kto do kogo?

16.09.03, 22:26
znam pewnego jegomościa, jest straszy ode mnie o kilkanaście lat (ja mam 25).
znamy się dzięki mojemu bratu i nasze kontakty ograniczają się do pogawędek
na gg. zazwyczaj odpowiada na moje pytania zw. z problemami informatycznymi.
spotkałam go tylko raz, też z takiego powodu. jesteśmy na: Ania - pan S.
ostatnio weszłam do tramwaju, którym on jechał. stał na tyle daleko, że nie
widziałam, czy mnie dostrzegł. nie wiedziałam, co zrobić, więc wybrałam
najbezpieczniejsze wyjście, przyznaję ze wstydem, udałam, że go nie widzę.
moje pytanie: kto do kogo w tej sytuacji powinien podejść?
pozdr
    • alka_xx Re: kto do kogo? 17.09.03, 15:17
      czy pamietasz, jaki był Twoj pierwszy odruch gdy go zobaczylas? tak własnie
      powinnas byla postapić, bo to było pierwotne / w znaczeniu pierwsze/i
      naturalne , bo takie są odruchy i nimi chyba nalezy sie kierowac w takich
      sytuacjach.
      natomiast to jak postąpiłas było wynikiem " kalkulacji " mózgu, wiec było
      sztucznym zachowaniem,
      taka mała psychologiczna pułapka...


      conique napisała:

      > znam pewnego jegomościa, jest straszy ode mnie o kilkanaście lat (ja mam 25).
      > znamy się dzięki mojemu bratu i nasze kontakty ograniczają się do pogawędek
      > na gg. zazwyczaj odpowiada na moje pytania zw. z problemami informatycznymi.
      > spotkałam go tylko raz, też z takiego powodu. jesteśmy na: Ania - pan S.
      > ostatnio weszłam do tramwaju, którym on jechał. stał na tyle daleko, że nie
      > widziałam, czy mnie dostrzegł. nie wiedziałam, co zrobić, więc wybrałam
      > najbezpieczniejsze wyjście, przyznaję ze wstydem, udałam, że go nie widzę.
      > moje pytanie: kto do kogo w tej sytuacji powinien podejść?
      > pozdr
      • conique Re: kto do kogo? 18.09.03, 00:04
        tak... w pierwszym momencie chciałam podejść. a potem już było za późno. dzięki
        w każdym razie
    • quba Re: kto do kogo? 18.09.03, 16:19
      conique napisała:

      > znam pewnego jegomościa, jest straszy ode mnie o kilkanaście lat (ja mam 25).
      > znamy się dzięki mojemu bratu i nasze kontakty ograniczają się do pogawędek
      > na gg. zazwyczaj odpowiada na moje pytania zw. z problemami informatycznymi.
      > spotkałam go tylko raz, też z takiego powodu. jesteśmy na: Ania - pan S.
      > ostatnio weszłam do tramwaju, którym on jechał. stał na tyle daleko, że nie
      > widziałam, czy mnie dostrzegł. nie wiedziałam, co zrobić, więc wybrałam
      > najbezpieczniejsze wyjście, przyznaję ze wstydem, udałam, że go nie widzę.
      > moje pytanie: kto do kogo w tej sytuacji powinien podejść?
      > pozdr



      moim zdaniem wita sie ten kto wchodzi do pomieszczenia w ktorym ktos inny juz
      jest - a wiec ty weszlas do autobusu w ktorym on byl - powinnas byal podejsc i
      sie przywitac

      o ile rzecz jasna jestes z nim w dobrych stosunkach i chcesz nadal byc
    • melila Re: kto do kogo? 18.09.03, 21:00
      IMHO powinnaś podejść, bo w tej sytuacji, to raczej ten kto pierwszy widzi ten
      podchodzi.
      Zreszta przekonałam się, że nie ma co "omijac wzrokiem" pewnych osób, bo zawsze
      jest ryzyko, że zauważą i wyjdzie się na idiotkę. Jednocześnie zwykle
      ukłonienie się powoduje samotne odkłonienie się i rozejście w dwie strony, bo
      zwykle obie osoby nie mają szczególnej checi na pogawędkę.
      • alka_xx Re: kto do kogo? 19.09.03, 16:44
        no własnie...wystarczy przeciez z daleka kiwnąc głową, usmiechnac sie i ..zajać
        z" z góry upatrzoną pozycję" bo akurat nie ma sie ochoty na gadke, kub ma sie
        przy sobie ciekawą ksiązkę i mniemam, ze nie popsuje to stosunków, ktore tutaj
        są jakie są / na zbyt zażyłe nie wyglądają/



        melila napisała:

        > IMHO powinnaś podejść, bo w tej sytuacji, to raczej ten kto pierwszy widzi
        ten
        > podchodzi.
        > Zreszta przekonałam się, że nie ma co "omijac wzrokiem" pewnych osób, bo
        zawsze
        >
        > jest ryzyko, że zauważą i wyjdzie się na idiotkę. Jednocześnie zwykle
        > ukłonienie się powoduje samotne odkłonienie się i rozejście w dwie strony, bo
        > zwykle obie osoby nie mają szczególnej checi na pogawędkę.
Pełna wersja