Dodaj do ulubionych

Kłopotliwa sytuacja...

14.04.20, 02:04
Znam i przyjaźnię się z pewnym wykładowcą na wyższej uczelni. No i właśnie w związku z tym miałam niemiłą sytuację. Otóż okazało się iż na tejże uczelni studiuje córka mojej dość bliskiej koleżanki z pracy i że właśnie panna jest w grupie tegoż, uchodzącego za bardzo wymagającego wykładowcy. Opowiadała mi o tym sama matka studentki, nie wiedząc iż znam tego profesora. Nadmienię, że przedmiot przez niego wykładany należy do dość "fundamentalnych" dla przyszłego zawodu.Skąd więc niefortunna kwestia? Otóż czas jakiś temu, gdy byłam w pracy zadzwonił do mnie tenże nauczyciel. Być może popełniłam niezręczność, ale koleżanka domyśliła się, że rozmawiam z tym właśnie człowiekiem. Pech chciał, że w kilka dni później - jej córka oblała kolokwium - u niego właśnie. Koleżanka pierw w miarę "delikatnie sugerowała", a potem powiedział wprost, że "gdybym była dobrą koleżanką" to powinnam jakoś wpłynąć na kolegę, by albo jej córce "koło" zaliczył, albo też by ustalił specjalnie dla niej termin poprawki - i ową poprawkę zaliczył de facto bez sprawdzania wiedzy studentki... Odmówiłam, oczywiście, wyjaśniając, że nie rozmawiam z kolega o "zaliczeniach" studenckich, to są jego sprawy zawodowe i na pewno on zna się na nich lepiej niż ja. Na co usłyszałam, że jestem nieużyta itd. Od tamtej pory koleżanka w sumie za każdym razem "wbija mi szpile" na temat koleżeńskości (np. gdy potrzebowałam wyjść wcześniej (za zgodą szefów - o ile koleżanka "zamknie" moje stanowisko pracy - odmówiła z komentarzem, że dla koleżanki by mogła, ale dla mnie nie itp). Złośliwości pani nasiliły się, gdy jej córka oblała również poprawkę i przez to powtarza rok.
Nie pytam czy powinnam interweniować u kolegi celem "zaliczenia" przez niedouczoną studentkę przedmiotu. Ani czy pani postępuje słusznie i logicznie. Ale czy jest jakaś możliwość poprawienia relacji służbowych z panią? Jako że nie pracuję w korpo gdzie jest 300 osób na zmianie, a zwykle jest nas pięć, na popołudnie dwie - konflikt z nią zdecydowanie utrudnia...
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Kłopotliwa sytuacja... 14.04.20, 08:31
      Pozostaje traktować panią jak powietrze, w miarę możliwości oczywiście. Zero kontaktów prywatnych i żadnego proszenia o cokolwiek; jeżeli zdarzy się konieczność wyjścia i potrzeba zastępstwa, to załatwiać to tylko ze zwierzchnictwem.

      Istnieje duża szansa, że pani przejdzie nadąsanie, bo jej też zależy na korzystaniu z Twojej pomocy w razie potrzeby i będzie czuła się coraz bardziej niekomfortowo. Ale stosunki prywatne z taką osobą lepiej wygasić.
    • annthonka Re: Kłopotliwa sytuacja... 14.04.20, 09:39
      Na siłę relacji nie poprawisz, jeżeli ona tego nie chce. Ignoruj na ile możesz, odzywaj się tylko w sprawach służbowych. Rozumiem, że nie jest przyjemnie, tym bardziej w takim małym zespole, ale trzeba przetrwać. W końcu dąs jej przejdzie.

      A z drugiej strony może spróbować oczyścić sytuację? Przy najbliższej złośliwości zapytać wprost, dlaczego jest w stosunku do Ciebie niemiła i dlaczego uważa, że powinnaś się wstawiać za jej córką. Może wtedy kobieta poczuje się głupio i odpuści, a może każda z Was wypluje wtedy złe emocje związane i atmosfera się trochę oczyści. Jeżeli oczywiście jesteś gotowa na taką konfrontację, bo na pewno będzie nieprzyjemnie.

      A swoją drogą ma kobieta tupet prosić luźną znajomą o załatwienie nieukowi zaliczenia.
      • horpyna4 Re: Kłopotliwa sytuacja... 14.04.20, 10:04
        I na to trzeba było od razu odpowiedzieć, że ów wykładowca nie znosi, jak ktoś go prosi o takie rzeczy i wtedy zdający ma jeszcze bardziej przechlapane. Ale rozumiem, że bezczelność koleżanki mogła watkodawczynię zamurować i dlatego nie znalazła od razu stosownej odpowiedzi.
        • jadwiga1350 Re: Kłopotliwa sytuacja... 14.04.20, 16:14
          horpyna4 napisała:

          > I na to trzeba było od razu odpowiedzieć, że ów wykładowca nie znosi, jak ktoś
          > go prosi o takie rzeczy i wtedy zdający ma jeszcze bardziej przechlapane

          Albo skłamać, że się wszystko załatwi, nic nie robić, a potem udawać, że nie wiadomo dlaczego nie wyszło(łapówka była za mała?).
          Znam kogoś kto tak właśnie postępował. Trochę czasu minęło nim ludzie połapali się, jak to z tym załatwianiem jest.
          Ale co pan załatwiacz na tym skorzystał, to jego.
        • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 17.04.20, 12:37
          Prawdę mówiąc nie mam pojęcia jak ów wykładowca reaguje na takie prośby, czy je aprobuje czy nie. Znając jego charakter - raczej nie, ale na pewno nie wiem - nie studiowałam u niego i nie będę! wink
          A serio - tak jak piszesz, ta prośba mnie po prostu zamurowała i jedyne co byłam w stanie wykrztusić, to że absolutnie nie wchodzi w grę moje pośrednictwo w sprawie.
      • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 17.04.20, 12:35
        Wiesz, Annthonko - ja nie mam wobec tej koleżanki "złych emocji". Wkurzyła mnie ta prośbą, fakt, uważam, że to skrajna bezczelność prosić kogokolwiek o tego typu przysługę ("weź załatw mojej córeńce wpis do indeksu z oceną pozytywną bez egzaminu bo znasz wykładowcę"), i to kompletnie niezależnie od stopnia zażyłości z daną osobą, ale nie takie bezczelności się trafiają. Odmówiłam i szlus, dla mnie koniec kwestii. To wspomniana koleżanka ma za złe i "demonstruje", że jestem niekoleżeńska.
    • yoma Re: Kłopotliwa sytuacja... 14.04.20, 14:15
      Sorki, ale nie kupuję tego. Jest sobie pan A. Koleżanka nie wie, że znasz pana A. Dzwoni do ciebie pan A. Koleżanka natychmiast się domyśla, że rozmawiasz z panem A. To już Kory opowieści dziwnej treści lepiej się kupy trzymają tongue_out
      • jadwiga1350 Re: Kłopotliwa sytuacja... 14.04.20, 16:05
        yoma napisała:

        > Sorki, ale nie kupuję tego. Jest sobie pan A. Koleżanka nie wie, że znasz pana
        > A. Dzwoni do ciebie pan A. Koleżanka natychmiast się domyśla, że rozmawiasz z p
        > anem A.

        No rzeczywiście, dziwne. Chyba, że Kocynder powiedziała głośno: "O pan profesor Rafał Wilczur, dzień dobry!"
        • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 17.04.20, 12:00
          Ów profesor ma oryginalne i nietypowe imię. Użyłam go w rozmowie, potem, gdy już wyłączyłam telefon koleżanka dopytała czy to zbieg okoliczności. Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, bo nie przyszło mi do głowy, że wyskoczy z czymś takim!
      • annthonka Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 09:30
        Oczywiście, że może być naciągane, ale może też być pechowy zbieg okoliczności.

        Matka wcześniej opowiadała o studiach córki i przy okazji zgadało się, że Kocynder zna wykładowcę, u którego dziewczyna ma zajęcia. Na zasadzie "ha ha, ale świat jest mały".

        Potem w pracy odebrała telefon mówiąc "Cześć Michał", rozmowa zeszła na to, że Michał jest zajęty, bo musi sprawdzać prace studentów. Wystarczy, żeby się domyślić.
        • matylda1001 Re: Kłopotliwa sytuacja... 16.04.20, 12:44
          Nie, Annthonko, nie zgadało się, Kocynder wyraźnie o tym napisała. Dopiero w trakcie telefonicznej rozmowy Kocynder z kolegą zaszło coś (Kocynder nazwała to niezręcznością) dzięki czemu koleżanka zorientowała się, że Kocynder zna wykładowcę i ja chciałabym wiedzieć na czym polegała ta niezręczność.
    • kieszonkowa Re: Kłopotliwa sytuacja... 14.04.20, 17:21
      Czesc kochani, przychodze tu z prosba o porade.

      Otoz mam corke studentke, ktora tak sie zlozylo ze w tamtym roku miala problem z jednym z kluczowych przedmiotow. Corka byla wtedy w trudnym momencie zycia. Ja rozwodzilam sie z mezem, ktory znalazl sobie nowa mlodsza partnerke mlodsza od naszej corki. Zostalysmy same w domu, z finansami bylo nienajciekawiej a za studia placic bylo trzeba - tymczasem "tatus" od poczatku zapowiedzial ze on ma teraz wydatki i zeby na niego nie liczyc. Corka sie starala ale widzialam ze nie jest w stanie skoncentrowac, alienowala sie, uciekala od ludzi, nawet ode mnie. No i byl ten problem z egzaminem. Wykladowca nie zgodzil sie na poprawke w innym terminie, niechetnie podchodzil do przeegzaminowania raz jeszcze. Byc moze chodzilo o fakt, ze za egzamin poprawkowy trzeba placic 500 zl, a za poprawke calego roku - 12 tysiecy. Wiadomo ze bardziej oplaca sie studenta uwalic niz pozwolic mu poprawiac.

      U mnie w pracy jest babka, ktora zna sie z tym wykladowca bardzo dobrze. Moze to nie bylo najmadrzejsze ale czego nie robi sie dla dziecka: poprosilam ja, czy nie moglaby zapytac tego swojego znajmego czy nie bylby sklonny zgodzic sie na corki egzamin poprawkowy. Chodzilo mi tylko o delikatne pytanie, absolutnie chcialam niczego wymuszac - ale poniewaz jestem w sytuacji podbramkowej to wiadomo, tonacy brzytwy sie chwyta. Kobieta jak uslyszala do czego zmierzam zapienila sie jakbym ja poprosila nie wiem, o pozyczenie majtek. Strzelila mi wyklad jak dziecku, jak to "dobrze wychowana osoba" takich prosb nigdy nie uskutecznia i w ogole proszenie o przysluge dla najblizszej swej osoby to jest karygodna, "PODKRESLAM _ KARYGODNA" jak sie wyrazila, sprawa. Nawet jej nie odpowiedzialam, bo ogolnie bylam totalnie wykonczona cala sytuacja zyciowa, mialam ochote polozyc sie, zasnac i nigdy wiecej nie wstac.

      Z corka przeplakalysmy swoje, przerobilysmy jakos temat, ja wzielam kredyt i zdecydowalysmy ze dziecko powtorzy rok, a wykladowca i kolezanka niech sie udlawia swoja wielkodusznoscia i "zasadami". No i jakos zycie plynie, dziecku sie polepszylo, ja tez jakos sie ogarniam powoli ale coz sie dzieje! Pani "dobrze wychowana", jakby zapomniala juz jak mnie potraktowala, ciagle i bez konca oczekuje ode mnie jakis przyslug i jest ABSO-LUTNIE zaskoczona ze nie mam ochoty jej pomagac! Do tej pory miala ze mna wygodnie - na zmianie jest nas czasem dwie osoby i ja czesc obowiazkow wykonywalam za nia, a to zamknelam stanowisko pracy, a to zostalam dluzej i obslugowalam jej zadania bo ona musi wczesniej wyjsc... Ale teraz? Oczywiscie mowie "nie" za kazdym razem i nie zamierzam odpuscic nawet o krok. Nie mam zamiaru ulatwiac jej zycia w zaden sposob. Kiedy bylam na dnie kopnela mnie dodatkowo "w imie zasad", wiec teraz w imie zasad - niech pracuje do 5 i sama sobie zamyka swoje stanowisko pracy! Czy nie mam racji?



      Jest to rzecz jasna historyjka calkowicie zmyslona (w kontrze do postu startowego, ktory jest opowiastka 100% wyssana z palca wink). Nie twierdze, ze tak wyglada wersja drugiej strony. Ale z pewnoscia tak MOGLABY wygladac. Czy perspektywa sie zmienila? wink
      • aqua48 Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 08:38
        kieszonkowa napisał(a):

        Czy perspektywa sie zmienila? wink

        Nie. Jestem profesorem wyższej uczelni. Mam co semestr zorganizować moim studentom pisemne zaliczenie lub egzamin z wykładanych przeze mnie przedmiotów. Muszę starannie przygotować cztery nowe jego wersje - na termin zwykły, dwie poprawkowe i dla studentów którzy proszą o zdawanie przed terminem bo na przykład studiują dwa kierunki i terminy egzaminów im się pokrywają. Wszystkich studentów jestem zobowiązany potraktować JEDNAKOWO. Bo z tego też jestem oceniany. Czyli nie mam możliwości jednego z nich egzaminować do skutku, a reszcie która ma równie istotne problemy życiowe uniemożliwiające naukę jak ten jeden odmówić. Mam też obowiązek wystawienia studentom ocen do bardzo ściśle określonej daty, potem po prostu nie wejdę do uczelnianego systemu. Mimo to znajomi dalsi i bliżsi wysuwają żądania by tak właśnie postąpić, lub wręcz dać komuś zaliczenie bez zdanego egzaminu. Jeśli to uczynię i dowie się o tym dziekan, bo zadowolony student się komukolwiek pochwali że on to nie musiał się uczyć, zostanę po prostu wyrzucony z uczelni. Student natomiast będzie miał później poważne problemy z innym przedmiotem, do zaliczenia którego jest mu niezbędna wiedza wyniesiona z moich wykładów. Moi znajomi jednak nie chcą tego zrozumieć.
        Studenci w trudnej sytuacji mają możliwości regulaminowe - poprosić o przesunięcie sesji, przełożenie jednego egzaminu, lub wzięcie urlopu dziekańskiego. Nie chcą jednak z tych możliwości skorzystać, woląc iść na skróty i postąpić nieuczciwie.
        • verdana Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 09:05
          Ja też jestem profesorem i wiele lat prowadziłam zajęcia na uczelni. Student w ciężkiej życiowej sytuacji mógł zwyczajnie do mnie przyjść i powiedzieć, co się dzieje. Wtedy mogłam - lub nie - uwzględnić jego problem. Dziewczyna, której umarło dziecko na pewno nie zostałaby odesłana na powtarzanie roku. Ktoś, kto z przyczyn bardzo waznych nie może podejść do egzaminu także. Ale tego nie załatwia mamusia przez znajomych, tylko dorosły człowiek w rozmowie z wykładowcą. Można wziąć dziekankę. To nie jest jednak tak, że niezaleznie od problemów zyciowych oblewam i już. Radzę, co można zrobić - wziąć dziekankę, wziąć zwolnienie na termin poprawki, zdawać ustnie zamiast pisemnie. Nigdy studenci się nie buntowali, ze to niesprawiedliwe. Ale też nigdy nie zaliczyłam, bo mamusia prosiła.
          • kieszonkowa Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 11:54
            Verdana, aqua - ja rozumiem punkt widzenia profesora. Rozumiem tez punkt widzenia osoby, ktora odmiawia takiej przyslugi.

            Nie rozumiem natomiast punktu widzenia kocynder, ktora po tym jak sama odmowila komus uprzejmosci, sama chetnie nadal chcialaby sie tym kims wyreczac big_grin I w dodatku jest niemile zaskoczona faktem, ze ta osoba reaguje na nia alergicznie.

            Oczywiscie kocynder miala prawo odmowic przyslugi. Ale oczekiwanie, ze po czyms takim ktos w dalszym ciagu bedzie szedl jej na reke?? I ze to nie zmieni atmosfery w pracy, ze nadal bedzie koci koci buzi buzi?? Naiwne i egocentryczne.

            Mowiac komus "nie" trzeba liczyc sie z konsekwencjami. A reakcje ludzkie nie zawsze sa racjonalne i logiczne. Sprawe mozna bylo zalatwic bardziej dyplomatycznie. Dlatego odpowiadajac na pytanie z tekstu poczatkowego - nie, nie liczylabym na to, ze relacje w miejscu pracy sie poprawia xD
            • annthonka Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 12:08
              Jest różnica pomiędzy prośbą o zamknięcie stanowiska pracy, bo z jakichś powodów trzeba wyjść wcześniej z biura, a oczekiwaniem, że ktoś wpłynie na wykładowcę, żeby bez odpytania zaliczył nieukowi egzamin.
                • aqua48 Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 18:24
                  kieszonkowa napisał(a):

                  > co wiesz o tej osobie, ze z taka latwoscia ja obrazasz nazywajac nieukiem??

                  Kocynder napisała - "złośliwości pani nasiliły się, gdy jej córka oblała również poprawkę i przez to powtarza rok"...
                  Ja nie wiem czy dziewczyna jest nieukiem, niemniej jeśli liczyła, że mamusia "załatwi" jej ocenę przez koleżankę z pracy i nie nauczyła się porządnie do poprawki, to dobrze o niej nie świadczy.
                  • annthonka Re: Kłopotliwa sytuacja... 16.04.20, 12:43
                    > kieszonkowa napisał(a):
                    >
                    > > co wiesz o tej osobie, ze z taka latwoscia ja obrazasz nazywajac nieukiem
                    > ??

                    Gdyby dziewczyna miała poważny problem życiowy/zdrowotny/nagłą sytuację to poszłaby do wykładowcy z prośbą o przełożenie terminu. Jak pisała Verdana, wykładowca takie sytuacje bierze pod uwagę. A jeżeli zanosi się na to, że problem potrwa dłużej to wtedy się bierze dziekankę.

                    Tutaj oblała kolokwium, potem poprawkę i przez mamusię usiłuje załatwić zaliczenie po znajomości, tak żeby nie musieć w to wkładać żadnego wysiłku. No sorry. W takiej sytuacji w grę wchodzi albo lenistwo, albo brak wystarczających zdolności, żeby kontynuować ten kierunek studiów, ale wtedy lepiej chyba w ogóle zrezygnować.

                    • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 26.04.20, 21:21
                      Gwoli ścisłości - nie wiem czy to córka próbowała załatwić, czy tez mamusia sama z własnej inicjatywy. Niezależnie od tego jednak - jest (moim zdaniem) różnica pomiędzy prośbą "skoro idziesz do kadr możesz mi po drodze przynieść z archiwum dokumenty "ABC"?" albo "Słuchaj, muszę dziś wcześniej wyjść, szefowa się zgodziła. Zamkniesz moje stanowisko?", a "Moja córka oblała dwa razy kolokwium u twojego znajomego, weź jej załatw jeszcze jeden termin a najlepiej to żeby ten twój kolega jej wpisał zaliczenie do indeksu bez odpytywania"...
            • aqua48 Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 18:06
              kieszonkowa napisał(a):

              > Verdana, aqua - ja rozumiem punkt widzenia profesora. Rozumiem tez punkt widzen
              > ia osoby, ktora odmiawia takiej przyslugi.

              No jednak wpływanie na kogoś by po znajomości załatwił ocenę z egzaminu to nie jest przysługa ani uprzejmość, to korupcja, nepotyzm, łamanie zasad oraz regulaminu uczelnianego, czy jakkolwiek to nazwać z całą pewnością zachowanie naganne. Samo oczekiwanie od kogoś takiej "pomocy" jest złe..

        • aqua48 Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 09:32
          Gwoli wyjaśnienia NIE jestem profesorem wyższej uczelni, tekst powyższy napisałam jako przykładową odpowiedź, na przykładowe tłumaczenie prośby o nieuczciwe ulgowe potraktowanie studenta po znajomości, ale dobrze, że odezwał się też autentyczny profesor, czyli Verdana.
    • heniek.8 Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 11:48
      chyba trzeba się przygotować na pasywną agresję, a kiedy przekroczy granice to załatwić z przełożonymi
      dopóki wbija ci szpile bez świadków, to co zrobisz, twoich obowiązków nie musi przejmować,
      ale gdyby przekroczyła granice profesjonalnego zachowania, coś burknęła przy świadkach itp - to ja bym na spokojnie to wyjaśnił przy tych samych świadkach, sięgając do źródła jej motywów
        • heniek.8 Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 12:06
          co to znaczy wysługiwać się? rozumiem że prosiła koleżankę o coś tam, koleżanka odmówiła, miała prawo, do żadnego wysługiwania się nie doszło

          natomiast jakieś "wbijanie szpil" to już jest przekroczenie granic - zależy jeszcze jak to przebiega ale gdyby to nagrać i opublikować to by stawiało koleżankę w niekorzystnym świetle

          natomiast gdyby nagrać to że autorka prosi żeby coś tam za nią zrobić, a koleżanka odmiawia - to jest ok
          • kieszonkowa Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 16:27
            dokladnie - jednak miala prawo powiedziec nie, i druga takze ma prawo powiedziec nie.

            We wbijanie szpil niespecjlanie wierze. Raczej obstawiam wersje "babka zawsze mi szla na reke, ja - kocynder - co prawda powiedzialam jej nie jak szlo o losy jej dziecka ale nadal oczekuje ze ona bedzie za mnie robic, zamykac moje biurka itd".
            • heniek.8 Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 16:59
              nie wierzysz we wbijanie szpil a ja akurat wierzę i co?

              dziecko jest na studiach, jest wiele możliwości poprawienia wyników niż jakieś naciski na kadrę przez znajomą
              sam bym się wstydził wstawiać za swoim dzieckiem, nie mówiąc o tym że bym nie poprosił znajomego o to żeby on się wstawiał za moim dzieckiem

              ta paniusia studiuje medycynę i chciała się prześlizgnąć nad zajęciami z proktologii
              oczywiście ci tego nie życzę, ale jak kiedyś trafisz pod jej nóż to zobaczysz jaka jest różnica między dobym studentem, a takim co sobie załatwiał zaliczenia przez znajomości mamusi
              • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 17.04.20, 12:29
                Nie napisałam co prawda, że chodzi o medycynę, ale dokładnie! Ciekawe, czy Kieszonkowa chciałaby iść do lekarza, który zaliczenie podstawowych przedmiotów uzyskał na zasadzie załatwienia przez mamunię a nie rzetelnej nauki? Czy chciałaby mieszkać w domu wybudowanym przez inżyniera załatwionego przez mamusię, a nie znającego fach? I tak dalej... smile Powątpiewam...
                • heniek.8 Re: Kłopotliwa sytuacja... 17.04.20, 12:45
                  tak naprawdę i tak wiemy że nasi ledwie trójkowi koledzy z podstawówki ukończyli medycynę i są lekarzami bo mama czy tata pracowali gdzie trzeba smile
                  że BOR, WSI, czy jak te służby się nazywają to były i nadal są firmy rodzinne w dużym stopniu

                  ale popieram każdy krok w stronę normalności - że 20 lat temu dawało się łapówki w szpitalach, policji na drodze a teraz do głowy to nie przychodzi
                • mmoni Re: Kłopotliwa sytuacja... 18.04.20, 01:47
                  Przypomina mi to, jak w skeczach śp. Ewy Szumańskiej młoda lekarka od czasu do czasu musiała dyskretnie zerkać do encyklopedii zdrowia, bo jak "brali" jakieś tam zagadnienie, to on akurat była na czynie społecznym.
              • kieszonkowa Re: Kłopotliwa sytuacja... 19.04.20, 16:58
                heniek.8 napisał:

                > nie wierzysz we wbijanie szpil a ja akurat wierzę i co?
                >

                Otoz nic - ty wierzysz, a ja nadal jestem zdania ze rownie dobrze sytuacja moze wygladac tak, ze niejaka kocynder, przyzwyczajona do wyslugiwania sie innymi pracownikami, nagle znalazla sie w sytuacji krytycznego szoku bo oto ktos przestal spelniac jej nadprogramowe polecenia. I w te wersje bede wierzyc, i co?
                • aqua48 Re: Kłopotliwa sytuacja... 19.04.20, 18:03
                  kieszonkowa napisał(a):

                  > przyzwyczajona do wyslugiwania sie innymi p
                  > racownikami, nagle znalazla sie w sytuacji krytycznego szoku bo oto ktos przest
                  > al spelniac jej nadprogramowe polecenia.

                  Hmm.. każdy interpretuje sytuacje w swój sposób, ale świadczy to przede wszystkim o nim...
                  • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 19.04.20, 21:21
                    I tego nie neguję, że ma prawo. Natomiast Kieszonkowa, zdaje się, czyta tylko to co chce wyczytać... Nie "wysługiwałam się" koleżanką. W niewielkim zespole dotąd było po prostu NORMALNE, że jak jedna potrzebowała jakiejś tam pomocy w kwestiach "pracowych" to osoby będące razem na zmianie raczej starały się jej pomóc, a nie dowalić. Jednak jest (w każdym razie jak dla mnie) horrendalna różnica między prośbą o drobną pomoc w pracy, a oczekiwaniem, że się dla potomka "załatwi" po znajomości zaliczenie - co po pierwsze jest po prostu nieetyczne, po drugie nie ma żadnego związku z pracą, a po trzecie, realnie oceniając leży zdecydowanie poza moimi możliwościami, bo o ile owszem, znam tego wykładowcę w miarę dobrze, to jednak zdecydowanie nie na tyle, by prosić o złamanie wszelkich możliwych zasad!
                    I rzecz w tym, że dotąd koleżanka była po prostu dobrą koleżanką - życzliwą i WZAJEMNIE świadcząca drobne służbowe uprzejmości. Podkreślam to "wzajemnie", żeby Kieszonkowo się odtentegowała od "wysługiwania" - bo do niczego takiego nie dochodziło! I bywało np że ja przejmowałam część obowiązków koleżanki jak się źle czuła, bywało, że jej doradziłam jak załatwić kwestię danego klienta, żeby i on był zadowolony i firma itp. I nie poczytywałam sobie tego, że koleżanka się mną "wysługuje"! Po prostu pracujemy razem i musimy sobie pomagać. Ale już proszenie o załatwienie zaliczenia bez egzaminu dla dziecka, "bo ty znasz profesora" zdecydowanie wykracza poza wzajemna pomoc...
                    • heniek.8 Re: Kłopotliwa sytuacja... 19.04.20, 22:00
                      jak dla mnie, nie lubicie się z koleżanką w pracy i powód jest nieważny
                      tzn. dla ciebie ważny - bo starasz się przedstawić sytuację tak że ona nie ma powodu żeby cię nie lubić
                      ale zawsze jakiś powód się znajdzie smile

                      kiedyś w pewnej mojej pracy jedna pani nie lubiła drugiej pani (i skarżyła na nią) za to że pani2 nie podlewała jej roślin kiedy pani1 pojechała na wczasy smile
                      • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 19.04.20, 22:49
                        Heńku - o tyle nie masz racji, że do całej sytuacji z prośbą o "załatwienie" zaliczenia - koleżankę uważałam za jedną z bliższych w relacjach służbowych. Nie było żadnych problemów gdy byłyśmy razem na zmianie itd. Ba, nawet i teraz nie mogę powiedzieć, że jej nie lubię! Owszem, prośbą mnie wkurzyła, bo uważam ją za daleko wykraczającą poza "normy" relacji służbowej koleżeńskości oraz w ogóle poza normy relacji między ludźmi. Ale nie miałoby to żadnych konsekwencji (z mojej strony) poza chwilowym wkurzeniem, niesmakiem - ot, wyrwała się głupio i tyle. Niechęć budzi dopiero to, że pani już co najmniej kilkakrotnie podkreśla, że "koleżanki to" czy "koleżanki tamto" - dając do zrozumienia, że ja koleżeńska nie jestem. I nie ma po temu żadnych innych powodów poza moja odmową pośrednictwa u tego nauczyciela.
                        Nadmienię (znów, żeby Kieszonkowa pojęła) iż wcześniej niejednokrotnie bywało tak, że to ja przejmowałam niektóre obowiązki tej koleżanki czy pomagałam jej w sytuacjach służbowych - i nie odbieram tego, że się mną wysługiwała.
                        • heniek.8 Re: Kłopotliwa sytuacja... 19.04.20, 23:20
                          moje doświadczenie z pracy z różnymi ludźmi podpowiada mi, że kiedy dwie panie się nie lubią to obie mają ku temu ważne powody, gdyby tylko je o to zapytać smile

                          z tego co piszesz wynika że tamta pani ważnych powodów nie ma, więc powinna ci iść na rękę

                          no ale sama sobie zdajesz sprawę że coś tam może ci miećza złe, już mniejsza o konkrety, czasem może się człowiekowi coś przyśnić i na podstawie tego snu podejmuje decyzje

                          dla mnie zatem cała ta historia z córką, z profesorem itp, to jest ciekawostka, anegdotka ale bez znaczenia dzisiaj - opowiadasz to żeby pokazać moralną wyższość, ale gdyby tej sytuacji nie było, a ona by miała zły sen na twój temat i od tego dnia zmieniła swoje podejście, to rezultat byłby ten sam

                          praktyczne jest zastanowić się - czy chcę z nią pracować? jeżeli tak to jak ułożyć relacje? jeżeli nie to czy jest szansa na przetasowanie w oddziałach?
                          • baba88 Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 08:52
                            Trudno lubić kogoś kto nas do tego stopnia rozczarował. Bo nie wiem czy jest tu ktoś kto nigdy nigdzie z żadną głupotą się nie wyrwał, potem się opamiętał i było mu wstyd.Tu mamy sytuację nazwijmy rzecz po imieniu głupiej baby która nie dość że zażądała od koleżanki namówienia znajomego do popełnienia przestępstwa(paragrafy na to są, choć na ogół dostaje się zawiasy) to jeszcze upiera się przy swojej chorej wizji świata i koleżeńskości. Ja bym ją znielubiła za samo to że próbuje mnie przekonać do swoich niepachnących przekonań wmawiając swoim zachowaniem że moja wizja świata jest nieprawdziwa.To w psychologi ma swoja nazwę gaslighting i uważane jest za formę przemocy psychicznej.
                            • heniek.8 Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 08:59
                              ale problemem nie jest to czy powody dla których pani nie lubisz są słuszne (bo stosuje gaslighting) czy niesłuszne (bo twoja wizja świata jest nieprawdziwa)

                              każdy uważa że jego powody są słuszne, można się zagłębiać w oceny przeszłości dowolnie długo

                              prawdziwym problemem jest np. to - co autorka może zrobić, kiedy chce wyjść wcześniej z pracy? od koleżanki nie dostanie wsparcia
                              • baba88 Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 09:53
                                No Heniu, szacun za wyłuskanie problemu. Wg mnie sa w życiu sytuacje kiedy nic nie możemy zrobić. I tu mamy taką o ile nie nastąpią zmiany personalne. Jeśłi kocynder będzie miała problem życiowy -wizyta u lekarza specjalisty, jakies horrory szpitalne, może wziąć urlop albo zwolnić się u szefowej wyrażnie zaznaczając że koleżanka nie zrobi nam przysługi tylko potrzebne jest polecenie służbowe.
                      • kieszonkowa Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 10:09
                        Kolezanka kocynder nie lubi - ma i prawo do tego, i powod. Oczekiwanie kocynder ze kolezanka bedzie wykonywac za nia jakies obowiazki albo zalatwiac sprawy jest smieszne, dziwne i nie na miejscu. Kocynder powinna wreszcie to zrozumiec, a nie dziwic sie, dlaczego jest nielubiana w miejscu pracy.
                        • annthonka Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 10:25
                          Nie wiemy, czy Kocynder jest ogólnie nielubiana w miejscu pracy, ani czy oczekuje, że ktoś będzie za nią załatwiał sprawy.

                          Wiemy, że nie lubi jej koleżanka, która poprosiła o nieetyczną przysługę, a Kocynder odmówiła. Oczywiście takie prawo koleżanki, ale ostentacyjne demonstrowane tego jest po prostu niegrzeczne, nie mówiąc o tym, że utrudnia wspólną pracę.

                          Co do załatwiania za kogoś spraw - takie życie w biurze. Raz wcześniej musiała wyjść Kocynder, innym razem będzie musiała ta koleżanka.

                          Idąc Twoim tokiem myślenia branie urlopu byłoby śmieszne, dziwne i nie na miejscu, bo ktoś wtedy musi za ciebie wykonywać obowiazki przez tydzień.
                        • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 13:58
                          A ty umiesz czytać ze zrozumieniem (to poziom IV klasy szkoły podstawowej)? Czasem lepiej jest milczeć i wydawać się głupią, niż odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości...
                          Ogólnie jestem w pracy lubiana. Nie oczekuję, że koleżanka będzie za mnie pracować, nie "wysługuję się nią" - przy czym się TY non stop (idiotycznie) upierasz. Nota bene - koleżanka do swojej chamskiej propozycji - także potrafiła poprosić, żebym to ja za nią coś zrobiła, poszła do archiwum po akta dla niej itd - wysługiwała się mną? No, nie przecież! Szłam do innego działu to po drodze mogłam jej te akta z archiwum przynieść, żaden problem i żadna fatyga. Do podobnych przysług należy owo "zamknięcie stanowiska": wyłączenie komputera, powpinanie dokumentów do skoroszytów itp. Z mojej strony, dopóki ni8e nauczysz się czytać, koniec tematu - marsz do szkoły! tongue_out
        • 10iwonka10 Re: Kłopotliwa sytuacja... 16.04.20, 21:55
          To ironia ?
          >>>>cryingnp. gdy potrzebowałam wyjść wcześniej (za zgodą szefów - o ile koleżanka "zamknie" moje stanowisko pracy - odmówiła z komentarzem, że dla koleżanki by mogła, ale dla mnie nie itp).>>>
          A coz to za wysługiwanie jak sie pracuje w firmie to jest sie czescia zespołu jeśli szef sie zgodził na wcześniejsze wyjście Kocynder to koleżanki 'psim obowiązkiem' bylo zamknięcie jej stanowiska. Ja bym w takiej sytuacji ustaliła to otwarcie w obecności tej koleżanki i szefa.To jest praca i n ie ma tonic w wspólnego z jakimis prywatnymi przyslugami.
          • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 17.04.20, 12:25
            Dokładnie, Iwonko. Do tej pory - gdy któraś z nas potrzebowała tego typu pomocy - nie było problemu - KAŻDA z nas, prędzej czy później potrzebuje jakiejś pomocy i dotąd nie było nigdy problemów. Ja także tej koleżance świadczyłam podobne "służbowe" uprzejmości (nie, że w kwestii akurat wyjścia - chociaż być może również - ale np podpowiedzi jak rozwiązać jakąś sprawę z klientem itp) i nie miałam nijakiego poczucia "pomagania jej", po prostu dlatego, że pracujemy razem i tyle, innych argumentów nie trzeba. A okazuje się, iż fakt, że nie załatwiłam jej córeczce zaliczenia u mojego kolegi a tejże córeczki wykładowcy - wszystko zmienia.
            Rzecz w tym, że szef (a właściwie szefowa) siedzi w całkiem innym miejscu i trudno byłoby takie coś przeprowadzić, bo to trochę tak wygląda:
            Poszłam do kierowniczki
            - Czy mogę dzisiaj wyjść pół godziny wcześniej? Potrzebuję, gdyż...
            - Nie ma sprawy, jeśli ta, która jest z tobą na zmianie zamknie stanowisko o czasie.
            - Dziękuję. - wracam na stanowisko pracy
            - X, muszę dziś wyjść pół godziny wcześniej, zamkniesz moje stanowisko?
            - Nie. Dla koleżanki bym to oczywiście zrobiła ale dla CIEBIE?!
            I tak, ewidentnie te złośliwości zaczęły się, gdy odmówiłam "załatwienia" jej córeczce.
            • heniek.8 Re: Kłopotliwa sytuacja... 17.04.20, 12:32
              czyli sprawa się sprowadza do tego że nie lubi cię koleżanka z pracy z którą jakieś macie wspólne stanowisko, zależności itp.
              nie ma znaczenia z jakiego powodu cię nie lubi, w historii ludzkości bywały różne, w tym bardziej błahe

              jeżeli nie masz możliwości zmienić placówki, to zaciskasz zęby i oby do emerytury smile
    • lumeria Re: Kłopotliwa sytuacja... 15.04.20, 14:07
      >Otóż czas jakiś temu, gdy byłam w pracy zadzwonił do mnie tenże nauczyciel. Być może popełniłam niezręczność, ale koleżanka domyśliła się, że rozmawiam z tym właśnie człowiekiem.

      Przypadki chodzą po ludziach, ale to już jest koincydencja poziom fantastyczno-ufoludkowy.
      • baba88 Re: Kłopotliwa sytuacja... 16.04.20, 13:19
        Po prostu nie wyłączyła głośnomówiącego a pan się przedstawił.Rozmowa była serdeczna.Najciekawsze jest w tej historii to jak się mama opornej naukowo córeczki domyśliła.
        Niemniej problem nie jest totalnie z kosmosu. Świat naprawdę jest mały. Cóż zatem robić ? Dopóki pani nie łazi dookoła i nie obsmarowuje wobec innych współpracowników to nic nie można zrobić. Trzeba się mentalnie odciąć od kogoś kto wydawał się fajna osobą a okazał się głupim mściwym babiszonem, Chyba to rozczarowanie najbardziej boli. Przeżyć "załobę" po znajomości. O nic nie prosić.Niesprawiedliwe, ale głupi ludzie istnieją i potrafią uprzykrzyć życie.
    • koronka2012 Re: Kłopotliwa sytuacja... 17.04.20, 13:41
      Z tego pokroju osobą nie ma co wchodzić w układy. Nie naprawisz jej skrzywionego postrzegania rzeczywistości, a wiedząc że jest po prostu wredna - należy zmodyfikować własne postępowanie.

      Przykład - zamiast mówić: "muszę wcześniej wyjść, szefowa się zgodziła o ile zamkniesz" - mówić "zwolniłam się wcześniej u szefowej i niestety będziesz musiała zamknąć moje stanowisko". Do szefowej raczej nie zadzwoni żeby to zweryfikować...
      • heniek.8 Re: Kłopotliwa sytuacja... 17.04.20, 14:06
        koronka2012 napisała:

        > zamiast mówić: "muszę wcześniej wyjść, szefowa się zgodziła o ile za
        > mkniesz" - mówić "zwolniłam się wcześniej u szefowej i niestety będziesz musiał
        > a zamknąć moje stanowisko". Do szefowej raczej nie zadzwoni żeby to zweryfikowa
        > ć...

        nic nie wiesz jakie to stanowisko, czy w grę wchodzi odpowiedzialność, pieniądze, itp.
    • baba88 Re: Kłopotliwa sytuacja... 18.04.20, 10:59
      Ponieważ temat ciekawy a czasu na telefoniczne życie towarzyskie mam więcej to podzieliłam się ta historia z kilkoma osobami bo ciekawa byłam ich reakcji. I tylko przytoczę jako inny punkt widzenia, nie atakujcie mnie personalnie PLIIIIZ, bo swoje zdanie już wyraziłam.Otóz jedna z osób zapytanych przekazałaby "między słowami" info że jeśli koleżanka będzie nadal utrudniać życie to się kocynder z szefowa podzieli jakiego to rodzaju przysługi koleżanka się domagała. Subtelnie ale czytelnie. Druga osoba (choć oczywiście ta rada to musztarda po obiedzie) powiedziałaby że owszem , załatwi córce kolokwium pod warunkiem że pani namówi kogoś znajomego na popełnienie przestępstwa na nasza korzyść. Np koleżanka zna kogoś banku , albo ma znajoma ekspedientkę itp. Oczywiście warunek miałby charakter poglądowy żeby uświadomić koleżance o co prosi.
      • jadwiga1350 Re: Kłopotliwa sytuacja... 18.04.20, 16:47
        baba88 napisała:

        > jeśli koleżanka będzie nadal utrudniać życie to się kocyn
        > der z szefowa podzieli jakiego to rodzaju przysługi koleżanka się domagała. Sub
        > telnie ale czytelnie.

        Ryzykowne. Bo może okazać się, że szefowa ma ukochanego bratanka. Ten bratanek studiuje na kierunku, na którym wykłada pan profesor Sędziwój Nowak(albo dopiero planuje startować na medycynę i trzeba troszeczkę chłopaczkowi pomóc). I szefowa poprosi naszą Kocynder o przysługę. Tu już trudniej będzie naszej Kocynder wykręcić się od załatwiania, pomagania.
      • basia_styk Re: Kłopotliwa sytuacja... 19.04.20, 09:18
        baba88 napisała:

        > Oczywiście warunek miałb
        > y charakter poglądowy żeby uświadomić koleżance o co prosi.

        No co Ty, nie uświadomisz. Taka osoba widzi tylko siebie i swoich, nie potrafi spojrzeć na jakikolwiek problem obiektywnie, zawsze tylko przykłada własny punkt widzenia. Moim zdaniem po prostu należy maksymalnie ograniczyć kontakty i nie myśleć o jakichkolwiek przysługach/ułatwieniach służbowych.
      • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 19.04.20, 21:26
        Przyznam się, że mnie nieco kusiło (kusiło - to nie znaczy, że zamierzam tak postąpić, czy że uważam to za postepowanie słuszne!), żeby powiedzieć o całej sprawie wspomnianemu wykładowcy... Ponieważ wiem, że jest zdecydowanym wrogiem nepotyzmu w każdej postaci... Z tym, że nie, nie zamierzam tego zrobić. Głównie dlatego, że skrupiłoby się na dziewczynie - studentce, która być może nawet nie wie, że jej mamunia się tak wygłupiła...
        • horpyna4 Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 10:50
          No i właśnie już napisałam - należało odpowiedzieć koleżance, że po takiej prośbie o przysługę jej córka miałaby u tego wykładowcy nie tylko ten jeden egzamin do tyłu, ale przechlapane na zawsze. Co zresztą można jej i teraz powiedzieć - nie na zasadzie tłumaczenia się, tylko uświadomienia jej. I nie zaczynać, tylko powiedzieć przy okazji jakiejś złośliwości z jej strony.

          Można w ten sposób: "czy ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy, że istnieją ludzie nie znoszący nepotyzmu i ten wykładowca właśnie do nich należy?".
          • baba88 Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 11:00
            Na osoby w tym wieku myślące czarno-biało to niewiele można poradzić.W świecie tej pani wszędzie są jacyś krewni i znajomi królika którym się coś załatwia. I rzeczywiście są takie obszary życia społecznego ale i tam sa pewne ograniczenia.
          • kocynder Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 15:00
            Może... Z drugiej strony: osoba, która nie widzi nic niestosownego w propozycji, raczej się żachnie "ale jaki nepotyzm! Ja cię tylko poprosiłam o życzliwą koleżeńskość, a nie jakieś tam protekcje! To całkiem co innego!"...
                • baba88 Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 17:47
                  Nie znasz Kocynder a z jej wpisów ani razu nie wynikło cokolwiek co mogłoby wskazywać na moralnośc Kalego. Twój wpis świadczy o tym że mentalność prezentowana przez koleżankę trzyma się mocno.
                • aqua48 Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 17:50
                  jadwiga1350 napisała:

                  > Gdyby tak córka Kocynder oblała kolokwium...
                  > I profesor Sędziwój z Szubina mógł pomóc..

                  Dla mnie równie zastanawiające jest nazwanie pomocą próby wymuszenia na profesorze by wystawił komuś dobrą ocenę za..brak wiedzy co traktowanie czegoś takiego jako należnej przysługi koleżeńskiej...
                  • horpyna4 Re: Kłopotliwa sytuacja... 20.04.20, 20:31
                    Dla niektórych normalne jest załatwianie prawa jazdy za łapówkę. Pamiętam, jak kiedyś mocno się zdziwiłam, gdy jakaś mamuśka bez żenady opowiadała, że synalkowi tak załatwiła (było to jakieś 20 lat temu, w niewielkim miasteczku). Chyba w jej środowisku było to ogólnie przyjęte... a potem takiemu synalkowi przydrożne drzewo wyskakuje na środek szosy i atakuje jego ukochane autko.
                    • aqua48 Re: Kłopotliwa sytuacja... 21.04.20, 09:31
                      No więc właśnie 20 lat temu, Na wsi na której jeżdżę na wakacje 35 lat temu wszyscy załatwiali sobie prawo jazdy w ten sposób, że jako tako opanowywali kierowanie autem, a potem płacili za dokument, następnie głównie po pijanemu lądowali tymi autami w rzece, lub na kimś jadącym z przeciwka. Niestety często ze skutkiem śmiertelnym.
                        • aqua48 Re: Kłopotliwa sytuacja... 21.04.20, 10:59
                          baba88 napisała:

                          > Ich samych to pod nagrodę Darwina można by podciągnąć, chętnych do jazdy z nimi
                          > też ale oni zabijali Bogu ducha winnych innych ludzi na drodze.

                          Wiesz, starsi ludzie jeszcze jeździli ostrożnie, ale najgorsi byli (i są niestety nadal) młodzi wracający lub jadący na wiejskie dyskoteki, nachlani, naćpani i często jadący mimo już odebranego za poprzednie wybryki prawa.. Ginęły przez takich "młodych bogów", także dziewczyny które podwozili i malutkie dziecko z auta w które wjechali..
                          No tragedia. Opieprzyłam kiedyś taką matkę. Syn wracał nachlany po nocy (na szczęście sam) i skasował auto w rowie, a ona jego brata (drugiego syna) chciała podstawić jako kierowcę, bo.. tamten już miał odebrane prawo jazdy za jazdę na gazie i tym razem wsadziliby go do ciupy. Powiedziałam jej wprost, że mają wszyscy więcej szczęścia niż rozumu bo nikt nie ucierpiał. A mogło się skończyć nie utratą auta, tylko życia i zdrowia. Jeśli jej durnego syna to pół biedy, ale jeśli kogoś innego...Nie wiem czy ona tak do końca zrozumiała, ale chłopakowi dobrze zrobiło 3 miesięczne bodaj więzienie.
                          Tak się wcześniej czy później kończy załatwianie czegokolwiek po znajomości lub za pieniądze..
                      • jadwiga1350 Re: Kłopotliwa sytuacja... 23.04.20, 23:15
                        Bo załatwianie czegoś to wieś, zamierzchłe czasy, patologia, obskurantyzm, ciemnogród.... Nie ma tak miło. Wystarczy posłuchać nagranych potajemnie polityków, celebrytów, biznesmenów, a może łuski z oczu spadną.

                        Czy wszelkie głosy przeciwko załatwianiu wynikają z nonkonformizmu? Śmiem wątpić. Znam kogoś, kto ma załatwioną pracę(wcześniej studia), prawo jazdy, a bardzo potępia nepotyzm i różne takie "po znajomości"
                        (Nie chce dzielić się kawałkiem tortu??)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka