O spóźnianiu się

28.06.09, 18:16
Mam problem - jestem spóźnialska. Dzwonię, uprzedzam, zazwyczaj mieszczę się w akademickim kwadransie i nie zdarza mi się to notorycznie. Walczę z tym, staram się lepiej zorganizować swój czas, nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę tuż przed wyjściem.

W związku z tym, że sama mam tę brzydką cechę nie wiem, jak się zachować w sytuacji, gdy spóźnia się ktoś inny. Tzn. pal go licho, gdy chodzi o czyjeś spóźnianie się tak jak u mnie, od czasu do czasu (ha, skoro rozgrzeszam siebie, to czemu by nie innych). Ale moja ciotka z kuzynkami biją mnie na głowę wielokrotnie..

Dzisiaj przyszykowałam urodzinowe ciasto, mają przyjechać ciotka z kuzynkami. Nie planowałam tego spotkania, bo jestem mocno chora, no ale trudno, jak same się zgłosiły, że przyjeżdżają, to głupio było odmawiać. Napisałam, że zapraszam na 17, bo moja mama musi jutro wstać na 6 do pracy. Jasne, przyjadą.
No i... mamy 18:10, a ja siedzę i piszę tego posta. Jestem wściekła. Dzwoniłam do nich pół godziny temu, właśnie skądś wróciły i dopiero się wybierają do mnie. Żeby chociaż uprzedziły...
Miesiąc temu na imieniny mamy było to samo - nie planowaliśmy spotkania (mama chciała odespać ciężki tydzień), ale słowo się rzekło i przyjechały. Spóźnione.

Wiedzą, że komplikują nam plany. Do tej pory pozwalałam sobie dość swobodnie żartować na ten temat (np. "zapraszamy na 17, ale mówię o godzinie w naszej strefie czasowej", albo "Następnym razem jak będziemy zapraszać powiemy wam, że spotkanie jest godzinę wcześniej, to będziecie o czasie").

Teraz mną trzęsie ze złości. Najchętniej bym wskoczyła pod koc i poszła spać, ale kto wie, kiedy się pojawią. Teraz myślę, że powinnam była im powiedzieć w rozmowie telefonicznej o odwołaniu spotkania. Następnym razem, jak znów się spóźnią godzinę bez uprzedzenia, chyba wyjdę z domu i tyle, bo ile można czekać.

Z drugiej strony, jak powiedzą, że spóźnianie się nie jest mi obce, to też będą miały rację. Bardzo głupia sytuacja...

ps. zdaję sobie sprawę, że moja historia bardziej dotyczy ogólnych relacji niż Sv, ale nie wiedziałam, gdzie umieścić mój wątek..
    • kol.3 Re: O spóźnianiu się 28.06.09, 19:05
      Spóźnianie się kwadrans, a spóźnienia dwie godziny i przy tym jawne
      lekceważenie, to jednak dwie inne sprawy. Kwadrans może być związany z kłopotami
      z dojazdem, niespodziewanymi zdarzeniami (oczko w pończosze) itp. Natomiast
      przypadek kuzynek to cięższy kaliber, chamstwo i jawne lekceważenie. Sposoby
      są następujące: albo nie zapraszać, jak przyjdą dać herbaty i co jest w domu,
      albo zapraszać i cierpieć, albo zapraszać o godzinę-dwie wcześniej to może w
      końcu nauczą.
    • e._ Re: O spóźnianiu się 29.06.09, 07:51
      Jest jeszcze jeden sposób: zaprosić kuzynki ale też kilka koleżanek
      tak, że gdy kuzynki przyjadą po dwóch godzinach na zasadzie "Oto
      jestem!", zrobić im herbatę i ubolewać, że z ciast zostały
      okruchy... Żałować, że mimo przypomnienia nie tylko nie pojawiły się
      na czas, ale też nie uprzedziły o takim spóźnieniu.
      Można też, zapraszajac na 17.00 uprzedzić (a potem jeszcze raz to
      powtórzyć), że liczę na punktualnosć bo muszę o 20.00 wyjść do
      koleżanki. Pretekst - dowolny. Mam pilnować jej dziecka bo ona ma
      odebrać kogoś z lotniska czy dworca, mam jej pomóc w umówionej na
      20.30 rozmowie telefonicznej po angielsku a ona nie zna
      angielskiego, albo np jestem zaproszona na jej urodziny.
Pełna wersja