Dodaj do ulubionych

czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdrada)

13.01.18, 22:30
Pytanie w temacie: czy uwazacie, ze powinno sie poinformowac o zdradzie zdradzanego czy nie wypada sie mieszac w nie swoje sprawy?
Chodzi o przyjaciolke, ktora zdradzala meza (romans trwal rok, dzieki niemu dostala bardzo szybki i niezasluzony awans). Umawialam sie z nia na kawe, a tam juz czekal kochanek i siedzielismy np. w trojke, a oni sie obcalowywali (fuj).
Wiedzialam o ich hiistorii, a bylam czesto zapraszana do ich domu (jej i meza) i musialam udawac przed mezem, ze nic nie wiem...
A ona udawala dobra zone...
I gdy sprawa sie rypla, on jej wybaczyl, a smiertelnie obrazil sie na mnie, ze niby go oklamywalam i nic mu nie powiedzialam..;
Zostalam jedynym winnym w tej historii, maz uznal mnie za najgorszego wroga (a zonce wybaczyl) i w koncu oboje zerwali ze mna kontakt.
Do dzis mam poczucie niesprawiedliwosci i niesmaku....
Jak powinnam byla sie zachowac, aby bylo w porzadku?
Obserwuj wątek
      • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 13.01.18, 23:57
        Ona mi powiedziala, ze jej maz nie chce zeby sie ze mna widywala i on nie chce mnie widziec, bo bylam "swiadkiem" i swiadkiem tego, ze wybaczyl zdrade. No to najwyrazniej mu powiedziala, ze ja wiedzialam.
        Poza tym raz byly jej urodziny i ona zaprosila ludzi z pracy do domu i byl maz i kochanek, a ja siedzialam i gadalam z tym kochankiem. No i byly tez takie sytuacje: umowilam sie np. tylko z nia na kawe, a ona przychodzi z tym kochankiem, a za chwile mowi, ze jej maz za godzine przyjezdza. I ten maz przyjezdza i widzi ze kochanek wychodzi, mnie widzi, zona jak zwykle odwraca kota ogonem (maz go podejrzewa od dawna, bo widzial iles tam wykasowanyc smsow od niego na jej telefonie,ale nie ma dowodow).
        Teraz sobie mysle, ze moze mezowi powiedziala, ze to byla jednorazowa zdrada, a ja wiedzialam ze to trwalo ponad rok, wiec postanowila mnie usunac.
    • heniek.8 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 13.01.18, 23:14
      > Zostalam jedynym winnym w tej historii,

      "wina" jest w twojej głowie

      obiektywnie nie jesteś winna, zajęłaś pozycję w pewnej niemoralnej grze, gra się skończyła, uczestnicy grają teraz w coś innego
      w tej nowej grze nie ma dla ciebie za dużo miejsca, ale może się pojawi jak się rozstaną,

      moja rada: zostałaś odcięta od tego więc wykorzystaj okazję żeby się naprawdę odciąć
      • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 00:03
        tak na prawde nie zajelam zadnej pozycji, raczej mialam poczucie, ze zostalam w ta sytuacje wkrecona i "uzyta" jako katalizator negatywnyc emocji.
        Mysle, ze powinnam byla zacowac sie uczciwie i powiedziec mezowi, ale z drugiej strony, czy to byla moja sprawa? I w dodatku on jej wybaczyl jak sie wydalo, wiec chyba wcale by nie chcial wiedziec.
        Nie wiedzialam jak sie zachowac i co gorsza dalej nie wiem, jesli cos takiego znow mi sie przytrafi.
        • heniek.8 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 09:49
          ptolemeusz28 napisała:

          > Nie wiedzialam jak sie zachowac i co gorsza dalej nie wiem, jesli cos takiego z
          > now mi sie przytrafi.

          przede wszystkim być uczciwa wobec siebie
          kiedy koleżanka umawiała się z tobą po to żeby obściskiwać się z kolesiem, co jak piszesz było "fuj" to już wtedy powinno zaświtać ci , że dla niej wasza relacja to przykrywka dla czegoś poważniejszego.

          ja bym się czuł nie ok gdyby kumpel umówił się ze mną na piwo, a potem przyszedł z jakąś laską i dał do zrozumienia że moja obecność to tylko alibi

          oczywiście byłbym lojalny wobec niego bardziej niż wobec jego żony, więc bym się z nią nie kontaktował,
          ale więcej nie nabierałbym się na takie umawianie w którym jestem traktowany jako pionek
    • firlefanz Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 13.01.18, 23:59
      cha cha normalne zachowanie to nie jest - gdyby żonie nie wybaczył, to bym była w stanie zrozumieć, ze Tobie też nie!

      Umawialam sie z nia na kawe, a tam juz czekal kochanek i siedzielismy np. w trojke, a oni sie obcalowywali (fuj).
      czy dobrze to rozumiem, że ułatwiałaś im spotkania? (tzn. żona jemu mówiła, że się spotyka z Tobą, żeby móc spotkac się z kochnakiem?) jeśli tak, to rzeczywiście to jest jednak gorsze zachowanie wobec jej męża - bo co innego wiedzieć o zdradzie nie mówić, a co innego w niej pomagać.

      z drugiej strony - czy dobrze rozumiem z kontekstu, że ona była Twoją przyjaciółką, a z nim się poznałaś jedynie jako z mężem przyjaciółki? w takim przypadku trudno oczekiwać, że jeśli przyjaciółka nawet robi coś złego to wtrącisz się do sprawy działać przeciwko niej, jeśli jej mąż nie jest Twoim przyjacielem. uważam, że mąż nie może stawiać Tobie takich wymagań.
      • minniemouse Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 04:09
        wiesz, jesli szlas nieswiadomie na spotkanie myslac ze bedziecie we dwie, a ona ciebie wykorzystywala jako 'alibi' - to po pierwszym takim spotkaniu bym ja poprosila: "nie rob tego i nie stawiaj mnie w takiej sytuacji, prosze".
        a na drugim spotkaniu juz w pierwszych minutach bym powiedziala "sorry, ale ja nie mam zamiaru w tym uczestniczyc" i wyszla. na trzecie dlugo nie poszla.
        I chociaz nie uwazam wcale ze to jest logiczne gniewac sie na ciebie za zdrade zony, to przykro mi ale dla mnie wszyscy tu sa siebie warci. a z kolezanki zrezygnowalabym.

        Minnie
        • makinetka82 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 07:03
          ja się tym razem zgadzam z minnie. Szkoda że ostro i otwarcie nie sprzeciwiłaś się spotkaniom we trójkę, tak byłoby najlepiej. A koleżanka, która zrywa znajomość z powodu własnego niefajnego zachowania? No cóż, ja bym chyba nie omieszkała rzucić jej parę gorzkich słów na odchodne.
          • baba67 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 08:51
            Ja bym postąpiła jak Minnie.Nieciekawa osoba. Męza badziej rozumiem bo facet nie myśli racjonalnie.Wyszłaś na hipokrytkę mimo że nia nie jesteś, ale tak sie kończy założenie że możemy miec przyjaciół bez konieczności oceniania i reagowania. Mieć ciasteczko i zjeśc ciasteczko.
            • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 09:24
              Naprawde poszlabys do meza przyjaciolki i mu powiedziala, ze go zdradza? I jeszcze w kontekscie, ze on jej ostatecznie zdrade wybaczyl, wiec to jakby potwierdzilo, ze nie warto sie wtracac, ze to tylko ich sprawa...

              Albo zerwalabys kontakt z przyjaciolka, bo ta zdradza meza?

              Kiedys ten jej kochanek mowi, ze ona to milosc jego zycia, ze zostawi dla niego meza, a jak poszedl do kibla to ona do mnie "ale z niego kretyn, odbilo mu z jakas miloscia zycia, nigdy nie zostawie meza dla niego". I co w tej sytuacji powinnam byla powtorzyc to kochankowi, ktory byl calkiem obcym facetem dla mnie?

              Niesmak pozostal, ale dalej nie wiem jak powinno sie z takiej sytuacji wybrnac...

              • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 09:59
                No, niestety - nie "zostałaś wmanewrowana", a po prostu "przyklasnęłaś" sytuacji. Mężowi się nie dziwię, że ma do ciebie żal i nie chce cię widzieć, bo wyszłaś na fałszywą, załganą babę, która bywając w jego domu, na jego imprezach pomaga żonce przyprawiać mu rogi.
                Mleko się wylało i moim zdaniem TEJ relacji nic nie uratuje. Na przyszłość, jeśli masz jeszcze jakąś "pseudoprzyjaciółkę", która zechce sobie z ciebie robić parawan do zdrady - postąpić jak radzi Minnie. Czyli za pierwszym razem wyjaśnić pani, że to głupia sytuacja i grzecznie prosisz, by tego więcej nie robiła. Za drugim - w momencie kiedy wchodzi z kochasiem wyjść, a za trzecim odmówić spotkania.
                I tak, może nie zerwałabym ale mocno ograniczyła kontakty z taką "pseudo przyjaciółką". Nie, nie dlatego, że ma romans. A dlatego, że usiłuje intrygować i mnie wykorzystywać do swoich gierek. Gdybym tylko dowiedziała się o zdradzie [np przyjaciółka by mi się zwierzyła] to mogę z nią gadać, argumentować pro i contra, mogę nadal być przyjaciółką. Mogę wierzyć, że to chwilowy "zawrót głowy", albo cokolwiek. ale nie biorę de facto udziału w jej romansie i nie służę jej za "alibi" na seksrandki!
                • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 10:07
                  Aha czyli zdradzajacy wspolmalzonek jest cacy (wybaczyl jej i wrzucaja slodkie zdjecia do internetu), a ktos kto byl swiadkiem jest tym zlym i falszywym?
                  Co do imprezy u nich w domu to zona zaprosila kochanka do mezowskieo domu a nie ja, ja bylam jednym z wielu innych gosci i o tym, ze kochanek tam jest dowiedzialam sie w chwili imprezy, no bez jaj, ze to moja wina, ze ona o zdradzala i kpila z nieo w zywe oczy..
                  A seksrandki odbywaly sie w 90% w pracy i na wyjazdach sluzbowych, bo kochanek byl jej szefem.
                  Uwazam, ze to troche przerzucanie odpowiedzialnosci, wszyscy winni, tylko nie zdradzajacy wspolmalzonek...
                  • heniek.8 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 10:16
                    o co ci teraz chodzi? maszy ty rozum i godność człowieka wink ?
                    mam pójść do tego małżeństwa i poprosić ich żeby ciebie nie odrzucali?
                    zdarza się że ludzie się zbliżają, potem się oddalają, czasem na zawsze

                    przyjmij do wiadomości, że jesteście "oddaleni" i żyj własnym życiem, nie musisz dźwigać jakiegoś poczucia winy
                  • baba67 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 10:18
                    To nie jest w porządku ze strony tego męża i doskonale rozumiem jak żle się czujesz . Tym bardziej że dodatkowa kaska płynąca z awansu jakos męża w raczki nie pali. Uważam że powinnas zapomnieć o tych ludziach jak najszybciej.
                    Nie zmienia to faktu że nie mozna byc w relacjach z innymi "trochę uczciwym".
                    • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 10:33
                      Masz racje, w dodatku po czasie mysle, ze to byla byc moze jeszcze jedna manipulacja ze strony tej kolezanki: ja z jej mezem nigdy nie gadalam na ten temat, to jej slowa, ze on mnie nie znosi, bo bylam "swiadkiem", a byc moze to ona nie chciala zebym z nim kiedykolwiek o tym porozmawiala, bo ja wiedzialam ze to tak dlugo trwalo, ze kochankowi opowiadala ze z nim odejdzie itp.
                      Cholera wie co ona mu wcisnela skoro jej wybaczyl: ze to jednorazowa zdrada byla, ze ten kochas ja molestowal czy co...
                      Przestala ode mnie telefon odbierac, jakbym jej cos zrobila...
                        • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 11:03
                          Ale o co ci chodzi Heniek, tez wybaczyles zonie zdrade i ci wstyd, ze jestes rogaczem, ze sie tak pienisz?

                          To stara historia, od ponad roku sie z nimi nie kontaktuje, chcialabym tylko wiedziec jak inni by zareagowali w takiej sytuacji, bo pewnie nie raz jeszcze bede swiadkiem malzenskiej zdrady i dobrze by bylo poznac doswiadczenia ludzi czy warto sie wtracac i informowac roacza czy nic nie mowic i byc wbrew sobie "wspolnikiem".
                          • heniek.8 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 11:07
                            nie, jestem domorosłym psychiatrą i staram się wyobrazić sobie dlaczego kiedy relacja się urywa to jedna ze stron (twoja koleżanka) uważa się to wygraną i szybko zapomina, a druga (ty) za porażkę którą wałkuje nawet po pół roku.
                            czy ta relacja była od początku niesymetryczna?
                          • asia.sthm Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 12:00
                            ptolemeusz28 napisała:

                            > Ale o co ci chodzi Heniek, tez wybaczyles zonie zdrade i ci wstyd, ze jestes ro
                            > gaczem, ze sie tak pienisz?

                            Ta wypowiedz komletnie zdyskwalifikowala cie jako dyskutanta. Dno i kilo mulu.
                            Heniek ma racje, a ty sie nie popisalas. Dostalas tu dobre rady co robic na przyszlosc wiec nie gryz juz.
                          • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 12:53
                            ptolemeusz28 napisała:

                            > czy warto sie wtracac i informowac roacza czy nic nie mowic i byc wbrew sobie "wspo
                            > lnikiem".

                            Ani jedno ani drugie. Po prostu odmówić współudziału, krycia niewiernego małżonka, wysłuchiwania jego wynurzeń i spotykania się we trójkę. Powiedzieć mu (i tylko jemu) że nie podoba Ci się jego postępowanie i nie życzysz sobie brać w tym udziału.
                            • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 12:59
                              Zalezalo mi na niej, uwazalam je za swoja przyjaciolke, poza ta historia ze zdrada swietnie sie dogadywalysmy. Nie jest latwo tak ot wyjsc, zerwac znajomosc natychmiast z kims na kim ci zalezy, tylko dlatego ze jest "niemoralny"...
                              Poza tym patrzac po znajomych to wiekszosc ma cos za uszami niestety. To czlowiek by musial sam siedziec, jakby szukal tylko krystalicznie czystych ludzi.
                              • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 13:03
                                ptolemeusz28 napisała:

                                >Nie jest latwo tak ot wyjsc, zerwac znajomosc n
                                > atychmiast z kims na kim ci zalezy, tylko dlatego ze jest "niemoralny"...

                                Nie jest łatwo, dużo łatwiej zostać wciągniętym w te niemoralności...i to właśnie Cię spotkało. Nie trzeba szukać ludzi kryształowo czystych warto natomiast nie zadawać się z tymi którzy ewidentnie takimi nie są, a koleżance można było powiedzieć - zadzwoń kiedy uporządkujesz swoje sprawy.
                  • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 11:16
                    Wrzucanie słodkich zdjęć do netu nijak nie świadczy o tym, że jest "cacy".
                    I tak, moja droga - przyklaskiwałaś romansowi koleżaneczki, bo nie zrobiłaś NIC, by dać wyraz dezaprobacie. Siadywałaś w kawiarniach, patrzyłaś jak się migdalą i nic? Czyli podobało ci się, aprobowałaś. No to i się nie dziw, że tak cię oceniają...
                    Wina jest oczywiście w małżeństwie, a nie świadkach. Jednak, sorry za szczerość - gdybym się dowiedziała, że moja znajoma wiedziała i kryła mojego zdradzającego męża, to niezależnie od relacji z mężem z fałszywą małpą bym nie chciała w ogóle gadać.
                    Odpuść więc sobie jędolenie, jaka to jesteś biedna, bo para, która się pogodziła po zdradzie cię nie lubi i zajmij się przyszłością. A na przyszłość: jak ktoś chce sobie z ciebie parawanik robić - to broń się przed funkcją "popieracza pokątnego romansu". Jak - to już Minnie napisała a ja powtórzyłam.
                    • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 11:34
                      Ja bylam znajoma jej, a jej meza znalam, bo byl jej mezem, wiec na imprezy przychodzili razem, ale ani nie spotykalam sie znim poza tym, ani do niego nie dzwonilam - byl mezem przyjaciolki, wiedzialam kto to, zamienialam z nim pare zdan jedynie przy okazji wspolnych spotkan.
                      No i jakos ciezko bylo mi sobie wyobrazic zadzwonic do niego za jej plecami i powiedziec "sluchaj moja przyjaciolka, a twoja zona cie zdradza". A poza tym jaki sens informowac kogos kto i tak wybacza zdrade, to po co mu wiedziec, denerwowac sie, skoro wierniosc i tak nie jest dla niego najwazniejsza?

                      • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 11:50
                        Nigdzie nie optowałam, że powinnaś kogokolwiek informować! Pokaż gdzie to napisałam niby? Należało po pierwszym spotkaniu, na które koleżaneczka przyszła z kochasiem powiedzieć, JEJ, że ci się to nie podoba i że nie będziesz tego tolerowała. Po drugim jej przyjściu z kochasiem - wyjść po prostu, nawet i demonstracyjnie. A do trzeciego nie dopuścić. Nie kontaktować się ze zdradzanym mężem celem uświadomienia mu czegokolwiek!
                        • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 12:04
                          A co by to zmienilo, przeciez seksspotkania z kochankiem odbywaly sie przede wszystkim w pracy (na wyjazdach sluzbowych, w jego mieszkaniu po pretekstem wyjsc na spotkania sluzbowe), te pare razy co w kawiarni sie umowili na buziaka (bo seksu w miejscu publicznym przeciez nie uprawiali) w moim towarzystwie, to byla tylko mala kropla w oceanie zdrady.
                          Po prostu kontynuowali by sie widywac tylko w pracy i urywac sie z pracy do jego mieszkania w godzinach pracy (np. razem wyjscia do klienta, seks w porze lunchu i powrot do biura).
                          Nie przestalaby zdradzac meza z powodu mojego prawienia moralow.
                          • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 12:13
                            Oczywiście, że nie zaprzestałaby zdrady. Nikt też nie mówi, że powinnaś jej "prawić morały"! No, litości, czytaj co się do ciebie piszą, a nie to co chcesz wyczytać może?
                            Napisałam wyraźnie, że powinnaś powiedzieć, że TY takiego czegoś nie aprobujesz i TOBIE się to nie podoba. Koniec dyskusji. Pani może sobie z gachem choćby i codziennie całą Kamasutrę odwalać, ale TY sobie nie życzysz w tym uczestniczyć. I tyle. Bez pouczania, umoralniania i temu podobnych. I przy kolejnym przywleczeniu przez panią gacha na babskie ploteczki - wyjść. Koniec. Wyjść nie dlatego, że ci ich buziaczki wadzą, czy że mają ochotę seks uprawiać na stoliku kawiarnianym jak pomidory w ogródku. A dlatego, że zapowiedziałaś, iż nie aprobujesz takich spotkań. Koniec. I przy następnym rozćwierkanym telefonie od pani "A może się spotkamy w kawiarni "X"?" odpowiedzieć "Nie, bo nie mam ochoty widywać cię z panem Iksińskim. Do usłyszenia". Czego jeszcze nie zrozumiałaś?
                            • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 12:37
                              Ja mam wrazenie, ze to ty nic nie rozumiesz.
                              Wspomnialam o tych spotkaniach w kawiarni (kilka razy tak zrobili w przeciagu roku), bo ktos wyzej zapytal skad maz wiedzial, ze ja wiedzialam o ich romansie, zreszta wystarczyloby zeby mi o tym powiedziala nie musialabym ich widziec w akcji- wiec dla mnie to szczegol bez wiekszego znaczenia czy ich widze czy tylko wiem, ze maja romans.
                              I tak bylo to zenujace, ale o wiele bardziej zenujace bylo np. rozmawiac z jej mezem, wiedzac ze jest rogaczem, albo te urodziny, na ktore zona zaprosila kochanka do mezowskiego domu i wszyscy bawilismy sie przy jednym stole (niektorzy koledzy z pracy tez wiedzieli o romansie). Ten maz sie potem niby obrazil ( tak twierdzila ona) BO WIEDZIALAM ZE JA ZDRADAZA A NIE POWIEDZIALAM MU.
                              To jest problematyka tego watku: MAZ KTORY WYBACZYL ZONIE ZDRADE A OBRAZIL SIE NA JEJ (nie na wspolna, na JEJ) KOLEZANKE ZE WIEDZIALA A NIE POWIEDZIALA MU.
                              I powiem ci w glebi serca mialam w nosie czy ona bylaby z mezem czy z kochankiem, bo obaj byli mi obojetni, po prostu zal mi bylo tego rogacza tak zwyczajnie po ludzku, bo byl z gatunku milych i dobrych chlopcow.
                              Ale wydawalo mi sie przesadzona reakcja tak natychmiast zrywac kontakt z nia z tego powodu ( to nie mnie zdradzala, nie mnie slubowala wiernosc, wiec w jakims sensie mialam to gdzies).
                              I pytanie bylo, powtarzam: jak powinno sie zachowac gdy wiemy o zdradzie, tak aby bylo w porzadku, bo jak na razie to widze, ze czego by sie nie zrobilo to jest zle.
                              • baba67 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 12:50
                                No właśnie-mnie kieszonkowiec nie okrada to dlaczego nie miałabym się z nim przyjażnić? No szkoda mi tych okradanych trochę ale przeciez nie bede z ich powodu rezygnować z przyjażni. A to że czasami prosi żebym schowała to i owo do torebki na chwilę , no nie lubie tego ale ostatecznie to przyjaciel.
                              • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 13:05
                                No to ci klaruję, nie ja jedna zresztą: skoro wiesz o romansie i ci to nie wadzi, bo nie widzisz powodów by zrywać znajomość - to słusznie cię mąż ocenia jako dwulicową, fałszywą babę. A gdybyś chciała być w porządku - to [niestety, doprawdy!] pozostaje zerwać albo ochłodzić kontakty z luźną panią. Nie ma opcji pośredniej. Inaczej wychodzi, jak pisze Baba67: złodziej nie mnie okrada to się z nim koleguję. Mogę się przyjaźnić z wielokrotnym gwałcicielem, w końcu MNIE nie zgwałcił. No, możesz. Tylko licz się z tym, że będziesz przez ten pryzmat postrzegana.
                                  • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 13:12
                                    No, na uczucia nie ma wpływu logika i tyle.
                                    Żonę może sobie mąż kochać i wybielać do bólu [zębów] i nic ci do tego. Natomiast jeśli idzie o jego ocenę twojej i kolegów roli - jest jak najsłuszniejsza. Wiedzieliście o romansie - i popieraliście panią nieciężkiego prowadzenia. Wolno wam? Pewnie że wolno. Ale nie dziw się, ze postrzega zarówno ciebie jak i kolegów jako bandę fałszywych i dwulicowych i nie życzy sobie mieć kontaktów.
                                    • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 13:41
                                      Ale co, wszyscy powinni sie od niej odwrocic (i nie mow, ze to nie byloby potepienie moralizatorskie: cos w stylu oceniamy cie jako zla i niemoralna, wiec trzeba zerwac kontakt)? Cos w stylu ze "spoleczenstwo" odrzuca i potepia (urywa kontakt, wyrzuca ze swojego zycia) niewierna osobe (przyjaciolke), a wspolmalzonek rogacz wspanialomyslnie wybacza. Dla mnie to znowu przerzucanie odpowiedzialnosci na wszystkich do okola, to ci inni maja byc tymi surowymi sedziami moralnosci, a przeciez jakiego sobie ktos wzial wspolmalzonka takiego ma.
                                      Dla mnie wiernosc to troche sprawa pomiedzy tymi dwoma osobami, nie mozna tego porownac z kradzieza jak ktos tu napisal.
                                      I co by to zmienilo w sytuacji zdradzanego meza, ze znajomi potepili i odwrocili sie od jego niewiernej zony (zwlaszcza, ze on, najbardziej zainteresowany z nia nie zerwal i wybaczyl). Dla mnie to absurd.
                                      A maz mial pretensje o to ZE NIKT MU NIE POWIEDZIAL.
                                      Ciekawe co by bylo jakby mu ktos faktycznie powiedzial, na przyklad ja? Czarno to widze.
                                      • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:05
                                        Naprawdę nie trzeba było nic mówić mężowi. Gdyby zobaczył, że nagle pani przestała mieć koleżanki, chętne do spotkań, a na domową imprezę nikt z jej dotychczasowych znajomych czy kolegów z pracy nie chce przyjść to sam by szybko doszedł do tego, że coś jest nie tak...a i może pani by się zreflektowała.
                                        • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:25
                                          No i i tak sie dowiedzial, znalazl jakies wiadomosci i ona sie przyznala - i co?
                                          I nic, dalej z nia siedzi.
                                          Akurat znikniecie ludzi z jej otoczenia, by cos zmienilo! Nic a nic by nie zmienilo.
                                          Skoro on jest wyrozumialy, to czemu znajomi maja nie byc wyrozumiali?
                                          Maz rogacz nie potepil, a obcy ludzie, ktorym nic nie przysiegala maja potepic? bez sensu.
                                          • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:32
                                            Ale sprecyzuj o co ci chodzi? Bo jak na razie to mącisz nieco od rzeczy. Mąż się dowiedział i się pogodził, a ty wiedziałaś i też się godziłaś. No i co z tego? Mąż cię ocenił jako załganą, dwulicową i fałszywą [słusznie, bo dokładnie tak się wobec niego zachowałaś]. To o co ci chodzi, tak na prawdę? Żeby mąż cię przeprosił i przyjął do grona znajomych? Nie liczyłabym, bo zachowałaś się wobec niego fałszywie i ma pełne prawo cię nie lubić. Że nie chcesz potępiać pani, która się puszcza za awans? No, nie musisz. Więc o co ci chodzi?
                                          • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:45
                                            ptolemeusz28 napisała:

                                            > Skoro on jest wyrozumialy, to czemu znajomi maja nie byc wyrozumiali?
                                            > Maz rogacz nie potepil, a obcy ludzie, ktorym nic nie przysiegala maja potepic?

                                            Bo moralność nie zależy od tego jak postępują inni. Jest jedna dla wszystkich. To że mąż koleżanka czy współpracownicy patrzą przez palce na czyn zły ani nie usprawiedliwia popełniającego ten czyn ani to cudze pobłażanie nie sprawia że staje się on dobry.
                                            Poniosłaś konsekwencje tej pobłażliwości. Koleżance zły uczynek mąż wybaczył bo jest ona jego żoną, bo ją kocha, bo tworzy z nią wspólnotę interesów, itp.
                                            Tobie nie miał żadnego powodu wybaczać.
                                            • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 15:04
                                              On mi "nie wybaczyl" (pisze w cudzyslowiu bo ja nie wiem co on tak naprawde mysli o sprawie, mam podejrzenia, ze to jej kolejne klamstwo, poniewaz chciala sie mnie pozbyc, bo ja znalam cala prawde, a ona prawdopodobnie mezowi sie przyznala do jakiejs czesci prawdy i znowu odwrocila kota ogonem, ze jej wybaczyl) tego ze MU NIE POWIEDZIALAM, a nie tego jak sobie tu wymyslilyscie, ze utrzymywalam z nia kontakt, albo ze jej nie potepilam.
                                              TEGO ZE MU NIE POWIEDZIALAM
                                              No i moze faktycznie jeszcze kiedys mu wszystko opowiem, a co mi tam!
                                              • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 15:15
                                                Gdybyś nie wiedziała, nie śledziła rozwoju sytuacji, nie spotykała się w tym dziwnym trójkącie nie miałabyś o czym mówić. I tak jak piszesz zapewne koleżanka jest intrygantką i co naprawdę powiedziała mężowi tylko on jedne wie. Lub nie wie. Zostawiłabym tych ludzi w spokoju wraz z ich machlojkami. Jak widzę mimo nauczki i odstawienia na bok chcesz nadal pchać się w życie tych ludzi. Po co, nie wiem.
                                              • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 15:15
                                                Jakos sobie nie wyobrazam w analogicznej sytuacji, gdyby na przyklad mnie maz zdradzal, zebym strzelila focha jego dobremu koledze, ze wiedzial, a nie zerwal z tym niemoralnym czlowiekiem kontaktu! Ewentualnie moglabym mu miec za zle, ze nie powiedzial mi, ale i tu chyba bym zrozumiala, ze nie zrobil tego bo sa kumplami. Jakies science fiction co wy tu wypisujecie.
                                      • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:16
                                        Nie wszyscy. Być może są tacy, którym fakt nieciężkiego prowadzenia cwaniary nie wadzi - i ok, niech się takimi właśnie otacza. Skoro tobie ów fakt nie wadził [a nie wadził, bo nijak nie zareagowałaś, czyli w pełni zaaprobowałaś panią prostytutkę] to czemu się dziwisz, że jesteś tak a nie inaczej przez męża postrzegana?
                                        No i niestety, ale tak to działa, psychologicznie: jeśli przyjaźnisz się ze złodziejem, bo "ciebie wszak nie okradł" - będziesz postrzegana jako sympatyzująca ze złodziejami. Ogólnie. Żonę w oczach męża "wybiela" miłość [tak, może to nie logiczne, ale uczucia nie mają nic wspólnego z logiką!]. Ciebie nic. W jego oczach jesteś po prostu dwulicową fałszywą babą, która bywała u niego w domu, suszyła do niego zęby a za jego plecami śmiała się że jego żona się z kim innym łajdaczy.
                                        I nie, że KTOŚ cię w takiej roli postawił, a SAMA, na własne życzenie się w tej roli postawić dałaś - dając pani przyzwolenie na randeczki w twoim towarzystwie. Piszesz, że bywało, iż na spotkanie przychodziła z gachem a pół godziny później mąż po nią przybywał. A ktoś ci kazał te pół godziny z nią i jej łóżkowym spędzać? Drzwi zamurowano? RKM ci do łba przystawiali? No, nie. Czyli SAMA chciałaś...
                                        • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:36
                                          Jedyna osoba ktora przysiegala milosc i wiernosc jest zona, a facet potepil wszystkich na okola poza ta jedyna ktora mu przysiegala i jeszcze cieszyl sie ze dzieki awansowi zony w pracy (dzieki kochankowi), ze przeniesli sie do wiekszego mieszkania. Pieniazki zalatwione przez kochanka, mezowi-rogaczowi nie smierdzialy.
                                          Nie obraz sie, ale brzmisz troche jak osoba, ktora by chciala, aby w analogicznej sytuacji to cale otoczenie zajelo sie nawracaniem i opamietaniem niewiernego malzonka (np. kategorycznie zrywajac kontakt, nazywajac prostytutka =ostracyzm spoleczny), tak aby on sie nawrocil, przemyslal sprawe (wszyscy sie od niego odwrocili), bo sama tez nie wystawilabys zdradzajacego mezusia za drzwi..
                                      • minniemouse Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:25
                                        ptolemeusz28 napisała:
                                        > Ale co, wszyscy powinni sie od niej odwrocic (i nie mow, ze to nie byloby potepienie moralizatorskie: cos w stylu oceniamy cie jako zla i niemoralna, wiec trzeba zerwac kontakt)? Cos w stylu ze "spoleczenstwo" odrzuca i potepia (urywa kontakt, wyrzuca ze swojego zycia) niewierna osobe (przyjaciolke), a wspolmalzonek rogacz wspanialomyslnie wybacza. Dla mnie to znowu przerzucanie odpowiedzialnosci na wszystkich do okola, to ci inni maja byc tymi surowymi sedziami moralnosci, a przeciez jakiego sobie ktos wzial wspolmalzonka takiego ma.


                                        Ptolku, ta kumpela mialaby takich sedziow na jakich by sobie zasluzyla. to sie nazywa konsekwencje.

                                        I co by to zmienilo w sytuacji zdradzanego meza, ze znajomi potepili i odwrocil i sie od jego niewiernej zony (zwlaszcza, ze on, najbardziej zainteresowany z nia nie zerwal i wybaczyl).

                                        w jego prawdopodbnie nic, ale ci co z nia zerwali poczuliby sie od razu lepiej. i o to chodzi.

                                        minnie
                              • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 13:15
                                ptolemeusz28 napisała:

                                > Ale wydawalo mi sie przesadzona reakcja tak natychmiast zrywac kontakt z nia z
                                > tego powodu ( to nie mnie zdradzala, nie mnie slubowala wiernosc, wiec w jakims
                                > sensie mialam to gdzies).

                                Cóż, przyjaźniłaś się z kobietą która na Twoich oczach wykorzystała kochanka, wykorzystała męża, a spodziewałaś się, że Ciebie nie wykorzysta?
                            • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 12:55
                              Tam wyzej jedna najpierw napisala, ze powinnam byla powiedziec tej kolezance, ze mi sie to nie podoba, ze przyprowadza kochasia na spotkanie ze mna (zreszta jak napisalam wyzej po pol godzinie kochanek sobie szedl, a przychodzil maz - ze niby mial ja potem do domu odwiezc - dwa razy sie mineli w drzwiach). A czy mowienie "nie podoba mi sie to" nie zawiera jakiejs oceny moralnej? Dla mnie zawiera, bo przeciez to co mnie obrzydzalo, to fakt, ze przyprawiala rogi mezowi (a ten maz to byl mily spokojny chlopak i zal mi go bylo).
                              • minniemouse Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 13:42
                                ptolemeusz28 napisała:

                                > Tam wyzej jedna najpierw napisala, ze powinnam byla powiedziec tej kolezance, z
                                > e mi sie to nie podoba, ze przyprowadza kochasia na spotkanie ze mna (zreszta j
                                > ak napisalam wyzej po pol godzinie kochanek sobie szedl, a przychodzil maz - ze
                                > niby mial ja potem do domu odwiezc - dwa razy sie mineli w drzwiach). A czy mo
                                > wienie "nie podoba mi sie to" nie zawiera jakiejs oceny moralnej? Dla mnie zawi
                                > era, bo przeciez to co mnie obrzydzalo, to fakt, ze przyprawiala rogi mezowi (a
                                > ten maz to byl mily spokojny chlopak i zal mi go bylo).



                                I co ci z twoich tlumaczen? NIC ZERO ZIP NADA, zostalas na lodzie,
                                co powinno dac ci do myslenia.

                                Ptolku, ty chyba jestes mloda dziewczyna. rozumiem ze poza tym kumpela bardzo przypadla do gustu. ale jak sie okazalo mysla tylko o sobie, o tobie wcale.
                                a byc moze boisz sie byc sama, moze nie masz zbyt wiele kolezanek, przyjaciolek?
                                to tez rozumiem. ale mimo wszystko lepiej zostawic sobie jedna dwie osoby i byc z nimi w dobrej przyjazni niz kumplowac sie z takimi co "maja cos za uszami".
                                szanuj sama siebie dobierajac sobie starannie towarzystwo. takie co ci nie bedzie w konia robic.

                                Minnie
              • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 12:48
                ptolemeusz28 napisała:

                > Naprawde zerwalabys kontakt z przyjaciolka, bo ta zdradza meza?

                Tak. Ja bym zerwała, nie dlatego że zdradza, tylko dlatego, że próbuje mnie w swoje machlojki wciągnąć i traktuje jak przykrywkę. Podobnie jak Minnie powiedziałabym wprost, że mi to nie odpowiada i nie chcę być stawiana w takiej sytuacji.
                >
                > ona do mnie "ale z niego kretyn, odbilo mu z j
                > akas miloscia zycia, nigdy nie zostawie meza dla niego". I co w tej sytuacji po
                > winnam byla powtorzyc to kochankowi?
                > Niesmak pozostal, ale dalej nie wiem jak powinno sie z takiej sytuacji wybrnac.

                Powinnaś była w tym momencie wyjść i więcej się z nią nie umawiać. Zostając dałaś wyraźny sygnał, że jej poczynania pochwalasz, zatem mąż ma wszelkie podstawy do pretensji wobec Ciebie. Dodam, że po tym opisie nie mam już żadnych wątpliwości, że przyjaciółka zwaliła całą winę na Ciebie i nagadała mężowi, że to Ty ja zachęcałaś, i tworzyłaś sytuacje kiedy mogli się spotykać...

                • minniemouse Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:02
                  Naprawde zerwalabys kontakt z przyjaciolka, bo ta zdradza meza?
                  >
                  Tak. Ja bym zerwała, nie dlatego że zdradza, tylko dlatego, że próbuje mnie w swoje machlojki wciągnąć i traktuje jak przykrywkę. Podobnie jak Minnie powiedziałabym wprost, że mi to nie odpowiada i nie chcę być stawiana w takiej sytuacji


                  no wlasnie - moze jeszcze nie widzisz ale ta kumpela miala twoje dobro i ciebie sama w za*ku.
                  nie obchodzilo ja, ze naraza ciebie na wspoludzial w czyms paskudnym, niemoralnym, malo tego bezwglednie, z wyrachowaniem uzywala cie jako przykrywki do swoich brudnych matactw.
                  a ty, WYBACZ ze tak szczerze, prosto z mostu powiem - bylas za glupia aby to przejrzec na wskros. malo tego, podejrzewam ze kumpela byla do tego swietna manipulantka i wmawiala ci jak jej bardzo pomozesz, bedziesz cudowna przyjaciolka - to jest zagrywka psychologiczna na naiwnych zeby ich z zimna krwia wycyckac jak sie da dla wlasnych korzysci.
                  dobry czlowiek Ptolko po pierwsze nie postepuje niemoralnie, po drugie nie wycwania sie kosztem innych. a ona zrobila i jedno i drugie. oklamywala meza, ciebie i bezczelnie cie wykorzystywala. nie uwazasz sama ze tak sie nie robi, ze nie zasluzylas na to? ze zaslugujesz na lepsze traktowanie? duuuzo lepsze?

                  I choc wierze ze teraz masz metlik w glowie i buntujesz sie przeciwko takiemi rozwojowi sprawy, czujesz sie nieslusznie potraktowana, spojrz na to z tej strony - osoba o ktorej myslalas ze jest dobra kolezanka okazala sie podwojna oszustka - a jej maz naiwnym jeleniem, ktoremu zapewne w niedlugim czasie znowu wyrosna nowe rogi smile

                  Naprawde jest sie kim przejmowac, czego zalowac? no pomysl smile

                  Minnie
                  • jolanta4447 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 22:05
                    Po tych wypowiedziach ptolemeusz28 coś mi się widzi, że ona ma żal, że mąż wypaczył zdradzającej go żonie. Teraz nie ma ani jego ani jej.
                    Gdyby nie wybaczył, to nadal miałaby przyjaciółkę.
                    Może ta przyjaciółka imponowała jej (poza zdradą), może stała wyżej społecznie, może były wzajemne korzyści z tej przyjaźni, a teraz wszystko się urwało.
                    30 razy dawano jej odpowiedzi co należało zrobić, ale ptolemeusz28 dalej wierci dziurę w brzuchu i oczekuje innych rozwiązań.
    • milamala Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:22
      Po pierwsze ustalmy pewne fakty, ta pani nie jest i nigdy nie byla twoja przyjaciolka. A pan maz jest po prostu mega durny. Wiesz co. Jak ci ulzy mozesz z nimi pogadac i powiedziec co myslisz tak jak nam tu opisalas, ze pani zachowala sie skandalicznie wciagajac cie w jej romans, a meza (mozesz mu to wprost powiedziec, co ci zalezy) uwazasz za glupka, ktory nie umie poradzic sobie z emocjami, niby wybacza zonie, ale potrzebuje katalizatora swoich negatywnych emocji w postaci ofiary zmanewrowanej przez niewierna malzonke. Mozesz im podziekowac za takie toksyczne towarzystwo i zyczyc szczescia z gotowaniu sie we wlasnym sosiku zdrad, machlojek i glupoty. I zerwac kontakt i nigdy wiecej nie znac tych ludzi. Szkoda zdrowia na latawice i jej przyglupiego malzonka. Szukaj prawdziwych przyjaciol.
      A jak sie powinnas wczesniej zachowac. Po prostu z chwila pojawienia sie kochanka odejsc i zapowiedziec dziewczynie ze nie ma prawa cie wciagac w jej zdrady i nigdy wiecej nie umawaic sie w trojke, niech robi to na wlasna odpowiedzialnosc i bez twojej obecnosci. Czlowiek na bledach sie uczy.
      • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:46
        Ok, a gdybym tylko wiedziala (w sensie kolezanka zwierzyla mi sie, ze zdradza meza), bez tych spotkan w trojke to co, czy to nie to samo?
        Naprawde ludzie jak wam ktos powie, ze zdradza czy kreci na boku z kims innym to natychmiast zrywacie znajomosc z taka osoba?
        Dziwie sie, bo takich zdrajcow jest pelno, zawsze tak jest, ze przez dlugi czas wiedza WSZYSCY poza rogaczem i co? I nic. Zadnego spolecznego ostracyzmu wobec tych osob nie widze.
        • minniemouse Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 14:55
          To zalezy jak mocno jestesmy zwiazani z ta bliska osoba i ile warta jest nasza przyjazn. moze sie zdarzyc ze nasza wieloletnia bardzo bliska przyjaciolka ma niezbyt udane malzenstwo, poznala kogos i nie moze sie oprzec.
          ale wtedy ja bym moze wysluchiwala historii jak bylo cudownie i co ma robic - bo to w koncu moja przyjaciolka, jest jej ciezko mimo wszystko, a ja jestem dla niej wsparciem, ALE nie chcialabym ani widziec kochanka ani pomagac oszukiwac - co to to nie, za daleko.
          Natomiast takiej falszywej osobie jak ta kumpela powiedzialabym na samym wstepie: dobra, to zadzwon jak z tym skonczysz, bye.

          Minnie
        • milamala Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 12:21
          "Naprawde ludzie jak wam ktos powie, ze zdradza czy kreci na boku z kims innym to natychmiast zrywacie znajomosc z taka osoba?"

          Zerwanie najomosci a nieumawianie sie we trojke to chyba dwie rozne sprawy prawda? Zerwac znajomosc powinna teraz jak wie juz z kim ma do czynienia, a wczesniej wystarczylo postawic sprawe jasno, bez trojkatow. Przy probie wmanewrowania w taki uklad oddalac sie natychmiastowo.
          • baba67 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 12:50
            Niekoniecznie trzeba zrywać, wystarczy poluzować,zmienić charakter relacji na niewymagający spotkań prywatnych, zresztą nie zawsze się da zerwać znajomość kiedy się razem pracuje.Chodzi o to żeby się szambem nie ubrudzić. Choć sytuacje bywają dramatyczne, każdy przypadek jest inny to jednak robienie za parawan jest zawsze moralnie wątpliwe.
            • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 13:04
              Babo, ale rtzecz w tym, ze nigdzie tu nie jest opisane, że Ptolo robiła za jakiś parawan. Państwo romansujący z sobą pracowali, więc nie było niczego nadzwyczajnego w tym ze wybrali się razem na kawę czy obiad. Ba, maz pani romansującej znał jej kochanka, tenze bywał jako kolega czy przełożony zony w uch wspólnym domu.
              Za parawan robiłaby Ptolo, gdyby udawała, ze pan romansujący jest jej kolegą/przyjacielem/kuzynem i państwo romansujący mogliby się pod tą przykrywką spotykać bez narazania się na podejrzenia.

              Miałam taka sytuację - pan przychodził na spotkania czasem ze swoją współpracownicą, choć merytorycznie nie była ona na nich niezbędna. Mnie to nijak nie przeszkadzało w rozmowie z nim. Podejrzewałam ze państwo mają romans (potem stało się głośno, ze owszem), ale co mnie to? Wcale nie uważałam, ze robię za jakiś parawan i jeśli ktoś by mi to zarzucał, to bym go zabiła śmiechem. Inaczej by sprawa wyglądała, gdyby mnie ów pan poprosił, żebym w razie czegoś komuś powiedziała, ze w danym dniu spotkał się ze mną, a nie byłoby to prawdą.
    • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 16:05
      No i prawie nikt nie odpowiedzial czy mowic o zdradzie czy milczec jak grob?

      Nawiasem mowiac, juz to widze, jak jakikolwiek mezczyzna zrywa znajomosc z dobrym kolega, bo ten kolega zone zdradza. Albo ze inni mezczyzni mu to doradzaja jako jedyne sluszne rozwiazanie: "Stary nic nie mow jego zonie, ale wyrzuc tego chwasta ze swojego zycia, zdradza zone, wiec nie jest wart twojej przyjazni" hehe
      • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 16:30
        ptolemeusz28 napisała:

        > No i prawie nikt nie odpowiedzial czy mowic o zdradzie czy milczec jak grob?

        Krótkie podsumowanie skoro nie czytasz dokładnie naszych wypowiedzi:
        Jolanta - nie mówić
        Firlefanz - nie mówić
        Baba - nie mówić
        Asia - nie mówić
        Vi - nie mówić
        Aqua - nie mówić

        Powiedziałaby mężowi jedynie Engine. Coś jeszcze?
      • milamala Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 12:31
        ptolemeusz28 napisała:

        "> Nawiasem mowiac, juz to widze, jak jakikolwiek mezczyzna zrywa znajomosc z dobr
        > ym kolega, bo ten kolega zone zdradza. Albo ze inni mezczyzni mu to doradzaja j
        > ako jedyne sluszne rozwiazanie: "Stary nic nie mow jego zonie, ale wyrzuc tego
        > chwasta ze swojego zycia, zdradza zone, wiec nie jest wart twojej przyjazni" he
        > he"

        Prawde mowiac nie pryzpominam sobie ani jednego posta z pogladem "mowic", albo "nie mowic"albo "nie wtracac sie, odejsc".
        Chyba, ze sie myle, to mnie oswiec.
    • vivi86 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 20:06
      Jak się zachować - olać i zapomnieć. Nie ma innej opcji. Nie zmusisz kogoś do kontaktu. Boli i niefajnie, wiem, ze mną raptem po kilku latach zerwała kontakt...no, nie przyjaciółka, ale bardzo bliska koleżanka. Bolało, niefajnie, będzie lepiej. Głowa do góry.

      Co zrobić...nie wiem sama, trudne pytanie. To był Twój znajomy, nie przyjaciel (mąż)? Dywagowanie czy by uwierzył czy nie, na pewno jakbyś powiedziała to zerwałaby z Tobą przyjaciółka..nie ma sensu. Oczywiście, że obraza jest absurdem, zdecydowała przyjaciółka, jest dorosłą i poczytalną osobą. Wie jakie skutki miewa romans.
    • condesa Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 14.01.18, 22:14
      Mogę zrozumieć, dlaczego nie poinformowałaś męża o zdradzie i mogę zrozumieć jego postawę. Ale nie rozumiem, dlaczego Ty nie powiedzialaś przyjaciółce wprost, że nie chcesz być w tę sytuację zamieszana. A jeszcze bardziej nie rozumiem, co to za przyjaciółka, która Cię w takiej sytuacji postawiła. Mówiąc wprost - żadna. Więc i "przyjaźni" nie szkoda. Wyciągnij wnioski na przyszłość.
    • aga.doris Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 00:01
      Masz to niejako na własne życzenie. Służyłaś za parawan na spotkaniach z kochankiem w kawiarniach, chodziłaś do jej domu gdzie "musiałaś udawać przed mężem, że nic nie wiesz" itd. A wystarczyło zachować się w miarę przyzwoicie w tej nieprzyzwoitej sytuacji. Nie siedzieć z nimi na trzeciego w knajpie, ograniczyć wizyty w domu i przede wszystkim powiedzieć koleżance, że czujesz się źle w sytuacji w jakiej cię stawia, rozluźnić z nią kontakty, a z kochankiem i mężem w ogóle ich unikać. Po prostu, na ile to możliwe, należało odseparować się od całej tej sprawy. Nikt by ci teraz nie zarzucał nielojalności.
    • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 10:43
      Zachowanie męża koleżanki jest dość typowe dla takich sytuacji - żonie niby wybaczył zdradę, ale tak naprawdę czuje się całą sytuacją upokorzony i obwinia za nią "cały świat", który zwyczajnie wie, ze jest rogaczem. Nie bierz tego do siebie, na Twoim miejscu mogł być każdy. Do tego dochodzi też dość typowe w takich sytuacjach "ukaranie" żony za zdradę, w tym przypadku zakazem spotkań z przyjaciółką.
      Niczego sobie nie wyrzucaj, bo nie masz czego...Zachowanie meza koleżanki jest irracjonalne- to oczywiste. Gdyby była okazja go zapytać co sam zrobiłby na Twoim miejscu, nie umiałby udzielić sensownej odpowiedzi. Bo co miałby powiedzieć? No już widzę, jak leci do zony swojego przyjaciela informować ja, ze maż ma romanssmile

      Tak samo tutaj - wszyscy bardziej papiescy iż biskup Rzymu tongue_out Prawda jest taka, ze w takich sytuacjach przyjaciel, czy koleżanka ma bardzo ograniczone możliwości - może co najwyżej odradzać bliskiej osobie romans, ale w 99 na 100 przypadkach ta osoba nie posłucha smile Tak wiem, tu nikt by się z taką osobą nie przyjaźnił, ba tu nikt nawet takich sąsiadów nie ma smile A prawda jest taka, ze co to za przyjaciel, który zerwie znajomość, bo ktoś ma romans...
      • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 11:00
        Koro - że się wypowiem, nie w imieniu "wszystkich" a wyłącznie własnym.
        Zachowanie męża - owszem irracjonalne. Uzasadniłaś to zresztą bardzo konkretnie i zapewne w 95% masz słuszność.
        Ale nie zgodzę się, że "w takich sytuacjach przyjaciel, czy koleżanka ma bardzo ograniczone możliwości". Może albo kawkować rozkosznie z koleżaneczką i jej gachem, a może po pierwszej sytuacji powiedzieć, że sobie nie życzy robić jej za parawan i odmówić współpracy. Może bywać w domu żonki i zdradzanego męża i ślicznie się uśmiechać tudzież zabawiać obecnego takoż kochanka dyskursem ciekawym, a może wpaść z życzeniami dla jubilata, przeprosić, że musi zmykać i wyjść. Nie chodzi o to, że powinna lecieć do męża i opowiadać mu o romansie żony. Ale jeśli kilkakroć spędza milusio czas z żoną i jej kochankiem = popiera panią i jej romans.
        I tak, byłam w takiej sytuacji. Dopóki nie wiedziałam o romansie - ok, koleżanka z panem bywali w moim towarzystwie, w lokalach, spędzali czas itd. W momencie kiedy się dowiedziałam, zapowiedziałam koleżance, że to jej sprawa, ale JA tego nie popieram i ma swojego pana trzymać ode mnie z daleka. Mimo, że kiedy sprawa się przede mną wydała prosiła, żebym ją kryła przed mężem - chciała, bym w razie czego powiedziała, że jej kochanek to mój kolega czy coś takiego. Odmówiłam. I odmówiłam spotkań z obojgiem. I tak, gdy raz przywlokła swojego "przyjaciela" na spotkanie w kawiarni - demonstracyjnie wyszłam. Kontakty ochłodły, po jakimś czasie sprawa się wydała, koleżanka wróciła do męża, mąż ją przyjął, ale pani ma do mnie dotąd "focha', że jej nie pomogłam "realizować uczucia". No, trudno, mała strata - krótki żal.
        Z góry uprzedzę - męża tej mojej koleżanki znałam i znam nadal tylko na "Dzień dobry", w domu u nich nie bywałam, więc i kontaktów ze mną nie zrywał.
        • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 11:24
          Miła Vi ...Sama byłam na pozycji tego męza - osoby zdradzanej. I owszem miałam żal do paru ludzi, którzy wiedzieli i nic mi nie powiedzieli, ale do tych, którzy pozowali na wielkich moich przyjaciół. Natomiast do przyjaciółki mego eksa nie miałam nijakiego zalu, na moją nie pozowała, a trudno, żeby doniosła na swego przyjaciela. Kiedyś zresztą mój eksio mi mówił, ze odradzała mu ten romans, przewidziała, jak się to wszystko skończy, ale ze wówczas jej nie posłuchał, to...
          Nie miałam też żadnego zalu do pewnej naszej wspólnej koleżanki, też wiedziała, ale na Baala, znała mnie na cześć, nie usiłowała udawać mej wielkiej przyjaciółki, trudno, żeby nagle wyskoczyła do mnie z tekstem, ze eks mnie zdradzasmile

          Wiadomo, ze bliższa koszula ciału - nie oczekiwałabym nigdy, ze ktoś mi doniesie na swego przyjaciela, albo zerwie z nim kontakty, bo mnie zdradza. Też bym nie doniosła na swojego o też nie zerwała kontaktów. Co mogłabym zrobić? To co przyjaciółka eksa - pogadać z taką osobą i to wszystko.
          Inaczej sprawa by wyglądała, gdyby się ktoś przyjaźni i ze zdradzającym i ze zdradzanym...

          Nie miałam takiej sytuacji - moja przyjaciółka niby "zdarzała" meza, ale jej małżeństwo od dawna istniało tylko na papierze. Owszem, doradzałam jej jak najszybsze jego rozwiązanie, bo przewidywałam, ze jej niby mąz wykorzysta sytuację tej niby zdrady - nie myliłam się.
          • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 11:37
            Ale Koro - poza JEDNĄ osobą nikt tu nie zaleca latania do zdradzanego i donosików! Zwłaszcza w przypadku większej zażyłości z osobą zdradzającą.
            Natomiast co do "kolegowania się" ze "zdradzaczem" - no cóż, dla mnie to w nieco mniej drastycznej formie przyjaźń z damskim bokserem, bo "mnie nie pobił". No, sorry, ale albo się coś popiera, albo nie. Ja nie popieram zdrady. I nawet gdyby moja najbliższa przyjaciółka zdradziła, to skończyłoby się dokładnie tak samo - odmówiłabym "parawaningu" dla jej romansu. Z tym, że przyjaciółce mogłabym tłuc do łba "pierw wyprowadź na czysto sprawy z mężem, a potem szukaj następcy!". I tak, spotkań z przyjaciółką i jej gachem bym odmówiła. Z samą przyjaciółką - ok, mogłabym się spokojnie spotykać. Chociażby po to, żeby jej tłumaczyć. Ale nie z nimi razem, kaweczki, imprezki... Co kto lubi. Ja - nie aprobuję i dałabym temu wyraz z całym zdecydowaniem. Ty nie widziałabyś powodów by ograniczyć kontakty - a ja owszem. Być może ty nie widziałabyś również powodów, by zrywać kontakty z fajnym kumplem, mimo, że leje żonę, bo wszak nie ciebie tłucze...
            • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 11:49
              Vi, dobrze wiesz, ze na mnie demagogia nie podziała smile Zdrada to co innego niż bicie. Czy odmówiłabym "parawaningu"? Pewnie zależałoby, od sytuacji ...Jasne, najprościej jest poradzić - najpierw rozwiąż sprawy itd. Tylko życie bywa mniej proste czasem. Nie bardzo mi się klei, ze para kochanków umawia się z kolezanką pani na miłe spędzanie czasu - zwyczajnie nie widzę w tym sensu - kochankowie muszą niejako "kraść" wspólny czas, więc chcą być sami, a nie z "przyzwoitką"
              • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 12:03
                A dlaczego "co innego"? Bo ty tak uważasz? W przypadku rozwodu zarówno przemoc jak i zdrada mogą być powodem do orzeczenia rozwodu z orzeczeniem o winie!
                Ja WIEM, że parawningu odmówiłabym z całą stanowczością. Wiem. Bo mam takie a nie inne zasady.
                O kawkach i imprezkach napisała Ptolomeusz, w poście startowym: że np siedzieli sobie słodką trójeczką [ona, zdradzająca i jej gach] po czym po żonkę przyjeżdżał prawowity małżonek i mijał się w drzwiach z gachem... Ona też opisywała imprezy w domu zdradzającej i w obecności zarówno męża jak i kochasia.
                Moja koleżanka i owszem, kilka razy bywała ze mną i kochankiem [zanim się dowiedziałam] na kawie - takie okoliczności po prostu. Jak sama napisałaś "życie bywa mniej proste" - i owszem, kochankowie może by i chcieli mieć ten czas tylko we dwoje w łóżku, ale zawsze się da. I jak już się dowiedziałam o romansie - to zdecydowanie zapowiedziałam koleżance, żeby mnie do tego nie mieszała, bo ja w tym udziału brała nie będę. I nie uległam jej prośbom, że przecież to nic takiego, że przecież nawet nie będę musiała kłamać, bo jej mąż mnie zna słabo więc nie będzie mnie o nic pytał... No, nie i koniec. Zresztą koleżanka, pomimo rozstania z kochankiem i powrotu do męża - obrażona na mnie pozostaje, bo nie chciałam "pomóc jej miłości". No, nie chciałam. A już na pewno nie w ten sposób, by przed jej mężem udawać iż jej gach "przynależy" do mnie!
                  • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 12:24
                    Koro, pisałam już, że kiedy się o romansie dowiedziałam, to koleżanka prosiła mnie, bym czasem się z nimi spotykała - być może właśnie w celu "pokazania" mężowi, że ów pan jest "przypisany" do mnie. Znaczy, że chciała mężowi powiedzieć coś w rodzaju "Ten pan co dziś z nim siedziałam w kawiarni? A, to taki kolega Vi, pamiętasz, dwa tygodnie temu widziałeś nas we trójkę, jak siedzieliśmy w lokalu X, przysiadł się, trochę flirtował nawet...". Być może. Nie wiem, bo odmówiłam współpracy a koleżanka "strzeliła focha", oznajmiła, że ją zawiodłam, bo powinnam pomóc jej miłości i więcej się nie odezwała.
                    Nie czepiając się bicia - z panem, który np na żonie wymusza seks. De facto jest to gwałt, ale ścigany TYLKO na zgłoszenie ofiary - ofiara nie zgłasza. Też fajny kumpel? Bo "mnie nie gwałci", to jest ok?
                    • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 12:42
                      Vi - gdybym wiedziała, ze ktokolwiek na kimkolwiek wymusza seks to skłaniałbym te osobę zmuszana do zgłoszenia sprawy - tyle. Jeszcze raz poproszę - nie stosuj demagogii!

                      Co do twej koleżanki - dość dziwne dla mnie, ze prosiła o coś takiego osobę niezbyt bliską, bo gdybyście były blisko, to wiedziałaby przecież jaki masz stosunek do takich sytuacji. Niezbyt gramotna swoją drogą, bo żebyś jej mogła posłużyć - Ty czy ktokolwiek inny- za taką "przykrywkę" wcale nie trzeba było Cię wtajemniczać w romans. smile Takie wtajemniczenie jest konieczne, gdy ktoś oczekuje od kogoś prawdziwego krycia- w sensie, ze ma zełgać, ze się y niego nocowało, było razem na wyjeździe.

                      Nawiasem mówiąc mój partner kiedyś został hmm no prawie został wmanerwowany w taka sytuację. Jego kolega z pracy często z nim wyjeżdżał w delegacje, naprawdę. No i zona pana się przyzwyczaiła, ze jak maz jedzie to przeważnie z panem XY. Wcale go poniekąd nie znała, ale wiedziała kim jest. Razu pewnego mąż wyjechał i nie odbierał telefonów, a ona musiała się z nim pilnie skontaktować. Zadzwoniła więc do miejsca pracy mego partnera i poprosiła o numer jego komórki. Służbowy był, to i dali. Noi i pani zadzwoniła prosząc o podejście meza do telefonu. a tymczasem tego meza tam nie było, bo na nijakiej delegacji z moim partnerem nie był smile
                      • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 12:51
                        Koro, ja nie mówię o twoim stosunku do ofiary a do oprawcy. Zakładam, że to oprawca jest twoim przyjacielem. I?
                        Nie wiem czym się wspomniana koleżanka kierowała. Być może tym, ze nie chciała kogoś innego wtajemniczać, a ja już wiedziałam, z całkiem innej sytuacji. A o "parawning" poprosiła mnie właśnie kiedy odmówiłam spotkań z nią i jej panem - być może nawet wcześniej powiedziała mężowi iż ów pan [jej kochanek] to mój przyjaciel i chciała tylko, żeby rzecz się nie wydała? Nie wiem.
                        • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 13:03
                          Ach w ten sposób, sądziłam, ze sama Cię wtajemniczyła...
                          Co do Twego pytania - jak wspomniałam, trudno mi rozmawiać na takim poziomie abstrakcji. Tym bardziej trudno, ze jakakolwiek nie popieram zdrad i nie tolerowałabym w wykonaniu mego partnera (sprawdzone na innym panu smile), to jednak nie przemawia do mnie porównywanie jej do katowania, bicia, gwałcenia, czy innych przestępstw.

                          Poza tym zwróc uwagę na pewną rzecz - ten mąz jest podobno obrażony na wątkodawczynię za to, ze wiedziała o romansie i nie powiedziała, a nie o jakieś krycie tamtej pary. O krycie - owszem, moznaby być obrażonym, ale o brak informacji - nie.
                          • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 13:16
                            Ptolomeusz pyta "Jak powinnam byla sie zachowac, aby bylo w porzadku?". No to uzyskała różne odpowiedzi. Moja jest taka: przy pierwszym "kontakcie" ze świadomością romansu - zapowiedzieć przyjaciółce, że to nie ok i że się w tym udziału brało nie będzie. Przy drugim przyjściu przyjaciółki z kochankiem - wyjść, a nie kawkować i słodko patrzeć jak się całują. Za trzecim razem - odmówić spotkania. Albo zaprosić przyjaciółkę do siebie - samą.
                            "nie przemawia do mnie porównywanie jej do katowania, bicia, gwałcenia". Do ciebie nie. Ale kto niby decyduje co jest do przyjęcia a co nie? Skoro ofiara nie składa doniesienia - sąd nie ma możliwości udowodnienia przemocy. A skoro nie ma udowodnionej przemocy - to obowiązuje w polskim prawie domniemanie niewinności... Co robisz, jeśli o małżeńskich gwałtach swojego przyjaciela dowiadujesz się od jego żony. Ale ani obdukcji nie ma, ani dowodów, ani świadków. Kobieta odmawia wniesienia do sadu. Mimo to przypuszczasz, że nie kłamie. PRZYPUSZCZASZ. I co robisz? Popierasz przyjaciela? Kolegujesz się, imprezujesz, kawki pijesz i ok, traktujesz bez zmian? Bo w końcu to przyjaciel, a dowodów jego winy nie masz? Czy jednak zaczynasz brać poprawkę?
                            Powód obrazy męża zdradzanego na wątkodawczynię moim zdaniem opisałaś dokładnie i z dużym prawdopodobieństwem. To, że powiedział iż o to, że wiedziała a nie powiedziała - to detal. Powody moim zdaniem są takie jak ty napisałaś.
                            • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 13:22
                              Vi, przede wszystkim - gwałt jest od dobrych paru już lat ścigany z urzędu, a nie na wniosek. Czyli sama mogłabym pójść do prokuratury i zgłosić podejrzenie popełnienia przestępstwa. Jednakowoż, gdyby ofiara nie chciała nic z tym zrobić, na niewiele zdałoby się takie działanie.

                              Gdybym powzięła taką informację od ofiary to starałabym się skłonić ją do zgłoszenia sprawy. Gdyby nie chciała, a ja miałabym pewność, ze to jest prawda, porozmawiałabym z moim przyjacielem i powiedziała mu , ze sama zgłoszę.
                              • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 13:42
                                A on by ci się zaśmiał w nos, bo żona nie potwierdzi i możesz sobie zgłaszać do upojenia. Nie pytam cię o kroki prawne. Tylko o stosunek do przyjaciela, o którym się dowiadujesz czegoś, co nie mieści się w twoim kanonie "przyzwoitego człowieka". Z jednej strony piszesz, że "Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w każdej sytuacji.". W KAŻDEJ sytuacji - to twoje słowa. A tu jednak nie w każdej?
                                  • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 14:14
                                    Ja nie twierdzę, że "Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w KAŻDEJ sytuacji.". bo owszem, w większości przypadków przyjaciel jest po to, by na niego liczyć, ale są pewne granice.
                                    Jak widać - ty też to wiesz, a po prostu o tej "każdej" sytuacji głupio "chlapnęłaś" nie przemyślawszy wypowiedzi.
                                    • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 14:45
                                      Sadziłam zwyczajnie, ze to jest oczywiste, ze nie chodzi o sytuację gdy okaże się on gwałcicielem, morderca, pedofilem itd.
                                      Zrozum mnie dobrze Vi - zdrada jest nie fair, ale to nie morderstwo. Co przyjaciel może zrobić w takiej sytuacji - ano o ile ma przekonanie, że zdradzający czyni źle powiedzieć mu to i tyle.
                                      Miałam taka sytuację, mój może nie przyjaciel, ale dobry kolega miał romans ze swoją podwładną. Sam mi o tym powiedział, nie oczekiwał bynajmniej jakiegoś krycia go czy cos w tym rodzaju, zwyczajnie się zwierzył. Wcześniej zwierzał się także ze swego małżeństwa, ze wypalone, ze jest bo jest. Z zoną nie za bardzo mógł się bezkolizyjnie rozstać, bo prozaicznie była to już wówczas pani po 50 , która nigdy nie pracowała. Wiadomo było zatem, że w razie rozwodu trzeba będzie sprzedać dom i panią utrzymywać tak czy siak. Poza tym bał się reakcji swoich dzieci - dorosłych i tzw. opinii publicznej. Jakkolwiek ja się tzw, opinią publiczną nie przejmuję i dzieci nie mam, to jakoś tam go rozumiałam, obracał się w takim środowisku. To trwało parę lat zanim wdał się w romans z tą podwładną...Powiedziałam mu, ze może jej i sobie narobić kłopotów, bo to podwładna ...Ale mowy umoralniającej mu nie wstawiałam - sama byłam w nieudanym małżeństwie i wiem jak to jest ...Też się wówczas kimś zauroczyłam i tylko dlatego ze dość miałam już kłopotów nie wdałam się w romans. A miałam wyjściową sytuację znacznie lepszą od tego gościa ...
                                      • baba67 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 15:18
                                        Ale to nie był przyjaciel tylko kolega,żadnego krycia nie potrzebował , nie miałaś obowiązku ani umoralniać ani jakoś zmieniać relacje a tym bardziej latać do jego żony która może i widziałaś 2 razy w przelocie.W takim sensie się do cudzego życia nie wtrącamy.Gdyby był to przyjaciel i znałabyś jego zonę, która by mężowi ufała i żadnego wielkiego kryzysu byś tam nie widziała, regularnie bywała u nich w domu to doprawdy robiłabys za załganą babę bez żadnej empatii .
                                        • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 15:38
                                          Żonę pana widziałam może z 3 razy w życiu, w domu u niego nie byłam ...Ale nie wiem dlaczego muszę zaraz znać żonę przyjaciela dobrze - jak tak teraz pomyślę - np. zony mego przyjaciela Jerzego w zasadzie nie znam i nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Nic nie wiem o tym by miał romans smile, ale gdyby miał, to owszem, nie fatygowałabym się do niej opowiadać o tym ...
                                          • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 15:56
                                            kora3 napisała:

                                            > - np. zony mego przyjaciela Jerzego w zasadzie nie znam. Nic nie wiem o tym by miał romans smile, ale gdyby miał, to owszem,nie fatygowałabym się do niej opowiadać o tym ...
                                            >
                                            Koro, zrozum wreszcie, nie chodzi o to byś opowiadała żonie, ale czy nie porozmawiałabyś z przyjacielem? Gdybyś wiedziała, że jego małżeństwo kwitnie a on nawiązał romans li tylko z w celu osiągnięcia jakiś korzyści i liczy na to że będziesz go kryła? Tak, zupełnie nie zareagowałabyś tylko przyjaźniła się z nim nadal jak gdyby nigdy nic? Będąc na dodatek tą przykrywką bo wszak czegóż się dla przyjaciół nie zrobi?
                                            • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 16:07
                                              Oczywiście, ze porozmawiałabym, kto twierdził, ze nie? Ale albo rozmawiamy o tym co my zrobilibyśmy w danej sytuacji, albo o opisanej w wątku sprawie. Mam wrażenie, ze cos Ci umyka - mianowicie to, że nasza wątkodawczyni nie miała problemu z tym, ze koleżanka ma romans, ani z motywem tego romansu, ani też z tym, że z inicjatywy koleżanki parę razy spotkała się z nimi razem. Problem ma z tym, ze teraz mąż koleżanki obraził się na nią, że wiedziała o romansie, a mu nie powiedziała. Tak sytuację w każdym razie przedstawia wątkodawczyni.
                                              W świetle tego co napisała nie ma kompletnie znaczenia czy pani spotykała się z kolezanka i jej kochankiem, a także czy i jak rozmawiała na temat romansu z tamtą. Bo kluczowe jest, ze wiedziała i nie powiedziała mężowi, w każdym razie dla tego męża\
                                    • asia.sthm Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 15:21
                                      vi_san napisała:
                                      > Ja nie twierdzę, że "Przyjaciel to jest człowiek, na którego można liczyć w KAŻDEJ sytuacji.".

                                      Kora stwierdzila i nie popusci.

                                      Mozna by odwrocic spojrzenie na sprawe o 180 stopni.
                                      Co to za przyjaciel, ktory z premedytacja umieszcza nas miedzy mlotem a kowadlem, manipuluje, wymaga lojalnosci w wymuszonych na nas sytuacjach. itp?
                                      Czy to nadal przyjaciel czy juz byly przyjaciel w stosunku do ktorego jestesmy zwolnieni ze wszelkiej lojalnosci ? W ktorym momencie przyjazn sie konczy i kto ocenia kiedy ten moment nabiera "wagi urzedowej" ?
                                        • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 15:59
                                          A tego nikt nie neguje. Ptolomeuszowi nie wadziło kawkowanie i imprezowanie z puszczalską koleżanką [przepraszam za słowo, ale jak elegancko określić panią która od razu informuje, że sypia z przełożonym dla awansu tylko?]. Nie widziała nic złego w fakcie, że na imprezie w domu małżonków zabawia rozmową kochanka żony. GODZIŁA się i nie widziała nic nie ok w fakcie, że żona z kochankiem się przy niej całują i miziają.
                                          I, bidusia, nie rozumie, że inni mają inną wrażliwość, inny kręgosłup moralny i inne standardy. Najwyraźniej ów mąż tez ma inne niż Ptolomeusz...
                                          • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 16:13
                                            Vi, ale my nie mamy chyba za zadanie oceniać postawy moralnej wątkodawczyni i jej koleżanki, tylko co innego - czy mąż tejże słusznie ma do niej pretensje, ze mu o tym romansie NIE POWIEDZIAŁA.
                                            Nie, niesłusznie wg mnie - bo to przyjaciółka zony a nie jego i nie można od kogoś wymagać, by w takiej sytuacji donosił na swego przyjaciela - po prostu.
                                            Równie dobrze Ptolo mogłaby potępiać postawę koleżanki, próbować jej wyperswadować romans itd. ale dla meza tamtej nie miałoby to znaczenia - wiedziała, nie powiedziała
                                        • asia.sthm Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 16:04
                                          > wątkodawczyni wcale nie ciążyła sytuacja, ze wie o romansie przyjaciółki ....

                                          To jeszcze nie wszystko, ha ha ha - Ptolomeo planowala sobie bacznie obejrzec z bliska rozpad malzenstwa "przyjaciolki", a tu niestety spotkal ja ciezki zawod. Tego nie da sie zdzierzyc bez zgrzytania zebow i ciezkiej traumy big_grin
                                          Taka ta przyjazn byla jak sen nocy listopadowej.
                                          • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 16:18
                                            No podzielam Twój pogląd akurat, ale myślę, ze wątkodawczyni jest zwyczajnie po ludzku rozgoryczona. Bo jak chyba się zgodzisz - to nie ona zdradzała męza, tylko jej koleżanka, ona jedynie o tym wiedziała ...
                                            Postawa tego męza jest dość typowa dla ludzi, którzy wybaczają zdradę - winny jest kochanek, wszyscy co wiedzieli, bo raz ze taka osoba jest upokorzona, a dwa żeby próbować wybaczyć zdradzającego musi swoją frustrację skierować na inne osoby.
                                  • jolanta4447 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 06:27
                                    Doleję oliwy do ognia, choć sytuacja trochę obok. Znajomi.

                                    Małżeństwo ok. 40 nie tylko wypalone, ale od 13 lat mieszkające w osobnych pokojach i rozliczające się finansowo we wszystkim. Wcześniejsza bardzo ostra sytuacja w małżeństwie. Pani zerwała z mężem, ale nie doszło do rozwodu, choć musieli mieszkać razem w jednym mieszkaniu, do którego oboje mieli prawo.
                                    Kobieta jeszcze 'do wzięcia', ale dość zmarnowana psychicznie przez męża przez 13 lat życia osobno - bicia nie było, tylko terror psychiczny, ma koleżankę z pracy, która jej męża widziała 1-2 razy i nie zna go dobrze, ale zna całą sytuację.
                                    Kobieta wreszcie zakochała się w X. Koleżanka pomaga jej w schadzkach, użycza swojego mieszkania, wspiera, bo szkoda jej marnowania życia przez jeszcze młodą kobietę, a na koniec przy rozwodzie jest świadkiem kobiety. Rozwód po prawdziwych zeznaniach świadków, w tym koleżanki. Mąż broni się (chce mieć nadal kucharkę, praczkę i sprzątaczkę), no i działa męska duma - żona chce mnie zostawić ???. Ani były mąż nie ma kontaktu i pretensji do koleżanki ani ona nie ma żadnego kontaktu z nim.
                                    Była żona i koleżanka pozostają przez lata w przyjaźni, choć ten nowy związek z X nie wytrzymał presji czasu.

                                    I co ?
                                    Koleżanka wiedziała i pomagała w 'zdradzie', pani liczyła na nią i nie zawiodła się, a były mąż i tak nie miał nic wspólnego z żoną i nawet nikt ze znajomych nie uważał ich za dobre małżeństwo i też się tak nie pokazywali. Pan widział i czuł, że pani go zdradza, ale też nie powiedział ani słowa, tylko nieporadnie przy rozwodzie protestował bez argumentów.

                                    Nieuczciwość koleżanki ? A gdzie? Pomagała wydostać się żonie na powierzchnię i zacząć nowe lepsze życie.

                                    W opisanej wcześniej sytuacji małżeństwo uchodziło za normalne, afiszowali się z tym, tylko żona była wyrachowana i grała na awans. W mojej historyjce sytuacja była inna, ale też koleżanka ułatwiała niby 'zdradę' i ani ona ani 'żona' nie miały wyrzutów sumienia.
                                    Życie jest pełne niespodzianek i sytuacje są różne.


                                    • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 09:18
                                      Owszem, sytuacje są różne. Tylko ja na miejscu koleżanki bym jednak nie ułatwiała schadzek. Za to usilnie namawiałabym na odejście od męża - sadysty, mogłabym ułatwić spotkanie z prawnikiem itp. W opisanym przez ciebie przypadku mogę pani ogromnie współczuć tych zmarnowanych lat. W przypadku pani dającej seks za awans a mającej "normalne" małżeństwo - nie mam śladu współczucia.
                                    • ptolemeusz28 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 10:32
                                      No ale to dlaczego skoro przez 13 lat zyla w osobnych pokojach z mezem, to sie z nim nie rozwiodla?? Do rozwodu nie potrzeba ani zgody wspolmalzonka, ani jakichs zeznan swiadkow (fakt bez jego zgody trwa to dluzej, ale tez nie 13 lat, tylko co najwyzej 2). Bylo zlozyc pozew o rozwod, wyprowadzic sie i sad by musial orzec rozpad zycia malzenskiego i juz.
                                      Czy nie uczciwiej by bylo najpierw sie rozwiesc, a potem szukac nowego faceta?

                                      Dziwie sie, ze ja usprawiedliwiasz, a ta moja znajoma potepiasz: zawsze kazdy by mogl wymyslic 1000 powodow dla ktorego zdradza wspolmalzonka, bo zaden zwiazek ani czlowiek nie jest idealny.
                                      Czyli najbardziej niewinny jest ten co lepsze bajki wymysla na swoje usprawiedliwienie, fajna logika.
                                      • jolanta4447 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 10:48
                                        @ ptolemeusz28
                                        "No ale to dlaczego skoro przez 13 lat zyla w osobnych pokojach z mezem, to sie z nim nie rozwiodla?? "

                                        Nie była gotowa, nie miała gdzie mieszkać, liczyła, że może on się wyprowadzi, nie miała pomysłu na życie.
                                        Dopiero po 13 latach poznała faceta, w którym się zakochała.

                                        Nie każdy umie dobrze sterować swoim życiem.
                                        Czy zdradziła po 13 latach faktycznej separacji ? Wątpię, bo to faktycznie było małżeństwo tylko na papierku i wspólne mieszkanie.
                                        Na końcu - po 2-3 latach znajomości z nowym, wyniosła się ze wspólnego mieszkania, wzięła rozwód i z nowym partnerem tułała się po wynajmowanych kawalerkach
                                        • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 11:35
                                          Jota w jotę niemal sytuacja z moją przyjaciółką - zwyczajnie nie miała wcześniej motywacji do rozwiązania tego małżeństwa na papierze, nie planowała już nowego życia z kimś innym. zyła sobie obok męża, on obok niej i tak się to kulało. Pewnie gdyby mąz wobec niej stosował przemoc, to by w tym nie trwała, ale nie stosował, więc uznała, ze jest jak jest i tyle. Dopiero miłość ją zmotywowała
                                      • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 11:16
                                        Wiesz, całkiem bez kitu, to jak się na jakąś sytuację patrzy z boku, na ogół widzi się najlepsze rozwiązania. Tylko osoba której to dotyczy nie zawsze może wdrożyć te najlepsze rozwiązania czy to z przyczyn obiektywnych, czy czysto psychologicznych, czy społecznych.
                                        Sama w takiej sytuacji byłam, więc nie jest to z mojej strony truizm. Jak tak teraz na tamtą sytuację patrzę, to po pierwsze wywaliłabym mego ówczesnego męża po pierwszej, góra drugiej jeździe z jego strony. Jakby mi nie chciał wyjść z mieszkania (mojego panieńskiego), to za każdą jazdą wzywałabym policję i oczywiście natychmiast podałabym o rozwód. Obiektywnie bylam w znakomitej sytuacji: byłam młoda, dzieci nie było, mieszkanie moje, kredytu zero, pracowałam, miałam oboje niestarych i zdrowych rodziców, na których mogłam liczyć, przyjaciół ....
                                        A jednak popadłam w taki stan psychiczny, ze chciałam już tylko przetrwać kolejny dzień, wstydziłam się powiedzieć bliskim co się dzieje z moim mężem, byłam zdezorientowana i przerażona.
                                        Nijakiego faceta nie szukałam, ale owszem w tym wszystkim przydarzyło mi się dość mocne zauroczenie - kolegą z pracy. Nie, nie miałam z nim romansu, ale tylko dlatego, ze w pore zmieniłam pracę, bo diabli wiedzą, jakby się to skończyło, a ów kolega był zonaty i miał dzieci. I nie, nie jestem bardzo szlachetna, tylko nie chciałam kłopotów z zazdrosną zoną - miałam dość swoich z męzem. Ale to zauroczenie dodało mi sił - przestałam myśleć, ze nic mnie już nie czeka poza pracą...Takie sytuacje w ztciu się zdarzają i z boku czyjes zachowanie wydaje się nie do pomyślenia ...Od srodka inaczej to wygląda
                              • jolanta4447 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 05:31
                                @ kora
                                " gwałt jest od dobrych paru już lat ścigany z urzędu, a nie na wniosek. Czyli sama mogłabym pójść do prokuratury i zgłosić podejrzenie popełnienia przestępstwa. Jednakowoż, gdyby ofiara nie chciała nic z tym zrobić, na niewiele zdałoby się takie działanie.

                                Gdybym powzięła taką informację od ofiary to starałabym się skłonić ją do zgłoszenia sprawy. Gdyby nie chciała, a ja miałabym pewność, ze to jest prawda, porozmawiałabym z moim przyjacielem i powiedziała mu , ze sama zgłoszę. "

                                O ile mi wiadomo, gwałt może zgłosić osoba poszkodowana, a nie Ty, jeśli nie byłaś świadkiem.
                                Może coś się zmieniło, ale jeśli tylko dowiedziałaś się o (rzekomym) gwałcie od ofiary, to nikt nie przyjmie takiego zgłoszenia od postronnej osoby (sąsiadki, koleżanki czy przyjaciółki).
                                • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 10:00
                                  Jolanto, tak się składa, ze w czasie kiedy doszło do zmian w kodeksie w tym temacie dość żywo się tym interesowałam smile
                                  Mam wrażenie, ze nie bardzo rozumiesz pojęcia "ścigany z urzędu (czyn)" i "ścigany na wniosek (czyn)". Otóż: jeśli jakiś czyn jest ścigany na wniosek, to skutecznie donieść o nim może tylko osoba do tego uprawniona sam pokrzydzony/a lub jego opiekun prawny, albo pełnomocnik. Nawet jeśli postronna osoba doniesie to organa ścigania nie mają podstaw do podjęcia jakichkolwiek kroków, bo jest tak jakby takiego doniesienia nie było.
                                  W przypadku gwałtu kiedyś tak właśnie było - od kilku lat jest on ścigany z urzędu, czyli donieść o nim może każdy, tak ze osoba postronna, która wcale nie musiała być naocznym świadkiem, mogła się tego dowiedzieć z wysłuchania. Oczywista rzecz ze prokurator zaraz nie zamyka domniemanego sprawcy w areszcie, tylko bada sprawę, ale właśnie bada - kiedyś nie badałby, bo doniesienie w świetle prawa nie byłoby ważne
                                  • jolanta4447 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 10:36
                                    Nie do końca zgadzam się z tym, co napisałaś.

                                    Sąsiadka zgłasza do prokuratury, że za ścianą mąż gwałci żonę.
                                    Prokurator pyta - jakie ma pani dowody.
                                    Ona nie ma, bo nie widziała, coś tam słyszała przez ścianę, a może i gwałcona żaliła jej się.
                                    Prokurator, jeśli w ogóle wkracza, to pyta żonę - była pani gwałcona ? Żona - nie byłam. Koniec sprawy.
                                    Byłam, ale nie zgłaszam przestępstwa, wybaczyłam mu / sama nie umiem żyć - prokurator nic nie zrobi.
                                    Byłam i potwierdzam - zabierzcie tego bydlaka - prokurator wszczyna dochodzenie.

                                    Tak czy inaczej zdanie sąsiadki nikogo nie obchodzi, póki ofiara nie potwierdzi gwałtu.

                                    Inaczej jest z niepełnoletnią, jeśli gwałt zgłosi rodzina i jest obdukcja- wtedy prokurator musi zacząć sprawę.
                                    • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 16.01.18, 10:59
                                      Jolanto, no właśnie nie zrozumiałaś...
                                      Oczywiście, ze tak jest, iż SAMO zdanie sąsiadki czy kogokolwiek nie wystarczy do wszczęcia sprawy przeciwko komuś. Natomiast wystarczy do wszczęcia postępowania przygotowawczego. Mówiąc po ludzku - rozeznania tematu. Prokurator ma narzędzie prawne do tego, by przesłuchać na te okoliczność domniemaną ofiarę i domniemanego sprawcę, zlecić wywiad środowiskowy - kiedyś nie mógł tego zrobić po doniesieniu osoby postronnej.

                                      Jasne, jeśli pani domniemana pokrzywdzona będzie zaprzeczać to kluczowego dowodu - nie będzie. Ale musisz zdać sobie sprawę z tego, ze zmiana w temacie z "na wniosek" na "z urzędu" miała w kodeksie wymiar także psychologiczny. Kiedyś ofiara była z tym sama - dopóki ona nie zareagowała, nie mógł zareagować nikt. Teraz ofiara może mieć poczucie, ze inne postronne osoby ją wesprą. Sprawca też nie polega już tylko na tym, ze zastraszy ofiarę - donieść może każdy...

                                      Oczywiście donosząc należy mieć uzasadnione podejrzenie i na owo uzasadnienie również prokurator zwraca uwagę
          • baba67 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 13:12
            Ależ nikt niemal nie doradzał powiedzenia mężowi. I jeśli małżeństwo istnieje tylko formalnie i jest to dla wszystkich oczywiste to o zdradzie nie ma mowy. Tak jak nie ma mowy o zdradzie w tzw związkach otwartych. Nie trzeba od razu zrywać znajomości ze zdradzającą męża przyjaciółką, można ochłodzić kontakty a już na pewno niczego nie ułatwiać.
      • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 11:13
        kora3 napisała:

        > Tak samo tutaj - wszyscy bardziej papiescy iż biskup Rzymu tongue_out
        >Tak wiem, tu nikt by się z taką osobą nie przyjaź
        > nił, ba tu nikt nawet takich sąsiadów nie ma smile A prawda jest taka, ze co to za
        > przyjaciel, który zerwie znajomość, bo ktoś ma romans...

        Koro, czy ktoś zerwie znajomość z osobą która postępuje niewłaściwie, czy zawiesi do czasu wyklarowania sytuacji, czy utrzyma, to jego osobisty wybór i jego sumienia. Jednak jeśli ochoczo robi za przykrywkę niewłaściwych zachowań, to niech się nie dziwi że ponosi później tego konsekwencje.
        I może Cię to dziwi,ale są osoby które w podobnej sytuacji odmawiają nawet wysłuchiwania zwierzeń "zakochanych".

          • vi_san Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 11:41
            Tak? A gdyby twój przyjaciel [płci dowolnej] powiedział ci że zdefraudował 3 miliony złotych? Będziesz wspierać? Nawet gdy dowiesz się, że ta defraudacja spowodowała klapę firmy i wywalenie na bruk 50 osób, które "dzięki" twojemu przyjacielowi przymierają głodem? Popierasz? bo to przecież "przyjaciel"...
              • aqua48 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 11:55
                kora3 napisała:

                > Vi, raz jeszcze apeluję - nie porównujmy zdrady z przestępstwem - jakimkolwiek

                To powiedzmy, że przyjaciółka znalazła przypadkiem wypchany portfel z dokumentami. I przychodzi do Ciebie z tym znaleziskiem zapraszając Cię na atrakcyjny wspólny wypad za tę znalezioną gotówkę.
                Powiesz jej że to niemoralne i pouczysz co powinna zrobić, odmawiając skorzystania z cudzych pieniędzy, czy ochoczo zgodzisz się by ją wesprzeć(wszak to przyjaciółka) i wybierzesz wraz z nią by nie czuła się samotna?
              • makinetka82 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 11:55
                zdrada to moze nie przestepstwo, ale w wiekszosci przypadków wielkie, wielkie swinstwo ... jesli twój przyjaciel zostawi dla kochanki troje dzieci i zone w ciazy, zabierając im przy okazji dom i będzie np. zarabiajac bardzo dużo starał się obniżyć alimenty do minimum... jeśli będzie obmawial byłą na prawo i lewo ... dalej będzie ok?

                tylko proszę, bez argumentów, że wśród twoich przyjaciół takie akcje są niemozliwe
                • kora3 Re: czy wypada sie wtracac w sprawy rodzinne (zdr 15.01.18, 12:03
                  No raczej są niemożliwe - wśród moich przyjaciół, mam na myśli to zabieranie domu, nie mam takich przyjaciół. W takiej sytuacji przestałabym się przyjaźnić. Ale tu mowa o uczynieniu krzywdy, zostawieniu bez środków do życia...To jest co innego niż zdrada.
                  Zrozum mnie dobrze, ja nie popieram zdradzania się. Jestem zdania, ze należy w sytuacji zainteresowania kims innym zakończyć dotychczasowy nieudany związek i tyle. I mnie się nie zdarzyło zdradzać, bo właśnie tak robiłam. Tylko, ze zdaję sobie sprawę, ze nie zawsze każdy ma takie możliwości.