Dodaj do ulubionych

Przy wspólnym stole

04.01.17, 19:07
Powiedzcie mi proszę, czy / lub jak zareagować na opisane poniżej sytuacje, bo szczerze powiedziawszy nigdy wcześniej nie miałam okazji się w takiej znaleźć.

W związku z długą nieobecnością w kraju mam wiele zaległości w departamencie spotkań rodzinnych. Podczas mojej nieobecności młodsza siostra znalazła tego jedynego i zaręczyła się. Z wielką radością i ciekawością zaprosiłam nowo upieczonych narzeczonych do siebie na kilka dni, żeby sie lepiej poznać i spędzić wspólnie czas.

Narzeczony siostry wydaje się być sympatycznym młodym człowiekiem, bardzo w niej zakochanym, co mnie cieszy oczywiście. Jest jednak jedno ale... otóż przy stole, podczas wspólnych posiłków, młody pochłania absolutnie wszystko, co na tym stole się znajdzie i wygląda to tak, jakby nie jadł od tygodnia.

Przez cały ich pobyt, bez względu na ilość potraw na stole, po posiłku zmiataliśmy puste półmiski, wszystko zostało wyczyszczone przez narzeczonego, który nie pyta nawet, czy ktoś z obecnych ma ochotę na ostatki, sam zgarnia wszystko jak leci.

Siostra zdaje sobie z tego sprawę, trudno zresztą nie zauważyć. Sama zaczęła temat, kiedy byłyśmy sam na sam, tłumacząc, że narzeczony zachowuje się tak a nie inaczej, bo 'w domu tego nie ma', znaczy się jego rodzina żyje bardzo skromnie i oszczędnie a on lubi pojeść.

Z jednej strony rozumiem młodego i trochę mu współczuję. Natomiast z drugiej strony, kiedy ostatniego dnia przygotowałam wielką patelnię ulubionej potrawki, z nadzieją, że odgrzejemy sobie coś na podwieczorek, a ten wsunął 3 pełne talerze, zostawiając na patelni wielkie nic, to prawie zemdlałam z wrażenia. Podobnie wygląda sprawa z kawą i ciastem - tartę, którą upiekłam młody zaliczył sam, minus po kawałku dla pozostałych troje. Nie ukrywam, że tutaj mnie zmierziło odrobinę, reszta gości siedziała o przysłowiowym suchym pysku przez resztę wieczora.

O ile doceniam humorystyczny aspekt sprawy, o tyle sytuacja z ciastem zniesmaczyła mnie, bo resztę wieczora siedzieliśmy o kawie i tylko kawie. Nie spodziewałam się, że ciasto zaliczy jedna osoba a reszta będzie się przyglądać... Nie byłam przygotowana na taką ewentualność.

Siostrę kocham i uwielbiam, mamy świetny kontakt. Mam za sobą już 2 takie wizyty, za każdym razem wyglądało to tak samo.

Zastanawiam się, jak uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości i jedyne co przychodzi mi do głowy, to częstowanie jak w restauracji, wydzielając porcje. Jednak na samą myśl czuję się z tym nieswojo. Oczywiście można nie zapraszać, ale jak już wspomniałam, mam z siostrą zaległości kosmiczne, poza tym uwielbiam jej towarzystwo i nie wyobrażam sobie ograniczać spotkania w domu ze względu na wiecznie głodnego narzeczonego.

Forumowicze, jak żyć??
Obserwuj wątek
    • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:23
      Zachowanie młodego może mu przynieść dość wymierne szkody w przyszłości (oficjalne okazje typu służbowe spotkania przy posiłkach). Rozumiem, że żył skromnie, ale to kompletnie nie usprawiedliwia jego zachowania - może nadrabiać braki, ale, na litość boską, nie kosztem innych. Wygląda to tak, że podczas posiłków dba wyłącznie o siebie. Ciekawe, czy on zdaje sobie z tego sprawę? Warto, żeby ktoś bliski mu to delikatnie ale stanowczo uświadomił.

      Porozmawiałabym z siostrą o tym, nie akcentując swojej krzywdy (którą niewątpliwie wyrządził ci jako gospodyni), ale skupiając się na pozostałych, którzy nie mogli liczyć na dokładki oraz właśnie na tym, że powinien pracować nad sobą. Mówiłabym wyłącznie o swoich uczuciach, bez żadnego wartościowania. Czyli:" wiesz co, to jest super chłopak i widać, że między wami dzieje się coś fajnego, ale było mi bardzo przykro, kiedy zmiótł cała potrawkę, którą chciałam poczęstować wszystkich. I prawie chciało mi się płakać, kiedy..." itd w tym stylu. "Martwię się o niego, takie zachowanie może mu w przyszłości przysporzyć kłopotów. Zastanawiam się, co można by zrobić, żeby zachowywał się inaczej?"
      • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:44
        Bene, dziękuję za odpowiedź.
        Przy pierwszej wizycie zamurowało mnie i kompletnie nie wiedziałam, jak się zachować, nie miałam śmiałości, w końcu to spotkanie po latach + poznawanie nowego członka rodziny. Sprawę przemilczałam.

        Przy drugim spotkaniu, jako że trochę już się poznaliśmy i wyraźnie dystans się skrócił, mąż wraz z siostrą zaczęli żartobliwie komentować jego wilczy głód. Były to żarty bardzo delikatne, bez chamskich uszczypliwości, coś w stronę 'przy Tobie nic się nie zmarnuje'. Z zaciekawieniem obserwowałam reakcje młodego, który raz: jak się okazuje, bardzo dobrze zdaje sobie z tego sprawę, przytakując, że 'nic marnować się nie powinno', i dwa: 'jak dają to biorę / jem'.

        Nie chcę oceniać na wyrost, bo to świeża znajomość i niewiele tak naprawde o sobie wiemy, jednak nie mogę pozbyć się wrażenia, że to zwyczajny brak szacunku, do tego świadomy, z podtekstem ja jestem biedny i mnie się należy. Mam nadzieję, że przesadzam...
        • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:56
          Całkiem możliwe, że to cynizm i wykorzystywanie sytuacji. Całkiem możliwe też, że to odreagowywanie jakiejś bardzo parszywej traumy. Słyszałam parę naprawdę potwornych historii o głodnym dzieciństwie, to naprawdę może skrzywić człowieka. Więc: póki co, moim zdaniem lepiej powstrzymać się od oceniania. Przeprogramować optykę na problem-do-rozwiązania i raczej na tym się skupić.

          Jeśli to coś poważnego, twoja siostra zwiąże się z chłopakiem na dłużej i doroślej, to równiez ona może mieć z jego powodu problemy (pojawią się sytuacje, w których będzie dziewczyną 'odkurzacza' albo wręcz 'tego chama, co wszystko zżera'). Z tym mogą się wiązać bardzo określone konsekwencje typu ośmieszenie, pogarda, wstręt i - dla chłopaka - problemy w pracy (wyobraź sobie kolację z udziałem pracodawców...). Warto mu to uświadomić. Jej zresztą też. To, wbrew pozorom, nie jest mała sprawa.

          Jeśli jakieś rozmowy siostry z chłopakiem (bo tak sobie wyobrażam rozwiązanie problemu) nie poskutkują, ale nadal będą razem, ty jako gospodyni powinnaś przejąć inicjatywę, za gościa dbając o dobrostan innych gości. Czyli albo wydawanie gotowych porcji i proponowanie dokładek, zaczynając od starszych i kobiet. Miło, ale stanowczo ("zaraz dojdziemy do ciebie, Pawełku, jeszcze dziadkowie i twoja narzeczona, pozwolisz?" I TY trzymasz łyżkę do serwowania. "Nałożyłabym ci więcej, ale jeszcze ja i mój mąż, chyba nie chcesz, żebyśmy siedzieli głodni?"- retorycznie).

    • ewa_2009 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:30
      Tłumaczenie, że "w domu nie ma" jest bez sensu. Rozumiem, jeśliby chodziło o pieczeń z dzika czy szynkę z kangura. Ale jeśli w ten sposób konsumuje wszystko, co zobaczy to na pewno nie o to chodzi. A siostra nie powinna wybierać się z nim na wczasy all inclusive.
      • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:34
        Przypomina mi to raczej historie ludzi, którzy doświadczyli autentycznego, długotrwałego głodu, np więźniów obozów koncentracyjnych. Historia wydaje się być niewiarygodna, ale nadal są w kraju ludzie, którzy głodują.
      • licziliczi Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:37
        "A siostra nie powinna wybierać się z nim na wczasy all inclusive."
        Umarłam smile. A ja bym się właśnie wybrała - może gdyby pochorował się z przejedzenia, to łakomstwo by mu przeszło wink.
        Świetny temat wink
        • baba67 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 19:57
          A jaka ma sylwetkę? Bo jeśłi jest szczupły to za takim apetytem moga się kryc poważne problemy zdrowotne typu nadczynnośc tarczycy. Jeśłi wrecz przeciwnie to jest uzależnienie od jedzenia które nie wróży na przyszlośc nic dobrego.
          Jeśłi on się zachowuje tak tylko w gościach kiedy jest dobre jedzenie to jest tak żle wychowany (i odporny na biesiadną socjalizację), mało tego zwyczajnie egocentryczny.Ja bym siostrze odradziła narzeczonego.Ciężko mi uwierzyć w te historię.
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:04
            A tak jeszcze przy okazji. Oczywiście zachowanie młodego jest niedopuszczalne niemniej wydaje mi się że jako osoba po pobycie za granicą odzwyczaiłaś się od polskiej tradycji szykowania ilości jedzenia jak dla pobliskiej jednostki wojskowej .Wygląda na to że większośc gospodyń u których bywa młody tej tradycji wciaz hołduje i jego apetyt spotyka się tam raczej z podziwem i zachętami niż z szokiem i brakami na stole.Czyli młody nie ma dostatecznych sygnałow i motywacji żeby się zmienic, byc może.
            • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:19
              Baba, wiesz, myślałam o tym, że faktycznie może to jednak ja nie sprostałam zadaniu i jako gospodyni nie zadbałam o gości jak należy... trochę pomieszkam, to mnie życie zweryfikuje jak należy wink

              Masz też rację co do odwiedzin w inych domach - moja mama na ten przykład jest zachwycona, że młodemu tak smakuje jej kuchnia - tutaj trafiłaś w sedno.
          • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:11
            Młody w tej chwili jest normalnej budowy. Nie jest chuderlakiem, ale też nie należy do osób 'przy kości'. Wiem jednak, że kiedyś był dość pucułowaty i schudł głównie dlatego, że zaczął trenować bieganie, jest maratończykiem. W tej chwili nie biega ze względu na stawy, ale bardzo dużo chodzi. Będąc u nas znikał sam na długie spacery po lesie.

            Raczej nie będe siostrze robic tego typu uwag, choć nie ukrywam, że troche się o nią martwię. Sama nie chciałabym usłyszeć czegoś podobnego zwłaszcza, że ta znajomość moja z nim jest bardzo świeża i nie mam prawa oceniać ich związku.

            Może faktycznie, jak mówicie dziewczyny, młody ma problemy zdrowotne lub na tle psychologicznym.

            Wiem, jak ta historia brzmi... sama nigdy wcześniej nie spotkałam sie z czymś takim.
            • baba67 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 22:17
              No tak kawa na ławe to pewnie że nie, ale delikatne zwrócenie uwagi na pewne aspekty które sa o wiele ważniejsze od znikającego jedzenia (nieliczenie się z innymi) byłoby naprawde wskazane. Bo ziarenko watpliwości się zasieje, może kiedyś zakiełkuje. Ja naprawdę wolałabym mieć misia grubaska, który lubi jeść ale przy tym i gotuje i częstuje i innych zachęca niż takiego wysportowanego sobka nie widzącego niczego poza czubkiem własnego nosa czy tam gęby jak kto woli.
          • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 02:40
            A ile lat ma ten wołoduch? wink Ja mam córki, a że dziewczyny jadają niewiele to nie jest dla nikogo tajemnicą, ale moje koleżanki - mamy chłopaków skarżyły się, że nie mogą zaspokoić apetytów swoich żarłocznych potomków. Co by nie przygotowały to dali radę wszystko wciągnąć jak odkurzacze, bez oglądania się na resztę rodziny. Podobno chłopcy między 17 a 23 rokiem życia składają się głównie z żołądków. Potem to mija i znowu zaczynają przypominać ludzi wink
            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 09:11
              Hmmm Matti, jako osoba mająca w klasie e średniej szkole i w grupie studenckiej samych kolegów - mogę częściowo przyznać Ci rację, ale tylko częściowo, bo to bywa przypadłość pewnej grupy chłopców. Mój przyjaciel najstarszy stażem - od prawie 30 lat - tak miał. Naprawdę bardzo dużo jadł będąc osobą szczupłą o nieuprawiającą żadnego sportu - tak zwyczajnie miał smile Ale nie przypominam sobie, by zdołał zjeść wszystko bez oglądania się na innych, po prostu jadł więcej niż reszta. Nie pochodził z biednej rodziny dodam. Teraz od dawna mu to przeszło, to znaczy, na pewno je więcej niż ja np., ale nie tak dużo jak kiedyś. Mam też kolegę w moim weku, który nie wiem ile jadł jako młody człowiek, ale obecnie na serio je jak odkurzacz. Np. w restauracji zamawia sobie standardowo dwie porcje danego dania i zjada do czysta - on również nie pochodzi z biedy nijakiej i jest szczupły. Podobnie jak moja kolezanka, szczupluteńka dziewczyna, która je ma to mówią jak chop z gruby - ogromne ilości. Jest zdrowasmile
              • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:07
                Koleżanka, mama dwóch nastolatków płci żarłocznej wink opowiedziała mi kiedys taką oto historię...
                Wpadła po pracy do domu i zabrała się do przygotowania obiadu - wrzuciła do wrzątku jakąś kaszę czy ryż, pokroiła ogórki na mizerię i sięgnęła do lodówki chcąc wyjąć garnek z przygotowanym wczoraj gulaszem. Garnka w lodówce nie było, znalazł się, oczywiście, ale w zmywarce, PUSTY! Do pożarcia mięcha w sosie dla czterech osób przyznał się starszy, wtedy jakoś tak 17-18 letni syn. Przyszedł wcześniej ze szkoły, był głodny to podgrzał sobie stojącą w lodówce "RESZTKĘ ZUPY" i zjadł z chlebem. Podobno zupkę pochwalił ale z żalem stwierdził, że było jej mało.
                Z kolei jeśli chodzi o różnicę w ilości spożywanej żywności w Polsce i zagranicą, to przypominają mi się takie dwie charakterystyczne sytuacje. Pierwsza, bardzo dawno temu gdy moja przyjaciółka wychodziła za mąż, za Holendra. Wesele odbyło się w Polsce, przygotowane przez rodziców panny młodej i jak najbardziej w polskim stylu. Pamiętam przerażenie w oczach pana młodego i gości z jego strony w chwili zasiadania za stołami. Miałam wrażenie, że zaraz ktoś zacznie macać zawartość półmisków i salaterek w nadziei, że to tylko plastikowa dekoracja. Druga sytuacja to w Czechach. Często tam bywam u siostry ciotecznej, która wiele lat temu wyszła za Czecha. Normalnie głodna tam nie bywam bo siostra prowadzi dom po polsku, ale zostaliśmy kiedyś zaproszeni do ich znajomego na imieniny czy też urodziny, nie pamiętam. Przed wyjściem siostra zrobiła kanapki i zachęcała do zjedzenia bo późno wrócimy i będziemy głodni. Ja z natury jadam mało, a tu imieniny, przecież nieładnie będzie jak nic tam nie będę w stanie spróbować. Na tych imieninach był 1 (słownie:jeden) pieczony kurczak z jakąś sałatką ziemniaczaną, kruche ciasteczka, słone paluszki, jakieś cukierki i na szczęście owoce. Do tego wszystkiego 11 osób.
                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 14:47
                  smile No nie zauważam, by Polacy az tak dużo jedli w porównaniu z innymi nacjami ...Raczej to, że Polacy mają zwyczaj napychania gości. Tymczasem już przed II wojną poradniki SV mówiły, że np. na podwieczorek nie wypada podawac nic poza ciasteczkami, ani buszetkami, bo podawanei ich sugeruje, że goście nie jedli obiadu i nie mają zamiaru jesc kolacji.
                  Ja jak wspomniałam mało jem ogólnie, ale mój eksio je normalnie, tyle, ze oboje jesteśmy wege. Jakiś czas temu na wspólnym wyjeździe na Słowacji zechcieliśmy spróbować haluszków. Pani kelnerka mówiąca doskonale po polsku ze zrozumieniem porzykjęła to, ze chcemy bryndzowki z masłem, a nie skrawarkami, ale zadała dziwne pytanie czy porcje mają być dla dorosłych czy dla dzieci. Żadnych dzieci z nami tam nie było. No ...dla nas, dla dorosłych. Już po 1/3 z każdej miseczki (ok 250 gramów) skumaliśmy o co szło w pytaniu - danie jest tak syte, ze nie daliśmy rady nawet połowiesmile Dodam,. że będąc głodnymi. Było to pyszne, ale no za syte smile Tak samo w Czechach nie jestem, w stanie zjeść standardowej porcji z trzech knedlików ...
                  • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 16:45
                    kora3 napisała:

                    >nie wypada podawac nic poza cia
                    > steczkami, ani buszetkami,

                    A co to są te buszetki? Bo nie znam.

                    > danie jest tak syte, ze nie da
                    > liśmy rady Było to pyszne, ale syte

                    Koro, wybacz, ale bardzo Cię proszę - danie może być jedynie sycące - syty wyłącznie człowiek.
                    • kora3 Aquo ;) 09.01.17, 10:07
                      aqua48 napisała:
                      > Koro, wybacz, ale bardzo Cię proszę - danie może być jedynie sycące - syty wyłą
                      > cznie człowiek.

                      Jakkolwiek masz racje co do dania, to z wytłuszczoną częścią Twej wypowiedzi się nie zgodzę smile Syte może być także zwierzę smile - vide porzekadło: I wilk syty i owca całasmile
                      • aqua48 Re: Aquo ;) 09.01.17, 10:22
                        kora3 napisała:

                        > Jakkolwiek masz racje co do dania, to z wytłuszczoną częścią Twej wypowiedzi si
                        > ę nie zgodzę smile Syte może być także zwierzę smile - vide porzekadło: I wilk syty i
                        > owca całasmile

                        Masz rację.
                        • kora3 Re: Aquo ;) 09.01.17, 11:04
                          a słyszałaś kiedyś młodzieżową "sytość" ?smile Ja np. od córki koleżanki wiem, że mam heh syty telefon smile - wpadłabyś na to?smile
                  • matylda1001 Re: Przy wspólnym stole 09.01.17, 01:30
                    kora3 napisała:

                    >Tak samo w Czechach nie jestem, w stanie zjeść standardowej porcji z trzech knedlików ...<

                    Wbrew pozorom kuchnia słowacka i czeska bardzo się różnią. Czesko-morawska jest bliższa austriackiej, nawet niemieckiej. Słowacka jest bliższa nam, chociażby haluszki, właśnie. Potrawa słowacka, którą po naszej stronie granicy zamówimy raczej bez problemu w Czechach właściwie niejadana. Tam królują ziemniaki pod postacią wszelkich knedli, placków, sałatek i zapiekanek. Pod względem kaloryczności obie kuchnie przewyższa chyba tylko kuchnia Ukraińska, oni nie znają takiego słowa jak dieta wink przekonałam się w czasie ostatnich wakacji. Trzy plasterki knedlika raczej zjem ale w restauracjach podają przeważnie pięć smile Jest jedna potrawa, która łączy te dwa kraje, dla mnie w sposób nieprzyjemny. Utopenec - może jadłaś? małe specjalne serdelki w słoiku z dodatkiem cebuli, papryki zalane marynatą na bazie octu. Dla mnie nie do przyjęcia przede wszystkim dlatego, że nie jadam niczego z octem bo jest obrzydliwy, natomiast mój mąż uwielbia i na widok utopenca mógłby się tak zachować jak bohater tego wątku smile Czesi potrafią jeść to nawet na śniadanie, brrrr...
                • kora3 I jeszcze wspomnieniowo 08.01.17, 14:56
                  Wspomniany tu już mój najstarszy stażem przyjaciel jako młody osobnik nie tak jedzący, jak żrący poza tym, ze potrafił pochłonąć wszystko czego inni nie zjedli - nie z ich talerzy niedojadki, tylko np. pół tortu gdzie każdy zjadł po kawałku już na więcej nie miał ochoty smile miał też niecodzienną manierę polegającą na no jakby tu powiedzieć, oszczędzaniu talerzy. na mojej 21-nce na jeden talerz nałożył sobie kawałek tortu, brzoskwinię w zalewie, kawalek śledzia w occie oraz SALATKE ziemniaczaną .... Na takie pomieszanie smaków koleżance obok wszystko się do gardła podniosło. Dodam, że S tak robił w swoim towarzystwie bliskim, poza nim - niesmile dziś się zarykuje, gdy mu to "wypominamy" smile
                  • matylda1001 Re: I jeszcze wspomnieniowo 08.01.17, 18:05
                    Coś podobnego widziałam na promie ze Świnoujścia do Malmo. To była Dunka, młoda, wielka jak gdańska, rzeźbiona szafa z kryształowym lustrem nakładała sobie przysmak za przysmakiem i układała talerze na tacy. Gdy talerze przestały się już mieścić zaczęła na nie dokładać wszystko inne, zupełnie "nietematycznie" Pomyślałam sobie, że ktoś ze znajomych z którymi będzie to jadła powinien jej pomóc. Jak poszła wreszcie do stolika i się zorientowałam, że ona jest SAMA to o mały figiel nie straciłam apetytu. Potem usiadłam tak, żeby mieć na nią (dyskretnie) oko, dzięki czemu mogę stwierdzić, że dała radę smile No, ona na pewno nie z tych co to szkoda ich karmić bo i tak nic po nich nie widać wink
                    • kora3 Re: I jeszcze wspomnieniowo 09.01.17, 10:13
                      Tu przynajmniej apetyt przełożył się na masę smile
                      Mój przyjaciel obecnie - w tym roku skończy 45 lat - ma budowę normalną, ale wówczas był szczupły, nawet za szczupły. Miałam też takiego kolegę w pracy, który lat mając 35 był zwyczajnie chudy. Jadł nieprawdopodobnie jak na tak szczupłą osobe dużo. Nie ze jakos nieładnie jadł, czy innym wyjadał, ale no gdy pierwszy raz byłam z nim w formowym bufecie myślałam, że nabrał innym albo do domu na wynos smile Kiedyś kolega inny, stale walczący z nadwagą skwitował go: - Adaś, codziennie widzę Cię, jak normalnie żresz. Chyba co zarobisz, to przeżerasz. I żeby z ciebie był choć jakiś chłop na schwał! Gdzie ty chłopie to "chowasz"". A Adaś na to spokojnie "Mnie wszystko idzie w szare komórki" smile
    • koronka2012 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:19
      Rozumiem cię doskonale, bo sama też natknęłam się na takie "odkurzacze". I nie chodzi przecież o to, że komuś się żałuje, ale o taki brak wyczucia i myślenia o innych, no i stawianie gospodarzy w głupiej sytuacji.

      Znam pana, który jest w stanie pochłonąć WSZYSTKO, ile by tego nie było - i podobnie jak w tym przypadku zdaje się nie zauważać, że to co na stole przygotowane jest dla iluś osób, nie dla niego jednego. Kiedyś na rodzinnym przyjęciu zaraz po wejściu rzucił się na jedzenie i zjadł wszystko co było przeznaczone dla ok 10 osób. Reszta skosztowała tylko tyle zdążyła zanim on się dorwał do stołu.

      Osobiście takie zachowanie odbieram jako brak kultury, bo przecież nie widmo głodu mu przyświecało. To jest jakieś .... kompulsywne i wcale nie ma związku ze skromnym trybem życia (mój znajomy nie oszczędza).

      Na twoim miejscu nakłoniłabym siostrę do zwrócenia mu uwagi że tak się nie robi, bo to jest po prostu odbierane przez otoczenie jako brak ogłady. Skoro aluzje jak widać nie działają, to chyba jedyna droga.
      • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 20:47
        Dzięki za komentarz Koronka.
        Chyba czeka mnie trudna rozmowa z siostrą. Z drugiej strony, skoro nikt wcześniej nie zwrócił mu uwagi, to mam wrażenienie, że zostanę odebrana jako ta wredna zołza, co właśnie żałuje głodnemu, jak napisałaś.

        Matka Młodego pochodzi z wielodzietnej rodziny, było ich w sumie 13ro w domu - można sobie wyobrazić ile pracy i pieniędzy kosztuje wykarmienie tylu osób. Może faktycznie tutaj tkwi problem. O rodzicach oprócz tej informacji nic więcej nie wiem.

        Pytając młodych o to, jak organizują sobie posiłki (oboje studiują) dowiedziałam się, że jadą głównie na makaronach i pierogach, raczej standardowo, z tego co sama pamiętam z czasów studenckich.

        Sama jestem wegetarianką, ale specjalnie dla nich przygotowałam grecką moussakę, której młody nigdy wcześniej nie jadł. Sos beszamelowy, którego zrobiłam dość dużo i schowałam do lodówki, Młody wyżarł zaraz po obiedzie, na zimno...

        Cieszę się z jednej strony, że się chłopak nie krępuje, ale z drugiej moja lodówka jeszcze nigdy nie była tak czysta po świętach smile
        • koronka2012 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 22:51
          Powiem szczerze - wątpię w teorię o nadganianiu braków żywieniowych z dzieciństwa. Dlatego, że w rodzinach wielodzietnych nauka dzielenia się jest niejako wymuszona okolicznościami.

          Zachowanie chłopaka i tego pokroju osób jest bardzo niewłaściwe - nawet bliska relacja nie usprawiedliwia wyżerania komuś zawartości całej lodówki. Bo przecież to zachowanie nie wynika z głodu - jeśli ktoś zjada 2-3-4 takie porcje, którą najedli się pozostali - i rzuca się dalej na jedzenie, to jest raczej zaburzenie odżywiania (może to być reakcja na stres). Poczytaj o kompulsywnym objadaniu się. Czy w domu z siostrą też jada takie chore ilości?

          Pomyśl o tym w ten sposób - ty przymykasz oko jako rodzina, ale inni - znajomi, koledzy z pracy - tego nie zrobią. Chłopak zyska opinię buraka, który nie potrafi się zachować.
        • agulha Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 00:33
          Jak to było z tą lodówką? Zapytał, czy może masz jeszcze coś do jedzenia? Zapytał, czy masz może jeszcze ten sos? Powiedział, że głodny? Czy wsadził głowę do lodówki, coś zauważył i zeżarł?
          Jeśli to ostatnie - jest skreślony. Jeśli pozostałe - może należy odpowiadać spokojnie: mam, ale nie dam, ponieważ przygotowałam to sobie na jutro. Kropka.
        • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 12:47
          parasympatyczna napisała:

          > Chyba czeka mnie trudna rozmowa z siostrą. Z drugiej strony, skoro nikt wcześni
          > ej nie zwrócił mu uwagi, to mam wrażenienie, że zostanę odebrana jako ta wredna
          > zołza, co właśnie żałuje głodnemu, jak napisałaś.

          Nie wydaje mi się. To twoja siostra, więc jest co najmniej tak fajna, miła i troskliwa, jak ty wink
          Wystarczy, żebyś uruchomiła wszystkie swoje uczucia do niej i całą troskę i na tym się skupiła, a nie wyjdziesz na żadną zołzę. Stawiam, że obie się popłaczecie ze wzruszenia i rozmowa skończy się na siostrzanym obściskiwaniu się smile

          > Matka Młodego pochodzi z wielodzietnej rodziny, było ich w sumie 13ro w domu -

          No, to dość istotny fakt w rozumieniu sytuacji. Zapewne w takim domu mogła istnieć rywalizacja o jedzenie i dzieci miały zakodowane, że jeśli nie dorwą się i nie - wybacz - pożrą, ile się da, jedzenie zostanie pochłonięte przez kogoś innego. I zapewne takie tradycje, prawdopodobnie nieświadomie, zaszczepiła swoim dzieciom - zwłaszcza jeśli i w jej nowym domu się nie przelewało. Drugie pokolenie traumy - odziedziczonej.

          Narzeczony jednej z moich ukochanych przyjaciółek, z zamożnego inteligenckiego domu, jadł jak głodny pies. Nie miałam innego skojarzenia - facet siadał nad talerzem, pochylał cały tułów, żeby mieć jak najbliżej i w tempie błyskawicznym żzerał wszystko, co na tym talerzu było, prawie nie gryząc, łykając wielkie porcje z przeładowanego widelca. My ledwo zaczynaliśmy, on już wyskrobywał resztki. Intrygowało mnie to, bo poza strefą stołu był świetnie wychowany, miał wszechstronną wiedzę i wyrafinowany dowcip. Okazało się, ze jego rodzice oboje przeżyli wojnę i doświadczyli wielu traumatycznych sytuacji, w tym głodu i sytuacji niemal śmierci głodowej.

          Wiem, że dla niektórych tego typu historie (dziedziczenie lęków i traum) może brzmieć szamańsko i niewiarygodnie, ale to się po prostu zdarza (czytałam parę badań, które to potwierdzają). Co w sytuacji narzeczonego twojej siostry jest tym gorsze, bo trudno z tym walczyć (tego typu rzeczy przekazywane są na głębokim, nieświadomym poziomie). Moim zdaniem, jeśli ma się coś zmienić, należy potraktować to behawioralnie - zmiana z zewnątrz uruchomi mechanizm zmian wewnątrz. Czyli przedstawić rachunek zysków (całe mnóstwo) i strat (zero) jeśli narzeczony zechce zmienić zachowanie. Zero ocen, same akty i uczucia plus autentyczna troska.
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 13:16
            Jednak przeszukiwanie cudzych lodówek i innych zakamarkow w poszukiwaniu jedzenia nie a się nijak do nieracjonalnego pożerania z talerza czy nawet z półmisków na stole.To jest calkiem osobna kategoria zachowań. Wierzę nie tyle w dziedziczenie traum co w podswiadowe zaszczepianie własnych lęków. Jeśli w rodzinie tego czlowieka naprawdę brakowało jedzenia i jego zachowanie przy stole jest kompulsywne to i tak powinien cos z tym zrobic-udać się na jakąs terapię na przykład.Nie wierzę natomiast że nie można się powstrzymać przed przeszukiwaniem komuś mieszkania.
            • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 15:13
              > Nie wierzę natomiast że nie można się powstrzymać przed przeszukiwaniem komuś
              > mieszkania.

              Mieszkania nie przeszukiwał, z pewnością zajrzał do lodówki i na kuchenkę, to wszystko, o czym wiemy. Zjadanie na zimno beszamelu z lodówki świadczy o tym, że gość ma jakieś dziwne zaburzenia odżywiania, to nie jest zachowanie osoby zdrowej, w dodatku obżartej.

              Myślę, że w tej sytuacji warto powstrzymać się od ocen, czyli nawet sugerowania, że zachowanie chłopaka to celowe, cyniczne działanie. Przyklejanie do tego zachowania jakiejś łatki to po prostu strata energii, kompletnie niepotrzebna. Warto się skupić na tym, czy sytuacja może - i, jeśli tak, to jak - się zmienić.
              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 16:57
                Toz ja o żadnym cynicznym działaniu nie pisałam tylko o zwykłym braku podstawowej kindersztuby. Zagładanie komus do lodówki to jest element przeszukiwania, bo jeśłi do lodówki zajrzał to i do szafek jak najbardziej mógł(zreszta nie mamy pewnośći czy sam zajrzał ja tylko tak teoretycznie napisałam). Co do brania książek z półek otwartych to nie mam nic przeciwko wrecz sprawia mi to frajde ale ja jeśłi chodzi o książki dziwna jestem.
                • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 17:04
                  Jeśli facet ma nietypowe zaburzenia odżywiania (wygląda mi to na jakiś dziwny nietypowy BED, Binge Eating Disorder, czyli nałogowe obżeractwo), to nie chodzi o brak dobrych manier. Tzn równie dobrze można o brak manier oskarżyć alkoholika w ciągu. Tymczasem to jakby inny porządek.
                  • baba67 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:17
                    Ludzie którzy mają to zaburzenie są w pelni tego świadomi bo bardzo utrudnia im życie. No ale jeśłi nietypowy przypadek występujacy tylko z okazji wizyty u kogoś,nie wiem, nie znam się. Nadal szperanie po cudzej kuchni mi do obrazu nie pasuje.Polecam na YT Secret Food Diary
                    • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 12:49
                      Dyskutowałabym. O zaburzeniach odżywiania akurat wiem bardzo dużo z własnego doświadczenia. Mnóstwo dziewczyn zaprzecza, że ma jakikolwiek problem (czasem do momentu, w którym jest za późno...). Dokładnie tak samo, jak z każdym innym nałogiem.
              • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:30
                Kochane moje!
                Muszę sprostować z tym wyżeraniem z lodówki smile Trochę się zagalopowałyśmu tutaj. Niejasno się chyba wyraziłam.

                Młody wyżera to co na widoku i na stołach. Nigdy przenigdy sam nie buszował po lodówce. Wspomniany beszamel, który miał starczyć na 'później' został przełożony do kubeczka w celu wystygnięcia, po czym schowany do lodówki. W tym czasie jeliśmy obiad. Po skończonym posiłku siostra zapytała, czy może spróbować samego sosu, oczywiście zgodziłam się i sama podałam jej łyżeczkę. Młody korzystając z okazji wziął łychę i kubeczek dokończył już sam smile
      • baba67 Re: Przy wspólnym stole 04.01.17, 22:27
        Może dasz namiar na tego pana , moja siostra chętnie go zaprosi na Święta. Ma duża rodzinę wraz ze szwagrem uwielbiają gotować.Dyzurny dowcip w czasie przyjęc-no kiedy ta kompania wróci z poligonu bo lodówki nie są z gumysmile
    • milamala Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 00:49
      Mysle, ze rozmowa z siostra, ktora moglaby delikatnie napomniec ukochanego powinna rozwiazac sprawe. Tyle ,ze siostra powinna zrozumiec, ze cos powinna z tym zrobic a nie usprawiedliwiac "bo on taki juz jest". A jak to nie pomoze to niestety trzeba abys wprowadzila zwyczaje holenderskie i nakladala po kawalku, bo inaczej bedziecie glodowac.
      • baba67 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 11:03
        No wlaśnie-mnie tez zaskoczyła postawa siostry.Oczywiście że podstawa dobrego związku jest akceptacja różnic i dziwactw sa jednakowoż pewne granice. Mogę zaakceptować np że mój partner w gościach mało co się odzywa, głównie słucha bo on tak ma-nikogo nie uraża ani klopotu nie robi. Cos tak rażącego jak wyjadanie komuś z lodówki (w sumie nie wiem jak było ale być może buszował i co znalazł to pochłonął) albo opisane zjedzenie niemal całego ciasta na stole na początku spotkania towarzyskiego jest naruszaniem ogólnie znanych zasad życia społecznego i jako takie nadaje sie tylko do korekty.
        • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 12:52
          Mnie siostra nie zaskoczyła smile

          Jeśli to początkowy etap związku - pierwsze pół roku do kilkunastu miesięcy - to znajduje się pod wpływem hormonów, które zniekształcają jej widzenie. Niektórzy naukowcy twierdzą, że stan pierwszej miłosnej euforii (zwykle 6-10 pierwszych miesięcy) przypomina euforię, występującą u ludzi zaburzonych neurologicznie. Poza tym, u ludzi mocno zakochanych ośrodek w mózgu, odpowiedzialny za krytyczne spojrzenie jest w stosunku do osoby kochanej wyłączony. Widzisz wady, ale je bagatelizujesz.

          Dlatego właśnie należy się odwołać do faktów, nie ocen faktów. Uświadomić zagrożenia (towarzyski ostracyzm, problemy w pracy, problemy ze zdrowiem). I pracować na faktach i emocjach.
          • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:21
            Związek liczy już prawie dwa lata, więc pierwsze koty za płoty.
            Ja jestem bardzo luźna babka i wiem też, że za taką postrzega mnie moja siostra. Wszyscy wiedzą w rodzinie, że mam dość ponaciągane we wszystkie strony mechanizmy akceptacji różnych dziwactw. Co nie znaczy znowu, że akceptuję wszystko jak leci i można mi wejść na głowę. Jednak jestem ostatnia, która się bierze za moralizatorstwo czy stawianie do pionu lub udzielanie życiowych rad. Być może młody juz też o tym wie.

            Wasze opinie zwróciły moją uwagę na fakt usprawiedliwiania zachowań niestosownych. Zapaliła mi się czerwona lampka. Musze to jeszcze przemyśleć. Coś zdecydowanie jest na rzeczy tutaj.
            • a.nancy Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 13:34
              I przez dwa lata siostra nie zauważyła, że jej chłopak wszystko wyżera? Nie zdarzyło jej się ANI RAZU powiedzieć mu, żeby przystopował? Rozumiem pierwszy miesiąc znajomości, ale po dwóch latach powinni mieć temat dawno obgadany, ona ma prawo kopać go pod stołem a on powinien wiedzieć, ZA CO smile
    • kora3 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 08:57
      Pomijając to, że taki wilczy apetyt może być objawem choroby (warto sprawdzić, oczywiście nie tysmile) - zachowanie narzeczonego siostry może zaowocować dlań kłopotami. Ciebie to tylko zniesmaczyło, bo jesteś osobą bliską jego ukochanej, ale ja się tak będzie młody człowiek zachowywał w towarzystwie dalszym, służbowo np. to nie będzie już tak wesoło.
      Na twoim miejscu zwyczajnie uświadomiłabym to siostrze. Nie ma tego w domu, powiadasz? Głoduje znaczy? Mowa o dorosłym człowieku, który ma narzeczoną? Bo jakby to było dziecko patologicznych rodziców, które w domu nie ma dość jedzenia,. to byłoby to wytłumaczenie takiego zachowania - raz ze dziecko, dwa, ze głodne. Ale to dorosły facet - bez jaj, że "nie ma w domu"
      • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 09:29
        Nie wyobrażam sobie sytuacji gdy ktoś bez pytania wyżera z cudzej lodówki potrawy przygotowane na później. Tu wzięłabym na stronę młodego i powiedziała zdecydowanie, że przekroczył uprawnienia gościa i że nie jest sam, a posiłki są przygotowane dla wszystkich obecnych nie tylko dla niego. Jak widać nie umie się opanować, a może nie czuje takiej potrzeby, powody nie są istotne. Niech siostra zacznie nad nim pracować i zorientuje się szybko czy pan rokuje, czy zawsze będzie niedożywionym głodomorem za którego będzie się mocno wstydzić przy każdej okazji towarzyskiej.
        • kora3 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 09:39
          Wiesz, ja mam przynajmniej kilka takich osób (i ich domów), gdzie mogę sobie wziąć sama co zechce z lodówki i oni u mnie też. Wynika to zwyczajnie z bliskości. jednocześnie nie jest to przecież standardowe i o ile dopuszczalne, to właśnie dlatego, ze z kimś ma się takie zasady. Tu jednak nie ma takich zasad - gośc buszował w lodówce siostry swej narzeczonej, którą to siostrę ledwie poznał! Być może jak wiele osób gośc sobie przetransponował jakieś "lokalne zwyczaje" ze swej rodziny czy grona przyjaciół na rodzinę narzeczonej.

          choć jestem osobą asertywną rozumiem biernośc gospodyni - czasem człowiek na bezczelność zbaraniejesmile poza tym, no wiesz, mówi się, ze jedzenia się nikomu nie załuje ...
          Wg mnie kolegę narzeczonego powinna utemperować jego narzeczona - jako bliska osoba po prostu
          • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 10:18
            kora3 napisała:

            > Wiesz, ja mam przynajmniej kilka takich osób (i ich domów), gdzie mogę sobie wz
            > iąć sama co zechce z lodówki i oni u mnie też.

            No ale to jest kompletnie POZA zasadami s-v, prawda, i nie dotyczy każdego kogo zapraszasz?


            >- gośc
            > buszował w lodówce siostry swej narzeczonej
            > mówi się, ze jedzenia się nikomu nie załuje
            > Wg mnie kolegę narzeczonego powinna utemperować jego narzeczona

            Moim zdaniem nieżałowanie komuś jedzenia, nie ma nic wspólnego z zasadami s-v. Które to mówią, że o tym co jest na stole w ilości jak również rodzaju decyduje wyłącznie gospodarz, nie gość. Buszowanie komuś po zamkniętych szafach, szafkach, czy kuchni w ogóle jest niedopuszczalne. Nawet wyciąganie cudzych książek z otwartego regału nie mieści się w dobrym zachowaniu.
            Z narzeczonym z pewnością powinna porozmawiać jego sympatia i uzmysłowić mu, że jego zachowanie jest nieakceptowalne, ale za siebie odpowiada on sam. I on sam osobiście również może narazić się na krytykę jeśli te zasady łamie i narusza cudze granice.

            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 10:28
              aqua48 napisała:

              >
              > No ale to jest kompletnie POZA zasadami s-v, prawda, i nie dotyczy każdego kogo
              > zapraszasz?


              Aquo, no błagam Cie smile przecież SAMA TO NAPISALAM !!!!

              >
              > Moim zdaniem nieżałowanie komuś jedzenia, nie ma nic wspólnego z zasadami s-v.

              A czy ja cos wspomniałam, ze ma? Wspomniałam, że tak sie mówi - tyle.

              > Które to mówią, że o tym co jest na stole w ilości jak również rodzaju decyduje
              > wyłącznie gospodarz, nie gość. Buszowanie komuś po zamkniętych szafach, szafka
              > ch, czy kuchni w ogóle jest niedopuszczalne. Nawet wyciąganie cudzych książek z
              > otwartego regału nie mieści się w dobrym zachowaniu.


              Oczywistosci napisałaś smile

              > Z narzeczonym z pewnością powinna porozmawiać jego sympatia i uzmysłowić mu, że
              > jego zachowanie jest nieakceptowalne, ale za siebie odpowiada on sam. I on sam
              > osobiście również może narazić się na krytykę jeśli te zasady łamie i narusza
              > cudze granice.


              Znów oczywistośc smile
              >
    • mocno.zdziwiona Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 13:03
      Abstrahując od zachowania tego chłopaka, wydaje mi się, że wpadłaś w pułapkę goszczenia. Siostra to najbliższa rodzina i sądzę, że przy kolejnej wizycie warto zmienić zasady. Niech sami zrobią zakupy, niech przygotują dla wszystkich. Zobaczysz czy nadal zachowanie chłopaka będzie takie samo. Jestem też za opcją wydzielania w takim przypadku. Nałożyć każdemu po porcji i schować. Na przeszukiwanie lodówki reagować stanowczo. To czy chłopak wyjdzie na buraka czy nie, by mi zwisało. Ważne, że w moim domu ja mam się czuć dobrze. A zwracać uwagę siostrze? Po co, przecież ona to widzi i akceptuje. Jeśli jest jej głupio, sama powinna z chłopakiem pogadać, nie ma co jej brać "na dywanik". Ale jego temperować, kulturalnie, ale dobitnie.
      • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 19:01
        No to teraz padniesz, jak CI opowiem smile
        Młody, po którejś tam nasiadówce wyskoczył z tematem zadowolony z siebie jak dziki przy truflach, że zrobi nam wszystkim na wieczór pizze. Oczy otworzyły mi się szeroko, myśle sobie, ja to chyba jestem jakaś podstawowo wredna i nieufna, chłopak mi się tu sam do gotowania wyrywa a ja go o najgorsze podejrzewam... natychmiast wróciłam do siebie, jak po propozycji zrobinia pizzy padło pytanie - a drożdże macie smile smile smile No nie mieliśmy niestety tongue_out

        Ale tak już abstrahując od reszty, on taki pomocny jest ogólnie. Po obiedzie pozmywa, tależe wysuszy i poskłada. Jak przestawiałam sztućce, które pomieszał chowając do szuflady, to przeprosił tłumacząc się, że nie wiedział, że mają być posegregowane. No aż mi się głupio zrobiło, że przy nim je sortowałam... Drewna na opał naniósł. Pieskowi zabawkę przywiózł w ramach prezentu, razem z mężem dostaliśmy po książce. Zawsze dziękuje za gościnę i zaprasza do siebie. Jest bardzo grzeczny i układny, szkoda mi się go robi nawet jak czytam, ja dziewcznyny tutaj po nim jadą. Zdecydowanie nie jest żadnym kartoflem czy innym burakiem. On poprostu żre za 10ciu. Tylko wink


    • angeka2 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 14:04
      Miałam w dzieciństwie etap biedy i jedzenia w kółko placków ziemniaczanych albo ziemniaków z jajecznicą, braku mozliwości zjedzenia czegoś innego, czasami czekania na kolację aż tata wróci z wykombinowanymi skądś pieniędzmi, bo w domu nie było dosłownie nic.

      Coś zostaje w człowieku, bo teraz MUSZĘ mieć jakikolwiek zapas w zamrazalniku, w słoikach,, cokolwiek, natomiast kiedy przychodzą do nas goście i ich częstuje, to COŚ się we mnie pojawia. Coś bardzo dziwnego, czego nie potrafię dokładnie nazwać - w domu rodzinnym nie częstowało się nigdy niczym nikogo, bo samym nam brakowało. Teraz częstowanie gości jedzeniem wzbudza we mnie jakiś rodzaj uczucia, którego nie potrafię określić. Oczywiście częstuję, prygotowuję posiłki dla gości, ale gdzies głęboko siedzi może to lęk, może coś w rodzaju: zjedzą u nas, nie bedziemy mieć, będziemy głodni, nie zapraszaj w porze obiadu/kolacji, schowaj (!)

      Ale ja tłumię te emocje i funkcjonuję raczej normalnie.
      W dzieciństwie bałam się też, że ktoś odkryje, że jesteśmy biedni. No skądś mi się to wzięło, więc w gościach mówię, że nie jestem głodna, nie umiem poprosić o jedzenie albo dokładkę.

      Nawet nie zdawałam sobei sprawy z tego póki nie przeczytałam tego wątku smile
      • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:08
        Przykro mi, że masz takie doświadczenia Angeka... większość z nas jednak nie docenia tego, co ma.
        To, o czym piszesz, kiedy odmawiasz jedzenia w towarzystwie przypomina mi mojego nieżyjącego już dziadka, także po przejściach w dzieciństwie, wojennych niestety.

        Bene, sugerujesz dziedziczenie emocji. To bardzo ciekawe. Traumy jak najbardziej są dziedziczone, rozmawiałam kiedyś o tym z pewną panią psycholog. Aż dziw bierze, ile rzeczy można dostać w pakiecie genetycznym.
        • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 22:46
          To dziedziczenie pozagenetyczne (=epigenetyczne), ale naukowcy do tej pory spierają się, czy ono istnieje (może coś kręcę, za mało wiem na ten temat). Raczej, myślę, chodzi tu o wpływ systemu (czyli nieświadomy na bardzo głębokim poziomie) wzorzec, wdrukowywany podczas procesu wychowania. Takie sprawy często nie wychodzą na jaw, bo poddani traumie nie chcą do nich wracać, tym bardziej straszyć dzieci przeżytymi koszmarami. Jednocześnie przekazują te emocje w 'magiczny' (poza-werbalny i pozaświadomy) sposób. Dużo takich historii jest na przykład w opowieściach drugiego albo nawet trzeciego pokolenia 'dzieci Holocaustu', czyli dzieci i wnuków wojennego pokolenia Żydów, którzy przeżyli wojnę.

          Bardzo jestem ciekawa, jak się ta twoja niebywała historia skończy. Odpływamy (tzn ja odpływam) coraz dalej, a przyczyna problemu młodego może być dość trywialna wink
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 08:05
            Tak, dokładnie tak to interpretuję i jest to dla mnie bardzo wiarygodne.Małe dzieci wyczuwaja nastroje rodziców nawet jeśłi rodzice staraja jakichś uczuć i lęków nie okazać empatycznym dzieciom sie udzielają.Dziecko wyrasta, świadomie nie pamięta ale to w nim tkwi tak jak w opisanej przez Angekę historii. Ona odtwarza lęki swojej matki choc nie ma żądnych logicznych podstaw do tych lęków bo zaprasza gości sama, narobi się przy kuchni i gdyby goście tego nie zjedli byłoby jej przykro.
    • akle2 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 16:00
      Może ma duże zapotrzebowanie kaloryczne smile
      A może właśnie normalne, a to Wy jecie jak ptaszki?
      Ciężka sprawa, bo ten głodomór może wbrew pozorom być bardzo dobrym kandydatem na męża i ojca.
      Moja rada: gotować mniej, jak on was odwiedza. Po prostu. Albo coś taniego, podroby na przykład smile
      • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 16:21
        akle2 napisała:

        > Ciężka sprawa, bo ten głodomór może wbrew pozorom być bardzo dobrym kandydatem
        > na męża i ojca.

        Dla mnie ktoś kto MUSI zjeść wszystko ze stołu nie czekając na innych, oraz w obcym domu wyjada z lodówki, NIE jest dobrym kandydatem ani na męża ani na ojca. Potem będzie dziecku wyżerał..
      • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 18:39
        Akle, ja faktycznie jem jak ptaszyna. No chyba że ciasto domowe zapachnie, wtedy uruchamiam wszystkie inhibitory, żeby nie zachowywać się jak bohater z mojego wątku wink

        A tak na poważnie, jak ktos już wcześniej zasugerował, może faktycznie moja wizja uginającego sie od jedzenia stołu dla kogoś innego jest raptem zakąską... Nie wiem już sama, ale wkrótce nastąpi okres rewizyt, więc będę miała idealne okazje do weryfikacji i porównania.



        • e-kasia27 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 21:24
          Obawiam się, że tak może być, że dla ciebie dużo, to dla niego nic.
          Weźmy na przykład tę tartę, którą opisałaś na początku.
          Tarta, to cieniutkie ciasto. Jaką mogła mieć średnicę ta upieczona przez ciebie?
          30 cm? 50 pewnie nie? - taką ilość ciasta mój syn chuderlak, nie grzeszący wzrostem, potrafi zjeść na przekąskę przed obiadem na który pochłonie kopiaty talerz makaronu i 5 kotletów, a za godzinę przyjdzie sprawdzić, czy jeszcze coś z obiadu zostało, bo głodny.
          A ta wielka patelnia potrawki? Jeśli trzy talerze zjedzone przez młodego załatwiły całą zawartość patelni, to znaczy, że to nie jest żadna wielka patelnia! Ile tej potrawki było na głowę? Dwie łyżki?
          • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 22:12
            kasia, dzieki
            tarta fakt - 30cm, z kremem brulee, wiem, ze wszyscy przepadaja za nia, moze faktycznie za malo tych slodkosci - punkt dla Ciebie - chociaz wiele osob, które jej próbowalo mówi, że to ciacho choć pyszne, to na raz, bo bardzo mdłe ze wzgl na jajeczny krem - młodemu to nie przeszkadzało wink

            ALE nie moge się zgodzic co do potrawki - patelnia największa jaka mam, kazdy z nas mial pelen talerz + młody zjadl 3 dodatkowe porcje - moj maz jest 2x wiekszy od mlodego, padl po obiedzie i nie wierzyl w to, co się działo smile
                • baba67 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 07:43
                  Po prostu ciekawa byłam, sama lubie gotować, ale nie widziałam nigdzie patelni płaskiej na której możnaby ugotować 6 solidnych porcji czegokolwiek. zatem jest to cos pomiędzy patelnia a rondlem co juz brzmi sensownie. Zwróć uwagę że w niektórych postach przewija sie watpliwość czy aby to co Ty uważasz za wielki talerz jedzenia w rzeczywistości nie jest talerzykiem do przystawek dlatego dobrze doprecyzować co kto rozumie.Rozumiem problem bo mialam opasową teściowa która rzeczywiście jadla bardzo mało.Potrafiła podać w charakterze mięsa do dania głównego jedna kaczke na 9 osób. Nie była skąpa, zaznaczam miała taka wizję porcji.Uważała mnie za fenomen medyczny bo 1/3 średniej kaczuszki to nie był dla mnie zaden problem (a nosiłam rozmiar 38-40).
            • salsa.lover Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 09:45
              parasympatyczna napisała:

              > kasia, dzieki
              > tarta fakt - 30cm, z kremem brulee, wiem, ze wszyscy przepadaja za nia, moze fa
              > ktycznie za malo tych slodkosci - punkt dla Ciebie - chociaz wiele osob, które
              > jej próbowalo mówi, że to ciacho choć pyszne, to na raz, bo bardzo mdłe ze wzgl
              > na jajeczny krem - młodemu to nie przeszkadzało wink
              >
              > ALE nie moge się zgodzic co do potrawki - patelnia największa jaka mam, kazdy z



              Ale przecież tu zupełnie nie chodzi o rozmiar tarty czy patelni!

              Chodzi o to, że przy stole siedzą też inne osoby i poczęstunek jest DLA WSZYSTKICH.
              Choćby nie wiem jak małe było to ciasto, choćby nie wiem jak głodny był to po prostu dość chamskie jest zjedzenie wszystkiego ze stołu nie oglądając się na innych gości.
              I tu jest sedno. Przestańcie już go usprawiedliwiać, że może biedny, może chory, może za mało ugotowane. Dorosły i w miarę kulturalny człowiek powinien być się w stanie opanować.

              Sama jestem z osób, które mają taki metabolizm, że mogę jeść i jeść i nie wiem gdzie to wszystko idzie. Zdarza się często, że jak idę w gości czy na przykład na jakiś firmowy bankiet to jedzenia jest mi za mało i MOGŁABYM zjeść dwa razy tyle. Ale nie robię tego. Normalne chyba. Jestem w gościach, są inni ludzie, jedzenie jest dla wszystkich, nie tylko dla mnie.
              Jak dorosły człowiek może tego nie ogarniać?
              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 10:22
                IDZIESZ na bankiet. Z domu, gdzie sobie niezłe podjadłaś. Młody czlowiek ma duży apetyt i jest U KOGOŚ.Tu jest ta róznica. Dojadanie na mieście-kontrowersyjne jednak , trzeba to robic w miarę dyskretnie tak żeby nie zasugerować skąpstwa gospodarzom Dlatego uważam że osoba z bardzo duzym apetytem nie powinna takich zaproszen na kilka dni przyjmować o ile nie jest to naprawdę bliska rodzina która wie o co chodzi i skarmia zapychaczami.
                • salsa.lover Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 14:59
                  baba67 napisała:

                  > IDZIESZ na bankiet. Z domu, gdzie sobie niezłe podjadłaś.

                  A nie, nie nie. Napisałam, że jak idę W GOŚCI lub na bankiet.


                  > Młody czlowiek ma duży apetyt i jest U KOGOŚ.Tu jest ta róznica.

                  Ale cóż to za różnica? Jest U KOGOŚ. W GOŚCIACH. Nie u siebie w domu. Wypada się jakoś zachować.
                  I wiesz, nawet u siebie w domu nie wypada samemu wyżreć na przykład całego ciasta, gdy jest jeszcze na przykład rodzeństwo, rodzice.

                  Duży apetyt nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem. Brak hamulców i nie liczenie się z innym owszem.

                  • pavvka Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 15:56
                    salsa.lover napisała:

                    > > IDZIESZ na bankiet. Z domu, gdzie sobie niezłe podjadłaś.
                    >
                    > A nie, nie nie. Napisałam, że jak idę W GOŚCI lub na bankiet.

                    Ale nie chodzi o to czy impreza odbywa się u kogoś w domu czy w restauracji, tylko o czas. Jeśli idziesz gdzieś na parę godzin, to możesz zjeść zawczasu. Jeśli gościsz gdzieś kilka dni, to nie najesz się na zapas przed.

                    > I wiesz, nawet u siebie w domu nie wypada samemu wyżreć na przykład całego cias
                    > ta, gdy jest jeszcze na przykład rodzeństwo, rodzice.
                    >
                    > Duży apetyt nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem. Brak hamulców i nie liczenie
                    > się z innym owszem.

                    Z tym chyba nikt nie próbuje polemizować. Dyskusja dotyczy tylko tego co ma w praktyce zrobić człowiek o nieprzeciętnie dużych potrzebach żywieniowych kiedy jedzie na kilkudniową wizytę.
                    • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 13.01.17, 18:35
                      pavvka napisał:

                      >Dyskusja dotyczy tylko tego co ma w p
                      > raktyce zrobić człowiek o nieprzeciętnie dużych potrzebach żywieniowych kiedy j
                      > edzie na kilkudniową wizytę.

                      Nie powinien się w ogóle na takie wizyty z nocowaniem u kogoś wybierać jeśli nie jest w stanie ani zapanować nad swoim apetytem ani niepostrzeżenie dożywiać się na mieście.
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 22:14
            Nawet gdyby dla 5 osób do kawy było podanych 5 delicji to i tak nie usprawiedliwia zjadania wszystkich przez jednego gościa (bo to przeciez malutko) No malutko, możemy sobie pomyślec o skapstwie gospodyni ale zwracamy uwage na współbiesiadników.O tym tak naprawde jest wątek.
      • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 05.01.17, 22:51
        Miałam kiedyś przyjaciółkę, która jadła jak ptaszek i takie też porcje podawała na przyjęciach. Właściwie przyjątkach. Ale nawet nad tymi doprawdy mikroskopijnymi porcyjkami ludzie certowali się po polsku, tzn bez zachęty ze strony gospodyni nie brali dokładek i pilnowali, żeby nie zgarnąć ze stołu (stoliczka) tyle, żeby zabrakło dla innych.

        Jeśli to maratończyk, to może rzeczywiście mieć duże zapotrzebowanie na kalorie, ale nadal jego beztroska jeśli chodzi o aprowizację innych, teoretycznie przyszłej rodziny, jest zastanawiająca.
        • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 02:42
          Mialam to samo napisac - moze twoja wizja "wielkich mich z zarciem" to dla mnie spodeczki od herbaty ledwie do polowy wypelnione.
          jesli do tego jestes wege, (ty Korciu nie jestes wege?) to nic dziwnego ze od ciebie wychodzi sie glodnym. ja MUSZE zjesc MIESO, mnie zadna fasola ani orzechy ani jajka ani szpinaki ani tofu nie zapchaja na dlugo, nawet jesli zjem tego kilka kilo. NIE i juz.
          natomiast kawalek steka wolowego albo piers z kurczaka z salata, nawet bez ziemniakow,
          to juz owszem zapelni mnie na kilka godzin.
          Co do porcji jeszcze, to mialam taka ciocie ktora byla pewna ze "ogromna porcja" to trzy cieniutkie plastereczki szynki i pol kromki chleba big_grin
          kobiecina sie owszem sama tym najadala az po gardlo, ja niestety dopiero zaczynalam przekasac : )

          Polecam wiec zastanowic sie nad faktem iz potencjalny szwagier to mlody zdrowy rosly FACET, jesli do tego np pracuje fizycznie lub uprawia sport lub w ogole jest aktywny fizycznie to ma zapotrzebowanie kaloryczne calkiem spore, i przypatrzec sie uwaznie ile on jest w stanie pochlonac - i stosownie podawac.

          Przecietny 30 lat mezczyna spala pomiedzy 2400 - 3000 i + kalorii dziennie (srednia 2600 kal), zaleznie od stylu zycia (bardziej siedzacy czy bardziej intensywny) i stosownie od tego je.
          Taki np Michael Phelps zjada 12.000 kalorii gdy bierze udzial w kompetycji. wyobrazasz sobie ile trzeba zjesc aby miec z czego to spalac? oczywscie on to je w ciagu dnia, i zdrowo, niemniej aby wyobrazic sobie ile to jest z jedzeniem o jak nawiekszje zawartosci kalorycznej to np to taka ilosc junk food:
          czekoladowe nalesniki, slodkie mieszanki mleczne, omlet z 5 jajek i w ogole smazone i tluste

          Aby moc spalac 2600kal to trzeba co najmniej tyle zjesc.
          Maratonczyk przebiegajacy 40km potrzebuje zjesc 2500 kal, przebiegajacy wiecej - odpowiednio wiecej. jedzenie tez nie moze byc byle jakie a konkretne produkty bo biegacz potrzebuje konkretny budulec, inny niz np ciezarowiec.
          To moze byc mily i jakze uprzejmy gest z twojej strony, Para, wyszukac w 'guglu' co jedza dlugodystansowi biegacze i pod tym katem gotowac.
          I dopiero po tym jak jedzenie nadal bedzie znikac w bezwglednym, egoistycznym tempie ze stolow, mozna pomyslec czy to tylko kwestia zbyt malych porcji....

          Minnie
          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 08:15
            Minnie ale rzecz cała nie tkwi w tym że on duzo je. To jest cecha osobnicza. Mój chudy dziadek wtranżalał aż miło ale nie widziałam żeby przy stole wyjadał wszystko z półmiskow nie patrząc na innych wspólbiesiadników. Owszem, jest możliwe że osoba wege która je jak ptaszek ma kompletnie nie przystająca do rzeczywistośći wizję uginającego sie stołu zdolnego nasycić gości i rzeczywiście sa osoby które muszą zjeść mięso żeby się najeść. Niemniej skromny poczestunek nie zwalnia od towarzyskiej ogłady. Prawidłowe zachowanie wołoducha goszczonego przez eteryczna wegeteriankę to lunchowa wizyta w pobliskiej kebabowni plus zajście do cukierni.
            • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 00:32
              baba67 napisała:
              > Minnie-kocham Twoje linki i Twoje anglicyzmy-brzmia cudowniesmile

              A dziekuje Babo, tos zrobila mi przyjemnosc smile
              jak lubisz moje anglicyzmy, to chyba by ci sie podobalo jak mowi moja corka. ona mowi dobrze po polsku ale widac ze "tu rodzona". np ona sie dobrze czuje "w tym warzystwie", albo jej zdaniem "to jest nieciekawe warzystwo" : )
              bo mysli ze 'towarzystwo' to dwa osobne slowa big_grin
              oczywscie poprawiam ja, ale i tak zapomina : )
              strasznie lubie jej polski

              Minnie
          • parasympatyczna Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:53
            Minniemouse, dzieki za komentarz.
            Owszem, jestem wege, ale nie narzucam swoich 'fanaberii' swoim gościom. Zawsze jest potrawa mięsna. Sniadania, kolacje, przekąski przygotowuję i dla siebie - jarskie i dla gości - z mięsiwem. Kupuję szyneczki, piekę mięsa, podaję na gorąco i na zimno, robię sosy jarskie oraz mięsne. Dużo to pracy, ale zależy mi na tym, żeby moi goście czuli się komfortowo.

            Podpytałam jeszcze siostry i wiem, że u młodego w domu na stole jak jest mięso, to jest święto. A jak już jest święto, to każdy ma swój 'skrawek' (cytat siostry) mięsa i do widzenia pani Gienia.

            Wygląda na to, że matka młodego nie specjalnie przejmuje się zapotrzebowaniem swojego pierworodnego sportowca. I tutaj ponownie pada fraza klucz - bo u nich się nie przelewa.

            Młody chyba zwyczajnie korzysta z okazji kiedy się tylko nadarzy i nie czuje skrępowania wyznając zasadę, jak dają to biorę.

            Z Waszych komentarzy wynika - wg. mnie słusznie, jak teraz na to patrzę, że problem tkwi nie w młodym, ale w najbliższych (siostra), którzy przyzwalają i tym samym utrwalają braki we wspomnianej kindersztrubie przy stole.
            • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:08
              Czy on jest z jakiejś patologii ?Rodzina na granicy nędzy? Bo ja tego nie kleję. Dorosły facet, zaręczył się , ma czas na uprawianie sportu a nie ma na zarobienie na swoje potrzeby żywieniowe?Pochodzi z biednej rodziny i polega na tym co mu uboga matka poda na stół?
              • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:47
                Ej ej. Biedni, to nie oznacza, że patologia. To _naprawdę_ nie to samo. Jest całe mnóstwo wiejskich domów, w których się tak żyje. Mięsa się nie kupuje, bo 'jest swoje', więc mięso sie je, jeśli zabije się którąś z kur albo zarżnie świnię. Na codzień dieta jest monotonna, bo roboty dużo, pomysłów mało (dieta tradycyjnie chłopska, czyli kaloryczna i mało wyrafinowana i monotonna), noi trzeba oszczędzać. I tyle.
                • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 15:00
                  No to nie jest patologia ale życie w okolicy minimum biologicznego. Bo co innego wegetarianin ktory nie je mięsa ale odżywia sie racjonalnie a co innego dom gdzie sie na okrągło podaje ziemniory i kluchy jako podstawę jadlospisu.
                  • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 15:15
                    Przeciwna jestem przyklejaniu metek.
                    Raczej po prostu w tym akurat domu, jak w wielu domach potomków ludzi niezamożnych, nie ma wielkiej kultury kulinarnej. Ani ciągotek do nowości, ani eksperymentowania, ani odmiany. Kuchnia jest smaczna, ale monotonna, bo przygotowanie posiłków ma być związane z jak najmniejszym obciążeniem - finansowym i czasowym. Co, oczywiście, nie oznacza, że nie jest to pyszne (bardzo często jest). Tyle że nudne. Ktoś tak wychowany może albo do końca życia domagać się posiłków, których głównym składnikiem są ziemniaki, albo rzuca się na wszystko, co jest trochę inne, bo to dla niego nowe i superatrakcyjne.
                    • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 15:31
                      Albo i jedno i drugie-w domu domaga się jak najtańszego jedzenia i oburza kiedy żona chce gotować w jej rozumieniu normalnie bo to za drogo,za to w gościach rzuca sie na wszystko inne. I cos mi sie wydaje ze mamy do czynienia z przypadkiem mieszanym. Bo znam osobe z niezamożnego domu choc nie ze wsi.Zaczęła zarabiac jeszcze na praktykach i niemal wszystko wydawała na rozne dobre rzeczy (wczesne lata 90te) -pizze, chinszczyzne , bary salatkowe. faza trwała prawie 2 lata potem się wyprowadziła z domu.
          • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:05
            Jestem wege Minnie i jem faktycznie ogoolnie b. mało - w porównaniu z innymi. Ale moje zasady czy upodobania kulinarne nie sa przenoszone na moich gości i domownika. smile Mój partner jest mięsożerny (acz nie tylko mięso dlań istnieje) nie odmówi tez ciasta od czasu do czasu. Rzadko urządzam imprezy w domu w sensie jakichś ważnych okazji - bo te raczej w lokalach. Ale urządzają nawet niewielkie spotkanie w domu zawsze liczę się z gustami kulinarnymi gości. Nie spotkałam się z sytuacją, by ktoś był u mnie głodny. smile
    • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 09:48
      Przeczytałam wszystkie wypowiedzi. Nie wierzę w to, co czytam. Zastanawiacie się nad wielkością posiłków, kalorycznością, tarczycą, maratonami itd. (???).
      Ja jednak uważam - i zdania nie zmienię, że ten człowiek jest pod tym względem po prostu źle wychowany. Dodam - BARDZO źle wychowany. NIC nie tłumaczy takiego zachowania się przy stole, niemyślenia o innych, zaglądania do cudzej lodówki. Jest to kompletny brak zasad, nieznajomość kindesztuby, mówiąc krótko straszne, buraczane podejście i osobiście spaliłabym się ze wstydu przed ludźmi mając takiego partnera. Nawet gdyby posiadał - jak pisze Autorka - milion zalet.
      • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 10:12
        Autorko, pytasz, co zrobić... Nie pozostaje Ci nic innego, jak porozmawiać najpierw z siostrą i to w taki sposób, żeby jednak wyraźnie przedstawiła narzeczonemu niestosowność jego zachowań.

        Ale powiem Ci, co JA bym zrobiła. OSOBIŚCIE bym mu to powiedziała, oczywiście na osobności. Wiesz dlaczego? Bo to u MNIE, w MOIM domu i to MNIE postawił w niezręcznej sytuacji wobec pozostałych gości. Sama piszesz, że to już niemal członek rodziny, więc nie miałabym oporów. Jest dorosły i nie ma co go usprawiedliwiać na silę i czekać nie wiadomo jak długo na zmianę jego postępowania. Nie wiesz kiedy i czy w ogóle siostra z nim porozmawia ani czy będzie potrafiła wpłynąć na tę zmianę. Natomiast jest to jednak dorosły człowiek i mimo wszystko lepiej chyba, żeby ktoś z rodziny uświadomił go, w jak prymitywny (nie oszukujmy się) sposób się zachowuje, zanim to zrobi ktoś z zewnątrz, jakiś partner biznesowy , ktokolwiek. Nie wyobrażam sobie, że jeszcze raz jako gospodyni byłabym postawiona w tak niefortunnej sytuacji przy stole wobec gości (wyżarte jedzenie)ani że jeszcze raz panoszyłby mi się w kuchni.
          • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 12:41
            Z wrogim nastawieniem (prywityw, źle wychowany) NIC nie zdziałasz. Chyba, że miałabyś "szczęście" i okazałoby się, że siostra istotnie obdarzyła intensywnym i długotrwałym uczuciem źle wychowanego prymitywa.

            Noi, jak na razie, rozmawiamy tu o podejściu w ramach s-v, a obcesowe - zwłaszcza w sytuacji braku informacji - ocenianie czyjegoś zachowania to pogwałcenie co najmniej kilku ważniejszych zasad kindersztuby. Jeśli się doda do tego brak życzliwości i pewnego rodzaju agresję, którą można wyczytać między linijkami twojej wypowiedzi (mam wrażenie, że nie nadinterpretuję, widząc tu gniewny ton), to mamy stanowczo materiał do pracy.
            • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 12:54
              Chyba nie myślisz, że w takim tonie rozmawiałabym człowiekiem twarzą w twarz. A może myślisz, trudno. Zapewniam jednak, że byłabym znacznie łagodniejsza niż tu, aczkolwiek na pewno stanowczo przedstawiłabym swój punkt widzenia.
              Poza tym, o jakim braku informacji piszesz? Informacji akurat mamy aż nadto odnośnie zachowania się tego chłopca przy stole.
              Moje słowa odbierasz jako wrogie tylko dlatego, że nie szukam na siłę usprawiedliwienia dla niekulturalnego zachowania się dorosłego człowieka. Zachowania, które jednak ma wpływ na cały wieczór i na wszystkich uczestników spotkania. Człowieka, który łamie zasady.
              Moje nastawienie - wrogie czy nie - nie ma tu nic do rzeczy. Forum i wyrażanie na nim swoich myśli (na dodatek czysto teoretycznie, gdyż nigdy nie byłam nasz szczęście w takiej sytuacji), to jednak co innego niż bezpośrednia konfrontacja, nie uważasz?
              • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:02
                Nie mam pojęcia, w jakim tonie byś rozmawiała.
                Mam pojęcie, że wrogie, obcesowe nastawienie nie pomoże w okazywaniu troski i życzliwości, choćby się starać.

                Jak napisałam w tym wątku, moim zdaniem należy się skupić na problemie i jakby emocjonalnie go odciąć od jego właściciela. Trochę tak, jakbyśmy odcięli narośl z pięknej twarzy i dokonywali jej histopatologii. Nie człowiek jest problemem (autorka wątku zresztą pisze, że nie jest - przeciwnie, poza stołem jest ujmujący i uroczy), ale jego problem jest problemem. Tylko takie podejście w tej delikatnej (chodzi o ukochanego siostry) sprawie. Nazywanie go prymitywem jest, jak już napisałam nie na miejscu, i, jak już napisałam, jest kompletnie nie konstruktywne.
                • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:14
                  A ja się powtórzę: to, że jego ZACHOWANIE nazwałam NA FORUM prymitywnym, to nie znaczy, że wygłosiłabym mu tę "złotą myśl" prosto w twarz.

                  Autorka zapytała, co zrobić w tej sytuacji. Napisałam, że powinna porozmawiać z siostrą, nieprawdaż? Dopiero poniżej dodałam, co JA bym zrobiła w tej sytuacji, ale to wymaga od gospodyni/gospodarza nieco odwagi i rozumiem, że nie każdy umiałby czy chciałby to zrobić, bo łatwiej pozostawić problem osobie, która jest niejako najbliżej delikwenta. Czyli partnerowi, któremu być może jeszcze trudniej (paradoksalnie) byłoby to wyartykułować.

                  Ponadto uważam, że jako gospodyni byłabym odpowiedzialna za dobre samopoczucie i pełny żołądek wszystkich gości i dlatego to ja bym poruszyła z nim NA OSOBNOŚCI ten temat.
                  To, co mnie zadziwia na tym forum to diagnozowanie problemu tego chłopca jako niemalże medycznego...
                  • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:30
                    Ależ ja już napisałam, że obojętnie od tego, co byś człowiekowi powiedziała prosto w twarz, agresywne, obcesowe i obraźliwe myśli by ci nie pomogły w przeprowadzeniu z nim konstruktywnej rozmowy pełnej taktu i życzliwości. Ludzie takie rzeczy czują, nawet jeśli się ich nie werbalizuje. Więc po co się tak jeżyć na starcie, nie rozumiem? Dla mnie to kompletnie bez sensu. Tym bardziej, kiedy się takie obcesowe sądy umieszcza w 'dobrej radzie na forum s-v'. To nie to miejsce, imo.

                    Jest taki błąd poznawczy, jak perspektywa aktora-obserwatora. Z grubsza oznacza to, że ludzie mają tendencję do oceniania błędów innych jako skutku ich cech wewnętrznych (w tym przypadku: źle wychowany, prymityw, burak). Najczęściej przy tym swoje błędy opisują jako konsekwencję przyczyn zewnętrznych (zmęczona byłam, mąż mnie wkurzył, auto nie odpaliło).

                    Do przemyślenia, bo w twoich postach tutaj dużo CIEBIE. Kapitalikami.
                    • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:39
                      O moja droga... Najwyraźniej ja nie mogę napisać, co sądzę na jakiś temat, mimo, iż moje słowa nie są wygłoszone personalnie, tylko czysto teoretycznie i anonimowo na forum, natomiast Tobie jakoś nie przeszkadza ocenianie mnie i moich myśli jako agresywnych, obcesowych i obraźliwych wink
                      Zalecam nieco konsekwencji.
                      • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:32
                        liliawodna222 napisał(a):

                        > O moja droga... Najwyraźniej ja nie mogę napisać, co sądzę na jakiś temat,

                        W żadnym miejscu nie odbieram ci prawa głosu. Co więcej, uważam takie zachowanie za bezsensowne. Skąd więc taki wniosek, nie rozumiem.

                        mimo
                        > , iż moje słowa nie są wygłoszone personalnie, tylko czysto teoretycznie i anon
                        > imowo na forum,

                        Ależ ja _po_prostu_ uważam, że to co piszesz, jest w tej sytuacji mało konstruktywne i w związku z tym mało sensowne. Poza tym - niegrzeczne. Uaargumentowałam to, mam wrażenie, parokrotnie. W czym więc problem?

                        natomiast Tobie jakoś nie przeszkadza ocenianie mnie i moich my
                        > śli jako agresywnych, obcesowych i obraźliwych wink

                        Błąd - nie oceniam ciebie, bo cię nie znam, poza tym staram się unikać oceniania ludzi - jeśli trzeba skupiam się raczej na ocenie ich czynów. W twoim przypadku twojego tu pisania. To o wiele sensowniejsze, bo i grzeczniejsze, i otwierające potencjalnie pewien grunt pod dyskusję albo przemyślenia.

                        Twoje tu pisanie w stosunku do osoby, o której wiesz jedynie odrobinę, jest imo emocjonalnie mocno na wyrost. Strzelanie z armaty do wróbla, w dodatku domniemanego.

                        W sytuacji, w której niewiele wiemy o podmiocie rozmowy, zgodne z s-v i konstruktywne jest rozważanie różnych opcji i powstrzymanie się od ocen. Ty prezentujesz tu podejście zgoła inne i popierasz je jeszcze - na domiar złego - zdziwieniem, że można inaczej. Imo to perspektywa wyjściowo nierokująca, niegrzeczna i dość, bez obrazy, ograniczona.
                        • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:54
                          Nie wiem czemu uważasz się za autorytet tego forum. Naprawdę. Jesteś niekonsekwentna i robisz dokładnie to samo, co mi zarzucasz.
                          Oczywiście - nie odbierasz mi prawa głosu, ale narażasz na epitety. Uściślę - wyrażając moją opinię, jestem narażona na Twoją bardzo nieprzychylną delikatnie mówiąc ocenę. Teraz dopisałaś, ze jestem "bez obrazy" (!!!) ograniczona. No istna kultura, rzeczywiście!

                          Piszesz, że oceniasz nie mnie, a moje czyny. A dlaczego oceniasz MNIE? Czy to w ogóle o mnie dyskusja w tym wątku? Poza tym wracając do tematu, ja zrobiłam to samo, nie zauważyłaś?? Nie napisałam , że ten mężczyzna jest prymitywem czy burakiem, tylko jego zachowanie jest prymitywne. BO JEST.

                          Nie pisz, że starasz się nie oceniać ludzi, bo cała nasza dyskusja w tym wątku jest dokładnie TWOIM OCENIANIEM MNIE. I to tylko dlatego, że OŚMIELIŁAM się napisać, to co myślę o jakimś nieznanym NAM facecie, oczywiście na podstawie tego, co Autorka nam przekazała, a przekazała wbrew pozorom sporo informacji. Tymczasem ja nie Ciebie oceniam, bo nie to jest tematem wątku. Oceniam postępowanie osoby opisanej w założycielskim poście.

                          Ps. Rozumiem, że konsekwentne niestosowanie wielkiej litery w dyskusji ze mną w zwrotach grzecznościowych jest celowe. A tak autorytatywnie wypowiadasz się na temat kultury...
                          • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 15:32
                            liliawodna222 napisał(a):

                            > Nie wiem czemu uważasz się za autorytet tego forum.

                            Nie uważam się. Wygląda na to, że tak sobie to wymyśliłaś i z tym wymyśleniem dyskutujesz.

                            > mówiąc ocenę. Teraz dopisałaś, ze jestem "bez obrazy" (!!!) ograniczona. No ist
                            > na kultura, rzeczywiście!

                            Nigdzie nie napisałam, że jesteś ograniczona. Delikatnie ujmując: mijasz się z prawdą. W celó?

                            > Piszesz, że oceniasz nie mnie, a moje czyny. A dlaczego oceniasz MNIE?

                            Nie oceniam ani ciebie, ani CIEBIE. Wskazuję to, co według mnie w twoich prezentowanych tu poglądach jest szkodliwe w sytuacji autorki wątku. Dyskutuję z twoja opinią nt najlepszego podejścia do sytuacji, opisanej przez autorkę.

                            Czy to w
                            > ogóle o mnie dyskusja w tym wątku? Poza tym wracając do tematu, ja zrobiłam to
                            > samo, nie zauważyłaś?? Nie napisałam , że ten mężczyzna jest prymitywem czy bu
                            > rakiem, tylko jego zachowanie jest prymitywne. BO JEST.

                            Istotnie, przepraszam, mój błąd. Co nadal nie zmienia mojej opinii, że twoje, ultraemocjonalne i pełne ostracyzmu podejście do problemu jest, po pierwsze niegrzeczne, po drugie - niekonstruktywne, po trzecie - wyjściowo pozbawione życzliwości. I po czwarte - mocno nadmiarowe. I z tego powodu każdy, kto by ew poszedł za twoją radą, nie rozwiązałby problemu. Przeciwnie.

                            > Nie pisz, że starasz się nie oceniać ludzi, bo cała nasza dyskusja w tym wątku
                            > jest dokładnie TWOIM OCENIANIEM MNIE. I to tylko dlatego, że OŚMIELIŁAM się na
                            > pisać, to co myślę o jakimś nieznanym NAM facecie, oczywiście na podstawie tego
                            > , co Autorka nam przekazała, a przekazała wbrew pozorom sporo informacji. Tymcz

                            Nigdzie nie oceniam ciebie, jedynie to, co tu prezentujesz. Nie kłam, bo to męczące. Nie podoba mi się to, bo to nieuczciwe i nie ma sensu. Jeśli nadal zamierzasz mijać się z prawdą, wypisuję się z tej dyskusji. Tłumaczenia, że nie jestem wymyślonym przez ciebie wielbądem odkładam na inną okazję.

                            > asem ja nie Ciebie oceniam, bo nie to jest tematem wątku. Oceniam postępowanie
                            > osoby opisanej w założycielskim poście.

                            Jak już dobrych kilka razy napisałam powyżej, właśnie w tym tkwi problem. ... .

                            > Ps. Rozumiem, że konsekwentne niestosowanie wielkiej litery w dyskusji ze mną
                            > w zwrotach grzecznościowych jest celowe. A tak autorytatywnie wypowiadasz się n
                            > a temat kultury...

                            Problem prezentowany na forum n-ty raz, bez rozwiązania. Dla mnie forum to rozmowa, w rozmowie nie używam wielkiej litery w zaimkach. Poza tym - wiele razy spotkałam się z osobami, które piszą 'Ty, Tobie' wielką literą, a szacunku dla rozmówcy mają za grosz, konfabulując, kłamiąc i używając innych niehonorowych metod dyskusji. Wielka litera jako oznaka szacunku to bardzo często epistolograficzny frazes.
                  • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:32
                    Bo to wygląda na jakieś zaburzenie. Mamy do czynienia z rzucającą się w oczy niekonsekwencja -chłopak jest układny, chętny do pomocy (czyli nie jakiś egocentryczny sobek) na widok jedzenia na stole traci hamulce, przestaje zauważać potrzeby innych.
                    Innym wyjaśnieniem jest że w innych miejscach gdzie gościł ZAWSZE na widok wyjedzonych półmisków gospodyni z radosnym uśmiechem leciała je ponownie napełniać(bo tak zachowuje się większość pań w pewnym przedziale wiekowym w Polsce),na miejsce zjedzonego ciasta pojawiały sie następne a znikanie jest pozytywnie komentowane (no ciesze się że smakuje). Do gościa nie dotarło że siostra narzeczonej jest innym rodzajem gospodyni-po pierwsze młodsza, po drugie gotująca nie po polsku lekkie wegetarianskie potrawy, po trzecie przygotowująca ilosci racjonalne albo nawet (tego nie wiemy) może wg swego postrzegania wielkośći porcji.Może on jadł dużo bo byl pewien że zaraz półmiski napełnią się znowu?
                    • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 13:48
                      baba67 napisała:

                      > Bo to wygląda na jakieś zaburzenie. Mamy do czynienia z rzucającą się w oczy n
                      > iekonsekwencja -chłopak jest układny, chętny do pomocy (czyli nie jakiś egocent
                      > ryczny sobek) na widok jedzenia na stole traci hamulce, przestaje zauważać potr
                      > zeby innych.
                      > Innym wyjaśnieniem jest że w innych miejscach gdzie gościł ZAWSZE na widok wyje
                      > dzonych półmisków gospodyni z radosnym uśmiechem leciała je ponownie napełniać(
                      > bo tak zachowuje się większość pań w pewnym przedziale wiekowym w Polsce),na mi
                      > ejsce zjedzonego ciasta pojawiały sie następne a znikanie jest pozytywnie komen
                      > towane (no ciesze się że smakuje). Do gościa nie dotarło że siostra narzeczonej
                      > jest innym rodzajem gospodyni-po pierwsze młodsza, po drugie gotująca nie po p
                      > olsku lekkie wegetarianskie potrawy, po trzecie przygotowująca ilosci racjonaln
                      > e albo nawet (tego nie wiemy) może wg swego postrzegania wielkośći porcji.Może
                      > on jadł dużo bo byl pewien że zaraz półmiski napełnią się znowu?
                      >

                      Może. Ale co my tu właściwie wyjaśniamy? WY USPRAWIEDLIWIACIE jego niekontrolowane i nieeleganckie zachowanie przy stole. Kulturalny człowiek nie rzuca się na jedzenie, nakłada sobie skromną porcję, nie je szybko i łapczywie, no i zawsze myśli o tym, żeby jedzenia starczyło dla innych. Dla mnie to oczywiste, to się wynosi z domu. On tego nie wyniósł. Może to i nie jego wina, jeśli nie został tego w domu nauczony, ale człowiek uczy się również poprzez obserwację innych osób w różnych sytuacjach. Dziwne, że do tej pory sam się nie zreflektował, skoro taki miły i jak sądzę - inteligentny. Przykra sytuacja dla tej siostry.
                      • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:01
                        Nie usprawiedliwiam tylko próbuję dociec przyczyny. Wg Ciebie profiler usprawiedliwia mordercę? Napisałam wyrażnie i to nawet nie raz-zachowanie do korekty, wskazany terapeuta jeśli zaburzenie, jeśli bezmyślnośc lub brak kindersztuby stanowcza reakcja narzeczonej a nawet i siostry narzeczonej.
                        • liliawodna222 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:08
                          No tak, ale w założycielskim poście Autorka nie pytała o przyczyny takiego zachowania - co oczywiście nie oznacza, że forumowicze nie mają prawa dociekać, co stoi za takim niecodziennym zachowaniem. Odniosłam tylko wrażenie, że zatraciły się proporcje i że skoncentrowaliście/łyście się na tych przyczynach, a w momencie, gdy ja - przyznaję - dość ostro oceniłam postępowanie tego mężczyzny, to rozmowa zeszła na mnie (bene-gesserit). Tymczasem ja TAKZE już w moim pierwszym poście odpowiedziałam Autorce, że siostra powinna z narzeczonym porozmawiać.
                          • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:35
                            Nikt nic nie usprawiedliwia.

                            Rozmowa nie zeszła na ciebie - dyskutowałam z sensownością prezentowanej przez twoje pisanie postawy i sensownością rad, które dajesz z tejże, imo niekonstruktywnej perspektywy. To się bezpośrednio wiąże z problemem.

                            Tylko źli lekarze leczą objawy, gwiżdżąc na przyczyny.
                          • baba67 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:37
                            Ale właśnie od przyczyn zależy jak z taka osoba postępować. Inaczej postępuje się z kimś kto ma zaburzenia o podłożu nerwicowym a inaczej z kimś komu zwyczajne brak kindersztuby.Dorosły facet, w domu się nie przelewa to się w gościach najada zamiast zarobić i zadbać o siebie sam?Te dwa przypadki są zupełnie różne.
                            • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:42
                              No tak Babo, ale wątkodawczyni nie jest ani specjalistą w dziedzinie by ocenić co jest podłożem takiego zachowania, ani osobą na tyle bliską gościowi, by z nim o tym szczerze pogadać. Dlatego dywagowanie skąd ów problem u młodego człowieka nie zaprowadzi jej do rozwiązania.
                              • baba67 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:54
                                No to pozostają techniczne rozwiązania.Nie zapraszać siostry z narzeczonym kiedy sa inni goście. Kiedy juz nie ma innego wyjścia-nakładać jedzenie do mniejszych pólmisków, sukcesywnie je napełniać częstując przy tym innych gości samemu.Można obmyślic takie potrawy które podaje sie każdemu bezpośrednio na talerz -pieczeń, lazanię -i znów ie wykłądac wszystkiego na stół tylko zrobic drugi rzut dokladek(jedzmy bo stygnie). Wymaga to od gospodyni dodatkowego wysiłku(latania w te i wewte) ale wszyscy goście sie załapią. Pewnie że Watkodawczyni nie jest specjalistką ale jest siostrą i jako siostra ma prawo stanowczo zwrócić uwagę siostrze na nieakceptowalnie społecznie zachowanie narzeczonego. Co siostra zrobi z tym to jej sprawa, ale udawanie że jest ok bo on taki jest i w rodzinie się nie przelewa jest robieniem krzywdy i siostre i chłopakowi.
                                • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:59
                                  Ja bym miast stawiania sprawy na ostrzu noza zwyczajnie pogadała z siostrą, jako bliska osoba, by ta wpłynęla na narzeczonego smile Gospodyni słabo znajaca gościa ma słuszne opory przed powiedzeniem mu w stosownej sytuacji "Prosiłabym, byś nie wyjadał wszystkiego ze stołu" - blsikiej osobie takei cos powiedzieć jest łatwiej, zręczniej
      • akle2 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:43
        I co w związku z tym? Jest źle wychowany, nie ulega wątpliwości, ale czy z tego powodu autorka ma się wyrzec kontaktów z siostrą? A co będzie po ślubie? Skłócona rodzina? Tamta raczej pójdzie za swoim chłopem, bo jednak póki co, coś ją przy nim trzyma i to coś jest widocznie silniejsze niż poczucie obciachu. Moim zdaniem leczenie powinno być tylko objawowe, zapraszać jak najrzadziej i stawiać na stole krakersy, ewentualnie przeznaczyć jakąś porcję warzyw z podrobami "na straty" wink Dorosłego faceta raczej się nie wychowa, a każdy ma jakieś wady.
        • bene_gesserit Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:49
          > Dorosłego faceta raczej się nie wychowa, a każdy ma jakieś wady.

          Przeciwnie - do trzydziestki ludzie są dość plastyczni. Postawy utrwalają się później, co zresztą nie oznacza braku szans na zmianę. Dowiedzione naukowo.
        • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 06.01.17, 14:55
          akle2 napisała:

          > I co w związku z tym? Jest źle wychowany, nie ulega wątpliwości, ale czy z tego
          > powodu autorka ma się wyrzec kontaktów z siostrą? A co będzie po ślubie?

          Hm, w tej sytuacji zastanawiałabym się raczej co będzie na weselu. Do jedzenia dla gości, bo jak młody się przypnie.. a przecież być może będzie również i jego rodzina z podobnym podejściem?
            • minniemouse Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 00:25
              macie racje, fakt bycia sportowcem, biegaczem, wielkie zapotrzebowanie na kalorie, moze subiektywnie wielkie porcje okazujace sie porcjami malymi (a w rzeczywistosci porcje po prostu normalne) - to wszystko nie ma znaczenia JAK WYPADA zachowac sie przy stole.
              Zeby z glodu skrecalo nie wyzera sie do gola z talerzy, a zanim zezre sie ostatni kawalek TRZEBA zapytac "moze ktos z panstwa/was ma ochote na ....." a najlepiej to sie opanowac i zostawic bo moze wlasnie gospodarze maja nadzieje cos sobie odlozyc na jutro na sniadanie.

              Nie ma usprawiedliwienia dla zachowania chlopaka, sa najwyzej wyjasnienia, co nie jest jednoznaczne.

              Nie wiem, moze corka powinna porozmawiac otwarcie z chlopakiem na ten temat i ustalic jakies reguly zachowan, ktore on bedzie przestrzegal przynajmniej bedac "w gosciach" i u jej rodziny zeby nie przynosic jej wstydu. inaczej zaczna sie konflikty. no chyba ze sama zobojetnieje i nie bedzie jej to przeszkadzac...

              Minnie
              • pavvka Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 03:08
                minniemouse napisała:

                > " a najlepiej to sie opanowac i zostawic bo moze wlasnie gospodarze maja nadzie
                > je cos sobie odlozyc na jutro na sniadanie.

                Akurat z tym kawałkiem się nie mogę zgodzić. Jeśli się podaje coś na stół, to należy liczyć się z tym że zostanie zjedzone, i wg moich doświadczeń przynajmniej w Polsce większość gospodyń cieszy się jeśli całe podane jedzenie zniknie, bo to oznacza, że gościom smakowało.
                • akle2 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 14:52
                  Dokładnie.
                  Ja bym zaryzykowała częstowanie wydzielonymi porcjami, czyli kawałek ciasta podany od razu na talerzyku ("ojej, tak mi przykro, nie mam więcej, przed wami byli tu dziś jeszcze Iksińscy i też im bardzo smakowało"). Druga opcja: nagotować ziemniaków lub makaronu z jakimś sosem z torebki, niech wcina ile da radę, nie zbiednieję od tego.
                  Żeby było jasne: nie pochwalam takiego zachowania, jakie prezentuje ten kawaler, też bym nie chciała, żeby partner - przyszły mąż - przynosił mi wstyd w towarzystwie. Ale zachowanie gospodarzy, którzy patrzyliby na ręce i odliczali, ile zjadłam, również nie licowałoby z sv. Jakbym czuła taki wzrok na sobie, to już bym do takich osób w gości nie poszła, nawet jeśli te wizyty byłyby okazjonalne.
                • aqua48 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 15:28
                  pavvka napisał:

                  >wg moich doświadczeń przynajmnie
                  > j w Polsce większość gospodyń cieszy się jeśli całe podane jedzenie zniknie, bo
                  > to oznacza, że gościom smakowało.

                  Tyle, że tu zniknęło w paszczy JEDNEGO gościa. Nie wiemy czy innym zdążyło posmakować..
                  • pavvka Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 16:27
                    aqua48 napisała:

                    > Tyle, że tu zniknęło w paszczy JEDNEGO gościa. Nie wiemy czy innym zdążyło posm
                    > akować..

                    A czy ja gdzieś napisałem że to dobrze że jeden gość objadł wszystkich pozostałych? Co do tej sprawy, chyba wszyscy są zgodni i nie ma potrzeby po raz kolejny powtarzać tego samego. Moja polemika z Minnie dotyczyła jednego, wyraźnie zaznaczonego stwierdzenia.
              • akle2 Re: Przy wspólnym stole 07.01.17, 14:39
                Nie, no jasne, niech weźmie szwagra na stronę i włoży mu do głowy kingersztubę. Późniejsze kwasy w rodzinie i być może zerwane więzi (efekt kuli śniegowej, nagle wszystko obu stronom zacznie przeszkadzać), to w końcu pikuś, bo SV zostanie zachowane.

                Dulszczyzna, to mało powiedziane.
      • kora3 Re: Przy wspólnym stole 08.01.17, 11:13
        Dokładnie - masz rację. Wszelkie zaburzenia metabolizmu, skądinąd możliwe, nie tłumaczą takiego zachowania u kogoś o niezaburzonej percepcji. Mowa o młodym mężczyźnie, który jest studentem - nie wierzę, że nie zdaje sobie sprawy, że swoim zachowaniem odstaje od przyjętych norm. A ze odstaje zauważa wszak jego narzeczona. Mowa tu o światłych ludziach, więc jeśli wilczy apetyt gościa ma podłoże zdrowotne, to wiedza z grubsza jak to potwierdzić i leczyć.
        Nawet jeśli jak sugerują niektórzy autorka, która sama niewiele je czestije zbyt małymi dla g