święta i lekceważące zachowania rodziców

26.03.16, 16:43
Witam. Mam 42 lata, męża i dwoje dzieci. Mam też rodziców, którzy ciągle zachowują sie wobec mnie w sposób lekceważący i "olewatorski", wbijają mnie w poczucie winy, ciągle oskarżają o całe zło tego świata, o chorobę mojego syna (kompletnie bezpodstawnie, bo choroba ma podłoże genetyczne, a nie jest spowodowana błędami w wychowaniu). Zawsze na wsyztsko sie godzę, pierwsza wyciągam rękę do zgody, nawet jesli poziom ranienia z ich strony przekracza niebezpieczne granice. "Odpier... sie od nas", słysze kilkanascie razy na miesiąc, a już na pewno przy każdej sprzeczce.
Rodzice mają oprócz mnie, młodszego ode mnie o 6 lat syna, który jest ich oczkiem w głowie, bo "wybił się", przynosi dumę, jest w życiu KIMŚ.
Moje dzieci czują sie tak, jakby nie miały dziadków w ogóle, bo ci kompletnie sie nimi nie interesują, nie przyjeźdżają, nie odwiedzają, nie zabierają do siebie (w porównaniu, z dziećmi brata nawet na basen jeżdżą, zostawiają u siebie, gdy tylko jest taka możliwość). N o ale to oczywiście MOJA WINA. Moje dzieci nie lgną do dziadków, nawet jesli już sie widzą, nie ma rzucania sie na szyję, radości, spontaniczności itd. Po prostu niewiele znają dziadków.
Oczywiście ojciec wykrzyczał mi, ze to moja wina, bo ja nastawiam dzieci przeciwko nim (podczas, gdy minione 12 lat zycia straciłam na wpychanie dzieci na siłę dziadkom i na próby zblizenia ich do siebie. STRACIŁAM, bo efektu nie osiagnęłam).
Aktualnie zbliżają sie święta. W połowie marca mój mąż miał imieniny. Zaprosiliśmy w związku z tym moich rodziców i rodziców męża (stosunki, powiedzmy, poprawne) w poniedziałek wielkanocny na obiad. Moi rodzice z kolei zaprosili nas na śniadanie wielkanocne. Zaproszenie zostało przyjęte, przygotowania poczynione, pozamawiane, opłacone (ja jestem chora i nie wszystko daję radę zrobić sama, więc część zamówiliśmy z kateringu).
Wyobraźcie sobie, wczoraj popołudniu dzwoni mój ojciec i informuje mnie, ze jednak nie przyjadą w poniedziałek do ns, bo własnie zadzwonili teściowie mojego brata i chcą sie z nimi spotkac w poniedziałek (chcą do nich przyjechać). Osłupiałam. Przecież moi rodzice od 2 tygodni wiedzieli o naszym zaproszeniu i ... przyjęli je.
Niestety, twierdzili, ze już tak dawno sie zgadywali, że "kiedyś" sie odwiedzą, więc teraz akurat nastała okazja, no to głupio im było odmówić, nie potrafili, nie chcieli.... itd.
Do mnie , jak stwierdzili, przyjadą po świetach (wtedy, kiedy z zaplanowanych i zamówionych potraw nie będzie juz nic i będzie trzeba robic nowe - chociaz jedzenie jest tylko niewielkim procentem, dla którego odczuwam żal).
Jest mi bardzo przykro. Powiedziałam, ze jesli oni w ten lekceważący sposób potraktują moje zaproszenie, to ja podobnie potraktuję ich i niadanie wielkanocne przygotuję dla włanej rodziny we własnym domu.
Od wczoraj znów ciągle robią mi wyrzuty, mówią, ze ich nie szanuję, że nie są dla mnie ważni i każą przyjechać na wielkanoc jutro.
Dziś ojcie zadzwonił i stwierdził, ze zrobię, co mi będzie sumienie nakazywało, ale jutro śniadanie jest u nich o 10 (mam wziąć pod uwagę, ze mają prawie po 70 lat (mój przypisek 66 i 64). Zapytałam "u nas obiadd w poniedziałek jest o 14. Będziecie?". Odpowiedź była krótka "NIE".
Teraz siedze i zżerają mnie wyrzuty sumienia, w które oni sami mnie wrobili. Jutrzejszy dzień, jesli nie przyjedziemy, spędzą sami - jedynie z 92 letnia babcią. Z drugiej strony, jesli znów dam się poniżyć i przyjadę, to nigdy nie będą mnie szanować, a moje dzieci znów zobaczą, jaką jestem osobą bez ambicji i honoru. Zrobienie wielkanocnego śniadania, nie jest dla mnie problemem.
Podpowiedzcie, co zrobić w takiej sytuacji? Poniżyć się i jechać, czy wreszcie uszanować samą siebie i nie jechac?

PS. Dodam, zę wczoraj zadzwonili nawet do mojego męża , żeby okazał roządek i przemówił mi do rozumu i wytłumaczył, że nie mogli odmówić. Dodam też, ze z teściami brata nie łączą ich jakie specjalne więzi. Ot, znajomi. Jedyne co, to ogromnym zacunkiem darzą swoja synową i myslę, ze ze strachu przed jej reakcją woleli zlekceważyc mnie, niż powiedziec prawde jej rodzicom. Kiedy powiedziałam, ze powiem bratowej, jakie mieli plany rodzice na ten poniedziałek, to matka zagroziła, ze jeśli zrobię jakikolwiek krok w keirunku ich synowej lub teściów i cokolwiek pisne, to "z nami definitywny koniec".
Jestem już u kresu wytrzymałosci psychicznej. Corobic?



    • lena36 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 26.03.16, 17:11
      Jeszcze się pytasz? Przykro to mówić ale jeśli sprawy rzeczywiście tak wyglądają jak piszesz to niestety masz okropnie toksycznych rodziców. Toksyczni ludzie maja to do siebie że uwielbiają wbijać innych w poczucie winy oraz wywierac presję. Natomiast swojego złego zachowania nie widzą kompletnie. Wiem o czym mówię wychowałam się w takiej rodzinie. Nie jechać na śniadanie i spróbować czuć się dobrze z ta decyzja. Rodzice zapewne zrobią jeszcze sporo byś poczuła się z tym źle. Nie daj się.
    • shmu Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 26.03.16, 17:52
      Jesli ktos mowi do Ciebie ,,odp... sie od nas", to poprostu zrob to raz na zawsze, bo jasniej nie da sie wyrazic do kogos braku szacunku i lekcewazenia. Takich stosunkow sie nie naprawia, takie stosunki sie zrywa i nie dyskutuje, nie tlumaczy, ucina pytania i nie dopuszcza do wpedzania w wine. Wiec potraktuj to wydarzenie ze zlekcewazeniem Twojego zaproszenia jako pretekst i sie poprostu odetnij od rodzicow.
      Zgodnie z tematem watku - moim zdaniem sytuacja jest niedopuszczalna. Nie przyjmuje sie zaproszenia, jesli ma sie juz plany z kims innym i nie obarcza sie winy osoby, ktora poczula sie urazona byciem zignorowana (koszmarne zdanie). Szczegolnie jesli sytuacja jest juz podminowana. Daj sobie spokoj, ciesz sie wlasnymi dziecmi i mezem.
      • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 26.03.16, 18:54
        W tej chwili dostałam sms od rodziców , cyt. "Pełnych miłości, radości i zdrowia Świąt Wielkanocnych oraz smacznego jajka życzą - tu imię i nazwisko rodziców.
        Mam wrażenie, ze to kolejny chwyt, aby wbić dalej w poczucie winy.... W normalnych warunkach, kohający rodzice nie przysyłają takich mow z potrzeby serca sad.
        • lena36 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 26.03.16, 19:00
          Jakaś chora sprawa...rodzice podpisują do Ciebie smsa imieniem i nazwiskiem? Aż mi się nie chce trochę wierzyć. ...
          • kopciuszek83 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 26.03.16, 19:12
            "Jakaś chora sprawa...rodzice podpisują do Ciebie smsa imieniem i nazwiskiem? Aż mi się nie chce trochę wierzyć. ..."
            Bardzo proste do wyjasnienia: napisali szablon świątecznego smsa i skorzystali z opcji typu "wyślij do wszystkich z ksiązki adresowej", nie przejmujac sie tym, że do jednego wora wrzucają rodzinę, przyjaciół, dalszych znajomych, hydraulika i fryzjerkę wink
    • agulha Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 26.03.16, 19:31
      Musisz przestać się kulić w sobie i musisz zdać sobie sprawę, że to Ciebie krzywdzą, a nie Ty krzywdzisz. Być może pomogła by Ci psychoterapia (mnie kiedyś, w zupełnie innej sprawie, psychoterapia zaszkodziła, ale znam osobę w sytuacji podobnej do Twojej, która twierdzi, że jej bardzo pomogła). Nie jesteś sama, masz męża (rozumiem, że normalny facet, a nie troki od kalesonów?), masz oparcie, nie musisz chyba całe życie rozpaczliwie szukać akceptacji rodziców?
      Najlepiej to by Ci chyba zrobiło, gdybyście z mężem i dzieci przenieśli się gdzieś daleko z Twojego miasta/miejscowości. Na emigrację, albo chociaż może jakaś dobra posada w innym polskim mieście? Oczywiście, nie zawsze takie coś jest w ogóle do pomyślenia (może macie np. gospodarstwo rolne, wtedy nie wchodzi to w grę).
    • an-i-ka Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 27.03.16, 09:55
      "Zawsze na wsyztsko sie godzę, pierwsza wyciągam rękę do zgody, nawet jesli poziom ranienia z ich strony przekracza niebezpieczne granice. "Odpier... sie od nas", słysze kilkanascie razy na miesiąc, a już na pewno przy każdej sprzeczce."

      Ja bym się zastosowała do takiego polecenia. Ewidentnie widać, że granice zostały dawno temu przekroczone.

      Dlaczego się sprzeczacie kilkanaście razy w miesiącu? To nie jest zdrowe nawet kontaktować się zbyt wiele razy z rodzicami w ciągu miesiąca podczas gdy się ma własną rodzinę, a co dopiero kłócić...

      Wydaje mi się, że to nie jest zagadnienie z s-v, lecz jakiś problem psychologiczny. Najwyższa pora przestać szukać uznania u rodziców, może dzięki temu coś zrozumieją. Szanuj rodziców, ale nie pozwalaj na brak szacunku wobec siebie. Domagaj się szacunku dla swojej rodziny, za każdym razem, gdy czujesz, że zostaliście zlekceważeni. Nie musisz się godzić na takie traktowanie.

      Masz męża, dzieci, babcię - skup się na bliskich osobach, a nie na tych, którzy nakazują ci "odpier... się".
      • horpyna4 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 27.03.16, 10:41
        Zgodnie z SV należy się grzecznie odciąć od takich rodziców. Najlepiej przygotować sobie w miarę uprzejmą formułkę do odpowiadania na wszelkie próby kontaktu, coś w rodzaju "nie zamierzamy się z wami spotykać, bo nas źle traktujecie" i powtarzać ją jak mantrę zarówno przy uprzejmych, jak i nieuprzejmych prób nawiązania przez nich kontaktu. Nic więcej, nie dyskutować, wyrecytowywać tekst do telefonu i rozłączać się.
        • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 27.03.16, 13:50
          Nie pojechałam. Trudno. Jak jetem 18 lat po slubie, to pierwze więta, które pędzamy osobno. Dosć traktowania w ten prób. Już przed Bożym Narodzeniem był problem, bo mało, że kazano mi się "odpierd....", to na próby szukania kontaktu mimo wszystko, zostałam postraszona policją przez własnego ojca (czego później skutecznie sie wypierał).
          Na święta pojechałam, bo wydawało mi się, ze to byłoby świństwo z mojej strony nie jechać.... Dziś tego żałuję, bo tylko byłam wiadkiem, jak moja mamusia wpatrzona była w swojego synka i usługiwała synowej, do mnie nawet niewiele sie odzywając.
          Teraz postawiłam prawę na ostrzu noża. Dość tego - albo zanujecie dane nam słowo i przyjeźdżacie w poniedziałek (co skutkuje naszym przyjazdem dziś), albo ignorujecie naze święta, co skutkuje tym samym w drugą stronę.
          Wczoraj wieczorem dostałam odpowiedź od matki, że ja też nie przyjeżdżałam na ich imieniny, że w dniu imienin czekali "z otwartą bramą", aż sie pojawimy, a my nie przyjechaliśmy. Cóż? Fakt jest taki, ze nikt na na te imieniny nie zapraszał, a w dniu imienin zostałam poproszona o "odpierd.... się" i postarszona policją. Toteż mowę mi odjęło, jak przeczytałam, ze w tym dniu czekali na nas " z otwartą bramą".
          Widzę, ze smsy od moich rodziców, to próba manipulacji psychologicznej i prowokacji. Nie odpowiadam, bo to nie ma sensu. Oni potrafią mi naubliżać i na drugi dzień wyprzeć sie tego, zrzucając winę na mnie i pomawiając mnie o "chorobę psychiczną".
          Podziwiam moją bratową za to, jak sobie "wychowała" moich rodziców. Szacunek wobec niej jet godny pozazdroszczenia. Ze strachu przed jej reakcją olali nawet właną córkę i wnuki. A bratowa dziś śle mi smsy z życzeniami pieknych, RODZINNYCH świąt...
          • agulha Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 27.03.16, 16:00
            Moim zdaniem, to nie jest wina bratowej. Gdybyś weszła do rodziny i dostrzegła, że Twoi teściowie faworyzują Twojego męża i Ciebie, a lekceważą swoją córkę, podjęłabyś misję wychowywania teściów?
            • hybriska Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 28.03.16, 00:59
              Nie szukaj dla nich usprawiedliwienia że to wina synowej. Na terapię ale już!!! Po to aby odciąć kontakty raz na zawsze z toksycznymi rodzicami. Czy chcesz aby tacy ludzie wplywali negatywnie na pewność siebie twoich dzieci?
    • vivi86 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 27.03.16, 14:56
      Nie jechać. Niech się wypchają.
    • makinetka82 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 27.03.16, 17:46
      Kaju, i jaka była Twoja decyzja? Byłaś na tym śniadaniu?
    • hybriska Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 28.03.16, 01:03
      To temat bardziej na forum "życie rodzinne". Tam wszyscy wysłaliby Cię na terapię. Twoi rodzice są toksyczni, powinnaś zerwać kontakty. Pędem na terapię, zrób to dla siebie, swojego małżeństwa i dzieci
    • genny1 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 28.03.16, 09:39
      To na pewno nie prowokacja? Nie chce mi się wierzyć w istnienie takich rodziców ...
      • horpyna4 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 28.03.16, 09:56
        Może i prowokacja, ale ja już nie jedno widziałam. Wiem, że takie zachowanie jest możliwe i że problem nie jest całkowicie wzięty z sufitu.

        • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 28.03.16, 20:10
          dziękuję hopryna za wyrozumiałość.
      • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 28.03.16, 20:09
        genny, to nie prowokacja, choć bardzo chciałabym, aby tak było. Po cóż prowokować takie starszne rzeczy... Oczywiście nie udowodnię swojej prawdomówności, ale... nie o udowadnianie mi chodzi. Jeśli nie wierzysz, trudno, ale rozumiem.
        Nie pojawiłam sie na śniadaniu wczoraj. Dziś cały dzień ze strony rodziców martwa cisza. nie odezwali się do mnie i wątpię, że zrobią to pierwsi. Sama mam rodzinę, dwójkę dzieci i nie wyobrażam sobie, że mogłabym z jednym z nich zerwać kontakty. Moi rodzice to potrafią. moja matka nie odzywała sie ze swoim bratem 20 lat, z siostrą mojego ojca, nie odzywają sie już 5. Dla nich są do pomyślenia takie układy w rodzinie - dla mnie nie i dlatego jest mi bardzo ciężko. Mimo wszystko jestem z siebie bardzo dumna. Po raz pierwszy w życiu postawiłam się "na ostro". Teraz faktycznie potrzebuję terapii, żeby sie nie złamać, nie zadzwonić, nie pozwolić na kolejne poniżania...
        • koronka2012 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 28.03.16, 21:08
          Kaju, tobie naprawdę bardzo potrzebna jest terapia, nie zdołasz się uwolnić z tego toksycznego kręgu, skoro po tylu latach gnojenia nadal piszesz, że "takie układy w rodzinie są dla ciebie nie do pomyślenia". To trochę tak, jakbyś stosowała mechanizm wyparcia, i stale łudziła, że któreś święta w magiczny sposób odmienią te chore układy. Nie odmienią, i pora się nauczyć żyć z tą myślą i po prostu odciąć.
        • zmija_w_niebieskim Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 28.03.16, 21:53
          Koronka ma rację, musisz się odciąć. A pierwsze, co powinnas zrobić, to zmienić numer telefonu - a raczej wszystkie numery jakie macie w rodzinie - i nie dawać nowych rodzicom. Ich numer też wyrzucić i postarać się zapomnieć jak najszybciej. Zobaczysz, jaką poczujesz ulge i spokój.
          Przeprowadzka do innego miasta to byłby najlepszy pomysł, ale wiadomo - to nie zawsze jest możliwe.
          A jeśli i tak uda im się z Tobą skontaktować, to udaj wielkie zdziwienie: No jak to? Przecież sami kazaliście mi się od siebie odp....lić, więc tylko się dostosowałam do waszego życzenia.
        • majaa Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 15:49
          Współczuję sytuacji. Mogę się tylko domyślać, że to musi być dla Ciebie strasznie przykre i trudne. Ale możesz być z siebie dumna, że odważyłaś się na ten pierwszy krok w stronę zmiany Waszych toksycznych relacji. Zaczynasz brać sprawy w swoje ręce i decydować, a to już dobrzesmile No i ważne, że masz oparcie w mężu i dzieciach. Terapia z pewnością też się przyda, może okazać się wręcz niezbędna, bo pewnie jeszcze nie raz ogarnie Cię poczucie zwątpienia i załamania. A musisz wytrwać w swoich postanowieniach, jeśli chcesz odzyskać wiarę w siebie i poczucie własnej wartości.
      • chris1970 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 08:30
        Osobiście nie musisz wierzyć, ale ja potwierdzam, że istnieją takie domy. Miałem znajomą, która się wychowywała w takich warunkach. Przeszła przez życie w otoczeniu nieustających manipulacji. Rodzice wybierali szkoły dla córek, przy czym, sami zainteresowani nie mieli nic do powiedzenia. Starsza córka po wyjściu za mąż odcięła się od rodziców zupełnie zapewniając spokój rodzinie. Moja znajoma, młodsza córka tych państwa, odcięła się dopiero po zmianie pracy i wyjeździe do innego miasta. Niestety, życie w takich warunkach odcisnęło się i na tę znajomą, ponieważ zaczęła stosować te same techniki manipulacji w stosunku do otoczenia. Z tego właśnie względu i ja przestałem się kontaktować z tą osobą.
    • baba67 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 10:47
      Mnie sie wydaje że to typowy przypadek gdzie widzimy tylko racje jednej strony a racje drugiej sa przemilczane . Bo do takiego konfliktu to trzeba bardzo aktywnego uczestnictwa OBU stron. Normalny spokojny czlowiek nie kłóci się z rodzicami ktorzy mają go w wysokim poważaniu tylko unika kontaktów jak może sprowadzając je do niezbędnego, chłodno uprzejmego minimum. I wnuki tu nie maja nic do rzeczy. Ludzie dla ktorych wnuki sa obojętne bo nie darza wielka miłością ich matki a swojej córki spokojnie moga je widzieć cztery razy w roku i naprawde nic sie nie stanie.
      • judith79 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 12:38
        Nie, do konfliktu w tego typu rodzinie nie trzeba aktywnego uczestnictwa obu stron, a relacji w patologicznej/toksycznej rodzinie nie można porównać do żadnych innych relacji międzyludzkich. Jeśli całe życie tkwi się w sieci manipulacji, agresji, całe życie jest się kontrolowanym przez rodziców to nie jest się normalnym, spokojnym człowiekiem. Nie ma znaczenie czy ma się lat 10, 42 czy 60 takie coś się ciągnie i ciągnie aż do śmierci rodziców. Pomagają tylko dwie rzeczy albo terapia (zwykle koncząca relacje) albo partner, który jako osoba z zewnątrz widzi patologię sytuacji i o ile emocjonalna relacja miedzy nim a "ofiara" jest dostatecznie mocna pomaga się człowiekowi wygrzebać i odciąć. W obu powyższych sytuacjach niestety ciągnie się za człowiekiem poczucie winy (nawet jeśli po terapi twierdzi, że tak nie jest).
        • baba67 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 13:13
          Chodziło mi o konkretne sytuacje w których padło to "od$#%^&cie sie od nas". To nie było tak że Kaja z rodzina przyszła do rodziców z miła wizyta rozmawiali przyjemnie a rodzice ni z tego ni z owego wyjechali z takim tekstem. Tam agresja jest po obu stronach , rozpoczeli rodzice zgoda, ale błedem jest obraz Kai jako milej grzeczniutkiej córeczki rodziców-potworów. kto zacząl to zaczął ale do awantur potrzeba dwóch stron. i nie pisz że nie potrzeba aktywnego uczestnictwa obu stron bo nie pokłócę sie z szafą.
          Z reszta wypowiedzi się zgadzam.
          • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 15:22
            babo, "odpier... się" padło w sytuacji, gdy zadzwoniłam do mamy z życzeniami imieninowymi, i tak, choc to dla Ciebie niemożliwe do przyjęcia, było grzecznie i miło. W trakcie rozmowy z mamą, zadzwonił na drugi aparat mój brat i w tym momenie mama trzymała telefon przy uchu, niby "rozmawiając" ze mna, a w tym czasie słuchała brata, i chwaliła go za jakieś kolejne osiagnięcia w pracy. Zadałam dwa razy pytanie - pozostało bez odpowiedzi. Na pytanie "łuchasz mnie w ogóle?", usłyszałam " a o czym z tobą można rozmawia? o fryzjerze i pogodzie jedynie, mam X. na linii, zadzwon kiedy indziej". Po godzinie zadzwoniłam raz jeszcze i już mama była podminowana, bo jakaś koleżanka jej dzwoniła wczsniej i jej córka zaproiła ją do teatru. Mama mi wygarnęła, ze ja ją w życiu do teatru nie zaprosiłam. No więc jej pwoiedziałam, ze jesli ze mną tylko o pogodzie i fryzjerze, to może niech ją syn zaproi. W tym momencie padło "odpier... się". inne sytuacje, to wtedy, gdy prosiłam o zostanie z wnukami, pomoc po mojej operacji (miałam b. poważną operacje ginekologiczną, po której normalnie kobiety dochodzą do siebie miesiacami. Ja wyszłam ze szpitala natępnego dnia, bo nie miałam z kim zostawic dzieci, a moja matka strzeliła focha i nie odzywała sie przez tydzień po operacji (a potem, i tak ja zadzwoniłam pierwsza). Opłacałam sobie panią, która przychodziła i pomaga la mi pościelać łóżko, czy odprowadziła dzieci do przedzkola i szkoły. Wtedy na moja prośbę o pomoc, usłyszałam to samo, co za pierwszym razem w opisywanych historiach.
            innym razem rodzice próbowali wcisnąc na mojego syna spodnie - rurki, bo kupili synowi brata, ale była na tamtego za małe. Powiedziałąm, że mój syn nie cierpi rurek, nie będzie chodził w tych spodniach i to tylko dlatego, ze kochanemu wnusiowi nie pasują. Wtedy skończyło sie nie tylko na "odpier.... się", ale na wyprowadzeniu mnie przez ojca do przedpokoju, gdzie zamachnął sie i mało brakowało by mnie uderzył. Świadkiem zdarzenia był mój syn, który do dziś, mimo że minęły 3 lata wspomina i opowiada tę sytuację.
            Wiecej przykładów nie będe podawać, ale mozna je mnożyć.
            Bardzo się mylisz babo, twierdząc, ze agresja jest po obu stronach. Ja sie boję własnego cienia i nawet gdybym chciała być "agresywna" to nie mam żadnych szans, bo po pierwsze ich jest dwoje a ja jedna, a po drugie oni do mnie nie przyjeżdżają więc dowalają zawze będąc na własnym gruncie, we własnym mieszkaniu, gdzie czują sie panami.
            Nie będę więcej sie tłumaczyć, bo to bez sensu. Wystarczająco dokopują mi rodzice, żebym jeszcze tu miała uchodzic za agresywnego potwora....
            i ieszę się, babo, naprawdę sie cieszę i gratuluję ci, ze nigdy nie spotkałas sie z taką sytuaja w rodzinie. Pozdrawiam serdecznie.
            • baba67 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 16:03
              Ty naprawde nie widzisz że odpowiadasz na prowokacje wbijając szpile i zaostrzając konflikt ?Tak , rodzic zaczyna ale Ty dolewasz oliwy do ognia. Twoja postawa jest pasywno-agresywna. Nie mylę sie i nie myla sie ci co wysyłaja Cie na terapię. Zyczę Ci wszystkiego dobrego ale nierozwiążę się sytuacja dopoki nie zaczniesz przepracowywać problemu. I może w mojej najblizszej rodzinie czegos takiego nie było ale w dalszej cos takiego widziałam.
              • pavvka Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 17:13
                I tu muszę się w dużej części zgodzić z Babą. Od rodziców należy się odciąć, a nie na siłę się ich trzymać kiedy jesteś już samodzielną dorosłą osobą, a oni dają Ci do zrozumienia, że nie mają ochoty na tak bliskie kontakty. Np. w imię czego organizować wspólne święta, skoro ani oni ani Wy nie macie z tego żadnej satysfakcji? Może pozwól im trochę się za Tobą stęsknić. Nie odwiedzaj ich i nie dzwoń przez jakiś czas, poczekaj aż oni odezwą się do Ciebie. Prawdziwego ciepła rodzinnego raczej i tak z tego nie będzie, ale może być tak że jeśli kontakty będą nieco rzadsze, to staną się przynajmniej poprawne.
                • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 17:51
                  tak, masz rację, na pewno. Tylko dlaczego, mimo że mnie poniżają, ubliżają, są nieprzyjemni, każą się "odpierd...", to... ja wciaż tam ciągnę? Jak nie zadzwonię kilka dni to czuję, jakbym miała sie udusić. Uzależnienie? Cierpię, jak nie dostanę raz na jakis zas porządnie po tyłku, a potem... cierpię bo dostałam... Zaklęty krąg.
                  Rozejrzę sie za psychoterapeutą, bo naprawdę sama sobie z tym nie poradzę. Fakt, ze nie byłam tam w święta, to dla mnie już ogromny krok do przodu. Rodzice nie tęsknili - odczytałam na fb rozmowę jaką w wielkanoc wieczorem prowadzili z teściami mojego brata, jak zapewniali, ze czekają, że z placuszkiem, że już ię doczekać nie mogą.... Idylla. A ja głupia myślałam, ze tęsknić będą, ze źle im będzie. Miałam wyrzuty, że powoduję ich żal i smutek. Ten soczysty dialog wiele mi wytłumaczył.
                  • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 31.03.16, 02:04
                    kaja-333 napisała:
                    tak, masz rację, na pewno. Tylko dlaczego, mimo że mnie poniżają, ubliżają, są nieprzyjemni, każą się "odpierd...", to... ja wciaż tam ciągnę?

                    bo to sa twoi rodzice, najwazniejsi ludzie w twoim zyciu.
                    a dzieci zawsze pragna aprobaty tych najwazniejszych ludzi - rodzicow.
                    to sie wizae z twoja podswiadoma potrzeba bycia dowartosciowania przez nich - w koncu, kiedys, wreszcie.
                    twoje pragnienie jest jak najbardziej typowe i normalne.
                    nie tylko twoim zreszta, bo w zyciu kazdego czlowieka.
                    kazde dziecko pragnie milosci i uznania ze strony tych dwoch najwazniejszych istot.
                    I az do smierci rodziccow badz dziecka to pragnienie bedzie trwalo.

                    Twoi rodzice, najprawdopodobniej, spowodowali, ze masz niezwykle niskie poczucie wlasnej wartosci.
                    to widac po twoim zachowaniu i po twoich slowach.
                    oni wiedza doskonale ze maja nad toba niegraniczona wladze, wiec tez wiedza ze tobie znacznie bardziej zalezy na nich niz im na tobie.
                    sa pewni, ze nie wytrzymasz milczenia z ich strony, i maja przeciez racje.
                    sa pewni, ze zniesiesz kazde upokorzenie z ich strony, i maja przeciez racje.
                    nie wiem jakie masz relacje z mezem, jaki on jest, ale obawiam sie ze niestety wiedza tez, ze nie masz w nim ochrony przed nimi, jakiegos wsparcia.

                    pamietaj ze normalni, dobrzy rodzice to tacy ktorzy kochaja swoje dzieci miloscia bezwarunkowa. miloscia jednakowa. jesli maja jakis swoich ulubiencow wsrod dzieci to w zadnym wypadku nie okazuja tego.
                    do swoich dzieci bez wzgledu na wiek, orientacje, religie, wybory zyciowe odnosza sie z jednakowym szacunkiem, i sluza rozsadna pomoca i wsparciem jednakowo.

                    jest absolutnie jasne ze twoi rodzice wyjatkowo nie nadaja sie do roli rodzicow, sa toksyczni,
                    niesprawiedliwi, preferencyjni, brutalni i chamscy. po prostu patologiczni rodzice.
                    uswiadom to sobie.
                    jest wazne abys to sobie uswiadomila zanim zaczniesz znowu zabiegac o ich wzgledy
                    -ze nie da rady zabiegac o wzgledy osoby/osob patologicznych.
                    Wszystko jedno co bedziesz robila, lub nie robila, dla osoby patologicznej zawsze cos bedzie zle.
                    Zauwaz zatem, ze to NIE TY jestes powodem ich niezadowolenia, NIE TY jestes powodem ze wola byc z bratem niz toba itd a ONI SAMI.

                    Jesli to zrozumiesz - ze problem lezy w nich, nie w tobie - to nastapi przelom w waszych ukladach.
                    co nie oznacza kiniecznie ze bedzie lepiej, bo moze byc rownie dobrze gorzej, ale inaczej.
                    (i mozesz sie tego podswiadomie bac)

                    Musisz przede wszystkim poznac sie na nowo - kim jestes? i nauczyc sie sama siebie szanowac. nauczyc innych szanowac ciebie.
                    to jest warte chocby przez wzglad na twoje dzieci, ktore patrzac sie jak ciebie rodzice i inni ludzie traktuja, beda tak same ciebie traktowaly jak dorosna,
                    i same dadza sie tak traktowac od swoich wspolmalzonkow. badz beda ich tak traktowac jak ty sie dajesz teraz.
                    Ja rowniez jestem zdania ze potrzebna ci jest terapia, i to dluga.
                    Na poczatek radzilabym ograniczyc wizyty z rodzicami do absolutnego minimum.
                    i tylko na neutralnym terenie np w kawiarni, w centrum handlowym, i zawsze z mezem.
                    jesli im nie pasuje, powiedz "trudno". i odkladaj sluchawke.

                    Podejrzewam , ze terapia bedzie ciezka i trudna praca ale tez wierze ze wtedy zaczniesz zycie od nowa.
                    zycze powodzenia i wytrwalosci.

                    Minnie
                    • salsa.lover Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 31.03.16, 14:45
                      minniemouse napisła

                      > co nie oznacza kiniecznie ze bedzie lepiej, bo moze byc rownie dobrze gorzej, ale inaczej. (i mozesz sie tego podswiadomie bac)


                      Minnie, doskonale to ujęłaś i wytłumaczyłaś.

                      Ja jeszcze chciałam odnieść się do powyższego fragmentu. Bo bardzo możliwe, że to właśnie powstrzymuje autorkę wątku (świadomie lub nieświadomie).
                      Bo przecież jeśli ona uświadomi sobie, że rodzice ją źle traktują, jeśli zechce to zmienić to może się okazać, że rodzice wcale tej zmiany nie zechcą. Znów to ona będzie ta zła, bo coś jej po 40 latach "odbiło". I wtedy ona będzie miała do wyboru, albo kontakt zerwać, albo godzić się na tę namiastkę rodziny za cenę bycia upokarzaną.
                      To jest niestety częsty motyw w toksycznych relacjach i powód dla których te relacje trwają. Źli rodzice to źli, ale przynajmniej są, przynajmniej można się łudzić, że kiedyś będzie jakaś miła chwila pomiędzy tymi przykrymi.
              • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 17:55
                Tak , rodzic zaczyna ale Ty dolewasz oliwy do ognia. Twoja postawa jest pasywno-agresywna.


                Wiesz, człowiek ma w sobie coś takiego, jak naturalną reakcję na atak. U mnie jest krótka, czasem zwyczajnie impulsywna, ale ile można zniesć? Oni mogą bezkarnie kpić ze mnie i olewać mnie i moja rodzinę, a ja w ramach "zgody" i pozorów mam sie nic nie odzywa? wtedy moja postawa byłaby NIE pasywno - agresywna. Cóż? Jestem tylko człowiekiem, mam instynkt, bronię siebie i dzieci.
                • pavvka Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 18:09
                  kaja-333 napisała:

                  > Wiesz, człowiek ma w sobie coś takiego, jak naturalną reakcję na atak. U mnie j
                  > est krótka, czasem zwyczajnie impulsywna, ale ile można zniesć? Oni mogą bezkar
                  > nie kpić ze mnie i olewać mnie i moja rodzinę, a ja w ramach "zgody" i pozorów
                  > mam sie nic nie odzywa? wtedy moja postawa byłaby NIE pasywno - agresywna.

                  No i znowu wszystko wraca do kwestii Twojego uzależnienia od nich. Mogłabyś po prostu powiedzieć "mamo, porozmawiamy kiedy się uspokoisz", odłożyć słuchawkę i czekać na wyciągniętą rękę z ich strony. Ale dopóki nie jesteś w stanie tego zrobić, nic się nie zmieni.
                  • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 18:38
                    pavvko, oni sie pierwi nie odezwą!!! Kilka lat temu nawet o tm, ze mamę zabrało pogotowie , to dowiedziałam się jak sama zadzwoniłam, chyba po tygodniu ich nieodzywania. W tym roku przed bożym Narodzeniem, jak mi naubliżali i nie dzwoniłam - nie odezwali się 3 tygodnie. Jak próbowałam, ojciec nastraszył mnie policją, ze zawiadomi policję, oskarży mnie o nękanie. Mimo wzytko 2 dni przed wigilią zadzwoniłam. Dowiedziałam się, że oni nie wyobrażaja sobie świat beze mnie, nawet dla dzieci już prezenty kupili. Kiedy zapytałam ojca, jak sobie to wyobraża, skoro ciągle mają do mnie pretensje, stwierdził "jeśli przyjedziez to będziesz, zadzwoniła więc ci zależy, to przyjedź". Kiedy zapytałam, czy gdybym ja nie zadzwoniła, to on by wykonał pierwzy telefon do mnie, odpowiedział krótko " NIGDY W ZYCIU". I tyle. Teraz kolej na moje "NIGDY W ZYCIU". jUTRO POZUKAM PYCHOTERAPEUTY.
                    • pavvka Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 22:32
                      kaja-333 napisała:

                      > pavvko, oni sie pierwi nie odezwą!!! Kilka lat temu nawet o tm, ze mamę zabrało
                      > pogotowie , to dowiedziałam się jak sama zadzwoniłam, chyba po tygodniu ich ni
                      > eodzywania.

                      I to jest ciekawe. Pisano tutaj, że rodzice są toksyczni - ale w tego typu sytuacji typowi toksyczni rodzice raczej staraliby się wrobić córkę w opiekę nad matką. Jeżeli nie dzielą się z Tobą również swoimi problemami, to IMO oznacza, że autentycznie nie chcą utrzymywać z Tobą bliskich kontaktów. Nie chcę spekulować na temat przyczyn i winy, za mało mam danych, ale jest jak jest. I to jest pozytywna informacja, bo z niej wynika, że wystarczy zmiana po Twojej stronie, i jeśli odetniesz pępowinę, to będziesz miała spokój. Gorzej by było gdyby rodzice wtrącali się, próbowali kierować Twoim życiem, manipulowali itd. Wygląda że w tym przypadku tak nie jest.
                      • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 23:31
                        Oni manipulują bardzo, wtrącaja się w każdy detal, wrabiają w poczucie winy, ale robią to w sposób mistrzowski! Nigdy o nic nie proszą, ale tak kierują rozmową, żebym miała wyrzuty sumienia, że im nie pomogłam. Niby nie sugerują nic, nie oceniają, ale jak jakis tydzien temu zadzwoniłam, to rozmowa wyglądała tak: - masz w co ubrać Filipa na świeta? (chodzi o mojego syna). Mówię, ze właśnie chodzę i szulkam mu cieńszej kurtki. Ojciec " to nie szukaj, my mu kupimy, bo miał imieniny, urodziny, i nic nie dostał od nas". Mówię "ok., to ja może chociaż zobaczę co jet ciekawego w sklepach, mogę mu nawet kupić kurtkę, a Wy jesli będziecie chcieli, oddacie pieniądze" (wiem, zę rodzice na stałe przebywają na wsi, bo mieszka z nimi od niedawnoa 92 letnia babcia i cieżko im pzyjechac do miasta na zakupy),. Odpowiedź - "ABSOLUTNIE NIE, TY GO UBIERZESZ JAK IDIOTĘ, NIE BĘDZIE CHODZIŁ JAK WARIAT W ŚWIETA, JESLI MY MU MAMY KUPIĆ, TO COS PORZĄDNEGO, A TE SWOJE SZMATY TO BEZDOMNYM KUPUJ".I co? to nie jest manipulacja? Sytuacja nr 2 "oj, córko mamy sanatorium na koniec ierpnia, ale nie pojedziemy.... no skąd.... babcią nie ma sie kto zajać.... inni mają rodziny, to ie w takich przypadkach wymieniają, ale jak cżłowiek jet am jak palec". To też nie manipulaja? A ja sie babcia z protego powodu n nie zajmę. Ja, jak sie moja córka urodziła to na siłę matke do domu przywizłam. Popatrzyła, popaatrzyła i pozła. Akurat syn wrócił z przedzkola. yn pyta, co na obiad, w domu pobojowiko, mała zaczyna rozpaczliwie płakac, maż jedzie do apteki, a moja mamusia co robi? wychodzi! w drzwiach mówiąc "radź obie sama". A wiecie co usłyzałam od kochającego tatusia, jak będąc w ciąży miałam podejrzenie dwóch letalnych wad genetycznych u płodu? Otóż " trzeba było mysleć zanim sie d.... do Łodzi woziło" (bo 11 lat leczyłam niepłodność i córka jet wynikiem wpomaganych metod rozrodu).
                        Tak więc manipulacja jest na porządku dziennym, wbijanie w poczucie winy też (ostatnie łowa ojca "wszystko zło, które sie dzieje z twoim synem, od ciebie pochodzi"), tylko to wszystko jest robione profejonalnie, żeby pokazać, ze to "dla mojego dobra".
                        • agulha Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 31.03.16, 01:01
                          A tak z ciekawości, dlaczego nie rozważają, żeby umiłowany syn zajął się w sierpniu swoją babcią?
                          • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 31.03.16, 11:34
                            bo umiłowany syn jest zawodowo zajęty, bez niego runie firma w jakiej pracuje. Oni nie chca mu broń Boże przeszkadzać, stawać na drodze do kariery, denerwować i jego i jego żony. Zawsze powtarzają, ze ona ma "mnóstwo problemów", a ja żadnych. Jak można kogoś takeigo obarczać opieką nad babcią?
                            • annb Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 31.03.16, 12:12
                              Idz na terapię. Proszę.
                      • matylda1001 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 30.03.16, 00:08
                        Tak to już jakoś jest, że im rodzice gorsi dla dziecka, tym dziecko lepsze dla rodziców. Niekochane dziecko kocha, odtrącone szuka bliskości. Za jeden przyjazny gest jest w stanie zapomnieć lata poniżenia, odrzucenia, maltretowania fizycznego. Dzieciaki w Domach Dziecka tęsknią za domem rodzinnym jakby nie pamiętały ilu krzywd tam zaznały, a zapytane kogo najbardziej kochają, odpowiadają, że mamusię i tatusia.
                        Moja znajoma, którą wychowała babcia bo matka wyjechała po rozwodzie na drugi koniec Polski, tam założyła drugą rodzinę i urodziła drugą córkę i zerwała jakikolwiek kontakt z pierworodną, gdy matka umierała to na kilka miesięcy zostawiła swój dom na głowie męża i nastoletniego syna, wzięła urlop bezpłatny i pojechała pielęgnować matkę. Na dodatek była szczęśliwa, bo wreszcie miała ją tylko dla siebie. Ta "prawdziwa" córka nie znalazła czasu dla matki. W przypadku Autorki zerwanie kontaktów z rodzicami wydaje się jedynym rozsądnym wyjściem, ale łatwo powiedzieć, gorzej zrobić.
                      • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 31.03.16, 02:22
                        pavvka napisał:
                        Pisano tutaj, że rodzice są toksyczni - ale w tego typu sytuacji typowi toksyczni rodzice raczej staraliby się wrobić córkę w opiekę nad matką.

                        na jakiej podstawie tak sadzisz?

                        Jeżeli nie dzielą się z Tobą również swoimi problemami, to IMO oznacza, że
                        autentycznie nie chcą utrzymywać z Tobą bliskich kontaktów.


                        ale jednoczesnie maja pretensje gdy nie przyjdzie, nie dzwoni, "nie zaprasza do teatru" itp.
                        wiec?

                        To nie jest czarno/biale Pavvku.
                        tego nie mozna tak ot, podsumowac - o, wystarczy sie odciac i spokoj.
                        w koncu to jej RODZICE, ktorzy preferuja brata - nie wiem czy zdajesz sobie sprawe co to znaczy.

                        Minnie
                    • salsa.lover Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 30.03.16, 15:53
                      kaja-333 napisała:

                      > W tym roku przed bożym Narodzeniem, jak mi naubliżali i nie dzwoniłam - nie odezwali się 3 tygodnie. Jak próbowałam, ojciec nastraszył mnie policją, ze zawiadomi policję, oskarży mnie o nękanie. Mimo wzytko 2 dni przed wigilią zadzwoniłam.


                      Ubliżają Ci, nie odzywają się, straszą policją jak próbujesz... a Ty mimo wszystko dalej dzwonisz i dobijasz się do nich. Twierdzisz, że Ty musisz dzwonić, bo oni się nie odezwą. I paradoksalnie nie widzisz w tym nic nienormalnego - to jak dla mnie najmocniejszy dowód, jak bardzo zamotana w tym wszystkim jesteś i jak chore są te relacje.

                      Nie obraź się, ale gdy tak opisujesz te Wasze kontakty to nasuwa mi się obraz psa, którego ciągle się przepędza a on ciągle mimo wszystko się łasi i przybiega spowrotem. Nie ważne, że przed chwilą dostał kapciem po głowie. Skąd w Tobie taka straszna desperacja, by do nich dzwonić, napraszać się?

                      Przestań tak bardzo skupiać się na tym, ile razy oni Cię przepędzili. Skup się na tym dlaczego TY tak bardzo potrzebujesz się do nich dobijać? Ich nie zmienisz, ale siebie i swoje podejście owszem, możesz.
                      • pavvka Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 30.03.16, 16:17
                        O to to, dokładnie. Relacje są niesymetryczne, bo rodzice najwyraźniej nie potrzebują do szczęścia obecności Kai w swoim życiu tak bardzo jak ona potrzebuje ich. Jeśli ona przestanie do nich dzwonić, to albo oni do niej też nie będą i będzie spokój, albo kiedyś w końcu się za nią stęsknią, odezwą się z własnej inicjatywy i jest szansa że wtedy będą milsi.

                        Dana wcześniej w tym wątku rada żeby nie dawać rodzicom numeru telefonu jest o tyle bez sensu, że oni nie nękają Kai sami z siebie - to ona zawsze dobija się do nich.
                        • salsa.lover Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 30.03.16, 19:14
                          pavvka napisał:

                          > Dana wcześniej w tym wątku rada żeby nie dawać rodzicom numeru telefonu jest o
                          > tyle bez sensu, że oni nie nękają Kai sami z siebie - to ona zawsze dobija się
                          > do nich.


                          No właśnie, i to jest kolejny paradoks tej relacji.
                          Stawiam, że tego właśnie kaja się boi najbardziej, że jeśli ona przestanie się do nich dobijać i zabiegać o kontakt to ten kontakt ustanie wogóle. Świadczy o tym, że nawet jak postanowiła do rodziców nie jechać to i tak spędziła Święta sprawdzając czy oni za nią tęsknią.
                          Nie tęsknili, a wręcz przeciwnie, wygląda, że nieźle się bawili. To musi być przykre do przełknięcia.
                          Może łatwiej jej przeżywać te ciągłe obelgi (w końcu jest przyzwyczajona) niż dopuścić do siebie myśl, że jej rodzice mają ją gdzieś i nie chcą z nią kontaktu.
                      • baba67 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 30.03.16, 16:49
                        Tak naprawde to najcenniejsze co mamy to nie pieniadze ale czas i energia . I marnować to bez sensu kosztem męza i dzieci to jest cięzki przypadek psychicznego uzaleznienia. Jesli sie nie przejdzie bolesnej i długotrwałej terapii to w pogoni za tym czego dostać sie nie da można stracic to co sie ma.
                        • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 30.03.16, 23:17
                          Amen. Maz rację babo tutaj... Nie dzwonie jak na razie i jakoś trzymam fason.Może tym razem przegięli tak, że chęć kontaktu już sie we mnie nie odnowi. Oby!
                          • horpyna4 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 31.03.16, 07:47
                            Kaju, zerwanie kontaktu z takimi rodzicami i konsekwentne trzymanie się tego przez dłuższy czas, to jedyny sposób na zmianę ich zachowania. Nie twierdzę, że na 100% się zmienią, ale na pewno nie zmienią się, jeżeli będziesz tak postępować. jak dotychczas.

                            Zauważ, że lepiej traktują tych członków rodziny, którzy mają ich w nosie. Rodzice po prostu zabiegają o ich względy.

                            Jeżeli więc krótko im odpowiesz, że nie życzysz sobie dalszych kontaktów z nimi, bo traktują Cię źle, to po jakimś czasie zaczną myśleć. Tylko nie dyskutuj z nimi pod żadnym pozorem, bo się znów zacznie. SMS-y po prostu kasuj bez odpowiedzi, telefon możesz raz, czy kilka razy odebrać, ale po powiedzeniu, że nie życzysz sobie z nimi kontaktu, rozłączaj się natychmiast. Nie słuchaj tego, co mają do powiedzenia - już się nasłuchałaś wystarczająco.

                            Pamiętaj - jeżeli tak nie zrobisz, to rodzice nie zmienią swojego zachowania. Jeżeli uparcie będziesz odmawiała z nimi kontaktu - jest szansa. Tylko musisz w tym wytrwać.
                            • horpyna4 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 31.03.16, 07:55
                              I naprawdę wiem, co piszę, bo widziałam już w życiu niejedno. Jestem trochę starsza od Twoich rodziców.
                          • baba67 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 31.03.16, 12:27
                            Trzymam kciukismile
    • matylda1001 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 12:33
      Znam podobny przypadek, ale tam chodziło głównie o zachowanie ojca. Koleżanka z liceum miała siostrę młodszą o trzy lata. Ja obserwowałam tę rodzinę oczami licealistki, która jeszcze nie wszystko rozumie, ale zdaje sobie sprawę z dziwnych relacji panujących w tej rodzinie. Koleżanka od zawsze była traktowana inaczej niż siostra. Ona bez żadnej taryfy ulgowej, siostra była wyróżniana. Już samo to, że ona była Beatą, a siostra Martunią. Ona musiała w domu wszystko robić (sprzątać, prać swoje rzeczy itp.) siostra była przez całe dzieciństwo i wiek nastoletni obsługiwana przez rodziców. Najgorsze stało się gdy byłyśmy w klasie maturalnej. Dziewczyna chciała studiować ale ojciec postanowił, że pójdzie do pracy, on w jej wieku już zarabiał na siebie, więc na nią też nie będzie łożył. W takiej sytuacji koleżanka poszła do pracy i na studia zaoczne, i szybko opuściła dom rodzinny. W tym czasie już mówiono bardzo dużo o studiach Martuni, która na pomoc tatusia mogła liczyć. Ciekawa w tym wszystkim była postawa matki, która czasami odezwała się w obronie starszej córki, ale robiła to bez przekonania i jakoś tak lękliwie. Koleżanka wyrosła w poczuciu krzywdy. Sprawa wyjaśniła się po kilku latach, gdy koleżanka wychodziła za mąż i cos tam było nie tak z metryką. Wtedy okazało się, że jest panieńskim dzieckiem matki, zaadoptowanym przez ojca. Ojciec uważał, że już i tak dużo zrobił dając jej swoje nazwisko, żywiąc ją i ubierając i równe traktowanie obu dziewczyn już było ponad jego siły. Matka panicznie bała się ujawnienia prawdy, więc godziła się z takim postępowaniem męża. Koleżanka doznała lekkiego szoku, ale właściwie dobrze się stało, że dowiedziała się prawdy bo to pozwoliło jej zrozumieć pewne sprawy. Zrobiła się bardziej pewna siebie, bo przez całe życie myślała, że skoro rodzice bardziej kochają siostrę, to znaczy, że ona na tę miłość nie zasługuje.
      • claratrueba Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 14:49
        I ja znam "gorsze dziecko" choć biologicznie obojga rodziców. Tyle, że nieplanowane, nie w porę. Dziecko "komplikacja życia".
        Któremu jednocześnie nie mogli poświęcić tyle czasu, uwagi co młodszemu, któremu i oni, i to starsze, i dziadkowie, którzy w międzyczasie przeszli na emeryturę dali wszelkie warunki by "było kimś". Czyli "dumą rodziny".
        Tu relacje są złe między rodzicami a "gorszym dzieckiem" i rodzeństwem. I chyba nienaprawialne bo "gorsze dziecko" zabiega o traktowanie takie jak tego "lepszego" na siłę- wypominaniem co dla niego robili a dla "gorszego nie", że więcej mają serca dla wnuka- dziecka tego "lepszego" choć nie do końca tak jest. I w sumie to wszyscy najchętniej unikają kontaktu z "gorszym dzieckiem", które ciągle niby to chce kontaktu, ale też ciągle ma pretensje.
        Jest to błędne koło, w którym wszyscy mają dobre intencje tyle, że nic z nich dobrego nie wynika przy kontaktach.
        • matylda1001 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 30.03.16, 00:38
          Mój zięć też jest najstarszym dzieckiem, ale on z kolei jest "dziecięciem miłości" smile i najukochańszym dzieckiem - tak twierdzi głośno jego ojciec. Młodsza o rok siostra urodziła się dlatego, że chcieli mieć dwoje dzieci, a najmłodszy syn, młodszy od siostry chyba o 12 lat urodził się przypadkiem, po to, "żeby rodzice zbyt szybko się nie zestarzeli". Niedobrze mi się robi gdy słyszę te wywody snute w obecności całej trójki. Wiem, że dwoje starszych traktują tak samo, oboje dostali tyle samo miłości, troski, zainteresowania, pomocy, no bo najmłodszy to był (i jest) taką żywą maskotką dla całej rodziny, ale takiego głupiego gadania to aż przykro słuchać. Taki ojciec, niby człowiek inteligentny a nie zdaje sobie sprawy z tego, że sam pracuje na to, żeby poróżnić rodzeństwo.
    • annthonka Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 16:28
      Bratowej nie wiń - ona po prostu stanowczo wyznaczyła granice i jasno komunikuje swoje oczekiwania wobec Twoich rodziców, więc się z nią liczą. Ty cierpliwie znosisz poniżenia i za każdym razem i tak wracasz, więc robisz za chłopca do bicia.

      Nie będę oryginalna - potrzebny tu dobry terapeuta, który pomoże Ci przerwać ten zaklęty krąg.
      Jeszcze kawał życia przed Tobą, szkoda tkwić w takich toksycznych relacjach.
      • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 18:03
        ja bratowej nie winię - ja ją PODZIWIAM. tworzyła bardzo konkretne stosunki z teciami, wyznczyła granice i respektuje swoje wymagania. Rodzice sie dotosowali błyskawicznie, bo w przeciwnym razie straciliby syna, a tego mogliby nie przeżyć. Wszystko jest kwestią strachu - ona sie ich nie boi, ja tak; ona nie uległa im nigdy w żadnej sprawie, ja ulegam we wszystkim od zawsze. Ot i cały klucz do jej sukceu. Podziwiam ją, ja bym tak nie umiała.
        • koronka2012 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 29.03.16, 18:29
          Nie masz co porównywać, bratowa jest w luksusowej sytuacji - to nie są jej rodzice, a obcy ludzie.
          Nie ma syndromu odrzucenia, nie ma zaburzonego poczucia własnej wartości, nie łaknie ich atencji.
          W związku z tym bratowa może że tak kolokwialnie powiem - mieć wywalone na fochy teściów, bo czym jej to grozi? nie będą się odzywać? z jej punktu widzenia - Alleluja!

          Im bardziej jesteś odrzucana, tym mocniej łakniesz oznak, że jesteś dla nich ważna. Stąd to ciągłe nadstawianie drugiego policzka. Cały czas próbujesz ich do siebie przekonać, zasłużyć na ich miłość, ciągle się starasz. Nawet sprawdziłaś na FB, czy twoje nieprzyjście na święta zostało jakoś zauważone!!! tak, jakby to miał być test dla nich, a nie twoja decyzja wynikająca z chęci oderwania się od złych ludzi. Nie tędy droga - decyzja o odcięciu się powinna być nakierowana na to, co jest lepsze dla CIEBIE, a nie sposobem, żeby sprawdzić, czy to spływa po rodzicach jak woda po kaczce, czy nie.

          Terapia w twoim przypadku to absolutna konieczność.
          • majaa Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 30.03.16, 10:04
            Całkowita racja. Wcześniej, kiedy Kaja napisała, że zdecydowała się nie iść do rodziców sądziłam, że zrozumiała, w czym rzecz, ale teraz wygląda na to, że ona w dalszym ciągu nie działa z myślą o sobie, tylko nadal wszystkie jej motywacje orbitują wokół rodziców i zmiany ich a nie jej nastawienia.

            Kaju, faktycznie terapia jest niezbędna. Musisz zmienić nie tylko metody działania, ale przede wszystkim motywację. Powodzenia!
            • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 01.04.16, 22:26
              Umówiłam sie n rozmowę z pychologiem, niestety dopeiro na 15 kwietnia. Jednak warto pozekać, bo pycholog świetny, b. mądry. Muszę. Dziś złapałam sie na tym, ze po odprowadzeniu syna do szkoły, SPECJALNIE przeszłam przez rynek i wypatrywałam , zy nie spotkam gdzies rodziców - bo zawsze w piątki przyjeźdżają n zakupy. Nie było ich, a ja dopiero w połowie drogi zorientowałam się, co ja robię... sad. Bez sensu...
              • horpyna4 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 02.04.16, 10:22
                Czyli powoli zaczyna do Ciebie docierać, jakie błędy popełniałaś do tej pory, szkodząc sobie. To pierwszy krok do uwolnienia się z tej koszmarnej pajęczyny, tak trzymaj.

                I pamiętaj - należy dbać przede wszystkim o siebie. Nikt inny o ciebie nie zadba, tylko Ty sama. Wbrew pozorom nie jest to podejście egoistyczne, bo człowiek wyluzowany i szczęśliwy jest też bardziej znośny dla innych.
                • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 04.04.16, 00:33
                  Do 15 juz niedaleko, czas leci tak szybko. i nie oczekuj zbyt wiele,
                  na taka sytuacje jaka jest nalozylo sie wiele lat - tyle ile masz,

                  niemozliwe wiec jest aby w ciagu kilku dni a nawet miesiecy nastapila znaczna zmiana.
                  nawyki zmienia sie trudno, i wprawdzie krocej niz sie je wyrabialo ale nie tak hop!siup! jak niektorym sie wydaje. ale nie zrazaj sie, nie pisze tego po to abys sie z miejsca zgasila
                  tylko wlasnie abys sie nie zniechecila zaraz na wstepie jak juz rozpoczniesz terapie.
                  goraco polecam tez znalezienie sobie stosownych lektur.
                  bardzo dawno nie czytalam zadnych ksiazek z zakresu psychologii, psychoterapii wiec nie wiem co jest teraz na topie ale kiedys swietna byla amerykanska psycholog Susan Forward, (na ktorej zreszta m. inn. oparla sie takze i polska psychologia. Polecam jej dwie ksiazki - klasyke Toksyczni Rodzice, i bardzo polecam nie omijac rozdzialow o molestowaniu seksulanym. a to dlatego ze nawet jesli ciebie to nie dotyczy, to bardza wazna jest psychologia takiego zwiazku i wytlumaczenie mechanizmu w nim. a ten przeklada sie na wszystkie inne uklady. zreszta jak przeczytasz to zrozumiesz.
                  Polecam tez, chociaz moze ci sie wydac dziwne, Toksyczne namietnosci.
                  ta ksiazka ci jest jednak potrzebna poniewaz, ponownie, podobne schematy - twoja milosc do rodzicow JEST obsesyjna, potrzeba aprobaty z ich strony JEST obsesyjna, tak samo zreszta jak potrzeba z ich strony aby miec ciebie pod reka do wyzywania sie na tobie rowniez JEST obsesyjna, wiec ta ksiazka jest ci potrzebna do zrozumienia jak z kolei owe mechanizmy dzialaja.
                  poniewaz psycholog nie jest w stanie wytlumaczyc wszystkiego tak dobrze w ciagu godziny - dwoch spotkania jak samemu przeczytanie ksiazki sluzacej przykladami i ciaglym, skladnym, logicznym monologiem,
                  lektura bedzie swietnym wstepem a potem uzupelnieniem terapii dla ciebie.
                  Nie mysl Kaju tylko ze samo czytanie ksiazek wystarczy, a w takie myslenie mozna latwo podczas czytania wpasc. to blad. owszem, w trakcie czytania wszystko wydaje sie jasne i proste,
                  ale ..... - co dalej? jak to przelozyc na zycie w realu? jak zachowac sie w nowej sytuacji w rodzicami "na goraco"? ksiazki daja przyklady i wyjasnienia na przeszlosc ALE nie jak sie zachowac i co robic teraz i w przyszlosci. One pomagaja (i bardzo dobrze!) zrozumiec zrodla "dlaczego", "kim wiec jestem" "czemu to robie" ale dalej poradzic musimy sobie sami korzystajac z nowe zdobytego zrozumienia
                  a to juz bez pomocy psychologa i psychoterapeuty zrobic nie powtarzajac tych samych bledow jest zwykle niemozliwe. (dlaczego, to jest swietnie wytlumaczone w Toksycznych Rodzicach na przykladzie dziecka w pustym pokoju)

                  Tez trzymam mocno kciuki za powodzenie i wytrwalosc w pracy!
                  mam nadzieje ze od czasu do czasu wpadniesz doniesc jak sie masz i jak leci, co nowego,
                  jak sobie radzisz i jak ci idzie z rodzicami (to najciekawsze wink ).
                  I pamietaj jedno, jak ty sie bedziesz zmieniac, to rodzice tez - bo TY sie zmienisz.
                  Bo jak akcja taka reakcja
                  Zasadniczo jednak beda to te same -za przeproszeniem- gburki, tylko ty nauczysz sie na nich inaczej patrzec : )

                  pozdrawiam i jeszcze raz zycze sukcesow !

                  Minnie
                  • pavvka Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 04.04.16, 10:34
                    > ta ksiazka ci jest jednak potrzebna poniewaz, ponownie, podobne schematy - twoj
                    > a milosc do rodzicow JEST obsesyjna, potrzeba aprobaty z ich strony JEST obsesy
                    > jna, tak samo zreszta jak potrzeba z ich strony aby miec ciebie pod reka do wyz
                    > ywania sie na tobie rowniez JEST obsesyjna

                    Dla mnie nic nie wskazuje na to aby ostatnia część zdania była prawdą. Rodzice z własnej inicjatywy w ogóle się do Kai nie odzywają, nie odwiedzają jej, nie mówią o tym co się dzieje w ich życiu, spokojnie przechodzą do porządku dziennego nad jej nieobecnością w święta itd. Owszem, kiedy to ona wychodzi z inicjatywą, to zachowują się niefajnie, ale wygląda raczej na to że chcą mieć córkę z głowy niż że wychodzą ze skóry żeby jej uprzykrzyć życie.
                    • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 04.04.16, 11:56
                      wygląda raczej na to że chcą mieć córkę z głowy niż że wychodzą ze skóry żeby jej uprzykrzyć życie.
                      • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 04.04.16, 23:18
                        kaja-333 napisała:
                        Takie przeciaganie bez sensu, kto dłużej wytrzyma...

                        To jest wlasnie obustronna obsesja.
                        Staraj sie o tym nie myslec. wiem ze wrecz niemozliwe, ale staraj sie.
                        jak sie zlapiesz na mysleniu o rodzicach, o 'tych sprawach', natychmiast staraj sie zmienic tor myslenia na inny. na dzieci, na jakies neutralne tematy (co u znajomych, meza, co zamierzasz kupic, zrobic, obejrzec, gdzie pojechac itd itp). moze poprobuj joge.

                        Ciesze sie ze kupilas ksiazki smile mam nadzieje ze ci pomoga.

                        Minnie
                      • berber_rock Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 05.04.16, 09:26
                        Jak czytam cos takiego to mna trzesie:
                        "że należy im się szacunek z powodu samego faktu, że są rodzicami"

                        Uswiadom sobie, ze calkiem sporo osob na swiecie (szczegolnie z pokolenia Twoich rodzicow) zostaje rodzicami PRZEZ PRZYPADEK (nie twierdze, ze tak bylo w TYM przypadku) i to naprawde nie jest sky-rocket science zostac rodzicem.
                        Wiec moze przestan bredzic o tym szacunku, ktory sie nalezy z automatu.

                        na szacunek trzeba sobie ciezko zapracowac m.in. dobrze wychowujac dzieci. Jak widac u Ciebie nie do konca to wyszlo, skoro obecnie towarzysza Ci uczucia, ktore tu przedstawiasz.

                        I zeby nie bylo: tez jestem dzieckiem toksycznych rodzicow, od ktorych odcielam sie jakos z 10 lat temu (majac 30 lat na karku), bez terapii. Obecnie stosunki sa poprawne. To oni glownie dzwonia do mnie, ale granice sa scisle wyznaczone i nieprzekraczalne, a rozmowy glownie o pogodzie albo biezacych wydarzeniach na swiecie. W sprawy mojej rodziny ich nie wtajemniczam.
                      • annb Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 06.04.16, 09:18
                        spokojnie. Przemoc uzależnia przemocowca. jak wytrzymasz milczenie i nie zadzwonisz, wcześniej czy później zadzwonią aby cię objechać co z Ciebie za córka, że starzy rodzice nad grobem a ty nic, ze umrą przez ciebie(tutaj sobie wpisz, dopisz co na Ciebie działa) i tak dalej i tak dalej. W końcu tyle lat Cię tresowali więc nie pozwolą abyś się wypisała z ich gry.
                        • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 06.04.16, 22:16
                          Otoz to.
                          I teraz wazne jest abys automatycznie nie wstapila w dawna swoja role.
                          czyli nie robila tego co zawsze takim przypadku robilas.

                          Minnie
                    • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 04.04.16, 23:13
                      pavvka napisał:
                      . Owszem, kiedy to ona wychodzi z inicjatywą, to zachowują się niefajnie,

                      i m inn. na tym u nich polega ta obsesja.

                      Dla mnie nic nie wskazuje na to aby ostatnia część zdania była prawdą.

                      z calym szacunkiem, z kolei dla mnie nic nie wskazuje abys mial jakies pojecie o psychologii.

                      Minnie
                      • pavvka Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 05.04.16, 10:37
                        Jako psycholożka-specjalistka wytłumacz w takim razie, proszę, dlaczego rodzice w ogóle się do Kai nie odzywają sami z siebie.
                        • salsa.lover Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 05.04.16, 15:01
                          pavvka napisał:

                          > dlaczego rodzice w ogóle się do Kai nie odzywają sami z siebie.
                          >

                          Wiem, że nie do mnie pytanie, ale ja widzę kilka możliwych toków myślenia:
                          - Nie odzywają się, bo rzeczywiście i naprawdę nie chcą z nią żadnych kontaktów - biorąc pod uwagę ich toksyczność to wątpię, no ale oczywiście jest taka opcja.

                          - Nie odzywają się, bo wiedzą, że ona i tak do nich pierwsza przybiegnie, zadzwoni, będzie zabiegać o kontakt - więc zwyczajnie nie muszą się wysilać. Tak się ugruntowała rodzinna formuła i już.

                          - Nie odzywają się, bo to daje im pozycję władzy i kontroli nad Kają, a także możliwość upokorzenia jej. To ONA musi zabiegać o kontakt z nimi, inaczej tego kontaktu nie będzie.

                          - Nie odzywają się pierwsi, bo uważają, że to dziecko ma psi obowiązek do rodziców dzwonić. Bo rodzicom należy się szacunek i tak właśnie oni ten objaw szacunku postrzegają. "To Mahomet do góry a nie góra do Mahometa" jak mawia pewne porzekadło.
                          Ta argumentacja to autentyk z mojej teściowej, która przez 10 lat od wyprowadzki syna do innego miasta, nigdy do niego sama pierwsza nie zadzwoniła. Bo uważała, że to jest jakaś hańba na jej godności, bo ona "nie będzie się napraszać". Jak chciała z synem porozmawiać to wysyłała smsa w stylu "Ty synu to już o matce chyba zapomniałeś" lub inne tego typu teksty.
                          Moja matka też kiedyś robiła takie jazdy, z cichymi żalami, że ja do niej nie dzwonię. Ale sama nie zadzwoni. Nie wiem, czy to jest coś w tym pokoleniu?
                        • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 06.04.16, 08:37
                          pavvka napisał:

                          Jako psycholożka-specjalistka wytłumacz w takim razie, proszę, dlaczego rodzice w ogóle się do Kai nie odzywają sami z siebie.

                          Bo tym ja kontroluja.

                          Minnie
                          • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 08.04.16, 23:36
                            Ze strony rodziców nadal cisza. To już dwa tygodnie. Wczoraj zadzwoniłam do brata na chwilkę, ponieważ polonistka mojego syna poprosiła mnie o pomoc w pracy, a sądziłam, że w tej konkretnej kwestii mój brat jest "bliżej tematu" i będzie mógł więcej powiedzieć. Przeież nie kłóciliśmy się "na bieżąco" i normalnie rozmawialismy. Kwestia wyboru moich rodziców w święta ,była kwestią ICH wyboru i w tym konkretnym przypadku mój brat nie ponosił winy.
                            Jakież było moje zdziwienie, kiedy najpierw stwierdził, ze nie ma pojęia o czym mówię w kwestii pomocy polonistce, a w ogóle to on mi wydaje polecenie, ze mam nie komentować zdjeć na fb jego teściowej, mam nie wchodzić na jej profil (a dodam, ze ja nie mam prawa mieć żalu do jego teściowej, bo ona pojęcia nie miała, że moi rodzie są w święta zaproszeni do nas, nikt jej o tym nie powiedział. To mądra, dobra kobieta i na pewno nie wepchnęłaby się wiedząc, że niszczy czyjeś plany), bo się ośmieszam i on sobie tego nie życzy. Tak ostra reakcja był odpowiedzią na moje "polubienie"zdjęć teściowej mojego brata z jego dziećmi w święta na spacerze. Potem miał jeszcze polecenie, żebym spojrzała w lustro i zastanowiła się nad sobą i nad tym o robię, bo nikt mnie nie lubi, każdy kto mnie zna mnie nienawidzi, jestem podła, mam problemy z logicznym myśleniem itd itp. Rozłączyłam sie i napisałam mu smsa, ze on w zyciu mnie nie zrozumie, bo nigdy nie był na moim miejsu i nie życzę sobie takih odzywek. Wtedy popłynęło chyba z 15 smsów od niego. W każdym mówił słowami moich rodziców, normalnie jakbym ich słyszała. Że jestem sama, nikt mnie nie cierpi, nie mam przyjaciół (a jesli mam, to dlaczego mi nie pomagają, tylko jestem zawiedziona brakiem jakiejkowlwiek pomocy i zainteresowania ze strony rodziców), nie potrafię żyć tak, aby ludzie mnie akceptowali, wszyscy mnie odtrącili, bo nie ummiem życ z ludźmi, krzywdzę rodziców, krzywdzę własne dzieci, wyglądam jak potwór, powinnam sie zmienić, dostosować do świata, bo świat się nigdy nie dostosuje do mnie, itd, itp. Za namową przyjaciółki ostatnie kilka smsów odesłałam mu z adnotacją, mogącą sugerować wypowiedx operatora sieci : WIADOMOSĆ NIE ZOSTAŁA ODEBRANA PRZEZ ADRESATA i tu jego słowa. Odpuścił chyba po 4 takich zwrotkach, pisząc na koniec " mam nadzieję, zę dotarło i że zaczniesz żyć tak jak ja, to moze i tobie kiedyś sie ułoży tak jak mnie".
                            Trzęsie mnie normalnie sad((((((. Gówniarz jest 6 lat młodszy ode mnie.
                            • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 09.04.16, 00:32
                              Strasznie mi przykro.
                              Postaraj sie teraz uspokoic i spojrzec na to z boku. Brat nie tylko jako brat ale w ogole jako osoba nie ma prawa 'wydawac ci polecen'.
                              Moze co najwyzej grzecznie wyrazic swoja opinie w kwesti zaistnialej sytuacji, wyjasnic jak to wyglada z jego strony. ale, ponownie, wziawszy pod uwage okolicznosci -bardzo grzecznie i ostroznie.
                              z drugiej strony mam pewne wrazenie ze nie mozesz sie opanowac i posrednia droga, wbrew sobie, jednak szukasz kontaktow jak nie z rodzicami to o rodzicach i dlatego spotyka cie takie traktowanie. ale nie winie cie za to, wiem ze nie masz nad tym kontroli.
                              niemniej jednak probuj nad soba panowac, uczciwie przyznawaj sie przed soba sama
                              dlaczego naprawde postepujesz jak postepujesz - dla wlasnego dobra.
                              z poprzednich wpisow pamietam ze podczas rodzicow milczenia wytrzymywalas wlasnie srednio gora dwa tygodnie. dobrze by bylo, abys byla swiadoma i uczciwa wobec swoich motywacji- zawczasu.

                              To ze z brata wylazi blizniaczy obraz rodzicow to zadne zdziwienie.
                              dzieci w zyciu maja za wzor rodzicow, przyjaciol, autorytety (tymi moze byc ulubiony nauczyciel, trener, artysta, a nawet sasiad/ka itd itp)
                              i takie nabieraja cechy jakie oni maja. w tym przypadku syn nabral cech rodzicow.
                              (nota bene nic dziwnego ze sie z nimi swietnie zgadza)
                              Z pewnoscia zdajesz sobie sprawe ze to co powiedzial nie jest zadna prawda i zostalo powiedziane raczej na zasadzie "najlepsza obrona jest atak".
                              Bowiem ludzie czesta bronia sie zaciekle przez zwalanie winy na tego, ktorego wlasnie skrzywdzili.
                              byc moze dokladnie dlatego twoj brat tak rzucil sie na ciebie bo wie, ze wszyscy bez wyjatku zachowali sie wtedy wobec ciebie podle.

                              Przykre, ale po czyms takim bez przeprosin nie utrzymywalabym kontaktow takze z nim.
                              Po prostu odsunelabym sie.
                              Skoncentruj sie na zwiazkach z ludzmi ktorzy ciebie szanuja, lubia, doceniaja i wspieraja.
                              bo tylko to cenne, i tylko takimi warto sie otaczac.

                              Do 14-tego juz niedlugo. weekend przeleci raz dwa, w poniedzialki jest zawsze zamieszanie
                              no bo cos trzeba zrobic po weekendzie, wtorek sroda i juz wizyta smile
                              moze wyprobuj moja sztuczke ktora pomaga skracac czekanie- w kalendarzu sciennym zaznacz dzien spotkania z terapeuta, i codziennie wykreslaj z rana wczorajszy dzien.
                              to dziala smile

                              Zapomnij o tym zalosnym gburze i zrob sobie wspanialy weekend z dziecmi i mezem,
                              albo super wypad z samymi psiapsiolkami! on nie wart tych nerwow - no pomysl. tylko.

                              Minnie
                            • annb Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 09.04.16, 22:20
                              typowa reakcja dla członkow rodziny dysfunkcyjnej.Kiedy jedno dązy do normalności i opuszczenia chorego układu, reszta robi wszystko aby tę jednostkę z powrotem do bagienka ściągnąć.
                              • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 09.04.16, 23:05
                                A ja mam wrażenie, ze oni nie chcą mnie sciagnać za wszelka cenę, bo do niczego nie jestem im potrzebna. Oni dążą, żebym poczula sie psychiczną denatką, żeby mi wmówic, ze mam nikogo obok siebie, jestem sama jak palec, żebym się załamała.
                                • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 10.04.16, 00:07
                                  Po prostu nie daj sie wciagnac w takie myslenie.

                                  Minnie
                                  • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 10.04.16, 00:23
                                    Jeszcze taka sprawa.
                                    W zyciu nie ma nic za darmo, zawsze jest cos za cos.
                                    twoi rodzice, twoja rodzina nie mogliby po tobie tak jezdzic gdybys ty sie tak nie dawala.
                                    teraz pytanie czemu sie dajesz. wbrew pozorom - bo masz z tego korzysci.

                                    na zasadzie co wstepnie napisalam o zyciu ze zawsze jest cos za cos,
                                    usadowilas sie wygodnie w roli OFIARY, poniewaz ta rola daje ci pewna satysfakcje,
                                    na przyklad taka ze widzisz siebie w roli meczennicy znoszacej najgorsze, niewarygodne akty znecania sie, poniewierania, lzenia podczas gdy ty na tym tle wychodzisz jak ucielesnienie cierpienia i cnoty.
                                    Za kazdym razem gdy rodzina wywinie ci jakis numer, wokol ciebie oddana tobie czesc rodziny i twoi przyjaciele natychmiast tworza atmosfera wspolczucia, solidarnosci, rzucaja gromy "jak tak mozna, to nie do wiary" itd itp a to ci podwyzsza poczucie wlasnej wartosci, jak rowniez sluchanie negatywnych opin o swojej rodzinie (im bardziej, tym lepiej) daje ci satysfakcje.
                                    jest to uzalezniajace.
                                    jak poprzednio, nie winie cie za to poniewaz sa to mechanizmy z ktorych zapewne nie zdajesz sobie sprawy, i od ktorych powinnas sie uwalniac w miare postepowania terapii.
                                    ale doszlam do wniosku ze powinnas o nich wiedziec aby nie wpadac w pulapki takiego myslenia.
                                    zawsze zastanow sie "co ja z tego mam", kiedy zaczynasz miec mysli obnizajace swoja wartosc we wlasnych oczach.

                                    Minnie
                                • annb Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 10.04.16, 10:14
                                  właśnie sobie odpowiedzialas do czego chcą Cię ściągnąc. Nikt zaburzony, z dnia na dzień nie rezygnuje z ofiary, którą można "butować" do woli. Plus przeczytaj sobie wpis Minniemouse poniżej i zastanow się, co Ty z tego masz.
    • nie-mama Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 11.04.16, 21:32
      Kaja, smutno sie czyta Twoja historie, ale doskonale Cie rozumiem, bo przeszlam podobne przeboje z rodzina.

      Tez byla non stop proba kontroli wszystkiego co robie, oczekiwania wybaczania najgorszych zachowan i odzywek. Kiedy przemyslalam to wszystko (zajelo mi to kilka lat) i sprobowalam troche "zawalczyc" o szacunek, spokojnie mowiac, ze nie zgadzam sie na obrazanie mnie, to byl atak i obraza.

      Po takich rozmowach rodzice (zwlaszcza ojciec) oczekiwali na przeprosiny i ja zwykle do nich dzwonilam, przepraszalam, albo udawalam skruche i "przymilalam sie", tak zeby nawet bez slowa "przepraszam" sytuacja sie troche uspokoila.

      Zajelo mi to wiele lat, wiele lektur (Susan Forward np) i kilka lat terapii, zeby sobie to wszystko poukladac. W pewnym momencie stwierdzilam, ze gdyby jakis znajomy traktowal mnie tak jak moj ojciec, to po prostu przestalby byc moim znajomym.

      Przestalam przepraszac, wiec kontakt wygasl. Wytrzymalam i nie odzywalismy sie do siebie ponad rok, po czym oni powoli zaczeli wysylac sygnaly, ze chcieliby odnowic kontakt (przez rodzine). Dalam im szanse, wiedzac, ze zawsze moge wrocic do mojego "ochronnego" milczenia. Okazalo sie, ze jak sie okaze, ze za obrazanie innych sa prawdziwe konsekwencje, to nagle mozna zaczac sie kontrolowac! Nawet moj ojciec mogl ze mna porozmawiac przez telefon bez obrazanie mnie przez 10 minut (rekord!).

      Teraz mamy kontakt bardzo rzadki i chlodny, ale poprawny. To nie udaloby sie zupelnie bez zerwania kontaktow.

      Jesli moge Ci cos poradzic, to tak jak juz Ci tutaj powiedziano - idz na terapie. Koniecznie. Bez tego nie dasz rady.

      Poza tym odetnij sie (chociaz na chwile) od tego toksycznego towarzystwa. Daj sobie np. miesiac zupelnie bez kontaktu. Zablokuj ich wszystkich na facebooku (kiedys bedziesz mogla odblokowac). Zmien w komorce imiona rodzicow na tekst "NIE ODBIERAC".

      Jesli przez miesiac sie uda, to daj sobie drugi miesiac. I tak do skutku, az przestaniesz o tym myslec, az przestaniesz sie zadreczac.

      Zrob to dla samej siebie i dla Twojego meza i dzieci. To bedzie bardzo trudne, sama pamietam jak nie moglam sobie poradzic z sama soba.

      Te stare schematy Cie beda wciagac, ale pomysl o tym jak o detoksie. Musi minac troche czasu, zeby Twoj organizm oczyscil sie z trucizny. Ta trucizna to te wszystko okrutne, chamskie rzeczy ktore Ci powtarzaja Twoi rodzice i brat. Zacznij ten detoks jak najszybciej.

      Rownoczesnie dbaj o siebie. Twoja psychika i caly organizm beda walczyc, wiec dobrze sie odzywiaj, spij wystarczajaca ilosc czasu. Wiosna sie zaczyna, wiec idz z dziecmi na mily spacer do parku. Idzcie do kina na jakas dobra komedie.

      Za kazdym razem jak uda Ci sie powstrzymac przed kontaktem zrob cos milego dla samej siebie albo dla Twojej najblizszej rodziny (przypominam: maz i dzieci).

      Jesli sie odetniesz i zaczniesz terapie, czas bedzie dzialal na Twoja korzysc. Bedzie trudno, ale to naprawde jest mozliwe.

      Przytulam Cie mocno i zycze Ci bardzo duzo sily. Dasz rade!
    • nie-mama Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 11.04.16, 21:36
      Jesli chcesz porozmawiac, to napisz do mnie na gazetowego maila.

      Naprawde wiem co przechodzisz i trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno.
      • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 11.04.16, 23:16
        Wnikliwa i rozsadna ocena Nie-mamo, widac ze wiesz o czym mowisz.
        Tobie tez wspolczuje ze bylo jak bylo, i podziwiam za wywalczenie szacunku.
        jednoczesnie wspolczuje ze musialo sie to odbyc kosztem twoim,
        mocno ci wiec zycze Nie-mamo aby twoi rodzice coraz bardziej i coraz szybciej madrzeli
        i w koncu stali sie tacy jacy powinni byc - ciepli i serdeczni. Daj Boze smile

        Jeszcze, jesli moge sie wtracic, to zachecam Kaju do skorzystania z oferty Nie-mamy.

        Minnie
        • nie-mama Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 12.04.16, 10:52
          Dziekuje Minnie za mile slowa.

          Niestety, nie kazdy ma dobrych, albo przynajmniej wystarczajaco dobrych rodzicow. Mysle, ze warto znalezc sposob na przejscie pewnego rodzaju zaloby i pogodzenie sie z tym.

          To paradoksalnie moze pomoc w uspokojeniu relacji, ale najpierw trzeba wyjsc ze starych schematow i troche zawalczyc o samego siebie. Z szacunkiem wobec rodzicow, ale wymagajac szacunku dla samego siebie.

          To chyba poza zakresem savoir vivre, ale mysle, ze poukladanie sobie tych emocji pomaga w stawianiu czola roznym trudnym sytuacjom z klasa i spokojem.



          • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 12.04.16, 20:09
            Dziękuję Ci bardzo nie-mamo, za bardzo mądre słowa. Dla mnie na razie takie oddzielenie się, obwarowanie milczeniem na dłuższy okres czasu, to kosmos... Mam nadzieję, ze psychoterapia pomoże. Odezwę sie do Ciebie na priv. na pewno.
            A wczoraj, po 2 tygodniach milczenia, moja mama napisałam smsa do mojego syna, pytając, czy wszystko w porządku u niego i jego siostry (o mnie oczywiście nawet słowem sie nie zająknęła), poinformowała, ze bardzo tęsknią za nimi i bardzo ich kochaja . Stereotyp - nigdy sppecjalnie tego uczucia nie okazywała, ale krzyczała o nim bardzo głosno, pisała w każdym smsie do syna. No i teraz konsternacja - mnie nie było w domu, syn odpisał "szkoda, ze nie mogliście przyjchac do nas w świeta. My tez was bardzo kochamy". Tyle. Wkurzyłam się, bo to jakas forma dowiedzenia się co u nas, podjęcia dialogu z synem. Po co, jesli zrobiła takie świństwo całej naszej rodzinie i nie odzywa się już tyle czasu? Co ciekawego ma do powiedzenia wnukowi? Dziś po raz pierwszy od dwóch tygodni spróbowałam do niej zadzwonić, bo chciałam jej powiedzieć, że jeśli jest ciekawa co u dzieci, to niech przyjedzie, odwiedzi, zadzwoni do nas, jakoś po ludzku sie zachowa. niestety, odrzucała połączenie. Głupia sytuacja.
            • nie-mama Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 12.04.16, 20:23
              Bardzo ladnie Twoj syn odpowiedzial! Bez manipulacji i serdecznie.

              Kaja, Ty do nich nie dzwon. Wytrzymaj.
              To niczego nie zmieni, a tylko sie bedziesz niepotrzebnie denerwowac.

              Zamiast tlumaczyc rodzicom to co czujesz, pisz pamietnik. Mowie serio. Zanim pojdziesz na terapie wypisz cala zlosc. Masz do niej swiete prawo, bo przeciez kazdy bylby wkurzony do granic wytrzymalosci takim brakiem szacunku. Pisz dla samej siebie, bez cenzury i dobrze schowaj notatki, zeby nikt nie przeczytal. To moze byc taki tajny swiat gdzie masz zupelna wolnosc wyrazic wszystko na co masz ochote.

              No i pisz smialo na priv jesli tylko masz ochote i czas.
              • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 12.04.16, 20:48
                Moja autobiograficzna ksiażka - pamiętnik ma jż 120 stron. Bez tego chyba bym zwariowała... Oczywiście to dopiero fragment, piszę cały czas, bo tak jest łatwiej.
                • nie-mama Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 13.04.16, 16:04
                  To bardzo dobry pomysł. Pisz koniecznie. Za każdym razem kiedy masz ochotę zadzwonić albo inaczej skontaktować się z rodzicami, zamiast tego pisz.
            • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 12.04.16, 22:39
              kaja-333 napisała:

              Dziś po raz pierwszy od dwóch tygodni spróbowałam do niej zadzwonić, bo chciałam jej powiedzieć, że jeśli jest ciekawa co u dzieci, to niech przyjedzie, odwiedzi, zadzwoni do nas, jakoś po ludzku sie zachowa.

              Ale po co? przeciez wiesz ze to niczego nie da. po drugie, jak nie chce przyjechac to po co ja zmuszasz?
              a co miala do powiedzenia synowi? to co mu powiedziala. 100% zgadzam sie z Niemama ze syna bardzo madrze babci odpowiedzial.
              a ty nie powinnas sie wtracac miedzy dziadkow a wnukow.
              to jest bardzo nieprzyjemna i niezdrowa dla nich sytuacja. nie powinnas osobiscie do tego dokladac.

              No i mialas czekac az rodzice sami sie odezwa, fakt ze twoja mama pogadala z twoim synem to nie powod aby wykorzystywac to jako pretekst do kontaktu.
              teraz masz powod zeby sie zalic jak 'potwor' odrzuca polaczenie?

              Minnie
              • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 12.04.16, 22:42
                ps:
                jeśli jest ciekawa co u dzieci, to niech przyjedzie, odwiedzi, zadzwoni do nas, jakoś po ludzku sie zachowa.

                no i ona przeciez zachowala sie po ludzku - byla ciekawa co u dzieci to zadzwonila DO NICH, i tyle.
                do ciebie ani meza nie ma obowiazku. nie musi, naprawde.

                Minnie
                • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 12.04.16, 23:12
                  nie zadzwoniła. Napisała smsa i nie jest to faktyczna troska o wnuki - jakoś w święta nie była zainteresowana jak jej wnuki zniosa fakt odrzucenia, zamienienia na inne dzieci i obcych ludzi. Poza tym w ten sposób znów podkopała mnie - jej sms miał wydźwięk "babcia tak was kocha, a matka nie pozwala sie widywać". to az krzyczało z tej wiadomości. Chyba jako matka mam prawo decydować, z kim moje , nieletnie jeszcze, dzieci się kontaktują, zwłaszcza jesli wiem, że może odbić sie to na układach tychże dzieci z nami - rodzicami. Nadal uważam, ze rodzice i dzieci to jeden organizm Jeśli krzywdzi się część tego organizmu, to co najmniej niezręcznie jest z jednej strony padać ofiarą tegoż krzywdzenia, a z drugiej pozwalać na głaskanie wroga. Miłość? O uczuciu świadczą czyny, nie słowa. A czyn miłości pokazała babcia już niejednokrotnie.
          • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 12.04.16, 22:29
            nie-mama napisała:
            Mysle, ze warto znalezc sposob na przejscie pewnego rodzaju zaloby i pogodzenie sie z tym.
            To paradoksalnie moze pomoc w uspokojeniu relacji, ale najpierw trzeba wyjsc ze starych schematow i troche zawalczyc o samego siebie. Z szacunkiem wobec rodzicow, ale wymagajac szacunku dla samego siebie.


            Masz pelna racje.

            Minnie
            • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 12.04.16, 23:16
              teraz masz powod zeby sie zalic jak 'potwor' odrzuca polaczenie?

              nie, nie mam powodu. Bardzo przepraszam, że w ogóle zaczęłam "się żalić". Dziękuję pięknie za wszystkie dobre, madre rady. Myślę, ze po prostu trzeba dobrze znać sytuację, żeby pisać, że sama dowartościowuję się "żaleniem się", czy żeby pisać takie zdanie jak powyżeej. Już sie nie żalę, przepraszam i dziękuje.
              • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 13.04.16, 05:07
                kaja-333 napisała:
                Myślę, ze po prostu trzeba dobrze znać sytuację, żeby pisać, że sama dowartościowuję się "żaleniem się", czy żeby pisać takie zdanie jak powyżeej. Już sie nie żalę, przepraszam i dziękuje.

                Kaju, alez nie obrazaj sie. i nie bierz tego personalnie, przede wszystkim.
                wszyscy jestesmy ci bardzo zyczliwi i staramy sie ci pomoc,
                ja oczywscie tez.
                ale pomoc to nie tylko glaskanie po glowce i czule wspolczucie i wzajemne uzalanie,
                to takze zwracanie uwagi na niekonsekwencje i bledy jakie ty sama popelniasz i rutyna w jaka popadasz mimo zarzekania sie ze "teraz to bedzie zmiana".

                Zamiast czuc sie urazona za ukazanie ci wlasnych bledow jak w zwierciadle i zaraz chowac sie jak slimak w skorupce, raczej czytaj wnikliwie i analizuj wszystko co do ciebie piszemy jakby to nie bylo do ciebie a do twojej siostry -blizniaczki, na przyklad.
                Jeszcze po prostu nie rozumiesz co to znaczy 'dowartosciowywanie sie poprzez zalenie sie',
                ale w trakcie terapii (a nawet juz lektury Susan Forward) - zrozumiesz.
                Zreszta, nie wyobrazaj sobie ze terapia polegala bedzie na pocieszaniu cie i wzywaniu rodzicow aby na nich nakrzyczec.
                calkiem odwrotnie, badz przygotowana ze byc moze zostaniesz m.inn. skrytykowana z gory na dol, z tylu do przodu i z powrotem, bedziesz musiala przyznac przed soba rozne niewygodne prawdy.
                Ze, byc moze, sytuacji z rodzicami jestes w rownym stopniu wspolwinna (podkreslam - byc moze). nic jeszcze nie wiadomo co i jak.
                to co ja tobie napisalam to jeszcze miodzik w porownaniu z tym co dobry terapeuta moze ci zaserwowac. ale nie zrazaj sie bo na koncu tego tunelu bedziesz silna, mocna, i nowa TY!

                pozdrawiam, Minnie
              • nie-mama Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 13.04.16, 07:47
                Kaja, przechodzisz strasznie trudna sytuacje. Od wielu lat Twoja rodzina robi z Ciebie "dziewczynke do bicia" (w przenosni).

                Na forum mozesz przeczytac rozne opinie i kazdy wyraza swoje mysli w inny sposob, czasem trudny do przyjecia na danym etapie. To, o czym pisze Minnie ja nazwalabym starymi schematami dzialania. To wazne zeby je zobaczyc i sprobowac sie ich pozbyc.

                Jednak to moze nie byc dla Ciebie dobry moment. Na razie jestes na pierwszej linii ognia, caly czas pod presja.

                Po pierwsze musisz sie wzmocnic, tzn. odpoczac i zadbac o siebie. Pierwszy krok do tego to przestac sie wystawiac na ciosy rodziny. Nie dzwonic i nie kontaktowac sie. Zacznij w koncu ten detoks. wink

                Po drugie, znalezc terapeute, ktory potowarzyszy Ci w uwalnianiu sie od tego wszystkiego.

                Ja caly czas trzymam kciuki.
                • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 13.04.16, 11:52
                  napisałam na priv.
                  • nie-mama Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 13.04.16, 14:23
                    Odpowiedz wyslana. smile
                • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 16.04.16, 00:12
                  nie-mama napisała:
                  Na forum mozesz przeczytac rozne opinie i kazdy wyraza swoje mysli w inny sposob, czasem trudny do przyjecia na danym etapie. To, o czym pisze Minnie ja nazwalabym starymi schematami dzialania. To wazne zeby je zobaczyc i sprobowac sie ich pozbyc.
                  Jednak to moze nie byc dla Ciebie dobry moment. Na razie jestes na pierwszej linii ognia, caly czas pod presja.


                  Bardzo dobrze rozumiesz w czym rzecz Niemamo. i dobrze to okreslilas.
                  ja tez pisze z wlasnego doswiadczenia chociaz moje sa inne.
                  lecz mechanizm ten sam, czyli czlowiek tak dlugo kreci sie starych schematach dopoki ktos nie wrzuci mu tam kija i nie zatrzyma tego.

                  Rzecz tylko w tym, iz nigdy nie ma dobrego momentu na wrzucanie tegoz kija lub ledwo kijka.
                  To zawsze boli i jest nieprzyjemne. nieprzyjemne bo trzeba przyznac przed soba rozne niewygodne prawdy. coz.
                  i na poczatku te niewygodne prawdy odpycha sie od siebie, protestuje, usprawiedliwia, tlumaczy, zaprzecza, przekonuje ze 'to nie tak', ze 'bo ty nie rozumiesz' itp itd.

                  Zmian nie bedzie jesli sie z tym nie stanie twarza w twarz -wiadomo.
                  Juz 15-ty, Kaja zdaje sie miala juz miec wizyte, trzymam kciuki ze bylo tak jak oczekiwala
                  i jest zadowolona z wizyty, ze pomoglo.
                  zycze powodzenia w terapii i poprawy w stosunkach z rodzina! trzymaj sie Kaju!

                  Minnie
                  • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 16.04.16, 12:57
                    tak, jestem po wizycie. Mam wspaniałą, cudowną panią psycholog - taki... lekarz rodzinny trochę, bo na nfz zajmuje się bezbłędnie moim synem (lekki autyzm), a teraz również mna (już nie na nfzwink ).
                    Zaczęłyśmy. Przede mną dluga droga. Historia zatoczyła koło. Jestem w domu. Mam takie wrażenie. Domem nazywam miejsce, gdzie mogę być własnie z terapeutką, gdzie odkopuję to, co zdarzyło się kilkadziesiat lat temu i ma skutki w teraxniejszosci.
                    Nikt mnie nie atakuje, psycholog jest bardzo delikatna, bardzo empatyczna. Nie wmawia mi mojej winy. Zostałam bardzo krzywdzona. Kiedyś po raz pierwszy, teraz po raz drugi i po drodze wiele razy. Nie będzie mi wmawiała mojej winy, bo jesli na jest, to objawia się w tym, że na za dużo sobie pozwoliłam. Jednak mojego zachowania nie można nazwac prowokacją. Spodziewałam sie ataków wymierzonych w moja osobę. Nie ma ich. Jest zrozumienie, wytyczenie planu działania, próba przeformatowania myslenia. Powtórzę - JESTEM W DOMU. Nikt tam na mnie się nie wyżywa, nie krzyczy, nie obwinia. Jest ktoś, kto stara się ze wszystkich sił pomóc. Już nie muszę się "żalić" na forach, pytac o radę, obarczać moimi problemami innych ludzi. Zaufałam. Zaczynam od początku. Wierzę, mam dobrą przewodniczkę.
                    • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 17.04.16, 01:04
                      To swietne wiadomosci Kaju smile
                      Wierze ze pomalu nabierzesz wiary w siebie i z czasem skutecznie zmienisz zwyczaje panujace w twojej rodzinie. poczujesz sie wolna i nareszcie soba! czego ci szczerze zycze.
                      ciesze sie, ze czujesz iz masz miejsce gdzie czujesz sie bezpieczna bo to bardzo wazne.
                      I tak na wyrost, na wszelki wypadek bo pewnie potrzebne nie bedzie, no ale -gdybys jednak (odpukac) z jakiegokolwiek powodu kiedys poczula ze potrzebujesz zmiany terapeuty - pamietaj, nie wahaj sie, nie masz obowiazku tkwic z kims tylko dlatego ze wyciagnal do ciebie reke kiedy najbardziej tego potrzebowalas, tak tylko w mysl zle pojetej lolajnosci.
                      jesli tylko bedziesz czula ze potrzebujesz zmiany - pamietaj, najwazniejsza jestes TY - szukaj kogos nowego kto przypadnie ci do gustu az znajdziesz. bez zadnych wyrzutow sumienia.

                      Milo by bylo, gdybys miala ochote czasem tu wpasc i dac znac jak ci idzie smile
                      zapraszam tez na moj email gazetowy albo PM (wiadomosci na profilu) jakbys mimo wszystko kiedykolwiek zechciala : )
                      Pozdrawiam,

                      Minnie
              • annb Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 13.04.16, 08:09
                Kaja stój. Ja też na poczatku agresją reagowałam jak ktos mi mowil takie rzeczy. teraz wiem że mam rację. półtora roku terapi, tydzień w tydzień i zaczynam żyć. Twoja sytuacja nie jest jedyna/sama w sobie/niepowtarzalna. takich rodzin jest tysiące, wierz mi. dasz radę. Tylko przestań się kontaktować.Przynajmniej na jakiś czas.
                • annb Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 13.04.16, 08:09
                  miało byc-miał racje.
                • berber_rock Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 13.04.16, 13:30
                  A za 5 lat sobie przeczytaj ten watek (albo/i swoj pamietnik) i zobaczysz, jaka bedziesz miala mine! bezcenne uczucie wink Dla samego tego momentu warto!

                  Trzymam kciuki!
                  • nie-mama Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 13.04.16, 14:22
                    Dokladnie!
    • makinetka82 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 06.05.16, 07:06
      Ciekawi mnie, Kaju, jak sobie radzisz?
      • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 07.05.16, 14:35
        Witam i dziekuje bardzo za zainterwsowanie. Radzę sobie jakos. Psycholog uświadomiła mi, że nie zmienię rodziców. Nie zmienie tez brata. Pozostaje mi mocne uświadomienie sobie faktu, że tak naprawdę NIE MAM NA KOGO LICZYĆ, jestem praktycznie sama i musze przestać oczekiwac czegokolwiek od rodziny. Ich zachowanie wobec mnie, to ich powazny problem, mający pewnie swoją genezę gdzies w dalekiej przeszłości, w historii z zycia mojej matki... Nie zaakceptowała nigdy mnie - jako swojej córki i mojej córki - jako swojej wnuczki też nie. Staram się psychicznie nie wchodzić w żadne kontakty, układy... Odzywamy się, ale bez zbędnych informacji, czułości, wielokrotnych codzinnych telefonów. Od czasu, gdy pisałam tu pierwszy raz ten post, do dziś nie doczekałam się ani jednego telefonu ze strony rodziców. To ja czasem zadzwonię, nawet byłam tam u nich kilka razy - ale na krótko, kurtuazyjnie...Teraz przed weekendem majowym sie zapomniałam i zadzwoniłam do rodziców z pytaniem, czy na 3 dni nie zajęliby sie naszymi dwiema świnkami morskimi - chodziło tylko o wsypanie karmy i wlanie wody. nawet bez otwierania klatki. Oczywiście odpowiedź odmowna ze stekiem wyzwisk. Odpuściłam - zamówiłam sobiesąsiadkę, która weszla do świnek. nie wiem, moze dlatego, ze przestaję oczekiwac od nich jakiejkowleik pomocy, jakoś nie zabolała mnie ta odmowa.
        Poza tym czuję sie jakos srasznie głupio. Jestem przyzwyczajona, że chodze np. do lekarza, płace za prywatną wizytę itd. A tu... jakos dziwnie. Płacę 80 zł. za wizytę, rozmowa jest dosć długa nawet, czasem nawet ponad godzine, ale... mam takie wrażenie, że kupuję sobie czyjś czas, i za własne pieniądze przedaję swoje życie... Między sesjami u psychologa, jest np. tydzien, dwa przerwy. W tym czasie, mimo ze mam psycholożkę u mnie w znajmych na fb., mam do niej nr tel., to... nie mogę oczekiwac choćby jednego zdania z jej strony, jesli coś sie wydarzy w czasie pomiędzy spotkaniami. Ja nie mówię o jakichś wielkich zwierzeniachi pomocy przez tel i za darmo, ale kurcze... napisałam, bo miałam kłopot z synem (którym ta pani zajmuje sie państwowo w poradni) i nie odpisała nawet jednej literki. Po ostatniej terapii,kiedy ewidentnie z winy terapii miałam kłopoty w domu z synem (pani przy dziecku zwracała mi uwagę, ze za bardzo go wyręczam, że nie jest samodzielny i inne takie tam..., a potem w domu synuś miał polewkę ze mnie parę ładnych dni), i napisałam do niej, z prośbą, jak w danej sytuacji zareagować - nie odpisała tez nawet słowa. Wczoraj musiałam zrezygnować z terapii, bo nie miałam pieniędzy. napisałam szczerze jak sie sytuacja przedstawia, odpisała - "trudno. wszystko ok.". Dla mnie nie było i nie ejst ok. Nie wiem, ja niby rozumiem, ze to nie sa kontakty przyjacielskie, koleżeńskie, że dystans.... te sprawy.... ale jakos czuję sie upokorzona już w momencie, keidy idę do kasy płacić za godzinę szczerej rozmowy. Rozmowy, bo porad, poza "zrobi pani jak będzie pani uważała" nie uważam za jakieś konstruktywne terapeutyczne doradztwo. Nie myślałam, ze wuiizyty u psychooga sa tak trudne. Taki... niby przyjaciel, ale za kasę sad.
        • agulha Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 07.05.16, 16:35
          Rozumiem Twoje odczucia. Ja także mam tego typu... Spaczenie. Jeżeli nawet kupuję czyjś czas i jakąś czynność (prywatne lekcje języka, zabiegi kosmetyczne), to zwracam uwagę na relacje interpersonalne. Oczywiście wiem, że dla tej drugiej osoby to jest sposób zarabiania na życie i że jest ona usługodawcą, a nie przyjacielem, ale mimo wszystko nie trawię osób, które to jakoś tak... Akcentują. Typu: dwie minuty po minięciu ustalonego czasu zrywają się jak oparzone, żegnają i wychodzą, nie zamienią nawet dosłownie kilku słów "prywatnie", i tak zawsze (OK, czasami to oczywiste, że człowiek się gdzieś śpieszy).
          • judith79 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 16.05.16, 20:01
            Wybacz Agulha ale takie podejscie jest poprostu przeokropne. Zawlaszczanie czasu przez klienta/pacjenta to jest dla wielu uslugodawcow koszmar. Ludziom sie wydaje, ze jesli placa za usluge to maja prawo pchac sie ze swoja prywatnoscia zupelnie obecej osobie w zycie, niezaleznie od checi czy jej braku co do tego. Czesto czas miedzy klientami to jedyny moment w ciagu dnia pracy kiedy mozna cokolwiek zjesc czy chcocby skozystac z toalety, a nawet jesli nie to jaki mam obowiazek jako uslugodawca wysluchiwac codzych problemow, pogladow itd? W mojej pracy się zdarza, ze nawet jak klient widzi, ze mam inna robote, odpowiadam monosylabami i nie nawiazuje kontaktu wzrokowegoto na sile stara sie "zabawiac" mnie rozmowa, jest to niewypowiedzianie wrecz irytujace i za kazdym razem musze sie pilnowac zeby nie pogonic. Od tego zeby pogadac czlowiek powinien miec przyjaciol/zanjomych/rodzine a nie narzucac sie obcym ludziom.
            • agulha Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 16.05.16, 23:22
              Wiesz, to zależy od rodzaju tej usługi. Kosmetyczki, fryzjerki, taksówkarze zwykle sami zagadują (w czasie usługi raczej, niż po niej), zarówno opowiadają o swoim życiu (taksówkarze), jak i wysłuchują opowieści o cudzym. Oczywiście, nie masz obowiązku wysłuchiwać o cudzym życiu, nie masz obowiązku się uśmiechać, nie masz jeszcze paru innych obowiązków. Natomiast usługobiorca (jeżeli mówimy ogólnie o branży "usług dla ludności") ma prawo wybrać sobie takiego usługodawcę, z jakim dobrze się czuje. Jego kryteria są jego sprawą: czy wybiera według fachowości (co ma większe znaczenie w przypadku np. dentysty, a mniejsze w przypadku np. manikiurzystki), czy według ceny (nie każdy szuka, byle taniej było), czy elastyczności (co do np. terminów), czy dostępności, czy właśnie kontaktu interpersonalnego.
              Ja nie mówię o zajmowaniu komuś dodatkowo kilkunastu czy kilkudziesięciu minut. Niemniej, jeżeli ktoś mało się interesuje tym, czy zapłacony czas jest spędzany efektywnie i zgodnie z wyznaczonym celem [przykład: lekcje języka obcego], natomiast dosłownie kilka minut dłużej jest to dla niego nie do przyjęcia (zawsze i za każdym razem), to mnie się to niezbyt podoba.
              Ty mówisz o sytuacji "klienta" i "innej roboty", mnie chodziło raczej o relacje 1:1, kiedy klient kupuje w zasadzie 100% czasu usługodawcy na okres wykonania pewnej usługi, czyli "odpowiadanie monosylabami", "inna robota", "nienawiązywanie kontaktu wzrokowego" i "zabawianie rozmową" raczej nie ma tu zastosowania. Gdy jestem u fryzjerki, ona ma mnie pytać, jaki chcę kolor farby, dla mnie mieszać tę farbę, mnie ją nakładać, a nie zajmować się innymi rzeczami. Jak skończy, żegnamy się i ona podobnie na wyłączność zajmuje się następną klientką.
              Brak podzielności uwagi całkowicie rozumiem - ja mam rodzaj pracy w znacznej mierze polegający na sprawdzaniu papierów i zabawianie mnie w tym czasie rozmową również mnie drażni, bo albo rozmowa, albo sprawdzanie papierów.
              • judith79 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 18.05.16, 14:26
                Zwykle? mnie jakos nie zagaduja. Od 10 lat mam ta sama fryzjerke i poza tym, ze wzajemnie znamy swoje imiona nic o sobie nie wiemy bo ani ona ani tym bardziej ja nie odczuwamy takiej potrzeby. Czy Ty jako osoba pracujaca w biurze masz obowiązek codziennie przed wyjsciem z pracy ale juz po godzinach iśc do szefa i opowiadać mu o swoich prywatnych sprawach albo wysłuchiwac jego problemow? Jakos w to wątpie, nie rozumiem wiec na jakiej podstawie wymagasz tego od obcych ludzi. Nie ma to nic wspolnego z podzielnością uwagi czy jej brakiem a jedynie z tym, ze naprawde duża grupa ludzi pracujących w usługach/rzemiośle/kosmetyce itd nie ma ani potrzeby ani ochoty nawiazywac prywatnych relacji z klientem. "Wyłacznosc" w monencie wykonywania usługi nie oznacza, ze ktos ma udawac twojego przyjaciela tylko, że ma starannie i właściwie wykonać swoją pracę skupiajac sie na obsługiwanym własnie pacjencie/kliencie. Wymuszanie pozorowanej bliskosci jest dla wielu osob nie do przyjecia i raczej watpie czy narzucanie się jest zgodne z sv.
                • pavvka Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 18.05.16, 15:01
                  Ale pewnie wybrałaś sobie tę fryzjerkę m.in. ze względu na jej brak gadulstwa. Lub też ona wyczuwa kto z klientów oczekuje pogawędek, a kto nie, i dopasowuje się do tego.
                  • judith79 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 18.05.16, 16:38
                    Nie, wybralam ja bo mam blisko i dlatego, ze jest bardzo dobrym rzemieslnikiem. Pare moich kolezanek do niej chodzi i z tego co wiem to relacje z nimi ma takie same.
        • nie-mama Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 08.05.16, 15:59
          Terapeuta to nie jest przyjaciel i nie nalezy tego mylic. Jesli nawet polowa klientow terapeuty dzwonilaby do niego/niej pomiedzy sesjami, to nie mialby zupelnie prawa do prywatnego zycia. Wydaje mi sie, ze nalezy o tym myslec jak o dentyscie albo innym lekarzu specjaliscie. Nie kontaktujemy sie z nimi jesli nie ma naprawde ostrego kryzysu.

          Kaju, ciesze sie bardzo, ze dajesz rade i idziesz do przodu. Dalej trzymam kciuki. Zaczelas trudny proces i na pewno bedziesz miala trudne momenty, ale jestes na dobrej drodze.

          Dbaj o siebie.
          • kaja-333 Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 08.05.16, 17:06
            Ja to rozumiem, naprawdę. Nie zapanuję jednak nd odczuciami. Jeśli idę do zwykłego lekarzy i mówię, ze boli mnie gardło, noga, głowa, brzuch, mam katar, kaszel itd., to jednak całkiem cos innego, niż wizyta u psychologa i opowiadanie przez 2 godziny o najgorszych momentach w swoim zyciu. Taka wizyta, przynajmniej u mnie, spowodowała "wywalenie" na wierzch wszystkich najtrudniejszych chwil. Nie mogłam sie potem pozbierać wiele dni. Nie chciałam sesji przez telefon, ale cholernie trudno było mi wrócić do normalnosci. Za dwa tygodni, keidy rany troche sie zabliźniły, wróciłam, bo był termin kolejnego spotkania. I co? Znów wywleczenie wszystkiego, cholerny ból i w zasadzie żadnej konkretnej porady.
            powrót do domu i znów dwutygodniowe lizanie ran. To bez sensu. Życie zmienia sie codziennie, jest dynamiczne. Czas nie stoi w miejscu. Nie mogę sobie poradzic po takiej sesji. Dzięki moim rodzicom, jestem całkowicie sama, nie mam przyjaciół (każdą bliska osobę ode mnie osunęli, nawet jak miałam 38 lat). nie mam nikogo - poza mężem, z którym w zasadzie tez jestem na granicy wspólnego zycia i rozwodu. To przemocowiec psychiczny i ekonomiczny. Wierzcie mi, że nie daję rady po takiej długiej, szczerej rozmowie, dojsć do siebie. Jesli człowiek jest sam na swiecie i nie ma zadnej bliskiej duszy, to nic dziwnego, zę w terapeucie "widzi przyjaciela". Bo to jedyna osoba, z którą rozmawiam. I cholernie brakuje mi tych rozmów, chocby wyadania się, zrzucenia cieżaru. A jeśli ten terapeuta wymaga 2 tygodniowego milczenia, to jest zwyczajnie, po ludzku źle, nie tak, okropnie. Dlatego nie wiem, czy będę to ciagnęła. Nie radzę sobie "pomiedzy" spotkaniami. moje problemy są naprawdę olbrzymie, wyciąganie ich na wierzch powoduje ból płacz, wiele nieprzespanych nocy. Wpadnę w depresję, jak dalej tak pójdzie.... Rozum wie co innego, a serce... ciągnie do człowieka. Tak po ldzku, zwyczajnie.
            • nie-mama Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 08.05.16, 20:38
              Przechodzisz bardzo trudna zalobe. Niestety terapia na poczatku wyciaga wszystko co moglas odsuwac od siebie wczesniej. Jesli tylko mozesz i psychicznie i finansowo, to nie rezygnuj. To jest bardzo cenny prezent, ktory sama sobie dajesz.

              Czy moglabys ustalic sesje co tydzien?
              Czy moze udaloby Ci sie wyjechac samej na weekend i porzadnie sie wyplakac po sesji?

              Nie martw sie na razie tym, ze nie masz takich przyjaciol jakich chcialabys miec w tym momencie. Ja wierze gleboko, ze przyjaciele przyjda, kiedy bedziesz na nich gotowa. U mnie przynajmniej tak sie stalo.

              Na razie masz tak duzo rzeczy do przepracowania, ze warto pobyc samej z tym cierpieniem, ktore przezywasz. Pomysl o tym jak o operacji - to boli, ale leczy.

              Terapeuta nie da Ci zadnej rady. On ma Ci towarzyszyc w tym procesie zaloby i odzyskiwania wolnosci,, ale to Ty jestes za proces odpowiedzialna. Nie terapeuta, nie rodzice, ale Ty sama.

              Przykro mi bardzo, ze to takie trudne. sad
            • yo-a-ko Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 18.05.16, 15:59
              Kaju, a może też skorzystałabyś z grup wsparcia dla Dorosłych Dzieci Alkoholików i Dorosłych Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjnych? (DDA i DDD). Namiary na mityngi w danym mieście można znaleźć w necie. Terapię można "uzupełniać" takimi mityngami (i są one darmowe) - i może dzięki nim pojawiły by się w Twoim życiu również inne życzliwe osoby poza psycholog? A poza tym, oczywiście, mogła byś (gdybyś chciała - wypowiadanie się na takich mityngach nie jest obowiązkowe) dzielić się swoimi problemami i przeżyciami, a także słuchać o doświadczeniach innych, również związanych z radzeniem sobie z trudnym bagażem z przeszłości, oraz z trującymi relacjami rodzinnymi.
              A przy okazji witam się na forum - od dawna podczytuję je "zza krzaczka", ale wypowiadam się po raz pierwszy.
            • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 19.05.16, 01:22
              kaja-333 napisała:
              Ja to rozumiem, naprawdę. Nie zapanuję jednak nd odczuciami.

              no, nie wiem. normalnie dorosly czlowiek jesli rozumie to panuje nad soba.
              wobec tego albo jednak nie rozumiesz albo jestes w takim stanie ze potrzebujesz leki,
              i wobec tego wydaje mi sie ze potrzebna ci takze wizyta u psychiatry.
              nie wyobrazaj sobie tylko z miejsca ze mam cie za wariatke czy cos w tym guscie- nic podobnego,
              po prostu widze ze ogrom stresu w jakim teraz jestes jest zbyt wielki abys mogla poradzic sobie sama, majac przy tym normalne obowiazki, a nawet ponadnormalne z autystycznym dzieckiem w opiece.
              Uwazam ze czasowo, przez kilka miesiecy, potrzebujesz jakis antydepresant ktory pomoze ci sie wyciszyc i uspokoic, i zeby rowniez latwiej bylo ci radzic sobie z sama terapia.

              A jeśli ten terapeuta wy maga 2 tygodniowego milczenia, to jest zwyczajnie, po ludzku źle, nie tak, okropnie.

              a rozmawialas ze potrzebujesz przychodzic co tydzien? lub nawet czesciej?

              Dlatego nie wiem, czy będę to ciagnęła.

              To jest naturalne ze wyciaganie przeszlosci, bolesnych spraw jest wlasnie tak przeogromnie bolesne, sprawia cierpienia.
              Ale to bylaby najwieksza glupota z twojej strony by po wykonaniu najwazniejszego,
              najgorszego kroku - ZACZECIA TERAPII - teraz przerwac ja z powodow czysto technicznych! sad

              Juz ci pisalam ze dwukrotnie, ale zignorowalas to kompletnie! - jesli nie odpowiada ci terapeuta, zmien na innego , jesli uwazasz ze spotkania sa za rzadkie - zorganizuj ich wiecej ,
              rozumiem doskonale ze czujesz sie samotna. to naprawde okropne.
              jednoczesnie musisz zdac sobie sprawe ze mozesz liczyc tylko na siebie wiec rob co mozesz aby znalezc wsparcie tam gdzie ono moze byc, czyli wyszukuj wszelkie grupy wsparcia np dla samotnych matek, dla dzieci autystycznych, dla tych z depresja i napadami paniki, dla singli nawet
              zobacz tutaj, moze to ci cos da:
              plasterek
              Ogolnopolskie Pogotowie - tu jest poradnia na telefon
              tu jest poradnia majlowa
              Instytut Psychologii Zdrowia

              - to tylko przyklady co mozna znalezc w necie jak sie szuka..

              Nie radzę sobie "pomiedzy" spotkaniami. moje problemy są naprawdę olbrzymie, wyciąganie ich na wierzch powoduje ból płacz, wiele nieprzespanych nocy

              wiec moze skontaktuj sie online z jakims forum dla przechodzacych terapie jak ty?
              z pewnoscia ulzy ci dzielic sie doswiadczeniami i bolem, a byc moze
              i dostaniesz cenne rady jak trafic na dobrego terapeute tam gdzie mieszkasz
              oraz dowiesz sie jak kto czesto chodzi na wizyty, ile placi /nie placi itd itp.

              jedno jest pewno - blagam cie, NIE przerywaj terapii ktora moze odmienc cale twoje zycie!
              w bez tego nie ma zmian.
              prosze cie, WYTRWAJ! naprawde warto!

              Minnie
        • minniemouse Re: święta i lekceważące zachowania rodziców 08.05.16, 23:37
          kaja-333 napisała:

          Kaju, z ciebie emocjonalnie jest jeszcze dziecko.
          i nic dziwnego - z takimi rodzicami, ktorzy jak slusznie zauwazyla psychoterapeutka z kolei sami zostali jakos skrzywieni, trudno nim nie byc. wiec jak dziecko nadal potrzebujesz aby ktos sie toba opiekowal, troszczyl, nadskakiwal bo tego nigdy nie mialas.
          Rodzice w zyciu dziecka sa tak niezmiernie wazni iz nikt nigdy im tej milosci i aprobaty, admiracji niczym nie zastapi. wyjatkowo rzadko to sie zdarza.
          zaden maz, przyjaciel, szef,czy ktokolwiek inny wazny - ich opinia nie liczy sie tak jak najgorszego rodzica.
          dziecko moze zostac prezydentem USA i niczyje slowo uznania chocby byl to sam papiez "no, to ci sie udalo" nie usatysfakcjonuje jak wlasnego rodzica. a zwlaszcza tego ktory cale zycie ponizal i poniewieral.

          To prawda ze nigdy nikogo nie da sie zmienic, mozna tylko siebie samego.
          ale nie wiem czy terapeutka mowila ci juz ze gdy zmienisz swoje zachowanie to i rodzice zmienia swoje w stosunku do ciebie. jest to to, o czym wspominalam wczesniej - jaka akcja taka reakcja.

          A tu... jakos dziwnie. Płacę 80 zł. z a wizytę, rozmowa jest dosć długa nawet, czasem nawet ponad godzine, ale... mam takie wrażenie, że kupuję sobie czyjś czas, i za własne pieniądze przedaję swoje życie.

          bo tak jest. dokladnie kupujesz czyjs czas. i uwage. i myslenie.
          psycholog, psychoterapia to jest praca jak kazda inna. ktos kiedys musial sie naharowac
          na studiach aby umiec ci teraz pomoc. ty takze moglas to zrobic. w sensie ze mozliwosci dostania sie na takie studia ma kazdy - droga wolna.
          natomiast co do sprzedawania "swojego zycia" - nie uwazam leczenia emocjonalnego za "sprzedawanie zycia". tak jak leczy sie chore gardlo albo zlamana reke tak leczy sie "chora dusze".
          w kazdym razie, to byl twoj wolny wybor. nikt cie do tego nie zmuszal. i nie zmusza.

          . Między sesjami u psychologa, jest np. tydzien, dwa przerwy. W tym czasie, mimo ze mam psycholożkę u mnie w znajmych na fb., mam do niej nr tel., to... nie mogę oczekiwac choćby jednego zdania z jej strony, jesli coś sie wydarzy w czasie pomiędzy spotkaniami.

          bo to nie jest twoja kolezanka tylko "lekarka" a jej czas to pieniadz.
          czyli po prostu musisz zaplacic za porade.
          coz, udzielanie sie poza wizytami to tez w pewnym sensie "wizyta", i za to sie placi.
          wyglada na to ze to sa poczatki, i jeszcze nie zostaly ustalone/doszlifowane jasno zasady
          jak czesto sie spotykacie i co robic w razie "pogotowia".
          ustalcie miedzy soba regularne wizyty co tydzien, i ustalcie ze poniewaz jestes dopiero
          w poczatkowej fazie i bardzo nie umiesz sobie radzic, to czy jest taka mozliwosc aby dawala
          ci rady badz wskazowki przez email co bedzie sie liczylo jako "pol-wizyta" lub cos w tym stylu
          i ty jej za to zaplacisz.
          pamietaj tez ze w koncu terapeuta oprocz ciebie ma innych klientow, tez roztrzesionych,
          i kazdy by tak chcial. kiedy ma miec czas na swoje wlasne zycie nie mowiac o odpoczynku?

          z winy terapii miałam kłopoty w domu z synem (pani przy dziecku zwracała mi uwagę, ze za bardzo go wyręczam, że nie jest samodzielny i inne takie tam..., a potem w domu synuś miał polewkę ze mnie parę ładnych dni),

          to mi sie niezbyt podoba. nawet rodzic rodzicowi nie powinien zaprzeczac w obecnosci dzieci, jesli rodzice maja inne zdanie co do wychowywania przed dziecmi stanowia wspolny front i dopiero jak sa sami dyskutuja na temar roznicy zdan.
          bardzo to bylo niewychowawcze, tu masz moje poparcie.
          ja na twoim miejscu poprosilabym bardzo grzecznie owa pania (nie przy synu, oczywscie)
          aby nigdy wiecej nie zwracala mi zadnych uwag przy synku/dzieciach.
          ze bardzo chetnie i uwaznie wyslucham jej opinii jakie popelniam bledy wychowawcze
          ale absolutnie nie w obecnosci dzieci i prosze o tym pamietac.

          napisałam szczerze jak sie sytuacja przedstawia, odpisała - "trudno. wszystko ok.". Dla mnie nie było i nie ejst ok

          nie bardzo rozumiem o co ci chodzi - co nie bylo ok? jej odpowiedz? jej reakcja?
          imo jej reakcja nie mogla byc inna.
          ona nie jest twoja znajoma, przyjaciolka, siostra, dobra mamusia tylko obcym czlowiekiem ktory cie leczy, jej twoje sprawy finansowe tak naprawde w ogole nie obchodza.
          ja tylko interesuje czy przyjdziesz czy nie.
          ale musiala jakos zareagowac na twoje wynurzenia o klopotach finansowych skoro juz napisalas -no to ci odpisala ze trudno, a ok na ze nie przyjdziesz).

          Nie myślałam, ze wuiizyty u psychooga sa tak trudne. Taki... niby przyjaciel, ale za kasę sad.

          Dlatego napisalam na poczatku - to absolutnie nie jest twoja wina, ale jestes emocjonalnie wciaz dzieckiem.
          potrzebujesz troskliwej mamusi ktora cie przytuli, ukocha, wypiesci i powie ze wszystko bedzie dobrze, nie martw sie, ja ci pomoge, we dwie damy sobie rade. nie jestes sama. a tu .... .
          Zycie traktuje cie okropnie, nie ma takiej osoby ktorej tak rozpaczliwie potrzebujesz.
          A psycholog ktorego zreszta tez bardzo potrzebujesz to tylko lekarz, tylko biznes.
          daje wrazenie ciepla, ale zasadniczo to jest terapia, leczenie przez profesjonaliste. musisz to zawsze miec w pamieci i nauczyc sie panowac nad emocjami.
          Ale wiesz co? jestes o wiele silniejsza niz ci sie wydaje. O WIELE. gdy czytam twoje wpisy i widze przez co przeszlas, co znioslas i przeciwko czemu sie podzwignelas - podziwiam cie.
          malo kto potrafi powiedziec 'dosc', malo kto potrafi podjac terapie i raz po raz stawac twarza w twarz z takim stresem.
          Jak pisala Niemama, Kaju - to dopiero poczatek, nie zalamuj sie, probuj rozdzielac sprawy emocjonalne od zwyczajnie organizacyjnych, zamow sobie tyle wizyt ile ci potrzeba, wypytaj vis-a-vis terapeutke dlaczego ci nie odpisala, i stosownie do jej odpowiedzi zapytaj to co robic w razie zalaman nerwowych gdy potrzebujesz pomocy a jeszcze nie czas na wizyte..
          ustalcie cennik itd.

          I pamietaj o pisalam na poczatku - terapeute mozna zmienic. jesli ostatecznie dojdziesz do wniosku ze nie jestes zadowlona, idz do innego.
          Trzymaj sie!


          Minnie
          --
          Ludzie lubią komplikować sobie życie, jakby już samo w sobie nie było wystarczająco skomplikowane.
          Carlos Ruiz Zafón
Pełna wersja