agpagp
19.04.09, 15:30
Jeżdżę często i dużo. Średnio 4 razy w miesiącu pokonuje trasę Poznań-Kraków.
To prawie 8 godzin jazdy ( wsiadam nieco wcześniej niż Poznań). I zaczęłam się
zastanawiać czy jedzenie w wypełnionym przedziale jest miłe dla reszty
pasażerów. Sama nie jem bo najzwyczajniej w świecie krępuje mnie jedzenie w
pociągach. Piję sok i to mnie jakoś trzyma te 8 godzin. Dodam że po pociągu
przesiadam się w busa i jadę kolejne 1,5 godziny i tez nie jem.
Ale obserwuje ludzi którzy bez większego przejmowania się wyciągają buły z
pasztetem i wcinają. Kruszą a zapachy roznoszą się gdzie chcą. Widziałam już
całe zestawy z KFC czy MCa , kupowane w Kauflandzie wędzone uda indyka i
pałaszowane bezpośrednio z opakowania, bułki, kanapki wszelkiego rodzaju z
wszelakim nadzieniem , jabłka, banany , jogurty i ostatni hit ciastka
nadziewane bitą śmietaną którymi karmione są dzieci ( a które potrafią
obsmarować tym wszystko).
Jak to jest? Wypada czy nie wypada jeść w pociągach? Zwłaszcza kiedy nie ma
wagonu restauracyjnego. ( raz widziałam jak chłopak wychodził na korytarz i
jadł ale jednoczesnie obok niego ktoś palił więc to raczej nie była miła
konsumpcja)