.
                                                  • madry11 Re: Noblesse oblige... 27.12.14, 23:13
                                                    kora3 napisała:

                                                    > człowieku, ni9e twórz teorii - wiem ze jest sądowy bufet, wiec zapytałam,
                                                    > ] czy tam mu pasuje. Nie proponowałam, zapytałam. Mnie to było ganz egal - gdzi
                                                    > e. Ja w południe nie
                                                    > jadam, wiec mnie latało, czy to będzie restauracja, jego pokój w sadzie, kawiar
                                                    > nia..

                                                    A więc jednak, to Ty zapytałaś pierwsza o ten bufet, stąd gość zrozumiał, że chcesz zjeść lunch (w końcu chyba mu nie opowiadałaś, że nie jadasz w południe), stąd propozycja innej restauracji. Trzeba było sie od razu umówić w jego gabinecie. A teorie tworzysz Ty - robiąc z kogoś, kto z Tobą porozmawiał, bufona i niespełna rozumu, zupełnie bez żadnego powodu.
                                                  • kora3 Re: Noblesse oblige... 28.12.14, 06:34
                                                    Nie zwykłam wpraszać się do czyjegoś gabinetu, czyj by nie był. A ty chyba nie rozumiesz znaczenia zdań, sorry.
                                                    Gdyby pan na to zapytanie powiedział: "Nie, niespecjalnie lubię to miejsce, więc jeśli mogę zaproponować inne, to proponuję X" - nie miałabym o nim zdania, jakie mam: ) Nie ma nic dziwnego w braku sympatii dla danego miejsca i tyle. Pan natomiast odpowiedział, że nie chce isc do sadowej kantyny, bo chce cos zjeść przy okazji naszego spotkania, a tam chodzą ludzie z zewnątrz i z sądu, ale nie sędziowie, których to ludzi wpuszczać się nie powinno, bo mogą ogladać jedzących sędziów. Dla mnie to ewidentny dowód na bufonadę i przerost ego- ludzie d tego bufetu chodza, bo mogą nieopuszczajac budynku sadu po prostu coś zjeść, napic się kawy i do głow im nie przychodzi oglądanie jedzących sędziówsmile Taka chęc u innych istnieje tylko w głowie tego pan sędziegosmile
                                                  • elisanet Re: Noblesse oblige... 28.12.14, 12:23
                                                    kora3 napisała:
                                                    > natomiast odpowiedział, że nie chce isc do sadowej kantyny, bo chce cos zjeść
                                                    > przy okazji naszego spotkania
                                                    , a tam chodzą ludzie z zewnątrz i z sądu, ale nie
                                                    > sędziowie, których to ludzi wpuszczać się nie powinno, bo mogą ogladać jedzący
                                                    > ch sędziów

                                                    Pytanie, czy sędzia powinien był w ogóle proponować coś takiego. Spotkanie służbowe, a ten - "chcę jeść!!!". A przyczyna jak pisałam wcześniej, może obawia się utraty szacunku w oczach stron (tak z jego tłumaczenia wynika). Dziwię się w sumie, że zgodził się jeść przy tobie.
                                                  • kora3 Re: Noblesse oblige... 29.12.14, 08:06
                                                    Elisanet - bez przesady, owszem spotkanie służbowe, ale jego charakter jak najbardziej pozwalał na zjedzenie czegos przy okazji. Sytuacja taka nie jest w moich kontaktach zawodowych z ludźmi rzadka.
                                                  • elisanet Re: Noblesse oblige... 29.12.14, 15:32
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Elisanet - bez przesady, owszem spotkanie służbowe, ale jego charakter jak najb
                                                    > ardziej pozwalał na zjedzenie czegos przy okazji. Sytuacja taka nie jest w moic
                                                    > h kontaktach zawodowych z ludźmi rzadka.

                                                    No właśnie, przy okazji, a nie na wstępie komunikowanie rozmówcy "chcę jeeeść", tak jakby nie liczyło się samo spotkanie, a najedzenie się. Wg mnie, ten pan powinien jeśli już, to coś zjeść przed spotkaniem, a już na pewno nie traktować tego jako głównego punktu spotkania służbowego! Po prostu gość niewychowany, i tyle.
                                                  • kora3 Re: Noblesse oblige... 29.12.14, 15:42
                                                    Myslę ze to, czy wypada zaproponować spotkanie służbowe w porze i miejscu obiadowym/ lunchowym zależy przede wszystkim od charakteru spotkania. W tym akurat przypadku nie stało jedno z drugim w żadnej sprzeczności i nie uważam, ze było w tym cokolwieki niewłaściwego
                                                  • elisanet Re: Noblesse oblige... 29.12.14, 16:00
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Myslę ze to, czy wypada zaproponować spotkanie służbowe w porze i miejscu obiad
                                                    > owym/ lunchowym zależy przede wszystkim od charakteru spotkania

                                                    To było niewłaściwe, że na propozycję spotkania od razu wypalił "będę jadł". Nie samo to, że zaproponował spotkanie w porze obiadowej.
                                                  • kora3 Re: Noblesse oblige... 30.12.14, 07:23
                                                    Nie no nie wypalił "Będę jadł"smile Tylko zapytał, czy możemy się umówić w porze lunchu, odpowiedziałam, że oczywiście i wnioskując, że pan będzie chciał jeść zapytałam, czy w sadowej kantynie. pan odpowiedział, ze niekoniecznie i zaproponował inne miejsce, które zaakceptowałam.
                                                  • elisanet Re: Noblesse oblige... 30.12.14, 11:11
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Nie no nie wypalił "Będę jadł"smile Tylko zapytał, czy możemy się umówić w porze l
                                                    > unchu, odpowiedziałam, że oczywiście i wnioskując, że pan będzie chciał jeść za
                                                    > pytałam, czy w sadowej kantynie. pan odpowiedział, ze niekoniecznie i zapropono
                                                    > wał inne miejsce, które zaakceptowałam.

                                                    A, no to sytuacja wygląda inaczej, pan niekoniecznie musiał chcieć jeść. Propozycja "spotkajmy się w porze lunchu" niekoniecznie oznacza wyrażenie chęci zjedzenia lunchu. Zaproponowałaś restaurację, więc to on mógł pomyśleć, że chcesz coś zjeść.