heidi29
28.08.07, 14:24
bylam na weselu bez meza bo akurat jest w szpitalu. nie znalam tam
nikogo i jako singiel nie chcialam isc. ale zrobilam to dla panny
mlodej- mojej kolezanki ktora blagala abym byla. na weselu nikt sie
mna nie zajmowal, nikt nie podchodzil- siedzialam sama jak kolek
(byly niestety same pary). nie ukrywam, ze bylo mi bardzo bardzo
przykro...i dosc wczesnie wrocilam do domu. kolezanka ma teraz o to
pretensje do mnie. a ja nie rozumiem dlaczego- przeciez na weselu
jest zawsze (powinna byc) osoba ktora dba o gosci. Nie wyobrazam
sobie siebie- samotnej kobiety podchodzacej do obcych, znajacych sie
ludzi.nie jestem zla na kolezanke- bo to byl jej wielki dzien, ale
skoro wiedziala ze przyjde sama, ze nie znam nikogo to czy nie
uwazacie, ze powinna byla upowaznic kogos? jak myslicie? a moze
wymagam zbyt wiele- i na weselu kazdy sie bawi jakos sam? prosze o
opinie bo kolezanka nie rozumie jak okropnie sie czulam siedzac sama
w pustej sali (wszyscy tanczyli, albo siedzieli na zewnatrz w "swoim
gronie").