Dodaj do ulubionych

Niewydolność nerek.. niestety..

13.11.09, 11:24
Cóż mogę napisać... źle mi..
Przeczytałam cały wątek Awanturki i wszystko inne co na ten temat znalazłam i
nie wygląda to dobrze..
Wczoraj wet pobrał Kocurowi krew, dzisiaj zadzwonił z wynikami.. bardzo wysoki
mocznik i kreatynina, reszty nie znam (robiłam całą biochemię i morfologię).
Będziemy próbowali wyciągnąć go z ostrej niewydolności - na razie antybiotyk i
coś tam jeszcze, dowiem się popołudniu kiedy pojadę do lecznicy.
Na szczęście Kocur jeszcze sam je - niewiele, ale je, próbuje dawać mu kilka
razy dziennie małe porcje, najlepiej idzie mu jedzenie z ręki. Jako że były
już dwa dni kiedy nie chciał jeść w ogóle, to w przypływie desperacji kupiłam
mu whiskasa dla juniorów i tego trochę zjadł, plus trochę surowej piersi z
kurczaka..
Kuźwa, jak mi źle, siedzę i płaczę, chowam się przed dziećmi..
Kocur jest ze mną od 16 lat, wzięłam go ze schroniska jako kilkutygodniowego
kociaka.. Miałam wtedy 19 lat, zaczynałam dorosłe życie (studia w innym
mieście), Kocur był zawsze ze mną, bez problemu się przeprowadzał, pokochał
moje dzieci, męża ubóstwia.
I jak to tak, teraz ma odejść?
Trzymajcie kciuki za Kicuszka..
Obserwuj wątek
    • leniwiec1975 Re: Niewydolność nerek.. niestety.. 13.11.09, 12:30
      Trzymam kciuki za Was.
      Niewydolność nerek nie musi oznaczać wyroku. Mój Kot miał zdiagnozowaną ostrą
      niewydolność nerek 3,5 roku temu (miał wtedy 11 lat). Wyciągnęliśmy go z fazy
      ostrej nn, ale pozostala przewlekła niewydolność nerek. Kiciuś był na diecie
      nerkowej, rok później zaczął przyjmować fortekor (teraz chyba pod nazwą
      prilben). Oczywiście regularne badania moczu i USG.
      Martwiliśmy się jego nerkami całe lata, a w końcu pokonał go rak. Biedne, chore
      nerki zniosły bez problemu chemioterapię (wyniki niewiele się pogorszyły), leki
      przeciwbólowe, antybiotyki, sterydy... Działałyby dobrze jeszcze przez wiele
      lat, gdyby nie paskudny nowotwór, z którym nie udało się nam wygrać sad
      Więc nie martw się, nie wszystko stracone, Twój Kocur może dobrze funkcjonować i
      się czuć jeszcze wiele lat.
      Przytulam Ciebie i Kocurka i mocno trzymam kciukismile
      • circa.about Re: Niewydolność nerek.. niestety.. 13.11.09, 12:41
        Leniwiec - na bieżąco czytałam Twój wątek i bardzo mocno trzymałam kciuki za
        Twojego koteczka.. Przykro mi, że tak się stało, dokładnie wiem, co wtedy
        czułaś, nie mogę sobie tylko wyobrazic, jak to jest kiedy taki wieloletni
        przyjaciel odejdzie..
        Nie znam jeszcze dokładnych wyników krwi mojego Kocurka, ale z tonu głosu weta
        wywnioskowałam, że jest bardzo źle, choroba jest już bardzo posunięta. Najgorsze
        jest to, ze mam wyrzuty sumienia, ze nie zareagowałam wcześniej. Mimo, ze miski
        były zawsze puste, kot wychudł, duzo pił. Okazało się, że to moja druga kotka
        wszystko zjadała, a Kocur tyle co ptaszek. Nie muszę Wam mówić, że Kinia teraz
        wygląda nadzwyczaj dobrze, po takiej "podwójnej" diecie..
        Cieszę się że przynajmniej udało mi się znaleźć super weta, oczywiscie nie w
        moim mieście a 20km obok..
        Ech..
        • nioma Re: Niewydolność nerek.. niestety.. 13.11.09, 12:47
          kochana,
          u mojej starszej Kotki zdiagnozowano to samo rok temu w grudniu, wyniki krwi
          byly tragiczne.
          dostala antybiotyk, codziennie chodzilismy na kroplowki wzmacniajace, dostala
          lek i zmiane karmy na KD Hills'a.
          Minal rok.
          Kotka jest cala, zyje, jest w dobrej formie.
          Niedlugo idziemy na kontrolne badania (wczesniej oczywiscie tez byly robione i
          okazalo sie, ze wszystko wrocilo do normy po kroplowkach).
          Ja tez plakalam i balam sie, ze to koniec ale okazalo sie, ze wcale nie.
          Zycze zdrowia dla Kota.
          Trzymajcie sie cieplo
          • circa.about Re: Nioma 13.11.09, 12:53
            Tchniesz nadzieję w me serce smile.
            A napisz mi, czy podczas ostrego etapu choroby Twoja kotka jadła? Bo kocur je
            tyle co nic, co 2-3 godziny mu podstawiam ilość łyżki stołowej, czego i tak do
            końca nie zjada. Mam nadzieję, ze taka ilość mu wystarczy by wątroba nie
            zastrajkowała..

            Już zamówiłam trochę mokrej karmy dla nerkowców, pewnie coś też kupię dzisiaj w
            lecznicy, żeby mieć dla niego jedzenie do momentu gdy przyjdzie paczka..
            • leniwiec1975 Dieta w ostrej fazie nn 13.11.09, 13:05
              Wiem, że to pytanie nie do mnie, ale może Ci się przyda to, co pamiętam sprzed
              paru lat z leczenia mojego Kota w ostrej fazie.
              Przez pierwsze kilka dni Kiciuś w ogóle nie jadł - nie chciał jeść ani karmy,
              ani mięsa (nawet traktowanej jako nadzwyczajny smakołyk wątróbki). W tym czasie
              miał codziennie kroplówkę - nie tylko "płuczącą", ale też odżywczą (mój wet
              nazywał ją "schabowym"smile). Równocześnie antybiotyki.
              PO kilku dniach (teraz już nie pamiętam - 3 czy 5) Kot zaczął jeść, na początku
              niewiele. Pamiętam, że (jedyny raz w życiu) smakowało mu wtedy mleko dla kotów.
              ANtybiotyki i kroplówki przyjmowaliśmy w sumie przez 2 tygodnie. Potem USG,
              które wykazało, że nerki nie zostały uszkodzone. I badania krwi, z niższym już
              niż na początku poziomem kreatyniny i mocznika (chociaż oczywiście ponad normę).
              Generalnie my zauważyliśmy chorobę tylko dlatego, że Kot przestał jeść -
              zupełnie nic przez 24 h, więc powędrowaliśmy od razu do weta i badania krwi tego
              samego dnia przyniosły informację o ostrej nn.
              Reasumując - zadbaj, żeby KOt dostawał kroplówki, dopóki nie zacznie jeść. Potem
              już powinno być z górki, jak się lepiej poczuje, odtruje się, wróci mu apetyt.
              Trzymam za Was kciuki.
    • circa.about Re:byłam u weta u mnie w mieście 13.11.09, 13:56
      z zapytaniem, czy jak tamten drugi coś przepisze, to on poda i okazało się, że
      nie ma problemu. Nawet kroplówki jeśli będą zlecone. Na szczęście nie obraził
      się, że nie wierze w jego umiejętności, a wręcz zaznaczył, ze nie zajmuje się
      specjalistycznym leczeniem małych zwierząt, ale z zabiegami nie będzie problemu.
      Ufff... przynajmniej tyle..
      • kamilcia23 Re: Niewydolność nerek.. niestety.. 13.11.09, 18:58
        moich rodziców kot miał ostrą niewydolność nerek 2 razy za drugim
        razem wetka podała mu wszystko co było można i powiedziała jeśli
        przeżyje noc to bedzie żył wszystko jest już w jego łapkach.Tituś
        chciał bardzo mocno żyć i zyje od tego czasu minął prawie rok
        kocisko miewa się dobrze.Jest na diecie i je naprzemian karmę RENAL
        i URINARI(miał też kamienie w woreczku).Pozdrawiam bedzie dobrze
        tylko bedziecie musieli ściśle trzymać się diety.Pozdrawiam
    • circa.about Re: Kocur na kroplówkach 16.11.09, 11:04
      Od piątku biedak był leczony zastrzykami (antybiotyk i furosemid) + doustnie
      ipekakine - nic to niestety nie dało.. Mimo, że trochę jadł (głównie mięso dla
      niemowląt Gerbera), to robił się co raz słabszy.
      Dzisiaj zawiozłam go do weta na kroplówki, zostanie tam cały dzień, dostanie
      pewnie ze dwie..
      Od jutra niestety będę musiała robić kroplówki sama (będzie miał wenflon), i
      trochę się boję..
      Czy któraś z Was robiła kiedyś kotu samodzielnie kroplówki?
      Myślicie, ze dam radę?
      • ashton Re: Kocur na kroplówkach 16.11.09, 11:43
        Na pewno dasz radę! Ja wprawdzie samodzielnie kroplówki nie dawałam
        tylko lekarz do domu przyjeżdżał, ale w warunkach domowych jest to
        jak najbardziej wykonalne, woreczek z płynem dyndał sobie na
        lampie wink Kota się lekko wyrywała na samym początku, ale to jest
        takie pierwsze nieprzyjemne wrażenie, później leżała spokojnie.
        Powodzenia!
        • circa.about Re: Kocur na kroplówkach 16.11.09, 12:36
          Jak go rano zostawiałam w lecznicy, wet powiedział, że te kroplówki powinny go
          trochę postawić na nogi, ale czy nerki podejmą pracę, to trudno powiedzieć..
          No nic, czepiam się ostatniej nadziei..
          Siedzę w domu sama z dziećmi (jedno chore,wiec zaraz pewnie drugie też złapie),
          nie mogę niczym się zająć, łzy mi trąbią, wciąż myślę o Kocurzastym..
          Już od kilku miesięcy pojawiała mi się w głowie myśl, że niewiele mu czasu
          zostało, ale jak wydaje się, że przyszedł ten moment, to nie potrafię się z tym
          pogodzić..
    • circa.about Re: Podłączyłam kroplówkę! 17.11.09, 15:11
      Myślicie, ze dobrze?
      Dostałam od weta gotową butelkę (NaCl, Catosal, Furosemid), spuściłam z rurki
      bąbelki powietrza, przepłukałam solą wenflon, podłączyłam - teraz kapie bardzo
      wolno. Znaczy tak myślę, że wolno..
      Kocur leży grzecznie w transporterze, a ja cała się trzęsę z emocji.. Aż mi się
      słabo zrobiło, tak się zdenerwowałam..
      Wczoraj dostał kroplówę w lecznicy, i dzisiaj wygladał i czuł się o wiele
      lepiej.. Coś tam zjadł, trochę na siłe strzykawką, trochę z ręki, ale w
      porównaniu z tym, co było wcześniej to i tak dużo.
      Te kroplówki w lecznicy zawierały jeszcze dwa inne leki, których niestety wet w
      moim mieście nie miał, ale i tak cieszę się, ze zgodził się przygotować miksturę
      z tego co miał i mogłam ją podać w domu.
      Mam tylko nadzieję, ze krzywdy kotu nie zrobię..
    • circa.about Re: dializa trzewna 20.11.09, 17:10
      Po trzech kroplówkach i serii antybiotykow kotek trochę się poprawił.. Znaczy
      wciąż nie jest to ten sam kot, ale przynajmniej je i trochę mniej śpi,
      przychodzi na pieszczochy i trochę się zaokrąglił.
      Kot wciąż dostaje furosemid, ipatikine, wreszcie przyszła z krakvetu karma dla
      nerkowców.
      Dzwoniłam dzisiaj do weta, który go prowadzi żeby zapytać, co dalej, a on oprócz
      tego co kot teraz dostaje, zaproponował DIALIZĘ TRZEWNĄ, co wg niego powinno
      ładnie kota wyczyscić z nadprogramowego mocznika.
      Czy ktoś z Was miał do czynienia z takim zabiegiem?
      Czy to bezpieczne, i najważniejsze skuteczne?
      • wiesia.and.company Re: dializa trzewna 20.11.09, 21:39
        Nie, nigdy się z taką dializą nie zetknęłam. Niestety, nie umiem pomóc.
        A co do tych preparatów do kroplówek... to są normalne preparaty, takie dla
        ludzi, jakie możesz kupić w aptece. Czasem ich skład jest przewidziany dla ludzi
        z tzw. leczenia zamkniętego (czyli szpitale, kliniki). Najlepiej by było, gdybyś
        od weta w mieście kupiła te butelki na zapas (lub te miękkie woreczki). Ja tak
        kupowałam z wyprzedzeniem. Nie wiem, czy byłoby możliwe, gdyby wet miejski
        wypisał Ci receptę (z pełną odpłatnością, jeśli po prostu tak może) i wtedy w
        Twojej aptece mogłabyś zamówić baterię butelek lub woreczków.
        Ważne jest w tej chwili samo płukanie - co już robisz. A nad dializą trzewną
        możesz pomyśleć. Istotne jest też, jakie jest tempo wypłukiwania kreatyniny i
        mocznika z organizmu. Może dobrze idzie i ta dializa nie będzie konieczna?
        Przy podawaniu kroplówki ważne jest powolne ściekanie, nie powodujące pęcznienia
        żył. Warto oczywiście od czasu do czasu skontrolować, czy się nie wypięło
        podłączenie do wenflonu (albo czy wenflon nie przeciął żyły i się nie wyciągnął).
        Trzymam kciuki za Was! Dzielna jesteś! Życzę szybkiej poprawy stanu i apetytu
        koteńkowi! Oby najgorsze już było za Wami!
        • awanturka Re: dializa trzewna 21.11.09, 11:07
          Dodam tylko od siebie, ze leki "ludzkie" są duzo tańsze, nawet 3,4 razy ! Tylko trzeba dostosowywać dawki.


          Dializę otrzewnową można robić w domu (nie robiłam, ale wiem, że można). wpuszcza się mu do jamu brzusznej sporo płynu i na zasadzie osmozy ten płyn (pewnie głównie woda) ściąga z organizmu mocznik. Kot powinien leżeć spokojnie ładnych parę godzin, potem mu się płyn z jamy brzusznej spuszcza. Lekarka o tej metodzie wspominała, ale jakoś mnie na to nie namawiała, a na koniec (niestety dopiero na koniec) trafiłam do lekarki, która miała w necie (i w realu) entuzjastyczne recenzje i sama oceniam, że była bardzo dobra.
    • awanturka Re: Niewydolność nerek.. niestety.. 21.11.09, 11:13
      Tu awanturka! Wiem co przeżywasz, jestem z Tobą.

      Przykro mi, że trafiłaś od razu na mój wątek, który nie nastraja optymistycznie... Ale jak widać niekoniecznie musi tak to wyglądać jak z moim kotem - wet mówił, że są koty, które z tym zyją spokojnie 3-4 lata i nawt bardzo ostry stan na początku niekoniecznie wróży bardzo źle - poprostu bywa to różnie.

      No tylko tyle, że Twój kot ma już swoje lata...

      Bardzo mocno Cię przytulam a Twojemu kotu zyczę wiele sił do walki z chorobą, niech zyje jak najdłużej !!!
      • circa.about Re: Dół 21.11.09, 14:09
        Serdeczne dzięki za miłe słowa..
        Niestety nie mam dzisiaj dobrych wieści, bo Kocur znowu nie je..
        I co dziwne przy tak wysokim moczniku - nie śpi, leży na swoim posłaniu w
        pozycji "na kadłubka" (schowane pod brzuchem wszystkie łapki) i obserwuje.. Co
        prawda nie ma jakoś specjalnie zbolałej mordki (jak było tuż po diagnozie),
        powiedziałabym nawet, że jest pogodny, ale w ogóle do nas nie przychodzi, nic go
        nie interesuje..
        I co wczoraj zauważyłam - coś dziwnego dzieje się z jego tylnymi łapami, są
        jakieś sztywne, podczas chodzenia zarzuca kotem na boki..

        Coś czuję, że właśnie stanęłam na progu decyzji, czy przypadkiem nie powinnam
        już mu odpuścić.. Te wszystkie wycieczki do weta, zastrzyki, kroplówki
        (siedzenie w transporterze przede wszystkim) są dla niego strasznym stresem, a
        efekt marny.. Oczywiście przedłuzam mu życie, ale jakim kosztem? Rozmawiałam
        wczoraj o tym z moim mężem, powiedziałam, ze nie chcę kotu fundować
        niepotrzebnych męczarni, że jak nie będzie już nadziei, to pozwole mu odejść.. A
        mój mąż na to, że jego zdaniem to już jest męczarnia, bo mimo że kot wciąż żyje,
        to za każdym razem gdy biorę go na ręce, trzęsie się ze strachu, że znowu będę
        wciskać w niego jakieś lekarstwa, albo wiozła do lecznicy..
        A teraz się znowu pogarsza i co - znowu całą polka z zakładaniem wenflonu,
        kroplówkami od początku?
        Trudne to wszystko.. ech..
        • nomya Re: Dół 21.11.09, 15:52
          circa.about przytulam Was mocno i życzę Wam siły w tej trudnej sytuacji.
          Jesteście bardzo mądrymi i odpowiedzialnymi ludźmi rozważając tą pozornie
          "najgorszą" opcję, podchodzicie humanitarnie do kociaka. Jestem przekonana, że
          podejmiecie słuszną decyzję jakakolwiek by ona nie była. Pozdrawiam ciepło
          • wladziac Re: Dół 21.11.09, 17:53
            współczuję i trzymam kciuki za nadzieję,może jeszcze istnieje,ale kiedy
            stwierdzisz że kociuś się strasznie męczy to trzeba podjąć tę decyzję,trzymajcie się
            • awanturka Re: Dół 21.11.09, 18:40
              Nie wiem czy tak jest zawsze, ale ze mną było tak, że ja w jakiś sposób wiedziałam, że już przyszedł czas - zupełnie tak jakby mój Wrzaskun dał mi znak kiedy chce już odejść.


              To trudna decyzja, może nie powinnam o tym tu wspominać - ale trudna też ze względów finansowych - każdy dzień życia tak chorego kota kosztuje - wizyty u weta, kroplówki, lekarstwa... Myśmy wzięli kredyt (może nie duzy, ale jednak) który będziemy spłacać pół roku. Wiesz - nawet u ludzi kalkuluje się - kładzie na szali z jednej strony koszty z drugiej strony efekt terapii (na szczęście nie muszą robić tego bliscy - to wpisane jest w standarty leczenia).

              Ale póki co skoro Wasz kot interesuje się otoczeniem i nie wygląda na cierpiącego to może niech sobie jeszcze trochę pożyje. A może coś się odwróci i pozyje dłużej - podobno ta choroba potrafi mieć nieprzewidywalne zwroty....

              Spokojnie, nie róbcie niczego pochopnie, a do takiej decyzji żeby dojrzeć też trzeba czasu... W miarę szybka akcja jest potrzebna tylko wtedy gdy kot się ewidentnie męczy.
              • circa.about Re: Dół 21.11.09, 18:55
                Oczywiście że nie mam zamiaru usypiać kota, który wciąż jeszcze trochę je (dziś
                udało się wcisnąć saszetke RC Renal, to nie dużo, ale zawsze cos), ma jeszcze
                siłę wskoczyć na wysokość metra (półka w szafie), chadza sam do kuwety.. Nie mam
                też w planie zaprzestać leczenia, które stosuje do tej pory (furosemid,
                ipakitine, dieta).. W poniedziałek rano pojadę z nim do weta, i wtedy uzgodnimy
                co dalej.. Przyznam szczerze, że jeśli wet zaproponuje kolejną serię kroplówek,
                albo tę dializę o której pisałam wyżej i nie okaże się ona jakoś koszmarnie
                droga, to zapewne się zdecyduje, bo wciąż nie czuję się gotowa by się z
                Kociastym pożegnać. Pytanie tylko, czy kiedykolwiek będę na to gotowa?
                • wiesia.and.company Re: Dół 22.11.09, 00:20
                  Wspaniałe jest to, że szukasz ratunku dla Twojego Kocurka. W chorobie tej są
                  załamania i lepsze okresy. Awanturka bardzo mądrze Ci podpowiada, a i Ty sama
                  jesteś bardzo rozsądna. Wiadomo, że jeśli coś leży w naszej mocy, to czyni się
                  wszystko - bo się kocha. Pewnie nie raz będziesz miała wątpliwości, ale to w
                  przewlekłej chorobie jest normalne. Jeśli mimo intensywnego leczenia wyniki będą
                  się pogarszały, to będziesz zyskiwać pewność, że już nie ma ratunku, że już
                  tylko trzeba myśleć o uniknięciu cierpienia, że już trzeba pozwolić odejść. Ale
                  to się widzi, że już nie ma kontaktu z Ukochanym Kociem...
                  A na razie to przedwczesne jeszcze, dlatego trzymam kciuki. Czasem takie
                  przepłukanie nerek potrafi postawić na nogi. To przecież rodzaj dializowania
                  nerek u ludzi, a z tym się żyje (wiadomo, że do czasu...). Moja sąsiadka
                  jeździła ze swoim kocurkiem na kroplówki raz na dwa tygodnie przez cały rok. No
                  a już wypowiedź niomy i kamilci23 zdecydowanie podnosi na duchu. I tak trzymać!
                • leniwiec1975 Re: Dół 22.11.09, 11:32
                  Circa, bardzo dzielnie sobie radzicie, trzymam kciuki. Z tego, co piszesz, mimo
                  ponownego pogorszenia apetytu, jest nieźle: Kocurek je, skacze, załatwia się...
                  W trakcie choroby naszego Kota nasi weci, do których mam absolutne zaufanie,
                  mówili, że dopóki Kot funkcjonuje (je, załatwia się) i jest aktywnym domownikiem
                  (przychodzi do nas, mruczy, łasi się itd.), jest za wcześnie na myślenie o
                  eutanazji. Wierzę im.
                  Jak pisali już inni, jest taki moment, kiedy chory kot sam daje znać, że to już.
                  Na pewno to zauważysz. I wtedy już nie będziesz miała wątpliwości. Życzę Ci,
                  żeby ten moment nastąpił jak najpóźniej. Na razie staraj się o tym nie myśleć,
                  choć to b. trudne.
                  Trzymam kciuki za Was. I za poniedziałkową wizytę u weta. Próbujcie dalej,
                  jesteście bardzo dzielni.
    • circa.about Re: Wcale nie było gorzej.. 22.11.09, 11:40
      tylko Kocur nie lubi RC Renal..
      Tak jak wczoraj pisałam, przez cały dzień z wielką niechęcią jadł niewielkie
      ilości mokrego z saszetki a wieczorem już w ogóle zastrajkował i odwrócił się
      tyłem do miski.
      Jakież było moje zdziwienie, gdy podczas nakładania karmy dla drugiego kota,
      Kocur galopkiem przytruchtał do kuchni i swoim starym zwyczajem normalnie zaczął
      żebrać. A gdy postawiłam Kini jedzenie (Miamor w saszetkach), Kocur wręcz ją
      wypchnął sprzed miski i ŻAAARŁ!
      No i teraz mam dylemat - trzymać go tylko na tym Renalu, którego je niewielkie
      ilosci, czy pozwolić mu jeść to co chce?

      P.S. W poniedziałek zamówie mu Hillsa i Eukanubę -może to mu bardziej podejdzie..
      • leniwiec1975 Re: Wcale nie było gorzej.. 22.11.09, 12:34
        Supersmile Cieszę się, że z apetytem Kocura wszystko OK. Zadajesz b. trudne
        pytanie: z jednej strony w niewydolności nerek dieta to podstawa, z drugiej -
        jak świetnie wiesz, najważniejsze jest to, żeby Kot jadł... Spróbuj faktycznie z
        innymi karmami - mojemu Kocurowi najbardziej smakował pasztet k/d Hillsa, renala
        lubił tylko takiego o smaku ryby (chyba tuńczyk?). Z karm, których nie
        wspomniałaś, lubił też Animondę Integra Protect - Nieren (jest kilka smakó).
        Musisz znaleźć coś, co kotu będzie odpowiadać, każdy ma inne preferencje.
        Spróbuj też może z suchą karmą, jako uzupełnieniem tej mokrej.
        Trzymam kciukismile
          • wiesia.and.company Re: Wcale nie było gorzej.. 22.11.09, 14:26
            Ucieszyłam się, że jest poprawa. Świetnie! Co do dylematu: kiedy mój kot nie
            chciał jeść karmy weterynaryjnej, ale chętnie skubał inną pomogli mi weci z
            mojej kliniki. Powiedzieli: chcemy kota leczyć czyli musi żyć. Jeśli odmówi
            jedzenia, to nie ma po co leczyć. Czyli: najpierw trzeba kota wzmocnić jedzeniem
            (trudno, niech będzie cokolwiek) a potem walczyć z chorobą. I tak zrobiliśmy.
            I dobrze na tym wyszliśmy.
            Co do karmy suchej: poza RC i Hillsem jest jeszcze pyszny Trovet RID.
            To holenderska karma tylko weterynaryjna świetnej jakości - można kupić nawet w
            sklepach z artykułami dla zwierząt (tam jest na ogół ASD na kamienie), ale można
            też zamówić właśnie przez sklep z artykułami zwierzęcymi bądź można przez
            internet. Trovet RID.
            Czasem pomagało też posypanie jedzenia czymś, co kota przyciąga.
            U mnie sprawdzał się Biogen-kt (kt czyli tylko dla kotów - to suplement karmy
            złożony z witamin i minerałow, moje koty lecą do niego jak do waleriany). Nie
            wiem, czy odrobina kozłka lekarskiego (składnika waleriany) sypniętego na karmę
            nie sprawiłaby cudów w poprawieniu "chcicy". I nieustannie trzymam kciuki.
      • awanturka Re: Wcale nie było gorzej.. 22.11.09, 14:18
        To świetnie, że to tylko to, że karma mu nie smakuje, ale absolutnie nie dawaj mu niczego poza karmą weterynaryjną.

        Normalnie to kota można "przkonać' do karmy nie dając mu nic innego (jak będzie głodny, to w końcu się za nią weźmie) - ale tu sytuacja się komplikuje bo to kot chory i trzeba robić wszystko, żeby jadł. To dziwne, że kotu karma lecznicza nie smakuje - bo ponieważ te koty mają stępiony smak (nie czują smaku) to do tych karm dodaje się ekstra dodatki smakowe. A może mu własnie dlatego nie smakuje, że smakuje za intensywnie???


        Spróbuj z inną karmą. Z suchych polecam trovet, z mokrych moim zdaniem najlepszy jest royal, ale można spróbować z innymi. Duży wybór jest w sklepie internetowym krakwet.pl (krakvet.pl ? - nie pamiętam dokładnie jak się pisze)
        • circa.about Re: Wcale nie było gorzej.. 22.11.09, 16:15
          No ja właśnie w Krakvecie zamawiam wszystko co moje koty potrzebują, tylko coś
          ostatnio u nich przedłuża się oczekiwanie na przesyłkę, co zaczyna mnie powoli
          wkurzać. Właśnie u nich zamówiłam te saszetki i suchą RC. Dzisiaj Kocur w trzech
          podejściach zjadł całą saszetkę z wołowiną, tak wiec już wiem, ze nie
          odpowiadała mu wczorajsza, która była z tuńczykiem. Tak jak kiedyś Kot bardzo
          chętnie jadał suche, to teraz ledwo co skubnie, najchętniej z ręki, więc na
          razie suche chyba odpuszczę. Z resztą mam kłopot z jego serwowaniem, bo z racji
          obżarstwa drugiego kota, Kocur musi jeść odizolowany, bo jeśli tylko coś w misce
          zostanie, to Kinia natychmiast mu wyżera. Mokre przynajmniej zjada w całości.
          Spróbuję kupić tego Troveta, i na pewno kupię ten preparat witaminowy, o którym
          pisze Wiesia.
          Dzięki dziewczyny za wszystkie rady i trzymanie kciuków, jesteście nieocenione smile.
    • circa.about Re: Kocur na dializie 23.11.09, 11:50
      No i przekonał mnie weterynarz.. Stwierdził, że choć taki zabieg to wielki stres
      dla kota, to dzięki niemu możemy wiele zyskać, np. kilka miesięcy całkiem
      komfortowego życia.
      Kot zatem został rano zawieziony do lecznicy, mam go odebrać jutro w południe -
      nie wiem, jak to wytrzymam..
      Dla zainteresowanych - taka dobowa trzewna dializa u nas kosztuje 80zł, czyli
      całkiem do przyjęcia. Podobno jest na 100% bezpieczna.
      Trzymcie kciuki, i za kota i za mnie, bo z nerwów jestem bliska zawału..
    • circa.about Re: Kot w domu :) 24.11.09, 12:49
      Całą drogę samochodem strasznie wiercił się w transporterze - już miałam się tym
      zmartwić, bo skąd u niego taki power, ale jak tylko otworzyłam przenoskę w domu,
      kot natychmiast pobiegł do kuwety.. smile Siusiu się biedakowi poprostu chciało smile.
      Następnie zjadł połowę saszetki, napił się wody i siedzi na swojej półce w
      szafie.. I nie śpi. Z resztą tak samo nie spał przed tą dializą.. W sumie nie
      wiem co o tym myśleć, bo jeden wet powiedział, ze kot z wysokim poziomem
      mocznika bardzo dużo śpi, a jak drugiemu powiedziałam, ze Kocur chyba cierpi na
      bezsenność, to usłyszałam, że to przez ten wysoki mocznik smile.
      Biedak ma wygolony brzuch i małą dziurkę na środku (bez szwów), gdy się
      dokładniej przyjrzałam, dostrzegłam starą bliznę po usunięciu przepukliny, którą
      miał jako malutki kociak.. Jak to było dawno..

      Na razie Kot ma przerwę w wizytach u weta, ma dostawać swój stały zestaw leków,
      za tydzień powtarzamy badania krwi, ale na razie muszę go trochę podtuczyć, bo
      wygląda nienajlepiej..
    • circa.about Re: Po lekturze Miau.. 25.11.09, 08:48
      Naczytałam się wczoraj wątków o nerkowcach na Miau i doszłam do paru wniosków:

      1/ Choroba Kocura musiała się zacząć już bardzo dawno - jakieś 5 lat temu miał
      dziwny epizod neurologiczny. Zwymiotował, po czym dostał ataku drgawkowego, po
      którym miał chwilowy niedowład tylnych łap. Oczywiście natychmiast zostal
      zawieziony do weta, ale gdy byliśmy już na miejscu, wszystko wróciło do normy.
      Wtedy wet kazał obserwowac, bo po jednym ataku trudno było stawiać diagnozę.
      Potem juz nic takiego się nie powtórzyło.
      Przez ostatnie miesiące miał jakieś dziwne wymioty - w zasadzie codziennie, ale
      nie zwracał jedzenia, a taką dziwną pianę z sierścią. Każdy wet zwalał to albo
      na zakłaczenie albo na alergię i kazał zmienić karmę.
      Teraz gdy już jestem mądrzejsza o te wszystkie informacje, wiem że Kocur już
      dawno powinien mieć zrobione badania krwi i być leczony..

      2/ Zalecenia dietetyczne - wet kazał trzymać go tylko na Renalu, kategorycznie
      zakazał podawania czegoś innego. Jednak na Miau wyczytałam, że nie jest to takie
      proste, bo to karma niskobiałkowa i przy dłuższym stosowaniu moze prowadzić do
      zaniku mięśni i trzeba rozważyć, co jest dla kota w danym momencie ważniejsze -
      dieta nerkowa czy nabieranie sił i utrzymywanie w dobrej kondycji. Postanowiłam,
      że póki Kocur ma ochotę jeść a wciąż jest wychudzony, będę mu dawała Renal 4
      razy dziennie i raz surowe mięso (ilość łyżki stołowej). Wielkiej krzywdy mu już
      chyba nie zrobię, bo..

      3/ i teraz będzie pesymistycznie - koty nerkowe o których czytałam, mając takie
      wyniki jak Kocur tydzień temu, były najczęściej już przy końcu swojej drogi -
      Kocur mimo to jest w całkiem dobrej kondycji, bo całkiem chętnie je, nie ma
      żadnych owrzodzeń jamy ustnej, wciąż w miarę normalnie skacze, kilka razy
      dziennie korzysta z kuwety. Teraz priorytetem jest by nabrał sił i trochę
      przytył, więc pcham w niego ile się da. Co prawda jest strasznie przygaszony,
      przez cały dzień się nie pokazuje (ale to chyba za sprawą mojego syna 3-latka,
      któremu nie sposób wytłumaczyć, ze kotek chory i nie wolno go ganiać), ale
      wieczorami przychodzi na pieszczoty i traktorzy aż miło. Postanowiłam też, że ta
      przedwczorajsza dializa to ostatni stresujący zabieg na jaki się zgodziłam. W
      przyszłym tygodniu mam mu zrobić wyniki krwi, ale tak się zastanawiam czy jest
      sens, bo jeśli nawet będą złe to już chyba dam mu spokój i pozwolę odejść.. Z
      resztą wet też mi mówił, że jeśli nie zareaguje na dotychczasowe leczenie, to
      nie ma sensu przedłużać mu cierpienia kroplówkami..
      Ten ostatni paragraf to taki trochę bełkot, ale sama do końca nie wiem co robić..
      • marzenia11 Re: Po lekturze Miau.. 25.11.09, 10:18
        Wiem, ze łatwiej mówić niż zrobić (sama nie umiem tak),ale poczekaj spokojnie na wyniki badań w przyszłym tygodniu - ja bym zrobiła, chocby po to, aby wiedzieć, czy dotychczasowe działania dały jakiś efekt. Po nich będziesz mogła podejmować jakieś decyzje. Teraz skoncentruj się na odzywieniu kocura i rozpieszczaniu go jego ulubionymi smakołykami, nawet jeśli nie są do końca po linii z dietą. Mojej koleżanki mama, która ma 87 lat i bardzo dużo chorób (obecnie ma częściowy niedowład ciała po kolejnym wylewie) ostatnio pije dużo coca coli twierdząc, że w jej wieku nie musi już dbać o zdrowie odżywianie, tylko o to na co ma ochotę smile
        Trzymajcie się, całuję mocno i głaski dla kocurka smile
    • circa.about Re: :( 26.11.09, 09:32
      Kicuś znowu nie je..
      Dobrze było tylko w dniu, gdy rano odebrałam go po dializie.
      Wczoraj rano jeszcze trochę zjadł, potem złamałam się i dałam mu surowej
      wołowiny, ale też niewiele dziubnął sad.
      Dzisiaj od rana - katastrofa.. Chudy jak wiór, słania się na nogach, w nocy
      wymiotował.. Liznął trochę renala wymieszanego z whiskasem supreme. Chyba już
      nie ma siły by wskoczyć na swoją półkę w szafie - sama go tam wkładam, ma tam
      wodę, kilka razy dziennie noszę do kuwety, z której korzysta bardzo rzadko..
      Dzwoniłam do weta wczoraj, pozwolił zmienic ipakitine na alusal (bo wyczytałam,
      ze po ipak. koty czasami tracą apetyt jeszcze bardziej), kazal dać ranigast, bo
      może ma żołądek podrażniony.. Ale to chyba nie to - znowu ma brzydki zapach z
      pyszczka, ten cholerny mocznik go truje sad. Pytałam o ponowne kroplówki, ale
      niestety muszę się zgodzić z opinią weta, ze nie ma sensu, bo nawet po
      poprzednich dożylnych nie było wielkiej poprawy sad..
      Chyba będziemy się zegnać..
      Tak mi smutno, chodzę i płaczę, co chwila wyciągam kota z jego posłania,
      przytulam i łzy mi lecą ciurkiem... A on nawet nie mruczy, próbuje się wyrwać,
      bo mysli, ze znowu będę torturować jakimiś lekarstwami..
      • nioma Re: :( 26.11.09, 09:50
        Nie wiem co Ci napisac, bo w takiej sytuacji nie ma odpowiednich
        slow.
        Przykro jest mi bardzo, naprawde.
        • anmanika Re: :( 26.11.09, 10:41
          Ogromnie współczuję, przerabiałam to samo, tylko w moim przypadku była to
          4-letnia sunia. Nie ma dobrych rozwiązań, jest tylko wielki ból.
      • quasi.modo Re: :( 26.11.09, 10:34
        Oj, biedna sad Nie wyobrażam sobie jak musisz się czuć. Mój kocio, którego miałam
        tyle lat, zginął pod moją nieobecność. Jakieś debile puściły psy samopas po wsi,
        zanim tata wybiegł z domu było już po wszystkim. Cóż, przynajmniej nie musiałam
        podejmować takich trudnych decyzji a on umarł tak jak żył - jak wojownik. Mimo
        wszystko było mi strasznie. Pocieszyłam się jednak tym, że miał u nas dobre
        życie. Wszyscy go kochaliśmy, zawsze miał pełną miskę i miejsce na kolanach. A
        kiedy chciał, chadzał własnymi drogami.
        Więc może i Ciebie ta myśl pocieszy. Ta najtrudniejsza chwila w końcu i tak
        nadejdzie a kotu należy się dobra śmierć po dobrym życiu. Oczywiście tylko
        wtedy, kiedy wet nie daje już nadzieji.
      • mysiulek08 Re: :( 26.11.09, 14:20
        Trudna decyzja i trudny czas przed Toba.

        Przezyliscie razem kawal zycia. Dobrego zycia i to najwazniejsze i o tym
        pamietaj gdy bedziesz przeprowadzala go na druga strone. Lepsza dla niego bo bez
        cierpienia. Pozwol mu odejsc kiedy sam zdecyduje.

        Miej w sobie sile, pamietajac o Twym przyjacielu uratuj jakies biedne kocie zycie.

        Glaski
        • circa.about Re: :( 26.11.09, 15:48
          Ciężka to będzie decyzja, ale widzę, że jest ona nieunikniona..
          Kocur co prawda coś zjadł, ale niestety był to wyżej wspomniany Whiskas Supreme,
          którego skrzętnie wyżera spomiędzy kawałków Renala.
          Siedział dziś biedak u mnie na kolanach i słyszałam jak mu burczy w brzuchu..
          Głodny jest, bo rzuca się do miski, ale po chwili rezygnuje..
          Kicus to moje pierwsze zwierzątko któremu będę musiała ulżyć w cierpieniu i
          kompletnie sobie tego nie wyobrażam.. Nie wyobrażam sobie też jak będzie
          wyglądało nasze życie bez niego, bo w zasadzie odkąd pamiętam zawsze z nami był.
          Co do adopcji jakiejś kociej biedy, to nie potrafię o tym mysleć, ale wiem, ze
          jak tylko w głowie pojawi sie myśl o nowym futrze w domu, to zaraz jakieś kocie
          w potrzebie się pojawi.. Tak bylo w przypadku Kini - od jakiegos czasu
          myśleliśmy o towarzystwie dla Kocura i jak na zawołanie ktoś ją wyrzucił u nas
          pod blokiem i trafiła do nas. Wiem, że jak tylko poczuję się gotowa, to też tak
          będzie.
          • macarthur Re: :( 26.11.09, 21:38

            „Jest w Niebie miejsce zwane Tęczowym Mostem. Kiedy umiera zwierzę
            szczególnie komuś bliskie, trafia właśnie tam. Są tam łąki i
            wzgórza, całe przeznaczone tylko dla naszych pupili, gdzie mogą
            biegać i bawić się razem. Zawsze jest tam dostatek jedzenia, wody i
            słońca, więc jest im ciepło i przyjemnie. Wszystkie zwierzęta, które
            były chore i stare, odzyskują tam młodość i wigor. Kalekie odzyskują
            pełnię sił i sprawności, są takie, jakie je pamiętamy z minionych
            czasów.
            Wszystkie są tam bardzo szczęśliwe, ale brak im jednej rzeczy: każde
            z nich tęskni za pewną wyjątkową osobą, która została na Ziemi.
            Zwierzęta całymi dniami biegają i bawią się, aż przychodzi taki
            dzień, kiedy jedno z nich nagle zatrzymuje się i patrzy w dal. Jego
            wzrok jest skupiony, a ciało drży. Nagle zaczyna biec oddalając się
            od grupy, mknie ponad zieloną trawą, a jego łapy poruszają się coraz
            szybciej i szybciej.
            Zauważył Cię!
            Kiedy nareszcie Ty i Twój przyjaciel spotykacie się, tulicie się do
            siebie z całych sił, aby już nigdy się nie rozstać. Na Twoją twarz
            spada deszcz pocałunków i znów spoglądasz w ufne oczy swojego
            pupila, który tak dawno odszedł z Twego życia, ale nigdy nie opuścił
            Twego serca...
            *******************************************************************
            Z pewnością kiedy nadejdzie nieuniknione Twój Przyjaciel trafi do
            takiej krainy ...

              • mary4 Re: :( 26.11.09, 22:40
                Płaczę razem z Tobą
                tam samo mi ciezko,
                wracaja do mnie wspomnienia...
                wiesz ja obwiecałam moim kochanym kotom i psu jak pomagałam odejśc
                za TM ze jak będę mogła to zawsze będe pomagac inny futerkom, i
                kiedy będe miała w domu nowe i zawsze bede myśleć o nich... zawsze
                pamietając o nich... pożegnania są strasze
                trzymaj sie dzelnie
                nie wiele mogę pomóc

                jestem z Tobą
                przytulam mocno!
                kicio sam Ci powie kiedy... będziesz to czuła...
                ehhhhh
                łzy mi płyną....
                  • daad Re: :( 27.11.09, 11:16
                    Miałam nadzieję na dobre wieści od Ciebie a tu same złe. Strasznie
                    współczuję Kotkowi i Tobie. Mi też serce pękasad
    • circa.about Re: Załamka 27.11.09, 11:29
      Wzięłam go na ręce, tylko żeby przytulić, pogłaskać, popłakać w futro, a ten na
      mnie nawarczał.. Albo go coś boli, albo tak strasznie się boi podawania lekarstw
      i tylko z tym kojarzy branie na ręce..
      Kurczę, nie pamiętam kiedy ostatnio Kicuś na mnie warknął, on nawet za bardzo
      nie protestował gdy moja starsza córka była malutka i "zbyt intensywnie
      okazywała mu uczucia"..
      Dzisiaj już nic nie zjadł, wczoraj jeszcze udało mi się coś w niego wcisnąć..
      Kupię Gerberki - zawsze chętnie je jadł..
      • anmanika Re: Załamka 27.11.09, 11:44
        Nasz Ufciak biduleńki który godził się bez szemrania na kroplówki 2 razy
        dziennie oraz różne inne zabiegi, pod koniec życia odwracał głowę jak chciało
        się ją pogłaskać. Ona która by najchętniej 24 godz siedziała przytulona do
        człowieka i głaskana.
        • melba.3 Re: Załamka 27.11.09, 12:06
          Śledzę ten wątek i strasznie ci współczuję. Wracają wspomnienia
          kiedy parę lat temu musiałam ulżyć w cierpieniu swojemu psu. Był z
          nami 14 lat i tak strasznie płakaliśmy bo nic już się nie dało
          zrobić. I te cholerne wyrzuty sumienia, że mogliśmy wcześniej wpaść
          na pomysł, że to cukrzyca. Zmienić dietę, podawać insulinę albo
          wogóle zrobić cokolwiek. Wtedy myślałam, że to dlatego, że dawałam
          mu nie gotowe karmy tylko sama gotowałam. Jeśli cokolwiek może cię
          pocieszyć to może powiem tylko, że musimy niestety pamiętać, że nasi
          bracia mniejsi żyją krócej od nas i tak już ten świat jest
          poukładany żebyśmy mogli przygarnąć coraz to inne istoty. Dlatego
          dziś mam kota.
        • circa.about Re: Załamka 27.11.09, 12:18
          Kicuś też zawsze był przytulaśnym kolankowcem. Taki kot na gumkę - ja go z
          kolan, to on hyc i już znowu na nich był. Chodził z nami co rano do kuchni na
          kawę, witał w drzwiach - zawsze śmialiśmy się z miauczącego komitetu powitalnego
          z zadartym ogonem.. A teraz woli być sam.. Lubi głaski, nawet mruczy i się
          nadstawia do drapania, ale na rękach byc nie chce..
          • awanturka Re: Załamka 28.11.09, 05:10
            Przepraszam, zaniedbałam Twój wątek, jakoś tak wyszło.

            Przechodziłam, jak wiesz przez to wszystko... więc wiem dobrze jak to jest. Chyba już rzeczywiście już czas.. Walczyliście dzielnie... Nie zawsze się wygrywa.. Podziękuj mu za to, że był z Tobą, pożegnaj się - to chwila, ktora jest pelna bólu ale może też równocześnie być chwilą przepełniną wdziecznością za to, że mogłaś z tym zwierzakiem spędzić wiele lat, ze był z Tobą...
    • circa.about Re: Byłam u weta 28.11.09, 13:01
      Bez kota, sama, żeby pogadać..
      Wiem, że wet za mnie tej decyzji nie podejmie.. W sumie to nie wiem o czym
      chciałam rozmawiać.. Na razie ustaliliśmy, że póki kot coś tam je (daje mu
      surowe mięso kilka razy dziennie), siusia i nie wygląda na bardzo cierpiącego,
      to dajemy mu czas do poniedziałku..
      sad
    • circa.about Re: Niewydolność nerek.. niestety.. 28.11.09, 18:33
      Mój nastrój ostatnimi dniami głównie zależy od tego, ile Kocur zjadł..
      Po powrocie z rozmowy z wetem do domu dałam mu mielonego mięsa i wsunął całkiem
      pokaźną porcyjkę, kilka godzin później moja córka przybiegła z krzykiem, że
      Kicuś obwąchuje jej ręce, liże i ewidentnie szuka jedzenia. I znowu zjadł trochę smile.
      Zdaję sobie sprawę, że to złudne, wiem że Kocur juz nigdy nie wyzdrowieje, ale
      moze trochę jeszcze po tym świecie się pokula?
      • leniwiec1975 Re: Niewydolność nerek.. niestety.. 28.11.09, 19:01
        Jesteś bardzo dzielna. A co do kota - trzeba wierzyć, że będzie z Tobą jak
        najdłużej. Fajnie, że chce coś jeść. W takim stanie naprawdę nie ma znaczenia,
        czy je weterynaryjną karmę na nerki, najważniejsze, żeby coś w ogóle jadłsmile
        Dawaj mu to, co zawsze najbardziej lubił. Nawet, jeśli Kiciuś już nie ma szans
        na wyzdrowienie, to może można przedłużyć mu życie i równocześnie podnieść
        komfort życia... Naszemu Kotu po diagnozie raka weci dawali góra 5-7 tygodni,
        przeżył 6 miesięcy...
        Trzymam za Was kciuki bardzo mocno. I za koci apetytsmile
        • wiesia.and.company Re: Niewydolność nerek.. niestety.. 01.12.09, 01:40
          Tak, trzeba się przyglądać i cieszyć się tym, co na razie jest. Wiem, jak jest
          trudno, bo ja też umierałam ze strachu wracając do domu z pracy. W jakiej mój
          ukochany jest kondycji? Czy jeszcze sobie damy radę? Czy coś jeszcze zje? Czy
          pije? Czy jeszcze siada w kuwecie, czy się chwieje?
          Nie piszesz i to mnie martwi. Ale trzymam ciągle kciuki! Trzymajcie się jak
          najdłużej!
          • circa.about Re: Niewydolność nerek.. niestety.. 01.12.09, 07:49
            Kot ma na imię Kicuś - często nazywamy go po prostu Kocurem albo Koculem, i tak
            o nim pisałam smile.
            Kocio jeszcze się kula, ale zaczynam mieć wyrzuty sumienia..
            Jeszcze chodzi, pije, używa kuwety - co prawda leje poza nią, ale to tylko
            dlatego, że nie moze sobie kucnąć i siura na stojąco. Ale stara się chłopak.. Od
            niedzieli już nic nie je - co najwyżej wyliże sos od whiskasa. Słaby jest, ale
            jeszcze się trzyma..
            Myślę, że chyba jutro pójdziemy na tę ostatnią wizytę do weta.. Mój mąż ma wolne
            i nawet się zadeklarował, ze sam pójdzie jeśli nie czuję się na siłach.. No nie
            czuję się, ale nie wyobrażam sobie, że mnie przy nim w tej chwili nie będzie..
            Ostatnie dni spędziłam na żegnaniu się - płaczę, nie mogę jeść, nie mogę spać,
            wstaje w nocy sprawdzić co u Kicuszka.. Miętoszę tego mojego biedaka co chwila,
            a on się wyrywa..
            sad
                    • wiesia.and.company Re: Zdjęcie 01.12.09, 15:29
                      Widać, że jest po prostu wyjątkowy. Mądre oczy, poważny pyszczek. Trzyma jeszcze
                      formę. Miziajcie go, całujcie i zalewajcie swoją miłością. Ja wiem, że przecież
                      i łzami. Sama się wzruszyłam ogromnie patrząc w oczy Kiciula. Trzymam za Was
                      kciuki i za wspólne przejście ostatnich chwil razem. Dobrze, że będziesz też. To
                      jest bardzo trudne, ale ważna jest świadomość potem, że się było do końca i
                      towarzyszyło w przejściu za TM. Pozdrawiam Was i przytulam.
                      • circa.about Re: Jutro 01.12.09, 20:07
                        Jutro idziemy - boje się jak cholera, chyba nigdy w życiu tak się nie bałam..
                        Wiem, że muszę mu pomóc, bo na męczarnię umierania z głodu i zatrucia w zaden
                        sposób sobie nie zasłużył..
                        Nie macie pojęcia jak bardzo ważne dla mnie jest Wasze wsparcie..
                        • wladziac Re: Jutro 01.12.09, 20:22
                          wspieram Cię,bardzo Cię wspieram w tym trudnym momencie,płaczę i boleję razem z
                          Wami ale czekanie aż kotek będzie bardzo cierpiał nie byłoby dobre dla
                          Niego,trzymaj się
                        • ona-50 Re: Jutro 01.12.09, 22:13
                          W tamtym roku uśpiliśmy naszego 14-letniego psa. W domu. Wszyscy
                          byliśmy z nim do końca. Trzeba zanleźć w sobie tyle siły żeby pomóc
                          odejść naszym wiernym przyjaciołom, kiedy nadchodzi ich czas. Wiem
                          co czujesz i wiem że dasz radę. Obudziłaś wspomnienia...płacze razem
                          z Tobą.
                          • wiesia.and.company Re: Jutro 01.12.09, 22:57
                            Jesteś bardzo mądra. Naprawdę! Trzeba mieć siłę, żeby pozwolić odejść. Mocno Cię
                            ściskam i Twojego ukochanego kiciula też. Bardzo to smutne, ale konieczne.
                            Lepiej tak, niż czekać na "naturalne" odejście kotka w bólu. Ach... sad
                          • circa.about Re: Jutro 01.12.09, 23:06
                            Kochani,
                            Nie sądziłam, że to takie ciężkie..
                            To mój pierwszy zwierzak, któremu muszę ułatwić podróż za Tęczowy Most i nie
                            potrafię sobie z tym poradzić.. Gdy brałam go ze schronu, nawet do głowy mi nie
                            przyszło, ze przyjdzie nam spędzić ze sobą aż 16 lat. Kicuś był ze mną przez
                            całe moje dorosłe życie - wtedy byłam dzieciakiem zaczynającym studia w obcym
                            mieście, teraz jestem matką dwójki dzieci, mam męża, własny dom.. w którym on
                            zawsze był.. Fuck...
                            Mój mąż mi właśnie powiedział, ze nie musimy jutro tego robić.. ale ja wiem, ze
                            tak trzeba, bo Kicuś chyba już cierpi, na pewno jest głodny, bo mimo swojej
                            słabości przybiega gdy nakładam karmę Kini, a gdy mu ją daję - zjada dosłownie
                            jeden kęs, rzuca się na niego, a potem odwraca głowę i odchodzi..
                            Płaczę gdy na niego patrzę, mój mąż z resztą też.. Nie wiem jak przeżyjemy
                            jutrzejszy dzień..
                            • wiesia.and.company Re: Jutro 02.12.09, 00:31
                              I mój Bartuś też był głodny, podchodził, zwieszał główkę nad miseczką... i nie
                              mógł. Wreszcie wylizał małą miseczkę lekko ciepłego mleka. I zwrócił. Ale
                              przynajmniej miał chwilę przyjemności. To było w nocy... a następnego dnia
                              wezwałam lekarza do domu...
                              Mieliście wspaniałych 16 lat razem!! Ściskam Cię!
                            • ashton Re: Jutro 02.12.09, 09:59
                              Ech, tak bardzo mi przykro... Patrzę na to pyszczydło na zdjęciu...
                              Kicior przeżył z Tobą szesnaście pięknych lat, pozwolenie mu odejść
                              właśnie teraz jest dowodem jak bardzo jest dla Ciebie ważny.
                              • circa.about Re: Dzisiaj 02.12.09, 10:05
                                Nie mogę już dłużej czekać - biedak przewraca się pijąc wodę, jest taki słabiutki..
                                Czekam aż weterynarz wróci do lecznicy, bo na razie pojechał gdzieś za miasto na
                                interwencję..
                                To są jedne z najgorszych chwil w moim życiu.. Siedzi chudzinka na swoim
                                posłaniu i mruczy gdy do niego podchodzę..
                                • ona-50 Re: Dzisiaj 02.12.09, 10:46
                                  Jesli wet jest gdzies na miescie, moze w drodze powrotnej zajechałby
                                  do Was, zeby kotka uspic w domu? Po co go wozic do lecznicy i
                                  fundowac dodatkowy stres.
                                  Siły życzę.
                                • awanturka Re: Dzisiaj 02.12.09, 10:59
                                  Napisałam wczoraj długiego posta. Niestety najwyraźniej mi się nie wysłał. Płaczę bo przypomina sobie jak żegnaliśmy naszego Wrzaskunka... Dobrze, że wzięłaś weterynarza do domu. My Wrzaskuna uśpiliśmy w lecznicy, nie mieliśmy innej możliwości.

                                  Wiem, że jesteś wrażliwą, ciepłą kobietą więc spokojna jestem o to, że zrobisz wszystko aby Kicuś odszedł czując, że jest kochany...

                                  Spróbuj też przezyć to od innej strony - spróbuj poczuc też wdzięczność do losu/Boga, za to, że dane Ci przeżyć kupę czasu z tym wspaniałym zwierzakiem. Ta wdzięczność na pewno w Tobie jest tylko przysypana póki co potwornym bólem...
                                  • circa.about Re: Dzisiaj 02.12.09, 11:28
                                    Nie bierzemy weterynarza do domu, bo mam małe dzieci..
                                    Chłopczyk prawie 3-letni i dziewczynka 9 -letnia - szczególnie córce nie chcę
                                    fundować takich przeżyć, bo jest bardzo z Kicusiem związana..
                                    Oczywiście myślałam o tym, i wiem że nie jest to niemożliwe, bo wet prowadzi
                                    wizyty domowe, ale nie chcę..
                                    Młody jest tak absorbującym i żywym dzieckiem, że nawet nie pozwoliłby mi się
                                    wypłakać, bo to ten typ, co nie znosi gdy moja i męża uwaga jest skupiona na
                                    czymś/kimś innym niż on..

                                    Awanturko - oczywiście, ze jestem wdzięczna Bogu/losowi, że dał mi te 16 lat
                                    razem, że ominęły Kicuszka jakieś poważniejsze choroby (oczywiście oprócz tej
                                    ostatniej co go zabija), że mam tyle wspaniałych wspomnień z nim związanych..
                                    Ale żal w sercu pozostanie, bo Kicuś jest wyjątkowy. Widzę to szczególnie teraz,
                                    gdy mamy drugiego kota, który jest po prostu kotem, księżniczką pełną fochów,
                                    chadzającą własnymi drogami. A Kicuś chadzał naszymi drogami..
                                    • the_dune Re: Dzisiaj 02.12.09, 11:48
                                      przytulam Cię mocno, Circo...
                                      to boli, bo musi
                                      tak by się chciało, żeby nasze zwierzaki były z nami dużo dłużej, ale gdzieś
                                      Ktoś ma wobec nich inne zamiary...
                                      Kicusia na pewno jest szczęściarą: trafiła na wspaniałych ludzi smile
                                      głaszcz i mów do niej, to pomaga, nawet gdy łzy lecą, a dzieci dużo czują, nawet
                                      jeśli nie rozumieją: moja młodsza córka miała niespełna 3 lata jak u nas w domu
                                      odchodził nasz wspaniały Pies, była przy wszystkim niefajnym co się działo,
                                      pytała, ale jakoś nie próbowała ani mnie, ani męża odciągnąć od odchodzącego
                                      Psa... Za to do dziś pamięta i pyta o niego. Starszej (10 lat) też o wszystkim
                                      mówiliśmy, płakała razem z nami, ale myślę, że właśnie dużo zrozumiała wówczas...

                                      Dużo osób teraz myśli o Tobie i Koteczce, dołączam się, przytulam i płaczę sobie
                                      z Wami też...
                        • awanturka Re: Jutro 02.12.09, 00:52
                          Późno już, późno piszę mój post więc pewnie nie przeczytasz go przed jutrzejszym dniem (a właściwie to już dzisiejszym).

                          Ryczeć mi się chce bo staje mi przed oczanmi jak ułatwialismy odejście Wrzaskunkowi.. Wiem, że jesteś dobrą, wrażliwą kobietą i pewnie masz tez takiego męża - wiem, że zrobicie wszystko by odejście Waszego Kicusia było jak najmniej dla niego trudne, by umarł czując, że jest otoczony opieką i bardzo przez was kochany...

                          Spróbujcie w tym bardzo trudnym przezyciu zdobyć się na odrobinę wdzięcznosi wobec losu/Boga (?), że dane wam było przeżyć kawał zycia z tym wspaniałym zwierzakiem - nie każdemu jest dane przezyć coś takiego.
    • basset2 circa... 02.12.09, 10:41
      życzę Ci ogromu siły w tym trudnym momencie...

      to nie Ty obierasz mu życie...to choroba...
      której nie pozwolisz na narażanie swojego przyjaciela
      na cierpienie i ból...
      circa...ściskam

      • leniwiec1975 Re:Nie ma juz Kicuszka... 02.12.09, 15:05
        Tak mi przykro... płaczę... prawie miesiąc temu przeżywałam to samo, żegnając
        mojego Kota...
        Trzymaj się dzielnie. Kotek już nie cierpi. Daliście mu mnóstwo szczęścia przez
        te wspólne 16 lat...
        [*]
      • awanturka Re:Nie ma juz Kicuszka... 02.12.09, 16:18
        Byłaś bardzo dzielna, zrobiłaś to co należało zrobić...

        Ale cierpi się po tym długo - ja dzisiaj oddawałam transporter w jakim nosiliśmy Wrzaskunka do weterynarza (i w którym odbył swoją ostatnią drogę) znajomej a tam kocyk - kocyk a na nim sierść kochanego zwierzaka - przytuliiłam się do kocyka i się popłakałam, nie wiem, czy zdobędę się na to, żeby kocyk wyprać - coraz mniej jest śladów po Wrzaskunku w naszym domu, coraz mniej...

        Przepraszam, że ja tak o sobie - ale chcę żebys wiedziała, ze nie jesteś w takim przezywaniu tego odosobniona, ze tak właśnie to się przeżywa...

        Czy dobrze się domyślam, ze masz w domu jeszcze inne koty (filmik dołaczany do Twoich postów - zdaje mi się, ze rozpoznaję na nim Kicusia).
        • circa.about Re:Nie ma juz Kicuszka... 02.12.09, 16:33
          To nie moje koty na tym filmiku z sygnaturki.. Któraś z dziewczyn go tutaj
          linkowała - strasznie mi się podobał, więc sobie przywłaszczyłam.
          Ale mam jeszcze jednego kota - 2-letnią Kinię, uratowaną spod śmietnika na moim
          osiedlu, gdzie ktoś ją wyrzucił. Fajna jest, strasznie miziasta, ale to nie to
          samo..

          Też chyba się nie rozstanę z kocykiem na którym Kicuś leżał przez ostatnie dni..
          Wtulam się w niego i wyję.. Bo może sobie wymyślam, ale on pachnie Kicusiem..
          Jego półka w szafie zionie taką pustką.. Jego miski, a nawet jego poranne siku w
          kuwecie doprowadzają mnie do łez.

          Smutno mi jak diabli.
          • mary4 Re:Nie ma juz Kicuszka... 03.12.09, 17:04
            wiesz... kiedy odszedł mój pies naj wspanialszy, spełnienie
            całkowite wszystkich marzeń o psie moich... miał 14lat pół jamnik
            (nerki i wątroba zastrajowały i tez trzeba było pomóć nie cierpieć)
            i małam mnóstwo zabawek i kocyków też zostawiłam jeden pachnacy oraz
            jedna zabawke, postanowilam ze reszta, kojec i smycze pójdzie do
            ciapkowa, kiedy myłam je przed wydaniem rozpaczałam ale los nie pyta
            nas o uczucia coś sie dzieje i już.... wiem ze przydały się tam
            dziś po półtora roku czasem gdy strasznie tesknie i czuje w
            powietrzu jego zapach wyciagam ta zabawkę i przez łzy dziękuje ży
            był... to takie trudne...
            natomiast po pół roku później gdy żegnałam moje koty (małe, były u
            mnie od 1tyg do 3 i rozwijała sie choroba robacza bez szans pomimo
            naszego oddania sie pomocy 24h na dobe i masie wydanej kasy
            odchodziły kolejno...) wiem że pies pomógł mi swoją drogą pożegnać
            sie z tymi zwierzakami... podobnie jak z moją mama nie dawno....
            boli okrutnie cały czas...

            wiem że moim zadaniem jest pomagać zwierzętom i staram sie jak
            mogę...zgodnie z obietnicą daną psu i kotom...
            poświeć uwagę Kini Twojej kici jej tez jest smutno... a za jakiś
            czas los sam zdecyduje czy powiekszycie kiedyś gromadkę czy nie...
            (ja już wiem że jeśli ktoś raz sie dokocił to po stracie za jeśli
            bedzię mógł ponownie uratuje kicka.... ale to moje zdanie i
            doświadczenia dokocania po ciezkiej chorobie 3 kotów i radości Cleo
            z towarzystwa)
            jestem z Wami cały czas...
            • circa.about Re:Nie ma juz Kicuszka... 03.12.09, 17:51
              >> mary - pięknie napisałaś, dziękuję..
              My już wiemy, że będzie w domu następny kot..
              Gdy Kicuszek był już bardzo chory, mój mąż zarzekał się, że nie chce już więcej
              żadnego kota, że Kiniula nam wystarczy, no ewentualnie zgodzi się, jeśli mu
              kupię jego wymarzonego brytyjskiego albo rosyjskiego niebieskiego. Oczywiście mi
              też BARDZO się te koty podobają, są prześliczne, ale jakoś nie mogę się
              przekonać do posiadania rasowego kota (szczególnie za tyle pieniędzy).
              Jakież było moje zdziwienie, gdy dzisiaj rano, mój mąż wychodząc do pracy rzucił
              na wychodne, że jak znajdę jakąś biedę do przygarnięcia, to mam się nie
              zastanawiać.. Popłakałam się, a nawet zrobiło mi się lżej na duszy.. Bo choć
              wiem, ze drugiego takiego kota jak Kicuszek już nigdy nie będę miała, ale dom
              bez niego jest taki pusty.. I Kinia plącze się z kąta w kąt, też smutna..
              Na razie nie szukam (choć nie powiem, przejrzałam forum adopcyjne na Miau), ale
              wiem, że prędzej czy później jakiś kotek sobie mnie wybierze i wtedy do nas
              dołączy..
              W tej chwili rana po śmierci Kicka jest zbyt świeża, bym miała siłę zajmować się
              nowym koteczkiem.. Wciąż płaczę, gdy tylko zamknę oczy widzę to bezwładne ciałko
              na stole u weterynarza..
              Wczoraj cały dzień wspominaliśmy z moim mężem Kicuszka, troche płakaliśmy,
              trochę się pośmialiśmy (bo generalnie strasznie śmieszny był), ale generalnie
              doszliśmy do wniosku, ze Kicek był naprawdę wyjątkowy, taki koto-pies chodzący
              za nami krok w krok, prawdziwy przyjaciel..
        • wiesia.and.company Re:Nie ma juz Kicuszka... 02.12.09, 17:11
          No tak.... sad Lecą mi łzy, dobrze że przy sobie mam koty na fotelu i
          monitorze. Niestety, na ten ból w serce pomaga tylko płacz, im bardziej się
          kochało, tym więcej się płacze. Jakby łzami trzeba było odprowadzić nasze
          ukochane koty. I ja realistka, wierzę, że nasze koty odchodzące za TM widzą, że
          rozpaczamy, widzą że je tak bardzo kochaliśmy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka