co zrobic?

14.01.08, 17:50
Jakiś czas temu zajmowałam się przez tydzień gościem ze Szwecji,
bardzo go polubiłam, a podczas tego tygodnia doszło nawet między
nami do pocałunków i naprawdę czułych gestów. Jestem dość nieśmiałą
osobą, więc nie wiedziałam, czy wypada mnie zapytać, czy się we mnie
zakochał, więc tak trwałam w tym upojeniu, aż do jego wyjazdu. Po
powrocie powiedział mi, żebym się nie angażowała... OK, zrozumiałam,
ale nadal codziennie rozmawialiśmy ze sobą między innymi na skaypie,
widzieliśmy sie codziennie po parę godzin. Widziałam jego
zaangażowanie, więc zebrałam się na odwagę i poprosiłam o rozmowę o
nas. Dowiedziałam się, że on nie planował nic poważnego ze mną,
tylko flirt. Pózniej sytuacja go przerosła, zakochał się we mnie.
Teraz bardzo mu przykro, ale niestety nie potrafi zaakceptować tego,
że mam dziecko i niestety, ale mimo, że cierpi i on i ja, nie
będziemy razem. Wiem, powiecie, daj sobie spokój z nim, on jest
krętacz i nic by z tego i tak nie wyszło. Owszem, zaczynam się
oswajać z tą myślą, ale mój problem polega na tym, że sama bardzo
się zaangażowałam i traktowałam jako przyjaciela. Zaprzyjazniłam się
z nim. Jak myślicie, czy mam szansę utrzymać te znajomość i zmienić
te relacje na czysto przyjacielskie? Czy wypada mi to jemu
zaproponować? Proszę o pomoc!
    • nm.buba011 Re: co zrobic? 14.01.08, 21:07
      > Proszę o pomoc!

      - oczekujesz rzeczy niemożliwych, w tej kwestii jest wiele różnych
      rozwiązań, każdego doświadczenia są inne. Logika, też tu jest
      mało użyteczna.
      - To jedno wydaje się jednak mało prawdopodobne:

      > utrzymać te znajomość i zmienić te relacje na czysto
      > przyjacielskie?

      - znaczy dla obu stron.
    • kora3 szczerze mówiąc ... 15.01.08, 11:53
      Sarno - temat nie na to forumsmile

      Nie chce być brutalna, ale moim zdaniem wcale się nie zaprzyjaźniłaś
      z tym facetem, bo przyjaźń to sprawa powazniejsza niż tygodniowy
      wspólny wyjazd i pare pocałunków. Poza tym przyjaciel nie stawia
      przyjaciela w kłopotliwej sytuacji dla własnej rozwrywki typu fajnie
      spędzony czas z miłą laską. Naprawdę.
      Nic złego nie zrobiłaś poza tym.
      Niepotrzebnie się zaangażowałaś, a facet zrobił dwie niepotrzebne
      rzeczy: w ogóle dopuścił do sytuacji jaką opisałas na wyjeździe, a
      po drugie mimo, że powiedział, jak sie sprawy mają kontynuuje
      znajomosc tak, ze angażujesz sie bardziej.
      niektórzy panowie tak własnie mają: mówia coś w stylu, zeby sie
      kobieta nie angażowała, ale robią wszystko, zeby sie zaangażowała,
      po zcym w razie łez i pretensji odpowiadają "Przecież mówiłem...".

      Na kolezeńskie, bo przyjacielskimi trudno z mojego punktu widzenia
      je nazwać, stosunki macie szansę, ale niestety, żeby to osiągnąc,
      musisz nieco ochłonąc z zaangażowania w tym panu. W tym celu
      ogranicz spotkania i rozmowy na skypie i zajmij sie swoim życiem
      toczacym sie poza nim, kiedy ci przejdzie mięta do niego, spokojnie
      mozecie nawiazac normalne koleżeńskie stosunki.
      no chyba, ze ty chciałabyś przez to "kolegowanie" jednak zmienić
      sytuacją - odradzam takie rozwiazanie- zaangażujesz się bardziej, a
      facet moze nie zmienić zdania.
      Rozmawiać o tym z nim z twojej inicjatywy wg mnie nie ma sensu, po
      prostu ogranicz kontakty, jesli zapyta dlaczego je ograniczyłaś ,
      mozesz powiedzieć wprost, ze chcesz uniknąć zaangażowania.
      • baba67 Re: szczerze mówiąc ... 15.01.08, 14:11
        Facetowi bardzo pochlebia Twoje zaangazowanie-jest to mile uczucie, zatem nie
        przerywa Waszych kontaktow, ale powaznie o Tobie nie mysli.
        Czuje sie bezpieczny w tej swojej Szwecji, zupelnie inaczej by sie zachowywal,
        gdyby mieszkal w tym samym miescie.
        Nie zawracaj sobie nim glowy znacznie ogranicz kontakty, bo sprawe pogarszasz.
        Liczenie na to ze go rozkochasz w sobie przez skypa jest malo realistyczne.
        Ponadto skreslilabym goscia ktoremu przeszkadzaloby moje dziecko.
        Spedzil mile chwile w Polsce i spedza je dalej szkoda, ze cudzym kosztem.
Pełna wersja