Dodaj do ulubionych

Po wypadku...

28.11.20, 10:26
Czas jakiś temu byłam u mojego lekarza - specjalisty. Z góry zaznaczę, że jest to człowiek co prawda młody, ale nader sumienny, rzetelny i wyjątkowej klasy specjalista. Pomimo to przez te kilka lat, które jestem pod jego opieką - zaledwie dwa razy zdarzyło mu się spóźnienie, zawsze w poradni przyszpitalnej i uzasadnione sytuacją alarmową na oddziale, na którym jest lekarzem. Nie robi nagminnie przerw na kawę, jest kompetentny itd. Ale ad rem:
Byłam zarejestrowana powiedzmy na 15:00, lekarz powinien przyjmować od 14:00. Tymczasem gdy przyszłam - doktora jeszcze nie było, a grupka pacjentów pod gabinetem zaczynała "szemrać". Gniewne pomruki skwitowałam tylko, że lekarz z zasady się nie spóźnia i skoro jeszcze go nie ma - zapewne zdarzyło się coś nadzwyczajnego co go zatrzymało i zaczęłam czytać. Lekarz przybiegł (dosłownie!) około pół godziny później - w rozpiętej kurtce (czyli nawet nie poszedł najpierw na oddział się przebrać), w marynarce i koszuli pomiętych i poplamionych krwią... "Przeprosił za spóźnienie, wyjaśnił, że w drodze był świadkiem wypadku samochodowego i udzielał pierwszej pomocy z czego właśnie wynikło opóźnienie, zaznaczył, że skoczy tylko na oddział zostawić okrycie wierzchnie i zaraz zejdzie do gabinetu. Od razu też podkreślił, że pomimo przesunięcia "godzinowego" - przyjmie wszystkich zarejestrowanych na dany dzień, tylko nieco później. Gdy poszedł ludzie zaczęli wręcz głośno sarkać, że na pewno nie było żadnego wypadku a on sobie kawkę pił, że wszyscy lekarze tacy itp. Ponieważ wiedziałam, że z czytania nici książkę schowałam i kilkakroć przerywałam "najeżdżanie" na grupę zawodową, że może w innych przypadkach, nie wiem, ale TEN konkretny specjalista... Zaskoczyły mnie reakcje innych - od że "jestem smarkata i się nie znam" (mam 40+) po "na pewno daję d... lekarzowi i temu go bronię" (serio!)...
Nie pytam, czy jest ok uogólnianie, że "wszyscy lekarze" coś tam - bo nie jest. Nie pytam, czy powinnam temu specjaliście powtórzyć co jego pacjenci o nim wygadywali - bo wiem, że nie, nic by to nie zmieniało a tylko zrobiło mu przykrość. Ale tak się zastanawiam... Czy serio ludzie uważają, ze KAŻDĄ negatywną opinię trzeba uzewnętrzniać? I że każdy, kto w danej kwestii ma opinię pozytywną musi być jakoś osobiście zaangażowany w sprawę?
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: Po wypadku... 28.11.20, 12:20
      Chamstwo ma to do siebie, że jest głośne, bezmyślne i agresywne.

      Nawiasem mówiąc, ten lekarz powinien był zadzwonić do rejestracji i powiedzieć, co się stało. Nawet już po udzieleniu pomocy, bo byłoby to i tak trochę wcześniej, niż przyszedł. I to rejestratorka powinna wtedy podejść do czekających pacjentów i powiedzieć, co się stało. Również zapewnić, że lekarz przyjmie wszystkich.

      Jeżeli nawet ktoś był wściekły, to miałby czas na ochłonięcie. Zresztą od rejestratorki przyjęte byłoby to znacznie spokojniej.
      • anula36 Re: Po wypadku... 28.11.20, 22:47
        no to bys sie zdziwila, po rejestratorce dopiero jezdzasmile pisze to jako byla rejestratorkasmile zaloze sie ze kazdy z z tych sarkajacych wchodzac do lekarza rozplywal sie w usmiechach i zapytywal czy napewno nic mu sie nie stalo przy tej dzielnej akcji i rozplywal sie w pochwalach, odwaga pacjenta zawsze konczy sie po tej stronie drzwi do gabinetusmile
        • kocynder Re: Po wypadku... 29.11.20, 00:54
          Pewnie tak... Ja się nie rozpływałam, chociaż, przyznaję, że zapytałam o ten wypadek.
          A swoją drogą - czy ludzie, którzy wprost podważali w ogóle fakt tego wypadku nie zauważyli pobrudzonych krwią marynarki i koszuli? Myśleli, że nie wiem, sam sobie poniszczył ciuchy, żeby uwiarygodnić "alibi"?
          I masz rację, rejestratorce by się na pewno oberwało do słuchu, bardziej niż lekarzowi...
          • anula36 Re: Po wypadku... 29.11.20, 01:17
            szczerze? wiekszosc ludzi teraz widzi tylko to co sami chca. Po prostu tak jest czy nam sie podoba czy nie. Moze mysleli ze to keczup z burgeratongue_out albo byli przekonani ze doktor wraca z komercyjnego zabiegu bo przeciez tym lekarzom to kasy ciagle malotongue_out
            Z drugiej strony obserwujac latami ludzi pod gabinetami, nabralam przekonania ze ich trudne zachowania wynikaja w duzej mierze ze strachu, takiego zwyklego ludzkiego strachu, ze wyniki okaza sie zle, ze sie dowiedza czegos strasznego, nadzieja miesza sie ze zwatpieniem , bo juz im 5 lekarzy nie pomoglo a czy ten pomoze? Czesto umordowani bolem, trudnymi objawami, totalnie nie zrozumieni przez swiat medyczny, zostawieni sami sobie. Choroba to trudne doswiadczenie, zwalszcza teraz kiedy nie ma w nas i w swiecie zgody na slabosc, nieprzydatnosc, starosc itp.
            • anula36 Re: Po wypadku... 29.11.20, 01:19
              Zdarza sie tez ze cala frustracja za poprzednich medykow skupia sie na tym do ktorego wlasnie wbijaja.
              Wydaje mi sie ze wszystkie te okolicznosci sa jakby glebsze niz taki podstawowy SV, bardziej skomplikowane, budzace emocje ktore ciezko opanowac.
              • minniemouse Re: Po wypadku... 29.11.20, 02:53
                Nie usprawiedliwiam, oczywiście, bo towarzystwo zachowało sie obrzydliwie, ale okoliczności łagodzące mogą być takie iz teraz jest stress związany z covid i obostrzeniami. może pacjenci byliby bardziej wyrozumiali gdyby życie przebiegało jak zawsze, ale nie przebiega. tak OT zauważam.

                Minnie
                • horpyna4 Re: Po wypadku... 29.11.20, 08:39
                  Mimo wszystko nic nie usprawiedliwia atakowania założycielki wątku przez innych pacjentów w aż tak chamski sposób.
                  Insynuacje, zwłaszcza wygłaszane publicznie, zawsze są czymś obrzydliwym.

                  Mogli poprzestać na słownym wyżywaniu się na tym lekarzu, pewnie trochę ulżyliby sobie.
                  • anula36 Re: Po wypadku... 29.11.20, 13:36
                    oczywiscie ze nie,ale zdarza sie, powiem ci ze sama bym nigdy nie wpadlam, jak ludzie potrafia byc chamscy sami z siebie, siedze kiedys w kolejnce do geriatry w sprawie czyjejs kto ma uprawinienia inwalidy wojennego, a wiec wbijam bez kolejki , na co slysze " patrz na ta mloda ( powiedzmy mloda, mam 50 lat), musiala wyjsc za jakiegos starego dziada,zeby tylko moc korzystac z uprawnien", oswiadczenie to wyglosil pan rowniez uprawniony siedzacy w poczekalni z zona, ktora z jego uprawnien korzystala....
                • anula36 Re: Po wypadku... 29.11.20, 13:30
                  to nie ma nic wspolnego z covidem.
                  Domyslam sie ze wizyta byla platna, teraz( i od kilku paru lat w POlsce przynajmniej) lekarz "komercyjny"przestal byc lekarzem, jest w mentalności pacjentow uslugodawca "place wiec wymagam" , ma mnie wyleczyc teraz i natychmiast, zadnych spoznien i opoznien, a jak bedzie niemily, albi nie spelni moich oczekiwan i wymagan wysmaruje mu sie negatywna opinie na Znanym Lekarzu, opiniach Google i 10 innych portalach.
                  BTW w tej chwili bardzo rzadko gromadza sie pacjenci w poczekalniach - przewaznie sa " na wymianke" umowieni tak,ze jeden wychodzi, a nastepny wkracza.
                  W dzisiejszych czasach jedyna specjalizacja gwarantujaca jaki taki spokój w pracy medyka to patomorfologwink
                  • kocynder Re: Po wypadku... 29.11.20, 18:17
                    Nie, Anulo, wizyta nie była płatna. W poradni przyszpitalnej całkowicie na NFZ.
                    I, jak napisałam - ten akurat lekarz, który mnie "prowadzi" od kilku już lat z zasady jest człowiekiem punktualnym, rzetelnym i kompetentnym, acz nie mam pojęcia ni czy ma prywatną praktykę ani tez jakie ma opinie na portalach.
                    Napisałam, że było to "jakiś czas temu". Nie w ubiegłym tygodniu. 3smile Acz nawet gdyby pacjenci byli umówieni na konkretne godziny to przy takiej "obsuwie" czasowej - i tak by się zgromadzili na korytarzu w co najmniej te kilka osób...
                    Lekarz zdecydowanie nie jest patomorfologiem - kardiolog. smile
                    • anula36 Re: Po wypadku... 29.11.20, 22:07
                      raczej gromadziliby sie przed wejsciem do przychodni bo takie sa teraz wytycznesmile ew co 2 miejsce w poczekalni, a sercowcy mysle ze sami z siebie zajeliby co 3 miejsce, jako covidowa grupa ryzyka)
                      W wersji NFZ tylko raz mialam do czynienia z takim hard corem kiedy lekarz w poradni przyszpitalnej startowal teoretycznie o 15.00 zawsze spozniony bo schodzil z bloku, poradnia wojewidzka wiec ludzi tylu ze konczyl kolo 22..., ja w kazdym razie ze mialam blisko od 2 razu przychodzilam juz kolo 21 i zawsze jeszcze ktos tam tkwil pod gabinetem... narzekan nie bylo, kazdy dzielnie czekal na swoja kolej , lacznie z gosciem ktorego raz przywiozlo pogotowie i lezal na noszach pod gabinetem.
                      Raz solidarnie przepuscilismy pania z synem ktory mial o ktorejs tam godzinie byc podlaczony do dializy otrzewnowej.
                      No i raz te gadki u geriatrysmile
                      Ale odpowiadajac wprost na pytanie w tytule postawione tak smialo, tak,niestety tak, ludzie uwazaja ze wszystko trzeba uzewnetrznic, bo licze sie ja ja, ja , ja co ja mysle, co ja czuje , ja ja, ja po trzykroc ja...
                      • kocynder Re: Po wypadku... 30.11.20, 11:40
                        Wiesz, gdyby ten lekarz się spóźniał nagminnie, albo co pół godzinki robił sobie przerwę a to na kawkę, a to na coś tam - to zapewne też miałabym do niego stosunek mniej wyrozumiały. Ale, jak napisałam - przez kilka lat, kiedy mnie "prowadzi" - spóźnił się zaledwie dwa razy, zawsze zaś jego nieobecność na czas była uzasadniona sytuacją alarmową na oddziale, na którym jest lekarzem. I za każdym razem przyjmował wszystkich pacjentów zapisanych na ten dzień, tyle, że z "obsuwą" czasową.
                        I może z jednej strony ci "sercowcy" podenerwowani itd. Z drugiej - wiem, że ten lekarz tak "ustawia" sobie pracę, że na inny dzień umawia trudne przypadki, na inny "przeglądy". Ja byłam na właśnie takim "przeglądzie" - czyli sytuacja de facto opanowana, nic się nie dzieje, ale ze względu na zaszłe zdarzenia chorobowe - lekarz chce mieć wgląd w ewentualny rozwój. Więc przypuszczam, iż i pozostali pacjenci to w większości byli tacy jak ja, właśnie "bezpieczni", na różnorakie kontrole itp. I nie, sytuacja epidemiczna nie usprawiedliwia ani zarzucania dobremu specjaliście lekceważącego stosunku do chorych (na Zeusa - będąc świadkiem wypadku udzielał pierwszej pomocy!), ani też zarzucania osobie go "broniącej" jakichś pozazwodowych kontaktów czy głupoty/naiwności.
                        I na koniec: a wiesz czemu ci właśnie ludzie, którzy uważają, że wszystko trzeba uzewnętrznić, nie czują potrzeby uzewnętrznienia np "Podziwiam tego lekarza, mimo że wiedział iż zaczyna pracę i się spóźni (co poskutkuje, że będzie musiał dużo dłużej zostać pod wieczór w pracy) nie zawahał się i ratował życie osób poszkodowanych w wypadku"?
                        • horpyna4 Re: Po wypadku... 01.12.20, 09:43
                          Chyba duże znaczenie ma to, że byli tam pacjenci "bezpieczni". Podejrzewam, że ci naprawdę chorzy zachowywaliby się lepiej.

                          Wśród "bezpiecznych" bywa sporo osobników ze skłonnościami do hipochondrii i to oni często mają postawę roszczeniową; uważają, że wszystko im się należy i są pępkiem świata, a wszystko inne ma się koło nich kręcić jak w zegarku.

                          Człowiek naprawdę chory zdaje sobie zwykle sprawę, że jest coś takiego, jak choroba, cierpienie, wypadek. Poza tym ma mniej energii, więc nie ma siły się awanturować.
            • la_felicja Re: Po wypadku... 29.11.20, 21:44
              anula36 napisała:


              > Z drugiej strony obserwujac latami ludzi pod gabinetami, nabralam przekonania z
              > e ich trudne zachowania wynikaja w duzej mierze ze strachu, takiego zwyklego lu
              > dzkiego strachu, ze wyniki okaza sie zle, ze sie dowiedza czegos strasznego, na
              > dzieja miesza sie ze zwatpieniem ,

              Naprawdę? A na poczcie, na przykład, to też są sami chorzy, przerażeni i umordowani bólem? Bo podobne sceny widuje się wszędzie, w kolejkach na szczepienia, do okulisty, na poczcie, w wydziale komunikacji, a nawet w sklepach.


              • anula36 Re: Po wypadku... 29.11.20, 22:10
                tak, naprawde. Dlatego nikomu nie zycze tej miejscowki pod gabinetem. Zwlaszcza jesli cos jest bardzo nie tak.
                Owszem wszedzie bywaja czysto wredni, ale tam widze tych przestraszonych pod maska wrednosci.
    • heniek.8 Re: Po wypadku... 29.11.20, 16:24
      wygląda to na przechwałki że pomimo wieku ludzie mówią o tobie "smarkata" i podejrzewają o romans z lekarzem

      ale oprócz rzeczy pochlebnych, mówili też niepochlebne, pytanie czy warto się nimi przejmować
      • la_felicja Re: Po wypadku... 29.11.20, 21:55
        heniek.8 napisał:

        > wygląda to na przechwałki że pomimo wieku ludzie mówią o tobie "smarkata" i pod
        > ejrzewają o romans z lekarzem
        >
        > ale oprócz rzeczy pochlebnych, mówili też niepochlebne, pytanie czy warto się
        > nimi przejmować

        Tkwisz w poprzedniej epoce, Heńku.
        Naprawdę myślisz, że największe szczęście dla kobiety, to kiedy ktoś jej powie, że młodo wygląda? A romans z panem doktorem, to jużw ogóle, nobilitacja że hej?

        Jak ktoś mnie posądza o "dawanie d..y". to dla mnie żaden komplement, wręcz przeciwnie. Poprosiłabm takiego dziada o powtórzenie insynuacji do kamery, a następnie pokazałabym mężowi ( a w czasach, kied byłam panną - tacie) i zapowiedziałabym dziadowi, że go znajdą i sobie z nim porozmawiają.

        Ale według Twoich standardów - Kocynder pewnie powinna była się uśmiechnąć, zarumienić, zachichotać, wyszeptać coś w rodzaju "Ależ proszę pana..." a wieczorem z wypiekami na twarzy opisać to w pamiętniku?
        • heniek.8 Re: Po wypadku... 30.11.20, 06:55
          la_felicja napisała:

          > Tkwisz w poprzedniej epoce, Heńku.
          > Naprawdę myślisz, że największe szczęście dla kobiety, to kiedy ktoś jej powie,
          > że młodo wygląda? A romans z panem doktorem, to jużw ogóle, nobilitacja że hej
          > ?

          nie ja jestem autorem tego eseju i to nie ja decydowałem co i gdzie zaakcentować

          w zasadzie to nie ma się nad czym rozwodzić - bohaterowie opowieści są narysowani grubą kreską, nie ma tam sytuacji gdzie można by spojrzeć "ale z innej strony …" nie ma niuansów

          jest dużo waty z której wynika co? że jak posiedzisz z dziadkami w przychodni to trafisz na jakieś starcze postękiwanie i tyle

          z drugiej strony trzeba przyznać że wszystkie tematy już zostały przewałkowane po 100 razy więc czytelnicy rzucili się odpowiadać i "doradzać" nawet na takie coś ...

          > eciwnie. Poprosiłabm takiego dziada o powtórzenie insynuacji do kamery, a nastę
          > pnie pokazałabym mężowi ( a w czasach, kied byłam panną - tacie) i zapowiedzia
          > łabym dziadowi, że go znajdą i sobie z nim porozmawiają.

          tu z kolei mam wątpliwości jak by się zachowała w takiej sytuacji kobieta XXI wieku która mentalnie nie tkwi w starej epoce
          niby silna niezależna, równość równością, ale jak coś usłyszy niemiłego od jakiegoś dziadka, to idzie na skargę do męża, czy ojca

          nie wiem prawdę mówiąc czy to jest zgodne z duchem czasu ale chyba musi być jakiś sposób w jaki radzą sobie kobiety które nie mają mężów?

          > Ale według Twoich standardów - Kocynder pewnie powinna była się uśmiechnąć, zar
          > umienić, zachichotać, wyszeptać coś w rodzaju "Ależ proszę pana..." a wieczorem
          > z wypiekami na twarzy opisać to w pamiętniku?

          nie wiem po co mi jakieś twoje projekcje na temat co by było wg "moich standardów"
          wg moich standardów jest przeprowadzana szybka analiza "czy jest potrzeba reagować na to czy nie"
          jeżeli jest to reaguję, jeżeli nie - to spływa jak po kaczce i tyle
        • kocynder Re: Po wypadku... 30.11.20, 11:22
          Z Heńkiem nie warto rozmawiać. I nie, nie poczułam się uhonorowana podejrzeniem o dawanie d... lekarzowi. Ani też określeniem mnie jako głupiej smarkuli. I nie, wiem, że nie wyglądam na 20 lat. I tym "pyskującym" nie chodziło o mój wiek czy młody wygląd, a o to, żem ich zdaniem, jestem głupia/naiwna.
          Z tym, że i tak uważam, że miałam rację niejako "stając w obronie" lekarza - może gdyby pan doktor miał zwyczaj kawkować, spóźniać się i w ogóle "bimbać" - to bym sama była zła (nawet i uznając, że TYM RAZEM to nie jego wina, na zasadzie "No, tak, jasne, dr Iksiński nigdy nie może być punktualnie, jak już mu kawa nogi nie podstawia, komunikacja miejska nie wyczynia cudów, to wypadek się na niego rzuca!")...
          • heniek.8 Re: Po wypadku... 30.11.20, 12:03
            kocynder napisała:

            > Z tym, że i tak uważam, że miałam rację niejako "stając w obronie" lekarza - mo
            > że gdyby pan doktor miał zwyczaj kawkować, spóźniać się i w ogóle "bimbać" - to

            z tym że to nic nie dało, nic nie załatwiło - to że "stanęłaś w obronie" lekarza przed jakimiś starymi dziadkami nic zupełnie nic nie zmienia - czy ten lekarz coś na tym skorzystał? ot po prostu dziadki ponarzekały na doktora a ty ponarzekałaś na dziadków, ot i całe widowisko
          • aqua48 Re: Po wypadku... 30.11.20, 17:16
            kocynder napisała:

            > Z Heńkiem nie warto rozmawiać.

            Ależ warto, bardzo mądre stwierdzenie i jednocześnie podsumowanie sytuacji, które w całości popieram: "wg moich standardów jest przeprowadzana szybka analiza "czy jest potrzeba reagować na to czy nie", jeżeli jest to reaguję, jeżeli nie - to spływa jak po kaczce i tyle" .

            Ja też uważam że takie "branie w obronę" najczęściej jest niepotrzebne i nie przynosi zupełnie żadnych rezultatów. Podobnie z reagowaniem na plotki. Przemilczeć, umrą śmiercią naturalną.
          • la_felicja Re: Po wypadku... 03.12.20, 22:08
            Dlaczego twierdzisz, że z Heńkiem nie warto rozmawiać, ja wcale tak nie uważam. W wielu dyskusjach na tym forum bywał jedynym głosem rozsądku.
            Zgadzam się z nim, że nie warto się przejmować gadaniem zgryźliwych starców.
            Natomiast krew mnie zawsze zalewa, kiedy słyszę, że największym szczęściem kobiety ma być komplement, że MŁODO wygląda.
            • kocynder Re: Po wypadku... 03.12.20, 23:11
              W innych wątkach - nie twierdzę. Ale tu pokazał: że jego zdaniem określenie dorosłej (i nie, nie wyglądającej na naście lat) kobiety "naiwną smarkulą jest komplementem. I że och, powinnam się poczuć uhonorowana podejrzeniami, że się puszczam z lekarzem! Serio? Sorry, ale takie podejście nie świadczy o jego wysokiej kulturze... Ani obyciu.
              I dla jasności - nie, nie przejęłam się gadaniem pozostałych pacjentów. Nie sądzę również, żeby ów lekarz się nim zbytnio przejął, gdyby wiedział. Ale nie zmienia to faktu, że uważam (wbrew niektórym tutaj), że warto powiedzieć prawdę nawet jeśli jest "pod prąd" ogólnemu trendowi. I nie, nie zgodzę się, że oni biedniusi staruszkowie, to mogą se pogadać, rzucając głupie i nieprawdziwe zarzuty (np że nie było żadnego wypadku, a lekarz na pewno się spóźnił bo mu się nie chciało wcześniej wstać). No nie i już. Owszem, mogą sobie pogadać, ale jeśli plota bez sensu - to muszą się liczyć z tym, że ktoś (w tym przypadku ja) zwróci im uwagę zarówno na niestosowność takiego marudzenia, jak i na to, że ich zarzuty są kłamliwe.
              Być może Henio potulniuchno położyłby uszki po sobie w poczekalni, ewentualnie wziąłby aktywnie udział w wyrzekaniu na lekarza, a potem wchodząc do gabinetu pana doktora rozpływał się w uśmiechach i "cukrował"? Dla mnie - to hipokryzja, a nie kultura czy s-v...
              • bene_gesserit Re: Po wypadku... 04.12.20, 06:08
                Zgadzam się.
                Po pierwsze - nie chodzi o to, 'żeby coś zmienić', bo wiadomo, że jednym czy dwoma zdaniami w poczekalni nikomu się psychiki nie poprzestawia, ale o zasady. Ktoś zachowuje się wrednie i głupio? Można chociaż spróbować ukrócić zachowanie. Albo można nie próbować, a potem marudzić, że 'hejt jest modny, co za czasy'.

                Po drugie - chodzi o obronę granic. Sto razy wolałabym słuchać elevator music czy nawet RMF FM niż być pogrążoną w takiej zupie cudzego wrednego marudzenia. A stanowcze przeciwstawienie się zrzędzącym może im zamknąć usta.
                • heniek.8 Re: Po wypadku... 04.12.20, 09:30
                  tak tylko że z punktu widzenia osoby która się "sprzeciwia" dziadkowi w poczekalni to ta osoba wykonuje wspaniałą działalność, walczy z hejtem, staje w obronie czci lekarza, bla bla bla

                  a z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora, to jakiś dziadek coś tam marudzi, a babcia się pruje do dziadka i dramę robi w przychodni a potem jeszcze szuka potwierdzenia na forum jaka to szlachetna działalność

                  i co ciekawe, od kilku babć dostaje potwierdzenie
              • aqua48 Re: Po wypadku... 04.12.20, 10:33
                Zasady s-v mówią, że dorosłych ludzi się nie wychowuje, rozsadek mówi, że wdawanie się w pyskówki nie służy niczemu, a dodatkowo w pyskówce z chamem nie wygrasz, bo albo nie zrozumie, albo Cię przegada, urażony honor i obrażona godność mówią, że należy "dać zdecydowany odpór".
                Mnie żaden cham nie jest w stanie obrazić.
                • heniek.8 Re: Po wypadku... 04.12.20, 10:55
                  aqua48 napisała:

                  > Mnie żaden cham nie jest w stanie obrazić.

                  ano właśnie, popatrzmy na dzieci - jedno do drugiego powie "jesteś głupi" i już jest powód do walki
                  tak samo dorośli, ale organizmy mniej rozwinięte - np. jacyś kryminaliści, pewnie też lepiej takiemu nie mówić że jest głupi bo się zdenerwuje smile

                  ale dojrzała osoba widzi sytuację taką jaką jest - jakiś dziadek mówi że jestem głupi, czy że śpię z lekarzem? - to jest wszystko w głowie dziadka, nie musi być w mojej
                  • aqua48 Re: Po wypadku... 04.12.20, 11:12
                    heniek.8 napisał:

                    > ale dojrzała osoba widzi sytuację taką jaką jest - jakiś dziadek mówi że jestem
                    > głupi, czy że śpię z lekarzem? - to jest wszystko w głowie dziadka, nie musi b
                    > yć w mojej

                    Otóż to. Traktuję takie wypowiedzi tak samo jak gdyby taki dziadek (czy ktoś inny) powiedział z oburzeniem, że mam sześć nóg, pancerz i zionę ogniem. Zupełnie nie mam poczucia że muszę je koniecznie prostować.
              • aqua48 Re: Po wypadku... 04.12.20, 10:36
                kocynder napisała:

                > Być może Henio potulniuchno położyłby uszki po sobie w poczekalni, ewentualnie
                > wziąłby aktywnie udział w wyrzekaniu na lekarza, a potem wchodząc do gabinetu p
                > ana doktora rozpływał się w uśmiechach i "cukrował"?

                Stosujesz insynuacje, zupełnie tak samo jak ten z Twojej poczekalni? Hmm...
                    • kocynder Re: Po wypadku... 04.12.20, 11:19
                      Tak, wiemy, że ty z racji wyższej kultury nawet siostry/córki byś nie ostrzegła przed oszustem matrymonialnym. Bo się nie wtrącasz. Taka "kulturalna" jesteś. I wierzę, że dla takiej osoby powiedzenie "Ten lekarz z zasady się nie spóźnia, więc skoro nie przyszedł na czas to musiało zajść coś niespodziewanego" swiadczy o romansie z tymże.
                      Niestety - właśnie przez takich "kulturalnych" chamstwo ma się dobrze - bo WYGODNIEJ jest zamknąć buźkę i odwrócić głowę, udawać że się nie widzi niż zareagować...
                      • aqua48 Re: Po wypadku... 04.12.20, 11:27
                        kocynder napisała:

                        > Tak, wiemy, że ty z racji wyższej kultury nawet siostry/córki byś nie ostrzegła
                        > przed oszustem matrymonialnym. Bo się nie wtrącasz. Taka "kulturalna" jesteś.
                        > I wierzę, że dla takiej osoby powiedzenie "Ten lekarz z zasady się nie spóźnia,
                        > więc skoro nie przyszedł na czas to musiało zajść coś niespodziewanego" swiadc
                        > zy o romansie z tymże.

                        Oho, znowu insynuacje? Nadal nie widzisz, że robisz dokładnie to samo przeciw czemu niby występujesz? Wkładasz mi w usta słowa których nie powiedziałam, a zamiast przyjąć że mam prawo do innego zdania próbujesz mnie obrazić... Tyle że to jest nieskuteczne. Miłego dnia życzę i upuszczenia nieco pary.

                        • kocynder Re: Po wypadku... 04.12.20, 11:44
                          A jak niby usiłuję cię obrazić? Stwierdzając iż sama upierałaś soę, że dla swojej kultury nie ostrzegłabyś osoby najbliższej przed oszustem? Sama to pisałaś, czas jakiś temu, bodajże w jednym z wątków Kory. I tak, nadal w związku z tym uważam, że albo kłamiesz albo jesteś socjopatką, bo takie podejście nie ma nic wspólnego z kulturą.
                          • aqua48 Re: Po wypadku... 04.12.20, 11:56
                            Właściwie nie powinnam odpowiadać na kolejne obraźliwe insynuacje, ale dam Ci jedną radę, z której możesz skorzystać lub nie, to zależy od Ciebie. Otóż zastanów się kiedy już ochłoniesz, dlaczego tak trudno Ci przyjąć że ktoś może mieć inne niż Ty:
                            - zdanie na jakiś temat
                            - ogląd sytuacji
                            - sposób reagowania.
                            I dodatkowo że to wszystko może być ok, równocześnie nie podważając, ani nie negując Twojego systemu wartości?
                            • kocynder Re: Po wypadku... 04.12.20, 12:17
                              Jakie insynuacje? Mam ci poszukać tamtego wątku?
                              Zejdź ze swoich charakterystycznych "tonów wyższości". Bo ja, i owszem, przyjmuję, że ktoś może mieć inne niż ja. Tyle że w powyższych przypadkach twoje inne zdecydowanie kłóci się nie tyle z moim systemem czegokolwiek co z zasadami i normami społecznymi. Ende. Chcesz się produkować - możesz, ale już bez odzewu z mojej strony.
    • la_felicja Re: Po wypadku... 29.11.20, 21:39
      Owszem, niektórzy uważają, że każdą negatywną opinię trzeba uzewnętrznić. A jak ktoś ma pozytywną, to albo ma w tym interes, albo ma niskie oczekiwania, bo się nie zna i jest naiwnym, nieobytym wieśniakiem.

      Uważam, że zachowałaś się bardzo w porządku i odważnie. Szkoda tylko, że nie znalazł się tam nikt, kto by cię poparł, bo krzykaczom zawsze łatwiej napadać na pojedynczą osobę niż na dwie czy trzy. Warto jednak się odzywać, nawet jeśli się przy tym oberwie, bo milczenie jest oznaką zgody na chamstwo.
      Inna sprawa, że do takich zajadłych, zaślepionych nienawiścią tumanów i ta nic nie dotrze...

      • horpyna4 Re: Po wypadku... 04.12.20, 09:05
        Na takich tumanów też jest sposób, trzeba stale nosić w kieszeni dyktafon; nie musi być włączony, bo jest tylko do postraszenia.

        I po usłyszeniu publicznej insynuacji, że się sypia z lekarzem, należy wyciągnąć dyktafon, powiedzieć, że wszystko jest nagrane i będzie proces o zniesławienie. Tylko w ten sposób można takie osoby wytresować, żeby nie kłapały publicznie wszystkiego, co im ślina na parszywy ozór przyniesie.
        • heniek.8 Re: Po wypadku... 04.12.20, 09:24
          to są takie rady które na forum chętnie ludzie dają, ale sami do nich się nie stosują
          (tak jak było z autostopem - nikt nigdy nikogo nie zabiera na stopa ale na forum było dużo oświadczeń że "ja w takiej sytuacji to bym się rozglądała i zabierała autostopowiczkę". Akurat)

          każdy ma dyktafon przy sobie - jest to aplikacja w telefonie, chyba nawet nie trzeba nic doinstalować bo ona tam najczęściej już jest

          ale jest problem jak to procesowo wykorzystać
          bo masz nagrany jakiś głos który mówi "pani sypie się z lekarzem" i musisz udowodnić kto, kiedy, przy jakich świadkach to powiedział (świadkowie będą bardzo ważni w tego rodzaju sprawach) i na dodatek w Polsce mamy tak że musisz udowodnić na jakie konkretne szkody cię to naraziło jeżeli domagasz się odszkodowania. to nie amerykański film że za "straty moralne" dostaniesz milion dolarów
    • bene_gesserit Re: Po wypadku... 29.11.20, 22:22
      Przyszłość pod wieloma względami jest niepewna, dochody się kurczą, a jak kto się jeszcze do tego próbuje leczyć w NFZ na kilka nieuleczalnych chorób, to musi być sfrustrowany. Lekarze to dyżurni do bicia, zaraz po politykach, przed (jeszcze przed) policją i klerem.

      Ja bym wyraźnie zaprotestowała.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka