studentka_trzeciego_roku
23.01.15, 14:32
Dużo ostatnio pojawia się tutaj wątków o uczelni i wykładowcach, a i też można znaleźć filmiki instruktażowe w sieci pt. SV na uniwersytecie – prawie każda uczelnia taki zamieszcza, a niektóre mają obowiązkowe zajęcia z SV! No, ale skoro każdy studiuje, a w szkołach dobrych manier nie uczą… to i dużo problemów się pojawia w kontaktach „prywatnych” z prowadzącymi, tzn. poza salą wykładową, np. w stołówce.
I ja dorzucę swoją cegiełkę. Taka głupia sytuacja. Mieliśmy ostatnio wyjazd studyjny, dwudniowy, kilkanaście osób. Z nami był jako opiekun dość młody profesor (uczelniany), bardzo wymagający i niestety przez to ogólnie nielubiany (potrafi oblać połowę roku). Problem był podczas posiłku, bo nagle się okazało, że nikt nie chce siedzieć przy stole obok tego wykładowcy, więc grupa szybko zajęła wszystkie krzesła (instytucja, w której byliśmy zorganizowała w swojej stołówce jeden duży stół dla wszystkich), na jednym z krzeseł studenci zrzucili torby, że niby wszystkie miejsca są zajęte. Wówczas profesorowi wskazano osobny stolik. I tu po raz kolejny wyszło chamstwo, bo studenci zrobili sobie dobrą zabawę z obserwowania go – kilka dni przed wyjazdem zwichnął prawą dłoń, więc faktycznie jadł lewą dość niezgrabnie. Dodam, że gość się chyba zorientował że coś nie halo, bo wstał od stołu i wyszedł.
Zastanawiam się, skąd w Polsce taki brak kultury i empatii u dorosłych ludzi. I zaczęłam się zastanawiać, kto tu „zawinił” – profesor, bo wymaga? Organizatorzy, bo wpadli na pomysł „zintegrowania” prowadzącego z grupą? Szkoła, bo nie uczy dobrych manier? A może rodzice? Już tu kiedyś był wątek studenta, który ma pretensje do wykładowców dosiadających się w stołówce, ale widzę, że to szerszy problem.