Dodaj do ulubionych

O "narzucaniu się ...."

31.08.20, 18:53
Gdzie przebiega granica pomiędzy chęcią udzielenia pomocy a "narzucaniem się " ?
Obserwuj wątek
        • aqua48 Re: O "narzucaniu się ...." 31.08.20, 21:55
          xawery39 napisał:

          > W filmach , po odmowie , bohater mówi "nalegam " i druga strona wyraża zgodę

          Ostatnio oglądam film o bardzo przystojnym Lucyferze, który robiąc sobie na ziemi wakacje od piekła prowadzi klub nocny w Los Angeles. Nie musi nalegać, większość kobiet wyraża zgodę od pierwszego razu.
          • minniemouse Re: O "narzucaniu się ...." 01.09.20, 04:00
            aaach Lucyfer 🥰

            gdzie przebiega granica.. ktoś już to bardzo ładnie określił, od siebie dodam tyle -
            może to jest jeszcze tez jak w pospolitym powiedzeniu: "liczy się jakość nie ilość" - bo da się wyczuć jak długo/ile razy czyjaś pomoc jest mile widziana a w którym momencie zaczyna budzić zniecierpliwienie. to widać po minie/wyrazie twarzy, widać po zachowaniu, słychać po tonie głosu itp...
            bardzo, bardzo mętnie świta mi po zakamarkach (nie)pamięci pewna opowieść (może to z Księgi Dżungli??) o dwóch zwierzątkach z których jedno, ogromnie zmęczone chciało na chwile się położyć a drugie by je otoczyć jak najlepsza opieka w tym czasie, co chwila, wyrywając to zmęczone
            ze snu, dopytywało się: " może chcesz poduszkę pod głowę? a może chcesz się napić wody? a nie jest ci za gorąco? a za zimno".. itd itp aż się zmęczone zwierze zerwało i powlokło dalej...
            (mogła to tez być Pańczatantra)

            Minnie
        • la_felicja Re: O "narzucaniu się ...." 01.09.20, 14:54
          xawery39 napisał:

          > W filmach , po odmowie , bohater mówi "nalegam " i druga strona wyraża zgodę
          > .
          >

          Zwłaszcza, kiedy bohater mówiąc "nalegam" wyciąga Colta zza pazuchy...

          A na poważnie, takie "nalegam" jest okropnie protekcjonalne, pretensjonalne i przestarzałe.
          • la_felicja Re: O "narzucaniu się ...." 01.09.20, 21:47
            Ale wątek jest o proponowaniu pomocy, a nie podrywaniu dziewczyn.
            Kiedy zapraszasz dziewczynę na kawę, to nie rozumiem, dlaczego miałaby odmawiać, jeśli ma ochotę sięna tę kawę zgodzić.
            Z przyjmowaniem pomocy jest inaczej - ktoś może naprawdę jej potrzebować, ale np został nauczony, że sam ma sobie radzić, wstydzi się, że wyjdzie na niedojdę, albo też nie chce robić kłopotu. ALbo myśli, że tak naprawdę nie chcesz mu pomóc, robisz to tylko z litości itp

            Natomiast jak zapraszasz kobietę na kawę, to ona wie, że naprawdę chcesz się z nią umówić. Zupełnie inna para kaloszy.
    • annthonka Re: O "narzucaniu się ...." 01.09.20, 09:13
      Po jednorazowym ponowieniu propozycji.

      Za pierwszym razem ktoś może naprawdę nie mieć czasu np. na spotkanie, ale jeżeli odmówi drugi raz to można przypuszczać, że spotkać się nie chce i kolejne pytanie byłoby już narzucaniem się.
      • la_felicja Re: O "narzucaniu się ...." 01.09.20, 14:56
        No, chyba że ta druga strona niby odmawia, ale mową ciała i tonem głosu pokazuje, że jednak chciałaby pomoc przyjąć, ale się wstydzi. Wtedy, myślę, jeden raz można propozycję ponowić. Ale nie więcej.
        • xawery39 Re: O "narzucaniu się ...." 01.09.20, 19:36
          W moim dzieciństwie było powszechne wśród dzieci wiejskich nie odzywanie się do osób obcych a pozdrawianie tylko znajomych lub spokrewnionych . Słyszałem takie pouczenie od starszych kolegów " Jak chcesz do mnie coś powiedzieć , to stań na baczność , i milcz " . Można dociekać skąd się wzięła taka postawa , być może z feudalnych nierówności stanowych , kiedy "pracowity " musiał kornie ze spuszczoną głową słuchać poleceń " urodzonego " . Dzieci z miasta zachowywały się odważniej i poprzez zwykłe " dzień dobry " do obcych lepiej na tym wychodziły . Te wpojone w dzieciństwie zasady to ciężki bagaż psychiczny , stąd i temat przeze mnie poruszony .
          • la_felicja Re: O "narzucaniu się ...." 01.09.20, 21:30
            xawery39 napisał:

            > W moim dzieciństwie było powszechne wśród dzieci wiejskich nie odzywanie się
            > do osób obcych a pozdrawianie tylko znajomych lub spokrewnionych . Słyszałem t
            > akie pouczenie od starszych kolegów " Jak chcesz do mnie coś powiedzieć , to s
            > tań na baczność , i milcz " . Można dociekać skąd się wzięła taka postawa ,
            > być może z feudalnych nierówności stanowych , kiedy "pracowity " musiał korni
            > e ze spuszczoną głową słuchać poleceń " urodzonego " . Dzieci z miasta zacho
            > wywały się odważniej i poprzez zwykłe " dzień dobry " do obcych lepiej na tym
            > wychodziły . Te wpojone w dzieciństwie zasady to ciężki bagaż psychiczny , s
            > tąd i temat przeze mnie poruszony .
            >

            Ale co to ma do udzielania pomocy? Kto miałby być tym "Pracowitym" - osoba, która oferuje pomoc, czy adresat tej oferty?
            Może doprecyzuj, o co Ci chodzi? Czy o taką sytuację, kiedy chcesz zaoferować pomoc komuś nieznajomemu, np widzisz, jak nieznajomej kobiecie rozsypały się zakupy na ulicy i nie wiesz, czy wypada podejść i pomóc pozbierać, czy to nie będzie narzucanie się?

            • xawery39 Re: O "narzucaniu się ...." 02.09.20, 06:15
              "Pracowity" - tak określano niegdyś nie szlachcica , który był "urodzony ". Miałem na myśli pozoałości z czasów feudalnych w zwyczajach wiejskich pokutujących w wychowaniu dzieci . "Dzieci i ryby głosu nie mają ' ". Dziecko nie smie odezwać się pierwsze wobec starszego , aż je zapytają . Zostało to wojsku gdzie niższy stopniem ma słuchać starszego . Przytaczam tu wypowiedż pilota, który zestrzelił samolot koreański w 1983 roku : " Dlaczego widział pan , że to samolot pasażerski ,a nie szpiegowski i nie powiedział to przełożonemu ? " " Bo mnie o to nie pytano "
            • xawery39 Re: O "narzucaniu się ...." 02.09.20, 06:46
              Tak właśnie ! Starszej osobie bym się nie wahał , ale w przypadku młodej miałbym wątpliwości , bo a nuż pomyśli sobie , że pod pretekstem pomocy chcę ją poderwać ? A to dopiero wstyd !
              A "pracowity " , tak określano w dokumentach nieszlachcica w czasach feudalnych .
              Zaproszenie do tańca kobiety mnie zawsze krępowało . Starszej nie wypada , bo to poważna i surowa matrona . A młodą ? Chyba że to ona sama zaprosi , bo jak tu objąć taki kwiat ! "Pannę , madonnę , legendę tych lat " !
              • la_felicja Re: O "narzucaniu się ...." 02.09.20, 11:34
                No to Cię uspokoję - jeśli widzisz kogoś kobietę w opałach typu rozsypane zakupy czy za ciężka walizka, zawsze wypada podejść i zaproponować pomoc - niezależnie od wieku i urody pani.
                Tyle, że kiedy opdpowie "dziękuję, poradzę sobie" - wtedy już propozycji ponawiać nie należy. Nie należy się też obrażać czy przejmować odmową - po prostu uśmiechnąć się i odejść.
          • aqua48 Re: O "narzucaniu się ...." 02.09.20, 09:02
            xawery39 napisał:

            > W moim dzieciństwie było powszechne wśród dzieci wiejskich nie odzywanie się
            > do osób obcych a pozdrawianie tylko znajomych lub spokrewnionych .

            Przedziwne. Ja mam zupełnie inne doświadczenia, odwrotne. Ludzie na wsiach starsi i młodsi pozdrawiali każdego przechodzącego, prawdopodobnie dlatego że wsie mało liczne i było podejrzenie, że to ktoś znajomy/powinowaty/krewny itp, natomiast ci z miasta zazwyczaj nie bo w miastach większość ludzi to nieznajomi i po prostu nie ma takiego zwyczaju. Kilka lat temu jeszcze dojeżdżałam do pracy pod miasto do małej miejscowości i tam również każde przechodzące dziecko grzecznie mówiło "dzień dobry" nieznajomym.
          • minniemouse Re: O "narzucaniu się ...." 04.09.20, 03:00
            xawery39 napisał:
            Słyszałem takie pouczenie od starszych kolegów " Jak chcesz do mnie coś powiedzieć , to stań na baczność , i milcz ". Te wpojone w dzieciństwie zasady to ciężki bagaż psychiczny , stąd i temat przeze mnie poruszony .

            ja byłam podobnie wychowywana. tzn wśród nas miejskich dzieci tego nie zauważyłam ale faktycznie dorośli wymagali zachowania na zasadzie "gdy dorośli mówią, czekaj aż ktoś skończy". musiałam powiedzieć przepraszam i czekać aż się do mnie mama lub tata lub ktokolwiek zwróci "tak, dziecko?".

            Dzieci z miasta zachowywały się odważniej i poprzez zwykłe " dzień dobry " do obcych lepiej na tymwychodziły . Te wpojone w dzieciństwie zasady to ciężki bagaż psychiczny , stąd i temat przeze mnie poruszony .

            można się tego spokojnie wyzbyć poprzez po prostu ćwiczenia czyli mówienie do ludzi pamiętając ze to przecież zwykli ludzie, tacy sami jak ty. czy to szary pracownik, czy manager pietra czy CEO - to zwykli najzwyklejsi ludzie. dobrze jest tez nauczyć się kilku grzecznych, neutralnych formułek jakimi w końcu większość bez trudu posługuje sie w momentach wtrącania się np "przepraszam bardzo, czy mógłbym na moment...", "przepraszam, chciałem tylko poprosić/zapytać o...", "najmocniej przepraszam, poproszę w wolnej chwili o uwagę/moment rozmowy..." albo nawet prosto z mostu "przepraszam, potrzebuje porozmawiać, będę tu czekać.."
            W tym nie ma nic niegrzecznego jeśli nie ma innej rady aby zwrócić na siebie uwagę a ryzyko ze okazja na spotkanie z XYX przepadnie jest zbyt wielka. a w każdym razie, jest to wybaczalny postępek, IMO.


            Minnie
            • xawery39 Re: O "narzucaniu się ...." 04.09.20, 10:48
              My Polacy na tle narodów zachodu wykazujemy nadal wiele zachowań rodem z czasów feudalnych rodzaju pan -chłop. Z drugiej strony to co obserwuję na filmach amerykańskich odstrasza mnie nieraz prostactwem i prymitywizmem . Co gorsza , przenika to i do naszego kraju zwłaszcza do młodzieży płci żeńskiej , która potrafi posługiwać się wulgaryzmami publicznie .
              Gdzie się podziały te damy przy któ
                • minniemouse Re: O "narzucaniu się ...." 05.09.20, 00:20
                  No cóż, nieraz sama ubolewam jak jest ale co da ubolewanie i żale? najlepiej jest dawać przykład i edukować i coś robić w tym kierunku, np szerzyć wiedzę, zachęcać do poprawy manier itp
                  Mnie się wydaje ze ludzie tęsknią do lepszych manier, o czym świadczą choćby ostatnio popularne "angielskie herbatki" dla dzieci, właśnie w celu uczenia je jak się zachowywać przy stole i w towarzystwie.
                  Może gdyby było coraz więcej chętnych na naukę Savoir Vivre w szkołach od podst do wyższych to byłyby efekty?
                  Jak ja bym chciała żeby tu tak było....

                  Minnie
          • la_felicja Re: O "narzucaniu się ...." 01.09.20, 21:41
            No właśnie, ja zawsze chciałam być samodzielna i nie obciążać innych swoją osobą, dlatego staram się przyjmować pomoc tylko wtedy, kiedy już nie mam innego wyjścia. Dlatego, kiedy np nie miałam samochodu, a znajomi proponowali, że mnie gdzieś podwiozą, pierwszym odruchem zawsze była odmowa.

            Czasami jednak słyszałam w odpowiedzi: No weź się nie wygłupiaj, przecież i tak jedziemy w tamtym kierunku, po co masz moknąć na deszczu itd - to wiedziałam, że dalsze odmawianie sprawiłoby im przykrość.
            Ale to nie było tak, że odmawiając pierwszy raz liczyłam na ponowienie oferty. Zazwyczaj naprawdę wolałam iść lub złapać autobus.
          • aqua48 Re: O "narzucaniu się ...." 02.09.20, 08:55
            Często odmawia się pierwszy raz bo nie chce się nawiązywać kontaktu ani nie potrzeba żadnej pomocy ap o uporczywym naleganiu człowiek się zgadza myśląc - a już niech mu będzie, może wreszcie wtedy się ten natręt odczepi...
      • xawery39 Re: O "narzucaniu się ...." 01.09.20, 19:45
        Te zahamowania inicjatywy interpretowane kiedyś jako "narzucanie się " to nie tylko mój problem . Jeden z moich starszych kolegów , pracowników Uczelni zwrócil mi kiedyś przestrogę abym nie zagadywał studentek , bo każda pomyśli , ,ze ją "podrywasz" .I tak pozostał dozgonnie starym kawalerem !
        • xawery39 Re: O "narzucaniu się ...." 02.09.20, 06:55
          Ludziom mającym o sobie wygórowane mniemanie nie należy pomagać , gdyż nie chcą się przyznać do żadnej słabości . Oni mogą tylko rozkazywać . Tak często zachowywały się się kobiety np. panna Izabela z "Lalki ".

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka