kora3
14.05.09, 07:55
W swiecie kulturalnych ludzi, naturalnie wszyscy sie kochają

, ale
mam takie zapytanie: co w sytuacji, gdy nie wszyscy?
Otóż zdarzyło mi się ostatnio byc gosciem kogoś, kto poza mną goscił
szersze grono ludzi, w tym osobę za którą delikatnie mówiac, nie
przepadam.
Z osobą tą nie wymieniam podczas spotkania na gruncie neutralnym
także ukłonów, pewnie to nie ejst ładnie, no, ale ja uwazam, ze
powody mam.
I mamy sytuację taką: przychodzę, drzi otwiera gospodarz, a owa
osoba z przyczyn mi nie znanych - stoi w kotytarzu. Mówię
ogólne "czesc" - grunt jest czysto towarzyski, wychodząc po
podziekowaniu dla gospodarza, ogólne " dowidzenia".
Czy to jest ostentacyjne ignorowanie nielubianej osoby? Mnie sie
wydaje, że nie. Byłoby, gdybym z każdym z już bedacych tam gosci
witała się indywidualnie i pomineła tylko te osobe, tymczasem
poniewaz obecne były w momencie mego przyjscia tylko dwie osoby:
gospodarz i ta osoba z NIKIM nie wymeniaam uscisków ani dłoni, ani
innych.
Wychodzac z jedną z goszczących tez tam osób pozegnałam się
indywidualnie tylko z gospodarzem pozostałym gosciom
mówiąc "dowidzenia", czy "czesc" ...
Wg mnie to prawidłowo i nie zcuje, bym "ostentacyjnie ignorowała
przy powitaniu i pożegnaniu"- a Wam jak sie zdaje?
Aha - dodam, ze pozostali goscie zachowali sie bardzo róznie- czesc
witała się ze wszystkimi, czesc mówila tylko ogólne słowa powitania