avatar88
22.11.08, 23:05
Mam kolege (bardzo dobrego), ktory ma juz dosc dlugo jedna
dziewczyne. Niby nic, gdyby nie fakt ze nagminnie ja zdradza, nie
raz, nie dwa i nie z jedna kobieta, zreszta oszukuje ja na kazdym
kroku. Oczywiscie mysle sobie "nie moja sprawa a wtracanie sie w
czyjs zwiazek to ostatnia rzecz jak by mi do glowy przyszla" ale...
no wlasnie, ostatnio rozmawiajac z ta dziewczyna- jakos sie
zagadalismy o zwiazkach itd. a ona do mnie "a xyz mnie nie zdradza?"-
zadała je chyba tak dla jaj bo nie podejrzewa niczego,
odpowiedziałem ze nie rozmawiamy na takie tematy i nie wiem, ale ona
nalegała wiec w koncu powiedziałem ze nie, a przynajmniej nic nie
wiem. Czy dobrze zrobiłem? To jest naprawde dobry kumpel ale nie
widzi mi sie kłamanie o takich rzeczach bo kiedys to wyjdzie i ja
tez bede tym zlym bo "o wszystkim wiedział"... Co myslicie?