Dodaj do ulubionych

dzieci sąsiadów / halas

30.01.17, 21:09
Sąsiedzi nade mną mają 2 dzieci, wiek ok 3-5 lat. Dzieci budzą mnie w każdą sobotę i niedzielę, dzień wolny. Biegają non stop "z piety" po całym mieszkaniu, piszcza, krzyczą, skaczą. W tygodniu to samo, wieczorem sufit trzęsie się. Czy wypada zwrócić uwagę sąsiadom? Nie hałasuja po 22 i przed 6, ale jest bardzo uciążliwe. Czasami mam ich naprawdę dość.
Obserwuj wątek
    • koronka2012 Re: dzieci sąsiadów / halas 30.01.17, 21:21
      Łączę się w bólu, mam to samo, z tym wyjątkiem, że ja nie mam skrupułów tongue_out żeby iść i poprosić o ciszę przynajmniej do 9tej. Nie czepiam się biegania, ale jeżdżenia hulajnogą po panelach nie zdzierżyłam.

      Tam cała rodzina wali piętami - od świtu do 2 w nocy, wszyscy na bosaka. Miałam szczerą chęć kupić im crocsy w prezencie...
    • pani_noc Re: dzieci sąsiadów / halas 30.01.17, 21:25
      Ja mam podobną sytuację, z tym, że nad moją głową biega 1 dziecko lat 5, które nie zajmuje się chyba niczym innym, niż darcie japy, bieganie i skoki po mieszkaniu. W tej chwili też wrzeszczy, chociaż o tej porze powinien być szykowany do snu. Ponieważ rzadko chodzi do przedszkola, gdy o 15-tej wracam z pracy nie mam chwili spokoju...I tak do wieczora sad Rozumiem, że to jest dziecko, ale jego zajęcie lub wyjście na spacer jest dla jego niepracującej mamusi ponad siły uncertain Czy naprawdę muszę to znosić?
      • koronka2012 Re: dzieci sąsiadów / halas 30.01.17, 22:06
        Cóż, dzieci wychowywane a nie tylko hodowane są uczone pewnych norm. A i normalni rodzice wykazują minimum empatii. Na akustykę niewiele można poradzić poza empatią właśnie.
        Nikt nie oczekuje, że będą dzieci kneblować, wystarczą kapcie/grube skarpety. Słuchanie czyjegoś walenia piętami przez parę godzin nie należy do przyjemności.
      • pani_noc Re: dzieci sąsiadów / halas 30.01.17, 22:08
        Kocham takie porady - "wyprowadzić w cichsze miejsce"... uncertain Gdyby mamusia potrafiła kiedykolwiek zająć się swoim dzieckiem, to zamiast biegać jak oszalałe z darciem ryja po mieszkaniu, bawiłoby się zabawkami albo rysowało... Kiedy jest ładna pogoda tez hałasuje - nie można wyjść z bachorem na dwór, żeby tam się wybiegał? Sorry, dziecko pięcioletnie to nie jest niesforny dwulatek i czegoś od niego wymagać można, prawda?
        • matylda1001 Re: dzieci sąsiadów / halas 31.01.17, 00:12
          Ty masz chyba więcej niż 5 lat ale jakoś pojąć nie możesz, że nazywanie dzieci bachorami jest co najmniej niegrzeczne a doszukiwanie się u nich ryja świadczy o nieznajomości anatomii człowieka.
          Nie, nie musisz TEGO znosić, ale z Twoich wypowiedzi wynika, że JESZCZE nie zdobyłaś się na rozmowę z rodzicami dziecka, skąd mają wiedzieć, że tak ciężko znosisz ich sąsiedztwo?
          • koronka2012 Re: dzieci sąsiadów / halas 31.01.17, 00:43
            Pomijając pierwszą część wypowiedzi, a odnosząc się jedynie do ostatniego zdania - moim zdaniem normalny, cywilizowany człowiek WIE bez mówienia i zwracania uwagi, że hałas jest męczący, irytuje i przeszkadza innym.

            Autentycznie to mnie nie przestaje dziwić - w czasach, kiedy ja się wychowywałam było to oczywiste, teraz trzeba specjalnie otwierać niektórym oczy na takie rzeczy...? Naprawdę tak trudno rodzicom wpaść na to, że np. dzikie wrzaski i walenie w podłogę po prostu SŁYCHAĆ? nie wierzę, że akurat teraz mamy masowy wysyp głuchych i niedosłyszących.
            • matylda1001 Re: dzieci sąsiadów / halas 31.01.17, 01:25
              Oczywiście można liczyć na to, że się sami domyślą, ale to może trwać i trwać...
              Tak, uważam, że czasami te oczy są zamknięte z innego powodu niż złośliwość czy bezmyślność. Przede wszystkim każdy ma inny próg wrażliwości na hałasy. Po drugie w mieszkaniu gdzie przebywa małe dziecko zawsze jest głośniej niż tu gdzie mieszka osoba dorosła. Po trzecie - też nie lubię rad w gatunku "jak ci za głośno to zamieszkaj na leśnej polanie" jednak nie da się nie zauważyć, że mieszkając wśród ludzi musimy znosić niedogodności ze strony sąsiadów i vice versa. Tymczasem ktoś zamieszka w bloku czy kamienicy i oczekuje warunków jak w domu na odludziu. Trochę to głupie podejście, a grzecznie porozmawiać zawsze warto.
              • kora3 Re: dzieci sąsiadów / halas 31.01.17, 10:11
                Matyldo - mysle, ze nie chodzi o warunki jak w domu na odludziu. Ja mieszkam już w 7 czy 8 miejscu zamieszkania swego, zawsze były to budynki wielorodzinne. Jestem osobą, której niewiele przeszkadza - fakt. Ale jak mi sąsiad przez 4 miesiące w dawnym miejscu zamieszkania za ściana codziennie wiercił, stukał, pukał po południu (bo sam sobie po pracy remontował) to mi przeszkadzało. W każdym z tych miejsc sąsiedzi miel8i dzieci i nigdy nie miałam sytuacji, by mi one przeszkadzały - owszem, bywało trochę głośniej u nich, ale bez przesady. To samo na klatce. Dlatego dość dziwne było dla mnie, gdy moja koleżanka powiedziała mi, że dzieci jej sąsiadów ogromnie hałasują na klatce schodowej. Często budziło ja to rano ok. 6.00 a jest to osoba niepracująca, do tego nie za bardzo zdrowa - ma kłopoty ze snem. Dziwiłam się dopóki nie miałam okazji usłyszeć o co chodzi. Dzieci te nieprawdopodobnie piszczały idąc klatka schodową a ich rodzice nie zachowywali się też cicho. Było to w biały dzień, po południu i ja to nie mając dobrego szczególnie słuchu (jak wieszsmile) słyszałam to doskonale w salonie odległym od tej klatki o szerokość korytarza, łazienki i innego pokoju przy włączonym TV. jak to musiało "nieść" rano gdy jest ogólnie w miarę cisza mogę sobie wyobrazić ...Wiadomo, że jak się zyje wśród ludzi, to nie ma co oczekiwać kościelnej ciszy, ALE no jak się zyje wśród ludzi to wypadałoby tez się z nimi liczyć. Ja tak robie i gdy np. wracam późno do domu, to staram się iśc po cichutku, nie stukam obcasami, ide na palcach - właśnie po to by nie zbudzić sąsiadów. Normalny ludzki odruch, wyniesiony z domu - nie mieszkam na odludziu, powinno się liczyć z innymi. To powinno działać w obie strony
          • pani_noc Re: dzieci sąsiadów / halas 31.01.17, 08:37
            Dziecko od bachora jestem w stanie odróżnić i zaręczam, że to JEST drący ryja bachor tongue_out Rozmawiałam z jego matką (ojciec dziecka od dawna z nimi nie mieszka) i ona twierdzi, że synuś jej nie słucha, więc nic nie może poradzić na jego zachowanie... Czy w związku z tym masz dla mnie jakąś mądrą poradę?
            • pani_noc Re: dzieci sąsiadów / halas 31.01.17, 08:46
              Dodam jeszcze, że mama dziecka (nie jest to siksa, ma 35 lat) nigdy nie pokalała się stałą pracą (pracuje od czasu do czasu jako sprzątaczka), dostaje alimenty, 500+ i kasę od rodziców na utrzymanie mieszkania.. Ojciec dziecka zapłodnił ją podczas "intymnego widzenia" w więzieniu (z poprzednich związków facet ma czwórkę dzieci, teraz ma kolejną partnerkę), więc jak normalne argumenty mogą trafić do łba tej tępej dzidy, która uważa, że jest pokrzywdzona przez los i wszystko (łącznie z darmowym przedszkolem, do którego jej dziecko chodzi sporadycznie) jej się należy?
              • milamala Re: dzieci sąsiadów / halas 28.12.18, 12:16
                pani_noc napisała:

                > Dodam jeszcze, że mama dziecka (nie jest to siksa, ma 35 lat) nigdy nie pokalał
                > a się stałą pracą (pracuje od czasu do czasu jako sprzątaczka), dostaje aliment
                > y, 500+ i kasę od rodziców na utrzymanie mieszkania.. Ojciec dziecka zapłodnił
                > ją podczas "intymnego widzenia" w więzieniu (z poprzednich związków facet ma cz
                > wórkę dzieci, teraz ma kolejną partnerkę), więc jak normalne argumenty mogą tra
                > fić do łba tej tępej dzidy, która uważa, że jest pokrzywdzona przez los i wszys
                > tko (łącznie z darmowym przedszkolem, do którego jej dziecko chodzi sporadyczni
                > e) jej się należy?

                Zaczynam mega wspolczuc tej kobiecie. Co to wszystko cie obchodzi?
                • 10iwonka10 Re: dzieci sąsiadów / halas 28.12.18, 20:57
                  Wspolczuc komus kto w wieku 35 lat nie pokalal sie praca I wyciaga pieniadze od rodzicow I panstwa??? I nie ma pojecia jak zajac sie dzieckiem???.....Albo raczej ma to w nosie wiec hoduje dziecko nie wychowuje.

                  Bycie samotna matka jest na pewno ciezkie ale ja tez mialam sasiadke tez samotna matke pracowala na caly etat - jej chlopczyk byl grzeczny w wieku 4 lat tak ladnie mowil ze pozazdroscic.Ale ona to dziecko wychowywala rozmawiala z nim ,bawila sie ….codziennie rano wychodzila tak wczesnie zeby go zdazyc zawiezc do opiekunki zanim ona zacznie prace. Niedaleko mieszkal tylko jej starszy ojciec. Patrzylam na nia z podziwem bo nawet takie wyjscie do fryzjera czy na kawe z kolezanka to dla nie juz byl problem - trzeba bylo to zorganizowac zeby chlopcem ktos sie zajal.Kobieta ani ie narzekala ani nie marudzila - chciala miec to dziecko I zajmowala sie nim bardzo dobrze.
        • milamala Re: dzieci sąsiadów / halas 28.12.18, 12:14
          pani_noc napisała:

          > Gdyby mamusia potr
          > afiła kiedykolwiek zająć się swoim dzieckiem, to zamiast biegać jak oszalałe z
          > darciem ryja po mieszkaniu, bawiłoby się zabawkami albo rysowało"

          Jasne, bo dzieci tak jak dorosli wszyscy sa z jednej i tej samej fabryki, jak im sie taki czy inny przelacznik przycisnie to wlasnie tak sie zachowuja jak pani noc sobie wymyslila. Po prostu gieniusz.
    • nessuno Re: dzieci sąsiadów / halas 07.02.17, 21:32
      Współczuję.
      Kiedyś mieszkałem w żoliborskiej czynszówce. A nade mną (12 Piętro) rodzinka z taką właśnie beztroską swołoczą.Latanie godzinami po mieszkaniu, odbijanie jakiejś piłeczki od podłogi, to była norma.Mamusia pociech również lubiła w nocy popierdzielać na obcasach, jak prostytutka po trotuarze.
      I niestety, zwracanie uwagi nie pomogło, pogorszyło wręcz sąsiedzkie stosunki.
      Ale na szczęście już tam nie mieszkam. Ogólnie większość towarzycha w tym bloku, to dziwne typki, uważające że jak mieszkają w "apartmą" to już żadne zasady ichnie obowiązują.
    • tasiorous Re: dzieci sąsiadów / halas 08.02.17, 09:54
      Jestem osobą do której sąsiad przychodzi czasami z dołu. Swoje dziecko cały czas upominam by chodziło na palcach. Niestety nie da się nad dzieckiem stać cały dzień i co 15 sekund zwracać uwagę. Czasami też przyjadą znajomi z dziećmi które nie muszą chodzić na palcach i nie są do tego przyzwyczajone. Jeśli chodzi o bieganie to nie jest tak że dziecko biega cały czas normalne chodzenie z małymi kroczkami też słychać jak bieganie. Jeśli chodzi o tupanie to normalne chodzenie nie na palcach tak własnie brzmi. Mi również przeszkadza tupanie jak chce spać. To nie jest często wina ani dzieci ani rodziców. U nas w bloku tupanie doskonale słychać po między kilkoma klatkami i piętrami. Tak jest budynek skonstruowany.
    • rikol Re: dzieci sąsiadów / halas 08.02.17, 11:08
      Zwróć uwagę. Normalni rodzice zresztą sami zwracają uwagę. Z drugiej strony, dzieci są dziećmi i wiadomo, że się bawią. Osobiście polecam nawiązanie przyjaznych stosunków z sąsiadami. Wtedy obie strony są bardziej skłonne do zrozumienia i nieprzeszkadzania innym.
    • czegotychcesz Re: dzieci sąsiadów / halas 08.02.17, 11:27
      Obok mnie 3 domy dalej mieszka małżeństwo z dwójką dzieci, dziewczynki jak miały po parę lat
      uskuteczniały takie przeraźliwe wrzaski jakby kogoś obdzierali ze skóry, uszy puchły nawet 50 m dalej, trwało to od rana do wieczora i było uciążliwe ! teraz już chodzą do szkoły i tak nie wrzeszczą !
      Musisz poczekać trochę, aż ten wrzaskliwy wiek im przejdzie !
    • nie_fikaj Re: dzieci sąsiadów / halas 08.02.17, 15:43
      Udaj się do sąsiadó i powiedz, o problemie, ale najlepiej zrób to w możliwie delikatny sposób, bo może okazać się, że to zyczliwi ludzie, a nie złośliwi truciciele Twojego życia. 3-5 lat to dość sporo, by dzieci zrozumiały, że ich wrzaski i bieganie jest uciążliwe. Rozsądny rodzic, który widzi coś więcej poza czubkiem własnego nosa, jest w stanie bez zwrócenia mu uwagi wpaść na to, że rozbrykane dzieci moga komuś przeszkadzać i uciszyć je, kiedy nie panują nad sobą. My mieliśmy inną sytuację, byliśmy po tej drugiej stronie. Kiedy się wprowadziliśmy do nowego mieszkania, już na drugi dzień odwiedziła mnie sąsiadka z dołu z awanturą, że moje dziecko (14 mies.) jest zbyt głośno, że rzuca zabawkami, że płacze. Od samego poczatku nasze stosunki były napięte z powodu jej upierdliwości. Bo jej pretensje wzięłam sobie do serca, czuwałam jak psycholka przy tym niemalże niemowlaku, ale weź wytłumacz takiemu, że nie może głośno zapłakać, upuścić czy rzucić zabawki, tupać nogami. Nauczyłam się chodzić na palcach, stałam sie niewolnikiem w swoim własnym domu. Raz wracając do sypialni z toalety po 22 usłyszałam z dołu stukanie czymś w sufit, co miało mnie uciszyć. Jednocześnie pani potrafiła prowadzić głośne rozmowy telefoniczne czy kłótnie z córka po 22:00. Ale ja musiałam być kompletnie cicho. Kiedyś w windzie owa pani zaczepiła mojego męża, bo za głośno, bo się chodzi po mieszkaniu, a jak mieszkała tu wcześniej staruszka, to jej w ogóle nie było słychać. Mąż uświadomił ją, że zrobiliśmy już wszystko, co było mozliwe, aby zapewnić jej komfort, że małe dziecko nie jest w stanie poruszać się nad powierzchnią podłogi i między 22 a 6, a nawet 8 rano, w domu jest zupełnie cicho i niech sobie da spokój, albo zawiadomi odpowiednie władze, jeśli łamiemy jakies prawo. Od tamtej pory nie odzywa się. Wniosek: nie ma sensu przeginać. Bądźmy dla siebie życzliwi, starajmy się innym nie uprzykrzać życia.
    • kamakama Re: dzieci sąsiadów / halas 27.12.18, 21:04
      Witam, chciałabym odświeżyć temat. Mieszkam w bloku czteropiętrowym. Akustyka tutaj jest taka, że słyszę dzieci z 4 piętra, pomimo tego, że mieszkam na pierwszym. Dzieci są małe w wieku 2 i 3 lata. Biegają i skaczą całymi dniami, a największej głupawki dostają wieczorem. Wierzcie mi, że naprawdę słychać to u mnie bardzo głośno. Tam chyba nie mają żadnych dywanów tylko gołe podłogi, dzieciaki skaczą najprawdopodobniej na bosaka, co potęguje hałas. Powiem szczerze, że jestem w lekkim szoku, że aż tak to słychać. Ten problem zaczął się gdy młodsze dziecko zaczęło chodzić i z dni na dzień jest coraz gorzej. Nie bardzo wiem co zrobić, bo mieszkam dwa piętra niżej i nie bardzo wypada mi zwracać sąsiadom uwagę, ale jak nikt nic nie powie, to dzieciaki niedługo rozniosą całe piętro. Zastanawiam się tylko jak wytrzymują to sąsiedzi nade mną. Czy u was też jest taka kiepska akustyka?
    • 10iwonka10 Re: dzieci sąsiadów / halas 28.12.18, 11:09
      Ja cie bardzo dobrze rozumiem I wiem jakie to uczucie rosnacej frustracji. Nie wiem z czego to wynika ale wydaje mi sie ze dawniej ludzie mieli wiecej wyczucia, empatii I wyobrazni jak moje glosne zachowanie wplywac na innych. Dzisiaj czy to dzieci czy dorosli liczy sie tylko 'Ja'. nic wiecej. Oczywista rzecza jest ze dzieci maja duzo energi ale dlatego rodzice biora je do parku , na plac zabaw….zeby sie wybiegaly, wukrzyczaly ale jak matce nie chce sie d...ska ruszyc to dzieci roznosi energia. Mialam tez takich sasiadow tutaj w Anglii- Chinczycy gdzie jeszcze dochodzi inna kultura i koszmarnie piskliwe wrzaski. Matka nie pracowala ale nie widzialam jej zeby chociaz raz bawila sie z tymi dziecmi czy je przytulila. . Mam wrazenie ze urodzila dzieci bo tego od niej oczekiwano ale nie miala zadnych uczuc macierzynskich. Wlasciwie to bylo smutne bo te dzieci czuly sie chyba takie opuszczone ...jak cie mama nie przytuli nie pobawi sie I te wrzaski to bylo chyba to krzyczenie zeby na nie zwrocic uwage ale dlaczego sasiedzi maja tu cierpiec?Mieszkalismy wtedy tez w mieszkaniu - odkad mamy dom duzy ogrod ….cisza spokoj…jak w raju.
      • koronka2012 Re: dzieci sąsiadów / halas 28.12.18, 17:51
        milamala napisała:

        > Malo prawdopodobne, ze halasuja po 22 i piszcza, krzycza i skacza przed 6. Jesl
        > i tak to zwroc uwage.

        A co to za różnica? wg ciebie poza ciszą nocną można robić co się żywnie podoba i mieć wywalone na sąsiadów?
      • kamakama Re: dzieci sąsiadów / halas 29.12.18, 16:07
        milamala napisała:

        > Malo prawdopodobne, ze halasuja po 22 i piszcza, krzycza i skacza przed 6. Jesl
        > i tak to zwroc uwage.
        Dziś już nie ma czegoś takiego jak osławiona cisza nocna. Istnieje natomiast w prawie termin "zakłócenie miru domowego". Godziny między 6 a 22 są umowne, ponieważ za zakłócanie miru domowego można zostać ukaranym o każdej porze.
        Wiadomo, że mieszkając w bloku, czy kamienicy nie można w wymagać całkowitej ciszy. Poza tym, ludzie robią remonty i wtedy jest oczywiście bardzo głośno, ale to jakby siła wyższa, bo nie da się wyburzyć ściany, czy skuć kafli bez hałasu. Natomiast zwykła kultura nakazuje, aby w normalnych warunkach, zachowywać się względzie cicho, tak aby sąsiedzi nie musieli, chcąc nie chcąc, uczestniczyć w naszym życiu. Zwykła spokojna rozmowa, którą też niestety słychać przez moje ściany, nie przeszkadza mi. Trudno żeby ludzie we własnym mieszkaniu mówili szeptem smile Natomiast skakanie z impetem po moim suficie jest bardzo uciążliwe, ponieważ wywołuje niepokój. To samo dotyczy głośnej muzyki.

        Dała bym wiele, żeby mieć własny dom i święty spokój od tych hałasów, ale niestety na dzień dzisiejszy jest to niemożliwe, a żyć jakoś trzeba sad
        • aqua48 Re: dzieci sąsiadów / halas 29.12.18, 16:10
          kamakama napisała:

          > Dziś już nie ma czegoś takiego jak osławiona cisza nocna.

          Owszem nadal obowiązuje. Zakłócanie miru domowego to hałas czyniony złośliwie i notorycznie bez takiej potrzeby jak np. remont w ciągu całej doby, zakłócanie ciszy nocnej - to każdy hałas między godziną 22.00 a 6.00 rano.
          • anula36 Re: dzieci sąsiadów / halas 31.12.18, 16:47
            mieszkajac wiekszosc zycia w bloku z wieloma mieszkaniami stwierdzam,ze jest to rodzaj kary dla ludzi ktorzy do zycia potrzebuja ciszy i spokoju.

            Mam dziecko nade mna- na szczescie wyroslo z szalonego skakania i wyrzucania zabewek z pudel na drewniana podloge bez dywanu bo maly jest alergikiem. Na to dziecko patrze jednak przez palce, ze tez dlatego ze jego matka przyszla do mnie kiedys przepraszac za halasy, wie ze slychac bo sie sasiedzi skarza, co jest o tyle ciekawe ze ci ludzie maja taka sama powierzchnie mieszkania jak ja, czyli nikt inny bezpodrednio pod nimi nie mieszka, wiec nie wiem u kogo tak bylo slyszacsmile

            znacznie gorszy byl pies ktory mieszkal tuz obok i wyl bez wzgledu na pore dnia, w czasie kiedy wasciele opuszczali mieszkanie - np szli na nocna zmiane do pracy, Wlasciel byl zaimpregnowany na jakiekolwiek uwagi, a arecz tak agresywny,ze w koncu dalam sobie spokoj.Za to dzis dziekuje Panu Bogu ze wysluchal moich modlow i tak mlodo zabral ta niewinna psia duszyczke i to bez mojego udzialusmile

            Jesli tak bardzo sie meczysz, a wierze, ze moze to wykonczac nerwowo, to zwrocilabym uwage ,ale nie goloslownie, moze zapros jednego z rodzicow na herbate polaczona z seansem skakania,albo nagraj te dzwieki,zeby nie bylo ze sie pienisz bez sensu. Moze bylby tez sens pomyslec nad wyciszeniem sufitow?
                • kora3 Re: dzieci sąsiadów / halas 06.01.19, 13:56
                  Nie zgadzam się Anulo. Zawsze mieszkałam w wielorodzinnych budynkach, zmieniałam dośc sporo mieszkań w róznych miastach, w tym gdzie mieszkam teraz to jest 4. NIGDY nie miałam żadnych problemów z jakimś systematycznym zakłócaniem spokoju przez kogoś z sąsiadów, czy szło o dzieci, czy dorosłych. Owszem, zdarzają się sytuacje sporadyczne: remonty, imprezki itp. ale na serio własnie sporadycznie.
                  Zwyczajnie i po prostu - mam szczescie, wcale nie unikatowe mieszkać wśród ludzi cywilizowanych, co jest raczej standardem. Są jednak tacy, którzy mają pecha mieszkać obok troglodytów, którym sie własnie wydaje, że wykupili sobie całą przestrzeń wokół kupując 60 metrów kwadratowych. Takich ludzi jest zdecydowanie mniej niż cywilizowanych, ale ze są uciążliwi to się rzucają w oczy. Najlepiej, żeby oni wyprowadzili się w głuszę, skoro nie potrafią współistnieć z innymi jak normalni ludzie, nie sądzisz?
                    • 10iwonka10 Re: dzieci sąsiadów / halas 06.01.19, 14:41
                      Ja mysle ze to chyba nie tak jest do konca.Wiekszosc ludzi to milosnicy czegos posrodku. Zeby mieszkac w kompletnej gluszy nie kazdemu to pasuje - ja osobiscie czulabym sie odizolowana I chyba bralowaloby mi ludzi. Natomiast mieszkanie w bloku to troche loteria- Mieszkalam wczesniej w bloku - plusem bylo ze na ostatnim pietrze wiec nikt nade mna nie chodzil ale ludzie byli tam normalni pare rodzin, pare emerytow….od czasu do czasu jakas impreza ale zylo sie normalnie. Natomiast teraz patrzac na to chyba oprocz 'szczescia ' bralabym pod uwage inne czynniki- ilosc wynajmowanych mieszkan np w Krakowie wiadomo ze beda to studenci no I niestety ( oczywiscie zalezy to od mozliwosci finansowych) lokalizacji I ceny mieszkania.
                      • anula36 Re: dzieci sąsiadów / halas 06.01.19, 18:26
                        I to tez zalezy od ludzi, mieszkam w Krakowie i tak sie sklada ze u nas tylko 1 mieszkanie na cala 45 mieszkaniowa klatke wynajmuja studenci i sa to mega ok mlodzi ludzie, imprezuja cicho, gosci u nich / do nich nie slychac, zawsze dzien dobry, zawsze drzwi przytrzymaja, jeden mi kiedys zaproponowal wyniesienie siatki z zakupami, pietro wyzej niz sam mieszka,a nie jestem wiekowa staruszka.
                        Nic z tego co powyzej nie dotyczy dzieci /wnukow stalych mieszkancow.
                        W zasadzie na moich wspollokatorow nie moge narzekac,moze tylko na ich milosc do wiecznych remontow, ale co tam, przyjdzie dzien kiedy i ja sie zemszczesmile
                    • bene_gesserit Re: dzieci sąsiadów / halas 06.07.19, 17:47
                      anula36 napisała:

                      > ja uwazam ze warto isc za wlasnymi potrzebami - milosnicy ciszy - w glusze, mi
                      > losnicy halasu do blokusmile

                      Yhyy. A jak nie chcesz być zgwałcona to po prostu noś pas cnoty z tytanu, proste, conie. Itd w tym stylu, podążając światłą ścieżką twojej filozofii.
                  • katja.katja Re: dzieci sąsiadów / halas 06.01.19, 16:06
                    Niekoniecznie troglodytów. Duże znaczenie ma też technologia wykonania bloku. W poprzednim słyszałam wszystko. Bezpośrednią sąsiadką była spokojna, nie imprezująca młoda samotna dziewczyna. Wieczorem słyszałam ten charakterystyczny dźwięk wyłączania lub włączania komputera (ta melodyjka to było wiele lat temu więc inny system). I dźwięk telefonu i domofonu sąsiada mieszkającego naprzeciwko, za pierwszym razem po przeprowadzce nawet zerwałam się na nogi bo byłam pewna, że to mój domofon dzwoni.
                • katja.katja Re: dzieci sąsiadów / halas 06.01.19, 16:03
                  Nie zgadzam się. Mam sąsiadów na tym samym piętrze, w dodatku z dziećmi oraz nad sobą. Nie licząc remontów nic nie słyszę. Mamy grube ściany plus grube drzwi antywłamaniowe. Dodatkowo nasze piętro od reszty klatki oddzielają dodatkowe drzwi, więc nie słyszę np. windy czy ludzi zbiegających ze schodów.
    • paktofyton blok, ja w nim 31.12.18, 18:44
      — Ralla
      la laa! — radio z babą
      — uuu! — gdzieś dziecko
      — Ralla
      la laa! — baba
      — uuu! — dziecko
      — Ral
      la la — baba
      — uu — dziecko
      — Ra
      la la —
      — u
      oho
      ucho mi zwariowało?
      a to nie:
      niedziela
      rusza
      trzymajcie się ludzie!

      Miron Białoszewski z tomu „Odczepić się”, 1978

      Zamiast bezproduktywnie irytować się, może watro frustrację przekuć na poezję?
      • alewcale Re: dzieci sąsiadów / halas 26.05.21, 19:55
        Ależ masa dzieci teraz jest puszczana samopas, a rodzice w najlepszym razie dadzą im do ręki tablet/telefon z grami. Te dzieci mają od tego objawy takie,jak przy niższym IQ i EQ, mają problemy z koncentracją co widać już w przedszkolu. Potem rodzice zadziwieni, że bombelek nie jest geniuszem. W ich mniemaniu jest, ale w szkole nauczyciel ma mękę. A jeszcze jak się trafi taki,którego nie wolno ograniczać,zmuszać ani stresować to będzie utrudniał naukę innym dzieciom.
        • alewcale Re: dzieci sąsiadów / halas 26.05.21, 19:56
          Dzieci w takich sytuacjach, jak opisana w wątku startowym służą wielu rodzicom do jątrzenia i zasłaniania się dzieckiem. Tyle,że ten tatuś z mamusią będą ponosić konsekwencje takiego chowu całe życie.
          • horpyna4 Re: dzieci sąsiadów / halas 26.05.21, 21:39
            Bardzo trafne spostrzeżenie. Niektórzy rodzice specjalnie "napuszczają" dzieci na sąsiadów, bo lubią dokopywać innym, a sami pyskują, że sąsiad czepia się ich niewinnych dzieciątek.

            I rzeczywiście czasem ponoszą konsekwencje.

            Kiedyś w pewnej miejscowości posadzono drzewka wzdłuż ulicy, a dzieciątko zaczęło się bawić, waląc w drzewka siekierą. Na zwróconą przez sąsiadkę uwagę, żeby tego nie robiło, wychyliła się z okna matka owego dziecka i zawołała "rąb, synku, rąb, a jak ta stara będzie się czepiać, to rąbnij ją w łeb".

            Po kilku latach mamuśka owa sama czegoś nie pozwoliła synkowi, więc ten (odpowiednio wychowany) zaciukał siekierą mamuśkę.
    • li_lah Re: dzieci sąsiadów / halas 17.07.21, 10:44
      Ja nie rozumiem dlaczego ludzie posiadający w domu taką szarańczę nie kupią sobie jakiegoś gęsto tkanego dywanu? To nie jest aż taki wydatek, jak ich nie stać na wełnę można kupić poliestrowy za parę stówek, a swoją wolę spełni.
      Problemem jest zarówno jakość budownictwa, jak i to, że teraz większość ma podłogi z paneli, a nie wyciszającego drewna i nie ma dywanów. Gdyby były dywany byłoby cicho, ani nie byłoby tak słychać tupania i biegania, ani głosów, bo dywan wyglusza. Porazka z tymi ludzmi.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka