Płacenie na randkach

01.02.09, 14:04
Mam problem. Zaczęłam się spotykać ze sporo starszym ode mnie
mężczyzną.
Na pierwszej randce byliśmy w kawiarni.
Kiedy sięgnęłam po portmonetkę, on powiedział “Nie trzeba, kiedyś Ty
mnie zaprosisz” i uiścił rachunek. Nie przywiązałam do tych słów
większego znaczenia – w końcu już zdarzało mi się być zapraszaną.
Na drugie spotkanie poszliśmy na pizzę. Kiedy doszło do płacenia,
zaoferowałam, że się dołożę, ale on stwierdził, że nie trzeba i że
mu.......postawię kino.
Nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie to, że my pół godziny
wcześniej umówiliśmy się właśnie do kina na następny raz.
On tytułem wyjaśnienia na ulicy stwierdził, ze to takie miłe
nawzajem się zapraszać, a nie płacić osobno za siebie.
Myślałam nad tym w domu i nie podoba mi się to i nie chcę tego.
Wolałabym płacić cały czas za siebie, a nie raz “być zapraszana”, a
raz “zapraszać”.
Wtedy wiem na czym stoję i na co mnie stać, a kiedy muszę sobie
czegoś odmówić.
Poza tym wydaje mi się grubym NIETAKTEM dyktowanie mi, na co kogo
zapraszam.
Może ja wolałabym zaprosić go także na kawę?
Koszt wspólnej wyprawy do kina (+ popcorn) – moim zdaniem – dorówna,
albo nawet i przekroczy koszt tej kawy, którą mi zasponsorował na
pierwszej randce i tej połówki pizzy. którą zjadłam na drugim
spotkaniu.
No i co o tym sądzicie? Co mam teraz zrobić?
    • kol.3 Re: Płacenie na randkach 01.02.09, 15:01
      Myślę, że pan chciał za Ciebie zapłacić, a żebyś nie miała "wyrzutów
      sumienia" zostawił Ci furtkę z zapłaceniem kiedy indziej. Ja bym
      tego nie traktowała w kategoriach dyktowania, tylko propozycji.
      Jeśli on jest z tzw. "starej szkoły" to on w gruncie rzeczy w ogóle
      nie oczekuje, że będziesz za niego płacić.
      Po prostu zaproś go do kina, ale kup bilety wcześniej i powiedz, że
      masz bilety do kina i go zapraszasz. Obejdzie się bez popcornu.
      Niektórych panów irytuje, gdy kobieta płaci, bo to narusza ich
      męskie ego, a męskie ego to sfera delikatna.
      I nie licz, kto za ile zjadł i wypił, bo zrazisz do siebie tego pana
      i nie tylko. Więcej luzu.
      • a.nancy Re: Płacenie na randkach 01.02.09, 16:53
        kol.3 napisała:

        > Myślę, że pan chciał za Ciebie zapłacić, a żebyś nie miała "wyrzutów
        > sumienia" zostawił Ci furtkę z zapłaceniem kiedy indziej.

        tez tak myślę smile
        i pierwsze słyszę, ze osoba płacąca "za kino" ma tez obowiązek kupować popcorn wink
    • nm.buba011 Re: Płacenie na randkach 01.02.09, 15:46
      - kilka kwestii,
      płaci zapraszający, ale nie można tego robić, za kogoś mimo jego
      protestu.
      "Rachunki krzywd", może chce zapłacić trzeci i następny raz?
      Isniejąca różnica możliwości finansowych, prowadzi do płacenia przez
      stronę mocniejszą, co nie wyklucza symbolicznych rewanży.
      Należałoby zwracać uwagę na wysyłane niewerbalne sygnały, a gdy nie
      jesteśmy pewni, to poprostu dopytać. Jasne i otwarte plany z obu
      stron wykluczją niedomówienia.
    • e._ Re: Płacenie na randkach 01.02.09, 20:18
      Ależ to takie proste!
      Nie ma powodu, by pozwalać narzucać sobie coś, przeciw czemu czujesz
      się cała zbuntowana! Wspólna wyprawa na miasto ma byc wspólna
      przyjemnością, a nie przyjemnościa jednej strony i zakłopotaniem
      drugiej.
      A dlaczego uważa, że to aż tak proste, rozwiązanie Twojego problemu?
      Bo wystarczy, że powiesz mu to, co napisałaś powyżej Cytuję z małymi
      korektami:

      "Myślałam nad tym w domu i nie podoba mi się to i nie chcę tego,
      żebyśmy w ten sposób regulowali nasze rozliczenia. Wolałabym płacić
      cały czas za siebie, a nie raz “być zapraszana”, a raz “zapraszać”.
      Wolę, zebysmy wspólnie ustalali, co bedziemy robić, niż żebyś, jak
      dotychczas, decydował o tym sam. Zrozum, chcę żeby obojgu nam było
      sympatycznie i nie lubię być skrępowana takimi drobiazgami, łatwymi
      przecież do wyprostowania."
    • remez2 Re: Płacenie na randkach 01.02.09, 20:22
      Koszt wspólnej wyprawy do kina (+ popcorn) – moim zdaniem – dorówna,
      albo nawet i przekroczy koszt tej kawy, którą mi zasponsorował na
      pierwszej randce i tej połówki pizzy. którą zjadłam na drugim
      spotkaniu.
      A czy ta połówka pizzy była wielkością równa tej połówce, która On zjadł?
      Wprawdzie połówki powinny być równe ale z połówkami pizzy (zwłaszcza
      sponsorowanej) różnie bywa. A wtedy obciach ma maksa. sad
      • croyance Re: Płacenie na randkach 01.03.09, 18:24
        A co, jesli na jej polowce byl ser i pomidory, a na jego salami i
        wedzony losos? big_grin
        • remez2 Re: Płacenie na randkach 04.03.09, 08:48
          > A co, jesli na jej polowce byl ser i pomidory, a na jego salami i
          > wedzony losos? big_grin
          To już katastrofa. Podcinanie sobie żył wyszło z mody ale wstępowanie do
          klasztoru jeszcze nie. smile
    • aiczka Re: Płacenie na randkach 02.02.09, 11:25
      Myślę, że przy stałym spotykaniu się naprawdę warto przekonać się do wersji
      "czasem ty czasem ja". Pozwala to na uniknięcie kłopotliwego rozliczania się
      przy okazji każdej spontanicznej kawy, dzielenia rachunków, wręczania kelnerom
      dwóch kart płatniczych itd. Osoby, które chcą miło razem spędzać czas, nie
      wykorzystywać się wzajemnie ani czuć wykorzystywanymi w naturalny sposób dążą do
      równoważenia wydatków. Same z siebie (lub po bardzo lakonicznej wzmiance)
      uwzględniają, kto jest aktualnie w lepszej sytuacji finansowej a kto zrewanżuje
      się po otrzymaniu premii. Nie obrażą się także zdaniem "to bardzo miła
      propozycja, ale obawiam się, że nie będę mogła się zrewanżować i będę
      zakłopotana" ani "czy mogłabyś dzisiaj ty zapłacić?".
    • velluto Re: Płacenie na randkach 03.02.09, 12:12
      o matko, czy naprawdę trzeba z byle czego robić problem? wydatek na
      kawę czy kawałek pizzy nie poraża wielkością, po co robić z tego
      aferę? facet zaprasza, facet płaci, przy tym kwoty tego rzędu nie
      powodują jeszcze daleko idących zobowiązańsmile

      Osoba samodzielna, niezależna nie musi tego ostentacyjnie udowadniać
      na każdym kroku, bo to robi się śmieszne. Najbardziej razi robienie
      scen i myślenie kategoriami który model randek bardziej się opłaca.

      nawiasem mówiąc - oduczamy skrupulatnie panów miłych zachowań,
      tępimy nieliczne przejawy galanterii, a potem płaczemy że mąż jest
      nieromantyczny, nigdy kwiatów nie kupi, w niczym nie pomoże...
      Więcej luzu, daj facetowi się sobą zaopiekować (szczególnie że tego
      nie potrzebujesz).
      • bene_gesserit Re: Płacenie na randkach 06.02.09, 00:50
        Autorka watku nie 'zrobila sceny'. Wlasnie o tym ten post jest, min.
        A kazdy ma prawo decydowac o sobie, nawet o drobiazgach. I nie
        kazdy ma ochote 'byc zaopiekowana'.
        Wiecej luzu smile
        • kora3 Qrcze to niesamowite, bo 07.02.09, 15:07
          zgadzam sie z wszyskimi po trochu.
          Wg mnie faktycznie facet nie oczekuje tych bieletów do kina (i
          popcornusmile tylko tak sobie powiedział. Wg mnie też jest smieszne
          owo "mierenie pizzy", a także za Velotto powiem, ze to przesada
          trochę.

          Ale poniekad - zgadzam sie też z moim przedmówcą bezposrednim -
          kazdy ma prawo ecydować o sobie nawet w drobiazgach.

          Na mój gust - trzeba to wywazyc i tak pokierowasc, zeby
          nie "zastawic się, a postawic się", wyjsc na osobe małostkową,
          ewentualnie oczekujaca, ze się bedzie pokrywac jej rachunki,
          wzglednie chorobliwie skąpą.
    • ampolion Re: Płacenie na randkach 28.02.09, 23:25
      A czy w Polsce jest znany zwyczaj tak zwanego po angielsku "Dutch treat" kiedy
      to się wzajemnie umawiają, że każdy płaci za siebie i wszystko w porządku i jak
      najbardziej normalnie?
    • lilicziczi Re: Płacenie na randkach 01.03.09, 19:29
      Hmmm. A co powiecie o tym: żyję na tym świecie już jakiś czas
      i nigdy niczego nie zafundowałam facetowi: ani byłemu, ani żadnemu z
      poprzednich: nigdy kina, kawy, piwa itd.

      Po prostu: oni mnie zapraszali, więc oni płacili... NIGDY nie
      zdarzyło mi się zaprosić mężczyzny na randkę (nawet w stałym związku
      inicjatywa ZAWSZE wychodziła i nadal wychodzi od faceta).

      Nie wyobrażam sobie płacenia za faceta na randce. Zawsze
      wydawało mi się, że mężczyzna czuje się komfortowo, gdy to on
      decyduje, z kim się spotyka, jaki scenariusz będzie miało spotkanie
      a także, gdy za koszty wieczoru zapłaci - wtedy czuje, że miła
      atmosfera i przyjemnośc, jaką mi sprawił danym spotkaniem, jest
      całkowicie jego zasługą.

      Moim zadaniem na randce jest ujmujący wygląd ( 100% moich
      możliwośći smile)i podtrzymywanie miłej atmosfery, jeżeli takową on
      stwarza (jeżeli nie stwarza - idę do domusmile). Nigdy nie czułam się w
      żaden sposób zobowiązana do kontynuacji spotkań, jeżeli np. po
      spotkaniu siódmym stwierdzałam, ze to nie to.

      Powiem szczerze, że żadnemu z moich byłych (a także obecnemu)
      mężczyźnie nawet nie odważyłabym się składać propozycji, że za niego
      zapłacę, gdyż zawsze opowiadają mi oni, jak świetnie im idzie
      zawodowo, jak są doceniani (zresztą to była i jest prawda) i ochoczo
      proponują kawę czy obiad.

      Bałabym się również tego, że kobieta zapraszająca i płacąca za
      siebie na randkach mogłaby zostać przez nich odebrana jako
      desperatka a poza tym - typowo meskiej obawy przez presją (jako, że
      ona zapłaciła, to oni są niejako zobowiązani kontynuować cykl
      spotkań ......). Z moich obserwacji wynika, że mężczyzna nade
      wszystko lubi mieć poczucie, że to on kieruje sytuacją i to on o
      wszystkim decyduje - że zaprasza, że wydaje X zł i że nie jest
      zobowiązany do kontynuacji spotkań, a jak ma na nie ochotę, to
      zaprasza mnie jeszcze raz - jeżeli ja przyjmuję zaproszenie, jest
      usatysfakcjonowany, że lubię się z nim spotykać i dobrze się czuję w
      jego towarzystwie.
      Ten mechanizm, moim zdaniem, nie powinien się zmieniać w
      stałym związku i w moim przypadku nie zmienia się!


      Czy to jest faux pas? Czy coś jest ze mną nie tak?

      PS. Oczywiście, nie dotyczy to prezentów z okazji imienin, Mikołaja,
      Walentynek - te kupowałam i kupuję bacznie zwracając uwagę, aby były
      trafione.
      PS.II Nie dotyczy to również spotkań biznesowych. Zdarzyło mi się
      kilka razy zaproponować takie spotkanie - wtedy to ja oczywście
      płaciłam, ale sytuacja była jednoznacznie biznesowa a ja byłam
      stroną inicjującą kontakt biznesowy.

      O odpowiedź proszę przede wszystkim Panów po 30, a nawet bliżej
      40 i po 40, gdyż miewałam i takich, starszych o ponad 10
      lat "starających się" smile

      Pozdrawiam wszystkich forumowiczów
      • romek501 Re: Płacenie na randkach 01.03.09, 22:26
        I tak trzymaj.

      • margot_may Re: Płacenie na randkach 02.03.09, 02:05
        > Bałabym się również tego, że kobieta zapraszająca i płacąca za
        > siebie na randkach mogłaby zostać przez nich odebrana jako
        > desperatka a poza tym - typowo meskiej obawy przez presją (jako, że
        > ona zapłaciła, to oni są niejako zobowiązani kontynuować cykl
        > spotkań ......)

        Hmm, według mnie za bardzo skupiasz się na facetach. Boisz się, że jakiś uzna
        cię za desperatkę jeśli go zaprosisz czy zapłacisz za siebie. "Och, ach i co to
        będzie?!" smile
        To po pierwsze. Po drugie, jesteś niepewna swojej atrakcyjności i pragniesz ją
        potwierdzać. A że potwierdzeniem jest dla ciebie zaproszenie na kawę czy obiad,
        to absolutnie nie może być tak, że ty zapraszasz. Nawet zbudowałaś teorię o
        "typowo męskiej obawie przed presją", żeby się nie wykryło o co ci chodzi.

        Generalnie w związku potrzebna jest szczerość, trochę spontaniczności i na pewno
        nic się nie stanie, jeśli inicjując spotkanie dasz facetowi odczuć, że chcesz
        spędzić z nim czas. A przynajmniej nie powinien uciec gnębiony swoją straszną
        męską "obawą przed presją". big_grin

      • bene_gesserit Re: Płacenie na randkach 02.03.09, 11:57
        lilicziczi napisała:

        > O odpowiedź proszę przede wszystkim Panów po 30, a nawet bliżej
        > 40 i po 40, gdyż miewałam i takich, starszych o ponad 10
        > lat "starających się" smile

        Z ciekawoscia zagladam do tego watku i codziennie zal mi serduszko
        sciska, ze 'wszystkimi panami', ktorzy odpowiedzieli na
        oferte 'zaplac za mnie, a bede ladnie wygladac i bede mila' jest
        jeden jedyny romek, ktory w dodatku nie zeznal, ile ma lat, wiec
        moze przypadkiem ma szesnascie, a wiec raczej nie w targecie, bo
        chyba takich nie 'miewasz'.
      • nsc23 Re: Płacenie na randkach 03.03.09, 00:43
        Hm. Ja to jednak jestem za rownouprawnieniem. Rowniez w kwestii placenia. No i
        chyba pecha mam, bo mojemu mezczyznie zdarza sie nie miec kasy, a ja akurat mam
        ochote na wyjscie do restauracji. To co, mam isc z kumpela? Nie. Wezme jego i
        zaplace za nas oboje. I ani jemu meskosci nie ubedzie, ani mi sie nic nie
        stanie. A zwiazek na tym tylko zyska.
        Patrzac podobnymi kategoriami jak Twoje mezczyzna, ktory ciagle placi, moze
        pomyslec, ze kobiecie zalezy tylko na darmowych obiadach i dlatego sie z nim umawia.
        Osobiscie czulabym sie bardzo zle, gdyby nasze randkowanie mialo wygladac w taki
        sposob, ze to mezczyzna proponuje, planuje, a moim zadaniem jest tylko sie
        wypieknic.
        A co jezeli mam akurat ochote na kino dzisiaj? Facet ma mi w myslach czytac? To
        ja wole powiedziec 'kochanie, chodzmy do kina'. I juz. Wiecej luzu, spontanu i
        partnerstwa.
      • kora3 ciekawe podejscie Lilicziczi 04.03.09, 08:25
        to w kwestii obaw ...

        prawdę mówiąc to (zaraz sypną sie na mnie gromy) smile mnie też sie ani
        nie zdarzało, ani nie zdarza płacić za faceta na randkach. I prawdę
        mówiac za siebie w takich sytuacjach tez okazji nie miałam i nie
        mam. Co nie oznacza bynajmniej, ze nie mam z czego smile.

        Nie wiem ile Lili ma lat, ale ja mam wrazenie, ze w moim przedziale
        wiekowym po prostu przyjete jest i było ze randki proponuja faceci i
        oni też płacą za ewentualne jadła, napoje i rozrywki na nich.

        Wiem, ze czesc z was odbierze to jako wykorzystywanie, ale jestem
        zdania, ze wiekszosc ludzi z mego pokolenia nie patrzy na to w taki
        sposób. To jest wsród nich po prostu norma, naturalne. Tak samo
        zresztą, jak naturalne jest, ze inicjatywa kobiety w sensie
        propozycji randkowych jest mocno ograniczoa, przynajmniej na wstepie
        znajomosci.

        Powyzsze bynajmniej nie oznacza, ze uwazam, iz kobieta płacaca za
        siebie czy nawet zapraszająca faceta robi xle, czy to jakeś dziwo.
        Zwyczajnie nie mam takich doswiadczeń i juz.
        Natomiast zdarzało mi się płacić za siebie i za kolege np.
        zaproszonego przeze mnie (rzadko bo rzadko fakt) i nie widze w tym
        nic nagannego, a juz na pewno nie posuwałabym się do dawania mu "pod
        stołem" kasy, zeby "wyglad miało" zapłacił facet.
        Na pewno też zdecydowanie unikam regulowania mojej naleznosci prze
        osobę, z którą w kawiarni, czy restauracji spokam się zawodowoi to
        bez wzgledu na to, czy to facet, czy kobieta.

        Swoja drogą - no teraz to juz raczej na "randki" nie chadzam ze
        swoim facetem, bo trudno randka nazwać spokanie ludzi mieszkających
        z sobą smile, ale też płaci mój facet i nie tyle nie odwazyłabym mu się
        proponować regulowania achunku (a cóz to zaiły mnie???smile, co raczej
        do głowy by i to nie przyszło.

        Raz jedyny, na poczatku naszej znajomosci usiłowałam zapłacić za
        siebie w dosc nietypowej sytuacji rzeklabym. Otóz była to chyba
        druga "randka". Umówilismy się na jakąs godzinę popołudniowa po
        pracy, ja swoje zajęcia skończyłam wczesniej i postanowiłam cos
        przekasić. Nie zdązyłam zapłacić nim pojawił się mój facet i przy
        wyjsciu zaproponowałam, ze zapłace za moje danie. Był hmmmm lekko
        zdumion i raczej rozbawiony. Poniewaz znał moje zawodowe podejscie
        zapytał wprost, czy z racji tego, ze poznalismy się przy okazji
        pracy traktuje znajomosc zawodowo. Było mi głupio sad

        Nieco mnie dziwi podejscie Lili w zakresie postrzegania kobiety
        płacącej za siebie jako jakiejs desperatkismile

        Natomiast nie dziwi mnie brak poczucia zobowiazań po siódmym
        spotkaniu smile Wg mnie zobowiazujące to moze być zaproszenie na ranke
        na Karaiby, albo przyjęcie drobiazgu w postaci pierscionka z
        brylantem. A nie przyjecie bukietu kwiatów i zaproszenia na kawe.

        Tak całkiem na marginesie - wg mnie w poczatkowej fazie znajomosci
        należy unikać takich sytuacji i rachunkówsmile, które mogłyby sprawć,
        ze my sie czujemy zobowiazane, albo druga strona tak to odbiera.

        W moim odczuciu juz naprawde skrajnie skapy facet postzegałby
        zapłacenie za kawe i ciastko, jako "naciaganie", a skrajnie
        małostkowa kobieta upierałaby się by sama egulowac taki "rachunek" z
        powodu braku checi na "zobowiazania".
    • quba Re: Płacenie na randkach 02.03.09, 16:54
      mam nadzieję ze zażartowałas
Pełna wersja