minka5
08.01.06, 19:37
Serdecznie witam!
Ciekawa jestem Waszego zdania i porad.
Wybralam sie z mezem do dosc eleganckiej i przytulnej restauracji, aby uczcic
kolejna rocznice slubu. Poczatkowo bylo tak jak ja zapamietalismy - dobrze
stonowana muzyka, dyskretna obsluga, przemile dla oka wnetrze, no i
rewelacyjna kuchnia. Slowem, idealne miejsce na (malzenska) randke.
Szybko jednak atmosfera ulegla zmianie. Weszla do lokalu grupa 6 osob (2
panie i 4 panow) w wieku, mysle, 30-35 lat. Od razu zapanowalo zamieszanie i
przerazliwy halas. Towarzystwo zachowywalo sie tak jakby byli zupelnie sami.
Glosne (bardzo glosne rozmowy), ciagle brzeczace komorki (a wiec odchodzenie
od stolu i chodzenie po calym lokalu z komorka przy uchu), gromkie smiechy.
Zmuszeni bylismy wiec 'uczestniczyc' w tej zabawie. Nasza prywatna rozmowa
mijala sie juz raczej z celem, bo raczej musielibysmy do siebie krzyczec.
Co zrobilibyscie w takiej sytuacji? My tylko przy placeniu rachunku,
zwrocilismy sie do wlasciciela z uwaga, iz takie zachowanie zupelnie popsulo
nam wieczor. W odpowiedzi uslyszelismy tylko, ze nie ma na to wplywu.I moze
tylko jeden 'smieszny' akcent. W tych glosnych rozmowach ciagle padalo
imie "Kacha". No i w koncu, przy kolejnej rozmowie telefonicznej, ktorys pan
oswiadczyl, ze wlasnie dzwoni 'Kacha". Na te wiesc cale grono ryknelo po
prostu "Czesc Kacha".
I tak juz ten wieczor pozostal w naszej pamieci, jako 'wieczor z Kacha".
A tak na serio, co zrobilbyscie w takiej sytyacji? A moze po prostu nic?
Pozdrawiam.