Dodaj do ulubionych

Kwestia rozliczenia

01.03.16, 14:11
Zastanawiam się czy mój narzeczony postępuje fair wobec mnie... Na początku lutego minął rok odkąd mieszkamy razem. Decyzję od wspólnym zamieszkaniu podjęliśmy dość szybko, po 3 miesiącach intensywnej znajomości. Przed wprowadzeniem się do niego uzgodniliśmy oczywiście kwestie finansów. On zaproponował, że będę mu płaciła połowę średniego kosztu wynajmu dla tego metrażu, standardu i okolicy -w której ma mieszkanie. Uznałam, że to uczciwe rozwiązanie. I od roku tyle płacę. Nie jest to mało, bo mieszkanie jest w nowym bloku z 2013 roku, położone bardzo dogodnie i w centrum. Średni czynsz za takie mieszkanie wynosi 2000 zł, co zresztą skrupulatnie razem sprawdziliśmy. Ja płacę mu więc 1000 zł miesięcznie. Do tego oczywiście połowę za media i za wspólne zakupy domowe typu środki czystości czy, np. wazon. Wszystko niby w porządku, ale wczoraj dopiero dowiedziałam się, że rata kredytu za mieszkanie, jaką płaci mój chłopak to 1400 zł + 350 zł czynsz. Czyli ja mu spłacam prawę połowę raty kredytu i cały czynsz. Czuję, że coś jest nie w porządku, mimo że jak napisałam, od początku na to sama się zgodziłam. Czy powinnam z nim o tym porozmawiać i jak to zrobić, żeby jego nie urazić? Jak to zrobić grzecznie? I w ogóle jak prawidłowo rozliczać się, gdy mieszka się razem z chłopakiem w jego mieszkaniu?
Obserwuj wątek
    • ortolann Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 14:40
      Wiesz, dziwne było od początku to, że zaproponował Ci do podziału nie faktyczną kwotę, tylko jakąś przybliżoną, ale jednak wydumaną. Nie do końca to jest kwestia savoir vivre, jak mi się zdaje. On miał prawo zaproponować Ci konkretną kwotę, bo to jednak jego mieszkanie. Ty miałaś prawo propozycję przyjąć albo nie. I byłoby OK, gdyby nie fakt, że jesteście parą i jednak tajenie niektórych informacji (a to jednak dość istotna informacja, zwłaszcza, że chodzi o pieniądze) wywołuje jakiś zgrzyt. A jeśli się rozstaniecie kiedyś, to co? Mogłabyś zażądać od niego wtedy zwrotu wkładu w finansowanie jego kredytu. Mógłby, co prawda, wysunąć argument, że po prostu wynajmował Ci to mieszkanie czy jego część, ale czy sporządził na tę okoliczność umowę? Czy ponosiłaś jakieś dodatkowe koszty, do tej pory? Na przykład, jakieś drobne remonty? A ten wazon, po ewentualnym rozstaniu, zabierzesz czy zostawisz? Może dobrze byłoby zbierać paragony i dowody wpłat na to jego mieszkanie? Nie chcę tu podawać w wątpliwość jego uczciwości, chcę tylko wyostrzyć Twoją czujność.
      • bentelka Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 14:48
        Zwrot w razie czego takiej kwoty nie wchodzi w grę. On zawsze chciał, żebym mu pieniądze dawała do ręki, żadnych przelewów itp. Rachunków też żadnych nie zbierałam, on ma swoją firmę i zbiera wszystkie paragony / faktury. W tym rozliczeniu czuję się po prostu, jakbym wynajmowała u niego mieszkanie a nie jakbym była jego dziewczyną. Przykre uczucie. Umowy żadnej na wynajem oczywiście nie mamy, ale w sumie mało kto taką spisuje.
        • koronka2012 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 20:20
          Ja ci się nie dziwię, bo tak to faktycznie można odebrać. To samo można osiągnąć na wiele różnych sposobów, choćby powierzając ci zakupy domowe, czy ustalając wspólny budżet. A tu - jest jakaś przykra kalkulacja... jakby to było, gdyby nie byłoby cię stać na takie opłaty? albo jeślibyś została bez pracy? 3-miesięczne wypowiedzenie?

          I dokładnie to powiedziałabym facetowi - że czujesz się z tym jak lokator, nie jak partnerka - chodzi o uczucia, nie o pieniądze. Nie buduje się związku na bazie księgowych rozliczeń.
        • a.nancy Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 15:21
          "W tym rozliczeniu czuję się po prostu, jakbym wynajmowała u niego mieszkanie a nie jakbym była jego dziewczyną."
          - bo tak właśnie jest. Płacisz wg stawek za wynajem, a nie realnych kosztów. Te 3 miesiące znajomości musiały być faktycznie intensywne smile skoro do tego stopnia zaburzyły Ci percepcję, że zgodziłaś się na taki układ.

          Podsumowując. Pan Cię robi w #$#@$% w brzydkim stylu.
        • mallard Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 15:18
          vivi86 napisał(a):

          > "nie faktyczną kwotę, tylko jakąś przybliżoną"
          >
          > faktycznie czynsz wynosi 350 zł, on sugerował 2000...przybliżoną...hmmmm

          Przeczytaj dokładnie, może zrozumiesz.
    • kratka.1 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 15:10
      Chłopak nie jest w porządku wobec Ciebie. Ponosisz koszty większe niż on, a to przecież jego mieszkanie.Uważam że on Cię wykorzystuje. Powinnaś mu powiedzieć że dowiedziałaś się, że opłaty miesięczne wynoszą 1750 zł. i nie rozumiesz dlaczego masz pokrywać większość tych kosztów.
    • claratrueba Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 15:38
      Najpierw zastanów się, czy w ogóle masz rację, że płacisz za dużo.
      1400+350= 1750: 2= 875 czyli o 125 zł więcej niż połowa obciążeń finansowych bieżących.
      Natomiast pozostaje kwestia wyposażenia, z którego korzystasz- od umywalki i sedesu począwszy, na gniazdkach elektrycznych skończywszy. Jeżeli nie dokładałaś się do tych wspólnie użytkowanych sprzętów to ta różnica 125 zł nie wydaje mi się warta poważnych rozmów.
      To, że płacisz więcej niż narzeczony, który w to wyposażenie mieszkania zainwestował (pół biedy) oraz użerał się z wykonawcami(cała bieda) byście i on i Ty mieszkali wygodnie nie wydaje mi się świadczyć źle o tym panu. Ja wolę rozwiązania proste- mi takie by odpowiadało. Bo przyszłam na gotowe, płacę tyle samo ile zapłaciłabym obcemu, w razie niepowodzenia znajomości nic nikomu nie jestem winna. bo żadnej korzyści finansowej nie odniosłam z tej znajomości.
      • basiastel Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 16:26
        claratrueba napisała:

        płacę tyle samo ile
        > zapłaciłabym obcemu, w razie niepowodzenia znajomości nic nikomu nie jestem win
        > na. bo żadnej korzyści finansowej nie odniosłam z tej znajomości.
        -------------
        Ale korzyść odniósł narzeczony, bo potraktował bliską osobę jak obcą i jako takiej wynajmował mieszkanie, a to dla mnie normalne nie jest. Facet jest cwaniaczek. Podobnie będzie się raczej zachowywał w małżeństwie. Ja bym się w taki układ nie pchała.
          • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 10:13
            karola2122 napisał(a):

            > Dużą korzyść, ponieważ jak się domyślam, otrzymał w pakiecie także seks za free
            > .
            >
            > Czy to, co napisałam, jest niezgodne z SV? suspicious


            Jest przede wszystkim niezgodne z logiką, bo nic nie ma o tym, żeby pani panu za seks placila, zatem nie tylko pan jak się wyrazasz ma seks za free, nie? Kobiety także potrzebują seksu i lubią go - te normalnesmile
          • majaa Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 10:20
            Wybacz, ale rozwala mnie traktowanie seksu w normalnym związku jako formy jakichś rozliczeń. Czy mam rozumieć, że gdyby pani miała takie przekonania, że odmawiała seksu przed ślubem, to wtedy automatycznie pan już miałby prawo pobierać od niej opłaty?
            • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 10:29
              majaa napisała:

              > Wybacz, ale rozwala mnie traktowanie seksu w normalnym związku jako formy jakic
              > hś rozliczeń.


              Mnie też ...


              Czy mam rozumieć, że gdyby pani miała takie przekonania, że odmaw
              > iała seksu przed ślubem, to wtedy automatycznie pan już miałby prawo pobierać o
              > d niej opłaty?


              Dokładnie. Nie mogę w ogóle strawić podejścia do kobiecego seksu na zasadzie prostytuowania się. Ze seks kobiety nie interesuje, nie potrzebuje go, ale oddaje się facetowi za jakieś korzyści. Zastanawia mnie jak można miec takie podejście i jak nieudany musi być seks takich ludzi, że traktują go jako transakcję sad
              Zaraz się mogę hehe "dowiedzieć", że kobieta nie ma ochoty na seks jak ma okres, jest po porodzie, albo operacji woreczka żółciowego smile - ale ja mówię o normalnych kobietach w normalnych sytuacjach.
            • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 14:30
              Bylaby sublokatorką, bo z takimi przekonaniami na wspolne mieszkanie z chlopakiem by sie nie zgodzila.Jesli bylaby przyjaciolka w potrzebie-zarabiac nieladnie ale z drugiej strony to bardzo ciekawa sytuacja. Powiedzmy ze ta potrzeba to nie kilka miesiecy pt trzeba dziewczynie pomoc bo karma itd.ale kilka lat bo tyle trwaja studia. Powiedzmy chlopak -przyjaciel ma mieszkanie i kredyt . Czy korzystanie z uprzejmości przyjaciela przez kilka lat za 1/2 oplat to nie jest wożeniem się na cudzych plecach? Sytuacja zwiazku czyli tego seksu sprawe zmienia zatem nie udawajmy ze to nieznaczacy szczegól.
              • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 14:37
                Babo, jak dla mnie pobieranie od przyjaciela więcej kasy niż wynosi połowa czynszu i innych mediów jako "odstępnego" za WYNAJEM pokoju jest właśnie wożeniem się na cudzych plecach. Na przyjaciołach i innych bliskich się NIE ZARABIA Babo.
                • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 15:12
                  I tadaaam tu sie zgadzamy-przeciez napisałam że nie wypada zarabiac na przyjaciołach.Calkiem chyba wyraznie jak mi się zdawało.
                  Jeśli przyjaciel jest w potrzebie a nie mieszka u nas przez kilka lat bo tyle trwaja studia my mamy kredyt a same nie jestesmy jakos specjalnie zamożne i podnajem w celach zarobkowych bardzo by nam się przydal. mam wrazenie że nie czytasz uwaznie postów na ktore odpisujesz bo widzisz w nich tylko to co Ci pasuje.
                  • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 15:21
                    Czyli jasno i wyraznie-czy jest porzadku żeby PRAWDZIWY przyjaciel(w pelni zdrowia) mieszkał przez kilka lat u przyjaciela splacajacego kredyt za mieszkanie za kwote w warunkach rynkowych niewielką wiedząc że obciązenia przyjaciela sa duże i dobrze przyzwoicie placący podnajemca życie by mu ułatwił? Czy to nie jest sępienie? Kilka miesięcy -tak rózne są sytuacje a przyjaciołom wsparcie sie należy. Ale fundowanie komuś taniego lokum na okres studiów kosztem własnego podpierania się nosem-sorry Gregory, nazwijcie mnie skapa suką.
                    • kora3 Babo 04.03.16, 15:51
                      Nikogo suką nie będę nazywać, bo to jest bardzo niegrzecznie.
                      Natomiast miałabym prośbę, żebyś trzymała się faktów. W tym wątku nic nie ma o tym, że pan ma problemy finansowe. Podobnie ja nie miałam takowych, gdy mój przyjaciel u mnie mieszkał. Lokum nie było w kredycie, ale nawet gdyby było nie pobierałabym od przyjaciela odstępnego w sytuacji, gdy WCALE nie musiałabym podnajmować pokoju w tym mieszkaniu.
                      Ze sobie tanio mieszkał u mnie? No u rodziców chyba jeszcze taniej, bo podobnie jak ja studiował dziennie i nie przypominam sobie, by jego rodzice brali od niego za mieszkanie smile

                      Skupmy się wiec może a sytuacjach podobnych do tej z wątlu, a nie na takioch, gdy właściciel mieszlania nie ma na cjhleb dla siebie i swej 7 dzieci. OK?
                        • kora3 Re: Babo 04.03.16, 16:18
                          Ale Babo, nie idzie o p[isanie o mnie, tylko o pisanie o sytuacjach kompletnie NIEADEKWATNYCH do omawianej. MOJA sytuacja z przyjacielem na studiach była adekwatna do opisanej w tym zakresie, że mieszkanie było moje i nie podnajmowałam pokoju z powodów finansowych. Natomiast Ty piszesz o jakichś sytuacjach, gdy właściciel mieszkania ledwo przędzie, musi odnająć pokój, bo jak rozumiem nie wydala z kredytem. Nie widzisz Babo, ze to sytuacja zupełnie odmienna od tej będącej tematem wątku?
                          • baba67 Re: Babo 04.03.16, 16:38
                            Mnie się wydaje że to kolejny udany kambak liponii-szelesteczki , sądząc po braku reakcji na dyskusję. Niemniej nie jest nigdzie napisane że chłopak jest w znakomitej sytuacji finansowej więc nie wiemy naprawdę co sobie nasza troliczka animacyjna wymyśliła.
                            • kora3 Re: Babo 05.03.16, 08:22
                              Babo, nie jest też nigdzie napisane, ze pan znajduje się w złej sytuacji finansowej. Tak mam, ze lubie trzymać się FAKTOW, a dla nas na forum faktem jest siłą rzeczy to, co wątkodawcę napisze o danej sytuacji.
                              Można oczywiście odejść od głównego nurtu i pogadać o INNYCH sytuacjach, ale nie należy transponować ich na grunt głownego tematu, jeśli nijak się o niego mają.
                              PS. Nadal mi nie podpowiedziałaś, jak sobie wyobrażasz wsołprowadzenie domu przez domownika przebywającego stale poza nim przez 5,5 dyby w tygodniu smile
                              • baba67 Re: Babo 05.03.16, 09:21
                                Mniej często niż facet co zachodzi często podejrzewam. Gdyby kobiety potrzebowały tyle co męzczyżni domów publicznych hetero dla kobiet byłoby tyle samo co dla mężczyzn, zatem z tym nie ma dyskusji.Zatem jest układ-nie związek. Pani potrzebuje 2 razy pan 7 razy w tygodniu. W układzie jest w plecy 5 razy, zatem koszty polowanka trzeba tu doliczyć. W zwiążku kobieta w imię wzajemnych relacji jakoś trochę wbrew chęci ale wciąż z dobrą wolą(mój ci on) te potrzeby zaspokoi.Stąd uwaga o tym żę pani MOZE chciec tyle co pan (ale na ogól tak nie bywa).
                                • kora3 Re: Babo 05.03.16, 09:39
                                  baba67 napisała:

                                  > Mniej często niż facet co zachodzi często podejrzewam.


                                  Na jakiej podstawie tak uważasz?


                                  Gdyby kobiety potrzebowa
                                  > ły tyle co męzczyżni domów publicznych hetero dla kobiet byłoby tyle samo co dl
                                  > a mężczyzn, zatem z tym nie ma dyskusji


                                  Babo, pleciesz kompletne bzdury. Fakt, że wspomnianych domów publicznych jest mniej dla pań czy raczej było mniej, a nawet ongiś - wcale, nie wynika moja droga z mniejszych potrzeb seksualnych kobiet, tylko z norm społecznych wynikających głownie z religii.
                                  Gdybys sięgnęła do historii starzytnego Rzy,u, czy Grecji, albo Słowian dowiedziałabyś się, że przed chrześcijaństwem kobiety rownie często korzystały z uciech cielesnych, jak mężczyźni. Także z uciech oferowanych płatnie, czy też z niewolników. smile
                                  To religia uczyniła z kobiecego seksu coś złego. Nie bierze tego za hehe atakk na religie, to jest zwyczajnie fakt - poczytaj ...

                                  .Zatem jest układ-nie związek. Pani potr
                                  > zebuje 2 razy pan 7 razy w tygodniu.


                                  Ta pani to jakaś chora jest? Jaka normalna kobieta potrzebuje seksu zaledwie 2 x w tygodniu?


                                  W układzie jest w plecy 5 razy, zatem kosz
                                  > ty polowanka trzeba tu doliczyć


                                  Babo, Twoje podejście do seksu i kobiet jest zwyczajnie obrzydliwe ....


                                  . W zwiążku kobieta w imię wzajemnych relacji ja
                                  > koś trochę wbrew chęci ale wciąż z dobrą wolą(mój ci on) te potrzeby zaspokoi.S
                                  > tąd uwaga o tym żę pani MOZE chciec tyle co pan (ale na ogól tak nie bywa).


                                  Skad Ty wiesz, ze nie bywa? Babo, Ty nie masz pojęcia o fizjologii własnej płci ! Owszem, libido jest cecha OSOBNICZĄ. Sa ludzie mający większe i mający mniejsze- płeć nie ma tu NIC do rzeczy. Dwa - jasne - menstruacja, ciąża, okres poporodowy sprawiakją, ze w tym czasie kobieta może mieć mniejsza ochote na seks, albo mieć, ale nie moc tradycyjnie uprawiaćsmile Ale to sa okresy PRZRJSCIOWE. Tak, stres, nerwy, choroba zmniejszają na ogół libido, ale tak u pań, jak u panow Babo.
                                  Ty Babo przepraszam, ale tkwisz w temacie już nie w XIX wieku, ale w średniowieczu smile Wówczas uważano, że kobieta seksu nie potrzebuje, a poddaje się mu by zadowolić mężczyznę i mieć potomstwo. Jeśli w tamtych czasach kobieta lubiła seks była uznawana za opetana przez demona. No to kobiety udawały, ze nie lubią - proste. Nie było męskich nałożnic, ani domów publicznych dla pań, bo potrzeba seksualna kobiety była czymś wstydliwym. Tymczasem w czasach starożytności zupełna norma było, że w bardzo wielu kulturach, także słowiańskiej kobiecy seks i potrzeby kobiet w tym zakresie były czyms normalnym. Wyszliśmy Babo z mroków średniowiecza smile , a ty powtarzasz takie bzdury. smile
                                  >
                                  • baba67 Re: Babo 05.03.16, 10:04
                                    Napisałam. Odmawiam ośmieszania sie poprzez dyskusję o rzeczach oczywistych.
                                    mamy kraje laickie gdzie już dawno nikt się religia nie przejmuje (prócz muslimów) i jakoś nie ma tylu hetero domów publiczny dla kobiet ile dla męzczyzn mało tego jakoś gwaltownej tendencji wzrostowej nie widać. Tak korciu faceci tez czasem mają okres tylko się zwyczajnie tego wstydza.
                                    • kora3 Re: Babo 05.03.16, 10:20
                                      Babo, nie ośmieszaj się smile Poserfuj w necie, to zobaczysz, ze sporo panów oferuje swe usługi seksualne i popyt jest (tak, wiem zaraz napiszesz, ze pewnie korzystam). Poogladaj sobie też reklamy, to zobaczysz ile jest reklam srodków wspomagających dla panów (tak wiem, zaraz napiszesz, ze mój partner bierze smile). Skoro kobietom seks nie ejst potrzebny, to po jakie licho chłopy to biorą, żeby móc się kochac?smile
                                      Babo, kobiety okres największego libido mają pomiędzy mniej więcej 25 a 50 rż. Faktycznie statystycznie w wieku, w którym u chłopców szaleją hormony w wieku dojrzewania i po nim, u dziewczynek nie ma jeszcze chęci na seks - na ogół statystycznie. Ale taki stan się bynajmniej nie utrzymuje Babo smile
                                      W wieku starszym u obojga płci libido statystycznie spada. U kobiet przeważnie po menopauzie dość znacznie. ALE w tym watku mówimy nie o nastolatkach i nie o ludziach 60+ tylko o ludziach młodych! Ty o młodej kobiecie piszesz, że potrzebuje seksu 2 razy w tyg? Jasne, sa takie osoby, ale nie statystyczna w tym wieku. Jeśli kobieta zdrowa, normalna, nei w stresie i nie w jakiejś ekstremalnej sytuacji ma tak niskie portrzeby seksualne, to albo jest wyjątkowo mało temperamentna, albo ma kijowego partnera seksualnego - taka prawda.
                                    • minniemouse Babo, kobiety bardzo maja ochote na sex, ale... 09.03.16, 01:02
                                      .. po prostu nie maja go z kim miec. 80%-90% mezczyzn jest do niczego w lozku big_grin

                                      baba67 napisała:
                                      jakoś nie ma tylu hetero domów publiczny dla kobiet ile dla męzczyzn mało tego jakoś gwaltownej tendencji wzrostowej nie widać.

                                      cytat z artykulu:

                                      Od niedawna dopiero seksualność kobiet opisują kobiety. Wcześniej robili to mężczyźni, w tym Zygmunt Freud, a ich tezy okazały się w wielu miejscach błędne.

                                      Część fałszywych przekonań pokutuje do dziś.


                                      Freud sie mylil bo to facet (normalne)

                                      . Facet często uprawiający seks jest postrzegany jak macho, a kobieta jako rozwiązła.

                                      prawda o kobiecej seksualnosci

                                      mam nadzieje Babo ze wpierw przeczytalas te chociaz dwa linki bo Babo, z calym szacunkiem i przeproszeniem, ale strasznie pi ....rzysz.
                                      Aby bylo "tyle domow publicznych dla kobiet... " i "tendencja wzrostowa",
                                      (jak nie wiecej) to przede wszystkim mentalnosc Bab musialaby sie zmienic.
                                      Jak moga takowe w ogole istniec, skro ty pierwsza mieszaz z blotem kazda kobiete ktora smie miec "seks pozamalzenski" ?
                                      "cihodajka, dupodajka, szmata, prostytutka ... " itp to sa twoje wlasne najlzejsze okreslenia na kobiety ktore smia otwarcie okazywac swoja normalna seksualnosc.


                                      dalej, poza "Babami" odwiecznie i sluzace wlasnym interesom szownistyczne a agresywne utrzymywanie meskiej polowy (bo tego opinia sie nawet nie da nazwac!) ze kazda kobieta ktora nie jest dziewica, albo co gorsza, ma kilku partnerow to automatycznie "k..a",
                                      (chociaz jakos nie widza problemu z sypianiem z dokladnie 'takimi') - zbytnio nie daje kobietom swobodnie okazywac swojej seksualnosci.

                                      Skad to sie wywodzi, oczywscie z od zarania wiekow nierownosci genderowej gdzie mezczyzni zawsze usiluja (juz coraz mniej skutecznie) wymusic na kobietach zniewolenie, po prostu.
                                      Zniewolenie osiaga sie nie tylko sila fizyczna, ale i slowam = "ja jestem facet to mi wolno, a kobieta jest zaraz dziwka. (czemu ty Babo bezmyslnie przyklaskujesz, i tymze pozwalasz sie nazywac dziwka, suka, itd)

                                      Najgorsze w tym jest nawet nie (i w sumie do zrozumienia) ta odwieczna chec meskiej dominacji a biernie poddawanie sie temu kobiet , jak ty to robisz, Babo.
                                      I jak ty sobie w takich warunkach wyobrazasz, ze kobiety zaloza sobie burdele??? LOL

                                      Kobiety maja taki sam apetyt seksualny jak mezczyzni, z tym ze jak pisalam na samym poczatku jeszcze musza miec go z kim miec.
                                      Sztuka kochania to jak sama nazwa wskazuje - jest SZTUKA, ktora zna moooze 1 na 50 facetow albo nawet jeszcze mniej.
                                      reszta to kiepskie tloki -roboty, najczesniej o 5-10 minutowym dzialaniu.
                                      ktora kobieta ma z takim ochote na seks??? a jak ma nieszczescie wyjsc za takiego..
                                      (a propos, jesli w/g ciebie kobiecie wystarcza Babo 2 razy w tygodniu, to tylko nieodparcie wprawia mnie pewna rzecz w zadume .... wink )

                                      Odkrylam zaledwie czubek gory lodowej o seksualnosci kobiet niemniej mam nadzieje ze ci to da do myslenia, Babo smile
                                      polcam tez zaczac czytac lektury ( z ktorym mam wlasna wiedze) na temat PRAWDY o "kobiecej checi na seks". byle nie od ksiedza proboszcza i innych podobnych facetow.. smile

                                      Minnie
                                      • kora3 Dokladnie Minnie 09.03.16, 10:29
                                        Niezmiernie drażni mnie mizoginizm Baby i jej taka jakaś pogarda dla kobiet sad - w zasadzie kobiet w każdej sytuacjisad Kobieta zarabia i partycypuje w kosztach wspólnego mieszkania - jest głupia, "daje" za darmo. nie partycypuje - jest utrzymanką, lubi seks - jest jakaś dziwna, prawie jak dzi...wka. nie lubi - poddaje się się mu dla korzyści - czyli jak naprawdę dzo...wka.
                                        Nie wiem czy Babę wychowano w takim patriarchalnym systemie, ze nie umie zweryfikować swych poglądów na relacje damsko-meskie, w tym także seksualne. sad
                                        Przecież te mity w temacie mniejszych potrzeb seksualnych po stronie pań niż panow nauka JUZ DAWNO obaliła!!!!
                                        Bo już dawno odkryto, ze libido (ogólnie) jest cechą osobniczą a nie płciowąm a Baba wciąż te głupoty powtarza jako prawdy hehe objawione.

                                        Co do tego, że oanie chcą, a nie mają z kim - w sensie panowie sa mówiąc kolokwialnie kiepscy w łożkach smile Może to być smytna prawda, niestety także spowodowana postawą pań - nierzadko podobną do Babinej sad
                                        Zarówno kobieta, jak i męzczyzna musi się seksu nauczyć. To nie jest tak, ze wszyscy umiemy jak oddychać czy wydalać. Człowiek musi poznac swoje zarówno ciało, jak i psychiczne preferencje seksualne oraz ciało i te preferencje u partnera. Jasne zdarza się, ze para idzie do kłozka i od pierwszego razu jest jej cudownie, ale to dotyczy raczej doświadczonych już seksualnie ludzi, którzy po prostu siebie w tym względzie dobrze znają, a drugą strone poprarfią szybko "rozpracować". Kobiety mają nierzadko problem w zwyczajnym przedstawieniu swoich seksualnych oczekiwań. Boją się, ze raz wyjdą na rozwiązłą (vide podejście Baby), albo zranią faceta tym, ze nie postrzegają go jako kochanka idealnego.

                                        Dlatego często nie sygnalizują nawet co sprawia im szczególna przyjemnośc, czego oczekiwałyby. A ponieważ to się nie pojawia, to takiemu panu wydaje się, ze jeśli ma standardowy rozmiar i nie ma problemów z erekcją, to wszystko jest ok. Tymczasem nie ejst, bo kobieta udaje orgazm, a tak naprawdę nie znajduje satysfakcji w seksie, więc nie dązy doń z tym partnerem, albo wcale.
                                        Być może teraz ja zabrzmie stereotypowo smile, ale panowie sa mniej seksualnie skomplikowani statystycznie niż panie. Większosć z nich uważa seks za udany, gdy partnerka pociąga ich seksualnie, nie ma jakichś skrajnych zahamować typu tylko "po bożemu" i przy zgaszonym swietle i nie jest za bardzo no nie czarujmy się luźna, to w zasadzie 80 proc. panów uznaje seks za udany. Natomoiast panie wbrew temu co Baba uważa mają znacznie bardziej zróżnicowane oczekiwania seksualne wobec panów. Jeśli wstydzą się je wyrazić, a pan jest niedomyślny, to z ich strony seks przez pana uznawany za wspaniały przez nie postrzegany może być jako beznadziejny.
                                          • kora3 Re: Dokladnie Minnie 09.03.16, 10:41
                                            Dlaczego zaraz "wykład" Maju?smile
                                            Ot kilka zdań prawdy. Te teksty Baby wygłaszane tonem ex cathedra, a tak naprawdę bedące stekiem bzdur i stereotypów dokładnie obrazują to, co zapodala Minnie.
                                            NADAL sa w naszym kraju kobiety, które uważają kobiecy seks za czynnik niezbędny do zaspokajania mężczyzny w celu osiagniecia jakiejś korzyści (niekoniecznie materialnej, bo także jak czytamy społecznej) i ewentualnie drogę do posiadania potomstwa. Przeciez to jest straszne Maju sad Takie kobiety w takim duchu wychowują Maju swoje dzieci - córki i synów. Corki na zahamowane kobiety niepotrafiące mówic o swej seksualności i potrzebach, a synów na typów przekonanych, że "baba mu daje, żeby coś z tego mieć" sad
                                        • minniemouse Re: Dokladnie Minnie 12.03.16, 07:07
                                          kora3 napisała:
                                          i nie jest za bardzo no nie czarujmy się luźna,

                                          "nie czarujmy sie "luzna" " ???? a moze po prostu, nie czarujmy sie, czlonek jest miniaturowy?


                                          facet jest zawsze perfect, kobieta - nigdy, jak nie jedno to drugie.. uncertain..

                                          Minnie
                                          • kora3 Re: Dokladnie Minnie 12.03.16, 07:35
                                            minniemouse napisała:


                                            > "nie czarujmy sie "luzna" " ???? a moze po prostu, nie czarujmy sie, czlonek
                                            > jest miniaturowy?

                                            > facet jest zawsze perfect, kobieta - nigdy, jak nie jedno to drugie.. uncertain..


                                            Ależ wcale nie Minnie, dana kobieta może być dla danego pana za luźna, a dany pan dla danej pani - za mały.
                                            Działa to w OBIE stronny, przy czym panowie mają gorzej tutaj. Bo o ile pani nie po 5 porodach SN na ogół jest ok dla przeciętnego pana, to dla wielkiej liczby pan rozmiar ma znaczenie bynajmniej nie dlatego, ze są jakies wyeksploatowane smile Pan z małym penisem jest dalece mniej atrakcyjny, niż pan z większym - w łóżku rzecz jasna. Może nadrabiać innymi sprawami, ale i tak jest na starcie przegrany raczej
                                            • minniemouse Re: Dokladnie Minnie 12.03.16, 07:41
                                              kora3 napisała:
                                              Bo o ile pani nie po 5 porodach SN na ogół jest ok dla przeciętnego pana,

                                              a jak po pieciu porodach to co? zbyt rozepchana i na smietnik z taka wielka stara rura?

                                              Minnie
                                              • kora3 Re: Dokladnie Minnie 12.03.16, 07:54
                                                Minnie, no nie czarujmy się - pochwa się regeneruje, ale też do pewnego momentu. Obecnie rzadziej się zdarza, ze porody tak bardzi ja deformują, bo obecnie duza wielkośc płodu jest bezwględnym wskazaniem do CC tak ze względu na matke, jak i przede wszystkim dziecko. No, ale już po zwyczajnych porodach SN pochwa jest znacznie luźniejsza niż u kobiet, które nie rodziły SN. To jest kolejny temat tabu - poniekąd. Tymczasem są specjalne ćwiczenia pozwalające to zniwelować, a także operacje plastyki także wewnętrznej pochwy.
    • pavvka Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 16:25
      A gdybyś wynajmowała to mieszkanie od obcej osoby, to też miałabyś pretensje że płacisz więcej niż koszty ponoszone przez właściciela co miesiąc?

      Zresztą bieżące wydatki wyliczone w taki sposób jak to zrobiłaś mają się nijak do rzeczywistej wartości mieszkania. Powiedzmy że narzeczony przed zakupem mieszkania zaoszczędziłby dużą kwotę i w ogóle nie musiałby brać kredytu: czy w takim przypadku uznałabyś że całkowita wartość mieszkania w tym mieszkaniu to tylko 350 zł czynszu/ miesiąc? A gdyby z kolei wziął kredyt na krótki okres i spłacał raty po 10.000 zamiast 1400? (załóżmy że zarabiałby tyle że byłoby go stać) Mieszkanie nadal byłoby to samo, a miesięczne wydatki pieniężne radykalnie inne.
      • basiastel Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 16:32
        Żaden normalny facet nie oczekuje od narzeczonej, że będzie spłacała jego kredyt i nie oblicza skrupulatnie kosztów wszystkiego co sobie wcześniej kupił, domagając się pieniędzy za tego użytkowanie. Pisałaś, że facet ma swój biznes, to lichwiarz?
      • salsa.lover Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 20:34
        pavvka napisał:

        > A gdybyś wynajmowała to mieszkanie od obcej osoby, to też miałabyś pretensje że
        > płacisz więcej niż koszty ponoszone przez właściciela co miesiąc?
        >

        Gdyby wynajmowała od obcej osoby to mogłaby sama wybrać gdzie mieszka i na jaki czynsz ja stać. Autorka pisze, że te #2000 to dla niej nie jest mało no ale tyle wynosi rynkowy czynsz bo blok nowy, dogodnie położony.
        Trudno się oprzeć wrażeniu, że dla pana to zwykła transakcja rynkowa i jego dziewczyna spłaca większą część jego kredytu bez żadnych praw do tego mieszkania w razie czego. Niezbyt uczciwe.
        Przypomina mi to znajomych, gdzie on zarabiał sporo więcej, ona dużo mniej. On się upierał, że chce mieszkać w droższej dzielnicy, ale czynsz dzielić na pół. Jak jeździli na wakacje to pan wybierał droższe hotele, bo jego stać, ale potem koszt wakacji dzielił po połowie.
        Moim zdaniem uczciwie byłoby wobec osoby którą się kocha powiedzieć, jakie są faktyczne koszty tego mieszkania (rata+ czynsz+rachunki) i to ewentualnie dzielić na pół.
        • ann.38 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 20:49
          salsa.lover napisała:
          > Moim zdaniem uczciwie byłoby wobec osoby którą się kocha powiedzieć, jakie są f
          > aktyczne koszty tego mieszkania (rata+ czynsz+rachunki) i to ewentualnie dzieli
          > ć na pół.
          Rata kredytu, to nie jest koszt. Jaką logiką kierujesz się, uważając, iż partner ma spłacać czyjś kredyt? Jakie poświadczenie wydałabyś partnerowi za dorzucenie Ci do kredytu? Zgodziałabyś się poświadczyć, że spłaca Ci połowę kredytu? Bo jak nie, to jednak umowa najmu, tyle, że nie jak w tym poście po cenie rynkowej, ale w wysokości połowy raty, ale jednak uczciwie byłoby dokumentować wpłaty partnera.
          • salsa.lover Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 21:02
            ann.38 napisał(a):

            > Rata kredytu, to nie jest koszt. Jaką logiką kierujesz się, uważając, iż partne
            > r ma spłacać czyjś kredyt?


            Ależ ja nigdzie nie napisałam, że partner ma spłacać czyjś kredyt. Wręcz przeciwnie. Wyraźnie napisałam, że uważam iż facet autorki jest nie w porządku.

            Ale też nie uważam, że autorka powinna tam mieszkać za darmo, bo to nie jej mieszkanie i nie jej kredyt. Dach nad głową kosztuje. I tu akurat faktyczna rata kredytu jest jakimś realnym kosztem co miesiąc, który ponosi jej facet, więc podzielenie tego na pół jest jednym ze sposobów rozliczenia się pary.

            • ann.38 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 21:30
              salsa.lover napisała:
              > Ale też nie uważam, że autorka powinna tam mieszkać za darmo, bo to nie jej mie
              > szkanie i nie jej kredyt. Dach nad głową kosztuje. I tu akurat faktyczna rata k
              > redytu jest jakimś realnym kosztem co miesiąc, który ponosi jej facet, więc pod
              > zielenie tego na pół jest jednym ze sposobów rozliczenia się pary.
              >
              Rata kredytu jest spłatą ceny mieszkania, tak, aby stało się ono własnością spłacającego. Kosztem mieszkania jest czynsz i rachunki.
              • salsa.lover Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 21:42
                ann.38 napisał(a):


                > Rata kredytu jest spłatą ceny mieszkania, tak, aby stało się ono własnością spł
                > acającego. Kosztem mieszkania jest czynsz i rachunki.

                Jasne, a gdzie dają takie mieszkania gdzie płaci się tylko czynsz i rachunki i nie trzeba płacić ani wynajmu ani raty kredytu?
                Autorka nie jest w sytuacji gdzie mieszkanie posiada więc albo musiałaby sama wynajować albo sama sobie wziąść kredyt. Wprowadziła się do faceta i korzysta z faktu, że to on ma kredyt i mieszkanie. No chyba, że promujesz postawę na sępa, gdzie pani wprowadza się do pana i przechodzi na jego utrzymanie a sama zarabia na swoje waciki.
                • ann.38 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 22:23
                  salsa.lover napisała:
                  > Jasne, a gdzie dają takie mieszkania gdzie płaci się tylko czynsz i rachunki i
                  > nie trzeba płacić ani wynajmu ani raty kredytu?
                  > Autorka nie jest w sytuacji gdzie mieszkanie posiada więc albo musiałaby sama w
                  > ynajować albo sama sobie wziąść kredyt. Wprowadziła się do faceta i korzysta z
                  > faktu, że to on ma kredyt i mieszkanie. No chyba, że promujesz postawę na sępa,
                  > gdzie pani wprowadza się do pana i przechodzi na jego utrzymanie a sama zarabi
                  > a na swoje waciki.

                  Mogłabyś zacytować z czego wywnioskowałaś, że proponuję aby pani była na utrzymaniu pana i zarabiała tylko na swoje waciki?

                  W Polsce mieszkania bez kredytu i bez czynszu za najem, jedynie z "normalnym" czynszem, to komunalne, zakładowe i spółdzielcze. Ale nie ma to znaczenia, bo rata kredytu nie ma związku z wprowadzeniem się partnera- ani właściciel nie wziął kredytu z powodu tej wprowadzonej osoby, ani ta rata się nie zwiększa. Jest to wyraźne zarabianie na partnerze. Gdyby partner nie posiadający mieszkania nie wprowadził się do posiadającego, to mógłby być może kupić własne i spłacać swój własny kredyt. Jak chce się mieszkać razem, to trzeba szukać sprawiedliwych rozwiązań.
                  • salsa.lover Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 22:50
                    ann.38 napisał(a):

                    > W Polsce mieszkania bez kredytu i bez czynszu za najem, jedynie z "normalnym" c
                    > zynszem, to komunalne, zakładowe i spółdzielcze. Ale nie ma to znaczenia, bo ra
                    > ta kredytu nie ma związku z wprowadzeniem się partnera- ani właściciel nie wzią
                    > ł kredytu z powodu tej wprowadzonej osoby, ani ta rata się nie zwiększa. Jest t
                    > o wyraźne zarabianie na partnerze. Gdyby partner nie posiadający mieszkania nie
                    > wprowadził się do posiadającego, to mógłby być może kupić własne i spłacać swó
                    > j własny kredyt. Jak chce się mieszkać razem, to trzeba szukać sprawiedliwych r
                    > ozwiązań.


                    Wybacz ale nie za bardzo rozumiem z czym w moich wypowiedziasz dysputujesz, bo w zasadzie piszesz to samo co ja. Też uważam, że w obecnym układzie pan z niej nieładnie ciągnie i to ona spłaca większą część jego kredytu bez żadnych praw do mieszkania.
                    Tyle że z drugiej strony rata kredytu to jest jednak miesięczny koszt dla tego kto musi to płacić i jeśli pani wprowadziła się do pana to jednak powinna spodziewać się jakoś finansowo współuczestniczyć. Jest dorosła, pracuje więc w zasadzie normalne, że powinna się dokładać do kosztów wspólnego gniazda.

                    Autorka jakoś nie pisze, że posiada zakładowe, komunalne czy inne mieszkanie w którym mogłaby mieszkać i nie płacić za wynajem czy kredyt.
                    Nigdzie też nie powiedziane, że gdyby nie mieszkała z tym panem to już tak hop siup mogłaby sama sobie wziąść kredyt na siebie, nic nie wiemy o jej zarobkach ani zdolności kredytowej.
                    Gdyby pan nie mieszkał z nią to oczywiście że mógłby zmniejszyć miesięczny koszt kredytu, na przykład biorąc sobie współlokatora.
                    • ann.38 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 22:58
                      Salsa, to może zdecyduj się wreszcie, czy ona ma spłacać część jego kredytu czy nie. Bo piszesz, że pan nieładnie bierze od niej na spłatę kredytu a potem, że skoro dosrosła, to powinna do raty dokładać. "Jakoś finansowo wsółuczestniczyć" owszem powinna, ale w kosztach, czyli czynsz i rachunki- z tym chyba nikt nie dyskutuje.
                      • salsa.lover Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 23:08
                        ann.38 napisał(a):

                        > Salsa, to może zdecyduj się wreszcie, czy ona ma spłacać część jego kredytu czy
                        > nie. Bo piszesz, że pan nieładnie bierze od niej na spłatę kredytu a potem, że
                        > skoro dosrosła, to powinna do raty dokładać. "Jakoś finansowo wsółuczestniczyć
                        > " owszem powinna, ale w kosztach, czyli czynsz i rachunki- z tym chyba nikt nie
                        > dyskutuje.


                        Ależ ja jestem jak najbardziej zdecydowana i pisałam o tym już w moim pierwszym poście smile
                        Oczywiście że uważam iż pani powinna finansowo współuczestniczyć poprzez na przykład płacenie połowy wysokości raty kredytu+połowa czynszu+połowa rachunków.
                        Jeśli pani oczekuje, że będzie płacić TYLKO połowę czynszu + połowę rachunków to przegina w drugą stronę.
                        Nieładne jest to, że pan zawyżył sporo kwotę i bierze od niej cenę rynkową a nie rzeczywiste koszta przez niego ponoszone, co byłoby uczciwsze. No jaśniej już nie umiem wytłumaczyć.
                        • ann.38 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 23:22
                          No więc nie pisz, że piszesz, to samo, co ja, bo kwestia pobierania kasy na poczet spłaty kredytu, to zasadnicza różnica. Jeżeli uważasz to za uczciwe rozwiązanie, to masz pewnie pomysł, jak to opisać/dokumentować, bo trudno żeby dawać komuś takie kwoty tak sobie. Płacąc za wynajem mamy umowę i wynikające z tego prawa. Są też różne sytuacje życiowe, kiedy musimy udokumentować swoje dochody i wydatki, więc to musiałoby być jasno rozwiązane.
                          • salsa.lover Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 09:52
                            ann.38 napisał(a):

                            > No więc nie pisz, że piszesz, to samo, co ja, bo kwestia pobierania kasy na poc
                            > zet spłaty kredytu, to zasadnicza różnica. Jeżeli uważasz to za uczciwe rozwiąz
                            > anie, to masz pewnie pomysł, jak to opisać/dokumentować, bo trudno żeby dawać k
                            > omuś takie kwoty tak sobie. Płacąc za wynajem mamy umowę i wynikające z tego pr
                            > awa. Są też różne sytuacje życiowe, kiedy musimy udokumentować swoje dochody i
                            > wydatki, więc to musiałoby być jasno rozwiązane.


                            Odnoszę wrażenie, że nie czytasz tego co napisałam.
                            To czy pan pobiera od pani kasę _na poczet spłaty kredytu_ czy pobiera kasę za to że pani u niego mieszka to już tak naprawdę szczegół. Pani mieszka w jego mieszkaniu. Pan bierze od niej pieniądze. To jest niezaprzeczalny fakt. A czy pan tę kasę wyda na spłatę kretytu czy nowy motor to już naprawdę jego sprawa.
                            Nie wiem też co ma konieczność udokumentowania wpłat do rzeczy z wysokością opłaty jaką pan sobie zaśpiewał. Jak już ustaliliśmy oni są parą, zdaje się zaręczeni więc nie mieszajmy tutaj umowy najmu i praw lokatora z tego wynikających bo to nie ta sytuacja.
                            Pani daje panu takie kwoty bo tak się umówili i tak to bywa w związku, są związki gdzie mąż zarabia i oddaje wypłatę żonie i trudno by domagał się od żony pokwitowania i udokumentowania.
                            Nieuczciwe moim zdaniem jest, że pan chce na swojej partnerce zarobić (ie wysokość obecnej opłaty) ale też nieuczciwe byłoby gdyby pani oczekiwała, że będzie tam mieszkać za darmo (albo tylko za rachunki).
                • basiastel Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 07:36
                  Istnieje spora różnica między spłacaniem kredytu własnego i cudzego. To autorka finansując zakup mieszkania nigdy nie stanie się jego właścicielem.
                  Na dokładkę, wolnorynkowa cena wynajmu zakłada spory zysk dla wynajmującego, a zarabianie na narzeczonej, której dochody są zdaje się mocno ograniczone, nie jest fajne.
                  Skoro facet na "dzień dobry" okazał się cwaniakiem, to będzie wykorzystywał autorkę przez całe życie.
                • pierwszykot Re: Kwestia rozliczenia 07.03.16, 20:31
                  Tylko ze wtedy należy takie rozliczenie nazwać wynajmem (-wtedy wynajmujący poprostu zarabia na swoim mieszkaniu) a nie dorzucaniem się do czynszusmile. Bo przecież jak wynajmujemy od kogoś to nie interesuje nas jego rata ani sposób finansowania mieszkania ani koszty wyposażenia. No chyba że dziewczyna będzie współwłaścicielem mieszkania smile w końcu splatają ten kredyt razemsmile. W przeciwnym razie gość zwykły cwaniak który do tego wynajmuje na czarno i nie płaci podatku
    • vilez Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 17:07
      Wydaje mi się, że tu nie o kredyt chodzi, ale o to,  że policzył Ci po cenach rynkowego wynajmu. Kredyt to jego sprawa, sam sobie spłaca swoją własność.
      Nie wydaje mi się normalne, że się partnerowi liczy tak, jakby podnajmował mieszkanie komuś obcemu.
      Rozumiem współfinansowanie kosztów utrzymania: czynsz+media+ chemia porządkowa itp. Ale reszty- nie. Facet na Tobie zarabia. Dziwne.
      • pavvka Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 18:04
        "Nie wydaje mi się normalne, że się partnerowi liczy tak, jakby podnajmował mieszkanie komuś obcemu.
        Rozumiem współfinansowanie kosztów utrzymania: czynsz+media+ chemia porządkowa itp. Ale reszty- nie. Facet na Tobie zarabia. Dziwne."

        No tak, w tym punkcie zgoda. Rynkowa cena wynajmu ma przynieść właścicielowi nieruchomości zysk. Zarabianie kosztem własnego partnera życiowego jest nieco podejrzane.

        Z drugiej strony zastanawiam się czy reakcje na forum byłyby takie same gdyby zamienić tu role partnerów - dziewczyna jako właścicielka mieszkania i facet jako narzeczony-współlokator płacący rynkową stawkę.
        • angazetka Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 18:28
          >> Z drugiej strony zastanawiam się czy reakcje na forum byłyby takie same gdyby zamienić tu role partnerów - dziewczyna jako właścicielka mieszkania i facet jako narzeczony-współlokator płacący rynkową stawkę.

          A to jakaś różnica?
        • basiastel Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 19:31

          > Z drugiej strony zastanawiam się czy reakcje na forum byłyby takie same gdyby z
          > amienić tu role partnerów - dziewczyna jako właścicielka mieszkania i facet jak
          > o narzeczony-współlokator płacący rynkową stawkę.
          ------------------
          Wierzysz, że jakiś facet dałby tak na sobie zarabiać?
          Sytuacja bardzo nienormalna i bardzo źle świadcząca o narzeczonym - jest wyrachowany.
          >
        • vilez Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 21:30
          > Z drugiej strony zastanawiam się czy reakcje na forum byłyby takie same gdyby zamienić tu role
          > partnerów - dziewczyna jako właścicielka mieszkania i facet jako narzeczony-współlokator płacący > rynkową stawkę.

          Myślę, że płeć nie ma tu znaczenia. Ale rozumiem, o co Ci chodzi. Faktycznie do niedawna większy wkład finansowy mężczyzny nie budziłby powszechnego zdziwienia (albo przynajmniej- mniejsze, niż dziś).
    • mocno.zdziwiona Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 18:02
      Wg mnie kwota jest w porządku biorąc pod uwagę realia rynku. Z tym że jest to kwota dla osoby obcej, na której się zarabia. W tym przypadku uważam, że mężczyzna postępuje niezbyt ładnie, choć temat nie powinien być rozważany na gruncie SV. Sądzę, że warto porozmawiać uczciwie mówiąc, że czujesz się wykorzystywana i jest Ci przykro. I podać konkretne argumenty i wyliczenia. Niech partner wytłumaczy swoje racje, może wypracujecie inny sposób postępowania. Nie ma jednego prawidłowego sposobu rozliczania się gdy mieszka się z kimś bliskim w mieszkaniu doń należącym. Na forach kobiecych często spotyka się rozwiązanie takie, że właściciel spłaca ratę kredytu a partner opłaca czynsz albo dokładanie do wspólnego budżetu kwoty proporcjonalnej do zarobków (czyli osoba, która zarabia dużo lepiej płaci więcej niż partner ze skromniejszą pensją). Wasz układ odbieram jako współlokatorski, nie narzeczeński. I Ty chyba też, więc warto ten temat omówić.
    • annthonka Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 19:39
      Dziwny ten ukłąd od samego początku, skoro facet proponuje swojej partnerce życiowej rozliczenia w oparciu o średnie rynkowe ceny wynajmu.

      W moim odbiorze jest to relacja właściciel - sublokator.
    • ann.38 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 20:25
      Dziwna ta historia. Na początku, kiedy autorka się wprowadzała i liczyli po cenach rynkowych, to myślała, że jest taki zbieg okoliczności i ta kwota, to tyle, ile połowa jego opłat? Jeżeli to narzeczony, to autorka wspomniałaby o tym, że zastanawiała się, co będzie po ślubie. Więc dla mnie, to raczej nieprawdziwa opowieść. Ale faktycznie takie problemy z rozliczaniem się, kiedy jedno ma własne mieszkanie są częstę, więc można podyskutować.
      Dla mnie byłoby nie do przyjęcia, gdyby narzeczony/chłopak/partner/mąż chciał pobierać ode mnie pieniądze na poczet spłaty własnego kredytu ustalając czynsz po cenach rynkowych. Wyszczególnienie w poście powyżej dodatkowych kosztów, jak zużywaniu sedesu i wyłączników światła są niezłe naprawdę. Można by też pobierać od siebie nazwajem opłaty za przygotowanie posiłków i pranie bielizny.
    • chris1970 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 21:48
      Chłopak zachował się jak cyniczny materialista. Moim zdaniem, dochodzi tu do nadużycia, mimo, że się zgodziłaś z nim mieszkać.
      Należałoby oddzielić koszt eksploatacji mieszkania, czyli czynsz, media i inne opłaty. To jak najbardziej uczciwie dzieli się na pół. Jedzenie i to co się kupuje do domu też. Znam takie małżeństwo, które ma oddzielne rachunki bankowe i dzielą się małżonkowie wydatkami solidarnie na mieszkanie i dzieci.

      Dla własnego dobra, próbowałbym się wyplątać z tego chorego układu. Człowiek ewidentnie wykorzystuje Ciebie. Ma pomoc w spłacie mieszkania, dziewczynę i pomoc w sprzątaniu, zakupach, gotowaniu. Przepraszam za słownictwo, ale sobie gość zafundował kochankę z gosposią, która jemu płaci za mieszkanie. Sorry, ale tak to wygląda z zewnątrz.
      Gdyby chłopak był zakochany, uczciwy, zaproponowałby jakąś symboliczną kwotę abyś się nie czuła, że żyjesz na jego koszt, a dokładasz się do gospodarstwa domowego.
      W takiej sytuacji spokojnie możesz zapytać, czy w takiej sytuacji, nie mogła byś być dopisana do aktu własności, skoro spłacasz z nim kredyt.
      • salsa.lover Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 22:52
        chris1970 napisał:

        > Gdyby chłopak był zakochany, uczciwy, zaproponowałby jakąś symboliczną kwotę ab
        > yś się nie czuła, że żyjesz na jego koszt, a dokładasz się do gospodarstwa domo
        > wego.
        > W takiej sytuacji spokojnie możesz zapytać, czy w takiej sytuacji, nie mogła by
        > ś być dopisana do aktu własności, skoro spłacasz z nim kredyt.


        Świetny pomysł. Uważam że dokładnie to powinnaś facetowi zasugerować. Biorąc pod uwagę, jak skrupulatnie wyliczył Ci średnią rynkową i że przecież jesteście zaręczeni to nie powinien być zaskoczony. Ciekawa jestem jego reakcji wink
    • vivi86 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 22:22
      Tak, to JEST dziwne. Narzeczony jasno zasugerował Ci, że płaci 2000 czynszu i ani pisnął o kredycie. Czemu nie podzieliliście FAKTYCZNEJ sumy czynszu? Nieźle się chłopak urządził. Cała reszta fifty-fifty+Ty mu płacisz czynsz+ płacisz połowę niemałej raty za JEGO mieszkanie. Nieźle się chłopak urządził.

      Porozmawiaj o tym. Kiedy kupił mieszkanie? Od ilu je spłaca? Bo jak od niedawna może wartałoby przepisać je na Was (jesteście, rozumiem, przyszłym małżeństwem/) albo notarialnie-Twój udział?
      • ann.38 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 22:27
        vivi86 napisał(a):


        > Porozmawiaj o tym. Kiedy kupił mieszkanie? Od ilu je spłaca? Bo jak od niedawna
        > może wartałoby przepisać je na Was (jesteście, rozumiem, przyszłym małżeństwem
        > /) albo notarialnie-Twój udział?

        Świetna rada! Skoro chłopak nawet nie podzielił faktycznych kosztów na pół, tylko pobiera rynkowy czynsz, to zapewne tylko dlatego, że nie wpdał na pomysł dopisania autorki do aktu właśności.
    • lati7 Re: Kwestia rozliczenia 01.03.16, 22:33
      Moim zdaniem wrzucasz pieniądze do dziurawej skarbonki... Chłopak jest materialistą i śmiem powiedzieć , że cię wykorzystuje.
      Należy pomyśleć iż wychodząc z tego układu , zostajesz Z NICZYM ! Oczywiście, można powiedzieć , że na wynajmie było by to samo .. Ale (jak już ktoś napisał ) tam miałabyś wybór zamieszkania gdzie chcesz , nie angażując się zbytnio w ewentualne remonty i sentymenty.

      Widziałam już podobną syt. tylko do tej pary wkradła się "ta trzecia" ...
      Pani zamieszkała u pana jeszcze w trakcie studiowania. Pan już pracował (3 lata starszy). Mieszkanie jego, ona zawsze się dorzucała , oczywiście na tyle ile mogła... Trochę lat później , tak ok. 8 dalej byli parą w miarę zgodną , bez legalizacji związkusmile Mieszkanie wymuskane przez panią. Każda firanka , każdy mebelek , gadżety, sprzęt , kuchnia dobrze wyposażona i umeblowana ( pani dość dobrze zarabiała) , oraz wspólny pies.Słowem pełne zaangażowanie. No i KLOPS , bo kryzysik pana wziął i przy okazji parol na niego zagięła dawna wspólna koleżanka, którą wielokrotnie gościli. Koleżanka mieszkała kątem u matki w starej chacie , właśnie porzucił ją ostatni żonaty kochanek z którym zaręczyła się (sic!)
      Koleżanka najwidoczniej b. zazdrościła "ustawionego" faceta z mieszkaniem, samochodem , własną DG itp...
      Co przeszła jego partnerka , tylko ona wie.. Był szok, łzy , tragedia, targanie za kudły. Pan miś rozdarty .. Poniżający pojedynek wygrała wieloletnia partnerka.
      Widziałam jak cierpiała , poniżona., wiedziałam w imię "czego" m/i walczy. Pan powiedzmy, powrócił z podkulonym ogonem ( kochanka jeszcze do dzisiaj zaznacza swoją obecność, udając dalej dobrą koleżankę ) Tylko pana ;p Jakby nic nie zaszło.
      Para jest już małżeństwem od kilku lat , maja troje dzieci.
      Kochanka lat 44 , bez partnera , męża i dzieci wyjechała za granicę , przy czym próbuje się dalej przypominać przez portale społecznościowe smile
      I sama nie wiem .. na miejscu partnerki pana.. Czy było warto ?
    • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 06:21
      Zgroza ....
      Jak dla mnie zgroza... Zaarz się mogę dowiedzieć czegosik o utrzymankach hehesmile Jak dla mnie jednak, facet jest zwyczajnie cwany. Tak, owszem, gdyby to mieszkanie, albo jego połowe wynajmował OBCEJ osobie, to podejście byłoby ok. Bo jest jakas ustalona niekosmiczna kwota za WYNAJEM stosowna do szeroko pojętej jakości lokalu i tego, kto wynajmuje nie powinno interesować ile na tym zarabia wlasciciel lolum oraz co robi z tak zarobiona kasą. Tylko, ze ty nie wynajmujesz jak rozumiem - masz umowę?smile Nie byłabym z takim kims i koniec
      • chris1970 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 11:53
        Był wątek zbliżony, tylko tam dziewczyna mieszkała z chłopakiem w wynajętym mieszkaniu, w innych pokojach inni sublokatorzy. Chłopak kupił mieszkanie na kredyt i dziewczyna nie bardzo wiedziała, czy chłopak pójdzie mieszkać na swoje sam, czy z nią.
        Miałem podobne skojarzenia, czy to czasem jest kontynuacja tamtej historii.
        • vivi86 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 13:35
          wydaje mi się, że nie wink tam facet chciał dołożyć 300 co miesiąc mieszkając w mieszkaniu, a nie na stancji by dziewczyna z jednej strony (jeszcze???) nie mieszkała z nim, z drugiej zaś-nie musiała szukać współlokatora.

          Tutaj natomiast pan nie jest skłonny nie tylko dołożyć, ale nawet podzielić faktycznych rachunków na pół i przerzucił cały czynsz tudzież połowę raty za WYŁĄCZNIE SWOJE mieszkanie na dziewczynę nieźle w sumie na tym zarabiając.

          sugerował 2000:2=1000 zł
          jest 350:2=175 zł

          -bo przypominam, że całą resztę płacą na pół.
    • majaa Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 11:16
      Narzeczony, powiadasz... a kiedy planujecie ślub? Moim zdaniem to też istotna kwestia, oprócz finansów. Bo na razie Wasz układ to po prostu wynajmujący - najemca. Tyle że z dodatkowymi świadczeniami z Twojej strony i bez umowy. Najwyraźniej sama też to czujesz, skoro nie do końca wszystko wydaje Ci się w porządku. Oczywiście, że powinnaś porozmawiać, tylko chyba bardziej o Waszej przyszłości niż o bieżących finansach. Bo gdybyś wynajmowała mieszkanie od obcej osoby, to koszty pewnie byłyby podobne, ale za to nie byłoby innych wątpliwości.
      • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 11:35
        Narzeczony w sensie konkubent tak mi sie coś wydaje. takie wishful thinking panny która marzy o śłubie a "narzeczony" niekoniecznie. Bo jeśli rzeczywiście sa powazne plany to nie ma o co kopii kruszyć. Własność odrębna, tak ale przecież na ogół są potem jakieś dzieci które ja i tak odziedziczą.Zresztą własnośc odrębna do pewnej wysokośći tylko.
        Jeśli to rzeczywiśćie konkubent a nie żaden narzeczony to facet ustawił się cudnie-pełna obsługa i jeszcze zysk. A w tzw międzyczasie można sobie poszukać lepszej partii. Bo ja jestem przekonana że jeśli panna chce ślubu a facet nie to w 90% traktuje ją jako erzac.
        Co nie znaczy że oczekiwanie że się zamieszka za połowę rachunków jest w porządku, choć oczywiście jeśli partner nalega toi tak może być.
        • majaa Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 12:41
          baba67 napisała:

          > Co nie znaczy że oczekiwanie że się zamieszka za połowę rachunków jest w porząd
          > ku, choć oczywiście jeśli partner nalega toi tak może być.
          >

          Autorka chyba nie chce mieszkać tylko za połowę rachunków, mam wrażenie. Jej chodzi raczej o to, że narzeczony nie jest z nią do końca szczery (zaokrągla koszty na niekorzyść dziewczyny) i czuje się wykorzystywana. W dodatku nic nie wiadomo o ich ustaleniach w sprawie wspólnej przyszłości (w sensie, czy w ogóle były). Nie tak to powinno wyglądać w "poważnym" związku, dlatego też się obawiam, że to może być taki układ doraźny właśnie.
          • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 12:48
            No wiem, tak tylko napisałam hipotetycznie.
            Mnie to zawsze żal tych naiwnych panienek zakłamujących rzeczywistość za pomocą słowa "narzeczony".Gdyby to był chłopak z konkretnymi planami toby nie było problemu.
          • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 13:33
            Hmm Maju - tu sprawa wygląda tak, że tak na serio ów narzeczony na wątkodawczyni zwyczajnie zarabia. Co prawda nie za dużo wink, bo 150 zeta, ale zawsze.
            Jasne, jak się komus wynajmuje mieszkanie, to się na tym na ogół zarabia, ale ona tam nie jest przecież na zasadach wynajmującej. Skoro mieszkanie jest pana i kredyt na pana to w sytuacji gdy pani nie ma być współwłaścicielką wypadaloby, żeby płacił sam ratę kredytu. Czynsz natomiast - skoro to taka para "połowkowa" (że wszystko na połowę) - mogliby na połowę. Z tymi środkami czystości to mnie rowala, jak para się tak wylicza smile, ale też ich sprawa.
                • claratrueba Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 17:31
                  Nie Koro, nie zgroza tylko konsekwencje zamieszkania u kogoś, kto tak naprawdę nie wiadomo kim jest dla tej drugiej strony. Bo jakichkolwiek deklaracjach wspólnego życia to tu mowy nie było.
                  Czyli bycia współlokatorem, jak najbardziej. Tylko nie rozumiem dlaczego tak wiele osób tutaj oburza się na tego pana, który niczego więcej niż zamieszkanie razem tej pannie nie zaproponował? Tylko, żeby zamieszkała u niego za cenę równą byciu współlokatorem w porównywalnym mieszkaniu? Czy kogokolwiek oburzyłoby to, gdyby zaproponował taki układ koledze, kuzynowi, obcemu?
                  Czy dlatego, że to układ męsko-damski, nie małżeństwo, to dorosła, mająca dochody panna ma być traktowana jak dama do towarzystwa, pan nie bierze w łaskawości swojej pieniędzy za mieszkanie bo dostaje seks i kanapki do pracy? Przepraszam, ale dla mnie to nie jest traktowanie kobiety jak pełnoprawnego człowieka ale jak d..dajki.
                  I zupełnie tego nie rozumiem skoro minął prawie wiek od uzyskania równych praw kobiet i mężczyzn. Do końca świata będzie funkcjonować przekonanie, że dżentelmen to taki, który "łaskawie przygarnia"- jak psa ze schroniska?
                  To jest dla mnie zgroza.
                  Na szczęście, nigdy nie mieszkałam u mężczyzny. "konkretna za mnie facetka".

                  • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 18:16
                    Obawiam się Claro, że przy całej Twej konkretności za bardzo nie zrozumiałaś smile Zgrozą jest dla mnie to, że kobiete jej narzeczony (napisala, ze to narzeczony - nie mam powodów nie wierzyć) traktuje sensu stricto jak właśnie współlokatora. I zarabia na niej - proste. Sama podczas studiów czas jakiś mieszkałam z moim przyjacielem o nie przyszłoby mo do głowy na nim zarabiać. Owszem, dla niego było oczywiste, że pokrywa połowę czynszu i kosztów utrzymania mieszkania, ale żeby mu jeszcze doliczać dodatkowo? No ludzie ...Ja wynajmować nikomu pokoju nie musiałam, wiec jakby on nie mieszkał to po prostu płaciłabym całość, jak wcześniej i gitara. Teraz od dawna wynajmuję to mieszkanie osobom obcym i owszem Claro - zarabiam na tym - ale na przyjacielu, partnerze, koleżance, kuzynce - nie przyszłoby mi do głowy. To tak , jakbym oczekiwała, ze mój były maż jak był aktualnym oczywiście i zamieszkał ze mną będzie mi płacił tyle, ile musiałby zapłacić za wynajem pokoju w tej lokalizacji i standardzie u kogoś obcego.
                    Ja też nigdy u faceta nie mieszkałam - tak się złożyło, ze facet u mnie, w sensie mój eksmąż smile Ale też nie uważam wprowadzenie się kobiety do faceta za jakąs wielką plame na jej honorze. smile Przypuszxczam, ze gdyby mój partner miał mieszkanie w tym miescie, a nie w odległym o 100 km, to owszem, wprowadziłabym się doń, bo DLACZEGO NIE? Jakbym ja wówczas tu miała mieszkanie, a on tam gdzie ma swoje, to pewnie on wprowadziłby się do mnie i też gitara.
                  • basiastel Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 18:21
                    Czy kogokolwiek oburzyłoby to
                    > , gdyby zaproponował taki układ koledze, kuzynowi, obcemu?
                    > Czy dlatego, że to układ męsko-damski, nie małżeństwo, to dorosła, mająca doch
                    > ody panna ma być traktowana jak dama do towarzystwa, pan nie bierze w łaskawośc
                    > i swojej pieniędzy za mieszkanie bo dostaje seks i kanapki do pracy? Przeprasza
                    > m, ale dla mnie to nie jest traktowanie kobiety jak pełnoprawnego człowieka ale
                    > jak d..dajki.
                    --------------------
                    To nie jest wspólne zamieszkiwanie z obcym. Pan dostaje seks, kanapki do pracy i doi dziewczynę finansowo. To ma być traktowanie kobiety jak pełnoprawnego człowieka?
                    Faktem jest, że na taki układ się zgodziła, od początku wiedziała w co i na jakich warunkach wchodzi.
                    • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 18:33
                      Dokładnie - zresztą akurat seks i kanapki nie mają tu wiele do rzeczy, bardzie ma to, że idzie o osobę BLISKĄ. Na miejscu narzeczonej mogłaby być siostra, kuzynka, przyjaciel, czy nawet koleżanka. W głowie mi się nie mieści, że można
                      a) zarabiać na bliskich
                      b) oczekiwać, ze będą oni spłacali nasz kredyt, czy jego część, jeśli nie mają być/nie sa współwłaścicielem.
                      I jeszcze raz podkreślam - nie ma znaczenia kim byłaby taka bliska mi osoba.
                    • vivi86 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 18:44
                      Basia, tu bym lekko polemizowała. Wątek wygląda tak, jakby sprawa, że kredyt w ogóle istnieje, a czynsz jest rażąco niższy niż te 2000 wyszła po roku czystym przypadkiem.

                      Moim zdaniem na tym etapie relacji takich rzeczy nie powinno się zatajać.
                      Autorko, dobrze myślę? Dowiedziałaś się przypadkiem?
                      • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 18:56
                        Ja zrozumiałam, że wykonawczyni wiedziała o kredycie. Tu chodzi bardziej o to, że pan zaproponował połowę kwoty, która za takie mieszkanie płaci się WYNAJMUJAC JE. Sprawdzi;li- płaci się przy wynajmie 2 tys. złotych, połowa to 1000 złotych.
                        Teraz jednak pani dowiedziała się, że faktycznie całkowita kwota, którą pan musi zapłacić tj. rata kredytu i czynsz jest niższa niż 2000 złotych. Rata 1400 + czynsz 350 to jest 1750. Czyli płaci połowę raty kredytu i cały czynsz bez 50 zeta. czyli na niej zarabia po prostu, bo on poza połową raty kredytu (700 złotych) za swój czynsz płaci tylko 50 złotych, a powinien 175
                        • basiastel Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 19:04
                          kora3 napisała:

                          , bo on poza połową raty kredytu (700 złoty
                          > ch) za swój czynsz płaci tylko 50 złotych, a powinien 175
                          --------------------
                          powinien płacić 175 + całą ratę kredytu. Facet ma działalność gospodarczą i wyciąga ręce do narzeczonej po 175 zł ?

                          • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 19:15
                            Wiesz, ja napisałam ze wszystko powinien płacić smile ALE skoro to taka parka liczaca się do złotowki, to Tak - całą ratę on i połowe czynszu - patrz wyżej gdzieś w moich postach smile
                            • majaa Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 20:00
                              Ależ on płaci całą ratę kredytu, miłe Paniesmile Przecież to on dokonuje wszystkich wpłat i na niego są wystawione wszelkie dokumenty, w tym akt własności. Autorka po prostu wynajmuje od niego mieszkanie za połowę normalnej ceny, ponieważ nie mieszka tam sama, tylko z nim. Gdyby, załóżmy, doszła jeszcze osoba trzecia, to autorka płaciłaby pewnie 1/3 rynkowej ceny wynajmu, jak przypuszczam. Trochę to dziwny układ, jak na narzeczeństwo.
                        • kopciuszek83 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 21:42
                          Kiedy przeczytałam post autorki wątku, to moja pierwsza reakcja była taka, jak większosci; "ale z gościa cwaniula! znalazł sobie naiwną do spłacania kredytu!". Ale potem zaczęłam to sobie rozkładać na czynniki pierwsze: zamieszkali razem po raptem 3 miesiącach widywania się. Jestem w stanie zrozumieć, że na tym etapie, przy tak krótkiej znajomości, dla obojga (a może tylko dla faceta) bardziej komfortowe było potraktowanie tego jako układu quasi-sublokatorskiego, a nie wspólnego mieszkania na zasadzie "jesteśmy życiowymi partnerami". I wcale nie świadczy to o cwaniactwie i materializmie faceta, tylko o wyznaczaniu jakichś ram wzajemnych relacji. Niewykluczone też, że facet nawet nie wie, że awansował już na narzeczonego. Może w jego mniemaniu on nadal mieszka ze współlokatorką, z którą - tak się składa - łączą go tez seksualne relacje, a tylko dla autorki wątku jest to coś poważniejszego.
                          • vivi86 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 22:44
                            "Niewykluczone też, że facet nawet nie wie, że awansował już na narzeczonego."

                            Poważni ludzie mianem narzeczonego/narzeczonej określają kogoś z kim są zaręczeni.
                            Z drugiej strony nie wykluczam nic, bo rzeczywistość każe brać poprawkę na sporo rzeczy.
                            Vide masowe tytułowanie rodziców dziewczyny/chłopaka, narzeczonego/narzeczonej, konkubiny/konkubenta-TEŚCIAMI uncertain
                            • kopciuszek83 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 23:04
                              "Poważni ludzie mianem narzeczonego/narzeczonej określają kogoś z kim są zaręczeni."

                              No więc jeśli to prawdziwy narzeczony, to relacja i układ finansowy faktycznie dziwny, dla mnie byłby nieakceptowalny. Ale może autorka użyła tego słowa, bo określenie "chłopak" wydało jej się infantylne, "fuck body" zbyt ordynarne wink, i może w dodatku ma złą percepcję całej relacji (czyli jej sie wydaje, że skoro zamieszkali razem, to już prawie są małżeństwem, a np. dla pana to tylko komfortowy układ lokatorsko-seksualny).
                      • basiastel Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 18:57
                        No, nie. Umówili się na rynkową cenę wynajmu mieszkania ( sama przyznała, że sprawdzali ceny ) i autorka miała płacić połowę tej kwoty. Wiadomo, że w takiej cenie jest sporo zysku. Czynsz w wys. 2 tys. zł. to musiałby być za spore luksusy. 350 zł. to coś mało z kolei, mieszkanie musi być małe.
                        • ann.38 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 19:06
                          Ta historia jest wymyślona. Osoba pisząca post użyła słowa "narzeczona", nie zastanawiając się, że prawdziwa narzeczona myślałaby (i pisała) o tej sytuacji w kontekście przyszłego wspólnego życia. Poza tym, wtedy kiedy szukali informacji o cenach wynajmu podobnego mieszkania, to było dla niej OK, bo myślała, że on tyle płaci? Nie zastanowiłoby jej dlaczego szukają gdzieś tam informacji skoro on przecież wie ile płaci. No i czynsz coś za niski. Nie mieszkam w Polsce, ale chyba czynsze są wyższe.
                  • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 02.03.16, 19:42
                    Otóż to. Ja się spotkałam z wyrażeniem "facet który zadba o kobietę" i to nie tyle w sensie podania płaszcze czy przyniesienia zakupów tylko zapewnienia jej dachu i wiktu do końca życia.Co ciekawe słyszałam to od kobiety która swietnie potrafi zadbac o siebie i nigdy na utrzymaniu męża nie była.To jakies chore.
                      • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 09:44
                        Bo te same panie jak najbardziej podpisuja sie pod ideami równouprawnienia. A oczekiwanie że osoba określonej płci będzie utrzymywała jak najbardziej zdrowa i dyspozycja czasowo (niezajeta małymi dziećmi) osobe drugiej płci jest absurdalne o ile sie takie idee wyznaje.
                        • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 10:34
                          Babo, ale nadal nie pojmuję - ktoś ma takie oczekiwania - ma prawo. Mnie także absurdalna wydaje się sytuacja, gdy ludzie razem zyjący wyliczają się co do grosza, albo gdy jedno zarabia znacnie więcej niż drugie dziela wszelkie wydatki na połowę. Bo bycie razem oznacza pewną WSPÓLNOTE, a nie tylko meiszkanie razem i współżycie seksualne.
                          To jak się ludzie dzielą wydatkami, to jest ich całkowicie osobista sprawa.
                          O owszem - ja jestem za równouprawnieniem noi ? To, ze jestem pokazałam w swoim życiu Babo smile
                          Jak wychodziłam za mąż wiedziałam dobrze, że mój maż owczesny przez dobrych pare lat będzie zarabiał groszę. Jasne, było tak, ze docelowo miało się to zmienić, ale na tamten moment tak było. Tylko, ze ja zarabiałam wówczas b. dobrze, wiec ie stanowiło to problemu. Uwałam, ze to sa pieniądze NASZE, a nie MOJE. Bo właśnie byliśmy razem, Wg Twego toku rozumowania powinnam sprawdzić wówczas ile kosztuje wynajecie mieszkania takiego jak moje podzielić na pół i taka kwote kazac mu płacic, w końcu U MNIE mieszkał, nie?

                          Jak mieszkałam z moim ekspartnerem, z którym zarabialiśmy porównywalną kase, to jasna sprawa, że robiłam za swoje pieniądze zakupy spożycze i do domu, jako i on,czy też nie spożywcze, w stylu coś do domu itd. Mieszkanie, które zajmowaliśmy nalezało do jego krewnej i odstępowała nam bez odstęonego, tylko czynsz i media. Nie była to duza kwota i mój partner chciał to płacic sam, ale gdyby się przy tym nie upierał - płaciłabym połowę. jak wspomniałam mowa tu o bardzo niewielkiej kwocie, bo gdybyśmy np. normalnie wynajmowali to byłoby oczywoste, że płace po.lowe, bo zwyczajnie byłby to dlań zbyt duzy wysiłek finansowy wówczas.

                          Kiedy z moim partnerem podjęliśmy decyzje o wspólnym zamieszkaniu także zadeklarowałam, ze będę płacić połowe wynajmu, bo chciałam, byśmy wynajęli. Nie miałam ochoty pozbywać się panieńskliego mieszkania, ani wystrzelać z wszelkich oszczędności, by tutaj na spółke kupic. On uznal, ze bardziej się opłaca kupic, a ze miał na to to kupił. Podobnie jest z oplatami - no tak to jest Babo, że równouprawnienie równouprawnieniem, ale w jednym zawodzie zarabia się tak, a w innym - siak. Ja na swoje zarobki nie narzekam bynajmniej, ale no on zarabia powiedzmy 3 razy tyle. Naprawde to dla Ciebie takie dziwne, że facet zarabiający 3 razy więcej od swojej kobiety uznał , że należy ciezar utrzymania DOMU wziąć na siebie? Bo mnie wbrew temu co syugerowałas wiele razy nie utrzymuje przecież - kupuje za swoje ubrania, kosmetyki, benzynę do swego samochodu itd.
                          • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 11:45
                            Alez ja nie pisze o wyliczaniu się co do grosza.W ogóle nie pisze o sytuacji kiedy kobieta zarabia mniej. Pisze o sytuacji kiedy kobieta uważa za zyciowe marzenie i sukces poślubienie mężczyzny przy którym nie bedzie musiała nigdy pracować.Bedzie na utrzymaniu męża przez całe zycie.Wmawiasz mi poglądy których nigdzie nie wyraziłam.
                            to że osobisćie dobrzesie czujesz będąc w 100% utrzymywana wynika z czego innego bo przeciez pracujesz i zarabiasz zatem w czym problem.
                            • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 12:48
                              Babo, nie ściemniaj teraz smile To, że szczytem marzeń jest POSLUBIENIE faceta akurat jakiegokolwiek, to Ty stale podkreślaszsmile
                              Zupełnie jednak nie pojmuje Twego hehe oburzenia, ze sa panie cale życie niepracujące utrzymywane przez mezów smile Co Cię to obchodzi?
                              Widocznie tak się ci ludzie umówili i tak im pasuje. To, ze nie pasowałoby Tobie, czy mnie nie ma tu nic do rzeczy, bo NAS nie dotyczy.

                              Twierdzisz, ze nie piszesz o kobiecie, która zarabia mniej - no jak nie, o mnie przeceiz stale w tym temacie napomykasz smile (ja się nie gniewam żeby nie byłosmile), a przecież pare razy już ci napisałam, ze mój partner zarabia KILKA razy więcej ode mnie. Jak sobie w takiej sytuacji wyobrażasz dzielenie wszelkich wydatków na polowe - wyjasnij mi. Bo chyba nie tak, jak robiła znajoma mi pani, która brała pozyczki na okoliczność wspólnego wyjazdu ze swoim wówczas narzeczonym (tak, były zaręczynysmile), żeby pojechać tam gdzie on chce i zaplacic za siebie?
                              Dla mnie takie coś to kosmos - tu akurat pani zarabiała bardzo niewiele, a pan sporo, ale nie w tym rzecz. Gość WIEDZIAŁ mniej więcej ile ona zarabia, a proponował wyjazdy kosztowne i oczekiwał, ze sama sobie to pokryje. I pokrywała, bo nie chciała "wyjść na materialistkę". Efekt był taki, że się kobieta ZADŁUZYŁA!
                              Ale ona nie powie, ze jej nie stać, bo wyjdzie na naciagaczke hehe. Nie, wcale nie! Powinna normalnie powiedzieć: - Nie stać mnie na taki wyjazd, jeśli chcesz ze mną spedzić urlop możemy jechać w Bieszczady - na przykład oczywiście.
                              Ta hoistoria skończyła się tak, ze ów pan panią honorową dłużniczkę zostawił z długami 0,5 roku przed slubem i jest teraz z pania, która jest po prostu NORMALNA. Nie zgrywała krezusa, tylko mówila prawdę - nie stać jej, mogą to i to. Pan wolał jej fundnac, ale nikt go nie zmuszał. A tamta została z hehe"honorem" i długami
                              • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 16:18
                                Jestes chyba egocentryczna-naprawde nie chodziło mi o Ciebie.Nie pisałam o kobietach zarabiających mniej NIGDZIE w tym watku. NIGDZIE równiez nie napisałam że nie mam szacunku do kobiet pozostających w domu. Pisałam o pewnej mentalności, nastawieniu stojącym w sprzeczności z idea równouprawnienia. Nie uważam żeby zdrowo było płacic po rowno jeśli jedna osoba zarabia znacznie mniej. Ale nie można tez wykorzystywac zamożniejszego partnera jedząc i mieszkając na jego wyłaczny koszt nie prowadzac domu ani nie wychowujać dzieci. Co czynisz .
                                • ann.38 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 16:57
                                  baba67 napisała:
                                  > żna tez wykorzystywac zamożniejszego partnera jedząc i mieszkając na jego wyłac
                                  > zny koszt nie prowadzac domu ani nie wychowujać dzieci. Co czynisz .
                                  >
                                  No weź przestań. Jakie to wykorzystywanie, skoro im to odpowiada. O wykorzystywaniu można by mówić, gdyby miało miejsce oszustwo, szantaż emocjonalny lub inny, wykorzystanie jakiejś zależności itp. Ponadto w związku nawet jeżeli jest podział, kto za co płaci to i tak często kupuje się coś poza tym podziałem, więc naprawdę bez sensu tak analizować i liczyć, zwłaszcza, kiedy parze to pasuje.
                                  No i jeszcze, czy znasz wyniki jakiś badań, z których wynika, że to te same kobiety mówią o równouprawnieniu, które uważają, że mężczyzna powinien je utrzymywać? Denerwuje mnie takie podsumowywanie róznych opinii i doszukiwanie się niekonsekwencji, kiedy wcale nie wiemy, czy to aby te same kobiety/osoby mówią.
                                • basiastel Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 17:33
                                  baba67 napisała:

                                  > Jestes chyba egocentryczna-naprawde nie chodziło mi o Ciebie. .................................................................................................................................................................................................................................................................................... Ale nie można tez wykorzystywac zamożniejszego partnera jedząc i mieszkając na jego wyłac
                                  > zny koszt nie prowadzac domu ani nie wychowujać dzieci. Co czynisz .

                                  Nie widzisz, że sobie przeczysz?
                                  • kora3 Basiu 04.03.16, 06:59
                                    Ja już wiele razy zwracałam uwagę na to, że Baba w tej kwestii niemal zawsze sobie zaprzecza smile
                                    Jak kobieta podobnie do wątkodawczyni pokrywa połowę kosztów - to facet ma full serwis, bo go jeszcze obsluguje w szerokim także seksualnym (bo u Baby kobieta seksu nie potrzebuje - normalnie) zakresie a gość ją traktuje jako alternatywę do agencji towarzyskiej smile
                                    Jak facet bardziej partycypuje w kosztach wspólnego zycia (i stać go a to) to kobieta go wykorzystuje i jest utrzymanka. smile

                                    U Baby po prostu jest idealny model zycia: para ma być biedna, brać slub, brać kredyt i w pocie czoła aiwaniać, żeby spłacić. No i jeszcze musi mieć dzieci - każdy inny model wg Baby jest "podejrzany"smile
                                    A kasa jest wg niej motorem wszelkich ludzkich działań smile
                                • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 06:53
                                  Babo raz jeszcze - dlaczego uważasz, że "nie można" i dlaczego uważasz, ze ja partnera WYKORZYSTUJE? Bo to jest sprzeczne z Twoimi przekonaniami, ze kobieta powinna być wdzieczna facetowi za to, ze w ogóle ja chce i zaharować się na smierc ?smile
                                  To mój partner raczej jest tu od oceny, czy jest wykorzystywany czy nie, a nie postronna osoba w dodatku taka, która wcale nas nie zna i naszego życia smile
                                  Jeszcze raz zapytam, no masz jakieś lepsze ode mnie info: KTO u mnie prowadzi dom i dlaczego ja nic o tej osobie nie wiem?smile
                                  • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 07:42
                                    Twoj partner się dobrze czuje, Ty sie dobrze czujesz to nie ma problemu przeciez. Pisze jak ja to widzę a moje widzenie możesz traktować jako ciekawostke psychologiczno-socjologiczną do czego zachęcam bo nie wymagam od ludzi podzielania moich poglądów. A mam wrazenie że to Ciebie boli że inaczej to widze.
                                    No razem dom prowadzicie czyż nie?Więc to nie jest Twoja "działka" wg tradycyjnych ról społecznych.
                                    Kobieta powinna znać swoja wartośc ale to nie oznacza że ma za sam fakt bycia kobieta oczekiwać iż będzie utrzymywana do konca życia-taki jest sens mojej wypowiedzi a nie taki jaki sobie tu właśnie wymyślasz.Bo oczywiśćie może się tak złożyc że posiadająca zawód osoba pozostanie w domu z gromadka dzieci i nie będzie pracowała poza domem ale wizja życia pt szczęście przy jedynym żywicielu rodziny jakoś dziwnie kojarzy mi się z pracami właśnie zmarlej prof Elżbiety Tarkowskiej o biedzie(pewnie czytałaś). To jest ta mentalność.
                                    • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 08:32
                                      baba67 napisała:

                                      > Twoj partner się dobrze czuje,


                                      No nie, ma anginę sad

                                      Ty sie dobrze czujesz to nie ma problemu przecie

                                      No ja nie mam zatem dobrze się czuję smile

                                      . A mam wrazenie że to Ciebie boli że inaczej to widze.

                                      Nie, przecież napisałam Ci, ze mnie nie denerwuje, a raczej bawi

                                      > No razem dom prowadzicie czyż nie?Więc to nie jest Twoja "działka" wg tradycyjn
                                      > ych ról społecznych.


                                      Babo, nie ma już od dawna czegoś takiego, jak "tradycyjne role społeczne" - to jest pierwsza sprawa. Nie ma ich od czasiow, gdy kobiety zaczęły gremialnie pracować. Wiem, zaraz mogę się "dowiedzieć", że kobieta nosi w brzuchu, rodzi i karmi piersią. Tak, ale to nie jest rola społeczna tylko BIOLOGICZNA - tak się rozmnażamy po prostu. Natomiast poza tymi z braku lepszego słowa czynnościami mężczyzna może i powinien ta samo zajmować się dzieckiem jak kobieta. Oczywiście - w sytuacji gdy kobieta nie pracuje i opiekuje się dzieckiem (np. na macierzyńskim) wiadomo, że poświeca mu więcej czasu niż pracujący ojciec. Czy też wiadomo, że gdy jedno z partnerów nie pracuje z dowolnej przyczyny w danym momencie, to ono zajmuje się bardziej domem i druga strona ma prawo tego oczekiwać. Ale nie ejst bynajmniej tak, że to pan ma prawo od pani, tylko osoba pracująca od osoby w danym momencie nie pracującej.

                                      Co do prowadzenia domu Babo. smile Jak czegos nie wiesz, to się może zapytaj, zamiast wyciągać wnioski, ok?
                                      Razem powiadasz prowadzimy dom ... Chciałabym się Ciebie zapytać JAK TECHNICZNIE sobie takowe wspólne prowadzenie wyobrażasz w wykonaniu mego partnera, który teraz pracuje 425 km. stąd w tygodniu roboczym? Tak jest od KILKU LAT Babo. Przyjeżdża w piątki wieczorem, wyjeżdża w niedziele popołudniu. Co w tym czasie chłop może w domu zrobić? No może śniadanie rano w sobote, jakieś naprawy drobne, jakby się pojawiła potrzeba, coś na beiząco - naczynia do zmywarki wstawić itd. No, ale przecież wiadomo, że mu nie zostawię sterty naczyń do zmywania z całego tygodniasmile, albo nie oczekuję, ze poodkurza zaraz po przyjeździe, czy sterty prania. Nie masz pojęcia Babo o naszym zyciu smile Nie, nie uważam się za pokrzywdzoną, bynajmniej. Taką podjęliśmy decyzje, gdy mój partner dostał propozycję awansu i zdawaliśmy sobie sprawę z konsekwencji. Tak tych pozytywnych, jak i negatywnych.

                                      > Kobieta powinna znać swoja wartośc ale to nie oznacza że ma za sam fakt bycia
                                      > kobieta oczekiwać iż będzie utrzymywana do konca życia-taki jest sens mojej wyp
                                      > owiedzi a nie taki jaki sobie tu właśnie wymyślasz
                                      .

                                      Ale dlaczego NIE POWINNA? Bo Ty tak uważasz? To jest czyjes oczekiwanie Babo i nic Ci do niego, zrozum.


                                      Bo oczywiśćie może się tak z
                                      > łożyc że posiadająca zawód osoba pozostanie w domu z gromadka dzieci i nie będz
                                      > ie pracowała poza domem


                                      Babo, ktoś może nie pracować nie mając gromady dzieci zaraz i pracować zawodowo - mając, jak podrosną. Nie Tobie oceniac czyjes zycie i jego organizację! Mam taką koleżankę, która jest z wyksztalcenia biologiem. Ma 1 dziecko obecnie w wieku 21 lat. Nie pracuje od 22 lat. W życiu przepracowała pół roku. Ją, dom, dziecko w calosci utrzymuje maz pracujący obecnie od lat wielu za granicą. Kobieta ma zawód i JEDNO dorosłe, zdrowe dziecko. I nie pracuje, jeździ dobrym autem, ma fajny dom, jest zadbana. Nie pracuje Babo, bo w ciąży ujawniło się, ze jest poważnie chora. Uprzedzam - nie, nie widać tego na 1 rzut oka. Jakbys Ty ja poznała pewnie byś zraz "wyciągnęła" swoje wnioskismile

                                      ale wizja życia pt szczęście przy jedynym żywicielu ro
                                      > dziny jakoś dziwnie kojarzy mi się z pracami właśnie zmarlej prof Elżbiety Tark
                                      > owskiej o biedzie(pewnie czytałaś). To jest ta mentalność.


                                      Nie czytałam niestety. Ale taka mentalnośc wcalenie musi być związana z biedą Babo. Pisałam Ci już kiedyś - w moich rodzinnych stronach, na Górnym Śląsku model rodziny utrzymywanej tylko przez faceta funkcjonował jeszcze dość długo po wojnie. W dzisiejszych czasach także nie brak ludzi o takowym podejściu i pań i panow wyobraź sobie.
                            • kora3 A z ta "utrzymanką" Babo :) 03.03.16, 13:57
                              baba67 napisała:

                              > to że osobisćie dobrzesie czujesz będąc w 100% utrzymywana wynika z czego inneg
                              > o bo przeciez pracujesz i zarabiasz zatem w czym problem.


                              To chyba niezbyt uważnie czytaszsmile - bo także parokrotnie pisałam Ci, że mój partner utrzymuje DOM, a nie MNIE. Za swoje kupuję sobie ubrania, buty, kosmetyki, perfumy, za swoje chodzę do feyzjera/kosmetyczki, za swoje uprawiam swoje hobby oraz za swoje imprezuje, jeśli rzecz dzieje się bez niego, za swoje kupuję benzynę na moje wyjazdy solo - w sensie nie z nim. Jeśli myślisz Babi, ze to wszystko jest tanie, to się głęboko - niestety hehe - mylisz. Owszem, gdyby mi zabrakło, mogę wziąć z kasy partnera, ale przez blisko 9 lat jeszcze mi się tak nie zdarzylo smile

                              A teraz wyjasnij mi dlaczego tak bardzo boli Cię to, że normalny facet zarabiający 3 x tyle co ja uważa, że nie wypadałoby mu dzielić się ze mną rachunkami za mieszkanie, czy media?
                              Bo ze Cię boli to już wiemy smile
          • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 11:49
            No nie wiem może tak nie jest ale kiedy dziewczyna mieszka z chłopakiem i aspiruje do miana narzeczonej to na ogól stara sie wykazac w charakterze gospodyni-sprzatanie pranie, zakupy gotowanie. Chlopak nie musi do agencji ale ona tez może lubic ciupcianie zatem tego nie liczę.
            • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 12:53
              baba67 napisała:

              > No nie wiem może tak nie jest ale kiedy dziewczyna mieszka z chłopakiem i aspir
              > uje do miana narzeczonej to na ogól stara sie wykazac w charakterze gospodyni-s
              > przatanie pranie, zakupy gotowanie


              że co???smile

              . Chlopak nie musi do agencji

              Babo, Twoje posty pokazują, jak bardzo jesteś oderwana od rzeczywistości panującej poza Twoim pokoleniem.
              Do agencji??? Dziewczyno miła moja - jako tako prezentujący się i mający pare groszy facet nie musi w dzisiejszych czasach do zadnej agencji bieżyć. Pójdzie do klubu i może sobie wyrwać panne na 1 noc do wyboru do koloru smile

              ale ona tez moż
              > e lubic ciupcianie zatem tego nie liczę.
              >


              Pomijając niezgodny z SV jeży ...MOZE LUBIĆ ? Która normalna kobieta nie lubi seksu? Wyjaśnij mi. No chyba taka, która ma jakeiś bardzo traumatyczne doświadczenie z nim , nie wiem - gwał?
              • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 14:58
                No ale tej panie musi cos postawic, sam tez cos wydac, agencja nie agencja polowanie jest kosztowniejsze niż fikanko domowe. Oczywiście nieco uprościłam-panna może nie lubić AZ TAK często co wcale nierzadkie.Policz sobie kawały o zonach które boli głowa a kawały o nienasyconych zonach? Znam tyko jeden(za to dobry).Chodzi o to że panna aspirująca (co tu mocno podejrzewam) bedzie sie starała tak ogólnie. Nie wszystkie kobiety maja taki stosunek do prac domowych jak Ty. ja wlaściwie nie rozumiem dlaczego kupujesz ciuchy za swoje.jak jesz za jego to dlaczego sie nie ubierasz?
                  • baba67 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 07:01
                    Bo kora przegina potężnie nadinterpretując moje wypowiedzi a czasem wrecz wmawiająć mi czego nie pisałam. Postanowilam zrobic to samo.
                    Czy zazdroszczę tego że facet za nia placi ? No nie mogę inaczej mnie wychowano i zawsze bym się z tym żle czuła.Zazdroszcze o tyle że jako młoda panna chciałam wyjśc za pilota dla mnie to był symbol supersexapilu. Może jej zazdroszcze faceta ale nie tego ze za nia placi.
                    • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 07:48
                      Co Wy kobity macie z tymi pilotami ?smile Toż to normalne chłopy sa - jak w każdym zawodzie - różni.
                      Owszem, na ogól sa to opanowane osoby, ale to chyba jedyna taka wspólna cecha. Dla mnie początkowo zawod mego partnera był przeszkodą ...Bo jest to jednak zajecie bardzo niebezpieczne, a wypadki na ogol kończą się tragicznie. I tu przyznaje miałam problem,. czy wytrzymam ciśnienie po prostu. Na początku bywało trudno, ale po prawie 10 latach już się przyzwyczaiłam.
                      Pamiętam taką scenkę sprzed kilku lat. Mielismy iśc na imprezę taką większą, razem z nami mój eks. Na te okolicznośc przybył do nas do domu. No i siedzimy, pijemy kawkę, bo mój partner ma lada chwila wrócić z pracy. Czas mija, a jego nie ma. Dzwonię - nie odbiera. Dzwonię do jego pracy - polecieli i sa jakieś kłopoty. No niewesoło sad Mówię to eksiowi, a ten panika łolaboga, matkobosko, chrystepanie....Łaził mi nerwowo do domu paląc fajkę za fajką (już wówczas nie palił parę lat). - Nie ma go, na pewno się coś stało, nic nie wiadomo - w kołko to samo. A ja sobie siedziałam ...Mowie mu - Jakby się coś stało, to by wlasnie już było wiadomo, siadaj i siedź, nic nie zrobimy ...I wtedy zapytał mnie jak mogę być tak spokojna w takiej sytuacji ... To bardzo proste - mogę, bo ... ja już w takeij sytuacji bywałam wówczas nie raz smile Wiem, ze panika nic nie da. Mój fcet zadzwonił za jakies pół godziny. No mieli awaryjne siadanie, padł jeden silnik, ale szafa gra, zaraz będzie. Mój eksio pół impry przezywał te sytuację, a my - nie. Nie pierwsza taka i nieostatnia po prostu.

                      A ... przypomniała mi się jedna jeszcze cecha wspólna pilotow Babo smile a znam przynajmniej kilkunastu dobrze - żaden z nich nie oczekuje, że jego zona czy partnerka będzie się z nimi dzieliła po połowie kasą za dom, albo płaciła za siebie np. w restauracjismile Może dlatego, że chyba żadna z tych zon i partnerek zwyczajnie nie zarabia przybliżonych do ich poborów kwot ...
                      • asia.sthm Re: Kwestia rozliczenia 07.03.16, 12:28
                        kora3 napisała:
                        > Dla mnie początkowo zawod mego partnera był przeszkodą ...Bo jest to jednak zaj
                        > ecie bardzo niebezpieczne, a wypadki na ogol kończą się tragicznie.

                        E tam, zawod i praca pilota wcale nie sa niebezpieczne. Samoloty dzisiaj sa najbezpieczniejszym srodkiem komunikacji, no chyba ze mala cessna gdzies na odludziu Alaski przy minus 40 celcjusza.
                        Mozna spytac czym i dla jakich linii twoj partner lata? A moze ratownictwo albo samoloty bojowe?
                        • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 07.03.16, 12:42
                          Wiesz Asiu, faktycznie latadla statystycznie najrzadziej ulegają jakimś katastrofom. Tylko, że jak już któreś ulegnie, to na ogół kończy się to tragiczniesad
                          No, ale taka praca i w przypadku mego partnera także pasja smile Mój partner nie lata dla linii lotniczych, jest w formacji ,mundurowej podległej MSW. Tam lata się głownie śmigłowcami, a także samolotami typu mewa oraz motoszybowcami. Poza tym lata on hobbystycznie od prawie 40 lat smile czym się da w sumiesmile
                          • asia.sthm Re: Kwestia rozliczenia 07.03.16, 23:40
                            kora3 napisała:

                            > Wiesz Asiu, faktycznie latadla statystycznie najrzadziej ulegają jakimś katastr
                            > ofom. Tylko, że jak już któreś ulegnie, to na ogół kończy się to tragiczniesad

                            To nie jest dobre myslenie, Koro. Najlepiej nie wsiadac do zadnego samochodu - szczegolnie do takiego Formuly 1.
                            Polecam to.
                            www.pasazer.com/news/12014/auto,nie,wybierz,bezpieczny,samolot.html
                            • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 08.03.16, 05:48
                              Asiu, ale dla mnie nie stanowi to problemu, sama bardzo lubię latać rekreacyjnie smile Po prostu taka jest prawda. Fakt, że podczas w katastrofy smoleńskiej zgineło kilku moich dobrych znajomych, fakt, że załoga Kanii, która spadla na Białorusi w 2009 roku także była mi znana, ale także fakt, ze ostatnimi czasy odeszło sporo moich znajomych i trójka przyjaciół sad - bez zadnych wypadków, z powodu chorób.
                • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 04.03.16, 06:48
                  baba67 napisała:

                  > No ale tej panie musi cos postawic, sam tez cos wydac, agencja nie agencja polo
                  > wanie jest kosztowniejsze niż fikanko domowe.


                  Przerazasz mnie Babo ...U Ciebie WSZTSTKO sprowadza się do kasy i traktujesz kobiecy seks z założenia jako prostytucję

                  Oczywiście nieco uprościłam-panna
                  > może nie lubić AZ TAK często co wcale nierzadkie.


                  Aż jak często - doprecyzuj może
                  Bo jak jakiś facet ma ochotę 15 x razy dziennie, to faktycznie aż tak dużo mało kto w ogole wytrzymuje

                  Policz sobie kawały o zonach
                  > które boli głowa a kawały o nienasyconych zonach? Znam tyko jeden(za to dobry)


                  Policz sobie te o kochankach (panach zaspokajających cudze żony) smile Może te żony z Twoich kawałow "boli głowa", bo panowie mezowie z tych kawałów kiepscy w łóżku po prostu ?:smile

                  > .Chodzi o to że panna aspirująca (co tu mocno podejrzewam) bedzie sie starała t
                  > ak ogólnie. Nie wszystkie kobiety maja taki stosunek do prac domowych jak Ty.


                  To znaczy jaki? Że chlop nie idiota odkurzacz w rękach utrzyma i pralki nie zniszczy?smile

                  j
                  > a wlaściwie nie rozumiem dlaczego kupujesz ciuchy za swoje.jak jesz za jego to
                  > dlaczego sie nie ubierasz?


                  A dlaczego to dla Ciebie interesujące Babo? Sama sobie zadaj to pytanie smile Po prostu usiadź wygodnie, weź pare oddechów i sama sobie na głos zadaj pytanie: dlaczego interesują mnie rozliczenia obcej pary ludzi? Dlaczego mam problem z tym, że mają takie, a nie inne? Co mnie w tym boli?
                  Może jak na głos usłyszysz jak głupie jest takie pytanie, to zastanowisz się nad sobą, nad swoja postawą po prostu ...
    • claratrueba Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 06:01
      Myślę, że byłoby dobrze, gdybyśmy wiedzieli jakie naprawdę są relacje tej pary. Bo określenie "narzeczony" to możemy i my, i autorka zupełnie inaczej rozumieć.
      Kiedy autorka zamieszkała u pana znajomość trwała 3 miesiące. Nie sądzę by oboje podjęli wówczas decyzję by razem spędzić życie. Raczej było tak, że panna gdzieś tam mieszkała w jakimś wynajętym, być może nie za komfortowym i pan proponując jej mieszkanie u niego (o ile proponował a nie jedynie nie umiał odmówić naleganiom panny) chciał tylko by mieszkało jej się wygodniej. To nie była żadna deklaracja "narzeczeńska" a jedynie "lokalowa".
      Minął rok i albo faktycznie pan stał się "narzeczonym" w tradycyjnym sensie- czyli oświadczył się i para podjęła decyzję o wspólnym życiu a nie tylko mieszkaniu razem.
      Albo nie i tylko autorce wydaje się, że mieszkanie razem od roku daje jej prawo do uważania pana za "narzeczonego". Z racji upływu czasu a nie konkretnych deklaracji.
      Obawiam się, że to drugie.
      Że dla pana jest to nadal układ "mieszka u mnie moja dziewczyna, z którą może będę chciał spędzić resztę życia a może nie- jeszcze nie wiem" a dla panny "mieszkamy razem już rok więc jesteśmy parą na stałe".
      Tymczasem decyzje o "byciu razem na zawsze" to rzadko podejmuje się po roku i 3 miesiącach znajomości. Choć zdarza się, że para jest pewna, że "są dla siebie stworzeni". Kiedyś oznaczało to małżeństwo, co obecnie niekoniecznie jest modne choć to sprawdzone przez wieki rozwiązanie bardzo upraszczające kwestie majątkowo-rozliczeniowe. Szczególnie kiedy istnieje majątek odrębny, który nie wchodzi do ustawowej wspólności małżeńskiej a takim jest to mieszkanie pana- prawo nabyte przed zawarciem małżeństwa.
      Obecnie wiele osób żyje w przekonaniu, że znajomość "póki nam dobrze ze sobą to jesteśmy razem, ale o wspólnej przyszłości zdecydujemy kiedy będziemy pewni" staje się prawie-małżeństwem bo razem mieszkają. Tymczasem ludzie rozstają się i po roku, i po dwóch i po pięciu. Wspólnego płacenia po równo jeśli wynajmują mieszkanie cudze.
      I obawiam się, że raczej to jest problemem autorki a nie 125 zł.
      Że po roku mieszkania razem ona czuje się kimś więcej niż dziewczyną, która mieszka ze swoim obecnym chłopakiem na takich zasadach jakby wspólnie wynajmowali. A dla pana to nadal jest taki układ jak rok temu.
      Nikt tu nie jest świnią czy materialistą (równie dobrze można byłoby skrzywdzić pannę że "łapie faceta z mieszkaniem"). To jest po prostu konsekwencja decyzji, która okazuje się zła- bo rodzi nieporozumienia "kim jesteśmy dla siebie".


      • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 06:25
        No tu masz troszkę racji, pewne rzeczy po prostu TRZEBA omówić, jak nie wychodzi samo z siebie - to centralnie.
        Czy wspólne zamieszkanie po 3 miesiącach to szybko? No dla mnie tak. Ale dla mnie "szybko" w sensie szybkiej oceny związku, jako ten z założenia poważny. My sami podjęliśmy decyzję o wspólnym zamieszkaniu po miesiącach coś 4, czy 5. Przypuszczam, ze gdyby któreś z nas dysponowało wówczas swoim mieszkaniem tu, to pewnie szybciej by się to stałosmile bo nie musielibyśmy szukać i kupować. ALE nadal nie pojmuje postawy gościa (gdyby na jego miejscu była kobieta - także nie rozumiałaby - uprzedzając). Czym innym bowiem jest WYNAJEM komuś mieszkania czy pokoju, a czym innym dla mnie przynajmniej wspólne mieszkanie.
        Nie wiem dlaczego to tak trudno zrozumieć, ale spróbuje już bardzo prosto wyjaśnić. Wynajmuje się komus pokój, by ZAROBIĆ na tym! Tu pan tak robi, a chodzi o osobę z którą żyje!!!
        Nie wydaje ci się mocno cyniczne i skrajnie wyrachowane ZARABIANIE na takiej osobie? Tak samo, jak na np. siostrze, kuzynce, koledze, przyjacielu? Bo mnie TAK - sorry.

        Wiem, zaraz mogą być teksty o przygarnianiu jak psa smile hehe. Nie, nie chodzi żadne przygarnianie, chodzi o postawe wobec osoby bliskiej. Jak wspomniałam na studiach czas jakiś mieszkał u mnie mój przyjaciel - płacił za połowe czynszu i mediów, dla niego to było oczywiste, ALE choć nigdy nie poprosił mnie o pokazanie tzw. skiązeczek opłat W ZYCIU BY MI DO GŁOWY NIE PRZYSZŁO podać mu kwote do podziału pare razy wyższą niż faktycznie była. Gdybym wówczas chciała to mieszkanie wynająć komuś, czy też pokiój - owszem cena za takie cos byłaby znacznie wyższa niż czynsz (bo miejsce dobre i standard niezły). Ale to przecież mój przyjaciel, a nie NAJEMCA. Mieszkanie nie było w kredycie, ale GDYBY było nie przyszłoby mi do glowy, żeby jakimikolwiek kosztami kredytu obciążać przyjaciela. Bo przecież nie czyniłabym go współwłaścicielem.
        • majaa Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 09:47
          Otóż tosmile I tak naprawdę to w tej sytuacji zupełnie nie ma znaczenia, na co pan przeznacza te pieniądze, które dostaje od autorki: na spłatę kredytu czy na inne wydatki. Chodzi głównie o to, że traktuje ją jak zwykłego najemcę, a nie kogoś bliskiego.
        • claratrueba Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 10:36
          Koro, ta para na taką wysokość opłaty się zgodziła. Oboje, panna ją zaakceptowała. Pan uznał, że jeśli panna poniesie taki sam koszt jaki poniosłaby za analogiczne mieszkanie jest rozwiązaniem uczciwym obiektywnie. Nie stawia jej w syt. kiedy przez fakt, że ma mieszkanie a ona nie, ona będzie zawdzięczać mu mieszkanie tańsze. Być może zawdzięcza mu mieszkanie wygodniejsze, bez nielubianego współlokatora, ładniejsze, w lepszej lokalizacji, nie musi dojeżdżać do swojego "narzeczonego". Ale w kwestii finansów nie musi czuć się gorsza, niczego nie straciła, niczego nie zyskała.
          Ludzie mają różny stos. do kwestii mieszania uczuć z pieniędzmi w relacjach.
          I bardzo często "księgowe zasady" pozwalają uniknąć "towarzyskich kwasów". Tylko trzeba je ustalić. Najlepiej na początku.
          A co jeśli oprócz obciążeń finansowych pana, o których panna wie, istnieją takie, o których nie wie? Np. prywatna pożyczka? I te jej tysiąc złotych to nie jest wcale mniej niż połowa obciążeń?

          • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 10:40
            Claro, jak takie księgowe podejście wygląda widziałam wiele razy i nie szłabym w to nigdy ...Ale nie w tym rzecz - dla mnie ZARABIANIE na bliskiej osobie jest nie tego i pozostanę przy tym.
          • basiastel Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 11:25
            W swojej wypowiedzi czynisz pana wręcz altruistą i człowiekiem o ogromnej empatii, który dba, by narzeczona nie czuła się gorsza. Tymczasem facet autorkę wykorzystuje.
            A Twoje ostatnie zdanie wręcz zwala z nóg. Naprawdę uważasz, że dziewczyna powinna partycypować w finansowych obciążeniach pana, wynikających z jego prywatnych pożyczek?
            • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 11:44
              Dokładnie - jak można w ogóle WYNAJMOWAC coś bliskiej osobie??? Dzielić koszty użytkowania mieszkania na połowę - to owszem - ok. Ale koszty KREDYTU??? To tylko wówczas, gdyby mieszkanie docelowo miało być wspólne.
      • basiastel Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 12:33
        Kiedyś oznaczało to małżeństwo, co obecnie niekoniecznie jest modne
        > choć to sprawdzone przez wieki rozwiązanie bardzo upraszczające kwestie majątk
        > owo-rozliczeniowe. Szczególnie kiedy istnieje majątek odrębny, który nie wchodz
        > i do ustawowej wspólności małżeńskiej a takim jest to mieszkanie pana- prawo na
        > byte przed zawarciem małżeństwa.
        -------------
        Kiedy Ciebie czytam, to z przykrością stwierdzam, że nie jestem taka kumata, za jaką się uważałam. Wyjaśnij mi, proszę, w jaki sposób instytucja małżeństwa upraszcza kwestie majątkowo-rozliczeniowe dot. majątku odrębnego?
        Mam mieszkanie i byłam w związku niemałżeńskim, który mi nie służył. Powiedziałam więc partnerowi, że już go nie chcę i poprosiłam go o opuszczenie mojego mieszkania. Można to było jakoś przez małżeństwo uprościć?
        • kora3 Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 12:59
          No widzisz Basiu, też z niecierpliwością czekam na odp. Baby, bo bylam w podobnej do Twej sytuacji, tylko, ze ja byłam zamezna i meza zameldowałam w swoim mieszkaniu. Później gdy okazało się,ze mnie związek nie sluzy nie chciał mi się wyprowadzić przez bagatela kochaniutka 3 lata. Nie widze za bradzo dla siebie korzyści z tego, ale może Baba wskaze.
          • claratrueba Re: Kwestia rozliczenia 03.03.16, 15:18
            Akurat Koro, to moja "pochwała małżeństwa" w kontekście majątku odrębnego.
            Rozwiązanie proste, choć wtedy kiedy je zastosowaliśmy z moim mężem nie było zasługą naszych wówczas bardzo młodych rozumów, a potrzebą powierzchni, przestrzeni. Marzenia, które mieliśmy oboje- o domu z ogrodem, psami.
            Tymczasem on wynajmował, ja miałam mieszkanie małe. Dla jednego wystarczające, dla dwojga - nie takich jak my. O czym wiedzieliśmy przed ślubem bo fajnie było jak bywał u mnie, nocował. Ale jeszcze fajniej jak sobie do siebie pojechał i miałam te dwa pokoiki dla siebie. Tym bardziej, że jesteśmy bałaganiarze oboje.
            Więc po prostu ja wynajęłam to swoje mieszkanko (nadal jest moje) on zrezygnował z wynajmowania i wynajęliśmy oboje całkiem przyzwoite i za kwotę trochę mniejszą niż suma ceny tego, co on płacił + suma, którą ja uzyskałam za wynajęcie.
            I zaczęło się wspólne oszczędzanie, dorabianie, budowanie, mieszkanie w domu, gdzie była tylko kuchenka i stół turystyczny a spało się na materacach. Z psem- bardzo się przydał, bo grzał kiedy trzeba było oszczędzać na ogrzewaniu. Wspólne układanie podłogi, żeby było taniej, malowanie, tapetowanie, robienie prostych mebli.
            Był moment, kiedy chciałam sprzedać to swoje mieszkanie, żeby w końcu było na urządzenie. I wtedy mój mąż powiedział "Nie. Gdy umarł twój ojciec- twoja matka musiała tyrać na dwa etaty, a ty zamiast się bawić na studiach- pracowałaś. Rób jak chcesz, to Twoje mieszkanie. Ale dopóki je masz, masz jakieś zabezpieczenie."
            A przyszedł moment taki, kiedy te pieniądze za wynajem były jedynym moim dochodem. A mężowi akurat dochody spadły.
            I miłość nie wyskoczyła oknem, bo bieda nie zapukała do drzwi. Jak to mówi stare francuskie przysłowie,
            • kora3 A powaznei Claro 04.03.16, 07:07
              Twoja historia, jak wiele innych, budujaca. Ale nic nie wnosi w to o co Basia pytała. I żadna nie wniesie, bo tak naprawdę wszystko zależy od człowieka z jakim się wiążesz, a nie od papieru jakie z nim podpiszesz. Przyzwoity człowiek będzie przyzwoity czy będzie mezem, czy partnerem, czy kolegą, czy kochankiem, czy współpracownikiem. Szuja - tak samo smile

              ja mam nadal pełnomocnictwo do konta mego ekspartneraa on ma do mojego. Nie jesteśmy razem od ...10 lat. smile Ale nikt z nas nie cofał po rozstaniu się, ani potem po mojej wyprowadzce tych pełnomocnictw, bo żadnemu nie przyszło do głowy, że drugie mu konto wyczyści. I słusznie ..Po prostu się znamy i wiemy, ze prędzej by jedni drugiemu coś dorzucilo niż wzięło smile </