pastilka
04.12.09, 17:35
Dzień dobry. Piszę tutaj po raz pierwszy i od razu z dużym problemem.
3 miesiące temu przygarnęliśmy z mężem kotka. To nasz pierwszy kot domowy, nie
mieliśmy doświadczenia, ale powoli, starając się unikać błędów szkodliwych dla
kotka i dla nas wszystkiego się uczyliśmy. I oto mamy pięknego, 5-miesięcznego
kocurka, kochanego, przytulaska, mruczka buraska. Ponieważ jestem w ostatnim
miesiącu ciąży i już za chwilkę będzie u nas "gorąco" postanowiliśmy zapewnić
naszemu jedynakowi przyjaciela,towarzysza zabaw. Sami dość dużo czasu
spędzaliśmy na zabawach z pierwszym kotkiem, nie mamy jednak złudzeń, że po
porodzie to się może zmienić. Wokół słyszeliśmy głosy, ze drugi kotek to:
więcej radości, miłości, najlepsze towarzystwo dla pierwszego, ogólnie same
pozytywy. Zatem dokociliśmy się - akurat przypadek postawił na naszej drodze
6-tygodniowego kudłaczka (podobno półpers, słodki). Od 4 dni nowy kociak
mieszka z nami. I zaczyna się część dramatyczna.
Pierwszą dobę kotki zostały rozdzielone: nowy dostał swoją wyprawkę i
zamieszkał w łazience. Przespał, zjadł, dostał mnóstwo czułości. Rezydent też
został wyjątkowo wydrapany za uszkami, dostał nową zabawkę i pyszne jedzenie -
żeby tylko nie poczuł się odrzucony. Obaj próbowali nawiązać kontakt przez
zamknięte drzwi. Rezydent wydawał sie niespokojny, ale nie agresywny. Po ok
24godzinach postanowiliśmy zapoznać koty. Żaden nie wyglądał na
przestraszonego, raczej obaj byli zaciekawieni. Ale po kilku minutach rezydent
zaczął traktować nowego jak maskotkę, którą czasami tarmosi w domu. Przewrócił
małego, złapał za gardło, kark, potem za łapkę, w ogóle nie dawał mu szans -
zresztą różnica wielkości jest ogromna. Mały trochę się bronił, trochę
piszczał. Takie zachowanie trwa już 4 dzień - jesli tylko pozwolimy im na
kontakt rezydent od razu przewraca nowego, tarmosi go, nie doszło do rozlewu
krwi, bo zawsze ja lub mąż interweniujemy - nerwy mamy na wyczerpaniu.
Czy starszy może zagryźć małego, zamęczyć go na śmierć? Czy to jest normalne
zachowanie: brak prychania, jeżenia ogona, nawet kilka razy jeden drugiemu
podjadł coś z miski, załatwił się do kuwety kolegi. Obaj są jeszcze nie
wykastrowani (starszego planujemy wykastrować za miesiąc), obaj wyciągają do
siebie łapki przez szczeliny drzwi, albo szczebelki w łóżeczku dziecka (mały
tam czasami się chowa, starszy się nie mieści). Nowy zaczepił kilka razy
starszego, ale chyba potem tego żałował.
Bardzo proszę o pomoc: co robić? Nie interweniować i patrzeć, jak się to
wszystko rozwiąże (osoba z fundacji opiekująca się bezdomnymi kotami, która
nam nowego przyniosła, tak radziła - wyjść z domu na cały dzień. A jeśli po
powrocie znajdziemy martwego kociaka?). Nie chcemy oddawać nowego, ale nie
możemy pilnować obu 24godz na dobę. A może "hodować" nowego, żeby zmężniał i
za kilka tygodni sam się mógł obronić?
Bardzo proszę o rady i pomoc!