po.prostu.ona
24.12.09, 11:26
Takie żądanie usłyszała moja znajoma, która złapała na osiedlowym
podwórku dwie małe koteczki.
Około sześciomiesięczne kotki (dziewczynki) ktoś podrzucił pod blok
z początkiem grudnia. Były dokarmiane (mlekiem i białym serkiem,
czasem marketowymi saszetkami) przez pewną panią.
Gdy dowiedziałam się o nich, ścisnęło mi się serce, ale postanowiłam
być twarda - po tym, jak przez pół roku spłacałam weterynarza za
nieudaną próbę ratowania kociąt z panleukopenią - przysięgłam sobie -
koniec z tymczasami.
20-stopniowy mróz i koszmarny sen o zamarzniętych w nieogrzewanej
piwnicy kociętach obrócił w proch moje przysięgi.
Znajoma, która miała kontakt z tymi koteczkami złapała je i
przyniosła mi do domu.
Okazało się, że nie są to piwniczne dziczki, lecz w pełni oswojone,
domowe kociaki. Bardzo przymilne, lgnące do ludzi, nie bojące się
ich. Mam je non stop na kolanach, bez obaw przychodzą na pieszczoty
również do moich gości - co nigdy się nie zdarzyło w przypadku moich
wcześniejszych tymczasów - wszystkie potrzebowały paru tygodni lub
nawet miesięcy by pozwolić się głaskać obcym osobom. Mają czyste
uszy, czyste futerka (i tak podałam Advocate, na wszelki wypadek)
Ktoś wyrzucił kotki bez wątpienia urodzone i wychowane w mieszkaniu
wśród ludzi!
Najbardziej zaszokowała mnie reakcja dokarmiającej je pani, która
kategorycznie zażądała od mojej znajomej ponownego wypuszczenia
koteczek na podwórko!
Gdy ta znajoma powiedziała, że być może je weźmie, reakcja tej pani
była jeszcze bardziej nieprawdopodobna - "No chyba nie do
mieszkania!" - oznajmiła ironicznym tonem.
A gdzie? - pytam, resztkami kultury powstrzymując się od okraszenia
tego pytania słówkiem na k.
Poza tym, za miesiąc, góra dwa - obie te panienki osiągną dojrzałość
płciową i zgroza bierze na myśl, co znów zaczęłoby się dziać na
osiedlu.
Zaledwie dwa lata temu wysterylizowaliśmy całe stado - i znowu komuś
marzą się zwłoki kociąt rozwleczone po jezdni...