Unikanie innego towarzystwa

01.06.16, 16:42
Jestem przewrażliwiona, czy jest coś na rzeczy? Moja najlepsza przyjaciółka z czasów maturalnych, studenckich i postudenckich wyszła za mąż i wyjechała zagranicę, gdzie jej mąż dostał pracę. Kontrakt trwał 3 lata, przedłużono go na kolejne 3, niedawno się skończył i oni wrócili do kraju. Czyli przez 6 lat nie widziałyśmy się. Kontakt osłabł. W zasadzie dzwoniłyśmy do siebie na święta, od czasu do czasu wymiana maili, kilka razy dłuższa rozmowa przez Skype. Cały czas jednak świetnie się dogadywałyśmy, rozmawiałyśmy o wszystkim. Gdy powiedziała, że wracają, bardzo się ucieszyłam. Po powrocie oczywiście się spotkałyśmy na parugodzinne plotki w kawiarni i od tej pory praktycznie kontakt się urwał. A było to już ponad miesiąc temu. Tzn. mamy jakiś tam kontakt smsowy, proponowałam tez parę razy spotkania, ale ona grzecznie wymawiała się różnymi problemami. Zawsze jest tak od tej powrotu, że to ja inicjuje kontakt, ona mnie nie ignoruje, podejmuje temat, ale nie dochodzi do żadnej konkluzji. Sama natomiast milczy. Nie ukrywam, że mnie to zabolało. Zadzwoniłam w końcu do niej wczoraj i prosto z mostu powiedziałam, że mam wrażenie, że mnie unika. Odpowiedziała mi, że mnie naprawdę lubi, że jest jej przykro, jeśli mnie uraziła, ale znalazła sobie jednak inne towarzystwo wraz z mężem (którego znam raczej słabo), dlatego nie będzie podtrzymywała ze mną kontaktów. Jeszcze raz mnie przeprosiła i rozmowa się skończyła. Nie wiem teraz jak się zachować. Nie zrobiłam jej nic złego, ona mnie zresztą też, ale uważałam ją za przyjaciółkę, a ona jakby zerwała ze mną znajomość i to dość kulturalnie. Wyraźnie chciała uniknąć takiej bezpośredniej rozmowy, dlatego (widzę to z perspektywy) ochładzała naszą relację, ale gdy do konfrontacji doszło, powiedziała prawdę. Grzecznie, ale stanowczo. Bardzo źle się z tym czuję. I nie jestem pewna czy któraś z nas nie złamała zasad dobrego wychowania a może obie? Czy ona zachowała się kulturalnie? Czy ja coś zrobiłam nie tak? Jak to oceniacie i jak się zachować w tej sytuacji.
    • vilez Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 16:53

      Moim zdaniem Wasz kontakt nie był głęboki ani przyjacielski. Piszesz o tym tutaj:

      > Kontakt osłabł. W zasadzie dzwoniłyśmy do siebie na święta, od czasu do czasu wymiana maili, kilka
      > razy dłuższa rozmowa przez Skype

      Niektóre znajomości się rozchodzą. Życie. Bywa to bolesne, ale na to się nie poradzi.

      Nie widzę winy po stronie Twojej znajomej. Grzecznie próbowała nie utrzymywać z Tobą relacji. Dociśnięta, powiedziała, co i jak.

      Czy Ty się zachowałaś nie tak? Pewnie mogłaś mniej nalegać, skoro nie było z jej strony entuzjazmu do spotkań z Wami. Ja bym nie naciskała, po jednej-dwóch odmowach spasowałabym.
      Ale z drugiej strony, skoro czułaś potrzebę dojaśnienia, to- bez oceny. Zapytałaś- otrzymałaś odpowiedź. Trza wziąć na klatę.

      Teraz już chyba nic nie ma do zrobienia. Przeboleć.
      • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 17:35
        Zgadzam się z Vil pod względem SV. Ona liczyła na to, ze jej zamknięte odpowiedzi na Twe propozycje zrozumiesz właściwie - nie, i już nie proponuj. To jest to o czym pisałam przy okazji innego watku i doskonale pokazuje w czym rzecz i to, że konfiguracja płcowa nie ma tu niczego do rzeczy.

        Natomiast czysto po ludzku - rozumiem Twe rozczarowanie i zdziwienie - można nie spotykać się często, ale nie wygospodarować dla kogoś kogo się lubi bardzo (deklaracja koleżanki) godzinki raz na jakiś czas, to dość dziwne. Nie o to idzie ze się ma obowiązek, ale o to, ze nawet rozluźniając kontakty zwyczajne się CHCE. Poza tym to definitywne zerwanie kontaktów też jest dość frapujące. Koleżanka spaliła za sobą mosty - zwykle ludzie lubiący kogoś tak nie robią.
        Podkreślę od razu - odradzam badanie sprawy dalej, ale po mojemu cos się jednak wydarzyło. Albo koleżanka czarnobiała za granicą smile albo ktoś jej czegoś głupiego nagadał, albo podczas Waszego spotkania stało się coś na co ty nie zwróciłaś uwagi, a koleżanka sobie to po swojemu zinterpretowała
        • kora3 errata :) 01.06.16, 17:39
          miało być "albo koleżanka zesnobiała za granicą"? smile - ten słownik mnie kiedyś zabije smile
        • bertosol Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 19:15
          kora3 napisała:

          > Poza tym to definitywne zerwanie kontaktów też jest dość frapujące.

          To już nie można po prostu przestać kogoś lubić, tylko trzeba się doszukiwać drugiego dna? Taka spiskowa teoria stosunków międzyludzkich. Po co to? Wielu ludziom zmieniają się odczucia i tyle. Kiedyś naprawdę mój pewien znajomy szczerze mi powiedział, że zadaje się ze mną tylko dlatego, że chwilowo nie ma lepszej alternatywy. W moim wypadku było tak sam, nawet się więc na to nie obraziłem. Ten nieco humorystyczny przykład dobrze jednak pokazuje, że to absolutnie normalne.

          > Koleżanka spaliła za sobą mosty - zwykle ludzie lubiący kogoś tak nie robią.

          Nie prawda. Nie spaliła. Koleżanka chciała grzecznie rozluźnić kontakt i wygasić znajomość - a to trudno nazwać paleniem mostów. Dopiero autorka obrzydliwie i chamska zareagowała, zmuszając swoją byłą przyjaciółkę do spalenia tych mostów faktycznie.

          Winna jest bezwzględnie autorka i powinna się wstydzić. Rozumiem jej dawną przyjaciółkę, że nie chce mieć z nią nic wspólnego.
          • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 06:56
            bertosol napisał(a):
            >
            Kiedyś naprawdę mój pewien znajomy szczerze
            > mi powiedział, że zadaje się ze mną tylko dlatego, że chwilowo nie ma lepszej a
            > lternatywy. W moim wypadku było tak sam, nawet się więc na to nie obraziłem. Te
            > n nieco humorystyczny przykład dobrze jednak pokazuje, że to absolutnie normaln
            > e.


            Na tyle mnie to zaskoczyło, że zapytam: byliście razem na bezludnej wyspie?smile Pytam, bo - jak nie mieliście obaj innej hehe alternatywy?


            > Nie prawda. Nie spaliła. Koleżanka chciała grzecznie rozluźnić kontakt i wygasi
            > ć znajomość - a to trudno nazwać paleniem mostów. Dopiero autorka obrzydliwie i
            > chamska zareagowała, zmuszając swoją byłą przyjaciółkę do spalenia tych mostów
            > faktycznie.


            Znów histeria z Twej strony smile - zaraz "obrzydliwie" - niedelikatnie, nieelegancko - na pewno. Natomiast spaleniem mostów było powiedzenie, że "znaleźliśmy sobie z mężem inne towarzystwo". Uprzedzając - nie, ze kolezanka nie miała do tego prawa itd., ale powiedzenie czegoś takiego przekreśla możliwość dalszych kontaktów. Gdyby nie chciała palić mostów mogła powiedzieć znacznie bardziej dyplomatycznie: ze teraz po powrocie do kraju ma tak wiele zajęc związanych z odnowieniem dawnych kontaktów zawodowych i prywatnych itd.
            >
            > Winna jest bezwzględnie autorka i powinna się wstydzić. Rozumiem jej dawną przy
            > jaciółkę, że nie chce mieć z nią nic wspólnego.


            Jej, przesadzasz smile Jak wspomniałam - zachowała się niezbyt taktownie, ale strzelasz z armaty do wróbla.
        • koronka2012 Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 20:09
          kora3 napisała:

          Poza tym to definitywne zerwanie kontaktów też jest dość frapujące. Koleża
          > nka spaliła za sobą mosty - zwykle ludzie lubiący kogoś tak nie robią.
          > Podkreślę od razu - odradzam badanie sprawy dalej, ale po mojemu cos się jednak
          > wydarzyło.

          A według mnie po prostu ta przyjaźń umarła śmiercią naturalną, do czego autorka zwyczajnie nie przyjęła do wiadomości.

          Nie musiało się wydarzyć absolutnie nic, że koleżanka przestała chcieć się spotykać - w końcu przerwę w relacjach miały paroletnią, teraz są dojrzałymi kobietami, mają inne sprawy - i najzwyczajniej w świecie mogło się okazać, że kiedyś łączyło je wiele - a teraz nie bardzo.

          Miałam podobną sytuację z wieloletnimi znajomymi. Mili, życzliwi ludzie - tylko... no właśnie. w wieku młodzieńczym było ok, dziś - jesteśmy z różnych bajek. I choć jak już się spotkaliśmy było o czym pogadać, to jednak z mojej strony te kontakty zawsze były wymuszone. Zrobiłam dokładnie to samo co koleżanka autorki, unikałam jak mogłam, wykręcałam się itd. Marzył mi się święty spokój, ale nie potrafiłam powiedzieć tego wprost. Tu pomógł przypadek - zmiana numeru telefonu i przeprowadzka. Celowo nie dałam nowych namiarów, a znajomi nie odpuszczali dość długo, i różnymi sposobami próbowali do mnie dotrzeć.

          Szczerze mówiąc, podziwiam koleżankę, bo bardzo trudno wybrnąć z takiej sytuacji z klasą i gdybym została przyciśnięta do muru jak ona trudno byłoby mi na poczekaniu grzecznie wyjaśnić dlaczego nie chcę podtrzymywać kontaktu. Najchętniej właśnie spaliłabym mosty jak w tym przypadku, bo miałam absolutne przekonanie, że braku tych znajomych nie odczuję w najmniejszym stopniu... Poza tym - co innego człowiekowi pozostaje w takiej sytuacji? Toż nie powie szczerze "słuchaj, stary, możemy pogadać raz na pół roku, ale jak dzwonisz co tydzień i nudzisz to mi się ulewa"? czasem lepiej postawić sprawę jasno niż wzdrygać się na widok telefonu...
          • agulha Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 01:06
            Mnie tu tylko źle brzmi tekst: "znalazłam sobie inne towarzystwo". Ja bym tak nigdy nikomu nie powiedziała. Już prędzej coś w rodzaju: jestem wiecznie zajęta i mam kłopot nawet z tym, żeby bliskim przyjaciołom poświęcić dość czasu.
            Istnieje możliwość (oczywiście, jako jedna z wielu), że to mąż w jakiś sposób sugeruje lub wymusza zerwanie kontaktów z dotychczasowymi znajomymi i nawiązywanie ich z nowymi osobami. Czasem tak się dzieje, z różnych przyczyn (od zazdrości i chęci spędzania czasu zawsze wspólnie, poprzez skłonność do przemocy i odcięcia od innych źródeł wsparcia, po karierowiczostwo). Czasem odcięcie od znajomych z dawnych czasów wynika z własnej chęci przejścia w "lepsze towarzystwo" (bogatsze, z większego miasta, lepiej wykształcone, sławniejsze).
            Oczywiście, nie ma żadnych podstaw w tym, co przekazała nam autorka wątku, żeby coś takiego podejrzewać.
            • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 06:58
              agulha napisała:

              > Mnie tu tylko źle brzmi tekst: "znalazłam sobie inne towarzystwo". Ja bym tak n
              > igdy nikomu nie powiedziała.


              Dokładnie o to idzie


              - -
              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
            • baba67 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 13:22
              No własnie dokładnie to mam na mysli . Ja bym powiedziała że nie mam czasu na kontakty częstsze niz raz na parę tyg dajmy na to. tym czasem pani uzywa wyjątkowo raniącego argumentu i zrywa stosunki towarzyskie.Zadnej więzi emocjonalnej tu nie widzę Watkodawczyni przestała być potrzebna znalazł się ktoś atrakcyjniejszy.
              • baba67 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 13:23
                Zreszta podejrzewam tu kolejna twórczośc naszej ulubionej szelesteczki-liponii.
    • bertosol Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 17:17
      Problem oceniam jako wydumany. Polska jest naprawdę szczęśliwym krajem, skoro ludzie zajmują się takimi błahostkami smile Do rzeczy jednak. Przyjaciółka zachowała się bardzo grzecznie. W sposób zgodny z zasadami sv próbowała zredukować kontakt z Tobą. Takie właśnie ochładzanie relacji, bez ostentacji, jest zamykaniem znajomości najwyższej próby. Ty jednak nie zrozumiałaś tego i poszłaś "na całość", postawiłaś przyjaciółkę pod ścianą i zażądałaś dosłowności. Nie było to grzeczne. Spowodowałaś u niej dyskomfort. Swoją nieznajomości zasad kultury osobistej, sprawiłaś przykrość drugiej osobie. Moim zdaniem jest to paskudne zachowanie. Być może nie miałaś takiej intencji, ale nawet to bardzo Cię nie usprawiedliwia. Dobrze byś się zachowała, gdybyś owej relacji pozwoliła umrzeć śmiercią naturalną, czyli jej nie reanimowała i nie przeciągała. Co możesz teraz zrobić, gdy już postąpiłaś źle? Na przeprosiny byłej przyjaciółki za późno, zresztą ona zapewne nie ma ochoty na jakikolwiek dalszy kontakt z Tobą. Wobec tego, po prostu nie reaguj, nic nie rób i zostaw tę dziewczynę w spokoju. Ile Ty masz lat? Bo chyba nawet 16-latek by zrozumiał, że znajomości się kończą, kontakty rozluźniają, jest to normalne i nie ma powodu do histerii, chamstwa i napuszenia.
      • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 17:41
        Weź wyluzuj... Może nie była delikatna, ale chamska nie była, nie przesadzaj. Poza tym tak nawołujesz do zostawienia byłej przyjaciółki w spokoju, jakby wątkodawczyni ja stalkowała smile
        Poza tymi histerycznymi wstawkami w Twoim wykonaniu akurat, ogólnie - masz rację. Zostawić, nie drążyć i tyle
      • kora3 Bertosol - pytanie 01.06.16, 17:50
        Jeśli można rzecz jasna smile Wytłumacz mi dlaczego Ty ( u innych mnie też to nurtuje, żeby nie było) masz takie podejście, ze jak ktoś porusza temat na forum, to musi dlań to być głowny zyciowy problem?smile Forum jest wszak tematyczne (to) i słuzy dyskusji i rozrywce. Jasne, na takim forum można zadać pytanie o właściwy kieliszek do białego półsłodkiego wina. smile Tylko, ze odp. na takie pytanie łatwo zainteresowany znajdzie w necie i dyskusji to za bardzo podlegać nie będzie. Dlatego właśnie tutaj ludzie pytają najczęściej o sytuacje związane z innymi ludźmi, nie o oczywiste, a mniej typowe. To nie znaczy wcale ze dla nich te sytuacje są życiowymi problemami smile
        • bertosol Re: Bertosol - pytanie 01.06.16, 19:17
          Wszystko zależy jakich słów się używa. Autorka użyła bardzo emocjonalnych i histerycznych słów oraz zwrotów. Tak jakby był to wielki życiowy problem. Gdyby ktoś w takich absurdalnie mocnych słowach zapytał o kieliszek do wina, to też bym się śmiał, że z błahostki robi życiowy problem. Generalnie używanie takich słów wydaje mi się podłe i krzywdzące z najbliższego otoczenia.
          • liliawodna222 Re: Bertosol - pytanie 01.06.16, 21:24
            Ja w wypowiedzi Autorki nie zauważyłam żadnych emocjonalnych ani tym bardziej histerycznych słów.
          • kora3 Re: Bertosol - pytanie 02.06.16, 06:59
            Wcale nie użyła takich słow ani zwrotów smile
          • majaa Re: Bertosol - pytanie 02.06.16, 10:21
            Nijakiej histerii w poście autorki nie widzę. Ot, zwyczajnie jest jej przykro i smutno, że właśnie zakończyła się jej kilkuletnia przyjaźń. Próbuje dziewczyna to zrozumieć i pogodzić się. To zupełnie normalna reakcja.
            • kiwaczek69 Re: Bertosol - pytanie 02.06.16, 13:41
              Ja też nie zauważam. Za ti w wypowiedziach Bertosola - sporo histerii i egzaltacji
              • wioskowy_glupek Re: Bertosol - pytanie 02.06.16, 20:45
                Dokładnie, egzaltacja i histeria level expert...
            • salsa.lover Re: Bertosol - pytanie 02.06.16, 20:10
              majaa napisała:

              > właśnie zakończyła się jej kilkuletnia przyjaźń.

              No a mi właśnie tutaj coś nie pasuje. Przyjaciółka wyjechała 6 lat temu. I tutaj aż zacytuję:

              "przez 6 lat nie widziałyśmy się. Kontakt osłabł. W zasadzie dzwoniłyśmy do siebie na święta, od czasu do czasu wymiana maili, kilka razy dłuższa rozmowa przez Skype"

              No sorry, ale dziewczyna jest w szoku, że nagle skończyła się jej przyjaźń, z kimś, z kim przez ostatnie 6 lat się w ogóle nie widziała, miała bardzo sporadyczny kontakt? Moim zdaniem to autorka raczej żyła w iluzji przyjaźni.

              Powiem jak to wygląda z drugiej strony. Ja też wyjechałam za granicę zaraz po studiach, ale ze swoimi licealnymi przyjaciółkami widywałam się za każdym razem jak byłam w Polsce. Jak planowałam przylot to zawsze je uprzedzałam, żeby zorganizować jakieś spotkanie. Były regularne listy, telefony, zedcydowanie częściej niż tylko na święta.
              A w dobie internetu, skype, fejsbuka naprawdę nie jest trudno kontakt utrzymać. Jeśli się tylko chce.
              Ja uważam, że skoro OBIE strony przez ostatnie 6 lat zaniedbały kontakt i się do niego nie paliły to trudno się dziwić, że relacja wygasła.
              Może po tym kilkugodzinnym spotkaniu, konfrontacjią z rzeczywistością okazało się, że drogi im się rozeszły i jest to w sumie dość normalne.
              Może koleżance wystarczała luźna relacja, pogadanie przez telefon od święta. Może nie ma ochoty ani czasu na wielogodzinne nasiadówy co parę tygodni. Widać, że autorka postu liczyła na zdecydowanie więcej, skoro już po miesiącu czuła się ignorowana. Skoro tamci dopiero co wrócili do kraju to pewnie i tak mieli mnóstwo spraw do ogarnięcia. Całkiem możliwe, że autorka wciąż inicjując kontakt była natarczywa i stąd to spalenie mostu. Być może delikatne sygnały koleżanki nie docierały i dlatego potrzebna była otwarta konfrontacja.

              Owszem, można sobie podejrzewać, że koleżanka jest snobką, która wróciła zza granicy, lub mąż jej zabrania, albo tworzyć jeszcze jakieś inne historie.

              Niestety rzeczywistość jest taka, że czas nie stoi w miejscu, życie nie stoi w miejscu. Sama tego doświadczyłam. Ludzie, z którymi kiedyś mogło się konie kraść, po X latach nagle okazuje się, że nie ma za bardzo o czym rozmawiać. To samo ma mój mąż. Jak jedziemy do Polski to jego licealni koledzy zawsze napalają się na całonocne picie i nasiadów, tak jak to kiedyś bywało. Mąż już ostatnio przestał im mówić kiedy przyjeżdża bo zwyczajnie nie ma ochoty a czasem też i możliwości na takie studenckie balangi. Od 15 lat zawsze gada się o tym samym wink A jak oni wiedzą, że on przyjeżdża to będą dzwonić co pół godziny i molić, żeby się spotkać na piwo. Też pewnie posądzają go o snobizm albo obwiniają żonę tongue_out
    • baba67 Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 18:06
      Ja sie wcale nie dziwie Twojej reakcji. Dośc często jest taki że obok małżeńskich znajomości ma się te swoje babskie przyjażnie niekiedy bardzo stare i one sa najcenniejsze. Rezygnacja z nich oznacza że z jej strony tak naprawde relacja z Toba nie była głęboka-Tobie się zdawało że masz przyjaciółke od serca na całe życie ona traktowała Cie bardzo powierzchownie. Nie ma czego żałować. Wykasuj nr i zapomnij. Szkoda czasu na myślenie o kimś kto na to nie zasługuje.
      • wrockatarzyna Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 19:21
        baba67 napisała:

        > Tobie się zdawało że masz przyjaciółke od serca na całe życie
        > ona traktowała Cie bardzo powierzchownie.

        Jedna osoba utrzymuje zwykłą koleżeńską relację z drugą, a ta druga wyobraża sobie, że są przyjaciółkami od serca. To źle świadczy o tej, co sobie wyobraża. Ludzie z zaburzeniami psychicznymi, schizofrenicy często tak mają. Bo kto normalny będzie latami żył w przekonaniu, że ma przyjaciela/przyjaciółkę, gdy druga strona nie odwzajemnia tych uczuć?
        • baba67 Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 19:48
          Nie trzeba od razu zaburzeń psychicznych. Wystarczy że strona obojetna jest manipulantem umiejacym sprawiac wrażenie zaangażowania jeśli relacja jest do czegos potrzebna (na przykład do miłego spedzania czasu na studiach). Kiedy sie powraca do kraju trudno przewidzieć jak sie ułoży zatem na wszelki wypadek mozna dawna relacje podtrzymać. kiedy okazuje się że do niczego niepotrzebna do się kasuje-proste.
          • claratrueba Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 05:36
            babo, nie trzeba być "obojętnym manipulantem" by nie mieć ochoty na kontakt z osobą, która przestała być nam bliska z powodów zupełnie obiektywnych- tak dużej odmienności stylu życia i poglądów, że naprawdę trudno znaleźć wspólny temat.Za to ciągle trzeba unikać tematów drażliwych.
            I tylko osoby, które traktują innych w kategoriach "potrzebny" będą taki kontakt podtrzymywać. Osoby, które utrzymują relacje na zasadzie bliskości, wzajemnego zrozumienia a nie korzyści będą starały się go bezboleśnie zakończyć zniechęcając tę drugą stronę "grzecznie wymawiając się różnymi problemami"- jak ta koleżanka autorki wpisu.
            Co osoba taktowna po prostu pojmie i nie będzie narzucać się ze swoim towarzystwem.

            • baba67 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 13:07
              Jesli ma sie z kims emocjonalny kontakt to sie nie chce ucinac znajomości.Ucina się znajomośc włąsnie wtedy kiedy nie ma emocjonalnych relacji.Oczywiście można nie chcieć tak częstych kontaktów jak kiedyś bo ma sie własne sprawy i w ogóle niezbyt dużo czasu na życie towarzyskie.
              • vilez Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 15:57
                Babo, przeciez autorka sama pisze, że ostatnimi laty icj kontakt był slaby:

                > Kontakt osłabł. W zasadzie dzwoniłyśmy do siebie na święta, od czasu do czasu wymiana > maili, kilka razy dłuższa rozmowa przez Skype.

                Być może zmyliło ją to, co dalej pisze:

                > Cały czas jednak świetnie się dogadywałyśmy,

                dogadywanie się - rozumiem: zbieżność stanowisk, ew. lekkość rozmowy, nie świadczą o głębokiej emocjonalnej relacji.


                • baba67 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 17:11
                  Totez moja pierwsza diagnoza była taka że dla "przyjaciółki " Watkodawczyni wcale przyjaciółką nie była.Było to złudzenie emocjonalne.
                  • vilez Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 18:33
                    Ale piszesz o tym tak, jakby to było coś złego.
                    • baba67 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 19:20
                      Po prostu uwazam wysyłanie komunikatu "nie chce mieć z toba nic wspólnego" w jakikolwiek sposób po wieloletniej znajomości bez waznych powodów typu niegodne zachowanie za gruboskórne.
                      • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 09:04
                        Babo, weź jednak pod uwagę, że była przyjaciółka powiedziała to przypierana do muru. Pamiętasz jak o tym rozmawiałyśmy w dwóch watkach? W wątku niejakiej Liponii i moim o sms-ach pani do kolegi?
                        Zwykle chcąc zakończyć relację zwyczajnie ją schładzamy, dajemy zamknięte odpowiedzi na propozycje, nie inicjujemy sami kontaktu. Zwyczajnie liczymy, że druga strona to zrozumie i gitara. I tak na ogół bywa, jednakowoż nie zawsze. Bywa tak, że ktoś prze dalej, albo i zrozumie nasze zachowanie, ale go nie zaakceptuje i chce się dowiedzieć co, jak , dlaczego? Wtedy właśnie przypiera do muru, jak ta Liponia i nasza wątkiodawczyni.
          • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 07:48
            Babo, to Twoje "biznesowe" traktowanie wszystkiego zaczyna bywać dziwne ...
            6 lat to kawał czasu moja miła. Wiele się może zmienić - np. zainteresowania. Jasne, sa przyjaźnie na całe już życie, ale normalne jest to, że z czasem relacje się rozluźniają. Nie wszystkie, nie zawsze - sama to wiem po swoim najbardziej długoletnim przyjacielu, ale wiem tez po innych znajomościach, ze tak bywa. Nie chodzi o brak jakiegoś "interesu" Babo, tylko o zmianę "bajki". Ja nie jestem z bajki mej przyjaciółki z podstawówki- bardzo dziewczynę lubię i chętnie się z nią spotykam, jak przyjeżdżam do mamy, ale nie podczas każdego przyjazdu. Fajne posiedzieć, powspominać, pogadać, ale jesteśmy teraz z różnych światów zwyczajnie. I nie Babo, uprzedzając, bo znam Cię, nie idzie o żadną kasęsmile
            • baba67 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 13:02
              Chętnie się z nia od czasu do czasu spotykasz więc gdzie tu odniesienie do opisanej sytuacji?Ta osoba nie chce sie z nia spotykac W OGÓLE. I nie wiem co ma do tego kasa tym bardziej. Rozluznienie relacji to nie jest niechęc do spotykania się z uzasadnieniem lubie Ccie ale spotykać się z toba nie chce.
              • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 13:10
                Babo, z opisu wynika, że panie się spotkały po powrocie tamtej zza granicy. Przegadały pare godzin i tyle. Potem nasza wątkodawczyni parę razy usiłowała zainicjować kolejne spotkanie, bezskutecznie.
                Wygląda na to, że zwyczajnie po tych kilku latach tamta pani doszła po spotkaniu do wniosku, ze są już z innych bajek.
                W istocie, jak napisałam - dziwne jest to spalenie za sobą mostów przez tamtą panią. Bo powiedzenie komus czegoś takiego wprost takim paleniem mostów jest. Inna rzecz ze nasza watkodawczyni przyparła panią do muru.
                Jak ja bym reagowała, gdyby wsppomniana przyjaciółka z dzieciństwa nagabywała mnie wciąż o spotkania? Podobnie jak tamta pani - wykręcałabym się, nie inicjowała sama itd. Gdyby mnie przypierała do muru - powiedziałabym, ze mam mało czasu i nie mogę się tak często spotykać.
        • kora3 Wrockatarzyna 02.06.16, 07:08
          wrockatarzyna napisała:


          > Jedna osoba utrzymuje zwykłą koleżeńską relację z drugą, a ta druga wyobraża so
          > bie, że są przyjaciółkami od serca. To źle świadczy o tej, co sobie wyobraża. L
          > udzie z zaburzeniami psychicznymi, schizofrenicy często tak mają. Bo kto normal
          > ny będzie latami żył w przekonaniu, że ma przyjaciela/przyjaciółkę, gdy druga s
          > trona nie odwzajemnia tych uczuć?


          Mylisz się Wrockatarzyno - schizofrenicy akurat częściej sa po tej drugiej stronie takiego układu. To wynika z tego, że choroba nie pozwala im na nawiązywanie prawdziwie bliskiej relacji. Może to tak wyglądać u schizofrenika, gdy ma obsesję na punkcie jakiejś osoby, ale to nie ma nic wspólnego z tym o czym pisała Baba.

          To o czym pisała to dość powszechne zjawisko zwane "przyjaźnią jednostronną". Jedna osoba zwierza się, oczekuje pomocy i otrzymuje ją od drugiej, ale druga nie czuje potrzeby by się rewanżować zwierzeniami, pomocy nie potrzebuje itd.

          Tu jednak sądzę, to nie zachodzi. Tu zwyczajnie przez lata sporadycznego z racji odległości kontaktu relacje na tyle się rozluźniły, że naturalne było, iż panie nie będą spotykać się co tydzień powiedzmy.
          • baba67 Re: Wrockatarzyna 02.06.16, 13:11
            Ale ona nie chce się spotykać w ogóle. Najzupełniej normalne jest dla mnie że ktos kto kiedys kontaktował sie bez przerwy teraz nie ma czasu na tak bliskie relacje ale nie ucina ich to jest nienaturalne. Kobieta dopiero przyjechała spędziła kilka godzin na miłym spotkaniu i nagle nie ma ochoty na żadne kontakty?
            • claratrueba Re: Wrockatarzyna 02.06.16, 15:07
              Babo, to jest pewien problem ludzi dobrze wychowanych: że odpowiadają na smsy, maile, wysyłają życzenia osobom, od których życzenia dostają. I że potrafią sprawić by osoba, z która rozmawiają przez kilka godzin odniosła wrażenie, że jest to dla nich miłe. Nawet jeśli nie jest.
              Widzisz problem z jednej strony- ze strony autorki. A teraz wyobraź sobie, że Ty jesteś tą drugą. Nie odpowiesz na smsa czy maila, nie pogadasz na skypie kiedy Twoja stara przyjaciółka się odezwie, nie wyślesz życzeń a kiedy dojdzie do spotkania, które uświadomi Ci, że oprócz "starych czasów" nic Was nie łączy to co? "Pojedziesz tekstem Franza Maurera" cyt:"Nie chce mi się z tobą gadać"? Lub dasz jej odczuć, że Cię nudzi, że nie rozumiesz jej problemów? Czy raczej postarasz się by spotkanie było miłe ale będziesz wymawiać się od dalszych spotkań, które wcale nie są dla Ciebie przyjemne licząc, że przestanie nalegać?

              • baba67 Re: Wrockatarzyna 02.06.16, 17:09
                Nie wiem jak bardzo musiałaby się zmienic stara przyjaciólka żebym nie miała przyjemności rozmawiania z nią. Gdyby az tak strasznie się zmieniła potrafiłabym jakoś dac do zrozumienia że nudne ze mnie towarzystwo do bliższych kontaktów i na pewno spotkanie po latach nie trwałoby kilka godzin. Może dlatego że nie jestem osoba przytakująca czemuś co mi się sie podoba w imie miłej atmosfery. A niespecjalnie lubimy tych co nam nie przytakują.
                • koronka2012 Re: Wrockatarzyna 02.06.16, 22:55
                  Babo, ale nikt się nie musiał radykalnie zmieniać! to kwestia najzwyczajniejszego rozchodzenia się dróg życiowych, kiedyś łączyły je wspólne sprawy, szkoła, zajęcia, to samo grono znajomych itd - a teraz nie zostało z tego nic. Nie widziały się 6 lat - w zasadzie przez cały czas niemal nie miały kontaktu, nic dziwnego, że przy pierwszym spotkaniu było o czym rozmawiać. Na kolejnych - i to proponowanych w krótkim odstępie czasu - już niekoniecznie.

                  Spotkałam ostatnio dawną koleżankę - nie widziałyśmy się parę lat, też spędziłyśmy miły wieczór i miałyśmy sobie wiele do powiedzenia. I pewnie jak się spotkamy za rok to też będziemy miały.

                  Ale gdyby ta sama koleżanka zaczęła do mnie wydzwaniać co tydzień i nalegać na spotkania - szybko miałabym jej dość, bo z rozmowy wynikało, że nasze życie i poglądy na wiele spraw są obecnie zupełnie inne, i o ile nie ma to żadnego znaczenia przy jednym spotkaniu (ot, taka ciekawostka) to przy częstszych - może przeszkadzać, bo nie będzie porozumienia.

                  Czasem dochodzi się do wniosku, że gdyby się daną osobę spotkało dziś, to nie zostałaby bliską koleżanką.
                  • anaiss Re: Wrockatarzyna 03.06.16, 13:53
                    koronka2012 napisała:

                    > Spotkałam ostatnio dawną koleżankę - nie widziałyśmy się parę lat, też spędziły
                    > śmy miły wieczór i miałyśmy sobie wiele do powiedzenia. I pewnie jak się spotka
                    > my za rok to też będziemy miały.

                    Ja też utrzymuję taką relację z jedną z moich koleżanek, widujemy się raz w roku na kawie/kolacji w zależności od czasu jakim dysponujemy i to tyle smile Poza tym tylko składamy sobie mailowo życzenia urodzinowe i świąteczne. Obie zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy z kompletnie różnych bajek, razem miło spędzamy jedynie kilka godzin w roku. Jej opowieści są dla mnie ciekawe, bo żyje zupełnie inaczej niż ja, ale prócz tych incydentalnych spotkań żadna nie dąży do bliższych kontaktów.
                • salsa.lover Re: Wrockatarzyna 03.06.16, 00:02
                  baba67 napisała:

                  > Nie wiem jak bardzo musiałaby się zmienic stara przyjaciólka żebym nie miała pr
                  > zyjemności rozmawiania z nią.


                  Co innego spotkać się po 6 latach niewidzenia i pogadać, powspominać dawne czasy, a zupełnie co innego przyjaźnić się i spotykać na bieżąco w krótkich odstępach czasu.

                  Pamiętam gdy pojawiła się w internecie strona "nasza-klasa". Super sprawa, kupa odnalezionych znajomości, przyjaźni na śmierć i życie tych z podstawówki i tych z liceum. Pojechałam na klasowe spotkanie naszej dawnej paczki. Było świetnie, przegadane długie godziny, wspomnienia. Ale nawet już podczas tego bardzo miłego spotkania było dość oczywiste, że łączy nas tylko przeszłość. Bardzo miła, ale jednak przeszłość.
                  Z kilkoma osobami próbowałam nawet potem pozostać w kontakcie, ale to się nie udało. Szybko stało się jasne, że na codzień nie bardzo jest o czym rozmawiać, że jak to już ktoś celnie określił, jesteśmy zwyczajnie z innej bajki.
                  I to nawet nie to, że ktoś się jakoś diametralnie zmienił. Po prostu dorośliśmy, mamy swoje zupełnie odrębne życia. W szkole, na studiach łączyły nas spędzone wspólnie godziny, klasówki, pierwsze miłości, wyjazdy, no praktycznie całe życie. Ale w teraźniejszości nie łączy już nic. To przykre odkrycie, ale ja nie uważam, że można o to obwiniać stronę, która pierwsza zdała sobie z tego "rozjechania sprawę" i ochładza kontakty.

                  Wiele osób pisze tutaj tak jakby ta koleżanka miała jakiś obowiązek chcieć pozostać w przyjaźni. A przecież nie ma żadnego przymusu. Przyjaźń zakłada chyba wolną wolę? Nie da się nikogo zmusić do przyjaźni, tak jak nie da się zmusić do miłości.

                  Gdyby przez te 6 lat one się odwiedzały, regularnie do siebie pisały czy dzwoniły, to co innego.
                  Ale po 6 latach nie widzenia się i sporadycznych rozmów od święta ja naprawdę szczerze dziwię się tym zarzutom pod adresem koleżanki autorki.
                  Jak pisałam wyżej, już samo to że przez te 6 lat się nie widziały świadczy o tym, co to była za "przyjaźń".
                  Ja mam wrażenie, że autorka nieco desperacko chciałaby wejść spowrotem do tej samej rzeki. A tak się niestety nie da.
                  • baba67 Re: Wrockatarzyna 03.06.16, 07:05
                    Totez ja to absolutnie rozumiem-sa ludzie ktorzy spotkawszy sie raz na jakis czas maja o czym porozmawiać i jest to mila odmiana od codzienności . Jednak niekoniecznie częściej niz raz na kilka miesięcy. Clara pisała o wymuszonych nie sprawiających zadnej przyjemności spotkaniach i do nich sie odniosłam.Jesli mamy kogos z kim milo jest pogawędzić raz na pare miesięcy po co z nim zrywac kontakt? To jest dziwne i obcesowe.
                    • claratrueba Re: Wrockatarzyna 03.06.16, 12:19
                      baba67 napisała:

                      > Totez ja to absolutnie rozumiem-sa ludzie ktorzy spotkawszy sie raz na jakis cz
                      > as maja o czym porozmawiać i jest to mila odmiana od codzienności . Jednak niek
                      > oniecznie częściej niz raz na kilka miesięcy.

                      Tyle, że wpis autorki ma taki fragment:
                      "Po powrocie oczywiście się spotkałyśmy na parugodzinne plotki w kawiarni i od tej pory praktycznie kontakt się urwał. A było to już ponad miesiąc temu. Tzn. mamy jakiś tam kontakt smsowy, proponowałam tez parę razy spotkania, ale ona grzecznie wymawiała się różnymi problemami. Zawsze jest tak od tej powrotu, że to ja inicjuje kontakt, ona mnie nie ignoruje, podejmuje temat, ale nie dochodzi do żadnej konkluzji. Sama natomiast milczy. Nie ukrywam, że mnie to zabolało."

                      I tu jest właśnie problem. Autorka wpisu oczekuje, że ta relacja "będzie jak za starych czasów"- inicjowała je KILKA RAZY PRZEZ MIESIĄC- a nie "raz na kilka miesięcy".
                      Bo spotkania raz na kilka miesięcy raczej nie należą do wymuszonych. Mogą sprawiać przyjemność nawet jeśli doświadczenie życiowe obu stron jest całkowicie odmienne.
                      Wydaje mi się, że autorka wpisu po prostu przez te kilka lat nie nawiązała podobnie bliskich relacji z innymi ludźmi i dość nerwowo próbuje przywrócić tę starą. A to bardzo rzadko się udaje.
                      • baba67 Re: Wrockatarzyna 03.06.16, 12:29
                        Mnie to tez zdziwiło-po 6 latach dośc rzadkich kontaktów nagle po powrocie kilka prób ponownego spotkania w ciągu miesiąca. Wciąż jednak mozna z takiej sytuacji wybrnąć nie paląc mostów,na przykład jasnym postawieniem sprawy. Cała ta sytuacja jest dziwna dlatego podejrzewam twórczośc szelesteczki-liponii.
    • bene_gesserit Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 20:52
      Poprosiłaś o szczerość i ją dostałaś. Ja na twoim miejscu wolałabym prawdę - chociaż bolesna, pokazuje wartość tej drugiej osoby i waszej relacji. Wybieranie przyjaciół na zasadzie supermarketowej (z tym wygodniej, ta jest w promocji z tamtym, ten może być partnerem biznesowym męża, z tą do za dużo wysiłku itd) jest imo dość odrażające. Złudzenia prysły, ale czy jest czego żałować?
      • koronka2012 Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 21:22
        A gdzie wyczytałaś o układaniu życia towarzyskiego pod kątem interesowności?
        • bene_gesserit Re: Unikanie innego towarzystwa 01.06.16, 21:26
          Nigdzie. Pisałam o 'supermarkecie', ta metafora nijak nie określa interesowności.
          • vezbetka Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 00:39
            Pisząc o 'supermarkecie', 'biznesie' oraz 'interesowności' uwłaczasz zwykłym ludziom, którzy normalnie chcą zakończyć znajomość w normalny sposób i mają do tego prawo. Dlaczego musi to być wyrachowanie a nie normalny koniec relacji?
            • bene_gesserit Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 20:51
              Odpowiedziała mi, że mnie naprawdę lubi, że jest jej przykro, jeśli mnie uraziła, ale znalazła sobie jednak inne towarzystwo wraz z mężem (którego znam raczej słabo), dlatego nie będzie podtrzymywała ze mną kontaktów.
              • salsa.lover Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 00:20
                bene_gesserit napisała:

                > Odpowiedziała mi, że mnie naprawdę lubi, że jest jej przykro, jeśli m
                > nie uraziła, ale znalazła sobie jednak inne towarzystwo wraz z mężem (kt
                > órego znam raczej słabo), dlatego nie będzie podtrzymywała ze mną kontaktów.

                > ]
                >


                Nie wiem czy spotkałaś się z pewnymi grzecznościowymi zwrotami, które wypowiadamy tylko po to, żeby złagodzić przykrą wiadomość i nie sprawić przykrości. Tekst koleżanki jest dla mnie aż nadto oczywista właśnie taką formułą. "Bardzo cię lubię, ale... (tu wstaw dowolne)"

                Przecież to oczywiste, że to jest dokładnie ta sama formuła, gdy np. odmawiamy poczęstunku gospodyni, żeby nie sprawić jej przykrości "Wspaniale wygląda ten twój kurczak, ale niestety już jadłam obiad (czy tam cokolwiek innego, co i tak nie jest prawdą).

                Branie dosłownie słów koleżanki i rozkładanie ich na części pierwsze i analizowanie, czy _naprawdę_ bardzo lubi, czy _rzeczywiście_ ma inne towarzystwo nie ma moim zdaniem najmniejszego sensu. Koleżanka wystarczająco jasno dała do zrozumienia, że nie ma ochoty na aż tak bliską znajomość po 6 latach szczątkowego kontaktu.
                Upieranie się, że powinna chcieć, powinna się tłumaczyć, zarzucanie jej złamania zasad dobrego wychowania, bo nie chce się przyjaźnić? No ludzie.... bez przesady.... dajcie innym żyć.
                • bene_gesserit Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 00:27
                  Nie bardzo rozumiem, o co ci chodzi.

                  Interpretuję tę sytuację tak, jak ją widzę. Ty - inaczej. I? To są interpretacje sytuacji, tu nie ma nic, jak to ujmujesz, oczywistego - nie było cię przy tej rozmowie i nie znasz aktorek tej historii. Wykłócanie się o to, czy się ma dostęp do obiektywnej prawdy jest imo trochę bez sensu, nie masz wrażenia?

                  Poza tym: nigdzie nie napisałam, że 'powinna chcieć, powinna się tłumaczyć' - dyskutujesz sama ze sobą? To też nie bardzo ma sens, zwłaszcza publicznie.
                  • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 04.06.16, 08:00
                    Myslę Bene, że Salsoe bardziej szło o te osoby, które wyrazily głebokie zdumienie, iż ktoś nie chce utrzymywać kontaktow z dawną przyjaciółką oraz spekulowały na temat jej "strasznego" zachowania.

                    Generalnie nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że osoby, które kiedyś były blisko, a przez ostatnie 6 lat kontaktowały się sporadycznie - oddaliły się od siebie.

                    Poczatkowe zachowanie koleżanki - czyli brak pozytywnego odzewu na propozycje wątkodawczyni oraz brak własnej inicjatywy - oceniam pod względem SV pozytywnie. Tak właśnie się robi licząc na inteligencję drugiej strony.
                    Tu wątkodawczyni nie zrozumiała i przyparła koleżankę do muru, co na pewno nie było grzeczne. No i kolezanka - odpowiedziała.
                    Co w tej wypowiedzi dla mnie jest dziwne i niezbyt mile, to to stwierdzenie ze znaleźli sobie wraz z mezem inne towarzystwo i nie będzie już podtrzymywała kontaktów z wątkodawczynią.
                    Zwyczajnie i po prostu nie jest fajnie powiedzieć komuś, że się woli towarzystwo kogoś innego. Nawet będąc przypieranym do muru. Do tego kolezanka była tu bardzo ze tak powiem definitywna: powiedziała, że nie będzie już podtrzymywać kontaktów, co jest raczej ostateczne. I dla mnie dziwne. Bo jasne - można nie mieć już wiele wspólnego z dawną przyjaciólką i nie chcieć się spotykać z nią co tydzień, ale żeby nie chcieć mieć a kimś może z innej bajki, ale lubianym nic do czynienia ....Przyznam się, że ja bym czegos takiego komus nie powiedziała - poza sytuacja, gdyby ktoś mi solidnie podpadł smile - powiedziałabym, że mam mało czasu (a to akurat w przypadku osoby, która powróciła zza granicy po paru latach całkiem sensowne wyjaśnienie) i także inne dość liczne towarzystwo, więc czas muszę dzielic na wiele spraw i nie mogę się tak często spotykać. Powiedzenie komuś czegoś takiego jak przyjaciółka wątkodawczyni jest upokarzającesad Tu kolezanke przyparto do muru, ale mimo to ...
                    • bertosol Re: Unikanie innego towarzystwa 04.06.16, 11:21
                      kora3 napisała:

                      > Zwyczajnie i po prostu nie jest fajnie powiedzieć komuś, że się
                      > woli towarzystwo kogoś innego. Nawet będąc przypieranym do muru.

                      I tu się nie zgadzam (bo z resztą w zasadzie tak). Gdy ktoś jest na tyle
                      durny, że nie pojmuje oczywistej a zarazem grzecznej aluzji, gdy jest
                      się przypartym do muru, można sobie pozwolić na brutalną szczerość.
                      Chyba nawet SV usprawiedliwia brak dyplomacji w takiej sytuacji. Jeśli
                      sąsiad żulik i pijaczek prosi Cię codziennie o "pożyczenie" 2 zł, gdy za
                      każdym razem przez 2 tygodnie mu grzecznie odmawiasz a trzeciego
                      mówisz wyraźnie i dosadnie, żeby Cię więcej nie prosił i "żeby sobie
                      poszedł", to chyba masz prawo w ten sposób pozbyć się niekumatego
                      natręta. A autorka jest właśnie takim niekumatym natrętem.
                      • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 04.06.16, 11:30
                        Bertosolu - porównywanie dawnej przyjaciółki, nawet takiej która narzuca się z kontaktami do pijaczka sępiącego 2 złote - jest kuriozalne.

                        Owszem, takie "przypieranie" do muru jest nietaktowne, nieeleganckie itd., ale nie przesadzajmy z takimi porównaniami. Poza tym nawet przypierani do muru wcale nie musimy mówic czegos przykrego przypierającemu.
                        Jeśli np. pani nie chce się już z panem spotykać, bo powiedzmy jest on kiepski w łóżku, a pan nalega na spotkania i przypiera do muru o wyjaśnienia dlaczego nie, to grzeczniej jest powiedzieć "nie pasujemy do siebie/nie zaostrzyło itd." niż "Jesteś kiepskim kochankiem" - nieprawdaż?smile
                        • bertosol Re: Unikanie innego towarzystwa 04.06.16, 13:08
                          kora3 napisała:

                          > Jeśli np. pani nie chce się już z panem spotykać, bo powiedzmy jest on kiepski
                          > w łóżku, a pan nalega na spotkania i przypiera do muru o wyjaśnienia dlaczego
                          > nie, to grzeczniej jest powiedzieć "nie pasujemy do siebie/nie zaostrzyło itd."
                          > niż "Jesteś kiepskim kochankiem" - nieprawdaż?smile

                          Nie. Widocznie nie pasuję do Twojego i Tobie podobnym zakłamanego i zafałszowanego świata. Cenię sobie prawdę i szczerość. Preferuję prawdę i szczerość. Nagminne okłamywanie ludzi i to z podłą premedytacją jest czymś, czym się autentycznie brzydzę. I tak, wolałbym usłyszeć od kobiety "jesteś kiepski w łóżku", "nie podobasz mi się", "masz za krótkiego", "jesteś poniżej mojej ligi" itp. niż jakąś ściemę (gdybym w razie okazał się tępy i nie zrozumiał właściwie wcześniejszych sygnałów). O najbardziej brutalny i przykry, ale prawdziwy tekst nie chowam urazy, spływa to po mnie jak woda po kaczce, przeciwnie cenię sobie osobę, która go do mnie kieruje. Naprawdę tak się żyje łatwiej a i przy okazji estetyczniej. Świat oparty na kłamstwie i udawaniu to nie moja bajka.
                          • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 04.06.16, 13:29
                            Może Tobie latwiej się zyje w swiecie brutalnej prawdysmile W normalnym swiecie nie trzeba kogoś zmieszać zaraz z błotem, by osiągnąć co się chce
                          • vezbetka Re: Unikanie innego towarzystwa 04.06.16, 13:52
                            Poznałam w życiu dwie takie osoby jak Ty. Też zresztą mężczyzn. Można im było powiedzieć absolutnie wszystko i o nic się nie obrażali. Nawet trochę im tego zazdrościłam. Ale zdecydowana większość ludzi taka nie jest. Słowa bardzo ranią. I to wcale nie tylko kobiety. Ty tego nie zrozumiesz podobnie jak oni nie rozumieli. Ty po godzinie zapomnisz jeśli dotychczasowy znajomy Ci powie, że spotyka się z Tobą bo chwilowo nie ma lepszego towarzystwa a ktoś inny zostanie zraniony na bardzo długo. Ty następnego dnia nie będziesz pamiętał, że dziewczyna Ci powiedziała jesteś brzydki czy głupi a wrażliwy mężczyzna może mieć zadrę na całe życie. Napisałam już, że tego nie zrozumiesz bo w głowie Ci się nie mieści, że kogoś może zranić słowo nawet jeśli jest to prawda. I nie piszę tego jako zarzut tylko po prostu konstatuję sad Czasami naprawdę zazdroszczę takim ludziom sad
      • kora3 Bene 02.06.16, 07:20
        bene_gesserit napisała:

        > Poprosiłaś o szczerość i ją dostałaś. Ja na twoim miejscu wolałabym prawdę - ch
        > ociaż bolesna, pokazuje wartość tej drugiej osoby i waszej relacji. Wybieranie
        > przyjaciół na zasadzie supermarketowej (z tym wygodniej, ta jest w promocji z t
        > amtym, ten może być partnerem biznesowym męża, z tą do za dużo wysiłku itd) jes
        > t imo dość odrażające. Złudzenia prysły, ale czy jest czego żałować?


        Sama napisałam, ze być może kolezanka za granicą "zesnobiała", ale ... zaraz "odrażające"?
        Owszem - sama też napisałam, że to dość dziwne, by tak definitywne kończyć długoletnią,ostatnio luźniejszą, ale jednak - znajomość.
        Powodów dla których tak jest może być jednak od groma - różnych.
      • viridiana73 Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 08:39
        Bene, przecież koleżanka nie użyła żadnych argumentów, które wskazywałyby na jej "interesowność". Nie powiedziała, że "przyjaźni" się tylko z ludźmi, którzy mogą jej zaoferować konkretne korzyści, albo nie wymagają zbyt wielkiego zaangażowania. Po prostu, ich drogi się rozeszły, tak się czasem w życiu dzieje.
      • majaa Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 10:25
        Nie masz podstaw do takiej oceny tej osoby, Bene. Nie wszystkie młodzieńcze "przyjaźnie" ostają się na całe życie i wcale nie musi to wynikać z jakichś pokrętnych kalkulacji.
      • alabard Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 18:56
        bene_gesserit napisała:

        > Wybieranie
        > przyjaciół na zasadzie supermarketowej (z tym wygodniej, ta jest w promocji z t
        > amtym, ten może być partnerem biznesowym męża, z tą do za dużo wysiłku itd) jes
        > t imo dość odrażające.

        Nie jest odrażające, jest normalne, powszechne - innego nie ma.
        Jak się dobrze zastanowisz to każda relacja oparta jest na OTRZYMYWANIU.
        Jeśli druga strona nie ma nic do zaoferowania to znajomość obumiera.
        • wrockatarzyna Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 19:20
          alabard napisał:

          > Nie jest odrażające, jest normalne, powszechne - innego nie ma.
          > Jak się dobrze zastanowisz to każda relacja oparta jest na OTRZYMYWANIU.
          > Jeśli druga strona nie ma nic do zaoferowania to znajomość obumiera.

          Zgadzam się. A czasem taka osoba może mieć do zaoferowania całkiem wiele,
          ale po prostu nie chce tego robić z różnych względów. I mam wrażenie, że w
          takiej sytuacji znalazła się autorka. Jej "przyjaciółka" jest wartościową oraz
          ciekawą osobą, ale po prostu nie chce utrzymywać kontaktów z koleżanką z
          dawnych lat, do czego ma pełne prawo. Próbowała z nią zerwać delikatnie, ale
          autorka jej na to nie pozwoliła tylko brutalnie i niegrzecznie zaczęła domagać
          się wyjaśnień, które zresztą dostała.
          • bene_gesserit Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 20:58
            Można widzieć związki między ludzmi na zasadzie merkantylizmu, ale ja wolę unikać takiej optyki. Cynizm to okulary ludzi słabych i zestrachanych. Poza tym: w psychologii rozróżnia się związki oparte na chęci robienia czegoś razem (wypad w góry, na ryby, do pubu) i na chęci bycia razem. Oba mogą być satysfakcjonujące dla różnych ludzi. Oba mogą być tak samo bezinteresowne.

            Zerwanie nie było przez znajomą motywowane 'wypaleniem sie' przyjaźni, ale wygodą, co wyraźnie wyraziła. To, jest, owszem, merkantylne i supermraketowe.
            • alabard Re: Unikanie innego towarzystwa 02.06.16, 22:32
              bene_gesserit napisała:

              > Poza tym: w
              > psychologii rozróżnia się związki oparte na chęci robienia czegoś razem (wypad
              > w góry, na ryby, do pubu) i na chęci bycia razem.

              W obu tych przypadkach związek utrzymuje OTRZYMYWANIE

              > Oba mogą być satysfakcjonując
              > e dla różnych ludzi. Oba mogą być tak samo bezinteresowne.

              W obu tych przypadkach są jak najbardziej interesowne.
            • vilez Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 09:56
              Bene, nie wiemy, czy podczas tej wielogodzinnej rozmowy nie ujawniło się coś, co spowodowało, że owa znajoma nie chce już utrzymywać bliższych relacji. Może różnica stylu życia, poglądów, zachowań... - coś, co powoduje, że utrzymywanie relacji traci sens. Wtedy ani robić coś razem ani być razem...
              To się zdarza i nie jest niczyją winą.
              Tyle, że bywa bolesne. Ale rozstania bywają bolesne, bo ktoś coś traci. I musimy sobie z tym radzić.
              • bene_gesserit Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 12:44
                Oczywiście, że nie wiemy. Możemy się jedynie domyślać. Wśród wielu interpretacji tego, o czym napisała, autorka może znaleźć tę, która najbardziej odpowiada prawdzie.

                Kwestia, czy to, co jest prawdą, było prawdą albo - czy było całą prawdą. Ale to wie tylko eks-przyjaciółka. Natomiast to, co powiedziała, nie świadczyło o niej fajnie, i tyle.

                Pierwszy raz pomyślałam o supermarkecie w kontekście relacji, kiedy dawno nie widziany znajomy opowiedział mi o swojej żonie. Że jest ultraseksi, mądra a do tego świetnie gotuje, po prostu sam cud. Byłam lekko zaskoczona, bo jeszcze parę lat wcześniej nikt nie był w stanie wyobrazić go sobie jako monozwiązkowca, tym bardziej zachwyconego żonkosia. Tymczasem znalazła się taka, która go przekonała do idei i w której zakochał się po uszy, łał. Już miałam zaproponować spotkanie we czwórkę albo w jakimś większym gronie, kiedy znajomy zepsuł całe wrażenie, dodając na końcu litanii zachwytów zupełnie poważnym głosem 'oczywiście, jeśli znalazłbym jakąś lepszą od niej, to pewnie jednak bym się rozwiódł', po czym popatrzył mi się w dekolt.

                Ja jestem jakoś przekonana, że jakakolwiek głębsza relacja to nei same przyjemności, ale też pewna doza wysiłku. Fajnie jest się spotkać z Anią na zakupach albo przegadać sześć godzin pod rząd, ale trzeba też brać pod uwagę, że być może trzeba będzie siedzeć przy niej cały weekend, bo wpadnie w rozpacz po tym, jak ją rzuci wieloletni narzeczony. Czy coś w tym stylu.
                Tymczasem w necie coraz częściej natykam się na takie historie, jak ta - relacja z jakiegoś powodu jest niewygodna, więc ją kończę. Albo takie historie, jak ta z moim znajomym - żona jest fajna, ale jak poleci na mnie fajniejsza, to spox, bez większego żalu wymienię ją na nowszy model. Supermarket. Mnie to, szczerze mówiąc, rozczarowuje.
                • baba67 Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 13:36
                  Miałam znajomego zdolnego do takich stwierdzen najzupelniej powaznym tonem tyle tylko że mial specyficzne poczucie humoru i kazdy kto go lepiej znał wiedział ze sobie robi jaja albo jak sie wtedy mówiło " w peta leci".Przedstawianie małżonki jako "mojej pierwszej zony" to było jeszcze w miare lajtowe. Domniemuje że faceta znasz na tyle dobrze że wiesz że pusty jak murzyński beben i aż dziw że jakas sesnowna babka się złapała.
                • vilez Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 16:47
                  Istnieje granica znoszenia dyskomfortu związanego ze znajomością. Tak jak granica, poza którą utrzymywanie związku traci sens. U każdego indywidualna. Nie sądzę, że zawsze wyrażalna. Tutaj wiemy tylko, co czuła autorka. Znamy tylko minimalne fakty.
                  Ludzie się rozstają, to jest naturalne prawo, inaczej byliby niewolnikami.
                  Stosunek do rozstań też jest sprawa indywidualną. Podobnie z rozumieniem, że druga stora może cierpieć. Przy czym cierpieć można nie tylko - gdy ktoś się z nami rozstaje, ale także odwrotnie- gdy ktoś na nas wisi.
                  Różnie bywa, i obawiam się, że nie ma to mądrych.
                  • bene_gesserit Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 17:19
                    No, to jest raczej oczywiste - nikt tu nikogo sznureczkiem nie przywiązuje. Ale wygoda w kontekście tej historii jako motywacja do utrzymywania lub braku relacji nie świadczy o opisywanej osobie najlepiej.
                    • vilez Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 19:16
                      No własnie nie wiemy, czy wygoda, czy inne względy.
                    • claratrueba Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 20:31
                      Bene, mam poglądy nt. utrzymywania znajomości podobne do Twoich.
                      Tylko, że kwestia "dyskomfortu" oraz "wygody" to może zupełnie inaczej wyglądać.
                      Oraz kwestia "kto tu jest samolubny".
                      Mi postawa autorki wpisu wskazuje na pewną zaborczość- "przyjechała to masz się ze mną spotykać". A postaw się w syt. tej "podłej przyjaciółki"- masz męża, chcesz z nim też spędzać czas, masz innych znajomych, którzy też są Ci bliscy, chcesz jakoś się urządzić w domu po powrocie a tu stara przyjaciółka raczej niezamężna, a w każdym razie urządzona co kilka dni nagabuje Cię o spotkanie i robi wyrzuty zamiast po prostu trochę wyluzować, zrozumieć, że to, że ona ma czas dla Ciebie wcale nie znaczy, że Ty masz go dla niej i tylko dla niej.
                      Historie z neta mają tę wadę, że pokazują tylko odczucia jednej strony, tylko jej problem, jej "krzywdę".
                      Autorka wpisu być może wcale nie jest samolubna, być może "za bardzo chciała" z sympatii, po prostu. Ale przegięła wymuszając wyjaśnienia- tego się nie robi- trzeba dać ludziom prawo również do niespotykania się z nami.
                      Co bym jej poradziła w takiej syt., której wcale nie uważam za ostateczne, bezpowrotne zerwanie? Odczekać spokojnie kilka tygodni, odezwać się: "co tam u Ciebie słychać? Czy wszystko w porządku?" NIE proponować spotkania, to da jakąś szansę na "samoułożenie się relacji" z czasem, z taką częstotliwością jak OBU paniom pasuje a nie tylko jednej. A może przypadkowe spotkanie ponowi relacje.
                      Bo ta sytuacja, która teraz jest wcale i dla tamtej nie jest przyjemna, nawet jeśli nie zależy jej na utrzymywaniu bardzo zażyłej znajomości, to wcale nie znaczy, że na żadnej relacji jej nie zależy.
                      Po prostu- w kwestii delikatności i taktu- to panie są kwita. Przegięły obie.
                      • bene_gesserit Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 21:59
                        Nie wiemy wiele o autorce - mamy jednostronną relację nt fragmentu historii związku. Całkiem możliwe, że duża część winy (o ile można tu mówić o winie) albo nawet cała wina leży po jej stronie. Co nie zmienia faktu, że opisana 'szczerość' jest dla mnie odrażająca, czy to jako 'białe kłamstwo', niecałkowita prawda czy cała prawda. I dyskwalifikuje kandydatkę na 'najlepszą przyjaciółkę', co w sumie i dobrze. Dla mnie jak z podręcznika 'Jak stracić znajomości raz na zawsze i tak żeby nigdy nie powracały'.
                        • vilez Re: Unikanie innego towarzystwa 04.06.16, 08:09
                          Ok, mnie też to nie wydaje się miłe, i sama bym w taki sposób nie odpowiedziała. Wiem jednak, że bywają osoby, które nie chwytają delikatniejszych przekazów, i co wówczas? Gdy się zadaje takie inwazyjne pytanie, jakie autorka zadała swojej znajomej, to niestety, trzeba być przygotowanym "na najgorsze". Inwazyjność bowiem zaczęła się wcześniej. Nie wiem, czy białe kłamstwo by tutaj coś uratowało, wszak autorka wcześniej dobijała się kilka razy i zapewne była częstowana takimi białymi kłamstwami. Nie uspokajały jej i zagrana va banque. No i są skutki...
                      • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 04.06.16, 08:19
                        Wiesz Claro, jak dla mnie to zerwanie tej znajomości jest ostateczne, bo wszak kolezanka powiedziała, ze nie bedzei już podtrzymywać kontaktu z wątkodawczynią. Nie ma zatem sensu ponownie się narzucać i wysyłać sms-ów z "co słychać"
                        • claratrueba Re: Unikanie innego towarzystwa 04.06.16, 09:44
                          Wiesz co, koro, co koleżanka powiedziała to my wiemy z przekazu autorki. W ogóle całą syt. znamy tylko z jej opowieści. Z tego jak ona ją pojęła.
                          Zrobi, jak zechce.
                          Czasami bywa tak, że nie o podtrzymywanie kontaktu w ogóle chodzi ale o taką a nie inną częstotliwość i formę ale osoba, która poczuła się dotknięta rozumie to "całościowo".
                          W ogóle jest problem z niektórymi osobami w kwestii rozumienia pojęcia "utrzymywanie znajomości". Bo rozumieją to jako spotykanie się, gadanie nawet jak nie za bardzo jest o czym ale częsty kontakt osobisty jest im potrzebny. A innym nie jest, jest jedną z form kontaktu jeśli pozwala na to czas i jeśli faktycznie jest o czym pogadać albo coś razem zrobić.
                          To się zmienia z wiekiem, ze zmianą syt. życiowej. I między innymi dlatego stare przyjaźnie, nawet bardzo bliskie umierają kiedy jedna z osób chciałaby "po staremu" a druga nie. Albo przechodzą w inna formę kontaktu- spotykamy się na imprezach, razem gdzieś wychodzimy (czy wyjeżdżamy) ale w międzyczasie utrzymujemy kontakt telefoniczny czy mailowy, czy skype.
                          Mam wielu przyjaciół, niektórych od 30 lat, z którymi widuję się kilka razy w roku. Choć jeśli pomoc jest komuś potrzebna- rzucam wszystko. i oni też. I bardzo nam odpowiadają wspólne imprezy czy wyjazdy. Ale poza tym- każdy ma swoje życie, obowiązki, swoje pasje, swoje "inne towarzystwo".
                          Kimś takim jak autorka wpisu była moja przyjaciółka, która po powrocie do naszego miasta (jak bardzo się z tego ucieszyłam!) odczuwała potrzebę spotkań z częstotliwością dezorganizującą życie. "Obsługiwaliśmy ją" w trzy rodziny a i to- łatwo nie było. Bo ona tak samo chciała wyrwać sie z domu do ludzi jak chce tego nastolatka. Czy tyle samo miała w tym domu do roboty co i nastolatka. Ale my - nie.
                          Tu sprawa rozwiązała się sama- znalazła towarzystwo ludzi tak samo jak ona funkcjonujących towarzysko. Nie powiem, że o nas nie pamięta- z życzeniami ktoś z nas zadzwoni to pogadamy, umówimy się i spotkamy. Potrzebowała pomocy z samochodem- zadzwoniła i dostała. ja potrzebuję porady z dziedziny, w której jest fachowcem- doradzi, przy okazji pogadamy. I fajnie jest.
                          Bo nigdy nie było "na siłę". Choć trochę czasu zajęło jej zrozumienie, że jeśli chce częstych spotkań to musi znaleźć ludzi, którzy też ich chcą.
                          • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 04.06.16, 10:14
                            claratrueba napisała:

                            > Wiesz co, koro, co koleżanka powiedziała to my wiemy z przekazu autorki. W ogól
                            > e całą syt. znamy tylko z jej opowieści


                            No wiesz, zwykle tak bywa na forum. Prawdę mówiąc nie pamiętam sytuacji na tym forum, by do dyskusji wlączyla się "druga strona" opisywanej historii.
                            Po mojemu - to jeśli ktoś pisze, że opisywana osoba tak powiedziała - to znaczy ze w rozważaniach na temat należy przyjąć, że tak powiedziała.

                            . Z tego jak ona ją pojęła.
                            > Zrobi, jak zechce.


                            No wiesz Claro - trudno jakos inaczej zrozumieć tekst "znaleźliśmy sobie z mezem inne towarzystwo i choć bardzo Cię lubię nie będę już z tobą podtrzymywać kontaktu" ...

                            > Czasami bywa tak, że nie o podtrzymywanie kontaktu w ogóle chodzi ale o taką a
                            > nie inną częstotliwość i formę ale osoba, która poczuła się dotknięta rozumie t
                            > o "całościowo".


                            Claro powtórzę - jeśli tak jak pisze watkodawczyni kolezanka POWIEDZIAŁA, to oznacza to zerwanie kontaktów w ogóle. Gdyby powiedziała "Wiesz, mamy z męzem także inne liczne zobowiązania towarzyskie i choć bardzo Cię lubię nie mogę spotykać się tak często, jak oczekiwałabyś" - to by oznaczało to, o czym Ty napisałaś.


                            > Kimś takim jak autorka wpisu była moja przyjaciółka, która po powrocie do nasze
                            > go miasta (jak bardzo się z tego ucieszyłam!) odczuwała potrzebę spotkań z częs
                            > totliwością dezorganizującą życie. "Obsługiwaliśmy ją" w trzy rodziny a i to- ł
                            > atwo nie było. Bo ona tak samo chciała wyrwać sie z domu do ludzi jak chce tego
                            > nastolatka. Czy tyle samo miała w tym domu do roboty co i nastolatka. Ale my -
                            > nie.


                            Claro, ale to o czym piszesz to jest oczywistość. Ja się zwyczajnie trzymam tego, co napisała autorka watku. Napisała, ze kolezanka powiedziała, iż nie będzie z jią już podtrzymywać kontaktu i nie ma powodu jej nie wierzyć.
                • alabard "Lebensabschnittsgefährte" 03.06.16, 18:48
                  bene_gesserit napisała:


                  > Pierwszy raz pomyślałam o supermarkecie w kontekście relacji, kiedy dawno nie w
                  > idziany znajomy opowiedział mi o swojej żonie. Że jest ultraseksi, mądra a do
                  > tego świetnie gotuje, [...] 'oczywiście, j
                  > eśli znalazłbym jakąś lepszą od niej, to pewnie jednak bym się rozwiódł'

                  > Albo takie historie, jak t
                  > a z moim znajomym - żona jest fajna, ale jak poleci na mnie fajniejsza, to spox
                  > , bez większego żalu wymienię ją na nowszy model. Supermarket. Mnie to, szczerz
                  > e mówiąc, rozczarowuje.

                  A skąd wiesz, co JĄ łączy z nim?
                  Może w swoich supermarketach znaleźli to, co szukali...

                  Ja się w Niemczech spotkałem z bardzo zgrabnym określeniem: "Lebensabschnittsgefährte" czyli po polsku towarzysz odcinka życia.
                  Po niemiecku wystarczyłoby - Freund (przyjaciel), Gefaehrte (towarzysz). Niemcy jednak w swoim języku są bardzo precyzyjni, więc powstało określenie jak wyżej.

                  Wszyscy wokół nas, nawet "przyjaciółki od serca" i "najukochańsze żony" są zawsze tylko "Lebensabschnittsgefährte". Szkopuł tkwi w tym jak długo ten "Abschnitt" (odcinek) trwa.
                  • baba67 Re: "Lebensabschnittsgefährte" 03.06.16, 19:17
                    To całkiem mądre określenie.
                    • vilez Re: "Lebensabschnittsgefährte" 03.06.16, 19:29
                      No, ale przeciw tej mądrości protestujesz wink
                    • alabard Re: "Lebensabschnittsgefährte" 03.06.16, 20:48
                      Oj!
                      baba67!

                      Nie wiem, czy się jasno wyraziłem.

                      "Lebensabschnitt..." oznacza z założenia nietrwałość. Jesteśmy razem na tym odcinku życia. Gdy ten odcinek się skończy (gdy NAM się skończy) to się rozstajemy. To jest założenie od samego początku, że to nie musi wiecznie trwać.

                      Niemcy na związki trwałe, jak się to po polsku mówi: nieformalne, a w języku prawniczym konkubinat, mają proste określenie: Freund/in (dosłownie: przyjaciel, ale po polsku partner życiowy), czasami dodają "echt" (prawdziwy - w znaczeniu życiowy), a nawet dodają "ehe" ("ehe" tu oznacza małżeństwo, czyli konkubent traktowany jak zaślubiony).

                      • baba67 Re: "Lebensabschnittsgefährte" 03.06.16, 22:38
                        Dobrze sie wyraziłes . Nie napisałam że jestem fanka takich sytuacji tylko wyraziłam podziw dla precyzji nazewnictwa. Niemcy sa pragmatykami i dobrze to widac w języku.jest uczciwy, nie pozostawia złudzen, czego chciec więcej.
    • basiastel Re: Unikanie innego towarzystwa 03.06.16, 17:08
      Koleżanka wypaliła ciut brutalnie, ale prawdopodobnie wyprowadziłaś ją z równowagi. Miesiąc to krótki czas, zwłaszcza dla kogoś, kto po 6 latach wrócił do kraju i ma mnóstwo zajęć związanych z zagospodarowaniem się. Proponowanie tak częstych spotkań i ignorowanie odmowy jest niezbyt grzeczne.
    • milamala Re: Unikanie innego towarzystwa 05.06.16, 00:51
      Nic zlego zadna z was nie zrobila. To zawsze jest przykre jak ktos nas odrzuca, a tak stalo sie w twoim przypadku. Musisz jakos to przebolec. Takie jest zycie. Niewielu znajomych/przyjaciol mamy na cale zycie. Najczesciej drogi sie rozchodza.
      • basiastel Re: Unikanie innego towarzystwa 05.06.16, 11:19
        Myślę, że autorka jest osobą uciążliwą, tylko nie zdaje sobie z tego sprawy. Przyjaźń też nie była tak bliska, skoro słabo zna męża koleżanki. Nie narzuca się nikomu tak częstych spotkań i nie każe do tego tłumaczyć z uchylania się od tych spotkań, bo to irytujące i destrukcyjne dla relacji.
        Sama mam taką koleżankę i opędzam się od niej jak mogę, a było tak, że kilka lat w ogóle nie chciałam jej widzieć, choć jest miła i z pozoru bardzo delikatna. Ale tylko z pozoru, bo właśnie wymuszała pewne kontakty, nie licząc się z tym, że kolidowały z moim życiem rodzinnym i zawodowym i argumenty, że dziecko, że praca jakoś do niej kiepsko docierały. I też czuła się pokrzywdzona i skarżyła na mnie wspólnej koleżance. A ja jej miałam serdecznie dość.
        Podejrzewam, że tu jest podobnie.



        • milamala Re: Unikanie innego towarzystwa 05.06.16, 12:07
          "Ale tylko z pozoru, bo właśnie wymuszała pewne kontakty, nie licząc się z tym, że kolidowały z moim życiem rodzinnym i zawodowym i argumenty, że dziecko, że praca jakoś do niej kiepsko docierały. I też czuła się pokrzywdzona i skarżyła na mnie wspólnej koleżance. A ja jej miałam serdecznie dość. "

          Chyba mamy wspolna kolezanke. U mnie poszlo dalej, tak skarzyla wspolnej kolezance, ze ta wspolna kolezanka przestala sie do mnie odzywac. Problem w tym, ze wszystkie mamy dzieci w jednej klasie. Jesli autorka jest takim typem czlowieka to strach sie bac.
          • kora3 Moje Panie 05.06.16, 12:30
            Sama znam takie osoby, które na siłę niejako chciały skracać dystans i zacieśniać znajomość, więc wiem o czym piszecie.
            Ale podejrzewanie autorki wątku, że taką osobą jest wg mojej oceny jest zbyt daleko idące. Dlaczego? Ano dlatego, że tu idzie o kontakty z osobą niegdyś bardzo bliską - przyjaciółką, z którą kontakty w ostatnim czasie były sporadyczne, ale z racji obiektywnych okoliczności - odległość itd.

            Przyjaciółka wraca, spotykają się na fajnym spotkaniu i wątkodawczyni myśli, że ...nic się nie zmieniło. Nie, że literalnie nic, ale między nimi. Tymczasem zmieniło się.
            Żeby jasność była - absolutnie nie pochwalam tego, że wątkodawczyni inicjowała kontakty parę razy przy braku odzewu ze strony koleżanki ani tego, że przyparła w końcu tamtą do muru.
            Jednakowo po ludzku rozumiem, że ta sytuacja mocno ją zaskoczyła. Bo jednak czymś innym jest rozluźnienie kontaktów, a czym innym ich całkowite zerwanie.

            Sama niejako jestem w podobnej sytuacji nierzadko...Kilkanaście lat temu wyprowadziłam się z rodzinnego regionu pozostawiając dość liczne grono znajomych w nim. Teraz bywam tam rzadko i na krótko zwykle. Jasne, że z moim najlepszym przyjacielem zawsze się w tym czasie spotykam, ale na liczniejsze spotkania, z innymi nie mam na ogół czasu sad Tymczasem te osoby wiedzą, np. z Fejsa, ze się wybieram w rodzine strony, czy tez już jestem i odzywają się z propozycjami spotkań. Jeśli muszę odmówić, to odmawiam, ale nie w taki sposób, że "proszę nie pisać, nie będę podtrzymywać kontaktów" - przecież.
            • basiastel Re: Moje Panie 05.06.16, 19:31
              Jestem jednak przekonana, że autorka jest osoba trudną we współżyciu i zbyt skoncentrowaną na sobie. Nie trzeba mieć dużej wyobraźni, by zdać sobie sprawę, że koleżanka po powrocie do kraju ma więcej niż zwykle obowiązków. Niewykluczone, że ma dzieci, tłumaczyła, że ma problemy. Dojrzałą osobę nie powinno boleć, że ktoś nie inicjuje w tej sytuacji częstych kontaktów, nie powinna tego odbierać jako unikanie i występować z pretensjami.
              • kora3 Re: Moje Panie 06.06.16, 07:48
                Basiu - rozdzielny 2 sprawy, ok?
                Pierwsza dotyczy tematyki forum smile - jeśli ktoś na próby kontaktu reaguje odmową i odpowiedziami zamkniętymi i sam kontaktu nie inicjuje, to należy przyjąć ze go nie chce i nie ponawiać prób i nie drążyć dlaczego tak jest - amen smile

                Druga sprawa jest czysto emocjonalnej natury. Nie doczytałam ze owa kolezanka wspominała, ze ma jakies problemy, ale - owszem - wątkodawczyni mogła sobie dość łatwo wyobrazić, ze ktoś kto powrócił do kraju po paru latach ma sporo do ogarnięcia zwyczajnie z urządzeniem się na miejscu i odnowieniem kontaktów z wieloma pewnie osobami. Tylko jest taki szczegół: koleżanka nie powiedziala, że jest zwyczajnie zajeta tymże urządzaniem i ze mają z mężem także inne zobowiązania towarzyskie, tylko, że znaleźli sobie inne towarzystwo niż wątkodawczyni i ze nie będzie już z nią podtrzymywała kontaktu.

                Być może dla Ciebie nie jest to dość dziwne, ale dla mnie tak. Zdarzało mi się w życiu kończyć tak definitywnie znajomości smile, ale wówczas, gdy ktoś mi totalnie "podpadł". Tu wątkodawczyni uważa, ze nie podpadła- z koleżanką po jej powrocie spędziły pare miłych godzin. Potem tamta nie miała już czasu na spotkanie - ok, ale z opisu wątkodawczyni nie byłą tak namolna, by zrywać kontakty definitywnie.
                Zapewne to tak zafrapowało wątkodawczyni, a nie to że kolezanka ma dla niej mniej czasu, niż kiedyś. Koleżanka nie musiała wymyślać zaraz, ze ma Bóg wie jakie problemy. Najzwyczajniej w świecie mogła powiedzieć, że mają z mężem inne jeszcze zobowiązania towarzyskie. Przecież to normalnesmile

                Tobie wątkodawczyni jawi się jako osoba trudna. Hmm no może nie znam jej wszak, ale dla odmiany mnie ta koleżanka jawi się jako osoba dość dziwna. Mam na myśli to, że jawi mi się jako "przyspawana" do męża. Wiem, zaraz mi się może dostać, ale tak mi się jawismile Kobieta najwyraźniej nie miała tu swego życia - w sensie zawodowego skoro nie miała problemu wyjechać "za mężem" na parę lat za granicę w związku z jego pracą. Teraz też "znaleźli sobie wraz z mężem" inne towarzystwosmile - ok , no i ? W czym to przeszkadza spotkać się raz na jakiś czas z dawną koleżanką? No w niczym smile

                Nie zrozum mnie źle Basiusmile - jako osoba posiadająca liczne grono znajomych zwyczajnie WIEM, ze da się je ogarnąć jeśli się chce nawet w sytuacji, gdy poszczególne grupy są ze skrajnie innych bajek, a niektóre osoby się nie znoszą smile Poprzez mojego partnera poznałam wiele ciekawych i fajnych osób, które lubię i z którymi mam kontakt i wcale nie muszę ich zapoznawać z moimi kolegami - miłośnikami jazzu - przykładowo. Więc zwyczajnie WIEM, że nie trza zaraz zrywać kontaktów nawiązując inne, które się z tamtymi nie zazębią.
                • basiastel Re: Moje Panie 06.06.16, 09:48
                  Tzn. mamy jakiś tam kontakt smsowy, proponowałam tez parę razy spotkania, ale ona grzecznie wymawiała się różnymi problemami.
                  -------------
                  widzisz Koro, sygnalizowanie problemów jednak było.
                  • kora3 Re: Moje Panie 06.06.16, 09:53
                    Ale nie wiemy o jakich problemach wszak mowa. Mam wrażenie, ze nie o jakichś poważnych, bo takie zwróciłyby uwagę wątkodawczyni.
                  • basiastel Re: Moje Panie 06.06.16, 09:58
                    Jeszcze dodam Koro, że absolutnie zgadzam się, że przyjaźnie mogą przetrwać wiele zmian w naszym życiu. Moje przetrwały np. małżeństwo, choć mój mąż niektórych z moich przyjaciółek nie lubił. On jest ex-em, a przyjaciółki są. Są z dzieciństwa, z liceum, studiów, z pracy. Ale żeby przyjaźń przetrwała, przyjaciel musi się nadawać na przyjaciela. Taki, który się nie liczy z naszą rodziną, pracą, problemami się nie nadaje.
                    • kora3 Re: Moje Panie 06.06.16, 10:07
                      Basiu, ale z tym ja się akurat zgadzam - chyba mnie nie zrozumiałaśsad Jak wspomniałam ja jestem w sytuacji, kiedy pare bliskich znajomości, może i na owe czasy przyjaźni rozeszło się po moim wyjeździe. A parę - nie, choc kontakt jest osobisty rzadki.
                      Tu też pare takich znajomości się rozeszło, a parę - mim odległości - nie.

                      Mam taka przyjaciółke stąd, która kilka lat temu wyjechała za granicę. Nie pracuje tam dodam i ma sporo czasu smile Jak zadzwoni godzine gadamy, głownie onasmile Ponieważ nie zawsze mam na to czas kiedy ona ma ochote - mamy układ: jak ona chce zadzwonić (ma za darmo połączenia) to wysyła sms z zapytaniem, czy mogę gadać. I gitara. W ten soosob podtrzymujemy kontakt, ale mi nie przeszkadza np. w pracy. Z kolei gdy przyjeżdża (nieczęsto) zawsze staram się mieć czas na spotkanie, ale biore też pod uwagę, że poza spotkaniem ze mną ma też inne zobowiązania towarzyskie i rodzinne.
                      • basiastel Re: Moje Panie 06.06.16, 11:08
                        U mnie to samo, też 2 bliskie przyjaciółki mam daleko, bo jedna w Kolumbii, druga w Kanadzie i kontakt jest bardzo częsty gł. przez skype-a, ale też pytają, czy mogę pogadać. No, liczą się z człowiekiem i nie mają pretensji, gdy nie mogę.
                        Najbliższą przyjaciółkę mam blisko, ale nie spotykamy się co tydzień i nikt nikomu nie ma tego za złe. Ludzie mają różne możliwości i różne potrzeby, trzeba to szanować.
                        • kora3 Re: Moje Panie 06.06.16, 11:16
                          No to be dwóch zdań... Mnie tylko zdziwiło to ostateczne zerwanie kontaktów.
                          • basiastel Re: Moje Panie 06.06.16, 12:28
                            Myślę, że się "przelało" i nie chce mieć więcej kłopotów z uciążliwą koleżanką.
                            Moja przyjaciółka ( osoba wielkiej poczciwości ) zadzwoniła kiedyś do mnie roztrzęsiona, bo jakaś jej koleżanka obsobaczyła ją przez telefon, że nie dzwoni, choć po spotkaniu rzuciła "to się zdzwonimy".
                            Była do tego stopnia zirytowana, że nie chciała mieć z nią więcej kontaktów. Z nami jest tak, że dzwoni ta która ma potrzebę albo ochotę i żadnych pretensji, że ktoś powinien pierwszy zadzwonić, albo zainicjować spotkanie nie ma. Bez żadnych pretensji, czy niedomówień przyjaźnimy się kilkadziesiąt już lat.
          • basiastel Re: Unikanie innego towarzystwa 05.06.16, 14:12
            Taka reakcja jest konsekwencją postawy życiowej, a ta objawia się licznymi antyspołecznymi zachowaniami. Rzeczywiście strach się bać. Ta moja koleżanka skarżyła mi się kiedyś na inną swoją koleżankę, bo zaproponowała jej, że za darmo wybieli jej zęby, jeśli wpadnie do jej gabinetu po jego zamknięciu wieczorem. Kobieta pracowała w dwóch gabinetach, a wiec na okrągło. Kosztem swojego wypoczynku chciała jej zrobić dobrze, a ta była urażona, bo pora jej nie odpowiadała i czuła się źle potraktowana. No strach takiej w czymś pomóc nawet.
    • vivi86 Re: Unikanie innego towarzystwa 05.06.16, 11:52
      Naprawdę Cię lubi? Nie będzie podtrzymywała kontaktów?
      Moim zdaniem te dwa stwierdzenia wzajemnie się wykluczają.

      co możesz zrobić? Niestety nic. Podobnie jak Kora myślę, że coś tam jest, to przysłowiowe drugie dno przy czym koleżanka kontynuuje swoją taktykę; najpierw ograniczyła kontakt, by nie musieć mówić wprost, że zrywa, teraz powiedziała co powiedziała (przyciśnięta) by nie mówić co ją skłoniło do takiej decyzji.

      Bo - tu też zgadzam się z Korą - to jest zerwanie definitywne Waszej znajomości. Gdyby koleżance szło tylko o ograniczenie kontaktów powiedziała by coś w stylu: musimy załatwić masę rzeczy, zaaklimatyzować się na nowo w kraju, urządzić mieszkanie, odwiedzić rodzinę, odświeżyć miejscowe znajomości itp. Z jej słów przekazanych przez Ciebie jasno wynika, że to nie jest tak, że ona chce kontaktu, ale rzadziej; raz na miesiąc/kwartał, a nie raz na tydzień. Ona ich nie chce w ogóle. Przykro mi, ale tak to wygląda.

      A czemu drugie dno? Osobiście nie widzę żadnego problemu ze spotykaniem się od czasu do czasu z kolegami (a co dopiero przyjaciółmi), z którymi drogi mi się rozeszły, a dziś jesteśmy z innej bajki, ale nie było urazy, kłótni, etc.

      Nikt mi nie powie, że koleżanka nie znalazłaby czasu raz na kwartał się spotkać czy zobaczyć, zwłaszcza, że z kontekstu wynika, że mieszkacie niedaleko od siebie.

      To, co Twoja przyjaciółka uskutecznia to kontynuowanie taktyki łagodnego informowania. Jeżeli przyprzesz do muru to albo padną nieprzyjemnie słowa, albo ona już nie odpisze nic w tym temacie. Na 99,9% to drugie.

      spasowałabym.
      • minniemouse Re: Unikanie innego towarzystwa 06.06.16, 02:23
        zaraz, ja z kolei nie rozumiem dlaczego, skoro kolezanka zostala (jak kazdy przyznaje) przyparta do muru, i powiedziala: ze znalazła sobie jednak inne towarzystwo wraz z mężem (którego znam raczej słabo), to to jest nie do pomyslenia?
        ze powinna byla to przemilczec i wykrecac sie jaka to ona nie jest zajeta?

        a co by bylo gdyby autorka natknela sie na nia, taka 'strasznie zajeta', przypadkiem w wesolym towarzystwie? jak by sie obie poczuly? a jeszcze, jakby przedziwnym zbiegiem okolicznosci obie zostaly zaproszone w to samo towarzystwo? uncertain

        ja uwazam ze kolezanka wlasnie bardzo dobrze zrobila ze powiedziala prawde. przede wszystkim nie powiedziala tego wprost ze znalazla "sobie", a ze "sobie wraz z mezem"
        a to troche roznice robi. bo wtedy to nie jest kwestia ze ot, tak odrzucila dawna kolezanke
        ale po prostu rozwijaja sie jako malzenstwo socjalnie, nie tylko ona ale i maz poznaja pewnych ludzi z ktorymi sie zaprzyjazniaja lub nie. tworza sie nowe preferencje.
        a na wszystkich, zrozumiale, nie ma czasu.
        nie znaczy to ze mowie iz nie mozna rozwijac sie socjalnie samodzielnie. mozna.
        mozna to tez otwarcie przyznac. wiele czynnikow sklada sie na takie przemiany.
        wiem z wlasnego doswiadczenia o takich zmianach, i wiem jakie to moze byc przykre,
        gdy po kilku latach milej znajomosci nasi dobrzy znajomi poznaja kogos kto im bardziej odpowiada. ale coz, maja prawo do tego, zreszta tak samo jak my gdyby to na nas trafilo.

        kwestia jest tylko taka, aby zdawac sobie sprawe ze faktu iz nie posiadamy nikogo na wlasnosc. i ze nie musielismy niczym zawinic - po prostu takie jest zycie.
        moze nowi znajomi umieja grac w brydza a my nie. moze nowi znajomi uwielbiaja horrory a my nie. moze nowi znajomi tez jezdza na nartach, albo graja w golfa, albo kochaja wycieczki w gory itd itp


        btw przyszlo mi do glowy ze moze ten dodatek "wraz z mezem" byl wlasnie takim uprzejmym dodatkiem aby oslodzic wyjasnienie. moze wcale maz do tego nic nie ma.
        ale powiedziala tak, aby nie robic kolezance juz wiekszej przykrosci. to tez sie liczy..

        Minnie
        • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 06.06.16, 07:21
          Minnie, bo to zwyczajnie dziwne, żeby się z kimś przyjaźnić, nawet mieć przerwę z obiektywnych Rzyczyn w kontaktach, spotkać się z kims pogadać przez parę godzin po powrocie i potem nie chcieć mieć z nim potem niczego wspólnego. O ile nic się nie wydarzyło rzecz jasna.

          Nikogo nie mamy na własność i tu się zgadzam, więc wcale nie oczekiwałabym na miejscu wątkodawczyni, że koleżanka po powrocie będzie się z nią spotykała co tydzień. Ale sama ZERWANIEM znajomości całkiem po parugodzinnym serdecznym jak opisała wątkodawczyni spotkaniu byłabym zdziwiona.
          • minniemouse Re: Unikanie innego towarzystwa 06.06.16, 22:18
            kora3 napisała:
            Minnie, bo to zwyczajnie dziwne, żeby się z kimś przyjaźnić, nawet mieć przerwę
            z obiektywnych Rzyczyn w kontaktach, spotkać się z kims pogadać przez parę godzin po powrocie i potem nie chcieć mieć z nim potem niczego wspólnego.
            Ale sama ZERWANIEM znajomości całkiem po parugodzinnym serdecznym jak opisała wątkodawczyni spotkaniu byłabym zdziwiona.


            o rety Koro, ty jak zwykle kula w plot uncertain

            przeciez ja nie o tym w ogole.
            tylko komentuje uwage Agulhy ze niekulturalnie jest mowic o tym prawde. (bo znalazla sobie nowe towarzystwo)

            Minnie
      • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 06.06.16, 07:16
        No dla mnie tak to wygląda Vivi także jak wspomniałaś. Osoba, która ,mówi ze nie chce już podtrzymywać kontaktów definitywnie kończy znajomość.
        Tak całkiem "prywatnie" myślę, ze cos się wydarzyło podczas tego spotkania parugodzinnego. Coś, na co wątkodawczyni uwagi nie zwróciła, a dawna koleżanka zrozumiała to opacznie
        • basiastel Re: Unikanie innego towarzystwa 06.06.16, 07:24
          Jeśli konstolkę boli fakt, że przyjaciółka nie spotyka się z nią tak często jak by chciała, nie licząc się z jej możliwościami i potrzebami, to pewnie wcześniej podobne zachowania miały miejsce. Nikt nie zrywa znajomości z miłą i nienachalną osobą, bo nie ma takiej potrzeby.
          • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 06.06.16, 07:59
            A widzisz - na logike - naszą hehe- tak. Tylko, ze bardzo możliwe, iż sprawa ma tzw. drugie dno. Bo sama przyznajesz, ze to dziwne definitywne zrywac kontakt w takiej sytuacji zamiast spokojnie powiedzieć : - Moja miła, tyle co wróciłam do kraju, muszę ogarnąć sprawy organizacyjne, rodzinne, zawodowe no i poza znajomością z Tobą także towarzyskie uwzględniając w nich także zobowiązania towarzyskie męza. To mi zajmuje tyle czasu, ze ledwie kochana dycham, wiec zrozum, że nie wyrabiam i nie dam rady się spotkać.
            Ale tu nastąpiło ostateczne zerwanie kontaktów.
            • basiastel Re: Unikanie innego towarzystwa 06.06.16, 09:41
              Kora, przyjaciółka przedstawiła listę problemów, bezskutecznie. Autorka potraktowała je jako wymówki. Osoba, która chce realizować znajomość na swoich warunkach i jeszcze nas atakuje pretensjami, jest kiepskim materiałem na przyjaciela i to wystarczy, by podjąć decyzję, że już nie.
              Mam kilka przyjaciółek od kilkudziesięciu lat, bardzo je cenię, ale kiedy nie chcę się spotkać, to nie muszę wyskakiwać z problemami, wystarczy, że powiem, że nie mam coś chęci i to wystarczy - nikt mi tego nie ma za złe.
              • kora3 Basiu - proszę o link 06.06.16, 09:49
                Bardzo proszę o link do listy tych problemów, bo ja widzę tylko jeden wpis wątkodawczyni (może nieuważnie przeglądam) i nic tam nie ma o liscie problemów Basiu.
                możesz?
              • kora3 Re: Unikanie innego towarzystwa 06.06.16, 09:58
                Ok, powyższe nieaktualne, bo faktycznie było o tych problemach, przeoczyłam smile - sorry. Niemniej nie jest to jednoznaczne, przyznasz. Jeśliby koleżanka napisała, że sorry, ale u jej taty właśnie zdiagnozowano białaczkę, okradziono jej mieszkanie, albo o innym kataklizmie to pewnie wątkodawczyni nie dziwiłaby się brakowi checi na spotkanie. Jeśli kolezanka wymawiała się np. wizytą u kosmetyczki, fryzjera itd. to sa "problemy" doraźne, a nie trwające w czasie i można spodziewać się, że za tydzień nie będą aktualne. smile
Pełna wersja