Dodaj do ulubionych

Jak wy żyjecie w tych blokach...

06.06.16, 11:23
Ludziom mieszkającym w domach na wsi dość często zdarza się wygłaszać komentarze na temat mieszkania w blokach/kamienicach w mieście w stylu;
- jak wy żyjecie w tych blokach?
- jak ludzie w tych blokach mieszkają?
- ludzie z tych bloków muszą przecież gdzieś wyjść czasem?
- gorąco macie latem w tych blokach, co nie?
- itp. itd.
Ignoruję to, mimo iż uważam za niekulturalne, niegrzeczne.
Czy słusznie?
Co SV o komentowaniu czyjegoś sposobu/stylu życia/mieszkania. Mnie rodzice uczyli, ze na temat czyjegoś domu można powiedzieć dobrze albo wcale. Komentarze jak powyższe odczytuję jako wyraz lekceważenia dla stylu życia/mieszkania w wielomieszkaniowych budynkach w mieście. Poza tym mają one formę zaczepki, prowokacji do jakiejś niemiłej wymiany zdań. Ucinam to.
Mieszkam w bloku, w mieście z wyboru. Nikt by mnie wołami na wieś nie zaciągnął, ogrodu nie mam i nie chcę mieć. Lubię miejski styl życia, ale do głowy by mi nie przyszło komentować to że ktoś woli wieś, dom, ogródek i piec na węgiel.

Macie do czynienia z podobnymi sytuacjami? Jak sobie z nimi radzicie?
Obserwuj wątek
    • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 06.06.16, 11:48
      Postępujesz zgodnie z sv. Podobne wypowiedzi [zwłaszcza w tonie zaczepki] należy ignorować, zmieniać temat i koniec. Podyskutować o stylu życia można z kimś bliskim, kto ŻYCZLIWIE mówi np. "Jak ty wytrzymujesz w bloku?! Ja uwielbiam wyjść na poranną kawkę do ogrodu i cieszyć oczy kwitnącymi kwiatami... A ptaki śpiewają... I pachną bzy i jaśmin... Nie brakuje ci tego?" - na co możesz odpowiedzieć "Wiesz, ja nie lubię grzebać w ziemi, na kawkę do ogrodu to jeszcze bym wyszła, ale żeby ten ogród wyglądał tak jak twój, to trzeba masę czasu i pracy mu poświęcić".
      Natomiast uwagi w stylu "lekceważąco - zaczepno - kpiącym" nigdy nie są w dobrym guście i nie mieszczą się w kanonie osób dobrze wychowanych.
      I miewamy do czynienia z podobnymi sytuacjami, a chcąc się zachowywać kulturalnie - postępujemy tak, jak ty - czyli puszczamy mimo uszu. Jeśli ktoś jest bardziej natarczywy - WBREW regułom sv bywa, że odpowiadamy równie niegrzecznie "A jak ty możesz całe życie na wiosze siedzieć? Idź, jedyna rozrywka to kopanie w ziemi albo pójście do chlewa! Ja tam wolę moje blokowisko, przynajmniej mogę wyjść do teatru, kina, opery itp elegancko ubrana a nie w gumiakach!" - oczywiście nie jest to odpowiedź grzeczna ani sprawiedliwa [uprzedzając: WIEM, że bywanie w centrach kultury i sztuki nijak nie ma związku z lokalizacją mieszkania, a i na wsiach nie nosi się no n - stop gumiaków!], ale zwykle dociera do natręta, jeśli delikatniejsze formy mijają...
    • bertosol Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 06.06.16, 17:16
      Oczywiście nie wypada, nie grzecznie jest komentować (negatywnie) cudze mieszkanie. Tu masz rację.
      Natomiast to, co piszesz o mieszkaniu w bloku i domu, jest zwyczajnie głupie.
      Ludzie zamożni na ogół mieszkają w domach. Nie znaczy, że na wsi. Albo w mieście (bardzo drogo), albo pod miastem (taniej). Często też mają dodatkowo mieszkanie w mieście.
      Bez wątpienia dom jest lepszy niż mieszkanie i żadne zaklęcia ludzi z tzw. awansu społecznego tego nie zmienią. Ale to już inna sprawa.
      • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 06.06.16, 18:00
        "dom jest lepszy niż mieszkanie" - no to pojechałeś kulturą wyższą, jak... big_grin
        Znam osoby, które świadomie wybrały mieszkanie a nie dom - owszem, nie w bloku z lat '60 a w nowo wybudowanej, luksusowej kamiennicy - ale jednak mieszkanie. Dlaczego? No otóż po prostu - nie lubią ogrodów, nie bawi je "obrabianie" ogrodu, a utrzymywanie powyższego plus zatrudnianie ogrodnika uważają za stratę czasu, zwłaszcza, jeśli ich praca wiąże się z licznymi wyjazdami. I nie trzeba być do tego, jak to nader kulturalnie i życzliwie określiłeś "z awansu społecznego".
        Kompletnie nie bierzesz pod uwagę, że zarówno domy jak i mieszkania są RÓŻNE i posiadanie takiego czy innego lokum nijak nie świadczy o stanie majątkowym [pomijając już fakt wyjątkowo nietaktownego komentowania cudzych środków finansowych...]. Bo, wybacz, ale luksusowy apartament w centrum dużego miasta cenowo ma się nijak do chałupy z kawałkiem ogródka na przedmieściach.
        Poza tym - osoba na poziomie nie będzie robić uwag w rodzaju tych wymienionych w pierwszym poście. Nie dlatego, że jest bogata. A dlatego, że wie jak należy się zachować. Prędzej takie uwagi wygłosi właśnie taki "nowobogacki" co to z kawalerki zajmowanej z rodzicami i piątką rodzeństwa wżenił się w willę na przedmieściach niż ktoś, kto świadomie wybrał dom - dlatego, że lubi, że mu się podoba, że ma za tym argumenty, a nie dlatego, że to podkreśli jego status.
        • bertosol Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 06.06.16, 20:11
          vi_san napisała:

          > "dom jest lepszy niż mieszkanie" - no to pojechałeś kulturą wyższą, jak... big_grin

          Przecież wyraźnie oddzieliłem swoje zdanie (opinie) od meritum wątku, w którym przyznałem zresztą autorce rację. Napisałem, że nieładnie negatywnie komentować cudze mieszkanie (czy cokolwiek innego). Dostrzegasz chyba różnice, między spersonalizowaną uwagą wygłoszoną wobec bezpośrednio do odbiorcy, a wyrażeniem zdania na ogólnym forum. Ci, których dotknęło, poczuli się z jakiegoś powodu obrażenie, co jak dla mnie świadczy o mocnych kompleksach. Zdążyłem się jednak przyzwyczaić, że kłamstwo, przewrażliwienie i mrzonki to codzienność Polaków, czego to forum jest doskonałą ilustracją.
          Raz jeszcze zatem: według mnie dom jest lepszy niż mieszkanie. Nie lubię komuny, nie lubię słyszeć przez ścianę jak szczeka pies, jak Janusz bije Halinę (wszystko jedno czy Janusz to żulik na zasiłku czy zarabia 40k miesięcznie i jest wziętym adwokatem), jak dziecko płacze całą noc, jak pracuje telewizor czy wiertarka. I nie opowiadajcie bajek, że w apartamentowcach tego nie słychać, bo słuchać tylko nieco mnie (a i to nie zawsze). Nie wyobrażam sobie braku własnej ziemi, ogródka (oczywiście solidnie ogrodzonego), do którego mogę wyjść i poleżeć, w którym mogę urządzić przyjęcie dla znajomych, w którym mój pies i kot się nie męczą (trzymanie zwierząt w mieszkaniach uważam za znęcanie się nad nimi).
          Dom w dzielnicy przylegającej do centrum lub nawet nieco dalszej, ale w obrębie miasta, nie stanowi problemu komunikacyjnego. A jak ktoś chce, to niech zrobi jak moi znajomi: dom pod miastem, kawalerka w mieście w razie potrzeby.
          Tak, żeby dobrze się czuć w domu trzeba mieć na to środki. Sam nie naprawiam dachu, nie uprawiam ogródka, ogrzewanie też można mieć na prąd, żeby nie nosić węgla z komórki itp. Jak kogoś nie stać, niech mieszka w bloku, wiadomo. Ale niech nie dorabia do tego bzdurnej ideologii. Jakoś tak się złożyło, jak wynika z moich obserwacji, że bloki zachwalają słoiki a mieszkańcy miast od pokoleń preferują domy.
          • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 06.06.16, 20:34
            Jeśli już wypowiadasz się w dyskusji kompletnie nie na temat - to zaznacz wyraźnie "MOIM ZDANIEM". Poza tym nawet własne zdanie można wyrazić grzecznie i kulturalnie a tego ci zdecydowanie brakuje. Zwroty typu "mieszkanie w komunie", "kłamstwo, przewrażliwienie i mrzonki to codzienność Polaków", " Jak kogoś nie stać, niech mieszka w bloku" - świadczą dobitnie tylko i wyłącznie o TWOIM braku kultury, pogardzie dla osób niżej sytuowanych niż ty i kompletnym braku obycia towarzyskiego.
            Twoje beznadziejne obserwacje są nie warte funta kłaków - chociażby ja - mam dom około godzinę jazdy od miasta i mieszkanie w centrum miasta. I co? O dom dbają osoby mieszkające blisko, koszą trawniki, itd. a my z mężem mieszkamy w mieście. Nie, nie z musu. WOLIMY! A miastowi jesteśmy od pokoleń.
          • majaa Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 17.06.16, 13:46
            Zarzucasz innym (w mało elegancki sposób zresztą) bzdurne ideologie, a to Ty sam zdajesz się takowe tworzyć. Nie ma reguły, że "miastowi" wolą domy, i to nawet ci bardzo zamożni. Mają nie po jednym, a po kilka nawet mieszkań, sami żyją w apartamencie, a zapytani o dom, tylko wzruszają ramionami 'a po co mi to?'. Zwyczajnie nie lubią i nie chcą domu, ogródka i całego związanego z tym zamieszania, doglądania, pilnowania. Bo owszem, ogrodu sam pielić nie musisz, ani wymieniać rur, ani naprawiać dachu, czyścić komina itd., ale sam musisz nad tym wszystkim czuwać i organizować w razie potrzeby. A naprawdę nie wszyscy chcą sobie tym zawracać głowę. A jak mają ochotę poleżeć na leżaczku wśród zieleni, to jadą sobie na łono natury i to im w zupełności wystarcza. Tak, że wiesz, to Twoje proste przełożenie, że brak domu z ogródkiem to wiadomo - brak kasy to tak niekoniecznie działa. Podobnie jak założenie, że ponieważ ja chcę i lubię, to wszyscy inni czują identycznie.
      • kopciuszek83 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 06.06.16, 19:19
        "Bez wątpienia dom jest lepszy niż mieszkanie i żadne zaklęcia ludzi z tzw. awansu społecznego tego nie zmienią. "

        Nooo, z tym bym dyskutowała. Gdybym ja mogła wybierać pomiędzy luksusowym apartamentem w ścisłym centrum Warszawy (np. na ostatnim piętrze, z cudowną panoramą na stolicę) a - w tej samej cenie - domem kawałek dalej od centrum, to wybrałabym opcję nr 1. Jestem absolutnym miastoholikiem, lubię nerwowy puls miasta i willowe oazy spokoju (np. na starym Mokotowie) mnie nie kręcą. A z kolei ktoś inny będzie wolał dojeżdzać codziennie po 60 km do pracy, byle mieć dom na skraju lasu, z widokiem na pastwiska, muczące krowy i szemrzący strumyk. Nie ma obiektywnej miary, co jest lepsze, co jest gorsze. Lepsze jest to, co konkretna osoba WOLI.
        • agulha Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 06.06.16, 21:51
          Czy ja dobrze pamiętam, że kanclerz Niemiec mieszka w mieszkaniu w kamienicy? Na pewno Merkelowej nie stać na dom, biedactwa z awansu społecznego z niskimi dochodami smile.
          Natomiast kilka osób z naszej dalszej rodziny mieszka w domach i w tych domach na wsi bieduje. Bezrobotni.
          Znam osoby wychowane w mieszkaniach w mieście, które z zachwytem przeniosły się do domu pod miasto. Znam osoby wychowane w domach poza miastem, które z rozkoszą kupiły sobie mieszkania w centrum wielkiego miasta i nadal im się tak podoba.
          Znam rodzinę, która głosiła zalety domu pod miastem i tam się przeniosła, a po ok. 10 latach z podkulonym ogonem wróciła, z powodów prywatnych i zawodowych. Szczególnie nastoletnie dzieci "doceniały" całkowitą niemożność uczestnictwa w jakichkolwiek zajęciach dodatkowych (rodzice pracujący długo i ciężko - konkretnie wzięty stomatolog i żona lekarka innej specjalności).
          Poza tym są uwarunkowania inne niż stan posiadania i pochodzenie społeczne, które decydują o tym, czy ktoś woli mieszkać w mieszkaniu, czy w domu. Osoba samotna, aktywna zawodowo, która musi dojeżdżać do pracy i/lub jeździć w delegacje, raczej nie będzie chciała mieszkać w domu. Chyba, że jest obłędnie bogata i mówimy o rezydencji ze służbą.
          • minniemouse Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 08.06.16, 01:23
            agulha napisała:
            Osoba samotna, aktywna zawodowo, która musi dojeżdżać do pracy i/lub jeździć w delegacje, raczej nie będzie chciała mieszkać w domu.

            dlaczego ????? przeciez nie musi kupowac od razu palacu na 1200m kwadratowych
            na kilkuset hektarach 5 km za miastem..

            Minnie
          • minniemouse Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 08.06.16, 03:32
            agulha napisała:
            Czy ja dobrze pamiętam, że kanclerz Niemiec mieszka w mieszkaniu w kamienicy? Na pewno Merkelowej nie stać na dom, biedactwa z awansu społecznego z niskimi dochodam

            ale to mieszkanie moze byc wielkie jak dom, szczegolnie wlasnie w starej kamienicy.
            poza tym moze ona tak mieszka nie z wyboru a z koniecznosci np latwy dojazd, centralny punkt itd itp. na emeryturze moze przeniesie sie na przedmiescie do domu...

            Ogolnie mieszkajac w przeroznych formach budownictwa zgadzam sie z pogladem ze nic nie umywa sie do domu.
            tak obiektywnie, patrzac na to z punktu widzenia czysto konsumenta. stanowisko spoleczne, awanse, bajanse, fajanse i takietam nie maja nic do rzeczy.
            bo bywa, iz dom w pewnej sredniej dzielnicy jest tanszy od ekskluzywnego 2-sypialniowego apartamentu w centrum miasta.

            Dom, jak sama nazwa wskazuje, to jednostka wolnostojaca, nie ma sie bezposrednio za sciana sasiadow co jest wyjatkowo wygodne. ma sie tez wokol przewaznie pewna powierzchnie "pod uprawe", co mozna wykorzystac ale nie musi jak sie nie chce.
            bardzo rzadko bywa dom bez dzialki chocby na krzak bzu pod oknem.

            w domu mozna robic co sie dowolnie chce (w oczywscie granicach zdrowego rozsadku) a w takim np szeregowcu to juz jest sie ograniczonym (mozna np miec zabronione trzymac psa i/czy kota mimo ze to nasza wlasnosc, lub miec okna, drzwi jakie sie nam indywidualnie podobaja bo maja byc architekturalnie takie same,
            nie mowiac o tym ze np o 1 w nocy, jak nas najdzie fantazja, to nie mozemy sobie nastawic na caly regulator Eurowizji)..

            itd itp..

            Minnie
            • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 08.06.16, 07:55
              Minnie - owszem, mieszkanie pani Merkel może być przestronnym, komfortowym apartamentem. Jak i inne mieszkania. Nie każde bowiem "mieszkanie" to klitka 16m2 z WC na klatce schodowej wspólnym dla 4 mieszkań.
              I WBREW twoim słowom - znam osoby, które wolą mieszkanie niż dom wolnostojący. Nie, nie z musu, bo dojazdy czy coś tam, co wymieniłaś. Podałaś, owszem, zalety posiadania domu. Ale co, jeśli ktoś nie lubi ogrodów? Bo nie, ma prawo. I nawet ten kawałek trawniczka z pojedynczym krzakiem bzu to dla niego tylko kłopot, bo trawniczek trzeba w sezonie kosić, a on nie lubi/nie ma czasu? W domu wolnostojącym jeśli puścisz Eurowizję na cały regulator o 1 w nocy - też zapuka ci do drzwi policja/straż miejska, bo zwykle sąsiedzi nie mieszkają o kilometry dalej, a jednak kawałek za płotem, i o 1 w nocy mogą sobie nie życzyć ryków Szpaka czy tam kto to by był. I, uwierz mi, policja będzie interweniować, mimo, że jesteś w SWOIM domu! A mieszkaniec bloku/kamiennicy/apartamentowca nie ma przynajmniej na głowie remontów dachu, odśnieżania zimą, nie musi sobie zawracać głowy mnóstwem spraw, które właściciel domu ma. A sąsiedztwo w domu wolnostojącym może być co najmniej równie męczące jak w bloku, zależy jak się trafi.
              Jak słusznie podkreśliłaś TY zgadzasz się, że dom jest lepszy. Ale dopuść możliwość, że są osoby, które mieszkały i w domu i w mieszkaniu i zdecydowanie wolą to drugie.
              • minniemouse Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 08.06.16, 08:52
                vi_san napisała:
                Minnie - owszem, mieszkanie pani Merkel może być przestronnym, komfortowym apar tamentem. Jak i inne mieszkania. Nie każde bowiem "mieszkanie" to klitka 16m2 z
                WC na klatce schodowej wspólnym dla 4 mieszkań.
                I WBREW twoim słowom - znam osoby, które wolą mieszkanie niż dom wolnostojący.
                Nie, nie z musu, bo dojazdy czy coś tam, co wymieniłaś


                ale mi Visan nie o to chodzi, a o to ze argumentem na mieszkanie w bloku vs w domu
                byla pani Merkel,
                wiec zwrocilam uwage iz nie wiadomo czy to z wlasnego wyboru czy z koniecznosci.
                bo moze z koniecznosci - tylko tyle.

                Ale co, jeśli ktoś nie lubi ogrodów?

                moze sobie wylac asfalt albo wysypac kamyczki albo cokolwiek innego.

                trawniczek trzeba w sezonie kosić, a on nie lubi/nie ma czasu?

                j.w.,
                plus strzyzenie trawniczka zalezy od wielu warunkow np w upalne lata trawniczek rzadko sie kosi bo trawa po prostu marnie rosnie. poza tym mozna za grosze zatrudnic studenta do roboty.

                W domu wolnostojącym jeśli puścisz Eurowizję na cały regulator o 1 w nocy - też zapuka ci do
                drzwi policja/straż miejska, bo zwykle sąsiedzi nie mieszkają o kilometry dalej, a jednak kawałek za płotem,


                a to juz doprawdy zalezy od odleglosci w jakich sie mieszka od sasiada. w poprzednim domu
                z pewnoscia sasiad by mnie nie slyszal, w tym -mooooze, wiec moze rzeczywscie tak na full wypas Eurowizji bym nie puscila, niemniej jednak swobodnie moge sobie pozwolic na daleko wiecej decybeli niz moi znajomi mieszkajacy w duplexie.

                A mieszkaniec bloku/kamiennicy/apartamentowca nie ma przynajmniej na głowie remontów dachu, odśnieżania zimą, nie musi sobie zawracać głowy mnóstwem spraw,
                które właściciel domu ma


                nie ma, ale z kolei musi podpoprzadkowac sie zarzadowi, sasiadom, placic tyle i wtedy
                za rozne remonty kiedy kaze zarzad, bez wzgledu na to czy wlasciciel chce czy nie.
                jesli zalozmy zarzad uzna iz czas wymieniac okna w szeregowcach, i wyliczy za to kazdemu przykladowo 15000 zl - to trzeba bulic czy sie ma czy nie ma.
                nie ma tak ze u jednego okno sie wymieni a u drugiego zostanie stare.
                a wlasciciel domu decyduje kiedy, jakie i za ile kupi okna. i kto i za ile mu wstawi,
                albo sam to zrobi. (jak umie).

                Ale dopuść możliwość, że są osoby, które mieszkały i w domu i w mieszkaniu i zdecydowanie wolą to drugie.

                alez ja dopuszczam! ja tylko mowie, ze obiektywnie - abstrahujac od koszenia trawy, odsniezania drozki, remontowania dachu - w domu mieszka sie lepiej.

                zeby lepiej ci wytlumaczyc- gdybys byla bogata i miala sluzbe, i nie musiala sie o nic martwic to podejrzewam ze jednak wybralabys dom.

                Minnie
                • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 08.06.16, 09:33
                  Zacznę od końca.
                  1. Zapewne gdybym była na tyle bogata, żeby mieć full służby [i administratora, który by się wszystkim zajmował] zapewne wolałabym dom. A może wolałabym podróżować po świecie i w ojczyźnie spędzała coś koło 2 miesiące w roku? wówczas raczej wolałabym mieszkanie. I jednak pomijając naprawdę nielicznych - większość posiadaczy domów służby w takim zakresie nie posiada. Więc nie mówmy, proszę, o utopii a o realiach. A realia są takie, że dom to jest znacznie więcej kłopotów i załatwiania wszystkiego.
                  2. W domu mieszka się lepiej - TOBIE. A co np. z osobami które dużo podróżują, ogólnie nie są domatorami? Też MAJĄ woleć dom, bo Twoim zdaniem tak jest lepiej?
                  3. Owszem, mieszkaniec wspólnoty musi się pewnym sprawom podporządkować [czego nie ma właściciel domu wolnostojącego]. Za to nie musi latać za ekipą remontową, pilnować... Poza tym np w blokach nie spotkałam się z czymś takim jak "odgórnie" zarządzana wymiana drzwi i okien - każdy to robi w miarę własnych gustów, możliwości i potrzeb.
                  4. Hałas zależy od odległości, która MOŻE być duża, a może nie być. Ale dokładnie to samo dotyczy mieszkań w porządnie budowanych wielorodzinnych. Mam mieszkanie w bloku i serio - sąsiedzi muszą mieć otwarte okna i naprawdę głośno nastawić muzykę, żebym słyszała - albo ja mało wrażliwa jestem, albo po prostu blok jest mało akustyczny.
                  5. Wyjaśnij mi jedno: PO CO, na Odyna, ktoś kto NIE LUBI ziemi, ogródka i nie ma ochoty zaiwaniać wokół domu ma sobie asfaltować czy żwirować teren? Bo TY uważasz, że jemu będzie lepiej w domu? Bo TWOIM zdaniem w domu jest fajniej? A nie przyjmujesz do wiadomości, ze ktoś może [logicznie!] uznać: "Skoro nie lubię w ziemi grzebać - niech sobie ten ogródek kupi ktoś, kto o niego zadba i będzie miał wymarzoną zieloną oazę, a nie wyasfaltowany placyk - lepiej wykupić sobie miejsce parkingowe pod apartamentowcem" - jeśli już nie z innych przyczyn to chociażby pro - eko.
                  6. W sumie to co w pkt. 5. Czemu ktoś, kogo to nie bawi, ktoś kto nie lubi ma płacić studentowi czy komukolwiek za czynność sobie nie miłą, nie potrzebną i swoim zdaniem irracjonalną? Oczywiście można, tylko czemu ma to niby służyć, poza zaspokojeniem TWOJEGO przekonania, że KAŻDEMU w domu jest lepiej niż w mieszkaniu?
                  7. Co do pani Merkel - nie wiadomo czym się kierowała wybierając takie a nie inne locum. Nie wiemy [ani ty ani ja] czy to jest jej wybór czy też jest to spowodowane kwestiami logistycznymi, bądź czymkolwiek innym. BYĆ MOŻE względy zabezpieczenia "głowy państwa" w grę wchodziły, może dojazd... Ale jakoś zwykle ochronie łatwiej jest strzec właśnie domu wolnostojącego a nie mieszkania w kamienicy, do której de facto wejść mogą różni ludzie [chyba, że pani Merkel zajmuje CAŁĄ kamienicę, ale wątpię]. Z dojazdem może, choć sądzę, że i w zasięgu "dopuszczalnego dojazdu" gdyby chciała - to by znalazła dom, o odpowiednim standardzie i w możliwościach finansowych.
                  A na koniec - nikogo nie przekonuję ani do mieszkania w domu wolnostojącym ani do mieszkania. Każdy wybiera to co mu odpowiada, to na co go stać i to, w czym się dobrze czuje. Uważam jednak za dość obcesowe [by nie powiedzieć mało grzeczne] uwagi w rodzaju: "moi znajomi mieszkajacy w duplexie"... I jeszcze jedno: "obiektywnie - abstrahujac od koszenia trawy, odsniezania drozki, remontowania dachu - w domu mieszka sie lepiej" - nie można "obiektywnie" oceniać abstrahując od sporych uniedogodnień. big_grin Bo to tak, jakbyś związek z przemocowcem oceniała "Abstrahując od tego, że dwa razy w tygodniu leje żonę - to świetny mąż"... big_grin
                  • minniemouse Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 08.06.16, 11:09
                    vi_san napisała:

                    Visan, ale ja nie dyskutuje nad tym co kto woli lub jakimi wzgledami sie kieruje przy wyborze lokum, tylko zauwazam, co zreszta sama potwierdzilas, iz pod wzgledem mieszkalnego komfortu dom jest najlepszy
                    i, abstrahujac od okoliczosci, prawie kazdy wybierze dom jesli ma jednakowe ku temu warunki.

                    to znaczy: kazdy, kogo by bylo stac na dom, bez wzgledu na ogrodkowo/sniegowo/dachowo itp preferencje wybralby dom.

                    A może wolałabym podróżować po świecie i w ojczyźnie spędzała coś koło 2 miesiące w roku? wówczas raczej wolałabym mieszkanie.


                    nie mam pojecia dlaczego w/g ciebie nie da sie podrozowac po swiecie majac dom https://www.cosgan.de/images/smilie/konfus/a050.gif

                    >A realia są takie, że dom to jest znacznie więcej kłopotów i załatwiania wszystkiego.


                    Mam mieszkanie w bloku i serio - sąsiedzi muszą mieć otwarte okna i naprawdę głośno nastawić muzykę, żebym słyszała - albo ja mało wrażliwa jestem, albo po prostu blok jest mało akustyczny.

                    w tej chwili probujesz mi udowadniac ze Range Roverem jezdzi sie tak samo jak malym Fiatem.
                    nieno, wybacz, ale jednak dom obok to dom obok - nie radio za sciana. nie fantazjujmy.
                    • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 08.06.16, 11:34
                      Minnie z mojej wypowiedzi ślicznie wybrałaś to co pasuje do Twojej tezy a kompletnie zignorowałaś to co do niej nie pasuje. Można i tak. Ale ani to grzeczne ani sensowne w dyskusji.
                      Ja na przykład MOŻE wybrałbym dom, gdyby było mnie stać na służbę z pełną obsługa i administratora, który by tąże służbą zarządzał tak, bym ja nie miała ŻADNYCH z nią kwestii związanych na głowie - poza wypisaniem zlecenia przelewu. Ale to utopia, a nie real. Realnie jednak większość właścicieli domów MA na głowie odśnieżanie zimą, koszenie latem, remonty wszelkie itd. I tego się nie da pominąć przy podejmowaniu decyzji. Ok, dla CIEBIE to nie są problemy. Dla ciebie. A ktoś może nie chcieć i nie lubić. I wówczas, dal takiej osoby twoje autorytarne stwierdzenie, że dom jest lepszy - jest warte mniej niż funt kłaków. Proste?
                      Nie potwierdziłam też, że pod względem komfortu dom jest lepszy niż mieszkanie! Bo wszystko zależy jaki dom i jakie mieszkanie.
                      Oczywiście posiadanie domu nijak w podróżach nie wadzi. Tyle, że ktoś może uznać, iż po prostu szkoda mu kasy na utrzymywanie chałupy w której go de facto nie ma. Podkreślam - mówimy o "normalnych" ludziach a nie tym ułamku procenta multimilionerów. I serio - gdybym spędzała życie w podróży to nie wiem czy akurat chałupa byłaby mi do czegokolwiek potrzebna, czy tez raczej nie wolałabym mieszkania w dobrze skomunikowanym centrum. Ze względów praktycznych.
                      Nie udowadniam niczego, bo nie muszę. Po prostu stwierdzam, że nie ma jednego dobrego modelu, czego ty nie przyjmujesz do wiadomości. Bo TWOIM zdaniem dom jest ok, a na mieszkanie to tylko z musu. A nie do końca. Bo wiele zależy od najróżniejszych czynników. Np: mam znajomych, którzy mają wolnostojący dom na przedmieściach, w dzielnicy "domków" - sąsiedzi tuż za płotem, więc nie tylko tej nieszczęsnej Eurowizji na full nie można, to jeszcze ma się "rozrywkę" w postaci co weekendowych grillów [jak nie sąsiedzi z lewej to z prawej], od świtu do nocy dzieciaków ganiających po ogrodzie itd. Bo hasło "dom wolnostojący" - może oznaczać zarówno piękną samotnię w środku lasu, jak i trzy sypialnie w podmiejskim "osiedlu". A i mieszkanie to może być 16m2 z łazienką na korytarzu w suterenie "czynszówki" nie remontowanej od lat '50, a może być luksusowy, przestronny apartament w wyciszonej kamienicy.
                      I, że powtórzę: rozważając "wyższość" domu z pominięciem kosztów i kłopotów remontowych, odśnieżania, koszenia itd - oceniasz związek z damskim bokserem na zasadzie "Co prawda tłucze żonę dwa razy w tygodniu niemal do nieprzytomności, ale poza tym to świetny mąż...".
                      • minniemouse Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 08.06.16, 21:26
                        vi_san napisała:
                        Ja na przykład MOŻE wybrałbym dom, gdyby było mnie stać na służbę z pełną obsłu
                        > ga i administratora, który by tąże służbą zarządzał tak, bym ja nie miała ŻADNY
                        > CH z nią kwestii związanych na głowie - poza wypisaniem zlecenia przelewu. Ale
                        > to utopia, a nie real.


                        I tymze samym po raz drugi potwierdzasz kwestie o ktorej ja i bodajze Abelard mowimy - ze w domu najlepiej sie mieszka.

                        Visan. zrozum, ty uparcie dyskutujesz "za i przeciw" mieszkania w roznych lokum a mnie kompletnie nie o to chodzi.
                        jak cie oswieci smile, to wtedy pogadamy.

                        Minnie
                        • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 08.06.16, 22:54
                          Minnie, a ty umiesz czytać? Znaczenie słówka "MOŻE" znasz? Poza tym uparcie brniesz piszesz coś, co nie miało miejsca: czepiłaś się, że przyznałam ci rację. Otóż nie, Minnie. Nie przyznałam ci racji. Napisałam tylko, że BYĆ MOŻE [sprawdź sobie w słowniku co ten zwrot znaczy] wybrałabym dom, gdyby [niewykonalne dla 99,99% ludzi] było mnie stać na pełną tego domu obsługę bez żadnego zajęcia własnego. Wybacz, kochana, ale to NIE JEST przyznanie ci racji, że dom jest fajniejszy, czy że w domu się lepiej mieszka!
                          Odpowiem od razu również na twój drugi post.
                          Może wybrałabym dom, a może mieszkanie - zależy od wielu rzeczy: od planów na przyszłość, dogodności lokalizacji i wielu innych. Nie twierdzę, że na pewno dom czy na pewno mieszkanie - musiałabym się zorientować jakbym już miała te multimiliony, żeby było mnie stać na zwalenie na służbę tych wszystkich męczących i niemiłych mi czynności [jak pamiętanie o podatkach, rachunkach, odśnieżaniu, koszeniu, sprzątanie itd.]. Na dziś - nie mam, więc i nie wiem, czy wybrałabym dom czy mieszkanie - wiem, że OBIE wersje miałyby swoje za i przeciw.
                          Przeczytaj uważnie i ze zrozumieniem co napisałam. W domu nie mieszka się lepiej - jeśli ktoś lubi to ok, ale dla kogoś innego użeranie się z remontami, odśnieżaniem, koszeniem, podatkami itp - mogą być akurat koronnym argumentem, że z własnym domem nie chce mieć nic wspólnego! A to są sprawy, których [o ile ktoś nie ma "służby od wszystkiego"] pominąć się nie da! I nie jest tak, że w budynku wolnostojącym zawsze mieszka się najlepiej a w wielorodzinnym tylko i wyłącznie z musu bądź z biedy.
                          "dobrze zaprojektowane i urzadzone mieszkanie jest wygodniejsze niz byle jak zrobiony dom" - i tu się w pełni z tobą zgadzam. Więc NIE MA jednej słusznej odpowiedzi "dom jest zawsze lepszy" a "mieszkanie zawsze gorsze". Bo, i owszem, znam mieszkania, które można porównać do Range Rovera, i znam domy typu "mały fiat". I w tym właśnie rzecz.
                          Nie udawaj głupiej [bo nie jesteś]: po pierwsze - mieszkanie to są znacznie niższe koszta niż utrzymanie domu. A po drugie - nie każdy ma ochotę wynajmować, bo np. może nie być pewien kiedy będzie chciał akurat przyjechać, plus nie jest łatwo znaleźć najemcę na nie wiadomo ile czasu i nie wiadomo kiedy właściciel będzie miał ochotę pobyć...
                          "co dom to dom i nie ma nic lepszego do mieszkania" - ponownie - DLA CIEBIE. Ale fakt, że coś jest super dla ciebie nijak nie jest jednoznaczny z tym, że musi być równie super dla każdego. Obrazowo: uwielbiam np. zupę grzybową. I wg. twojej teorii powinnam ci ją serwować, mimo, że oznajmiasz wyraźnie, że grzybów nie lubisz. "Ale spróbuj, przecież grzybowa jest pyszna!", "Ale ja nie lubię grzybów w ogóle", "Ale jak nie lubisz, skoro to jest smaczne!", "No, nie lubię.", "Ale na pewno nie próbowałaś dobrze zrobionej grzybowej, musisz spróbować", "Dziękuję, jadłam, nie lubię grzybów", "Ale jak nie lubisz, skoro grzybowa jest pyszna" itd. Nie ma to, dodajmy, nic wspólnego z kulturą...
                          Mieszkam w Pl, gdzie, i owszem, zimą bywa, że trzeba machać łopatą dzień w dzień, co do przyjemności nie należy. Odśnieżarka ma sens tylko jeśli masz do odśnieżania większy dystans, nie w układzie kiedy do "przekopania" kilkanaście metrów od drzwi do furtki. A te kilkanaście metrów tez potrafi dać w kość. Poza tym nawet jeśłi nie jest to dzień w dzień przez cztery miesiące - to wyobraź sobie że są tacy, którzy nie marzą o nawet dwa razy w tygodniu przez dwa miesiące szuflowaniu przez godzinę. Uwagi o "dobrym robieniu na sylwetkę" zaiwaniania w ogrodzie pominę milczeniem - bo osoba na poziomie takich uwag wygłaszać nie powinna. Jeśli zaś MIAŁABYM się odnieść - to tylko kompletnie wbrew sv "Może tobie to niezbędne, ale nie każdy musi dygotać o każdy gram w biodrach". tongue_out Remonty i naprawy trafiają się, znacznie częściej niż ci się wydaje. Ach, zapomniałam. Kanada to kraj bezawaryjny, gdzie wystarczy inspekcja raz na kilkadziesiąt lat i nic się nie ośmieli zużyć, mieć awarii itd... No, w Polsce niestety do takiego ideału nie doszliśmy... I bywa, że zimą pękną rury, bywa, że coś się "zużyje", itd. Nie, nie są to naprawy "wieczne", ale 1. rozrywka jakiej dostarcza ekipa remontowa to rzecz do zapamiętania na długo, 2. wszystkie konsekwencje owej awarii [koszty, szukanie ekipy, dopilnowanie itd] spadają wyłącznie na właściciela.
                          Po prostu komentarz do twojej propozycji: "obiektywnie - abstrahujac od koszenia trawy, odsniezania drozki, remontowania dachu - w domu mieszka sie lepiej" - analogicznie: "obiektywnie - abstrahując od regularnego bicia żony - przemocowiec jest dobrym mężem". Ponieważ to od czego chcesz "abstrahować" dość wydatnie może wpływać na ocenę. big_grin
                          • minniemouse Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 09.06.16, 01:15
                            vi_san napisała:
                            > Minnie, a ty umiesz czytać? Znaczenie słówka "MOŻE" znasz? Poza tym uparcie brn
                            > iesz piszesz coś, co nie miało miejsca: czepiłaś się, że przyznałam ci rację. O
                            > tóż nie, Minnie. Nie przyznałam ci racji. Napisałam tylko, że BYĆ MOŻE [sprawdź
                            > sobie w słowniku co ten zwrot znaczy] wybrałabym dom, gdyby [niewykonalne dla
                            > 99,99% ludzi] było mnie stać na pełną tego domu obsługę bez żadnego zajęcia wła
                            > snego.


                            Visan, nie czaruj. albo jednak wybralabys, czyli wypisujesz niniejsze elaboraty
                            z uwzglednieniem poprzedniego wyznania pt "zapewne tak, gdyby..."
                            1. Zapewne gdybym była na tyle bogata, żeby mieć full służby [i administratora, który by się wszystkim zajmował] zapewne wolałabym dom
                            albo NIE wybralabys i wtedy napisalabys po prostu NIE. nie ma pomiedzy.

                            Może wybrałabym dom, a może mieszkanie - zależy od wielu rzeczy: od planów na przyszłość, dogodności lokalizacji i wielu innych.

                            podkresle tylko, ze to zupelnie inny temat, niezwiazany z tym ze jako samo w sobie lokum, miejsce do zamieszkania to " Bez wątpienia dom jest lepszy niż mieszkanie" (ktorego autorem jest Bertosol nie Alabard, przepraszam).

                            i [jak pamiętanie o podatkach, rachunkach, odśnieżaniu, koszeniu, sprzątanie itd.]

                            wybacz, ale teraz zastanawiam sie czy i mieszkanie mialas kiedys na wlasnosc. bo przeciez za mieszkanie tez sie placi podatki i rachunki, i trzeba je sprzatac, jedynie co to tyle moze ze ciec za ciebie odsnieza uncertain

                            ale dla kogoś innego użeranie się z remontami, odśnieżaniem, koszeniem, podatkami itp - mogą być akurat koronnym argumentem, że z własnym domem nie chce mieć nic wspólnego!

                            hymmmmm, a jak kupisz mieszkanie to nigdy go remontowac nie trzeba?
                            rura ci w nim nigdy nie peknie? szyba w oknie nie wyleci?
                            zwlaszcza w starej kamienicy moze trwac 'wieczny remont'.

                            po pierwsze - mieszkanie to są znacznie niższe koszta niż utrzymanie domu. A po drugie - nie każdy ma ochotę wynajmować, bo np. może nie być pewien kiedy będzie chciał akurat przyjechać, plus nie jest łatwo znaleźć najemcę na nie wiadomo ile czasu i nie wiadomo kiedy właściciel będzie miał ochotę pobyć..

                            mieszkanie to "znacznie nizsze koszta"? na jakiej podstawie tak uwazasz? wyjasnij prosze.
                            po drugie - to w ogole nie o to chodzi. podalam tylko przyklad jakie sa rozwiazania na twoje, slabe zreszta, argumenty ze mieszkanie moze stac puste a dom nie (??)..
                            np teraz, w umowie o wynajem moze byc zaznaczone ze glowny lokator zachowuje dla siebie jeden pokoj na stale, albo ze wynajem jest tymczasowy od-do. tak to rozwiazuja dorosli ludzie.

                            Odśnieżarka ma sens tylko jeśli masz do odśni
                            > eżania większy dystans, nie w układzie kiedy do "przekopania" kilkanaście metró
                            > w od drzwi do furtki. A te kilkanaście metrów tez potrafi dać w kość. Poza tym
                            > nawet jeśłi nie jest to dzień w dzień przez cztery miesiące - to wyobraź sobie
                            > że są tacy, którzy nie marzą o nawet dwa razy w tygodniu przez dwa miesiące szu
                            > flowaniu przez godzinę.


                            kiedy widzisz, to sa parametry nie majace nic wspolnego z samym faktem ze dom jako struktura z dzialka to jest najlepsze miejsce do mieszkania.
                            to co napisalas, to sa parametry jakimi kierujemy sie przy wyborze zakupu miejsca
                            do zamieszkania. co to ma wspolnego z domem w samy sobie jako takim? nic.

                            Remonty i naprawy trafiają się, znacznie częściej niż ci się wydaje.


                            nie wydaje mi sie bo nie tylko ze mam juz drugi dom z kolei ale jestem w wieku kiedy wszyscy moi znajomi takze maja, niektorzy ktorys kolejny w zyciu.. (mieszkania tez, i duplexy).

                            , 2. wszystkie konsekwencje owej awarii [koszty, szukanie ekipy, dopilnowanie itd] spadają wyłącznie na właściciela.

                            a jak w PL jestes wlascicielem mieszkania w kamienicy, szeregowcu, blizniaku i ci taka rura peknie
                            itp to na kogo spada? jestem bardzo ciekawa ....

                            Ponieważ to od czego chcesz "abstrahować" dość wydatnie może wpływać na ocenę.

                            nie, ty po prostu nie pojmujesz w czym rzecz,
                            a najlepsze ze poza tym zgadzasz sie ze mna wlasnie dzieki abstrahowaniu:

                            1. Zapewne gdybym była na tyle bogata, żeby mieć full służby [i administratora, który by się wszystkim zajmował] zapewne wolałabym dom.

                            zapewne, a nawet na pewno wink


                            Minnie
                            • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 09.06.16, 09:14
                              Minnie - ostatni raz, bo na serio denerwuje mnie to, że lecisz erystyką, plus świadomie udajesz, że nie rozumiesz.
                              Być może twoje problemy ze zrozumieniem wynikają z zapomnienia języka ojczystego. Zapewne - nie znaczy na pewno. Słownikowo - partykuła wyrażająca przypuszczenie mówiącego, że komunikowany w zdaniu sąd jest prawdziwy. Przypuszczenie! Nie pewność, nie stwierdzenie faktu.
                              Ewentualnie z tego, że usiłujesz wmówić, że jest coś takiego jak "lepsza opcja" niezależnie od okoliczności. Co też mija się znacząco z tym, co napisałam. Bo dla mnie opcja "dom" MOŻE byłaby lepsza gdybym miała tyle służby, żeby ..., co jest de facto niewykonalne dla nikogo, może poza jakimś tam promilem multimilionerów. A w każdych innych okolicznościach - dom byłby dla mnie dużo mniej wygodny i mniej komfortowy niż mieszkanie.
                              Zrozum jedno: nie ma czegoś takiego, że "Bez wątpienia dom jest lepszy niż mieszkanie". Bo właśnie to czy lepszy, zależy od masy innych warunków. Od tego jaki dom i jakie mieszkanie, od trybu życia, od lokalizacji tegoż domu i tegoż mieszkania, od preferencji własnych, od stanu zdrowia... Sama zresztą piszesz, że być może [tak, ja uwzględniam słowo może] za ileś tam lat zamienisz dom na mieszkanie. I czemu? Przecież dom jest ZAWSZE lepszy? To po co ci mieszkanie? Wszak LEPIEJ by ci się mieszkało nadal w domu? No, jednak nie? Ano nie. Bo gdy będziesz miała 90 lat to jednak odśnieżarka spalinowa tez już będzie cię średnio kusić, będziesz cenić raczej komfort i wygodę jaką daje to, że kto inny zawraca sobie głowę codziennym dbaniem o otoczenie itd. To wszystko [oprócz gustów własnych] składa się na ocenę - co jest lepsze.
                              Owszem, za mieszkanie też. Ale jest tego mniej - zarówno pilnowania jak i sprzątania. I nie wyrażaj się, proszę, lekceważąco o dyskutantach ["zastanawiam sie czy i mieszkanie mialas kiedys na wlasnosc"] bo to się ma nijak do sv. Tym bardziej, że gdybyś z łaski swojej czytała moje wypowiedzi [choćby tylko w tym jednym wątku] to wiedziałabyś, ze mam i dom na wsi i mieszkanie w mieście. I przy okazji - być może w Kanadzie koszta są jednakowe - w Polsce jednak jest ogromna różnica cenowa w utrzymaniu domu a utrzymaniu mieszkania, bo liczę, że "koszty utrzymania" to nie tylko podatki, ale i np. ogrzewanie.
                              Mieszkanie, oczywiście, remontować trzeba, natomiast większe remonty [typu właśnie pęknięta rura, uszkodzenie dachu itp - załatwia administracja. I to nie ja, a administracja kotłuje się z ekipą remontową, to nie ja a administracja musi dopilnować terminów itd.
                              Co do wynajmu - co kto lubi. Ja bym nie wynajęła domu, w którym w jakiejś części bez uzgodnienia może mi się w każdej chwili pojawić jakaś obca osoba. No, chyba, że to locum właściciela miałoby osobne wejście, osobną kuchnie i osobna łazienkę! W innym układzie - nie ma opcji! No, może w czasach studenckich, na zasadzie pokoju sublokatorskiego, ale nie na życie!
                              "to sa parametry nie majace nic wspolnego z samym faktem ze dom jako struktura z dzialka to jest najlepsze miejsce do mieszkania". Z ciekawości, skoro odbijają się od ciebie LOGICZNE argumenty. Podaj mi LOGICZNIE - dlaczego? Dlaczego jest lepszym. Logicznie i nie do odparcia, nie dlatego, że TY wolisz. Bo dla mnie argument o odśnieżaniu, koszeniu i ogólnym zawracaniu głowy JEST logiczny, a ty go uparcie pomijasz, bo nie, bo dom jest lepszy. więc proszę - dlaczego jest lepszy? Poza "bo tak".
                              "Remonty i naprawy trafiają się, znacznie częściej niż ci się wydaje.

                              nie wydaje mi sie bo nie tylko ze mam juz drugi dom z kolei ale jestem w wieku kiedy wszyscy moi znajomi takze maja, niektorzy ktorys kolejny w zyciu.. (mieszkania tez, i duplexy)." - Już ustliłyśmy, że Kanada to kraina tuż koło Edenu leżąca, gdzie nic się nigdy nie psuje, awarie się nie zdarzają, a jeśli nawet, to każdy ma w domu skrzata domowego, który naprawia, ewentualnie różdżkę magiczną, którą machnie i ma z głowy. W Polsce to działa jeszcze trochę inaczej... Być może gdyby u nas było tak jak w Kanadzie - przyznałabym ci w pełni rację i uznała, że Dom JEST lepszy...
                              Zapewne - to znaczy zapewne a nie na pewno. Wciskanie komuś swoich przekonań jest zdecydowanie poza sv, Minnie.
                              • minniemouse Visan... 12.06.16, 06:14
                                Wytlumacz mi prosze jedno - dlaczego w kolko podajesz te same argumetny NIE NA TEMAT?
                                napisalam ci, nie znaczenia remonty, sprzatnie - NIE MA ZNACZENIA.
                                to nie o to chodzi.


                                I nie wyrazam sie lekcewazaco o dyskutantach podajac w watpliwosc czy kiedykolwiek
                                mieli dom lub chociaz mieszkanie.
                                po prostu, pewne rzeczy sie we tylko z doswiadczenia. cos na zasadzie, jak nie masz wlasnego dziecka to chocbys byla najlepszym wychowawca nigdy nie pojmiesz co to znaczy miec dziecko, albo chocbys byla najzdolniejszym poloznikiem nidgy w zyciu nie zrozumiesz co znaczy byc w ciazy i urodzic.
                                bez tego to sie ma tylko pewne, czasem mgliste, pojecie. i tyle .

                                Minnie
                                • kora3 Re: Visan... 12.06.16, 10:02
                                  Dobra Minnie, z tego co wiem masz dziecko - zakładam, ze świadomie podjęłaś decyzję o jego posiadaniu. To teraz WYOBRAŹ sobie, że są ;udzie, którzy nie chcą mieć dzieci - nie ze mogą, tylko nie chcą, nie czują takiej potrzeby.
                                  Naturalnie Ty jako spełniona matka nigdy nie zrozumiesz, jak to jest nie chcieć mieć dziecka, ale nikt tego nie wymaga. Wystarczy, jeśli to zwyczajnie przyjmiesz do wiadomości i zaakceptujesz smile I nie będziesz przekonywała kogos takiego jak to wspaniale być matką (bo jak jest być ojcem przecież nie masz pojęcia).
                                  Dokładnie tak samo jest z każdą inną dziedziną życia Minnie.

                                  Owszem czasem człowieka w różnych dziedzinach tegoż życia ograniczają pewne względy - zdrowotne, materialne, zawodowe, rodzinne.
                                  Ale rozumiem, ze w tej dyskusji je pomijamy, wiec nie chodzi o to, że ktoś nie ma na budowę/kupno domu, czy o to, że ma 5 dzieci i w mieszkaniu byłoby mu zwyczajnie ciasno z taką rodzinką.
                                  Po prostu każdy wybiera to, co mu odpowiada. Mnie życie poza centrum, czy też w jego bezpośredniej bliskości NIE ODPOWIADA. Odpowiada czasem na tydzień/dwa. Bardzo lubię Bieszczady - od młodości. Jak mam okazję - chętnie tam jeżdżę, ale nie chciałabym tam mieszkać, choć tam jest bardzo pięknie i obecnie już generalnie łatwiej się tam żyje jeśli chodzi o sprawy techniczmo - logistyczne niż np. w latach 90. zeszłego wieku. Ale mimo to Minie - lubię tam być NA CHWILĘ, na stałe - nigdy.
                                  No, ale Bieszczady to mimo wszystko skrajność, są bowiem takie miejsca, jak choćby to w którym mieszka moja Kaśka - wieś oddalona od miasta 15 kilometrów, droga dobra czyli rzut beretemsmile Ale tam też nie chciałabym mieszkać Minnie. Nie kręci mnie na przykład odśnieżanie, remonty dachu, pielęgnowanie ogródka, palenie w kotłowni itd. Kaśki mąż pracuje za granicą, wiec siłą rzeczy się nie zajmuje takimi rzeczami. No ma dorosłego syna, który jeszcze z nia mieszka, ale ów za rok zdaje maturę i wyfrunie na studia na pewno dalej niż do najbliższego miasta. Kaska już teraz zatanawia się, jak ona sobie da rade z tym wszystkim sama, dobrze ze ma w tej swojej wsi bliskich, bo na serio miałaby problem. A Kasia nie pracuje Minnie. Gdyby do tego wszystkiego jeszcze pracowała, to na serio nie ogarniałaby tego sama. I dotyczy to Minnie dziewczyny, kobiety ze wsi, która od urodzenia ze tak powiem wie, jak "koło domu chodzić". A cóż dopieo byłoby, gdyby to była kobieta z maista, która niedawno osiedliła się na wsi.
                                  Co mnie jeszcze wyjątkowo razi na wsiach jeśli chodzi o mieszkanie, to to, że wbrew temu co się zdaje, tam nie ma żadnej prywatności - wszyscy o wszystkich wszystko wiedząsmile i CHCĄ wiedzieć.
                                • vi_san Re: Visan... 12.06.16, 19:25
                                  Minnie, odpowiedz mi proszę na JEDNO, zadanie ci już kilkakrotnie pytanie: DLACZEGO. obligatoryjnie dom jest lepszy? I proszę nie o "bo jest", a argumenty!
                                  Bo skoro nie przyjmujesz do wiadomości, że dom MOŻE być lepszym rozwiązaniem dla kogoś kto... [i tu X razy powtarzane, dla kogo może być lepszy], ale dla kogoś innego może być zdecydowanie mniej atrakcyjny, skoro z uporem maniaka twierdzisz, że wszystkie niedogodności jakie wynikają z posiadania domu wolnostojącego nie mają znaczenia, ba, nie ma znaczenia nawet i to, że ktoś nie chce i nie lubi ogrodu, to proszę - powiedz z czego ta "obligatoryjna" wyższość domu wynika i w jaki sposób może być odczuwalna.
                                  I, przyjmij do wiadomości, że argumenty o konieczności remontów, odśnieżania, koszenia itd - to SĄ argumenty przeciw posiadaniu domu. Konkretne, które [i owszem] mogą przeważyć o decyzji kupno domu czy mieszkania. Bo jak na razie to ty napisałaś tylko "Dom jest lepszy bo tak"...
                            • agulha Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 09.06.16, 11:33
                              Minnie, może warto Tobie i innym uświadomić pewną rzecz. Otóż w Polsce znakomita większość mieszkań jest zarządzana przez specjalistów (a nie przez osoby mieszkające) - czasami jest to administracja i zarząd spółdzielni mieszkaniowej, czasami firma zarządzająca wynajmowana przez wspólnotę. Remonty zazwyczaj są finansowane z funduszu remontowego, na który płaci się stałe opłaty. W związku z czym nie ma (w tej znakomitej większości przypadków mieszkań w Polsce) czegoś takiego, jak nagła zrzutka po 15 tys. zł na okna, rury, dach, windę itp.
                              Ponadto jeśli chodzi akurat o okna i drzwi, to każdy załatwia to sam. Nie wpływa to najlepiej na estetykę (bo każdy sobie instaluje nieco inne), ale to ja decyduję, czy moje okna nadal mi się podobają, czy już nie.
                              Mamy znajomą za granicą i tam faktycznie opłaty stałe za mieszkanie (własnościowe) są niskie, ale co jakiś czas mieszkańcowi spada na łeb jakaś jednorazowa duża opłata na coś tam.
                              Mam dwa mieszkania na własność i nie dam się poniżyć twierdzeniem, że nie wiem, jak to jest. Wiem.
                              Mnie osobiście odpowiada, że ktoś za mnie organizuje: zieleń wokół domu (wokół obu domów jest OK), wycinkę spróchniałych konarów drzew, odśnieżanie (kto to będzie robił, za ile i czym - kupowanie i przechowywanie odśnieżarek - czy kosiarek - nie wchodzi w zakres moich hobby), wymianę stłuczonej szyby, wymianę lub naprawę windy, naprawę i konserwację rur, ocieplenia, dachu, podjazdów, sprzątanie hali garażowej i milion innych rzeczy. Mam taką naturę i takie życie, że wolę pogodzić się z tym, że ktoś za mnie decyduje, jakie rośliny będą rosły koło mojego domu i jakiej wielkości będzie lustro w windzie, i wolę mu za to zapłacić, żeby mnie tym nikt głowy nie zawracał.
                              To trochę tak, jak z pracą na swoim i pracą na etacie - są autentyczni zwolennicy jednej opcji i drugiej opcji. Są osoby, które lubią same organizować sobie życie i nie mieć szefa. Ja wolę stulić uszy i słuchać szefowej (mam bardzo w porządku), za to nie martwić się, czy dostanę zlecenia, iść na płatny urlop, nie bać się chorować (to jest akurat też kwestia, czy firma jest przyzwoita, ale ja już sprawdziłam na sobie, że jest) i takie tam.
                              Nie lubię grzebać się w ziemi, nie chcę tego rodzaju aktywności fizycznej.
                              Obecne mieszkanie mam w budynku nowym, bardzo cichym - jedyny wyjątek to ujadanie jakiegoś parszywego kundla w ogrodzie szeregowca obok (jestem przekonana, że właściciele szeregowców obok też tego kundla słyszą). Mam blisko do komunikacji (dom blisko komunikacji też można mieć, ale trudniej), taksówka na dworzec i na lotnisko dużo nie kosztuje (bardzo dużo podróżuję służbowo i nie chce mi się autem, chociaż mam służbowe). Nie boję się zostawiać mieszkania (mniejsze prawdopodobieństwo włamania) ani w nim przebywać sama (mniejsze prawdopodobieństwo napadu). W razie nagłego zubożenia mogę z łatwością jedno z mieszkań sprzedać (dom jest sprzedać dużo trudniej). Nie muszę chodzić po schodach (większość domów prywatnych, które znam, jest piętrowa i bez windy, chociaż TAK, znam jeden z windą). Kamienica jest w 100% przystosowana do wszelkich pojazdów na kółkach (wózek dziecięcy, wózek towarowy, wózek inwalidzki, walizka na kółkach - to ostatnie wykorzystuję do upadłego) - windy, podjazdy. Opłaty mam równomiernie rozłożone na przestrzeni roku (tu mi chodzi głównie o ogrzewanie) - a dochody też mam równomierne, więc to mi pasuje.
                              Mam przyjaciółkę, która chciała mieć dom pod miastem i ma. Po 13 latach go wykończyła. Mieszka tam z matką. Dojazd tylko samochodem, do sklepu też trzeba jechać. Samodzielny zakup opału (zresztą ma nowoczesne, żaden tam węgiel), samodzielne odśnieżanie drogi przed domem, zamieszkanie przy drodze gruntowej ostatniej kolejności odśnieżania, więc może się zdarzyć, że zimą nie przejedzie. Słaby zasięg telefonii komórkowej. Telefon stacjonarny: wymóg wykopania rowu i zapłacenia za dociągnięcie, na razie więc nie ma (od kilku lat). Internetu więc w domu nie ma (a potrzebuje). Do pracy 50 km w jedną stronę. Ale jej się to super podoba, i jej zbójnickie prawo.
                              • minniemouse Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 12.06.16, 06:32
                                agulha napisała:
                                Remonty zazwyczaj są finansowane z funduszu remontowego, na który płaci się stałe opłaty. W związku z czym nie ma (w tej znakomitej większości przypadków mieszkań w Polsce) czegoś takiego, jak nagła zrzutka po 15 tys. zł na okna, rury, dach, windę itp.
                                Ponadto jeśli chodzi akurat o okna i drzwi, to każdy załatwia to sam. Nie wpływa to najlepiej na estetykę (bo każdy sobie instaluje nieco inne), ale to ja decyduję, czy moje okna nadal mi się podobają, czy już nie. Mamy znajomą za granicą i tam faktycznie opłaty stałe za mieszkanie (własnościowe) są niskie, ale co jakiś czas mieszkańcowi spada na łeb jakaś jednorazowa du
                                > ża opłata na coś tam.


                                No prosze. czyli argument ze mieszkanie 'tansze' wcale nie jest prawdziwy. przynajmniej ja majac dom nie ponosze stalych oplat za remonty. nie spadaja mi tez co jakis czas zadne grubsze oplaty.

                                Ponadto jeśli chodzi akurat o okna i drzwi, to każdy załatwia to sam. Nie wpływa to najlepiej na estetykę (bo każdy sobie instaluje nieco inne), ale to ja decyduję, czy moje okna nadal mi się podobają, czy już nie.

                                ale to sie moze w przyszlosci zmienic. osobiscie podejrzewam ze sie zmieni na pewno,.
                                miasto wyda zarzadzenie wlasnie ze wzgledu na estetyke ze ma byc jednolicie.
                                wyglad zewnetrzny budynkow ma byc odzwierciedleniem tego co zaprojektowal architekt.
                                i tak jak u nas, nie wolno bedzie ci wstawiac okien jakie ci sie podoba ani drzwi innych niz wszyscy maja.
                                malo tego, moze bedzie tak jak w niektorych zbiorowiskach ze nie wolno miec psa wiekszego
                                niz np. spaniel. jak ktos bedzie chcial tam kupic mieszkanie to bedzie musial wyrazic na to zgode i podpisac z ta klauzula kontrakt. jak zlamie przepis to go grzecznie poprosza by albo pozbyl sie psa albo sprzedal miejsce i sie wyprowadzil.
                                przyszlosc przed Polska..

                                Minnie
                                • kora3 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 12.06.16, 11:20
                                  Minnie, jasne, ze argument iż mieszkanie jest tańsze w utrzymaniu od domu jest nieprawdziwy, bo przecież zależy gdzie to mieszkanie i dom, jakie itd.
                                  Jest na pewno w utrzymaniu natomiast wygodniejsze, bo takie rzeczy jak przykładowo remont dachu, czy odśnieżanie nie interesują posiadacza mieszkania. Mieszkania też są skanalizowane i jeśli chodzi o nowe budownictwo (z kamienicami rożnie bywa) podłączone do miejskiej kanalizacji i miejskiego sytemu ogrzewania. Oczywiście dla Ciebie może to być bez znaczenia, ale mnie na przykład nie chciałoby się pilnować wywózki szamba, czy palić w piecu w kotłowni, by mieć ciepłe kaloryfery i ciepłą wodę.

                                  Jeśli chodzi o wymóg, by nie wstawiać okien od Sala do lasa i malować okien i balkonów jak się chce, to większość wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni taki wymóg stosuje, wiec nie jest to w PL jakieś dziwo. czy nowość jak sugerujesz smile Nie jest to przy tym wcale uciążliwe, bo w jaki niby sposób? Wspólnoty nie wymagają, by kupić określone okna określonej firmy przecież. O wiele gorzej mają wlasciciele mieszkań w zabytkowych kamienicach oraz właściciele samych kamienic,m bo tu o każdej zmianie i wymianie decyduje konserwator zabytków, a np. okna nietypowe w kształcie czy wielkości są oczywiście droższe niż standardowe.
                                  • minniemouse Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 14.06.16, 21:56
                                    kora3 napisała:
                                    > Jeśli chodzi o wymóg, by nie wstawiać okien od Sala do lasa i malować okien i b
                                    > alkonów jak się chce, to większość wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni taki w
                                    > ymóg stosuje, wiec nie jest to w PL jakieś dziwo. czy nowość jak sugerujesz


                                    Koro, po raz endziesiaty -czytaj wpisy porzadnie - to nie "ja sugerowalam" tylko Agulha wyraznie napisala:
                                    Ponadto jeśli chodzi akurat o okna i drzwi, to każdy załatwia to sam. Nie wpływa to najlepiej na estetykę (bo każdy sobie instaluje nieco inne), ale to ja decyduję, czy moje okna nadal mi się podobają, czy już nie.

                                    stad taka moja opinia.
                                    jesli juz koniecznie chcesz mnie sie czepiac, to przynajmniej postaraj sie wpierw dowiedziec ze wprowadzono mnie w blad.

                                    Nie jest to przy tym wcale uciążliwe, bo w jaki niby sposób?

                                    Moze dla ciebie nie ale ja nie zycze sobie aby mi dyktowano jakie i kiedy maja byc okna w MOIM WLASNYM pomieszczeniu. w moim wlasnym miejscu zamieszkania jesli chce to wstawie sobie bulaje i nikomu nic do tego. nie po to zaplacilam kupe kasy aby mi odgornie dyktowac jakie okna wolno mi wstawiac a jakie nie. slicznie dziekuje za laskawe pozwolenie w kwesti wybrania sobie firmy ..

                                    M. inn. na tym wlasnie polega roznica w kupnie domu a mieszkania. na to trzeba swiadomie sie zdecydowac, czy wybiera sie calkowita "wolnoc Tomku", czy tez na np korzysc nieodsniezania w zimie i niezawracania sobie glowy remontem dachu, mieszkania na 17 pietrze z widokiem pozbedziemy sie praw do pewnych decyzji mimo ze
                                    zaplacilysmy 100% za prawo do naszej wlasnosci.

                                    Minnie

                                    • mmoni Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 15.06.16, 00:23
                                      W wielu cywilizowanych krajach wcale nie można sobie postawić dowolnego gargamela, bo wygląd domów też regulują przepisy o miejscowej zabudowie. W Polsce niestety jest tak tylko w parkach krajobrazowych, ale może kiedyś u nas też będzie tak jak w Niemczech.
                                    • agulha Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 15.06.16, 00:50
                                      Nie wprowadziłam Cię w błąd. Jest jeszcze wiele budynków, gdzie w praktyce ludzie wstawiają sobie nieco różniące się okna. Nawet jeśli próbuje się to regulować odgórnie. Kar nie ma. Mogę zrobić i przysłać fotkę jednej ściany budynku z lat '70, w którym znajduje się moje poprzednie mieszkanie. Nadal zresztą moje. Okna i drzwi wymieniałam sama (tzn. nie własnymi rękami oczywiście), ale na przykład korytarz maluje spółdzielnia, windy wymieniła spółdzielnia, zsyp na śmietnik zamieniła spółdzielnia, kamery zainstalowała spółdzielnia, rury czasem wymieniają i chyba planują wymianę kaloryferów na nowszy typ. Jakbym miała się z tym sama szamotać, to bym chyba żyły sobie podcięła, a bywa gorzej - to mieszkanie jest 2 km od mojego obecnego miejsca zamieszkania, a miałam kiedyś mieszkanie o ponad 300 km od miejsca zamieszkania.
                                    • kora3 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 15.06.16, 06:43
                                      Minnie, może nie doczytałam - sorry.
                                      Natomiast co do reszty - czegoś chyba nie rozumiesz Minnie smile Przeczytaj swój post raz jeszcze - piszesz o SOBIE. TY sobie nie życzysz, by ci ktoś "dyktował" jakie masz sobie wstawić okna. Pojmij, że innym, np. mnie to LATA. smile
                                      Ty masz prawo sobie nie zyczyć, a mnie ma prawo latac i gitara.
                                      Tylko, że TY przedstawiasz argumentu subiektywne, jako obiektywne i w tym jest problem smile
                            • matylda1001 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 17.06.16, 02:30
                              minniemouse napisała:

                              >a jak w PL jestes wlascicielem mieszkania w kamienicy, szeregowcu, blizniaku i ci taka rura peknie itp to na kogo spada? jestem bardzo ciekawa ....<

                              Nie wiem jak jest w Kanadzie, ale w Polsce szeregowiec, bliźniak i dom wolnostojący są zaliczane do zabudowy jednorodzinnej. Szeregowiec nie składa się z mieszkań ale z domów jednorodzinnych. Budynki wielorodzinne to tylko kamienice i bloki. Budynki wielorodzinne mają zarządcę (spółdzielnia mieszkaniowa/wspólnota), który zajmuje się remontami i naprawami za pieniądze zgromadzone na funduszu remontowym. Jak pęknie rura to właściciel mieszkania czyli członek spółdzielni/wspólnoty nie musi biegać osobiście za hydraulikiem, bo od tego jest zarządca. Właściciel domu jednorodzinnego musi sprawę załatwić sam. No i jeszcze jedna sprawa. Gdzieś tu było o tym, że jak się często wyjeżdza to lepiej zostawić puste mieszkanie niż dom. To święta prawda, domu czasami w ogóle nie można zostawić pustego. Moja koleżanka, która po śmierci męża mieszka sama w niewielkim domu jednorodzinnym musiała zrezygnować z zimowego wyjazdu do sanatorium, z prozaicznego powodu - dom jest ogrzewany w tradycyjny sposób czyli ma piec węglowy, w którym trzeba palić na bieżąco. Jeśli nie będzie napalone to woda w centralnym zamarznie i kaloryfery popękają. Jeśli się nie ma kogoś, kto by się zobowiązał do palenia w czasie nieobecności właściciela to trzeba siedzieć w domu, i już. Dlatego koleżanka rozgląda się za kupcem i jak sprzeda dom to kupi sobie małe mieszkanie w bloku i wreszcie poczuje się wolnym człowiekiem.
                      • minniemouse Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 08.06.16, 22:12
                        vi_san napisała:
                        Minnie z mojej wypowiedzi ślicznie wybrałaś to co pasuje do Twojej tezy a kompletnie zignorowałaś to co do niej nie pasuje.

                        Visan, mam nadzieje ze najpierw przeczytalas moja poprzednia wypowiedz bo ta bedzie wylacznie
                        na temat za i przeciw, skoro juz tak drazysz temat.
                        Nieprawda, nic nie ignorowalam, powtorze - to ty w ogole nie rozumiesz o co mi chodzi.

                        Ja na przykład MOŻE wybrałbym dom, gdyby było mnie stać na służbę z pełną obsługa i administratora,

                        tak? a dlaczego?
                        bo widzisz, ja wlasnie dlatego podalam przyklad gdzie chodzi wylacznie o locum bez zobowiazan abys mogla sie skoncetrowac na "co najlepsze", nie co "najpraktyczniejsze"
                        i wybrala to co chcesz nie to co musisz.

                        . Ale to utopia, a nie real.

                        ale ja mowie tylko o kwesti w jakiej budowli sie najlepiej mieszka, nie na co kogo stac.

                        Nie potwierdziłam też, że pod względem komfortu dom jest lepszy niż mieszkanie!

                        bo tez tu nie chodzi tyle o scisle" wykonanie wnetrza" a wolnostojacy dom vs mieszkanie, duplex itp. nie mieszaj pojec.
                        oczywscie ze zbaczajac z tematu i zawezajac go , mozna sie zgodzic iz jakies dobrze zaprojektowane i urzadzone mieszkanie jest wygodniejsze niz byle jak zrobiony dom.
                        ale nie w tym rzecz.

                        Oczywiście posiadanie domu nijak w podróżach nie wadzi. Tyle, że ktoś może uznać, iż po prostu szkoda mu kasy na utrzymywanie chałupy w której go de facto nie
                        ma.


                        bez sensu. tak samo de facto nie ma mieszkania, za ktore tez placi.
                        poza tym, i dom i mieszkanie da sie wynajac na czas nieobecnosci.

                        Po prostu stwierdzam, że nie ma jednego dobrego modelu, czego ty nie przyjmujesz do wiadomości. Bo TWOIM zdaniem dom jest ok, a na mieszkanie to tylko z musu.

                        no niezupelnie. napisalam ze mieszkajac w roznych rodzajach mieszkan stwierdzam,
                        iz co dom to dom i nie ma nic lepszego do mieszkania, ale to wcale nie znaczy ze gardze apartamentem albo domkiem szeregowym.
                        wrecz przeciwnie, kto wie czy na stare lata gdy wlasnie "nie bedzie mi sie chcialo odsniezac drozki i naprawiac dachu" czy nie sprzedam domu i nie przeniose sie do apartamentu,
                        by tam z przyjemnoscia mieszkac a kwiatki hodowac w skrzynkach na balkonie/werandzie.
                        ale to nie znaczy ze bede uwazala ze "w apartamencie mieszka sie lepiej" - nie, w dalszym ciagu bede uwazac ze w domu jest najlepiej ale z roznych wzgledow mieszkanie w apartamencie bedzie korzystniejsze.


                        , że powtórzę: rozważając "wyższość" domu z pominięciem kosztów i kłopotów remontowych, odśnieżania, koszenia itd - oceniasz związek z damskim bokserem na zasadzie "Co prawda tłucze żonę dwa razy w tygodniu niemal do nieprzytomności, ale poza tym to świetny mąż...".


                        Visan, wybacz, ale mam wrazenie ze w zyciu domu nie mialas. odsniezanie -no fakt, w PL zimy potrafia byc umm, sniezne : ) ale do licha przeciez nie machasz lopata dzien w dzien przez 4 miesiace. poza tym jak juz stac cie na dom to stac cie w koncu i na odsniezarke spalinowa badz elektryczna. do trzymania w garazu.
                        koszenie trawy tylko dobrze ci zrobi na sylwetke, szczegolnie jak masz kosiarke bebnowa (reczna) ale jak mowilam poprzednio przy upalnym lecie trawe kosisz raz na trzy cztery tygodnie - wiec co takiego. remonty? naprawy? no jak kupisz stara rozpadajaca sie rudere to tak, jak kupisz normalny dom i przed kupnem zrobisz inspekcje, sprawdzisz fundamenty, dach, instalacje to nie rozumiem dlaczego masz miec wieczne naprawy ??
                        no chyba ze chcesz sobie sama przerobic po swojemu ale to juz twoj wybor i twoja sprawa.

                        i nie mam pojecia o co ci chodzi z tym damskim bokserem - w/g ciebie dom = damski bokser?
                        czyli mieszkanie = dzentelmen?
                        po prostu nie pojmuje repliki.

                        Minnie

                        • kora3 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 09.06.16, 10:01
                          Minnie, a przyszło ci do glowy, że istnieją ludzie, którzy nie sa domatorami? Pytam zupełnie serio. Nas stać na dom, mamy też gdzie go postawić, gdyby nam się chciało, ale nie mamy zamiaru. Dlaczego? Bo po co? Nie chcemy mieszkać za miastem, uprawiać ziemi itd. Nie potrzeba nam 9 pokoi i 2 łazienek, 3 pokoje zupełnie wystarczą. Jak chcemy sobie pobyć za miastem, to możemy sobie wyjechać gdzie chcemy na agroturystykę, bo co nas ogranicza?
                          Pomijając fakt, ze teraz mój partner pracuje daleko, bo niedługo to już potrwa i nie mógłby się tym domem zajmować - do tego wszak można zawsze kogos wynająć, ale zwyczajnie - nie czujemy potrzeby takiej. Nie mamy wiejskich korzeni, nie necą nas prace ziemne, nie mamy uciążliwych sąsiadów ani maleńkiego lokum itd.
                          Pewnie inaczej byśmy podchodzili do tematu no. mając 5 dzieci. Bo raz, ze musielibyśmy zostać hehe domatorami, a dwa trudno byłoby kupić mieszkanie z 7 pokojami.
                          • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 09.06.16, 10:12
                            Minnie ci zaraz napisze, że ja nie lubisz uprawiać ogródka, to teren wokół domu możesz sobie wylać asfaltem, albo wysypać żwirkiem. A dom i tak jest dla ciebie "lepsiejszy" i nie wiesz, bo nie masz, a jakbyś miała i nie chciała to tylko dlatego, że nawet mając nie wiesz, że jest. big_grin
                              • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 09.06.16, 10:30
                                Przeczytaj sobie, Koro, moją z Minnie dyskusję. Nie podała jak dotąd ani jednego konkretnego argumentu "pro" poza "jest bo jest". A ja powoli zaczynam tracić cierpliwość. Plus powtarza "Bo obiektywnie, abstrahując od uniedogodnień, dom jest lepszy". I nie przyjmuje do wiadomości, że nie ma żadnego "obiektywnie". I że "abstrahując" - to wychodzi jak w moim przykładzie z damskim bokserem - pomijając fakt, że bije żonę to świetny mąż... big_grin
                                • kora3 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 09.06.16, 10:36
                                  Poczytam w wolnej chwili, jednakowoż już teraz mogę napisać, że w kwestii styku życia i gustów nie można stwierdzić niczego obiektywnie, jak przytoczyłaś. smile bo wszystko zależy od tego, jak ktoś potrzeba swoją sytuację w tym przypadku zyciową i mieszkaniową. Ja na serio nie widzę by dla mnie dom był lepszy, bo brak z mojej strony powodów dla checi jego posiadania
                                • kora3 Vi - san 09.06.16, 13:45
                                  No przeczytałam smile I nie dziwię się Twej irytacji. Trudno mi zrozumieć dlaczego Minnie - osoba inteligentna i doświadczona nie umie pojąć, że nie każdy ma takie same gusta, pragnienia, czy potrzeby i to, że dla jednego w danej sytuacji jest więcej plusów, nie oznacza bynajmniej ze dla kogoś innego jest więcej minusów.
                                  Ja na serio nie widzę tych plusów domu DLA MNIE. Bo i jakie? Że więcej miejsca? Ale mnie nie brak miejsca. 70 metrów kwadratowych to dla mnie az nadto smile Że ogródek? Ale ja nie jestem żadnym fanem ogródków - owszem, jak ktoś ma ładny, zadbany - to pochwalę, ale mnie by się nie chciało przy tym robić, nie kreci mnie to i nie mam też czasu. Mając takowy musielibyśmy kogoś wynająć do ogarniania tego, bo przecież nie będziemy mieć zaniedbanego, co generowałoby koszt na coś całkowicie nam zbędnegosmile. Że można włączyć muzykę na full? No to raczej w miejscu, gdzie najbliższy sąsiad ma dom o kilkaset metrów oddalony, a też rodzi się pytanie - PO CO?smile - ja wszak nie słucham tak głośno muzyki. Że z dala od zgiełku miasta? Ale ja lubię zgiełk miasta. Że można sobie na werandzie latem posiedzieć? No niby można, ale ja mam taką pracę, że nie mogę sobie siedzieć w domu, a nawet jakbym mogła, to nie lubię bo nie jestem domatorką.

                                  Gadanie Minnie przypomina mi gadkę jednego mego znajomego, który dociekał dlaczego mam niewielki samochód, którym stosunkowo rzadko poruszam się po mieście. Gośc nie mógł pojąc, jak można mieć mniejsze auto, mogąc mieć większe i jak można woleć iść piechotą zamiast jechaćsmile A to jest bardzo proste - wole małe auto, bo z reguły jeżdżę sama lub tylko z jedną osobą. Łatwiej nim zaparkować w tym miescie, bo miejsc do parkowania tu brakuje w centrum. Dlaczego jeśli nie musze jechać wolę iśc? Bo miasto jest z tych korkowych smile, bo sa trudności z miejscami do parkowania. Jak mam 40 minut stać w korku jadąc w miejsce, w które zajdę w minut 20 to naprawdę wolę iścsmile A poza tym ja zwyczajnie lubię się przejść, zdrowiej to, ekologiczniej smile i nie muszę dzięki temu chodzić na nijakie fitnessy smile

                                  - -
                                  Korcia
                                  "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco poniżej .. na mapie- oczywiście smile"
                                  • vi_san Re: Vi - san 09.06.16, 14:05
                                    Jak to jakie byś miała plusy? W domu byłoby ci lepiej, bo dom jest obligatoryjnie lepszy. Koniec. Miałabyś więcej miejsca. Nie chcesz? Bo nie masz, jakbyś miała, to byś wiedziała, że chcesz! Ogródek? Jak nie chcesz, jak uwielbiasz ogródek? A jak nie uwielbiasz, to możesz sobie wybetonować, wyasfaltować albo żwirek wysypać. albo zatrudnić kogoś, kto by ci ogarniał. I to nie byłby zbędny koszt, a właśnie przeciwdziałanie bezrobociu, a więc działanie prosystemowe. tongue_out Jak możesz nie chcieć Eurowizji na full?! Na pewno chcesz. A zgiełku miasta nikt nie lubi i koniec. I na pewno ukrywasz swój wstręt do zgiełku miejskiego z jakichś fałszywych powodów. A praca to tylko pretekst, bo właśnie jakbyś miała dom, to byś doceniła relaks z bawienia się w ziemi. Jako takie oderwanie od pracy. I doceniłabyś posiadanie domu. I stałabyś się domatorką. tongue_out
                                    Czekam i się zastanawiam - czy Minnie poda choć JEDEN konkretny, logiczny argument dlaczego dom ma być "ogólnikowo" lepszy niż mieszkanie - bo ja co prawda całkowicie rozumiem, że są osoby, dla których dom JEST lepszy, ale nie dla jakichś "obiektywnych" wyższości, a właśnie całkowicie subiektywnie - bo lubią prace ogrodowe, bo mają liczną rodzinę z którą mieszkają, bo chcą mieszkać daleko od miasta, bo lubią urządzać huczne i głośne imprezy i tak dalej. Natomiast są i tacy, dla których dom JEST zdecydowanie gorszym rozwiązaniem niż mieszkanie - bo nie lubią ogródków, bo mają specyficzną pracę [np. związaną z częstymi wyjazdami, albo taką, której sprzyja mieszkanie blisko centrum], bo wolą ponosić niższe koszty...
                                    • kora3 Re: Vi - san 09.06.16, 14:22
                                      Oczywista oczywistość Vi -san. Pamiętam jak moja koleżanka użerała się ze sprzedażą domu. Oboje z męzem bardzo go chcieli mieć. No i mieli - wielka chałupa taka na dużej działce na wsi, ale nieodległej od miasta. No full wypas, jeśli ktoś chce mieć dom. Minęlo pare lat i rozpadło się małżeństwo. A w tzw. międzyczasie corka poszła na srudia w innym mieście i tu już nie zamierzała wracać, starzy syn pojechał do tego samego miasta co siostra uczyć się w średniej szkole. Domu żadne z rozwodzących się małżonków zatrzymać nie chciało, ale cholernie trudno było go sprzedać, bo takie "hektary" - w końcu sprzedali ze sporą stratą sad No i koleżanka kupiła sobie mieszkanie w kamienicy.
                                      To oczywiście nie jest argument przecie mieszkaniu, ale akurat OBIEKTYWNIE mieszkanie łatwiej sprzedać niż dom w każdym razie w PL, a wszystkiego w życiu tez się nie przewidzi.
                                  • minniemouse Re: Vi - san 12.06.16, 06:41
                                    kora3 napisała:
                                    Gadanie Minnie przypomina mi gadkę jednego mego znajomego, który dociekał dlaczego mam niewielki samochód, którym stosunkowo rzadko poruszam się po mieście

                                    bez sensu porowanie Koro, tylko dowodzi jak nie rozumiecie w czym rzecz.

                                    gdybys chociaz napisala ze jezdzisz rowerem a kolega majac auto nie moze pojac czemu ty nie masz.
                                    a ty lubisz rower, masz wszedzie blisko, niepotrzebne ci auto.
                                    ewentualnie, minimalnie by dalo sie porownac gdybys miala 5-cio osobowa rodzine i zamiast sprawic sobie przynajmniej jakies wieksze combi upieralabys sie wszystkich wozic i jeszcze z nimi robic co tygodniowe zakupy w carrefourze malym fiatem - tym "przedwojennym".
                                    i kolega by sie nie posiadal ze zdumienia. to, to tak.
                                    ale tu porownujesz maly domek to duzego domku - gdzie sens, gdzie logika?

                                    Minnie
                                    • kora3 Re: Vi - san 12.06.16, 09:20
                                      Minnie, nieuważnie czytałaś smile Kolega nie tylko dziwi się, ze idę pieszo tam gdzie mogę, bo przecież mogę także podjechać, ale też temu, że mam właśnie mniejszy samochód, gdy mogę mieć większy. No i to prawda - mogę tylko nie wiem na jakie mi on licho.

                                      Dokładnie tak samo jest z domem, czy nawet w naszym przypadku większym mieszkaniem - na co, po co, do czego? Ach bo TWOIM zdaniem posiadanie domu jest fajne? No rozumiem, a masz szybowiec? My mamy 2 - nie masz pojęcia jaka to frajda latać szybowcem. Kup sobie i zacznij latać, bo to jest na serio świetne - zupełnie poważnie
                                      • mmoni Re: Vi - san 12.06.16, 13:03
                                        Debatę "dom a mieszkanie", która regularnie odbywa się na różnych forach, ktoś kiedyś podsumował celnie (cytuję z pamięci, nie mogę teraz znaleźć tego posta):
                                        ludzie mieszkający w mieszkaniach twierdzą, że jest to najlepsze rozwiązanie: mają blisko do pracy, teatru i kina, nie tracą czasu w korkach (gdy cała dzielnica-sypialnia rusza jedyną drogą dojazdową do metropolii), nie martwią się o odśnieżanie i naprawy dachu, starsze dzieci mogą samodzielnie chodzić do kolegów i na zajęcia pozalekcyjne, w razie zakrapianej imprezy taksówka nie rujnuje budżetu. Na starość zostawią mieszkanie dzieciom, a sami wyprowadzą się do domku na wsi.

                                        Ludzie mieszkający w domach twierdzą, że jest to najlepsze rozwiązanie: dzieci mają ogród z trampoliną, gdzie mogą się wybiegać, oni mogą wypić kawkę na tarasie delektując się pięknem ogródka i wdychając świeże powietrze, mogą wyprawiać duże i głośne imprezy. Na starość zostawią dom dzieciom, a sami wyprowadzą się do mieszkania w mieście.
                                        • kora3 Re: Vi - san 12.06.16, 15:13
                                          Mmoni, ale nie jest wcale problemem nijakim, ze mieszkańcy tego czy owego lokum twierdzą, że im tak odpowiada i pokazują argumenty za takim rozwiązaniem smile Schody zaczynają się, gdy ktoś, tak jak tutaj np., Minniie twierdzi, że dla KAZDEGo jakiś rodzaj lokum jest najlepszym. smile
                                          Ja jakoś jestem w stanie pojąc, że ktoś lubi wiejski klimat, nie przeszkadza mu, ze wszędzie musi kawałek dojechać, lubi prace w ogrodzie i okołodomowe itd. Nie pojmuję natomiast dlaczego ktoś nie może pojąc, że JA nie lubię takich klimatów, nie kreci mnie konieczność dojeżdżania dalej, nie lubię prac w ogrodzie i nie chciałoby mi się zajmować domem w sensie techniczno - logistycznym smile
                        • matylda1001 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 17.06.16, 02:45
                          minniemouse napisała:

                          > ale jak mowilam poprzednio przy upalnym lecie trawe kosisz raz na trzy cztery tygodnie <

                          Nie żartuj, toż to nie trawnik ale wyżarte przez słońce, suche klepisko smile Wiem jak to jest u mojej córki. Trawnik zieloniutki, wygląda jak strzyżony dywan, piękny, ale żeby tak wyglądał wymaga pracy. Jak jest upalne lato, codziennie jest zraszany/podlewany. Trawa rośnie aż miło, a skoro rośnie to należy ją kosić. No ale córka podziela Twój pogląd, nie ma to jak dom jednorodzinny, no więc ma dom z trawnikiem, jej przyjemność i jej problem sad
                • judith79 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 13.06.16, 09:19
                  hahah, no po prostu muszę się nie zgodzić tongue_out Minnie mam dom i mam mieszkanie i jedyna przewaga domu to fakt, ze ma ogród, a ja kocham grzebać w ziemi, gdyby istniała opcja mieszkanie z ogrodem to był by mój ideał. Nie da się abstrahować od koszenia, odśnieżania, grzania idt. Opowieści, o tym jak to na wsi cicho i sielsko można włożyć między bajki, mam dom oddalony od innych zabudowań o ca 1 km i przez cały dzień słyszę i ujadanie wiejskich burków i łomot disco polo bo po polach się dźwięk niesie jak złoto tongue_out (widać ludzie z gatunku tych co se eurowizje rozkręcą ile decybeli fabryka dała, w końcu na swoim są). Co więcej kiedy akurat się zdarzy, że mam limit prac ziemnych wyczerpany i postanawiam zalec z książką nad stawem zawsze, któryś z okolicznych rolników postanawia zasilić swoje uprawy guanem (sadząc z natężenia smrodu własnym) i jedyne co mi pozostaje to uciekać do domu, zamknąć okna i modlić się do bogów deszczu o ulewę.
                  Ogrzewanie domu to też super sprawa, albo można dźwigać i składować węgiel/drewno i co za tym idzie inhalować się 3 pory roku dymem, albo pięknie udekorować ogród zbiornikiem gazu albo zainwestować grubo w pompę ciepła, która jak się okazuje jest niestety uzależniona od prądu, a we wsi, w której mam dom z prądem jest różnie, wystarczy żeby trochę powiało albo popadało i przerwa w dostawie czarem nawet 2 dni...
                  Odśnieżanie też bajka, kupić szufle na kładzik i samo się robi smile tyle, że potrafi tak nawalić śniegu, że nie da się otworzyć drzwi wejściowych.
                  Nooo i ostatnie, intymność i anonimowość, we wsi znam 2 osoby, a mnie jakoś dziwnie znają wszyscy, wiedza kiedy w ogrodzie kopię, kiedy meble robię itd.
                  Dom jest dla mnie akceptowalny od kwietnia do września smile
                      • judith79 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 13.06.16, 10:11
                        To tez, oczywiście. Dodała bym tez, że hasło "jak by cię było stać na służbę to byś wybrała dom" tez jest raczej rodem z marzeń w stylu brazylijskiego serialu, bo to po prostu obcy, nie zawsze ogarnięci ludzie, którzy kręcą się po domu, słuchają twoich rozmów, widzą dokładnie co, gdzie, kiedy i jak robisz, grzebią w twoich rzeczach itd. Nie wyjdziesz sobie z gołym zadkiem z sypialni, nie zrobisz też wielu innych rzeczy bo w domu i ogrodzie są ONI. Wole sąsiadów za ścianą niż obcych w domu.
                        • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 13.06.16, 10:17
                          I to już pomijając fakt, że mało kogo stać na służbę w takich ilościach, by na prawdę nie mieć nic do robienia poza kwitowaniem czeków. Bo ja napisałam wyraźnie "BYĆ MOŻE" gdyby mnie było stać na dom z pełna obsługą - wówczas MOŻE wolałabym dom. A Minnie wyciągnęła z tego wniosek, że popieram jej opinię, jakoby dom był "obligatoryjnie" lepszy zawsze i dla każdego...
                          • kora3 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 13.06.16, 10:30
                            Widzisz, a ja wiem smile, ze gdyby mnie było stać na służbę, to i tak nie chciałabym domu. Służba też mi nie jest potrzebna teraz - poza panią do gruntowniejszych porządków. Ni chciałabym by mi ktoś np. prał bieliznę. Nie widzę sensu, by ktoś miał dla mnie gotować, skoro umiem sama a i można zamówić dobre jedzonko, a przede wszystkim WYJSC coś zjeść.
                            Kiedy bym się zgodzila na dom?
                            Gdybym miała np. 5 dzieci - zgodziłabym się dla ich wygody w sensie - żeby każde miało swój pokój itd. No i wówczas musiałabym wynajmować ludzi do obsługi tego domu.
                            • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 13.06.16, 10:42
                              Napisałam wszak Minnie, że być może, zapewne... Nie, że o, tak, w takim układzie to tak, wybrałabym zdecydowanie dom! Dopuściłam tylko możliwość, ze "co by było gdyby". Gdybym mogła to może bym zechciała. Bo może na przykład przyjemność z picia kawy na tarasie w otoczeniu kwiatów jaśminu i róż byłaby na tyle duża, że pogodziłabym się z faktem, iż w określonych godzinach jakieś tam osoby mi się po domu pałętają? Z założeniem [oczywiście], że jakiś ultralojalny administrator byłby zawiadywał ta służbą, czyli nie tylko pilnował, żeby wszystkie prace były wykonane na czas, składnie i precyzyjnie, ale również troszczył się o uczciwość tej służby, oraz o dobór tejże, zatrudnienie, o to, żeby w porę były opłacane te wszystkie ZUSy i inne... No, niestety, utopia... A Minnie z tego wyciągnęła wniosek, że jej przyznałam rację, że dom jest lepszy... Bo po spełnieniu kilkudziesięciu warunków nierealnych we współczesnym świecie - być może wybrałabym dom a nie mieszkanie... big_grin
                              • kora3 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 13.06.16, 10:59
                                Vi - ale ja naet nie "może" tylko zdecydowanie NIE, chyba, że posiadanie domu byłoby uzasadnione logistycznie (przykładowo wspomniana 5 dzieci), to bym się zgodziła, bo bym musiała.
                                Wspomniałam tu o moim nieżyjącym już koledze...Otóż była to osoba jak na polskie warunki niebotycznie bogata, choć sam o0 sobie mówił, że jest dość zamożny. smile Od zera, sam zbudował firmę i markę znana dziś na świecie i wyobraź sobie, nie miał domu. Owszem miał nieruchomości tego rodzaju, ale w nich nie mieszkał, stanowiły dlań lokatę kapitału. Poza tym miał taką manierę, że nienawidził hoteli. A jego biznes wymagał nierzadkich wyjazdow do różnych miejsc, w tym bardzo egzotycznych smile No i miał kobito 11 mieszkań w różnych miejscach smile tu tez miał mieszkanie - w centrum - prawie 200 metrów. Na bank było droższe w zakupie i w utrzymaniu niż dom mojej Kaśki na wsi, ale dla kolegi ze tak powiem nie był to wielki wydatek. Goscia stać było na to, żeby mieć dom ogromny i wynajmować do jego obsługi ludzi, ale nie widział potrzeby takiej zwyczajnie.
                                • vi_san Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 13.06.16, 11:27
                                  Tylko, Koro, mnie nie musisz przekonywać! Bo ja świetnie rozumiem, że są osoby, które marzą tylko o własnym kawałku ziemi, żeby ten krzaczek bzu mieć i dbać o spłachetek trawniczka. Są. I bardzo dobrze. Tak samo są osoby, dla których ideałem byłby pałac carski, z 645843843435435436 osobami służby, tak, żeby osobna pani była od prania skarpetek prawych a osobna od lewych. I w takim właśnie otoczeniu byłyby najszczęśliwsze. Są też ludzie, którzy wolą mieszkanie w apartamentowcu i nie ma to nic wspólnego z ich stanem majątkowym. Bo nie lubią grzebania w ziemi, bo uwielbiają czuć "puls miasta" [i nawet w Warszawie ominą zaciszną Saską Kępę, a wybiorą locum w dzielnicy tętniącej życiem], bo mają taki tryb życia, że nie bywają za często w swoim "domu". Są i tacy, którzy "pulsu miasta" nie lubią i nie chcą mieć z nim nic wspólnego, ale obrabiać ogródka też nie chcą, więc preferują zaciszne, stare kamienice, o grubych murach, oddzielających od niesnasek sąsiadów, a równocześnie zapewniające spokój od odśnieżania, koszenia itp.
                                  I dlatego do "białej gorączki" doprowadza mnie, gdy ktoś nie głupi [jak np. Minnie] upiera się, że nie, że dla tych wszystkich powyższych osób jakoś "obligatoryjnie" [cokolwiek by to miało oznaczać] lepszy jest dom, bo tak! Otóż nie - dla jednego dom w środku lasu, dla drugiego willa w mieście, dla trzeciego apartament w centrum a dla czwartego mieszkanie na jakimś zaciszu - i NIE MA jednego dobrego modelu dla każdego - co usilnie wmawia mi Minnie. Poza tym Minnie bez sensu twierdzi, że jej przyznałam rację, pomimo iż od początku tłumaczę, że myślę całkiem inaczej...
                                    • matylda1001 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 13.06.16, 13:23
                                      kora3 napisała:

                                      >> No czytam tak te wypowiedzi Minnie i sama się (jak wspomniałam już) dziwię. Kobieta obywa, niegłupia, a takie rzeczy wypisuje<

                                      Mam taką kuzynkę, też wydawało mi się obyta i niegłupia a mogłaby się podpisać pod słowami Minnie. Kupili sobie dom, wyjątkowo duży jak na dwoje ludzi w wieku średni+ (sam pokój dzienny ponad 50 metrów). Dzieci już samodzielne, mieszkają tam sami, służby nie mają. Zapytałam wprost po co im ten dom, skoro mieli bardzo ładne, duże mieszkanie w kamienicy. No i usłyszałam, że mieszkanie we własnym domu nobilituje, że przeprowadzając się do domu przechodzą do lepszej kasty (tak się wyraziła) i teraz będzie widać, że są ludzmi zamożnymi. Ręce mi opadły.
                                      • koronka2012 Re: Jak wy żyjecie w tych blokach... 13.06.16, 19:46
                                        matylda1001 napisała:

                                        > No i usłyszałam, że mieszkanie we własn
                                        > ym domu nobilituje, że przeprowadzając się do domu przechodzą do lepszej kasty
                                        > (tak się wyraziła) i teraz będzie widać, że są ludzmi zamożnymi. Ręce mi opadły


                                        Ale takie podejście jest dość popularne, szczególnie w starszym pokoleniu.
                                        Mój wujek onegdaj z nabożnym podziwem opowiadał mi jak to "Zdzisiek się dorobił, bo... ma dom w X", po czym oniemiał, bo uświadomiłam mu że dom w X jest wart tyle, co mieszkanie jego własnego syna.
                                  • kora3 Tak jeszcze dodam Vi :) 13.06.16, 11:59
                                    Vi, tak sobie myśle...Ogólnie takie stwierdzenia są irytujące. Mnie jako młodą osobę niezmiernie irytowało, gdy mnie ktoś przekonywał, że na pewno chce mieć dzieci, tylko wydaje mi się, ze nie chcę albo ze może teraz nie chcę bom głupia, ale na pewno zmądrzeję i zechcę. smile Potem przestało to mnie już irytować a zaczęło zwyczajnie śmieszyć, a wygłaszający takie mądrości zwyczajnie budzą we mnie politowaniesmile Jednakowoż jeden mój kolega, który podobnie jak ja nie rozmnaża się z wyboru naciskany ze dlaczego i dlaczego odpowiedział jednej pani tak: "Dlatego, ze dzieci sa głupie i śmierdzą" smile Prow3okacja kolegi była całkiem zamierzona smile Bo ilez się chłop będzie tłumaczył z tego, że nie robi nic złego tylko nie tak robi jak większość.
                                    No i jeszcze sa "dobre" takie argumenty: jakbyś miał/a to byś kochał/a. Najpewniej tak, tylko co z tego?
                                    • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 13.06.16, 12:29
                                      Mnie ogólnie nie śmieszy, jeśli ktoś mnie traktuje jak kretynkę, która g... wie o życiu i sama nie jest świadoma czego chce. I to zarówno w kwestii domów [jak tu Minnie - OBLIGATORYJNIE dom jest dla ciebie lepszy, a jak nie lubisz, to też jest lepszy, a jak twierdzisz, że nie, to na pewno nie masz domu, bo jakbyś miała to byś wiedziała, że jest.], jak i we wszystkich innych - w tym posiadania/nie posiadania dzieci. Jedyne osoby, które trochę usprawiedliwiam, to młode matki "zachłystujące się" i uszczęśliwione własnym macierzyństwem. Składam to na karb hormonów i przechodzę do porządku dziennego. Natomiast poza tym - złości mnie, nie śmieszy, jak mi ktoś kwacze "Powinnaś/musisz, bo to ostatni dzwonek/bo już nie masz dwudziestu lat/bo będzie za późno" i nie przyjmuje do wiadomości, że nie, nie mam zamiaru już, bo mi tam żaden dzwonek nie dzwoni, nie mam ochoty ani zamiaru zachodzić w ciążę, bo ktoś sobie uważa, że powinnam. I to niezależnie od tego ile mam lat! Na marginesie - mam wrażenie, że większość takich "poprawiaczy cudzego życia" - ZAWSZE znajdzie sobie powód do "poprawiania". Masz apartament w centrum? A dlaczego nie dom? Albo nie willę pod miastem? W domu na pewno byłoby ci wygodniej! Albo mieszkanie w kamienicy! O, na Iksińskiej jest wspaniałe, akurat jak dla ciebie! Że nie lubisz dzielnicy w której leży ulica Iksińska? Oj, nie czepiaj się, idealnie dla ciebie by było! Że masz mieszkanie z którego jesteś zadowolona? No, ale na Iksińskiej byłoby ci lepiej! Nie masz dzieci? Jak to nie masz? Nie lubisz? Ale dzieci są fajne!I na pewno jakbyś miała to byś kochała! Powinnaś urodzić, bo wiesz, zegar biologiczny tyka/mąż cię zostawi dla takiej, która mu da wymarzonego syna. Mąż nie marzy o synu? Jak nie marzy, wszyscy mężczyźni marzą, na pewno to ukrywa! Tak jak ty to że chcesz mieć dziecko, tylko na pewno nie możesz! Wiesz, słyszałam o świetnej metodzie.... Masz jedno dziecko? Ale dlaczego tylko jedno?! To nie wiesz, że jedynak się ZAWSZE gorzej chowa niż dwójka? MUSISZ mieć drugie! Poza tym z dwójką dzieci nie jest wcale więcej zachodu niż z jednym. Co? Twój syn już studiuje? No to tym bardziej, powinnaś mieć drugie, nie będziesz miała pustego gniazda! I tak dalej... No, u licha, sama wiem, jak sobie życie układam, wiem na co i dlaczego po konsultacjach z mężem się decydujemy [tak, niefeministycznie uważam, że decyzje tzw. życiowe powinno się podejmować WSPÓLNIE] i szlag mnie trafia jak ktoś, kto ani nie "chodzi w moich butach", ani nawet mnie blisko i dobrze nie zna - uważa się za upoważnionego do komentowania/krytykowania/narzucania swojego zdania w kwestiach, które go dotyczą tylko mnie i mojej rodziny! I jednak mnie to ne śmieszy. Mogę "tolerować" od mocno posuniętych w leciech osób z rodziny, na zasadzie "i tak nie zmienię", ale nijakiego to wpływu na moje postępowanie nie ma, natomiast osobom spoza najbliższego kręgu - wara. Może to mało zgodne z sv - ale życiowe. Nadmienię, że nie jestem nastolatką, której jeszcze porady życiowe mogą dawać starsi, na zasadzie "żeby uniknęła błędów".
                                      • kora3 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 13.06.16, 12:55
                                        Wiesz miła Vi - ja się najbardziej złościłam na te gadki ,gdy miałam tak 15-20 lat. smile Ale paradoksalnie one oczywiście ze strony osób względnie bliskich wówczas były najbardziej na miejscu. Bo faktycznie 15- latce teraz deklarującej ze nie chce mieć dzieci na serio może się to odmienićsmile Natomiast już 25- latka to na ogół wie, czy przewiduje taką ewentualność, podobnie jak 30 czy 35- latka, o pani 30++ i dalej - nie wspomnęsmile
                                        Te uwagi o "ostatnim dzwonku" też słyszałam i dopuszczam je ze strony osób bliskich, ale w stosunku do osoby, która deklaruje, ze chce m8iec dziecko/dzieci. Po prostu z medycznego punktu widzenia wiek obecnie do 35- lat jest najbezpieczniejszy na urodzenie pierwszego dziecka. T jest zwyczajnie fakt naukowy, ale osób, które nie chcą wcale czy już więcej mieć dzieci on wszak nie dotyczy smile
                                        • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 13.06.16, 21:15
                                          Osobom bliski "wolno" więcej. Z tym, że nadal Minnie nie jest osobą mi bliską więc guzik wie o moim życiu a i tak czuje się w kompetencji do stwierdzania co jest dla mnie lepsze...
                                          Zgadzam się w kwestii, że pierwsze dziecko zasadniczo lepiej przed 35 rokiem życia. Z medycznego/biologicznego punktu widzenia. Ale niezależnie od tego - takie uwagi do kogokolwiek są nietaktowne, zbędne i niczemu nie służą.
                                          Że przytoczę historię, takiej właśnie osoby "z dobrego serca" pouczającej: w moim byłym zakładzie pracy była taka pani, koło 60 [no, 60+], pracowała dość wysoko w administracji, na kierowniczym stanowisku, i miała zwyczaj młodsze dziewczyny "pouczać". No i dowiedziała się, ze jedna z kobiet z księgowości [nie jej bezpośrednia podwładna, ale jednak niżej w hierarchii służbowej], powiedzmy Maryla, jest od blisko 10 lat mężatką, a dzieci nie mają. No i zaczęła, uwagi niemal codzienne, w tonie "dobrej cioci": "Ale powinniście", "Ale nie ma na co czekać", "Dziecko to fajna sprawa, moje obie córki już mi wnuki podrzucają" itd. W końcu, któregoś dnia Maryli puściły nerwy i po kolejnej uwadze o "słodkich dzieciaczkach o które powinni się jak najszybciej postarać" z histerią wykrzyczała pani pouczaczce, że owszem, bardzo chcą mieć dzieci, ale ona ma jakąś wadę genetyczną i już pięć czy sześć razy poroniła! Że marzy o dziecku, że chodzi po ścianach, że zazdrości wszystkim, które mogą zostać mamą, a wie, że ona nigdy! Po czym wybiegła z pracy, zadzwoniła tylko do swojego przełożonego, że z przyczyn osobistych musi natychmiast wyjść... A wiesz co na to pani "pouczaczka"? Bo średnio ogarnięty, mający cień empatii człowiek by się zreflektował. A ona? "Ale ja nie miałam nic złego na myśli, ja nie wiedziałam... Zresztą Maryla mogła od razu powiedzieć, a nie tajemnice robić, głupia taka... I na prawdę, oni POWINNI mieć dziecko, to by ją wyleczyło z histerii i humorów!"...
                                          • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 02:23
                                            W glowie sie kreci od wiekszosci odpowiedzi. sa tak od rzeczy i nielogiczne ze doprawdy aby moc na wszystko po kolei odpowiedziec to trzeba by poswiecic pol dnia na wyjasnianie, a ja niestety nie mam.
                                            Co np, nie pojmuje, ma do tego jakas pani namawiajaca kobiete do zajscia w ciaze???
                                            z mojej strony brak wlasnego dziecka to byl to tyko przyklad na fakt, iz czasami brak zrozumienia tematu wyplywa z braku przezycia czegos osobiscie .
                                            czy ja kogos tu namawam do zachodzenia w ciaze, na milosc boska???
                                            moze z checi poparcia wlasnego argumentu juz nie popadajmy w niedorzeczne przesady??

                                            tudziez jakies zaufanie do sprzatajacej pani - ponownie, co tu zaufanie do sprzataczki ma do rzeczy ???? myslmy, prosze, logicznie, na Boga.
                                            dostalam argument "gdyby mnie stac bylo na...." - to na niego kontr- argumentuje i tyle!
                                            ale bynajmniej nie mysle w kategoriach "czy pani ktora wynajme do sprzatania bedzie godna mego zaufania" na litosc jezusowa!!, tylko w $$$$$$ - na co kogo stac - dom czy mieszkanie.
                                            tak samo, co z tego ze kolega nie znosil hoteli i zamiast domow kupil sobie 10 mieszkan?
                                            co z tego??? naprawde nie rozumiesz Koro ze do kwestii 'dom to dom a mieszkanie to mieszkanie' to nie ma zadnego znaczenia?

                                            W ogole nie rozumiecie w czym rzecz, ciagle wypowiadacie sie nie na temat,
                                            i do tego robicie niepotrzebne uwagi na moj temat bo myslicie ze trafiacie w sedno - a niestety zupelnie, ale to zupelnie nie.

                                            Moja ostatnia proba proba aby wyjasnic wam w czym rzecz. zalozmy, ze tak jak budynki mieszkalne sa rozne marki samochodow. mozna jezdzic malym fiatem, mozna Golfem, mozna Lexusem, BMW, Audi, Mercedesem a nawet Porschem, Rolls Roycem itd itd jak kto chce.

                                            I tez jest rzecza oczywsta ze najbardziej komfortowy samochod to bedzie tzw na full wypas czyli elektronika, automatyka, na pilota, duzo miejsca, wygodne siedzenia, wyciszenie na maxa itd itp ale niekoniecznie kazdy zaraz wybierze luxury rollsa albo bentleya albo audi, lexusa itp
                                            z tego prostego powodu ze po pierwsze sa drogie a po drugie zazwyczaj spore,
                                            no i utrzymanie i czesci kosztuja itd itd
                                            niemniej jednak nie ulega watpliwosci ze w porownaniu z takim np malym fiatem to bezsprzecznie jest to samochod jaki by sie wybralo ponad fiacika GDYBY nas na to bylo stac.
                                            (Fiacika to bysmy sobie wtedy najwyzej dokupili dla fantazji jako zabawke)

                                            Bo Fiata albo inny ekonomiczny samochod wybieramy z roznych wzgledow glownie dlatego ze mamy ograniczenia przede wszystkim finansowe,
                                            nastepnie okolicznosciowe, - np mieszkamy w ruchliwym centrum z waskimi ulicami i kobyla typu Roll Royce z szoferem nie bardzo nam tu pasi.
                                            niemniej jednak standard w RR a w Fiat- - mowi sam za siebie!.

                                            albo, stac nas na RR ale wolimy Priusa bo bardzo dbamy o czystosc powietrza - co nadal nie znaczy ze Prius jest bardziej komorftowy od RR, ale taki jest nasz prywatny wybor, niezalezny od faktow o SAMOCHODACH a od naszego swiatopogladu!.

                                            podobnie z miejscami do zamieszkania. dom zawsze pod wzgledem komfortu bedzie takim "Rolls Roycem", z tym ze bynajmniej nie chce przez to powiedziec ze kazdy samochod ponizej RR jest czyms godnym pogardy. absolutnie nie, w ogole nie o to chodzi. stwierdzam tylko fakt jak jest, zreszta chyba kazdy sam musi uczciwie przyznac iz RR jest uwazany za samochod luksusowy.

                                            jesli tego nie zrozumiecie, no to pozostaje mi tylko przeprosic za moja nieudolna polszczyzne,
                                            bo lepiej juz nie potrafie.


                                            Minnie
                                            • vilez Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 07:54
                                              No nie bardzo gdyby mnie było stać to bym wybrała wybrała wypasioną furę. 1, Mieszkając w mieście potrzebuję autka miejskiego- małego, zwrotnego, lekkiego, małogabarytowego. Uważam za stałe jeżdżenie w mieście wielką, sporo jarającą furą za brak wyczucia (spaliny, torowanie dróg i postojów).
                                              2. Nie zwykłam wydawać kasy ponad wartość rzeczy. A tu u rzecz jest ponad rozum, i kasa za nią. Z wszystkim tak mam.
                                              Ergo: rzecz niepotrzebna i za droga nie jest lepsza,lecz gorsza. Ergo2- najlepsze jest to, co odpowiada na nasze potrzeby, nie stoi w poprzek potrzebom ogółu (jak np. wielka fura w zatłoczonym mieście) i jest w rozsądnej cenie (czyli niższej, niż droższej).
                                              • kora3 Dokładnie Vilez :) 14.06.16, 08:11
                                                Ja mam małe miejskie zwrotne autko, któremu dziwi się kolega, bo przecież MOGE mieć większe. A juzci hehe, mogę - tylko nie widzę sensu tego. Jak gdzies jedziemy dalej jedziemy autem mojego partnera znacznie większym, o mocniejszym silniku. Jemu takie auto jest potrzebne, bo przecież jezdzi do pracy ponad 400 km, mnie - nie, bo najdalej w teren zawodowo jade ze 100 km w jedna stronę. Po mieście gdzie się da śmigam z buta - nie stoję w korkach, nie wytwarzam spalin, oszczędzam na czasie i paliwie. Nie, nie musze - CHCE i uważam to za oczywistość.
                                                Nie jestem osobą szczególnie oszczędną smile ale naprawdę nie widzę sensu wydawania kasy na rzeczy, których się zwyczajnie nie chce, to jakaś dysfunkcja...
                                            • xsenia Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 08:10
                                              W ogole nie rozumiecie w czym rzecz, ciagle wypowiadacie sie nie na temat,
                                              i do tego robicie niepotrzebne uwagi na moj temat bo myslicie ze trafiacie w sedno - a niestety zupelnie, ale to zupelnie nie.

                                              Moja droga, zdaje się raczej iż Ty sama nie rozumiesz w czym rzecz, albo pomyliłaś wątki, albo chcesz być żywym potwierdzeniem mojej tezy.

                                              Swoją ścieżką, nie osobom bliskim nie wolno więcej.
                                            • droch Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 08:32
                                              > I tez jest rzecza oczywsta ze najbardziej komfortowy samochod to bedzie tzw na full wypas
                                              > czyli elektronika, automatyka, na pilota, duzo miejsca, wygodne siedzenia, wyciszenie na maxa itd

                                              I tu się mylisz - uwielbiam off-road, jak takie odpicowane, naszpikowane elektroniką cacko będzie sprawdzać się w kurzu i błocie po osie?
                                            • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 09:17
                                              Minnie, akurat w kwestii obsługi domów i dzieci - trafiłaś na nieco OT, i stąd wypowiedzi cię zdziwiły, jako że najwyraźniej całości nie przeczytałaś, bo nie masz czasu/ochoty.
                                              Podaj mi proszę JEDEN konkretny i logiczny argument dlaczego niby dom jest zawsze lepszy. I daruj sobie "porównania" samochodowe, bo rozumiem co chcesz powiedzieć, usiłuje tylko wydłubać z ciebie informację dlaczego niby dom jest ZAWSZE i dla każdego RR a mieszkanie to ZAWSZE i dla każdego mały fiat.
                                            • matylda1001 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 12:08
                                              minniemouse napisała:

                                              >dom zawsze pod wzgledem komfortu bedzie takim "Rolls Roycem<

                                              smile Naprawdę?

                                              https://img3.otodom.pl/images_otodompl/8870859_1_1280x1024_stary-dom-do-remontu-lub-wyburzenia-mikolowski.jpg

                                              >bezsprzecznie jest to samochod jaki by sie wybralo ponad fiacika GDYBY ]nas na to bylo stac. <

                                              Pozdrowienia od mojej kuzynki wink

                                              Minnie, nie wszystkim podoba się to samo. Mieszkam w bloku, chociaż za moje warszawskie mieszkanie mogłabym kupić/wybudować ze dwa spore domy na obrzeżach. Nie kupię bo w domu jednorodzinnym bardzo źle bym się czuła. Nigdy nie mieszkałam niżej niż na pierwszym piętrze i sprawdzanie przed snem czy wszystkie okna sa pozamykane i alarm włączony byłoby dla mnie udręką. Mąż często wyjeżdża i za żadne skarby nie zostałabym w takim domu sama w nocy. Podobnie jak jeszcze nigdy nie nocowałam sama w domu na działce. Ogrody lubię bardzo ale wolę podziwiać cudze. Mnie w zupełności wystarcza moje 8 metrów bieżących balkonowej balustrady i 3 haki w suficie smile Na tyle obliczam mój zapal do prac ziemnych i ogrodnicze umiejętności. Jedyny kompromis to taki, jak poniżej, ale czy to ma sens?

                                              https://aroundart.ru/wp-content/uploads/2013/12/a99de6.16082012.jpg





                                              • asia.sthm Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 12:55
                                                Willa na Mokotowie:
                                                https://j.luxlux.pl/l720/7a6313ee001762e448f3aa07

                                                Jako Mokotowianka z urodzenia i wychowania wiele domow uznam tam za Rolls Royce´a.

                                                do wyboru, do koloru i blisko metra
                                                wille na Mokotowie

                                                Nie wiem dlaczego ze wlasny dom ma byc na pipidowku, a mieszkanie w centrum - przeciez moze byc dokladnie otwrotnie i zadnej ameryki tu nie odkrywam.

                                                Bywaja paskudne bloki i paskudne domy jednorodzinne, a bywaja i piekne. ha ha.

                                                Nie zgadzam sie z opinia, ze dom lepszy...wszystko zalezy od potrzeb i nie na cale zycie ale na teraz. W dzisiejszych czasach ludzie wedruja i mieszkaja gdzie i jak im sie podoba.
                                              • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 21:32
                                                matylda1001 napisała:
                                                > smile Naprawdę?
                                                >
                                                > https://img3.otodom.pl/images_otodompl/8870859_1_1280x1024_stary-dom-do-re
> montu-lub-wyburzenia-mikolowski.jpg
                                                Minnie, nie wszystkim podoba się to samo. Mieszkam w bloku, chociaż za moje warszawskie mieszkanie mogłabym kupić/wybudować ze dwa spore domy na obrzeżach

                                                Ty dalej nie rozumiesz puenty.

                                                Minnie.
                                            • koronka2012 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 14:00
                                              minniemouse napisała:

                                              > I tez jest rzecza oczywsta ze najbardziej komfortowy samochod to bedzie tzw na
                                              > full wypas czyli elektronika, automatyka, na pilota, duzo miejsca, wygodne sied
                                              > zenia, wyciszenie na maxa itd itp ale niekoniecznie kazdy zaraz wybierze luxury
                                              > rollsa albo bentleya albo audi, lexusa itp
                                              > z tego prostego powodu ze po pierwsze sa drogie a po drugie zazwyczaj spore,
                                              > no i utrzymanie i czesci kosztuja itd itd
                                              > niemniej jednak nie ulega watpliwosci ze w porownaniu z takim np malym fiatem t
                                              > o bezsprzecznie jest to samochod jaki by sie wybralo ponad fiacika GDYBY
                                              > ]nas na to bylo stac.

                                              Stać mnie na duży, wypasiony samochód, a jakbym miała kupować coś, na co mam ochotę wybrałabym Fiata 500 bo zwyczajnie mi się podoba. Mam 160 cm wzrostu, nie jeżdżę samochodem w długie trasy, nie przewożę worów i nie mam potrzeby posiadania większego, a podoba mi się o niebo bardziej niż BMW.
                                              I nie ma to nic wspólnego z kosztami, Fiaciki 500 mają niewspółmiernie wysokie ceny.

                                              Podobnie z domem - mieszkałam w domu - w mieście, w dogodnym punkcie z ładnym widokiem - po czym świadomie wybrałam mieszkanie. Bo tak tongue_out
                                              I nawet gdybym teraz wygrała 5 milionów, też nie kupiłabym domu.

                                              Dlatego nie pisz takich scenariuszy, bo naprawdę nie ustandaryzujesz potrzeb i pragnień wszystkich w jedynie słuszny model.

                                            • judith79 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 20:48
                                              " dom zawsze pod wzgledem komfortu bedzie takim "Rolls Roycem", " czyli, że jeśli mamy betonowy, wilgotny klocek z lat 60, obłożony plastikowym sidingiem, na piaszczystej działce o powierzchni powiedzmy 300m w jakiejś wiosce pod Radomiem to mamy RR, a jeśli mamy 500 metrowy apartament, na ostatnim piętrze wieżowca w centrum miasta, z consierge, serwisem sprzątającym, basenem, sauną i bóg wie czym jeszcze to mamy fiata? yyyy no chyba nie
                                                • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 21:53
                                                  Minnie, że tak subtelnie zauważę - jakoś NIKT, oprócz ciebie, o światła, nie pojmuje twojej puenty... Więc może spróbuj znaleźć jakiś argument na poparcie swojej tezy, że każdy dom, zawsze i dla każdego jest lepszy niż mieszkanie?
                                                • judith79 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 22:08
                                                  nie, to Ty jej nie pojmujesz, są różne mieszkania i różne domy i różne potrzeby, nie podałaś żadnych argumentów mających dowieść wyższość domu nad mieszkaniem, a jak napisałam wyżej analogia do samochodów to strzał w stopęsmile.
                                                  • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 22:55
                                                    owszem, podalam wiele, np- calkowita niezaleznosc, swoboda na wlasnych wlosciach, wieksze niz gdziekolwiek indziej oddalenie od sasiadow -to takie podstawowe.
                                                    nie moja wina ze nie rozumiesz, i podajesz bezsensowny przyklad "betonowego klocka z lat 60-tych" - a kto kaze ci akurat taki kupowac?

                                                    Minnie
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 14.06.16, 23:34
                                                    Minnie, na litość wszystkich możliwych Bogów i Bóstw! Przyjmij, proszę, do wiadomości, że pojęcie "dom wolnostojący" jest baaardzo szerokie. I mieści się w nim zarówno chałupa z lat '50 nigdy nie remontowana w Pcimiu Górnym, przepiękna, luksusowo wyposażona chata w Bieszczadach, "kostka" z lat '70 na przedmieściu [z sąsiadem o 10 metrów dalej w identycznej kostce] i willa pod miastem, z przepięknym ogrodem i działką zapewniającą prywatność. Każde z powyższych mieści się w kategorii dom wolnostojący. A mieszkanie także może być 16m2 kawalerką z WC i łazienką na korytarzu wspólną dla czterech mieszkań, może być przestronnym, wysokim lokalem w wyciszonej, zabytkowej kamienicy, może być typowym M3 "na blokowisku" z lat '70 albo też luksusowym apartamentem w nowoczesnym budynku. I każde z powyższych mieści się w kategorii "mieszkanie w budynku wielorodzinnym.
                                                    A wybór taka opcja czy inna jest najlepsza - nie jest zależny od jakiejś [twojej] obligatoryjnej [cokolwiek by to miało znaczyć] wyższości domu nad mieszkaniem. I, skoro już sobie życzysz, nawet nie od kosztów tegoż. Ale głównie od trybu życia lokatora, od jego relacji rodzinnych, od preferencji i tego co ów lokator lubi. Zrozum tylko jedno - NIE MA czegoś takiego jak coś obiektywnie lepsze dla każdego. Bo to tak, jakbyś się upierała, że OBIEKTYWNIE dla każdej pary najlepsze jest posiadanie jednej córki, bo tak masz i WIESZ, że to jest najlepsza opcja. Otóż, to tak nie działa. Bo owszem, są zapewne pary, dla których właśnie posiadanie jedynaczki - córeczki jest najlepsze. Ale są i takie pary, które marzą o synu, są takie, dla których spełnieniem jest liczna rodzina, a są i takie, dla których ideałem jest nie posiadanie dzieci wcale. I nie ma tak, że twoja opcja jest najlepsza dla wszystkich. Jest najlepsza DLA CIEBIE. I z tym nie polemizuję. Tak jak i z domem - nie sprzeczam się, że TOBIE jest w domu najlepiej i że DLA CIEBIE to opcja idealna. Ale nie dla każdego, proste?
                                                  • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 16.06.16, 04:15
                                                    vi_san napisała:
                                                    Minnie, na litość wszystkich możliwych Bogów i Bóstw! Przyjmij, proszę, do wiadomości, że pojęcie "dom wolnostojący" jest baaardzo szerokie. I mieści się w nim zarówno chałupa z lat '50 nigdy nie remontowana w Pcimiu Górnym, przepiękna, luksusowo wyposażona chata w Bieszczadach, "kostka" z lat '70 na przedmieściu [z sąsiadem o 10 metrów dalej w identycznej kostce] i willa pod miastem, z przepięknym ogrodem i działką zapewniającą prywatność.

                                                    Tak, i dlatego TY wybierasz taki ktory ci z tobie znanych wzgledow odpowiada,
                                                    niemniej ten bentley czy rolls z lat 50 pozostanie owym bardziej luksusowym bentleyem czy rollsem w prownaniu z takim fiacikiem z lat 50 tych, prawda?
                                                    zrozum nareszcie, ze co TY wybierzesz i z jakich wzgledow nie ma nic do rzeczy
                                                    iz bentely i rolls sa i beda zawsze bardziej luksusowe od fiata, jak rowniez
                                                    ze ja nie probuje przez to dowodzic iz posiadanie fiata jest czyms gorszym niz posiadanie bentleya. nic podobnego nie twierdze, NIE JEST!.

                                                    Poza tym, jak juz porownujemy jedno i drugie to porownujmy z glowa.
                                                    nie porownuje sie wolnostojacej starej ruiny do luksusowego mieszkania - bo to nie ma sensu. porownuje sie rzeczy rownorzedne. inaczej kazesz dokonac wyboru "co lepsze, nowy rower z przerzutkami czy na ostatnim dechu trabant do ktorego nawet czesci juz nie ma".

                                                    Ale głównie od trybu życia lokatora, od jego relacji rodzinnych, od preferencji i tego co ów lokator lubi.

                                                    matko swieta... ale co ow lokator sobie wybierze nie zmieni faktu ze dom to dom a mieszkanie to mieszkanie,
                                                    tak jak nie zmienia sie wartosci odzywcze cebuli i marchewki pomimo ze klient wolal akurat marchewke. proste?

                                                    reszte pomijam...

                                                    Minnie
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 16.06.16, 08:27
                                                    "faktu ze dom to dom a mieszkanie to mieszkanie" a czy ja gdzieś ten fakt negowałam? Dom to dom, mieszkanie to mieszkanie, dwa dodać dwa równa się cztery.
                                                    Natomiast poproszę o argumenty DLACZEGO niby dom to "obligatoryjnie" lepsze rozwiązanie. Dla każdego i niezależnie od wszystkiego. I nie, że jest i mam to zrozumieć, bo właśnie chcę. Ale tak się składa, że na razie powtarzasz tylko "bo tak" a argumentów nie podałaś żadnych. DLACZEGO dom jest lepszy?
                                                    I tym razem, uprzedzam z góry, jeśli nie podasz ARGUMENTÓW, a nie porównań, że dom to rols, a mieszkanie fiat - to ja odpuszczam dalszą dyskusję, bo uznam, że udajesz głupią co mnie irytuje.
                                                    Podałam ci analogię do posiadania dziecka - to tak, jakbyś będąc matką jedynaczki upierała się, że DLA KAŻDEGO obligatoryjnie najlepsze jest posiadanie jednej córki. I nie przyjmowała do wiadomości, że są tacy, co marzą o syny, są tacy dla których ideałem jest pięcioro dzieci, a są i tacy, którzy nie chcą mieć dzieci wcale. I nie, decyzja o posiadaniu dziecka nie ma nic wspólnego z zasobami finansowymi. Oczywiście, ktoś kto marzy o piątce dzieci może się z przyczyn finansowych ograniczyć do jedynaka. Ale właśnie - ograniczyć a nie uznać za idealne.
                                                    Podobnie ktoś kto marzy o domu - może z przyczyn finansowych/logistycznych mieszkać w mieszkaniu. I nadal marzyć o domu. A kto inny może mając dom WOLEĆ mieszkanie. I z przyczyn finansowych/logistycznych mieszkać w domu. I wcale nie uważać tego za ideał! Proste? Czy nadal "za trudne" do pojęcia?
                                                  • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 17.06.16, 02:07
                                                    vi_san napisała:
                                                    Natomiast poproszę o argumenty DLACZEGO niby dom to "obligatoryjnie" lepsze rozwiązanie. Dla każdego i niezależnie od wszystkiego. I nie, że jest i mam to zrozumieć, bo właśnie chcę. Ale tak się składa, że na razie powtarzasz tylko "bo tak" a argumentów nie podałaś żadnych. DLACZEGO dom jest lepszy?

                                                    pisalam. i juz nie zamierzam sie powtarzac.
                                                    ale od poczatku do konca pisalam, podawalam dlaczego pod jakimi wzgledami wolnostajacy dom jest lepszy od mieszkania, duplexu itp, wymienialam zalety domu vs mieszkanie w jakich mieszkanie i blizniak nigdy nie dorownaja domowi a dom- zawsze. jedynie moze co widok z 20tego pietra, dom rzeczywscie tego nie potrafi no ale za to jak sie ma szczescie lub kase to mozna kupic dom na wzgorzu i tez miec piekny widok:
                                                    dom w Seattle z widokem na centrum

                                                    ale ty jestes tak zaslepiona ze po prostu nie dociera to do ciebie.

                                                    Dla każdego i niezależnie od wszystkiego.

                                                    bo dom kazdemu i niezaleznie od wszystkiego oferuje to samo, co kazdemu i niezaleznie od wszystkiego oferuje i mieszkanie.
                                                    ja po prostu pisalam zupelnie o czym innym, a ty po raz kolejny dowodzisz jak kompetnie ale kompletnie nie mozesz (nie chcesz??) pojac o co chodzi.

                                                    ja bowiem pisalam ze dom jako BUDYNEK z dzialka, jako miejsce do zycia zapewnia mozliwosci jakich mieszkanie i duplex nidgy nie dadza,
                                                    ale tez zaznaczalam ze i nie kazdy CHCE tego samego - czego nie mozesz do tej pory pojac!, a pisalam to bardzo wyraznie. od poczatku do konca.
                                                    zaznaczalam, iz to, ze kazdy majac dom z mala dzialka i odaleniem od sasiadow moze miec to samo nie oznacza ze kazdy tego chce!

                                                    pisalam tez, ze posiadanie domu w zaden sposb nie wywyzsza i nikt nie jest lepszy bo ma dom tak samo jak nikt nie jest gorszy "bo mieszka w bloku".

                                                    Z toba tez nie zamierzam dluzej dyskutowac, bo widze ze po to prostu nie ma sensu.
                                                    moge ci tylko zasugerowac to samo co poprzedniczce - czytaj moje poprzednie wpisy az zaskoczysz.

                                                    Minnie
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 17.06.16, 08:50
                                                    Minnie... To wszystko co podałaś jako argumenty o hipotetycznej "obligatoryjnej" wyższości domu nad mieszkaniem - to są TWOJE oczekiwania wobec lokalu. TWOJE, a więc nie każdego. Puszczanie Eurowizji na full, brak sąsiadów za ścianą, piękny ogródek - to są argumenty dla ciebie! I [w pełni się zgadzam] DLA CIEBIE dom jest lepszym rozwiązaniem, i nawet jeśli jakieś okoliczności [wiek, kondycja itd] zmuszą cię do zamieszkania w mieszkaniu - nadal dom będziesz uważała za swój ideał. Ok. TY! Natomiast przyjmij do wiadomości, że są ludzie, którzy nie lubią słuchać Eurowizji na full, którym sąsiedzi nijak nie wadzą i którzy na myśl o pielęgnacji pięknego ogrodu dostają wysypki. Natomiast ci sami ludzie mogą lubić ładne otoczenie [o które ktoś inny będzie dbał], mogą nie potrzebować kilometrów podłóg itd. I dla nich lepsze będzie mieszkanie. A nie dom. I argumenty, że jak ktoś nie lubi dbać o ogród może sobie teren wokół domu wyasfaltować pominę milczeniem, bo są po prostu poniżej poziomu dorosłego człowieka.
                                                    Podkreślę, że omawiamy pomijając np. przekonanie niektórych, że dom = prestiż, i porównujemy lokale o podobnym standardzie, a więc nie zestaw: luksusowy apartament w dobrej dzielnicy i waląca się chałupinkę w Pcimiu Górnym. TY wybrałabyś dom i ok, twoje prawo. Ale nie rozumiem dlaczego nie chcesz przyjąć do wiadomości, że NIE MA czegoś takiego jak rozwiązanie OBOWIĄZKOWO lepsze dla każdego? Bo lepsze jest to co odpowiada danemu człowiekowi. To twoje przekonanie że dom jest "obowiązkowo" lepszy dla każdego... Co byś powiedziała o kimś, kto usiłowałby cię przekonać, że zupa grzybowa jest OBLIGATORYJNIE [czyli obowiązkowo] lepsza niż rosół? I na argumenty, że ktoś nie lubi grzybów, że komuś grzybowa szkodzi, że ktoś się kiedyś grzybami podtruł i teraz "na zimne dmucha" - odpowiadał "możesz tak woleć, ale i tak grzybowa jest obowiązkowo lepsza!"...
                                                    I tym na prawdę kończę dyskusję, zanim zmienię zdanie o Twojej inteligencji.
                                                  • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 18.06.16, 01:36
                                                    O ja pie...

                                                    posluchaj...
                                                    bez problemu mozna znalezc dom w ktorym da sie sluchac Eurowizji na pelny gwizdek podczas gdy prawie nie ma takiego mieszkania.
                                                    mieszkanie tak wyciszone aby mozna bylo cwiczyc granie w zespole graniczy z cudem, w domu to norma. ja i moje gusta nie maja z tym nic wspolnego.

                                                    Minnie
                                                  • agulha Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 18.06.16, 11:50
                                                    Zgodzę się z tym, że osoba, której życiowe potrzeby obejmują słuchanie TV na cały regulator, powinna raczej wybrać dom, i to w znacznym oddaleniu od ludzi. Może wprawdzie nie mieć przez to TV kablowej, ale od czegóż satelity. Taka przemożna potrzeba może jednakowoż wynikać również z nieskorygowanego niedosłuchu.
                                                    Ktoś, kto zakłada zespół i nie chce inwestować w jakieś wyciszane sale ćwiczeń w mieście, oczywiście także lepiej, żeby ćwiczył w takim domu, pod warunkiem, że innym domownikom to nie przeszkadza. Zawodowy muzyk pewnie także. Ale rozmawiamy o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy ogólnie. Znakomita większość populacji nie gra na instrumentach muzycznych i jest w stanie znieść ograniczenie nasilenia dźwięków w TV albo konieczność nałożenia słuchawek.
                                                  • kora3 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 18.06.16, 12:00
                                                    Ale co to ma do rzeczy Minnie w świetle Twej teorii, ze dom ZAWSZE jest lepszy od mieszkania?smile
                                                    Przecież dla każdego jest oczywiste, ze jeśli musi sluchac TV na full to lepiej żeby mieszkal z dala od innych, bo im może to przeszkadzać.
                                                    Wiekszosc ludzi, których znam mających domy jednakowoż nie musi słuchać muzy na cały regulator
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 20.06.16, 19:18
                                                    - Minnie, spróbuj zupy grzybowej
                                                    - Dziękuję, wolę rosół.
                                                    - Ale grzybowa jest lepsza.
                                                    - Twoim zdaniem, ja wolę rosół.
                                                    - Ale grzybowa jest lepsza, spróbuj.
                                                    - Mi grzyby szkodzą.
                                                    - Ale grzybowa jest lepsza!
                                                    - Wybacz, ale ja nie mogę jeść grzybów, bo mi szkodzą.
                                                    - Ale na pewno po prostu nigdy nie jadłaś dobrze zrobionej grzybowej, spróbuj!
                                                    - Kochana, próbowałam, ani mi nie służy, ani nie smakuje.
                                                    - Ale jak nie smakuje, kiedy jest lepsza?
                                                    - No, mi nie smakuje.
                                                    - Ale jak może ci nie smakować, skoro OBLIGATORYJNIE grzybowa jest lepsza?!
                                                    - Wiesz, znajomy się struł kiedyś grzybami i mam uraz.
                                                    - Ale musisz po prostu spróbować! Grzybowa jest lepsza.
                                                    - Ale ja wolę rosół.
                                                    - Nie możesz woleć rosołu, bo obligatoryjnie grzybowa jest lepsza. Skoro chcesz rosół to na pewno cię na grzybową nie stać. albo nigdy nie jadłaś i nie wiesz co tracisz. Zjedz grzybową. Bo jest lepsza.
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 21.06.16, 07:49
                                                    Ponieważ nie masz najmniejszej możliwości komukolwiek na forum cokolwiek "kazać" - to nie. Z uporem maniaczki tylko twierdzisz, że "obligatoryjnie" dom jest lepszy i koniec, bo tak. Argumentów "za" co prawda brak, ale... Na marginesie - nie ma również argumentów, że mieszkanie jest lepsze! Bo nie jest. Lepsze jest to co danemu człowiekowi lepiej pasuje. Proste?
                                                  • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 02:33
                                                    vi_san napisała:

                                                    > - Nie możesz woleć rosołu, bo obligatoryjnie grzybowa jest lepsza. Skoro chcesz
                                                    > rosół to na pewno cię na grzybową nie stać. albo nigdy nie jadłaś i nie wiesz
                                                    > co tracisz. Zjedz grzybową. Bo jest lepsza.


                                                    kiedy widzisz, ja wcale tak wlasnie nie twierdze. ponownie, nie moja wina ze po prostu nie rozumiesz w czym rzecz.
                                                    z tym ze, jak ktos nigdy nie jadl rosolu to faktycznie moze nie wiedziec co woli- rosol czy grzybowa. ale to tak OT i na marginesie.

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 07:36
                                                    Ale Minnie sugerujesz, że jeśli ja czegoś nigdy nie jadłam - np. golonki, bo sam widok i zapach mnie odrzucają, to nie wiem, ze lubię?smile

                                                    Wybacz, ale to niedorzeczne. Pomijając to, że w tym wątku wypowiedziały się osoby mające i dom i mieszkanie np. Judith, to chyba nie ma tu nikogo, kto mieszka w domu i nigdy nie był w mieszkaniu, ani nikogo kto mieszka w mieszkaniu i nigdy nie był w domu.
                                                    Ale ok, ja nigdy nie miałam domu, choć w wielu bywam. Podaj mi proszę plusy, które wyniknęłyby z posiadania domu przeze mnie dla MNIE.
                                                    Tylko proszę weź pod uwagę moje preferencje:
                                                    - nie chcę mieszkać z dala od centrum
                                                    - nie chcę zajmować się ogrodem itp.
                                                    - nie chcę zajmować się odśnieżaniem, ogrzewaniem, wywozem szamba itd.
                                                    oraz
                                                    - nie jestem domatorką
                                                    - nie potrzebuję mieć 9 pokoi i 2 łazienek
                                                    - nie chce wydawać kasy na dodatkowe usługi pani do sprzątania, pana od ogrodu itd.

                                                    Co do wymienionych przez Ciebie rzeczy, gadałam wczoraj z moją Kaśką ...Przez lata miała poważny problem z sąsiadami, od których dzieli jej posesję wąski potoczek. Zwyczajnie tacy to byli ludzie, że nie liczyli się z nikim i niczym. Często miewali hałaśliwych gości w ogrodzie, którzy przyjeżdżali oraz wyjeżdzałi o najróżniejszych porach nocnych, a ona miała wówczas małe dzieckosad Poza tym liczne grille praktycznie co weekend. Teoretycznie moglaby odgrodzić się od sąsiada ale musiałaby postawić sobie wysoki płot odgradzając się od potoczkusad Miała to szczęście, ze ci ludzie mieli jakies problemy i wyprowadzili się sprzedając dom mi9eszczuchom, którzy traktują go jak dom letni a i Kaska ma inną sytuację i TERAZ by jej te liczne imprezy nawet chyba nie przeszkadzały, bo i tak późno wraca smile
                                                    Ale gdy miała dzieciatko małe, to nie ma bata, żeby w mieście w bloku ktoś tak non stop imprezował, a na wsi - owszem. Raz wezwała policję, jak mały marudzący w chorobie tyle co zasnął, to policjanci przujechali po 2 godzinach, jak u tamtych już w miare ucichło i uzyłi argumentu tego co sąsiad: - To jest wieś proszę pani, psy szczekają, ludzie grillują, bo sa U SIEBIE - do dziewczyny z tej wsi pochodzącej hehesmile
                                                    Kasia ma jednego syna, 19 lat. Chłopak ani myśli mieszkac na wsismile choć całe zycie wlasnie w domu mieszkał.
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 08:12
                                                    - Możesz znaleźć sobie dom w samym centrum. Albo z dogodnym dojazdem. Albo zmienić zdanie.
                                                    - Możesz polubić zajmowanie się ogrodem. Albo sobie wszystko dookoła wylać asfaltem.
                                                    - Możesz sobie kogoś zatrudnić do odśnieżania.
                                                    - Możesz sobie zainstalować super - hiper - ultra - ogrzewanie, z którym nie będziesz miała problemów. Ewentualnie jak dom w centrum to załatwić podłączenie do miejskiej sieci zarówno grzewczej, jak i kanalizacyjnej, co likwiduje tez problem wywozu szamba.
                                                    - Jesteś domatorką tylko o tym nie wiesz. A jak nie jesteś to możesz zostać. A poza tym w czym ci wadzi mieć dom nie będąc domatorką?
                                                    - Potrzebujesz 9 pokoi i 2 łazienek. A jak nie to zawsze możesz sobie zaprosić gości i będziesz potrzebować. Albo zacząć rodzić dzieci i skończyć na piątym, wówczas się przyda.
                                                    - Chcesz wydawać. A poza tym to nie jest głupie wydawanie kasy [jak np. pójście na piwko], tylko wspomaganie rozwoju drobnej przedsiębiorczości lokalnej. I co ci szkodzi kogoś wynająć?

                                                    Co prawda to nie było do mnie, ale nie mogłam się powstrzymać... big_grin
                                                  • kora3 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 08:36
                                                    hehesmile Powiem Ci, ze nie na wszystko to mowię NIEEEE i lata mi czy kogoś to zrani smile
                                                    A poważnie smile zajmowałam się kiedyś sprawą, która wydawała się oczywista, ale ...
                                                    Pan miał dom na obrzeżach miasta, odziedziczył go po rodzicach. Lata wstecz ci rodzice i sasiąd z naprzeciwka oraz trójka dalszych sąsiadow solidarnie oddali po ileś tam centymetrów ze swoich działek na drogę wewnętrzną tzw. dojazdówkę do posesji kolejnych i ustanowili służebnośc. Posesje tego pana, a raczej wówczas jego rodziców i sasiadow naprzeciw były pierwsze od drogi. To było jak wspomniałam - lata temu o wówczas ten teren nalezał go gminy wiejskiej. Powyżej tych pieciu terenów były pola uprawne, po prostu. Zatem tą wąską, bo 2,5 metrową drogą przejechal czasem jakiś samochód sąsiadów, albo ich gości, furmanka konna, potem z czasem jakiś traktor. Rodzice pomarli, syn dom odziedziczył, ożenił się itd. Tymczasem zaczęło się poszerzać miasto. Władze samorządowe miasta i okalającej go gminy wiejskiej się dogadały, a i mieszkańcy chcieli do miasta, bo podatek wprawdzie wyższy, ale możliwość podłączenia do miejskiej kanalizacji i ciepłowni...No gitara. Tylko, ze o ile w PL na wsi działki rolne trudno odrolnic, to w meiscie stosunkowo łatwo. No i samorząd zwrócił się o odrolnienie tych powyżej. Właścicielom się opłacało - mało kto już tam coś uprawial, w UE jeszcze nie byliśmy wiec nijakich dopłat za samo koszenie nie było ...Miasto odrolniło, podzieliło i wystawiło na sprzedaż działki budowlane - 9. Ludziska chętne się rzuciły - dobre miejsce, bo w meiscie, do centrum niedaleko itd. Kupili. I wtedy się zaczęło, bo przecież kupili,. by tam postawić sobie domy! A jak się to robi, to trza dowieźć materiały budowlane i cieżki sprzęt. No i to zaczęło jeździć tą biedną nieutwardzoną wąską drogą, która w przypadku pana o któtym pisałam biegła niemal u progu jego domu! Bo tak miał i ma dom usytuowany, że jak oddali jego rodzice kawałek działki na droge, to od domu do płotu jest jakiś metr, a za płotem zaraz droga. Jak jechała ciezarówka to się chłopu dom telepał. Sąsiad z naprzeciwka dom ma od drogi o wiele bardziej oddalony, ale solidarnie z tym protestował: niech zrobią drogę dookoła, jest możliwość. Sąs jednak w dwóch instancjach rację przyznał ...miastu. Jest droga z ustanowiona służebnością? Jest! Zatem miasto prawnie sprzedalo działki - z drogą dojazdową. A ze ona tuz przy domu pana? A to już pana problem ...
                                                    Ot taka atrakcja Vi smile
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 09:30
                                                    Mi tego tłumaczyć nie trzeba - to Minnie nie rozumie, że nie każdy dom i nie dla każdego jest spełnieniem marzeń i ideałem. To Minnie twierdzi, że obligatoryjnie [obligatoryjny (język polski, przymiotnik] obowiązkowy, konieczny, obowiązujący] zawsze dom jest lepszy niż mieszkanie. Nie wiem, czy ów pan z twojej historii nie zamieniłby "rozjeżdżanego przez sprzęt budowlany domu po rodzicach na komfortowy apartament w zacisznej kamiennicy...
                                                    A poza tym co ty tam wiesz? Skoro Minnie swym autorytetem twierdzi, że obowiązkowo dom jest lepszy dla każdego - to dla ciebie też. I jak się upierasz, że nie to tylko jej na złość. tongue_out
                                                    Jak już pisałam: mam dom na wsi i mieszkanie w mieście. W Trójmieście, konkretnie. I, owszem, chętnie na urlop itp wyjeżdżamy z mężem na "naszą" wiochę. Jest przepięknie, kwitną jaśminy i lawenda, można sobie posiedzieć na tarasiku z kawką poranną itd. Ale na urlopie. No, na weekend. Ale na co dzień? Ano, na co dzień po prostu płacimy sąsiadom, tam mieszkającym, za skoszenie trawnika, ewentualne drobne remonty na zewnątrz itp. Oboje wykluczamy możliwość mieszkania tam na stałe! I nie, nie wyłącznie ze względu na dojazdy. Ale odległość "wszędzie", konieczność dojazdów co najmniej 20 min. w jedną stronę do najbliższego sklepu, no, nie życiowo! Już nie wspomnę o ewentualnej wizycie u lekarza i temu podobnych detalach. A dla kogoś kto ma dzieci? W ogóle kosmos - dowozić maluchy do szkół, przedszkoli, jakieś zajęcia pozaszkolne? Potem nastolatki, dziwne to, doprawdy, lubią spędzać czas w takich osiągnięciach techniki jak kina, centra itp, z tejże wsi to sam dojazd do miasta zbiorkomem to godzina w dobrym układzie, zwykle bliżej półtorej, do dwóch... Ja wiem, Minnie by mi napisała "To trzeba było kupić dom w centrum a nie na zadupiu". Ale problem w tym, że w centrum mam mieszkanie. Które całkowicie zaspokaja moje potrzeby metrażu, którego duży balkon spełnia moją potrzebę kontaktu z przyrodą [mam piękne kwiatki w skrzynkach tongue_out ], a które nie powoduje wszystkich uciążliwości związanych z posiadaniem domu, typu odśnieżanie, koszenie trawy [bądź, nie zapominajmy, wyasfaltowanie sobie całego podwórka]...
                                                  • kora3 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 09:43
                                                    Ja WIEM Vi, że pan chętnie by ów dom zamienił na mieszkanie w kamienicy, tylko zwyczajnie na nie nie ma sad Nikt mu po dobrej cenie nie kupi domu tuż przy ruchliwej obecnie drodze 1,5 metra od niej sad
                                                  • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 09:44
                                                    vi_san napisała:
                                                    - Możesz znaleźć sobie dom w samym centrum. Albo z dogodnym dojazdem. Albo zmienić zdanie.
                                                    - Możesz polubić zajmowanie się ogrodem. Albo sobie wszystko dookoła wylać asfaltem.
                                                    - Możesz sobie kogoś zatrudnić do odśnieżania.


                                                    to wszystko mozna, jasne, ale w dalszym ciagu nie na tym ta 'lepszosc' polega.
                                                    coz, najwyrazniej nie jestes w stanie tego pojac. trudno.

                                                    Minnie
                                                  • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 12:18
                                                    kora3 napisała:
                                                    Minnei, to na czym polega- dla mnie np. dlaczego dom byłby lepszy - napisz prosto

                                                    ojjj.. juz pisalam wiele razy - bo dom jest jednostka wolno stojaca to po pierwsze i ma wlasna dzialke. dom mozna rozbudowywac wzdluz i wszerz, i czasami wglab. blizniak do pewnego stopnia mozna ewentualnie wzwyz i/lub wszerz, a mieszkania zupelnie nie,
                                                    chyba ze sie szczesliwie dokupi mieszkanie obok - to wszerz - ale to rzadko sie zdarza,
                                                    a juz zupelnie rzadko kupi sie mieszkanie wyzej lub nizej.
                                                    a i to nie wiem czy wolno robic dziury w suficie?

                                                    jak rowniez wlasna dzialke mozna wykorzystac w dowolny sposob - mozna uprawiac ogrodek lub nie, hodowac kury lub nie, opalac sie, wylac sobie basen, itd- co kto woli - sek w tym, ze mozna lub nie a w mieszkanu jak chetka najdzie tego wyboru po prostu nie ma
                                                    i nie bedzie
                                                    .
                                                    jedynie mozna miec namiastke - balkon, ale to nawet nie ma co porownywac.
                                                    argument ze do wioski policja bedzie sie zjezdzala pol godziny uciszac sasiadow jest zalosny.
                                                    to sa drobiazgi w stylu "nikt nikomu nie kaze kupowac domku na wsi", lol, za to fakt ze od domu do domu sasiad jest znacznie dalej jest niezaprzeczalny, tak samo jak fakt ze wprawdzie mozna nie lubiec sluchac glosno Eurowizji ale jak sie zechce to te mozliwosc W DOMU sie MA w mieszkaniu NIE, z pewnoscia nie na taka skale itd itp

                                                    a to, czy czy takie warunki komus odpowiadaja czy nie, czy ktos woli wspolnote i male mieszkanie z sasiadem bezposrednio za sciana, bez wlasnej dzialki, z balkonem czy bez,
                                                    i rozne inne ograniczenia jakich dom nie ma - to caly czas powtarzam NIE ZALEZY od faktow ze dom daje KAZDEMU najlepsze warunki i mozliwosci i WYBORY jakich zadna inna forma mieszkalna nie daje, ALE oczywiscie ze kazdy sobie wybiera to co CHCE ! i co MU ODPOWIADA, pomimo ze dom pod kazdym wzgledem daje lepsze warunki zyciowe.
                                                    i dlatego jeden wybiera dom a drugi mieszkanie, ale dom daje kazdemu takie same mozliwosci a mieszkanie NIE! dlatego dom jako forma do zamieszkania jest najlepszy - co tu tak trudno zrozumiec ?

                                                    widzieliscie np reklamy programow antywirusowych typu tabelka z
                                                    rubryka " za darmo", "za 20 zl na miesiac" "35zl na miesiac" 50zl na miesiac" i co za to mozna miec- jaka ochrone
                                                    na koncu tabelki sa ptaszki, wiec ta za darmo to oferuje tak, to tak, a to nie, nie, nie, nie
                                                    ta za 20zl oferuje dwie opcje wiecej to ma o dwa ptaszki wiecej itd az
                                                    dojezdzamy do rubryki za 50zl - tam wszystkie opcje zaptaszkowane - protekcja przed wirusami, malaware, trojanami, spyware, phishing, i whatnot - po prostu przed wszystkim,
                                                    czy dla kogos bylaby to zla opcja? to jest opcja najlepsza dla kazdego ale czy to znaczy ze kazdy CHCE te opcje? nie, bo moze ktos nie ma 50zl, albo nie ma tyle dokumentow w komputerze, albo rzadko go uzywa ze mu to po prostu niepotrzebne. czy to znaczy ze jak kupi opcje za 20zl to ta za 50 nie jest juz najlepsza?? przeciez ciagle jest !!
                                                    albo, dla kazdego najlepiej, najprosciej i najszybciej jest latac do Kanady,
                                                    co nie oznacza ze kazdy bedzie LUBIL latac do Kanady, sa tacy ktorzy latac nie lubia wiec wybiora droge morska albo rozloza podroz na pociag/morze a nawet samochod/morze/pociag.
                                                    I ja to rozumiem! niemniej jednak w dalszym ciagu najlepsza forma nawet dla tych bylby samolot, ale oni po prostu go nie chca - ale on jest w dalszym ciagu ogolnie FORMA podrozy najlepsza dla kazdego -jesli potrafisz to zrozumiec...

                                                    Minnie
                                                  • kora3 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 12:29
                                                    Minniesmile ale pojmij, ze ja nie chce uprawiać ogródka ani rozbudowywać sobie lokum, bo PO CO? Nie chcę tez zawracania głowy z odśnieżaniem, remontami dachu itd.
                                                    Opalac się? No wiesz ....Jedna moja kolezanka prowadząca duże (150 ha) gospodarstwo, gdzie wokół niej nie ma sąsiadów, za to przez jej ziemię przepływa rzeka zaprasza mnie często do siebie "na opalanie". Lubię dziewczyne i jest naprawdę goscinna, ale qrczę - no ja wolę raczej na miejską plazę. Od czasu do czasu mogę do niej jechać, ale za często to nie. smile A u mojej Kaśki to już całkiem niesmile Jakoś mnie nie kreci wystawianie się na słonko, gdy u niej sąsiad zza potoczku kosi, albo uprawia ogródek. Od opalania jest dla mnie plaza, basen, a nie czyjaś posesja.
                                                  • kora3 Do Minnie ;) 22.06.16, 12:51
                                                    Sama o tym tutaj wspomniałaś to coś Ci powiemsmile Otóż obiektywnie dużo lepiej jest nie mieć dzieci, niż je mieć. Są zasadniczo same plusy smile - nie znosisz żadnych dolegliwości związanych z ciążą, nie musisz martwic się naturalnymi jej skutkami estetycznymi, ani ich usuwać, nie musisz stosować diety podczas karmienia, nie musisz zarywać nocy opiekując się niemowlakiem, nie musisz robić przerw w karierze zawodowej, nie masz kosztów materialnych związanych z utrzymywaniem dzieci na kolejnych etapach ich życia, nie ponosisz kosztów emocjonalnych z tym związanych (np. poczucia bezgranicznej odpowiedzialności za nie, gdy są niesamodzielne), nie jesteś na zawsze już powiązana z kims z kim się ma dzieci, możesz radykalnie zmieniać swoje życie n. przeprowadzać się bez konieczności wprowadzania chaosu w życie takich dzieci, masz więcej czasu dla siebie- same plusy, nie?
                                                    Ale ty chciałaś mieć dzieci? A nie nie - tak Ci się tylko zdawało, bo inni mieli, masz to co masz teraz zrobić, ale jakbys nie miała, to dopiero byłabyś spełniona i szcześliwa. tylko ty zwyczajnie nie wiesz, jak to jest być dojrzałym człowiekiem bez obciążenia typu dzieci, także dorosłe. Ale że je kochasz? No kochasz, bo już sa, jakbyś nie miała to byś nie kochała przecież ...
                                                    Podoba Ci się taka argumentacja Minnie? Uprzedzając, ja wcale tak nie uważam , ze LEPIEJ jest nie mieć dzieci. LEPIEJ jest dla mnie, a jak jest dla Ciebie to TY wiesz najlepiej. Choć obiektywnie moje argumenty tu przytoczone w większości sa prawdziwe smile
                                                  • matylda1001 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 13:20
                                                    minniemouse napisała:

                                                    >bo dom jest jednostka wolno stojaca to po pierwsze i ma wlasna dzialke<

                                                    No i już problem smile Wolnostojący dom jest oddalony od sąsiadów a ja jestem zwierzem stadnym. Działka też mi niepotrzebna - warzywniak mam za rogiem, kwiaciarnię po drugiej stronie ulicy a do parku mam 5 minut. Głośnej muzyki nie lubię i nawet na bezludnej wyspie nie włączyłabym odbiornika na full. Do celów rekreacyjnych służy mi działka, a i na działkę jestem często zła. Skoro już jest to trzeba tam jeździć i za każdym razem jak wybierzemy inne miejsce wypoczynku mam coś w rodzaju wyrzutów sumienia bo nieskoszone, niepodlane...
                                                    Długo można by pisać. Dzięki, Minnie, za tę dyskusję bo dzięki temu uświadomiłam sobie, że nie tyle jest mi obojętne, dom czy mieszkanie, co jestem pewna, że domu nie chcę.
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 15:38
                                                    Minnie, więc przyjmij do wiadomości, że nie każdy lubi działkę/ogródek [i nie ma znaczenia trawniczek czy asfalcik]. Nie każdy potrzebuje kilometrów bieżących podłogi. I jeśłi ktoś WIE, że nie chce mieć asfalciku ani trawniczka i że te kolejne rozbudowy włości potrzebne mu jak rak kości - to czemu niby dom ma być dla niego lepszy? Dlatego, że MOŻE mieć wybór, co to go już dokonał i jest na "nie"? Fakt, że sąsiedzi nie są tuż za ścianą - owszem, jest niezaprzeczalny, ale głośne imprezy sąsiadów zza płotu potrafią w równym [a nawet większym] stopniu dać w kość "na osiedlu" domków niż w mieszkaniu w bloku - bo w domkach policja mniej chętnie reaguje, bo właśnie buc, który ryczy na full Eurowizją "jest u siebie", a w budynkach wielorodzinnych - nie ma takiej opcji.
                                                    Twoja historyjka o ptaszkach śliczna, ale nijak się ma do sytuacji lokalowej. Bo i cóż z tego, że dom daje możliwość rozbudowy, jak danej osobie ta rozbudowa jest zbędna? Dla takiej osoby - dom NIE JEST lepszy, po prostu. Na takiej samej zasadzie można kupić 10latkowi telefon "full wypas", z trybem konferencyjnym, zestawami, GPSem, wodotryskiem i Bóg wie czym jeszcze. Czy dla takiego 10latka taki telefon jest najlepszą opcją? Technicznie - być może jest "najlepszy/najnowocześniejszy" z dostępnych na rynku. Ale czy jest najlepszy dla kilkulatka? Nie, bo [pomijając już fakt, że małolat z połowy funkcji nie będzie korzystał] niesie np. ryzyko, że ktoś "przyuważy" i chociażby okradnie nasze dziecko [i dobrze, jeśli nie pobije celem wymuszenia kosztownego gadżetu]. Ergo - najnowocześniejszy telefon ZAWSZE I DLA KAŻDEGO jest najlepszym rozwiązaniem? NIE!
                                                    Analizując twoje porównanie z podróżą do Kanady - zgodzę się, że najszybciej i najprościej jest samolotem. Ale czy najlepiej? Dla osoby z silną klaustrofobią - niekoniecznie. Dla kogoś, kto w samolocie ma silne mdłości, zawroty głowy i temu podobne - tez nie. Nadal pozostanie najszybszą i najprostszą metodą - ale nie najlepszą. Być może dla WIĘKSZOŚCI - najlepszą metodą - jest lot. Ale nie dla wszystkich.
                                                  • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 22:28
                                                    vi_san napisała:
                                                    Minnie, więc przyjmij do wiadomości, że nie każdy lubi działkę/ogródek [i nie ma znaczenia trawniczek czy asfalcik].

                                                    no nie moge, przepraszam ze napisze wprost ale nie wyrabiam - jakas tepota cie ogarnela czy jak? postow calych nie czytasz moich?
                                                    przeciez pisze ze dlatego KAZDY MA WYBOR - dom lub mieszkanie wedle tego co kto lubi, jakie ma zapotrzebowania. niezaleznie od tego ze obiektywnie to dom oferuje najwieksze mozliwosci KAZDEMU, czy je wykorzysta czy nie.
                                                    jezu chryste.

                                                    Minnie
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 23.06.16, 07:16
                                                    Minnie, ostatnia moja odpowiedź, bo po pierwsze - nadal nie czytasz ze zrozumieniem, a po drugie - zaczynasz być niegrzeczna, co na tym forum nie uchodzi.
                                                    Każdy ma wybór. I wybiera to co jest dla niego lepsze. Więc wybierając mieszkanie - wybiera LEPSZĄ opcję dla siebie. Nie ma czegoś takiego, jak opcja OBLIGATORYJNIE lepsza dla każdego.
                                                    Jak w twoim przykładzie z trasą do Kanady. Najszybszą opcją - jest niewątpliwie samolot. Najprostszą też. I te dwie cechy pozostaną niezmienne, niezależnie od tego co kto lubi. Ale czy jest zawsze opcją najlepszą? No, nie dla każdego. Bo dla kogoś z silną klaustrofobią, kto w zamkniętych pomieszczeniach po dłuższym czasie zaczyna się dusić? No, jednak nie, LEPSZE dla takiej osoby byłoby wybranie rejsu, gdzie zawsze może wyjść na pokład.
                                                    Albo jak w moim przykładzie z telefonem. Najnowocześniejszy model niewątpliwie najbardziej zaawansowany technologicznie... Czy OBLIGATORYJNIE jest zawsze i dla każdego najlepszy? No, nie, bo jeśli dasz taki aparat kilkulatkowi narażasz go, że ktoś mu spuści łomot, aby skraść efektowny gadżet.
                                                    Czy ty tego nie rozumiesz? Kora ci podała świetną analogię do dzieci. OBLIGATORYJNIE najlepiej jest nie mieć dziecka. Nie ma się problemów z figurą, przerwy w pracy, nieprzespanych nocy, wydatków zarówno stricte materialnych jak i emocjonalnych, unika się trudu włożonego w wychowanie dziecka na uczciwego człowieka... To po co ci dziecko? Że kochasz? Bo masz, jakbyś nie miała, to byś doceniła plusy! I tak dalej... Podkreślę - jak i Kora, nie uważam posiadania dziecka za nieszczęście. big_grin To tylko zobrazowanie twojego sposobu myślenia.
                                                  • kora3 W kwestii sprzętu Vi 23.06.16, 07:44
                                                    Każdy rozsądny człowiek wie, że DOBRY sprzedawca czegokolwiek najpierw stara się zorientować do czego dany sprzęt będzie komuś potrzebny, a nie stara się wcisnąć najdroższy.
                                                    Ostatnio byłam z kolegą w salonie sieci komorkowej wybrać telefon dla siebie, a przy okazji dla jego mamy. I pan mnie zapytał czego bym po tym telefonie oczekiwała, a nie z punktu zaproponował najdroższy model. Powiedziałam czego - duży wyświetlacz, łatwa obsługa, ale przede wszystkim dłuuuuugo trzymająca bateria. Na aparacie foto w komórce mi nie zależy. Ok pan zaproponował smile No to potem względem telefonu dla mamy kolegi. No i tu pan nam poradził iść do komisu i kupić używany starszy model, bo będzie taniej i taki model będzie lepiej spełniał wymogi pani mamy smile To jest dobry, uczciwy sprzedawca i na pewno do niego wrócę i polecę innym
                                                  • vi_san Re: W kwestii sprzętu Vi 23.06.16, 08:40
                                                    No i źle zrobiłaś. Bo taki nowoczesniejszy aparat ma więcej opcji i bajerow. I byś też miała... I to usiłuję wytłumaczyć Minnie: że NIE MA opcji obowiązkowo lepszej dla każdego. Chyba, że (teraz mi przyszło do głowy) Minnie nie zna znaczenia słowa "obligatoryjne" i traktuje jako "zazwyczaj", "najczęściej"...
                                                  • olivkah Re: W kwestii sprzętu Vi 23.06.16, 10:54
                                                    Musze przyznać, że rozumiem frustrację minniemouse, która mówi o idei domu i mieszkania jako takiej, i to co komu akurat bardziej pasuje nie ma tu nic do rzeczy.

                                                    Chyba że szyscy tak naprawdę to rozumieją i tylko tak się droczą dla rozrywki.
                                                  • minniemouse Re: W kwestii sprzętu Vi 23.06.16, 11:00
                                                    olivkah napisała:
                                                    Musze przyznać, że rozumiem frustrację minniemouse, która mówi o idei domu i mieszkania jako takiej, i to co komu akurat bardziej pasuje nie ma tu nic do rzeczy.

                                                    ciesze sie, ze chociaz jedna osoba rozumie o co mi chodzi - bardzo dziekuje!

                                                    Minnie
                                                  • matylda1001 Re: W kwestii sprzętu Vi 23.06.16, 11:53
                                                    olivkah napisała:

                                                    > Musze przyznać, że rozumiem frustrację minniemouse, która mówi o idei domu i mieszkania jako takiej, i to co komu akurat bardziej pasuje nie ma tu nic do rzeczy.<

                                                    Rzecz w tym, że Ty też nie rozumiesz prostej sprawy. Dom/mieszkanie będzie lepsze tylko wtedy, gdy zainteresowanemu bardziej pasuje. To jest odczucie subiektywne. Rozumiem, że Minnie uważa dom za lepsze rozwiązanie, wolałabym jednak żeby zaznaczyła, że DLA NIEJ.
                                                    Tymczasem czytam, że dom jest lepszy pod każdym względem (obiektywnie, zawsze, wszędzie i dla każdego) a kto tego nie przyjmuje do wiadomości to albo dlatego, że się nie zna, nie zdaje sobie sprawy jaką sobie wyrządza krzywdę mieszkając w bloku, albo się zna ale tak gada bo go na dom nie stać.
                                                  • olivkah Re: W kwestii sprzętu Vi 23.06.16, 12:00
                                                    "Rzecz w tym, że Ty też nie rozumiesz prostej sprawy. Dom/mieszkanie będzie lepsze tylko wtedy, gdy zainteresowanemu bardziej pasuje. To jest odczucie subiektywne. "

                                                    Przepraszam bardzo, ale jak można tego nie rozumieć, lub nawet sądzić, że ktoś tego może nie rozumieć?
                                                  • vi_san Re: W kwestii sprzętu Vi 23.06.16, 12:39
                                                    Właśnie Minnie nie rozumie. Bo jej zdaniem dom jest OBLIGATORYJNIE [obligatoryjnie czyli koniecznie, obowiązkowo] lepszy zawsze i dla każdego. A jak ktoś twierdzi, ze nie to albo nie miał nigdy domu i nie wie, albo nawet jak ma dom to i tak nie wie. I tylko o to chodzi - NIE MA opcji obligatoryjnie zawsze lepszej dla każdego - w żadnej kwestii. Jak podawałyśmy [nie ja jedna] Minnie przykłady
                                                    a/. grzybowa jest obligatoryjnie lepsza niż rosół [a jak komuś szkodzą grzyby to guzik wie, bo i tak jest lepsza];
                                                    b/. najnowocześniejszy telefon jest obligatoryjnie lepszy [daj kilkuletniemu dziecku - jak mu chuligani spuszczą łomot żeby ukraść gadżet może zrozumiesz, że niekoniecznie];
                                                    c/. lot do Kanady [niewątpliwie najszybszy i najprostszy sposób, ale dla kogoś z silną klaustrofobią czy najlepszy?];
                                                    d/. nieposiadanie dzieci jest obligatoryjnie lepsze od posiadania [to po co komuś dziecko?]...
                                                    I do Minnie nie dociera - że NIE MA OBLIGATORYJNOŚCI w kwestiach "gorzej - lepiej". W kwestii "gorzej - lepiej" jest tylko gust i8 to co danej osobie odpowiada.
                                                  • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 23.06.16, 10:57
                                                    vi_san napisała:
                                                    Jak w twoim przykładzie z trasą do Kanady. Najszybszą opcją - jest niewątpliwie samolot. Najprostszą też. I te dwie cechy pozostaną niezmienne, niezależnie od tego co kto lubi. Ale czy jest zawsze opcją najlepszą? No, nie dla każdego

                                                    nadal nie rozumiesz. tak, samolot jako najszybsza, najprostsza OPCJA JEST zawsze najlepsza dla kazdego kto wybiera sie do Kanady bez wzgledu na to czy ktos z niego chce czy nie chce skorzystac. (zauwaz ze nie mowie o innych odleglosciach)
                                                    ta stala jest tu niezmienna bo jesli ktos nie chce skorzytac z samolotu to on i tak pozostaje tu najprostsza i najszybsza forma lokomocji.
                                                    po prostu tu prawo wyboru innego- nie gorszego, innego - rodzaju lokomocji tej stalej w tym przypadku nie zmienia.
                                                    na tej samej zasadzie, czy ktos chce czy nie chce mieszkac w domu to korzysci z mieszkania

                                                    zaczynasz być niegrzeczna, co na tym forum nie uchodzi.

                                                    ty bylas bez porowania bardziej niegrzeczna i zlosliwa z twoimi przykladami
                                                    o mezu ale przemilczalam to.

                                                    Minnie
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 23.06.16, 12:29
                                                    Minnie - piszę ostatni raz, bo po prostu mam dość - udajesz głupią, albo do tej pory udawałaś [skutecznie] inteligentną.
                                                    Samolot jest najszybszą i najprostszą opcją dostania się do Kanady z Europy. W tej kwestii nie polemizujemy - obie się z tym zgadzamy. Natomiast NIE DLA KAŻDEGO jest opcją najlepszą. Bo ocena co jest najlepsze - tkwi w różnych oczekiwaniach osoby do tej Kanady zmierzającej. I, owszem, dla WIĘKSZOŚCI samolot będzie równocześnie najlepszą opcją podróży. Ale są osoby, które z różnych przyczyn taki wariant odrzucą - i dla niech nie jest on najlepszy. Np. osoba cierpiąca na klaustrofobię - bo w zamkniętym pomieszczeniu dostaje "świra", traci oddech, ktoś, kogo bliscy zginęli w katastrofie lotniczej - bo ma uraz psychiczny... Dla nich samolot nie będzie "obowiązkowo" najlepszym rozwiązaniem - i tylko tyle. Acz nadal pozostanie środkiem najszybszym i najprostszym.
                                                    I zgodzę się, że opcja wyboru innej komunikacji niż lotnicza - nie zmienia faktu, że samolotem jest najprościej i najszybciej. Ale to czy NAJLEPIEJ - to już kwestia oceny indywidualnej. I nie, nie jest tak, że samolot jest NAJLEPSZYM środkiem dostania się do Kanady obowiązkowo, zawsze i dla każdego. Obowiązkowo, zawsze i dla każdego jest środkiem najszybszym i najprostszym. Ale to się nijak ma do tego czy najlepszym.
                                                    Tak samo w przypadku dom czy mieszkanie. Każda opcja ma s2woje plusy i swoje minusy - i NIE MA "obligatoryjnie" lepszej. Bo coś co w oczach jednego stanowi o plusach dla kogoś innego może być właśnie wadą i na odwrót. Argumenty, które podałaś "na dowód" jakiejś obligatoryjnej wyższości domu nad mieszkaniem - są w pełni subiektywne - są argumentami "pro" dla CIEBIE. I ok, twoje prawo "woleć" dom niż mieszkanie. Ale niech dotrze do twoich szarych komórek, że nie każdy ma tak jak ty. A argumentów OBIEKTYWNYCH o wyższości domu - nie podałaś żadnych. Z jednej prostej przyczyny - nie ma takowych.
                                                    W żądnej kwestii nie ma jednej opcji, która jest "obowiązkowo" najlepsza dla każdego jak leci - tak jak nie ma argumentów za "obligatoryjną" wyższością grzybowej nad rosołem, czy obligatoryjną wyższością nie posiadania dzieci nad posiadaniem.
                                                    I na koniec: "Psze pani! Ale to ona zaczęła!" - argumenty "ad przedszolam"... tongue_out
                                                  • minniemouse Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 23.06.16, 23:09
                                                    vi_san napisała:
                                                    Samolot jest najszybszą i najprostszą opcją dostania się do Kanady z Europy. W tej kwestii nie polemizujemy - obie się z tym zgadzamy. Natomiast NIE DLA KAŻDEGO jest opcją najlepszą.

                                                    NIE.
                                                    czy osoba, ktora nie chce leciec samolotem, nie dostalaby sie samolotem szybciej tak czy siak? na tym polega "najlepsza opcja".
                                                    osobiste preferencje nie maja tu nic do rzeczy (co powtarzam do zemdlenia)
                                                    i w tym rzecz, czego widze nie jestes w stanie albo nie chcesz pojac.
                                                    na tym koncze, bo widze ze dyskusja nadal do niczego nie prowadzi.


                                                    Minnie
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 23.06.16, 23:40
                                                    Minnie - pojmijże! Właśnie w kwestii oceny czy coś jest LEPSZE czy GORSZE wyłącznie preferencje osobiste mają znaczenie! I, owszem, jeśli komuś się spieszy - to lot będzie najlepszą [bo najszybszą] opcją. Ale jeśli komuś nie zależy na szybkości, a za to zależy na z jakichkolwiek przyczyn uniknięciu lotu? Dla takiej osoby NAJLEPSZĄ opcją - będzie rejs statkiem, a nie lot. Bo ocena "lepszy - gorszy" jest subiektywna, zależna wyłącznie od naszych preferencji. I nie ma opcji "obligatoryjnie" [czyli obowiązkowo] lepszej dla każdego. Są, oczywiście, warianty, nad którymi nie ma co polemizować.
                                                    I tak np. w kwestii telefonów. Najnowocześniejszy aparat, z wszelkimi bajerami - jest NIEPODWAŻALNIE technicznie najefektowniejszą dostępną opcją. Ale czy zawsze i dla każdego będzie opcją NAJLEPSZĄ? Otóż nie, pomimo, że pozostanie najnowocześniejszy! Nie będzie najlepszą opcją dla kogoś, kto np. z racji wieku nie potrzebuje "bajerów" a praktycznej klawiatury, nie będzie najlepszą opcją, dla kogoś, kto z przyczyn np. zawodowych nie potrzebuje "telefonicznych gadżetów" a oczekuje długo trzymającej baterii, nie będzie najlepszą opcją dla dziecka - bo jest ryzyko, że maluch zostanie napadnięty i pobity przez kogoś w celu rabunkowym.
                                                    Ostatni przykład.
                                                    - W czym powinnam iść na randkę? Opcje to niebieska sukienka i białe spodnie i koszulka?
                                                    - Lepiej wyglądasz w sukience.
                                                    - Ale chyba lepiej się czuję w spodniach i koszulce.
                                                    - Ale na randkę OBLIGATORYJNIE powinnaś założyć sukienkę!
                                                    - Kiedy w sukience, mimo, że ładna, źle się czuję...
                                                    - Ale koniecznie musisz ją założyć!
                                                    - Serio, nie mogę iść w spodniach i koszulce?
                                                    - Oczywiście, ze nie! Zawsze lepsza jest sukienka!
                                                    - Chyba jednak włożę spodnie i koszulkę, będę się lepiej czuła...
                                                    Zrozumiałaś teraz? Nie ma opcji, że OBLIGATORYJNIE lepsza jest sukienka czy spodnie. Rozmówczyni preferuje opcję sukienki, ale randkowiczka - woli spodnie. Więc wybrać powinna to co woli, a nie to, co ktoś tam sobie ubzdurdał, że jest obligatoryjnie lepsze!
                                                    "Lepszość" - to to co jest lepsze dla danej osoby i nie istnieje "lepszość" obligatoryjna dla każdego. I choćbyś zemdlała pięć razy - nic tego nie zmieni... Być może po prostu zapominasz znaczenie słów których używasz - to jedyne co może tłumaczyć twoje "pójście w zaparte".
                                                  • vi_san Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 10:07
                                                    Więc, Minnie, na czym? Na czym polega obowiązkowa wyższość domu nad mieszkaniem? Podaj jakiekolwiek argumenty LOGICZNE I KONKRETNE.
                                                    Przy czym podkreślę: JA nie twierdzę, że mieszkanie jest OBLIGATORYJNIE lepsze. Ja tylko twierdzę, że nie ma jednej opcji OBOWIĄZKOWO lepszej dla każdego - wbrew twojej opinii.
                                                  • asia.sthm Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 11:56
                                                    Minnie prosze cie, zgodz sie chociaz, ze niektore domy sa gorsze od niektorych mieszkan, albo odwrotnie... wink, bo inaczej w zyciu ta dyskusja sie nie skonczy.
                                                    Zgodz sie, co ci szkodzi.
                                                    I tym sposobem wszyscy beda mieli racje a na forum zapanuje super zgoda.
                                                    (a kto ma racje, ten stawia kolacje)
                                                  • kora3 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 22.06.16, 11:59
                                                    Ale dlaczego ma się godzić, skoro ma argumenty na swoją tezę, tylko uparcie nie chce ich ujawnić?smile To o czym dotychczas Minnie napisała, to subiektywne oczekiwania. Czekamy na obiektywne argumentysmile
                                                  • baba67 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 23.06.16, 13:45
                                                    Minnie, polecam na program Nasz nowy dom na Ipli. Dom, nawet z ogródkiem, nawet spory,nawet nie wyglądajacy z zewnatrz jakos strasznie bywa duzo gorszym rozwiązaniem niz mieszkanie w blokach dla ludzi o takiej a nie innej sytuacji życiowej. Gorąco Ci ten program polecam, bo podejrzewam (jako że wierzę w Twoja inteligencję) że po obejrzeniu kilku odcinków zobaczysz jak NAPRAWDE tutaj jest a nie jak sobie wyobrażąsz że jest pod wieloma względami i przestaniesz nas tu zadziwiać kompletnym oderwaniem od naszych realiow, przestaniesz nakładac swoje doświadczenia z kraju dośc odmiennego kulturowo na to co jest tutaj.
                                                  • olivkah Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 23.06.16, 14:45
                                                    Idea domu i mieszkania jest wszędzie taka sama na całym świecie: dom stoi osobno na kawałku przynależnej do niego ziemi, a mieszkania są ustawione jedno na drugim w budynku i należą do różnych ludzi/rodzin. Możliwe są różne tego kombinacje i wersje, ale podstawowa idea jest właśnie taka.
                                                  • kora3 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 24.06.16, 07:03
                                                    No i ? Chodzi o to, że m się swój kawałek ziemi? Jako lokata kapitału to ma sens, ale raczej w formie działki, niż domu na działce. Bo dom jest trudni sprzedać, a działkę o ile jest w atrakcyjnym miejscu - latwo
                                                  • kora3 Re: Tak jeszcze dodam Vi :) 24.06.16, 08:53
                                                    No dobra, ale co z tego wynika? Dlaczego wg Minnie i Ciebie to, ze dom jest lepszy?
                                                    Rozumiem, ze dla Ciebie dom jest wartością samą w sobie....Nie materialną, ale inna. Jaką i dlaczego?