segovia
04.09.03, 14:08
rozmawiałam wczoraj o tym z koleżanką. Dziewczyna jest zdania, że gdyby się
nawet waliło i paliło - płaci 50%.
Z kolei inny znajomy nigdy nie pozwalał swoim kobietom się "dorzucać" do
rachunku...
I jeszcze jedna sytuacja - on - b. zamożny facet, ze świetną pracą, ona -
jeszcze studentka, chodząca do najtańszych lokali, za którymi on nie
przepadał.
Tylko, że jej nie byłoby stać na wspólne płacenia. On uważa, że wszystko OK,
ona się czuje niezręcznie, ale gdyby miała się dokładać - ograniczyłaby
spotkania do jednego na miesiąc...
U mnie jest zazwyczaj tak, że raz płaci on, raz ja, ale nie robimy "zrzuty".
A jak jest u Was?