pitahaya1
10.03.08, 11:18
Witam.
Rzadko kiedy trafiają się nam (i pewnie większości ludziom) tacy znajomi, tacy
członkowie rodziny. Gdy już dochodzi do spięć, potrafimy zmienić temat,
załagodzić najgorszy spór. W końcu nie po to człowiek żyje, żeby sobie do
gardła skakać.
W mojej rodzinie jest taka osoba, która nie znosi mojego męża. Niby nie jestem
obiektywna ale ta złość wynika tylko z uprzedzeń tej osoby i ze zwykłej
zawiści. Mój mąż, po raz kolejny obrażany, trzaska przysłowiowo drzwiami i
wychodzi. Następnym razem unikaliśmy tej osoby, czasem poza zwykłym "dzień
dobry" unikaliśmy rozmowy.
Ale podobna sytuacja przytrafiła się i mnie. Kłopot w tym, że ja byłam wówczas
w swoim domu. Gdy po raz kolejny zostałam obrażona (mąż czasem zabiera głos,
niemniej jednak małym dzieckiem nie jestem, powinnam sobie dać radę)
poprosiłam tą osobę o opuszczenie mojego domu. I co usłyszałam? "Ja nie do
ciebie przyszłam".
Czy w takim razie to ja mam wyjść z własnego domu? (dom jest wspólną
własnością moją i męża)
A następnym razem mam wyjść wcześniej, zanim ta osoba przyjdzie?
Bo tak sobie ta osoba życzy.
Pozdrawiam i czekam na Wasze rady