Dodaj do ulubionych

Unikanie mówienia o związku

16.08.17, 14:30
Mam prośbę o radę. Sytuacja wygląda następująco: jestem w wieloletnim (ponad pięć lat razem) związku. Ostatnio mój chłopak poznał w pracy pewną kobietę (czy raczej dziewczynę - wszyscy mamy po 25-27 lat). Zawsze wypowiadał się o niej z sympatią. Wiem, że relatywnie często rozmawiają, byli też razem parę razy na kawie/obiedzie po pracy, a raz pojechali wspólnie do innego miasta (też w sprawach służbowych; w jedną stronę w większym gronie, wracali tylko we dwoje). Nie miałabym absolutnie nic przeciwko; zwyczajna dalsza znajomość. Kiedyś spytałam jednak chłopaka pół-żartem, czy ta nowa znajoma aby na pewno wie, że on jest w związku. I tu się zdziwiłam, bo okazało się, że nie. Chłopak twierdzi, że nie było okazji, żeby o tym poinformować. Powiedziałam, że ja zawsze w takich sytuacjach jak najszybciej staram się "przemycić" informację o tym, że jestem związku; czyli po prostu mówię coś w rodzaju "A mój P. też.../byliśmy razem z P. ...", w nawiązaniu do jakiejś wcześniejszej wypowiedzi. Chłopak uznał, że sugerowanie, że ma dziewczynę mogłoby zostać źle odebrane (?), bo to tylko daleka znajomość i zawodowa relacja. Bardzo to dla mnie dziwne podejście... Według mnie takie zachowanie byłoby raczej uczciwe, nawet nie tyle wobec mnie, co w stosunku do tej znajomej (nie wiemy, czy jest samotna). Czy faktycznie moje postępowanie (tj. wspominanie niby "mimochodem", że się z kimś spotykam) jest niezgodne z savoir vivre?
Obserwuj wątek
    • ser_metafizyczny Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 14:45
      Podczas spotkań towarzyskich takie mimochodem wspomniane info jest hak najbardziej ok.
      W pracy raczej niekoniecznie, chyba że w kontekście rozmów luźnych na tematy prywatne. Coś takiego mogło mieć miejsce podczas wyjazdu. Ale z drugiej strony, nikt nie ma obowiązku zwierzac się współpracownikom że szczegółów życia prywatnego.
      Wymuszenie tego typu zachowań na innych nigdy nie jest ok. Jego sprawa jaki ma sposób na relacje w pracy. Tak długo jak jest wobec Ciebie w porządku to, moim zdaniem, nie twoja broszka czy jego koledzy i koleżanki o Tobie wiedzą.
      Jeśli mu nie ufasz, savoir vivre nie pomoże.
    • chris1970 Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 14:59
      Wtrącanie do rozmowy informacji, że ma się kogoś bliskiego nie jest niezgodne z SV. Trzeba tylko wyczuć sytuację, bo czasami taka dygresyjka jest informacją bardzo pożyteczną czy zapobiegliwą, a czasami groteskową i można się tylko narazić na śmieszność.

    • kora3 Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 16:28
      Wszystko zależy od tego jak prowadzi rozmowę druga strona - jeśli prywatna wymiana informacji ogranicza się do takich o pogodzie czy korkach to takie wtrącanie może nie jest niegrzeczne, ale no dość dziwne i Twój partner ma rację, ze może też być dziwnie odebrane. W tym sensie, ze druga strona może zinterpretować to tak, iż odbierasz jej zachowanie jako podryw i tak się "zabezpieczasz".
      Jeśli natomiast np. gada się o tym jak się weekend spędziło, to raczej trudno mając partnera/męza uniknąć wplecenia w rozmowę takiej informacji, chyba ze się z dowolnej przyczyny nie chce jej ujawniać.

      Ja sama nie czuję potrzeby informowania każdego zaraz, ze mam partnera - bez względu na płeć - dodam. W bliższej relacji samo na ogół wychodzi w rozmowie, w dalszej nie i tez dobrze. Mam całkiem sporo znajomych prywatnych, płci obu, którzy nie wiedzą ze mam partnera, a jeśli to nie ode mnie - zwyczajnie nie było okazji do rozmowy o tym, a także do spotkania ich z nim. Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, a tym bardziej nieuczciwego
    • klendia Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 17:31
      Informowanie o tym, że jest się w związku, wszystko jedno czy małżeńskim czy konkubenckim, jest niezgodne z SV i ze zdrowym rozsądkiem. Przekazanie takiej informacji jest odbierane jako chwalenie się "patrzcie jaki jestem atrakcyjny / atrakcyjna", co samo w sobie jest absurdalne. To narzucanie się ludziom ze szczegółami swojego życia prywatnego. Twój chłopak postąpił słusznie, że nie informował koleżanki z pracy, o fakcie posiadania konkubiny. Jaki miałby być tego sens i cel?
    • akle2 Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 18:01
      Sprawa jest delikatna, ale ja jak najbardziej rozumiem Ciebie i Twoje obawy, oraz to, że czujesz się niepewnie. Jeśli jest to znajomość na gruncie zawodowym, to nie powinnaś wyskakiwać z takimi informacjami wyrwanymi z kontekstu, jak królik z kapelusza, bo niby w jakim celu? Informacja taka nie powinna być podawana w oderwaniu od innych, bo wyjdzie po prostu niezręcznie. Natomiast nie ma nic złego w przemycaniu, aczkolwiek i tak musi być ku temu powód.
      Przykład: gdyby jakiś ich kontrahent chciał się spotkać z nimi o godz. 20:00, Twój partner mógłby w obecności koleżanki powiedzieć: "OK, tylko muszę wykonać telefon do mojej dziewczyny, bo pora jest relatywnie późna i może się niepokoić, że nie wracam do domu." W takiej informacji zakodowano zarówno fakt posiadania Ciebie jako partnerki, a także fakt wspólnego zamieszkania smile
      To nie jest sprawa SV, tylko zaufania, które powinno być w każdym związku. Jeśli jednak się okaże, że zaufanie zostało nadszarpnięte, to sprawa się komplikuje...
      • animavillis Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 18:17
        Dziękuję za zrozumienie. smile Właśnie o tego tego typu luźną, dopasowaną do sytuacji uwagę mi chodziło. Sama też nie opowiadam o swoim związku przy każdej okazji, ale gdy np. kolega proponuje wspólne wyjście, to przy jakiejś nadarzającej się okazji (niekoniecznie w czasie tego wyjścia), staram się jednak jakoś w miarę delikatnie zaznaczyć, że z kimś się już spotykam. Zwłaszcza jeśli rozmawiam z kimś często, tak jak mój chłopak ze swoją znajomą. Zawsze wydawało mi się, że może to jednak czasami pomóc uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, więc zdziwiłam się, że miałoby uchodzić za niekulturalne.
          • akle2 Re: Unikanie mówienia o związku 17.08.17, 08:32
            Ooo, to mi się podoba, ale skąd pewność, że on będzie prowadził rozmowę akurat w trakcie przygotowań do obiadu i w obecności autorki? Raczej się schowa gdzieś z telefonem sad
            Jest też inne rozwiązanie, chociaż dość trudne. Jeśli para tych gołąbeczków pracuje razem w jednej firmie (tak zrozumiałam - to by uzasadniało mnogość wspólnych tematów do rozmów, ale może się mylę), to dobrze by było poznać stamtąd jakąś dziewczynę (tylko pytanie, jak? sad ) do której można byłoby się jakoś zbliżyć, prawie że zaprzyjaźnić i która z czasem donosiłaby w obie strony w sposób kontrolowany.
            Ja miałam kiedyś podobny przypadek wśród znajomych, znajoma koleżanka ostrzyła sobie zęby na innego znajomego, który wolny nie był, a ona jakoś nie przyjmowała tego do wiadomości, albo udawała, że nie wie, o co chodzi. Do czasu, jak na jego profilu na fb pojawił się niewinny wpis innych znajomych chwalących jego dziewczynę ("Jakie piękne fotki, czy byłeś tam razem ze swoją A.?" Wpis został zauważony, napastliwa koleżanka przystopowała. Ale to wymaga spełnienia łącznie pewnych warunków, czyli posiadania facebooka, możliwości komentowania i w miarę częstego zaglądania tamże). Reasumując, myślę, że warto by było zrobić pewną prowokację, ale w tak wyważony sposób, aby nie dało to podejrzeń do opinii, że autorka jest niezrównoważoną, zazdrosną furiatką. I lepiej 2x się zastanowić, niż zrobić coś w sposób nieprzemyślany.
            A najprościej to by było spotkać ich "przypadkowo" w którejś z tych kawiarni, podejść zamaszystym krokiem, uwiesić się chłopakowi na szyi, zatrzepotać rzęsami i z niewinnym uśmiechem powiedzieć: Ooo, co za spotkanie, jak się cieszę, że mogę Ciebie poznać, mój B. tyle o Tobie opowiadał).
    • animavillis Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 18:08
      Dziękuję bardzo za odpowiedzi. Rozumiem zatem, że poniekąd oboje mamy rację - on nie był zobowiązany o mnie wspominać, ale i ja nie postępuję niegrzecznie mówiąc o swojej relacji nowo poznanym osobom.
      Przy okazji, może nie do końca jasno się wyraziłam - oczywiście, nie czynię takich uwag zawsze i w każdej sytuacji. Zgadzam się, że to byłoby nie na miejscu. Miałam na myśli raczej przypadek, w którym relacja zawodowa zaczyna powoli stawać się bardziej prywatna. Czyli, tak jak w sytuacji, którą opisałam w pierwszym poście, zaczynam spotykać się z kimś poza miejscem pracy, np. wychodzimy wspólnie na kawę i rozmawiamy na tematy bardziej prywatne.
      • pierwsze.wrazenie Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 18:37
        Mnie również dziwią właśnie te ich wspólne wyjścia na kawę i obiady w powiązaniu z przemilczeniem Twojej osoby. Chyba, że są to wyjścia w większym "pracowym" gronie.
        Niestety, nie wiem, co Ci poradzić sad. Na pewno powinnaś obserwować sytuację, żeby wiedzieć, na czym stoisz, ale unikałabym tzw. "poważnych rozmów", bo albo wyjdziesz na "zaborczą z urojeniami" albo Twój partner przejdzie do konspiracji. IMO na to, jak będą wyglądały relacje Twojego partnera z koleżanką z pracy nie masz wielkiego wpływu. Ale, oczywiście, relacje Twojego partnera z koleżanką z pracy mogą mieć wpływ na Wasz związek - zarówno z powodu jego, jak i Twoich decyzji.
    • lati7 Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 18:13

      animavillis napisał(a):
      > Wiem, że relatywnie często rozmawiają, byli też razem parę razy na kaw
      > ie/obiedzie po pracy,>

      I tu pewnie "pies pogrzebany". Pewnie chodzi ci o to , że chodzą razem na obiad i kawę PO PRACY ? A "po pracy", oznacza że prywatnie...
      Kolejne pytanie, które się nasuwa , czy z kolegami z pracy , chłopak spotyka się na obiedzie i kawie po pracy ? Jeśli tak, to wszystko, myślę ze gra wink
      A koleżanka z pracy samotna, czy zajęta ?
      • animavillis Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 18:25
        Otóż to - odniosłam wrażenie, że ich znajomość, mimo że zasadniczo służbowa staje się jednak bardziej prywatna. I właśnie w takiej sytuacji sama mimochodem wspomniałabym (i wspominam), że mam chłopaka. Mój chłopak nie jest zbyt towarzyski i zasadniczo rzadko gdzieś wychodzi... Jednak tak, oczywiście, czasami spotyka się z kolegami, z tym że, mam wrażenie, zwykle w większej grupie.
        Co do koleżanki... No właśnie - nie wiem, czy koleżanka jest samotna. Podobno nic na ten temat nie mówiła.
          • animavillis Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 18:55
            No cóż, tak to wygląda. Tych "kaw" było raptem kilka, ale i znają się zaledwie jakieś trzy miesiące. On zawsze podkreślał, że rozmawiają głównie o sprawach związanych z pracą i ja to jak najbardziej akceptuję. Z drugiej strony, był w stanie opowiedzieć mi o kilku rzeczach związanych z jej życiem prywatnym (np. że ma młodsze siostry), więc najzwyczajniej zrobiło mi się przykro, że skoro rozmawiają też m.in. o rodzinie, nie wspomniał o mnie. No ale pewnie to akurat nie jest już samo w sobie kwestią savoir-vivre. smile
            • pierwsze.wrazenie Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 19:05
              IMO pozostaje Ci obserwowanie tej sytuacji bez gwałtownych ruchów - jak pisałam w poście wyżej:

              Niestety, nie wiem, co Ci poradzić sad. Na pewno powinnaś obserwować sytuację, żeby wiedzieć, na czym stoisz, ale unikałabym tzw. "poważnych rozmów", bo albo wyjdziesz na "zaborczą z urojeniami" albo Twój partner przejdzie do konspiracji. IMO na to, jak będą wyglądały relacje Twojego partnera z koleżanką z pracy nie masz wielkiego wpływu. Ale, oczywiście, relacje Twojego partnera z koleżanką z pracy mogą mieć wpływ na Wasz związek - zarówno z powodu jego, jak i Twoich decyzji.

              Faktycznie, sytuacja jest dość luźno związana z savoir-vivre. Trzymaj się - życzę Ci opanowania i siły.
            • lati7 Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 20:31
              animavillis napisał(a):

              > No cóż, tak to wygląda. Tych "kaw" było raptem kilka, ale i znają się zaledwie
              > jakieś trzy miesiące. On zawsze podkreślał, że rozmawiają głównie o sprawach zw
              > iązanych z pracą i ja to jak najbardziej akceptuję. Z drugiej strony, był w sta
              > nie opowiedzieć mi o kilku rzeczach związanych z jej życiem prywatnym (np. że m
              > a młodsze siostry),

              Nie chcę cię niepokoić, bo i tak już jesteś wystarczająco zestresowana (współczuję) . Niestety kobieca intuicja może ci dobrze 'podpowiadać"... Trzy miesiące znajomości i "takie zaangażowanie" w sprawy zawodowe omawiane po pracy przy kawce i obiadkach ? Jeszcze raz powiem... Jeśli wcześniej nie zdarzało się to w taki sposób, to masz prawo do niepokoju, ponieważ czas który twój M powinien przeznaczyć na sprawy domowe, obiad z Tobą lub kawkowanie, czy odpoczynek po pracy, niestety poświecą jakiejś innej kobiecie... W dodatku nieudolnie tłumacząc to "sprawami zawodowymi" wink No na prawdę zmartwiłabym się jego zaangażowaniem w sprawy firmy i zadatkami na pracoholizm.... Czy jesteś uprzedzana o tym, że pózniej wróci bo kawka , obiadek z panią na mieście ? Proponuję wybrać się na miasto i mimochodem dołączyć do tego "zapracowanego" duetu , wszak, są po pracy, co należy panu przypomnieć smile
                • sweet_pink Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 20:59
                  IMO skoro facet się przyznał, że nie powiedział o związku to nic nie dzieje oprócz tego, że pan sobie męskie akumulatory ładuje (fuj fuj). Tu stała partnerka zazdrością połechce, tam koleżanka uważająca że wolny dowcipnym flirtem rzuci. Tu trzeba panu szklankę zimnej wody zaserwować, zapisać się na salsę i mieć w dupie z kim na kawę chodzi.
                  • pierwsze.wrazenie Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 21:06
                    Tu stała partnerka zazdrością połechce, tam koleżanka uważająca że wolny dowcipnym flirtem rzuci.

                    Jest to bardzo prawdopodobne, ale taki związek jest niestety "niefajny". Przerobiłam takie akcje w wykonaniu kilku panów, ewakuowałam się pospiesznie - gry "w salsę" i w "manie w d...ie" nie mają IMO na dłuższą metę sensu.
                    • bene_gesserit Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 21:15
                      A mi się wydaje, że pink dobrze pisze. Bo co dziewczynie zostało? Śledzić nie będzie, za rękę trzymać także nie, do pracy z niby-to zapomnianą przez narzeczonego z domu kanapką też nie pobiegnie, conie.

                      Spokojnie zająć się sobą i swoim życiem. Wykorzystać okazję. Albo się facet opamięta, albo nie było im pisane. Sytuacja wygląda poważnie - skoro on o niej tyle mówi, to znaczy, że coś jest na rzeczy, jeśli mimo prywatnych tematów o niej tej tamtej nie wspomniał - tym bardziej. To nie jest kwestia s-v tylko dojrzałości i szacunku.
                    • sweet_pink Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 21:25
                      Generalnie ja mam wrażenie, w pewnym momencie relacji sporo nawet fajnych osób w podobny sposób sprawdza z czy ich partnerem/ką takie akcje przechodzą czy nie (ewentualnie w wersji snucia opowieści o byłych). Jednorazową próbę należy celnie spacyfikować i odpuścić. Recydywa to już fakt niefajny temat i poziom mania w dupie powinien osiągnąć poziom pt "tam są drzwi". Urządzenie latania za facetem po knajpach, to jak proszenie się o recydywę (wszak oczekiwana nagroda nakarmienia ego nastąpiła). Salsa lepsza. A jak recydywista to też salsa dobra, na stres po rozstaniu pomoże wink
    • firlefanz Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 16.08.17, 18:28
      nie byłaś przy ich rozmowach, więc nie wiesz czy temat naturalnie "wypłynął" w konwersacji.

      Skupianie się na tym by "przemycić" informację o związku może brzmieć sztucznie. Zresztą nie wiesz czy oni rozmawiają na tematy osobiste (związki, rodzina, dzieci) - niektórzy ludzie nie lubią poruszać takich tematów z osobami z pracy.

      Pretensje (i zaniepokojenie) byłoby słuszne gdyby wyszło na jaw, że on celowo przemilczał Wasz związek - np. na pytanie "Co robiłeś w weekend?" odpowiedziałby jej np. "Byłem na wycieczce rowerowej" w sytuacji, gdy innej osobie z pracy odpowiedział "Byłem na wycieczce rowerowej z moją dziewczyną".

      Jednak, abstrahując od savoir-vivre, rozumiem, że czujesz się trochę nieswojo, bo zwykle im ktoś jest dla nas ważniejszy tym częściej mimochodem o nim wspominamy - np. gdy dla kogoś jego dzieci są bardzo ważne to też się jakoś naturalnie pojawią w rozmowie.

      byli też razem parę razy na kaw
      > ie/obiedzie po pracy, - tu wszystko zależy czy to były spotkania zawodowe (np. chcieli w spokoju omówić jakiś wspólny projekt) czy nie... i czy we dwoje czy z całym zespołem.
      Bo jeśli prywatne i tylko w gronie dwuosobowym to kilka wspólnych kaw/obiadów to już nie jest "daleka znajomość".
      • animavillis Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 16.08.17, 18:33
        firlefanz napisała:

        > Jednak, abstrahując od savoir-vivre, rozumiem, że czujesz się trochę nieswojo,
        > bo zwykle im ktoś jest dla nas ważniejszy tym częściej mimochodem o nim wspomi
        > namy - np. gdy dla kogoś jego dzieci są bardzo ważne to też się jakoś naturalni
        > e pojawią w rozmowie.

        Trudno byłoby lepiej oddać moje uczucia.

        > byli też razem parę razy na kaw
        > > ie/obiedzie po pracy, - tu wszystko zależy czy to były spotkania zawodowe
        > (np. chcieli w spokoju omówić jakiś wspólny projekt) czy nie... i czy we dwoje
        > czy z całym zespołem.
        > Bo jeśli prywatne i tylko w gronie dwuosobowym to kilka wspólnych kaw/obiadów t
        > o już nie jest "daleka znajomość".

        Otóż właśnie o to chodzi, że byli we dwójkę. W przeciwnym wypadku niepokoiłabym się znacznie mniej. smile
        • firlefanz Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 16.08.17, 21:36
          to są trzy opcje -
          a) były to spotkania zawodowe - tu pytanie do Ciebie czy oni mają wspólny projekt/zadanie albo czy mają stanowiska zależne od siebie, na których wymagana jest ciągła współpraca? (Z mojego doświadczenia to żeby omówić sprawy zawodowe w przyjemniejszej atmosferze niż przy biurku albo oderwać się od pracy częściej chodzi się na obiad/kawę w trakcie przerwy. A po pracy spotykają się raczej ludzie, którzy oprócz tego, że razem pracują to się też lubią prywatnie.)
          b) polubili się i są po prostu dobrymi przyjaciółmi - tak jak pisałam, jeśli to nie były spotkania zawodowe to nie można nazwać tego "daleką znajomością". Jeśli ludzie kilkakrotnie spotykają się sam na sam bez kontekstu zawodowego to zdecydowanie się lubią.
          c) rzeczywiście coś jest "na rzeczy" - ale trudno mieć pretensje do tej koleżanki, bo z Twojego postu wynika, że prawdopodobnie nie wie, że on jest w związku.
          • animavillis Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 17.08.17, 09:43
            firlefanz napisała:

            > to są trzy opcje -
            > a) były to spotkania zawodowe - tu pytanie do Ciebie czy oni mają wspólny proje
            > kt/zadanie albo czy mają stanowiska zależne od siebie, na których wymagana jest
            > ciągła współpraca? (Z mojego doświadczenia to żeby omówić sprawy zawodowe w pr
            > zyjemniejszej atmosferze niż przy biurku albo oderwać się od pracy częściej cho
            > dzi się na obiad/kawę w trakcie przerwy. A po pracy spotykają się raczej ludzie
            > , którzy oprócz tego, że razem pracują to się też lubią prywatnie.)

            Tak, realizują wspólny "projekt", to akurat wiem na pewno, bo P. dużo o tym opowiada. Myślę, że spotkania po pracy mogą też wynikać z tego, że u nich nie ma właściwie żadnych większych przerw.

            > c) rzeczywiście coś jest "na rzeczy" - ale trudno mieć pretensje do tej koleżan
            > ki, bo z Twojego postu wynika, że prawdopodobnie nie wie, że on jest w związku.

            I to właśnie to jest wg mnie największy problem. Chłopakowi dość mocno ufam, znamy się już bardzo długo i nigdy nie wykazywał żadnych tendencji do "skoków w bok". Myślę jednak - i sama podkreśliłam to w rozmowie z nim - że jego zachowanie jest trochę nieuczciwe właśnie wobec tej koleżanki. Gdybym sama nawiązała bardziej przyjacielską relację z kolegą z pracy, współpracowała z nim bliżej i wychodziła na kawę, żeby pogadać, a do tego byłabym samotna, to zdziwiłabym się (i może poczuła oszukana?), gdyby po kilku miesiącach okazało się, że - dajmy na to - kolega ma żonę i dziecko, a o nich nigdy nie wspominał.
            • firlefanz Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 17.08.17, 18:01
              jeśli wspólnie nad czymś pracują to całkiem normalne, że się spotykają. I jeśli u nich nie ma przerwy (myślałam, że pracują w korporacji, gdzie często jest przerwa obiadowa o z góry wyznaczonej godzinie) to także mnie już nie dziwi, że spotykają się po pracy.

              niestety nie jesteś w stanie zweryfikować jak było naprawdę - tylko Twój chłopak wie czy temat naturalnie "nie wypłynął" w rozmowie i rzeczywiście nie było żadnej okazji, żeby powiedzieć np. "Muszę już się zbierać, bo o 19.00 idę z animavillis do kina" czy świadomie przemilczał informację, że jest w związku.

              Koleżanka może być nim w ogóle niezainteresowana... więc niekoniecznie będzie się czuła "oszukana" gdy się dowie, że on jest w związku.
              • animavillis Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 17.08.17, 18:10
                firlefanz napisała:

                > Koleżanka może być nim w ogóle niezainteresowana... więc niekoniecznie będzie s
                > ię czuła "oszukana" gdy się dowie, że on jest w związku.

                Oczywiście, też liczę się z taką ewentualnością. A jednak sama, biorąc pod uwagę możliwość, że jednak ktoś mógłby być mną zainteresowany, zawsze staram się o partnerze wspomnieć. Uważam, że pomaga to oszczędzić rozczarowań.
              • madzioreck Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 23.08.17, 13:13
                firlefanz napisała:

                > jeśli wspólnie nad czymś pracują to całkiem normalne, że się spotykają. I jeśli
                > u nich nie ma przerwy (myślałam, że pracują w korporacji, gdzie często jest pr
                > zerwa obiadowa o z góry wyznaczonej godzinie) to także mnie już nie dziwi, że s
                > potykają się po pracy.

                Dlaczego? Co ma do tego przerwa obiadowa czy jej brak?
                • firlefanz Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 23.08.17, 19:01
                  to czy jest przerwa obiadowa, czy nie pozwala lepiej ocenić czy wspólne wyjście na obiad świadczy o bliskiej znajomości czy nie.

                  Jeśli byłaby przerwa obiadowa to fakt, że chłopak i koleżanka idą na obiad po pracy zamiast wyskoczyć w czasie przerwy świadczyłby, że rzeczywiście albo bardzo się lubią albo kroi się między nimi jakiś romans.

                  Ale jeśli nie ma długiej przerwy to gdy chcą się oderwać, przedyskutować wspólny projekt, spotykają się po pracy - przynajmniej jest to mniej "podejrzane" smile
                    • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 24.08.17, 08:26
                      A ja wierzę, ze nie było okazji, bo sama mam takei sytuacje i znajomych, z którymi nie ma okazji mówic o tym, że jestem w związku (czy też oni). Taka informacja nie jest tajna, ale tez nie jest im i mnie do niczego potrzebna -0 co w tym nadzwyczajnego?
                      • minniemouse Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 24.08.17, 22:47
                        kora3 napisała:

                        > A ja wierzę, ze nie było okazji, bo sama mam takei sytuacje i znajomych, z którymi nie ma okazji mówic o tym, że jestem w związku (czy też oni).

                        (poczatek watku: Ostatnio mój chłopak poznał w pracy pewną kobietę (czy raczej dziewczynę - wszyscy mamy po 25-27 lat). Zawsze wypowiadał się o niej z sympatią. Wiem, że relatywnie często rozmawiają, byli też razem parę razy na kawie/obiedzie po pracy, a raz pojechali wspólnie do innego miasta (też w sprawach służbowych; w jedną stronę w większym gronie, wracali tylko we dwoje). Nie miałabym absolutnie nic przeciwko; zwyczajna dalsza znajomość

                        acha, i nawet na wspolnym wyjezdzie sluzbowym nie bylo okazji aby napomnknac "przepraszam ale musze na moment zadzwonic do mojej ukochanej"? nie wspominajac ze podczas wspolnego powrotu we dwoje rzadko sie zdarza aby nie rozmowa nie zeszla na tematy jakies bardziej osobiste "o, ja tez bardzo lubie filmy sci-fi, a moja zona znowu tego nie cierpi wiec zawsze sam ogladam"..

                        ty tez tak, Koro?
                        przedziwne, doprawdy.

                        Minnie
                        • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 09:41
                          No właśnie-to samo pomyślałam.Nie ma bata żeby przy tej ilości spedzanego wspólnie czasu informacja nie wypłynęła w sposób naturalny (nie ni z gruszki ni z pietruszki tylko włąśnie-BYLiŚMY, przyszedł ktos DO NAS) o ile się człowiek nie pilnuje. Obstaję przy teorii że wielu panów kompletnie podświadomie związki zataja ponieważ wiele kobiet podświadomie inaczej odnosi się do wolnych niż zakapciowanych, Są bardziej ożywione,błyskotliwe co wizualnie jest przyjemne i dodaje bigla rozmowie.Przy czym panie mogą wcale nie szukać przygód.
                        • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 10:03
                          Wiesz, jak żyję nie słyszalam nigdy podczas jakiegokolwiek sluzbowego spotkania, by ktokolwiek przepraszał, ale musi zadzwonić do ukochanej/ukochanego - moze przedziwne, ale tak wlasnie jest. Dla mnie takie coś byłoby przejawem bezmiernej egzaltacji.
                          natomiast słyszałam, zw ktoś musi zadzwonić, albo zadzonić do męza/żony/ojca/ szefa/syna - zaleznie od stopnia zazyłosci z taką osobą.

                          Sama jesli muszę zadzwonić do mego partnera - obiojetnie czy w prywatnym gronie czy słuzbowym - móiwę , ze przepraszam, musze zadzwonić - WYCHODZE i dzwonię. To czy mówię ze do niego - zależy od tego czy obecne na spotkaniu osoby go znają. Dla mnie to jest całkowicie normalne
                          • vi_san Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 20:51
                            Koro, problem w tym, że jak napisała wątkodajka - jej partner z ta koleżanką spędza czas nie tylko służbowo! Np ze służbowego wyjazdu wracali tylko we dwoje. Mało tego, wątkodajka napomknęła gdzieś, że jej partner wie np o siostrach tejże koleżanki itp. Czyli to nie kwestia braku okazji! A to już jednak ciutkę powinno ją zaniepokoić, bo zakrawa właśnie na ukrywanie związku przed nowa koleżanką... Bo jeśli np w drodze z delegacji ona wspomniała, że w ubiegły weekend była z siostrą w galerii X na wystawie grafik Alojzego Pipsztyckiego, a pan na to, że też był, bardzo ciekawe, ale fatalnie oświetlone - nie wspominając ani słówkiem, że był, owszem, ale ze swoją partnerką - to już nie do końca ok. Bo to jest właśnie taka okazja, przy której w naturalny sposób można by wspomnieć o swoim związku. I jeśli ta wzmianka się nie pojawiła - to dla mnie byłby to sygnał ostrzegawczy. Bo jeśli się z kimś jest - to wspomina się o nim kompletnie mimowolnie, w takich drobiazgach:

                            - Idziesz po pracy na piwo?
                            - Nie, umówiłam się z mężem.

                            - Czytałeś najnowsza powieść najnowszego noblisty?
                            - Jeszcze nie, żona wzięła z biblioteki, ale ona ma pierwszeństwo, jak skończy to ja przeczytam.

                            - Byłeś w kinie na ...
                            - Tak, w weekend wybraliśmy się z Kasią, świetne efekty specjalne.

                            I tak dalej.
                            • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 09:20
                              Ale prawda jest tez że są ludzie niezbyt chetnie mówiący o swojej rodzinie, nawet przyjaciołach nie dlatego e są jacys nieciekawi tylko dla nich każda wzmianka o innym człowieku to prawie plotkowanie. I oni nie "MY'ują. Znam taką osobę, tylko jedna, płci męskiej a jakże wiernym małzonek od lat 30 prawie (wszystko na to wskazuje przynajmniej)zonę znam tak samo długo jak jego a dialog potrafil być taki:
                              -Warto tę Wisłocką zobaczyć, naprawde super realia , tydzień temu widziałem
                              Na to ja złośliwie bo o tym że że byli dowiedziałam się wcześniej od żony: Widziałeś? To Ela nie mogła? Sam byłeś? .
                              Małpa jestem, wiem znamy sie tyle że się przyzwyczaiłam, niemniej za każdym razem mnie to uderza, czyli nie jest powszechne w kręgu w którym się obracam.
                              • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 10:03
                                No widział chłop - a cóż to jest jedną osobą z tą żoną? Mnie z kolei śmieszy, jak ktoś cały czas utozsamia się z inna osobą - czy to będzie matka, dziecko, czy partner. Jak wspomniałam - za studenckich czasów miałam kolegę o ksywce "moja mama" - chłop na każdy temat wtrącał co o tym sądzi lub sądziłaby jego matka - kogo to interesuje? smile
                                • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 18:34
                                  Chodzi o to że jeśli na ogół parowani "my" ują a on tylko nie i to takie dziwne sie wydaje. A matka i dziecko to naprawde inna bajka, tu juz mamy albo nieodpępowienie (matka) albo zdziecinnienie (dziecko). Przypomniała mi sie gdzies tu wyczytana humorystyczna historyjka jak to młoda mama robiła zakupy w osiedlowym sklepie niesamoobslugowym. Wjeżdzała wózeczkiem z ok rocznym dzieckiem i zaczynało się :
                                  "No to co my wezmiemy?A, marcheweczki z kilo,kupimy jeszcze chlebka pól."..no i dalej w ten deseń.
                                  Razu pewnego mama została odciążona przez teściową i przyszła do sklepu sama, a że pzywyczajenie druga naturą...miny kolejkowiczów-bezcenne.
                                  • bene_gesserit Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 01:29
                                    baba67 napisała:

                                    > Chodzi o to że jeśli na ogół parowani "my" ują a on tylko nie i to takie dziwne
                                    > sie wydaje. A matka i dziecko to naprawde inna bajka, tu juz mamy albo nieodpę
                                    > powienie (matka) albo zdziecinnienie (dziecko).

                                    No, jeśli o to chodzi, i jeśli już jesteśmy w Krainie Kory - pardon: krainie Offtopu wink, to są pary, które wytwarzają taką pępowinową relację. Ona jest jego małym kurczaczkiem, on jej dużym misiem, czyli zabawa w tatę i córeczkę. Albo analogicznie w mamusię i synusia. Jakkolwiek by to niesmacznie nie zabrzmiało. Jedna z koleżanek z roku mówiła z takim właśnei mamusiowym rozczuleniem o swoim związku: 'mam dwójkę dzieci: rocznego Adasia i mojego mężulka'. Mężulek często występował w różnych historiach, które udowadniać miały jego infantylizm i nieporadność - żona pojawiała się w nich jako ta, która skaleczone kolanko mężulka opatrzy i nosek mu wytrze.
                                  • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:01
                                    Babo, zdaje się Madzioreck zwróciła Ci uwagę na to, że TOBIE zdaje się, ze wszyscy sparowani "myują", a tymczasem może w Twoim otoczeniu, a normanie - NIE. Jasne, jeśli mowa o sytuacji, gdy rozmowca zna druga połowę to mowienie my jest naturalne, ale jeśli nie - wcale nie.
                                    Pamiętam taką sytuację, gdy z moim eksem pracowaliśmy nad sprawą pewnej sytuacji dotyczącej jednego włodarza gminy. Sprawa nie miała charakteru obyczajowego, a pan nam stale wspominał, że jego zona bardzo to przezywa ird. Było to dla nas niesmaczne - bo w sumie CO nas to obchodzi? pcacowalibyśmy na tym matrtiałem (gdzie wójt miał bezsporne racje) czy jego zona, matka, dziadek, czy wnuk to przezywaliby czy też nie.
                                    Niektorzy ludzie, poniekąd zwykle słusznie uważają, ze zwyczajnie NIE WYPADA mówić o prywatnych bardzo sprawach w relacji może i prywatnej czy półprywatnej ale niezbyt bliskiej.
                                    Po prostu jest to nieeleganckie , często bardzo sztuczne i dziwne zwyczajnie.
                                    Poza tym nie bierzesz chyba pod ywagę jednej rzeczy, o której wspomniałam już. Mianowicie czasem swiadomie, a czeem podświadomie nie chcemy z kims skracać dystansu. Nie chcemy, nawet jeśli ktoś nam o sowim mniej lub bardziej osobistych sprawach opowiada. Mam w oroczeniu kilka takich osob, których nie ze nie lubię, bo lubię, ale nie chcę, by za wiele o moim zyciu wiedziały, bo mam przekonanie graniczące z pewnoscią, że będą się w nie pchaćsmile I tak np. ostatnio, gdy moja mama była na badaniach w szpitalu nie wspomniałam o tym pewnej znajomej, z którą i innymi osobami spędzałam czas. Przyjechała moja przyjaciolka i pyta, jak moja mama, kiedy wychodzi - normalne, ona wiedziała. Znakoma zaraz "atak" - co się stało, na co leży ile ma lat, na co się leczy ...No horror. Powiedziałam, ze profilaktyczne badania i usiłowałam zmienić temat, ale poani zaraz opowiedziała jak jej pół rodziny ostatnio w szpitalach lezało ...
                                    Być może pan parner wątkodawczyni wlasnie nie chce skarać dystansu z kolezanką i choć wysłuchuje co ONA ma do powiedzenia, bo sama gada, to o sobie mówi mało - proste.
                                    • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:20
                                      Po pierwsze-chłopak jakoś nie wygląda na takiego co chce trzymać dystans.
                                      Po drugie -to nie jest daleka znajoma tylko ktoś z kim się spędza sporo czasu i porusza tematy pozasłużbowe.
                                      Twoje wywody nie sa pozbawione racji tyle tylko ze nie pasują do tej sytuacji.
                                      Niemniej nie dopatrywałabym się od razu zapędów romansowych, jak nadmieniłam, miło czasami poudawać wolnego po prostu.
                                      • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:33
                                        baba67 napisała:

                                        > Po pierwsze-chłopak jakoś nie wygląda na takiego co chce trzymać dystans.


                                        Babo, a mnie on nijak nie wygląda, bo go nie znam. Nie wiem jako ma charakter, nie wiem też dlaczego zależy mu być może na poprawnych, ale niezbyt bliskich relacjach z kolezanką z pracy. Sytuacje bywają naprawdę różne - w jednej z moich poprzednich prac współpracownica miała poważny poroblem z szefem - pracowała w innym dziale. Nie byłyśmy blisko jakoś, ale no chciała o tym ze mna pogadać - może bała się z kimś innym np. niedyskrecji. Spotykałyśmy się po pracy na neutralnym gruncie i rozmawiałyśmy o tym problemie, ale tez o drobiazgach dnia codziennego. Byłam wówczas męzatka ale nie wspominałam jej o tym, bo nie miała nic do rzeczy ...Gdyby na jej miejscu był pan, a ty obserwowałabys tę sytuacje, pewnie byś już "znalazła" drugie dno

                                        > Po drugie -to nie jest daleka znajoma tylko ktoś z kim się spędza sporo czasu i
                                        > porusza tematy pozasłużbowe.


                                        No ja sporo czasu spędzam z niejaka panią M. - gra w turniejach tych samych co ja i poruszamy tematy poza turniejowe. Pani wszelkie od raty swego kredytu, po przeboje miłosne, ja - ogólne smile o moim partnerze nie wie, a jeśli - nie ode mnie smile

                                        > Twoje wywody nie sa pozbawione racji tyle tylko ze nie pasują do tej sytuacji.
                                        > Niemniej nie dopatrywałabym się od razu zapędów romansowych, jak nadmieniłam, m
                                        > iło czasami poudawać wolnego po prostu.
                                        >


                                        Oj Babo, sensacyjna ciotka z Ciebie - jak wspomniałam - powodów do milczenia w tematach swoich osobistych spraw może być wiele. Watkodawczyni ma z tym problem, czy raczej miała, bo sama jak porzyznaje, zaraz natrąca o swego partnera w takich sytuacjach. Ja nie, więc doskonale chłopa rozumiem smile
                            • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 10:00
                              Vi, ja doskonale rozumiem o co Ci chodzi, tylko nie pojmuję dlaczego takie coś miałoby być obligacyjne w kontaktach także prywatnych. Jak już kiedyś wspomniałam w innym wątku - mam szerokie grono znajomych z różnego klucza, o rożnym stopniu zazyłosci z nimi. I czesc z nich nie wie nawet, ze jestem w jakimś związku. smile A jeśli, to nie ode mnie - zweirzac się tym osobom nie mam zwyczaju, w domu moim nie bywają, a do wspominania o partnerze nie ma okazji. Tak, wiem - są ludzie, gdzie wszystko jest taką okazją o nie uważam tego za złe. Mam taką znajomą, która widziana 5 razy w życiu opowiedziała mnie i innym praktycznie wszystko o sowim życiu, łącznie z tym w jakim banku ma kredyt na mieszkanie i ile wynosi rata i czynsz za mieszkanie smile Nie żeby mnie taka informacja jakoś zniesmaczała, ale no ja nie czułam potrzeby opowiadania, że nie mam kredytu i ile czynsz wynosi -po prostu nie, choć to żadna tajemnica przecież.
                              • vi_san Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 10:36
                                Koro, oczywiście, że nie ma żadnego obowiązku mówienia. Nie ma go nikt, ani ty, ani twój partner, ani też partner watkodajki. I nie ma to, chroń Bóg, nic wspólnego ze stanem cywilnym, bo dotyczy identycznie mnie i mojego męża. Z tym, że jednak rozumiem wątkodajkę, że nie do końca jej się podoba, iż jej partner spędza z nową koleżanką bardzo dużo czasu, jada obiadki, jeździ w delegacje [z których wracają tylko we dwoje] i czort wie co jeszcze, a on się pannie nawet nie zająknął, że nie jest singlem, mimo, że o jej "kwestiach rodzinnych" został jakoś tam poinformowany. Bo jednak MOŻE to budzić podejrzenia, że panu się panna po prostu podoba, że czaruje i flirtuje - ergo jest nie w porządku wobec obydwu pań. Czy jest to PEWNE, że tak postępuje? Oczywiście, że nie!
                                I, żeby nie było. Nie uważam, że powinno się komukolwiek opowiadać o kwotach czynszowych, kredytach czy temu podobnych - o ile temat rozmowy nie dotyczy powyższych tematów. Tak samo zresztą jak i o rodzinie. Jednakże... Jeśli pan do tej pory nie obiadował z koleżankami z pracy, nie jeździł z nimi we dwoje, nie spędzał czasu po pracy itd, a nagle zaczął plus nie wspomina nowej koleżance o tym, iż w związku jest - to jest już nieco nie tak.
                                Weź też pod uwagę, że choćby ze względu na specyfikę twojej pracy masz nietypową sytuację towarzyską - większość ludzi jednak inaczej. I nawet ci, którzy z różnych przyczyn decydują się na związek nieformalny [nie lubię określenia "partnerski" - bo to jakby zakładanie, że związek małżeński nie może być partnerski] nie czuliby się komfortowo, gdyby się okazało, że ich partner ukrywa ich istnienie przed inną osobą. Zresztą i w twoim przypadku... Wspominałaś, że twój partner nie jest osobą bardzo towarzyską - nie miałabyś niemiłego ukłucia, gdyby nagle zaczął z jedną koleżanką mieć jakieś interesy, sprawy do omówienia, wspólne wyjazdy, kawki, obiadki, i po jakimś czasie okazałoby się, że pomimo tej całej zażyłości nawet jej nie wspomniał, że jest w związku? Podkreślę, nie chodzi mi czy zrobiłabyś mu scenę, ciche dni, zabiłabyś potencjalną rywalkę czy rzuciła się malowniczo ze skały w toń jeziora. Tylko czy nie miałabyś gdzieś wewnętrznie, podświadomie niemiłego "ukłucia"?
                                • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 11:30
                                  A widzisz Vi - owszem miałam taką sytuację, jak sobie teraz uświadamiam. Przez pierwsze parę lat naszego związku mój partner pracował tu na miejscu. Znalam wszystkich jego współpracowników - w tym jedyna panią - sekretarkę. Znalam, bo bywałam często w jego pracy - rekreacyjnie ze tak powiem. Na terenie budynku gdzie pracował miał również służbowe lokum.
                                  Kiedy awansował i przeniósł się do miasta odległego o 400 km nie bywałam u niego w pracy, bo mieszkanie służbowe miał gdzie indziej, a wejście do budynku gdzie pracował wymagało przepustek itd. Nie widziałam sensu ta łazić, jak byłam u niego smile Miał także swoją sekretarkę, z którą owszem - jeździł w delegacje np. zagraniczne, bo jednocześnie była ona tłumaczką, a rozmowy były na takim szczeblu, że wymagały tłumaczy, nawet jeśli rozmówcy mogliby dogadać się samodzielnie.
                                  Nigdy nie pytałam mego partnera czy owa pani wie o moim istnieniu - do głowy by mi to nie przyszłosmile

                                  Natomiast raz zdarzyła się taka sytuacja, że nie odbierał żadnej ze swoich komórek, a potrzebowałam pilnego kontaktu. Zadzwoniłam więc na telefon stacjonarny, na sekretariat. Przedstawiłam się normalnie - Kora Iksińska i zaptrałam, czy mogę rozmawiać z pułkownikiem Ygrekowskim. Pani mnie zapytala w jakiej sprawie - uczciwie rzekłam, że w prywatnej. Pani powiedziała, ze w tej chwili ma spotkanie, ale przekaże mu, że dzwoniłam i zaptrała, czy może oddzownić na numer, który się wystwietla. Mój partner zna wszystkie numery telow jakimi dysponuję, ale nie uświadamiałam tego pani, powiedziałam, że tak. No i oddzwonił po półgodzinie smile
                                  Panią ową, atrakcyjną i młodą osobę poznałam dopiero przy okazji zakończenia pracy przez mego partnera tam - na pożegnalnej imprezie. Nie mam zielonego pojęcia, czy wcześniej wiedziała o moim istnieniu i prawdę powiedziawszy dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę, gdyż wcześniej wcale się nad tym nie zastanawiałam smile
                                  • vi_san Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 11:40
                                    Koro, udajesz, że nie rozumiesz - brzydko. tongue_out
                                    Po pierwsze: problem wątkodajki jest w tym, że nie chodzi o relację stricte służbową. I GDYBY tój partner z rzeczoną sekretarką kawkował, spotykał się po pracy itd - to byłaby całkiem inna kwestia, z czego, oczywiście, doskonale zdajesz sobie sprawę a udajesz "głupio naiwną".
                                    Po drugie: Sekretarka NIE JEST koleżanką z pracy - jest podwładną, a to całkowicie zmienia relację, co również doskonale wiesz.
                                    i po trzecie wreszcie: i ty i twój partner nie jesteście już w wieku "rynku matrymonialnego". Bo inne są potencjalne oczekiwania od osoby -30, a inne od 40+, nawet jeśli jest ona brana pod uwagę na wspomnianym "rynku".
                                    • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 11:51
                                      Niczego nie udaję - mało to jest romansow w relacjach szef - podwładna? Podwładnej może chodzić nie tak o matrymoniumsmile, jak np. o korzyści w pracy ...Nie zdarza się, no zdarzasmile
                                      Mój partner ze swoimi podwładnymi i tam i tu miał zawsze relacje kolezńskie mimo podległości służbowej - np. z wszystkimi najbliższymi współpracownikami był na ty - żeby nikogo nie wyróżniać. Z tą pania - także. Te ich służbowe wyjazdy był 2-3 dniowe, podejrzewam, że po rozmowach z kontrahentami i służbowym lunchu czy obiedzie szli na jakas kawę, czy kolację w restauracji hotelowej - co w tym dziwnego? Mieli się pozamykać w pokojach i medytować?smile
                                      • vi_san Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 12:07
                                        Oczywiście, że romanse szef - podwładna były, są i zapewne będą. Zwykle jednak nie są one, jak określiłaś, prowadzące do matrymonium, a np. korzyści w pracy. Tu jednak jest całkiem inna sytuacja: wszyscy troje to ludzie dość młodzi [a więc nie szefujący], w wieku 25-27 lat, a więc i zapewne, jak większość osobników w tym przedziale wiekowym, przynajmniej z grubsza jednak nastawionym na matrymonium. I nie mam tu na myśli stricte ołtarza czy tam USC, ale właśnie bycie razem.
                                        Jeśli twój partner i jego sekretarka spędzali razem czas - to zupełnie nie wierzę, że ona nie wiedziała o twoim istnieniu. A TO właśnie jest problemem wątkodawczyni, że przypomnę. Nie fakt, że jej partner poszedł z koleżanką na kawę, tylko to, że przed tą koleżanką ukrywa swoje bycie w związku. Zupełnie serio - w relacji półtowarzyskiej nie wierzę, że twojemu partnerowi przez te kilka lat ani razu nie wyrwało się "Byliśmy z Korą w X na pokazie" czy "W weekend nie mogę, bo jadę z Korą do Krynicy/Karpacza/Koniakowa", albo inne tego rodzaju. I nie chodzi mi o to, że on jakoś celowo tej pani o tym mówił, żeby ją "uświadomić" że otóż nie jest do wzięcia i niech na niego nie śmie lecieć! Nie! Po prostu NORMALNYM jest, że jeśli się z kimś jest, czasem się różne rzeczy robi wspólnie to i w normalnej rozmowie się o tym wspomina. Mimochodem.
                                        I, oczywiście, nie każdemu i nie na wstępie, ale skoro relacja partnera wątkodajki i jego nowej koleżanki przewiduje jego wiedzę o jej rodzeństwie itp - to powinna tez przewidywać jej wiedzę o związku pana.
                                        • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 11:29
                                          Vi - uczciwie napisałm, ze NIE WIEM czy ta pani wiedziała o moim istnieniu czy nie -bo nogdy się nad tym - d0 czsu tego watku hehe nie zastanawiałam. Natomiast z własnego doswiaczenia wiem, ze osobo, które mego partnera nie znają a mnie tak zdarza mi się nie wspominać o nim, gdy brak okazji.
                                          • vi_san Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:00
                                            Koro, przyjmij do wiadomości, że właśnie o ten "brak okazji" wątkodawczyni ma wątpliwości! Bo skoro panna wspomniała o swoich siostrach czy inne takie - to okazje do wspomnienia o swoim partnerstwie BYŁY. A pan zmilczał. Czego jeszcze nie rozumiesz? Gdyby pan z koleżanką rozmawiał TYLKO na tematy służbowe - nie byłoby o czym mówić. Gdyby nie poruszali kwestii rodzinnych - także. Ale i jedno i drugie miało miejsce.
                                            I nie wiem czy byłabyś zadowolona, gdybyś się znalazła w analogicznej sytuacji - czyli, że twój partner z jakąś koleżanką rozmawia, spędza czas, kawkuje [czego wcześniej nie robił z nikim ze współpracowników!], gadają o wszystkim, relacjach rodzinnych, preferencjach itd ale w efekcie on zataja informacje, że od kilku co najmniej lat jest z tobą w związku. Bo w tym momencie - zaczyna to wyglądać właśnie na zatajanie informacji. I nie, że podejrzewam iż partner chce wątkodajkę wymienić "na nowszy model". Ale być może łechce jego ego, że nowa koleżanka z nim trochę flirtuje, co [przypuszcza] skończyłoby się z jej wiedzą o jego partnerce? Być może dostrzega w tym jakieś korzyści własne?
                                            • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:14
                                              Vi - zacząc należy od tego, że ja najpewniej bym się nie zastanawiała nad ty,m, czy taka osoba o mnie wie - serio.

                                              Wydaje mi się, że kazda z na opiera swe przekonanie na swoim zyciu i doświadczeniu. Ja bym się nie zdziwiła, bo SAMA mam znajomych płci obu, którzy o moim partnerze nie wiedzą, bo właśnie - nie było okazji. Nie było jej dla mnie - choć niektóre z tych osób dość obficie opowiadają o swoim życiu otoczeniu. Mnie to - uprzedzając - nie przeszkadza, ale rewanzowac się nie zamierzam, bo nie chcę skracać z tymi osobami dystansu.
                                              To, ze pan wie, iż pani ma siostry o niczym nie świadczy Vi - pani może być sobie gadatliwa - proste. A i niekoniecznie - ja wiem, ze mój znajomy ma brata, bo brat ow niedawno miał wylew, pan jechał go odwiedzić i musial się wykreślić z trurnieju, a ze grał ze mną w deblu, to czuł się w obowiązku wyjasnic, że nasze turniejowe plany pokrzyżowała wazna życiowa sprawa, a nie widzimisię.
                                              Kompletnie nie czułam, że powinnam panu rewanżować się informacja, że mam zdrową jak koń siostrę - serio. Gdybym niedajbóg była w adekwatnej sytuacji do pana, to pewnie TEŻ powiedziałabym, ze przepraszam, ale taka i taka sytuacja z siostrą nie oczekując wcale, że zwierzy mi się z tematu posiadania lub nie rodzeństwa. Mam nadzieję, ze rozumiesz o co mi chodzi ...Jasne, często tak jest, ze nawet podczas służbowych rozmów ludzie wtracaja różne uwagi bez znaczenia , które swiadczą o tym ze mają dzieci, partnera., psa, teściową itd. Nie ma w tym nic złego, jeśli nie jest natarczywe, ale nie jest to też konieczne, nawet jeśli druga strona tak robi.
                                              • vi_san Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:28
                                                Koro - problem w tym, że pan wcześniej z koleżankami nie kawkował, nie obiadkował itd. Z tą - i owszem, kawki i obiadki. I TEJ właśnie koleżance PRZYPADKIEM nawet się nie zająknął, że od kilku lat jest z dziewczyną w stałej relacji? Serio nie zauważyłabyś w takiej sytuacji nic niepokojącego? Może nie teraz, bo już lat masz ciutkę więcej, ale mając te 25 - 26? Sorry, ale nie uwierzę. Bo to jest sytuacja może nie alarmowa, ale taka, w której powinna się zapalić w głowie ostrzegawcza lampka.
                                                I oczywiście, bywają sytuacje, jak ta która opisałaś, które nijak nie wymagają, ba, w których rewanż informacją zwrotną byłby wręcz kuriozalny!
                                                - Koro, muszę zrezygnować z turnieju gdyż mój brat miał wylew!
                                                - Ok, a moja siostra jest zdrowa!
                                                Jednak większość neutralnych konwersacji - nie wyklucza odpowiedzi. Do tego powiem brutalnie: jeśli się CHCE wspomnieć - to się da znaleźć neutralną sytuację. I nie chodzi o natarczywość czy narzucanie z informacjami, a po prostu wzmiankę, wspomnienie. Tu pan najwyraźniej po prostu NIE CHCE wspomnieć...
                                                • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:37
                                                  Vi - każdy związek polega na zaufaniu i komunikacji. gdybym miała jakieś podejrzenia w takim względzie, to zwyczajnie zapytałabym partnera dlaczego nie wspomniał koleżance, iż jest w związku i tyle. Tyle, ze ja bym takich schiz nie miała. A to dlatego, ze mam już na tyle lat, ze wiem, iż po pierwsze infmacja o tym że ktoś jest w związku kogoś fest napalonego zwykle nie zniechęca, a po drugie wszystko tu zależy od mego partnera, a nie od wiedzy czy niewiedzy koleżanki.
                                              • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:33
                                                A to może byc prawda ze jedna strona jest bardziej rozmowna niz druga a rozmowa niekoniecznie polega na wymianie dokładnie tego samego typu info.
                                                -Wiesz, moja siosta dostała stypendium w Stanach
                                                -A moja za miesiąc wychodzi za mąż...
                                                Pozostaje pytanie , skoro juz dzielimy włos na czworo -skąd Watkodawczyni wie o tej siostrze? Ano wie o tej siostrze bo partner jej o tym powiedział. A skoro powiedział to nie było a zasadzie -panna plecie co tam jej ślina na jezyk przyniesie a niezainteresowany chłopak puszcza to mimo uszu i zaraz zapomina. Czyli nie ta sytuacja znowu.
                                                • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:41
                                                  Babo, mnie zawsze rozwala to, że ty wszystko wiesz o kims i o danej sytuacji najlepiej. Przeciez nie wiadomo w jakim kontekście chłopak wątkodawczyni wspomniał o siostrach koleżanki. Przykład - Wiesz, żałuję ze nie mam siostry sad - Aj nie załuj, moja kolezanka ma 3 i tylko konflikty sa między nimi - przykładowo rzezc jasna.
                                                  • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:47
                                                    Ależ to absolutnie nie ma znaczenia! ZAPAMIĘTAŁ, a to oznacza że słuchał dośc uważnie. Nie zbywał, nie zamyślał się jak to bywa w sytuacji niechcianego strumienia informacji.
                                                    W "wiedzeniu najlepiej" i tak Cię Korciu na tym forum nie pobije, ja nawet nie próbuję...
                                                  • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 13:03
                                                    Guzik prawda Babo smile Są ludzie mający dobrą pamięć, którzy zapamiętują nieważne dla nich rzeczy nawet nie mając swiadomosci, ze zapamiętują. Ja do nich należe, to wiem smile - dlatego trudno mnie oszukać, bo pamiętam szczególy, które wcale mnie nie dotyczą zasłyszane gdzieś tam kiedyśsmile

                                                    Wszystko zależy od tego w jakim kontekście wspomniała kolezanka o tych siostrach. Jeśli zwierzając się z czegos, to wręcz wypadało wykazać kurtuazyjne zainteresowanie - tak jak ja chorym bratem kolegi od turnieju. Wypadało mi na jego informacje, ze nie weźmie udziału bo brat miał wylew i jedzie go odwiedzić powiedzieć "Aha, spoko".? No nie - brata nie znam i pewnie nie poznam - dość daleko mieszka, ale wg mnie wypadało mi powiedzieć, że mi przykro, zapytać jak się ów brat teraz czuje, jakie rokowania są o wyrazić nadzieję, ze wszystko będzie dobrze. Jak zna żtcie będę pamietac ze kolega ma tego brata, nawet jeśli już o nim nie wspomni
                                                  • kora3 Babo, mam "kwiatek" dla Ciebie :) 27.08.17, 13:47
                                                    Teraz zadzwonił mój partner, jest służbowo w Kielcach. Poleciał tam z takim gościem, z którym współpracuje blisko w nowej pracy . Wiem odeń jak gość się nazywa i że ma nastoletniego syna - jakieś kłopoty były z chłopakiem, zwierzal się memu partnerowi, bo poza tym, ze razem pracują, to się zakolegowali. Często razem latają, czasem na kilka dni gdzieś. Z czystej ciekawości zapytałam go teraz, czy ten pan o mnie wie smile Mój partnerna chwilę się zawiesił: - Czekaj, nie mam pojęcia, może mu coś wspomniałem, może nie, nie pytał. a to ważne? Pośmiałam się, mówię ze nie, ze po prostu sa osoby, które uważają ze to dziwne - nie wspomnieć. smile Dodam, że mój partner, a ja przez niego, wiem, ze pan ma była zonę, z którą mieszka ów syn nastoletni, z którym były kłopoty.
                                                    Chłopa mojemu parterowi najpewniej naświetlał sytuację, to wspomniał, że jest po rozwodzie i chłopak mieszka z matką - proste. Ze mną partner kłopotów nie miał, to i o mnie nie wspominał.
                                                    Czym ta sytuacja różni się od tej z wątkodawczynią ? No tylko w zasadzie tym, że tu mowa o dwóch panach - więc pewnie nie będziesz doszukiwała się drugiego dna smile - choć może - ow pan może mieć np. singlową siostrę lub kuzynkę, która zechce wepchać na siłę memu partnerowi, sadząc, ze ten tez singiel. Powinnam już się bac, czy jeszcze nie?smile
                            • kora3 Vi 26.08.17, 10:46
                              vi_san napisała:
                              >
                              > - Idziesz po pracy na piwo?
                              > - Nie, umówiłam się z mężem.


                              Widzisz, a u mnie wszystko zależałoby od tego w jakiej relacji byłabym z rozmówcą, także - prywatnej. Zatem do mojej współpracownicy na takie zapytanie odpowiedziałabym, że nie, bo już się umówiłam z R - moim partnerem, którego zna dość dobrze. Ale do innej, z którą na szczęście już nie pracuję i nie lubiłam jej powiedziałabym, ze nie, bo mam już plany - choć też mego partnera znała, raczej z widzenia. Generalnie do osoby, która go nie zna nie opowiadałabym się z kim się umówiłam

                              >
                              > - Czytałeś najnowsza powieść najnowszego noblisty?
                              > - Jeszcze nie, żona wzięła z biblioteki, ale ona ma pierwszeństwo, jak skończy
                              > to ja przeczytam.


                              Jak wyżej z tym, ze dla mnie informacja zarówno o żonie, jak i bibliotece jest całkowicie zbędna Vi . Interesuje mnie, czy ktoś czytał - nie czytał, więc jaki sens o tym gadać? Ja bym w takiej sytuacji odpowiedziała - Jeszcze nie, ale mam zamiar wkrótce - bez ozdobników.

                              >
                              > - Byłeś w kinie na ...
                              > - Tak, w weekend wybraliśmy się z Kasią, świetne efekty specjalne.


                              Tu by też zalezało od relacji z rozmówcą. Coż to kolegę, który mego partnera nie zna obchodzi czy byłam z nim, z kolezanką, czy siostrą na filmie o którym chciał pogadać?
                              Jak zauważam, tak ma wiele osób - ostatnio rozmawiałam z kolezanka, której meza znam - dalece mniej niż ją, ale znam. - Co tam E? - A na urlop idę. - Fajnie, a wyeżdzasz gdzieś? - No tak, na wczasy do Chorwacji. - Z M (mąż jej) i W (młodsza córka)? - Tak, tak ...

                              Inna sprawa gdy informacja o wspólnym spędzaniu czasu jest jakos istotna - Zrobiłbyś za mnie relację z konfy w sobotę? Chcielismy z R. pojechać polatać troszkę do X...- A spoko, zrobie. Co prawda jedziemy z A (zona kolegi) na rocznice slubu tesciiów, ale to popołudniu, to dam radę
                              • bene_gesserit Re: Vi 26.08.17, 11:03
                                Weź pod uwagę, że to nie jest wątek o tobie - pani po 40-tce. Wątek dotyczy młodych ludzi, wśród których statystycznie jest sporo singli, a 'rynek' jest o wiele żywszy niż u ludzi w wieku średnim. Sama napisałaś, że wielu swoim znajomym nie musisz opowiadać o tym, że jesteś w związku, bo 'nie lecą'. No właśnie.
                                • kora3 Re: Vi 26.08.17, 11:14
                                  Wiesz, ale ja mam znajomych i współpracowników w różnym wieku, w tym takim bardzo młodym i jakoś nie widzę, by ktoś nagminnie opowiadał o swoim związku - szczególnie w niezbyt bliskich relacjach. Poza tym - no zapominasz, że ja również byłam kiedyś młodym człowiekiem, a nie od razu panią po 40- stce smile - i też nie obserwowałam tego zjawiska w środowisku rówieśniczym np. w pracy. Do tego ludzie w moim wieku czy jego okolicy nierzadko bywają singlowi - np. po rozwodach (rzadziej -owdowiali). Jest mi zupełnie ganz egal czy ktoś na mnie leci, czy nie leci - nie będę się komuś opowiadać, bo oze leci, czy na pewno leci. Jeśli widzę, ze leci to zupełnie otwarcie mówię, ze jestem zajęta i nie ma zamiaru wymieniac "modelu" na inny - proste.
                                  Natomiast - z doświadczenia i obserwacji - są ludzie płci obu, których nie zniechęca wcale uzyskana w dowolny sposób wiedza o tym, ze obiekt ich zainteresowań jest w związku. Niektórych nie zniechęca nawet w sytuacji, gdy chodzi o poważny związek - z dziećmi, wspólnym mieszkaniem, czy sformalizowany. Zatem nie widzie tu żadnego "ubezpieczenia" w postaci przekazywania takiej informacji. Poniekad - wszystko wszak zależy od tego, kto obiektem zainteresowania jest - jeśli zechce poddać się czyimś awansom - podda się, jeśli nie - tamta osoba nic nie wskóra
                                  • bene_gesserit Re: Vi 26.08.17, 16:30
                                    Nie musi 'nagminnie opowiadać o swoim związku', wystarczy, żeby wspomniał raz. Noi - ty na 'rynku 'ludzi przed 30tką nie jesteś, więc znowu - to cię nie dotyczy, może dlatego nie słyszysz tego typu uwag. Jest też taki specyficzny typ związku, który w tajemniczy, niewidzialny sposób 'naznacza' członków pary - po prostu widać, żę od prawieków są razem - być może twój jest właśnie taki (zdaje sie Baba nazwała to 'skapciowaniem' - może to nie jest specjalnie eleganckie, ale coś w tym jest). To pokolenie zresztą jest inne, bo ma sposoby komunikacji, o jakich dwadzieścia parę lat temu nikomu się nie śniło. Ba, nie było nawet komórek ('przepraszam cię na chwilę, muszę wysłać smsa do dziewczyny, żeby wzięła parasolkę, bo mówiłą, ze dziś nie bedzie padać, a tu się chmurzy'). Należałoby nieźle kluczyć, żeby mając FB, Twittera czy cokolwiek w tym stylu nie zamieszczać zdjęc ze swoim ukochanym czy o nim nie wspominać. A jeśli się nie wspomina, to jest to nader podejrzane.

                                    I oczywiście - są ludzie, których informacja o 'sparowaniu' nie zniechęci, a czasem nawet zachęci - ale co z tego? Sytuacja powinna być jasna.
                                    • kora3 Re: Vi 27.08.17, 11:26
                                      Nie jestem, ale na Baala BYŁAM, nie? Wiesz, czasem słysze tekst musze zadzwonić do X bo coś tam, ale zwykle od osob które dobrze znam - od nieznajomych czy luźno znajomych - rzadko, tylko od dziwaków. Ja też nie opowiadam się niebliskim po co i dlaczego muszę zadzwonić, przepraszam, ide zadzwonić i tyle
                                      • vi_san Re: Vi 27.08.17, 12:08
                                        Koro, problem w tym, że wspomniana koleżanka nie jest panu nieznajomą, ani, na co wskazuje ilość spędzanego czasu i chęć poświęcania tegoż nawet luźną znajomą. Być może, ze względu na specyfikę swojej pracy masz inne spojrzenie na tego typu relacje, ale uwierz mi - większość osób blisko współpracujących, prędzej czy później wspomina o partnerze. I nie, nie "morduje" nim kolegów non - stop. Ale wspomina odruchowo, mimowolnie, w drobiazgach: "Byliśmy z X w sobotę w galerii, nowa wystawa grafik jest rewelacyjna, warto się wybrać!", "Chcesz kawałek sernika? X jest mistrzem w pieczeniu ciast!" itp.
                                        • kora3 Re: Vi 27.08.17, 12:23
                                          Ło matko, Vi toż wspomniałam, ze tak BYWA, ale sa rozne osoby i różne relacje. Ja do osób, z którymi z różnych przyczyn nie chcę skracać dystansu poza właśnie fajną, ale luźną znajomość nie wspominam o matce, siostrze, partnerze, kocie czu zmarłym ojcu. Bo nie chce z tymi osobami rozwijać tematu o swoim życiu, nawet jeśli te osoby obficie raczą mnie informacjami o swoim.
                                          • vi_san Re: Vi 27.08.17, 12:33
                                            Koro, rzecz w tym, że pan najwyraźniej NIE CHCE utrzymywać dystansu z tąże koleżanką z pracy! Więc o ile masz zupełną rację - są osoby z którymi nie chce się po prostu zacieśniać "układów", o tyle w tej, opisanej sytuacji - nie ma to miejsca. Bo partner wątkodajki jakoś chętnie na te kawki wychodzi, bez oporów znajduje czas na obiadki, swobodnie jeździ z panią we dwoje na delegacje...
                                            • kora3 Re: Vi 27.08.17, 12:42
                                              Wiesz, na jeżdżenie na delegacje na ogół ma się ograniczony wpływ Vi smile
                                              Co do reszty - widzisz - wiele zależy od układów w pracy. Czasem człowiek chce na osobności pogadać o jakims pracowym problemie, czasem musi ....
                                      • bene_gesserit Re: Vi 27.08.17, 16:00
                                        kora3 napisała:

                                        > Nie jestem, ale na Baala BYŁAM, nie? Wiesz, czasem słysze tekst musze zadzwonić
                                        > do X bo coś tam, ale zwykle od osob które dobrze znam - od nieznajomych czy lu
                                        > źno znajomych - rzadko, tylko od dziwaków. Ja też nie opowiadam się niebliskim
                                        > po co i dlaczego muszę zadzwonić, przepraszam, ide zadzwonić i tyle


                                        W sensie że miałaś kiedyś trzydziestkę? Chętnie wierzę, ale - jak już napisałam - pokolenie obecnych dwudziestuparolatków jest bardzo różne od pokolenia 20 lat starszego. Kompletnie nie bierzesz tego pod uwagę. Korocentryzm, znowu.
                                        • kora3 Re: Vi 28.08.17, 14:28
                                          Mylisz się Bene - to nie zależy od pokolenia, a od podejścia do tematu. Zamiast infantylnego "muszę wysłać sms do swej dziewczyny" z innego Twego postu, kiedyś było - muszę zadzwonić do swej dziewczyny/ chłopaka, muszę mojej dziewczynie/ chłopakowi o tym opowiedzieć itd. - jeśli ktoś miał taką przemożną potrzebe. A z reguły miał w wieku NASTOLETNIM - jako i teraz. Albo o ile miał wciąż w weiku późniejszym był bluszczem albo spawaczem smile Jako i teraz
                                    • animavillis Re: Vi 27.08.17, 13:41
                                      bene_gesserit napisała:
                                      > To pokolenie zresztą jest inne, bo ma sposoby komunikacji, o
                                      > jakich dwadzieścia parę lat temu nikomu się nie śniło. Ba, nie było nawet komór
                                      > ek ('przepraszam cię na chwilę, muszę wysłać smsa do dziewczyny, żeby wzięła pa
                                      > rasolkę, bo mówiłą, ze dziś nie bedzie padać, a tu się chmurzy'). Należałoby ni
                                      > eźle kluczyć, żeby mając FB, Twittera czy cokolwiek w tym stylu nie zamieszczać
                                      > zdjęc ze swoim ukochanym czy o nim nie wspominać. A jeśli się nie wspomina, to
                                      > jest to nader podejrzane.
                                      >
                                      Cóż, wbrew pozorom, pokolenie "30-" też nie jest jeszcze aż tak bardzo "technologicznym" pokoleniem. Większość znajomych nie ma FB ani Twittera, a jeśli nawet, to aktywnie z niego nie korzysta (tj. loguje się sporadycznie i nie zamieszcza wcale żadnych zdjęć ani informacji o sobie). Nie żebym szczególnie nad tym faktem ubolewała, ale teraz akurat muszę przyznać, że konto na FB mogłoby mieć swoje plusy - faktycznie wystarczyłoby dodać jakąś fotkę albo ustawić status związku i nie trzeba by było nic kombinować, nic wspominać "mimochodem"... O ileż mniej zmartwień. wink
                                      • kora3 Re: Vi 27.08.17, 13:52
                                        hehe - powiem Ci, że niechętnie, ale z koniczności w pewnym momencie założyłam sobie konto na Fejsiesmile i jak zauważam - naprawdę znakomita większość ludzi, tak w związkach nieformalnych jak i formalnych nie ma ustawionego statusu związku.Z całym szacunkiem, ale ja takie coś uważam za zwyczajnie infantylne - jakieś statusy związku smile
                                        Owszem, mam tam trochę zdjęć z moim partnerem
                                      • bene_gesserit Re: Vi 27.08.17, 16:11
                                        Możliwe - ale macie (bez obrazy, bo to oczywiście dotyczy właściwie wszystkich obecnie) przyrośnięte do rąk komórki, czy to z netem, czy bez. Non-stop w kontakcie z tymi, którzy są ważni, od podstawówki. Pokolenie 40-50 z komórkami nie dorastało - nawet, jeśli komórką dysponował ktoś w miarę wcześnie, kiedy rynek w Polsce startował, to z powodu kosztów używane były one wyłącznie jako narzędzie pracy (i symbol statusu, oczywiście). Komórki zaczęły być powszechne i używane nagminnie wtedy, kiedy zaczęły tanieć, a obecne pokolenie 40-50 miało wtedy 25-35 lat.

                                        Czyli nie było, naturalnej w dzisiejszych czasach jak oddech, możliwości typu 'przepraszam cię na chwile, wyślę smsa do swojej dziewczyny'. Albo 'o rany, jaki śmieszny pies, zrobię mu zdjęcie, moja dziewczyna uwielbia takie śmieszne zwierzaki'.
                            • firlefanz Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 19:16
                              Dokładnie! To są bardzo dobre przykłady, że jeśli się kogoś zna dłużej (a chłopak spotyka się z koleżanką regularnie) to mimochodem druga połówka pojawia się w rozmowie - nie na zasadzie "zwierzania się" czy poufałości, ale przekazywania prostych informacji.

                              Tak samo jest z rodzeństwem - też jeśli kogoś lepiej znamy to się automatycznie dowiadujemy, że ma rodzeństwo - bo w rozmowie pojawia się np. jak minął weekend? odwiedzał mnie brat, byliśmy na koncercie x. albo ładny szal, gdzie kupiłaś? nie wiem prezent od siostry. itp itd. mnóstwo takich banalnych konwersacji. I jeśli nagle po wielu miesiącach się dowiadujemy czy ktoś ma rodzeństwo to jest zwykle znak, ze w tych relacjach coś nie gra.
                              • vi_san Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 28.08.17, 14:31
                                Z rodzeństwem sytuacja jest o tyle inna, że różne bywają relacje rodzinne, bywa, że z siostrą/bratem ma się kontakty sporadyczne, bo odległość, bo jakieś zadawnione swary z młodości szumnej i chmurnej, bo cokolwiek... Podobnie z rodzicami, może czyjaś matka/czyjś ojciec nie żyje od dawna, albo tez jest rozwiedziony i nie utrzymuje kontaktów - o tym można nie wspomnieć w "small-talku". Takie tematy mógłby "wypłynąć", ale w specyficznych okolicznościach, np ogólnie rozmowy o rodzicach porzucających dzieci albo coś w tym rodzaju. Ale nie w zwykłej rozmowie "o niczym".
                                No, ale to o osobach, które nie są istotne w życiu, o partnerze, często takim, z którym się mieszka, to całkiem co innego.
                                • kora3 Vi - nieco OT 28.08.17, 14:53
                                  Pewna moja znajoma była ostatnio umowiona na pielęgnacyjny zabieg fryzjerski, który miała jej wykonać pani specjalnie w tym celu przyjeżdzająca z innego miasta. Gdy się nan umawiała zapytała naturalnie o możliwe godziny zabiegu i wybrala najwcześniejszą z zaproponowanych. Nie opowiadała się przy tym dlaczego taką wybiera - ale ja wiem dlaczego, jej matka miała bardzo poważne objawy chorobowe i zaraz po zabiegu wybierała się do szpitala - wcześniej sensu nie było.
                                  Była punktualnie, ale okazało się ze pani jeszcze nie dojechała, bo jak wyjaśniła pracownica salonu "miała rano problem z dzieckiem". Znajoma uznała, ze do godziny może poczekać - pani zjawiła się po 30 minutach po czasie. I ok, tylko, ze zaczęła obficie opowiadać o problemach z dzieckiem - nic obrzydliwego bynajmniej - niania się pochorowala, trzeba było sciągac teściową itd. Znajoma powiedziała, ze nic się nie stało, miała jeszcze zapas czasu i chciała zakończyć temat, ale pani kontynuowała.
                                  Jakoś tam ją rozumiem, to klientka, na nietani zabieg itd. ALE mojej znajomej na serio nie interesowało co panią zatrzymało, a już szczególnie nie z takimi szczegółami. Z uwagi na umówiioną wizyte u matki w szpitalu zrezygnowała z modelowania po zabiegu - Dziękuję, ale bardzo się spieszę. I została zaptrana - A dokąd? Może 15 minut nie sprawi różnicy? Kompletnie nie miała ochoty na opowieści o chorej matce ani zadneninne. - Przykro mi, ale to sprawa pilna, raz jeszcze dziękuję...

                                  Niby OT ale to pokazuje, ze ludzie są różni, mają rózny stopień chęci do mówienia o swoich sparwach i tu jest pewnie clou.
                                  • vi_san Re: Vi - nieco OT 28.08.17, 15:19
                                    Koro, albo udajesz głupią albo serio jesteś, o co cię nie podejrzewam. Oczywiste jest, że martyrologia pierepałek z dzieckiem - nikogo [a już zwłaszcza klientkę na dość drogi zabieg!] kompletnie nie musi interesować i po JEDNORAZOWYM wyjaśnieniu - pani powinna przejść do profesjonalnej usługi: jeśli klientka wykazuje chęć rozmowy, to ok, ale jeśli nie, to nie mleć ozorem bez sensu i potrzeby. Pytanie dokąd się klientka po strzyżeniu czy tam farbowaniu spieszy - zdecydowanie wykraczające poza "usługowy sv"! I nie ma tu nic do rzeczy czy ktoś lubi czy nie o sobie opowiadać! Po prostu gdyby klientka lubiła, to zapewne w czasie pielęgnacji włosów już by fryzjerka wiedziała, że tak wczesna godzina, bo potem mama idzie do szpitala, a na co, i że o 11:00 ma badanie, więc ani minuty nie można się spóźnić, blablabla... Skoro klientka nie wykazywała się chęcią do rozmów na tematy osobiste [a takim jest niania dziecka fryzjerki!] to rzeczona fryzjerka powinna poprzestać na WYŁĄCZNIE uwagach typu "Tu może zostawić trochę dłuższe?"...
                                    Problem w tym, że CAŁKIEM inne reguły obowiązują wobec wszelkiego typu usługodawców, a inne w relacjach towarzyskich. I doskonale o tym wiesz. Wsiadając zapłakana do taksówki nie musisz tłumaczyć taryfiarzowi, że właśnie mąż cię zostawił dla dwudziestoletniej przyjaciółki waszej córki, jednak przyjaciółce, u której lądujesz zaryczana - już tak. I nie ma to nic wspólnego z tym, czy lubisz o sobie wylewnie opowiadać czy nie.
                                    • kora3 Re: Vi - nieco OT 28.08.17, 15:38
                                      Myslę, że nie zrozumiałaś Vi sad I też pewnie różnimy się usposobieniem ...Ja rzadko płaczę, ale jeśli mam poważny problem to poruszam go TYLKO z kims, kto może mi realnie pomóc go rozwiązać. Jeśli takiej osoby nie ma - nie poruszam go z nikim bliskim. A to dlatego, by nikogo bliskiego nim nie martwic, ze z niebliskim nie poruszam - to oczywiste.

                                      Miałam kilka lat temu taką sytuację, ze wróciwszy znad wody pod prysznicem wyczułam guzek w piersi. Wiele pisałam o raku piersi, kobietach po mastektomii i nie wygladało to na dotyk dobrze sad Ale bez badań nic nie można stwierdzić, więc zadzwoniłam czym prędzej do mego lekarza i umówiłam się na drugi dzień. A w tym dniu rozmawiałam jeszcze telefonicznie z moją mają, z siostrą, z parterem i z eksem. żadnemu z nich nic nie powiedziałam - bo i po co? Nie wiadomo co to jest, będą się martwić na zapas, jako i ja. Jeśli okaze się ze to cos poważnego - oczywiście - powiem.
                                      Okazało się, że nic poważnego - samo poniekąd znikło sobiesmile Ale nazajutrz zadzwonił do mnie eks pytając gdzie jestem - mówię, ze w szpitalu na badaniach. Obruszył się ciężko, ze nic nie powiedziałam. Nie bo po co...Tylko, ze jak znam zycie, gdyby on był w adekwatnej sytuacji to natychmiast by do mnie zadzwonił - uprzedzając - nie przeszkadzałoby mi to, ale to znow pokazuje, jak ludzie są rózni w opowiadaniu się innym.
                                      Myslę, ze gdybym przyjechała zapłakana do przyjaciółki, czy przyjaciela i powiedziała, ze nie chcę gadać o tym przez co płacze, to na bank by mnie zrozumieli i nie pytali o nic.

                                      Zgadzam się z Toba - ze ZWYKLE w luźnych rozmowach w pracy i poza nią wychodzi, ze ktoś ma meza, partnera, dziecko, psa kota, teściową itd. zwykle, ale wcale nie jest to obligatoryjne
                          • animavillis Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:35
                            Nie bardzo wiem, na który post odpowiedzieć. Wybaczcie. Chociaż nie udzielam się ostatnio w wątku, to chciałam, żebyście wiedziały, że czytam wszystkie Wasze posty. Nie spodziewałam się, że mój problem wywoła aż tak momentami burzliwą dyskusję. I chociaż zgadzam się z opiniami Baby oraz Vi San, to Twój punkt widzenia, Koro, również sporo mi uświadomił. Może faktycznie za bardzo przesadzałam, a brak informacji o związku wynikał raczej z powściągliwości (jak już gdzieś wspomniałam, mój chłopak faktycznie jest dość zamkniętą w sobie osobą), niż z chęci zatajenia czegoś istotnego. Może faktycznie nie było okazji, żeby o tym powiedzieć, tak żeby brzmiało to naturalnie? W każdym razie - tego chcę się trzymać, bo dla mnie to z pewnością ta bardziej optymistyczna wersja wydarzeń. wink
                            Z drugiej strony, zgadzam się z Babą i Vi San, że czasami trochę inaczej traktujemy wolne osoby niż zajęte. To również wiarygodne psychologicznie wyjaśnienie tej sytuacji, chociaż przyznam, że dość smutne...
                            • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 12:56
                              Wiesz, a ja z kolei rozumiem Twój punkt widzenia, choć go nie podzielam. Rozumiem, bo skoro Ty sama jak piszesz masz wręcz wkodowane napomykanie o chłopaku w adekwatnych sytuacjach, to w głowie Ci się może nie mieścić, ze ktoś ma zupełnie inaczej.

                              Wspomniany tu w innym watku pan plota bardzo się na mnie swego czasu obruszył, gdy odrzuciłam jego awanse informując go, ze jestem w związku i nie zamierzam tego zmieniać. Bo on nic nie wiedział, ze jestem w związku i uznał tę niewiedzę za zwodzenie go z mej strony.
                              Pana znam dość długo i z racji wielu wspólnych znajomych zdarzało mi się spędza z nim w wiekszym i mniejszym gronie sporo czasu. W owym czasie nie zebym go nie lubiła, ale też nie jakoś szczególnie. W każdym razie nie na tyle, bym chciała mu się z jakichkolwiek spraw prywatnych zwierzać czy opowiadać. Kiedy zauważyłam ze czyni mi awanse, zbywałam go nie podając przyczyny w postaci partnera. Do czasu, aż zmusił mnie do tego za bardzo się napraszając. Trudno mnie nazwać osobą zamkniętą w sobie, ale właśnie tak mam, że z niebliskimi osobami pogadam o wszystkim, posmieje się, ale od mego prywatnego życia - wara. Pan był oburzony ze mu nie wspomniałam wcześniej o partnerze. A musiałam? Nie umawiałam się z nim na randki, nie rozmawialiśmy o ewentualnym związku - po koleżeńsku klachaliśmy, wiec - nie musiałam, Co więcej nie czułam takiej potrzeby. Z innym panem, którego znam dalece krócej, ale czuję z nim silna wieź sympatii rozmawiam na osobiste tematy, a o moim partnerze wie praktycznie od drugiej naszej rozmowy
                              • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 16:12
                                Pan miał niesłusznie pretensje bo przeciez nie umawiałas sie z nim prywatnie na kawki i obiadki we dwoje. Gdybys sie umawiała pretensje byłyby uzasadnione.
                                Watkodawczyni powiedziała że jej partner jest raczej zamkniety w sobie i to może tłumaczyc jego zachowanie.
                                • bene_gesserit Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 27.08.17, 16:19
                                  Ja myślę, babo, że tych kilkaset już chyba postów to niepotrzebne strzępienie języka.
                                  Całą bowiem tę przemieloną tu wielokrotnie na nice, offtopy i kompletnie-nieadekwatne-przykłady-z-życia-Kory można bowiem streścić w jednym zdaniu: lepiej powiedzieć, niż nie powiedzieć.

                                  Trochę jak w zakładzie Pascala wink, czyli po prostu na wszelki wypadek - ze względu na całą trójkę bohaterów tego dramatu. Jeśli się powie, dla obu pań sytuacja będzie bardziej przejrzysta, a pan nie będzie miał ewentualnego smrodu w pracy i w domu.
                                • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 28.08.17, 13:51
                                  Babo, gdybym się umaiwąła - pan tez miałby nieuzasadnione pretensje - uzasadnione mialby, gdybym się umawiałą z nim na randki - kolezeńska kawa czy obiad nie obligują wcale do szczegółowego, czy mniej szczegółowego opowiadania się w zakresie prywatnego zycia
                      • bene_gesserit Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 00:25
                        Myślę, że w sytuacji, w której _ewidentnie_ nie ma mowy o choćby śladzie zauroczenia u kolegi z pracy czy u znajomego, powiadamianie o posiadaniu stałego partnera nie jest potrzebne. Nie wykazuje zainteresowania erotyczno-miłosnego ręką ani nogą - rzeczywiście, informacja nie jest potrzebna.
                        • animavillis Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 09:05
                          Nie wiem, czy w tym przypadku koleżanka nie wykazywała zainteresowania - wierzę, że nie. W każdym razie sprawa już się trochę wyjaśniła, bo koleżanka dowiedziała się już o związku (wyszło to tak naprawdę całkiem przypadkowo i w sumie chyba dobrze; inna osoba zapytała go o coś związanego ze mną w jej obecności).
                            • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 10:26
                              O matko Babo .... zmiłuj się ...Jakiego znów anioła stróża? Taaa a jakby ta osoba nie zapytała, to co? Założmy teoretycznie, że pani kolezanka z pracy leci/ała na jej chłopaka. Teraz juz wie, ze jest w związku i ..? No scenariusze s a dwa - odpuszcza skoro chłopak w zwiazku lub nie odpuszcza - takze mozliwy scenariusz - uwierz.
                              W takiej sytuacji WSZYSTKO zaley od tego na kogo ktos leci, od jego postawy czy to bedzie kobieta, czy facet. Jesli zechce sie skusić na chetną/chętnego to się skusi - a jesli nie taka lecąca nań osoba moze na sutkach stawać i nic z tego.

                              Naiwnie uwazasz babo, że fakt, iz ktos jest w związku "odstrasza" potencjalnych adoratorów/rki smile Tak naprawdę - tylko czasami, niektórych i nie większość wcale jesli fest napaleni. Ludzie wdają sie w romanse z takimin co mają po3 dzieci i kredyty, naprawde - poczytaj, rozejrzyj się dokokoła.
                              • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 11:08
                                A poczucie humoru dziś w domu zostawiłaś? Nie wiem gdzie wyczytałaś te wszystkie opinie które rzekomo podzielam.Wydawało mi się że jasno wyraziłam się co myśle o tej sytuacji i to nawet dwukrotnie.Nie było tam ani słowa o zamierzonym romansie. No ale Ty nie masz zwyczaju czytać uważnie co naprawdę jest napisane, wolisz widzieć to co Ci pasuje do Twojego obrazka.
                                • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 11:18
                                  Babo, ja jesrem w domu, odbieram sobie wolny ustawowo dzień, w którym pracowałam smile
                                  Nie czytalam wszystkich wpisów - fakt. Dla mnie sprawa jest prosta jak drut - bez wzgledu na to czy ktoś wie, ze inna osoba jest w zwiazku, czy nie wie zawsze moze nań leciec i co z tego wyniknie zalezy od tego, na kogo leci (bez roznicy o jaką pleć chodzi). Jedne osoby odstrecza informacja o związku inne nie, a nawet czasem - wrecz przeciwnie. Ludzie sami bedący w związku, albo też szukający jedynie relacji erotycznej bardzo chetnie wchodzą w romanse z kims zajętym Babo. Bo to bezpieczniejsze jest smile Druga strona bedzie dyskretna także dla swego dobra, nie bedzie chciala deklaracji i spedzania z nią swiat i sylwestrów smile, bdzie też unikala zapłodnienia - z obu stron najbezpieczniejszy uklad, chyba ze komus odbije "na wielką miłość".
                                  A jak komuś obije na serio, to bedzie walczył do upadłego - to jest ryzxyko, ale ono jest zawsze.
                                  • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 11:45
                                    No właśnie-nie czytałaś wszystkich wpisów a wiesz co ja na ten temat sądzę. Lepiej ode mnie.Oczywiście e wszyscy mogą lecieć na wszystkich, a Twoim swiecie gdzie wszyscy nagminnie się zdradzają (i tylko Ty jako dziwaczka pod tym względem trafiłas na dziwaka) to już tym bardziej.
                                    • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 11:59
                                      Babo, jak ty czasem ... nie, na pewno nie wszyscy się zdradzają, ale jest to zjawisko od pewnego pokolenia bardziej większościowe niz mniejszościowe - weź to zrozum. Do tego - zdradzaja się się osoby, które z róznych przyczyn czasem czysto pragmatycznych, a czasem emocjonalnych lub społecznych nie mogą lub nie chcą się z drugą osobą rozstać. Dlatego wlasnie ja preferuję wolny związek, że mam swiadomośc iż no nie musze być zdradzana - mókj partner jako i ja mozemy sie z sobą bezkolizyjnie rozstać, by być z kims innym, więc skoro tego nie robimy, to znaczy, ze chcemy być z soba nadal ...
                                      Jak to działa w praktyce to widziałam, jak pracował 400 km od domu ...Razem z nim z naszego miasta i okolic pracowało kilku panów - 5- 6 tak jakoś. Z tych panów on i jego podwładny, znacznie młodszy pan mający narzeczoną przyjeżdżali do domu co tydzień przez ponad 4 lata Babo. Reszta - zonaci panowie - nie. Nie chodziło tu bynajmniej o kasę, wszyscy nieźle zarabiali, a poza tym zabierając sie z nimi wyszło by im to grosze...Po prosyu mój partner i ten podwładny musieli się starać o swoje panie, a tamci - no juz mniej - baba od nich nie odejdzie bo i jak .. Tak wygląda smutna rzeczywistosc zwiazków, w których jest "stabilizacja" czyli przymus - materialny, czy spoleczny sad nie zawsze oczywiascie, ale czesto niestety
                                      • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 25.08.17, 18:29
                                        Coraz więcej jest wolnych związków zatem zdrad powinno byc coraz mniej, czy ja dobrze rozumiem? Od którego pokolenia zatem zjawisko ma byc niby większościowe?Dziwi mnie takie rozumowanie zwłaszcza że sama więsz że konkubinę mozna zdradzać aż miło.Jakoś Twój partner nie spieszył się zwierzać że on oto chce wolności bo dla pewnej pani jest ósmym cudem a dla Ciebie jakby niekoniecznie...
                                        • kora3 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 09:55
                                          Babo - od mojego po0kolenia - od pokolenia, kiedy kobiety stały się niezależne i nie musza już - statystycznie - tkiwć w nijakich związkach.

                                          Co do mego ekspartnera - no widzisz - nie az miło, parę razy i zaraz chciał się z tego wymiksować. Gdyby chciał się rozstać właśnie wystarczyło przyjść i powiedzieć - ale on się nie chciał rozstawać - pani mu dała to, czego mu w danym momencie brakowało (nie mam na mysli seksu wcale), ale okazało się to jednak nie tym, czego chciał, bo on tego chciał ode mnie, a nie od kogokolwiek.
                                          • baba67 Re: pretensje mogłabyś mieć o ukrywanie 26.08.17, 11:38
                                            Czyli od Twojego pokolenia zdrad jest coraz mniej z tego wynika.Są wolne związki zatem zdradzac nie ma potrzeby-informuje sie wolnozwiazkowca że sie znalazło kogoś lepszego, pakuje walizki i bye.Rozumiem e te wszystkie zdrady które opisujesz dotycza osób starszych od Ciebie, na swoje nieszczęście tkwiące w małzenskich okowach.
    • sweet_pink Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 19:22
      Moim zdaniem Twoje pytanie może być rozumiane dwojako. Jak rozumieć to "mimochodem"? Jeśli widać czarno na białym, że dana wypowiedź została skonstruowana tylko po to by zakomunikować, że się ma partnera, to faktycznie nie wypada. To trochę jak powiedzieć "przestań mnie podrywać, bo Ci przywalę" tylko owinięte w bawełnę, a myślę że wielu rozmówców nie spoufala się na tyle, by na taki komunikat zasługiwać.
      Jest jeszcze inna strona tej sytuacji. W sytuacjach służbowych kulturalnie jest uprawiać "small talk", bo czas kawy czy lunchu jest czasem odpoczynku, a nie omawiania spraw zawodowych. Klasyczna uprzejma pogawędka dotyczy rzeczy bardzo neutralnych i lekkich jak pogoda w weekend, kino, hobby, a skąd ta sukienka itp. I szczerze, żeby w takich regularnych pogawędkach nie padło gdzieś słowo o partnerze, to chyba trzeba albo być osobą bardzo zdystansowaną, albo mieć interes w narzucaniu sobie cenzury wypowiedzi. Ja akurat jestem obecnie w nowej pracy ledwo 2 miesiące (nie było żadnych integracji, nie chodzimy razem na obiady, ani żadnych wspólnych szkoleń czy wyjazdów służbowych ani kaw po pracy) i już o każdej z osób z którą bliżej pracuję mam orientację czy jest singlem czy nie i czy ma dzieci. Do osób wścibskich nie należę ot samo wypływa. Przy pewnym poziomie intensywności kontaktu "nie było okazji" faktycznie zaczyna być dziwne, pachnieć jakąś nie do końca uczciwą towarzyską grą. Ja w towarzystwie osób z przesadzoną autocenzurą czuje się niezbyt przyjemnie i takiej autocenzury za grzeczność nie uważam.
      • pierwsze.wrazenie Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 19:56
        sweet_pink napisała:

        > Moim zdaniem Twoje pytanie może być rozumiane dwojako. Jak rozumieć to "mimocho
        > dem"? Jeśli widać czarno na białym, że dana wypowiedź została skonstruowana tyl
        > ko po to by zakomunikować, że się ma partnera, to faktycznie nie wypada. To tro
        > chę jak powiedzieć "przestań mnie podrywać, bo Ci przywalę" tylko owinięte w ba
        > wełnę, a myślę że wielu rozmówców nie spoufala się na tyle, by na taki komunika
        > t zasługiwać.


        Miałam kiedyś taką sytuację - myślałam, że podrywam subtelnie i dostałam tekstem o żonie smile. Ale byłam i tak zadowolona, bo miałam jasność smile


        > Jest jeszcze inna strona tej sytuacji. W sytuacjach służbowych kulturalnie jest
        > uprawiać "small talk", bo czas kawy czy lunchu jest czasem odpoczynku, a nie o
        > mawiania spraw zawodowych. Klasyczna uprzejma pogawędka dotyczy rzeczy bardzo n
        > eutralnych i lekkich jak pogoda w weekend, kino, hobby, a skąd ta sukienka itp.
        > I szczerze, żeby w takich regularnych pogawędkach nie padło gdzieś słowo o par
        > tnerze, to chyba trzeba albo być osobą bardzo zdystansowaną, albo mieć interes
        > w narzucaniu sobie cenzury wypowiedzi. Ja akurat jestem obecnie w nowej pracy l
        > edwo 2 miesiące (nie było żadnych integracji, nie chodzimy razem na obiady, ani
        > żadnych wspólnych szkoleń czy wyjazdów służbowych ani kaw po pracy) i już o ka
        > żdej z osób z którą bliżej pracuję mam orientację czy jest singlem czy nie i cz
        > y ma dzieci. Do osób wścibskich nie należę ot samo wypływa. Przy pewnym poziomi
        > e intensywności kontaktu "nie było okazji" faktycznie zaczyna być dziwne, pachn
        > ieć jakąś nie do końca uczciwą towarzyską grą. Ja w towarzystwie osób z przesad
        > zoną autocenzurą czuje się niezbyt przyjemnie i takiej autocenzury za grzecznoś
        > ć nie uważam.
        >


        A ja nie opowiadam o moim życiu prywatnym nikomu - tym bardziej w pracy, przede wszystkim dlatego, że jestem na etapie bardzo początkującego związku a wcześniej byłam na etapie poszukiwania. Pamiętaj też, że wiele osób ma trudną sytuację osobistą - kryzys w związku, rozważa rozwód albo jej/jego małżonek myśli o rozwodzie, rozwód w trakcie, problemy z dziećmi itp. itd. Rozmowy o życiu prywatnym mogą po prostu być dla niektórych osób bardzo przykre i nie wchodzą w obszar small talku.
        • sweet_pink Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 20:20
          Nie chodzi o opowiadanie/rozmowy o życiu prywatnym to w ogóle nie jest temat ani do rozmowy w pracy ani do small talku. Chodzi o to że jeśli z kimś żyjesz to zwyczajnie tajenie związku przy regularnych pogawędkach wymaga nieco słownej ekwilibrystyki i celu (chyba ze ktoś naturalnie jest osobą trzymającą dystans i odpowiadająca półsłówkami).
          • pierwsze.wrazenie Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 20:30
            Spotykam się z Frankiem od miesiąca, więc jeszcze nie wiem, co z tego wyniknie. Mówić w pracy, że spędziłam weekend z Frankiem, jeżeli za miesiąc mogę już spotykać się z Józkiem albo być singielką? smile

            Małżeństwa i związki w kryzysie (raz razem, raz osobno, potem znów razem) to jeszcze większy hardcore - ludzie czasem długo nie wiedzą, czy są w związku, czy nie. Bywają różne sytuacje.
            • sweet_pink Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 20:51
              Wróć za jak za 2 miesiące będziesz z tym Frankiem i nadal Ci się nie wymsknie, że na randce byłaś wink
              Że sytuacje są różne to racja, czasem się ma powody unikać tematu jak ognia, ale nie w normalnym stałym związku. W sytuacji koleżanki jakbym się o istnieniu autorki teraz dowiedziała, to bym uznała, że facet ze mnie kretynkę zrobić próbuje.
            • firlefanz Re: ale oni są razme 5 lat! 16.08.17, 21:22
              gdyby autorka wątku opisywała sytuację po miesiącu spotykania to ten argument byłby trafny - ja gdybym nie wiedziała czy ze spotykania się z kimś wyniknie związek, to też bym wolała w pracy o tej osobie nie opowiadać.

              Ale autorka i jej chłopak są razem od 5 lat, więc on nie powinien mieć problemu powiedzeniem koleżance, że weekend spędził ze swoją dziewczyną.
    • kaz_nodzieja Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 20:37
      Wyczaj kiedy i gdzie umawia się na tę kawę, a potem przyjdź do kawiarni niby przypadkowo np. na kawę ze swoją koleżanką. Widząc tam "niespodziewanie" swojego chłopaka podejdź i się przedstaw.
      "O, Jarek jaka niespodzianka."
      Nie będzie miał już pola manewru do krętactw (ewentualnych).
        • pierwsze.wrazenie Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 20:52
          Rezultat będzie taki, że za drugim razem partner nie będzie wspominał o żadnych koleżankach.

          Ja bym czekała na rozwój sytuacji i odpowiedź na pytanie: czy mój związek to związek, czy "związek"? Czy jestem Tą Jedyną, czy etapem przejściowym, a może mam być jedną z dwóch? Słowem - dla mnie to próba dla związku i test partnera.
        • nocnymarek2 Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 21:00
          kaz_nodzieja napisała:

          > jeżeli lalunia pracuje w biurze razem z nim [...]

          Rozumiem, że "lalunia" jest raczej pejoratywnym określeniem
          tejże kolezanki, wynikającym z założenia, że właśnie uprawia
          kłusownictwo na niekorzyść autorki.

          Tyle, że z tego co było napisane, to ona nie wie, że niby coś
          takiego uprawia. Jeśli temat partnerki nie wynikł na kilku
          prywatnych "kawkach i obiadkach" to podobnie jak 97.5%
          osób w takiej sytuacji zakłada, że nikt taki nie istnieje.

          Porady, żeby w tej sytuacji doprowadzać do jakiejś "konfrontacji"
          mnie nieco dziwią. I co? Wydrapać jej oczy?
          • lati7 Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 21:13
            Problem odwieczny jest taki, że osoba "pokrzywdzona" jest ganiona i nazywana zazdrośnicą.. Ma siedzieć cicho, uczesana i przezorna, miła i uprzejma no bo przecież to wstyd i nie wypada chcieć wiedzieć na czym się stoi i co w trawie piszczy ?! Oczywiście jak zwykle to bywa, "wszyscy wiedzieli" , tylko ona taka głupia ciągi kozie rogi po ziemi. Nie wolno przeszkadzać w schadzkach, bo to brzydko jest przeszkadzać , a jak jest już za późno , bo pan z panią zwiedzili pokoje w pobliskim hotelu, to wszyscy pytają "a co , nic nie widziałaś , nie wiedziałaś , nie czułaś ?? No głupia byłaś, bo na to pozwoliłaś...
            • pierwsze.wrazenie Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 21:23
              Jeżeli koleżanka z pracy jest osobą przyzwoitą i ma wobec pana poważne zamiary, będzie się starała ustalić, czy pan jest wolny; wybada pana i jego kolegów/koleżanki, zadzwoni do pana popołudniu/wieczorem itp.

              A jeżeli koleżanka z pracy ma w planach "odbicie" faceta albo bycie "tą trzecią"? Konfrontacja spowoduje, że będą się lepiej ukrywać a i pan wyciągnie z konfrontacji naukę na przyszłość (naukę o odpowiednim kamuflażu).
              • animavillis Re: Unikanie mówienia o związku 17.08.17, 10:00
                pierwsze.wrazenie napisał(a):

                > Jeżeli koleżanka z pracy jest osobą przyzwoitą i ma wobec pana poważne zamiary,
                > będzie się starała ustalić, czy pan jest wolny; wybada pana i jego kolegów/kol
                > eżanki, zadzwoni do pana popołudniu/wieczorem itp.

                Tego też nie doprecyzowałam na początku, ale teraz ta informacja może być istotna: oni nie pracują w takiej zwykłej firmie (na zasadzie od 9 do 17), tylko na uczelni. Ona robi doktorat i chyba prowadzi jakieś warsztaty, a on prowadzi kilka razy w tygodniu zajęcia (nie wspólnie z nią). Nie widują się codziennie, myślę, że może dwa razy w tygodniu. Nie ma też tam takich typowych "przerw" i relacje są na pewno inne niż np. w korporacji. Myślę, że pozostałe osoby, które tam pracują nie muszą nawet koniecznie wiedzieć, że on jest w związku.
                • felisdomestica1 Re: Unikanie mówienia o związku 24.08.17, 13:04
                  To może ja się wypowiem, bo zwyczaje środowiska naukowego akurat znam smile. Projektów naukowych raczej nie omawia sie przy kawie, rzadko też we dwójkę, no chyba że to promotor i doktorant, ale to w ramach dyżuru. Od tego jest biuro. Nie wiem, czy jest między nimi zależność służbowa, wtedy takie wyjścia byłyby niestosowne.
            • bene_gesserit Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 21:25
              Ale co z tego, ze podepcze swoją godność i wyśledzi randkę czy też 'randkę'? I co, jeśli w swojej najlepszej kiecy i szpilach, które on tak uwielbia skonfrotntuje się z domniemaną rywalką? Zrobi awanturę? Będzie cedzić jadowite słówka albo 'mimochodem' wspomni o planach, dotyczących domku z ogródkiem i pięciorga planowanych maleństw? Wyzwie domniemaną rywalkę na solo?

              Jeśli facet ma ją puścić kantem, to puści tak czy siak. Jeśli temperatura w związku opada, to to widać i czuć.
              • pierwsze.wrazenie Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 21:39
                Jeśli facet ma ją puścić kantem, to puści tak czy siak.

                Jest jeszcze jedna, wcale nie tak rzadka, opcja: i Autorka wątku i koleżanka z pracy. A koleżance z pracy może odpowiadać status kochanki - bywa i tak. Jeżeli Autorka wątku nie planuje związku "we troje", to musi przyglądać się sytuacji.

                Ale konfrontacja nie ma sensu:

                1. Jeżeli facetowi nie zależy, to konfrontacja nic nie zmieni.

                2. Jeżeli facet planuje związki "we troje", to będzie się lepiej ukrywał z inną panią w przyszłości. Albo i z tą samą panią, jeżeli koleżance z pracy odpowiada bycie "tą trzecią".

                3. Jeżeli chce wzbudzić w Autorce wątku zazdrość, to uzyska pewność, że sposób jest efektywny.
          • bene_gesserit Re: Unikanie mówienia o związku 16.08.17, 21:21
            Otoż to.
            Klasyczna postawa niektórych dziewczyn pt. on niewinien, to ona mojego misia uwiodła. Tu tymczasem 'ta ewentualna trzecia' Bogu ducha winna, bo on się o istnieniu animavirys nie zająknął.

            Kolega, który miał taką dziwną właściwość, że leciały na niego różne panie bez względu na wiek i różne inne zmienne (z biura i klientki), postawił sobie na biurku fotografię rozmiaru A4 z zoną, bliźniakami, psem i kotem. I od tej pory ma większy spokój.
        • firlefanz Re: a czym koleżanka zawiniła? 16.08.17, 21:26
          czemu "lalunia"?

          nawet gdyby próbowała poderwać chłopaka autorki (pewności co do tego nie mamy), to nie widzę w tym jej winy, jeśli nie wie, że ten mężczyzna jest w związku.

          To naturalne, że "domyślnie" traktuje się ludzi, którzy nam się podobają, jako wolnych póki się nie dowiemy, że są w związku.
            • nocnymarek2 Re: a czym koleżanka zawiniła? 17.08.17, 09:23
              kaz_nodzieja napisała:

              > Lalunia, bo przypuszczalnie autorka nie miałaby problemu gdyby
              > owa młoda kobieta była brzydka lub gruba smile

              Ech... gdyby tak wszystkie kobiety były brzydkie lub grube... Ile to
              byłoby mniej problemów w życiu wink
            • kora3 Re: a czym koleżanka zawiniła? 17.08.17, 10:22
              Nie kręć Kaznidziejo9, to jest określenie pejoratywnie brzmiące, a Ty prezentujesz postawę właściwą niestety większości kobiet sad Gdy dzieje się coś niepokojącego na opisywanym polu zawsze tą złą i winną jest ta druga kobieta - jak nie lalunia, to zdzira, taka owaka poluje na ich misia.
              Nie! To nie ta koleżanka z pracy jest winna zaniepokojeniu autorki wątku, tylko jej facet. Czy słusznie się autorka niepokoi, tego nie wiemy...ale tak samo byłoby, gdyby owa pani z pracy doskonale wiedziała ze pan jest w związku i chciała go pani autorce odbic. Nadal to chłopak autorki decydowałby czy chce spotykać się z panią z pracy, na jakich zasadach itd. To od osoby nam bliskiej mamy prawo oczekiwać lojalności, wierności itd. - od niebliskich - wcale nie.
              Wyjątkiem od tego jest sytuacja, gdy ta osoba, która "odbija" kogos także jest bliska tej, która jest zdradzana - bez wględu na pleć
              • kaz_nodzieja Re: a czym koleżanka zawiniła? 17.08.17, 10:51
                Nie kręcę. Dla mnie to nie jest pejoratywne.
                Być może widzę to słowo inaczej niż większość.
                I naprawdę jestem ostatnia do oskarżania innej kobiety. W takich tematach zawsze obwiniam faceta. Lalunia nie musi wiedzieć czy jej kolega jest zajęty czy nie. Może być przez niego okłamywana i manipulowana (tak samo jak autorka).
                I nie wierzę, że aby powiedzieć (wspomnieć) o związku trzeba wyczekiwać "odpowiedniej, sprzyjającej sytuacji" - chyba, że podejrzenia autorki są słuszne.
                Wystarczy pod koniec owej kawy wspomnieć: "O, już 17.00, muszę się zbierać, bo dziś do mnie i Kasi przychodzą znajomi, trzeba przygotować mieszkanie."