Ingerujecie gdy koty posuną się za daleko ?

31.10.09, 12:02
Najpierw są zaczepki,potem gonią się po całym mieszkaniu,robią zapasy a po
chwili zabawa zamienia się prawie w walkę.
Szymek i Mela, raz jeden jest agresorem a drugi ofiarą,na następny dzień
odwrotnie.Gdy ofiara zaczyna syczeć i drzeć pyszczydło wiem że to już nie
przelewki bo to pobudza drugiego kota do zwiększonego ataku.
Czasami ich zabawy są w miarę łagodne ale coraz częściej ostrzejsze.
Pewnie trafił swój na swego i żaden nie chce być gorszy.Miśka przygląda się
młodzieży z politowaniem,póki jej to nie dotyczy.Gdy któreś z kotów w nią się
zaczepia muszę wkroczyć do akcji bo ona pewnie juz z racji wieku nie wdaje się
w bójki tylko ucieka prychając i wyzywając pod nosem.Jest bardzo
delikatna.Prawdziwa arystokratka smile
Bojowy duch odzywa się w niej tylko w jednym przypadku,gdy któreś zajmie
monitor.Będzie tak długo wpatrywać i zabijać wzrokiem że ( w przypadku Szymka
) nieszczęśnik przełknie kilka razy ślinkę i w końcu ustąpi miejsca starszej
osobie. wink
    • salimis Re: Ingerujecie gdy koty posuną się za daleko ? 31.10.09, 12:18
      Ja juz za tymi kotami nie nadążam.Jeszcze pół godziny temu młody dał popalić
      Meli że ta się darła w niebogłosy a po chwili odpoczynku Mela przypuściła atak
      na młodego.Łazi teraz po pokoju z ogonem tryumfalnie podniesionym do góry.
      • p.aulinka Re: Ingerujecie gdy koty posuną się za daleko ? 31.10.09, 12:40
        Moim zdaniem nie jest to sytuacja by juz reagowac.
        Skoro oboje na zmiane sa agresorami - i sie leja tyo ok.
        Zaczelabym sie martwic gdyby jedno atakowalo a drugie za jakis czas nie mialo
        odwagi spuścić wcirów niedawnemu dręczycielowi.

        ps. Miski oczywiscie bym broniła skoro nie ma ona ochoty na łapoczyny
        • morgen_stern Re: Ingerujecie gdy koty posuną się za daleko ? 31.10.09, 13:15
          Podobnie jak p.aulinka - jeśli oba dają radę się obronić, nie ingeruję, tylko
          czasem jęczę na głos: "Mieciu, daj jej spokój.." smile
          • wladziac Re: Ingerujecie gdy koty posuną się za daleko ? 31.10.09, 13:45
            mój błogosławiony między niewiastami kocur czasami za dużo sobie pozwala i ja
            ingeruję bo mocarz z niego jest a kotki delikatne więc trochę się o nie boję że
            za mocno im się oberwie a oddać nie umieją,na szczęście nie bywa to za często
            • salimis Re: Ingerujecie gdy koty posuną się za daleko ? 31.10.09, 15:01
              No więc ja tak długo nie wtrącam się w ich sprawy dopóki widzę ze szanse są w
              miarę wyrównane ale gdy któreś z nich kładzie się na pleckach okazując tym
              uległość a drugie pomimo tego nadal atakuje ze zdwojoną siłą no to niestety
              lecę na pomoc.Rzadko to robię ale czasami wydaje mi się że tak trzeba zanim
              faktycznie zaczną się ostro prać.
              • wiesia.and.company Re: Ingerujecie gdy koty posuną się za daleko ? 31.10.09, 16:28
                Ja tak jak salimis ingeruję w rozróbę. Ale dopiero wtedy, gdy prześladowany leży
                na boku w pozycji poddanego, z uszami położonymi i wzniesionymi obronnie
                łapkami. Mnie wyręcza Szefowa Wikcia. Ona sobie spokojnie śpi lub leży i
                nasłuchuje, jak rozwija się akcja. Jeśli kot zagoniony krzyczy coś, ona to
                rozumie i potrafi wyprysnąć zdecydowanie z legowiska, staje za agresorem i wali
                znienacka w plecy. Na wielkiego Filipka odbija się z tylnych łap i wali obiema
                przednimi w plecy. Tak skarcony kot (najczęściej Filipek) odchodzi grzecznie i
                kończy akcję.
                A ja biorę na ręce przestraszoną ofiarę i ugłaskuję, a na agresora kieruję ostre
                spojrzenie i zwracam się karcąco z przemową. Krótką.
                Czasem po prostu koty się tak potrafią rozemocjonować, że tracą świadomość ile
                ważą i jaką siłę mają w łapach, Filipek czasem potrafi staranować Frygę smile
    • anina-1 odwracam uwagę kocurka :) 31.10.09, 17:28
      smile Jak kocurek był malutki to kotka potrafiła sie z nim bawić delikatnie i nie
      ingerowałam. Ale teraz jak przerósł kotke to tak mi jej szkoda, bo mam wrażenie,
      że on się nad nią znęca.
      Ona jest bardzo inteligentna, woli ustąpić, uciec, a on normalnie rozrabiaka i
      biję ją ciągle tongue_out
      Czasem próbuje odwrócić jego uwagę i wyciągam myszkę do zabawy żeby się z nim
      pobawić, a ona mogła odsapnąć.
      • jottka co do słabych kocic:) 31.10.09, 17:37
        to ja mam zupełnie inne doświadczenia w zaprzyjaźnionym kocim stadku - drobna
        koteczka wpadała z ogrodu i z rozpędu czyniła porządek, waląc po pyskach kilka
        znacznie roślejszych od niej kocurów, które w panice czmychały pod meblesmile jej
        córka czyniła to samo w odniesieniu do swych braciszków, natomiast siostrzyczka
        mego kocura potrafi samym spojrzeniem i głuchym warkotem zmusić do gwałtownej
        rejterady kilkakrotnie większego od niej konkurenta do miskismile
        • anina-1 Re: co do słabych kocic:) 31.10.09, 17:43
          oj to zupełnie inny charakter kotki smile
          Moja jakaś taka zbyt miła i uległa jest smile
          • jottka Re: co do słabych kocic:) 31.10.09, 17:45
            wiesz co, po znajomości mogę załatwić twojej kici trening asertywności -
            przyjrzy się koleżankom, to zrozumie, jak należy postępowaćsmile
        • salimis Re: co do słabych kocic:) 31.10.09, 17:50
          wiesia.and.company napisała:
          Czasem po prostu koty się tak potrafią rozemocjonować, że tracą świadomość ile
          ważą i jaką siłę mają w łapach, Filipek czasem potrafi staranować Frygę

          No właśnie i tego się boję.Szymek cały czas rośnie,także w siłę.Skoro już teraz
          dorównuje Meli to co to będzie póżniej.

          jottka te bojowe charakterki pewnie rodzinne w genach przeniesione.
          Pamiętam ze Sali była taka bojowa,nie tylko ze spuściła łomot własnemu ojcu to
          jeszcze psy poustawiała.Nota bene jej tatuś ponoć był niezły zakapior.Tak więc
          nie daleko pada jabłko od jabłoni smile
    • maryshaa Re: Ingerujecie gdy koty posuną się za daleko ? 19.11.09, 15:17
      Ciesze się, że trafiłam na watek Salimis...
      Mam po raz pierwszy w życiu dwa koty...Wcześniej w domu rodzinnym
      miałam psa z kotem, i z dochodzącym wilekim psem... i kot oczywiście
      rozstawiał psy po kątach, albo ignorował...
      Ale teraz mam roczną Neskę i dwa tygodnie temu dokociłam jej
      Kofiego, trzymiesięczny mniej więcej kocurek...
      Dokacanie (2 dni) przepłakałam... potem było już tylko lepiej...
      Ale... właśnie od niedawna nie wiem czy to jeszcze zabawa czy
      pokazywanie siły...
      Jak wyglada kot, który się poddaje? Czy powinnam właśnie
      interweniowac jak jeden się poddaje a drugi go nadal męczy?
      Męczą się wzajemnie aż jeden zaczyna się drzeć... raz jedno raz
      drugie... na szczęście Neska już nie terroryzuje małego jak na samym
      początku...
      Ale czy powinnam interweniować i jak poznać kiedy to już nie zabawa?
      • nioma Re: Ingerujecie gdy koty posuną się za daleko ? 19.11.09, 15:25
        Na ogol nie reaguje, jak juz uznam, ze przeginaja to robie
        glosne "Ej!"
        To wystarczy, odpuszczaja od razu.
      • wiesia.and.company Re: Ingerujecie gdy koty posuną się za daleko ? 20.11.09, 20:26
        Maryshaa, kot który się poddał i bardzo się boi tego drugiego, atakującego,
        przypada płasko do ziemi, przyjmuje pozycję boczną, pyszczek rozwarty w
        ostrzegawczym syku , uszy płasko położone do tyłu,
        przednie łapki trochę wyciągnięte przed siebie. Wtedy ja interweniuję wrzeszcząc
        na agresora i przerywając zabawę (bo najczęściej to w zabawie koty tak
        zapamiętale się gonią i bawią w berka). Potem tego przestraszonego biorę na
        ręce, trzymam z daleka od agresora i uspokajam, głaszczę, przemawiam. A bijącego
        - ignoruję.
        Najczęściej ten, który tak bije, nie zdaje sobie sprawy ze swojej siły lub masy
        ciała i potem się dziwi, że ten drugi tak się rozdarł.
        Uczą się w tych przepychankach, co jest jeszcze zabawą, a co stało się już
        nieakceptowalną przemocą.
        A ja mam dobrze - pomaga mi w moich interwencjach szefowa Wikcia. Trzepie łapą
        po grzbiecie kociego agresora. I nikt jej nie pyskuje, nawet wielki Filipek
        grzeczniutko zwija ogon i odchodzi smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja