"wspolwlasnosc" wspollokatorow

17.04.08, 13:02
Ciekawe, co o tym sadzicie.
Wlasciwie to nawet nie jest pytanie co zrobic, tylko co o tym myslec.
Mieszkam w dzielonym mieszkaniu, gdzie wspolnie uzywamy sprzetow
kuchennych, lazienkowych itp.
Ja, tak sie sklada, jestem glownym "inwestorem" w dobra wspolne, bo
inni generalnei kalda lache i czekaja- jak sie zepsuje czajnik czy
toster to musz kupic bo inaczej przez pol roku bedzie gotowanie
wody w garnku.

Ale ostatnio wkurzylem sie, bo tak- mamy od cholery roznych talerzy,
kubkow, ale jak to w takich domach- wsystko nie do pary.
Stwierdzilem, ze kupie maly komplet, aby jak ktos przyjdzie podac w
sposob cywilizoway, a nie wszystko z innej parafii. I coz, kupilem-
i sie niemal pozegnalem. Bo oczywiscie pozostali rzucili sie jak psy
na zdobycz na moje nowe talerze i kubki itp, tak ze ja sam musze
czasem uzywac starych. Nie, nie to ze nie ma innych- sa, ale oni
wola nowe ladne nie? Slepi nie sa, wiedza ze to moje, bo same nie
przyszly.

teraz zastanawiam sie, czy nie zabrac tego do pokoju i wyjmowac
tylko na specjalna okazje. Znajac zycie, to powiedza, ze ze mnie sep
i kawal chama, ale coz- inaczej z takimi typami sie nie da.

Wiem, ze kladac te talerze w publiczne miejsce moglem sie z tym
liczyc. Wiecej, nie mam nic przeciwko, jak ktos czasem uzyje tgo
talerza- ale nie do tego stopnia, ze nie dosc, ze uzwyaja tylko tych
moich nowych to jeszcze bardzo czesto one znikaja, bo jeden z drugim
zapierdzieli pol zastawy do pokoju a potem pojdzie do pracy i
zamknie je w swoim pokoju.

Ostrzegam wiec- nie powtarzajcei mego bledu.
    • control Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 17.04.08, 13:41
      Może coś by pomogła jakaś próba ustalenia jasnych "zasad
      współżycia". Natomiast jest też możliwość, że trafiłeś na ludzi
      nierferomowalnych, którzy pewnych odruchów nie są w stanie sie
      nauczyć. jeśli jest taka sytuacja, to musiz albo zmienic lokal, albo
      sie pogodzić z tym, ze jest tak, jak jest sad
    • anaiss Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 17.04.08, 20:45
      Nie kupuj. Kupisz jak będziesz mieszkał sam. Albo zabieraj ze sobą. Będziesz musiał pilnować po myciu, by ktoś nie zabrał Ci ich z ociekacza.
      Albo odpuść. Chcesz być niewolnikiem talerzy?
    • mmaupa Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 17.04.08, 21:37
      Zabierz do pokoju - jesli ich przypili to kupia nowe.

      Tez mieszkam w dzielonym mieszkaniu, ale wszystkie sprzety typu odkurzacz,
      czajnik itd kupujemy razem. Jesli ktos sie wyprowadza, to osoba wprowadzajaca
      sie placi "wkupne", troche nizsze niz oryginalna cena sprzetu. Moze warto by sie
      bylo nad czyms takim zastanowic?
      • siadczyk Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 18.04.08, 10:14
        Właściwie jaki był cel Twojego wątku?smile bo że zachowali się brzydko
        to rzecz oczywista. Ostrzeganie zaś to raczej temat na forum "jak
        żyć z współlokatorami". Natomiast co można poradzić - jak już tutaj
        wspomniano określenie jasnych zasad a nie tkwienie w szarej strefie
        niedomówień, gdzie Ty się będziesz denerwował, że jakoś się
        wspólokatorzy nie potrafią zachować. Oni będą uważali że
        przesadliwie reagujesz. Lepiej zrobić mała konfrontacje i ustalić
        reguły, później przynajmniej będzie jasność, że ktoś te reguły łamie
        a nie bliżej niesprecyzowane poczucie sprawiedliwości.
    • soffia75 Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 18.04.08, 10:20
      Mmaupa ma dobry pomysł, popieram (choć rzeczywiście, jeśli masz
      niereformowalnych współlokatorów, to pewnie nie przejdzie...).

      A jak jest u Was np. ze środkami czystości? (proszek do prania, WC-papier, płyn
      do naczyń itp.) Zrzucacie się na nie, każdy kupuje da siebie czy też znowu Ty
      jesteś "inwestorem"?
    • ginny22 Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 22.04.08, 16:33
      Hm, dziwię się, że tak długo to znosiłeś. Mieszkałam kilka lat w
      mieszkaniach studenckich i takich sytuacji nigdy nie było. Zaraz na
      początku ustalaliśmy reguły koegzystencji - sprzątania pomieszczeń
      wspólnych, kupowania rzeczy typy papier toaletowy czy mleczko do
      mycia wanny, użytkowania cudzych rzeczy. Tu tego zabrakło, szkoda.
      Teraz wprowadzenie reguł będzie trudniejsze, ale mimo wszystko
      spróbuj pogadać z ludźmi o tym, że się nie zabiera cudzego kompletu
      naczyń do własnego pokoju i że jak jedna osoba kupuje toster, to
      inna garnki.wink
      • beka.smiechu-w.sali.obok Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 24.04.08, 18:29

        Coz, pewne rzeczy byly ustalone a i tak nie sa dotrzymywane- np.
        kwestia kupowania papieru rotacyjnie, plynu do naczyn itp

        a zarazem pewne rzeczy sa oczywiste.

        ostattnio np wypalila sie zarowka w hallu- zgadnijcie- 4 dni po
        ciemku!
      • a_weasley Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 27.04.08, 19:10
        ginny22 napisała:

        > Zaraz na początku ustalaliśmy reguły koegzystencji -

        I zawsze działało?
        • ginny22 Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 28.04.08, 18:41
          A nie, nie zawsze. Ale: a) było do czego się odwołać, b) jak ktoś
          się wyłamywał, reszta doprowadzała go do porządku.wink
    • kropidlo5 Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 25.04.08, 12:02
      Dziekuje ze wszystkie porady.
      Jak wiekszosc z Was zauwazyla, sprawa jest i prosta i nie prosta.
      Ustalenie regul to jedno a przestrzeganie to drugie, a do tego
      dochodzi kwestia taka, ze pewne rzeczy sa jakby naturalne- czy
      trzeba komus mowic koniecznie o tym, ze jak mieszkamy razem to takze
      razem kupujemy sprzety?
      Nigdy nie uwierze w "nieswiadomosc" kogos, komu nagle przed nosem
      wyrasta czajnik, toster czy mikser i on nie wie skad sie to wzielo.
      Dobrze wie, tylko wygodniej i lepiej glupiego udawac- taka moja
      opinia.
      • dorotka.k1 Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 27.04.08, 09:18
        Oczywiście nie istnieje coś takiego jak nieświadomość, istnieje za to
        pasożytnictwo. Mam znajomego, który swego czasu nigdy nie brał ze sobą pieniędzy
        naciągając wszystkich dookoła, najczęściej swoją dziewczyn. Na imprezkę zawsze
        też brał za mało browarka i "korzystał" z cudzego. Na rewanż nie było co liczyć.
        A jak przychodziło co do czego, np. jakiś nieplanowany wydatek, to - jak mówił -
        "przyoszczędził".
    • uasiczka Re: "wspolwlasnosc" wspollokatorow 25.04.08, 16:04
      ja bym chowała do pokoju, nawet czajnik.
      taka już jestem.

      inaczej jeśli by to byli bliscy znajomi - wtedy może bym się
      przekonała oddać rzecz do wspólnego użytku ale jeśli obcy ludzie -
      nigdy w życiu
Inne wątki na temat:
Pełna wersja