Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie..."

10.03.08, 11:18
Witam.

Rzadko kiedy trafiają się nam (i pewnie większości ludziom) tacy znajomi, tacy
członkowie rodziny. Gdy już dochodzi do spięć, potrafimy zmienić temat,
załagodzić najgorszy spór. W końcu nie po to człowiek żyje, żeby sobie do
gardła skakać.

W mojej rodzinie jest taka osoba, która nie znosi mojego męża. Niby nie jestem
obiektywna ale ta złość wynika tylko z uprzedzeń tej osoby i ze zwykłej
zawiści. Mój mąż, po raz kolejny obrażany, trzaska przysłowiowo drzwiami i
wychodzi. Następnym razem unikaliśmy tej osoby, czasem poza zwykłym "dzień
dobry" unikaliśmy rozmowy.

Ale podobna sytuacja przytrafiła się i mnie. Kłopot w tym, że ja byłam wówczas
w swoim domu. Gdy po raz kolejny zostałam obrażona (mąż czasem zabiera głos,
niemniej jednak małym dzieckiem nie jestem, powinnam sobie dać radę)
poprosiłam tą osobę o opuszczenie mojego domu. I co usłyszałam? "Ja nie do
ciebie przyszłam".

Czy w takim razie to ja mam wyjść z własnego domu? (dom jest wspólną
własnością moją i męża)

A następnym razem mam wyjść wcześniej, zanim ta osoba przyjdzie?

Bo tak sobie ta osoba życzy.

Pozdrawiam i czekam na Wasze radysmile
    • pitahaya1 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 10.03.08, 11:21
      Zapomniałam dodać, że osoba, którą poprosiłam o wyjście z domu de facto była
      NASZYM wspólnym gościem a nie znajomą/mym męża.
      • baba67 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 10.03.08, 12:08
        Nic nie piszesz o wieku plci i stopniu pokrewienstwa tej osoby takze trudno cos
        doradzic.
        • pitahaya1 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 10.03.08, 13:20
          Fakt, to nieco zmienia obraz sytuacji.

          W przypadku męża chodzi o osobę w podeszłym wieku, mojego wujka.

          Jeśli zaś chodzi o mnie...

          Za pierwszym razem chodziło o teściową, niestety. Nigdy nie przepadałyśmy za
          sobą ale i do większych konfliktów nie dochodziło. Potrafię wyczuć napięcie w
          stosunkach między nami i zmienić temat lub zakończyć wizytę.
          Oczywiście, to nie teściową poprosiłam o wyjście z domu.

          Za drugim razem chodziło o jej córkę, siostrę męża. Mąż ma z siostrą złe
          stosunki, od lat praktycznie nie utrzymują ze sobą kontaktu.
          Ale te złe relacje przekładają się na nasz dom. Do sporadycznych wizyt u nas w
          domu dochodzi na tyle rzadko, że można powiedzieć, iż ta druga strona chce
          "nadrobić stracony czas".

          Osobę, którą poprosiłam o wyjście, był nasz wspólny znajomy (choć początkowo to
          był znajomy męża). Byliśmy na jego ślubie, on był świadkiem na naszym.
          Spotkanie po latach i...pierwsze zaskoczenie. Obok stoi inna kobieta.
          Ale to akurat nie nasza sprawa.
          Po kilkunastu minutach rozmowy na temat "co słychać" padają żartobliwe słowa,
          jak to mąż późno wraca z pracy a ja z kolei nic tylko "biegam z koleżankami" w
          wolnym czasie.
          I tu padły słowa (skierowane do męża) "to nie wiesz co się w takim przypadku
          robi?Ja swoją wystawiłem za drzwi to się nauczyła".

          Byliśmy w szoku, dosłownie.
          Potem padły słowa (w obecności jego nowej żony), że on wolałby wyskoczyć na
          piwo, bo z żonami to...,miejsce żony jest w...
          Dalej łatwo się domyślić.

          Nie wytrzymałam i poprosiłam go o wyjście z naszego domu.
          Mąż nic nie mówił. Wizyta dość szybko dobiegła końca. To było nasze ostatnie
          "spotkanie po latach" choć od męża wiem, że ów znajomy wielokrotnie namawiał go
          na "wyskoczenie za plecami kobiet".

          Mąż niby krytykował jego zachowanie ale...z drugiej strony powiedział, że to nie
          nasza sprawa jak znajomy traktuje swoją żonę, jakie ma podejście do kobiet.

          Jakoś z tej wizyty wybrnęłam ale...jak to mówią, niesmak pozostał.
          • nm.buba011 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 10.03.08, 19:19
            > I tu padły słowa (skierowane do męża) "to nie wiesz co się w takim
            > przypadku robi?Ja swoją wystawiłem za drzwi to się nauczyła".

            - mogłaś zapytać:
            czy nie uważa, że takim oswiadczeniem, robi przykrość
            swojej *ukochanej*?

            > Potem padły słowa (w obecności jego nowej żony), że on wolałby
            > wyskoczyć na piwo, bo z żonami to...,miejsce żony jest w...

            - czy nie mogłaś zaczekać na odpowiedź męża?
            a przy braku odpowiedzi, poprosić znajomego o rozwinięcie
            interesującej ... propozycji.

            > Nie wytrzymałam i poprosiłam go o wyjście z naszego domu.

            -niedobrze

            > Mąż nic nie mówił. Wizyta dość szybko dobiegła końca.

            > Jakoś z tej wizyty wybrnęłam ale...jak to mówią, niesmak pozostał.

            - ludzie, jak widać, mają bardzo różne progi wrażliwości.
            Nieznajomść totalna najbliższych, tak skutkuje.
            Wyproszenie gościa, tym bardziej, jak widać mało skuteczne, jest
            ostatecznością, do której gospodarz(mając przewagę) nie powinien
            dopuszczać.
            Notabene, nie było frontalngo, osobistego ataku, a raczej mało
            wyszukane dowcipy.
            • soffia75 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 10.03.08, 23:27
              nm.buba011 napisał:

              > > I tu padły słowa (skierowane do męża) "to nie wiesz co się w takim
              > > przypadku robi?Ja swoją wystawiłem za drzwi to się nauczyła".
              >
              > - mogłaś zapytać:
              > czy nie uważa, że takim oswiadczeniem, robi przykrość
              > swojej *ukochanej*?

              Ciekawa jestem, jakie podejście do tych rewelacji ma właśnie owa *ukochana*...
              Pomijam żenującą niestosowność tej i podobnych wypowiedzi, wygłoszonych z
              satysfakcją "przy ludziach" (przypuszczam, że nie pierwszy raz), za które wiele
              kobiet zapewne strzeliłoby amanta w dziób. Zastanawia mnie, jak funkcjonuje ten
              związek (zwłaszcza, jeśli pan swoje teorie wciela w życie) i jak się czuje ta
              pani, gdy w jej obecności partner głosi swoje wątpliwe mądrości.
              Ale to chyba temat na inne forum... wink
              • nm.buba011 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 11.03.08, 00:13
                > Ale to chyba temat na inne forum... wink

                - tak. Masz rację, z tego powodu, inne przemyślenia,
                pozostawiłem, wyłącznie dla ... siebie.
                • pitahaya1 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 11.03.08, 10:12
                  Widzisz Buba, nie o wszystkim chciałam pisać od razu.

                  Nie otworzyłam drzwi i nie powiedziałam "proszę wyjść z mojego domu". Jestem w
                  stanie wytrzymać do końca bez trzaskania drzwiami. Raczej w miarę czytelnie
                  powiedziałam, że spotkanie czas zakończyć.

                  Jak czuła się nowa żona znajomego, nie wiem. Mogę się jedynie domyślać.
                  Widziałam ją wówczas po raz pierwszy i ostatni.

                  Co zaś do kontekstów i niewybrednych żartów...były dosadne i skierowane czasami
                  bezpośrednio do mnie. I nie o żarty tu chodziło.

                  Mąż jest osobą, która z reguły, jeśli nie chodzi bezpośrednio o niego, nie
                  zabiera głosu. Do tego po tyyylu latach zdążyłam się przyzwyczaić. Poza tym nie
                  jestem małą dziewczynką, potrafię zadbać o własny interes, choć czasami życie i
                  ludzie mnie zaskakują.

                  Ów znajomy bardzo zmienił się od naszego ostatniego spotkania. I nie chodzi o to
                  jak mu się w życiu ułożyło, gdzie pracuje, jakie ma poglądy na życie. Chodzi o
                  sposób w jaki mówił o niegdyś bliskiej sobie osobie, o kobietach w ogóle, w jaki
                  wyrażał się o swojej byłej żonie. Nie spotkaliśmy się po to by w naszej
                  obecności obrzucał błotem, bądź co bądź, naszą dawną znajomą.


                  Tak więc po mojej sugestii iż spotkanie czas zakończyć, znajomy odparł, że
                  następnym razem "trzeba spotkać się gdzie indziej, w męskim gronie".
                  Mniej więcej taki był kontekst jego wypowiedzi. Odparł też, że nie do mnie
                  przyszedł ale do męża.




    • soffia75 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 10.03.08, 12:15
      Od lat nieodmiennie zastanawia mnie, skąd sie biorą tacy ludzie i czy tego typu
      zachowanie sprawia im jakąś szczególną przyjemność...

      Oczywiście, że, skoro zostałaś obrażona, masz prawo wyprosić nieuprzejmego
      gościa - w końcu "mój dom jest moją twierdzą". Jeśli gość nie pojmuje, Twój mąż
      powinien Cię poprzeć; tym bardziej da do zrozumienia temu gościowi, że przesadził.
      I rzeczywiście na przyszłość dobrze by było, gdyby osoba składała Wam wizyty jak
      najrzadziej i przyjmowana była maksymalnie chłodno, na ile pozwala na to sv.
      Może zrozumie. A jeśli nie - to jego/jej problem.

      Przy okazji - bardzo podoba mi się dobra formułka na tego typu okazje: "Myślę,
      że wizyta Pana/Pani u nas trochę się przedłużyła..." wink
      Niestety, to też wersja dla bystrych gości...
      • control Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 10.03.08, 13:06
        zasada "Mój dom - moja twierdza" w tym wypadku może znaczyć, że
        zapraszam kogo mi sie podoba. Natomiast gdy się już zaprosiło (w
        dodatku znając charakter gościa), to raczej się gościa nie wyrzuca.
        Radziłbym przeczekać - robiąc "dobrą minę" dobrego gospodarza - taki
        atak i więcej takiego kogoś nie zapraszać
        • soffia75 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 10.03.08, 23:17
          A właśnie - "zaprosiło się"? Jak to w sumie było? Bo chyba z treści wątku to nie
          wynika (albo też coś mi umknęło).
          Zasadniczo, jeśli rzeczywiście zaprosiło się takiego uroczego gościa samemu, z
          dobrodziejstwem inwentarza, to fakt, cierpimy na własną prośbę i trzeba
          przetrzymać (aczkolwiek myślę, że można dać osobie delikatnie do zrozumienia, że
          się zagalopowała i gospodarzom to nie w smak). Natomiast, jeśli ów uroczy
          wpakował się do nas sam i w dodatku zbyt śmiało sobie poczyna, to zachowuje się
          jak typowy intruz, zasługujący na nieco ostrzejsze potraktowanie.
          • pitahaya1 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 11.03.08, 10:00
            "Zaprosiło się" oznacza tylko tyle, że to mąż zadzwonił do znajomego i zaprosił
            go, wraz z żoną, do nas.

            U nas wygląda to tak, że do moich znajomych dzwonię ja, mąż dzwoni do swoich. W
            sytuacji, gdy zapraszamy ich na wspólną posiadówkę przy kawie.
            Czym innym jest wyjście "tylko w męskim gronie" tudzież damskimsmile)
            • control Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 11.03.08, 10:02
              pitahaya1 napisał:

              > "Zaprosiło się" oznacza tylko tyle, że to mąż zadzwonił do
              znajomego i zaprosił go, wraz z żoną, do nas.
              >
              Tak czy siak się "zaprosiło" smile Więcej tego nie róbcie i tyle.
              Szkoda nerwów
    • burza4 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 11.03.08, 18:57
      pitahaya1 napisał:
      > I co usłyszałam? "Ja nie do> ciebie przyszłam".

      szczerze mówiąc - w takiej sytuacji albo by mnie zatkało, albo nie bawiłabym się
      w subtelności. Wbrew politycznej poprawności uważam, że do poziomu niektórych
      ludzi trzeba się zniżyć, bo inaczej nie rozumieją.

      wybierając opcję b) - oczekiwałabym że mąż się włączy, ale powiedziałabym
      również, że niezależnie od jej/jego intencji - ja jestem u siebie i również
      współdecyduję kogo w tym domu przyjmujemy. Jeśli mąż chce podtrzymywać takie
      kontakty - niech to robi poza domem.
      • pitahaya1 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 12.03.08, 12:25
        Dziękuje za odpowiedzismile)

        Mąż również nie spotyka się z tym "kolegą". Wspominał tylko, że tamten nadal
        próbuje wyciągnąć go poza "zasięg żony". Mąż jest wolnym człowiekiem, spotyka
        się z kim chce. Widocznie z nim nie chce skoro do spotkań nie dochodzi.

        Pozdrawiam.
    • bubster Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 14.03.08, 12:20
      ja bym wtedy wywaliła gościa nie przejmując się, czy to jest zgodne
      z sv smile

      z tego co piszesz rozumiem, że kontaktów już nie utrzymujecie - a
      więc problem z głowy?
      • pitahaya1 Re: Gość niemile widziany czyli "ja nie do ciebie 17.03.08, 16:11
        Na szczęście kontaktów nie utrzymujemy. Również "na szczęście" takich znajomych
        mamy bardzo mało, można śmiało powiedzieć, że prawie wcalesmile
Pełna wersja