w kawiarni

17.02.07, 19:53
Przychodzę do kawiarni, w której mam zarezerwowany stolik. Kameralna sala, w całości zapełniona gośćmi, jedyny wolny stolik oznaczony jest informacją o rezerwacji i jej godzinie. Kelnera/kelnerki nie ma. Staję przy "kontuarze" i czekam, aż ktoś się zjawi. Wszyscy przyglądają mi się badawczo, po długim oczekiwaniu, pojawia się kelnerka z tacą, podaje gościom to, co zamówili. W końcu podchodzi do mnie, sprawdza moją rezerwację, wskazuje stolik.
Nie wyobrażam sobie przyjść i po prostu usiąść przy stoliku z oznaczeniem rezerwacji, bo uważam, że to obsługa powinna wskazać mi stolik, który został dla mnie przygotowany, mimo, iż w tej kawiarni gość niemal zawsze ma możliwość samodzielnego zlokalizowania „swojego” stolika. Co jednak, gdy nikt z obsługi przez dłuższy czas się nie zjawia? Sterczeć jak słup? Udać się na poszukiwania? Z tego, co zaobserwowałam, tylko ja stosuję metodę czekania na obsługę sali.
    • buba011 zapytałbym kelnera, o ich zwyczaje. 17.02.07, 19:59
      • anaiss Re: zapytałbym kelnera, o ich zwyczaje. 18.02.07, 14:20
        Dziękuję, Bubo, zrobię tak przy najbliższej okazji.
    • uu1 Re: w kawiarni 17.02.07, 23:45
      Zmień kawiarnię.
      • anaiss Re: w kawiarni 18.02.07, 14:22
        Poza tym incydentem, wszystko zazwyczaj jest w porządku, więc myślę, że byłoby to zbyt drastyczne rozwiązanie smile
    • raptulus Re: w kawiarni 18.02.07, 03:22
      W przyzwoitych lokalach obsługa nie znika.
    • e._ Re: w kawiarni 18.02.07, 10:05
      Ja bym czekała, ale nie bezczynnie. W końcun ile można tak stać zwłaszcza,
      jeśli Cię to krępuje.
      Obsługa powinna byc stale do dyspozycji gości, może zdarzyło im się coś
      wyjątkowego.
      • anaiss Re: w kawiarni 18.02.07, 14:19
        Podejrzewam, że to wina organizacji pracy. Sala jest tak mała, że w zupełności wystarcza jedna osoba do obsługi, jeśli jednak wychodzi ona, by przynieść zamówienia, to przychodzący w tym czasie goście muszą na nią czekać. Ja tak właśnie sterczałam z okryciem wierzchnim w garści, parasolem i resztą dobytku i zastanawiałam się, czy nie wychodzę na idiotkę.
Pełna wersja